- Opowiadanie: RogerRedeye - [GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. - Prolog 1. Części.

[GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. - Prolog 1. Części.

Jako ilustracja posłużył dagerotyp jednego z najbardziej znanych rewolwerowców Dzikiego Zachodu - w przeciwieństwie od szlachetnego Nighthawkea, bardzo wrednego typa... 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

[GRAFOMANIA 2012] - Nighthawke. - Prolog 1. Części.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/3b/Wild_Bill.jpg/160px-Wild_Bill.jpg

 

Nighthawke w zamyśleniu i w zadumie patrzył na miasteczko, rozpościerające się u jego stóp. Przebył długą drogę przez góry i należał mu się odpoczynek, tego był pewny.

– Należy mi się, oj, należy – westchnął Nighthawke.

Poprawił dwie srebrzyste rękojeście rewolwerów, tkwiących za pasem. Białe, lśniące białym srebrem uchwyty niezawodnych czterdziestek piątek były jedynymi jasnymi punktami na czarnym ubraniu Nighthawkea. Nighthawke bowiem ubierał się tylko na czarno. Za pasem Nighthawke miał jeszcze trzydziestkę ósemkę, a w bocznej kieszeni kurtki, z boku, dwu – strzałowego dillingera, który nieraz wiele razy wybawił go z wielu opresji. A u pasa wisiał mu nóż o ostrzu z najlepszej stali długości piętnastu cali, którego Nighthawke nie lubił używać, ale używał, kiedy musiał, co zdarzało się nie tak często, ale czasem się zdarzało, choć nie zawsze. Nighthawke bowiem polegał na swojej broni palnej i jej głównie używał, bo w użyciu swojej broni, w tym dwu-strzałowego dillingera, ale głównie czterdziestek piątek, był mistrzem.

Nighthawke wbił ostrogi w boki swojego konia, który tez nosił miano Dillinger i też był czarny. Sierść Dillingera była cała czarna, i nie brudziło jej żadne inne pasmo białych, siwych, rudych albo innych włosków. Dillinger, który był koniem Nigthawkea, był tak samo czarny, jak najczarniejsza sadza w bardzo czarnym kominie. Nightawke dawniej nie był taki, jaki był teraz. Dawniej Nighthawke był wesołym i bardzo fajnym chłopakiem, ale to się skończyło. A wtedy to skończyło się, kiedy podły złoczyńca o nazwisku Al. Ferris zabił rodziców Nighthawkea i jego narzeczoną imieniem Jane, która Nighthawke bardzo kochał od swoich młodych lat i z którą chciał się ożenić. Wtedy Nighthawke postanowił się zemścić i tak postępować, żeby ludzie szanowali prawo. Chciał tez zabić Ala Ferisa i cała jego bandę, ale do tej pory ich w ogóle nie spotkał, ale ciągle liczył, że to nastąpi. Więc zaprowadzał porządek, gdzie tylko widział, że jest bezprawie, a pomagał mu w tym wierny koń Dillinger. I o tym będzie ta powieść, o Naghthawkeu i jego koniu Dillingerze, i o tym, jakie przygody miał Nighthawke, zanim spotkał złoczyńcę Ferrisa. który miał na imię Al. i był bardzo podły.

 

CDN…

 

Koniec

Komentarze

Mam juz dwa zeszyty przygód Nighthawkea, ale zgodnie z tradycją najsampierw ( a może najpierw)  publikuje prolog 1, częsci, a potem opublikuję cżeść pierwszą, drugą, trzecia, czwartą i następne.  

Ten konkurs ma zatrważająco wysoki poziom ^^ Kolejny świetnie beznadziejny tekst, przy którym musiałem kilka razy parsknąć śmiechem. Dobra robota, mam nadzieję, że następne części się nie pojawią ;)
Pozdrawiam

cudowne :D uśmiałam się jak nie wiem co, Roger, właśnie poprawiłeś mi humor na cały wieczór :D

it's time for war, it's time for blood, it's time for TEA

Aubrey, Clod, dzięki za komentarze. 

"I o tym będzie ta powieść, o Naghthawkeu i jego koniu Dillingerze, i o tym, jakie przygody miał Nighthawke, zanim spotkał złoczyńcę Ferrisa. który miał na imię Al. i był bardzo podły." - no i jak tu po takiej zajawce nie sięgnąć po kontynuację ;)

Za pasem Nighthawke miał jeszcze trzydziestkę ósemkę, a w bocznej kieszeni kurtki, z boku, dwu -- strzałowego dillingera, który nieraz wiele razy wybawił go z wielu opresji. A u pasa wisiał mu nóż o ostrzu z najlepszej stali długości piętnastu cali, którego Nighthawke nie lubił używać, ale używał, kiedy musiał, co zdarzało się nie tak często, ale czasem się zdarzało, choć nie zawsze. Nighthawke bowiem polegał na swojej broni palnej i jej głównie używał, bo w użyciu swojej broni, w tym dwu-strzałowego dillingera, ale głównie czterdziestek piątek, był mistrzem.

Ten fragment niszczy :) Reszta już nie tak fajna, ale nadal na... odpowiednim... poziomie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Berylu, starałem się utrzymać stylistycznie poziom wielu podobnych tekstów, jednakże nie popadając przy tym w przesadę... 

A u pasa wisiał mu nóż o ostrzu z najlepszej stali długości piętnastu cali, którego Nighthawke nie lubił używać, ale używał, kiedy musiał, co zdarzało się nie tak często, ale czasem się zdarzało, choć nie zawsze.
Ahahahahahahah XD Padłam po prostu...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Fajne zdanko "mi wyszło", nie powiem… Dzięki za komentarz. Ale, osobiście uważam, że " Spotkanie w salonie" jest lepsze. Tak sobie balansuje na takiej cienkiej lince… 

Zaiste Autorze Rogerze rozgorzałeś moją ciekawością w sposób nie opisany bo tak ciekawie zacząłeś snuć opowieść o zranionym do żywych uczuć bohaterze co nie zawaha się i z konia skorzystać byle dopiąć powziętego sobie celu. A z innej beczki też muszę powiedzieć, że gdyż poza dorodnym i czarnym koniem to bohater ma jeszcze na sobie arsenał broni za jednym zamachem białej i palnej, to jestem spokojna, że jego zamierzone losy będą się toczyć pomyślnie do samego końca, bo pewnie jakiś koniec kiedyś mu pisany jest. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niestety, ta saga nie została ukończona… Chyba jednak szkoda. Coś mi się kojarzy, że napisałem czwarty rozdział o spotkaniu z Apaczem, zresztą wodzem, ale dałem sobie spokój z publikacją. W tym odcinku koń Deriringer – sorry, Dillinger – czarniejszy od najczarniejszej sadzy w kominie też znajduje przyjaciela, naturalnie konia.  Tego wodza Apaczów. Jak koń się zwał, nie pamiętam, ale na pewno bardzo pięknie…

Fajoskie, wy czerpiące opisy. ;-) Zawłaszcza bronie!

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Nowa Fantastyka