- Opowiadanie: cezary_cezary - Dwadzieścia centymetrów od budki dróżnika, czyli przeznaczona dla dorosłego odbiorcy rzecz o morderstwach w pociągu, braku łączności, a także o tym, że w każdej historii kryje się ziarno prawdy

Dwadzieścia centymetrów od budki dróżnika, czyli przeznaczona dla dorosłego odbiorcy rzecz o morderstwach w pociągu, braku łączności, a także o tym, że w każdej historii kryje się ziarno prawdy

Tekst kon­kur­so­wy. 

 

Mój bilet: “Dwadzieścia centymetrów od budki dróżnika”

 

Chwa­ła Be­tu­ją­cym! :) (serio, po­tęż­ną pracę wy­ko­na­li, co widać po licz­bie ko­men­ta­rzy z bety :D)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dwadzieścia centymetrów od budki dróżnika, czyli przeznaczona dla dorosłego odbiorcy rzecz o morderstwach w pociągu, braku łączności, a także o tym, że w każdej historii kryje się ziarno prawdy

[środa 3:15 – prze­jazd ko­le­jo­wy w Na­ter­kach]

 

Piotr ści­szył radio w sa­mo­cho­dzie. Uśmiech­nął się na od­głos chra­pa­nia do­cho­dzą­cy z tyl­nej ka­na­py. Spoj­rzał w bok, na po­grą­żo­ne­go we śnie synka, który za­rze­kał się, że wy­trwa całą trasę. Wspa­nia­ły dzie­ciak, po­my­ślał.

W od­da­li do­strzegł cha­rak­te­ry­stycz­ne czer­wo­ne świa­tło, sy­gna­li­zu­ją­ce opa­da­nie ro­gat­ek. Pod­je­chał do prze­jaz­du i za­trzy­mał auto.

Upły­nę­ło co naj­mniej dzie­sięć minut, ale po­ciąg nie nad­jeż­dżał. Mimo włą­czo­ne­go ogrze­wa­nia w aucie zro­bi­ło się dość zimno, có­recz­ka, śpią­ca w fo­te­li­ku ulo­ko­wa­nym na tyl­nej ka­na­pie, za­czę­ła kasz­leć. Synek, jesz­cze chwi­lę wcze­śniej po­grą­żo­ny w twar­dym śnie, ner­wo­wo wier­cił się na wszyst­kie stro­ny.

Wresz­cie Piotr do­strzegł zbli­ża­ją­ce się po to­rach świa­tła. Po­ciąg nie­spiesz­nie sunął w kie­run­ku prze­jaz­du, by na­stęp­nie rów­nie nie­spiesz­nie go prze­je­chać i znik­nąć w od­da­li. Uwagę męż­czy­zny zwró­cił nie­wy­raź­ny kształt, który wy­le­ciał z okna jed­ne­go z wa­go­nów, a na­stęp­nie spadł przy samej budce dróż­ni­ka. Ro­gat­ki unio­sły się, a czer­wo­ne świa­tła zga­sły, jed­nak Piotr nie ru­szył. Przez dłuż­szą chwi­lę wal­czył z my­śla­mi, ale osta­tecz­nie zwy­cię­ży­ła cie­ka­wość. Wy­siadł z po­jaz­du i chwiej­nym kro­kiem ru­szył w kie­run­ku budki. Niemy krzyk wy­rwał mu się z gar­dła, gdy od­krył, co tak na­praw­dę wy­pa­dło z po­cią­gu. Oto miał przed sobą oka­le­czo­ne zwło­ki męż­czy­zny, przed śmier­cią nie mógł mieć wię­cej niż trzy­dzie­ści, może czter­dzie­ści lat. W pu­stych oczo­do­łach trupa czer­ni­ała za­krze­pła krew, a po­na­ci­na­ne ręce stra­szy­ły wi­do­kiem prze­świ­tu­ją­cej bieli kości.

 

[wto­rek 21:00 – dwo­rzec głów­ny w Kra­ko­wie]

 

Za­ją­łem miej­sców­kę i bez en­tu­zja­zmu ob­ser­wo­wa­łem, jak po­ciąg „Że­rom­ski”, re­la­cji Kra­ków – Olsz­tyn, po­wo­li za­peł­niał się pa­sa­że­ra­mi. Z ca­łe­go serca nie­na­wi­dzi­łem co­mie­sięcz­nych, kil­ku­go­dzin­nych po­dró­ży w za­tło­czo­nym prze­dzia­le. Mo­der­ni­za­cja ta­bo­rów, poza nie­znacz­nym zwięk­sze­niem kom­for­tu jazdy, osią­gnę­ła tyle, że za­miast sied­miu współ­pa­sa­że­rów, w prze­dzia­le było ich kil­ku­dzie­się­ciu. Jakby tego było mało, bi­le­ty na mój po­ciąg sprze­da­wa­no w pro­mo­cyj­nej cenie, więc po­mi­mo póź­nej pory po­ciąg był wy­peł­nio­ny po brze­gi.

Się­gną­łem po smart­fo­na. Od kilku go­dzin były ja­kieś pro­ble­my z sie­cią, więc nie za­sko­czy­ło mnie, że nie mia­łem za­się­gu. Szczę­śli­wie, byłem na tyle za­po­bie­gli­wy, że spa­ko­wa­łem do ple­ca­ka książ­kę, więc ist­nia­ła na­dzie­ja, że nie umrę z nudy.

W pew­nym mo­men­cie sta­nę­ła obok mnie zgrab­na bru­net­ka, na oko dwu­dzie­sto­pa­ro­let­nia. Boże, spraw, żeby nie była wa­riat­ką, pro­szę, tylko niech nie okaże się wa­riat­ką, po­my­śla­łem.

– Dzień dobry, tu jest moja miej­sców­ka, przy oknie – po­wie­dzia­ła przy­jem­nym dla ucha gło­sem.

– Oczy­wi­ście, już panią prze­pusz­czam. Może pomóc z ba­ga­żem? – za­ofia­ro­wa­łem się.

– O, jaki pan uprzej­my. Dzię­ku­ję!

– Nie ma pro­ble­mu, da­le­ko pani je­dzie? Je­stem idio­tą, prze­cież ta in­for­ma­cja wy­świe­tla się nad fo­te­lem.

– Do sa­me­go Olsz­ty­na, z tego, co widzę, to pan także?

– Tak, a w ogóle, to Rafał je­stem. – Wy­cią­gną­łem rękę.

– Agniesz­ka, miło mi. – Uśmiech­nę­ła się pro­mien­nie.

– Pierw­szy raz w Kra­ko­wie?

– Nie, mam tutaj ro­dzi­nę, więc bywam dość re­gu­lar­nie. A ty?

– Uczę się – od­po­wie­dzia­łem.

– O pro­szę, na Ja­giel­lon­ce?

– Na to je­stem już trosz­kę za stary – za­śmia­łem się. – Je­stem apli­kan­tem pro­ku­ra­tor­skim, mam zjaz­dy w kra­jo­wej szko­le są­dow­nic­twa i pro­ku­ra­tu­ry.

– Uuu, brzmi groź­nie. Ale chyba mnie pan nie aresz­tu­je? – Zro­bi­ła fi­lu­ter­ną minę. – Panie wła­dzo…

– Tym razem nie, ale pro­szę się za­cho­wy­wać, bo będę mu­siał to zgło­sić! – flir­to­wa­łem już w naj­lep­sze.

Na­stęp­ne pół go­dzi­ny spę­dzi­li­śmy na roz­mo­wach o ni­czym. Czu­łem, że w przy­szło­ści z tej mąki może być chleb.

 

[wto­rek 22:00 – Ję­drze­jów]

 

Kątem oka za­uwa­ży­łem po­ru­sze­nie. Jeden z pa­sa­że­rów wy­kłó­cał się z kon­duk­to­rem, po­nie­waż naj­wy­raź­niej po­ciąg omi­nął sta­cję Ję­drze­jów. Mnie także wy­da­ło się to dziw­ne, ale nie mia­łem ocho­ty uczest­ni­czyć w wy­mia­nie zdań.

– A sły­sza­łeś hi­sto­rię o mor­der­czym duchu dróż­ni­ka? – za­py­ta­ła nie­spo­dzie­wa­nie Agniesz­ka.

– Nie, ale zda­rzy­ło mi się zo­stać upro­wa­dzo­nym przez ko­smi­tów. – Zro­bi­łem pauzę. Po chwi­li nie wy­trzy­ma­łem i grom­ko się ro­ze­śmia­łem.

– Ale z cie­bie zgry­wus. – Wy­mie­rzy­ła mi kuk­sań­ca w ramię. – Ja mówię po­waż­nie. Po­dob­no pe­wien dróż­nik, równo o dwu­dzie­stej pierw­szej w dzień prze­si­le­nia je­sien­ne­go, zo­ba­czył po­ciąg widmo su­ną­cy po to­rach. Ro­gat­ki nie opa­dły au­to­ma­tycz­nie, bo sys­tem nie wy­krył ma­szy­ny… Ale ona tam była!

– I z tego po­cią­gu wy­sko­czył Czar­no­bro­dy, a na­stęp­nie do­ko­nał abor­da­żu? – Dobry humor mnie nie opusz­czał.

– Głupi je­steś… Z po­cią­gu wy­le­cia­ły zwło­ki i wy­lą­do­wa­ły w od­le­gło­ści dwu­dzie­stu cen­ty­me­trów od budki dróż­ni­ka.

– Od­le­głość miała tutaj zna­cze­nie?

– Nie ro­zu­miem…

– Dla­cze­go to było dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów? A nie, na przy­kład, czter­dzie­ści, albo trzy­dzie­ści pięć?

– Chcesz usły­szeć hi­sto­rię do końca? – Nie chcia­łem, ale za­le­ża­ło mi na zy­ska­niu sym­pa­tii dziew­czy­ny, więc od­po­wie­dzia­łem:

– Oczy­wi­ście, już nie będę ci prze­szka­dzał.

– Świet­nie, na czym to ja?…

– Dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów…

– Wła­śnie, więc zwło­ki wy­lą­do­wa­ły równo dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów od budki dróż­ni­ka. Ko­le­jarz pod­szedł, pró­bo­wał ocu­cić trupa, ale nic z tego. I nagle lo­do­wa­te dło­nie za­ci­snę­ły mu się na szyi, a z ust de­na­ta strze­lił błę­kit­ny pło­mień. Mrocz­na siła ukry­ta w wy­rzu­co­nym z okna tru­pie wtar­gnę­ła w duszę dróż­ni­ka i prze­klę­ła go. Od tej pory bez wy­tchnie­nia prze­mie­rza on Pol­skę noc­ny­mi po­cią­ga­mi i mor­du­je ni­cze­go się nie­spo­dzie­wa­ją­cych pa­sa­że­rów

– I to wszyst­ko? – za­py­ta­łem.

– Tak, prze­ra­ża­ją­ce, praw­da?

– Cóż… – Przez chwi­lę mia­łem za­miar uświa­do­mić Agniesz­ce, że w jej hi­sto­rii jest wię­cej dziur, niż w szwaj­car­skim serze, ale osta­tecz­nie zre­zy­gno­wa­łem. Jed­nak dziew­czy­na zro­zu­mia­ła moje wąt­pli­wo­ści bez słów, po­nie­waż wzru­szy­ła ra­mio­na­mi i po­wie­dzia­ła:

– To tylko za­sły­sza­na opo­wiast­ka, nie wszyst­ko musi być w niej praw­dzi­we.

 

[wto­rek 23:00 – Skar­ży­sko-Ka­mien­na]

 

Od kil­ku­na­stu minut je­cha­li­śmy w mil­cze­niu. Moja to­wa­rzysz­ka naj­wy­raź­niej za­czę­ła przy­sy­piać, z głową opar­tą na moim ra­mie­niu. Jest do­brze, nie mogę tego schrza­nić, po­my­śla­łem. Po chwi­li do­tar­ło do mnie, że przy­czy­na leży gdzie in­dziej. Tem­pe­ra­tu­ra w prze­dzia­le wy­raź­nie spa­dła, więc Agniesz­ka in­stynk­tow­nie szu­ka­ła cie­pła.

– Prze­pra­szam pań­stwa, czy w prze­dzia­le jest jakiś po­li­cjant? – Usły­sza­łem znad głowy głos kon­duk­to­ra.

– Dla­cze­go tutaj jest tak zimno? – od­po­wie­dział py­ta­niem jeden z pa­sa­że­rów.

– Do­kład­nie, za­mar­z­nąć można! – wtó­ro­wał mu drugi.

– Dro­dzy pań­stwo, moduł ste­ro­wa­nia po­cią­giem uległ… awa­rii. Dla­te­go część sys­te­mów, w tym ogrze­wa­nie, prze­sta­ła dzia­łać. Z tego sa­me­go po­wo­du nie za­trzy­mu­je­my się na sta­cjach. – Wi­dząc ki­wa­ją­ce się bez prze­ko­na­nia głowy, dodał – Po­nad­to wy­stą­pił glo­bal­ny pro­blem z sys­te­mem łącz­no­ści i ogól­nie z te­le­fo­nią.

– To ozna­cza, że prę­dzej czy póź­niej się roz­bi­je­my? – za­py­ta­łem.

– Niech pan nie ple­cie głupstw, pra­cu­je­my już nad roz­wią­za­niem pro­ble­mu. A w razie czego lo­ko­mo­ty­wa ma no­wo­cze­sne bu­fo­ry, wy­trzy­ma lek­kie zde­rze­nie. A tym­cza­sem bar­dzo po­trze­bu­je­my kogoś z po­li­cji.

– Cóż… Je­stem apli­kan­tem pro­ku­ra­tor­skim, więc może będę w sta­nie pomóc. A na czym po­le­ga pro­blem? – Po­sta­no­wi­łem wy­ko­rzy­stać nada­rza­ją­cą się oka­zję do za­im­po­no­wa­nia Agniesz­ce.

– Miał miej­sce pe­wien… in­cy­dent, mogło dojść do prze­stęp­stwa. Pro­szę za mną, po­ka­żę panu – Kon­duk­tor po­pro­wa­dził mnie w kie­run­ku wa­go­nu re­stau­ra­cyj­ne­go.

Po dro­dze mi­nę­li­śmy są­sied­ni prze­dział. Był zu­peł­nie pusty, pod­czas gdy w na­szym pa­no­wał tłok. Dziw­ne, po­my­śla­łem. Spoj­rza­łem py­ta­ją­co na ka­na­ra, ale nie otrzy­ma­łem żad­nej od­po­wie­dzi, do­strze­głem za to nie­po­kój kłę­bią­cy się w jego oczach. Muszę przy­znać, że i mnie do­pa­dło po­czu­cie za­szczu­cia. Zu­peł­nie, jak­by ktoś mnie ob­ser­wo­wał, ale… kto?

W prze­dzia­le re­stau­ra­cyj­nym był trzy osoby: męż­czy­zna przy stole, ko­bie­ta w kącie oraz ku­charz. Wyraz prze­ra­że­nia ma­lo­wał mu się na twa­rzy. Męż­czy­zna nie był w sta­nie wydobyć z sie­bie choć­by jed­ne­go słowa, a je­dy­nie wska­zy­wał pal­cem w kie­run­ku sto­li­ka.

Po­dą­ży­łem we wska­za­ne miej­sce i z mo­men­tal­nie zro­zu­mia­łem, co jest źró­dłem prze­ra­że­nia wy­peł­nia­ją­ce­go po­miesz­cze­nie ni­czym wy­jąt­ko­wo gęsta mgła. Męż­czy­zna przy sto­li­ku oka­zał się tru­pem przy sto­li­ku. Z pu­stych oczo­do­łów wy­glą­da­ły skrze­py krwi, na twa­rzy za­stygł gry­mas su­ge­ru­ją­cy ogrom­ne cier­pie­nie. Nie pierw­szy raz wi­dzia­łem zwło­ki, na apli­ka­cji mia­łem już prak­ty­ki w pro­sek­to­rium, ale nigdy tak oka­le­czo­ne.

– Co tu się stało?! – krzyk­nął kon­duk­tor i spoj­rzał w stro­nę ku­cha­rza. – Prze­cież jesz­cze przed chwi­lą ten czło­wiek miał oczy i żył. Był je­dy­nie lekko po­tur­bo­wa­ny i ma­ja­czył… – Sły­chać było po gło­sie, że ucho­dzi z niego po­wie­trze, a re­zy­gna­cja przej­mu­je kon­tro­lę nad or­ga­ni­zmem.

– Nnnie… nie wiem… Wsze­dłem na chwi­lę do kuch­ni, przy­się­gam… Jak wró­ci­łem, to już tak wy­glą­dał – tłu­ma­czył się ku­charz. Gołym okiem można było do­strzec, że jego psy­chi­ka wisi na wło­sku.

Przez chwi­lę ob­ser­wo­wa­łem, jak ko­bie­ta w kącie kuli się ze stra­chu i szlo­cha. Można było spo­dzie­wać się ta­kiej re­ak­cji. Osta­tecz­nie, nikt nor­mal­ny nie byłby go­to­wy na taki widok.

W tym mo­men­cie uświa­do­mi­łem sobie, że okna są czar­ne, że nie sły­chać stu­ko­tu kół na szy­nach, tylko ko­mu­ni­ka­ty z gło­śni­ków. Za­wie­si­łem wzrok na naj­bliż­szej szy­bie, była cała usma­ro­wa­na czar­ną, kle­istą mazią. Usi­ło­wa­łem ją wy­trzeć chu­s­tecz­ką, potem ob­ru­sem, w obu przy­pad­kach bez­sku­tecz­nie. Spoj­rza­łem py­ta­ją­co w kie­run­ku kon­duk­to­ra. Wzru­szył ra­mio­na­mi.

– Mu­si­my po­wia­do­mić służ­by – za­wy­ro­ko­wa­łem.

– Tylko jak? Ko­mu­ni­ka­cja padła zu­peł­nie – wy­mam­ro­tał kanar. – Nie mo­że­my się skon­tak­to­wać nawet z Lo­kal­nym Cen­trum Ste­ro­wa­nia.

– A ka­bi­na ma­szy­ni­sty? Tam nie znaj­dzie się żadna awa­ryj­na ra­dio­sta­cja?

– To jakiś kosz­mar, to jakiś kosz­mar – mam­ro­ta­ła ko­bie­ta.

– Z tym może być pro­blem – od­po­wie­dział po chwi­li wa­ha­nia kon­duk­tor.

– Jak to?

– Chodź­my, po­ka­żę panu.

 

[środa 1:00 – War­sza­wa Wschod­nia]

 

Prze­mie­rza­jąc ko­lej­ne prze­dzia­ły usły­sze­li­śmy sko­wyt tak prze­raź­li­wy, że wydać go mogło je­dy­nie udrę­czo­ne zwie­rzę. Po­czu­łem sza­leń­czo bez­ro­zum­ne pra­gnie­nie, by rzu­cić się pędem w stro­nę od­gło­su. Dźwięk brzmiał jak wy­zwa­nie, jak za­gad­ka, która ocze­ki­wa­ła, bym mógł ją roz­wią­zać.

Jak się oka­za­ło, jego źró­dłem była młoda ko­bie­ta sto­ją­ca przed drzwia­mi to­a­le­ty.

– Mój tatuś… Mój bied­ny tatuś… Kto?… Dla­cze­go?…

Ode­pchną­łem ją i zaj­rza­łem do środ­ka. Ko­lej­ne zwło­ki, męż­czy­zny po pięć­dzie­siąt­ce. Po­dob­nie, jak w przy­pad­ku pa­sa­że­ra z wa­go­nu re­stau­ra­cyj­ne­go, z wy­łu­pio­ny­mi ocza­mi i licz­ny­mi ra­na­mi szar­pa­ny­mi.

– Wi­dzia­łaś, kto to zro­bił? – zwró­ci­łem się do ko­bie­ty.

– Ta­tu­siu… Ta­tu­siu! – la­men­to­wa­ła.

– Ten ktoś może być bli­sko, czy wi­dzia­łaś co­kol­wiek? – W od­po­wie­dzi usły­sza­łem tylko nie­zro­zu­mia­ły beł­kot wy­mie­sza­ny z pła­czem i za­wo­dze­niem przywo­dzą­cym na myśl zwie­rzę we wny­kach u kresu ży­wo­ta. – Nie ro­zu­miem cię.

Spo­licz­ko­wa­łem dziew­czy­nę, chcia­łem by oprzy­tom­nia­ła. Tak się jed­nak nie stało. Jej twarz wy­krzy­wi­ła się ohyd­nie, a z gar­dła wy­szedł syk, ja­kie­go nigdy wcze­śniej nie sły­sza­łem. Na ra­mie­niu bły­snę­ło jej coś, jakby obiek­tyw apa­ra­tu. A może to było je­dy­nie złu­dze­nie, po­de­sła­ne przez sko­ła­ta­ne nerwy? Zanim zdą­ży­łem się upew­nić, jej już nie było. Od­wró­ci­łem się do kon­duk­to­ra, który stał jak spa­ra­li­żo­wa­ny i za­sła­niał twarz dłoń­mi.

– Pan wi­dział, gdzie znik­nę­ła? – do­py­ty­wa­łem go­rącz­ko­wo.

– Po­my­śleć tylko, że za dwa lata mia­łem przejść na eme­ry­tu­rę…

Nie za­mie­rza­łem stać i pa­trzeć, jak kanar toczy z góry prze­gra­ną walkę z wła­sną bez­sil­no­ścią. Ad­re­na­li­na prze­ję­ła do­wo­dze­nie, wzię­ła strach w karby.

– Teraz naj­waż­niej­sze, że­by­śmy na­wią­za­li kon­takt ze służ­ba­mi, chodź­my – po­spie­szy­łem męż­czy­znę.

Coś w moim gło­sie, praw­do­po­dob­nie ton, spra­wi­ło, że kon­duk­tor bez słowa przy­tak­nął i ru­szył w kie­run­ku ka­bi­ny ma­szy­ni­sty. Od celu dzieliły nas dwa wa­go­ny. Ru­szy­li­śmy pew­nym kro­kiem, nie oglą­da­jąc się za sie­bie. Po­now­nie ude­rzy­ło mnie, że prze­dzia­ły są puste. Czy ra­czej, mó­wiąc bar­dziej pre­cy­zyj­nie, nie ma w nich żad­nych pa­sa­że­rów. Zu­peł­nie, jakby wszy­scy jed­no­cze­śnie po­sta­no­wi­li znik­nąć z po­wierzch­ni Ziemi. W lu­kach ba­ga­żo­wych, na fo­te­lach i przy sto­li­kach po­zo­sta­ły ich rze­czy. Torby, wa­liz­ki, reszt­ki je­dze­nia, ubra­nia i różne inne przed­mio­ty przy­dat­ne w po­dró­ży.

Wtedy do­strze­głem, że na jed­nym z fo­te­li sie­dzi blady, ciem­no­wło­sy chło­piec. Nie mógł mieć wię­cej, niż osiem lat. Miał na sobie czar­ną bluzę, czar­ne dżin­sy i rów­nie czar­ne te­ni­sów­ki.

– Gdzie są twoi ro­dzi­ce? – za­py­ta­łem. 

– Je­steś tutaj sam? – do­cie­kał kon­duk­tor.

Nie uzy­ska­li­śmy żad­nej od­po­wie­dzi, chło­piec nie za­szczy­cił nas choć­by prze­lot­nym spoj­rze­niem. Je­dy­nie apa­tycz­nie roz­glą­dał się po prze­dzia­le, jakby z opóź­nie­niem re­je­stro­wał oto­cze­nie. Było w tym dziec­ku coś nie­po­ko­ją­ce­go, jakaś nie­wy­po­wie­dzia­na groza. Wresz­cie nasze oczy się spo­tka­ły. Nie­świa­do­my swo­ich ru­chów po­stą­pi­łem kilka kro­ków wstecz.

– Chodź­my stąd – szep­nął kanar. Usłu­cha­łem go.

Do­tar­li­śmy do po­cząt­ku skła­du, po dro­dze mi­ja­jąc no­wo­cze­sny bran­kard. Wej­ście do ka­bi­ny ma­szy­ni­sty, jak się oka­za­ło, było za­ry­glo­wa­ne na amen. Za­pu­ka­łem kil­ku­krot­nie w drzwi, na­stęp­nie ude­rzy­łem, by na ko­niec walić pię­ścia­mi jak opę­ta­ny, bez naj­mniej­szej re­ak­cji ze środ­ka.

– Nie ma me­to­dy na otwo­rze­nie jej od ze­wnątrz? – za­py­ta­łem.

– Bez szans, nie dzia­ła nawet kwa­drat, me­cha­nik mu­siał za­blo­ko­wać drzwi od środ­ka.

– Prze­cież to nie ma sensu! Ten skład w ogóle prze­szedł kon­tro­lę Uteku? A jakby ma­szy­ni­sta za­słabł na tra­sie? Prze­cież musi ist­nieć pro­ce­du­ra awa­ryj­ne­go otwie­ra­nia!

– W nor­mal­nych wa­run­kach tak, ale cał­ko­wi­cie sia­dła łącz­ność, a wej­ście chyba zo­sta­ło za­blo­ko­wa­ne me­cha­nicz­nie. Poza tym jest jesz­cze czu­wak. – Wi­dząc moje zmie­sza­nie, dodał: – Taki me­cha­nizm, który spraw­dza, czy ma­szy­ni­sta jest przy­tom­ny. Po­wi­nien uru­cho­mić sy­gnał alar­mo­wy, a w skraj­nych przy­pad­kach za­trzy­mać po­ciąg. Tylko chyba i on zdechł…

Czu­łem, jak cegły iry­ta­cji pię­trzą się nade mną. Nie­sio­ny gnie­wem i bez­rad­no­ścią ude­rzy­łem raz jesz­cze w drzwi. Po­now­nie bez naj­mniej­sze­go efek­tu.

Za ple­ca­mi usły­sze­li­śmy od­głos kro­ków, jak na ko­men­dę ob­ró­ci­li­śmy się w jego kie­run­ku. Kil­ko­ro pa­sa­że­rów zbli­ża­ło się w naszą stro­nę, twa­rze mieli wście­kle wy­krzy­wio­ne.

 

[środa 2:00 – Mława]

 

– Te, kon­duk­tor, może ze­chcesz nam wy­ja­śnić, co tu wła­ści­wie się dzie­je? Od kilku go­dzin po­ciąg się nie za­trzy­my­wał, lu­dzie zni­ka­ją, a przed­sta­wi­ciel kolei mil­czy.

– Spo­koj­nie, wła­śnie pró­bu­je­my… – usi­ło­wa­łem wy­tłu­ma­czyć.

– A ty, czego go bro­nisz? Je­ste­ście w zmo­wie, czy co? – rzu­cił inny pa­sa­żer.

– Zo­staw­cie go w spo­ko­ju, on jest w po­rząd­ku, jest jed­nym z nas. – Usły­sza­łem zna­jo­my głos Agniesz­ki. Zwró­ci­łem głowę w jej kie­run­ku, Boże je­dy­ny, udrę­czo­na twarz wy­ra­ża­ła ogrom cier­pie­nia, któ­re­go była nie­daw­nym świad­kiem. Ile czasu jej nie wi­dzia­łem? Go­dzi­nę? Dwie? Tym­cza­sem spra­wia­ła wra­że­nie, jakby zdą­ży­ła się po­sta­rzeć o dobre kil­ka­na­ście lat.

– Gdzie są moi ro­dzi­ce? Ma­mo­ooo! Ta­to­ooo! – za­wo­dzi­ła dziew­czyn­ka sto­ją­ca z boku. Boże, ile ona może mieć lat? Naj­wy­żej czte­ry.

Agniesz­ka przy­tu­li­ła małą i po­wta­rza­ła, że wszyst­ko bę­dzie do­brze. W jej gło­sie nie sły­sza­łem prze­ko­na­nia.

– Dro­dzy pań­stwo – kon­duk­tor za­czerp­nął po­wie­trza – dzię­ku­je­my za za­ufa­nie i wybór kolei pań­stwo­wych za wa­sze­go prze­woź­ni­ka ob­słu­gu­ją­ce­go ko­le­jo­we da­le­ko­bież­ne prze­wo­zy pa­sa­żer­skie. Ko­le­je pań­stwo­we sta­no­wią część grupy… – męż­czy­zna mówił niby w tran­sie, zu­peł­nie jakby za­stą­pił go au­to­mat na­da­ją­cy za­pę­tlo­ną re­kla­mę.

Ro­zej­rza­łem się po obec­nych w wa­go­nie, wyraz kon­ster­na­cji ma­lo­wał się na ich twa­rzach. Nie­daw­na wście­kłość mo­men­tal­nie ustą­pi­ła pola głę­bo­kie­mu zmie­sza­niu.

– Czy pan się do­brze czuje? – za­py­ta­ła z tro­ską ko­bie­ta w sza­rym płasz­czu.

– Dro­dzy pań­stwo, dzię­ku­je­my za za­ufa­nie…

– Pan nas w ogóle sły­szy? – za­py­ta­ła Agniesz­ka.

– …wybór kolei pań­stwo­wych za wa­sze­go prze­woź­ni­ka ob­słu­gu­ją­ce­go…

– Pro­szę się otrzą­snąć! – krzyk­ną­łem.

– …ko­le­jo­we da­le­ko­bież­ne prze­wo­zy pa­sa­żer­skie. Ko­le­je pań­stwo­we…

– Szko­da na to czasu, mu­si­my ra­dzić sobie sami – po­wie­dział pierw­szy z pa­sa­że­rów.

W tym mo­men­cie kon­duk­tor do­stał ataku drga­wek, po czym padł na pod­ło­gę i za­czął wy­da­wać spa­zma­tycz­ne okrzy­ki.

– On jest jed­nym z nich! – wrza­snę­ła Agniesz­ka. – Ucie­kaj­my!

Zanim się spo­strze­głem, zo­sta­łem w prze­dzia­le sam z kon­duk­to­rem. Mógł­bym do­go­nić tam­tych, gdy­bym się po­spie­szył. Nie chcia­łem jed­nak zo­sta­wić ka­na­ra na pewną śmierć. Usi­ło­wa­łem sobie przy­po­mnieć, jak się udzie­la pierw­szej po­mo­cy w ataku pa­dacz­ki, gdy zro­zu­mia­łem, że już za późno. Zdeformowane zwłoki kanara leżące w pozie przywodzącej na myśl dzieło Szatana, ponuro spoglądały na mnie z podłogi.

Przez pe­wien czas sta­łem bez ruchu, spę­ta­ny otę­pie­niem, i wsłu­chi­wa­łem się w tur­kot kół po­cią­gu toczących się po szy­nach. Wy­da­rze­nia, któ­rych byłem mi­mo­wol­nym uczest­ni­kiem, mu­sia­ły mieć ja­kieś ra­cjo­nal­ne wy­tłu­ma­cze­nie. Prze­cież nie uwie­rzę w mor­der­cze­go ducha dróż­ni­ka, szu­ka­ją­ce­go ze­msty na… No, na kim wła­ści­wie? Na, Bogu ducha win­nych, pa­sa­że­rach? Ob­słu­dze po­cią­gu? Nie, to wszyst­ko było po­zba­wio­ne sensu.

Był­bym zu­peł­nie po­grą­żył się w roz­wa­ża­niach, ale zo­sta­łem z nich wy­rwa­ny przez nagły trzask. Krót­ko­fa­lów­ka za­wie­szo­na na pasku kon­duk­to­ra za­czę­ła wy­da­wać nie­przy­jem­ne dźwię­ki, prze­ry­wa­ne po­je­dyn­czy­mi wy­ra­za­mi, ni­czym nie­do­stro­jo­na ra­dio­sta­cja.

– Plan – trzask – zgod­nie – trzask – za­ło­że­nia­mi – trzask – ostat­nie – trzask – go­dzi­ny – znacz­na – trzask – ofiar – trzask – za­do­wo­le­ni… – wy­po­wia­dał nie­zna­jo­my głos.

Wie­dzio­ny im­pul­sem zbli­ży­łem się do drzwi ka­bi­ny ma­szy­ni­sty i nad­sta­wi­łem ucha. Po­mię­dzy tur­ko­tem kół, me­ta­licz­ny­mi pi­ska­mi ta­bo­ru i szu­mem kli­ma­ty­za­cji usły­sza­łem coś jesz­cze. Nie­wy­raź­ny, przy­tłu­mio­ny głos męż­czy­zny. Prze­czu­cie pod­po­wia­da­ło, że wła­śnie ten głos usły­sza­łem w krót­ko­fa­lów­ce.

– Sły­szał to pan? – za­py­ta­łem bez­myśl­nie i spoj­rza­łem w kie­run­ku, w któ­rym przed chwi­lą le­ża­ły zwło­ki kon­duk­to­ra. Nie było ich tam.

 

[środa 3:00 – Olsz­ty­nek]

 

Pod­bie­głem do ba­ga­ży i chwy­ci­łem naj­więk­szą wa­liz­kę. Roz­pę­dzi­łem się i z ca­łych sił ude­rzy­łem w drzwi ka­bi­ny ma­szy­ni­sty. Bagaż roz­padł się, ze środ­ka wy­pa­dły na pod­ło­gę ubra­nia i ko­sme­ty­ki. Zde­spe­ro­wa­ny za­czą­łem kopać, rzu­cać ko­lej­ny­mi wa­liz­ka­mi, ale wszyst­ko na nic. Wy­zby­ty sił pa­dłem na ko­la­na. W ner­wach nie mo­głem zła­pać od­de­chu, a pot za­le­wał mi oczy, mie­szał się ze łzami.

Szur­gnię­cie otwie­ra­nych drzwi po­de­rwa­ło mnie na nogi. Fala mrozu prze­nik­nę­ła mnie do kości, do głębi duszy. Z ka­bi­ny ma­szy­ni­sty wy­padł rosły męż­czy­zna w po­ma­rań­czo­wej ka­mi­zel­ce od­bla­sko­wej na sfa­ty­go­wa­nym gra­na­to­wym mun­du­rze. Udrę­czo­ną, po­zba­wio­ną gałek ocznych, twarz szpe­ci­ły licz­ne bli­zny. Sta­łem spa­ra­li­żo­wa­ny, a tam­ten brnął ku mnie, choć nie po­ru­szał no­ga­mi.

Nie byłem w sta­nie wydać naj­cich­sze­go dźwię­ku, gdy widmo dróż­ni­ka w naj­bar­dziej ohyd­ny spo­sób otwo­rzy­ło usta, by wy­pu­ścić z nich ciem­ny, nie­ma­te­rial­ny kształt, przy­po­mi­na­ją­cy smo­li­stą maź ob­le­pia­ją­cą roz­cią­gnię­tą pa­ję­czy­nę. Ob­ser­wo­wa­łem je­dy­nie, jak raz za razem mnie okrą­ża, ni­czym dra­pież­nik po­lu­ją­cy na swoją ofia­rę. Nagle zna­la­złem się pod su­fi­tem, a po­twor­ny ból prze­szył mi oczy.

Nie mam pew­no­ści, czy wy­da­rzy­ło się to na­praw­dę, czy je­dy­nie w ot­chła­ni mo­je­go umy­słu, ale usły­sza­łem słowa:

– I jak wam się to po­do­ba?!

Na­sta­ła ciem­ność, po­czu­łem, jak nie­opi­sa­na siła ci­snę­ła mną o sufit, a na­stęp­nie wy­rzu­ci­ła przez okno. 

 

[środa 3:30 – dwo­rzec głów­ny w Olsz­ty­nie]

 

Po­ciąg zbli­żał się do pe­ro­nu, po­li­cja była już przy­go­to­wa­na. Nocne zgło­sze­nie do­ty­czą­ce ma­ka­brycz­ne­go zna­le­zi­ska przy budce dróż­ni­ka po­cząt­ko­wo zo­sta­ło ode­bra­ne jako wy­jąt­ko­wo nie­śmiesz­ny żart. Szczę­śli­wym zbie­giem oko­licz­no­ści w po­bli­żu był aku­rat pro­ku­ra­tor, we­zwa­ny na nocne zda­rze­nie. Gdy oka­za­ło się, że przy budce dróż­ni­ka rze­czy­wi­ście leżą oka­le­czo­ne zwło­ki, czym prę­dzej skie­ro­wa­no wszyst­kie do­stęp­ne jed­nost­ki na sta­cję do­ce­lo­wą po­cią­gu.

Po­ciąg w­je­chał na sta­cję Olsz­tyn Głów­ny, po czym za­hamował z pi­skiem. Drzwi pierw­sze­go wa­go­nu otwo­rzy­ły się i wy­siadł star­szy męż­czy­zna ubra­ny w ele­ganc­ki gar­ni­tur. Otak­so­wał wzro­kiem po­li­cjan­tów, po czym wy­cią­gnął sfa­ty­go­wa­ną le­gi­ty­ma­cję, oka­zał ją stró­żom prawa, a na­stęp­nie po­wie­dział ostro:

– Mo­że­cie się ro­zejść, wszyst­ko jest pod kon­tro­lą.

– Co to ma zna­czyć? W Na­ter­kach przy budce dróż­ni­ka zna­le­zio­no zma­sa­kro­wa­ne zwło­ki. Otrzy­ma­li­śmy zgło­sze­nie, że zo­sta­ły wy­rzu­co­ne z tego po­cią­gu – od­po­wie­dział naj­młod­szy po­li­cjant.

– To nie wasze zmar­twie­nie. Jak już mó­wi­łem, wszyst­ko jest pod kon­tro­lą.

– Mirek… – kie­ru­ją­cy akcją funk­cjo­na­riusz pro­tek­cjo­nal­nie zwró­cił się do młod­sze­go ko­le­gi. – Je­steś jesz­cze świe­żak, więc masz prawo nie wie­dzieć, ale… Cóż, to jest jedna z tych sy­tu­acji, kiedy trze­ba od­pu­ścić.

– Wła­śnie tak – po­twier­dził męż­czy­zna w gar­ni­tu­rze. – Słu­chaj mą­drzej­szych i gęba na kłód­kę.

– Czy to są ja­kieś żarty? Mu­si­my wejść do środ­ka, prze­cież nie mo­że­my zi­gno­ro­wać zwłok wy­pa­da­ją­cych z po­cią­gu! – nie od­pusz­czał Mirek.

– Przy­kro mi, ale ten widok jest za­re­zer­wo­wa­ny dla spe­cjal­nej… wi­dow­ni, o szcze­gól­nym i spe­cy­ficz­nym gu­ście. A także od­po­wied­nio za­sob­nym port­fe­lu. Dla­te­go oba­wiam się, że nie mogę na to po­zwo­lić. Jed­nak za­pew­niam panów, prze­mil­cze­nie całej sy­tu­acji bę­dzie dla was nie­zwy­kle opła­cal­ne.

– To są ja­kieś żarty! Je­ste­śmy stró­ża­mi… – Młody funk­cjo­na­riusz nie do­koń­czył, po­nie­waż do­wód­ca chwy­cił go i spoj­rzał mu pro­sto w oczy.

– Trze­ba. Od­pu­ścić – syk­nął. – Je­że­li ci życie miłe.

Mirek wy­czy­tał w jego wzro­ku, że to nie są żarty. Przez chwi­lę stał bez słowa, ale osta­tecz­nie po­kor­nie ski­nął głową i, nie pod­no­sząc wzro­ku, wy­co­fał się na ko­niec od­dzia­łu.

– Gdyby sy­tu­acja nie była jasna, po­zwo­lę sobie po­wtó­rzyć. Za­po­mni­cie o całym zaj­ściu, a jutro, spraw­dza­jąc stan kont, do­zna­cie mi­łe­go za­sko­cze­nia – po­wie­dział męż­czy­zna w gar­ni­tu­rze. 

Na­stęp­nie, nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź, ru­szył przez tłum scho­dzą­cych mu z drogi funk­cjo­na­riu­szy. Kiedy ich minął, wy­cią­gnął te­le­fon sa­te­li­tar­ny, wy­brał numer i nadał wia­do­mość: “Trans­mi­sja za­koń­czo­na. Dróż­nik za­mknię­ty i za­bez­pie­czo­ny. Po­li­cja pod kon­tro­lą”. W od­po­wie­dzi otrzy­mał dane o re­kor­do­wo wy­so­kiej licz­bie wy­świe­tleń oraz wy­so­ko­ści wpłat.

Wy­glą­da na to, że prze­moc, śmierć i ze­psu­cie nie­zmien­nie po­zo­sta­ją w cenie, po­my­ślał, a na­stęp­nie znik­nął w od­mę­tach nocy.

Koniec

Komentarze

Hej, 

wracam z komentarzem po betowym i jako dyżurny :D. To pierwszy horror w Twoim wykonaniu jaki czytałem i przyznaje się, że wyszedł dobrze :). Jest niezłe tempo i groza. Podoba mi się element zaszczucia w wagonach pociągu – wiem, że pewnie dużo tekstów będzie na tym bazować, ale Twój czytam jako pierwszy ;) – wyszedł bardzo dobrze. No i finał z twistem, to wszystko zasługuje na klika :) 

 

Zgłaszam i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Witaj ponownie, Bardzie! :D

To pierwszy horror w Twoim wykonaniu jaki czytałem i przyznaje się, że wyszedł dobrze :)

Chociaż powstawał w bólach :P

Zgłaszam i pozdrawiam :)

Raz jeszcze dziękuję serdecznie za ogrom włożonej pracy w betę, no i za miły komentarz oraz klika :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Sprawa i sprawka.

Sprawa, bo poważniejsza. ---> Awaria wszystkiego, z łącznością włącznie. OK, może być. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, albo ten pociąg przeszedł pod kontrolę sił nadprzyrodzonych, które “załatwiają” mu wolną drogę, brak kolizji i te de, albo jednak pozostaje pod kontrolą służb ruchu, które to służby zorientowały się, że coś jest nie tak i one zapewniają bezwypadkową jazdę składu. Poza tym, w tym drugim przypadku, zawsze mogą zatrzymać pociąg najprostszym sposobem – wyłączenia zasilania danego zelektryfikowanego odcinka. Są też inne na to sposoby, lecz mniejsza o nie.

Wiem, pamiętam, to jest opowiadanie grozy, ale myślę, że pozostanie wyłącznie przy elementach grozy, pominiecie aspektów technicznych, wyszłoby tekstowi na zdrowie, bo nie wzbudzałoby zaskoczeń próbami wytłumaczenia niewytłumaczalnego.

Sprawka, bo drobna i trochę śmieszna. ---> Jadalnych jest mnóstwo rzeczy, Chlebek, masełko, marchewka, odpowiednio przyrządzona rybka fugu (czy jak jej tam), ale o jadalnych cegłach, wagonach kolejowych i trzonkach do łopat jakoś ani słychu, ani widu. 

Aha – ani razu, ani przez moment, nie przestraszyłem się.

Pozdrawiam.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć, Adamie! Dziękuję za wizytę i komentarz!

 

Wiem, pamiętam, to jest opowiadanie grozy, ale myślę, że pozostanie wyłącznie przy elementach grozy, pominiecie aspektów technicznych, wyszłoby tekstowi na zdrowie, bo nie wzbudzałoby zaskoczeń próbami wytłumaczenia niewytłumaczalnego.

Z drugiej strony brak tłumaczenia czegokolwiek powodowałby zdziwienie w drugą stronę – “to nie mógł zadzwonić?”. Narrator, pasażerowie, a nawet konduktor – oni wszyscy nie rozumieją, co się właściwie dzieje, stąd pojawiają się pytania. 

 

Pozostaje jeszcze osobna kwestia – “awaria” pociągu to jedno, ale grasujący morderczy duch i prowadzony z tego na żywo stream… tutaj staram się możliwie jak najmniej wyjaśniać :P

 

Sprawka, bo drobna i trochę śmieszna. ---> Jadalnych jest mnóstwo rzeczy, Chlebek, masełko, marchewka, odpowiednio przyrządzona rybka fugu (czy jak jej tam), ale o jadalnych cegłach, wagonach kolejowych i trzonkach do łopat jakoś ani słychu, ani widu. 

Okej, wagon jadalny przemianowałem na restauracyjny :)

 

Aha – ani razu, ani przez moment, nie przestraszyłem się.

Z tym jest ciężka sprawa. W ostatnim czasie (także pod kątem konkursu) nadrabiałem zaległości z Lovecraftem i Mathesonem i też mnie niczym nie przestraszyli. Podobnie horrory w wydaniu filmowym, raczej budzą politowanie, niż faktyczny niepokój, czy grozę. Mam wrażenie, że rzeczywistość bywa tak przerażająca, że nie jest łatwo kogokolwiek przestraszyć literaturą. Chyba, za literaturę uznamy zawiadomienie o planowanej kontroli skarbowej…

 

Pozdrawiam! :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Każdy, kto choć raz miał doczynienia z urzędem skarbowym już nie będzie się bał niczego innego ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Każdy, kto choć raz miał doczynienia z urzędem skarbowym już nie będzie się bał niczego innego ;)

Mobilny Kolejowy Urząd Skarbowy – to byłby temat na horror… ;D

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie :)

Dzięki, Koalo! Pozdrawiam serdecznie :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Każdy, kto choć raz miał doczynienia z urzędem skarbowym już nie będzie się bał niczego innego ;)

Mięczak. Pogadaj z ZUSem XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Mięczak. Pogadaj z ZUSem XD

Podbijam stawkę, z mojego doświadczenia najgorzej rozmawia się z RIO xD

 

No i przy okazji, Tarnino, raz jeszcze dziękuję za betę:)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Nie ma problema XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hejo

Nie zdążyłem przeczytać w becie po raz drugi bo już wrzuciłeś tekst do poczekalni. Niemniej jednak nagadaliśmy się już odnośnie tekstu więc powiem, że ogólnie mi się podobało a dokonane w ostatnim rzucie zmiany uznaję na plus :)

Pozdrawiam i klikam.

Hej, Edwardzie! Zwyczajowo już dziękuję Ci za cenne rady w becie, komentarz i klika ;)

Nie zdążyłem przeczytać w becie po raz drugi bo już wrzuciłeś tekst do poczekalni.

Bo zawsze musi przyjść ten moment, gdy trzeba już odpuścić dalsze korekty ;) 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Bo zawsze musi przyjść ten moment, gdy trzeba już odpuścić dalsze korekty ;) 

Niestety…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cezary,

Dobre, solidne opowiadanie, ale, gdyby nie końcówka, pozostałoby dobre, więc wyszło lepiej niż dobrze. Niestety wątek miłosny wyleciał wraz z bohaterem przez okno, zanim się rozkręcił. Nie żałuję, zdecydowanie wolę grozę. Przygnębiające jest to, że życie ludzkie staje się rozrywką dla elit. Cieszę się, że to tylko fantazja. Dołączę do grona klikających :)

Cześć, Milis! Tobie także raz jeszcze serdecznie dziękuję za betę:) Dziekuje tez za klika :)

Przygnębiające jest to, że życie ludzkie staje się rozrywką dla elit. Cieszę się, że to tylko fantazja

Tylko, czy aby na pewno jest to wyłącznie fantazja?… 

 

Pozdrawiam! :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Cezary,

 

Tylko, czy aby na pewno jest to wyłącznie fantazja?…

 

Może nie we wszystkich ludzi, ale ogólnie wierzę(albo chcę)w człowieka :)

 

Pozdrawiam :)

OK, jest jakiś pomysł na horror. Tylko przez sporą część tekstu zastanawiałam się, dlaczego nikt nie pociągnął za hamulec bezpieczeństwa…

Czemu organizatorzy imprezy przekupywali policjantów w końcówce? Wydaje mi się, że to nieekonomiczne, oni i tak nic by nie zrobili. Chyba że w komplecie z kijem musi być marchewka.

Czytałam z zaciekawieniem. Okaleczone zwłoki wylatujące z pociągu mają niezły potencjał.

A co miałeś napisane na bilecie?

Babska logika rządzi!

Hej , Finklo! Miło mi Ciebie gościć pod tekstem, super, że przez lekturę przebrnęłaś z zaciekawieniem :) Dzięki też za klika! :)

Tylko przez sporą część tekstu zastanawiałam się, dlaczego nikt nie pociągnął za hamulec bezpieczeństwa…

Przy pierwszej wizycie konduktora wspomina on, że systemy w pociągu padły, w tym ten odpowiedzialny za ogrzewanie. Hamulec bezpieczeństwa najwyraźniej też padł… :)

Czemu organizatorzy imprezy przekupywali policjantów w końcówce? Wydaje mi się, że to nieekonomiczne, oni i tak nic by nie zrobili. Chyba że w komplecie z kijem musi być marchewka.

Tłumaczę to następująco: w momencie przyjęcia łapówki ciężej jest “zmienić zdanie” i uznać, że temat jednak wymaga zgłoszenia, gdzie trzeba :)

A co miałeś napisane na bilecie?

“Dwadzieścia centymetrów od budki dróżnika” :D

 

Tarnino, jest taki (dość patologiczny w swojej treści) film – “Srpski film“. Pomijając sceny gore, twardą pornografię i ogólnie rzecz ujmując treści urągające zdrowiu psychicznemu, tłem dla całej przedstawionej historii było właśnie przygotowywanie skrajnie złych treści dla spragnionych tego elit.

 

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Jedne zwłoki to horror. Setki (w jednym pociągu w dodatku) to już tylko statystyka i mazanie cieczami ustrojowymi ubitych pasażerów (krew, oczy itd…) po pociągowych szybach, ścianach i podłodze. Czyli absolutny w dzisiejszych czasach banał. Przykro mi, ale Twoje opko ani mnie nie przestraszyło, ani nie zafrapowało, w warstwie “pozahorrorowej” nie wydało się też wiarygodne (jak na horror rzecz jasna).

No cóż. Zapowiadało się nieźle, ale niestety, z Grabińskim to opko się całkowicie wg mnie rozjechało po drodze. Szkoda, bo ostrzyłem sobie zęby przynajmniej na krwisty komentarz ;). Pozdr.

Już tylko spokój może nas uratować

Rybaku, dzięki za przeczytanie odpowiadania i komentarz.

 

MaSkrol, witam pierwszego przedstawiciela Jury :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Zaznaczam, że nie do końca ogarniam, o co chodzi z tą ,,kolejową grozą”, więc, no… Moja opinia może wnieść niewiele.

Zaczyna się ciekawie, jest zagadka, kryminalna w dodatku. Potem brawo za risercz, nie mam pojęcia, co to jest ,,brankard”. ;)

A potem… Cóż, chyba faktycznie ,,najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym”, bo im dalej w las, tym bardziej napięcie ulatywało niczym powietrze z przekłutego balonika. A na końcu nie wytrzymało moje zawieszenie niewiary. Może to dziwnie zabrzmi, ale jakoś trudno mi kupić istnienie superpotężnej konspiracji, która trzyma wszystkich w kieszeni, porywa pociągi i kręci w nich snuff (ONI chcą, żebyś tak myślał! – dop. paranoja). Na wszelki wypadek – nigdy więcej jazdy nocą.

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

(ONI chcą, żebyś tak myślał! – dop. paranoja)

To, że jesteś paranoikiem, nie oznacza, że ONI nie próbują Cię dopaść…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć, SNDWLKR!

 

Zaznaczam, że nie do końca ogarniam, o co chodzi z tą ,,kolejową grozą”, więc, no… Moja opinia może wnieść niewiele.

Spoko, ja też :P

 

Zaczyna się ciekawie, jest zagadka, kryminalna w dodatku. Potem brawo za risercz, nie mam pojęcia, co to jest ,,brankard”. ;)

Tu akurat pomógł słownik żargonu kolejowego podlinkowany w wątku konkursowym :P

 

bo im dalej w las, tym bardziej napięcie ulatywało niczym powietrze z przekłutego balonika. A na końcu nie wytrzymało moje zawieszenie niewiary. Może to dziwnie zabrzmi, ale jakoś trudno mi kupić istnienie superpotężnej konspiracji, która trzyma wszystkich w kieszeni, porywa pociągi i kręci w nich snuff

Chciałem dać jakieś namacalne wytłumaczenie wydarzeń, które miały miejsce w pociągu, a jednocześnie nie tłumaczyć samych zjawisk paranormalnych. Cóż, nie zawsze trafia się w gusta czytelników :)

 

(ONI chcą, żebyś tak myślał! – dop. paranoja). Na wszelki wypadek – nigdy więcej jazdy nocą.

Był taki odcinek Miasteczka South Park, w którym był poruszany wątek teorii spiskowych przy okazji zamachu na WTC, polecam :D

 

To, że jesteś paranoikiem, nie oznacza, że ONI nie próbują Cię dopaść…

Co im się zresztą, prędzej czy później, uda. W końcu są wszechpotężni, nie?

 

Pozdrawiam! :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Groza (niekolejowa), proszę bardzo.

 

Edward John Moreton Drax Plunkett, 18. baron Dunsany; Pięćdziesiąt i jedna historia (przekład mój)

 

38. Sfinks w Tebach (w Massachusetts)

 

Była sobie w stalowym mieście kobieta, która miała wszystko, co tylko można kupić. Miała złoto, miała dywidendy, miała pociągi i miała domy, i zwierzęta, z którymi mogła się bawić, ale nie miała sfinksa.

Więc błagała, żeby jej sprowadzili żywego sfinksa, a oni przepatrzyli menażerie, potem puszcze i pustynie, ale sfinksa nie znaleźli.

A jej wystarczyłoby lwiątko, gdyby nie to, że jej znajoma miała lwiątko. Dlatego musieli przeszukać cały świat i znaleźć sfinksa.

Nie znaleźli.

Ale nie poddawali się łatwo. W końcu natrafili na sfinksa wśród piasków, o wieczorze. Sfinks patrzyła na ruiny świątyni, której bóstwa pożarła dawno temu, gdy była głodna. I spętali ją, nieruchomą jak cisza, łańcuchami, i zabrali na zachód, do domu.

I tak sfinks znalazła się w stalowym mieście.

A kobieta bardzo się ucieszyła, że ma sfinksa, ale któregoś dnia sfinks zajrzała jej głęboko w oczy i cicho zadała zagadkę.

Kobieta nie znała odpowiedzi i umarła.

A sfinks znowu milczy i nikt nie wie, co teraz zrobi.

 

Ulubiona_emotka_Baila.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dodaję ostatniego klika z przyjemnością. Bardzo dobry tekst, czytało mi się wspaniale. Podobały mi się szczególnie te stricte horrorowe opisy. Bo naprawdę są w stanie budzić grozę, a nie wymowne spojrzenie w sufit ;-)

A, i jeszcze jedno. Mimo że uwielbiam bogate opisy otoczenia (pociąg, widoki zza okna) to tutaj, mimo pewnego subiektywnego niedomiaru, absolutnie nie odniosłam wrażenia, że opowiadaniu czegoś brakuje. Zrobiłeś atmosferę nawet bez pól malowanych zbożem rozmaitem ;-)

Idę nominować, co mi tam.

„‬Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje jest zarazem bestią i powodzią. Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety." - V. Woolf

Cześć, Rossa! Bardzo Ci dziękuję za taki miły komentarz :) Akurat mam trochę gorszy dzień, a Ty mi go znacznie poprawiłaś:)

 

 A, i jeszcze jedno. Mimo że uwielbiam bogate opisy otoczenia (pociąg, widoki zza okna) to tutaj, mimo pewnego subiektywnego niedomiaru, absolutnie nie odniosłam wrażenia, że opowiadaniu czegoś brakuje. Zrobiłeś atmosferę nawet bez pól malowanych zbożem rozmaitem ;-

Barwne opisy świata nie są moją mocną stroną, więc tutaj celowo postawiłem na narrację pierwszoosobową i ukazywanie emocji towarzyszących narratorowi. Fajnie, że znajdują się czytelnicy, którym to odpowiada :)

 

Dziękuję za dobicie do biblio oraz nominację:)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Dobrze napisany tekst z mrocznym klimatem. Szkoda, że nie jest dłuższy, bo miałam wrażenie, że ledwo się zaczął a już się skończyłsmiley

Tarnina, o tak, to jest groza. Miałem sobie kiedyś kupić Dunsany’ego, ale drogi był…

Show us what you got when the motherf...cking beat drops...

Mi się podobało. Masz fajny, lekki styl, super poczucie humoru, dzięki któremu w Twoim opowiadaniu grozy nie ma takiej nadętej patetyczności, którymi epatują słabe horrory. Czytało się bardzo przyjemnie, tylko nie wiem, czy tak powinien się czytać horror;). AdamKB napisał, że ani razu się nie wystraszył i przyłączam się do tej opinii. Ale to może kwestia tego, że dziś trudno kogokolwiek naprawdę przestraszyć tekstem.

Od razu rzuciło mi się w oczy też to, co powiedziała Finkla: “Tylko przez sporą część tekstu zastanawiałam się, dlaczego nikt nie pociągnął za hamulec bezpieczeństwa…”. Wyjaśniasz tę kwestię, ale i tak moim zdaniem brakuje takiej sceny – postacie nie mogą tak brać wszystkiego na wiarę. Poza tym panika – ktoś powinien ciągnąć, choćby nieskutecznie (+ zawsze to jeszcze jedna dynamiczna/emocjonująca scena).

Ale czepiam się. Ogólnie fajne.

Poza tym czytałem wczoraj, a dzisiaj mi się to śniło, co prawda bez większych emocji, ale i tak punkt dla Ciebie ;)

 

Moja powieść: https://marmaxborowski.pl/kwestia-wyboru/

Hej, Pusia

 

Dziękuję za wizytę i miłe słowo:) Odnośnie długości, lepiej pozostawić czytelnika z lekkim poczuciem niedosytu niż zanudzić;)

 

Marcinie_Maksymalnie, Tobie również dziękuję za przeczytanie opowiadania oraz podzielenie się wrażeniami;)

Czytało się bardzo przyjemnie, tylko nie wiem, czy tak powinien się czytać horror;)

cytujac klasyka: "z dwojga złego, lepiej w tę stronę" :) 

Wyjaśniasz tę kwestię, ale i tak moim zdaniem brakuje takiej sceny – postacie nie mogą tak brać wszystkiego na wiarę. Poza tym panika – ktoś powinien ciągnąć, choćby nieskutecznie (+ zawsze to jeszcze jedna dynamiczna/emocjonująca scena).

Myślę, że Ty i Finkla możecie mieć rację w tej kwestii. Z drugiej strony, skoro zawiódł czuwak, to pisanie o hamulcu mogłoby być nadprogramowe. 

Poza tym czytałem wczoraj, a dzisiaj mi się to śniło, co prawda bez większych emocji, ale i tak punkt dla Ciebie ;)

Czyli zostało w głowie, to najważniejsze;)

 

Pozdrawiam!

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Oto miał przed sobą okaleczone zwłoki mężczyzny, przed śmiercią nie mógł mieć więcej niż trzydzieści, może czterdzieści lat.

Usunąłbym “przed śmiercią”.

Zająłem miejscówkę i bez entuzjazmu obserwowałem, jak pociąg „Żeromski”, relacji Kraków – Olsztyn, powoli zapełniał się pasażerami.

Właściwie “jak” oznacza “w jaki sposób”. Sądzę, że lepiej byłoby coś w rodzaju:

Zająłem miejscówkę i bez entuzjazmu obserwowałem pasażerów powoli wsiadających do pociągu „Żeromski” relacji Kraków – Olsztyn.

Skoro nie wsiadali przez okna ani przez dach, “jak” wydaje się nieuzasadnione.

Jeden z pasażerów wykłócał się z konduktorem, ponieważ najwyraźniej pociąg ominął stację Jędrzejów.

Da się ominąć Jędrzejów – sprawdziłem :-)

Punkt dla autora!

 

Chciałem się przyczepić do niezadziałania SHP, ale odpuszczam, bo dobry duch może opętać i automatykę. Stwierdzenie, że są stacje, gdzie maszynista musi się pokazać posterunkowemu ruchu i zawiadowcy – pominę.

Podoba mi się!! Wystraszyło mnie!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Witam na pokładzie, Żonglerko :)

 

Tarnino, porządny przykład grozy :)

 

Radku, dziękuję za wizytę i miły komentarz, bardzo mnie cieszy, że opowiadanie Ci się spodobało, a także wystraszyło;)

 

Dzięki za sugestie językowe, przemyślę temat i jak przysiądę do komputera to ewentualnie naniosę poprawki :)

 

Chciałem się przyczepić do niezadziałania SHP, ale odpuszczam, bo dobry duch może opętać i automatykę. Stwierdzenie, że są stacje, gdzie maszynista musi się pokazać posterunkowemu ruchu i zawiadowcy – pominę.

A tutaj działa nie tylko duch, ale też organizacja, która na tym duchu i jego mordach zarabia potężny pieniądz… 

 

Punkt dla autora!

XD

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

wink Dunsany rządzi.

Da się ominąć Jędrzejów – sprawdziłem :-)

Da się też przejechać z Warszawy do Gdańska w osiem godzin – sprawdziłam XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Swego czasu dało się też dojechać z Warszawy do Olsztyna w 15 godzin. Z objazdem przez Białystok, ale co tam… xD

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Podobno kiedyś kursował pociąg z Gdańska w Bieszczady, który pod koniec robił się osobowy, a nie pośpieszny. Zdaje się, że cała trasa to coś koło doby. Moi koledzy mówili na niego “masturbator”. Nie sprawdzałam, tylko mi opowiadali.

Babska logika rządzi!

@Tarnina:

Dunsany rządzi.

Nie zrozumiałem :-(

Chodzi o tego kumpla Kiplinga?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

No, przecież, że nie o jego prawnuka – zielonego metalowca XD (really)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Podobno kiedyś kursował pociąg z Gdańska w Bieszczady, który pod koniec robił się osobowy, a nie pośpieszny. Zdaje się, że cała trasa to coś koło doby. Moi koledzy mówili na niego “masturbator”. Nie sprawdzałam, tylko mi opowiadali.

To budzi wiele pytań, ale chyba nie czuję się na siłach, żeby je zadać… :D

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Pierwsze konkursowe opowiadanie. Gratuluję.

 

Opowiadanie jest już w bibliotece, więc czuję się zwolniony z uzasadniania swojej potencjalnej nominacji. Humor, ładne, gładkie zdania, trup ściele się gęsto.

 

Pozdrawiam!

 

PS

Niedługo tytuły Twoich opowiadań będą długości drabble’a.

 

 

Cześć, AP! Dzięki za pozytywny odbiór opka ;)

 

Niedługo tytuły Twoich opowiadań będą długości drabble’a.

Niestety, ale to jest niemalże maksimum, na co pozwala portal :( Musiałem trochę skrócić tytuł żeby się zmieścił…

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Cezary_Kwadracie, zawsze możesz dać trzy kropki na końcu tego, co się zmieści, a resztę tytułu wrzucić na samym początku tekstu. Stali bywalcy zrozumieją, co chciałeś przekazać i dlaczego musiałeś tak. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie, to by był wyłącznie półśrodek… :(

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Historia na tyle niesamowita, bym nie oderwała się od lektury przed ujrzeniem kropki po ostatnim zdaniu. A ponieważ cały czas miały miejsce sytuacje wymykające się zdrowemu rozsądkowi, znakomicie wieńczy je zakończenie, które niczego nie wyjaśnia – i to jest horror, co się zowie! ;)

 

– Na to je­stem już trosz­kę za stary.Za­śmia­łem się. → Zbędna kropka po wypowiedzi, didaskalia małą literą.

 

Wi­dząc ki­wa­ją­ce bez prze­ko­na­nia głowy, dodał – Po­nad­to wy­stą­pił… -> Wi­dząc ki­wa­ją­ce się bez prze­ko­na­nia głowy, dodał: – Po­nad­to wy­stą­pił

 

Męż­czy­zna nie był w sta­nie wy­krze­sać z sie­bie choć­by jed­ne­go słowa… → Słów się nie krzesze.

Proponuję: Męż­czy­zna nie był w sta­nie wydobyć z sie­bie choć­by jed­ne­go słowa

 

za­wo­dze­niem przywo­dzą­cym na myśl zwie­rzę we wny­kach u progu ży­wo­ta. → Chyba miało być: …za­wo­dze­niem przywo­dzą­cym na myśl zwie­rzę we wny­kach u kresu ży­wo­ta.

 

Do celu zo­sta­ły dwa wa­go­ny. → A może: Od celu dzieliły nas dwa wa­go­ny.

 

padł na pod­ło­gę i za­czął wy­da­wać z sie­bie spa­zma­tycz­ne okrzy­ki. → Zbędny zaimek.

 

zwło­ki ka­na­ra, uło­żo­ne w bez­boż­nej pozie… → Bezbożna poza to jaka?

 

wsłu­chi­wa­łem się w tur­kot kół po­cią­gu su­ną­cych po szy­nach. → Koła pociągu nie suną po szynach, więc: …wsłu­chi­wa­łem się w tur­kot kół po­cią­gu toczących się po szy­nach.

 

jedna z tych sy­tu­acji, gdzie trze­ba od­pu­ścić. → A może: …jedna z tych sy­tu­acji, kiedy trze­ba od­pu­ścić.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Regulatorzy! :)

 

Bardzo Ci dziękuję za taką miłą opinię o tekście :) Przed przystąpieniem do pisania miałem obawy czy uda mi się napisać horror (poprzednia próba, przy okazji konkursu złodziejskiego wyszła… tak sobie :P), dlatego naprawdę cieszą mnie takie recenzje :)

 

Dziękuję również za łapankę, niemalże wszystkie wskazane babolki poprawiłem zgodnie z Twoimi sugestiami. Została tylko nieszczęsna, “bezbożna poza”.

 

Bezbożna poza to jaka?

Zła, plugawa, wodząca na myśl Szatana i jego dzieła :) Przy okazji jednego z komentarzy wspominałem już, że nadrabiałem ostatnio zaległości m.in. z Lovecraftem, a tam aż roi się od podobnych metafor… :P Na marginesie, Tarnina podczas bety także zwracała uwagę na ten fragment, ale w tym przypadku niczym Rejtan muszę zaprotestować przeciw jakiejkolwiek zmianie :)

 

Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Bardzo proszę, Cezary. Miło mi, że mogłam się przydać. :)

 

Zo­sta­ła tylko nie­szczę­sna, “bez­boż­na poza”.

Dziękuję za próbę wyjaśnienia mi tego pojęcia, ale cóż, nadal jest ono dla mnie nieczytelne, bo w tekście nie widzę pozy złej, pozy plugawej, pozy wodzącej na myśl Szatana i jego dzieła

Gdybym gdzieś przeczytała, że w kościele ktoś ściągną spodnie i obnażoną sempiternę wypiął w stronę ołtarza, to owszem, byłaby to poza ze wszech miar bezbożna, bo Bogu mocno urągająca. Natomiast wzmianka, że zwłoki kanara leżą ułożone w bezbożnej pozie, nic mi nie mówi. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie odpowiadając na Twoje wątpliwości, Regulatorzy, nieświadomie wymyśliłem mniej niejasną metaforę, tak myślę…

 

Niniejszym, bezbożna poza została przemianowana na pozę wodzącą na myśl Szatana i jego dzieła :)

 

Miło mi, że mogłam się przydać. :)

Jak zawsze :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Makabryczny ten brak oczu, ale opowiadanie super.

Podoba mi się pomieszanie zwyczajności podroży (z precyzyjną trasą) i szaleństwa dokoła.

 

 

Przeszkadzało mi słowo kanar, bo kojarzy mi się z kontrolerami biletów w tramwajach, a nie z poczciwym konduktorem.

 

 

W zakończeniu nie zrozumiałam, czy to narrator był tym urzędnikiem?

W dół urwiska, w stronę przepaści, na samym jej brzegu...

Hej, Ambush! Dziękuję za wizytę, super, że opowiadanie Ci się spodobało;)

 

 Przeszkadzało mi słowo kanar, bo kojarzy mi się z kontrolerami biletów w tramwajach, a nie z poczciwym konduktorem.

Też nie jestem fanem tego określenia, ale jest zgodne ze słownikiem żargonu kolejowego podlinkowanym w wątku konkursowym…

 

W zakończeniu nie zrozumiałam, czy to narrator był tym urzędnikiem?

Narrator był zwłokami, które Piotr odnalazł na samym początku opowiadania. Urzędnik (we wcześniejszej wersji opowiadania był to Prowadzący) to inna postać, którą narrator podsłuchał w krótkofalówce konduktora ;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Wła­ści­wie od­po­wia­da­jąc na Twoje wąt­pli­wo­ści, Re­gu­la­to­rzy, nie­świa­do­mie wy­my­śli­łem mniej nie­ja­sną me­ta­fo­rę, tak myślę…

Ni­niej­szym, bez­boż­na poza zo­sta­ła prze­mia­no­wa­na na pozę wo­dzą­cą na myśl Sza­ta­na i jego dzie­ła :)

Cóż, Cezary, mimo Twoich wysiłków przybliżenia mi sprawy, nadal nie wiem, jak wyglada poza wodząca na myśl Szatana i jego dzieła.

Poza to określone ułożenie ciała, a ja nadal nie umiem sobie imaginować, w jaki sposób leżący trup konduktora może wodzić na myśl Szatana i jego dzieła, i czy ktoś martwy, może w ogóle kogoś wodzić.

Proponuję: Zdeformowane zwłoki kanara leżące w pozie przywodzącej na myśl dzieło Szatana, ponuro spoglądały na mnie z podłogi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za próbę wyjaśnienia mi tego pojęcia, ale cóż, nadal jest ono dla mnie nieczytelne, bo w tekście nie widzę pozy złej, pozy plugawej, pozy wodzącej na myśl Szatana i jego dzieła…

Albo dlatego, że łączność frazeologiczna tak się nie układa…

bezbożna poza została przemianowana na pozę wodzącą na myśl Szatana i jego dzieła :)

Pokaż mi to w księdze słowa Bożego, znaczy, u Lovecrafta XD

 Poza to określone ułożenie ciała, a ja nadal nie umiem sobie imaginować, w jaki sposób leżący trup konduktora może wodzić na myśl Szatana i jego dzieła, i czy ktoś martwy, może w ogóle kogoś wodzić.

Nie może wodzić, bo nie jest matką gąską (zwłaszcza martwy). Na myśl może przywodzić ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Regulatorzy, Tarnino

 

Oczywiście macie rację, poprawilem zgodnie z sugestią. Poprawna pisownia jest wazniejsza niz wyobrazenia autora ;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cezary, wyobraźnia twórcy jest niezmiernie ważna, ale uważam, że fakt, iż się jej kurczowo nie trzyma, bardzo dobrze świadczy o autorze. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ce­za­ry, wy­obraź­nia twór­cy jest nie­zmier­nie ważna, ale uwa­żam, że fakt, iż się jej kur­czo­wo nie trzy­ma, bar­dzo do­brze świad­czy o au­to­rze. :D

:)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Cześć,

 

Opowiadanie nieźle przemyślane, fajnie napisane (język) i ciekawe. Jest trochę grozy i zagadka, w sumie kryminalno-fantastyczna.

Nie jest to do końca w stylu Grabińskiego, bo jednak u niego “trup nie ściele się gęsto”, a dominuje tajemnica, dość powolne budowanie akcji, elementy makabry/ morderstwa itp. występują raczej sporadycznie.

Natomiast mi osobiście końcówka nie przypadła zbyt mocno do gustu, ale być może dlatego, że spodziewałem się czegoś innego, sam nie wiem do końca czego:)

 

Powodzenia w konkursie, pozdrawiam.

Cześć, JPolsky! Dziękuję za wizytę I podzielenie się wrażeniami z lektury;) 

Nie jest to do końca w stylu Grabińskiego, bo jednak u niego “trup nie ściele się gęsto”, a dominuje tajemnica, dość powolne budowanie akcji, elementy makabry/ morderstwa itp. występują raczej sporadycznie.

Pełna zgoda. Przeczytalem podlinkowane w wątku konkursowym opowiadania Grabińskiego i prawdę mówiąc niezbyt mi podeszło. Dlatego postanowiłem podejść do zagadnienia konkursowego po swojemu ;)

Natomiast mi osobiście końcówka nie przypadła zbyt mocno do gustu, ale być może dlatego, że spodziewałem się czegoś innego, sam nie wiem do końca czego:)

Oryginalnie była nieco bardziej odjechana, ale Betujący (słusznie) zwrócili uwagę na zbyt groteskowy wydźwięk:) 

 

Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Kurczę, lubię Twoje opka, ale przyznam, że to mi nie do końca podeszło. Językowo nie mam się do czego przyczepić, historia się klei (choć przyznam, że wysłanie do pociągu jedynie dwóch gliniarzy i ich szybciutka rejterada średnio mnie przekonują), jest dobrze opowiedziana. Brakuje mi Twojego charakterystycznego poczucia humoru i absurdu. Kto powiedział, że w grozie nie można? ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko! :) Szkoda, że tym razem opko nie trafiło w Twój gust, ale fajnie, że dostrzegasz też pozytywy ;)

 

(choć przyznam, że wysłanie do pociągu jedynie dwóch gliniarzy i ich szybciutka rejterada średnio mnie przekonują)

Tam jest więcej policjantów, ale odzywają się tylko dwaj :P W jednej z wcześniejszych wersji opowiadania było to bardziej czytelne ;)

 

Kto powiedział, że w grozie nie można? ;)

Przy okazji opowiadania na konkurs złodziejski średnio co drugi czytelnik wyrażał niezadowolenie z pomieszania stylów ;P

Brakuje mi Twojego charakterystycznego poczucia humoru i absurdu.

Prawdę powiedziawszy także wolę pisać teksty przepełnione absurdem, ale w tym konkursie mi nie pasowała taka koncepcja… W ramach zadośćuczynienia mogę Ci polecić mój poprzedni tekst, w którym absurd wylewa się każdym otworem :P – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/31862

 

Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

 

 

 

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Kto powiedział, że w grozie nie można? ;)

Eeee… ja bym powiedziała, ale Lafferty się nie zgadza, tak, że…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej, cezary_cezary.

Opowiadanie poprawne językowo, na początku czułem grozę, potem coraz mniej, ciekawe podejście. Może gdyby nie wyjaśniać, o co w tym wszystkim chodzi, byłoby jeszcze ciekawiej?:)

Pozdrawiam, feniks103.

audaces fortuna iuvat

Cześć, Feniksie! Dziękuję za odwiedziny i komentarz;)

 

Może gdyby nie wyjaśniać, o co w tym wszystkim chodzi, byłoby jeszcze ciekawiej?:)

Myślałem o tym, ale nauczony doświadczeniami z innymi tekstami uznałem, że jednak trochę wyjaśnię;)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Chyba bardziej “Nocny pociąg z mięsem” niż Grabiński, ale zdecydowanie groza kolejowa :) Fajny zabieg z podawaniem czasu, czuć napięcie, gdy zbliżamy się do do finału, do tego ładnie to współgra z tematyką podróży pociągiem; podróżą w ustalonym przedziale czasu. 

Podobałoby mi się trochę bardziej, gdyby początek był nieco dłuższy, mamy niby dwie scenki z bohaterami, ale to niemal same dialogi i mijają szybko, a potem fabuła nabiera pędu bardzo nagle. To niezwykle osobisty zarzut, bo ja w horrorach najbardziej lubię początki, gdy groza jest niejasna (wiadomo, potwór jest najstraszniejszy, dopóki go nie zobaczymy :)

Dzięki za wizytę I komentarz, Reinee :)

 

Chyba bardziej “Nocny pociąg z mięsem” niż Grabiński, ale zdecydowanie groza kolejowa :)

Grunt, że groza ;)

 

Z tym początkiem, rozumiem Twój punkt widzenia. Z tym, że moim założeniem była dynamika wydarzeń, więc przeciąganie tych spokojniejszych fragmentów nie wchodziło w grę;)

 

Pozdrawiam serdecznie;)

 

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Cześć, Cezary!

 

Zaczynam przygodę z tym konkursem – nie leży w moich sferach zainteresowań, ale że również zamierzam wziąć udział, to trochę poczytam i pokomentuję ;) Natomiast zaznaczam, że rzadko mnie groza w tekstach rusza.

Wejście ciekawe, może trochę szkoda, że później już się postacie ze wstępu nie pojawiają, ale to nic takiego.

Przejście do pociągu, przedstawienie głównego bohatera i zawiązanie akcji idzie dobrze i przyjemnie. Potem zaczynasz wrzucać pierwsze niepokojące znaki, w międzyczasie dorzucając historię o morderczym dróżniku i to mi się wszystko bardzo podoba.

Natomiast późniejsza makabra już mnie niezbyt ruszyła. Z jednej strony to moja horroro-odporność, z drugiej wydaje mi się, że powybijałeś postacie nic nieznaczące. Myślę, że trochę zabrakło miejsca i wysiłków na zbudowanie lepszej atmosfery zagrożenia dla głównego bohatera.

Natomiast końcówka mi nie podeszła. Chyba wolałbym niewyjaśnione, a tu jest takie trochę wyjaśnione, a trochę jednak nie. Jakaś ponura korpo, która jednak musi operować siłami nadprzyrodzonymi. Konkretny mix!

Natomiast czytało się bardzo przyjemnie – dobrze napisane, to i czas dobrze spędzony.

 

Pozdrówka i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, Krokusie!

 

Dzięki za wizytę i rozbudowany komentarz, super, że lektura była przyjemna :)

 

Natomiast późniejsza makabra już mnie niezbyt ruszyła. Z jednej strony to moja horroro-odporność, z drugiej wydaje mi się, że powybijałeś postacie nic nieznaczące

Tak technicznie, to wprost jest mowa o czterech trupach, w tym narratora (ale w dwóch ujęciach, bo to jego zwłoki napotyka Piotr) i konduktora. Także połowa morderstw dotyczy postaci istotnych :P Ale może rzeczywiście, nie było potrzeby mordowania. Na przyszłość będę miał to na uwadze :)

 

Chyba wolałbym niewyjaśnione, a tu jest takie trochę wyjaśnione, a trochę jednak nie. Jakaś ponura korpo, która jednak musi operować siłami nadprzyrodzonymi. Konkretny mix!

W pierwszej wersji tekstu wyjaśniłem wszystko wręcz łopatologicznie, ale za namową Betujących trochę to zmieniłem. Z drugiej strony, zbyt duże niedopowiedzenie też mogłoby stanowić zarzut. Stąd ostatecznie uznałem, że zastosuję półśrodek :) 

 

Dziękuję i również pozdrawiam! :)

„Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy”

Nowa Fantastyka