- Opowiadanie: RogerRedeye - [GRAFOMANIA 2012]- Nighthawke. - Spotkanie w salonie.

[GRAFOMANIA 2012]- Nighthawke. - Spotkanie w salonie.

Jedna z licznych legend Dzikiego Zachodu głosi, ze właśnie takiego typu rewolwerów z zasady używał Nighthawke, bohater tej heroicznej opowieści.. Niestety, rękojeści  ze srebra są niezwykłą rzadkością. 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

[GRAFOMANIA 2012]- Nighthawke. - Spotkanie w salonie.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/51/Colt_Navy_51_Squarebeck.JPG/799px-Colt_Navy_51_Squarebeck.JPG

 

Dillinger ruszył naprzód i Nighthawke zobaczył, ze miasteczko, które leżało u jego stóp bardzo teraz się zbliżyło. To miasteczko było bardzo puste i na ulicach nie było żadnego człowieka, co zdziwiło Nighthawkea, bo w każdym miasteczku jest przeważnie ruch, często duży, bo ludzie muszą dokonywać zakupów i załatwiać swoje sprawy. Ale Nighthawke zobaczył otwarte drzwi do salonu, więc tam wszedł. Za ladą stała kobieta, która była bardzo młoda i ona mogła się nawet spodobać Nightkawkeowi, ale on pamiętał ciągle o zabitej przez Ferrisa Jane, więc o tym nie myślał.

– Poproszę whisky – poprosił Nighthawke.

– Proszę bardzo – powiedziała ta dziewczyna, która spełzła rómieńcem.

– Dziękuję bardzo – powiedział Nighthawke i wypił whisky.

– Dlaczego w salonie jest tak pusto? – zapytał Nighthawke.

– Jesteśmy we dwóch, a innych niema tutaj, bo ludzie boją się Berta Morrigana, który jest właścicielem salonu i jest bardzo złym człowiekiem – powiedziała ta kobieta, która podała whisky Nighthawkeowi i spełzła rómieńcem.

Nighthawke teraz dostrzegł, że ta kobieta na szyi ma okropną krwawą szramę jak po uderzeniu biczem.

– Kto ci to zrobił? – krzyknął Nighthawke, chwytając za rękojeści swoich rewolwerów, które były srebrne.– To Bert Morrigan, który mnie więzi w tym salonie i nie płaci żadnych pieniędzy, a więc pracuję u niego za darmo, a jeszcze bije mnie, jak nie jestem miła dla gości – odpowiedziała ta kobieta płacząc w niebo głosy.

– Rozprawię się z nim – powiedział Nighthawke i wyszedł z salonu.

Przed wejściem do salonu stało czterech ludzi, którzy złowrogo przyglądali się Nighthawkeowi.

– Kto z was jest Bert Morrigan? – zapytał co sił w płucach Nighthawke, dobywając wiernych mu zawsze rewolwerów.

– Ja jestem – odpowiedział jeden, także dobywając rewolwerów.

– Łotrze, uwolnisz kobietę z salonu? – zapytał Nighthawke, wiedząc, jaka będzie odpowiedź na pytanie, które zadał przed chwilą.

– Co ci do tego? – odpowiedział ten jeden, który nazywał się Morrigan.

– Nie uwalniaj jej – odpowiedział drugi, którego nazwiska Nighthawke nie znał.

I zaczęła się strzelanina. Nighthawke strzelał tak szybko, że rękojeści jego białych rewolwerów w srebrnym kolorze nagrzały się do czerwoności. Zabrakło mu amunicji w magazynkach, więc ostatniego zbója zabił swoim nożem, które miało piętnaście cali długości. Nie musiał używać dillingera, który nie był mu wtedy potrzebny, więc pozostał w kieszeni kurtki z boku, w kaburze umieszczonej z boku.

– Jesteś wolna – powiedział Nighthawke do kobiety z salonu, która miała pręgę na szyi.

– Nikt ciebie nie będzie już bil biczem i robił ci takich ran.

To dodał Nighthawke, wsiadając na Dillingera, który przybiegł na gwizdnięcie Nighthawkea, który był jego panem i któremu Dillinger wiernie służył i zawsze go słuchał.

Nighthawke pomachał ręką kobiecie z salonu i pojechał dalej likwidować bezprawie, co było jego misją i szukać łotra Ala Ferrisa, który zabił rodziców Nighthawke i jego dziewczynę Jane, którą Nighthawke kochał od młodych lat i z którą chciał się ożenić, a którą zabił Al. Ferris wraz z rodzicami, przez co Nighthawke poprzysiągł zemstę i czynił prawo tam, gdzie było bezprawie, ciągle szukając Ala Ferrisa i jego łotrów, a czyniąc dobro ludziom uczciwym, a przy tym korzystając z pomocy swego wiernego konia Dillingera, którego bardzo kochał, a który to koń Dillinger był tak czarny jak najczarniejsza sadza w czarnym kominie i zawsze słuchał swojego pana, którego tez bardzo kochał, przez co ocalił Nghthawkea w wielu sytuacjach, o których jego pan, Nighthawke, był przekonany, że czeka go marny koniec, co nie okazało się prawdą.

 

CDN…

 

Koniec

Komentarze

Kontynuacja trzyma poziom pierwszej częśc, momentami jest nawet lepsza. Spełzający rómienieć prawie mnie zrzucił z krzesła ;) Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam

... to opowiadanie jest lepsze (eee...) z każdym zdaniem :D będą następne części, prawda?

it's time for war, it's time for blood, it's time for TEA

Roger rządzi.

Ostatnie zdanie jest boskie. XD

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ach, prawda, mam pytanie: jaki to był salon? Literacki?
(Proszę nie brać pytania na serio.)

Możliwe, Adamie, że był to saloon... 

Aubrey, Adamie, Clod, Joseheim, dziękuję za komentarze. Patrżę w swój zeszyt, może coś jeszcze tam zapisanego wykorzystam... 

Imponująca ilość błędów, ale wyszło jakoś mało śmiesznie. Chociaż końcówka – bardzo dobra. :-)

Babska logika rządzi!

No, druga część co ją przeczytałam po już przeczytanej części pierwszej tylko zaogniła ciekawość mnie biorącą na część trzecią po drugiej. A na razie jest bardzo zajmująco i interesująco bo się dużo dzieje i wszystko jest dokumentami opisane i to co w salonie bohater–mściciel poprosił i wypił nalane od dziewczyny na niemoc wyjścia z salonu cierpiącej, to się rozprawił z więzicielem dziewczęcia przy użyciu posiadanego na sobie arsenału a potem odjechał mając pod sobą konia wiernego i kochanego z wzajemnością a czarnego jako sadza. Bo wiedział bohater i koń jego też wiedział, że się nie spocznie dopokąd się zemsta nie dokona.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ stary ten tekst… Wspominam go z przyjemnością, bo dzielny Nighthawke przemienił się potem w Johna Stuarta, bohatera zupełnie już poważnego westernu. I nadal ilustracja do tego tekstu, zdjęcie z pola bitwy pod Gettysburgiem,  sprawia wrażenie…

Dla zainteresowanych czytelników link do “White Creek” – http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/6472

 

Nowa Fantastyka