- Opowiadanie: psychoreaper - Sztuka Gordiana del Monte

Sztuka Gordiana del Monte

Witam wszystkich.

Jestem tu nowy, ale Wasz konkurs wydał mi się na tyle ciekawy, że postanowiłem i tu coś opublikować. Zapraszam do lektury i czekam na konstruktywną krytykę.

M.B.

 

UWAGA: Opowiadanie w pełnej i w dodatku NOWEJ formie dostępne jest do pobrania tutaj:

https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Sztuka Gordiana del Monte

Byłem na drodze prowadzącej do raju. Wjeżdżając na końcowy odcinek via Aurelia – ostatniej prostej mojej podróży – nie mogłem powstrzymać się przed przekręceniem do maksimum gałki radioodbiornika, z którego płynęły pierwsze takty „Ring of Fire” Johnny’ego Casha. Rozgrzany do czerwoności silnik astona martina DB6 ryczał, przekrzykując się z Johnnym, i zapewne zagłuszyłby go, gdybym nie pomógł śpiewać staremu kowbojowi. Mój głos przepełniała euforia.

Po lewej stronie szosy, ku szczytom wzgórz, wspinała się bujna, śródziemnomorska roślinność. Po prawej sosny i wawrzyny trzymały się kurczowo skarpy, by nie zatonąć w ciepłych wodach Morza Liguryjskiego. Sceneria była bajeczna i tylko przecinająca zieleń wstęga asfaltu, która w mgnieniu oka znikała pomiędzy kołami samochodu, przypominała mi, że nie dotarłem jeszcze do celu.

Otwarty dach kabrioletu pozwalał chwytać wiatr we włosy i napawać się widokiem nieba. Malowana szerokim pędzlem kopuła przybierała już komplementarne kolory – ciepłe czerwienie i żółcie na zachodzie, chłodne fiolety na wschodzie. Zupełnie jakby sam Bóg ukazywał mi zasady prawidłowego doboru barw.

Co jakiś czas oślepiał mnie poblask zachodzącego słońca odbijający się we wstecznym lusterku, skutecznie zniechęcając do oglądania się za siebie. I dobrze. Moje dotychczasowe życie umarło w momencie, w którym ukradłem ojcu samochód i bez słowa odjechałem spod jego willi w londyńskim Kensington. Jako David Lynn byłem skończony, lecz w najmniejszym stopniu tego nie żałowałem. Teraz liczyła się tylko przyszłość, a ta malowała się nad wyraz obiecująco. W końcu tuż obok, na skórzanym siedzeniu pasażera, leżało zaproszenie od samego Gordiana del Monte.

Po raz tysięczny wziąłem je do ręki. Nie po to, by przeczytać, ale aby upewnić się, że jest częścią realnego świata. Ten kawałek zmiętego już papieru był dla mnie cenniejszy od złota. Treść listu i tak znałem na pamięć:

 

Szanowny Panie!

Pańskie ostatnie ekscesy wprowadziły spory zamęt w artystycznym światku. Moje najszczersze powinszowania! Wieści tej natury rozchodzą się szybciej i dalej, niż się Panu wydaje. Przyznam, że śledzę Pańską karierę od pewnego czasu, ale nie sądziłem, że jest Pan tak odważny. A jednak. Fortes fortuna adiuvat, jak mawiali starożytni Rzymianie. W obliczu tych pozornie nieszczęsnych, acz zrozumiałych i ekscytujących wydarzeń pragnę zaoferować Panu pomoc. Zarówno w sferze obyczajowej, jak i artystycznej. Profesorowie z College of Art nie będą już skorzy, by inwestować swój czas i reputację w Pańską sztukę. Proszę zapomnieć o tych niekompetentnych ignorantach. Ja natomiast chętnie podejmę się próby pracy z Pańskim talentem. Proszę przyjąć zaproszenie i przyjechać do mojej letniej rezydencji nieopodal Portofino w północnych Włoszech. Adres znajdzie Pan na odwrocie. Ufam, że spotkamy się jeszcze w tym tygodniu. Nie ma Pan przecież

wiele do stracenia, nieprawdaż?

Gordian del Monte – malarz

PS Proszę absolutnie nikomu nie mówić o zaproszeniu.

Owszem, to, co mogłem stracić, już straciłem: dobrze zapowiadającą się karierę, relacje z rodziną i układy z wystawcami. Wszystko legło w gruzach. Byłem zamieszany w morderstwo, a akademia sztuk wydaliła mnie z wilczym biletem. Jednym słowem, w rodzimej Anglii nie miałem już czego szukać. 

Zacisnąłem dłoń z listem na kierownicy, jakby w obawie, że bezcenne zaproszenie rozpłynie się w powietrzu, a ja zostanę sam pośród obcych wzgórz włoskiego wybrzeża.

 

Ciąg dalszy: https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/

 

 

Koniec

Komentarze

Przeczytałam. Teoretycznie wszystko w moich klimatach (temat sztuki, prawdopodobnie epoka, nastrój), ale mam bardzo mieszane uczucia, głównie dlatego, że o co plus minus będzie chodzić w opowiadaniu, domyśliłam się już po tytule, a konkretnie po imieniu i nazwisku bohatera. Mam wrażenie, że następnie dużo za wcześnie wprowadzasz bardzo oczywiste tropy (krew, odór), w związku z czym czyta się bez suspense’u, bez zainteresowania szczegółami zagadki. Na dodatek rozwiązanie jest nie tylko przewidywalne, ale i w sumie dość banalne. Czytając miałam nadzieję, że będzie to bardziej oryginalna wariacja na temat Doriana G. z jednej strony, a demonów z drugiej.

Resztę uwag, bardziej szczegółowych, mogę dorzucić, jeśli zdradzisz, w jakich czasach (raczej co do dekady, nie wieku) w intencji autorskiej dzieje się to opowiadanie, ponieważ w zależności od tego te uwagi mogą być różne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Coś w klimatach M.R. Jamesa, Edgara Poe, a może i szczypta Lovecrafta się trafi…

…czyli – klimat fajny. Niestety reszta – dość przewidywalna, język też czasem wyboisty. Plus za malarstwo jako temat przewodni i ciekawostki o tymże.

Czasami stosujesz słowa niekoniecznie zgodnie z ich sensem.

No to – krzywe maźnięcia ;):

– “zaraz po otrzymaniu od Ciebie wspomnianego listu” – zdaje się, że narrator wspomina tylko o liście wysyłanym, a o odbieranych mówi nader ogólnie (chyba, że przeoczyłem);

– “Okolica, w której zaległ dom artysty” – domy nie zalegają;

– “towarzystwie rzędów przystarych” – co to jest “przystary”?;

– “mojej zwalistej walizy” – niby “zwalista” teoretycznie pasuje, ale tego słowa tu nie użyłbym;

– “klamka się opuściła” – klamki się opuszczają?; przekręcają, zapadają, poruszają ale opuszczają?;

– “niedościgniętym wzorem” – niedościgłym;

– “skąpani byliśmy w absolutnych ciemnościach. Jedynym źródłem światła był wątły płomień naftowej lampy” – jak można być skąpanym w ciemnościach? jakie to ciemności absolutne, skoro lampa świeci?;

– “Z trudem odkleiłem od siebie powieki” – to też brzmi kulawo, jakby powieki od pleców odklejał, raczej “rozkleiłem powieki”; 

– “Przesunęliśmy się kilkanaście metrów wzdłuż ściany” – strasznie wielka ta pracownia;

– “z racji obskurnej tematyki” – tu “obskurna” nie pasuje;

– “podziwiać ów dzieło” – owe;

– “Demony bezwstydnie manifestowały swoją obecność, a ja bałem się (…) nie wpaść do tej piekielnej otchłani, którą zamieszkiwali” – skoro demony, to zamieszkiwały;

– “czy to ów niecodzienne okoliczności” – owe;

– “proszę wziąć wgląd na to” – raczej “mieć wzgląd”;

– “krzycząc się w niebogłosy” – wniebogłosy;

– “Ostatkiem silnej woli udało mi się uspokoić oddech” – ostatkiem sił albo resztkami woli;;

– “brzmiałby jak ów postać” – owa;

– “uczyłeś się o Rembrandcie i Blake’u” – Rembrandtcie.

 

Czyli – jest klimat, jeszcze tylko popracować trzeba nad niebanalną treścią.

 

@Drakaina – jest dokładna data napisania listu?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dziękuję bardzo za komentarze.

@drakaina – list napisany w 1897r. Owszem, z perspektywy czasu rzeczywiście może tu brakować suspense’u. Chyba wprowadzam za dużo wskazówek, z obawy przed tym, że czytelnik nie połączy jakichś faktów. Jak widać, zupełnie niepotrzebnie. 

“Mam wrażenie, że następnie dużo za wcześnie wprowadzasz bardzo oczywiste tropy (krew, odór)”

O krwi chyba niczego nie było?

“o co plus minus będzie chodzić w opowiadaniu, domyśliłam się już po tytule, a konkretnie po imieniu i nazwisku bohatera” 

Jak to zrobiłaś? Czyżby przez Doriana Graya? Może rzeczywiście niefortunnie wybrałem imię Gordian dla bohatera, ale decydując się na nie, kompletnie zapomniałem, że istniał ktoś taki jak Dorian. No i opowieść o nim też w jakimś stopniu traktowała o malarstwie. 

@Staruch – Dzięki za wyłapanie językowych potknięć. Trochę się tego nazbierało… blush

Jak to zrobiłaś? Czyżby przez Doriana Graya? Może rzeczywiście niefortunnie wybrałem imię Gordian dla bohatera, ale decydując się na nie, kompletnie zapomniałem, że istniał ktoś taki jak Dorian. No i opowieść o nim też w jakimś stopniu traktowała o malarstwie. 

Ależ jeślibyś celowo nazwał tak bohatera, żeby wywołać takie skojarzenia, nie byłoby to żadnym grzechem ani przestępstwem, a trochę mi się w te tłumaczenia nie chce wierzyć. Problem nie w tym, że tytuł się kojarzy i podpowiada, o czym będzie tekst – taki zabieg bywa fajny. Problem w tym, że rozwinięcie jest mało oryginalne i przewidywalne. Każdy, nawet zgrany motyw można wykorzystać twórczo, a taki tytuł może być zmyłką. Na pocieszenie mogę dodać, że najpierw rozszyfrowałam nazwisko Monde.

 

Istotnie, nie zauważyłam daty nad listem (skądinąd w XIX w. częściej umieszczano datę na końcu listu).

Jest ona o tyle istotna, że wyklucza aspirynę (zsyntetyzowana w 1897, nazwa handlowa weszła do użytku później). Poza tym termin nadrealizm (surrealisme) po raz pierwszy został użyty przez Apollinaire’a w XX w., a w malarstwie nie przyjął się od razu. W XIX w. de Nerval używał terminu “super naturalisme”, ale to nie to samo, a poza tym dla literatury.

Określenie narkotyk, narkotyczny w odniesieniu do opiatów i innych podobnych uzależniaczy też dwudziestowieczne. W XIX w. mówiło się opiumista, morfinista, potem kokainista, ale nie narkoman, nie było zbiorczej nazwy na te używki.

Whisky nie wydaje mi się trunkiem najbardziej typowym dla epoki i miejsca.

“W środku leniwie przelewała się gęsta ciecz, a na etykiecie, zamiast tradycyjnego opisu koloru, znajdował się amarantowy kleks (…) uderzył mnie w twarz dobrze znany mi zapach oleju lnianego i żywicy. Pod spodem jednak majaczyła inna, obca mym nozdrzom woń.“ → tu skojarzyło mi się z krwią. Skądinąd zapachy uderzają w nozdrza, a nie w twarz.

Do oczywistych tropów należy też światłowstręt oraz stęchłe jedzenie.

 

Poza tym czepialstwo:

 

“Zsunąwszy z głowy kaptur poplamionej farbą, malarskiej peleryny, dostrzegłem grubo ciosane rysy twarzy artysty” – chyba Monde go zsunął, a nie narrator?

 

“Pod nimi wyczuwałem delikatniejszą, acz zdecydowanie bardziej nieprzyjemną woń, (…) drobinki kurzu płynące leniwie poprzez to cuchnące powietrze“ – albo woń jest delikatna, ledwie wyczuwalna, albo cuchnie.

 

“Co prawda jego sztuka, z racji obskurnej tematyki, wywoływała wiele kontrowersji” – obskurnej? Dla mnie by to znaczyło, że malował nędzę, a nic na to dalej nie wskazuje, a w ogóle mi ten termin do sztuki nie pasuje, obskurny bywa dom, pokój, wnętrze itd. (SJP PWN: obskurny «nędzny, zaniedbany, brudny», to nie jest synonim angielskiego obscure, ale klasyczny false friend)

 

“w jednym z madryckich muzeów” – obstawiam, że w 1897 w Madrycie było jedno muzeum z malarstwem (Prado), ponieważ dwa pozostałe zostały założone w XX w., a zbiory Academia Real też chyba udostępniono niedawno. Mam wrażenie, że nawet w Paryżu nie funkcjonowało wówczas jeszcze kilka muzeów malarstwa (galerie czy domy aukcyjne, tak), ale nie chce mi się sprawdzać.

 

“Zrobiliśmy kilka kroczków” – kroków?

 

“nawet jeśli miała się ona zacząć o 5 nad ranem“ → o piątej nad ranem

 

“Nie zacząłeś malować wczoraj Ludwiku” – to brzmi jak zarzut, że Ludwik wczoraj nie zabrał się za malowanie, a chodzi chyba o “malujesz nie od wczoraj, Ludwiku”

 

“Skoro już sobie tak sympatycznie gaworzymy“ – gaworzą małe dzieci, chodziło chyba o gwarzymy, choć ono tu też średnio pasuje, rozmawiamy byłoby zupełnie wystarczające

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ciekawie się czytało.

Fakt, że fabuła mocno przewidywalna. Tym bardziej, że nadałeś tekstowi formę listu i praktycznie we wstępie wyłupałeś, jak się skończy. IMO, to odarło historię z niepewności co do zakończenia.

Bohaterowie interesujący, uczeń wydaje mi się wiarygodny.

Legendę w tekście zawarłeś. Wprawdzie pewnie dałoby się ją bez problemów wyciąć, ale niech będzie.

Duży plus za tematykę malarską i to nasyconą szczegółami – jak na przykład wybór pędzla, zapachy werniksów i takie tam.

W wykonaniu czasami coś mi zgrzytało. Interpunkcja, problem z “owym”.

możemy podziwiać ów dzieło.

“Ów” odmienia się przez rodzaje i przypadki.

Babska logika rządzi!

@drakaina – Jeśli chodzi o wybór imienia i nazwiska antagonisty – brzmienie imienia ‘Gordian’ po prostu wydało mi się zgodne z duchem epoki i adekwatne do bohatera, a ‘Monde’ od tyłu (biorąc pod uwagę sylaby), to ‘demon’ i dlatego na takie nazwisko się zdecydowałem. Pozostałe podobieństwo do innych postaci fikcyjnych jest przypadkowe.

Widać, że znasz się na XIX-wiecznych realiach. Dzięki za wytknięcie błędów dot. aspiryny i surrealizmu. yes

 

@Finkla – cieszę się, że znalazłaś kilka plusów w opowiadaniu i przykro mi, że moja fabuła była tak oczywista do przewidzenia. Trzeba będzie nad tym popracować w przyszłości. enlightened

Jak już zaznaczyłam, choć nie wprost, to, że Monde to Demon, rzuciło mi się w oczy, zanim skończyłam czytać pierwszy akapit. Między innymi dlatego, że imię Gordian jest kompletnie nie z tej epoki (jedyne znane Gordiany to trzej trzeciowieczni, niezbyt ważni rzymscy cesarze; Gordon – prędzej, choć nie wiem, jak dla fin de siecle’u), więc natychmiast rzuciło mi się w oczy, a że nie pasowało do francuskiej interpretacji nazwiska (bo wtedy musiałoby brzmieć Gordien), to przyjrzałam się nazwisku… Ale nie przejmuj się, u mnie to zboczenie zawodowe.

 

Pozostałe podobieństwo do innych postaci fikcyjnych jest przypadkowe.

A szkoda, bo pogranie wydanym w 1897 Draculą, że o wcześniejszych wcieleniach wampirów nie wspomnę, byłoby bardzo na miejscu. Baal chyba jednak też celowy ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Całkiem zgrabna wersja XIX wiecznej powieści grozy. Przeczytałem całość, lez Dorian / Gordian nieco mi wadził, a zapaszek na początku ukierunkował mnie na finał, więc zaskoczenia nie było. Poza tym diabeł był mieco zbyt odbustowy i prosty. Niestarannie spersonalizował wersję demo do targetu?;)

 

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Na wstępie – stworzony klimat jest naprawdę fajny. Początek dobrze nastawił do reszty opowieści. A ta niestety tak od połowy zaczęła już się dłużyć – nie wiem, czym było to spowodowane, po prostu coraz trudniej i mozolniej było mi czytać. Przez to dotarłem do zakończenia lekko znużony.

Sama końcówka niestety przewidywalna do bólu, ja się łatwo wszystkiego domyśliłem już na wstępie (głównie przez tytuł). Tematyka malarska na duży plus, zwłaszcza za szczegóły.

Samo czytanie nie było najgorsze, nietrafione słownictwo nie kuło mnie w oczy, ale też i nie jestem specjalistą od stylizacji ;)

Podsumowując: klimatyczny koncert fajerwerków, ale od połowy zaczął siadać, by ostatecznie nie wyrobić w końcówce. Zaczęło się jednak naprawdę dobrze.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu.

Wspaniale, że konkurs zachęcił cię do opublikowania swojego tekstu :)

 

Uwagi:

 

nadużyłem Twojej cierpliwości, gdyż minęły miesiące od naszej ostatniej korespondencji. Nie gniewaj się, wszak wydarzyło się wiele i niech usprawiedliwi mnie prosty fakt, że jestem bliski, by ze sobą skończyć. Jedynie kolejne dawki nadużywanego przeze mnie opium

I daj mi wiarę(+,) Ludwiku,

Te – po bliższych oględzinach, – okazały się

Wiem(+,) Ludwiku, że wybaczysz

Mimo, że przed pójściem spać

wyzierał wizerunek czarta, lub innego

możemy podziwiać ów dzieło. ← owo?

Mam nadzieje, że one również ← nadzieję

Nie zacząłeś malować wczoraj(+,) Ludwiku(+,) i zapewne znasz to uczucie

Wszystko szło dobrze(+,) Ludwiku. Obcowanie ze sztuką mistrza, stymulowało mnie bardziej,

Nie kłamię(+,) przyjacielu, Monde nauczył

Tak(+,) Ludwiku, zapewne dobrze domyślasz się

sukę Ewę musiałem zwodzić(+,) by złamała nałożone

powiem ci(+,) chłopcze, dlaczego w ogóle cię tu zaprosiłem.

Zapytałbym Cię(+,) Ludwiku, co Ty o tym myślisz

Dlatego żegnaj(+,) przyjacielu(+,) i wybacz!

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia!

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dzięki za kolejne komentarze i cieszę się, że akurat klimat wypadł według Was na plus. Może się nie znam, ale wydaje mi się, że łatwiej będzie mi pracować nad językiem i nad tym, by opowiadania były mniej przewidywalne, niż nad ewentualnym brakiem klimatu. 

Wciągające, mroczne opowiadanie w stylu lovecraftowskim. Nawiązania do epoki, narzucający się Dorian Grey, nieźle Ci się to udało. I jeszcze raz Lovecraft. U niego też często wszystko wiadomo od początku, a klimat potrafi zbudować. Malarstwo nie jest moją mocną stroną, ale tu stanowi tylko dobrze zarysowane tło. Forma listu – o ile zarzucałem niektórym “​blokowość”​ tekstu, mało przerywników, u Ciebie to nie męczy. Jakieś błędy jeszcze się trafiają, ale sorry, nie mam w zwyczaju zaznaczać je sobie w trakcie czytania, a brakuje mi czasu na dokładniejszą analizę. Jeszcze ze 40 tekstów przede mną, a nie 39 – znowu Naz coś wykosiła. Aż mnie kusi zerknąć też na te wywalone z konkursu – jak starczy czasu ;)

Podsumowując – dobra robota ;)

Dzięki! Ciesze się, że Ci się podobało. Co do Lovecrafta – gdyby nie jego twórczość, pewnie w ogóle nie próbowałbym pisać swoich opowiadań. ;)

Już nie można poprawiać tekstu, ale i tak wtrącę swoje trzy grosze ;)

 

Drzwi głównemu bohaterowi otwiera sam Gordian. Czy nie powinien zrobić tego służący? Jeżeli to był taki sławny artysta, wypadałoby mieć służącego, a że był demonem – jakiś pomniejszy czart wystarczyłby.

Biorąc pod uwagę epokę, chyba osoba służącego byłaby na miejscu (Drakaino, jakie jest Twoje zdanie w tej materii?). Oczywiście, mogła to być ekscentryczna decyzja samego Monde, ale wtedy, główny bohater powinien zasygnalizować swoje zaskoczenie.

 

była 4:30

Nie powinno być słownie? Chyba, że w liście można zapisać liczbami. Może ktoś bardziej światły ode mnie się wypowie :)

 

Uwielbiam czytać o pracy artystycznej, a zwłaszcza malarstwie. Nie mam ku temu żadnego talentu, ale lektury z tej tematyki czy biografie malarzy niezwykle mnie pociągają. Dlatego też wybaczam Ci przewidywalność, a pozostaje mój zachwyt nad sztuką w opowiadaniu. Z wielką przyjemnością czytałam te fragmenty. Dodatkowo, dobrze oddałeś klimat opowiadania grozy w starym stylu. Tylko dodać więcej wiedzy z danych epok i jesteś gotowy do serwowania takich historii ;)

Tak, to prawda, realistycznie powinien otworzyć służący, a następnie wprowadzić gościa do jakiegoś odpowiedniego pomieszczenia, gdzie będzie czekał malarz. Ale ponieważ jakkolwiek oczywiste dla mnie było, że GM będzie postacią demoniczną, z początku sterowałam bardziej w kierunku Draculi (skądinąd jakkolwiek też zgrany, chyba bym wolała niż kolejnego przysłowiowego “asyryjskiego demona”), więc na śledzenie realizmu nałożyła mi się pewnie scena zwłaszcza z Coppoli, gdzie Hrabia osobiście wita Harkera w swoim zamku.

Konwencja przysłoniła mi realizm, ale masz stuprocentową rację. Zwłaszcza że rzecz dzieje się w dużym mieście, a nie gdzieś na peryferiach cywilizacji ;)

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nieźle opowiedziana historia malarza, zręcznie utrzymana w klimatach dziewiętnastowiecznych mrocznych powieści. Czytało się całkiem dobrze, choć uważam, że poczynienie pewnych skrótów dobrze by zrobiło tej historii.

Wykonanie też mogłoby być lepsze.

 

Do Mo­na­chium wy­ru­szy­łem zaraz po otrzy­ma­niu prze­ze mnie wspo­mnia­ne­go listu… –> Wystarczy: Do Mo­na­chium wy­ru­szy­łem zaraz po otrzy­ma­niu wspo­mnia­ne­go listu

 

i wą­skich ale­jek wień­czo­nych mgli­sty­mi ry­necz­ka­mi… –> Czy ryneczki mogą wieńczyć alejki?

 

oka­za­ły się być za­sło­nię­te jakąś ciem­ną za­sło­ną. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

izo­lu­je się od świa­tła z po­wo­du cho­ro­by, na jaką cier­pi. –> …izo­lu­je się od świa­tła z po­wo­du cho­ro­by, na którą cier­pi.

 

Kła­dąc mi rękę na ra­mie­niu, po­pro­wa­dził mnie do znaj­du­ją­ce­go się na prawo od przed­sion­ka sa­lo­nu. Po­wie­sił lampę na ha­czy­ku, a mi kazał roz­siąść się w fo­te­lu i od­po­cząć po po­dró­ży. Na­stęp­nie prze­pro­sił na chwi­lę, dając mi mi­nu­tę czy dwie, aby mój wzrok mógł przy­zwy­cza­ić się do pa­nu­ją­cych ciem­no­ści. –> Czy wszystkie zaimki są niezbędne? Miejscami nadużywasz zaimków.

 

by zro­bić z nich uży­tek w wy­chod­ku” –> Brakuje kropki na końcu zdania.

 

jed­nak na te słowa wzią­łem więk­szy łyk cie­płej whi­sky… –> …jed­nak na te słowa upiłem/ wypiłem więk­szy łyk cie­płej whi­sky

 

Doj­rzeć p r a w d ę skry­tą głę­bo­ko przed wzro­kiem igno­ran­tów… –> Przed słowem napisanym rozstrzelonym drukiem, i za nim, dałabym dodatkowe spacje.

 

Od­sta­wił pustą szklan­kę na sto­li­ku… –> Od­sta­wił pustą szklan­kę na sto­li­k… Lub: Po­sta­wił pustą szklan­kę na sto­li­ku

 

Wiem, wiem…. –> Wiem, wiem

Po wielokropku nie stawia się kropki!

 

ze­ga­ra, sto­ją­ce­go w któ­rymś z oka­la­ją­cych salon po­miesz­czeń… –> W jaki sposób pomieszczenia okalały salon?

 

le­piej pod­kre­ślał tru­pio-sza­rą po­świa­tę księ­ży­ca… –> …le­piej pod­kre­ślał tru­pio sza­rą po­świa­tę księ­ży­ca

 

Jest pan pierw­szym go­ściem, ja­kie­go tu przyj­mu­ję”. –> Jest pan pierw­szym go­ściem, którego tu przyj­mu­ję”.

 

Zro­bi­łem kilka nie­pew­nych kro­ków w kie­run­ku po­sta­ci ma­ja­czą­cej w głębi po­miesz­cze­nia. Bez lampy, z każ­dym ko­lej­nym kro­kiem czu­łem… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Asta­ro­tha – księ­cia za­chod­nich ot­chła­ni. De­mo­ny bez­wstyd­nie ma­ni­fe­sto­wa­ły swoją obec­ność, a ja bałem się do nich zbli­żyć, by przy­pad­kiem nie wpaść do tej pie­kiel­nej ot­chła­ni… –> Jak wyżej.

 

Pro­szę pójść do swo­je­go po­ko­ju, przy­odziać ma­lar­ski far­tuch… –> W co miał przyodziać fartuch???

Można się w fartuch przyodziać/ odziać, można się w niego ubrać, można go włożyć lub założyć, ale nie można fartucha przyodziać!

Zdanie winno brzmieć: Pro­szę pójść do swo­je­go po­ko­ju, przy­odziać się w ma­lar­ski far­tuch

 

A gdy na­cie­szy­łem już oko, zła­pa­łem za pła­ski, szcze­ci­no­wy pę­dzel… –> …zła­pa­łem pła­ski, szcze­ci­no­wy pę­dzel

 

by z czy­stym umy­słem za­brać się za twór­czą pracę. –> …by z czy­stym umy­słem za­brać się do twórczej pracy.

 

lo­so­we kształ­ty na brud­no-sza­rym, jed­no­li­tym tle… –> …lo­so­we kształ­ty na brud­nosza­rym, jed­no­li­tym tle

 

wbie­głem do mia­sta głów­ną ulicą, boso i z po­dar­ty­mi spodnia­mi… –> …wbie­głem do mia­sta głów­ną ulicą, boso i w podartych spodniach

Bo nie wydaje mi się, by biegł ze spodniami np. w ręce…

 

Wy­krzy­ku­jąc ostat­nie zda­nie jego ob­li­cze znów prze­po­czwa­rzyło­ się w tę ohyd­ną maskę nie­na­wi­ści i od­ra­zy. –> Czy dobrze rozumiem, że ostatnie zdanie wykrzyczało oblicze?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Moje dwa grosze:

 

Fajny klimat, choć czasem jakby wypadasz ze stylizacji językowej (mnie ubodła mapka w liście, taszczenie waliz, tarzanie). Bardzo Poe. 

Od początku wiadomo, że na końcu czeka jakieś przedwieczne ZŁO, co samo w sobie nie jest wadą, ale to zło nie dorosło do moich oczekiwań – taki jakiś bez polotu ten szatan. 

Spodziewałam się, że coś ciekawego jest w tych farbach, ale wątek wygląda na zarzucony.

 

Wychodząc z pracowni zabrałem ze sobą lampę i w drodze na górę zapaliłem ją, by nie nabić sobie guza na schodach. Starałem się jednak mrużyć oczy, żeby po powrocie mój wzrok nie musiał się ponownie oswajać z ciemnością.

Po co była mu tam ta lampa? 

 

Ta panorama zezwierzęcenia zaatakowała mnie jako pierwsza i nadkruszyła skorupę obojętności na piekielne pejzaże, którą wyhodowałem, pracując u Monde.

Wyhodowałem to chyba nie to słowo.

 

Bardzo mi się podoba koncepcja trialu przed sprzedaniem duszy ;)

I would prefer not to.

:) W sumie skoro wzrok oswoił się już z ciemnością, to i bez lampy dałby sobie pewnie radę. Dzięki za Twoje “dwa grosze”. Powodzenia w konkursie. 

To dobry tekst, z porządną stylizacją i płynną narracją. Czytałem już po wprowadzeniu poprawek, więc tym bardziej nie mam do czego się przyczepić :-) Do tego znakomicie znasz się na tym, o czym piszesz, a to zawsze duży plus.

Być może istotnie, fabuła przewidywalna, żadnych tłistów ni zaskoczeń, a Diabeł też jakiś taki jednowymiarowy… Ale czy to aby na pewno tak źle? W gruncie rzeczy, byłby to element konsekwentnej stylizacji. Nie znam się co prawda specjalnie na dziewiętnastowiecznej literaturze, ale nie sądzę, by ówczesne straszenie przypominało dzisiejsze – liczyła się raczej atmosfera zagrożenia (klimat świetnie zresztą oddaleś), zło nie musiało koniecznie wyskakiwać zza rogu, ani meandrować piętrową przewrotnością, a samo spotkanie z Diabłem wystarczy za przerażającą puentę. Przy czym Diabeł ów może być po prostu paskudny i diabelski, nie musi przypominać Ala Pacino śpiewającego piosenki z musicali. 

Zatem – kawał solidnej roboty. I jeszcze jeden plus za smaczki, jak ten o pasiastych pidżamach chociażby. Co prawda zachwycać się nie będę, bo nie jestem miłośnikiem takiego pisania, no i nie wszystko jest tu idealne. Ale talentu odmówić Ci nie można. Być może jesteś trochę jak B. Jak se znajdziesz odpowiedniego Mistrza, to ło ho ho… 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

@thargone – dzięki za bardzo budujący komentarz. Przyznam, że przydałby mi się taki gość typu Monde, z którym mógłbym popracować. (Mam nadzieję, że tym komentarzem nie sprzedałem duszy diabłu. ;) )

Kupiłeś mnie początkiem i już do końca byłem zadowolony. Dla mnie suspensem w tekście byli bohaterowie, i atmosfera zagrożenia, którym kończy się opowiadanie. Napięcie cały czas rośnie, kolejne działania bohatera postępują od mało ryzykownych do ryzykownych. Miejscami kojarzyło mi się z “Dokręcaniem śruby”, Jamesa, szczególnie klimatem. Forma eleganckiego listu pasuje do takich opowieści.

Narrator ma swój język. Fabuła jest w porządku. Opowieść dostarczyła mi tego, co Marlow lubi najbardziej.

 

Bardzo dobry tekst, według mnie jeden z najlepszych w konkursie. 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Wow, dzięki Marlow! To moje pierwsze punkty i od razu 5. surprise Bardzo się cieszę, że Ci się podobało i że elementy, na których mi najbardziej zależało (czyt. klimat i atmosfera grozy) zdają się tu “robić robotę”. Pozdrawiam i powodzenia w konkursie! 

Ech, wróciłam tutaj, bo uzgodniłam ze sobą, że kliknięcie Biblioteki będzie dobrym posunięciem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@ regulatorzy – to druga dobra wiadomość dzisiejszego dnia. Let’s celebrate! ;)

Dobrych wiadomości nigdy dość, Psychoreaperze. Mam nadzieję, że to dzisiaj nie ostatnia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Brawo! Jestem bardzo zadowolony z lektury. Konsekwentnie budowany klimat, aż bałem się, że nie starczy go na finał, ale starczyło. Motywacja demona, jego przemiany, scena kuszenia i nawet sposób w jaki bohater zdołał wyrwać się z opresji (ale co ważne, nie do końca) – nie wyczułem tutaj fałszywej nuty. Sugestia, że tekst będzie wariacją na temat “Portretu Doriana Graya” wyraźna, ale koniec końców okazuje się fałszywym tropem – i to też na plus. Bardziej zresztą dostrzegam inspirację historią Sinobrodego. Świetne tytuły obrazów obu malarzy. Fajne wstawki o rzeczywistych twórcach, zwłaszcza spodobały mi się te zdania o uczniach i pomocnikach wielkich mistrzów. No i Blake! Ale:

musiał uczyć się pan o freskach Mantegany

Językowo, całkiem udana stylizacja (począwszy od formy listu). Trafiają się pojedyncze anachronizmy i niezgrabności. Brakuje pewnie z kilkudziesięciu przecinków, zwłaszcza przy wtrąceniach.

Marsz do biblioteki!

 

Dzięki cobold! Cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu, no i dzięki za wepchnięcie mnie do biblioteki. Tym samym mój główny cel został osiągnięty. Teraz może już być tylko lepiej. ;) Podziękowania również dla pozostałych członków loży, którzy uznali, że tekst się nadaje. yes

Według mnie jest nieźle, a mogło być bardzo dobrze. Szkoda, że nie utrzymałeś poziomu do końca. Pierwsza część naprawdę interesująca – zapowiedź niepokojących wydarzeń, wgłębienie w tematykę (tak, te wszystkie malarskie szczegóły na duży plus) i styl pisania listu pasujący do autora-artysty dużo obiecywały. Niestety, dalsza część to już ubranie starego pomysłu w nowe szaty, zabrakło mi świeższego spojrzenia na wybrane motywy.

Zostawiasz też czytelnikowi za dużo śladów (w szczególności „zakazany obraz” pozwala przewidzieć dalszą część).

Ale ogólnie czytałem z zaciekawieniem i jestem zadowolony z czasu spędzonego z tekstem. Następnym razem postaw na coś trochę bardziej oryginalnego, albo nawet weź stare motywy, ale spróbuj spojrzeć na nie od innej strony niż reszta autorów. Pierwsza część pokazuje, że stać Cię na coś dobrego.

Z uwag językowych: nadużywasz zaimków, co bardzo psuje styl. Proponuję na przyszłość zastanawiać się częściej, czy zaimek, którego chcesz użyć, naprawdę jest potrzebny. Przykład, niestety już na samym początku:

Wiem, że nadwyrężyłem Twoją cierpliwość, gdyż minęły miesiące od naszej ostatniej korespondencji. Nie gniewaj się, wszak wydarzyło się wiele i niech usprawiedliwi mnie prosty fakt, że jestem bliski, by ze sobą skończyć. Jedynie kolejne dawki nadużywanego przeze mnie opium, pozwalają mi czasami zasnuć samobójcze myśli chmurą otumanienia.

Dzięki Perrux za poświęcony czas i trafny, moim zdaniem, komentarz. Tak w ogóle jest to moje drugie opowiadanie w życiu, więc nie spodziewajmy się, że wszystko będzie idealne. ;)

A propos zaimków – też zauważyłem, że mam tendencję do ich nadużywania, ale nie znalazłem jeszcze sposobu, by się ich pozbyć, zachowując odpowiedni styl i sens zdania. Może jakieś wskazówki na podstawie fragmentu, który cytowałeś? Byłbym bardzo wdzięczny za wszelkie porady w tej materii. 

W podanym przykładzie trudno wyrzucić konkretne zaimki – pewnie bardziej trzeba byłoby przebudować treść. Według mnie lepiej zwracać uwagę na zaimki na bieżąco, podczas pisania. Wtedy łatwiej napisać coś innymi słowami niż później poprawiać gotowe już zdania, usuwając zaimki.

Nie uważam się za językowego specjalistę i na portalu jest dużo osób na poziomie technicznym o wiele wyższym od mojego, ale postaram się coś podpowiedzieć na podstawie przykładów z tekstu.

Jeśli wyjdzie obok siebie kilka zaimków, warto zastanowić się, czy zwyczajne wyrzucenie któregoś z nich nie będzie najprostszą receptą:

 

Do Monachium wyruszyłem zaraz po otrzymaniu przeze mnie wspomnianego listu i na miejsce dotarłem kilka dni później.

Moim zdaniem gdyby wyrzucić „przeze mnie”, zdanie nic by na tym nie straciło.

Głowiłem się w jaki sposób mam dostrzec owe obrazy, skoro ledwie widziałem koniec wyciągniętej przed siebie dłoni.

W takich zdaniach zawsze możesz pozbyć się „przed siebie”. Wyciągnięta dłoń jest nawet częściej używana w literaturze niż Wyciągnięta przed siebie dłoń.

 

Wymamrotałem tylko pod nosem „Dobranoc, panie Monde” i w następnej sekundzie ryglowałem już drzwi swojego pokoju.

Tutaj „swojego” można wyrzucić, albo zamienić np. na jakiś przymiotnik opisujący ten pokój.

 

Gdy jednak prowadził mnie pośród tych lepkich ciemności do jednej z zasłoniętych tkaniną sztalug, by przedstawić mi swój nowy obraz,

Trzy zaimki – gdyby pozbyć się „mi”, były by dwa. Sens zdania zachowany (wiadomo, że nie chciał pokazać obrazu nikomu innemu).

 

…ale bardzo podoba mi się sposób, w jaki przelewa pan na płótno swoje emocje.

„Swoje” nie jest tutaj niezbędne. Wiadomo, że Gordianowi nie chodziło o przelewanie czyichś emocji.

 

Niestety, każdy dzień przynosi mi więcej dowodów na to, że nie był to tylko koszmar.

Tutaj podobnie, wyrzucenie „mi” nie burzy zdania.

Rzeczywiście. Wielkie dzięki za podanie przykładów! Będę musiał poświęcić więcej uwagi tym zaimkom w przyszłości. Tak w ogóle bardzo fajne to Wasze forum. Można się naprawdę sporo nauczyć. yes

No ba!

I “naprawdę”. ;-p

Babska logika rządzi!

Przepraszam, jeśli się wtrącam, ale w przykładzie cytowanym przez Perruxa, udało mi się pozbyć kilku zaimków.

Moja propozycja: Wiem, że nadwyrężyłem Twoją cierpliwość, gdyż minęły miesiące, od chwili kiedy wymieniliśmy ostatnią korespondencję. Nie gniewaj się, wszak wydarzyło się wiele i niech usprawiedliwieniem będzie prosty fakt, że jestem bliski, by ze sobą skończyć. Jedynie kolejne dawki nadużywanego opium, pozwalają czasami zasnuć samobójcze myśli chmurą otumanienia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Finkla: Być może kiedyś przestanę mylić napewno z na prawdę :P

@regulatorzy: I tak to powinno brzmieć od samego początku – zgrabnie i ze smakiem. :)

Jakże się cieszę, Psychoreaperze, że propozycja przypadła Ci do gustu. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na prawdę albo inne piękno, to możesz przysięgać. ;-)

Babska logika rządzi!

Parę miesięcy temu napisałem tekst o podobnej tematyce :)

Nie przepadam za opowiadaniami, w których narracja jest poprowadzona za pomocą listu, dziennika itp. Przeważnie przypomina to bardziej sprawozdanie, wyparte z jakichkolwiek emocji. U Ciebie odniosłem podobne wrażenie. Sama historia również mnie nie porwała. Tożsamość tytułowego bohatera jakoś szczególnie ani nie zaskakuje, ani nie satysfakcjonuje. Przede wszystkim zabrakło mi jakichś większych emocji, czegoś, co by mnie zachęcało do dalszej lektury. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki za opinię soku. yes Czy ten tekst o podobnej tematyce jest gdzieś w portalu? Chętnie rzuciłbym okiem. :)

Dokładnie o takiej to nie ma, ale o dziwacznych obrazach to coś się znajdzie. Kliknij na tag “sztuka” na górze opowiadania i szukaj na liście. Ale nie wszystkie dotyczą obrazów, a zwłaszcza magicznych.

Babska logika rządzi!

Hmm… Chyba soku nie dał tagu “sztuka”, bo nie mogę zidentyfikować tamtego tekstu…

Nie, opka nigdzie nie publikowałem, bo nie uważam go za dostatecznie dobre :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Opowiadanie naprawdę sprawia wrażenie napisanego w XIX wieku. A ja lubię tamte opowiadania. Odwzorowanie stylu, klimatu, sposobu prowadzenia akcji, rodzaju fabuły i wszystkich tego typu szczegółów robi wrażenie. Padły zarzuty o przewidywalność. Ale ja mógłbym nawet nazwać to… zaletą.

Historie napisane w tamtych czasach właśnie takie były. Oddają to częste wtrącenia o tym, że to było straszne, makabryczne i w ogóle najlepiej to zapomnieć. Już mi się przypomina rozpoczęcie każdego opowiadania o Sherlocku Holmesie, w którym dr John Watson pisze, że ta sprawa jest najstraszniejsza, najbardziej zagadkowa, najtrudniejsza, itp.

Poza tym, fabuła i wątek malarski naprawdę mi się spodobały. Widać, że wiesz, o czym piszesz. Oceny obrazów są napisane fachowym językiem. Intrygowały mnie opisy obrazów Gordiana Monde. Może cała piekielna tematyka jest sztampowa, ale klimat i atmosfera, które udało Ci się stworzyć, czynią lekturę przyjemną i intrygującą.

Niemniej jednak, przez całe opowiadanie nie podobał mi się styl mówienia Gordiana Monde. Albo ktoś mówi “mój przyjacielu”, albo zwraca się per pan. To połączenie wyszło jakoś nieudolnie. Ale to jedyny mankament, który jakoś rzeczywiście zabolał.

Jest to jedno z najlepszych opowiadań nadesłanych na konkurs i znalazło się wśród moich faworytów. Pozdrawiam!

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Dzięki Pietrek! Bardzo przyjemnie czyta się takie komentarze i cieszę się, że trafiłem w Twój gust mein Freund. ;) A propos tego wtrącenia, chciałem nim zaznaczyć, że bohaterowie posługują się językiem niemieckim, którego brzmienie według mnie buduje klimat xix-wiecznej opowieści. Pisząc, zastanawiałem się, czy bohaterowie mają zwracać się do siebie per “ty” i zdecydowałem, że forma pan/pani będzie jednak bardziej pasować do opowiadania stylizowanego na tamte czasy. No i wyszło jak wyszło. ;)

Język nie gra roli, a wg mnie nie tworzy klimatu. Równie dobrze mógłby to być angielski i też byłby klimat XIX-wiecznych dżentelmenów.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Trochę wody w Primazonce upłynęło, jednak w końcu i ja trafiłem do tego rodzynka w konkursowej stawce.

Dobry horror. Klimacik gęsty i przytłaczający, opisy obrazów mistrza i ucznia bardzo, ekhm, obrazowe, a tempo odpowiednio leniwe. Dla niektórych może za wolne, ale przy dobrze utrzymywanym napięciu, taka zawiesinka świetnie się sprawdza. Warsztatowo na poziomie, ilustracja i tytuł też spoko.

Jedyne, co psuje mi wrażenia z lektury, to zakończenie nauki u mistrza. To, że w końcu zajrzy pod płótno było oczywiste, jednak znacznie bardziej nie pasowała mi ta rozmowa z Szatanem. W tym jego “Giń, padalcze!” i całej zapalczywości, z jaką poprowadziłeś ten dialog, gubiła mi się gdzieś dostojność i groza demona. Wydał mi się zwyczajnie nieudolny. A szkoda, bo generalnie wszystko szło po jego myśli.

Niemniej, opowiadanie z pewnością godne uwagi. Stanowi dobry kontrapunkt dla tych lżejszych konkursowych propozycji.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki hrabio Primagenie! ;) Sądząc po nicku, avatarze i przede wszystkim po sporym horrorowym dorobku mamy podobne gusta. Różnica jest jednak taka, że podczas gdy Ty masz już na koncie kilka opierzonych opowiadań, ja dopiero raczkuję i tym bardziej cieszę się, że portalowy ‘horrorysta’ docenił klimat i opisy. Przyznam się bez bicia, że nie czytałem jeszcze Twoich opowiadań, ale na pewno wkrótce nadrobię zaległości i zrewanżuję się komentarzem! Do przeczytania!

Nowa Fantastyka