- Opowiadanie: MrBrightside - Nieznajomi

Nieznajomi

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

 

Nie wiem czy łapię się tak dokładnie w tematykę, ani czy fantastyki jest wystarczająco dużo, więc najwyżej usunę konkursowego taga.

 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Nieznajomi

Kiedy w 2036 roku Hyperloop wreszcie dotarł do Polski, wszyscy zapragnęli, by nasz jedyny przystanek tej niebywałej sieci transportowej był równie zjawiskowy, co swego czasu stacja metra “Plac Wilsona”. Polityka jednak nie zna sentymentów i za postawienie paskudnej przybudówki na trzydziestej dziewiątej kondygnacji Warsaw Spire Warszawa zapłaciła przeoraniem krajobrazu rzędem słupów, ciągnącym się od Bemowa po Rembertów. Stacja powstała, gdy Moskwa zapragnęła połączenia z niemiecką siecią tuneli oraz okazało się, że stawianie kolumn w Bałtyku czy jakimkolwiek akwenie to kwadratura koła.

Podstępna mżawka dobierała mi się do skóry, chociaż stałem pod wiatą. Oficjalnie minimalistyczną, choć każdy wiedział, że po prostu tanią. Tablica z napisem „Berlin” odliczała sekundy do przybycia kapsuły. Czekało ze mną kilkanaście osób wpatrzonych w giętkie, elastyczne, wciąż nowiutkie iabłuszka XL. Każda chwila się przecież liczyła, prawda? Tyle spraw do załatwienia, tyle informacji do przetworzenia. Kiedy wehikuł wreszcie przybył, wszyscy rzucili się ku drzwiom, ledwo dając wysiąść pasażerom z Rosji. Gdy spędzało się całe lata w mieszkaniach niewiele większych od tej kapsuły, agorafobia stawała się odruchowa.

Zblazowani moskwianie różnili się od zblazowanych warszawiaków jedynie tym, że nosy wtykali nie w iabłuszka, a w Xiaomi, modelu cholera wie jakiego, bo co chwilę wychodził nowy. Przepuściłem ich, taksując nieobecne oblicza. Dałem wsiąść niecierpliwym.

Wtedy wysiadłaś, jako ostatnia. Trzymałaś w ręku smartfona, ale któż go w tych czasach nie trzymał? Znalazłaś chwilę na refleksję, gdy minął cię chłopak bez iabłuszka, za to z pierwszym komercyjnym modelem HoloLens na skroniach. Spoglądałaś na niego w skupieniu, z napięciem jakbyś obserwowała hałaśliwych małolatów na ulicy. Z niepokojem o to, co dopiero nastanie. Nigdy bym ci tego nie powiedział, ale boję się AR jak ty.

Byłaś pewna, że absolutnie nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Nauczyłaś się już tłumu. Gdy więc nasze oczy spotkały się, a na mojej twarzy ujrzałaś, mam nadzieję, przyjazny wyraz, spodziewałem się, że odwrócisz wzrok i uciekniesz. Wytrzymałaś jednak spojrzenie. Dokładnie jak w filmach odpowiedziałaś uśmiechem. Minęliśmy się w wąskim przejściu i dane mi było skosztować woni twych subtelnych perfum.

Potem wsiadłem do Hyperloopa, a ty poszłaś w swoją stronę. Może popełniłem błąd. Może trzymanie się skandynawskiego wzoru kulturowego, tak modnego w sytuacjach oficjalnych w tym coraz bardziej upośledzonym interpersonalnie społeczeństwie, to jedna wielka pomyłka?!

Może wystarczyło wyrwać się z pędzącego tłumu, odezwać, umówić i spotkać? Może bawiłby cię do łez mój nieporadny, niewyćwiczony (bo i gdzie?) humor? Śmiałabyś się szczerze, a czasami z przyzwoitości, tylko po to, by nie zrobić mi przykrości. Może zaskoczyłabyś mnie bezlitosną celnością swych uwag? A ich nienachalna ciętość zmuszałaby mnie do ostrożności, by przypadkiem nie stanąć na linii ognia.

Któregoś dnia podzieliłabyś się ze mną obawami na temat tego, dokąd ten świat zmierza. A wtedy zyskałbym pewność. Nakupiłbym tych niedorzecznie drogich, lewitujących lampek Flyte, a także pierścionek – klasycznie złoty lub wydrukowany z tytanu. Sam jeszcze nie wiem. I gdy klęcząc zauważyłbym w twych oczach ten sam błysk niepewności, co przed chwilą, struchlałbym, zapadł się pod ziemię i maglował w myślach każdą podjętą z tobą czy wobec ciebie decyzję.

Wierzę jednak, że to byłby moment, w którym i ty byłabyś pewna. Tego wieczoru, gdy oglądalibyśmy panoramę Warszawy, wtuleni w swe ciepło, dotarłoby do nas, że dotyk jest tylko dotykiem. Nie niesie, nie powinien nieść żadnych danych, niczego, co można skatalogować i wykorzystać w personalizacji reklam. Tylko biochemiczna sensacja neuronów, ekskluzywnie dostępna bezpośrednio zaangażowanym.

Zdecydowalibyśmy się na dziecko. Tylko do ciebie należałaby decyzja, czy podejmiesz się rodzić naturalnie, czy wybierzesz ektogenezę. Na pewno odmówilibyśmy wszelkich modyfikacji CRISPR-em. Wierzę w twoje cudowne geny. Z pewnością przykryłyby wszelkie ewentualne niedoskonałości moich. Niech zatem nasza córka należy do wąskiego grona ludzkich istnień niepoddanych jeszcze przed narodzeniem modyfikacji. Tak, pragnę córki jak niczego innego. Chciałbym pokazać jej wiele piękna, które ostało się jeszcze na świecie. Myślę, że długo nie moglibyśmy dogadać się co do imienia. Myślę, że ostatecznie i tak bym ci ustąpił. Jeśli jednak proszę o zbyt wiele i ześlesz mi syna, będę go kochać równie mocno.

A gdy dziecko dojrzeje i nas opuści, nie chciałbym, byśmy ulegli presji robotyzacji. Może do tego czasu udoskonalą specyfik regenerujący mitochondria, którym chwalili się wszędzie niedawno, i podarują nam dodatkowe kilka dekad razem? A może wtedy powiesz, że paradoksalnie nie chcesz się tym truć i że na koniec życia chciałabyś doświadczyć czegoś bardziej ekscytującego niż podróż Hyperloopem między Moskwą a Warszawą dwa razy w tygodniu. Do tego czasu SpaceX zdąży skomercjalizować loty na Marsa. Stworzy tam nawet kolonię. Wtedy z zawadiackim uśmiechem pomachasz mi przed nosem dwoma biletami, wartymi więcej niż oszczędności całego naszego życia, a ja zapytam tylko, kiedy wylatujemy.

Ciasne, samozapinające pasy sprawiły, że ocknąłem się z tego wszystkiego. Wsiadłem do kapsuły ostatni, a więc zostało dla mnie najmniej atrakcyjne miejsce, naprzeciw drzwi. Te właśnie się zamykały. Jakie to więc zbawienie, że siedziałem właśnie na tym miejscu i, gdy odzyskałem pełnię przytomności, mogłem wyjrzeć na zewnątrz.

Wszyscy, którzy wysiedli, rozpierzchli się już dawno po stacji. Ty jedna przystanęłaś. Przez szparę domykających się drzwi zdążyłem zauważyć, że zupełnie jak w filmach odwracasz się w naszym, nie – w moim kierunku.

A potem szczelność została przywrócona i kapsuła pomknęła na zachód.

Koniec

Komentarze

Fantastyką jest wiara, że do 2036 roku powstanie choćby jedna linia Hyperloopu, a co dopiero cała sieć :)

 

Niestety, już na serio, twoje obawy są uzasadnione. Tekst nie przechodzi Brzytwy Lema, a gdybym nie wiedział, że ma się w nim pojawić wątek snu, to wcale nie pomyślałbym po przeczytaniu, że faktycznie tam jest. Nie ma jakiegoś wyraźnego wskaźnika, że chodzi tu o sen na jawie. Dla mnie było to zwykłe marzycielstwo.

Narracja drugoosobowa rzadko kiedy się udaje. Tu, choć króciutka, dała radę mnie zmęczyć. Może wyszłoby lepiej, gdybyś pokazał coś ciekawszego, ale tu wracamy do Brzytwy Lema – poczucie alienacji technologią i pragnienie życia w zgodzie z naturą są powszechne już dzisiaj i pojawiają się wielokrotnie w literaturze. Uczynienie z tego osi tekstu nie było dobrym ruchem.

Tekst jest ładnie napisany i myślę, że może spodobać się komuś, kto dzieli z bohaterem sentyment do starych, dobrych czasów.

Czy musisz usuwać tag konkursowy? Wątpię. Wilk-zimowy raczej luźno podchodzi do zasad. Gdy pod którymś tekstem zwróciłem uwagę, że nie jest opowiadaniem, a konkurs bądź co bądź na opowiadanie, wilk-zimowy zmienił wytyczne co do przesyłanych tekstów :)

 

Kiedy w 2036 roku Hyperloop wreszcie dotarł do Polski

 

równie zjawiskowy, co swego czasu stacja Plac Wilsona pierwszej linii metra.

Nie ma potrzeby precyzować.

 

Polityka jednak nie znała sentymentów i za postawienie paskudnej przybudówki na 39. trzydziestej dziewiątej kondygnacji Warsaw Spire.

Liczebniki – słownie.

 

Warszawa zapłaciła przeoraniem swojego krajobrazu rzędem słupów, ciągnącym się od Bemowa po Rembertów.

Jest to oczywiste.

 

agorafobia musiała wchodzić w odruch.

Frazeologia – nie ma takiego wyrażenia jak “wejść w odruch”. Wydaje mi się, że poplątałeś wejście w krew bądź wejście w zwyczaj ze staniem się odruchem.

 

Dokładnie jak na filmach odpowiedziałaś uśmiechem.

“W filmach”, chyba że chodzi ci o filmy światłoczułe starych aparatów fotograficznych.

 

struchlałbym, zapadłbym się pod ziemię i maglował w myślach każdą podjętą z tobą czy wobec ciebie decyzję.

Według mnie w ten sposób brzmi naturalniej, ale nie mogłem znaleźć nic konkretnego na temat pomijania “by” w końcówkach czasowników.

 

 

oglądalibyśmy panoramę Warszawy(+,) wtuleni w swe ciepło,

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/przecinek-a-imieslowy-przymiotnikowe;10407.html

 

niczego(+,) co można skatalogować

 

Myślę, że długo nie moglibyśmy dogadać się, co do imienia.

Niepotrzebny przecinek.

 

Ciasne, samozapinące pasy sprawiły, że się ocknąłem się z tego wszystkiego.

 

zupełnie jak na filmach odwracasz się

Znowu to samo.

ironiczny podpis

Według mnie w ten sposób brzmi naturalniej, ale nie mogłem znaleźć nic konkretnego na temat pomijania “by” w końcówkach czasowników.

Zauważ, że tam dalej jest jeszcze trzeci czasownik, także pozbawiony trybu przypuszczającego. Myślę, że “by” można pomijać analogicznie do pomijania “się”, gdy stoi obok kilka czasowników zwrotnych.

 

Frazeologia – nie ma takiego wyrażenia jak “wejść w odruch”. Wydaje mi się, że poplątałeś wejście w krew bądź wejście w zwyczaj ze staniem się odruchem.

Poplątałem, ale odruch z wchodzeniem w nawyk. Co za wstyd. :p

 

Fantastyką jest wiara, że do 2036 roku powstanie choćby jedna linia Hyperloopu, a co dopiero cała sieć :)

Oj tam, na Marsa mają za parę lat lecieć, to i Hyperloop mogą trzasnąć. Czytałem, że Musk chce, aby to był docelowy środek transportu na Marsie, bo jego atmosfera idealnie się do tego nadaje. Nie potrzeba by było żadnych tuneli, a jedynie tory.

 

Cóż, przeczuwałem takie zarzuty, ale też zupełnie świadomie uczyniłem z fantastycznej scenografii narzędzie do opowiedzenia historii o czymś innym. Prawda jest taka, że wczoraj w jakimś reportażu zobaczyłem ludzi wysiadających z metra oraz czekających by wsiąść i wówczas pani uśmiechnęła się do pana. Klik i stwierdziłem, że fajnie byłoby to spisać. Do otagowania zachęcił mnie natomiast regulamin, wspominający o delikatnej fantastyce i równie nienachalnym nawiązaniu do tematu. ;D

Dzięki za łapankę. Poprawiłem większość.

 

Oj tam, na Marsa mają za parę lat lecieć, to i Hyperloop mogą trzasnąć. Czytałem, że Musk chce, aby to był docelowy środek transportu na Marsie, bo jego atmosfera idealnie się do tego nadaje. Nie potrzeba by było żadnych tuneli, a jedynie tory.

Lot na Marsa to pestka w porównaniu do budowy Hyperloopu.

Na Marsa już kilka razy się dostaliśmy. Misja załogowa to tylko kwestia stopniowego zwiększania ładunku i bezpieczeństwa.

Natomiast Hyperloop? Hyperloop wymaga zbudowania komory próżniowej wielokrotnie większej niż obecny rekordzista. Ta komora będzie miała kształt tuby liczącej kilkaset kilometrów. I problemem Hyperloopu jest właśnie jego długość. Ponieważ długie struktury nie pozostają sztywne.

Wystarczy zobaczyć, jakie są trudności z projektowaniem innych długich struktur, np. mostów, by zdać sobie sprawę, że to naprawdę kiepski pomysł. Dwa główne problemy to ruch w wyniku rozszerzalności cieplnej i aktywności środowiska.

Jeśli idzie o rozszerzalność cieplną, jeśli dobrze pamiętam Hyperloop będzie się rozciągał i kurczył o jakieś sto metrów. Każdej doby.

Jeśli idzie o środowisko, trasa Hyperloopu będzie biegła wzdłuż uskoku tektonicznego z trzęsieniami ziemi sięgającymi ósemki w skali Richtera.

Nie twierdzę, że nie da się budować dużych struktur w aktywnych sejsmicznie miejscach, ale po pierwsze, nawet najdłuższe mosty są wciąż kilkadziesiąt razy krótsze, a po drugie, zwykle zabezpiecza się duże struktury za pomocą “miękkich” złączeń, które pozwalają na ograniczony ruch elementów względem siebie. W przypadku Hyperloopu nie da się po prostu zostawić kilkumilimetrowej dziury co kilkadziesiąt metrów, tak jak się robi w klasycznych torach kolejowych – ze względu na próżnię. Ruchome złączenia elementów komór próżniowych to technologia, którą trzeba zupełnie od początku wymyślić i która ze względu na swoją naturę nie może być proste. To nie jest coś jak rakiety, z czym eksperymentujemy od dwustu lat.

 

Do tego nawet jeśli jakimś cudem Hyperloop powstanie, dochodzą dwie rzeczy, których nie da się wyeliminować:

– wymiana jakiegokolwiek elementu strukturalnego będzie wymagała zamknięcia linii, napompowania powietrza, a następnie z powrotem wypompowania powietrza. Co oznacza kilkugodzinne wyłączanie z użycia całej linii. Te naprawy będą częste. Jeśli mieszkasz w mieście, jest w nim pewnie kilkaset kilometrów dróg, czyli mniej więcej tyle, ile będzie liczył Hyperloop. Pomyśl jak często w całym mieście dokonuje się (choćby najmniejszych) prac drogowych.

– w przypadku rozszczelnienia zginą wszyscy znajdujący się wewnątrz bądź w bezpośrednim pobliżu całego Hyperloopu. Co znaczy, że a) Hyperloopu nie będzie można pociągnąć do samego centrum LA i San Francisco, terminal będzie musiał się znajdować na uboczu – zupełnie jak lotnisko b) cała długość Hyperloopu będzie musiała być stale chroniona przed terrorystami.

 

Bardzo dużo krytycznej analizy tego pomysłu możesz znaleźć na kanale Thunderf00ta, ale uprzedzam, że facet mówi z nieprzyjemnym akcentem i strasznie rozciąga swoje filmiki.

ironiczny podpis

Ciekawe, ale pózniej się merytorycznie wypowiem. 

 

MR, takie tego…

 

No proszę, czyli jednak trochę tej fantastyki zawarłem. :p

Wczoraj, gdy przeglądałem internet, szukając informacji o Hyperloop, natrafiłem na jakieś podsumowanie ogłoszenia Muska, wg którego np. ciśnienie w rurze wcale nie będzie musiało być zbliżone do próżni, ale nie przez kwestie bezpieczeństwa, tylko dlatego, że jest to zbyt drogie. Chociaż wskazywano, że przy takim wyższym ciśnieniu rozszczelnienie byłoby mniej groźne.

 

Dzięki za polecankę. Obejrzę, ale już nie teraz, bo czas mi spać. Powiem tylko, że akcent pan ma całkiem przyjemny, nie wiem o co Ci chodzi. Lepszy taki niż z południa USA. Albo szkocki. O_o

Nie zdziwię się, gdyby powstała jakaś szybka kolej łącząca LA z San Francisco. Na pewno nie powstanie Hyperloop w oryginalnej wersji :)

 

Edit: przypomniał mi się jeszcze jeden filmik – ten jest z kolei właśnie o mostach i o tym, jak je się zabezpiecza przed ruchem. Dobrze obrazuje problemy z rozszerzalnością cieplną. Widać też, że metody stosowane w przypadku mostów nie sprawdzą się w przypadku kilkusetkilometrowej tuby z próżnią w środku.

ironiczny podpis

Zgoda co do fantastyki. Jeśli jest, to takiego bardzo bliskiego zasięgu. A poza tym – ładnie napisane, ale z nóg nie zwala. Najlepiej wypadła lekko melancholijna perspektywa człowieka, który pragnie zachować coś ze starego świata, ale zarazem nie broni się rękami i nogami przed nowościami. I w ogóle jest taki staroświecki, nie będąc przestarzały. (Nie wiem, czy to było intencją, ale tak mi się cały czas kojarzyło, zapewne po trochu przez jego stosunek do wyobrażanej kobiety jego życia.) Ale sen to tak trochę na siłę, bo równie dobrze facet mógłby się gapić przez okno i snuć takie marzenia na jawie.

 

“za postawienie paskudnej przybudówki na trzydziestej dziewiątej kondygnacji Warsaw Spire[-,] Warszawa zapłaciła”

 

“okazało się, że stawianie kolumn w Bałtyku czy jakimkolwiek akwenie to kwadratura koła“ – nie jestem przekonana, czy to dobra metafora dla czegoś, co jest niemożliwe chyba raczej z powodów technicznych, a nie koncepcyjnych

 

“I gdy klęcząc zauważyłbym“ – potykam się na tej składni

 

Wtedy z zawadiackim uśmiechem pomachasz mi przed nosem dwoma biletami, wartymi więcej niż oszczędności całego naszego życia, a wówczas ja zapytam tylko, kiedy wylatujemy.” – niby inne, ale daje wrażenie powtórzenia

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

wilk-zimowy zmienił wytyczne co do przesyłanych tekstów

Nie tyle zmienił co doprecyzował w reakcji na zaistniałe wątpliwości.

 

hej, MrBrightside :)

 

Wędruję sobie od jakiegoś czasu po konkursowych opowiadankach i jestem :3. Co mogę powiedzieć – przede wszystkim podobało mi się przedstawienie świata, w którym umieściłeś swojego bohatera. Pokazanie w szorcie miasta przyszłości nie jest takie proste, ale moim zdaniem, udało ci się to :).

Melancholia zawarta w w narracji jest mocno wyczuwalna, poddałam się jej w trakcie czytania.

Opowiadanie podobało mi się, choć było odrobinę przegadane, nadrobiłeś innymi cechami, o których wspomniałam wyżej :). Fantastyka, myślę, że jest, za to motyw snu można by było bardziej zarysować :).

 

Pozdrawiam :3

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Drakaino, dzięki że wpadłaś. Odebrałaś mojego bohatera dokładnie tak, jak sobie zamierzyłem. Co do zarzutu o śnie – możliwe, że zapatrzyłem się na angielski wyraz dream, który oznacza zarówno sen jak i marzenie. Ten związek w j.polskim może nie jest równie ścisły, ale tu trzeba postawić pytanie, czy definiujemy sen bardzo konserwatywnie – że to obraz widziany podczas spania, czy samo marzenie również ma rację bytu. Obietnica Wilka dot. luźnego podejścia do tematu skłoniła mnie do otagowania tego szorta, a okazuje się, że SJP jest po mojej stronie. ;)

Na wszelkiej maści głupotki mojego autorstwa zaraz rzucę okiem.

 

Cieszę się, że do mnie dotarłaś, Sy. :3 Dzięki za budujący komentarz. Co do snu, to jak wyżej – potraktowałem temat luźno. Fakt, że mój bohater zdołał Cię uwieść, mimo przegadania, uznaję za komplement. :>

Również pozdrawiam!

Hmmm. Do mnie nie przemówiło.

Pół biedy, że fantastyka jest tylko w dekoracjach, a fabuła sprowadza się do marzeń, czyli realnie nic się nie dzieje.

Ale długi monolog zakochanego faceta? Uch, to dla mnie ciężkostrawne. Co gorsza, bohater zabujał się od pierwszego wejrzenia i zdążył zbudować całą przyszłość na swoim wrażeniu, a nie na człowieku.

Babska logika rządzi!

Ach, Finklo! Wierzę, że któregoś dnia ja lub ktokolwiek tutaj rozbudzi Twoją romantyczną duszę. ;D

Tymczasem dzięki za komentarz. Na pewno znajdziesz coś smaczniejszego do przegryzienia. ;)

To by dopiero była fantastyka!

Wątpię w istnienie mojej duszy, a żeby była romantyczna, to już w ogóle. Organizm odrzuciłby ciało tak obce. ;-)

Babska logika rządzi!

No, no, podobało mi się, MrBrightside, a dowodzi to tylko jednego – jestem hetero i lubię czytać :)

Ślizgałem się po tekście, co jest na plus. Mnóstwo ciekawych szczegółów technicznych tu zawarłeś.

Bardzo podobał mi się opis marzeń bohatera, taki delikatny i romantyczny. To zabawne, bo skontrastowałeś te delikatne emocje i uczucia z tymi wszystkimi gadżetami, czyli, według mnie, najnudniejszymi rzeczami świata.

Ode mnie masz klik do biblioteki i pewnie ocenę też, rozważę jeszcze jaką.

Brzytwa Skowronka.

Miło jest od czasu do czasu poczytać taką delikatną i sentymentalną historię. Pewnie, jest coś irytującego (dla mnie w każdym razie) w czytaniu czyjegoś momentu rozmarzenia – zgadzam się z Drakainą – nie do końca miałam wrażenia, że jest to sen, a właśnie moment snucia dalekosiężnych i niekoniecznie realnych planów na przyszłość. Ale ma to swój urok, kiedy opisujesz te odczucia wraz z technologicznymi odkryciami. Z reguły wieje wtedy “chłodem”, a Tobie udało się dodać ten ludzki czynnik.

Piotrze, Deidriu, dzięki za wizytę. Pisanie szorta okazało się być szalenie ciekawym doświadczeniem i myślę, że powinienem częściej mierzyć się z tą formą. Idealnie nadaje się do oddania impresji, co myślę, że wyszło tutaj nieźle. Na porywające fabuły przyjdzie czas w dłuższych tekstach.

Dzięki za klika. :)

O, zaglądam.

 przystanek na tej niebywałej sieci transportowej był równie zjawiskowy

Przystanek tej sieci – jest przystanek po (na) drodze mojej wędrówki, ale przystanek tramwaju. I – zjawiskowy przystanek? Hmm?

 Polityka jednak nie znała sentymentów

Nie zna. To niezmienny stan rzeczy.

 za postawienie paskudnej przybudówki na trzydziestej dziewiątej kondygnacji Warsaw Spire, Warszawa zapłaciła

Bez przecinka.

 przeoraniem krajobrazu rzędem słupów

Czy słupy orzą?

 powstała, gdy Moskwa zapragnęła

Hmm.

 stawianie kolumn w Bałtyku czy jakimkolwiek akwenie to kwadratura koła

Bez przesady, w Cieśninie jest most, zdaje się. Poza tym kwadratura koła jest niemożliwa na trochę głębszym poziomie rzeczywistości, niż budowa czegokolwiek.

 Podstępna mżawka dobierała mi się do skóry, mimo że stałem pod wiatą

O, to jest dobre. Ale ja dałabym "chociaż".

 Tablica z napisem „Berlin” odliczała sekundy do przybycia kapsuły.

Potknęłam się. Zobaczyłam statyczny znak jak na stacji Tołkiny :)

 iabłuszka XL

Punkt dla Ciebie.

 agorafobia musiała stawać się odruchowa

Fobię można nazwać odruchem warunkowym (chyba?) ale mimo wszystko to zgrzyta.

 taksując nieobecne spojrzenia

Chyba nie.

 z napięciem podobnym do towarzyszącego obserwacji

Może: z napięciem, jakbyś obserwowała…

 dane mi było skosztować woni twych subtelnych perfum

Nie bardzo to pasuje do otoczenia, ale nagłe zauroczenie też nie, więc może o to Ci chodziło?

 trzymanie się skandynawskiego wzoru kulturowego

Ee… co?

wśród coraz bardziej upośledzonego interpersonalnie społeczeństwa

W społeczeństwie.

 rozbawiałby cię

Raczej: bawiłby.

 przyzwoitości, tylko po to, by nie zrobić mi przykrości

Ości-ości, i w następnym zdaniu znowu ość. I jeszcze w następnym.

 obawami na temat tego, dokąd ten świat zmierza

Jakieś to nie do końca ogładzone.

 biochemiczna sensacja neuronów

Hmm.

 ekskluzywnie dostępna zainteresowanym

Wolałabym "wyłącznie", ale mogę być przeczulona.

 ludzkich istnień niepoddanych jeszcze przed narodzeniem modyfikacji

No, to nie istnienie można zmodyfikować, ale mówisz poetycko, więc niech będzie.

 wiele piękna, jakie ostało się jeszcze

Nie jestem pewna tego "jakie". Dla bezpieczeństwa dałabym "które".

 ześlesz mi syna

Zesłać syna może Bóg – żona może go dać.

 paradoksalnie nie chcesz się tym truć

Dlaczego paradoksalnie? Dla należycie zorganizowanego umysłu…

 ocknąłem się z tego wszystkiego

Jednak lepiej z marzeń. Konkretnie.

 

Mmm. Ładna rzecz. Poetycka, tęskna. Język można podszlifować. Świat jest raczej zasugerowany, niż opisany (ach, to ograniczenie liczby znaków), co czyni go dość standardowym, ale to dobrze, skoro piszesz o marzeniach, nadmiar szczegółów mógłby tylko popsuć efekt.

 Myślę, że “by” można pomijać analogicznie do pomijania “się”, gdy stoi obok kilka czasowników zwrotnych.

Można, sama tak ciągle robię.

zupełnie świadomie uczyniłem z fantastycznej scenografii narzędzie do opowiedzenia historii o czymś innym

Jeśli chcesz opowiedzieć o chlebie z masłem, nigdy nie pisz "chleb z masłem" :)

 “Wtedy z zawadiackim uśmiechem pomachasz mi przed nosem dwoma biletami, wartymi więcej niż oszczędności całego naszego życia, a wówczas ja zapytam tylko, kiedy wylatujemy.” – niby inne, ale daje wrażenie powtórzenia

Mhm, obyłbyś się bez "wówczas".

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dużo cennych uwag. Dzięki, Tarnino. Kajam się.

 taksując nieobecne spojrzenia

Chyba nie.

Czemu nie? Skoro w linku podano definicję o ocenianiu kogoś, to czemu by nie móc oceniać także czegoś?

 

Zjawiskowy przystanek – nie bez kozery wspomniałem o stacji metra “Plac Wilsona”. Znaleźć ją można na listach najpiękniejszych stacji metra na świecie. Tych dłuższych, bo top10 okupuje Sztokholm na spółę z Moskwą. ;)

 

Już wiem, czemu Finkla tak się krztusiła podczas degustacji. Nie wyjąłem wszystkich ości. ;D

Edytka: poprawiałem babole, na wypadek, gdyby ktoś jeszcze tu zajrzał.

agorafobia musiała stawać się odruchowa.

nie lepiej agorafobia stała/stawała się odruchowa/odruchem?

 

Xiaomi

jak masz iabluszko, to zrób z tego ksiomi czy coś.

 

Jedziesz pan kliszami, ale stworzyłeś w tym fajny, melancholijny klimat i zgrabnie wplatasz tam wizję technologii przyszłości.

Choć, jeżeli chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem, to chyba dobrze by było pozbyć się moralizatorstwa, bo to trochę zniechęca.

I would prefer not to.

Myślę, że rozróżnienie na iabłuszko i Xiaomi ma sens. Iabłuszko jest powszechne w środowisku bohatera, więc zyskało slangową nazwę. Z Xiaomi korzysta się w Rosji (jako ukłon w stronę Chin) – bohater wie, że taka firma istnieje, ale niekoniecznie używa w odniesieniu do niej slangu, bo to po prostu nie jest powszechny towar w jego kraju.

 

Dzięki za komentarz! Moralizatorstwo? Kaj? :o Tekst jest spisany z mocno subiektywnej perspektywy, zawiera pragnienia i obawy, ale musisz mi chyba palcem wskazać, o który fragment Ci chodzi.

A, tak o tym podziale nie myślałam.

Słusznie prawisz.

 

Z tym moralizatorstwem to chodziło mi o to całe czarnowidztwo – technologia zła, genetyka zła, smartfony złe – teraz jak na to patrzę raz jeszcze, to widzę, że czepiam się za bardzo, ale wczoraj rzuciło mi się to w oczy xD

 

a, i bardzo ładna jest ta myśl z kapsułami i agorafobią.

I would prefer not to.

Ach i wszystko jasne!

A ładne myśli są po to, by się nimi dzielić. ;D

Podoba misię, ponieważ sen-marzenie i powszechne, wbrew zaprzeczeniom. 

Ciekawe te kapsuły – wieloosobowe? Brakuje mi wyobrażenia. Raz myślałam, że pojedyncze, potem że wieloosobowe. Jak wyglądają, daj zerknąć na nie?

Narracja drugoosobowa sprawdza się, poleciłabym Ci pewien tekst lecz chyba nie mogę… był podobny lecz inny. Skandynawski wzór kulturowy – dla mnie (bomba) – wszystko wyjaśnia, to kod.

 

Z niektórych porównań zrezygnowałabym, gdyż niepotrzebne (gołe brzmi mocniej, dla mnie). Przykłady:

‚ przeoraniem krajobrazu – dla mnie przeoranie jest pozytywne, ziemia przygotowana do zasiania, pulchna, miękka, pachnąca nawozem w oczekiwaniu na plon, który wyda.

‚ stawianie kolumn w Bałtyku czy jakimkolwiek akwenie to kwadratura koła. – niekoniecznie, może być nawet łatwiejsze lecz pomińmy to i skupmy się na najkrótszej drodze – czy przez Bałtyk wiedzie najkrótsza droga z Moskwy do W-wy?

‚ wtuleni w swe ciepło – dla mnie niezręczne i niedookreślone, zapytałabym – O co chodzi, tak po prostu.

zdążyłem zauważyć, że zupełnie jak w filmach odwracasz się w naszym, nie – w moim kierunku.

A potem szczelność została przywrócona i kapsuła pomknęła na zachód. – Gra słów, może można byłoby „ugryźć” to inaczej, zwłaszcza to filmowe zdanie?

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Może zaskoczyłabyś mnie bezlitosną celnością swych uwag? A ich nienachalna ciętość zmuszałaby mnie do ostrożności, by przypadkiem nie stanąć na linii ognia.

Ciętość i celność w kolejnych zdaniach słabo brzmią. Może trafność zamiast celność, albo dowcipna uszczypliwość zamiast nienachalna ciętość.

Tylko biochemiczna sensacja neuronów, ekskluzywnie dostępna zainteresowanym.

Raczej “bezpośrednio zaangażowanym”, niż “zainteresowanym”.

Ładnie napisany tekst. Wygrywa tym, że daje nam poznać bohatera i dotknąć jego rzewnych marzeń. Podoba mi się wniosek wypływający z opowiadania; fantazje i obawy ludzi są w gruncie rzeczy takie same, niezależnie od zmieniającej się technologii.

Mimo że sen na jawie jest dość sztampowy, a marzenia protagonisty jak wybite ze sztancy, to znajduję tutaj autentyczność która sprawia, że nie potrafię nie lubić bohatera.

Narracja drugoosobowa też się moim zdaniem udała, bo nadaje opowiadaniu intymności.

Tekst. chyba średnio pasuje do konkursu o snach.

Witaj, Asylum! :D

Tak jest, projekty Hyperloop, do których dotarłem, zakładają kilkunastoosobowe kapsuły osobowe i takie, które mieściłyby do trzech samochodów osobowych. Ale jak Issander udowodnił powyżej, długa jeszcze droga do tego. O ile w ogóle. Natomiast pojazd musi mieć kształt kapsuły, by utrzymać szczelność, by mógł poruszać się odpowiednio szybko. Postaci z niej wysiadają i do niej wsiadają hurtem, myślałem że jest to czytelne, że nie jest to ciąg jednoosobowych wagoników jak w lunaparku. Odnotowane.

Z tym Bałtykiem nie miałem na myśli najkrótszej drogi, a polityczne mrugnięcie okiem. Morze nie należy do nikogo, więc nie trzeba płacić za tranzyt. W ten sposób zrealizowano już przecież gazociąg Nord Stream.

Przeoranie ma dla mnie wydźwięk pejoratywny. Mówi się, że ktoś kogoś przeorał stalą na przykład. Przeorany tutaj znaczy mocno pokiereszowany.

Dzięki za całkiem przychylną opinię. Wiem, że potrafisz być ostra! Pozdrawiam! ;D

Ślicznie dziękuję za opinię, Wisielcze. Fajnie, że zauważyłeś niezmienność pragnień bohatera i cieszy mnie niezmiernie, że sama postać nie pozostawiła Cię obojętnym. Uważam za sukces zdołać poruszyć czytelnika, tym bardziej przy użyciu takiego króciaka.

Zaangażowani faktycznie wyglądają lepiej niż zainteresowani. Poprawiam.

Jasna Strono, dla mnie jeśli autor nie potrafi być ze swoim bohaterem w narracji pierwszoosobowej (no tu niekoniecznie lecz też musi) to “daje ciała”. Ty udźwignąłeś i nie dałeś się. Być ze swoim bohaterem – rozumieć go, iść z nim na dobre i złe to dla mnie wartość.

Wiem, że przeoranie ma też wydźwięk negatywny, lecz kiedyś tam – ja miejska panna do szpiku kości – zawędrowałam na wieś, przypadkiem (no niekoniecznie był to los) i wtedy doświadczyłam ziemi pod uprawę. Bardzo była “sofisticated” – trawa nasienna, żadne tam pożyteczne uprawy. Ktoś skwitowałby, cóż to za plon i osiągnięcie (pod nią to pole było przygotowywane), poza tym sytuacja niekoniecznie była przychylna. Dziwne były te bruzdy, zwały ziemi, śmierdzącej, do zapachu którego z wolna przyzwyczajałam się, a potem tarzałam w pachnącej trawie sięgającej mi do piersi, niemożliwe gęstej. No i oczywiście na złość wszystkim:), ponieważ udał się eksperyment. Jednak, od wtedy wiem, że ziemia rodzi i to mnie zdumiewa i każe pokłonić się do niej samej. A ci inni, wybaczyli mi to tarzanie, po tym jak szlauchem, szczotką i szamponem umyłam świnie. Mniejsze przewinienie. :)

 

No i masz ci los, naturalnie nie odniosłam się do poruszanych przez Ciebie spraw, lecz skupiłam się na swoim. Ego króluje lecz zaprzyjaźnić się z nim trzeba. Dziękuję za info o Hyperloopie. Może i długa droga do tego, lecz szukamy – trzydzieści lat i będziesz mógł dojechać/być tam, gdzie chcesz, po głównych destynacjach. Co dzisiaj możliwe – polemizowałabym z Issanderem. Ma rację i jej nie ma jednocześnie. Pewniki umykają w popłochu. Żyjemy w ciekawych czasach, przekleństwo, czy nadzieja.

Podejrzewałam, że myślisz o rurociągu. Koncept z niskobudżetowyym tranzytem niezły. Tak morza, oceany są względnie niczyje, prócz akwenów przybrzeżnych

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czemu nie? Skoro w linku podano definicję o ocenianiu kogoś, to czemu by nie móc oceniać także czegoś?

Ojeju, zadajesz trudne pytania. Taksowanie kojarzy się zwykle z patrzeniem na kogoś uważnie, spod oka, deprymująco. W zasadzie można by też taksować przedmioty, może otoczenie – wnętrze domu czy coś w tym stylu (chyba gdzieś coś takiego czytałam), ale spojrzenia nie są widzialne. Nie można na nie patrzeć.

Oczywiście, mogę się tu mylić, więc skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

 Zjawiskowy przystanek – nie bez kozery wspomniałem o stacji metra “Plac Wilsona”.

Ale "zjawiskowy" kieruje bardziej w stronę eteryczności i delikatności, które nie cechują przystanków. Ani trochę.

 Już wiem, czemu Finkla tak się krztusiła podczas degustacji. Nie wyjąłem wszystkich ości. ;D

Dobrze, że nie przyrządziłeś fugu :D

 Z tym moralizatorstwem to chodziło mi o to całe czarnowidztwo – technologia zła, genetyka zła, smartfony złe

Smartfony są złe. Chcą ode mnie piniondzów :P

 Przeoranie ma dla mnie wydźwięk pejoratywny.

Zwykle ma.

 Jednak, od wtedy wiem, że ziemia rodzi i to mnie zdumiewa i każe pokłonić się do niej samej.

Kurczę, fajne. Napisz o tym. Nawiasem – już w Starożytności porównywano bruzdę w zaoranej ziemi do części oznaczonej kółkiem, całkiem zasadnie. To rodzi i to rodzi.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Początek opowiadania bardzo dobry. Zaciekawił mnie. Napisany bardzo sprawnie. Wizja futurystycznej Warszawy ciekawa i swojska zarazem. Fragment o minimalistycznej formie stacji podyktowanej oszczędnościami taki bardzo realistyczny.

Po prologu zmieniasz narrację na drugoosobową. Ciekawy zabieg. Od tego momentu brzmi jak list pisany do owej nieznajomej piękności.

W dalszej części list przybiera tryb przypuszczający niedokonany, więc jakby nigdy nie został wysłany, lub był jedynie fantazją.

 

Z tym trybem jesteś trochę niekonsekwentny:

Zdecydowalibyśmy się na dziecko.

Tryb przypuszczający

A gdy dziecko dojrzeje i nas opuści

Tryb orzekający

 

To, co mi się nie spodobało, to wszystkie późniejsze dywagacje co bohater by uczynił z napotkaną niewiastą. Dzieci, sposób wychowania, kwestie futurystycznych problemów i dylematów. Byłoby to ciekawe, gdyby nie to, że tak mało realistyczne. Czy facet, widząc na ulicy ładną dziewczynę, od razu myśli o pierścionkach, ślubie i dzieciach? No nie. Już nawet u stereotypowej romantycznej nastolatki by to zgrzytało, za co dopiero u dorosłego mężczyzny. 

Samo zakończenie niejasne.

Ciasne, samozapinące pasy sprawiły, że ocknąłem się z tego wszystkiego.

Ocknął się ze snu? Czy z marzeń?

 

Wszyscy, którzy wysiedli, rozpierzchli się już dawno po stacji. Ty jedna przystanęłaś.

Więc jednak nie ze snu, skoro kobieta jest realna.

 

A skoro jest realna, to gdzie tu sen?

 

Podsumowując, tekst jest nietuzinkowy, ciekawy, dobrze podany. Początek skutecznie rozbudził moje oczekiwania. 

Nie do końca jestem przekonany, czy opowiadanie pasuje do konkursu, ale to już nie ja będę oceniał.

Klik do biblioteki należy się bez wątpienia. 

Dzięki za miłe słowo, Chroscisko. :)

Niekonsekwencja w stosowanym trybie jest celowa. Zwróć uwagę, że pojawia się tylko pod koniec, gdy marzenie nabiera mocy, z pobożnego wyobrażenia zaczyna przekształcać się, w mniemaniu mężczyzny, w jedyną słuszną prawdę o przyszłości.

Zdaję sobie sprawę, że mogłem przeszarżować z wyobrażeniami bohatera. Z tym, jak wybiega w czasie do przodu. Ale sądzę, że dałem też do zrozumienia wcześniej, że postać ta jest dość rozczarowana społeczeństwem, w którym żyje. Promyk normalności, której pożąda, popycha go do snucia coraz śmielszych fantazji.

Oczywiście szkoda, że nie widać tego wystarczająco wyraźnie i że muszę tłumaczyć własny koncept. Ale to cenna wskazówka na przyszłość.

Podobało mi się. Najpierw trochę przewróciłam oczami, myśląc – o, znowu, jak to ta technologia nas odczłowiecza i zabija relacje, jacy to my z nią do niczego jesteśmy i już bardziej z telefonami się przytulamy niż innymi, a już niedługo to w ogóle strasznie będzie bla bla bla bla bla…

Ale potem – jakoś mi się wydaje, że to nie o tym ten tekst, tylko o straconej możliwości, obawie przed odrzuceniem, o zwykłych, uniwersalnych i nieśmiertelnych ludzkich emocjach. A końcówka świetnie wybrzmiała.

Fajne.

Dzięki, Ocho! Super, że udało się zaskoczyć i bardzo podoba mi się Twoja interpretacja.

Czyżbyś była tajemniczym piątym klikaczem? ;)

Nie. Na klikanie się spóźniłam. :)

Ciekawa forma i treść. Wynurzenie/marzenie/sen na jawie pasażera, który zapewne po wszystkim wstawi coś na jakiejś wersji “SPOTTED” na ichniej Księdze Twarzy ;)

Napisane ładnie, zmiana narracji z pierwszoosobowej na drugoosobową poszła gładko dzięki samej formie. Budujesz fajny klimat marzenia, pompujesz je coraz mocniej i mocniej, a na końcu przekłuwasz z hukiem. Było to co prawda przewidywalne, ale mimo to końcówka wyszła nieźle. Tak więc, cały koncert fajerwerków na plus :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarz, NoWhereManie! Miło, że się podobało. :)

Nie wiem, jak to będzie za kilkadziesiąt lat, ale z przyjemnością, choć i ze smutkiem, czytałam historię bohatera, który śni na jawie i snuje rojenia-marzenia o wspólnej przyszłości z przypadkiem ujrzaną dziewczyną. :)

 

Cia­sne, sa­mo­za­pi­ną­ce pasy spra­wi­ły… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pięknie dziękuję za komentarz. Chciałbym powiedzieć, że cieszę się z tak krótkiej łapanki, ale prawda jest taka, że parę osób już przemaglowało babole wcześniej. ;)

I ja się cieszę, bo dzięki temu opowiadanie czytało się świetnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczne :)

No żesz kurczę blade, takich numerów to się panie szanowny nie robi. Napisać dobry tekst, który jest dosłownie o krok od bycia na temat.

 

Fantastyka: jest. Bardzo bliska bo bardzo bliska, ale jest.

Sen: no gdzie, ja się pytam? Gdzie?

 

A przecież naprawdę było to o krok od zaznaczenia w tekście. Śnienie na jawie samo w sobie niekoniecznie, ale w kontekście tego, że technologia alienująca ludzi sprawia, że przestają odróżniać świat realny od marzeń? Albo to, że społeczeństwo jako całość zachowuje się jak we śnie? Możliwości jest sporo, nie tylko te.

 

Pod względem językowym opowiadanie wręcz hipnotyzuje. Taka zatapiająca melancholia. Gdzieś powyżej padło stwierdzenie, ze to tekst o utraconej szansie – dokładnie tak. I jednocześnie tekst o atomizacji społeczeństwa. I o oderwaniu od realności.

 

Nie wiem co takiego jest w tym tekście, że choć trudno dopatrzyć się motywu snu, to jakoś wydaje się pasować do całości. Przed dołączeniem do e-booka będzie tu jednak pewna uwaga (może uwzględnisz, może nie), ale to już w doślę za kilka dni e-mailem.

 

Merytorycznie: kwestie hyperloomu i terminów czasowych to jedna wielka dyskusja :-)

 

Nazewnictwo: w komentarzach widzę, ze coś o iJabłuszku… imho można zaklasyfikować to zarówno jako lokalną potoczną wersję nazw, jak i sugestię autora „jak może wyglądać w przyszłości marketing nazw i produktów” – który może być cały czas globalny, a może być zróżnicowany regionalnie.

Hm. Otagowałem szorta konkursowo, bo w zasadach padło, że wymagane jest luźne skojarzenie z tematem przewodnim, a w SJP znalazłem, że sen jest synonimem marzenia. A jako że ¾ tekstu to rojenie bohatera na temat swojej przyszłości, to tutaj doszukiwałbym się motywu snu. Raczej nie chciałbym uderzać w sugerowanie, że społeczeństwo porusza się jak we śnie, bo nie na społeczeństwie skupia się ten szort, lecz na jednostce. No ale ślij pan tego maila. Pokombinujemy.

 

Pod względem językowym opowiadanie wręcz hipnotyzuje. Taka zatapiająca melancholia. Gdzieś powyżej padło stwierdzenie, ze to tekst o utraconej szansie – dokładnie tak. I jednocześnie tekst o atomizacji społeczeństwa. I o oderwaniu od realności.

Oh my… Dla takich słów warto pisać i publikować. Naprawdę. Dzięki. ;)

Zgrabnie napisany tekst :) Musk i jego projekty, to temat bardzo na czasie, dyskutowany, więc plus za to. BTW – kiedy w tekście pada, że Hyperloop mógłby pójść Bałtykiem, to od razu miałem skojarzenie z Nord Stream ;)

 

Jeżeli chodzi o narrację drugoosobową, stosowana jest niezwykle rzadko i gratuluję, zarówno odwagi w spróbowaniu, jak i efektu :)

 

Na koniec warstwa emocjonalna – jednym słowem: poruszająca. Z tekstu bije tęsknota za fizycznością i pragnienie miłości; prawdziwej miłości, a nie tej zbudowanej z zer i jedynek. Jest mi to szczególnie bliskie :)

Exit light

Dzięki za komentarz, BasementKey! Miło czytać, że poruszyło. Mówisz, że narracja drugoosobowa jest rzadko spotykana? Hm, gdy ostatnio jej używałem, też zdobyłem wyróżnienie w konkursie. Nie może być taka trudna. ;D

Fantastyka jest, tylko ja się pytam gdzie tu sen, no gdzie? :)

Ale pal licho to wszystko, Jasna Strono, to jest to. :) Na to czekałem, choć całkowicie mnie zaskoczyłeś. Ty, romantyk? To dla mnie coś nowego, nie mówię, że uważałem Cię za grubego zwierza, ale niespodzianka jest.

Wszystko mi się podobało, fajne gadżety przyszłości, mało oryginalny, ale zawsze najczęściej mnie kupujący, pomysł ulotnego spojrzenia, które łączy na chwilę dwie osoby. Wykonanie ładnie skrojone, romantyzmu tyle, ile trzeba, tak samo jak opisów i gadżetów, cóż, super.

Nadal jestem trochę zdziwiony, że to Twoje. :) I już jestem ciekawy, co powiesz o opku, które wrzucę za kilka dni. Normalnie wiedziałbym, czego się spodziewać, ale teraz…

No, no. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ach, Darconie. Uważam, że w twórczości należy próbować różnych rzeczy. Motyw romantycznej miłości przewija się jednak w moich opkach dość często, jak chociażby w tekście, który zalinkowałem powyżej, czy w tym z Polskiego języka obcego.

Dzięki za komentarz!

 

I już jestem ciekawy, co powiesz o opku, które wrzucę za kilka dni.

Cóż, powiem, że będzie musiało poczekać na czasy bardziej obfite w czas wolny. :p

Z tego samego powodu nie widziałem linku, ostatnio nie czytam komentarzy pod opowiadaniami albo tylko nieliczne. :( Mogę się więc powtarzać z innymi.

 

Edit: A co tam, na piórko raczej się nie załapiesz, ale masz moją rekomendację. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

“A ich nienachalna ciętość zmuszałaby mnie do ostrożności, by przypadkiem nie stanąć na linii ognia.”

Wydaje mi się, że to jednak jest lekko niegramatyczne. Bym nie stanął, tak, ale by nie stanąć?

 

Przeczytałam z zainteresowaniem i z przyjemnością, ale ten szort nie zostanie ze mną na długo. Ot, miły przerywnik do przekąski przed obiadem. Zgadzam się przy tym z Issanderem – co do tego, że fantastyka jest tu tylko pretekstowa (on mógł wsiadać do tramwaju albo pociągu, sceneria nie ma znaczenia dla treści) oraz że nie widzę tu motywu snu. No ale też nie oceniam tekstu przez pryzmat konkursu, więc to tylko taka uwaga na marginesie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki za komentarz, Jose! Pewnie, że bohater mógłby wsiadać do pociągu. Nie zakładam, że za ~20 lat pociągi przestaną istnieć. :p

Co do pretekstowej fantastyki – czyżby? Bohater dzieli się obawami związanymi z upowszechnieniem technologii, która już dzisiaj istnieje. Może za 20 lat to faktycznie będzie oczywistość, ale póki co chińskie dziewczynki zmodyfikowane CRISPR-em celem wyindukowania odporności na HIV to niebezpieczna ciekawostka, której szerzeniu się próbuje się zapobiegać. W mojej wersji przyszłości ciekawość zwyciężyła rozsądek.

Zgadzam się, że ten szort nie sili się na żadną przełomowość. Jeśli wzbudza jakieś emocje, to to wszystko, co chciałem osiągnąć. Twoje porównanie do przekąski jest o tyle ciekawe, że pod moim opkiem na Fantastów napisałaś, że idealnie nadaje się do czytania przy śniadaniu. Wierzę, że wykwintna kolacja ciągle przede mną. ;D

Oczywiście, że bohater porusza futurystyczne kwestie, które (jeszcze) nie są oczywistą rzeczywistością – albo rzeczywistą oczywistością. Ale czy to tak naprawdę bardzo różni się od rozważań, jakie mógłby prowadzić człowiek dzisiejszy? Przecież nasze życia są już teraz tak naszpikowane wszechobecną technologią, że to, IMHO, tylko kwestia skali.

 

No i co ja poradzę, że nader często czytam, jedząc! (Ciekawe rzeczy pamiętasz, swoją drogą… ;p)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

O ile konkretne technologie można tu podmienić na cokolwiek, to osobiście fantastykę bliskiego zasięgu widzę tu bardziej w rozwijaniu wizji, jak rozwinie się w najbliższych latach to, co już teraz technologie robią z relacjami społecznymi (a ze to tylko pogłębienie tego, co jest, to własnie bliski zasięg i umowność).

Przeczytałem tylko pierwsze komentarze.

Tekst jest ładnie napisany i myślę, że może spodobać się komuś, kto dzieli z bohaterem sentyment do starych, dobrych czasów.

To o mnie ;)

Rzeczywiście ujmujące. Nieco niedopieszczone, zwłaszcza w pierwszej części, ze zgrzytającymi sformułowaniami (”stawianie kolumn to kwadratura koła”, “agorafobia stała się odruchowa”), bez melodyki, ale potem naprawdę ładne. W pewnym momencie zrezygnowałeś z formy przypuszczającej – nie wiem, czy chodziło o ten “sen”, który sprawia, że marzenia się ziszczają, czy po prostu zmęczyłeś się formą z “by”. Chyba jednak lepiej by wypadło, gdybyś utrzymał ją konsekwetnie do końca.

Ale trochę mnie poruszyło.

Ach, Coboldzie, cieszę się, że poruszyło. Rezygnacja z przypuszczeń jest celowa. To nie ja-autor zapomniałem o formie, lecz to bohater przestał przypuszczać, bo uwierzył w to, co zobaczył. Sądzę, że aby wyeskalować emocje w jego monologu, taki zabieg jest konieczny. Zwłaszcza przy nagłym zderzeniu z rzeczywistością w samej końcówce.

Dzięki za opinię!

No widzisz, to jest taki zabieg, w który żeby czytelnik uwierzył, że jest celowy i przemyślany, musisz go wcześniej przekonać, że masz nienaganną technikę. Bezpieczniej jest go jednak wzmocnić komentarzem, a to z kolei w drugoosobowej trudno zrobić w sposób naturalny.

Logiczne, spójne. Ładnie opisana futurystyczna wizja. Fabuła z każdym kolejnym fragmentem wciąga. Motyw snu rzeczywiście niejasny, ale powiedzmy, że jest to jakiś rodzaj marzenia… naginam teraz trochę, ale naprawdę, szkoda przekreślić takie opowiadanie.

 

Językowo kilka rzeczy do doszlifowania.

 

I jeszcze minus(ik): wydało mi się nieco zbyt sentymentalne, choć to jedynie osobiste odczucie.

 Dzięki za tak pozytywny komentarz! Na szlifowanie jestem otwarty. ;)

Dobry tekst, bardzo podobał mi się klimat jaki udało się zbudować. W pewnym stopniu sentymentalne, ale moim zdaniem bez przekroczenia granicy dobrego smaku :) Ciekawy pomysł z umieszczeniem fabuły w niedalekiej przyszłości. Spodobały mi się nawiązania do technologii które dziś dopiero raczkują lub są jeszcze w fazie projektowania (hyperloop). Tu jednak drobna uwaga – z tego co się orientuję to CRISPR po pierwszej fali powszechnego zachwytu okazuje się mieć jednak kilka poważnych wad i obecnie można obserwować raczej wycofywanie się z niego okrakiem ;)

Natomiast mam jeden, ale ogromny zarzut – nawiązanie do tematyki konkursu praktycznie zerowe, tłumaczenie z odwołaniem do marzeń jednak zupełnie do mnie nie trafia, ponieważ moim zdaniem intencje Wilka były tu całkowicie jasne i chodziło o sen. Bez kombinowania z semantyką :)

Nowa Fantastyka