- Hydepark: Friendly duck, czyli metoda bety nieco innej

Hydepark:

inne

Friendly duck, czyli metoda bety nieco innej

Moi drodzy!

Okoliczności bety pewnego tekstu skłoniły mnie do otwarcia tego tematu, bo a nuż łyżka komuś z Was się przyda.

Wiadomo, że beta (lub profesjonalniej: redakcja) dobra rzecz i zawsze fajnie móc zasięgnąć pomocy merytoryczno-technicznej, nim puścimy nasz tekst w świat. Czasami jednak dzieje się tak, że redakcja kompletnie rozsypuje nasze pierwotne założenia – pomocna beta wskazuje nam elementarny błąd, na którym niestety oparliśmy całą fabułę, więc jest nieusuwalny. Albo zwraca uwagę na niedoróbki, nielogiczności fabuły i świata, które byłyby możliwe do wyeliminowania, ale wymagałoby to praktycznie napisania tekstu od nowa – a to autora bardzo zniechęca.

 

Jest sposób uniknięcia (albo przynajmniej redukcji ryzyka) wystąpienia takich dolegliwości, który osobiście stosuję i bardzo polecam. Mianowicie: ducking, czyli inaczej friendly duck. ;>>>

Ot, pomocna kaczuszka – taka, jaką stosują programiści.

 

Co robi programista, gdy ma problem w kodzie? Siada przed żółtą kaczuszką kąpielową (albo TBH czymkolwiek; jakoś się utarło, że to kaczka) i zwierza jej się z problemu. Żali się kumplowi przy automacie do kawy, usiłując krótko wyłożyć, “dlaczego mu nie działa”, próbuje wytłumaczyć to dziecku, psu i tak dalej.

 

Przy opowiadaniach to również zdaje egzamin. Wystarczy wziąć jakąś przyjacielską kaczkę i jej zaspoilerować swój pomysł, przedstawić motywy, pokrótce zarysować plot – słowem: po prostu opowiedzieć, co się będzie pisało. Nawet jeżeli rozmówca nie odezwie się przy tym słowem, taki monolog może bardzo pomóc (np. w zaplanowaniu fabuły – jeśli masz w głowie strzępki akcji, a tu nagle trzeba komuś opowiedzieć, żeby to miało ręce i nogi, siłą rzeczy trzeba to poukładać). Kaczka może zadać pytania, które zwrócą uwagę na motyw niejasny, błędny lub wymagający doprecyzowania. Jeśli potrzebujemy specyficznej wiedzy, warto opowiedzieć pomysł komuś, kto się na tym zna – będzie w stanie odpowiednio szybko zareagować i wskazać bzdury, i to jeszcze zanim tekst powstanie, a nie już wtedy, kiedy mamy 140k i szlifujemy przecinki.

Może być tak, że wpadliśmy na identyczny pomysł co inny twórca, którego dzieła nie znamy – akurat kaczka może to znać i powiedzieć “Ej, to brzmi dokładnie jak XYZ”, co pozwoli nam w porę szukać innego pomysłu (albo świadomie kreować swój tak, żeby się nie sparzyć).

Kolejna zaleta: możemy poznać wstępny feedback. Jeśli są to osoby, których gust znamy i cenimy, charakteryzują nasz target, to fajnie wiedzieć, czy w jej odczuciu pomysł jest “SUPI PISZ TO” czy “Hm, no nie wiem”.

 

Warunek: O kaczkowanie powinna być poproszona osoba zaznajomiona z typem literatury, w który będziemy uderzać, i krytyczna (nie ma sensu chyba zasiegać feedbacku osoby, która na wszystko bez różnicy powie “super”). No i, wiadomo, osoba życzliwie do nas nastawiona i literacko etyczna, która naszego pomysłu nie wykorzysta w złej wierze, tj. ktoś, do kogo mamy zaufanie.

 

Robicie coś podobnego? Albo macie inne strategie wstępnego rozpoznania bojem i przygotowania się do pisania? Podzielcie się!

 

Nie chciałabym tutaj wypowiadać się z pozycji siły jako ą ę ultraznawca tematu i wytrawny gracz na giełdzie opowiadań, po prostu jest to sposób, który mi bardzo pomaga zaplanować sobie pracę i nastroić na nią mózg. Dzielę się – może komuś również pomoże.

Komentarze

obserwuj

Supi post, Wiktorze. Jako naczelna kaczuszka oraz kaczuszkobiorca nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić tę metodę innym zagubionym, nieświadomym duszyczkom, zwłaszcza, że temat bardzo dobrze rozwinęłaś i właściwie nic do dodania nie mam :3

 

 

Przycupnąwszy, zapalę gwiazdkę, bo może ktoś ma odmienne sposoby układania sobie w głowie fabuły. Chętnie poczytam.

 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Cóż, jako osoba która ci kaczkowała i została przez ciebie kaczkowaniem zarażona też mogę, podobnie jak sy, tylko pokiwać głową. No działa ten sposób, polecam xD

Czyli takie... betowanie bez betowania?

 

Do wygłoszenia takiego “monologu” niepotrzebna jest, IMO, druga osoba. Wystarczy rzeczywista gumowa kaczka :) Albo jakaś inna personifikacja. Dla hardkorowych – lewa półkula mózgowa żali się prawej półkuli.

Precz z sygnaturkami.

Do wygłoszenia takiego “monologu” niepotrzebna jest, IMO, druga osoba. Wystarczy rzeczywista gumowa kaczka :) Albo jakaś inna personifikacja. Dla hardkorowych – lewa półkula mózgowa żali się prawej półkuli.

Tak, prawda to. Ale żywa kaczka może ci wskazać kardynalne błędy w fabule, podobieństwa do innych dzieł kultury, może postawić pytania, które pogłębią pomysł. Dyskusja zawsze jest bardziej owocna od monologu. Tak jak pan Wiktor powiedział.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Polecam serdecznie, przy programowaniu działa jak złoto i zdarza mi się z tego korzystać też przy opowiadaniach, choć wpadłam na to późno. Kaczka gumowa jest zazwyczaj pierwszym słuchaczem, kaczka humanoidalna drugim, choć nie obligatoryjnym. Jeśli mam poczucie, że pomysł “gra” na etapie żółtawego pomocnika (którego czasami zastępuje czarny i z futrem, jeśli akurat nie biega po domu jak opętany), to czasami na tym poprzestaję. Nie zawsze słusznie. ;)

Zostaw ten żyrandol.

Hm. Przecież cała frajda z pisania to łatać logiczne dziury na gorąco i łączyć sceny w ciąg logiczny. Jakbym rozplanował każdy akapit, to nie chciałoby mi się tego spisywać. XD

Korzystałam z tego jak prowadziłam warsztaty, właśnie w roli kaczki. Nie jestem pewna czy wszyscy kaczkobiorcy byli zadowoleni, ale teksty później napisane miały sens ;-)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To ja nawet nie wiedziałam, że mam taką wewnętrzną kaczkę we własnej głowie. Bo zawsze sama sobie w myślach opowiadam tak długo, aż albo wszystko zaczyna się układać i nabierać sensu, albo nie. W pierwszym przypadku potem zazwyczaj pozostają do poprawy drobiazgi, które nie powodują kompletnej rewolucji. W drugim przypadku pomysł idzie w niepamięć. 

Oczywiście nie zawsze tak robię i nie w stu procentach to działa, ale teraz, ze świadomością procesu i dodatkowymi możliwościami, może być już tylko lepiej :)

Dzięki za uświadomienie i poszerzenie horyzontów.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie zapominajmy przy tym, że największą satysfakcję sprawia dobre opowiadanie napisane samodzielnie, bez niczyjej pomocy ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję Wiktorze, że podzieliłaś się swoją tajemną wiedzą. I tak to nie wystarczy, żeby być jak Ty, ale na pewno bardzo pomoże. Tylko gdzie można ogłaszać poszukiwania kaczki? W tym wątku prośby szybko zostaną zasypane a ogólnie przydałby się taki wątek, bo niektórzy użytkownicy są nowi i nie wiedzą, kto się w czym specjalizuje, a i jakby był taki wątek, byłaby szansa, że zgłosi się jakaś inna osoba niż ta do której napisalibyśmy na priv/więcej osób/ktoś, kogo nie podejrzewalibyśmy o wiedzę w danej dziedzinie, a kto bardzo nam pomoże.

Ciekawa i pomocna metoda:). Co prawda nie mam żadnej specjalizacji, ale chętnie pomogę, jako kaczuszka:)

Jakbym rozplanował każdy akapit, to nie chciałoby mi się tego spisywać.

Nie no, to wiadomo, nie idźmy ze skrajności w skrajność. Też by mi się nie chciało, jakby to szło tak daleko.

 

Nie zapominajmy przy tym, że największą satysfakcję sprawia dobre opowiadanie napisane samodzielnie, bez niczyjej pomocy ;)

Gumowa kaczka to też czyjaś pomoc? Czy problem występuje tylko przy humanoidalnej? :D Hmm...

Zostaw ten żyrandol.

Im dłuższa fabuła tym większa kaczka? ;P

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cet :D

 

Jako zarówno kaczuszka jak i kaczuszkująca potwierdzam, że jest to metoda fantastyczna i słuszna. Ile razy miałam tylko luźny obrazek albo pół sceny, ale w trakcie procesu układała mi się cała historia, to już nie zliczę.

 

Wielkie pomysły wymagają wielkich kaczek!

 

www.facebook.com/mika.modrzynska

Release the quacken! To mnie czasami się zdarza podczas pisania pytać kogoś ogólnie, jak według niego logicznie mogłaby się rozwinąć dana sytuacja a co raczej by się nie wydarzyło i wyciągam potem wnioski. Zwykle pomijam czas i miejsce, bo to tylko moje tło fabularne i kaczka nie musi wiedzieć. Czasami wynikają z tego śmieszne rzeczy...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nie wiem, czy to trzeba specjalnie nazywać i wyznaczać na to kawałek podłogi, ale kaczuszkę wkleję, a co.

 

Lubię zagniazdowniki :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Gorzej, jak kaczuszka właśnie w ten sposób reaguje, gdy jej opowiadasz, co chcesz pisać ;))))

Przynoszę radość

Podoba mi się ta metoda kaczuszkowa. Często sama ze sobą gadam o fabule, ale jest to dość rozciągnięte w czasie, więc proces pisania się dłuży. Zewnętrzna kaczuszka byłaby niezłym wsparciem.

A gdybym mogła zostać czyjąś kaczuszką, nie miałabym oporów. Zdecydowanie najbardziej lubię pracę nad fabułą i psychologią postaci.

“U licha! Już przeszło czterdzieści lat mówię prozą, nic o tym nie wiedząc!”

http://altronapoleone.home.blog

Też mamy w pracy takie kaczuszki! Ale nie jestem programistką, więc ja nie mam, chlip :<

 

Moją kaczuszką jest zwykle brat, czy tego chce, czy nie chce (stawiam raczej na to drugie :D) – w przerwach pomiędzy robieniem za model do sprawdzania, czy da się kogoś walnąć lub zabić w określony sposób. Może nie komentuje zbyt wiele, czy słucha chociaż połowy też nie mam pewności, ale przynajmniej nie ma oporów, by nagle się obudzić i powiedzieć, że coś jest bez sensu albo jakieś dziwne. Po zostawieniu marginesu na fakt, że dla niego fantastyka w ogóle jest jakaś dziwna, takie uwagi okazują się całkiem przydatne. No i przynajmniej mu nie spoileruję, bo i tak nie czyta :D

 

Ale tak, generalnie w moim przypadku metoda sprawdza się już na etapie wykładania fabuły na głos, niezależnie od feedbacku (choć ten oczywiście potrafi być mega cenny). Jak coś jest wyjątkowo głupie, to są spore szanse, że sama to usłyszę.

Chciałbym spróbować tego kaczkowania i zobaczyć, czy dla mnie się sprawdzi. Brzmi obiecująco. W moim przypadku raczej będzie to kaczka niehumanoidalna.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja mam wzajemne kaczkowanie z moim nieślubnym. Słucham jego programistycznych pomysłów lub problemów, czasem coś wtrącę albo i do dyskusji dojdzie, a on słucha moich fabuł. Z reguły już po jego minie widzę, czy coś ma sens czy niekoniecznie.

A, żeby pokazać drugiej stronie, że słuchamy, od czasu do czasu zamiast “yhm”, “ok”, “aha” i podobnych, mówimy “kwa”. Jeśli coś się podoba, to jest to entuzjastyczne “kwa, kwa!”

Zdarza się porzucenie opowieści w połowie i bieg do klawiatury/kartki papieru, bo rozwiązanie się znalazło. ;)

Ja nie stosuję kaczkowania, ale zdarza się, że kiedy mam zadać pytanie, to często jednocześnie do głowy przychodzi mi odpowiedź.

Nowa Fantastyka