- Opowiadanie: CthulhuJimi - Pigmaline

Pigmaline

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

NoWhereMan, Finkla, black_cape

Oceny

Pigmaline

Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, a właściwie od pierwszej, lub może bardziej ostatniej kreski (z których ją stworzyłem). Miękkim ołówkiem obrysowałem jej smukłe, secesyjne kształty, swobodnym ruchem grafitu rozwiałem fryzurę, węglem przyciemniłem źrenice zalotnie przymrużonych oczu. Była piękna. Spędziliśmy razem sporo czasu. Ona, z każdym kolejnym rysowanym kadrem wdzięczyła się przyjmując coraz to bardziej zalotne pozy – ja studiowałem jej boskie kształty w nieskończoność kreśląc je miękką końcówką ołówka. W pewnym (jednak) momencie nie spodobał jej się sposób, w jaki podkreślam jej szczękę

– Przez ten obrys jestem tak jakby zbyt wyniosła – skomentowała krytycznie i usiadłszy na krześle, odwróciła się do mnie plecami.

Na nic zdała się dorysowana biżuteria okalająca jej smukłą szyję i delikatne przeguby rąk. Tego dnia nie spojrzała już w moją stronę.

Poranek rozpoczęła awanturą, że ozdabiam ją jak "świąteczną choinkę" – wpatrując się w jej chmurny profil, kątem oka dostrzegłem jeszcze ostrzej zarysowaną krawędź szczęki – rzeczywiście robiła wrażenie wyniosłej. Szybko zmiękczyłem linię portretu. Zamiast "dziękuję" usłyszałem "wreszcie" i towarzyszące mu westchnienie.

Kolejne dni znowu wypełniła rysunkowa sielanka – oszalałem na punkcie jej zgrabnych nóg – ołówek tańczył na papierze wtórując jej zawadiackim pozom. Raz za razem prowokowała gestem, by za chwilę udawać naiwną niewinność. Twórczy szał uwielbienia zamieniał kolejne statyczne ujęcia w animację nagromadzonych kadrów. Niezapomniany czas rysunkowej ekstazy przerwał jeden, pozornie nieistotny szczegół.

– Już ci się taka nie podobam? – zapytała znienacka.

Nie odpowiedziałem.

– A więc jednak… – stwierdziła, przeglądając się w rysunkowym lustrze. Rysujesz mnie jakby grubszą! O, tu i tu – wskazała ślicznym paluszkiem gąszcz ołówkowych kresek w okolicach bioder i szyi. – A byłam tak smukła… – skwitowała rozżalona.

Następne dni była wyraźnie apatyczna. W końcu poddałem się. W kolejnych ujęciach wprowadziłem kosmetyczne poprawki.

– Czyli jednak… – skomentowała, zaciskając piękne usteczka.

Kilkugodzinny cichy strajk przerwała z zaskoczenia opowiastką zupełnie wyrwaną z kontekstu – tak, jakby nic się nie stało. Siedząc przed lustrem poprawiała makijaż i fryzurę. Jej odbicie ukradkiem zerkało w moją stronę. Sprawdzała czy ją podglądam.

 

Innym razem, przymierzając sukienkę stwierdziła niby przypadkiem, że jestem taki staromodny. Tym razem to ja nie wytrzymałem. Zaślepiony męską dumą, nieco gniewnie i jakby trochę od niechcenia narysowałem centrum handlowe, jadowicie komentując pod nosem współczesne trendy. Szybko zniknęła za schematycznymi drzwiami olbrzymiego budynku. Nie było jej kilka godzin. Kiedy wreszcie pojawiła się – zaniemówiłem. Była niczym bogini. Piękna i zmysłowa, niewinna i zarazem jakże prowokująca(prowokacyjna). Materialna, a równocześnie zwiewna i eteryczna niczym elf.

– Tak, jestem staromodny – westchnąłem, pochylając pokutnie głowę.

Na te słowa roześmiała się perliście i zakręciła niczym baletnica, zniewalając mnie kompletnie swoim rysunkowym wdziękiem.

Następnego dnia zaprosiłem ją na randkę do cukierni. Nieprzekonująco wzbraniała się tłumacząc, że dba o linię!

– Nikt nie dba bardziej o twoją linię niż ja – zripostowałem z uśmiechem.

Zarumieniła się i z charakterystycznym, linearnym wdziękiem przystała na moje zaproszenie. Nawet mnie trudno było się oprzeć syto zastawionemu stolikowi. Potraktowane szkicowo słodkie dania z bitą śmietaną przykuwały moją uwagę. Godzinami mógłbym patrzeć, jak rozkosznie zjadała zawartość kolejnego pucharka bakaliowych lodów, raz po raz odgarniając z czoła swawolny loczek. Co jakiś czas uśmiechała się do mnie z pełną buzią, mrużąc swe grafitowe oczy. Refleksy srebrnej łyżeczki rozświetlały jej papierowo bladą twarzyczkę.

Często jednak urok słonecznych dni potrafi przerwać nagła i nieprzewidywalna burza. Tym razem dała o sobie znać od dłuższego czasu skrywana zazdrość.

– Co robisz, kiedy mnie nie rysujesz? – spytała niby naiwnie, niby przypadkiem.

Od razu wyczułem podstęp, a po moich plecach przebiegł pierwszy dreszcz gromu zwiastujący burzę.

– Szkicuję, projektuję, czasem coś czytam, oglądam… – odpowiedziałem ogólnikowo.

– Rysujesz, czy tylko oglądasz inne? – nie odpuszczała.

– Oj, nie przesadzaj – odpowiedziałem, niespecjalnie kryjąc irytację – Robię to, co robiłem, zanim cię poznałem, muszę z czegoś przecież żyć!

Tego było dla niej aż nadto.

– Czyli jednak! – skwitowała zwycięsko – Rysujesz je pewnie nagie, prawda? Ty staromodny podrywaczu! Jeśli chodzi o ciuchy, nigdy nie miałeś gustu! Pewnie ubiera je ktoś inny, prawda? Ty zapewne ograniczasz się "jedynie" do przesadnych luksusów otoczenia. Obsypujesz je drogimi prezentami, tak?! Samochody o sportowych liniach, lustra w zdobionych ramach, barokowy przepych! Oto cały ty! Ubogi bogacz uzbrojony jedynie w kawałek węgla! Błędny rycerz z grafitową kopią! Ołówkowy podrywacz! Każdą zapewne kupujesz kształtnie obrysowanym tyłeczkiem, miękką piersią ze sterczącym sutkiem? Czy tak? Nie zaprzeczaj! Winę masz wręcz WYRYSOWANĄ na twarzy, ty chirurgu plastyczny! Ich portrety traktujesz równie schematycznie?

Jej histerii nie dało się powstrzymać tak, jak nie da się zatrzymać pędzącego na oślep stada uciekającego przed pożogą. Tornado kolejnych zamienionych w słowa myśli z niszczycielską siłą rwało na strzępy kadry pięknych wspomnień. Milczałem. Moja męska duma demokratyczną większością rozsądku zabraniała mi zwalczyć ogień ogniem. Wsłuchiwałem się w ten gorzki, papierowy monolog. W rachunek sumienia nagromadzonych wyrzutów i kobiecej paranoi.

– Nawet się nie bronisz! Jesteś beznadziejny, a ja byłam ślepa. I głupia. Dałam się uwieść twej grafitowej szarlatanerii… Jakaż ja byłam naiwna i łatwowierna. A ty, ty odurzyłeś mnie szalonym tańcem ołówka po białej płaszczyźnie papieru, nic więcej… Nie zaprzeczaj! Nic już nie mów… Odejdź, chcę zostać sama…

Odczekałem kilka kolejnych, chudych dni. Odwiedziłem pobliski sklep z artykułami biurowymi. Kupiłem dużą, prostopadłościenną gumkę do gumowania o przyjemnym, delikatnym zapachu. Korzystając z jej rysunkowej nieobecności wprowadziłem kilka estetycznych zmian w projekcie łazienki – powiększyłem wannę, w toaletce dodałem kolejną kondygnację kosmetyków, rozjaśniłem wnętrze dorysowując sufitowy świetlik. Na krawędzi wanny położyłem "mydełko". Wieczorem zaczaiłem się tak, jak robiłem to wiele razy wcześniej. Wiedziała o tym i wiem, że to lubiła.

Patrzyłem ukradkiem jak zmywa z siebie gorycz ostatnich dni, jak spłukuje osad minionych chwil. Jak bezpowrotnie znika…

Koniec

Komentarze

Znany motyw, ale ujęty jakby na nowo, ładnie, ale też przewrotnie. Podoba mi się zakończenie. ;)

Wykonanie bardzo porządne, ale dobre wrażenie psuje nie najlepsza interpunkcja.

 

Tor­na­do ko­lej­nych za­mie­nio­nych w słowa myśli z nisz­czy­ciel­ką siłą… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

właściwie, od pierwszej

Bez przecinka.

bardziej, od ostatniej kreski

I tu też.

z których ją stworzyłem

Niegramatycznie (związek zgody – liczba musi się zgadzać) i niezręcznie. Wycięłabym w ogóle.

obrysowałem jej smukłe, secesyjne kształty

Obrysowuje się raczej coś, co już jest, chociaż może to żargon. Nie wiem.

węglem przyciemniłem źrenice

Źrenice w ogóle są czarne.

wdzięczyła się do mnie z każdym kolejnym rysowanym kadrem

Coś mi tu nie pasuje, nie jestem pewna, co.

ja, studiowałem

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

kształty w nieskończoność kreśląc

Kształty, w nieskończoność kreśląc.

sposób w jaki

Sposób, w jaki.

usiadłszy na krześle odwróciła się

Usiadłszy na krześle, odwróciła się.

dorysowana biżuteria okalająca jej szyję i przeguby rąk

Bardzo kliniczne, nie pasuje do wyraźnie zakochanego faceta.

Wpatrując się w jej chmurny profil kątem oka dostrzegłem

Tu potrzeba przecinka, żeby dookreślić: Wpatrując się w jej chmurny profil, kątem oka dostrzegłem; albo: Wpatrując się w jej chmurny profil kątem oka, dostrzegłem.

towarzyszące temu

Lepiej by brzmiało "towarzyszące mu" – ale to może być kwestia osobistego słuchu.

oszalałem na punkcie jej smukłych nóg – ołówek tańczył na papierze wtórując jej zawadiackim pozom.

Dużo tego "jej" – dałoby się wypiłować. I "wtórując" – hmm. No, nie wiem.

przerwał nieistotny szczegół

Hem? Ale co jest tym szczegółem?

stwierdziła przeglądając się

Stwierdziła, przeglądając się.

wskazała swoim ślicznym paluszkiem

Nie mogła wskazać cudzym paluszkiem.

skomentowała spinając

Skomentowała, spinając. Nigdy nie słyszałam, żeby usta "spinać". I tu też "swoje" jest niepotrzebne.

Sprawdzała czy

Sprawdzała, czy.

Innym razem, przymierzając sukienkę stwierdziła

Innym razem, przymierzając sukienkę, stwierdziła. Nie nadużywaj "stwierdziła" – to słowo oznacza asercję lub odkrycie czegoś. Jeśli po prostu powiedziała, powiedz "powiedziała", albo "zauważyła" – sam znajdziesz inne synonimy.

centrum handlowe jadowicie komentując

Centrum handlowe, jadowicie komentując.

prowokacyjna

Hmm. Na pewno nie "prowokująca"?

stwierdziłem pochylając pokutnie

Stwierdziłem, pochylając pokutnie. Teraz to już na pewno przesadzasz ze "stwierdziłem". I aliterujesz.

niczym baletnica zniewalając

Niczym baletnica, zniewalając.

o twą linię niż ja

Nie przesadzaj z wysokimi słowami: o twoją linię, niż ja.

linearnym wdziękiem

Linearnym?

Nawet mi

Mnie.

trudno oprzeć się

Naturalniej: trudno się oprzeć.

Szkicowe, słodkie dania

Szkicowe dania? Przecinek raczej zbędny (grupa nominalna) i powtarzasz "słodkie".

głodną uwagę

Trochę przedobrzyłeś.

patrzeć jak rozkosznie zjadała

Patrzeć, jak rozkosznie zjada. Bo consecutio temporum. Ponadto – podmiotem tego zdania chyba nie powinna być "uwaga".

lodów raz po raz odgarniając

Lodów, raz po raz odgarniając. Przed imiesłowem (i ewentualnie jego świtą) musi być przecinek.

Co pewien czas uśmiechała się do mnie z pełną buzią mrużąc swe grafitowe oczy.

Co jakiś czas uśmiechała się do mnie z pełną buzią, mrużąc grafitowe oczy.

Refleksy srebrnej łyżeczki

Refleksy od łyżeczki.

Rysujesz czy

Rysujesz, czy.

odpowiedziałem niespecjalnie kryjąc

Odpowiedziałem, niespecjalnie kryjąc.

robiłem zanim

Robiłem, zanim.

nad to

Łącznie.

akcentując pewność swego stwierdzenia

Niepotrzebny nadmiar, moim zdaniem.

zbytecznych luksusów

Są inne luksusy?

na twarzy ty chirurgu

Na twarzy, ty chirurgu.

pędzącego na oślep stada uciekającego

Dwa imiesłowy obok siebie nie sprawiają dobrego wrażenia.

kobiecych paranoi

Paranoja jest niepoliczalna.

 

Ładny pomysł, słodki na początku, przyjemnie gorzki na końcu. Nienajgorsze wykonanie. Nie do końca grokujesz przecinki, Twoja proza jest cokolwiek purpurowa, zbyt rozbuchana; trafiają się rymy i aliteracje – ale to się wyćwiczy. Pracuj dalej, bo warto.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Niezłe. Dla mnie bardzo fajny szort, przewrotnie idący z pomysłem. Wykonanie też jakoś nie przeszkadza, aczkolwiek czasem “purpura prozy” wychylała swój brzydki łeb. Daję więc klika temu koncertowi :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej, dzięki za wszystkie sugestie, pochwały i krytykę – co uznałem za słuszne poprawiłem, a to co jest “odciskiem palca” mojego charakteru – zostawiłem.

Faktem jest, że sprowokowaliście mnie do tego, abym nadał słowny kształt kolejnym pomysłom, które osierocone błąkają się na zużytych biletach PKP. “Do zobaczenia” przy lekturze kolejnych tekstów!

 

Ładna wariacja na temat Pigmaliona. Przyjemnie się czytało, chociaż bohaterkę stworzyłeś wręcz karykaturalnie kapryśną.

Fajna końcówka, nie spodziewałam się czegoś takiego.

Babska logika rządzi!

Ładne, wywołało mi uśmiech na twarzy.

Bardzo przyjemny szort, nakreślony z dużym wdziękiem – chętnie obejrzałabym go w formie krótkometrażowej animacji. Oprócz retellingu mitu o Pigmalionie mamy tu motyw uniezależniania się dzieła od twórcy; tekst ożywa wraz z bohaterką, prowadząc do ciekawego zakończenia.

Fajna gra słów w tytule, “-line” z jednej strony jako linia, a z drugiej jako końcówka imienia żeńskiego.

Podoba mi się narracja i metaforyka, chociaż znalazło się trochę błędów składniowych i interpunkcyjnych; warto byłoby wprowadzić poprawki za sugestiami reg i Tarniny. Niemniej masz mojego klika. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Nowa Fantastyka