- Opowiadanie: funthesystem - Szósta minuta na językach

Szósta minuta na językach

Dziękuję za pomoc Cyklotrimetylenotrinitroaminie i CountPrimagenowi. 

 

UWAGA: Opowiadanie w pełnej formie dostępne jest do pobrania tutaj:

https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/

Gdyby ktoś tu jeszcze zbłądził, zachęcam do pobrania, czytania i zostawienia śladu tutaj, czy też w hydeparku, w wątku związanym z antologią lub Fantazmatami :) 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Szósta minuta na językach

Gdyby życie Czarka Marnego było gazetą, na pierwszej stronie stałby między truchłami królików i gołębi, które właśnie zabił, albo gestykulowałby nad dziewięcioletnią Patrycją Wojnar, lecząc ją z mukowiscydozy. W rzeczywistości jego życie było raczej chwytliwym nagłówkiem, kilkunastosekundowym newsem, sensacyjną historią na trzy akapity.

„Czarodziej-celebryta sieje chaos na posiedzeniu ONZ”.

„Doktor Magik znów powiększył brzuch Ministra Zdrowia [zobacz zdjęcia]”.

„TOP 10 najbardziej bezsensownych sztuczek Czarka Marnego”.

Od dwunastu lat był na językach i na ekranach, od czterech tygodni na listach gończych, a teraz – przed drzwiami domu Feliksa Wojnara.

– To ja – powiedział. 

 Potrafił zmieniać wygląd, ale w tej chwili wyglądał jak siedem nieszczęść. Fryzura w nieładzie, grymas na przystojnej, „pożyczonej” twarzy, plecy zgarbione, ubranie przemoczone, buty zabłocone.  

Był tym rodzajem przyjaciela, który przychodzi tylko wtedy, gdy potrzebuje pomocy – więc rodzajem gównianym.

Feliks Wojnar był z kolei tym rodzajem przyjaciela, który nie przychodzi nigdy. Miał czterdzieści lat, skromną łysinę, nieskromną nadwagę, mały dom na przedmieściach, pracę w redakcji magazynu sportowego – tak samo słabą, jak stabilną. Wpuścił czarodzieja, odebrał ociekającą kurtkę, powściągnął komentarz na temat wniesionego brudu. Bez słowa przeszli do tego samego salonu, w którym poznali się dekadę wcześniej. Od tego czasu zmienił się telewizor, ubyło też parę wazonów, które Marny strącił po pijanemu.

– Słyszałeś? – zagadnął, rozsiadając się w fotelu.  

– Domyślam się, że nie chodzi ci o porażkę Legii.

– Nie. Mam problem. Skocz po komputer, to ci pokażę.

Feliks skoczył, Czarek pokazał.

„Miał być ślub, jest pogrzeb – czy jedyny czarodziej panuje nad swoją mocą?”

„Magia szkodzi, czyli 10 powodów, dla których powinniśmy się bać Czarka Marnego”.

„Chciała wyleczyć się z Hashimoto, teraz walczy o życie”.

Kiedy Wojnar przeglądał kolejne portale informacyjne trąbiące o celebrycie, przypomniał sobie nagłówek sprzed lat. „Nieszczególnie kochany, niezbyt nienawidzony, niewątpliwe interesujący” – te podsumowujące czarodzieja słowa wydawały się zawsze aktualne. Aż do teraz. Feliks zaglądał do komentarzy pod artykułami i widział tylko hejt. Wszyscy byli mądrzy, wszyscy mieli pretensje, wszyscy wiedzieli, że tak się skończy. Nikogo nie obchodziło, dlaczego Czarek Marny nagle zaczął krzywdzić ludzi.

– Masz problem – przyznał dziennikarz. – Ale to było do przewidzenia, że z wiekiem coś zacznie szwankować.

– Nie żartuj sobie. ­– Czarodziej chciał powiedzieć, że muchy by nie skrzywdził, jednak ugryzł się w język. Wciąż miał wyrzuty sumienia z powodu zwierząt, na których ćwiczył. – Wiesz, że nigdy nie zabiłbym człowieka. A ktoś próbuje mnie wrobić w morderstwo i to niejedno.

– Fałszywe newsy?  

– Gorzej. – Głos Czarka drżał. – Ktoś to wszystko zrobił. Sprawdziłem. Ci ludzie, o których piszą, naprawdę zginęli.

Gospodarz wstał, by wyjąć z barku butelkę. Na bladej twarzy przyjaciela pojawiła się wdzięczność.

– Zaczęło się już jakiś miesiąc temu – kontynuował. – Najpierw Indie, potem Chiny, Japonia, Singapur. Takie dwutygodniowe tournée po Azji. Wiesz, bogacze z przewlekłymi chorobami. Ktoś podszywający się za mnie, niech no skurwiela dorwę, udawał, że ich leczy. A może nawet próbował leczyć, tylko spartolił robotę. Nie wiem. Potem weekend w Dubaju, dwóch szejków z dną moczanową, którą ten skurwiel podmienił im na raka płuc w zaawansowanym stadium.

Urwał, by przepłukać gardło ginem.

– Wtedy już byłem ścigany. Amerykanie mają jednostkę, która udaje, że ma na mnie oko. Więc żeby pogorszyć sprawę, nasz czarodziej numer dwa postanowił włożyć kij w mrowisko. Podziałał trochę w Stanach, a potem na dokładkę w Europie. Pod koniec już nie dla bogaczy, tylko pro bono.

– Czyli?

– Zabijał w szpitalach.

Feliks próbował wyobrazić sobie, że faktycznie stoi za tym jego przyjaciel, ale nie potrafił. Artykuły, które widział na ekranie laptopa, wydawały się abstrakcją. Czarek był zblazowanym żartownisiem, nie mordercą. Nie lubił patrzyć, jak świat płonie – prędzej można by go uznać za człowieka, który zdmuchnie drugiej osobie zapałkę z czystej, nieszkodliwej złośliwości.

Po skończeniu studiów medycznych zaczął demonstrować światu biologiczno-magiczne umiejętności. Popisywał się na ulicach, lecząc siniaki, skaleczenia i kurzajki. Wywoływał dolegliwości jelitowe u lewicowych polityków, a moczowe – u prawicowych. Znajdywał sadystycznych nauczycieli i nieuczciwych szefów, po czym sprawiał, że zaczynali utykać, chrypieć czy też gorzej widzieć. Sabotował gale nagród, zawody sportowe, posiedzenia rządów. Potrafił sprawić, że ścigający go policjanci lub dziennikarze tracili przytomność. Dobre uczynki i złe psikusy – na skromną skalę.

Rzadko z drobnego incydentu wynikały poważne konsekwencje, ale suma summarum Czarek Marny krzywdził tyle, ile krzywdzi przeciętny człowiek.

– Do tej pory ten drugi załatwił jakieś siedemdziesiąt osób – powiedział. – O tylu mówią media.

– Masz jakieś alibi?

– Pytasz o alibi człowieka, który pożycza cudze twarze? Jasne, mógłbym rozpocząć wojnę informacyjną. Pisać gdzie się da, że przez ostatni miesiąc żeglowałem samotnie po Oceanii. Ale kto mi uwierzy? Jestem jedynym znanym czarodziejem, a wszystkie relacje mówią o tym, że w tych siedemdziesięciu przypadkach działała magia.

– Czyli pojawił się konkurent. – Feliks pochylił się, by dolać ginu.

– Konkurent, który przedstawia się moim nazwiskiem. A jedynym dowodem na to, że ja to ja, są czary. Dasz w ogóle wiarę, że ktoś jeszcze to potrafi? I to po mojemu, biologicznie?

– A zarazem nie po twojemu, bo ludzie giną. Co zamierzasz z tym zrobić?

Czarek rozprostował palce tak, jak miał w zwyczaju robić przed czarowaniem.

– Zamierzam wyjaśnić sobie sprawę z tym gościem.

 

 

Ciąg dalszy tutaj: https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/ 

Koniec

Komentarze

Moim zdaniem to opowiadanie kompletne. Jest dobra fabuła, jest wielowymiarowy protagonista i dość tajemniczy antagonista, no i nawet jest pojedynek na magię. Czego chcieć więcej?

Narracja mnie urzekła, wręcz nie mogłem się oderwać. Czyli, jak zawsze u Ciebie, napisane świetnie :D

Postać Czarka bardzo przypadła mi do gustu. Rozbudowałeś ją dostatecznie, pozostawiając skłaniające do rozmyślań niedopowiedzenia dotyczące jego przeszłości. Magda to też ciekawa postać, chociaż motywy jej działań są trochę oklepane. 

Na początku myślałem, że będzie tu więcej kryminału. Już sobie jakieś noir wyobrażałem, ale ostatecznie się nie zawiodłem. I chociaż nie przepadam za takimi “ostatecznymi porachunkami” jak scena w szpitalu, to muszę przyznać, że przedstawiłeś ją bardzo obrazowo i intrygująco. 

Mam dziwny problem z zakończeniem. Może jest to spowodowane zmęczeniem (cały dzień chodziłem po górach :D), ale czy ostatnie zdanie ma drugie dno? Bo mam wrażenie, że mocno nadinterpretuję :P

Leci zasłużony kliczek. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki za szybką wizytę i klika, Soku :)

Oczywiście, że ostatnie zdanie ma drugie dno. Nawet trzecie by się znalazło, Ale pierwsze dno też chyba ujdzie. Co komu pasuje ;)

W sensie zastanawiałem się, czy drugie dno, które tu dostrzegam, faktycznie istnieje. Skoro istnieje, to fajnie :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Taaak – ilość den i Count uważa za satysfakcjonującą ;D

Reszta opowiadania też trzyma wysoki poziom. Od zgrabnego początku, przez świetnego bohatera i nośny pomysł, po wstawki medyczne i emocjonującą walkę. Zakończenie poniekąd tajemnicze, wydaje mi się, że Funowi udało się tu znaleźć kompromis między dosłownością, a “czymś więcej”.

No i te genialne fragmenty – klamra z gazetą i anagram.

Warsztato – wiadomo, profeska. Tekst super się czyta i sprawia dużo radochy. Natomiast tytuł… bardzo enigmatyczny, ale dobrze koresponduje z treścią.

Co mi się nie podobało? Przede wszystkim brak tempa przez sporą część tekstu, trochę za mało dramaturgii…

To nie są jednak poważne grzeszki – na stempel jakości (a raczej pięć takowych) opowiadanie z pewnością zasługuje, toteż Primagród wspomniany stempel stawia. Czy na więcej? Kto wie? ;)

 

Trzym się ciepło, towarzyszu broni.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki, Hrabio.

Tytuł, a jakże, enigmatyczny – żebyś nie krzyczał ;)

Kolejne do zapamiętania. Bardzo wysoki poziom, mocna podbudowa. Ale (jedno “ale’;) – im dalej w las, tym bardziej dynamika siada. Finał to trochę reperuje, lecz jedynie częściowo. Przydałby się może mocno przemyślany skrót? Pozdr.

No pewnie, że jest drugie dno, choć tak różnie nazywane: coincidentia oppositorum, drahma, dialektyka metafizyczna. Pięknie wplecione w tekst współzależności przeciwieństw. Zakończenie odpowiada całości: oto Czarek ginie, a więc jego przeciwieństwo staje się niezdolne do bycia sobą. 

Porządne, prawdziwe opowiadanie napisane podług zasad i kunsztu sztuki opowiadaczy ; D

 

Do czegoś wypada się przyczepić. Do układu serotoninergicznego – po prawdzie myślę sobie, że po usunięciu tego układu nastąpiłaby śmierć, czyli jakaś forma depresji. Co innego po usunięciu samej możliwości produkcji serotoniny (wtedy prawdopodobnie zachowanie naszej Magdy byłoby znacznie bardziej kompulsywne i agresywne – podobnie jak przy syndromie płata czołowego – a więc nie klasycznie bierno-depresyjne). Trzecia sprawa jest taka, że hipoteza serotoninowa została obalona, innymi słowy Prozak nie leczy depresji. A czwarta jest taka, że te uwagi wynikają ze spaczenia zawodowego, a cały zabieg serotoninowy jest usprawiedliwiony przez strukturę fabuły i tym samym całkowicie poprawny ; D

 

Pozdrawiam,

Marlow

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Rybaku, dzięki za wizytę :)

Przyjmuję zarzut co do dynamiki. 

 

Marlow, dzięki za komentarz :)

Z tym układem serotoninergicznym to oczywiście mogę się mylić, nikt przecież do końca nie wie, jak jest. Więc pozwoliłem sobie na pewien skrót. Czarek też bazował na literaturze medycznej i w oparciu o jej założenia opracował czar. Celowo nie napisałem, że zniszczył wszystkie komórki ;) Celowo też nie wnikałem w szczegóły; chciałem, by przekaz był jasny: depresja. (W domyśle nawet więcej: depresja nie poddająca się leczeniu). 

Fajnie znowu poczytać Funa! Warsztatowo nic nie zardzewiałeś przez ten czas nieobecności na portalu;)

Od dwunastu lat był na językach i na ekranach, od czterech tygodni na listach gończych, a teraz – przed drzwiami domu Feliksa Wojnara.

a jeszcze bardziej np. tutaj:

Magda Pokorna była terrorystką – podłożyła bombę. (…)

Cza­rek Marny czuł się wie­lo­ma rze­cza­mi jed­no­cze­śnie: cza­ro­dzie­jem, ce­le­bry­tą, trol­lem, bła­znem, przy­ja­cie­lem. Za ter­ro­ry­stę się nie uwa­żał, mimo to pro­jek­to­wał wła­sną bombę.

Jego bomba była cza­ro­dzie­jem, ce­le­bry­tą, trol­lem, bła­znem, przy­ja­cie­lem.

Z zamkniętymi oczami bym Cię po tych fragmentach poznał! Forma udrapowana na treści, dowód na dystans między twórcą i tworzywem i na  świadomość własnych możliwości technicznych ;) Zastanawiam się, skąd to wziąłeś, bo nie znam nikogo innego, kto tak pisze. Bardzo to przyjemne w lekturze, ale w nadmiarze rodzi też dystans między czytelnikiem i bohaterami. Widzę, że autor się nimi bawi i też zaczynam traktować ich jak marionetki.

Historia też Twoja, słodko-kwaśna, groteskowo-poważna, i do poczytania, i do pomyślenia. Nigdy nie wiem, ile tam tych den jest i na ile to świadome, ale piszesz tak, że czytelnik tych podtekstów szuka. Fajna inspiracja superbohaterami, imiona jak zwykle – rodzime i z sensem.

Podobał mi się początek, podobał mi się finał, a właściwie oba (rozstrzygnięcie pojedynku – świetne i epilog). Mniej podobał mi się środek: wyprawa do Mikołajek i odkrycie tożsamości drugiego czarodzieja, jak dla mnie grubymi nićmi szyte. Zabrakło mi genesis Magdy (a pewnie i Czarka) – kwestię jej pochodzenia rozwiązałeś, jak sprawę pochodzenia Rey w “Ostatnim Jedi” ;) Nie wiem, czy to celowo, czy z braku czasu do końca konkursu? Ja kombinowałbym jednak jak splątać ich drogi w przeszłości.

 

 

 

Kliczek, poki jeszcze moge :) A komentarz na nastepnej przerwie, bo teraz maszyny na mnie czekaja :(

Fun, jak zwykle u Ciebie swietny pomysl i rewelacyjne wykonanie. Magik i jego sobowtor, dobro i zlo, ale takie nie calkiem czarno-biale. Tak, tekst zdecydowanie dajacy do myslenia, wieloplaszczyznowy. I mimo, ze taki nie do konca lekki, to dzieki konstrukcji zdan, strukturze, hmm, nie wiem za bardzo jak to dobrze nazwac, jakiejs takiej… magii pisania, bardzo przyjemny w odbiorze. Dziekuje za wyjatkowo satysfakcjonujaca lekture i zycze powodzenia w konkrusie :)

Przybywam z klikiem, a z komentarzem wrócę w wolnej chwili.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zacznijmy od fabuły – podoba mi się to komiksowe rozegranie protagonista(i pomocnik) ~ antagonista. Trochę jak w nieco niedocenionym "Nezniszczalnym". Przy czym jest to rozegranie niebanalne, głownie za sprawą znakomitego bohatera. Dagmara wypada już bardziej płasko, jednowymiarowo, co z jednej strony jest oczywiste – wszak jej nie znamy, to jedna wielka tajemnica, z drugiej – może rzeczywiście przydałoby się, jak sugerował Cobold, wprowadzić jakiś związek między nimi.

Zachwycił mnie natomiast drobiazgowy opis działania mocy Czarka. Żadnych tam tajemniczych promieni, ani elfiej magii, tylko żmudne dlubanie w biochemicznych mechanizmach ciała, poparte solidną, szczegółową wiedzą.

(Tak na marginesie – nie znam się tym wszystkim, ale mam wrażenie, że między przestawieniem konkretnego genu, by pozbyć się konkretnego schorzenia, między wytłuczeniem kilku komórek, albo zmuszeniem ich do konkretnego działania, a totalną zmianą wyglądu, jest przepaść. Tak jak z zepsutym Passatem dieselem – można wymienić uszkodzoną sprężarkę, podkręcić jej ustawienia i pogrzebać w zawieszeniu – auto będzie jeździło lepiej, niż nowe. A można próbować przebudować je na Ferrari. Jest różnica).

Pomysł i akcja opiera się na dość prostym schemacie, a może i rzeczywiście w środku tempo i napięcie spada, tyle że właściwie nie wiem, jak można byłoby inaczej przedstawić poszukiwania tajemniczego wroga, bez wypadania w kompletnie nieprawdopodobne, holywoodzko-komiksowe akcje i zbiegi okoliczności. Nie będę się więc wymądrzał.

Ale główną siłą Twojego tekstu, i nie tylko tego zresztą, jest styl. Niewymuszony i nieprzekombinowany, a mimo to dopieszczony i wyornamentowany, przy czym owe zdobienia nie sprawiają wrażenia doklejonych, pustych ozdóbek, jeno naturalnych i pełnych znaczeń.

Lubię wydumane porównania, a skoro już ruszyłem motoryzacyjne metafory to: Jesteś jak Veyron. Dlaczego? 

Przed Veyronem były superauta, zdolnego do ekstremalnych osiągów i szalonych prędkości. Tyle, że według opisów ich kierowców, osiągnie prędkości maksymalnej było ryzykowne i bardzo wymagające, zarówno dla kierowcy jak i samochodu. To była jazda na krawędzi i dociskanie do granicy możliwości; podobno miało się wrażenie, że każda część leci niezależnie, a tłoki zaraz osiągną drugą prędkość kosmiczną. 

A potem przyszedł Veyron i okazało się, że nie tylko jest piekielnie szybki, to jeszcze wygodny i łatwy w prowadzeniu. Że każda (cóż – odpowiednio bogata) babcia może nim pojechać do kościoła i nie zabić przy tym siebie i połowy parafii. Że auto może osiągnąć czterysta na godzinę z palcem w tyłku (wydechu) i nawet się przy tym za bardzo nie spocić.

Czytanie Twoich tekstów jest jak jazda Veyronem (tudzież którymś z następców) – czytelnik obcuje z nieprawdopodobnym kunsztem, techniką i możliwościami, a jednocześnie ma wrażenie, że to wszystko przychodzi jakoś tak lekko, łatwo i naturalnie. Być może wcale tak nie jest, być może, tak jak za Veyronem stoi mrówcza praca hordy inżynierów, tak powstawanie Twoich tekstów to tytaniczny znój, pot, krew i zgrzytanie zębów. Ale tutaj liczy się wrażenie kierowcy (czytelnika) – ekstremalne, nieosiągalne dla większości pułapy, z palcem w wydechu.

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Iiiii naaaadchoooodzi – “Wywiad z wamp… eee, czarodziejem” ;).

Bardzo dobre. Najpierw myślałem, że to będzie sympatyczne opowiadanie-przerywnik w natłoku Śmiertelnie Poważnych i Górnolotnych, ale swoją, niezwykle ciekawą, głębię ma. Świetne realia, świetne pióro. Może rzeczywiście jest dysonans między “magią” na poziomie komórkowym czy DNA a zmianą wyglądu, ale kto by się tam czepiał ;).

Ale parę uwag mam:

– “zabije ją nieszczęśliwy wypadek.” – wypadki zabijają? Ulegnie wypadkowi albo zginie w wypadku;

– “los pokarał ich czerniakiem” – ich”? rozumiem, że to metafora, ale to jednak żona zachorowała;

– “co nie byłoby katolickim gadaniem” – jakie to jest gadanie? albo inaczej – jeśli nie dotyczy spraw wiary, jak odróżnić gadanie “katolickie” od np. “ewangelickiego”?;

– “Przypłacił za to, o ironio, głową.” – albo “przypłacił to” albo “zapłacił za to”;

– “styrana ławeczka” – niby to dopuszczalne, ale, jak dla mnie, właściwą formą jest “sterana”;

– “sięgając po najdroższe rzeczy” – tego nie zrozumiałem; jakie ma znaczenie, że kupują drogie rzeczy?;

– “zboże wymarło” – zboże nie fauna, nie wymiera;

– “Może po mnie nie widać, bo ciało sobie odmładzam, ale mam już czterdzieści lat” – to mnie rozwaliło :D; jako człowiek wiekowy, zaręczam, że gdy osiągniesz czterdziestkę, poczujesz się młody jak nigdy;

– “nie spowodowałby” – spowodowałoby;

– “Magda Pokorna stała pięćdziesiąt metrów dalej” – wielki ten szpital ;).

 

W każdym razie – świetne opko, czyta się jednym tchem, a zakończenie – majstersztyk!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Coboldzie, dziękuję.

Dobrze, że konkurs nie był anonimowy ;)

Co do genesis Czarka – nie chciałem wprowadzać żadnego ukąszenia przez pająka, po którym dostałby supermocy. Chciałem pokazać, że talent nie wybiera i dotyka czasem ludzi, którzy nie potrafią go wykorzystać. Bo skąd się może brać talent? Pamiętaj, że dziedziczenie jest wielogenowe, ze zmienną penetracją do fenotypu, modyfikowaną przez czynniki środowiskowe ;) 

W przypadku Magdy chciałem trzymać się perspektywy protagonistów i zerwać ze schematem opowieści, w których “zło” zawsze się tłumaczy w ostatecznej rozmowie. 

 

Katiu, dziękuję :) Zawsze staram się, żeby tekst przede wszystkim się dobrze czytało. Czytanie ma być przyjemnością, nawet jeśli czyta się rzeczy poważne, ciężkie, zmuszające do myślenia! 

 

Mr.marasie, dzięki za klika i czekam (nie)cierpliwie na komentarz :)

 

Thargone, przyznaję, musiałem wygooglać tego Veyrona :D

Przy takim deszczu komplementów pod adresem mojego stylu pozostaje się tylko pokłonić do ziemi. Muszę jednak zaznaczyć, że mój warsztat to zasługa ciężkiej – no może nie ciężkiej, bo lubię pisać – ale dłuuugiej pracy. Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy, że ktoś to docenia. Bo to znaczy, że praca owocuje. I mam motywację, by dalej robić swoje, tylko coraz lepiej :)

Co do zmiany wyglądu – racja, nie uściśliłem tego. Ale wyobrażam to sobie tak, że Czarek po prostu namnażał pewne komórki na twarzy, by coś powiększyć, a inne wprowadzał w apoptozę (po ludzku: kontrolowaną śmierć), by co innego pomniejszyć. Nie robiłby tego jednym pstryknięciem palców, tylko taka metamorfoza trwałaby tygodniami, codziennie po trochu. No ale żeby nie rozwadniać akcji nie napisałem tego… :D 

Zarzuty przyjmuję na klatę. 

A, i w sumie nie pomyślałem, że Feliks to taki Robin. 

Dziękuję bardzo za rozbudowany komentarz :)

 

Staruchu, cieszę się, że się podobało, dzięki za miłe słowa i celne uwagi :)

Odniosę się do dwóch rzeczy:

Wiedziałem, że czterdziestolatkowie będą to czytać :D Ale tą uwagą Czarka chciałem 1) zaznaczyć to, że jest rówieśnikiem Feliksa 2) pokazać, że mimo jego wygłupów i młodego wyglądu wewnątrz czuje się już tym wszystkim trochę zmęczony, a przynajmniej na tyle zmęczony, by usprawiedliwić swoją gotowość do poddania się. 

A w szpitalu na Borowskiej bywam prawie 5 razy w tygodniu i uwierz, jest wielki ;)

A w szpitalu na Borowskiej bywam prawie 5 razy w tygodniu i uwierz, jest wielki ;)

Potwierdzam. Można się zgubić. Trochę jak z "Królestwa" Von Triera ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu.

 

Nic nie znalazłam, żeby się przyczepić.

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia ;)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Nic nie znalazłam, żeby się przyczepić.

:D

Dzięki, czekam cierpliwie na pełny komentarz :)

Bardzo przyjemne opowiadanie, odnoszę tylko wrażenie, że trochę… mało oryginalne?

Bohater po studiach medycznych, martwe gołębie i króliki w lesie, chore dziecko – przypomniały mi o “Dziewięciu martwych zwierzętach” (akurat tam facet studiował chyba biologię, w każdym razie coś pokrewnego). Mężczyzna, którego zna i lubi cały świat, a potem nagle zaczyna go nienawidzić, to skojarzenie z “Bohaterem przez wielkie B” Elanara. No i motyw pojedynku na magię… kurde, wiem, że to popularny temat, ale akurat tutaj wykorzystany słabo.

Jednakowoż czytało się miło, i żadne moje narzekanie tego faktu nie zmieni :)

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Dzięki za wizytę, Kosmito :)

Jeśli chodzi o pojedynki na magię, to moja znajomość tego motywu kończy się na wymachiwaniu kawałkiem drewna i krzyczeniu dziwnych słów… Co byś polecał, żeby się w tym temacie podciągnąć?

Czytałem kiedyś taką książkę. I chyba bym polecał :D

Precz z sygnaturkami.

Dzięki :)

Na plus zdecydowanie pomysł na połączenie magii i medycyny oraz postać Czarka Marnego.

Fabuła nieco mi się dłużyła do momentu wpadnięcia na trop Dagmary/Magdy, dalej było już ciekawiej. Niestety postać zarówno Magdy jak i Feliksa trochę bez wyrazu.

Podobało mi się też starcie czarodziejów, choć trwałe zniszczenie układu serotoninergicznego bardzo okrutne. ;)

Napisane oczywiście w porządku. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję za opinię, El Lobo :)

Po prostu kapitalne opowiadanie. Od razu wciągnął mnie Twój styl i zafascynowały poszukiwania Czarka Marnego. A już moment walki z Pokorną wbił mnie w podłogę. Opowiadanie jest przemyślane od początku do końca, wszystko jest na swoim miejscu, ani jedno zbędne słówko. A najważniejsze – tekst pobudza do refleksji. Oprócz końcówki, bardzo mi się w tej kwestii spodobała rozmowa Feliksa i Czarka o tym, że czarodziej jednak słyszy sporo o sobie, a nie przeciwniku. Było to ciut łopatologiczne, ale i tak mi się podobało. 

Zabierałem się dwa razy, ale w końcu skończyłem. I nie dlatego, że to jakieś specjalnie trudne opowiadanie, albo ciężkie, ale przez… Dobrze będzie to podsumować słowem najlepiej Ci zrozumiałbym – styl.

Do tej pory Twoje opka albo mnie urzekały, albo byłem stanowczo na “nie”. Chociaż nie, podobne wrażenia, jak dzisiaj, miałem przy Pustych metaforach. Czyli ogólnie, średnie. Ani nie mogę ponarzekać, ani specjalnie pochwalić.

Fabuła przemyślana i rozpisana “książkowo”. Jest haczyk na początku i choć dobrze, że nie wyrywa od razu pół ryja, to jednak chwyta zbyt słabo, to znaczy rybka (ja) się zerwała. Skanowałem część tekstu gdzieś w środku, miałem coś jak Cobi. Tak, finał fajny, dlatego w ogóle skończyłem, finały na ogół masz dobre.

Gdy tak pomyślę, co mi nie leży najbardziej, to chyba obaj bohaterowie, nie wzbudzali mojego zainteresowania, nie ciekawiły mnie ich dalsze losy. Dlaczego? Hm, magik sarkastyczny, taki chcący dobrze, ale mu nie wychodzi. Feliks… Feliks to w ogóle nie powinien z domu wychodzić, tylko siedzieć w nim w ciepłych kaputkach. Zaś ich wspólna “zależność i poznanie”, czyli wyleczenie córki, to nie, stanowczo nie, choć sam często chwytam się prostych rozwiązań.

No brak mi w tym opku błyskotliwego Funa, jakiego lubię.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zabierałem się dwa razy, ale w końcu skończyłem. I nie dlatego, że to jakieś specjalnie trudne opowiadanie, albo ciężkie, ale przez… Dobrze będzie to podsumować słowem dobrze Ci znanym – styl.

Do tej pory Twoje opka albo mnie urzekały, albo byłem stanowczo na “nie”. Chociaż nie, podobne wrażenia, jak dzisiaj, miałem przy Pustych metaforach. Czyli ogólnie, średnie. Ani nie mogę ponarzekać, ani specjalnie pochwalić.

Fabuła przemyślana i rozpisana “książkowo”. Jest haczyk na początku i choć dobrze, że nie wyrywa od razu pół ryja, to jednak chwyta zbyt słabo, to znaczy rybka (ja) się zerwała. Skanowałem część tekstu gdzieś w środku, miałem coś jak Cobi. Tak, finał fajny, dlatego w ogóle skończyłem, finały na ogół masz dobre.

Gdy tak pomyślę, co mi nie leży najbardziej, to chyba obaj bohaterowie, nie wzbudzali mojego zainteresowania, nie ciekawiły mnie ich dalsze losy. Dlaczego? Hm, magik sarkastyczny, taki chcący dobrze, ale mu nie wychodzi. Feliks… Feliks to w ogóle nie powinien z domu wychodzić, tylko siedzieć w nim w ciepłych kaputkach. Zaś ich wspólna “zależność i poznanie”, czyli wyleczenie córki, to nie, stanowczo nie, choć sam często chwytam się prostych rozwiązań.

No brak mi w tym opku błyskotliwego Funa, jakiego lubię.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Deirdriu, dzięki :) Miło czytać takie komentarze. 

 

Darconie, cieszę się, że się zebrałeś i skończyłeś :)

Bohaterowie, powiadasz? Feliks rzeczywiście jest w cieniu, ale postać Czarka część czytelników chwali. Zastanawiam się, czemu Ciebie nie kupiła. Zbyt antypatyczna? Mało ludzka? Czy po prostu szara, przeciętna, nudna? 

W sumie nie spodziewałem się, że to opko Cię urzeknie, ale mam zagwozdkę, próbując rozgryźć, co do Ciebie trafia. Szukam wspólnych elementów dla grupy na “tak”, grupy na “nie” i tych średnich. Pierwsza myśl: wolisz ładniejsze, bardziej klasyczne motywy (”Dziewięć martwych zwierząt” ;)) niż takie dziwaczne, przełamujące trochę schematy, jak czarodziej-celebryta czy lewitujące metafory. Ale zaraz tę tezę obalają “Diabeł” (bardziej klasyczny) i “Doczłowieczenie” (bardziej dziwaczne). Może więc chodzi o bohaterów? Cobold sygnalizuje, że czasem czuje dystans między bohaterami a czytelnikiem. 

Znalazłem wspólny motyw tych opowiadań, które mi się podobają. Jednak to zależy, kto je napisał. :) Wiem, to brzmi trochę przewrotnie albo inaczej, stronniczo. Wiesz, piszesz opowiadania konkretne, one są zawsze “jakieś”, “brak” Ci pewnego rodzaju sentymentu, rozwodnienia, takiego sposobu snucia opowieści, jak bard. Bardzo dobrze wychodzi to Cobiemu, wydać to wyraźnie w ostatnim opowiadaniu. Tak na poważanie snuć umie opowieści także Ocha, jej Miasto jest świetne, choć główny bohater strasznie mnie wkurzał, ale opowieść miała swój specyficzny klimat snutej historii. Ty piszesz bardziej konkretnie i Twoje pomysły albo zaskakują mnie powiązanymi faktami, pomysłami i wnioskami, tak, że sam nie wpadłbym na to, na takie zestawienie, takie pomysły, albo nie zaskakują, jak osoba Czarka. Już wiem dlaczego mi się nie podobał, niczym mnie nie zaskoczył, “wiedziałem”, że tak skończy. Choć sposób fajny, to wiedziałem, że nie wygra i będzie po wszystkim przegranym.

Sam jestem z tych przewidywalnych i raczej staram się snuć, niż zaskakiwać. Opowiadania jak Doczłowieczenie nigdy bym nie napisał, takie jak wyżej, znacznie prędzej, a przecież własne opka rzadko podobają mi się tak do końca. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo fajny pomysł na maga-doktóra. Co prawda z medycznego mambo-jambo nic nie zrozumiałem, ale w ogóle to nie przeszkadzało. Przeciwnie te biologiczne wstawki dodawały oryginalności. Spodobało mi się powtarzające się porównanie życia z gazetą. Finałowy pojedynek też niebanalny, sama wizja indukowania w człowieku depresji poprzez zabawę chemią mózgu jest straszna.

Zabrakło mi tylko jakiejś genezy magicznych zdolności bohatera i jego nemezis. Albo coś mi umknęło albo te czary wzięły się znikąd.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, Szyszkowy :) 

Albo coś mi umknęło albo te czary wzięły się znikąd.

A tam od razu znikąd. W medycynie istnieje na to eleganckie, mądre określenie: idiopatycznie ;)

Na pewno jeden z najlepszych tekstów na legendę, który do tej pory czytałem.

Znakomity początek – intrygujący, zapowiadający oryginalną historię. Interesująca narracja, która towarzyszyła tekstowi już do końca.

Postać Czarka charakterystyczna i zbudowana na tyle dobrze, że kibicowałem mu niemal od początku; lubię tego typu bohaterów. Z Feliksem trochę gorzej, ale całkiem bezbarwny na pewno nie wyszedł.

Pomysł na magię oryginalny, medyczne wtrącenia dobrze pasują.

Dziwię się, że niektórzy z komentujących wyżej mają zastrzeżenia do dynamiki. Ja dynamikę wręcz uwielbiam, ale tutaj tempo historii mi odpowiada – co najważniejsze: nie dajesz czytelnikowi się nudzić, brakuje zbędnych fragmentów.

Zakończenie osobiście uznaję za jedną z największych zalet – pomysłowe, nieoczywiste i satysfakcjonujące.

W zasadzie tak dobrze trafiłeś w mój gust, że nie przyczepię się do niczego. Trafiasz na moją prywatną listę największych konkursowych faworytów.

 

lecz to bierność na polu zawodowym okazało się zbawieniem.

Literówka.

Przeczytałam kilka dni temu i na śmierć zapomniałam napisać komentarz (już nie pierwszy raz mi się to zdarza…).

Chyba nie powiem nic odkrywczego. Rewelacyjna, wciągająca narracja. Bohaterowie, akcja… No miodzio. :)

Gdyby życie Czarka Marnego było gazetą, w tej sekundzie los przewróciłby ostatnią stronę i ujrzał nekrolog, dowcip i zagadkę.

Nekrolog: Czarek umarł.

Dowcip: Magda nagle zachorowała na depresję. 

Zagadka: jak to się stało?

Ten fragment zapamiętałam najlepiej. Jestem beznadziejna w prawieniu komplementów, więc powiem po prostu, że powyższe niesamowicie mi się spodobało i wciąż nie opuściło mojej głowy. ;)

Bardzo zręcznie napisane, ciekawe opowiadanie.

Oj, trudne głosowanie przed nami. ;)

Dobry tekst. Ładnie wykorzystujesz swoje mocne strony i grasz medycyną. Klamry też niczego sobie.

Fabułę śledziłam z zainteresowaniem. Kibicowałam Czarkowi. Szkoda, że nie całkiem wygrał.

Uważam, że bohaterów zbudowałeś porządnych. Główny sympatyczny, ale ma jakieś wady. Bez trudu wierzę, że potrafi wkurzać ludzi. Zachowują się racjonalnie. Szkoda, że nie wyjaśniasz, co takiego ci czarodzieje mają we łbach, że radiolog musiał zginąć…

Legendy trochę mało. Jak dla mnie, ale mam wyśrubowane wymagania.

Warsztatowo w porządku, zabawa z nazwiskami bardzo fajna.

Powodzenia w konkursie. :-)

Babska logika rządzi!

Perruksie, cieszę się, że tak trafiłem w gust.

Co do dynamiki – kwestia gustu. Pozaportalowy czytelnik twierdził, że tempo jest wręcz zbyt szybkie.

Dzięki za wizytę :)

 

Rosso, dziękuję za komentarz, ciesze się, że sobie przypomniałaś ;)

Fajnie, że wskazałaś “ulubiony” fragment. To miłe, gdy czytelnicy doceniają różne szczegóły. 

 

Finklo, legendy mało? Jest legenda stara, legenda nowa, no i zakończenie daje pole do wymyślania kolejnych – więcej legend nie miałem w zanadrzu ;)

Dzięki za opinię i nominację :)

Ciekawe opowiadanie, przeczytałam z przyjemnością :)

Przynoszę radość :)

Dzięki, Anet :)

Tekst napisany bardzo dobrym stylem. Dość proste chwyty fabularne (typu antagonistka zagraża przyjacielowi protagonisty :P) przykrywasz dystansem i humorem, który nie jest jednak głupawy i powierzchowny. Podobał mi się pomysł na “medyczną” magię. Przy okazji z wyczuciem pokazałeś mechanizmy działania mediów i internetu, tego, jak łatwo wykreować nową gwiazdę i zniszczyć czyjś wizerunek. Główny bohater dobrze skonstruowany, wielowymiarowy.

 

Mimo wszystko trochę byłam rozczarowana. W środku opowiadania tempo siada, pościg jest dość niemrawy i czytelnik zostaje z dobrym początkiem i bardzo dobrym zakończeniem oraz ciekawymi opisami dotyczącymi bohaterów. Brakuje równie dobrych elementów pomiędzy. Ale może po prostu ustawiłeś wysoko poprzeczkę “Pustymi metaforami” i “Piękni ludzie muszą wyjść”, więc i oczekiwania większe.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Fajnie, że wpadłaś Mirabell, dzięki :)

Rozczarowana? Szkoda. Ale cieszę , że pamiętasz moje poprzednie teksty. 

Bardzo dobry tekst.

Używasz takiego rodzaju magii, jaką lubię – opartą na prawach, mającą zaczepienie w rzeczywistym świecie (tutaj biologii i medycyny), wymagającą od czarodzieja więcej, niż pstryknięcia palcami. 

Wspominałeś pod moim tekstem, że rola mediów mi się spodoba. Miałeś w tym trochę racji, choć z początku spodziewałem się większego zajrzenia “pod pokrywkę”. Jednak nie one były celem opowiadania – odczułem, że są raczej środkiem do popędzania bohaterów – a obraz magi wynagrodził to w zupełności.

Fabuła toczy się w miarę naturalnie, ale lekko siada środek. Po udarze Feliksa jednak przyspieszasz, więc się to równoważy.

Jednak nie przypadła mi do gustu antagonistka. Pod koniec próbowałeś ją wykreować na głębszą postać niż pokazałeś, na co raczej obróciłem oczami.

Samo zakończenie na plus, bo nie było łatwe i proste.

Aha i nie rozumiem, co się Czarek zrobił Patrycji? Czy to jest śmiertelnie? Na pewno nie, ale motyw krwi z nosa i wybroczyn dla takiego laika medycyny, jak ja, nie brzmi lekko ;)

Podsumowując: dobrze zrobiony koncert fajerwerków z paroma jeszcze lepszymi pomysłami.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za opinię, NoWhereManie :)

Cieszę się, że mechanizmy magiczne przypadły do gustu. 

O mediach trochę było, ale chciałem się raczej pochylić nad zjawiskami ponadczasowymi, jak na przykład pragnieniem sławy. 

Jako kolejna osoba wspominasz o słabszym środku, więc coś musi być na rzeczy.

Antagonistki postanowiłem nie rozwijać, żeby choć trochę przełamać schemat złoczyńcy wyjawiającego swoje plany. W prawdziwym życiu zło rzadko się tłumaczy, często spada znikąd. Tutaj chciałem to połączyć, ale wyszło, jak wyszło. 

Aha i nie rozumiem, co się Czarek zrobił Patrycji? Czy to jest śmiertelnie? Na pewno nie, ale motyw krwi z nosa i wybroczyn dla takiego laika medycyny, jak ja, nie brzmi lekko ;)

Czarek wywołał u Patrycji coś w rodzaju skazy krwotocznej. Znacznie osłabił działanie układu krzepnięcia, więc zwiększył predyspozycje do krwotoków, a przy okazji uszkodził ściany drobnych naczyń, stąd wybroczyny na skórze. W nosie są najcieńsze naczynia, więc tam często dochodzi do krwotoków związanych z niedoborami czynników krzepnięcia (np. w chorobie von Willebranda). Wyglądało to dramatycznie, ale w moim zamyśle miało być tylko siniakami połączonymi z omdleniem i łatwym do zaopatrzenia krwawieniem – a z tego się wychodzi. Patrycja się po tym pozbierała, ponieważ organizm nieustannie wytwarza czynniki krzepnięcia (białka produkowane głównie w wątrobie). W opowiadaniu nie chciałem w to wchodzić, bo i tak się bałem, że szczegóły na temat mukowiscydozy znudzą czytelników. 

Uff, to dobrze, że Patrycji nic nie jest. Już się bałem, że śmierć dla Czarka to za mało ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo lubię wykorzystywanie wątków medycznych w opowiadaniach, a jeśli jeszcze dochodzi do tego magia, to czego chcieć więcej?

Przeczytałam wczoraj, ale nie skomentowałam, bo chciałam sobie dać odrobinę czasu na przemyślenie i ochłonięcie. Ochłonięcie, bo tekst mnie autentycznie zachwycił i chciałam sprawdzić, czy dzisiaj moje odczucia będą podobne. Są. :)

Jedyną rzeczą, która według mnie wymagałaby przybliżenia, to postać Magdy i motywacji jej postępowania, bo:

– Jak to: po co? Bóg potrzebuje Szatana. Szewczyk Dratewka potrzebuje smoka. Batman potrzebuje Jokera.

– No właśnie tej potrzeby nie rozumiem.

Przyznam, że ja też, za cholerę, tego nie rozumiem.

Ale generalnie cudne to było. :)

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

„Ktoś podszywający się za mnie, niech no skurwiela dorwę, udawał, że ich leczy. A może nawet próbował leczyć, tylko spartolił robotę. Nie wiem. Potem weekend w Dubaju, dwóch szejków z dną moczanową, którą ten skurwiel podmienił im na raka płuc w zaawansowanym stadium.”

Podszywający się pode mnie albo podający za mnie, ale nie tak, jak jest teraz.

 

„Dorosła, poszła na studia do innego miasta” – jakoś „poszła do innego miasta” nie brzmi dobrze. Raczej wyjechała.

 

„Przekonywał, że Marny nie musi zostać zbawcą świata, wyzwoleniem od wszelkich chorób, ale nie zaszkodzi raz na jakiś czas uratować komuś życia.” – Końcówka tego zdania wydaje mi się kulawa, w sensie że mam wrażenie, ze coś tu zostało nieprawidłowo odmienione. Uratować komuś życie – tak ja bym napisała. Albo ze uratowanie życia nie zaszkodzi.

 

„Przejrzeliśmy te trzy sprawy, jutro pojedziemy na te wszystkie zadupia.”

 

„Feliks wysunął w jego stronę flaszkę.” – Wysunął? Czepiam się, wiem, ale to słowo wydało mi się nie pasujące. Czy napisałbyś, że ktoś do kogo wysunął np. rękę?

 

„– Można tak to nazwać. Nie miała w życiu łatwo, wychowywał ją ojciec, bo matka zmarła… Ale to, co się działo w domu Okopnych, to ich sprawa. Choć akurat to, jak skończył stary Okopny, to było poza domem, a dokładniej na środku podwórka. Leżał, zadławiony własnymi rzygami, jego psy wyżerały mu flaki. Wiem, jak to brzmi, ale sam byłem, widziałem.”

 

„Musiała się puścić, by ktoś dopuścił ją do sławy.”

 

„wywiad z czarodziejem otworzył możliwości, z których nie dziennikarz skorzystał” – dziennikarz nie skorzystał, a nie nie dziennikarz ;)

 

„tym bardziej potrafił weń ingerować.  Udoskonalał swoje ciało” – zbędna spacja

 

„Czarek po raz trzeci zadzwonił do domofonu.” – Do domofonu czy domofonem?

 

Mam odczucia podobne do Mirabell – niektóre elementy opowiadania są na poziomie, inne (w tym tempo), trochę siadły. O ile ciekawie rysujesz relacje między bohaterami, sami bohaterowie mnie nie chwycili. Prawdę mówiąc nie kibicowałam Marnemu. Jego przeciwniczce o morderczych zapędach też nie, ale nie o to przecież chodzi. Najciekawszy wydał mi się w sumie Feliks. Podoba mi się też koncept jedynego (do czasu) czarodzieja na świecie i pomysł na jego magię (choć ja lubię wyjaśnienia, więc troszkę mi jednak zabrakło choć sugestii, skąd się te jego moce wzięły). No i ogólnie przyznam, że czytałam na raty. Ale to pewnie wina mojego okropnego trybu życia ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

AQQ, to największa radość dla autora, kiedy udaje się zachwycić czytelnika :) Bardzo mi miło, dziękuję. 

Co do Magdy – chciała się wybić na postaci Czarka. Kto by dziś słyszał o Szewczyku Dratewce, gdyby nie było smoka? Wróg daje możliwość wykazania się. Wiedzieli o tym naziści, kreując swą potęgę także na nienawiści do Żydów. Magda miała właśnie potrzebę potęgi, a Czarka do tego nie ciągnęło. On wręcz tego nie rozumiał. Nie był rodzajem człowieka, który sięga po więcej; umiał zadowolić się tym, co ma. 

 

Joseheim, Twoje poprawki jak zawsze robią na mnie wrażenie :) Dyskutowałbym tylko przy dialogach – bohaterowie nie muszą mówić poprawnie. Zazwyczaj celowo wciskam w ich usta błędy albo skróty myślowe, żeby brzmiało autentyczniej. 

Szkoda, że nie podeszło.

W sumie ciekawe, że masz trochę inaczej niż większość, bo innym Czarek przypadł bardziej do gustu niż Feliks. Zdradzisz dlaczego?

Co do nieszczęsnego wyjaśnienia pochodzenia mocy… Bywam zwolennikiem realizmu magicznego, w którym rzeczy się po prostu dzieją (co widać po poprzednich opowiadaniach). Wyjaśnienia wydają mi się niepotrzebnym odarciem z tajemnicy. Tutaj dodatkowo mi to pasowało: zdolności magiczne były rodzajem choroby bez uchwytnej przyczyny. Wbrew pozorom trochę takich chorób jest. Ale dzięki za uwagę, na przyszłość będę bardziej myślał nad wyborem między swoimi a czytelniczym upodobaniami. 

Dziękuję za łapankę i komentarz :)

Daj spokój, ja też często nie tłumaczę rzeczy w swoich tekstach, jeśli nie widzę po temu powodu. W sumie jak teraz wprost uściśliłeś swój zamiar (że to kwestia zmian w mózgu), to faktycznie masz rację, zostawiłeś w opowiadaniu dość śladów, by czytelnika zadowolić. Jak tylko czytelnik (znaczy ja) użyje ze dwóch szarych komórek, by się zastanowić ; /

Co do Czarka i Feliksa to chyba kwestia tego, że Feliksa rozumiem. To taka normalna postać, jego zachowanie i motywacje do mnie trafiają. A Czarek jako czarodziej który robi pewne rzeczy, innych nie robi itp. jakoś mnie nie przekonał. Już lepiej chyba rozumiem motywację dziewczyny, która próbowała go zniszczyć, niż jego z tym, co robił w młodości (wszystkie te żarty) i w jaki sposób postanowił odpowiedzieć na ataki. Choć nie da się ukryć, że końcowa klątwa zwrotna była świetnym pomysłem ;)

 

Jeśli chodzi o dialogi to pewnie, ze czasem postacie nie mówią poprawnie. I pewnie ktoś, kto sam nie pisze, patrzy na nie inaczej. Ale mnie powtórzenia dziabią (te pojedyncze nawet nie, wynotowałam dla porządku, bo nigdy nie wiadomo, czy są zamierzone czy przeoczone, ale te wszystkie “to” w jednej kwestii dialogowej wypadły okropnie ;p).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jak dla mnie, pomysł na osobnika leczącego przy pomocy zdolności czarodziejskich jest nieco ryzykowny, bo natychmiast nasuwa mi się skojarzenie z wszelkiego rodzaju Kaszpirowskimi, Harrisami i innymi szamanami. Jednakowoż muszę przyznać, że Twoja historia okazała się nad wyraz zajmująca, a własne wątpliwości zawiesiłam na kołku, no bo przecież napisałeś opowiadanie fantastyczne.

Postać Czarka jest naprawdę niezła i nawet nie mam zastrzeżeń do jego wcześniejszych wybryków – ot, młodzieńcze próby wykorzystania talentu. Feliks zdecydowanie różni się od Czarka, i bardzo dobrze, bo po co w opowiadaniu dwóch podobnych facetów. Na ich tle Magda wypada nieco blado, ale i tak nie najgorzej.

Nie mogę nie zauważyć, Funie, że opowiadanie jest napisane nadzwyczaj porządnie, a jego lektura okazała się szalenie satysfakcjonująca. ;D

 

Nie bę­dzie zło­czyń­cą, nie bę­dzie su­per­bo­ha­te­rem, bę­dzie sobą. Dla­cze­go ni­czym wię­cej? –> Raczej: Dla­cze­go nikim wię­cej?

 

My­ślał chwi­lę, wziął drugi łyk. –> My­ślał chwi­lę, wypił drugi łyk.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To chyba mój rekord, jeśli chodzi o najniższe stężenie błędów wyłapanych przez Ciebie, Reg :P

Dzięki za miłe słowa, cieszę się, że historia przypadła Ci do gustu :)

Funie, każdy rekord można pobić, osiągając wynik lepszy od dotychczasowego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciągle się staram ;)

A tym razem zastosowałem Twoją metodę i inaczej sformatowałem tekst przy korekcie, by lepiej widzieć błędy :D

Mogę się tylko cieszyć, że ta prosta metoda okazała się skuteczna. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Naczelny medical nazi tego forum po długiej podróży przybywa na białym… leukocycie, żeby oznajmić – cóż to była za podróż!

Całkiem mi się podobało. Z chirurgiczną precyzją powiązana magia z medycyną to fortel, który bardzo misię. Samo dochodzenie spektakularnie oryginalne nie jest, odhaczasz kolejne punkty zwrotne, które klasycznie powinny się w takiej historii znaleźć. Czyta się to bez przykrości, ale raczej przez wzgląd na rewelacyjny warsztat i pewne językowe oczka, które puszczasz do czytelnika raz za razem. Liczyłem, że chociaż finału nie uda mi się przewidzieć, że to się wcale nie skończy pojedynkiem… Cóż wszystkiego mieć nie można. :p

Główny bohater mi się podobał, zarysowałeś go konkretnie, ma przeszłość, jakąś motywację (choć tutaj widzę pole do rozwoju). Mniej podobał mi się Feliks, bo oprócz wątku córki – sympatycznego swoją drogą smaczku – to wydał mi się być w opowiadaniu tylko po to, by Czarkowi miał kto odpowiadać, a nie żeby tamten gadał sam do siebie. Co do nemesis, zabrakło mi jakiegoś sensowniejszego genesis tej postaci. Tutaj mam też zgrzyt, bo Czarek musiał tłuc się samochodem na Mazury, a Magda latała po całym świecie i mordowała od Singapuru po USA. Twoi czarodzieje nie posiadali przecież zdolności translokacji (chyba że mi to umknęło), więc jak wieśniaczce z Mazur udało się tak podróżować po całych kontynentach, jakby była milionerką?

Końcówka mi się spodobała o tyle, że wygląda mi to, jakbyś grał na umiejętności, którą celowo pozostawiłeś w cieniu przez praktycznie cały tekst, a mianowicie na zmianie wyglądu. Pomysł, że Czarek wykorzystał “przyjaciela”, by w finałowej potyczce go poświęcić, całkiem mi się podoba, bo czyni czarodzieja postacią niejednoznaczną. Jest też opcja, że chodzi o coś zupełnie innego i znowu czegoś nie ogarnąłem. Ale żyjmy złudzeniami!

Nie no, wydawało mi się, że Czarek sam zginął, nikogo nie wystawiał w roli tarczy.

Babska logika rządzi!

Nie pamiętam, czy Czarek miał zdolność kontrolowania innych istnień, ale moja teoria ma sens: gdzieś pod koniec pojawia się myśl, żeby wszystko rzucić, zmienić personalia i żyć spokojnym, bezmagicznym życiem. Gdy w finale dziennikarze pytają Feliksa w sumie o szczegóły planu Czarka, ten uśmiecha się bezczelnie, lecz milczy. Bezczelną postacią w tym opowiadaniu był Czarek, a nie cicha myszka-Feliks. Tak więc jakieś dowody na podmiankę są.

Hmmm. Ale wszystkowiedzący narrator pisze, że mózg Czarka został usmażony, że Czarek leży w grobie… Czyżby łgał?

Babska logika rządzi!

Może być jednak i tak, że tylko desperacko poszukuję jakiegokolwiek drugiego dna, skoro sam autor wyznał, że ukrył takie dwa. ;D

Nie, Brightside, ja też to tak samo zrozumiałam.

 

Choć chyba nie do końca rozumiem, jak to zadziałało – czy Czarek poprosił Feliksa o przysługę, a ten z wdzięczności za uratowanie córki się zgodził czy manipulował jego ciałem?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hehe. Myślę, że Fun się ucieszy, gdy przeczyta powyższą dyskusję.

Bright, Kammo – również lubię tę teorię, choć i Finkli nie można odmówić racji ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ok, to jeszcze raz, tym razem z pełnym komentarzem, co by fun nacieszył oczy ;)

 

Mignęło mi wyżej, że inni narzekali na tempo historii, ale ja nie mam mu nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie, całość leciała jak dobra przygodówka, a sceny zmieniały się dynamicznie. Poziom introspekcji bohaterów znów niewielki, ale to już któryś raz zauważam w twoich opowiadaniach, że widzę, co robią, ale nie wiem, co czują, i przyznam, że stoi mi to na drodze do pełnej satysfakcji. Ale nie nazwałabym tego wadą, raczej innym stylem.

 

Na wyróżnienie zasługuje internetowy język – choć dziwnie mi się czytało coś pisanego w ten sposób, doceniam konsekwencję. To był fajny eksperyment. Plus oczywiście, jak to u ciebie, zdania od których człowiekowi robi się miło w środku – to o bombach czy o strachu przed obudzeniem przyjaciela. Śliczne.

 

No i zakończenie – ostatnia linijka zdecydowanie brzmi jak Czarek, choć nie rozumiem, jak do tego doszło, więc nawet nie mam jak się spierać, że wiem lepiej :/

 

A, i jeszcze jedno – tytuł bardzo ciekawy, ale… skąd szóstka?

 

Życzę powodzenia w konkursie, fun :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Jasna Strono, odetchnąłem z ulgą :D 

Dzięki za uwagi. 

Co do kosztów podróżowania – wszystko zostało przemyślane, nie wszystko napisane :/ W każdym razie choroby nie patrzą na stan konta, więc dotykają też najbogatszych. Czarodzieje budowali swój budżet przy okazjonalnych uzdrowieniach milionerów. 

 

Kam, nacieszam, nacieszam ;)

Mówisz, że za mało o uczuciach i przemyśleniach bohaterów? Muszę się temu przyjrzeć. Staram się, żeby ich motywacje, pragnienia, lęki wynikały z zachowań i dialogów, a czasem nawet piszę wprost, jak przy scenie pożegnania Patrycji, w trakcie której nic się nie dzieje, oprócz tego, że wiele zostaje pomyślane i przypomniane. 

Tytuł – fajnie, że zapytałaś – jest połączeniem związków frazeologicznych “mieć swoje pięć minut” i “być na językach”. Legenda to coś, co przetrwa krótki moment sławy i zostanie na dłużej niż “pięć minut”, na sześć, siedem :) W każdym razie jak coś źle, to zwalam na Hrabiego – on mi kazał wymyślić coś oryginalniejszego niż robocze “Jestem, jaki jestem” :P

Dzięki, że zostawiłaś komentarz :)

 

Co do zakończenia…

Jesteście czytelnikami, Wasze prawo do interpretacji, więc żadna z dwóch opcji (Czarek przeżył/umarł) nie jest błędna. Narrator może być wszechwiedzący, ale nie musi być prawdomówny… ;)

Jednak autor zawsze ma swoją naczelną interpretację i jeśli nie chcecie sobie psuć Waszej, to moja jest taka: 

:)

Jednak autor zawsze ma swoją naczelną interpretację i jeśli nie chcecie sobie psuć Waszej, to moja jest taka: 

:)

Pff! Faktów chcę, faktów!

on mi kazał wymyślić coś oryginalniejszego niż robocze “Jestem, jaki jestem” :P

Uff, to bardzo słuszna zmiana :P

 

Nie wpadłabym na genezę tytułu bez twojego wyjaśnienia. Ale pomysł szóstej minuty fajny jest, aprobuję :3 W ogóle – jak to wygodnie czytać opowiadania w miejscu, gdzie jest bezpośredni kontakt z autorem. Czytając gazetę, pozostałabym nieuświadomiona na zawsze :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bardzo mi się podobało – może dlatego, że przekonali mnie bohaterowie. Zarówno Czarek, który jest bardzo ludzki w swoich wadach i małościach, a jednocześnie wyrastający ponad te wady, jak i Feliks. Ten ostatni to jest wyjątkowo udana postać – bardzo po ludzku zwyczajna, a przy tym sympatyczna; jednocześnie jest to postać wiarygodna psychologicznie, z ciekawie napisanym tłem i historią. Bardzo mi się podoba to, jak ogrywasz fakt jego pracy w magazynie sportowym, wykorzystując go w narracji.

W sumie brakuje my tylko rozwinięcia postaci Magdy, chętnie bym o niej i jej motywacjach wiedziała więcej, tak, żeby byłą czymś więcej niż standardową złą femme fatale z trudnym dzieciństwem – ale rozumiem, że w przyjętej formule i przy takim sposobie narracji nie bardzo jest na to miejsce.

Generalnie, opowiadanie na bardzo duży plus :)

Pff! Faktów chcę, faktów!

To na następnym piwie, Kam ;)

W ogóle – jak to wygodnie czytać opowiadania w miejscu, gdzie jest bezpośredni kontakt z autorem. Czytając gazetę, pozostałabym nieuświadomiona na zawsze :)

Z jednej strony tak, ale z drugiej – teksty powinny się jakoś bronić same :/

 

 

Ninedin, dziękuję za komentarz :)

Co tu dużo mówić, ten portal i jakość opowiadań z dnia na dzień zaskakują mnie coraz bardziej.

Czułem napięcie, czytając ten tekst. Bałem się o bohaterów, którzy swoją drogą mnie się bardzo podobali, ale to może ja mam lekko zaniżone wymagania.

Większych dziur logicznych nie zauważyłem. Narracja poprowadzona świetnie, wszystko gra.

Poza jednym drobnym szczegółem:

Czemu to zawsze musi być anagram? Dlaczego osoba, która chce swoją prawdziwą tożsamość utrzymać w tajemnicy, daje taką nietrudną do rozgryzienia wskazówkę?

Uwierz, portal i opowiadania będą zaskakiwać dalej, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc ;)

Co do anagramu – Dagmarze/Magdzie nieszczególnie zależało na ukryciu tożsamości, bo w przypadku czarodziejów-legend ta tożsamość była względna. Ale rozumiem, że mogło trącić kiczem.

Dzięki za komentarz, Kordylianie, cieszę się, że się podobało. 

Do zobaczenia pod Twoim opowiadaniem :)

Wracam z komentarzem. Rzeczywiście tekst napisany bardzo dobrze. Opowiadanie sprawia wrażenie, że autor z niezwykłą lekkością i swobodą posługuje się piórem i z łatwością przelewa na papier (ekran) swoje pomysły i myśli. Czy jest tak rzeczywiście? Nie wiem. Może Fun ślęczy dniami i nocami, szlifując i polerując, wygładzając kanty i nadając blask każdemu zdaniu? Może to efekt niezwykle ciężkiej pracy? W każdym razie czytelnik ma podczas lektury wrażenie owej lekkości i to wrażenie robi wrażenie.

Podobają mi się Twoje pomysły, Funie. Twoja perspektywa narracji – czasem budujesz scenę od niespodziewanej strony, przedstawiasz ja plastycznie lub w kilku słowach budujesz cały jej klimat, a w tle jeszcze dorzucasz ukryty (domniemany) dwuznaczny przekaz. I przy tym formułujesz myśli bardzo świeżo i po swojemu. Lekki, świeży i pomysłowy jest także język i styl. Fragmenty, zdania, grypsy, żarty i spostrzeżenia, wywołują często uśmiech i kiwanie głową z uznaniem. Czasem nawet myśl: “skubany, dobrze to ujął”.

Podoba mi się również pomysł na to opowiadanie. Ciekawy bohater, fajnie obmyślona magia, swojska sceneria, “obserwacje socjologiczne” itd.

Tworzysz prozę fantastyczną daleką od klasycznej s-f, hard s-f i innych gatunków fantastycznych. Jest taka Twoja, Funowa. Metaforyczno-alegoryczna, nieco ironiczna, ale przy tym pisana całkiem serio, co widać po elementach występujących w fabule (śmierć, zabijanie, choroby, gwałt itd.).

Czego zabrakło? Odrobinę zabrakło mi mocnego antagonisty. Niby jest potężny i nawet silniejszy od protagonisty, ale jednak chowa się gdzieś w tle, jego motywacja i działania są opowiadane, a jego pojawienie się nie robi odpowiednio wielkiego wrażenia. Podobne odczucia miałem podczas finałowego starcia. Było takie troszkę… nijakie. Odbyło się, Czarek odniósł swoje pyrrusowe zwycięstwo, wykazał się "sprytem" i poświęceniem. Niby wszystko pasowało do opisanej (medycznej) magii bohaterów, ale szczerze powiedziawszy odrobina MrBrightside'owej spektakularności w tej walce na moce, dodałaby tekstowi sporo kolorytu.

Podsumowując. Fajne myśli upychałeś do swojego tekstu. Ciekawie i inteligentnie piszesz, a Twoje zdania są niemal zawsze literackimi dziełkami. Być może tym razem opowiedziałeś nam fabułę nieco prostszą, bardziej rozrywkową, ale i tak lektura sprawiła satysfakcję. Mocny tekst konkursowy, na pewno w czołówce konkursu.

Jedyne zdanie, którego konstrukcja wydała mi się nieco przekombinowana, zamieszczam poniżej:

Do Hiszpanii daleko; poza tym po trzech bezdomnych, których ktoś – ponoć słynny Doktor Magik – obdarzył fizjonomią Brada Pitta, ślad zaginął.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pan Maras odwołuje się do moich tekstów, choć nie przypominam sobie, by którykolwiek komentował! Aż taki wstyd, że trzeba czytać incognito? ;_;

Spokojnie, dotrę z komentarzami i do Twojego opowiadania, MrB. Nie zawsze pamiętam, żeby odhaczyć “​przeczytane”. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr.marasie, cieszę się, że pamiętałeś o komentarzu :) 

Fun na pewno nie ślęczy dniami i nocami, bo tyle czasu na pisanie nie ma ;)

Ale bardzo mnie cieszy, że łatwo się czyta, szczególnie że czasem zaszaleję z takim zdaniem, które przytoczyłeś. W ogóle bardzo miła ta Twoja opinia – fajnie, że ktoś zwraca uwagę na dobór moich tematów, konwencji, motywów. Moja twórczość odchodziła od fantastyki coraz bardziej, dopóki nie zadomowiłem się na portalu. Może stąd takie poczucie “inności”. Ciągnęło mnie w inną stronę, ale trochę zostałem. 

Zarzut o antagonistkę biorę na klatę. 

Dziękuję za wizytę i zostawienie dużego śladu :)

Kurde – pomysł jest, wykonanie jest, klimat jest, tylko to zakończenie, takie… no takie wiesz – Marne.^^

Miło widzieć Cię w formie, Fun.

Czytałem ten tekst już x (a raczej X) czasu temu, jeszcze w nocy ale już prawie za dnia, na telefonie, w warunkach, powiedzmy, że cokolwiek niedogodnych, raczej zmęczony i zdecydowanie śpiący. I, pomijając już fakt, że mimo wszystko hapnąłem jak głodna małpa banana, pamiętam z tamtego okresu w sumie tylko jedno – było coś, do czego zamierzałem się doczepić, i co kładło się na Twoim piórku długim cieniem w kształcie pytajnika.

Tylko, kurczę, nie pamiętam, co by to miało być…

Skanuję w pamięci cały tekst, historia ładnie mi się odtwarza, bez większych dziur, w poziom wykonania moje zarzuty też na pewno nie były skierowane, bo pod tym względem nie zawodzisz jak zwykle, a może nawet i trochę bardziej – nie było męczącego przegadywania o trochę-jakby-niczym, a więc nie było i znużenia; akcja szła ładnie, płynnie i równo, a przy tym trzymała się kupy i nawet nie wymagała jakoś specjalnie, by zawiesić niewiarę. Tę w ludzi, odruchy, zdarzenia i logikę całej opowieści, ma się rozumieć, bo magia, jakkolwiek wykoncypowana i przedstawiona po prostu rewelacyjnie… No cóż, wciąż pozostaje tylko magią. Ale to już w sumie truizm.

Wracając: było, prócz tego, że ciekawie, również całkiem zabawnie, mimo że temat tak naprawdę lekki wcale nie był (nie tak całkiem w każdym razie). Inna sprawa, że choć potraktowałeś go lekko, to jednak nie lekceważąco: przy takim opowiadaniu dosyć łatwo byłoby popaść w groteskę – początek trochę nawet nią trącił – która może i nadałaby mu swoistego, przyjemnego posmaku zdrowego absurdu, ale też łatwo mogła położyć całą fabułę jako element przymusowo drugoplanowy; szkielet, który można przyoblec w dowcip dla dowcipu, poezję dla poezji, aforyzm dla aforyzmu i – uogólniając – sztukę dla sztuki.

A to Twoje pisańsko to jest sztuka.

Na szczęście udało Ci się zachować w tym wszystkim fajny balas, dzięki czemu opowiadanie napisane jest mądrze i błyskotliwie – spory plusik za te tabloidowe metafory, mniejszy za nekrolog, dowcip i pytanie, bo choć to fajnie wygląda i chwyta uwagę czytelnika, to jednak samo w sobie nic do tekstu nie wnosi (szkoda, że nie umieściłeś tego gdzieś wyżej, jako “trupa z szafy”, do rozwiązania zagadki śmierci którego ów fragment byłby znakomitym zaproszeniem – wtedy miałoby to znacznie więcej sensu). Niestety jednak nie do końca kupuje samą historią.

I tu – powiedzmy, że płynnie – przechodzimy do zaludniających tę historię indywiduów, bo im głaskanie po główce też się należy. To znaczy tym dobrym (choć nie dlatego, że byli dobrzy; po prostu byli spójni i klarowni, a przy tym tacy do polubienia), bo badass i jej motywacje, koniec końców, mnie nie przekonały. Żeby wymordować taką watahę homo powiedzmy że sapiensów tylko po to, by zniszczyć w gruncie rzeczy zupełnie obcego gościa, a potem na skrzydłach z patyków, obciągniętych jego skórą, wzbić się ku sławie i uwielbieniu, musiałaby być psychopatką. A na psychopatkę Magda mi jednak nie wyglądała (pomijając oczywiście te wszystkie trupy i cały popieprzony plan, realizacji którego one posłużyły ;). Na “papierowe zło” tym bardziej mi ona nie wyglądała. Strzelałbym raczej w kogoś skrzywdzonego, zagubionego i wkurzonego. Cała jej akcja przypominała raczej pieczołowicie przez lata hodowaną zemstę niż szczwany plan podboju parkietów. Tym bardziej, że plan wcale nie był taki szczwany. Osobiście twierdzę, że wręcz przeciwnie.

Do tej pory nurtuje mnie pewna kwestia – dlaczego nikt nie wpadł na konkluzję, że tym dokumentnie posranym mordercą bez sumienia może wcale nie jest Czarek – raczej niegroźny dotąd błazen o ewidentnie pacyfistycznym usposobieniu – tylko ten nowy, znacznie potężniejszy mag, o którym nic tak naprawdę nie wiadomo (może poza tym, że istnieje całkiem uzasadnione prawdopodobieństwo, że cyklicznie wpada w paskudny humor).

Dla mnie poskładanie jej planu do kupy to takie dwa plus dwa (no i może jeszcze plus dwa – co niby komplikuje działanie, ale wciąż nie nastręcza żadnych trudności w jego rozwiązaniu).

Cały ten koncept jest po prostu zbyt prosty i oczywisty, by miał szansę wypalić w jakiejkolwiek prawdopodobnej rzeczywistości. Nie mówiąc już o tym, że Marny, gdyby trochę pomyślał, mógł z dziecinną łatwością zdemaskować oszustkę-sabotażystkę. Jeśli wszystko dobrze zrozumiałem, magia bohaterów oddziaływała wyłącznie na materię ożywioną, więc jakiś dyktafon w kieszeni, ukryta kamerka przekazująca transmisję na żywo w Internecie czy choćby telefon do przyjaciela, wydają się tutaj sposobem na zniweczenie planów zołzy nie tylko prostszym i znacznie bardziej eleganckim niż w gruncie rzeczy bezsensowne samobójstwo, ale też w miarę pewnym. W końcu Pokorna musiałaby zniszczyć elektronikę manualnie. A by to zrobić, najpierw musiałaby: a) wiedzieć o nich i b) złapać i zabić Czarka – co pewnie nie byłoby takie proste, gdyby gość nastawił się jednak na przeżycie tego randez-vous. A nawet, gdyby Magdzie się to wszystko udało, byłoby już zwyczajnie za późno – Internet nie zapomina.

Ech… Może i trochę się tu czepiam po prostu, ale nie lubię, kiedy ktoś na siłę komplikuje rzeczy proste i raczej oczywiste. A tak właśnie zrobił Czarek, dając się zabić w imię… w sumie, to nie wiem, na cholerę mu to było.

Finał mamy więc trochę od czapy: szurnięta laska z planem na życie namalowanym kredkami na kartce z bloku rysunkowego z Kucykami Pony na okładce kontra cwaniak nie dość cwany, by opracować jakikolwiek plan na (prze)życie.

Nie wiem, czy z kimś się w tej kwestii zgadzam, ale myślę, że nie pomylę się za bardzo, zakładając, iż tak właśnie jest: kolejny zonk, że jak na tak malowniczą parę, to ich spotkanie wypadło trochę jednak mdło.

Nie odmawiam finałowej walce swoistego uroku wynikającego z naturalizmu, prostoty i odżegnywania się od napuszonego patosu, ale za to odmawiam uznania za satysfakcjonujące całemu ich spotkaniu. Bo wszystkiego tam jednak za mało; za mało dialogów, informacji, wyjaśnień i – no niech tam – trochę też samej naparzanki. Żeby już nie rozdmuchiwać tematu ponad miarę, ujmę to może tak: opowiedziana przez Ciebie historia i w ogóle cały koncept po prostu zasługiwały na więcej; na jakieś rozwinięcie, uzupełnienie i na bogatsze portfolio. Bohaterowie natomiast – na obszerniejsze i bardziej zajmujące CV.

Przy Twoim wielogłowym i wielomackim talencie można było oczekiwać, że spotkanie Pokornej i Marnego będzie naprawdę… epickie: ciekawe i opowiadające ciekawą historię, pełne błyskotliwych dialogów, myśli-perełek i zacnych aforyzmów, z przyzwoitym napięciem taktowanym na trafne żarty… No, generalnie, wisienką na torcie, który tak skrupulatnie i umiejętnie wypiekałeś od samego początku; od pierwszych słów i zdań.

Wyszło jednak jak wyszło: wisienki zabrakło i mam niedosyt – niby najadłem się tortem (bardzo smaczny, dziękuję), ale, do stu beczek wiśniówki, pożułbym jeszcze cholerną pestkę.

 

Peace!

 

P.S.

Przynajmniej wiem już, skąd u mnie ta konsternacja. Nie wiem natomiast, co z nią zrobić.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za obszerny komentarz, Cieniu :)

Do tej pory nurtuje mnie pewna kwestia – dlaczego nikt nie wpadł na konkluzję, że tym dokumentnie posranym mordercą bez sumienia może wcale nie jest Czarek – raczej niegroźny dotąd błazen o ewidentnie pacyfistycznym usposobieniu – tylko ten nowy, znacznie potężniejszy mag, o którym nic tak naprawdę nie wiadomo

Nawet gdyby ktoś na to wpadł, czy ludzie by to kupili? Czarek sam zastanawia się nad zasianiem wątpliwości wśród opinii publicznej, ale nie widzi w tym sensu, bo wie, że we współczesnych mediach prawda ma drugorzędne znaczenie.

A jak byłoby w prawdziwym życiu? Nie mam pojęcia. To są rzeczy zbyt trudne do przewidzenia. 

Jeśli chodzi o gorzej zarysowaną “złą stronę” – taki był częściowo zamysł. Nie wiem, czy dostałeś kiedyś w mordę, ale ja tak i do dzisiaj nie wiem za co :) “Zło” tłumaczy się ze swoich działań w amerykańskich filmach; chciałem odejść nieco od tego schematu i pokazać protagonistę, który nie ma pojęcia, z czym przyjdzie mu się zmierzyć; który nie rozumie wroga; który wie, że drugiej szansy może nie być. Ale jak widać najbardziej lubimy te melodie, które już kiedyś słyszeliśmy. 

Cieszę się, że mimo wszystko mój wypiek Ci zasmakował :)

 

Może i tempo siadło gdzieś w środku, ale pobawiłem się czytając rozmowę z Sołtysem (brzydki był, powiadasz? :D), a zakończenie mało spektakularne – pytanie czy zawsze musi być, kiedy pojawia się motyw “pojedynku”​ czarodziejów. Czarek zrealizował swój zamysł na miarę swoich możliwości i ograniczeń. Autor, jak widać, również – z tą różnicą, że widoczne są głównie możliwości, które wspaniale wykorzystał ku uciesze czytelnika.

Kapitalna rama w opowiadaniu (w ogóle pięknie się wszystkie elementy zazębiają, spójne są i przemyślane), zastanawiałem się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby było gazetą…

Ale najbardziej myślę sobie, że chciałbym pisywać teksty na takim poziomie, gdzie zamysł jest tak umiejętnie rozpisany i można z czytelnikami pogawędzić o tych… niuansikach. :)

​Dziękuję za lekturę, Funie, powodzenia w konkursie życzę i pozdrawiam!

 

EDIT: Byłbym zapomniał. Fajnie operujesz przestrzenią publiczną, w sensie – ​podobają mi się przytoczone i wtrącone sytuacje, głównie sportowe. Łezka się zakręciła na wspomnienie Dudek Dance – ​to byli czasy, man…

 

To ja dziękuję, Majkubarze, za przeczytanie i komentarz :)

Przytoczonych sytuacji sportowych nie ma tu wiele, a “Dudek Dance” odpowiadał mi czasowo i w sumie trudno o drugie takie wydarzenie, które nawet ludzie niezainteresowani piłką nożną powinni kojarzyć. 

 

Pochłonęło ;) Czyli… wciągające opowiadanie, czyta się płynnie i w napięciu (choć nie przewidywaniu). Niecierpliwość „co będzie dalej” nie zdarzała mi się przy czytaniu opowiadań konkursowych na tyle często, żebym tego w pełni tutaj nie doceniła. Zaczęłam czytać ten tekst krótko po tym, jak się pojawił, na dużym zmęczeniu, właściwie już nocą, a mimo to potrzebowałam doczytać do końca :) I nic ze strony tekstu mi w tym nie przeszkodziło, nie musiałam się przez nic przebijać, nie znudziłam się, na niczym nie utknęłam, nie odnotowałam żadnych niezgrabności, odpychających scen, denerwujących sformułowań, łyknęłam nawet tak zwaną łacinę, za którą zazwyczaj nie przepadam. Bardzo zajmująco napisane, ciekawa fabuła, oderwałam się na X czasu od rzeczywistości. Język sprawny, przyjemnie zanurzający we współczesność, bez zakłóceń niosący historię. Dialogi żywe, naturalne, umiejętnie wspomagające fabułę. Czyli krótko pisząc: sprawnie, gładko, ciekawie. Przeczytałam (nocą) za jednym podejściem i bardzo to sobie cenię :)

 

Blue Ice, cieszę się, że pochłonęło!

Dziękuję za komentarz i za głos :)

Uważam, że tekst zasługuje na wysokie miejsce w konkursie “Jestem legendą” (a może i na zwycięstwo w nim), a to dlatego, że:

a) Ma przekonujące, efektowne postacie;

b) Jest fabularnie spójny i konsekwentny;

c) Świetnie mi się go czytało – jest wciągający i intrygujący.

Zamierzam zagłosować na ten tekst w konkursie. 

Bardzo mi miło, Ninedin :) Dziękuję! 

Wracam z komentarzem piórkowym.

Całość tekstu jest, jak to u Ciebie, dobra, a kilka pomysłów pomaga się wznieść jeszcze wyżej. Podoba mi się mechanika magii, podobają się elementy związane z mediami. Para głównych bohaterów ma świetną chemię – tutaj wręcz szkoda, że antagonistka wypada na ich tle słabo. No ale nie można mieć wszystkiego.

Zakończenie satysfakcjonujące i bardzo mi przypadło do gustu, że nie takie proste, jak się z reguły czyni w tego typu historiach. Jeśli gdzieś nie domaga, to właśnie przez tę osobę antagonistki, bo to jej niedopracowanie ujmuje z całej sceny pewne napięcie.

Jednak i tak jest bardzo dobrze. Dostajesz ode mnie TAKa :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za dodatkowe uzasadnienie i TAK-a, NWM :)

Duże walory edukacyjne. Potrafisz pisać o medycynie w interesujący sposób i bezczelnie wykorzystujesz znajomość tematu.

Bohaterów zbudowałeś porządnych. Każdy inny, każdy ma jakieś cele, do tego mają osobowości, a nie tylko funkcje.

Fabuła wciągnęła, byłam ciekawa, co się dalej wydarzy. No i zakończenie wymyśliłeś trudne do przewidzenia.

Byłam na TAK, czyli, ale pewnie od dawna wiesz. ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki za dodatkowe uzasadnienie, Finklo :)

Medycyny pierwszy raz się tyle napatoczyło. 

Bał się wdzięczności, za którą zawsze kryje się odpowiedzialność: od tego, kto raz pomógł, oczekuje się dalszej pomocy.

O tym to Palahniuk całą książkę napisał. Pół właściwe. Drugie pół jest o seksoholiźmie ;)

 

Dobrze się czytało, ciekawi mnie origin story Magdy ;)

Ale, skoro wie, jak działa depresja, to czy nie może się sama naprawić? Czy padł jej system sterujący magią?

I would prefer not to.

O seksoholiźmie? Już mi się podoba. Wszystkie “-izmy” są niesłychanie ciekawe :). Co to za pozycja?

A tak przy okazji – gratulacje, Funie. Za pióro i za niemal pewny występ w antologii!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Udław się.

I would prefer not to.

Młoda damo, manners please :P.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Sam chciałeś! ;)

I would prefer not to.

Udław się.

Ostro! 

Dzięki za wizytę i komentarz, Wybranietz :)

Co do Magdy – straciła cel, chęć do życia, więc próby samonaprawy przerastały jej możliwości. No i łatwiej zniszczyć, trudniej stworzyć, nie? 

 

Staruchu (ech, jak my się brzydko tutaj do siebie odzywamy), dziękuję :)

No co ja poradzę, taki Palahniuk ;P

Chociaż wisienką na torcie jest Haunted. Podobno ludzie mdleli na spotkaniach autorskich i ja się nie dziwię…

 

No tak. I trochę trudno jest dyskutować z argumentem o depresji…

I would prefer not to.

A to nie mdleli przy jego “Flakach”? 

no, chyba tak – to jedno z opowiadań ze zbioru.

I would prefer not to.

Całego zbioru nie czytałem. Ale przypomniałaś mi o Palahniuku i narobiłaś mi ochoty na jakąś jego książkę :D

Obiecałam, że swojej czołówce dopiszę jeszcze komentarze wyjaśniające, za co to.

U mnie zająłeś pierwsze miejsce. Wybiłeś się interesującą fabułą – naprawdę byłam ciekawa, jak to się skończy. Nietuzinkowy pomysł na czarodzieja – nie przepadam za sztampą, więc tu pełna satysfakcja. Porządnie zbudowane postaci – mają swoje cele, osobowości: ten ze skłonnością do głupich dowcipów, ta podła. No i jeszcze walor edukacyjny. Oczywiście, nie obyłoby się bez poprawności językowej.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo :)

Muszę się nauczyć, aby nie rywalizować z Tobą w konkursach. Pojawiasz się w ostatniej chwili i rozpoczynasz ostrzał konkurencji. I tak było też tym razem.

Pomysł jest dość ciekawy, tak samo historia jak i wątek Batmana i Jokera. Może to wszystko nie jest szokująco oryginalne, ale dobrze napisane robi wrażenie. Cała historia obfituje w różne interesujące elementy, ale najbardziej udane okazuje się być zakończenie. 

Dobre podejście do tematu konkursu. Nawet magia u Ciebie jest trochę inna niż w innych dziełach. Może nie napisałeś jej od nowa, ale dodałeś swoje pięć groszy.

Nie wiem, czy “Szósta minuta na językach” znajdzie się wśród moich faworytów, ale odchodzę usatysfakcjonowany lekturą. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

To pojawienie się w ostatniej chwili nie jest elementem taktyki :/ Po prostu tak wychodzi.

Cieszę się, że lektura Cię usatysfakcjonowała. 

Dziękuję za wizytę i komentarz :)

Jeden z dwóch tekstów, dla których przygotowałem miejsce na szczycie mojego konkursowego rankingu zaraz po zakończeniu lektury. Czytałem z czystą przyjemnością, opowiadanie ląduje na drugim miejscu. Krótkie podsumowanie:

 

– Oryginalny temat i niekonwencjonalne podejście do magii sprawiły, że tekst na pewno zostanie w mojej pamięci na dłuższy czas.

– Fajna konstrukcja. Pierwszy akapit potrafi zaciekawić; klamra ładnie wkomponowująca się w styl i (nie wszyscy się ze mną zgodzą) odpowiednie tempo prowadzenia historii – może nie szaleńcze, ale stosunkowo dynamiczne.

– Świetny język (charakterystyczny styl i sporo ciekawych zdań).

– Silne cechy przypisane do bohaterów. Czarek daje się polubić i mimo że jest super-pozytywną i wielkoduszną postacią, kibicowałem mu praktycznie od początku.

– Cały tekst powstał w oparciu o motyw konkursowy. Bohater rzeczywiście jest legendą i widać to na każdym kroku. Jasne i dość dosłowne potraktowanie tematu wyszło tekstowi na dobre.

Dziękuję, Perruksie :)

Podoba mi się opowiadanie – a zwłaszcza to, że napisałeś urban fantasy, które nie jest oklepane. Natomiast zakończenie opowiadania zrozumiałem tak, że Czarek w jakiś sposób za pomocą zaklęcia przeniósł świadomość do ciała Feliksa (które wcześniej uzdrowił kosztem córki). Zasugerowałem się podobieństwem tych dwóch zdań: 

 

“Przez chwilę [Czarek] robił smutną minę, potem wyszczerzył się tak bezczelnie, jak tylko umiał.”

– i kawałek dalej -

“Feliks uśmiechnął się tak bezczelnie, jak tylko potrafił,”.

 

Nie wiem, czy taki był Twój zamiar, ale jeśli źle zrozumiałem Twoją intencję i nie chciałeś zasugerować takiego rozwiązania, to dobrze byłoby tę zbieżność wyeliminować.

Dziękuję za komentarz, JeRzy :)

Zbieżność tych zdań jest nieprzypadkowa – chciałem zasugerować właśnie takie rozwiązanie, ale jednocześnie go nie narzucać. 

Lekko irytujące.

Przez około 2/3 opowiadania wywoływałeś u mnie, jak i u bohatera irytację związaną z jego niemocą. To zamierzone wywołanie konkretnych emocji, plus dobry flow tekstu, raczyło mnie ukontentować :)

Właściwie jedyną wadą tego opowiadania jest to, że się kończy.

Podoba mi się rozwiązanie podsunięte przez JeRzego, szkoda tylko, że ni jak nie ma poszlak co do tego jak Czarek tego dokonał. To znaczy mam pewną teorię, że nie tyle Czarek przeniósł swoją świadomość, co ją skopiował, nim udał się na spotkanie ze śmiercią :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Funie,

Zawitałem tu z powodu najlepszej dziesiątki 2018, do której niniejsze opowiadanie zostało wybrane, stąd też poprzeczka zawisła wysoko.

Nie zawiodłem się.

Bardzo dobry warsztat. Czyta się płynnie, tekst świetnie zbalansowany. Bodajże w jednym zdaniu jakieś niepotrzebne “gdy” się zaplątało, ale generalnie to już jest taki poziom, że widzę dla Ciebie miejsce w polskiej literaturze.

Spodobał mi się również pomysł, zdecydowanie oryginalny. Gdybym miał przypomnieć sobie podobne dzieło, to nie odnalazł bym niczego takiego, co jest wielkim plusem dla Ciebie.

Świetne ukazanie czarodzieja w niestereotypowy sposób. Ot taki trochę ciapciak, trochę zgrywus, życiowa łamaga, który w porywach wznosi się na wyżyny, by chwilę później rozmienić to wszyskto na drobne.

Połączenie czarów z medycyną również wypadło dobrze.

 

Czy tekst ma wady? Wydaje się być kompletny i trzeba się dobrze zastanowić, by pokręcić na coś nosem. Być może nieco przesadziłeś z kolokwalizmami włożonymi w usta swoich bohaterów, ale są wprostymi ludzmi, a tacy właśnie tego typu językiem się posługują, więc to Cię broni.

Być może zakończenie mogłoby nieco bardziej zapadać w pamięć, ale jak sam widzisz, to wszystko takie szukanie dziury w całym, której pewnie wcale tam nie ma.

 

Podsumowując. Bardzo dobry, dojrzały, przemyślany i dopracowany tekst. 

Moja ocena 5.4/6. 

Z pewnością jedno z lepszych opowiadań z zaproponowanej dziesiątki, ale czy najlepsze w roku? To się dopiero okaże.

Na świeżo wrażenia moje były bardzo pozytywne, lecz zastanawiam się jak wiele z tego opowiadania zostanie we mnie po kilku tygodniach/mięsiącach?

 

O, komentarze. 

 

Mytriksie, dzięki za zostawienie śladu :)

Zakończenie celowo dwuznaczne.

 

Chroscisko, dzięki za miłe słowa!

Z tym zapadaniem w pamięć – przepytam Cię za parę miesięcy na którymś wrocławskim piwie. Na wyrywki: który kanał szwankuje w mukowiscydozie, jaki był tytuł artykułu o Czarku… ;) 

Cześć, funie!

 

O, ja też tu jestem z tego samego powodu co chroscisko :). 

 

Bardzo dobre opowiadanie! Narracja prowadzona sprawnie, dzięki czemu nawet nie poczułam jak płynę przez tekst :). Mi nic w środku nie siadło, nie wiem, ekspertką nie jestem, mówię tylko z punktu widzenia szarego czytelnika.

Świetny pomysł z wykorzystaniem magii połączonej z czynnikiem medycznym/biologicznym – powiew świeżości w urban fantasy :).

Co do bohaterów – mam podobne spostrzeżenia do jose – bardziej polubiłam Feliksa przez jego “swojskość”, normalność :). Za Czarkiem nie przepadłam, ale to nie znaczy, że źle zbudowałeś jego postać. Trzeba przyznać, że ma indywidualne cechy, dzięki czemu nie został tylko pustym szablonem.

Zakończenie sugerujące, ale nie zdradzające zbyt wiele – faktycznie ten uśmiech Feliksa jest dla jego natury nietypowy, może faktycznie jest coś na rzeczy, że Czarek w niego wniknął. Ze względu na wyżej wymienione nie jestem za tym, aczkolwiek jest to ciekawy zabieg :D.

 

Podsumowując – dobre, świeże opowiadanie, napisane sprawnym językiem. Nic tylko czytać :).

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Niezwykłe. Opowiadanie osadziłeś w naszej rzeczywistości, nawet tej najbliższej, wplotłeś nawet „Ranczo” (podobało mi się, to jedyny serial, który znam, prócz tych z zamierzchłych czasów) i wprowadziłeś tylko pewną dziwność, która wywiera wpływ na świat i zmienia życie bohaterów. 

Co mi się podobało: naturalny język, jego potoczystość, konstrukcja, twisty, zagadki i w ogóle sam pomysł, a połączenie magii z medycyną to cymes.

Co do bohaterów, miałam pewną wątpliwość. Psychologicznie najbardziej zrozumiały jest dla mnie Feliks. Trochę niejasne są dla mnie motywy Czarka (tzn. ok, pojmuję jego sarkazm, stosunek do życia, talentu-magii), lecz nie umiem powiedzieć, co go porusza, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Zastanawiałam się dlaczego? Może przez to, że kluczowe informacje na jego temat podajesz w opisie, a poznajemy go w konkretnym momencie życia, a właściwie walki o nie i reputację (prócz sceny z sarną i leczenia Patrycji, one mi się bardzo podobały, ponieważ pokazywały jego). Z Magdą, jest jeszcze ciut gorzej, podajesz jeszcze mniej informacji. Są, lecz bardziej jako tropy, skróty, po których możemy domyślić się – dlaczego. Chyba najciekawsze – dla mnie – byłoby dysponować odpowiedzią na pytanie dlaczego, jeszcze przed pojedynkiem czarodziejów (-i?), o co ta walka, co właściwie staje po obu stronach. 

Zdecydowanie przyczepiłabym się do ich imion i nazwisk: Czarek Marny i Magdalena Pokorna. Trochę to rozumiem, miały przemówić i określić charakter, doświadczenia, jednak chyba poszukałabym innych.

Opowiadania gratuluję, dojrzałe, przemyślane, najzwyczajniej w świecie ciekawe i nieprzekombinowane, a za końcówkę dziękuję :D

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jako że walczę na Arenie Czarnoksiężnika, chciałem tylko zauważyć, że już komentowałem to opowiadanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Sy, dziękuję :) 

 

Asylum, 

Opowiadanie osadziłeś w naszej rzeczywistości, nawet tej najbliższej, wplotłeś nawet „Ranczo” (podobało mi się, to jedyny serial, który znam, prócz tych z zamierzchłych czasów) i wprowadziłeś tylko pewną dziwność, która wywiera wpływ na świat i zmienia życie bohaterów. 

Pomijając “Ranczowość”, tę uwagę można by odnieść do wielu moich opowiadań. Jeśli masz ochotę na więcej takich historii, polecam się ;) 

Dzięki za uwagi. 

 

Marasie, chwała Ci za to, że walczysz! :D 

Hmm, komentowałam ten tekst już wcześniej, był u mnie bardzo wysoko w głosowaniu na Legendę i wtedy uzasadniłam, za co go cenię, w związku z czym czuję się całkowicie usprawiedliwiona, biorąc go pod uwagę także w konkursie na opowiadanie roku. 

To, co mnie w tym tekście najbardziej urzekło, to wytłumaczenie mechanizmów “magii” przy pomocy medycyny. Pomysł świetny i oryginalny – Twoja magia wymaga ogromnej wiedzy, pracy i wysiłku a przy tym działa w sposób logiczny, bez żadnego “czarymary” – ot wstawianie odpowiednich cząsteczek na ich właściwe miejsce. Przez moment miałam skojarzenie z “9 martwych zwierząt” (to pochylanie się nad martwą sarną, wybacz, ale tamten tekst w moim umyśle został z Tobą bardzo ściśle powiązany:)). Postać Czarka – bohatera z dobrym sercem, ale i jajem, dystansem do siebie imo, bardzo udana. Finałowa konfrontacja i zakończenie dopełniają satysfakcji z lektury. Kilka mądrych zdań (jak to o odpowiedzialności związanej z wdzięcznością uratowanego). Jedyne co – to chciałabym wiedzieć coś więcej o Dagmarze/Magdzie (i w żadnym wypadku w formie “przemowy antagonisty przed ostatnim starciem” – raczej jakieś fragmenty przemycone wcześniej). Czytałam to opowiadanie w sumie już dawno i nie wiem, czemu nie skomentowałam wcześniej, w każdym razie, pamiętałam dość dobrze, mimo iż ponad pół roku minęło.

Podoba mi się styl twojej narracji, jest taki nastrojowy, nieśpieszny, trochę minimalistyczny, bo pozbawiony zbędnych ozdobników. Lubię takie opowieści.

Fajnie dobrałeś nazwiska dwójki protagonistów. Pewnie w obszernej powieści zaczęłyby szybko irytować, ale pasują do krótkiego opowiadania.

Cały czas zastanawiałam się, jak skończy się ta historia. Zaskoczyłeś mnie, a to duży plus, bo ja lubię być zaskakiwana.

Właściwie jedyna uwaga, jaką mam do twojego tekstu, dotyczy jednej z końcowych scen z Patrycją w roli głównej. Zostawiasz dziewczynę z objawami, które wyglądają bardzo groźnie. Wiem, już tutaj komuś tłumaczyłeś, że nic jej się nie stało. Jednak te wyjaśnienia powinny znaleźć się w opowiadaniu; jakieś jedno krótkie zdanie, albo scenka spotkania Patrycji z ojcem, cokolwiek. Albo… Tekst nic nie straciłby na wartości, gdyby tej sceny w oóle nie było.

Bellatrix, dzięki, że jednak skomentowałaś.

 

Irko, również dziękuję za komentarz. 

musiałam, bo plebiscyt :P

I to właśnie za walczenie na którejś z Aren (oby tej Czarnoksiężnika) Ci dziękuję :D

Dear Fun, 

 

Bardzo Ci dziękuję za kawał porządnej i zapadającej w pamięć lektury, warto było tutaj zajrzeć. Technicznie bardzo sprawnie, co nie jest dla mnie specjalnym zaskoczeniem. Bardzo zgrabnie przenosisz na papier (ekran?) swoje poczucie humoru. Cała biomedyczna osnowa wykreowanej przez Ciebie (w sumie to Czarka) magii – pico bello! (A właśnie, uczepię się – były ze dwie wstawki obcojęzyczne, które powinny być zapisane kursywą. A forma “patrzyć” jest fuj fuj, ale tu już się nie czepiam). 

Definitywnie utrafiłeś w mój gust jeśli chodzi o gatunek, poruszane motywy i język. Z przyjemnością powitałam też akcję dziejącą się na rodzimych terenach, które pi-razy-drzwi znam. Bardzo płynnie poruszałeś się w znanych ramach rzeczywistości, osadzając w niej swoją opowieść.

Zastrzeżenie wzbudziło u mnie to nienormalne natężenie magów na metr kwadratowy polskiego zadupia – że też z ośmiu miliardów obywateli dwójka trzęsących mediami czarodziejów pochodzi akurat z Polski… Statystyczny kawałek mojej duszy uniósł w tym momencie brew. Ale bez obaw, tylko jedną.

Troszeczkę zabrakło mi konkretniejszego przedstawienia postaci Pokornej i jej motywacji do działania – ledwie zasugerowałeś ją fragmentem dialogu, a z chęcią ujrzałabym ten wątek w lepszej ekspozycji. Niemniej opowiadanie jest naprawdę spójne, wartkie i niepozbawione dyskretnego morału. Zakończeniem rąbnąłeś między oczy. 

Winszuję!

 

(Tu miał być tematyczny mem, ale coś go nie mogę znaleźć. Komentarz publikuję, bo chcę się załapać na plebiscyt, jak znajdę, to dorzucę. :D) 

Strasznie podoba mi się to, jak potrafisz w kilku trafnych słowach skondensować samo gęste i zmieścić w nich informację, klimat, i czysto literacki smak. Czytając niektóre zdania mam wrażenie, że mam do czynienia z bardzo misterna robotą i budzi to we mnie szczery zachwyt.

Poza tym pochwały należą się za pomysł i poprowadzenie fabuły. Jest wciągająca, oparta niby na zagadce do rozwikłania, ale tak naprawdę na postaci – i to jest to, co lubię najbardziej. Czarek Marny to nie jest jakiś tam bohater, któremu przytrafia się coś mniej lub bardziej ciekawego. To jest bohater z krwi i kości, zbudowany na wyjątkowej cesze, ale przy tym będący “jakiś”, nie sprowadzający się wyłącznie do swojej zdolności. Do tego mamy jeszcze relację, męska przyjaźń, ale specyficzną, opartą na poczuciu zobowiązania i długu. Wspaniały jest ten moment, w którym bohaterowie patrzą sobie w oczy i rozumieją się bez słów, jednocześnie nie będąc w stanie przeciągnąć tej chwili bliskości, pesząc się nią. 

Jeśli miałabym na coś kręcić nosem, to na Magdę. Z tych puzzli, które Czarkowi udaje się zebrać, niewiele tak naprawdę da się złożyć, przez co – tutaj zgadzam się z Czarkiem – jej potrzeby rzeczywiście są niezrozumiałe i robi się z niej antagonistka, która jest zła, bo jest zła. Trochę szkoda.

Generalnie – podobało mi się bardzo. Gratulacje!

Wiktorze, Werweno – dziękuję za komentarze :) 

Fajne, podobało mi się. Zwłaszcza to ile dałeś radę zmieścić w tak małej ilości znaków, robi wrażenie. Jak dla mnie mogłoby to być zarówno opowiadanie zamknięte jak i wstęp do dłuższej historii, którą pewnie chętnie bym przeczytała, ponieważ piszesz bardzo zajmująco :)

Dzięki za dobre słowo :)

Nowa Fantastyka