- Opowiadanie: Anet - Latoszki

Latoszki

Moi drodzy, 

napisałam i jestem z siebie dumna :)

Ale – oczywiście – nie aż tak, żeby się od razu podpisać ;)

Życzę miłej lektury.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Latoszki

 

Nad wzgórzami wschodził świt, gdy czarna armia odstąpiła bram.

Słońce jeszcze nie zdążyło pokazać tarczy, kolorując nieboskłon, a już za ogrodzeniem rozległy się podekscytowane szepty. Wieść z niedowierzaniem przekazywano z ust do ust. Nikt jednak nie śmiał podnieść głosu, dopóki ostatnia sylwetka nie rozpłynęła się w chłodnym powietrzu. Dopiero wtedy osada zaczęła wracać do życia.

Nikt nie wiedział, kim byli czarni jeźdźcy, skąd przybywają, ani co nimi kieruje. Pojawiali się rzadko. Stawali jeden przy drugim wokół wioski, nikogo nie przepuszczając ani w jedną, ani w drugą stronę. Ciemne ich szaty zdawały się fruwać na wietrze, broni nie okazywali, nawet konie nie parskały. Trwali w miejscu. A potem odchodzili tak, jak się pojawili: w ciszy, bez uprzedzenia.

O, byli tacy, którzy próbowali przedostać się przez kordon! Żaden nie zbliżył się nawet na pół wiorsty. Stawali w miejscu bez ruchu nawet po kilka godzin, po czym wracali biegiem do osady z pobladłymi twarzami i trwogą w oczach. Długo dochodzili do siebie. Opowiadali potem, że nagle brała ich słabość straszliwa, która kroku zrobić nie pozwalała, a strach ogarniał tak przenikliwy, że jeno w ucieczce upatrywali ratunku. I żaden nie potrafił wyjaśnić, czego właściwie się bał, poza tym, że czuł śmierć nadchodzącą i nieszczęście.

Nigdy nie było wiadomo, ile potrwa oblężenie. Dlatego zawsze pilnowano, aby spichlerze były pełne, studnie czyste, a zwierząt choć po kilka sztuk nieopodal.

Czemu wybrali Latoszki – tego nie wiedziano. Ale od dawien dawna czarna armia pojawiała się, gdy wsi groziło poważne niebezpieczeństwo. Chroniła ją i przed pożarem lasu, i przed zarazą, tak jakby okrywała ją swym płaszczem, nie pozwalając zrobić żadnej poważnej szkody. Niosła niepokój, bo nie wiadomo było, co za nieszczęście się wydarzy, ale i pewność, że mieszkańców oszczędzi.

Zazdrościli sąsiedzi Latoszkom tej ochrony. Tam się i lepiej powodziło, i łatwiej żyło, i bać się nie było czego. Niektórzy rzucali czasem złe spojrzenia, ale starsi wiedzieli, że żadna to wsi zasługa, ani wpływu na nią nie ma, a że dobrzy ludzie tu żyli i zawsze do pomocy chętni po katastrofie jakowejś, przyjmowali to dobrodziejstwo bez gadania.

 

Stary Maćko podkręcił wąsa, sapnął po swojemu.

– Trzeba słać do Bocianic.

Spojrzał po młodzieży. Chłopcy wpatrywali się w niego w niemym oczekiwaniu. Od miesiąca wieści z zewnątrz nie było żadnych. A w Bocianicach przecież na niejednego panna jakowaś wyglądała z utęsknieniem.

– Jaśko.

Jasnowłosa głowa przytaknęła gorliwie.

– Pójdę!

 – Konia weźmiesz, obaczysz, co i jak, i migiem wracaj! Może im czego potrzeba. Tylko patrz bacznie, czy nie zaraza! Tedy nie podchodź, wracaj zaraz. Wiesz, jak znakują zarazę? – Maćko zmarszczył brwi.

– A bo to ja nie widziałem?!

Jaśko się obruszył, że go jak dziecko traktują, ale widząc poważne spojrzenie starego, przytaknął i pobiegł konia gotować do drogi. Niby kilka wiorst tylko ich dzieliło, ale trzeba było szybko się wywiedzieć nowego nieszczęścia, a może i ratować sąsiadów.

 

Jaśko nie wrócił ani pod wieczór, ani na następny dzień.

Maćko najpierw się zżymał w sobie, że młokosowi powierzył taką sprawę, ale potem i martwić się zaczął. To nie było do chłopaka podobne. Nawet jakby ta Maryśka od kowala go zatrzymała, to przecież nie na tyle czasu. Chociaż młode to i głupie, to nie wiadomo. A jeśli rzeczywiście zaraza jakowaś? Nie, tego nigdy nie było, żeby jedna po drugiej tak przychodziła, nie może być. Albo bandyci na niego napadli? Ale skąd bandyci na tej drodze wiejskiej, z dala od szlaku handlowego? Tu tylko wioski porozrzucane, ni bogaczy, ni kupców w okolicy. Co się mogło stać?

Trzeba było znowu słać.

 I już Staszko wskakiwał na wierzch szarego wałacha, gdy ktoś wypatrzył oczekiwanego jeźdźca już przy ostrokole. Otworzono bramę. Jaśko wjechał galopem, puścił grzywę Bursztyna i bezwładnie osunął się na ziemię. Nieprzytomnego zaciągnięto do chaty.

 

 Dopiero pod wieczór Jaśko ocknął się na tyle, że można było cokolwiek zrozumieć. Posłano po Maćka.

– Czarna armia…

Popatrzyli po sobie domownicy. Majaczy widać.

– Co ty, synek, już poszli, już dobrze, już nic… – Matka uspokajająco pogłaskała jasną głowę chłopca.

Ale Jaśko wzdrygnął się niecierpliwie i wyszeptał pobielałymi wargami:

– Czarna armia stoi wokół Bocianic…

Koniec

Komentarze

Początek zaintrygował, więc czytałam z niejakim zaciekawieniem i choć zakończenie nawet mnie rozbawiło, to pozostał nie do końca sprecyzowany niedosyt.

Cieszę się, Anonimowa Autorko, że Latoszki są porządnie napisane. ;-)

 

Ro­zej­rze­li się po sobie do­mow­ni­cy. – Raczej: Spojrzeli/ Popatrzyli po sobie do­mow­ni­cy.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się z Regulatorzy. Też mnie zaciekawiło. I też mam niedosyt.

Jedyne, czego możesz się wstydzić, Autorko, to fakt, że nieładnie pozostawiasz czytelnika ze sporym niedosytem i stosem pytań, na które nie dajesz żadnej odpowiedzi. 

Ładnie napisana, ciekawa historyjka, ale mało jej, oj mało…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

O, bardzo porządnie napisane. I ładnie. Co z tego jak krótko i bez zakończenia właściwie. Zrób coś z tym, Anonimko – dopisz więcej historii, abyśmy mogli się nią cieszyć razem z Tobą. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Publikacja jako anonim bezpodstawna. Szorciaka nie musisz się wstydzić chociaż szkoda, że taki urwany. Albo dopisz dalszy ciąg, albo jakąś solidniejszą puentę.

Cześć.

Daruj bezpośredniość, ale to pożałowania godne postępowanie, aby pisać i czekać na oklaski, po których dopiero zamacha się rękami i napisze: “Halo, to jednak nie anonim, tylko ja, Zosia! Skoro wam się podobało, to teraz możecie mnie wielbić z imieniem/nickiem na ustach.”

Testowanie mnie, czytelnika, to wykorzystywanie mojego czasu na poprawienie Twojego samopoczucia.

Bardzo, bardzo delikatnie: nieładnie postąpiłaś.

Nie zmarnowałem tu więcej czasu niż trwało napisanie tego.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

A ja mam mieszane uczucia, bo za dużo niedomówień. Napisane zgrabnie.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Mam wątpliwości, czy świt może wschodzić . Raczej wstawać. Poza tym czytało się bardzo fajnie. Mojego czasu z pewnością nie zmarnowałaś :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wizytę i komentarze.

Cieszę się, że pomimo niedomówień i nieudanego zakończenia tak miło przyjęliście ten tekst. 

Jesteście kochani :)

Teraz, kiedy wiem, kto napisał Latoszki, nie dziwię się już zwięzłości opowiadanka. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ach, poszalałam ;)

No! Szalej częściej. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiesz, Anet, nie wiem dlaczego, ale podejrzewałam, że to właśnie Ty. Intuicja mnie nie zawiodła. Cieszę się, że się odważyłaś.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ciekawy tekst, niestety, bez finału. W sumie mamy intrygujący wstęp, bardzo dobrze napisany, z miejsca wprowadzający w fabułę. Dalej jest rozdział rozwinięcia, też dynamiczny i sprawnie skonstruowany, pojawiają się dwaj bohaterowie, coś niecoś się wyjaśnia, ale  fabuła zdaje się zmierzać ku szerszej opowieści. Jednak tylko przez chwilę… 

Mało.

Chyba zabrakło konceptu, co dalej, jak poprowadzić opowieść do końca. Szkoda…

Pozdrówka.

PS. Jeżeli odległość mierzono w wiorstach, należało jednak zaznaczyć, że akcja toczy się gdzieś na wschodzie Europy. 

Bemik – gratuluję intuicji :)

Roger – dziękuję i trochę wyjaśnię.

Wiorsty mi wyszły przypadkiem, bo kilometry nie pasowały, więc wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło “staropolskie miary”. Ponieważ nie jestem za dobra w niczym, nie chciałam osadzać akcji zbyt mocno w miejscu i czasie. Aczkolwiek przyznaję, że miałam na myśli polską wieś.

 

Co do zakończenia: w głowie miałam inne, ale, niestety, jeszcze bardziej otwarte (czy może powinnam napisać: jeszcze mniej kończące), a potem już tylko pustkę ;)

Może po prostu jestem zbyt niecierpliwa, ale ostatecznie postanowiłam potraktować ten tekst jako wprawkę. Nie znam nikogo, kto oceniłby moje umiejętności lepiej niż Wy.

Wiorsty oczywiście też mogą być, ale od razu wskazują miejsce akcji.  Można pomyśleć o milach i stajach. 

Bo ja wiem – trzeba chyba najpierw pomyśleć o tym, skąd wzięli się czarni jeźdźcy. Jeżeli to się wykoncypuje, reszta nie byłaby już trudna. No i zastanowić się, w jakim czasie dzieje się ta historia. Wczesne średniowiecze? Może też i później, tyle, że te dwie wsie  i inne okoliczne sioła chyba winny być jakoś odcięte od świata. 

Pozdrówka

kolorując nieboskłon – sugerowałbym “zabarwiając” / “barwiąc”

W trzecim akapicie można pomyśleć nad zamianą któregoś (najlepiej pierwszego) z trzech “ani”

że czuł śmierć nadchodzącą i nieszczęście. – dodałbym (pasuje do rytmu “relacji” wymienianych zagrożeń) “nieszczęście nieuniknione”

Odniosłem wrażenie, że składnia jest niekonsekwentna. Wpierw myślałem, że to tylko dialogi są “podkręcone”, potem wyłaziło to do narracji, w której – zależnie od akapitu – są różne szyki. Na przykład:

Ale od dawien dawna czarna armia pojawiała się, gdy wsi groziło poważne niebezpieczeństwo. Chroniła ją i przed pożarem lasu, i przed zarazą, tak jakby okrywała ją swym płaszczem, nie pozwalając zrobić żadnej poważnej szkody – tu jest normalnie, wpierw podmiot, potem czasownik

Zazdrościli sąsiedzi Latoszkom tej ochrony. – tu się zaczyna od czasownika, nie podmiotu

Niby kilka wiorst tylko ich dzieliło, ale trzeba było szybko się wywiedzieć nowego nieszczęścia (tutaj jeszcze było-dzieliło się trochę rymuje)

Ogólnie leciutko, ładnie napisane. Podobało się, choć zabrakło czegoś na końcu, jakiegoś obucha w głowę.

Sirinie – dziękuję za odwiedziny :)

 

Będę miała sporo do przemyślenia.

 

O, Anet coś napisała.

Fajnie. ;-)

 

Zgadzam się, że pozostawiasz Czytelnika z niedoborem odpowiedzi. Ale pomysł czarnej armii interesujący.

Żaden nie zbliżył się nawet na pół wiorsty.

Hmm. A ile mierzyła sama osada? Bo, wiesz, ci czarni nie przepuszczali w żadną stronę, więc jeśli poniżej kilometra średnicy, to nikt w środku nie mógł się ruszać…

Babska logika rządzi!

Finkla :)

Liczyłam pół wiorsty od punktu, w którym ludzie stawali poza wioską.

Chciałam Ci to narysować, ale biorąc pod uwagę moje umiejętności w tym zakresie (próbowałam!), zagoniłam do roboty narzeczonego (i mam szczerą nadzieję, że uda mi się zamieścić rysunek samodzielnie) ;)

Ale jeśli czar/ bariera działa w obie strony analogicznie, to i w środku wioski nie można podejść na pół wiorsty do bramy lub innych murów.

Babska logika rządzi!

 

 

 

I “na zewnątrz” armii też można podejść tylko na pół wiorsty. Czyli z samej wsi można wyjść, byle nie za daleko.

Niezupełnie:

Nad wzgórzami wschodził świt, gdy czarna armia odstąpiła bram.

Albo bramy pobudowano diablo niewygodnie daleko od wioski. ;-)

Babska logika rządzi!

Oj tam, oj tam. To taka licentia poetica, mój opis po prostu nie jest wierny faktom ;)

A skąd biedny czytelnik ma sobie wziąć fakty, jeśli Autor go okłamuje, a? ;-)

Babska logika rządzi!

Z wyobraźni :)

Hahaha! Z logiką Finkli nikt nie wygra :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

O! Anet pisze. Czekałem na to. Przy takiej ilości komentarzy w stosunku do innych, wypada coś napisać, ale za krótko…

 

Nie jestem miłośnikiem takiej stylizacji językowej tekstu, ale formalnie widać zgrabne pióro…

Bardzo zgrabnie napisane. ;)

Szkoda że tak mało. Wielce mnie zainteresowali czarni jeźdźcy.

Sama autorka przyznała, że opowiadanie nie ma sensownego zakończenia. W takim razie można chyba powiedzieć, że jest o niczym?

Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i komentarze. Obiecuję się poprawić ;)

A gdzież to podziało się w profilu “Ło matko!”? Bardzo fajny stuwyrazowiec.

Pozdrówka.

Cytując autorkę:

“Podobało mi się!” ;-)

Dziękuję uprzejmie ;)

 

Dodałam “Ło matko!” 

Cytując Cobolda:

Cytując autorkę:

“Podobało mi się!” ;-)

Tylko, ten tego… Szkoda, że bez zakończenia. Za to fajna konwencja :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No wiem.

Zgadzam się z tymi zarzutami, muszę nad sobą popracować, ale myślę, że to jest do zrobienia ;)

Dzięki za komentarz :)

Z pewnością.

Będę czekał na efekty :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

O, sławny drabble jak widzę!

Zaraz zajrzę ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Może nie bardzo sławny, ale mój ;)

Sławny, sławny…

Oj… 

Zaczerwieniłam się ;)

Ciekawa jestem, co Ty nam zaserwujesz w tym roku.

W tym roku tutaj chyba niczym. Tyle tego napublikowałem na tym portalu, że starczy. Trzeba raczej byłoby zlikwidować co nieco tekstów,.

W “Creatio Fantastica” chyba coś się ukaże.

A ten stuwyrazowiec naprawdę dobry.

Pozdrówka.

No trudno, ale rozumiem.

 – na portalu publikuje się sporo tekstów, dziennie chyba średnio ze trzy. Jest co czytać, przynajmniej teoretycznie.

Pozdrówka.

Coś sobie znajdę ;)

Nie chcę zaśmiecać wątku tego ciekawego, chociaż nieskończonego opowiadania, ale z ciekawości zapytam – czytałaś Operację “Koziorożec”? Jest na tym portalu. 

Oczywiście, że czytałam, nie wiem, czy tutaj, już jakiś czas temu. Zdarza mi się wracać do niektórych opowiadań ;)

Natomiast nadal jestem fanką “Przesłony”.

 

Wielkie dzięki za pamięć o “Przesłonie”. Nie pamiętam, dlaczego, ale jakoś zapomniałem o zamieszczeniu tekstu na tym portalu.  Chyba spowodowały to problemy z wklejaniem opowiadania.

Może jednak trzeba przypomnieć “Przesłonę”… Na nowym portalu teraz byłaby to chyba premiera.

Miło było.

Pozdrawiam ciepło. 

Była tu kiedyś na pewno, przed zmianami. Uważam, że warto ją przypomnieć.

Haha, fajny szorciak. Chyba jestem odosobniony w tym odczuciu, ale finał mnie satysfakcjonuje. Nie wiem czy dużo publikujesz, ale jeśli nie, to myślę, że powinnaś rzucić “na pożarcie” swoje dłuższe teksty.

Nimrod – dzięki :)

Fajnie, że  ktoś jest usatysfakcjonowany ;)

Nie publikuję, bo nie piszę, ale jeśli coś się zmieni w tym zakresie, bez wątpienia to będzie pierwsze miejsce, w którym się pochwalę (że cokolwiek stworzyłam) ;)

Język i pomysł z czarą armią – duży plus!

Otwarte zakończenie – jeszcze większy ;)

Po komentarzach widzę, że wielu osobom nie pasuje taka forma kończenia opowieści.

Ja sam uwielbiam takie rozwiązania. Potknięcia w środku łatwo wybaczam – szybko o nich zapominam – ale uczucie, które wywołuje końcówka, przeważnie pozostaje w mojej pamięci, jako podsumowanie całego tekstu. Dlatego najbardziej lubię otwarte zakończenia. Sam dopowiadam sobie dalszy ciąg albo interpretuję odpowiednio, to co się wydarzyło. Co zrozumiałe, trafiam dzięki temu w swoje gusta i przenoszę uczucia wywołane moimi wyobrażeniami, na sam tekst.

Jest to poniekąd zrzucenie części pracy na czytelnika, ale wydaje mi się, że dzięki temu więcej osób może być zadowolonych – w końcu każdy otrzyma trochę inną opowieść, po części stworzoną przez autora, a po części przez siebie.

Kwestia gustu, ale jak dla mnie opowiadanie, między innymi dzięki końcówce, jest bardzo dobre!

Cieszę się bardzo, dziękuję :)

tekst czytałem parę miesięcy temu. Pamiętam go do dziś. Oczywiście mógłby być dłuższy. Traktuję go jako migawkę czegoś większego. Miła, choć za krótka lektura – i piszę to jako miłośnik krótkich tekstów ;)

A to ci niespodziewanka :) Przeczytałam z przyjemnością. Lubię szorty, a takie niedopowiedziane zwłaszcza :):)

Anet jak nie pisze to nie pisze, ale jak napisze, to zdecydowanie fajnie!

Oj, nawet nie wiecie, jaką mi radość sprawiliście!

Dziękuję Wam bardzo :)

Bardzo fajnie napisane, a fabuła tajemnicza, jak lubię smiley

Zdecydowanie postawiłaś na jakość, nie ilość smiley

Nie biorę narkotyków. Jestem narkotykiem - Salvador Dali

Dziękuję za odwiedziny :)

Znowu mi fajnie :)

Bardzo ciekawy tekst. Będzie ciąg dalszy ??

Fajne :) Jest parę niedoróbek stylistycznych, ale w krótkiej formie zawarłaś i ciekawy, niepokojący pomysł, i jakąś historię, więc klik się należy.

Oooo…

Cichy0 – raczej nie będzie ciągu dalszego, bo nie mam pomysłu na bliższy ;) Dzięki, że zajrzałeś :)

Fun – sprawiłeś mi ogromną radość, dziękuję :)

Od strony technicznej właściwie nie mam nic do powiedzenia. W jednym, czy dwóch miejscach coś mnie delikatnie ukuło w szyku zdania, ale poza tym czytało się naprawdę gładko, także za to duży plus.

Od strony treściowej mam już za to całkiem sporo do powiedzenia. I moja opinia będzie dosyć odmienna od pozostałych.

Czytam bowiem te wszystkie komentarze, czytam i zrozumieć nie mogę narzekań wielu osób na brak zakończenia. I choć sam również pozostałem z diabelskim niedosytem i chętnie dowiedziałbym się więcej o czarnej armii, to nie mogę się zgodzić, że szortowi brakuje puenty. Może i finał nie wali po mordzie, ani nie wywołuje oczekiwanego przez wielu efektu “wow”, to jednak spełnia swoje zadanie, pozostawiając czytelnika z pewnym rodzajem “fantastycznego niepokoju”. Nie chciałbym doprowadzić do absurdalnej sytuacji, w której odbiorca odnajduje w utworze więcej treści i znaczeń niż miał zamiar zawrzeć autor, ale śmiem twierdzić, że Latoszki śmiało mogą funkcjonować jako zamknięta całość, której nic nie brakuje. I, że tajemniczość i nieprecyzyjność zakończenia są celowe. No bo, gdyby się okazało czym jest ta cała czarna armia, i co gorsza, wyjaśnienie byłoby banalne, to czy ktokolwiek nadal czułby ten dreszczyk tajemnicy? A jeśliby nie czuł, to jakiż sens z takiego opowiadania?

Dlatego też, Anet, gratuluję szorta. Ja go zapamiętam.

Nessekantos – bardzo Ci dziękuję za odwiedziny, wszystkie te ciepłe słowa i walkę w wątku z nominacjami. To bardzo budujące. Cieszę się, że tu wpadłeś ;)

A ja cieszę się, że zdałem sobie pytanie: Czy tak zawzięcie komentująca takie gro opowiadań Anet, sama coś czasem skrobie? No i jak się okazało, skrobie. Ale za rzadko.

Całe dwa razy przecież! ;)

Poza tym mam wrażenie, że akurat tutaj więcej jest piszących niż czytających ;)

Zgłaszam do biblioteki.

 

Podoba mi się narracja, fajnie poprowadzona technicznie, a opowiadanie wprowadza bardzo interesującą tajemnicę, taką, jakie lubię – nierozwiązaną :)

Nie biorę narkotyków. Jestem narkotykiem - Salvador Dali

Dziękuję, Piotrze, cieszę się, że Ci się podobało :)

Najbardziej spodobał mi się fragment: “Posłano po Maćka”. Posłano. I oto jestem! A tak na poważnie… To jest bardzo fajny, sprawnie napisany tekst. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale spodobały mi się (pachnące stylizacją, gwarą jakąś) dialogi. Dzięki! Pozdrawiam! 

maciekzolnowski

Cieszę się bardzo.

I zwróć uwagę, że Maćko to nie byle kto, ważna figura w tej osadzie! ;)

A jak! Tylko szkoda, że stary. ;) Zresztą Twoje Bocianice kojarzą się z boćkiem, a synonimem boćka jest też (kto?) maciek oczywiście. Kurczę. Dużo tych Maćków w tym opowiadaniu. ;)

 

Piszesz coś nowego, Anet, pracujesz nad czymś? Mnie ostatnio wzięło na klimaty ruskie: film i literatura (”Morfina” i takie tam…). Idę właśnie coś sobie pooglądać na zalukaj.pl . I zastanawiam się nad napisaniem dreszczowca lub/i kryminału (nie wiem tylko, czy potrafię; niby że nie moja bajka…). 

 

maciekzolnowski

Oj tam, stary, nie stary, mądry, i wszyscy go słuchają ;)

Nic nie piszę, bo jestem leń paskudny.

A Twój kryminał czy dreszczowiec na pewno bym przeczytała z ciekawości, bo mi się raczej kojarzysz właśnie z takim bajarzem, gawędziarzem. Ciekawe, jakby to wyszło. Obstawiam, że rzecz działaby się w górach ;)

Mimo wcześniejszych moich pewnych uwag krytycznych, tekst jest na tyle ciekawy i dobrze napisany, że powinien znaleźć się w bibliotece, więc kliknąłem. 

Pozdrówka.

No, proszę, taka niespodzianka!

Dzięki, Rogerze :)

Powiadają, że niespodzianki chodzą po ludziach… Coś w tym jest. Jeszcze jedna nominacja i biblioteka.

Pozdrówka.

Fajne ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

I tak jest fajnie :)

Dzięki, marasie :)

Fajnie napisane, chociaż według mnie za krótkie. Bardziej jak wstęp do jakiejś historii…

Patetronusie, jesteś kolejną osobą, która widzi w tym szorcie tylko wstęp do czegoś.

Dzięki za odwiedziny :)

Przede wszystkim bardzo ładnie napisane, czytało się gładko i przyjemnie. Udana stylizacja, choć mam wrażenie, że dość często zdania kończyły się na czasowniku i po pewnym czasie trochę to zgrzytało.

Pomysł z czarną armią intrygujący i oryginalny, naprawdę mnie wciągnął.

No i teraz kwestia kontrowersyjnego zakończenia. ;) Wg mnie tekst tekst broni się jako samodzielna całość, wcale nie musi być tylko wstępem, a zakończenie wzbudza emocje, tylko że… trudno powiedzieć jakie emocje i nie do końca wiadomo, co się wydarzyło. Przy czym mam wrażenie, że wystarczyłoby tu dorzucić 1-2 zdania, żeby wszystko wyjaśnić.

Tak czy inaczej ode mnie klik, bo czytało się bardzo przyjemnie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo Muymalo, nie masz pojęcia, jaką mi radość sprawiłeś z samego rana :)

Dziękuję :)

Mnie się wydaje, że dorzucenie tego jednego czy dwóch zdań tylko by zepsuło całość, rozczarowało albo jeszcze bardziej “otworzyło” zakończenie. Tak naprawdę nie ma znaczenia, co się wydarzyło, chodzi o to, że wiadomo, że coś się znowu stanie (złego) i tym razem to nie Latoszki będą chronione przez czarną armię. Tak to widzę. I wiem, wiem, czytelnik nie siedzi w mojej głowie, ale… jakby to napisać… żeby nie wyszło nieskromnie… mnie się tak podoba, no!

No to cieszę się. :)

Owszem, ma sens to, co piszesz. Tyle tylko, że zgrzyta tutaj brak przyczyny, dla której coś się wydarza. Przyczyna nie musi być dobrze wyjaśniona, ale wolałbym, żeby jakaś była. Tobie się tak podoba, mnie inaczej, no i spoko. :)

Pozdrawiam :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czasami rozwiązanie zagadki przynosi rozczarowanie ;)

Nowa Fantastyka