Profil użytkownika


komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 1

Ostatnie sto komentarzy

Jasne, masz sporo racji, ale wiele z rzeczy, które mi zarzuciłaś to po prostu żarty. I teraz pytanie, to ja nie potrafię umieścić w opowiadaniu zrozumiałego żartu, czy Ty po prostu go nie łapiesz.

Właściwie, od początku mogłabyś na to patrzeć jak na kiczowaty, niskobudżetowy film trzeciej kategorii. Mniej więcej taki był zamysł.

Joseph Edward Lee. O ile pierwsze imię to osobna kwestia , drugie i nazwisko należą do generała Lee, znanego dowódcy wojny secesyjnej.

Miejsca akcji nie sprecyzowałem. Jak rozumiem, te próby dopasowania pod Amerykę, pochodzą z Twojego założenia, czym powinien być western. Gdyby to był western, nie byłoby w nim wielkich świerszczy.

“Cool, but unnecesary revolver spinning” zainspirowane jest Revolver Ocelotem, postacią z serii Metal Gear Solid, gier o absurdalnie zawiłej fabule krążącej wokół broni atomowej.

Właściwie, dlaczego określasz tekst jako niedokończony? Jest po prostu niedopracowany. Nic niespodziewanego. Jestem amatorem. W dodatku leniwym. No i z Twojego komentarza wynika, że nie przeczytałaś do końca.

Miecz koto jest powszechnie znany jako katana. Tan kawałek stali, wokół wokół którego narosło sporo mitów. Powinienem był to pokazać jaśniej, ale przecież zniszczona rękojeść może być tym “czasy świetności daleko za sobą”. Zwłaszcza, że w tym typie mieczy jest zrobiona w taki fikuśny, przeplatany sposób.

W sumie zabawne, że rzeczy, które miały być śmieszne, potraktowałaś jako rażące błędy. Na przykład John Divitae wymieniony w zdaniu po teczce.

Mógłbym wyjaśniać dalej, ale nie wiem, czy w ogóle przeczytasz ten komentarz.

Dziękuję za komentarz. Rzeczywiście, patrząc na to teraz, jest tu trochę mało opisów. Wymyśliłem jakieś otoczenia, ale wygląda na to, że zapomniałem je przedstawić. Ups. W mojej głowie wyglądało to lepiej.

Faktycznie, pocisk nienajlepszy, ale ogólna konstrukcja bohatera była zamierzona. Zależało mi na tym, żeby był wyjątkowo zdolny. Wydaję mi się, że w wypadku ludzi, starających się za wszelką cenę być kimś, zbyt często są to tylko słowa, więc wymyśliłem pozera, który aspiruje do czegoś, czym już w znacznej części jest. Może to nie jest wyjątkowy dobry pomysł, ale tak to napisałem.

Ironia “Divitae”. Człowiek o takim nazwisku przy przedstawianiu się oznajmił, że jest jedynie skromnym przedsiębiorcą. To miała być Ironia. 

Przy dialogach nie mam nic na swoją obronę. Nie radze sobie z nimi za dobrze. Sam widzę, że to drewno, ale nie umiem tego naprawić. Chyba rzeczywiście będę musiał poćwiczyć. Nie znoszę tego robić, ale nic nie przychodzi samo z siebie.

Historia też niezbyt skomplikowana. To nie problem tego, że nie sam nie wiem, o co chodzi, tylko, że nie napisałem tego. Jak zwykle wszystko wyglądało lepiej w mojej głowie. Chodzi mi o to, że sens istnieje, ale go nie podałem. Trochę głupio z mojej strony.

No cóż, skoro wiem teraz nad czym pracować (dużo rzeczy), to mogę stać się lepszym w przyszłości. Więc dziękuję jeszcze raz, tym razem za pokazanie mi moich słabości.

Dziękuję za wymienienie mi błędów. Być może w przyszłości znajdę czas by nad nimi popracować.

Nie napisałem tej historii dla walki ze świerszczami. Walka ze świerszczami jest tylko narzędziem. Chodziło mi o samą przygodę i relacje pomiędzy przerysowanymi postaciami najemników. W żaden sposób nie miał to być esej na temat etyki tępienia szarańczy pustynnej. Chciałbym zaznaczyć, że jeźdźcy świerszczy nie są w żaden s

posób powiązani z Indianami. Inspirowałem się raczej koczowniczymi plemionami pustynnymi bliskiego wschodu. Tak bez wyraźnego powodu.

Indianie nie są koniecznym elementem westernów. Poza tym, nie jest to właściwy western. Główny bohater, chociaż rewolwerowiec (a więc element westernowy), nie jest typowym dla wczesnych hollywódzkich westernów bohaterem bez skazy. Jest małostkowym, ignoranckim pozerem, przy tym wyjątkowo dobrym w swoim fachu. To człowiek, który nie miał oporów przed strzelaniem w plecy i obrabowaniem pracodawcy. Od początku chciałem stworzyć go bohaterem amoralnym, silnie inspirując się na przykład wspomnianą przeze mnie trylogią dolarów Sergia Leone.

Nie pokazałem tego też otwarcie (poza zmutowanymi świerszczami) jako science-fiction. Dałem wskazówki, najczęściej wymieniane przez postacie, jak wspomniane przez Johna Divitae (nazwisko ironiczne) bomby, które kiedyś gdzieś spadły, czy paliwo pozyskiwane z glonów. Karabiny gewehr 98, choć faktycznie stare przedstawiłem jako starożytne, co może było lekkomyślne, patrząc po broni używanej przez głównego bohatera., ale tutaj zawszę mogę wytłumaczyć, że to klasyki, które nigdy nie wyjdą z mody.

Nowa Fantastyka