- Opowiadanie: ninedin - Nocny skowronek

Nocny skowronek

Tekst skasowany i opublikowany ponownie, w bardziej sowiej godzinie. Dziękuję Finkli za zwrócenie mi uwagi.
Historyjka z mitologicznymi inspiracjami – w zachowanych źródłach nie ma żadnych informacji o skowronku, który wybrał się w zaświaty :)
Tekst nie był betowany – chętnie przyjmę uwagi stylistyczne i redakcyjne.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nocny skowronek

 

Cha­ron mocno się zdzi­wił, kiedy wśród tłumu ocze­ku­ją­cych w ko­lej­ce dusz zo­ba­czył skow­ron­ka.

Przy­wykł już, że duże zwie­rzę­ta – konie, psy, woły – za­bie­ra­ły się na jego barkę, kiedy przy­szła na nie pora, albo bro­dzi­ły krok w krok za nią przez zimne wody Ache­ron­tu. Pta­ków jed­nak dotąd nie wi­dy­wał: nawet w po­sta­ci dusz umia­ły latać, co spra­wia­ło, że prze­pra­wa ło­dzią przez rzekę była z ich punk­tu wi­dze­nia ra­czej zbęd­na.

Tyle że ten ptak nawet nie był duszą. Ani du­chem. Nic z tych rze­czy: był to po pro­stu, jak oce­nił Cha­ron, naj­zwy­klej­szy w świe­cie skow­ro­nek, szary, mały – no, może z za­ska­ku­ją­cym, za­wa­diac­kim czub­kiem na gło­wie. Cha­ron śred­nio, co praw­da, znał się na pta­kach, no ale kto by nie roz­po­znał skow­ron­ka?

– Prze­pra-a-szam, któ­rę­dy do pa­ła­cu? – za­śpie­wał ptak, zmu­sza­jąc prze­woź­ni­ka zmar­łych do na­tych­mia­sto­wej we­ry­fi­ka­cji opi­nii o tym, że pta­szy­na była z tych naj­zwy­klej­szych w świe­cie. O ile pa­mię­tał, ptaki na co dzień nie mówiły ludz­kim gło­sem.

– Prze­pra­szam! – powtórzył skow­ro­nek rów­nie słod­ko, acz z wy­raź­ną nutą znie­cier­pli­wie­nia. – Do pa­ła­cu-u-u?

– Przez rzekę, potem przez sie­dem odnóg Styk­su, a potem lekko w lewo nad wy­bie­giem dla psa. Łatwo go po­znasz, be­stia ma trzy głowy i szcze­ka bez prze­rwy. Mi­niesz sta­no­wi­sko sę­dziów – to tam, gdzie naj­więk­sza ko­lej­ka – potem skrę­cisz w prawo, i już zo­ba­czysz pałac. Tylko po cho­le­rę ja ci to mówię? I tak tam prze­cież nie do­le­cisz – burk­nął prze­woź­nik.

– Ale jak nie? – spy­tał śpiew­nie skow­ro­nek. Cha­ron za­czy­nał mieć po­czu­cie, że w bar­wie jego głosu jest coś ludz­kie­go. Tak, zde­cy­do­wa­nie ludz­kie­go, i chyba… ko­bie­ce­go?

– Ano tak – wy­ja­śnił – że za­świa­ty są dla umar­łych. Nie­ży­wych. Dusz, zna­czy. A ty mi wy­glą­dasz na bar­dzo ży­we­go.

– Żywą – skorygował ptaszek. Naj­wy­raź­niej in­tu­icja nie za­wio­dła prze­woź­ni­ka.

– A to prze­pra­szam – mruk­nął i po­pra­wił na ra­mie­niu szatę, która trzy­ma­ła się w kupie wy­łącz­nie dzię­ki spa­ja­ją­cym ze­tla­łe nici od­wiecz­nym po­kła­dom brudu. – Ale to nic nie zmie­nia, droga pani. Żywa osoba kon­dy­cji do­wol­nej, czy to ptak, czło­wiek, on, ona, kto­kol­wiek inny – nie ma czego tu szu­kać.

– No ale He­ra­kles… – pi­snął ptak nie­śmia­ło.

– Jakoś mi nie wy­glą­dasz na He­ra­kle­sa – za­wy­ro­ko­wał Cha­ron. – Masz dość sił, żeby po­ko­nać po­two­ry?

Skow­ro­nek na­stro­szył piór­ka i opu­ścił głowę. Cha­ron już miał po­wie­dzieć pta­szy­nie, żeby zmy­ka­ła z po­wro­tem do świa­ta ży­wych, póki do szczę­tu nie prze­siąk­nie za­świa­to­wą me­lan­cho­lią, kiedy nagle skow­ro­nek po­trzą­snął łep­kiem i za­śpie­wał trium­fal­nie:

– A Or­fe­usz?

– Jakoś mi nie wy­glą­dasz… – za­czął Cha­ron i urwał. Na kogoś, kto pod­ziem­ne mon­stra i su­ro­we­go wład­cę za­świa­tów zdoła uła­go­dzić śpie­wem, skow­ro­nek wy­glą­dał jak naj­bar­dziej.

– No dobra – zde­cy­do­wał stary prze­woź­nik. – Wska­kuj. Nie masz obola, więc nie mogę cię za­brać na łódź, ale jak mi sią­dziesz na ra­mie­niu, to inna spra­wa. Nie pod­pa­da pod ta­ry­fi­ka­tor. 

Pta­szek za­trze­po­tał skrzy­dła­mi i trosz­kę nie­pew­nie usa­do­wił się na po­dar­tym i brud­nym płasz­czu.

Droga prze­bie­gła szyb­ko. Przewoźnik od­py­chał łódź kijem od dna. Woda plu­ska­ła, jak zwy­kle. Dusze, też jak zwy­kle, ję­cza­ły i za­wo­dzi­ły. Tylko cichy ptasi śpiew był jakąś od­mia­ną. Cał­kiem miłą – mu­siał to przy­znać nawet taki stary cynik, jak Charon.

Kiedy przy­bi­li do brze­gu, skow­ro­nek za­trze­po­tał skrzy­dła­mi, gotów do dal­szej po­dró­ży.

– Bez­piecz­ne­go lotu! – za­wo­łał stary prze­woź­nik. – I nie pomyl drogi!

– Dzie-ęku­ję! – za­śpie­wał skow­ro­nek i uniósł się wy­so­ko w bez­gwiezd­ne niebo Ha­de­su.  

 

 Hades nie był w naj­lep­szym hu­mo­rze. Po pierw­sze, Cer­ber znowu uciekł. Wróci za­pew­ne opity powodującej amnezję wody le­tej­skiej – całą tre­su­rę trze­ba bę­dzie po­wta­rzać po raz ko­lej­ny. Po dru­gie, prze­klę­ty Oknos znowu prze­ma­sze­ro­wał przez pałac kró­lew­ski, jak zwy­kle gu­biąc gar­ści słomy, z któ­rej skrę­cał swój nie­koń­czą­cy się sznur. Hades był w tej chwi­li cięty na sam dźwięk słowa „słoma” – przy­po­mi­na­ło mu bo­le­śnie, że jego te­go­rocz­ne sło­mia­ne wdo­wień­stwo wła­śnie się za­czę­ło i po­trwa jesz­cze parę mie­się­cy. Po trze­cie, za Okno­sem i jego sło­mia­nym sznu­rem jak zwy­kle szła ośli­ca: po­że­ra­ła ple­cion­kę i zo­sta­wia­ła po sobie – jak by to ująć – ślady, a tak się skła­da­ło, że Tel­chi­no­wie, któ­rym w tym mie­sią­cu przy­pa­dał dyżur w pa­ła­cu, jak zwy­kle straj­ko­wa­li. W efek­cie pod­ło­ga była pełna cuch­ną­cych pu­ła­pek – a chyba ro­zu­mie się samo przez się, że wład­ca za­świa­tów z szatą i bu­ta­mi no­szą­cy­mi ślady oślich odchodów nie wzbu­dza ta­kiej grozy, jak po­wi­nien.

Nie był więc zbyt za­do­wo­lo­ny, kiedy na do­da­tek po­czuł za­pach żywej isto­ty w swoim ogro­dzie. Żywi nie mieli czego szu­kać w jego kró­le­stwie, a ich po­ja­wie­nie się za­wsze zwia­sto­wa­ło pro­ble­my.

Co za dzień, od sa­me­go wie­czo­ra coś, po­my­ślał po­nu­ro wład­ca umar­łych, po czym, przyj­mu­jąc swój naj­bar­dziej prze­ra­ża­ją­cy ton, wy­szep­tał lo­do­wa­to:

Czuję za­pach ży­we­go…

– To ja-a-a! – za­śpie­wał me­lo­dyj­ny gło­sik i spo­śród ga­łę­zi czar­nej to­po­li wy­su­nę­ła się po­wo­li mała pta­sia głów­ka.

– Co tu ro­bisz, dzier­lat­ko? – za­py­tał Hades zre­zy­gno­wa­nym gło­sem. Tym razem nie silił się na sztucz­ki: pta­szek i tak nie wy­glą­dał na zbyt­nio wy­stra­szo­ne­go.

– Wy­pra­szam sobie tę dzier­lat­kę! – za­ćwier­kał z obu­rze­niem nie­pro­szo­ny gość. – Za­mie­nio­no mnie w skow­ron­ka, i to, że wcze­śniej byłam dziew­czy­ną…

– Je­steś dzier­lat­ką – prze­rwał jej Hades, pusz­cza­jąc mimo uszu ostat­nią uwagę. – Śmie­ciusz­ką. Ko­ry­dal­lis, w twoim ję­zy­ku. Wi­dzia­łaś się ostat­nio w lu­strze, dzier­lat­ko?

Pta­szy­na pa­trzy­ła na wład­cę za­świa­tów okrą­gły­mi oczy­ma peł­ny­mi zdu­mie­nia.

Hades z wes­tchnie­niem pstryk­nął pal­ca­mi i wy­cią­gnął rękę, by zła­pać nad­la­tu­ją­cy na we­zwa­nie hełm-nie­wid­kę. Wy­mru­czał kilka słów za­klę­cia, prze­tarł hełm – który nagle zro­bił się cał­kiem wi­dzial­ny i bar­dzo błysz­czą­cy – skra­jem czar­nej szaty i wska­zał go­ścio­wi po­wsta­łe w ten spo­sób zwier­cia­dło.

– Zer­k­nij, pro­szę – po­wie­dział. Humor mu się tro­chę po­pra­wił. Hades, tak po praw­dzie, kró­lem za­świa­tów zo­stał nie z wła­snej woli, a w wy­ni­ku lo­so­wa­nia. By­wa­ły takie dni, kiedy bar­dzo tę­sk­nił za słoń­cem, świa­tłem i ro­śli­na­mi in­ny­mi niż wszech­obec­ne w kra­inie zmar­łych cisy, cy­pry­sy, as­fo­de­le i to­po­le. Za­wsze był naj­pil­niej­szym z braci, więc przez lata spę­dzo­ne na lek­tu­rach oraz roz­mo­wach z nie­zli­czo­ny­mi du­sza­mi uczo­nych, po­dróż­ni­ków i łow­ców nabył za­ska­ku­ją­co głę­bo­ką wie­dzę o flo­rze i fau­nie pod­sło­necz­ne­go świa­ta.

– Wi­dzisz? – wy­ja­śnił. – Nie­wiel­ki szary ptak, ra­czej krępy, ze spo­rym dzio­bem. Krót­ki ogo­nek. Wy­glą­dasz pra­wie cał­kiem jak zwy­kły skow­ro­nek, ale po­patrz na ten czu­bek na gło­wie… dzier­lat­ko.

– Zna­czy, ja nawet nie je­stem tym prze­klę­tym skow­ron­kiem? – za­śpie­wał pta­szek z lek­kim obu­rze­niem.

– Je­steś, je­steś – uspo­ko­ił go Hades. – Je­steś, po­wiedz­my, wa­ria­cją na temat skow­ron­ka.

Dzier­lat­ka opu­ści­ła łepek i przez mo­ment wy­glą­da­ła jak uoso­bie­nie wszel­kich nie­szczęść świa­ta.

– W kwe­stii mojej wi­zy­ty… – za­czę­ła.

Hades odło­żył hełm i ge­stem przy­wo­łał fotel, który po­słusz­nie przy­czła­pał na swych lwich nóż­kach. Bóg zmar­łych z roz­ko­szą za­padł w mięk­kie, czar­ne po­dusz­ki. Dzier­lat­ka usia­dła na sto­li­ku, na­prze­ciw­ko niego.

– Czy mogę pro­sić o kro­pel­kę wody? – spy­ta­ła śpiew­nie.

– Ależ skąd! – za­pro­te­sto­wał Hades. – Nie wolno ci tu nic jeść ani pić bez mojej zgody!

Pta­szy­na po­smut­nia­ła, po czym pod­nio­sła swoje okrą­głe oczka na wład­cę pod­zie­mi.

– Chcia­ła­bym umrzeć – za­nu­ci­ła zde­cy­do­wa­nym gło­si­kiem.

Hades za­mru­gał.

– Czy ty w ogóle wiesz, o czym mó­wisz? – spy­tał z nie­do­wie­rza­niem. – Nikt nie chce umrzeć; a przy­naj­mniej na pewno nikt, kto umarł, nie chciał­by umrzeć jesz­cze raz. Spy­taj Achil­le­sa, zaraz ci powie, jak to wo­lał­by być teraz nie­wol­ni­kiem, byle żywym – a on jest u nas na spe­cjal­nych pra­wach, bo jego mama to ku­zyn­ka, moja w czwar­tym po­ko­le­niu, żony w pią­tym.

– Ja tam bym chcia­ła – od­par­ła z upo­rem dzier­lat­ka.

Hades po­tarł oczy dło­nią odzia­ną w czar­ną rę­ka­wicz­kę.

– Ale dla­cze­go? – za­py­tał.

– Bo mam do-o-o-ość! – im bar­dziej dzier­lat­ka była zde­ner­wo­wa­na, tym czę­ściej śpie­wa­ła, za­miast mówić. – Je­stem jedną wiel­ką po­mył­ką! Od sa­me­go po­cząt­ku! Mama nawet nie chcia­ła dawać mi na imię Hip­po­da­mia – co druga dziew­czy­na w mia­stecz­ku tak się na­zy­wa­ła! Ale oj­ciec się uparł, żeby było po ciot­ce. No i dużo do­bre­go wy­ni­kło z tego „po ciot­ce”!

– Zaraz, zaraz! – prze­rwał Hades. – Dziew­czy­na? A fak­tycz­nie, mó­wi­łaś coś o byciu ko­bie­tą…

– Ow­szem – dzier­lat­ka ski­nę­ła głową. – Na­zy­wam się Hip­po­da­mia, córka Ka­lip­po­sa. Tato był lut­ni­kiem, mama uwa­ża­ła się za ku­zyn­kę Or­fe­usza. Oj­ciec się uparł dać mi imię po ciot­ce. A ciot­ka…

– Twoją ciot­ką była ta sław­na Hip­po­da­mia? – spy­tał władca umarłych.

– Nie – wes­tchnął pta­szek. – Ta zwy­kła. Jedna z wielu. Ciot­ka z wujem mieli pole i ho­do­wa­li konie. Tyle że ich stada ponoć po­cho­dzi­ły od jed­nej z kla­czy Dio­me­de­sa i…

– Nic nie mów! – mach­nął ręką bóg. – Co jakiś czas przy­pro­wa­dza­ją mi tu kogoś, kogo po­żar­li jacyś po­tom­ko­wie lu­do­żer­czych kla­czy tego bał­wa­na.

– No wła-a-śnie! – za­śpie­wa­ła Hip­po­da­mia.  – Z wuja był rol­nik od sied­miu bo­le­ści, pasł te konie na su­chych łą­kach peł­nych ostów, be­stie były wiecz­nie głod­ne i w końcu, oczy­wi­ście, za­ata­ko­wa­ły.

Wład­ca za­świa­tów po­ki­wał ze współ­czu­ciem głową.

– Wuj kiepsko znał się na hodowli zwierząt, był jednak wy­jąt­ko­wo po­boż­ny – kon­ty­nu­owa­ła dzier­lat­ka – a ciot­ka, cóż, bo­ha­ter­sko rzu­ci­ła się ra­to­wać dzie­ci, które zo­sta­ły za­ata­ko­wa­ne jako pierw­sze. Bo­go­wie po­sta­no­wi­li ich za to wy­na­gro­dzić prze­mia­ną w ptaki. Wiel­ka mi na­gro­da.

Hades uniósł brwi.

– Oczy­wi­ście – Hip­po­da­mia rzu­ci­ła ostroż­ne spoj­rze­nie okrą­głych jak pa­cior­ki oczek w kie­run­ku boga – ja wiem, że jak już ktoś ma umrzeć, to ko­niec, Mojry zde­cy­do­wa­ły i nawet bo­go­wie nie mogą ode­brać ci ofiar już na­zna­czo­nych śmier­cią, mogą je tylko przemienić, no ale jed­nak, mimo wszyst­ko, była to śred­nia pomoc. Zwłasz­cza że na do­da­tek nie­tra­fio­na.

Hades za­czy­nał zda­wać sobie spra­wę, co się mu­sia­ło stać.

– Z woli bogów wuj zo­stał prze­piór­ką – za­śpie­wał smut­no pta­szek. – Ku­zy­ni za­mie­ni­li się w cza­plę, plisz­kę, szczy­gła i chyba coś jesz­cze; nigdy nie mo­głam się ich do­li­czyć. A ciot­ka – ciot­ka miała stać się tą tam, dzier­lat­ką, ale ktoś źle wy­ce­lo­wał me­ta­mor­fo­zę i tra­fi­ło mnie.  Jedna Hip­po­da­mia córka Ka­lip­po­sa czy inna Hip­po­da­mia córka Ka­lip­po­sa, co za róż­ni­ca – nikt nie zwró­cił uwagi, że mój oj­ciec to Ka­lip­pos ju­nior!

– I tak zo­sta­łaś pta­kiem – po­wie­dział Hades.

– I tak zo­sta­łam pta­kiem – po­twier­dzi­ła Hip­po­da­mia. – Cho­ler­nym skow­ron­kiem. Ja.

– Nie ma nic złego w skow­ron­kach! – za­pro­te­sto­wał bóg.

– Ja-a-sne! – za­śpie­wa­ła obu­rzo­na dzier­lat­ka. – Poza tym, że trze­ba śpie­wać! Cały czas! I wsta­wać wcze­śnie! Le­d­wie się Ju­trzen­ka za­cznie prze­cią­gać w swoim łóżku, a mnie już zew na­tu­ry każe za­po­mnieć o spa­niu, wzno­sić się w górę, latać i… i… i śpie­wać!

Wład­ca za­świa­tów chciał coś po­wie­dzieć, ale dzier­lat­ka nie dała mu dojść do słowa.

– A ja za życia byłam flet­nist­ką! – za­nu­ci­ła. – Za­wo­do­wą! I szcze­rze nie zno­si­łam swo­jej pracy, ale cóż, tylko to umia­łam, taka ro­dzi­na. Ma­rzy­łam o tym, żeby za­ro­bić dość, by już nigdy nie mu­sieć parać się mu­zy­ką, a za je­dy­ną za­le­tę mo­je­go za­wo­du uwa­ża­łam fakt, że nie trze­ba było zry­wać się rano: gry­wa­łam zwy­kle na ucztach, a uczty są w nocy! Uwiel­biam ciem­ność za oknem i pracę w póź­nych go­dzi­nach, nie prze­pa­dam za słoń­cem i wsta­wa­niem! A teraz, przez źle wy­ce­lo­wa­ną me­ta­mor­fo­zę, nie dość, że muszę śpie­wać przez resz­tę życia, to jesz­cze na do­da­tek o po­ran­ku! Bar­dzo do­brze pa­mię­tam, jakim byłam czło­wie­kiem. Moja ludz­ka na­tu­ra, pra­gnie­nia i chęci kłócą się z tą pta­sią formą, w którą mnie wtło­czo­no. Mam dość. Serio, dość. Nic mnie nie ob­cho­dzi zda­nie Achil­le­sa: wolę umrzeć.

Hades już wie­dział, co za chwi­lę usły­szy – i co bę­dzie mu­siał po­wie­dzieć nie­szczę­snej pta­szy­nie. Uznał, że le­piej uprze­dzić jej opo­wieść.

–  Niech zgad­nę: nie udało ci się po­peł­nić sa­mo­bój­stwa – stwier­dził ra­czej niż za­py­tał.

Dzier­lat­ka po­pa­trzy­ła na niego i po­ki­wa­ła łep­kiem.

– A pró­bo­wa­łaś.

– Pró­bo­wa­łam – po­twier­dzi­ła smut­no.

Hades wziął głę­bo­ki od­dech i spoj­rzał pro­sto w czar­ne pa­cior­ki pta­sich śle­pek.

– Nie pró­buj wię­cej – po­wie­dział po­waż­nie. – To się i tak nie uda. Nigdy.

– Ale… – za­czę­ła dzier­lat­ka.

– Nie ma „ale” – po­krę­cił głową wład­ca za­świa­tów. – Zresz­tą, ty już o tym wiesz, praw­da? To dla­te­go tu przy­szłaś. Kra­ina zmar­łych była twoją ostat­nią na­dzie­ją.

Po pta­sim dziób­ku po­wo­li spły­nę­ła łza.

– Zo­sta­łaś pod­da­na prze­mia­nie – wy­ja­śnił cier­pli­wie bóg umar­łych. – Zro­zum, ty nie je­steś zwy­kłym pta­kiem: bo­go­wie wy­ję­li cię, jak wszyst­kich prze­mie­nio­nych, spod wła­dzy Mojry, Losu i mojej.  Pół-czło­wiek, pół-ptak, skow­ro­nek ide­al­ny – bę­dziesz już za­wsze żyła i śpie­wa­ła.

– I wsta­wa­ła nad ranem – do­koń­czy­ła po­nu­ro Hip­po­da­mia. – I była nie­wy­spa­na przez całą wiecz­ność, nie­usta­ją­co zmę­czo­na, nie­zdol­na spać w nocy, bo ludz­ka na­tu­ra, ani w dzień, bo je­stem skow­ron­kiem.  To nie jest prze­mia­na, to tor­tu­ra. Wiem, nie brzmi tak źle jak co­dzien­ne wy­szar­py­wa­nie wą­tro­by, ale każdy ma swoje gra­ni­ce wy­trzy­ma­ło­ści. Ja już moje prze­kro­czy­łam.

Przez chwi­lę mil­cze­li oboje: bóg za­mknię­ty w bez­sło­necz­nym świe­cie i dziew­czy­na uwię­zio­na w pta­siej po­sta­ci.

– A nie dało by się mnie prze­mie­nić jesz­cze raz? – spy­ta­ła po chwi­li Hip­po­da­mia. – Zro­bić taką me­tame­ta­mor­fo­zę? Nie, nie, ja wcale nie muszę być czło­wie­kiem, ale… może da­ło­by się na przy­kład zro­bić ze mnie in­ne­go ptaka? Po­wiedz­my – sowę? Do­brze bym się czuła jako sowa.

– Nic z tego – wes­tchnął Hades. – Nie prak­ty­ku­je się me­ta-me­ta­mor­fo­zy, a poza tym na sowę nie zgo­dzi się Atena, to jej ptak.

– Aha! Nie prak­ty­ku­je się – nie zna­czy, że to nie­moż­li-i-we! – za­śpie­wa­ła pod­eks­cy­to­wa­na dzier­lat­ka. – Może by w takim razie prze­mie­nić mnie w pu­cha­cza?

– Pu­cha­czem jest, o ile pamiętam, Aska­la­fos, syn na­sze­go Cha­ro­na – po­wie­dział władca zaświatów. Za­sę­pił się na mo­ment: Zaraz, za co go tak ukarano?

– A pło­my­ków­ka? – Hip­po­da­mia nie cze­ka­ła, aż Hades przy­po­mni sobie coś wię­cej o pu­cha­czu Aska­lafosie.

– Pło­my­ków­ką zo­sta­ła bez­boż­ni­ca Me­ro­pis, przy­kro mi.

 – Pusz­czyk?

– Za­ję­ty! Przez pewną damę, która na­ra­zi­ła się Afro­dy­cie, bo miała romans z niedźwiedziem.

– To może…

– Dość – prze­rwał jej Hades ła­god­nie, ale sta­now­czo. – Dość. Pew­nie, w końcu wy­my­ślisz ja­kie­goś wol­ne­go noc­ne­go ptaka, ale zro­zum, to tak nie dzia­ła. Prze­mia­na jest osta­tecz­na, jedna i na za­wsze.

– A Tej­re­zjasz? – za­py­ta­ła ze zło­ścią dzier­lat­ka.

– Za dużo się bajek na­słu­cha­łaś na tych ucztach! – prych­nął władca umarłych. – Pro­szę bar­dzo, mo­że­my pójść w model a la Tej­re­zjasz, ale nie je­stem pe­wien, czy za­uwa­żysz aż tak dużą róż­ni­cę mię­dzy by­ciem panią dzier­lat­ką a panem dzier­lat­kiem, bo w tej wer­sji tylko taką me­ta­prze­mia­nę mogę ci za­ofe­ro­wać. I tak bę­dziesz wsta­wać rano.

– Na za­wsze? – spy­ta­ła Hip­po­da­mia.

– Na za­wsze – po­twier­dził bóg, czu­jąc dziw­ny smu­tek.

Dzier­lat­ka mil­cza­ła przez dłuż­szą chwi­lę.

– No có-óż – za­śpie­wa­ła w końcu – wobec tego już pójdę. Po­le­cę, zna­czy. Tu nie ma słoń­ca, ale i tak czuję, że na­cho­dzi dzień. Choć w za­świa­tach to jakby mniej prze­szka­dza, przy­naj­mniej jest ciem­no. Nie­waż­ne. Dzię­ku­ję. Do widze… A nie, jed­nak nie do wi­dze­nia. Ja tu już nie wrócę. Że­gnaj, Ha­de­sie.

Za­trze­po­ta­ła skrzy­deł­ka­mi i po­wo­li unio­sła się w górę, w ciem­ne niebo za­świa­tów o po­ran­ku.

I wtedy wła­śnie Ha­de­so­wi przy­po­mnia­ło się, o co cho­dzi­ło z Aska­lafosie i za co syn Cha­ro­na zo­stał za­mie­nio­ny w pusz­czy­ka. Za pod­glą­da­nie. I do­no­sze­nie. Kon­kret­niej: za za­ob­ser­wo­wa­nie, jak pewna – jak naj­bar­dziej wiecz­nie żywa – bo­gi­ni zja­dła w za­świa­tach kilka owo­ców gra­na­tu, i za do­nie­sie­nie o tym wład­cy Zeu­so­wi. Hades aż za do­brze pa­mię­tał, jakie to wszyst­ko miało kon­se­kwen­cje dla bo­gi­ni.

Na twa­rzy króla umar­łych po­ja­wił się rzad­ki gość – uśmiech.

– Za­cze­kaj! – za­wo­łał do od­la­tu­ją­cej Hip­po­da­mii, a kiedy dzier­lat­ka za­wró­ci­ła i po­now­nie wy­lą­do­wa­ła na sto­li­ku, za­py­tał:

– Na­praw­dę ci tu le­piej? Z tym bra­kiem słoń­ca i w ogóle?

Pta­szek ski­nął głową bez słowa.

– I mo­gła­byś tu miesz­kać? Zna­czy, nie zo­stać za­mknię­ta w za­świa­tach jako dusza, tylko się tu osie­dlić, tak po pro­stu? Ow­szem, mu­sia­ła­byś wra­cać na parę mie­się­cy do świa­ta, po­wiedz­my – na zimę, ale resz­tę czasu mo­gła­byś spę­dzać u nas. Nie uwol­ni­ło­by cię to od śpie­wa­nia, ale przy­naj­mniej tu­tej­szy po­ra­nek i tu­tej­sza noc są rów­nie ciem­ne.

W czar­nych ślep­kach dzier­lat­ki po­wo­li po­ja­wia­ła się odro­bi­na cze­goś, co Hades wi­dy­wał jesz­cze rza­dziej niż uśmiech. Odro­bi­na na­dziei.

– Wobec tego – po­wie­dział bóg zmar­łych po­waż­nie – po­zo­sta­je mi tylko jedno py­ta­nie. Hip­po­da­mio córko Ka­lip­po­sa, czy ze­chce pani skosz­to­wać na­szych słyn­nych gra­na­tów?

 

Kiedy już wy­sią­dziesz z łodzi Cha­ro­na, wę­drow­cze, i zo­ba­czysz przed sobą bez­kres kraju zmar­łych – potężny wiąz, pod którego liśćmi śpią senne kosz­ma­ry, ogień u bram Tar­ta­ru, ko­ły­sa­ne zim­nym po­wie­wem łany as­fo­de­li –  może się oka­zać, że nagle usły­szysz nie­ocze­ki­wa­ny dźwięk. Być może nawet, zanim na­po­ją cię wodą za­po­mnie­nia, roz­po­znasz ten głos i zdą­żysz się zdzi­wić, co ranny pta­szek robi w wiecz­nym mroku.

A co do męż­czy­zny w dłu­gim płasz­czu – ma­gicz­ny hełm ukry­wa go przed oczy­ma ży­wych i umar­łych. Ra­czej więc nie spo­tkasz go na ciem­nych za­świa­to­wych dro­gach, choć prze­cież co­dzien­nie od wio­sny do je­sie­ni wy­cho­dzi z pa­ła­cu o bez­sło­necz­nym po­ran­ku i czeka, by usły­szeć pieśń je­dy­ne­go w całym świe­cie noc­ne­go skow­ron­ka.  

 

 

Koniec

Komentarze

OK, teraz zażarło.

O, tych mitów nie znałam, więc mi się spodobało. Ledwie kojarzę wycieczki Heraklesa i Orfeusza. Sympatyczna historia o losie biednej dziewczyny. Ech, najgorzej, jak ktoś chce pomóc, ale nie do końca wie, czego ofierze potrzeba… Za to z Hadesa ludzki pan.

Babska logika rządzi!

Świetnie się bawiłam, czytając Twoje opowiadanie smiley. Lubię takie poczucie humoru. I te wszystkie nawiązania do mitów…

 

wnosić się w górę, latać i… – czy miało być wznosić się?

magiczny hełm ukrywa go przez oczyma żywych i umarłych – nie powinno być przed?

Dziękuję za odwiedziny, uwagi i Monique M. za wskazanie literówek, poprawiam :)

Bardzo udany tekst. Przeczytalam z zainteresowaniem i jestem bardzo zadowolona z lektury. Ladnie polaczylas temat skowronkow i sow z mitologia. Powodzenia w konkursie, a ode mnie kliczek :)

Charon mocno się zdziwił, kiedy wśród tłumu oczekujących w kolejce do łodzi dusz zobaczył skowronka.

Wydaje mi się, że możesz te zdanie uprościć, wykreślając w kolejce do łodzi. Chyba każdy wie czym zajmuje się Charon (a przynajmniej większość) i te pierwsze zdanie lepiej by wybrzmiało. W końcu akcent powinien być położony na skowronku, a nie na tłumie oczekujących w kolejce do łodzi dusz. :)

Tylko cichy ptasi śpiew był jakąś odmianą. Całkiem miłą – musiał to przyznać nawet taki stary cynik, jak on.

Nawet cichy ptasi śpiew musiał to przyznać?

bo jego mama to kuzynka, moja w czwartym pokoleniu, żony w piątym.

:D

jak pewna jak najbardziej

Średnio to wygląda.

 

Rewelacja. Super pomysł, przemyślana konstrukcja. Postacie masz tylko trzy, ale o każdej mogę powiedzieć, że jest jakaś – konkretna i żywa (dwaj panowie mogą się zdziwić na te określenie ;)). Lekka konwencja, płynność w narracji, bez wodotrysków w zdaniach, ale czytało się przyjemnie, bez wyraźnych potknięć. Polubiłem skowronka i takiego Hadesa, nawet Charon wzbudza pozytywne odczucia. No i zakończenie jest bardzo klimatyczne.

Zazgrzytały mi te ośle gówienka, wydaje mi się, że to niepotrzebna dosłowność.

Bardzo, bardzo dobre opowiadanie. Ma swój niepowtarzalny urok.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ładne! I pomysłowe.

Zresztą, wszystkie Twoje opowiadania z nawiązaniami do mitów są… urokliwe. I świetnie się je czyta!

Literóweczki trzy:

– “powstałe w tej sposób zwierciadło” – ten sposób;

– “nie przepadam za słońcem i wstawianiem” – wstawaniem;

– “po którego liśćmi” – pod.

Mam też wątpliwości, czy zetlałe nici mogą jeszcze tworzyć cośkolwiek. Może “na wpół zetlałe”? Oraz tego nie rozumiem: “Co za dzień, od samego wieczora coś”. Czy w Hadesie dzień się zaczyna od wieczora?

 

W każdym razie – niebanalne wykorzystanie tematu konkursu, a sama lektura jest przyjemna jak owoc granatu :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Wysłałem do biblioteki :)

 

Masz bardzo przyjemny styl. Taki, który nie kłuje w oczy. Dobrze się to czyta. Poczucie humoru też bardzo sympatyczne.

 

Zwróciłem uwagę na sposób, w jaki wprowadzasz kolejne imiona głównej bohaterki:

Najpierw jest tylko skowronek. Od momentu, gdy Hades nazwał skowronka dzierlatką, narrator też zaczął tak go nazywać. Gdy dzierlatka przedstawiła się Hadesowi z imienia, dopiero wówczas narrator zaczął nazywać ją po imieniu. W ten sposób zgromadziłaś całą paletę synonimów imienia głównego bohatera, a jednocześnie ani na chwilę nie musiałem się zastanawiać o kogo chodzi. Bardzo zgrabny zabieg. Z pewnością go zapamiętam :)

@ac, Staruch, chroscisko:

 

Bardzo dziękuję! I za podpowiedzi, co poprawić (wprowadziłam), i za miłe słowa, i za kliki! To jest tekst, który chyba najszybciej trafił do biblioteki w całej mojej forumowej karierze.

Świetny tekst i już w bibliotece. Bardzo przyjemnie się czytało Twoje opowiadanko i zgrabnie nawiązałaś do tematyki konkursowej. To ode mnie piąteczka ;)

Tekst mi się spodobał szczególnie, że od połowy obawiałam się, że właśnie zamiana na sowę będzie głównym motywem. Cieszę się, że tak się nie stało :). Mam nieodparte wrażenie, że znajomość mitologii, której nie posiadam, zdecydowanie uprzyjemnia czytanie.

Gdy zostały opisanie perypetie Hadesa i jego nadworne problemy, od razu skojarzyło mi się to z całkiem przyjemnym anime: Hoozuki no Reitetsu, które właśnie o tym opowiada.

@enderek, AntareMary

 

Bardzo dziękuję, miło słyszeć takie słowa. A wspomnianym anime się bliżej zainteresuję :)

Podobało mi się :) Świetnie napisane, czytało się lekko i przyjemnie, a wplecenie skowronka w grecką mitologię bombowe. I zakończenie fajne.

Super tekst :) 

Szalenie kameralne opowiadanie. Spokojnie i bez angażowania wielu bohaterów opowiedziałaś naprawdę zajmującą historię, jednocześnie umiejętnie przybliżając wątki mitologiczne. A ponieważ mitologię lubię, Nocnego skowronka przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. ;)

 

Hades za­mru­gał po­wie­ka­mi. –> Wystarczy: Hades za­mru­gał.

Czy mógł zamrugać inaczej, nie powiekami?

 

Hades za­czy­nał zda­wać sobie spra­wę co się mu­sia­ło stać.

– Za spra­wą bogów wuj zo­stał prze­piór­ką… –> Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładne, bardzo dobrze się czyta, podobało mi się :)

@Regulatorzy: dziękuję (i za miłe słowa, i za wskazanie rzeczy do poprawki), poprawiam.

@Anet: miło mi :)

Idę tak powoli od opowiadania do opowiadania w konkursie i cóż, nie wzięło mnie, Ninedin. Nie będę się jakoś specjalnie rozwodził bo i mitologia nie jest jakoś specjalnie mocno w obrębie moich zainteresowań. Dobrze napisane, choć postać i wypowiedzi Hadesa nie przekonały mnie o jego boskości. Ale widać, że miałaś pomysł i konsekwentnie po zrealizowałaś. To na plus. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję za wizytę i za wskazanie jakiejś zalety w tekście, który Ci nie leży, Darconie. Miło mi :)

Fajny tekst, choć aż tak mocno nie chwyta. Podobają mi się aluzje do mniej znanych (przynajmniej dla mnie) mitów. Trochę zawodzą aspekty komediowe, bo o ile przekomarzanie z Hadesem wyszło nawet-nawet, o tyle motyw z oślicą już średnio. Tutaj jest pewnie pies pogrzebany w kwestii odbioru utworu, bo sam motyw dziewczyny zaklętej w skowronka jest ciekawy. Jednak jeśli humor nie chwyci, to ten koncert fajerwerków traci na odbiorze.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wiesz, też się zastanawiałam, czy to nie za duży zgrzyt, w końcu zostawiłam (mit o Oknosie i jego oślicy jest w źródłach, ich bezczelne nachodzenie domu Hadesa wymyśliłam). Przemyślę to na po konkursie.

Cześć! Zgodnie z zapowiedzią zjawiam się i tutaj. ;) 

Bardzo lekkie i przyjemne opowiadanie o bogach (i półzwierzątkach) posiadających zdumiewająco ludzkie bolączki i problemy. Przyznam, że mitologia grecka nie jest moją ulubioną, ale udało Ci się skorzystać z jej znanych motywów, tworząc zabawną i pozytywną historię. Wprawdzie nie mamy tu zbyt wiele akcji, plot twistów, pościgów i wybuchów – tekst zasadniczo przedstawia pewien dialog – ale nie należy tego poczytywać za błąd; mi przynajmniej tego rodzaju teksty całkiem się podobają. Zabrakło mi momentami odrobiny opisu przedstawionego świata, ale czepiać się nie będę. Językowo płynnie i gładko, choć rzuciły mi się oczy jakieś miejsca, w których spokojnie zdania pojedyncze można było połączyć, by nie “terkotały” jak telegram (np. tutaj: “Droga przebiegła szybko. Przewoźnik odpychał łódź kijem od dna. Woda pluskała, jak zwykle. Dusze, też jak zwykle, jęczały i zawodziły. Tylko cichy ptasi śpiew był jakąś odmianą.”). I jeszcze o takie cuś:

o co chodziło z Askalafosie

A nie Askajfosem aby? ;) 

 

Podsumowując – jestem na tak, czekam na dalsze Twoje prace i powodzenia w konkursie!

 

 

 

 

musiał to przyznać nawet taki stary cynik, jak Charon.

 

Zastanawiam się, jak odczytywać w tym zdaniu wyraz cynik i czy odpowiada on znaczeniu tego pojęcia w kontekście świata antycznego? 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

I would prefer not to.

@Nevaz

 

No to tak.

Charon jest cynikiem w naszym współczesnym tego słowa znaczeniu – nie ma zbyt dobrej opinii o świecie, ludziach i bogach, jest abnegatem (to akurat ma już od czasów głęboko mitologicznych) i osobą pozbawioną złudzeń (hmm, jedynego syna zamieniono mu w puszczyka, to pewnie też nie polepsza nastroju). Ma też jednak sporo cech mędrca cynickiego w znaczeniu grecko-rzymskim: nie ma tu oczywiście ani czasu, ani miejsca, ani powodu, by omawiać jego poglądy na życie (powiedzmy…) i świat :D, ale w modelu Diogenesa i Antystenesa nieźle by się zmieścił.

Mały fun fact jest taki, że ulęgło mi się to opowiadanie w głowie przy okazji kolejnej lektury “Rozmów zmarłych” Lukiana z Samosat, gdzie różne postacie – świeżo zmarli ludzie, bogowie w gościnie w zaświatach, dawni herosi, postacie historyczne – rozmawiają w zaświatach a to między sobą, a to z Charonem, z Hermesem, z Hadesem… Mocno niepoważnie rozmawiają, dodajmy, bo to satyra z wątkami komicznymi. Jedną z postaci, która tam się pojawia i robi na swoich rozmówcach – właśnie Charonie oraz Hermesie – spore wrażenie swoją bezczelnością, kompletnym brakiem lęku przed autorytetami, wygadaniem i znajomością odpowiedzi na wszelkie pytania, jest cynicki filozof Menippos. Tak sobie pomyślałam, że może zmarły filozof zrobił na Charonie w tej rozmowie większe wrażenie, niż stary przewodnik chciałby przyznać? :)

Ciekawie eksploatujesz klasyczną mitologię w różnych opowiadaniach na różne strony.

Czy ukrycie skowronka pod hełmem niewidzialności też samo w sobie jest jakimś nawiązaniem?

Wreszcie przeczytałem. Doskonałe. Zdyscyplinowane, przemyślane, z erudycją i polotem. A to dużo. Nawet bardzo. No i ten klimat! :)

Gratulacje!

Bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa!

Wow, nie spodziewałem się tak rozbudowanej merytorycznie odpowiedzi : ).

 

Zwróciłem uwagę, że to kolejny tekst, w którym sięgasz po wątki i postaci mitologiczne. To dobrze, bo sporej części czytelników łatwiej “z marszu” wejść w twój świat. Źle, bo ile razy można czytać o Hadesie, Zeusie itp. itd.? Wychodzi na to, że jeśli autorka potrafi znaleźć drogę w literackim labiryncie antycznych mitów bez nici Ariadny, to jednak jeszcze kilka razy można będzie coś takiego przeczytać ;).

Humor generalnie do mnie trafiał (ośle odchody mniej, uwagi Charona jak najbardziej, choć słowo cynik, jak już wiesz, wywołało nieufność). Postać Hadesa wzbudziła zainteresowanie i sympatię. Bardzo spodobało mi się jak podeszłaś do tematu konkursu. Fajne są zakończenia o łagodnie pozytywnym charakterze. Czasem lepiej odrobinę ulżyć niedoli protagonisty, niż kompletnie rozwiązywać jego problemy.

W ogóle problem bohaterki, choć zaprezentowany raczej w humorystyczny sposób, wcale nie wydaje mi się banalny. Finkla w pierwszym komentarzu przedstawiła swoje przemyślenia, moją uwagę zwróciło podkreślenie dystansu dzielącego ludzi i bogów i nieodwracalność pomyłek niezależnych od intencji ich sprawców. Podobnie mogłoby być na przykład w relacjach nieporadnego obywatela z bezimiennym państwem.

 

Na koniec chciałbym wszystkich serdecznie zachęcić do zachowywania dłuższych komentarzy w trakcie pisania. Już myślałem, że wszystko mi się skasowało, ale na szczęście w odpowiednim momencie skopiowałem i miałem do odtworzenia tylko końcówkę : o…

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nie lubię mitologii, właściwie żadnej, bez względu na pochodzenie. Te wszystkie boskie życiorysy, historie stworzenia – jakoś to dla mnie zbyt monumentalne, za bardzo pierwotne i ostateczne.

Ale to opowiadanie przeczytałam z ogromną przyjemnością. Widać, że znasz się na tym o czym piszesz, a wśród mitów poruszasz się z prawdziwą gracją i lekkością. Świetny humor, który bardzo mi odpowiada, fajnie nakreśleni bohaterowie.

Dzięki za kilkanaście przyjemnie spędzonych minut i gratuluję zwycięstwa w konkursie. :)

@Nevaz: bo trafiłeś z pytaniem na temat, który mnie zdecydowanie interesuje i na dodatek leży w obszarze moich zainteresowań zawodowych. Poza tym dobre pytania prowokują długie odpowiedzi :)

 

@ocha: dziękuję i za gratulacje, i za pochwałę.

Połączenie ciała skowronka z osobowością sowy, przyprawione boską niesprawiedliwością/głupotą graniczącą z bezmyślnym okrucieństwem i ludzką stroną śmierci – dzierlatka, ze swoimi trelami, kiedy zaczyna się denerwować zdobyła moją sympatię od razu, jak to przeczytałam i już nie puściła.

 

Jedyne, co mogłaby zarzucić to tekstowi to ośle bobki – nie lubię takich elementów komicznych.

I would prefer not to.

“…musiał to przyznać nawet taki stary cynik[-,] jak Charon.

Kiedy przybili do brzegu, skowronek zatrzepotał skrzydłami, gotów do dalszej podróży.

– Bezpiecznego lotu! – zawołał stary przewoźnik.”

 

“– Bo mam do-o-o-ość! – iIm bardziej dzierlatka była zdenerwowana, tym częściej śpiewała, zamiast mówić.”

 

“A[+,] faktycznie, mówiłaś coś o byciu kobietą…”

 

“– Owszem[+.]dDzierlatka skinęła głową.”

 

“– Nic nie mów! – machnął ręką bóg.” → Bóg machnął ręką. “Machnął ręką bóg” ani nie jest samodzielnym zdaniem, ani naturalną kontynuacją kwestii mówionej.

 

“…trafiło mnie.  Jedna Hippodamia córka Kalipposa…” – podwójna spacja

 

“– Nie ma „ale” – pokręcił głową władca zaświatów.” – j.w., zły zapis zadania opisowego po kwestii dialogowej. Po “ale” kropka, a zdanie po powinno przybrać formę: Władca zaświatów pokręciła głową (od wielkiej litery).

 

“– Aha! Nie praktykuje się – nie znaczy, że to niemożli-i-we! – zaśpiewała podekscytowana dzierlatka. – Może by w takim razie przemienić mnie w puchacza?” – A tu za dużo półpauz. W dialogu półpauza oddziela to, co mówione od opisu, więc wsadzanie dodatkowych w kwestię dialogową wprowadza chaos.

 

“– Dość – przerwał jej Hades łagodnie, ale stanowczo. – Dość. Pewnie, w końcu wymyślisz jakiegoś wolnego nocnego ptaka, ale zrozum, to tak nie działa. Przemiana jest ostateczna, jedna i na zawsze.

– A Tejrezjasz? – zapytała ze złością dzierlatka.

– Za dużo się bajek nasłuchałaś na tych ucztach! – prychnął władca umarłych. – Proszę bardzo, możemy pójść w model a la Tejrezjasz, ale nie jestem…”

 

“I wtedy właśnie Hadesowi przypomniało się, o co chodziło z Askalafosie i za co syn Charona został zamieniony w puszczyka.” – z Askalafosem

 

“Hippodamio[+,] córko Kalipposa”

 

Sympatyczne, lekkie opowiadanie. Bynajmniej nie utrzymane w mitologicznym tonie, raczej z przymrużeniem oka. Kreatywny pomysł, nietypowe podejście do tematu konkursu, miły akcent w zakończeniu mimo gorzkiej konstatacji, że skowronkowi pomóc nie można. Uśmiechnęło mnie, choć raczej tekst nie zostanie ze mną na dłużej ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję, teraz już mogę poprawiać, bo jest po konkursie!

Pomysłowe, zabawne, postać dzierlatki mnie zauroczyła. No i lekki humor, no naprawdę, aż mi kolczyki z uszu spadały z wrażenia. Czytałam z przyjemnością. Gratuluję pierwszego miejsca :)

Muszę przyznać, że dzierlatka mnie urzekła. Ale to, co urzekło mnie w tym opowiadaniu najbardziej, to połączenie dramatu biednej dziewczyny (pomysł na “dobrą intencję” bogów i jej nieodwracalność – rewelacyjny) z delikatnym i niewymuszonym humorem w taki sposób, że całość tworzy bardzo harmonijną kompozycję. Również zakończenie jest jednocześnie zaskakujące (też pomyślałam, że pewnie jednak zostanie zamieniona w sowę) jak i słodko-gorzkie i odpowiednie dla tego tekstu. Z rzeczy technicznych – bardzo mi się spodobało śpiewne przeciąganie w wypowiedziach dzierlatki i nazywanie jej przez narratora zgodnie z tym, jak opisywali ją inni. Temat konkursowy zrealizowany zarówno dosłownie jak i w przenośni. Gratuluję!

Najpierw spóźnione czepialstwo:

weryfikacji opinii o tym, że ptaszyna była z tych najzwyklejszych w świecie.

Jest (consecutio temporum).

 A to przepraszam

A, to przepraszam.

 czy to ptak, człowiek

Czy to ptak, czy człowiek. Co prawda, tak się robi rym…

 No ale Herakles

No, ale Herakles.

 póki do szczętu nie przesiąknie

A nie: zanim do szczętu przesiąknie?

 dłonią odzianą

Zwykle mówi się "obleczoną", albo “w rękawiczce” odziany jest całokształt delikwenta.

 I była niewyspana

Będziesz była?

 dało by

Łącznie.

 

Jejciu, jakie milutkie. Nic dziwnego, że wygrałaś konkurs.

 połączenie dramatu biednej dziewczyny (pomysł na “dobrą intencję” bogów i jej nieodwracalność – rewelacyjny) z delikatnym i niewymuszonym humorem w taki sposób, że całość tworzy bardzo harmonijną kompozycję

Nic dodać, nic ująć.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Dziękuję i z miłe słowa, i za poprawki. Muszę się tylko uwinąć z redakcją jednego naukowego paskudztwa, bo terminy gonią, a potem mogę się zabierać za opowiadania.

Co tu dużo mówić – najwdzięczniejsza z Twoich mitologicznych historyjek, znakomita także w narracyjnej prostocie, na dodatek idealnie wykorzystująca motyw konkursowy. Dzierlatka jest urocza, a Hades dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażam, bo mam wyjątkową słabość do tej postaci. Bardzo ładne to zakończenie, z ożywieniem nieco śpiewem ponurych Podziemi. Plus forma – prosta, baśniowa.

Całkowicie zasłużone podium.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka