- Opowiadanie: Unfall - Klątwa

Klątwa

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Klątwa

Potworny ból przeszywał całe ciało, z niewiarygodną siłą zaciskając mi szczęki. Jasne płomienie lizały stopy, jakby sam szatan uwziął się, aby mnie ich pozbawić zdzierając jedną po drugiej cienkie warstwy mięsa. Smród palonego ciała wdzierał się w opuchnięte nozdrza. Z każdej strony dobiegały jęki innych torturowanych. Ja nie jęczałem. Nie miałem już sił.

Boże, dlaczego nas tak doświadczasz? Nas, twe wierne sługi! Całe życie poświęciłem tobie. Walczyłem przez lata na twoją chwałę, aby uchronić Ziemię Świętą przed splugawieniem przez niewiernych. Dlaczego opuściłeś mnie i moich braci? Dlaczego?

 

*

 

Rzucono mnie na zimną posadzkę. Zasnąłem wyczerpany, a może po prostu z bólu straciłem świadomość. Gdy oprzytomniałem musiało być już późne popołudnie, bo jedynie wątłe światło sączyło się z góry przez małe, okratowane okienko wychodzące na dziedziniec twierdzy.

Twierdza Temple – nasza chluba, paryska rezydencja zakonu. Od siedmiu lat była moim więzieniem, miejscem kaźni dla wielu z moich braci. A mogłem uciec, jak wielu z nas. Znaliśmy przecież plany króla Filipa. Zanim jego zbrojni pojawili się w naszych komandoriach, mogłem ruszyć w Alpy z wozami wyładowanymi złotem i klejnotami, majątkiem mogącym sfinansować stworzenie małego, ale zamożnego państewka. Ale ja pozostałem, ufny Bogu, przekonany, że nie da on ukrzywdzić tych, którzy go szczerze kochają.

Mych uszu dobiegły ciche jęki.

– Mistrz Fabian?

– Pomóż mi, bracie Sebastianie – odpowiedziała mi szara plama rozciągnięta pod przeciwległą ścianą. Podczołgałem się bliżej. – Przekręć mnie, proszę, na plecy.

Podparłem się na ramionach i usiadłem obok towarzysza niedoli. Leżał obrócony twarzą do podłogi z nienaturalnie powyginanymi, wyrwanymi ze stawów ramionami. To były efekty strappado – ulubionej przez inkwizytorów metody przesłuchań. Bodaj by te ścierwa piekło pochłonęło. Ostrożnie ułożyłem pojękującego Fabiana na plecach.

– Przyznaj się! – rzucił nagle.

– Co? O czym ty mówisz, mistrzu?

– Przyznaj się im, do czego będą chcieli. Ratuj się. Ja zginę w tym lochu, ale ty się ratuj.

Bez słowa odczołgałem się na swoje miejsce.

– Dziś spalono na stosie mistrza Jakuba. – Rzucone w mrok słowa starca powoli docierały do mojej świadomości. A więc nasz wielki mistrz nie żył. Zabito go. – Przed śmiercią rzucił klątwę na króla Filipa i na ojca świętego, Klemensa – kontynuował. – Oby sczeźli w piekielnych czeluściach.

Coś we mnie pękło. Od siedmiu lat znosiłem tortury, nie chcąc przyznać, abym kiedykolwiek odwrócił się od Boga. Tortury z rąk ludzi, którzy w imię tego samego Boga zadawali mi cierpienie. Chcieli, abym przyznał się do grzechu, by stwórca mógł mi go wybaczyć. To wszystko nie miało sensu.

Małe okienko rozświetlił nagły błysk, rzucając upiorne cienie na ścianach lochów. Cienie umęczonych współbraci. Dudniący grzmot zabrzmiał tak, jakby bramy niebios właśnie się dla mnie zamknęły. Być może nasz pan wiedział, że moja do niego miłość nie przetrwała próby, a w moim umyśle szatan układał już plan zemsty.

 

*

 

Przyszli po mnie następnego ranka. Dwóch rosłych strażników zawlokło mnie przed oblicze inkwizytora i rzuciło na kolana. W sumie byłem im wdzięczny, że nie próbowali mnie stawiać na poparzonych stopach.

– Witaj, templariuszu – odezwał się mój oprawca. – Pomyślmy, jakich to atrakcji moglibyśmy ci dzisiaj dostarczyć.

– To nie będzie konieczne, ojcze – odparłem.

– O! Czyżbyś chciał mi o czymś powiedzieć? – Był wyraźnie zaskoczony.

– Chcę wyznać grzechy i prosić ojca na niebiesiech o wybaczenie.

– Wiesz, że w twoim przypadku to nie wystarczy – rzekł po namyśle. – Byłeś opiekunem świętych relikwii, będących w posiadaniu zakonu. Gdzie one są?

–– Nie wiem.

– Łżesz!

–– Nie ojcze. One zostały wywiezione z Francji. Odpłynęły na naszych okrętach, nie jestem jednak w stanie powiedzieć, dokąd. Jak ci wiadomo, przebywam w tym miejscu od lat, odcięty od świata.

– To nie jest odpowiedź, jakiej oczekiwałem. Jak chcesz mnie więc przekonać o swojej skrusze i nawróceniu?

– Jest coś… co pozostało.

– Mów!

– Nie przy nich. Każ odesłać straże.

– Masz mnie za głupca? Chcesz, abym został sam na sam z tak wyszkolonym zabójcą jak ty?

–– Nie jestem w stanie walczyć, ale jeśli masz obawy, wezwij zakonników. To, co mam do powiedzenia jest przeznaczone jedynie dla uszu sług bożych.

 

*

 

Wprowadzono mnie do małej sali, gdzie oprócz inkwizytora czekało już kilku dostojników kościelnych. Strażnicy skuli mi ręce i nogi, po czym się oddalili. Boją się mnie, pasibrzuchy – pomyślałem z satysfakcją.

– Strażnicy wyszli. Co masz nam do powiedzenia, templariuszu – odezwał się sędziwy purpurat.

– Wasza ekscelencjo, strażnicy to ludzie króla, a ja nie chciałbym, aby w łapy Filipa Pięknego dostało się coś, co jedynie majestatowi ojca świętego należne być może.

– Mów!

– Zakon nasz, Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, miał swą siedzibę w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym.

– To wiedzą wszyscy.

– Ale nie wszyscy wiedzą, że przekopaliśmy część wzgórza pod dawną Świątynią Salomona.

– Skarbów szukaliście?

– Szukaliśmy świętych relikwii, jak drzazga z krzyża chrystusowego, która nas we wszelkich bitwach w Ziemi Świętej wspierała.

– Mówże wreszcie, czym chcesz grzechy swoje odkupić.

– Tym, o czym bardowie pieśni śpiewają.

Nastała chwila ciszy.

– Na Boga! – pierwszy ocknął się inkwizytor. – Oni Świętego Graala znaleźli!

– Prawda to? – zapytał poruszony biskup.

– Tak, ekscelencjo – odparłem. – Odnaleźliśmy kielich, z którego pan nasz, Jezus Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy.

– Gzie on jest?

– Jedynie w ręce ojca świętego oddam.

– Jak śmiesz stawiać warunki?

– Wybacz ojcze. To w trosce o dobro wasze. Artefakt ten potężną mocą jest obdarzony. Już kilku braci zakonnych życie straciło,gdy wbrew woli bożej dotknąć się go poważyli. Mnie opiekunem tej relikwii uczyniono, bo mnie, z łaski pana, nic się nie stało, gdym kielich w ręce ujął.

 

*

 

Po kilkunastu dniach udało im się doprowadzić mnie do jako takiego stanu. Byłem umyty, wypoczęty i najedzony. Poparzone stopy, mimo maści i opatrunków, bolały przy każdym kroku.

W towarzystwie inkwizytora i pod okiem kilku krzepkich zakonników wszedłem do kaplicy naszej twierdzy i podążyłem za ołtarz. Nacisnąłem dwa niepozorne kamienie w ścianie, odblokowując tym mechanizm zamykający skrytkę. Potem, przy akompaniamencie okrzyków zdziwienia towarzyszących mi osób, obróciłem kwadratową, kamienną płytę, odsłaniając mały schowek. Wewnątrz, w otwartej hebanowej skrzyneczce wyściełanej jedwabiem stał okazały, głęboki kielich z barwnego agatu, wyłożony złotą blachą i bogato zdobiony złotem na zewnątrz. Ująłem w dłonie dwa małe drewienka i za ich pomocą wysunąłem z naczynia drut sterczący ze sklepienia skrytki. Zamknąłem skrzyneczkę i wyjąłem całość ze schowka. Byłem gotów na spotkanie z Klemensem.

 

*

 

Kilka dni później prowadzono mnie do papieskich komnat w Awinionie. Oczywiście wcześniej dokładnie sprawdzono, czy mój habit nie skrywa niebezpiecznych niespodzianek. Zajrzano też do hebanowej skrzyneczki, ale nikt nie odważył się dotknąć artefaktu.

Klemens Piąty siedział na bogato zdobionym tronie, otoczony mocno podnieconą świtą. Wieść o tym, co miało się wydarzyć rozniosła się szybko, choć tylko w wysokich, zaufanych kręgach. Stanąłem niemal zaraz na progu i w pokłonie czekałem na przyzwolenie. Potem podszedłem do ogromnego stołu, postawiłem na nim drewniany kuferek i uchyliłem wieko. Przez szmer ogarniający pomieszczenie przebiło się kilka nie powstrzymanych w porę okrzyków. Wyjmując kielich i stawiając na stole widziałem, jak otaczający mnie purpuraci coraz bardziej wyciągają głowy, aby dojrzeć ten niezwykły przedmiot. Okazało się, że szyje mają nawet ci, których na pierwszy rzut oka o to nie podejrzewałem. Cofnąłem się o kilka kroków i opadłem na kolano.

– Ojcze święty. Oto najwspanialsza relikwia, jaką udało się moim braciom w Ziemi Świętej zdobyć. – Mimo iż duchowni zgromadzeni wokół nie mogli ukryć emocji, Klemens nie odpowiedział mi ani słowem. Kontynuowałem więc – Święty ten kielich ogromną moc posiada. Moi mistrzowie twierdzili, że kto się z niego napije, bożą łaską i wiedzą tajemną obdarzony zostanie. Żaden z nich jednak uczynić tego nie próbował, aby na gniew boży się nie narazić. Ich zdaniem bowiem, jedynie ojciec święty godzien jest, aby tego zaszczytu dostąpić.

Stało się to, na co miałem nadzieję. Klemens nakazał jednemu z mnichów nalać wina do kielicha. Czy ten obłudnik naprawdę uważał się za godnego bożej łaski? Po tym, co zrobił moim braciom? Może nie wierzył, że przez ten święty artefakt może dosięgnąć go gniew stwórcy, albo też pragnął podziwu zgromadzonych wokół biskupów. Uniósł graala i przytknął do ust. W tym momencie jego ciało przeszył konwulsyjny dreszcz, jakby został rażony piorunem, a po chwili jego martwe ciało opadło na podłogę.

Wokół rozpętało się piekło. Przypuszczałem, że nie wyjdę stąd żywy i w krótkim czasie trafię do tego właściwego. Nie było mi ono straszne po tym, jakie zgotowała mi święta inkwizycja, a opuszczonym przez Boga czułem się od dawna. Najważniejsze, że zginął człowiek odpowiedzialny za zniszczenie naszego zakonu i wypełniła się klątwa mistrza Jakuba. Co prawda przy życiu pozostał jeszcze król Filip, ale ja nie byłem ostatnim z templariuszy.

Koniec

Komentarze

Czytałeś serię "Królowie przeklęci" Maurice'a Druona? Filip Piękny – jak on mnie kiedyś fascynował. Właściwie tak bliski tolkienowskiemu elfowi: piękny, zimny, bezwzględny… Ależ mnie refleksje naszły ;). No, przemądre! :). Nigdy mi specjalnie żal templariuszy nie było. A tekst – podobał się!

Byłem gotów na spotkanie z Papierzem. – Unfallu… sugerowałabym prędko wprowadzić poprawkę.

Kurczę, jeden z moich – swojego czasu – ulubionych tematów. I do tego zrealizowany przez Unfalla, co w sumie wystarcza jako ocena poziomu tekstu ; ) Ale jaki jest tu element niepasujący?

Gramatycznie bez zarzutu, ale jakoś nudno.

Och, no właśnie, papierz! Może to jest element niepasujący? ;) Szczerze mówiąc, zapomniałam szukać. I jakoś wcale mi się nie chce.

Jeśli to jest element niepasujący, to chciałabym usłyszeć skąd taka pisownia. I też nie wychwyciłam nieścisłości historycznej, ale akurat jestem niespecjalnie spostrzegawcza w takich sprawach. Poza tym, czytało się lekko, ale totalnie niczym mnie nie zaskoczyło, nie dostrzegłam też żadnej głębszej fabuły. Nic mnie specjalnie nie zainteresowało i zostawiło pewien niedosyt, niestety.

Kurczę, dopiero co wrzuciłem. Szybko czytacie :) Ocha - mnie templariuszy też nie żal, choć fascynują ze względu na wiele niewyjaśnionych kwestii.  Jeralniance – dzięki, poprawiłem w podskokach. KaelGoran – element niepasujący jest, i to wyeksponowany, choć nie jest to opisane wprost. Nie podam teraz, bo nie chcę umieszczać spoilera. Jak nikt nie odnajdzie, to podam. Dzięki za komentarze. nie spodziewałem się ich tak szybko. Pozdrawiam.

Papierz uniósł graala i przytknął do ust.  – jeszcze tu :)

Czy Graal jest czymś w rodzaju puszki Faradaya, czy coś takiego (nie wiem, nie znam się zbytnio na elektryce ; ))?

UWAGA SPOILER!!!  KaelGorann – bardzo blisko – butelka lejdejska. ;)

No tak. Zagadka w sam raz dla ścisłego przygłupa, czyli dla mnie ;).

Ocha – bo ja raczej jestem od SF, więc u mnie prędzej elektryka, niż magia, czy boska interwencja. Chciałem lekko naprowadzić, choćby tymi drewienkami do przytrzymania drucika, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi pamiętać, co Benjamin Franklin łapał do butelki, a tym bardziej skojarzyć to przy czytaniu mojego opowiadania.

Ale ja juz sobie sprawdziłam butelkę i znowu trochę mądrzejsza dzięki Tobie jestem. I pomyśleć, że moja mama fizyki uczyła. Wstyd! :)

Ach, tak. Butelka lejdejska. Słyszałem kiedyś o tym, nawet ; ) W każdym razie, w obliczu nowo ustalonych faktó, podoba mi sięjeszcze bardziej.

Unfallu, pokazałeś, co potrafisz. Wir wciągnął mnie bez reszty przy czwartym akapicie. Bardzo fajne. A templariuszy mi żal. Aha, i rozpoznałam element już przy drewienkach. No, może bez szczegółów, ale z grubsza zajarzyłam.

Babska logika rządzi!

Jacek Piekara i jego inkwizytor Mordmier się chowa! Unfallu, to było coś :)

Wow! Finkla, Prokris – wielkie dzięki. Oby więcej osób tekst usatysfakcjonował, a nie znudził, jak Sevincha. Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.

Mnie też się podobało, choć zabrakło jakiegoś tupnięcia na koniec. I chyba pownno być : mówże, a nie mów że. I coś tam jeszcze by się znalazło, ale to pryszczyk, mała krostka.  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale bez urazy z tym moim znudzeniem. Tekst jest poprawny, stylistycznie dojrzały, ma wiele zalet, ale nie wiem czy to wina tematyki, która mnie kompletnie nie interesuje, czy makaronizmy, które stosujesz i które kojarzą mi się jakoś komicznie z serielowym "Ranczem", czy "oklepaność" tematu templariuszy w ogóle, czy brak napięcia, no ja tego nie kupuję. PS 99,9% Ziemian nie wie, co to jest butelka lejdeska i nie ma potrzeby tego wiedzieć. To tak, jakby fan mangi wrzucił żart po japońsku i oczekiwał, że rozbawi czytelników.

Kiedyś gdzieś czytałem, że Arka Przymierza była kondensatorem, a tu proszę – Graal też okazał się niebezpieczny. Dobry pomysł i – tradycyjnie – dobre wykonanie, Unfallu. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Sevinch – bez urazy w obie strony, ja w każdym razie w żadnym wypadku nie odebrałem jakoś negatywnie Twojego komentarza. Po to właśnie umieszczamy teksty na tym portalu, aby sprawdzić, jak ich tematyka lub konstrukcja jest odbierana. Każdy komentarz jest cenny i jeśli mój tekst mógł kogoś znudzić, to ja to przyjmuję z pokorą. Co do butelki lejdejskiej, czyli w zasadzie kondensatora – pewnie masz rację. Trochę utrudniłem sobie konkursowe zadanie. Postanowiłem napisać opowiadanie, którego akcja umiejscowiona jest w prawdziwym średniowieczu, nie w świecie fantazy czy alternatywnej rzeczywistości. Musiałem więc znaleźć element niepasujący, którego obecność mógłbym logicznie uzasadnić, a którego pojawienie się nie wpłynęłoby na zmianę wydarzeń historycznych. Bez magii, ingerencji sił nadprzyrodzonych, podróży w czasie i odwiedzin kosmitów. Może przesadziłem, ale miałem nadzieję, że nawet jeśli ktoś nie zna określenia "butelka lejdejska", to dałem wystarczającą ilość wskazówek, aby czytelnik intuicyjnie wyczuł, że chodzi o elektryczność, a nie magię, czy boską interwencję. Inna rzecz, że ja najchętniej piszę SF, a fani tego gatunku często chętnie zagłębiają się w szczegóły techniczne. Nawet nieco się obawiałem, że pojawi się Jeroh, obliczy mi pojemność mojego kondensatora i wykaże, że taki ładunek nie mógł zabić, albo że po tylu dniach uległby rozładowaniu. (Jeroh, jeśli czytasz, przyjmij oczywiście za żart – ja bardzo sobie cenię Twoje uwagi). ;) Bemik – cały czas tupałem nogą w moich szortach i już miałem wrażenie, że przesadzam. :) Pozdrawiam serdecznie

Dzięki Sethraelu – o Arce jako kondensatorze też słyszałem, choć znając siebie pewnie zrobiłbym z niej mały reaktor atomowy, bo przecież energia z kondensatora nie wystarczyłaby, aby za pomocą drgań akustycznych zburzyć mury obronne miasta. ;)

     Fajnie napisany, zwarty i dynamiczny  tekst. może lekko do rozwinięcia. Troszeczkę razi mnie wyraz "artefakt".      Pozdrówko. 

Zgadzam się, że tekst dobry, no ale to Unfall więc było wiadomo :) Zgadzam się również, że do rozwinięcia. Ja bym pokazała troszkę tortur, tak żebyśmy to poczuli a potem bardziej cieszyli się z zemsty. I dlatego też scenę z papieżem bym rozciągnęła.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ja tam bym się z zemsty templariuszy nie cieszyła. Grubo za uszami mieli. Z dwojga złego to jednak wolę Filipa :).

Dzięki za udział, Unfallu! ; ) Przeczytam jutro.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Roger, Krajemar – dzięki.

 

Rzeczywiście w założeniach miało być nieco bardziej rozbudowane, ale zabrakło mi czasu. Miała być dworska intryga w pałacu króla, ucieczka wpław z Cite po uprzednim wyprowadzeniu straży w pole, alarm w siedzibie templariuszy i zakonspirowana ewakuacja, potem wkroczenie wojsk Filipa i aresztowania. Wszystko siedem lat przed opisanymi tutaj wypadkami. Ale nic straconego. Odleży, zapomnicie, to może zrobię z tego coś dłuższego, a na koniec może i królowi dostanie się na polowaniu w jakiś efektowny sposób. ;)

 

Pozdrawiam.

Sza, nie zdradzaj, Unfall ;) Chętnie przeczytam wersję rozszerzoną jeśli tylko nie zdradzisz całej fabuły.

Ja natomiast dla odmiany, bardzo lubię tematy związane z templariuszami. Fascynuje mnie ich zmysł organizatorski i talent do biznesu, co już samo w sobie jest elementem niepasującym do realiów średniowiecza. Opowiadanie, jak zwykle w przypadku Unfala, przypadło mi do gustu.

Unfallu :-) Obawiam się, że bardzo trudno jest wykazać, że określony prąd nie może zabić. To zależy nie tylko od parametrów prądu (napięcie, natężenie, czas przepływu), ale też od innych okoliczności (opór skóry ofiary porażenia, stan jej serca, również droga prądu przez ciało, tj. długość kończyn, jak ofiara jest uziemiona i czy chwyciła źródło prądu jedną dłonią czy obiema jednocześnie). Zaproponowawszy butelkę lejdejską (BL) jako narzędzie mordu, miałbym podobne wątpliwośći jak Ty. Myślę jednak, że odpowiednio zaprojektowany kondensator (dla niewtajemniczonych – BL jest przykładem kondensatora) mógłby odegrać opisaną rolę, choć nie zawsze byłby skuteczny. W każdym razie fajny pomysł i opowiadanie w ogóle mi się podobało :-) PS. Wszystkie moje uwagi pewnie i tak traktujesz z rozsądnym dystansem, ale żeby nie było niedopowiedzeń: żaden ze mnie specjalista od elektryczności.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Homarze, Jerohu – dzięki za komentarze.

 

Jeśli piszę coś na poważnie, to staram się ustrzec błędów logicznych. Często sprawdzam informacje we wszelkich kwestiach, w których nie mam pewności, szczególnie fakty historyczne. Mimo to zawsze można strzelić babola, a wtedy będę wdzięczny każdemu, kto mi go wytknie, nawet, jeśli zaboli. 

 

Do ciebie Jerohu nawiązałem w tym temacie, bo już taką dyskusję mamy za sobą. Jestem Ci za nią wdzięczny i będę za każdą kolejną. :)

 

Pozdrawiam

Nie zawodzisz, Unfallu. Przeczytałam z przyjemnością i tak jak Ocha, pomyślałam o „Królach Przeklętych”.  

 

Chcieli, abym przyznał się do grzechu, by stwórca mógł mi go wybaczyć. Chcieli, abym przyznał się do grzechu, by Stwórca mógł mi go wybaczyć.

 

Dwóch rosłych strażników zawlokło mnie przed oblicze inkwizytora i rzuciło na kolana. Dwóch rosłych strażników zawlekło mnie przed oblicze inkwizytora i rzuciło na kolana.

 

Wprowadzono mnie do małej sali… – Skoro miał poparzone stopy, to raczej: Zawleczono mnie do małej sali

 

Już kilku braci zakonnych życie straciło,gdy… – Brak spacji.

 

Uniósł graala i przytknął do ust. Uniósł Graala i przytknął do ust.

 

W tym momencie jego ciało przeszył konwulsyjny dreszcz, jakby został rażony piorunem, a po chwili jego martwe ciało opadło na podłogę. – Powtórzenie.

Proponuję: W tym momencie przeszył go konwulsyjny dreszcz, jakby został rażony piorunem, a po chwili martwe ciało opadło na podłogę.

 

Nie było mi ono straszne po tym, jakie zgotowała mi święta inkwizycja, a opuszczonym przez Boga czułem się od dawna. Nie było mi ono straszne po tym, które zgotowała mi Święta Inkwizycja, a opuszczony przez Boga czułem się od dawna.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Regulatorzy. Z poprawkami będę musiał poczekać do premiery nowej strony. Pozdrawiam

Jak zwykle cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech… i jak tu przyznać, żeby nie wyjść na idiotkę, że nie wiem, co to butelka lejdejska, po przeczytaniu opisu konstrukcji nadal nie wiem, co to butelka lejdejska, i gdyny Unfall nie wspomniał o tym w komentarzu, nijak bym na to nie wpadła? Waćpan ma pecha, iż jury takie niedokształcone… Uznałam odruchowo, że rzeczywiście może chodzić o moc boską ; P Zarzuciłabym kilka potknięć interpunkcyjnych, ale czepiać się nie będę. Stylistycznie poprawnie. Ale jakoś mnie ta opowieść nie zachwyciła i nie wciągnęła. Przeczytałam bez przykrości, ale w pamięci mi raczej nie zostanie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ani ja mam pecha, ani jury niedokształcone.

Tak jak zauważyła Sevinch – "99,9% Ziemian nie wie, co to jest butelka lejdejska i nie ma potrzeby tego wiedzieć." 

Ja natomiast uznałem, że średniowiecze to interesująca sceneria i chciałem zmierzyć się z tematem, a że nie mogę się jakoś zmusić, aby pisać o elfach i krasnoludach, to zamiast fantasy wyszło mi sf (w sumie można by mnie zdyskwalifikować). W konkursach biorę udział, bo gwarantują one w pewnym stopniu odzew w komentarzach. Dzięki nim wiem, że jeśli wrócę do tego pomysłu w przyszłości, to rozważę dopisanie scenki, w której piorun uderza w stalowy krzyż na dzwonnicy i po druciku ukrytym w ścianie wędruje do kielicha.

 

Dzięki za komentarz i cieszę się, że nie sprawiłem przykrości ;)

Wybacz określenie ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Luzik. Określenie odebrałem dokładnie tak, jak powinienem, czyli pozytywnie. Źle bym się czuł ze świadomością, że umęczyłem tekstem osobę, która z racji funkcji jest niejako zmuszona do przeczytania. :)

Czuj się zatem dobrze ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chyba należę do tego wspomnianego 0,1%, albo bliżej mi do nauki niż do magii. Opowiadnie ma kliamat i pomysł, ale… No właśnie, czegoś mi brakuje. Po przeczytaniu miałem wrażenie, że obejrzałem zwiastun świetnie zapowiadającego się sie filmu przygodowego, takiego z Indym Jonesem. A potem zostałem sam, z pilotem w ręku, a w TV lecą reklamy pieluch. :) Pozdrawiam. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dzięki Zalth. Czyli wychodzi na to, że powinienem opowiadanie rozbudować (mea culpa – deficyt czasu), a pomysł wykorzystać, mimo że dla większości będzie niezrozumiały. Z drugiej strony 0,1 procenta to w samej Polsce 38 tysięcy, a to przeszło siedmiokrotnie więcej niż średni nakład drukowanych w kraju książek. Czasem lepiej znaleźć sobie niszę, niż przebijać się przez główny nurt. ;)

Opowiadanie steampunkowe jest, zdaje mi się, znacznie lepsze. Tutaj wyraźnie zbyt przesadziłeś z kondensacją. Wydaje mi się, zresztą, że niesłusznie, bo masz już na portalu odpowiednią markę i ludzie zapewne by przeczytali także dłuższy tekst Twojego autorstwa. Również dialogi do mnie nie przemówiły – chyba w związku z narracją pierwszoosobową, prowadzoną raczej standardowym polskim, co w zestawieniu z archaizowaną składnią wypowiedzi nieco zgrzyta.

I po co to było?

Dzięki Syf.ie za komentarz. Z oszczędnością przesadziłem, choć po części był to wynik braku czasu. Stylizację odpuściłem, bo nie mam w tym większego doświadczenia i uznałem, że lepiej bez, niż miałbym ją zawalić i pogrzebać tym całość.

Cudnie się czytało! :)

Nowa Fantastyka