- Opowiadanie: drakaina - Kroki Komandora

Kroki Komandora

Opowiadanie oparte na prawdziwej historii.

Należy do uniwersum, w którym napisałam już kilka krótszych i dłuższych tekstów i zamierzam pisać ich znacznie więcej, rozrzuconych po sporym okresie od końca XVIII w. po drugą połowę wieku XIX; część z nich będę wrzucać do poczekalni lub na betalistę.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Kroki Komandora

Plac Vendôme nagle skurczył się do rozmiarów celi w tulońskim bagne. Hrabia de Sainte-Hélène – jakiegoż dodatkowego znaczenia nabrał dwa lata temu jego tytuł! – nie słyszał już doboszy ani równego kroku maszerujących za nim żołnierzy. Nie widział gapiów zgromadzonych wzdłuż ulicy, jak zawsze podczas wojskowych rewii. Nie myślał o tym, że wieczorem miał jeść kolację z ministrami w Tuileries, a może nawet uciąć krótką pogawędkę z Jego Królewską Mością. Na całym świecie istniała teraz tylko jedna twarz, jeden człowiek, którego miał nadzieję już nigdy w życiu nie oglądać.

Gdyby chciał być ze sobą całkiem uczciwy, powinien powiedzieć, że nawet zapomniał o jego istnieniu. A teraz nagle znalazł się znów w Tulonie, jak dwadzieścia lat temu.

Usiłował na niego nie patrzeć, ale tamten stał nieruchomo w tłumie niczym upiorny posąg, domagający się piekielnej kolacji. Widział tę scenę, która nie przestawała go prześladować, w gandawskiej operze dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy pojawił się w otoczeniu wygnanego króla. Potworny kamienny kolos, przyjmujący zaproszenie po to tylko, by zaciągnąć swą ofiarę do piekła. Uniósł wzrok i wydało mu się, że na kolumnie stoi znów figura przeklętego uzurpatora, naigrawając się z niego.

Głucha cisza, która go otoczyła, kiedy jego wzrok padł na twarz tamtego, wybuchła na powrót kanonadą dźwięków, ale świat nie wrócił do normy. Tylko że teraz hrabia nie był ani w Paryżu, ani w Tulonie. Palące słońce należało do jeszcze innej rzeczywistości.

 

***

Opowiadanie dostępne w antologii Ja, legenda, dostępnej do pobrania za darmo tutaj → https://fantazmaty.pl/projekty/ja-legenda/

 

Koniec

Komentarze

Nareszcie kawał porządnej historyczno-fantastycznej literatury! Kapelutki z głów! Jedna mała wątpliwość, bo Tulonu akurat nie znam – tam też jest plac Zgody?pozdr.

A te smaczki z powieści szkatułkowych i tzw. fndamentu kulturowego!Mniam! No i ogromny plus za trzymanie się i realiów, i leksykaliów epoki! Mało kto dziś wie, jak rojaliści nazywali Napoleona! A ta legenda! Musiałem dopisać się drugi raz, bo nominować nie mogę (choć chciałbym!), a stan głębokiego ukontentowania się urrwala!:D Ukłony i gratulaje! (A ten Vidocq znienacka!)

 

Efektowne, nastrojowe, z ciekawym retellingiem opowieści o Don Juanie, wplecionym w inne historyczne realia. Czytałam ten tekst już wcześniej, jako nieoficjalna beta-readerka pierwszej wersji, i już wtedy miałam o nim wysoką opinię, teraz – moim zdaniem – jeszcze zyskał.

@rybak – wielkie dzięki!!! Co do “placu Zgody” – być może moje niedopatrzenie (dotychczasowi betareaderzy nie wychwycili), bo w Tulonie dzieją się tylko te sceny więzienne (tam były najważniejsze “galery”, dokąd zwożono więźniów z całej Francji, bohater pochodził oryginalnie z okolic Tours), a przemianowywany kolejno plac to nieustająco Paryż. Przejrzę tekst, żeby w razie czego to doprecyzować.

 

W kwestii Vidocqa – może dodam, że to opowiadanie jest jednym z prequeli powieści (drugi, napisany, był za długi na konkurs i niezbyt pod jego temat, ale za to znacząco ku bardzo konkretnej powieści szkatułkowej), która jest w zasadzie prawie skończona (do fizycznego napisania brakuje jej już niewiele, a szczegółowy plan jest, zakończenie napisane). Jedno i drugie chętnie udostępniam do betareadingu.

 

@ninedin :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

A nie, z tym placem wszystko ok. Za szybko czytałem puerwsze akaputy;)

Brawo!

Opowiadanie zakotwiczone w historii jak od Cornwella czy Pereza-Reverte. Opowiedziane wyjątkowo sprawnie, z czuciem, duchem i fabułą, do tego oparte na ciekawej, prawdziwej historii. Zdziwię się, jeśli nie trafi do ścisłej czołówki konkursu.

W temacie czepialstwa:

– “wyszarzany surdut” – wyszarzały;

– “Jak o tym dobrze myślał” – tego nie rozumiem;

– “dzień wszystkich świętych” – dzień Wszystkich Świętych;

– “raz za czas” – raz na jakiś czas;

– “Dwa razy widział go po raz pierwszy w Tulonie” – nie można czegoś zrobić dwa razy po raz pierwszy :).

 

Prawie miałem nadzieję, że Pierre Coignard okaże się księdzem Farią. To dopiero byłoby zakończenie :). 

Gdyby to opowiadanie umiejętnie rozwodnić i co nieco podopisywać, powstałaby całkiem zacna książka. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

@Staruch – dziękuję za czepialstwo, choć nie odpisywałabym od razu (notując sobie uwagi do poprawienia tekstu), gdyby nie kwestia “wyszarzanego”, który wg cytatów znalezionych w necie występuje w takim jak tu znaczeniu, w kontekście ubrań, u Żeromskiego (i to np. akurat w “Popiołach”…), i u Prusa, więc jednak pozwolę sobie przy tym słowie obstawać.

PS. Coignard raczej nie pomógłby Dantèsowi ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ależ obstawaj obstawaj, choć “wyszarzany” spotkać można w użyciu po raz ostatni w XIX wieku zdaje się. Wszak z mojej strony to takie – fidrygałki :P. 

Jeszcze raz gratuluję świetnego tekstu!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Obawiam się, Drakaino,że moje zachwyty stały się dla Twego utworu pocałunkiem śmierci. On JUŻ powinien być w Bibliotece:(.

 

Francja i Hiszpania. OK, niech będzie.

Ta historia mogła być ciekawa, tylko – jak na mój gust – za dużo zostawiłaś niedopowiedzeń. Ale może nie skumałam wszystkiego, bo ledwie kojarzę Don Juana od Komandora. Hrabiego Monte Christo znam o wiele lepiej. ;-)

Co z tą koronką ze szkatułki? Jak się kończy ten wątek? Kim właściwie jest Rosa? Czy bohater został skazany za morderstwo popełnione dużo przed tym, jak pojawił się na miejscu zbrodni? Ja to zrozumiałam, że korzystał z grobu tego hrabiego, a potem – na skutek zbiegu okoliczności – przejął jego tożsamość. OK, udawanie szlachectwa to też było przestępstwo.

Protagonista dobrze zarysowany, z pewnością ma bogatą biografię i część z niej pokazujesz.

Fantastyki trochę mi brakuje. Znaczy, są dziwaczne koronki, szepczące szpary w murach, ruchome posągi, ale to tylko dekoracje, IMO. Nie oparłyby się brzytwie Lema. Opowieść jest tak głęboko osadzona w realiach, że historia wyparła fantastykę. Może bohater po prostu miał zwidy.

Legendy też mogłoby być więcej. Owszem, Don Juan był legendarnym podrywaczem. Ale jak to się wiąże z opowiadaniem? Posąg też jest legendarny? Może i tak…

Szacun za research, dbałość o realia i szczegóły. Za to plus. Chociaż nie znam się na tyle, żeby wszystko docenić. Jednak wrażenie zrobiłaś.

Warsztat bardzo dobry, prawie nic mi się nie rzuciło w oczy.

ale doskonale widoczny stał posąg, który ponad trzy lata temu widział strącony z kolumny. Nie miał prawa tam być, nie miał prawa wpatrywać się w niego tymi szarymi oczami człowieka z Tulonu.

Spiął konia i uniósł wzrok.

Kto jest podmiotem w ostatnim zdaniu i dlaczego posąg?

 

Rybaku, masz już wystarczający staż, żeby móc nominować do Biblioteki, a nawet do piórka. Korzystaj z tych możliwości, zamiast marudzić w SB, że inni tego nie robią.

Babska logika rządzi!

Bardzo ladnie napisne opowiadanie z bardzo porzadnym researchem. Przeczytalam z duzym zainteresowaniem. Wyranie nakreslony glowny bohater, dbalosc o szczegoly, troche mroczny klimat. A do tego warszatat, do ktorego nie mam najmniejszych zarzutow.

Od siebie zmienilabym tylko ta jedna gwiazdke, oddzielajaca poszczegolne czesci na trzy …

Tak czy inaczej tekst z pewnoscia zasluguje na klika. I zycze powodzenia w konkursie :)

Jest tu gdzieś instrukcja obsługi? Skoro mogę kliknąć… Finklo, please;)

 

Tutaj możesz dodać komentarz z loginem autora i linkiem do opowiadania, jeśli chcesz oddać klika na bibliotekę:

 

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17812

 

a tutaj, jeśli chcesz nominować do piórka:

 

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/20351

Re: fantastyczność w opowiadaniu.

OK, disclaimer: czytałam opowiadanie przed publikacją, więc miałam z nim sporo do czynienia, co może z kolei rzutować na moją interpretację.

Dla mnie tutaj fantastyczność ma taki, wybaczcie mało precyzyjne sformułowanie, “spiskowy” charakter: bierzemy realną, acz dziwaczną i nieprawdopodobną, i dodajemy do niej dość ukryte fantastyczne wyjaśnienie tego, co się działo. Tu, o ile dobrze odczytuję, mamy historię wrażliwego na pewien typ magii oszusta i przestępcy (”hrabia de Sainte-Helene”), który wkręcił się na szczyty ówczesnego światka towarzyskiego i publicznego, ponieważ miał do pomocy magiczny, a raczej demoniczny, artefakt (koronkę) oraz demoniczną pomocnicę-upiorzycę (Rosa), by w końcu zostać zdemaskowanym przez innego człowieka o podobnej magicznej wrażliwości, ale będącego w służbie prawa (Vidocq). Ta magia ma, w fikcyjnym świecie, wyjaśniać to, co wydaje się fantastyczne i nieprawdopodobne w realnej historii pana “hrabiego”.

Jako porównania, nieadekwatnego literacko (bo gatunek radykalnie inny) ale – mam wrażenie – podobnego w założeniu, użyłabym wyjaśnień historii w systemie RPG “Wampir: Maskarada”, gdzie [z góry przepraszam wszystkich znających ten system za oczywistości] mnóstwo wydarzeń historycznych (jak wojny Rzymu z Kartagina, wyjaśnione wewnętrznymi konfliktami między dwoma wampirzymi klanami) objaśnia się istnieniem w świecie magicznego pierwiastka: ukrytej społeczności wampirów.

Takie rozwiązanie jak u Ninedin przyszło mi do głowy.

Ale cały czas w trakcie lektury zastanawiałem się nad innym tropem – czy Pierre Coignard nie jest zwyczajnie obłąkany, szalony. Słyszy głosy, widzi coś, czego inni nie widzą, ma napady manii prześladowczej i zaniki pamięci. Typowy przykład szaleńca z jakiejś opowieści (coś jak Harry Angel z “Angel Heart”). 

I wtedy – jest to opowieść przygodowo-historyczna w czystej postaci.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hmmm. Widzisz, NInedin, ja tego wszystkiego nie wyczytałam. Głos ze szpary hrabiemu podpowiadał, co robić, ale równie dobrze to mogły być halucynacje. Wpływu koronki na akcję w ogóle nie rozumiem. Owszem, kobieta mu pomaga, ale długo nie wiadomo, że coś z nią nie tak. No i to są bardzo zwyczajne rzeczy – przedstawienie znajomym, uspokojenie w teatrze… Każda arystokratka mogłaby zrobić to samo. Że Vidocq czerpie z tego samego źródełka mocy też nie rzuca się w oczy.

Może po prostu – jak dla mnie – ingerencja sił nadprzyrodzonych jest zbyt mało spektakularna. Hrabiemu Monte Christo też ktoś pomaga uciec z więzienia i udawać szlachcica, ale obywa się to bez fantastyki, a podobnymi środkami.

Babska logika rządzi!

Hi, hi… A skaczący czas zauważyliście?:)

 

Taaa, przeszkadzał mi, łobuz jeden, zorientować się, o co chodzi. ;-)

Babska logika rządzi!

@Staruch: masz rację, taka interpretacja też jest prawdopodobna :)

To jeśli zauważyliście, macie i fantastyczność: Historia zatacza krąg zamknięty?;)

@Staruch – tak, można, jak najbardziej. To opowiadanie jest wyrwane z kontekstu, bo należy do szerszego uniwersum, gdzie te paskudztwa naprawdę istnieją (tu jest tylko sugestia, że wypełzły w określonym momencie), niemniej oczywiście, potraktowane jako odrębny byt podpada pod taką interpretację, bardzo zresztą tradycyjną dla powieści grozy i gotyckiej.

 

@Finkla – Vidocq nie czerpie z tego samego źródełka mocy, a Ninedin tego nie sugeruje – pisze, słusznie, jedynie, że ma wrażliwość magiczną. To dwie różne rzeczy, magię można czerpać z różnych źródełek.

Na kwestię brzytwy Lema pozwolę sobie odpowiedzieć głównie pod Twoim opowiadaniem.

Don Giovanni (bo raczej Mozart niż Molier) jest tu ważny z powodu Komandora czyli posągu, a bohater jeśli kimś jest, to spsiałym Leporellem (co sam zauważa), a nie Don Juanem/podrywaczem – ta postać nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia. Jeśli jest jakiś inny motyw literacki, to prędzej Faust, ale bohater jest zbyt niewykształcony, żeby o tym wiedzieć, a świat obserwujemy jego oczami. Hrabia Monte Christo jest tylko mrugnięciem oka do fanów tej powieści, do których sama należę – przywołaniem archetypowego więzienia, z którego (hm, hm) nie da się uciec.

Chronologia. Nie lubię łopatologii w opowiadaniach, lubię, żeby mnie prowokowały do poszukiwań, więc staram się jej nie stosować. Mogłabym np. zamiast “Kiedy wydostał się na wolność, wiedział, że nie ma czego szukać w mającym właśnie odpływać do Egiptu wojsku.“ napisać “Kiedy w 1798 roku wydostał się na wolność, wiedział … do Egiptu wojsku pod dowództwem niespełna trzydziestoletniego generała Bonapartego”. Ale byłoby to przegadane, a poza tym bohater konsekwentnie nigdy nie nazywa swojego arcywroga (którego legendzie nigdy nie zdoła dorównać) jego własnym imieniem, więc zniweczyłoby to zamysł narracyjny. W skrócie: bohater jest w więzieniu w latach 1794-98, a następnie zostaje do niego wtrącony z powrotem w 1817, po drodze chronologia jest trochę wymieszana. Realny Coignard miał proces i do końca życia utrzymywał, że jest hrabią de Sainte-Helene.

 

@rybak – dziękuję :)

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Boję się, że trochę przeceniasz czytelnika. A na pewno dużo wymagasz. Bonapartego zajarzyłam, ale z wyprawą do Egiptu kojarzy mi się tylko nadpsucie Sfinksa i hasło “osły i uczeni do środka”. Daty nie potrafiłabym podać. W ogóle w datach jestem cienka, a wojen w historii nie cierpię, może z tego powodu było mi trudniej złapać dobry kontakt z tekstem.

Babska logika rządzi!

To rzeczywiście może być problem u czytelnika, który historią wojen interesuje się mało lub w ogóle. Ale Finklo, czasy napoleońskie są tak fascynujące i i inspirujące, że każdy (chyba?) mniej więcej kojarzy czasy.

“Czterdzieści wieków patrzy na was”, “łajno w jedwabnych pończochach”, “dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych”, “Merde!” Cambronne’a – to znają chyba wszyscy. 

A Ty, jako osoba niewątpliwie dużo czytająca, zapewne zetknęłaś się z tymi czasami, bo wybór jest ogromny. “Wojna i pokój”, Sharpe Cornwella, nasz Gąsiorowski, a z poletka fantastycznego choćby Alvin Stwórca Carda czy Temaraire Novik. I od groma innych.

Toteż myślę, że Drakaina nie postawiła tu poprzeczki absurdalnie wysoko :). Ja na przykład nie znam opowieści o Don Juanie i te nawiązania mi uciekły.

@Drakaina – a książka kiedy się ukaże? Bo jestem zainteresowany.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Sfinks stracił nos znacznie wcześniej, potwierdzają to źródła, w tym ikonograficzne, wcześniejsze od wyprawy francuskiej, w tym piętnastowieczne wink I nie wierzę, że nie słyszałaś o czterdziestu tysiącach lat spoglądających na was czy o kamieniu z Rosetty. Co ciekawe zresztą, wyprawa egipska z perspektywy (już początków XIX w., to tak na marginesie dyskusji gdzie indziej o propagandzie) należy do historii nauki w stopniu znacznie większym niż wojen. Z militarnego i politycznego punktu widzenia znaczenie miała nikłe, ale z punktu widzenia egiptologii – kolosalne. Zresztą ten Egipt podałam jako przykład, zaraz potem jest już trop łopatologiczny: w 1804 ogłosił się cesarzem (co prawda w tym samym roku cesarz Cesarstwa Niemieckiego, Franciszek II, ogłosił się na wszelki wypadek również cesarzem Austrii jako Franciszek I, ale można się domyślić, że nie o nim tu mowa devil).

A co do czytelnika – możesz mieć rację, choć rybak wychwycił nawet te bardziej zakamuflowane tropy bezbłędnie, więc jakaś nadzieja jest…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Staruch – nie wiem, na razie 4/5 książki są w czytaniu w jednym wydawnictwie, a lada moment będzie pełna wersja beta i zacznę wtedy ewentualne rozmowy z innymi, mogę też dać do betowania. Po kilku latach nieobecności w fandomie zwiększam obecnie aktywność właśnie m.in. w celu wydawniczym (i małymi kroczkami usiłuję zagarnąć dziewiętnastowieczną tematykę na konwentach, na razie głównie lokalnych, choć Polcon w Bielsku też był, ale to prawie lokalnie). Na początku przyszłego roku powinno się natomiast ukazać coś innego, co napisałam z współautorką, ale niestety nie mogę podawać szczegółów ze względu na umowę z wydawcą.

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To jak już wydasz, zareklamuj się. Choćby w wątku “Pochwal się”. Będę czekał, bo fajnie się czytało!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Drakaino, wychwyciłem, bo w dobie napoleońskiej już miałem pińcet;)

 

Czasy napoleońskie kojarzę. Mogą być ciekawe, choć nie wydaje mi się, że bardziej niż inne. Krwawe dosyć. Ale nie wojny i nie daty. Tego w historii nigdy nie lubiłam. W tym temacie jestem w stanie wydusić z siebie tylko Somosierrę 1808, bo kiedyś dostałam książeczkę pod takim tytułem i ją przeczytałam.

Większość podanych haseł rozpoznaję – oprócz tego łajna w pończochach. Widocznie grzecznym dziewczynkom nauczyciele takich rzeczy nie opowiadali. ;-)

Czytałam “Wojnę i pokój”, “Lalkę” też. Nie podobały mi się. A już Tołstoj wkurzył mnie strasznie swoim konserwatyzmem i przekonaniem o niższości intelektualnej kobiet. Ja przy tej książce cierpiałam na ostry brak inteligentnego, dającego się lubić bohatera. Jeden książę Bołkoński prawie by się nadał, ale dał się zabić. Widziałam w tym dziele budowanie podwalin dla socjalizmu. Nie ideologicznie, ale ustrojowo. Ta uparta pańszczyzna nie mogła się dobrze skończyć.

Kamień z Rosetty znam, nawet oglądałam go w British Museum (nieźle, łachudry, nakradli po całym świecie) i mi się podobał, ale nie łączyłam go z Napoleonem. Chociaż, może powinnam, w końcu to chyba Francuz odczytał hieroglify, nie?

Babska logika rządzi!

Ja tam w pełni tożsamiałem się zawsze z Piotrem Biezzuchowem. Nawet podobny był do mnie kiedyś;)

 

Kawał dobrego rzemiosła w moich klimatach. Determinacja bohatera przypomina “Czerwone i czarne”, a rwana narracja i szarpanie czasu kojarzy się z “Pamiętnikiem znalezionym w Saragossie”. Do tego mniejsze nawiązania do pół tuzina innych klasyków.

Technicznie bardzo sprawnie, choć miałem problemy na początku – zmienna tożsamość głównego bohatera i anonimowość jego przeciwników, w połączeniu z tym rozgardiaszem czasowym i zdaniami nie zawsze dbającymi o jednoznaczność podmiotu domyślnego powodowały, że musiałem wracać o kilka fraz, żeby zrozumieć o co chodzi. Podwójność “człowieka z Tulonu” też nie ułatwiała sprawy. O ile zabiegi takie sprzyjają ogólnemu klimatowi opowiadania, to jednak, moim zdaniem, lepiej byłoby je wprowadzać z czasem, a nie na samym początku tekstu, bo utrudniają immersję.

“Wojnę i pokój” czytałem tak dawno, że pamiętam tylko to, że kompletnie się z Tołstojem nie zgadzałem? Ale na jaki temat? Kto wie…

Dalej – “łajno w pończochach” to Talleyrand. Zawsze wiedział, skąd wiatr wieje :). Kamień z Rosetty – odnaleziony właśnie podczas wyprawy Napoleona do Egiptu. A notatki i rysunki wówczas sporządzone przez francuskich uczonych, rozpowszechnione w Europie, spowodowały wybuch swoistej “egiptomanii” i powstanie egiptologii. “Lalka” – właśnie pamiętniki starego subiekta były super. A co do literatury – Łysiak jeszcze mi się przypomniał, znany apologeta Napoleona.

A czasy napoleońskie dały nam więcej, niż myślisz. Na przykład ruch prawostronny (dlatego Anglicy wybrali odwrotnie). I, jak mi się zdaje, pewną unifikację miar. A także wywołały powszechne poczucie, że nisko urodzeni też mogą. Bo skoro Napoleon, Ney, Murat mogli, to my jesteśmy gorsi?

Czyli – nie tylko wojny, bitwy, armaty, muszkiety i trupy…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dały ruch prawostronny, reszta Europy nadal miała lewostronny, i to długo. Ale dały kodeks cywilny i prawo administracyjne przede wszystkim. A z tym ruchem lewostronnym, to tak samo jak ze schodami w zamkach na wieże. Ktoś wie, dlaczego w zamkach, idąc w górę, schody są bez wyjątku prawoskrętne? No, czekam… To jeszcze z czasów starożytnego Rzymu zasada…

 

Sorry, Rybaku, ale Bezzuchowa uważałam za wyjątkowego idiotę. Bez wysiłku własnego odziedziczył wielki majątek, stając się najlepszą partią w mieście. Potem nie bardzo wiedział, jak odrzucić oświadczyny teścia. A jeszcze później nie bardzo przeszkadzał żonie w przyprawianiu mu poroża potężniejszego niż ma cokolwiek łażącego po lesie… Nie…

Dla mnie pamiętniki subiekta w”Lalce” były najnudniejsze. Acz romantyczny mezalians stanowił ostrą konkurencję. ;-)

A układ SI to nie w wyniku rewolucji francuskiej? Tudzież inne “wolności, równości i braterstwa”?

No dobra, nie tylko wojny. Napoleon kojarzy mi się jeszcze z jakimś kodeksem.

Babska logika rządzi!

Dały również np. równouprawnienie religijne (jedną z grup, które na Kongres Wiedeński z przerażeniem przyjechały bronić – dość bezskutecznie – swoich uzyskanych dopiero co praw byli niemieccy Żydzi) i mnóstwo innych liberalnych praw. Prawo napoleońskie np. jako pierwsze nie penalizowało homoseksualizmu i dopuszczało przerwanie ciąży w przypadku zagrożenia życia i zdrowia matki. System metryczny też na dobre przyjął się wtedy.

Mnie osobiście okropnie wkurza postrzeganie tych czasów wyłącznie przez pryzmat wojen, które w dodatku wywoływały głównie Anglia, Austria i Prusy, a nie Francja. I jakkolwiek akurat historią wojskowości się zdecydowanie interesuję, to walczę jak mogę o zmianę stereotypu…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, ale Napoleon najpierw był żołnierzem? Bez tego nie byłoby jego czasów.

Acz zapewne masz rację ze stereotypem.

Babska logika rządzi!

Drakaino, właśnie tak :).

Ale ponieważ historię piszą zwycięzcy, to Drake, Wellington, Clive, Rhodes to przecież wspaniałe przykłady do naśladowania.

Do postawy Anglików odnosi się doskonale powiedzenie Księcia ze “Shreka”: “wielu z was będzie musiało zginąć, ale to poświęcenie, na które jestem gotów”. Angielskie złoto kupowało ludzi i armie.

Już nie wspominając o tym, że za myśliwce, którymi uratowaliśmy Anglię w 1940 roku, musieliśmy zapłacić polskim złotem. Wyjątkowo perfidny i obłudny naród (przynajmniej – patrząc z punktu widzenia historii).

 

EDIT: Rybaku, a z tymi schodami to ciekawe :). Na szczęście jestem leworęczny.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Finklo. Jeśli nawet był idiotą, to w rozumieniu " dostojewskim" wyłącznie. A koniec końców i na swoje wyszedł, i kobietę marzeń zdobył, iszacunek ludzi… A jego pierwsza żona? A pies….. komara, jak mawiał Gajos w "Pełni":).

 

Rybaku, jakoś mi umknęło Twoje pytanie o schody. Coś mi się obiło o uszy, że w ten sposób praworęcznej na ogół obronie, cofającej się w górę, łatwiej było walczyć z napastnikami.

No, wyszedł na swoje, ale dla mnie raczej to było ziarno dla ślepej kury (że on te swoje chore plany podczas zdobywania Moskwy przeżył, to cud) niż wypracowany sukces. No, nie ujął mnie jako bohater.

Babska logika rządzi!

Niezwykle ciekawy tekst, wymagający dla czytelnika, ale dający wielka satysfakcję z lektury. Pierwszy raz czytałem tego rodzaju opowiadanie na portalu, co tylko rozbudziło ciekawość, mimo, że zamotałem się początkowo w postaciach i czasie. Warto było poświęcić więcej czasu i uwagi.

Podobał mi się język – warsztat świetny, gratuluję, ale najmocniejsza jest cała koncepcja, która podsuwa wyobraźni myśl o ilości włożonej pracy Autorki i wielopłaszczyznowej, godnej pozazdroszczenia, przestrzeni jej umysłu. :)

Kapitalne rozeznanie w realiach, przygotowanie czuć wyraźnie. Dla kogoś, kto lubi klimat epoki – obrazy takie jak: “Vidocq”, opisy budujące klimat okazują się zbędne, zwłaszcza, że w tym tekście, mimo ich braku, klimat sączy się ciurkiem przez całą aktywność postaci i to, czego dotykają.

Dla mnie lektura okazała się bardzo ciekawym i przyjemnym doświadczeniem, klikam zatem.

Jeżeli jest to faktycznie fragment szerszego planu, to nie ukrywam, że czekam na całą resztę.

Dzięki za lekturę i powodzenia w konkursie, jak i całej, obiecującej pracy pisarskiej! :)

Pozdrawiam!

 

 

Finklo– bohaterem niekiedy się bywa. Człowiekiem się jest. To pierwsze przychodzi zazwyczaj mimo woli. Na to drugie niekiedy trzeba pracować całe życie. Dlatego lubię postać Biezuchowa. A schody powodowały że nie tylko obronie był łatwiej dziurawić zza zakrętu napastników, ale i napastnikom trudniej dziuraeić obrońców. Co do dróg lewostronnych: Dwaj mijający się konni mogli od razu się powitać, albo skrzyżować miecze:). Zniknęli konni – zniknął ruch lewostronny. Prawie wszędzie.

Kliknąłem. Dzieki, Katiu za podpowiedź:)

Nie ma za co :)

No, ale Napoleon najpierw był żołnierzem? Bez tego nie byłoby jego czasów.

Był. Może nie zaszedłby tak wysoko, gdyby miał inny zawód, choć jego młodszy brat Lucjan robił niezłą rewolucyjną karierę w zasadzie wiecznie sprzeciwiając się bratu (aczkolwiek w decydujących momentach bywał lojalny). Jak jest napisane w jednej książce (brytyjskiego historyka) o rewolucjach, w warunkach postępującego rozkładu rządów za Dyrektoriatu było oczywiste, że prędzej czy później do władzy dojdzie ktoś ze sfer wojskowych, i Francja miała szczęście, że był to ten konkretny generał. Warto jednak pamiętać, że wbrew temu, co lubią powtarzać publicyści, to nie był odpowiednik dwudziestowiecznych “puczów wojskowych”, a następnie rządy wojskowej junty, bo i realia (np. odsetek elit społecznych mających związek z wojskiem, we wszystkich krajach zresztą) inny, i następnie charakter rządów.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@Majkubar

Wielkie dzięki za opinię! Rozmyślam właśnie nad zarzuceniem do opowiadań i na betalistę jeszcze dwóch tekstów z tego samego uniwersum.

Dla kogoś, kto lubi klimat epoki – obrazy takie jak: “Vidocq”, opisy budujące klimat okazują się zbędne,

Vidocq jest niezbędny, ponieważ będzie się pojawiał devil No i wg większości źródeł to on wytropił i doprowadził do aresztowania rzekomego hrabiego, aczkolwiek okoliczności były nieco bardziej rozwlekłe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wrzucaj, wrzucaj.

Nie miałem na myśli, że Vidocq jest niezbędny. Kiedy mam w głowie filmowy klimat epoki, np. “Vidocq”, stwierdzam, że opisy budujące klimat w tekście dotyczącym epoki nie są niezbędne (a osobiście uwielbiam obrazowe pisanie), zwłaszcza, że tu – u Ciebie jest smak epoki, klimat mocno wypływający z postaci i tego co ona robi, gdzie jest i czego dotyka. Pięknie to zrobiłaś…

Dobre opowiadanie, mocno osadzone w historii. Widać Twoją szeroką wiedzę i że szeroko implementujesz ją w tekście. Ma to też złą stronę, bo czułem się trochę, jak przy czytaniu opisów technicznych Toma Clency’ego – akcja nie zwalnia, leci fakt za faktem i po jakimś czasie muszę przystanąć i pomyśleć, czy aby na pewno wszystko zrozumiałem. Satysfakcja po przeczytaniu wielka, ale znam takich, co by odpadli, choć głupi nie są. Po prostu historia to nie ich konik, a przedstawione informacje potraktują niczym technobełkot w hard s-f. Tak bywa.

Językowo czytało mi się nieźle, ale bywały zdania, że czułem nadmiar informacji. Jakbyś próbowała za jednym zamachem wtłoczyć jak największą ilość faktów.

Sama fabuła okej, choć wielkich emocji we mnie nie wzbudziła. Co innego bohater: wyraźny, zmotywowany, o bogatym życiorysie. Jego losy śledziłem z uwagą. Szkoda, że sprawa z koronką urywa się z lekka tak nagle, ale podejrzewam, wnioskując z przedmowy, że pewnie rozwiniesz je w powieści.

Podsumowując: bardzo fajny koncert fajerwerków, trudny dla osób nieznających historii, ale satysfakcjonujący dla tych, co się skuszą.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki. Z tymi faktami to jest tak, że jak w wersji beta (nie tutaj, prywatnie wśród krewnych i znajomych), było ich znacznie mniej, to czytelnicy chcieli wyraźniejszego osadzenia w średnio sobie znanej historii, żeby było wiadomo, co i jak, więc musiałam znaleźć coś w okolicach złotego środka ;) Sama wolałabym mniej technobełkotu, bo jak wiemy skądinąd, nie jestem jego fanatyczką, choć uznaję czasem konieczność.

Koronka, tak, wystąpi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmmm, bo target fantastyczny nakierowany jest odruchowo w tzw. przód. Dopiero długo, długo potem zaczyna rozumieć, że aby iść w ten jego przód , trzeba najpierw poznać świat od tej drugiej strony…;)

 

więc musiałam znaleźć coś w okolicach złotego środka

Myślę, że wszyło w porządku. Z początku miałem spory problem z wstawkami, bo wydawało się, że narracja już ma dojść do sceny na cmentarzu, a tu co chwila wyskakuje jakiś motyw z przeszłości bohatera, który ukazać ma realia epoki. Potem jest znacznie lepiej.

Bardziej raziło nagłe zniknięcie koronki. Przedmowa przygotowała mnie na ten aspekt, ale bez niej na pewno czułbym się zaskoczony in minus. Dosyć ważny element, budowana jest wokół niego treść sporej części tekstu, a tu – nic. Góra rodzi mysz. Gdyby to była ledwo wstawka, potraktowałbym to jako urozmaicający detal do arcyciekawej historii Pierre’a i jego upadku.

Hmmmm, bo target fantastyczny nakierowany jest odruchowo w tzw. przód. Dopiero długo, długo potem zaczyna rozumieć, że aby iść w ten jego przód , trzeba najpierw poznać świat od tej drugiej strony…;)

Raczej na romantyczne wizje onego “przodu”. Jeśli czegoś uczy nas tył, to tego, że nie będzie raczej “pozytywistycznie” ;) A prawa fizyki często i gęsto pokazują, że pewne technologie uznawane w kanonie za pewniki mogą mieć nieoczekiwane konsekwencje (najczęściej negatywne). I tak jak nieznajomość historii może zaburzyć odbiór tekstu Drakainy, tak zbytnie “uromantycznienie” technologii i jej aspektów zaburza widok na przyszłe losy ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardziej raziło nagłe zniknięcie koronki.

OK. Jednego z betareaderów (mojego ojca) też. Od tamtego czasu nieco pozmieniałam, ale widać nie dość. Druga betareaderka, z którą obgadałam sprawę, podsunęła ideę, żeby przypomnieć tę koronkę i zrobić z niej rodzaj kolejnej ułudy bohatera – że gdyby jej nie oddał, gdyby ją zawłaszczył, to by nie przegrał. Mnie się to wydaje niezłym pomysłem, takim trochę jedynopierścieniowym, a zarazem podkreślającym ten wątek faustowski, który wyszedł mi dość bezwiednie. Spróbuję to dopisać, dzięki za zwrócenie uwagi, że to nadal może być problem. Ja na to patrzę nieco inaczej, bo z perspektywy innego tekstu, podobnie zresztą jak betareaderka, która powieść zna, więc nie mam tu dobrego wyczucia.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dopisałam w rozdzialiku przedostatnim (”kolacja”) fragmencik, który, mam nadzieję, wystarczy (ale jeśli nie albo jest do niczego, proszę walić prosto z mostu):

 

“Poczuł ukłucie w piersi. Gdyby miał teraz tamtą szkatułkę, gdyby nie oddał szepczącej kojąco koronki, gdyby to on wykonał zadanie do końca, a nie powierzył go jakiemuś podoficerkowi, moc nie opuściłaby go. Pożałował, że nie chciał, żeby Rosa uczestniczyła w tej kolacji.”

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cóż, przykro mi, ale nie dołączę do grupy czytelników zadowolonych z lektury Kroków komandora, jako że historia zbiegłego więźnia, dotkniętego umiejętnością słyszenia szeptów dobiegających ze ścian i szczelin, w dodatku co jakiś czas doznającego omamów, niespecjalnie przypadła mi do gustu. Choć opowieść została umieszczona w niewątpliwie ciekawych czasach, to już samo pięcie się bohatera na szczyty drabiny społecznej, przy jednoczesnym uprawianiu złodziejskiego procederu, nie wydaje mi się ani zbyt odkrywcze, ani szczególnie zajmujące.

Przeczytałam bez większej przykrości, ale i bez szczególnej satysfakcji.

Wykonanie, w tym interpunkcja, mogłyby być lepsze.

 

– Pier­re, niech mnie kule biją – tym razem głos roz­legł znacz­nie bli­żej… –> …tym razem głos roz­legł się znacz­nie bli­żej

 

Spodnie i frak ku­pio­ne za parę sou u szma­cia­rza nie ro­bi­ły może do­bre­go wra­że­nia, ale je­dwab­ny kra­wat i złoty pier­ścień… –> Wcześniej napisałaś: …ukradł z le­żą­ce­go na stole pra­nia ozdob­ny fular… – Krawatfular to nie to samo.

 

Za­da­nie miało po­stać nie­wiel­kiej skrzy­necz­ki, którą André Pon­tis miał do­rę­czyć komuś… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

„Od­dasz przy­słu­gę Fran­cji, kró­lo­wi, ko­ścio­ło­wi, Eu­ro­pie.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. 

 

„Nie minie cię na­gro­da.” –> Jak wyżej.

 

jaki to se­kret­ny ła­du­nek mogła w sobie za­wie­rać. Może ja­kieś ważne pa­pie­ry – w takim przy­pad­ku, po­wie­dział sobie… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

po­gło­ski o mał­żeń­stwie z któ­rąś z księż­ni­czek z wiel­kich rodów. –> Czy są też księżniczki poślednich rodów?

 

nie było przy­jem­ne. Hisz­pa­nia była ostat­nim ba­stio­nem… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

a on piął się w za­szczy­tach… –> Można osiągać po coraz to nowe zaszczyty, można pławić się w zaszczytach, ale chyba nie można się w nich piąć. Piąć można się po szczeblach kariery.

 

czy ze wszyst­kich stron na raz. –> …czy ze wszyst­kich stron naraz.

 

przy­siadł się do niego młod­szy od niego szar­żą ofi­cer pie­cho­ty… –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

on stał na progu jasno oświe­tlo­nej kom­na­ty, peł­nej ludzi i świa­teł. –> Skoro komnata była jasno oświetlona, to chyba zrozumiałe, że było w niej pełno świateł.

 

Za­żą­dał balii z wodą pod swoje drzwi i przez na­stęp­ną go­dzi­nę szo­ro­wał klin­gę, która wciąż nie wy­da­wa­ło mu się dość czy­sta. Po tej go­dzi­nie woda była czer­wo­na, jakby cała za­mie­ni­ła się w krew, toteż cof­nął się z obrzy­dze­niem, ale chwi­lę póź­niej to była znów tylko za­bru­dzo­na woda. Wylał ją przez okno na we­wnętrz­ny dzie­dzi­niec i długo pa­trzył, jak wsią­ka w zie­mię. –> Czy szorowanie klingi odbywało się na korytarzu? Bo nie wydaje mi się, aby balię z wodą można wnieść do pokoju, przez, jak rozumiem normalne drzwi. W jaki sposób bohater wylewał wodę przez okno?

Dodam, że balia to drewniane naczynie, dawniej służące do prania, na tyle duże, że mógł się w niej kąpać dorosły człowiek.

A może zamiast balii wystarczyłby ceber?

 

Od­wró­cił się szyb­kim ru­chem, gotów za­ata­ko­wać. –> Masło maślane. Odwracanie się jest ruchem.

Proponuję: Od­wró­cił się gwałtownie, gotów za­ata­ko­wać.

 

I wtedy uświa­do­mił sobie, że jest sam, a od­gło­sy sza­mo­ta­ni­ny, które z po­cząt­ku sły­szał, ucie­ka­jąc, uci­chły. –> Czy dobrze rozumiem, że odgłosy szamotaniny uciekły i ucichły?

 

za­chwiał na mo­ment pew­no­ścią sie­bie hra­bie­go, ale szyb­ko uj­rzał przed sobą nowe moż­li­wo­ści, po­spie­szył więc do Gan­da­wy, żeby za­ofe­ro­wać swoją służ­bę… –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Po skoń­czo­nej pa­ra­dzie wy­mó­wił się bólem głowy od obia­du u mi­ni­stra wojny. –> Czy dobrze rozumiem, że ból głowy został spowodowany obiadem u ministra?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chyba nie zrozumiałam, o co chodzi, ale czytało mi się dość dobrze.

Znam tylko pięć liter ;)

@regulatorzy – dziękuję za konkrety (do części zaraz się ustosunkuję) oraz za ogół, bo zwrócił mi uwagę, że być może dla części czytelników nie jest do końca jasne to, że bohater/punkt widzenia, który jest małostkowym dupkiem o rozdętym ego, przegrywa, a ukrytym bohaterem, który go pokonuje, jest Vidocq. Przemyślę, czy tego nie wzmocnić, aczkolwiek niestety trochę chyba za bardzo lubię niedopowiedzenia, zarówno w tekstach innych, jak i w tym, co sama piszę.

 

Do konkretów dwie uwagi:

 

– w nadziei, że odpowiesz, a jak nie, to zapytam “mojej” redaktorki od przekładów: czy naprawdę obecna norma dotycząca kropek po cudzysłowach jest taka, że nawet jeśli całe zdanie jest w cudzysłowie, bo jest przytoczeniem wypowiedzi, bez didaskaliów i przed, i po, to też kropka ma być za cudzysłowem? Dla mnie to jest wbrew logice (i wbrew analogii, bo pytajnik ma być w środku cudzysłowu, jeśli należy do wypowiedzi…), bo to, że mnie uczono inaczej, może być po prostu kwestią zmian, jakie zaszły. Chodzi konkretnie o zdanie od “Oddasz przysługę…”

 

– fular vs. krawat – teraz to są istotnie dwie całkowicie różne rzeczy, ale w opisywanych czasach fular to albo rodzaj materiału, albo, przez przeniesienie znaczenia, krawat z fularu (sprawdziłam nawet w polskiej książce o historii mody, że tak się tych terminów używa, bo na co dzień korzystam głównie ze źródeł francuskich, co mogło być przyczyną nieporozumienia). Tyle że ówczesne krawaty nie mają nic wspólnego na wygląd z dzisiejszymi, to dość duży kawałek materiału wiązany na najróżniejsze sposoby. Ale zmienię, choć w obrębie świata przedstawionego jest ok, żeby nie prowokować takich właśnie nieporozumień

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

…czy naprawdę obecna norma dotycząca kropek po cudzysłowach jest taka, że nawet jeśli całe zdanie jest w cudzysłowie, bo jest przytoczeniem wypowiedzi, bez didaskaliów i przed, i po, to też kropka ma być za cudzysłowem?

Drakaino, korzystam z mądrości SJP PWN. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-kropka-b-po-cudzyslowie;11581.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

OK, ja też tam wcześniej zajrzałam i to właśnie oczy me napotkały, ale miałam nadzieję, że może jednak istnieją jakieś tajne wytyczne ;) Aż mnie korci, żeby do SJP napisać, czy jednak zgodnie z logiką i per analogiam nie należałoby ujednolicić dla wszystkich znaków interpunkcyjnych należących do wypowiedzi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, skoro nie czujesz się przekonana, to postąp tak jak Cię korci i zasięgnij wiedzy u źródła. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiedzy, bo wiedzę już mam – jest norma w słowniku, póki co, muszę się podporządkować, co do tego niestety jestem przekonana (jako tłumaczka wyznaję zasadę, że w kwestiach językowych dobry redaktor ma zawsze rację, więc nie będę jej łamała dla własnego tekstu). Raczej, ponieważ w ich poradni udziela się chyba nadal mój znajomy z czasów polonistycznych, myślałam, żeby do niego napisać, czy nie warto się zastanowić nad tym, że dla części znaków interpunkcyjnych (pytajnik, wykrzyknik) jest inna reguła niż dla pozostałych. Skądinąd zdaję sobie sprawę, że w przypadku kropki to byłoby po części uznaniowe, jak w przypadku wypowiedzi i didaskaliów, ale skoro dla dialogów tak jest, to czemu nie dla cytatów?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy są też księżniczki poślednich rodów?

Ponieważ to ciekawy problem, dorzucam jeszcze odpowiedź. W realiach dziewiętnastowiecznej Europy – tak, tzn. relatywnie pośledniejszych od “najznakomitszych” (skądinąd zamieniam wielkie na najznakomitsze, bo “rody panujące” brzmią zbyt technicznie). Habsburgowie czy Romanowowie (pomijając dość wątpliwe już wtedy formalne prawa do posługiwania się przez oba rody tymi konkretnymi nazwiskami) uważali się i byli uważani za znacznie ważniejszych i znakomitszych od właściwie całej reszty, włącznie z Burbonami, którzy i tak byli wysoko w hierarchii. A np. cała rzesza niemieckich książątek też miała córki, które w tej hierarchii stały znacznie niżej i stanowiły małżeński narybek dla większej liczby kandydatów niż austriackie arcyksiężniczki. To się oczywiście czasem zmieniało, bo np. dość “poślednia” dynastia hanowerska skoczyła wyżej dzięki objęciu tronu brytyjskiego, a Wittelsbachowie czy Wettynowie zyskali nieco dzięki tytułom królewskim, ale i tak na samym szczycie siedzieli Habsburgowie, potem car, a dalej reszta w zmieniających się układach.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Drakaino, Twoje wyjaśnienia sprawiły, że pozbyłam się wątpliwości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wzorem kapitana Białe Mszy ze wspomnień Borchardta mogę napisać “przeczytałem, ale nie zrozumiałem”. Fabułę wyjaśniły dopiero komentarze. Mimo to bardzo mi się podobało (a to rzadko mi się zdarza przy tekstach, których nie rozumiem). Na pewno u mnie ogromny plus za czasy napoleońskie i rewolucyjne, dzięki ruchliwości bohatera możemy oglądać szeroką panoramę tej epoki. Udało Ci się świetnie wytworzyć atmosferę tajemnicy, co częściowo rekompensowało niejasność opowiadania. Podsumowując chcę więcej i zabieram się za “Gdy rozum śpi” :)

 

PS: Czy da się po polsku albo ewentualnie angielsku poczytać coś historycznym Coignardzie? Po pobieżnym researchu w internecie znalazłem tylko teksty francuskie, a ja z czasów jeszcze podstawówki niezbyt się z tym językiem lubię.

 

A w kwestii pozamilitarnych osiągnięć Napoleona, nie zapominajcie o masowej uprawie buraków cukrowych! ;D

Czy da się po polsku albo ewentualnie angielsku poczytać coś historycznym Coignardzie?

O ile wiem, nie, ale też nie szukałam jakoś bardzo szczegółowo. Jedyna znana mi (i zapewne jedyna w ogóle) biografia jest francuska, akta procesu też francuskie… Ale po prawdzie, jeśli mój projekt związany z tym uniwersum literackim, wypali, to planuję napisać jakiś “true crime” o słynnych w swoim czasie dziewiętnastowiecznych francuskich sprawach kryminalnych, ze zdecydowanym naciskiem na pierwszą połowę (no dobra, do wojny francusko-pruskiej, tuż przed nią jest arcyciekawa sprawa), bo fin de siecle to już nie bardzo moja bajka.

 

nie zapominajcie o masowej uprawie buraków cukrowych

A jakże! Była nawet w 1812 karykatura pokazująca Napoleona wyciskającego buraka do kawy, jego małego syna ssącego buraka i niańkę przekonującą, że tatuś mówi, że to cukier ;)

 

Dzięki za miłe słowa!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ale po prawdzie, jeśli mój projekt związany z tym uniwersum literackim, wypali, to planuję napisać jakiś “true crime” o słynnych w swoim czasie dziewiętnastowiecznych francuskich sprawach kryminalnych, ze zdecydowanym naciskiem na pierwszą połowę (no dobra, do wojny francusko-pruskiej, tuż przed nią jest arcyciekawa sprawa), bo fin de siecle to już nie bardzo moja bajka.

W takim razie pozostaje mi czekać i trzymać kciuki za wypalenie wspomnianego projektu ;)

Przeczytałam opowiadanie. Kwalifikuje się do konkursu.

 

Kilka uwag technicznych:

Co do dyskusyjnej fantastyki w utworze – akceptuję taką jej formę, choć gdyby np. opowiadanie miało trafić do antologii i byłabym jedną z osób pracujących przy tekście, pewnie zasugerowałabym odrobinę więcej magii (albo większe rzucanie się w oczy elementów fantastycznych, w tym upiora).

Rozważ wycentrowane trzy gwiazdki, oddzielone od tekstu. O ile pamiętam, nie masz teraz konsekwentnego zapisu gwiazdek – raz jest wycentrowana, raz nie.

oddasz przysługę Francji, królowi, kościołowi, Europie ← czy tutaj nie powinien być Kościół z dużej?

Trzeba się zwolnić z tej służby, pomyślał. ← formatka fantazmatowa widziałaby to tak: Trzeba się zwolnić z tej służby – pomyślał; ale nie jest to rozkaz, zaznaczam tylko w wypadku dostania się do antologii ;) I wymienię, gdzie masz jeszcze myśli:

Chyba nie jest zatrute, pomyślał, ale jego towarzysz też pił, co ukoiło jego nerwy.

Może mi się to wszystko przyśniło, pomyślał Pontis, ta krew, ta szabla.

To niemożliwe, pomyślał, człowiek z Tulonu jest daleko, bardzo daleko.

 

powiedział(+,) odstawiając szklankę.

nie zasłużył się niczym dla korony hiszpańskiej – ta zresztą, jak wiesz, ← w fantazmatowej formatce wywalamy zbędne półpauzy z wypowiedzi 

jak dwadzieścia lat temu stał w wielkiej sali(+,) przyglądając się nowym skazańcom.

 

Opinia o fabule po zakończeniu konkursu.

Życzę powodzenia :)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Dziękuję za rady. Rolę upiora (upioressy) mogę spróbować rozwinąć nawet teraz, ale nie wiem, czy to konkursowo dozwolone?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dozwolone. Do pierwszego maja możesz robić z tekstem, co chcesz. Niektórzy już bardzo duże zmiany wprowadzali.

Babska logika rządzi!

Bardzo dobre opowiadanie od strony warsztatowej, szybko się to czyta, jak powieść. :) Domyślam się, że pod tym względem sama powieść jest tak samo dobra. Co do treści, pobieżnie znam historię Francji, więc zdawałem sobie sprawę, że wszystkie nazwiska coś powinny mi mówić i rozjaśniać fabułę, ale cóż, bardzo mgliście je kojarzę. Więc satysfakcji z lektury nie miałem. Irytował mnie też wszędobylski posąg, na który Pontis ciągle właził. Rozumiem też otoczkę tajemnicy, ale było jej dla mnie zbyt dużo. 

To, co przyszło do niego na cmentarzu wraz z zadaniem, było przy nim obecne już wcześniej.

Sporo zdań tego typu bardziej mnie, finalnie, zmęczyło, niż wciągnęło w tajemnicę, ale sprawności pisania można Ci pozazdrościć. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzięki. Kwestię zdań wezmę pod uwagę przy ostatniej korekcie przed konkursowym zamknięciem tekstów :)

pobieżnie znam historię Francji…

Coming out: wszechobecność Anglii, a konkretnie kilku memów z nią związanych w “dziewiętnastowiecznej” fantastyce znużyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam dać temu odpór, choćby i za cenę mniejszej zrozumiałości realiów…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajnie, historia Francji jest bardzo ciekawa, nie bez kozery powstało tyle filmów kostiumowych. W powieściach lubię jak coś wynika z fabuły, toczącej się opowieści, niż pośrednio z historii.

Pod koniec utworu pojawia się taki dialog.

– Czego chcesz? – wycedził przez zęby de Pontis.

– Odesłać cię tam, gdzie twoje miejsce.

– To również twoje miejsce, Vidocq.

I domyślam się, że powinienem wiedzieć, kim jest Vidocq, ale nie wiem. Trochę łatwiej jest u Cherezińskiej, ona piszę historyczną beletrystykę, ale jednak o Polsce. Łatwiej mi rozeznać się w królach, pretendentach i takie tam. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Vidocq jest nawet w polskiej wiki ;) Pierwszy detektyw w historii. Oraz był film fantastyczny z 2001 (oprócz wielu innych, ale raczej zapomnianych i realistycznych), ale wiem, że to już powoli wchodzi w sferę prehistorii ;)

Powieść, o której wspominam w przedmiowie, jest o Vidocqu, ufantastycznionym, oczywiście.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ponieważ zbliża się deadline poprawek, dziękuję wszystkim komentatorom za wszelkie uwagi krytyczne (za pochwały oczywiście też!). Techniczne poprawki uzupełniałam na bieżąco, natomiast dziś dokonałam jeszcze redakcji całego tekstu, wprowadzając głównie nieco więcej upioressy, zgodnie z sugestiami. Raz jeszcze wielkie dzięki!

(Oczywiście dalsze komentarze mile widziane, nie zamykam dyskusji smiley)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ciekawe opowiadanie z motywami płaszcza i szpady, widać że fragment większej całości, ale cóż, mnie aż tak bardzo nie zachwyciło. Brakuje mi w tym fantastyki. Bardziej książka historyczna, co nie jest wadą bo też czasem sięgam po tego typu historie (kto nie czytał Dumasa). Pewne nawiązania umykają, bo trzeba by zgłębić temat (pewnie lepiej rozwijasz to w książce po którą chętnie sięgnę), ale…

No właśnie, bierzesz udział w konkursie “Jestem legendą”​, z ograniczonym limitem znaków i nie możesz wymagać żeby oceniać to opowiadanie razem z innymi twoimi nawiązującymi tekstami. Legenda oczywiście jest, ale wydaje mi się, że nie do końca o to w tym konkursie chodzi. Przy końcu terminu rozstrzygania miejsc nie bardzo jest czas na googlowanie otoczki historycznej.

Podsumowując, dobre opowiadanie, ale w niewłaściwym miejscu. 

@enderek

Dziękuję ci za zwrócenie uwagi, że przedmowa w obecnym kształcie może być myląca. Opowiadanie jest całkowicie autonomiczne, opowiada zamkniętą historię, i jako takie startuje w Jestem legendą (nie jest jedynym w konkursie, które należy do tego rodzaju autorskich cykli). Nie jest częścią większej całości, ale należy do uniwersum, w którym napisałam już kilka tekstów, w tym powieść. W sumie z nich wszystkich jest nawet najbardziej fabularnie niezależne od reszty, “prequelem” powieści jest bardzo luźnym i odległym – powieść jest zrozumiała bez niego, ono jest zrozumiałe bez powieści. Drugie opowiadanie wrzuciłam w związku z jakimś tam wyrażonym w komentarzach zainteresowaniem tym uniwersum (trzecie chyba pójdzie na betalistę), ale ono fabularnie nie ma z tym nic wspólnego, jedynie świat i jego element fantastyczny. Zaraz wyedytuję przedmowę, żeby nie było w tym względzie nieporozumień, mimo że jesteś jedyną osobą, która tak to odebrała.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba źle się wyraziłem. Nie zabraniam Ci oczywiście promowania innych Twoich opowiadań przy okazji wstawienia tego do konkursu. Tekst jest jak najbardziej zamkniętą całością i oczywiście chętni mogą poszerzyć temat. Ale jestem jednym z tych co chcą przeczytać najlepiej wszystko konkursowe, żeby w zgodzie z własnym sumieniem zagłosować, a jak przez tydzień byłem zawalony robotą i zajrzałem tu wczoraj to się załamałem bo mi może dni zabraknąć na analizę. A jeszcze przez pół godziny pewnie następne wpadną – masakra ;)

 

Rozumiem, też tak mam. W ostatnim dniu doszła 1/3 stawki. Ale na głosowanie chyba trwa na tyle długo, żeby w maju dokończyć lekturę? A przedmowa jest w sumie teraz sensowniejsza.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ciężki tekst. Rozpoczyna się z grubej rury – obszernym, ale mam wrażenie zbyt pobieżnym opisem różnych zależności, układzików, wydarzeń i tak dalej. Wydaje mi się, Drakaino, że założyłaś, że czytelnik ma zbyt dużą wiedzę na temat wycinka historii, na którym operujesz. Jako osoba niemająca z historią zbyt wiele wspólnego, nie mogę powiedzieć, bym poczuł się przez to opowiadanie dostatecznie wprowadzony w realia. Pisząc taki tekst, czasem trzeba pokusić się o parę zdań więcej wyjaśnień – nawet jeśli to banały i oczywistości w Twoich oczach, bo w przeciwnym wypadku grono w pełni zadowolonych odbiorców zwyczajnie Ci się zawęzi. Po tym szalenie ciężkim wstępie, gdy już jakaś akcja się zawiązała, czytało mi się lepiej, bo i napisane porządnie, i podzieliłaś tekst na krótkie fragmenty, co świetnie go zdynamizowało. Cały czas jednak miałem wrażenie, że zbyt wiele mi z tej historii ucieka, bo momentami zwyczajnie nie ogarniałem o czym narrator bądź bohaterowie mówią.

Wracam z komentarzem piórkowym.

Wahałem się, ale nie tak długo. Bo dobrze prowadzisz historię, bohater jest ciekawy, a ukazanie historycznych realiów – fajne, nawet jeśli z lekka trudnych do odnalezienia się bez ich znajomości.

Podstawowa trudność to uczucie, że część to jednak część większej całości. Stąd, pomimo poprawek, historia koronki z nadal z lekka zaskakuje swoim zakończeniem. A po zakończeniu czytania miałem nadal przeczucie, że to ledwo wstęp – że bohater to taki Eddard Stark, “umierający” jeszcze przed początkiem właściwiej historii.

Stąd to lekkie wahanie. Jednak ostatecznie przyjemność z przeczytania była na tyle duża, że zagłuszyła i te elementy. Koniec końców – jestem na TAK.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Właściwie mógłbym się podpisać pod komentarzem MrBrightside’a. Ale napiszę po swojemu.

“Kroki komandora” mnie zmęczyły. Przede wszystkim pokonała mnie pokręcona chronologia. Pomieszane są nie tylko fragmenty – gubiłem się nawet w poszczególnych scenach, które w większości składały się z retrospekcji. A jeśli autor chce zaserwować mi chaos, to ja wolę chaos kontrolowany. 

Sposób prowadzenia narracji też nie ułatwiał lektury. Technicznie nie mam się do czego przyczepić, wydaje mi się, że dobrze operujesz słowem. Ale nie tak dobrze już operujesz wyobraźnią czytelnika. Moim zdaniem komplikujesz, rozwadniasz, piszesz na około i po przeczytaniu akapitu zostawałem z myślą “a o co właściwie autorce chodziło?”. Mam na myśli takie sformułowania, o jakich wspomniał Darcon. 

Element fantastyczny wydaje mi się raczej umowny. Słyszenie głosu równie dobrze mogłoby być metaforą; często się spotyka zdania w rodzaju “Coś podpowiadało mu, żeby tego nie robił”. Nie zrozumiałem, o co chodziło z tą koronką… 

Właściwie to mało zrozumiałem. Ktoś wspiął się na szczyt i z tego szczytu spadł. Bohaterowie mi się mylili, bo zamiast operować imionami, pisałaś coś w stylu “człowiek, którego ktośtam spotkał gdzieśtam”. Mam wrażenie, że Rosa pojawiła się nagle, trochę znikąd. Na historii się nie znam, więc miejsca niewiele mi mówiły. Nie poczułem się też zachęcony, by bliżej zapoznać się z tamtą epoką. 

Przykro mi, ale tekst zupełnie do mnie nie trafił :(

Kurcze, no.

 

Skuszony obiecującą, bo niezmiernie dla mnie interesującą epoką, w której osadziłaś swoją historię, specjalnie zostawiłem sobie Twój tekst na sam koniec, licząc, że będzie mi on niejako wisienką na torcie, ale, niestety – z przysłowiowa wisienką powyższe opowiadanie, przynajmniej w moich oczach, łączy tylko to, że nie jestem entuzjastą wisienek, bynajmniej.

 

Zasadniczo zabiłaś mnie już pierwszym fragmentem – niemal zupełnie nieczytelnym i pozbawionym jakiegokolwiek sensu bełkotem, w którym brak podmiotów wymieszany z zdecydowanie zbyt pokaźną liczbą zaimków sprawia, iż zupełnie odechciewa się dalszej lektury, szczególnie, jeśli wziąć pod uwagę, jak obszerna owa lektura jest.

Po zakończeniu opowiadania ten dziwny wstęp nabiera trochę – ale tylko trochę, bo zbyt wiele w tekście zostaje niedopowiedzeń – sensu, ale sam w sobie bynajmniej nie zachęca, by kontynuować czytanie; tak, wiem, powtarzam się.

 

Dalej jest już nieco lepiej, ale wciąż – moim zdaniem – zbyt ciężko i mgliście.

Po pierwsze, nie podobał mi się język; suchy, relacyjny ton, dzięki któremu opowiadanie jest zupełnie wyprane z emocji, a przez to nie angażuje czytelnika niemal zupełnie. Osobiście pozostałem na losy bohatera doskonale obojętny. No, może z lekkimi odchyłami w stronę w pełni zasłużonej antypatii.

Po drugie, chaos. Nie mam pojęcia, dlaczego tak usilnie starałaś się utrudnić odbiorcy zrozumienie czegokolwiek z tego, o czym opowiadasz, ale udało Ci się to wręcz wzorowo.^^ Bez przerwy gubiłem się w bohaterach, wydarzeniach i chronologii, przez co czytanie było po prostu żmudne i coraz bardziej zniechęcające.

Po trzecie, dziury w fabule, vel umowna fantastyka.

Mamy głos, mamy magiczną mantylę i jakichś ludzi, którzy chcą jej do czegoś użyć, wreszcie mamy Rosę, która też jest w jakiś sposób… hmmm… nagłośniona. Tylko co z tego wszystkiego wynika? Moim zdaniem – nic. Nie wiemy, co to za głos, nie wiemy, kim byli ludzie od mantyli i jak chcieli ją wykorzystać, nie wiemy czym ten fatałaszek był i jaką miał moc, nie wiem nic o Rosie i jej nieobecnym spojrzeniu… Tak naprawdę wszytko równie dobrze mogło być schizofrenicznym urojeniem Pierra czy jak on tam naprawdę miał na imię, bo tego w sumie też nie jestem pewien.

Faktu, że tekst wkomponowuje się w tematykę konkursu równie umownie, jak jest fantastyczny, już się nie czepiam, bo to nie moja działka.

 

Co jednak istotne, mimo wszystko udało Ci się – przynajmniej do pewnego stopnia – przykuć moją uwagę do tego opowiadania. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, iż z pewnym zainteresowaniem śledziłem tułaczkę bohatera – przynajmniej do chwili, kiedy faktycznie była ona tułaczką; od momentu, gdy gość dostał się na salony, zasadniczo wyłącznie się już nudziłem.

 

Generalnie rzecz ujmując – co przykro mi mówić – opowiadanie mi się nie podobało, i to w chyba każdym możliwym aspekcie.

A nie – warsztat masz zupełnie przyzwoity (choć też jeszcze nie doskonały. Ale niech pierwszy rzuci przecinkiem…)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu Burzy, dziękuję za recenzję. Zawsze oczywiście jest przykro, jak komuś się nie podoba, zwłaszcza w każdym aspekcie, ale przejrzawszy recenzje konkursowe mam wrażenie, że nasze gusta literackie po prostu dość znacząco się rozmijają (niektóre z opowiadań przez ciebie wysoko ocenionych są najniżej na mojej liście), z czego może wynikać m.in. to, że w historii prawdziwego Coignarda znacznie bardziej zafascynowało mnie to, co się działo po tym, jak dostał się na salony i to, jak upadł, w sumie głównie dlatego napisałam to opowiadanie, a opisanie tułaczki i kawałka tego świata było wartością dodaną…

Ale pewnie nie pisałabym tego, gdyby nie pierwsze zdanie komentarza, bo akurat ludzie uważający epokę za interesującą i mający o niej jakiejś pojęcie nie mieli dotychczas kłopotów z fabułą, chronologią itd., więc to mnie zaintrygowało – ale może “w epoce” też różne rzeczy nas interesują w różnym natężeniu. Byłabym bardzo ciekawa twojej opinii o drugim zamieszczonym tu opowiadaniu z epoki i tego samego uniwersum (Gdy rozum śpi), które jest napisane “po bożemu”, z linearną akcją, ale nie śmiem namawiać do lektury, bo długie :/

Choć może powinnam zasugerować przynajmniej lekturę komentarzy, zwłaszcza pierwszego ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, to nie jest tak, że nie zrozumiałem tego tekstu, jeśli o to chodzi. Powoli wszystko złożyło się w całość, która – pomijając fantastykę – złożyła się w jako tako składną całość. Tyle, że napisane jest to tak chaotycznie, iż w trakcie lektury czasami (a czasami i częściej, niż czasami) po prostu nie idzie się połapać w… no we wszystkim właściwie.

Do drugiego opowiadania – choć ta linearna fabuła brzmi obiecująco – nie mogę obiecać, że zajrzę. Chyba że na mocy zobowiązań. Ale czy do tego dojdzie – nie wiem.

Mam więc inną propozycję: wkrótce startuję z konkursem, w którym, być może, będziesz miała szansę się odnaleźć, więc zgłoś się, machnij opko i zobaczmy, czy i tym razem nasze gusta rozjadą się jak obietnice przedwyborcze i powyborcza rzeczywistość.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Jak już wspominałam, szacun za realia. Tym mnie przekonałaś do tekstu.

Do dopracowania utrzymywanie uwagi czytelnika, podsuwanie mu tylu informacji, żeby z zaciekawieniem czytał dalej. Może więcej wyjaśnień dla maluczkich nie będących historykami.

I więcej fantastyki. ;-)

No, ale póki co nie jest źle.

Byłam na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Cóż nie jest to łatwy tekst, właściwie nawet muszę przyznać, że czytanie wymaga wysiłku. Zwłaszcza początek – trzeba wykazać się sporym samozaparciem, żeby kontynuować lekturę. Ale na wytrwałego czytelnika czeka nagroda – kiedy wszystko już ładnie ułoży się w całość okazuje się, że mamy do czynienia z niezwykle bogatym obrazem konkretnej epoki, świetnym klimatem i interesującą historią, choć nie jest łatwo połapać się o co właściwie chodzi :-) 

Chyba nawet mógłbym zacytować tu moją opinię spod Twojego drugiego, historyczno-przygodowo-fantastycznego tekstu (chociaż tamten podobał mi się bardziej, głownie ze względu na większą przystępność i łatwość obsługi) ale z obu wyziera ogromna wiedza, sprawność pisarka i właściwie profesjonalny poziom.

Nie mogę powiedzieć, że jestem zachwycony, ale to dlatego, że nie do końca lubię teksty tego typu. Bo siląc się na większą obiektywność, to kawał dobrej literatury. I wartościowej.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie było lekko, pomieszana chronologia dosyć utrudniła mi lekturę. Najbardziej jednak zabrakło mi bardziej wyrazistego zakończenia, domknięcia wątku koronki. Za to napisane bardzo dobrze, ładnie oddany klimat epoki. Risercz historyczny robi wrażenie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Niestety, zajmę miejsce obok czytelników o opinii bardziej negatywnej :(

Zacznijmy od plusów. Twoja wiedza o historii robi wrażenie. I to chyba aż do przesady. Jak na konkurs, jest to opowiadanie niezwykle trudne dla laika. A weź pod uwagę, że grono portalowiczów nie jest aż tak liczne, aby znaleźć w nim wielu znawców historii Francji. Realia, w których osadziłaś historię, są ciekawe. Ale trudno się w nich odnaleźć. Pomimo tego, nie uważam, że powinno się Ciebie za to ukamieniować. Skoro tak chciałaś, to miałaś do tego prawo. Ja jednak lubię, gdy lektura dostarcza mi wiedzy, a nie tylko pytań. Więc to w sumie plus i minus.

Bohater jest dość interesującą postacią. To typowy literacki awanturnik o życiu pełnym przygód, ale tych nigdy za wiele ;) Podobała mi się jego dbałość o zmiany tożsamości.

Lubię, gdy Autor obdarza tekst mnogością pomysłów, wątków i wydarzeń. Ale limit znaków dla tego opowiadania okazał się zabójczy. Chciałaś w tych 60 000 znaków zawrzeć jak najwięcej wydarzeń i chyba przedobrzyłaś. Historia za bardzo opowiedziana jest w formie streszczenia. Przelatujesz nad kolejnymi sytuacjami, na każdą przeznaczając po kilka zdań. Osobiście wolę być wrzucony w wir wydarzeń i razem z bohaterami przeżywać przygody. Nie dowiedzieć się, że Bonaprate przyjechał samochodem do Ugandy, ale pojechać razem z nim, dowiadując się, co czuł, widział i doświadczał podczas podróży.

Opowiadanie czyta się dość trudno i łatwo się zgubić. Coś mi od początku nie grało. Jakoś nie mogłem w to wejść. Nie nadążałem i dopiero po dłuższym czasie zrozumiałem w czym biorę udział.

Czy jako Autorka czujesz satysfakcję z tego, że opowiadanie jest za trudne dla większości (trudny nie znaczy słaby) czy wolisz, aby było przystępne i każdy pokonał je łatwo i z przyjemnością?

Pozdrawiam!

 

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Czy jako Autorka czujesz satysfakcję z tego, że opowiadanie jest za trudne dla większości (trudny nie znaczy słaby) czy wolisz, aby było przystępne i każdy pokonał je łatwo i z przyjemnością?

Nie czuję satysfakcji, bo nie chcę znęcać się nad czytelnikami ;) Po prostu pozaportalowi betareaderzy (fizyk, prawnik, kilka filolożek, w tym jedna romanistka wbrew pozorom mająca dość blade pojęcie o historii Francji) nie zgłaszali takich problemów, a to był mój opowiadaniowy debiut tutaj. Wyciągam wnioski i będę się starała pisać bardziej przyjaźnie dla laika, ale chcę unikać wprowadzania znanych postaci jako ozdobników, a także erpegowego niemalże opisywania, że oni idą/jadą, bo mnie z kolei jedno i drugie nie bawi, a pierwsze wściekle irytuje.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bardzo lubię ten tekst. Uważam, że zasługuje na wysokie miejsce w konkursie “Jestem legendą”, i to bynajmniej nie dlatego, że się z autorką znamy pozaforumowo.

Cenię ten tekst za:

a) wykorzystanie i przetworzenie autentycznej historii tak, że nabrała lekko niesamowitego klimatu;

b) efektowne gry literackie (takie jak podwójność postaci “człowieka z Tulonu”)

c) konsekwentne prowadzenie narracji.

Zamierzam zagłosować na ten tekst w konkursie. 

I wreszcie przeczytałam :) Trochę mi zajęło, ale cieszę się, że dałam sobie czas. Styl wyśmienity i konsekwentny – płynęłam podczas lektury. Odniesienia do klasyków literatury i historii nie zawsze były czytelne, ale kto jest alfą i omegą w danej dziedzinie? Mimo że lubię klimaty historyczne, to nie wszystkie epoki chętnie czytam. Ale Tobie Drakaino, udało się mnie uwieść historią. Niby klasyczna opowiastka nieuczciwego człowieka wspinającego się po drabinie społecznej na sam szczyt, ale ma w sobie to coś. Poza tym, nie uważam, żeby Twoje opowiadanie było specjalnie hermetyczne. Przetrwałam “Wolf Hall” H. Mantel (w polskim przekładzie, oryginału nawet nie tykam, bo mnie przerasta sama myśl lektury ;)), więc przetrwam już wszystko w historycznych klimatach ;D

Podobało mi się mocne osadzenie w faktach historycznych, dobry styl i ciekawy bohater. Moja wiedza na temat epoki napoleońskiej może nie jest zbyt wielka, ale tym bardziej trzeba korzystać z okazji, żeby się dokształcić ;) Chronologia wydarzeń początkowo sprawiała mi nieco problemów, ale te przeskoki czasowe i zmiany tożsamości tak naprawdę są ciekawe i wprowadzone z pomysłem.

 

Żałuję natomiast, że posąg komandora był tu tylko ozdobnikiem, pretekstem. Bardzo lubię historię Don Juana, a raczej sposób, w jaki zmieniała się u różnych autorów, jestem też fanką Mozarta ;) Więc szkoda, że nie wykorzystałaś w pełni możliwości, jakie niesie ze sobą użycie historii z posągiem.

 

Pisałaś, że “drugi człowiek z Tulonu” korzysta z innego rodzaju magii (przeczytałam to w komentarzach). W sumie też szkoda, bo ja interpretując zakończenie szłam tropem “kamiennym”: tu posąg, tu mur. Szept zaklęty w martwych przedmiotach, metafora czegoś twardego i zimnego (posąg, mur cmentarny, nagrobek, ścina więzienia, skała zamku d’If). Taka zabawa mogłaby w moim odczuciu dodać Twojemu tekstowi więcej głębi.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dzięki, Mirabell, za komentarz. Posąg Komandora jest tu metaforą raczej niż ozdobnikiem, po prostu posąg Napoleona z kolumny Vendome (zrzucony za Restauracji), a także Vidocq, śledzący bohatera policjant, czyli obaj będący jego nemesis ludzie z Tulonu, kojarzą mu się z przerażającym posągiem z opery. A jako fanka Mozarta i Don Juana zauważyłaś może, że cała sekwencja z Vidocqiem, od spotkania na ulicy po rozmowę w domu bohatera, jest dokładnym retellingiem finału Don Giovanniego od sceny na cmentarzu po “ucztę”, wręcz z cytatami z opery…

 

Na magię natomiast wiele nie poradzę, bo to opowiadanie należy do szerszego uniwersum, w którym mam bardzo dokładnie ułożone to, jak działają różne nadprzyrodzone siły. Np. to, co dla bohatera jest “głosem”, nie przenika przez litą skałę, dlatego popękany mur tak, skała nie. Ale dzięki za sugestie, niektóre może wykorzystam w przyszłości, bo są ciekawe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Retellingu trudno nie zauważyć, ale wciąż jest to raczej luźne skojarzenie niż rzeczywiste odniesienie do opery. Co w sumie nie jest jakąś wielką wadą, chociaż akurat Don Giovanni bywa uznawany za punkt zwrotny, przejście do romantycznego postrzegania tej postaci, więc może jednak trochę szkoda ;)

 

Rozumiem, że to szersze uniwersum, ale jako czytelnik jednego opowiadania opublikowanego w ramach konkretnego konkursu czuję lekki niedosyt wyjaśnień. Chociaż w sumie trop popękaną ścianą i litą skałą rzeczywiście zostawiłaś, a ja nie zwróciłam na niego uwagi. A to w sumie też ciekawa koncepcja.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

To chyba najlepiej napisany konursowy tekst – z tych, które na razie przeczytałem, rzecz jasna. Fabularnie również nie zawodzi. Imponuje mi swoboda, z jaką operujesz swoją bogatą wiedzą historyczną. Główny bohater to postać interesująca, z zaciekawieniem śledziłem jego losy. Minusem jest jednak to, że łatwo można się zgubić w gąszczu pytań, przez co niektóre fragmenty musiałem czytać dwa razy w obawie przed niezrozumieniem tekstu. Całościowo jednak opowiadanie prezentuje się bardzo solidnie :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Soku – dziękuję za miłe słowo. Aż się zarumieniłam. W wolnej chwili zapraszam w takim razie do lektury “Gdy rozum śpi” – to z tego samego uniwersum, dzieje się nieco wcześniej, ma linearną fabułę i nieco mniej historii w tle – nawet krytycy KK chwalili. Jest niestety długie (12 k)…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka