- Opowiadanie: Outta Sewer - Epilog Wigilijny, czyli Last Christmas

Epilog Wigilijny, czyli Last Christmas

Sorry, lu­dzie, nie było mnie stać na nic lep­sze­go i na co­kol­wiek opty­mi­stycz­ne­go. Do czego na­wią­zu­je tytuł, jest chyba oczy­wi­stą oczy­wi­sto­ścią.

Z dedykacją dla OldGuard :)

 

Hasła: Gro­sza daj Cocku­so­wi* + Penis bomb­ki strze­lił

 

* Tak na­praw­dę to Kro­ku­so­wi, który tego gro­sza i tak nie do­sta­nie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Epilog Wigilijny, czyli Last Christmas

– Kogo mamy w tym roku?

Umun­du­ro­wa­ny ol­brzym spoj­rzał ponad sto­łem, jed­no­cze­śnie po­pra­wia­jąc zsu­wa­ją­cy mu się z ra­mie­nia ban­do­lier. Sie­dzą­cy na­prze­ciw chu­dzie­lec w błę­kit­nym kom­bi­ne­zo­nie an­ty­ska­że­nio­wym uniósł pod­kład­kę biu­ro­wą z wpię­ty­mi weń kart­ka­mi, od­chy­lił się na krze­śle i szyb­ko prze­stu­dio­wał in­for­ma­cje za­war­te na pierw­szej stro­nie.

– Wy­glą­da na to – za­czął, zsu­wa­jąc na pod­bró­dek za­sła­nia­ją­cą po­ło­wę twa­rzy żółtą ma­secz­kę – że to jakiś fi­lan­trop, świę­ty już za życia, co to roz­dał cały ma­ją­tek po­trze­bu­ją­cym.

– Co? – zdzi­wił się żoł­nierz. – W takim razie jaki jest sens…

– Żar­tu­ję, dur­niu – prze­rwał mu ko­le­ga w ska­fan­drze. – Jasne, że to jakaś kutwa, skąpy ego­cen­tryk.

Trze­ci z to­wa­rzy­szy, któ­re­go po­stać skry­ta była pod fał­da­mi ob­szer­nej szaty, wydał z sie­bie krót­kie sap­nię­cie. Po­zo­sta­ła dwój­ka nie mogła okre­ślić, czy był to wyraz roz­ba­wie­nia, czy zgoła inna re­ak­cja, po­nie­waż głę­bo­ki kap­tur nie po­zwa­lał do­strzec jego twa­rzy.

– Na żarty ci się ze­bra­ło, co? – zru­gał chu­dziel­ca mun­du­ro­wy. – Po­cze­kaj te kilka dni, które zo­sta­ły do przy­szłe­go roku. Do­sta­niesz moją fuchę i gwa­ran­tu­ję, że nie bę­dzie ci do śmie­chu.

– Ej, daj spo­kój! Po tym co się dzia­ło przez ostat­nie dwa lata po­trze­bu­ję tro­chę ra­do­ści. Wirus w od­wro­cie, sam mó­wi­łeś, więc z utę­sk­nie­niem cze­kam na prze­ję­cie pa­łecz­ki.

– Tak, w od­wro­cie! Ale jak my­ślisz: po co noszę mun­dur i całe to wo­jen­ne że­la­stwo? – Ol­brzym wy­cią­gnął z kabur na udach dwie beretty. – Co?

– Ty mi po­wiedz – od­pa­ro­wał męż­czy­zna w kom­bi­ne­zo­nie.

– Do­wiesz się, kiedy przyj­dzie czas. Ale nic nie stoi na prze­szko­dzie, żebyś się do­my­ślił.

– Sam się do­my­ślaj, co do­sta­niesz od na­sze­go za­kap­tu­rzo­ne­go, mil­czą­ce­go ko­le­gi. Ja sobie po­cze­kam.

Obaj spoj­rze­li ba­daw­czo na trze­cie­go to­wa­rzy­sza, lecz ten się nie ode­zwał, trwa­jąc w tej samej po­zy­cji od chwi­li, kiedy spo­tka­li się przy stole. Tra­dy­cyj­nie, jak co roku.

– Kła­dzie­my szcze­gól­ny na­cisk na ja­kieś kon­kret­ne dzia­ła­nie? – za­py­tał ol­brzym.

– Ty się na­praw­dę prze­ją­łeś tą żoł­nier­ską fuchą. Nawet brzmisz jak na od­pra­wie… Ale tak, kła­dzie­my, jak zwy­kle. Z pa­pie­rów wy­ni­ka, że cel ma asy­sten­ta, Wi­tol­da Sza­frań­ca, któ­re­mu płaci gro­sze, a trak­tu­je jak śmie­cia, bo wie, że mło­de­go nie stać na utra­tę pracy. Chło­pa­czek od śmier­ci ro­dzi­ców opie­ku­je się młod­szą sio­strą, w do­dat­ku mała cho­ru­je, po­trze­bu­je dro­gich za­bie­gów.

– I skne­ra o tym wie i wy­ko­rzy­stu­je… Co to musi być za czło­wiek? Co mu po­ka­żesz?

– Dzie­ciń­stwo, potem ob­raz­ki z ze­szłe­go roku, ja­kieś od­dzia­ły szpi­tal­ne. Kogoś umie­ra­ją­ce­go, lecz szczę­śli­we­go, bo oto­czo­ne­go naj­bliż­szą ro­dzi­ną. Zro­bię kon­trast u tego Sza­frań­ca, naj­pierw kiedy spę­dza­ł ten wie­czór z ro­dzi­ca­mi, a potem kon­tra z ze­szłe­go roku, tylko on i sio­stra. – Męż­czy­zna w kom­bi­ne­zo­nie raz jesz­cze zer­k­nął do no­ta­tek. – Co by tu dodać… Miał żonę. Nawet dwie. Z pierw­szą nie pod­pi­sał in­ter­cy­zy, za­bra­ła mu po­ło­wę ma­jąt­ku. Za to druga zo­sta­ła z ni­czym, cał­ko­wi­cie ze­rwał z nią kon­takt. No! I to się na­da­je na ostat­ni przy­sta­nek dzi­siej­szej nocy. Idę. Baw­cie się do­brze, tylko że­by­ście się nie za­ga­da­li na śmierć.

Kiedy ol­brzym się­gnął ku po­zo­sta­wio­nej na krze­śle pod­kład­ce z do­ku­men­ta­mi, jego ko­le­ga już pra­wie cały roz­pły­nął się w gę­stej mgle, ota­cza­ją­cej po­je­dyn­czy sto­lik, za­wie­szo­ny w pu­st­ce za­ple­cza czasu.

 

***

Jin­gle bells, jin­gle bells, jin­gle all the way… – nucił pod ma­secz­ką męż­czy­zna w kom­bi­ne­zo­nie.

– Coś taki we­so­ły? – Za­cie­ka­wił się mun­durowy.

– Skoń­czy­łem ro­bo­tę i mam wolne do przy­szłe­go roku. Teraz twoja kolej. Jutro też bę­dziesz mógł za­śpie­wać.

– Nie mam ocho­ty i na­stro­ju.

– Jutro bę­dziesz już miał. Przej­rza­łeś no­tat­ki?

– Tak.

– Świet­nie! Tylko się po­sta­raj, bo po mojej wi­zy­cie wy­glą­da to śred­nio. Wy­da­wa­ło mi się, że skne­rus nie bar­dzo się prze­jął. Nawet była żona, w ciąży z ja­kimś typ­kiem, szczę­śli­wa jak skow­ro­nek, go nie ru­szy­ła.

– Czyli dałeś ciała? To chcesz nam po­wie­dzieć? – Ol­brzym spoj­rzał ostro na ko­le­gę w ma­secz­ce, po czym prze­niósł wzrok na dru­gie­go z to­wa­rzy­szy. – Sły­sza­łeś, milcz­ku? Mu­si­my się po­sta­rać.

Spod kap­tu­ra ostat­nie­go z to­wa­rzy­szy wy­do­by­ło się prze­cią­głe wes­tchnie­nie, jed­nak poza tym nie na­stą­pi­ła żadna inna re­ak­cja. Mun­du­ro­wy po­krę­cił głową i pod­jął:

– Że­by­śmy mieli jakąś cią­głość, za­cznę od tej jego byłej. Niech sku­ba­niec zo­ba­czy, jak jej się wie­dzie z dzie­ciąt­kiem i nowym mężem. Mamy też na­mia­ry na człon­ków jego ro­dzi­ny. Zo­ba­czy­my, czy za­sta­no­wi się nad ze­rwa­ny­mi kon­tak­ta­mi. No i oczy­wi­ście Sza­fra­niec.

– Zero kre­atyw­no­ści. Stary sche­mat dalej w mo­dzie, co? – po­kpi­wał spod ma­secz­ki pierw­szy.

– Skoro za­dzia­łał tyle razy, to czemu miał­bym go nie wy­ko­rzy­stać i tym razem, cwa­niacz­ku?

– Ależ wy­ko­rzy­stuj, pro­szę cię bar­dzo.

– Dobra, to na ko­niec… Na ko­niec za­bio­rę go do ludzi do­tknię­tych wojną.

– No wła­śnie! Po­wiesz mi, co to za wojna?

– Do­wiesz się w przy­szłym roku.

– Strasz­ny z cie­bie sztyw­niak, wiesz? Dobra już, idź. Na­de­szła pora. I… I weź się po­sta­raj, OK?

 

***

Męż­czy­zna w mun­du­rze opadł cięż­ko na krze­sło i sap­nął ze zmę­cze­nia. Oparł łok­cie o stół, na mo­ment za­krył dłoń­mi twarz, po czym prze­tarł oczy i splótł palce obu rąk.

– Z za­cho­wa­nia wnio­sku­ję, że tobie też za do­brze nie po­szło – ode­zwał się chu­dzie­lec.

– Tra­gicz­nie. To jakiś psy­chol. Nic go nie rusza. Tylko forsa, forsa i forsa.

– Mó­wi­łem ci, że gość jest cięż­ki.

– Mó­wi­łeś – przy­znał mun­du­ro­wy, po czym zwró­cił się do za­kap­tu­rzo­nej po­staci, sie­dzą­cej z nimi przy sto­li­ku: – Nad­cho­dzi twoja kolej, cichy przy­ja­cie­lu. Nie zawal tego.

Dłu­gie szaty za­sze­le­ści­ły, kiedy trze­ci z to­wa­rzy­szy pod­niósł się ze swo­je­go miej­sca, za­mam­ro­tał coś nie­zro­zu­mia­le i, tak jak po­przed­ni­cy, po chwi­li roz­pły­nął się w kłę­bach gę­stej mgły bez­cza­su.

 

***

 

– Wraca!

Mun­du­ro­wy ze­rwał się na równe nogi i ob­szedł sto­lik, aby być jak naj­bli­żej miej­sca, w któ­rym ma­te­ria­li­zo­wał się wła­śnie trze­ci z to­wa­rzy­szy.

– No i co? Dałeś radę? Ścią­gaj wresz­cie te łachy i gadaj jak po­szło.

Za­kap­tu­rzo­na po­stać jed­nak ani drgnę­ła.

– Z nim jest coś nie tak – za­uwa­żył męż­czy­zna w ska­fan­drze, pod­no­sząc się z krze­sła. – Ej! Jak po­szło? Udało się w skne­rę tchnąć ducha Świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia? Po­mo­że fi­nan­so­wo Sza­frań­co­wi? Sły­szysz? Weź, ścią­gnij mu to z głowy.

Mun­du­ro­wy, do któ­re­go skie­ro­wa­ne były ostat­nie słowa ko­le­gi, wy­cią­gnął rękę i zła­pał za kap­tur.

– To nie po­win­no tak wy­glą­dać.

– Prze­stań gadać i ścią­gaj – po­na­glił chu­dzie­lec. – Też je­stem cie­kaw, jak będę wy­glą­dał za dwa lata, kiedy przej­mę jego ro­bo­tę po tobie.

Mun­du­ro­wy ski­nął głową i po­cią­gnął. Kap­tur zsu­nął się z łysej, po­kry­tej bą­bla­mi oraz licz­ny­mi ra­na­mi czasz­ki, od­sła­nia­jąc ob­li­cze Ducha Przy­szłych Świąt. Dwa mętne śle­pia, osa­dzo­ne w zmę­czo­nej, po­bruż­dżo­nej twa­rzy roz­war­ły się sze­rzej, a z miej­sca, w któ­rym po­wi­nien znaj­do­wać się nos, za­świsz­cza­ło.

– Co to jest?! – krzyk­nął ol­brzy­mi Duch Te­raź­niej­szych Świąt, zro­bił krok w tył i in­stynk­tow­nie się­gnął do broni przy pasie.

– O cho­le­ra… – szep­nął pod ma­secz­ką pa­ty­ko­wa­ty Duch Świąt Mi­nio­nych. – Ja­kie on niby świę­ta ma re­pre­zen­to­wać?

Usta ka­da­we­rycz­ne­go Ducha Przy­szłych Świąt otwar­ły się ka­ry­ka­tu­ral­nie sze­ro­ko, wy­pusz­cza­jąc spo­mię­dzy spierzch­nię­tych warg ciche wes­tchnie­nie:

– Ostat­nie…

Koniec

Komentarze

Cześć, Outta! Na początek jedna uwaga:

– Wygląda na to – zaczął, zsuwając na podbródek zasłaniającą połowę twarzy żółtą maseczkę. – że to jakiś filantrop, święty już za życia, co to rozdał cały majątek potrzebującym.

Zbędna kropka w didaskaliach.

 

Poza tym dobrze, lekko napisane, z rodzaju tych tekstów, które same się czytają. Świetny pomysł na koncept wyjściowy i oddanie pałeczki świątecznym duchom. Mam jednak dwa zastrzeżenia: po pierwsze, szkoda, że nie pokazujesz ich działań, dowiadujemy się o nich wyłącznie ze streszczeń. Dobra, gadające głowy też mają swój urok, ale moim zdaniem niepotrzebnie osłabiają tekst. A znaków w zapasie miałeś nadal wystarczająco, żeby trochę tę historię rozwinąć.

Po drugie: zakończenie. Mam wrażenie, jakbyś przez cały tekst zmierzał do jakiejś puenty, ale pod koniec nagle się rozmyślił i pociągnął historię w zupełnie innym kierunku. W efekcie nie bardzo rozumiem, jak się ta puenta ma do wszystkiego, co ją poprzedzało.

three goblins in a trench coat pretending to be a human

Na nowo opisałeś tę opowieść i wyszło świeżo i niebanalnie.

Choć chyba bez sukcesów pierwowzoru, ale cóż… z każdą kolejną Wigilią jest trudniej.

Witam Outta Sewer !!!!

 

Przyznam się, że od początku nie rozumiałem za bardzo o co chodzi. Myślałem sobie, że po chwili zrozumiem ale niestety… Ale spokojnie, widzę, że twist jest fajny. Jakaś makabra :) Pamiętam, że twoje inne opowiadania zawsze były fajne. Może warto jeszcze raz przeczytać? Może nawet tak zrobię, zobaczę jakie będą inne komentarze. Czytam teraz Agatę Christie i denerwuje mnie to i dołuje, że nie kapuję tego co czytam a przecież to zostało wymyślone i na pewno ma sens. No trudno. Wszystkiego Najlepszego!!! Serdecznie pozdrawiam!!!

Jestem niepełnosprawny...

O, bardzo mi się. Lubię nieoczywiste przeróbki “Opowieści wigilijnej”, ta jest bardzo, hmmm, nieoczywista. Dobry punkt widzenia, efektownie dobrany. Udany twist. Udane, nawet jeśli niespecjalnie pogodne opowiadanie XD

Mam wrażenie, że obiekt starań wszystkich trzech duchów jest w tym opowiadaniu zupełnie zbędny. Oprócz tego, że jest sknerą, nic się o nim nie dowiadujemy.

Natomiast duchy są rewelacyjne. Niby dowiaduję się kto jest kim, ale do świadomości przenika ta wiedza na tyle wolno, że muszę tekst przeczytać raz jeszcze. I wtedy rozumiem co reprezentują sobą duchy, ale nadal nie ogarniam ich celu.

Dobrze wymyślone, dobrze opowiedziane, ale czegoś mi brakło, żeby tę opowieść domknąć.

 

PS.

Atmosfera świąteczna ledwo zaznaczona “by Jingle bells”. 

No i nie wiem jak z tymi prezentami? Nie było ani Crocusa, ani penisa, ani bombek. :(

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Yo!

 

@gravel

 

po pierwsze, szkoda, że nie pokazujesz ich działań, dowiadujemy się o nich wyłącznie ze streszczeń.

Może i masz rację, przy czym ich działania tak naprawdę nie są istotne dla puenty, więc uznałem, że zostawię gadające głowy zamiast przedstawiać w tekście opisy ich działań.

 

Mam wrażenie, jakbyś przez cały tekst zmierzał do jakiejś puenty, ale pod koniec nagle się rozmyślił i pociągnął historię w zupełnie innym kierunku. W efekcie nie bardzo rozumiem, jak się ta puenta ma do wszystkiego, co ją poprzedzało.

Heh :) No właśnie, że nigdzie nie skręcałem i poszedłem prosto do celu, tak jak było zaplanowane. Duch minionych świąt jest w kombinezonie antyskażeniowym, bo w zeszłe święta mieliśmy dalszy ciąg pandemii. Duch świąt teraźniejszych jest w mundurze, bo te święta mamy w roku, w którym za naszą granicą rozpoczęła się wojna i to ona zdominowała przekazy medialne i w ogromnym stopniu nasze życia. Druga część tytułu to “last christmas”, czyli ostatnie święta – takie serio ostatnie i to duch przyszłych świat je reprezentuje, duch kadaweryczny, wyglądający jak żywy trup. Jaka jest więc ta puenta? Ano taka, że jak już mieliśmy zarazę i wojnę, to teraz czas na głód i śmierć – rok po roku, mamy święta apokaliptyczne.

Dzięki za odwiedziny i komentarz. Niepotrzebna kropka została anihilowana :)

 

@Ambush i Dawid

 

Dzięki za odwiedziny i zostawienie po sobie śladu, że przeczytaliście. Dawidzie – więcej cierpliwości do pani Agathy, a na pewno połapiesz o co tam kaman w jej kryminałach :)

 

@ninedin

 

Ciesze się, że podoba Ci się sposób w jaki wykorzystałem postaci Duchów wymyslonych przez pana Dickensa :) Dzięki za odwiedziny i klika :)

 

@fizyk111

 

Mam wrażenie, że obiekt starań wszystkich trzech duchów jest w tym opowiadaniu zupełnie zbędny.

I masz całkowita rację :) To tylko pretekst, żeby wprowadzić puentę, ale także upchnąć gdzieś Krokusa i grosza, którego powinienem mu dać.

 

I wtedy rozumiem co reprezentują sobą duchy, ale nadal nie ogarniam ich celu.

Ich cel jest zawsze ten sam jak co roku – tchnąć w jednego sknerę ducha świąt bożego narodzenia. Jak u Dickensa, mają wspólczesnego Ebenezera (jednego z wielu, którzy chodza po świecie, i tylko jednego, bo… tak uznałem ;)) nawiedzić, pokazać mu co traci będąc kutwą, pokazać jak dobrze i życzliwie, pomimo róznych codziennych trosk i kłopotów, odnosza sie do siebie inni i tak dalej.

 

Atmosfera świąteczna ledwo zaznaczona “by Jingle bells”. 

Atmosfera może i tak, ale same postacie duchów i zbudowanie tekstu na bazie “Opowieści wigilijnej” jest IMHO wystarczająco świąteczne :)

 

No i nie wiem jak z tymi prezentami? Nie było ani Crocusa, ani penisa, ani bombek. :(

Krokus to inaczej Szafran Wiosenny, więc pojawia się pan Krokus w postaci biednego Szafrańca. Hasło “grosza daj Krokusowi” wykorzystałem tak, że duchy, po przywróceniu u sknery ludzkich uczuć, miały jakoś nakłonić go do wsparcia finansowego Szafrańca. Drugie hasło “penis bombki strzelił” potraktowałem tak, jak je rozumiemy: penis bombki strzelił = no, nie wyszło jak miało. No i nie wyszło, duchom nie udało się przekonać Ebenezera do pomocy, bo ostatni duch mógł mu tylko pokazać jedne święta, te przyszłe, które będą już ostatnimi, bo potem nie będzie miał ich już kto obchodzić (a takie widoki raczej nikogo nie nastroją do bycia dobrym – bo niby po co, skoro i tak wszystko szlag trafi?).

 

Dziękuję, fizyku, za podzielenie się komentarzem i odwiedziny :)

 

A wszystkim Wam, moi drodzy, cuzamen do kupy, życzę spokojnych i radosnych świąt :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Ej no, weź nie dobijaj :/

Literacko bardzo fajne, ciekawie potraktowana Opowieść wigilijna z dobrym twistem na koniec. Dobrze rozegrane duchy świąt. Zaczynacz czarnym humorem, a na pożegnanie walisz czytelnika po głowie ;)

Dobra, klikam i idę poszukać czegoś na odtrudkę ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Heh :) No właśnie, że nigdzie nie skręcałem i poszedłem prosto do celu, tak jak było zaplanowane.

Trochę się nieprecyzyjnie wyraziłam. Z tą niepasującą puentą chodziło mi bardziej o to, że wątek sknery jakoś tak… nie jest istotny dla opowiadania. Wychodzi na to, że większość historii – czyli wątek sknery – jest o czymś, co kompletnie nie ma znaczenia w ostatecznym rozrachunku, nie znajduje żadnego rozwiązania, puenta dotyczy zupełnie innej refleksji nad światem; nie czyjegoś skąpstwa, tylko problemów ludzkości jako takiej.

Tak ja to widzę.

To trochę tak, jakby oglądać Titanica, ale w kluczowym momencie kamera zostawia Leo i Kate i kieruje się w stronę grupki pingwinów dryfujących na pobliskiej krze, a głos z offa zapewnia, że w rzeczywistości cały film był właśnie o tych pingwinach. Przesadzam oczywiście, ale rozumiesz o co mi chodzi.

three goblins in a trench coat pretending to be a human

Fajny pomysł i rewelacyjna puenta. Trochę tylko żałuję, że mydliłeś mi oczy sknerą i jego, jak się okazało, mało istotnym dla fabuły życiorysem, zamiast od razu nazwać duchy po imieniu, i budować tajemnicę wokół przyszłych świąt. Swoją drogą, to mam nadzieję, że się co do nich mylisz.

Mocno kekłem przy ostatnim zdaniu, chociaż całość raczej depresyjna. Duchy wyszły fajnie, interakcje między nimi również, nieco gorzej ze sknerą.

Aha, teraz specjalnie spojrzałem, czy skomentowała Irka (siema!), która chyba w tym roku nie ma łatwo przed świętami :P

– Ostatnie…

…może nie będzie tak źle.

Lata dwudzieste zaczęły się tradycyjnie, jak mi to ktoś powiedział dwa lata temu.

Niemniej, świat odradza się raz po raz. Nawet sam, może podświadomie, to czujesz. Wszak druga żona sknery rozpoczęła nowe życie i jest jej lepiej.

Będzie git.

Sorry, ludzie, nie było mnie stać na nic lepszego i na cokolwiek optymistycznego.

Nie dramatyzuj. Wyszło dobrze.

Zestawienie:

Olbrzym w wojskowym mundurze spojrzał ponad stołem,

z

– Co? – zdziwił się żołnierz. – W takim razie jaki jest sens…

trochę mnie wybiło z czytania. Bo spodziewałbym się, że olbrzym ubrał się w mundur nieuprawniony (np. do malowania). Jeśli w porządku, to lepiej by mi brzmiało umundurowany olbrzym.

 

Pechowy tekst :-(

…i całe to wojenne żelastwo? – Olbrzym wyciągnął z kabur na udach dwa glocki.

Niefortunnie dobrany przykład, bo Glock z tego słynie, że jest plastikowy:

Glockpistolety opracowane i produkowane przez austriacką firmę Glock GmbHDeutsch-Wagram, założoną w 1963 przez Gastona Glocka – specjalistę od wysokowytrzymałych tworzyw sztucznych (wcześniej firma produkowała, między innymi, parasole).

 

Postaci fajne, ogólny klimat Dickensowski i ciekawa postać Ducha Ostatnich… :-)

Nie mam przekonania co do wypełnienia wymagań konkursowych.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Hej. ;) Przybyłam, żeby poczytać coś lekkiego o świętach, a w przemowie widzę, że nie będzie optymistycznie… No nic, przeczytam i tak, najwyżej się podobijam xd.

 

zaczął, zsuwając na podbródek zasłaniającą połowę twarzy żółtą maseczkę

Skoro i tak zsunął maseczkę na podbródek, to informacja, że jeszcze sekundę temu ta maseczka zasłaniała mu połowę twarzy, jest zbędna, zapycha tekst. Przy okazji – czy fakt, że maseczka była żółta, jest aż tak znaczący?

Mi wystarczy: zsuwając na podbródek maseczkę.

 

– Co? – zdziwił się żołnierz.

Jeśli pyta „co?”, a dalej pyta o sens, to warto opisać to zdziwienie, zamiast wrzucać, że był zdziwiony, bo taka informacja nic nie wnosi. Można napisać np., że żołnierz rozszerzył oczy, zmarszczył brwi itp.

 

Pobawiłabym się na Twoim miejscu z dialogami, żeby zamiast tych zwykłych określeń, dodać opisy czynności, to zawsze trochę nam nakreśli sytuacje i bardziej wciągnie w świat. ;)

 

Za to pomysł na przeróbkę opowieści wigilijnej i umiejscowienie jej w naszych czasach, bardzo mi się podoba. Taki prosty, a czyta się naprawdę dobrze. ;) Ciekawa jestem, jak zareaguje nasz sknera.

 

A jednak nie, dalej nie mamy sknery, tylko naszych przedstawicieli porządku, w sumie takie duchy. ;) Nawet lepiej, że jest ciągłość akcji, dialogi w tej drugiej części są o wiele lepsze, żywsze. Takie naturalne.

 

I naprawdę ciekawie się czyta o tym, jak oni starają się nawrócić tego mężczyznę, jak nic nie skutkuje, tylko trochę mi brakuje informacji, co robił ten drugi, co nie zadziałało. ;) Wiem, co miał robić, bo mówił, ale jakieś podsumowanie też by fajnie wyglądało.

 

Końcówka mocna i nawet taka mroczna, jak w połączeniu makabry i horroru. Podoba mi się, że jest niedopowiedzenie. Czy duch uznał, że nie przekona inaczej sknery, jak postraszeniem, że będą to jego ostatnie święta i to dało skutek? Czy może to miały być ostatnie święta tak po prostu wszystkich? Albo może duch postraszył głodem i sknera uznał, że się zmieni? Albo ostatni duch pokazał się naszemu skąpcowi, przyprawiając go o zawał wyglądem i tym samym święta były ostatnie.

 

Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi na te pytania, to takie luźne przemyślenia, co pokazuje, że można w tej historii znaleźć różne pomysły na to, co niesie koniec.

 

Brakowało mi jednak większego sensu przy nawiązaniu do sknery albo działań duchów, jeśli zdecydowałeś się ostatecznie na tylko ich perspektywę. Trochę dłuższe dialogi na temat sknery i tego, jak tchnąć w niego tego ducha świąt, może też więcej o samych świętach i czemu oni chcą tego ducha tchnąć, po co im to, czemu to robią, czemu to ważne. Bez tego sens się trochę rozmywa.

 

Pozdrawiam,

Ananke

Hej!

 

@Irka

 

Dzięki za klika i mam nadzieję, że się za bardzo nie pochorowałaś, znajdując gdzieś odtrutkę ;)

 

@gravel

 

Z tą niepasującą puentą chodziło mi bardziej o to, że wątek sknery jakoś tak… nie jest istotny dla opowiadania.

Masz rację, jest w zasadzie pomijalny. Pisząc zdawałem sobie sprawę z tego co chcę przekazać, ale musiałem gdzieś upchnąć tego konkursowego Krokusa, i jedyny sposób jaki znalazłem to dodanie sknerze pana Szafrańca, co jednocześnie niepotrzebnie uwypukliło postać sknery i dało jakiś asumpt do myślenia, że to on jest istotny. Zdawałem też sobie sprawę z tego, że wszyscy znają dzieło pana Dickensa, wiedzą jakie jest clou “Opowieści wigilijnej”, w której Scrooge jest ważny, a duchy to postacie poboczne i to w znacznej mierze zaważy na odbiorze, ponieważ czytelnik skupi swoją uwagę nie na tam, gdzie jest sedno tekstu. Oczywiście, pewnie dałoby radę to zrobić subtelniej, przebudować pod właściwy obraz, ale ten szort jest efektem najlepszych starań, na jakie mnie było stać :) Więc ćwiczymy dalej.

 

Przesadzam oczywiście, ale rozumiesz o co mi chodzi.

Rozumiem, pingwiny mi pomogły zrozumieć, pingwiny są fajne :)

 

@ośmiornica

 

Swoją drogą, to mam nadzieję, że się co do nich mylisz.

Ja też :) Dzięki za odwiedziny oraz komentarz, a odpowiedź na wątpliwośc związaną z mydleniem oczu masz wyżej, w odpowiedzi dla gravel.

 

@mort

 

Mocno kekłem przy ostatnim zdaniu, chociaż całość raczej depresyjna

Jesteś bardzo złym morteciusem, pewnie należysz do Iluminatów z NWO. To som tragedie, ostatnie święta, koniec z ciężarówkami Coca Coli, koniec z reklamami Apartu, finito dla “Last Christmas” i “All i want for christmas is you”. Prawdziwe dramaty.

Dzięki za wizytę i klika :)

 

@MTF

 

Nawet sam, może podświadomie, to czujesz. Wszak druga żona sknery rozpoczęła nowe życie i jest jej lepiej.

Gruba rozkmina, MTF :D Ale może masz rację, nawet jeśli sam uważam, że dałem ją dla kontrastu do pierwszej, która zabrała mu kasę :) Dzięki za odwiedziny i komentarz.

 

@Radek

 

Poprawiłem tego olbrzyma, bo tak rzeczywiście jest lepiej. Mogą być desert eagle? Prawdę powiedziawszy one były pierwotnie, ale uznałem, że wydziwiam i niepotrzebnie robię z ducha Johna Rambo.

Cieszę się, że pozytywnie odbierasz tekst, natomiast wypełnianie założeń konkursowych nie było moim priorytetem ;) Dzięki za odwiedziny i podzielenie się opinią :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Ciekawe opowiadanie, podoba mi się, że ciężar rozmów udało się rozegrać bez użycia wulgaryzmów. Mimo tego, że akcji tak naprawdę nie widzimy z pierwszej ręki, to dostępne informacje pozwalają stworzyć obraz samodzielnie.

 

Nie wiem dlaczego, ale czytając na początku myślałem, że rozmowa toczy się nad trupem:

 

Siedzący naprzeciw chudzielec w błękitnym kombinezonie antyskażeniowym uniósł podkładkę biurową z wpiętymi weń kartkami, odchylił się na krześle i szybko przestudiował informacje zawarte na pierwszej stronie.

– Wygląda na to – zaczął, zsuwając na podbródek zasłaniającą połowę twarzy żółtą maseczkę – że to jakiś filantrop, święty już za życia, co to rozdał cały majątek potrzebującym.

Pomyliłem podkładkę biurową z tablicą informacyjną truposza. Czy jednak była to całkowicie nietrafiona pomyłka? Wydaje mi się, że dość trafna. Zastanawia mnie dlaczego mowa jest o olbrzymach. Widzę to, ale nie do końca wiem jaki był cel autora. Poza tym tekst krótki i skuteczny.

Pisałem... odkąd-jeszcze-zanim-byłem-w-planach-pamiętam.

Trochę mi się rzeczy podobało, paru jednak zabrakło.

 

Może zacznę od braków: wątek sknerusa, którego chciano nawrócić został moim zdaniem nie dokończony i jednak trochę ucięty. Myślę, że na plus mogłoby zadziałać gdybyś połączył to z główną puentą. Zakończyłeś ciut za szybko i jak dla mnie ucierpiał na tym trochę klimat tekstu.

 

Czytało się płynnie i ogólnie dobrze. Początek intrygujący, zachęcał do czytania dalej. Nawiązania do typowej opowieści wigilijnej są dobrze ujęte, u mnie przynajmniej wzbudziły sentyment. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale jak najbardziej pasuje. 

Lubię takie ponure motywy o wiele bardziej niż radosne opowieści, więc bawiłam się dobrze. Klik do biblioteki się należy :)

Yo!

 

@Ananke

 

Skoro i tak zsunął maseczkę na podbródek, to informacja, że jeszcze sekundę temu ta maseczka zasłaniała mu połowę twarzy, jest zbędna, zapycha tekst. Przy okazji – czy fakt, że maseczka była żółta, jest aż tak znaczący?

Kolor nie ma znaczenia, ale to, że zasłania tylko połowę twarzy znaczenie ma, bo sugeruje, że jest to maseczka taka, jaką nosilismy wszyscy w czasie pandemii, a nie maseczka zasłaniająca całą twarz, jak na przykład maseczka ochronna z poliwęglanu.

 

Pobawiłabym się na Twoim miejscu z dialogami, żeby zamiast tych zwykłych określeń, dodać opisy czynności, to zawsze trochę nam nakreśli sytuacje i bardziej wciągnie w świat. ;)

Wiem o co Ci chodzi, ale w szorcie nie bardzo jest miejsce na takie zabiegi, a tym bardziej w szorcie opartym o motyw “gadających głów”. Inna sprawa, że sytuacja jest tutaj jasna a świata w zasadzie nie ma ;)

 

I naprawdę ciekawie się czyta o tym, jak oni starają się nawrócić tego mężczyznę, jak nic nie skutkuje, tylko trochę mi brakuje informacji, co robił ten drugi, co nie zadziałało. ;) Wiem, co miał robić, bo mówił, ale jakieś podsumowanie też by fajnie wyglądało.

Pisałem już wcześniej w odpowiedziach, ale powtórzę: ten mężczyzna jest jednym z wielu skner, w których duchy miały tchnąć klimat świąt przez wszystkie lata swojego istnienia. On naprawdę nie jest ważny, jest tylko dodatkiem, na którym skupia się uwaga czytelnika, bo czytelnik zaznajomiony z “Opowieścią wigilijną” oczekuje powtórki z tego dzieła, czyli postaci sknery jako bohatera pierwszoplanowego, lub też takiego chociaż, wokół którego kręci sie fabuła. A tutaj nie o to chodzi. To tak jakby ktoś skupiał się na postaci czerwonego Kapturka i Wilka w retellingu, w którym to gajowy gra pierwsze skrzypce i to on od początku jest w tekście przedstawiony jako główny aktor. Ja rozumiem skąd to się bierze, bo takie historie siedzą głęboko w kulturze i mielismy wielokrotnie okazję sie z nimi zaznajamiać w róznych postaciach, i w tych postaciach zawsze powtarzany był pewien schemat, który ja tylko liznąłem, przenosząc ciężar w inne miejsce. Rozumiem skonfundowanie gravel, ośmiornicy czy Twoje, ale uważam, że wynika ono głównie z Waszych oczekiwań co do tego, jak tekst oparty na “Opowieści wigilijnej” wyglądac powinien ;)

 

Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi na te pytania, to takie luźne przemyślenia, co pokazuje, że można w tej historii znaleźć różne pomysły na to, co niesie koniec.

Expect unexpected ;) Zamysł jest taki, że to są OSTATNIE święta. Wskazuje na to tytuł, a także to jak wyglądają Duchy: ten przeszłych świąt jest w maseczce i kombinezonie, bo ostatnie święta mieliśmy pandemiczne, ten obecnych świąt jest w mundurze, bo mamy święta w oparach informacji wojennych, a ten przyszły… Jest kadaweryczny, to w zasadzie zombiak albo umierający człowiek, a jesli skorelujemy wygląd zewnętrzny poprzednich duchów z wyglądem ostatniego i dopiszemy sobie co one mogą oznaczać, to nam wychodzi bardzo pesymistyczna wizja przyszłości.

 

może też więcej o samych świętach i czemu oni chcą tego ducha tchnąć, po co im to, czemu to robią, czemu to ważne. Bez tego sens się trochę rozmywa.

A to jest ważne i opisane w “Opowieści wigilijnej” i tam tego należy szukać. To jest epilog dla opowieści, a jego sens zawiera się w nim i uważam, że nie potrzeba dorabiać do niego na siłę tego, co zawarte jest w oryginale. Sens epilogu jest osobnym zjawiskiem dla osobnej historyjki, która wykorzystuje postacie i rekwizyty z “Opowieści wigilijnej” i tyle :)

 

@Vacter

 

Nie wiem dlaczego, ale czytając na początku myślałem, że rozmowa toczy się nad trupem:

To ciekawe spostrzeżenie, i muszę przyznać, że początek rzeczywiście może sugerować coś podobnego.

 

Zastanawia mnie dlaczego mowa jest o olbrzymach. Widzę to, ale nie do końca wiem jaki był cel autora.

To akurat wynika z oryginalnego tekstu Dickensa – Duch świąt obecnych był przedstawiony jako jowialny olbrzym, duch świąt przyszłych był zakutany w skrywającą całe jego ciało szatę. Tylko Ducha przeszłych świąt zrobiłem po swojemu, bo u Dickensa była to młodsza wersja Ebenezera.

 

@Shanti

 

wątek sknerusa, którego chciano nawrócić został moim zdaniem nie dokończony i jednak trochę ucięty. Myślę, że na plus mogłoby zadziałać gdybyś połączył to z główną puentą.

Na podobne zarzuty i wątpliwości odpowiedziałem wyżej, w odpowiedzi dla gravel, a także trochę w tym komentarzu, w odpowiedzi do Ananke :)

 

Lubię takie ponure motywy o wiele bardziej niż radosne opowieści, więc bawiłam się dobrze. Klik do biblioteki się należy :)

Piona, bo ja też gustuję w bardziej ponurych tekstach, choć i przy tych weselszych czasami bawię się świetnie :)

 

Dziękuję Wam za odwiedziny, lekturę i podzielenie sie komentarzami :)

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Czyli tak to jest jak się Dickensa daje w prezencie zamiast czytać ;). Muszę sobie odświeżyć oryginał (a może po prostu przeczytać).

Pisałem... odkąd-jeszcze-zanim-byłem-w-planach-pamiętam.

Kolor nie ma znaczenia, ale to, że zasłania tylko połowę twarzy znaczenie ma, bo sugeruje, że jest to maseczka taka, jaką nosilismy wszyscy w czasie pandemii, a nie maseczka zasłaniająca całą twarz, jak na przykład maseczka ochronna z poliwęglanu.

Outta, zgodziłabym się z Tobą w całości, gdyby nie zdrobnienie. ;) Wiesz, słowo „maseczka” sugeruje, że była to maseczka, czyli coś właśnie mniejszego, na połowę twarzy, natomiast gdybyś użył słowa „maska” to już bym się pewnie nie czepiła, bo wtedy to podkreślenie, że maska jest na połowę twarzy, byłoby do przyjęcia i rozróżniałoby rodzaj „okrycia twarzy”. ;)

 

Wiem o co Ci chodzi, ale w szorcie nie bardzo jest miejsce na takie zabiegi, a tym bardziej w szorcie opartym o motyw “gadających głów”. Inna sprawa, że sytuacja jest tutaj jasna a świata w zasadzie nie ma ;)

Ale jak to w szorcie nie ma miejsca na takie zabiegi? Co to za wytłumaczenie? :P

 

Patrz:

– Co? – zdziwił się żołnierz. – W takim razie jaki jest sens…

– Co? – Żołnierz zmarszczył brwi. – W takim razie jaki jest sens…

 

– Na żarty ci się zebrało, co? – zrugał chudzielca mundurowy. – Poczekaj te kilka dni,

– Na żarty ci się zebrało, co? – Mundurowy spojrzał na chudzielca, skrzywił wargi. – Poczekaj te kilka dni,

 

Ledwo trzy wyrazy, a mamy konkretną scenę.

Nie chodzi mi o rozbudowanie wszystkiego w rozwlekły sposób, ale trochę więcej opisów dodanych mimochodem. ;)

 

 

Rozumiem skonfundowanie gravel, ośmiornicy czy Twoje, ale uważam, że wynika ono głównie z Waszych oczekiwań co do tego, jak tekst oparty na “Opowieści wigilijnej” wyglądac powinien ;)

Outta, ale to nie kwestia tego, jak my chcemy, żeby ten tekst wyglądał, bo jest na czymś tam oparty… To tylko to kwestia tego, że duchy rozmawiają o skąpcu, zastanawiają się jak go przekonać, więc nie mówię, że ma być osobiście, ale jeśli byłoby go trochę więcej, to tekst by nie stracił, a tylko zyskał i nabrał głębi.

Zaciekawiłeś nas tym skąpcem i tym, jak duchy działały, a nie podałeś nam więcej działań, które mogłyby podkręcić atmosferę. ;) I nie, no sorry, to nie jest historia gajowego, który gra pierwsze skrzypce w nowym opowiadaniu. To historia duchów, które próbują skłonić pewnego skąpca do nawrócenia się i polubienia świąt. Więc skoro opowiadanie zaczyna się od słów:

– Kogo mamy w tym roku?

to do kogo odnoszą się te słowa? No do naszego skąpca!  Dalej duchy gadają o tym skąpcu, że to taka kutwa, że pokażą mu to i tamto… Przecież oni o nim gadają, Outta, no to czemu dziwi Cię, że jako czytelnik jestem ciekawa tego bohatera? I kolejnych prób nawrócenia go?

Nie porównuj tego do nowej historii z gajowym, porównaj lepiej do historii, w której Jaskier opowiada słuchaczom, jaki to jest Geralt odważny i głupi zarazem, bo taką ostatnio mieli przygodę, takiego spotkali “potwora”, że… Bla bla… A im dłużej opowiada, tym bardziej w narracji, zamiast samej historii przygody z Geraltem, mamy opisy pijaństw Jaskra w pubie i ostatecznie nie dowiadujemy się szczegółów końcówki przygody Geralta walczącego z nowym „potworem”, jedynie skwitowanie, że go pokonał i tyle. No i jasne, chlanie Jaskra może być fajne i zabawne, a sama opowieść może stanowić tylko tło, ale jeśli bohater opowiada coś dłuższy czas, wszyscy słuchają, zastanawiają się i czytelnik się wciąga w daną przygodę, to ma prawo oczekiwać, że coś więcej o tej przygodzie będzie, nie umniejszając widowiskowym opisom rzygania Jaskra czy zalecania się do karczemnej dziewki. ;)

 

Przekładając na Twoje opowiadanie: tak, myślę, że mam prawo czuć niedosyt po historii skąpca, która mnie zaciekawiła i chciałam poznać inne sposoby przekonywania go przez duchy, trochę więcej z jego życia, z jego podejścia do świąt.

 

Co nie zmienia fakt, że tak, to Twoje opowiadanie, robisz jak uważasz i ja niczego nie nakazuję Ci zmieniać. :) Ja tylko mówię, że w tym opowiadaniu brakowało mi szerszego nakreślenia skąpca, który opisywany z boku (jak Geralt mógłby być u Jaskra), mimo wszystko stanowiłby postać wartą mocniejszego nakreślenia.

 

A to jest ważne i opisane w “Opowieści wigilijnej” i tam tego należy szukać. To jest epilog dla opowieści, a jego sens zawiera się w nim i uważam, że nie potrzeba dorabiać do niego na siłę tego, co zawarte jest w oryginale.

Ale ja nie chcę szukać tego w „Opowieści wigilijnej”, tylko w Twoim opowiadaniu, napisane po Twojemu. :D Tak jak duchy u Ciebie były ciekawsze i mocniejsze niż u Dickensa, tak i to, co uznajesz za takie ważne i opisane w oryginale, chętnie zobaczyłabym u Ciebie przerobione po Twojemu.

 

Także dziękuję za odesłanie z kwitkiem. Przy okazji, czy jak kiedyś wymyślę opowiadanie, w którym Adam i Ewa zostali wygnani z Raju, a następnie opiszę ich kłótnię, a Ty stwierdzisz, że powinnam dokładniej nakreślić ich relacje, to mam Cię odesłać do Biblii?

 

Ale rozumiem Twoje podejście i spoko, dla Ciebie to nie jest potrzebne. Ja jako czytelnik uważam, że jest. Ktoś z czytelników też jeszcze tak może uważać. To chyba dobrze dla Ciebie, bo świadczy o tym, że wciągnął nas Twój świat i jesteśmy ciekawi wątku skąpca, który nie jest przecież tym samym skąpcem, co w oryginale.

 

Pozdrawiam :)

@Ananke

 

Outta, zgodziłabym się z Tobą w całości, gdyby nie zdrobnienie. ;) Wiesz, słowo „maseczka” sugeruje, że była to maseczka, czyli coś właśnie mniejszego, na połowę twarzy, natomiast gdybyś użył słowa „maska” to już bym się pewnie nie czepiła, bo wtedy to podkreślenie, że maska jest na połowę twarzy, byłoby do przyjęcia i rozróżniałoby rodzaj „okrycia twarzy”. ;)

Niech Ci będzie :)

 

Ale jak to w szorcie nie ma miejsca na takie zabiegi? Co to za wytłumaczenie? :P

Nołmalne :P I tutaj podchodzimy różnie do ekspresji, bo przy szortach mnie bardziej odpowiada mój sposób – choć nie twierdzę, że jest lepszy, ani nawet, że jest dobry – w którym emocje są zaznaczone w tekście, a wyobraźnia sama dorabia sobie ewentualną mimikę, niż zaznaczenie w tekście mimiki, a wyobraźnia i zapamiętane wzorce dają informacje o stanie emocjonalnym.

 

Outta, ale to nie kwestia tego, jak my chcemy, żeby ten tekst wyglądał, bo jest na czymś tam oparty… To tylko to kwestia tego, że duchy rozmawiają o skąpcu, zastanawiają się jak go przekonać, więc nie mówię, że ma być osobiście, ale jeśli byłoby go trochę więcej, to tekst by nie stracił, a tylko zyskał i nabrał głębi.

Jego tam miało w zasadzie nie być, miał być szczątkowo, bo to nie on jest ważny, przez niego starałem się zrobić dwie rzeczy: wprowadzić element konkursowego hasła i naprowadzić czytelnika na to, że to ma cokolwiek wspólnego z dziełem Dickensa.

 

to do kogo odnoszą się te słowa? No do naszego skąpca!  Dalej duchy gadają o tym skąpcu, że to taka kutwa, że pokażą mu to i tamto… Przecież oni o nim gadają, Outta, no to czemu dziwi Cię, że jako czytelnik jestem ciekawa tego bohatera? I kolejnych prób nawrócenia go?

Ależ mnie to nie dziwi, Ananke, przecież jasno napisałem wcześniej, że zdawałem sobie sprawę jakie oczekiwania będą mieli czytelnicy i jakie to problemy sprawi przy odbiorze. I tutaj cały czas rozbijamy się o to, że nie potrafisz zaakceptować faktu, że do tekstu podeszłaś z konkretnymi oczekiwaniami, które opierają się na schemacie “Opowieści wigilijnej”. Powiedz mi, Ananke, czy gdyby nie było wzmiankowanego skąpca, to czy zorientowałabyś się, że to duchy, których postacie bazują na wiadomym dziele? Że to tekst oparty o “Opowieść wigilijną”?

Chodzi mi o to, że “Opowieśc wigilijna” była wałkowana miliony razy, były retellingi, animacje, filmy, wersje uwspółcześnione, komediowe, romantyczne i bóg wie jeszcze jakie i one wszystkie opieraja się na tym samym schemacie, który zawiera: sknerę, trzy duchy, biednego pracownika sknery, niepełnosprawne lub wymagające szczególnej opieki dziecko/krewnego rzeczonego pracownika, kilka nocy, w trakcie których duchy przychodzą, wizje świąt przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Wszystkie te elementy schematu są przyspawane do głównej osi fabularnej, zawsze takiej samej, której elementem centralnym jest skąpiec. Więc kiedy ktoś widzi, że coś nawiązuje do opowieści wigilijnej Dickensa, to z automatu pojawiają się oczekiwania powtórzenia tych elementów, od razu zapala się w głowie lampka, że to sknera jest ważny, że to on stanowi główny przyczynek do opowiedzenia opowieści. A tu jest inaczej, sknera to postać poboczna. Duchy wykonują co roku tę samą robotę, co można wywnioskowac z dialogu (zacytowane przez Ciebie zdanie otwierające to właśnie zdanie, które ma naprowadzić w kontekście całej rozmowy na to czym są bohaterowie i po co są), który prowadzą, tylko czasy się zmieniają, cele się zmieniają, ale clou pozostaje niezmienne. Tutaj ten schemat się pojawia, ale nie eksponuję go zbyt nachalnie, nie wyciagam na wierzch własnie poprzez niepokazywanie starań duchów – ja pokazuję duchy, i to one są tutaj ważne, ważne jest to, co mają na sobie, jak wyglądają. Możemy się tutaj poprzerzucać argumentami, ale IMHO fakt jest taki: podchodząc do tekstu opartego na innym dziele, spodziewamy się, że będzie to retelling i ważne elementy pierwowzoru będą równie ważne tym razem.

 

Nie porównuj tego do nowej historii z gajowym, porównaj lepiej do historii, w której Jaskier opowiada słuchaczom, jaki to jest Geralt odważny i głupi zarazem, bo taką ostatnio mieli przygodę, takiego spotkali “potwora”, że… Bla bla… A im dłużej opowiada, tym bardziej w narracji, zamiast samej historii przygody z Geraltem, mamy opisy pijaństw Jaskra w pubie i ostatecznie nie dowiadujemy się szczegółów końcówki przygody Geralta walczącego z nowym „potworem”, jedynie skwitowanie, że go pokonał i tyle

No i widzisz: oczekiwania. A jeśli historia od samego początku nie ma być o Geralcie walczącym z potworem? Bo Geralt walczył z potworem i go pokonał to nic nadzwyczajnego, historia jakich wiele. Może Jaskier od początku chciał odpowiedzieć o swoich pijackich odpałach, a Geralt walczący z potworem przewija się w opowieści, bo tak było, ale nie to jest dla Jaskra ważne? Czy słuchacze wiedzieli, że Jaskier opowiada im historię o sobie i swoim pijaństwie, czy może pomysleli, że historia jest o Geralcie i jego walce, bo tego po Jaskrze oczekiwali?

 

tak, myślę, że mam prawo czuć niedosyt po historii skąpca, która mnie zaciekawiła i chciałam poznać inne sposoby przekonywania go przez duchy, trochę więcej z jego życia, z jego podejścia do świąt.

Masz prawo, jasne, to Twój odbiór i ja nie moge Ci niczego narzucić :) Odebrałaś po prostu historię tak, jak się spodziewałem, że większośc ją odbierze i nie mam o to pretensji, zdawałem sobie sprawę z oczekiwań, nawet tych nieuświadomionych :P ;)

 

Ale ja nie chcę szukać tego w „Opowieści wigilijnej”, tylko w Twoim opowiadaniu, napisane po Twojemu. :D

Ale ja nie chciałem napisać retellingu “Opowieści wigilijnej”, w której znalazłabyś to, czego oczekiwałaś, tylko epilog dla opowieści, dostosowany do realiów i zakończony pesymistycznym akcentem. Pogrubiłem Ci, Ananke, w cytatach z Ciebie, te fragmenty, które jasno obrazują to, o czym cały czas klepię: że miałas jakieś oczekiwania, których nie spełnił mój szort, a te oczekiwania były dyktowane znanym Ci wzorcem z “Opowieści wigilijnej”.

 

Także dziękuję za odesłanie z kwitkiem.

Eeerm… Jak niby Cię z kwitkiem odesłałem, skoro prowadze z Toba rozmowę i odpowiadam Ci na pytania? Teraz chyba ja czegoś nie rozumiem :/

 

Przy okazji, czy jak kiedyś wymyślę opowiadanie, w którym Adam i Ewa zostali wygnani z Raju, a następnie opiszę ich kłótnię, a Ty stwierdzisz, że powinnam dokładniej nakreślić ich relacje, to mam Cię odesłać do Biblii?

Nie rozumiem co ma obrazować ten przykład. Poza tym, dlaczego uważasz, że ja bym coś takiego stwierdził? Zostali wygnani z raju, wiem za co, bo znam trochę mitologię chrześcijańską, więc nie będę się doszukiwał czegoś, co już w tej biblijnej historii było, poszukam tego, czego tam nie ma, a co Ty dorzuciłaś od siebie, skoro wzięłaś te postacie na tapetę. Jesli wrzucisz mnie w środek ich kłótni i ja będę wiedział, że to Adam i Ewa, to mam prawo podejrzewać o co się kłócą, mam prawo podejrzewać jakie są ich relacje po tym co zrobili, więc będę szukał czegoś nowego. Jesli ta kłótnia będzie o to, że zjedli owoc z zakazanego drzewa i to był błąd, to nie będzie to dla mnie nic nowego, tylko kłótnia o to, co ja już wiem, i jesli nie dodasz do ich rozmowy czegoś, co może zmienić optykę na ich działania albo relacje, to uznam tekst za wtórny.

 

To chyba dobrze dla Ciebie, bo świadczy o tym, że wciągnął nas Twój świat i jesteśmy ciekawi wątku skąpca, który nie jest przecież tym samym skąpcem, co w oryginale.

No właśnie, że jest :D To znaczy, to jest inny skąpiec, inna osoba, ale schemat ten sam.

 

No nic, ja napisałem coś, co nie spełniło oczekiwań, ale tego się spodziewałem, wiedziałem już w trakcie pisania, że większośc czytelników przeniesie ciężar uwagi na skąpca i dlatego ten tekst może zostać źle przyjęty. Więc jeśli coś tutaj nie gra, to jest to wyłącznie moja wina, jednak wina uświadomiona, wina niedostatecznych umiejętności, które na odpowiednim levelu pozwoliłyby mi pewnie na skonstruowanie tego tekstu tak, żeby został odebrany w sposób w który ja chciałem, żeby odebrany został :) Więc ćwiczymy dalej ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Czyli tak to jest jak się Dickensa daje w prezencie zamiast czytać ;). Muszę sobie odświeżyć oryginał (a może po prostu przeczytać).

Jest świetna kreskówka Disneya. :-)

Glock → Desert Eagle → a może Beretta?

Mniej po angielsku się nazywa i lepiej osadzona w pop-kulturze (Zabójcza broń).

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

O! Dzięki, Radku, ja sie na broni zupełnie nie znam, raz tylko w rękach miałem coś takiego: klik. Konkretnie ten mode 1920, po wujku.

Known some call is air am

Miałem na myśli ten:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pistolet_Beretta_M9

Wygrał konkurs z amerykańską konkurencją na wyposażenie US Army i producent sfinansował serię filmów kinowych, żeby oswoić publikę :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dziękuję raz jeszcze, w tekście już nastąpiła dobra zmiana ;) A przy okazji dowiedziałem się czegoś ciekawego :D

Known some call is air am

Hej, Outta, coś wczoraj chyba za bardzo niezrozumiale zamarudziłam, bo się nie mogliśmy dogadać. ;) Wybacz napastliwość i przykłady bez sensu, ale nowy dzień przynosi świeże myśli. ;)

 

bo przy szortach mnie bardziej odpowiada mój sposób – choć nie twierdzę, że jest lepszy, ani nawet, że jest dobry – w którym emocje są zaznaczone w tekście, a wyobraźnia sama dorabia sobie ewentualną mimikę, niż zaznaczenie w tekście mimiki, a wyobraźnia i zapamiętane wzorce dają informacje o stanie emocjonalnym.

Jeśli Ci to odpowiada to okej. ;) Mi nie odpowiada w żadnym tekście, nieważne czy to szort czy długi tekst. Dorabianie mimiki? Hm…

 

Jego tam miało w zasadzie nie być, miał być szczątkowo, bo to nie on jest ważny, przez niego starałem się zrobić dwie rzeczy: wprowadzić element konkursowego hasła i naprowadzić czytelnika na to, że to ma cokolwiek wspólnego z dziełem Dickensa.

Rozumiem, że taki był Twój zamysł i to akceptuję. ;) Wczoraj nie mogłam się z tym pogodzić, po czasie dotarło. :D

 

I tutaj cały czas rozbijamy się o to, że nie potrafisz zaakceptować faktu, że do tekstu podeszłaś z konkretnymi oczekiwaniami, które opierają się na schemacie “Opowieści wigilijnej”.

To prawda, nie mogłam tego zaakceptować, ale Twoje wyjaśnienia mi pomogły. ;) Wiesz, to wynikało głównie z tego, że zaciekawiłeś mnie wykreowanym światem i byłam ciekawa, jak pokażesz skąpca. Niekoniecznie wprost poprzez scenę, w której się pojawia, ale po prostu przez dłuższe rozmowy duchów. ;)

 

Powiedz mi, Ananke, czy gdyby nie było wzmiankowanego skąpca, to czy zorientowałabyś się, że to duchy, których postacie bazują na wiadomym dziele? Że to tekst oparty o “Opowieść wigilijną”?

Fajne pytanie zadałeś, a co z tytułem? :D Też się wlicza do pytania czy byłby inny? Poza tym – kto byłby zamiast skąpca? Może morderca? Bo nie mogłoby nikogo nie być zamiast skąpca, chyba się zgodzisz? W końcu wyrzucając teksty o skąpcu, opowiadanie trzeba by mocno przerobić.

 

Chodzi mi o to, że “Opowieśc wigilijna” była wałkowana miliony razy, były retellingi, animacje, filmy, wersje uwspółcześnione, komediowe, romantyczne i bóg wie jeszcze jakie i one wszystkie opieraja się na tym samym schemacie, który zawiera: sknerę, trzy duchy, biednego pracownika sknery, niepełnosprawne lub (…)

Jeśli byłby ktoś inny albo rozmowy dotyczyłyby czegoś innego to jasne, tekst nie byłby związany z oryginałem, ale powiem Ci, że ja słabo pamiętam oryginał, jedynie ogólny zarys, a żadnych innych historii-przeróbek raczej nie oglądałam, a jeśli nawet to może nie pamiętam. ;) Akurat nie jestem fanką śledzenia świątecznych filmów i tkwienia w tym klimacie, szukania animacji itd., które w dużej mierze, jak mówisz, dotykają tego tematu na różne sposoby. ;)

 

podchodząc do tekstu opartego na innym dziele, spodziewamy się, że będzie to retelling i ważne elementy pierwowzoru będą równie ważne tym razem.

Ale jeśli zamiast skąpca mielibyśmy mordercę albo złodzieja, ja nadal byłabym ciekawa tego, co te duchy próbowały z nim zrobić, jakimi argumentami chciały go przekonać. I szczerze Ci powiem, Outta, nie ze względu na to, że to jest na podstawie czegoś, ale dlatego, że jestem tego zwyczajnie, po ludzku, ciekawa. :)

 

A jeśli historia od samego początku nie ma być o Geralcie walczącym z potworem? Bo Geralt walczył z potworem i go pokonał to nic nadzwyczajnego, historia jakich wiele.

A jeśli jesteś wciągnięty w tę historię i ciekawi Cię, co będzie dalej, bo lubisz historie z Geraltem? I jeśli ta historia jest inna niż pozostałe?

 

Może Jaskier od początku chciał odpowiedzieć o swoich pijackich odpałach, a Geralt walczący z potworem przewija się w opowieści, bo tak było, ale nie to jest dla Jaskra ważne? Czy słuchacze wiedzieli, że Jaskier opowiada im historię o sobie i swoim pijaństwie, czy może pomysleli, że historia jest o Geralcie i jego walce, bo tego po Jaskrze oczekiwali?

Lubię Twój styl myślenia. ;) Może tak być, jasne, to zawsze decyzja piszącego, ale czytelnik może poczuć się rozczarowany, kiedy historia, którą śledził, nie ma końca. ;)

 

Ale ja nie chciałem napisać retellingu “Opowieści wigilijnej”, w której znalazłabyś to, czego oczekiwałaś, tylko epilog dla opowieści, dostosowany do realiów i zakończony pesymistycznym akcentem.

Wiem, wiem, za dużo się o tym rozpisałam i wybacz, że tak to wałkowałam. Ale każdy z nas ma inne spojrzenie na pewne rzeczy i dojście do tego potrafi zająć trochę czasu. ;)

 

Eeerm… Jak niby Cię z kwitkiem odesłałem, skoro prowadze z Toba rozmowę i odpowiadam Ci na pytania? Teraz chyba ja czegoś nie rozumiem :/

Źle użyte słowo, chodziło mi o sam tekst, nie o Ciebie, więc źle się wyraziłam, przepraszam. ;)

 

Nie rozumiem co ma obrazować ten przykład. Poza tym, dlaczego uważasz, że ja bym coś takiego stwierdził?

To był tylko przykład na to, że dałeś przykład z gajowym, który uznałam za nietrafiony, ale mój też nie jest trafiony. :D

 

No właśnie, że jest :D To znaczy, to jest inny skąpiec, inna osoba, ale schemat ten sam.

Ale to Ty to pisałeś, nie Dickens, więc pomimo schematu, osoba staje się automatycznie inna. Gdybyś miał napisać przeróbkę całego oryginału, też dodałbyś coś od siebie i już nie byłoby to to samo. To jak z filmami – jeśli ktoś zrobi drugiego „Władcę Pierścieni” to ja obejrzę i porównam, a nie będzie to dokładnie to samo, co oryginał, mimo że bazujące na tym samym schemacie.

 

No nic, ja napisałem coś, co nie spełniło oczekiwań, ale tego się spodziewałem, wiedziałem już w trakcie pisania, że większośc czytelników przeniesie ciężar uwagi na skąpca i dlatego ten tekst może zostać źle przyjęty.

Mi tekst się podobał, po prostu rozwinięcie wątku ze skąpcem byłoby dla tekstu na korzyść, ale rozumiem, że Ty tego nie chciałeś i nie było to przeoczenie, a świadoma decyzja. ;) Głównie o to mi chodziło, także wybacz, jeśli za bardzo namotałam bez sensu. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie,

Ananke

Ponure ale dobre.

 

Nie wiem, co więcej powiedzieć. Jako osoba, która największe ponuractwa pisze na konkursy świąteczne mogłam głównie kliknąć.

http://altronapoleone.home.blog

zawieszony w pustce zaplecza czasu

To mi się podoba. Całość nie, bo przygnębia. Ale pomysł zacny.

Odnoszę wrażenie, że miałeś na ten tekst dwa pomysły – Dickensa i jeźdźców apokalipsy. Problem w tym, że te pomysły raczej konkurują ze sobą, niż współpracują dla dobra tekstu. Po lekturze komentarzy dochodzę jeszcze do wniosku, że każdy z nich miał ciągnąć swoją część konkursowego prezentu, że skąpiec pojawił się głównie po to, żeby Szafranowy Krokus grosza nie dostał.

Trochę mnie zdziwiło, że spośród miliardów ludzi duchy uparcie i całymi latami zajmują się jednym skąpcem.

Moje wątpliwości co do wykorzystania prezentu rozproszyły się dopiero wobec egzegetycznego komentarza.

Ale czytałam z zainteresowaniem.

Babska logika rządzi!

Całkiem nieźle się czytało i ogólnie wyszło znośnie, miałem parę uwag, ale okazało się, że piękniej niż ja bym je ujął zarysowała je Finkla.

To co mi się tu nie podobało – poza wspomnianą przez Finklę niezbyt udaną miksturą czterech (jeźdźców) z trzema (duchami) – to brak zaskoczenia – ale to może po prostu tylko ja, że właśnie takiego zakończenia od początku się spodziewałem.

 

entropia nigdy nie maleje

Cześć!

Minusy, moim zdaniem:

Wątek usilnej pracy duchów nad skąpcem nie przybliża do rozumienia całości i niczm się nie kończy. Co musi rozczarowywać. Hasła konkursowe bez deszfranta na podorędziu – to kompletna enigma. No i to wszystko się źle kończy…

Na plus:

Nawiązanie do klasyki, orginalna kreacja duchów, no i ten niepokój: a jeśli naprawdę tak będą wyglądać następne Święta?

Pozdrawiam!

Hej Outta!

 

Bardzo ciekawy twist (ale nie Oliver – hue, hue, hue :-P) na Dickensa. Historia prosta i odniesienia oczywiste, ale w ramach szorta nie ma co się bawić w subtelności. Mam jednak nadzieję, że serce sknery stopnieje na święta, wspomoże finansowo Szafrańca i dzięki temu ocali ludzkość!

Yo!

 

@Ananke

 

a co z tytułem? :D Też się wlicza do pytania czy byłby inny? Poza tym – kto byłby zamiast skąpca? Może morderca? Bo nie mogłoby nikogo nie być zamiast skąpca, chyba się zgodzisz? W końcu wyrzucając teksty o skąpcu, opowiadanie trzeba by mocno przerobić.

Tytuł ma naprowadzić, ale podejrzewam, że są tacy ludzie jak ja, którzy dopiero po lekturze uświadamiają sobie w jaki sposób tytuł odnosi się do dzieła i jego treści :) Zamiast skąpca nie może być nikogo innego, masz rację.

 

słabo pamiętam oryginał, jedynie ogólny zarys, a żadnych innych historii-przeróbek raczej nie oglądałam, a jeśli nawet to może nie pamiętam. ;) Akurat nie jestem fanką śledzenia świątecznych filmów i tkwienia w tym klimacie, szukania animacji itd., które w dużej mierze, jak mówisz, dotykają tego tematu na różne sposoby. ;)

A może sie zdarzyć i tak, że w ogole nie pamietasz oryginału? Nie wiem czy czytałaś, ale często wydaje nam się w dzisiejszych czasach, że znamy jakąś klasyczną historię, a tak naprawdę znamy którąś z jej licznych wariacji, które przewijają się co i rusz przez popkulturę. Baśnie braci Grimm, bajki Andersena, nawet “Frankenstein” albo “Dracula” to tylko kilka przykładów tego, że ludzie znają często jakąs opowieść, ale nie znają jej pierwotnej, oryginalnej wersji. Spójrz na klasyczne bajki Disneya: Kopciuszka, Piękną i bestię, Calineczkę, Piotrusia Pana – to są wersje mocno ugrzecznione względem oryginału, ale to one są najlepiej zapamiętane. No, ale my nie o tym.

 

Może tak być, jasne, to zawsze decyzja piszącego, ale czytelnik może poczuć się rozczarowany, kiedy historia, którą śledził, nie ma końca. ;)

Może tak być i tutaj tak jest :)

 

@drakaina

 

Jako osoba, która największe ponuractwa pisze na konkursy świąteczne mogłam głównie kliknąć.

W tym roku jakoś malo optymistycznie jestem nastawiony… czekaj… W tamtym roku jakoś mało optymistycznie byłem nastawiony do zycia ;)

 

@Misiu

 

To mi się podoba. Całość nie, bo przygnębia.

Spodziewałem się tego, że Ci nie siądzie własnie z powodu ponuractwa. Wszak misie znane są z tego, że szukają pozytywnych rzeczy wokół siebie ;)

 

@Finkla

 

Odnoszę wrażenie, że miałeś na ten tekst dwa pomysły – Dickensa i jeźdźców apokalipsy.

A wiesz, że przez moment zastanawiałem się jakby tu upchnąc jeszcze czwartego ducha, żeby nawiązac do apokalipsy? Tylko, że ostatecznie olałem ten pomysł, uznając, że to za wielki fikołek, a okazuje się, że nawet w takiej wersji ktoś jest zdolny odczytać niezawartą w tekście, lecz rozważaną na etapie pisania, intencję :)

 

skąpiec pojawił się głównie po to, żeby Szafranowy Krokus grosza nie dostał.

Tylko po to <ulubiona_emotka_baila>

To znaczy: byłby wzmiankowany, żeby to wyglądalo na opowieść wigilijną, ale tylko wzmiankowany, a Szafrańca nie byłoby w ogóle.

 

@Jim

 

ale to może po prostu tylko ja, że właśnie takiego zakończenia od początku się spodziewałem.

Czyli przewidywalne na doczepkę :)

 

@chalbarczyk

 

a jeśli naprawdę tak będą wyglądać następne Święta?

Moje przewidywania co do przyszłości w 99% są chybione. Dlatego najczęściej przewiduję najgorsze :)

 

@krzkot

 

Mam jednak nadzieję, że serce sknery stopnieje na święta, wspomoże finansowo Szafrańca i dzięki temu ocali ludzkość!

Raczej przekonanie skąpca nie zmieniłoby tego, co się ma stać, ale dałeś mi powód do rozmyslań. Co zrobiłby skąpiec po tym, jak duch pokazałby mu przyszłą wigilię? Przecież pokazałby mu swiat po zagładzie, więc skąpiec wiedziałby, że nie ma już sensu robić czegokolwiek, bo przyszłości już nie ma. Gdyby skapiec mial duże pieniądze i postarał się jakoś zabezpieczyć? Może zbudowac bunkier? Hmmm. A gdyby to był skapiec z ogromnymi mozliwościami, miliarder, to może chciałby znaleźć sposób, żeby uchronić ludzkość przed unicestwieniem. A jeśli to jego działania doprowadziły do zagłady? I się robi klasyczna pętelka z zaburzoną chronologią związku przyczynowo-skutkowego :D Nie, dobra, tak tylko sobie rozmyślam przed drugą w nocy.

 

@Wszysycy

 

Dziękuję za odwiedziny, lekturę i podzielenie się opiniami oraz wątpliwościami.

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Świetny pomysł, ale cieszę się, że czytałam tekst już po świętach :).

Pojechaliście Outta Sewer z tematem, tu sypnąwszy humorem, tam optymizmem, lukrem świątecznym i promienistym szczęściem.

Ciekawym był trzeciego gościa, co nosił się jak śmierć, com obstawiał na początku, ale ostatecznie – choroba – wyszło na kadaweryczną postać. Też niezłe. Zaraza! Co czasy nadchodzą.

Cliffhanger’a wybaczyć nie umiem, albom nie wczytał się dostatecznie. Udało się, czy się nie udało delikwenta urobić?

Mrocznie – rzeknę potocznie.

Dobre.

 

Yo!

 

@Monique

 

Cieszę się, że się podba i cieszę się w dwójnasób, że nie przeczytałaś przed świętami :)

 

@PanKratzek

 

Dziękować. Cliffhanger to imię jednego z Autobotów, a tych w tekście nie ma ;) Wczytałeś się dostatecznie, Cliffhanger jest niewybaczalny, jednak on sam wybacza.

Mrocznie – rzeknę potocznie.

Zamierzenie – rzeknę malując z półprawd półcienie. Czy jakoś tak to szło ;)

 

Dziękuję serdecznie za wizytę Wam obojgu i pozdrawiam mniej mrocznie (co można stwierdzić naocznie)

Q

Known some call is air am

Tekst oparty na efektownym pomyśle, ciekawa parafraza klasyki. Jest trochę zabawnie, trochę upiornie. Dialogi postaci bardzo konkretne i niosące potrzebne informacje – szybko osadzają czytelnika w wykreowanej przez Ciebie rzeczywistości. Czepiałbym się tego, że ten pomysł zasługiwałby chyba na lekkie rozbudowanie, ale… w takiej formie też stanowi satysfakcjonującą lekturę. Zwłaszcza, że napisane to bardzo sprawnie.

Pozdrawiam!

Dzięki, Adamie, za lekturę i pozostawienie po sobie śladu w postaci komentarza :)

Known some call is air am

Yo Bro!

 

Trochę minęło od czasu publikacji, ale dotrzeć musiałam, bom winna temu niefortunnemu duetowi. Wybrnąłeś jednak niebanalnie, chociaż musiałam pogłówkować z groszem dla Krokusa ;) Szacun jednak za podjęcie wyzwania, chociaż… miała być dedykacja :( :( :( 

 

Opko ponure, na szczęście przeczytane po wszystkich świętach :P Dodatkowy plusik za wariacje na temat Opowieści Wigilijnej, bo mam do niej sentyment. 

 

Z drobnych uwag:

 

– Mówiłem ci, że gość jest ciężki.

Nie wiem, czy to zamierzone? Jest jednocześnie trudny i gruby i to taka gra słów? Jeśli nie, to lepiej jednak trudny 

 

Pozdrawiam 

OG 

 

 

może sie zdarzyć i tak, że w ogole nie pamietasz oryginału? Nie wiem czy czytałaś

Czytałam, ale w 2007 roku, a komentarz na Lubimy Czytać mam tylko na kilka linijek, więc już ta treść gdzieś tam we mnie tak mocno nie siedzi. ;)

 

A co do różnych adaptacji to żadnej nie znam, bo nie oglądałam nic takiego, więc jedynie ten oryginał sprzed wielu, wielu lat. ;)

 

 Spójrz na klasyczne bajki Disneya: Kopciuszka, Piękną i bestię, Calineczkę, Piotrusia Pana – to są wersje mocno ugrzecznione względem oryginału

Zgadzam się z tym, zwłaszcza że dla dzieci co i rusz powstają kolejne wersje znanych bajek, nie tylko Disneya. Wystarczy zobaczyć, ile drukują takich „Kopciuszków” czy „Królewien Śnieżek”. A wszystko ma z oryginałem wspólny tylko schemat. Czytałam kilka oryginalnych baśni online, a tak to pewnie kilkanaście przeróbek jako dziecko. Jakoś „Opowieść…” nie jest aż tak znana, a przynajmniej ja nie kojarzę jej wersji w formie dla dzieci. Pewnie jakieś są, nie natknęłam się. ;)

 

 

 

 

Lubię Opowieść Wigilijną, a to opowiadanie w jakiś sposób zgrabnie przejęło/utrzymało klimat oryginału. Ciekawy pomysł. Dla mnie puenta jest jasna. Nie ma dla faceta nadziei, bo nic go nie rusza, więc ostatni Duch go “sprzątnął”… Może nijak się to ma do świątecznego wybaczania, ale uprzedzałeś, że optymistycznie nie będzie.

Edit: Tytuł sympatyczny!

Hej!

 

@OG

 

miała być dedykacja :( :( :( 

Zapomniałem o tym:) Zaraz poprawię :)

 

Nie wiem, czy to zamierzone? Jest jednocześnie trudny i gruby i to taka gra słów? Jeśli nie, to lepiej jednak trudny 

Zamierzone, ale nie chodzi o grę słów, ale o naturalność wypowiedzi.

 

@Ananke

 

Jakoś „Opowieść…” nie jest aż tak znana, a przynajmniej ja nie kojarzę jej wersji w formie dla dzieci. Pewnie jakieś są, nie natknęłam się. ;)

Są i jest ich sporo. Zarówno animowane jak i w formie filmów familijnych – u nas może AŻ tak znana nie jest, jednak to jest Dickens i podejrzewam, że w Anglii zna ją każde dziecko. Choć mogę się mylić :)

 

@Zanadra

 

Dla mnie puenta jest jasna.

Pisząc puentę, konstruuję ja pod mój sposób myślenia (zazwyczaj) i dla innych może być to cieżkostrawne. Zdaję sobie sprawę z tego, że interpretacji może być wiele, moja jest jedna, Waszych może być mnóstwo – nie zamysł autora jest tutaj jednak ważny w ostatecznym rozrachunku, ale to, jak czytelnik ten tekst odebrał. Twoja interpretacja tylko nieznacznie pokrywa się z moim zamysłem, co wcale nie oznacza, że Twoja jest błędna. Cieszy mnie, że każdy znajduje takie rozwiązanie, jakie uważa za stosowne :) To nie jest matematyka w końcu ;)

 

Dzięki za wizytę OG i MG, i Tobie za rewizytę OMG Ananke ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Ciekawy jestem, ilu egocentrycznych typów udało się zmienić przy pomocy wizji z dzieciństwa, oddziałów szpitalnych i rodzinnych świąt… Strategię z góry oceniam jako wysoce nieskuteczną.

Generalnie podobało mi się. Dałeś radę rozbudzić moją ciekawość, kim są główni bohaterowie, zaskoczyłeś i usatysfakcjonowałeś zakończeniem, tylko mam wrażenie, że poprzez skondensowanie opowieści w niewielkiej ilości znaków nad pewnymi rzeczami musiałeś przeskakiwać i trochę za dużo streszczasz.

No i miejmy nadzieję, że ponura wizja przyszłych świąt nie wymknie się poza granice tego opowiadania!

“Penis bombki strzelił” daje radę, ale “Grosza daj Krokusowi” to nie wiem, gdzie tutaj szukać.

Pozdrawiam :)

Powiało świeżością, choć czerpałeś z historii już kiedyś opowiedzianej. Twoje spojrzenie na sprawę okazało się na tyle nowe i uwspółcześnione, że pozostała we mnie wielka obawa co do przyszłości.

 

– Mó­wi­łem ci, że gość jest cięż­ki. -> Raczej: – Mó­wi­łem ci, że gość jest trudny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

OS,

 

Zamierzone, ale nie chodzi o grę słów, ale o naturalność wypowiedzi.

Tylko, czy sam fakt potocyzmu ma oznaczać naturalność wypowiedzi? :P

 

Dzięki za dedykację xD xD

Yo!

 

@Amon

 

Ciekawy jestem, ilu egocentrycznych typów udało się zmienić przy pomocy wizji z dzieciństwa, oddziałów szpitalnych i rodzinnych świąt… Strategię z góry oceniam jako wysoce nieskuteczną.

Podejrzewam, że w rzeczywistości skończyłoby się co najwyżej na psychoterapeucie albo/i prochach :)

 

trochę za dużo streszczasz.

To jeden z moich głównych problemów. Wiem, jak sam podchodzę do długich tekstów na forum (czyli rzadko i niechętnie)|, i ekstrapolując moje zwyczaje na innych użyszkodników, staram się streszczać, żeby nie zanudzić. Może to zła taktyka, ale moje próby walki z tym przyzwyczajeniem kończą się za każdym razem klęską.

 

“Penis bombki strzelił” daje radę, ale “Grosza daj Krokusowi” to nie wiem, gdzie tutaj szukać.

Krokus dostał grosza i strzelił penisem bombki, ot, cała zagadka ;)

 

@Reg

 

Cieszę się, że wpadłaś :) I tylko to jedno wyłapałaś? Nie wiem czy mogę być z siebie dumny, czy mam się bać :) Skoro i Ty, i OldGuard mi to wytknęłyście, to poprawię, choć wbrew sobie – dla mnie bardziej naturalnym jest (pomimo niepoprawności) “ciężki”, tak jak można powiedzieć na przykład “ten pacjent to ciężki przypadek”. Ale dobra, niech Wam będzie :)

 

@OG

 

Ju, już poprawiam, geeez – jak rozumiem, w tekście dedykowanym Tobie nie chcesz, żeby znalazły się jakieś błędy językowe i takie tam? Hmmm, zanotować – dobrą taktyką jest dedykowanie tekstu komuś, wówczas ten ktoś przeczyta uważniej i podciągnie wszystkie niedociągnięcia ;)

 

Dziękuję za wizytę i komentarze

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

No to jestem z siebie dumny :) Podlinkowany materiał rozwiał moje wątpliwości. Dzięki, Reg :)

Known some call is air am

Bardzo się cieszę, Outto, że pozwoliłeś się przekonać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Outta, 

 

dokładnie tak :P a na żywo jestem jeszcze gorsza ^^

 

A tak serio, to przed laty trafiłam na kogoś a’la Reg, kto tłukł mi “ciężko to nie trudno” i teraz wszędzie mnie to razi. Niestety, potem to widać i słychać wszędzie :/

Ja jestem w stanie podczas rozmowy wybaczyć prawie wszystko, ale jak ktoś używa “bynajmniej” jako synonimu “przynajmniej” to szlag mnie mało nie trafia :) No i już poprawiłem to “ciężki” – teraz będę pamiętał, a jak znów zapomnę, to pewnie przybędzie OldGuard, albo jakaś inna straż chroniąca postronnych i mnie zruga ;)

 

Known some call is air am

Czuję się zobowiązana do czytania wszystkich Twoich przyszłych tekstów – bynajmniej pod kątem wyrzucania z nich “ciężkich” przysłówków :P

Możesz też pójść w retrospektywę i przeczytać stare teksty. Wiesz, tam w przedmowach mogą nagle się pojawić jakieś dedykacje:P:P

Known some call is air am

Sam chciałeś – rozpoczynam OG-spam i ruszam na łowy :P

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Dzięki, Anet :)

Known some call is air am

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, hej, hej!

Dziękuję Ci, Outta, za udział w krokusie (nawet jeśli wyautowałeś się z niego przez nieczytanie sąsiadujących tekstów xP)!

Poniższy komentarz jest pisany jeszcze przed wstawieniem obrazka jurorsko-konkursowego :)

Ciekawie wybrnąłeś z mojego wymarzonego hasła przewodniego, choć jest to trochę na doczepkę, bo o sam sknera jest bardzo w tle. Motyw świąteczny ujęty nie dosłownie, ale według znaczenia potocznego, więc na plus. No i same Święta są!

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to nieco mi się mieszali, całość zarysowana szybkimi pociągnięciami pędzla, ale zabrakło dodania trochę cieni ;)

Technicznie wykonane spoko, ale jeśli chodzi o przejrzystość tekstu, to mam już gorzej.

A idzie za tym klimat z przymrużeniem oka, z gorzką pigułką czasów obecnych. To akurat wyszło Ci bardzo dobrze.

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dzięki, Krokusie. Niestety życie mnie dopadło i ostatni miesiąc raczej słaby był, jeśli chodzi o moją bytność na forum. Fajnie, że zorganizowaliście ten konkurs, a hasło na doczepkę rzeczywiście jest na doczepkę, rozwodnilo treść i skierowało uwagę czytelników na kierunek, który był tylko dodatkiem. Zdawałem sobie sprawę jaki będzie odbiór już w czasie pisania, więc nie ma tu czego bronić, Twój komentarz jest celny i wyczerpuje temat. Tylko z tym mieszaniem się postaci nie kumam, bo są tylko dwie, które prowadzą dialog, ale spoko, nie mam zamiaru negować Twoich wrażeń z lektury. Pozdro serdeczne – Q

Known some call is air am

Tylko z tym mieszaniem się postaci nie kumam, bo są tylko dwie, które prowadzą dialog

Trzeci z towarzyszy, którego postać skryta była pod fałdami obszernej szaty

Chyba sam fakt wprowadzenia trzeciej postaci, której wtrącenie się do dialogu, nawet jeśli nie następuje, wisi jak miecz Damoklesa – to mnie chyba zestresowało xP

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nowa Fantastyka