- Opowiadanie: Paremia - Mój emizator

Mój emizator

Jejku, to moje pierwsze opowiadanie tutaj i chyba trochę się stresuje...

Mój emizator napisałam dokładnie rok temu i chyba dopiero teraz czuje się gotowa aby opublikować go i poddać ocenie.

Fajnie byłoby usłyszeć jakieś komentarze krytyki, chciałabym wiedzieć co mogę poprawić w tym i przyszłych tekstach :)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Mój emizator

– Chciałbym, żeby pan wiedział, że naprawdę staraliśmy się zrobić wszystko co w naszej mocy – doktor wzdycha, a jego emizator błyska szarym światłem. Wyświetla znak odwróconego półokręgu i aż cztery wklęsłe kropki a ja odczytuję, że jest bardzo smutny. W odpowiedzi śle podobny zestaw znaków, bo wiem co zaraz usłyszę. – Ale choroba jest już w zaawansowanym stadium. Co prawda moglibyśmy spróbować powtórzyć ostatnią dawkę, ale mam obawy, że to by tylko osłabiło pański organizm i przyspieszyło cały proces.  

 

– A więc – Spostrzegam, że mój emizator zaczyna drgać i zmienia kolor na niebieski. Szybko resetuje ustawienia i za chwilę staje się biały.  

 

– A więc – powtarzam. – Ile czasu mi zostało?  

 

– Tydzień, może dwa.  

 

Nie odpowiadam. Słyszę, jak deszcz uderza o poddasze gabinetu a następnie głośno spływa rozpadającą się rynną. Emizator doktora wysyła współczującą falę, odbieram ją i zapisuję w systemie. Dociera do mnie cała gama znaków wyrażająca wiele emocji, od żalu po szacunek i podziw dla mojej odwagi.  

W czasie, gdy lekarz uaktualnia moje dane w karcie pacjenta, spoglądam na jego twarz. Zwykle tego nie robię, zwykle unikam patrzenia w oczy, dziś jednak wszystko przebiega inaczej. To mężczyzna w średnim wieku, na jego łysym czole przecierają się solidne kanały zmarszczek. Nos utrzymuje parę ciężkich, podwójnych szkieł, a kitel najbliżej brody nosi serowe znamiona ostatniej kolacji. I mimo, że jego emizator wciąż drga, wysyła sygnały i miga kolorami, jego twarz pozostaje obojętna. Bez wyrazu. Jak zawsze.  

Deszcz przestał padać, ulice wypełniły się ludźmi. Nieśpiesznie omijam kałuże, a moje spojrzenie błądzi między stolikami restauracji. Następnie jest park, plac zabaw i kino plenerowe. A wśród szmeru rozmów żaden głos nie wyróżnia się ponad inne, żadnego śmiechu, żadnego krzyku czy płaczu. Tak właśnie działają emizatory, wyłączają to co niepotrzebne. Dwie kobiety siedzą na ławce, ukryte w cieniu różowej parasolki prowadzą rozmowę. Z ich prostych twarzy nie można wyczytać wiele więcej niż to, że jedna z nich na pewno się dziś nie wysypała a druga zdecydowanie lubi przesadzić z makijażem. A jednak ekrany przed nimi buchają ekspresją żywych barw. Żółty, zielony mieszają się z ostrym fioletem. Podekscytowanie a nawet dezaprobata stają się łatwe w odbiorze nawet dla starszych modeli. Zastanawiam się, może chodzi o jakieś ważne wydarzenie jak ślub czy narodziny dziecka. Nie chcę być jednak posądzony o podsłuchiwanie więc szybko odchodzę.  

Oczywiście przez cały ten czas myślę też o chorobie i o tym, że z całą pewnością niebawem umrę. Ale mój emizator sprawia, że nie czuje strachu. Nie czuję go też wchodząc do windy ani w momencie, gdy drastycznie zatrzymuje się między siódmym a ósmym piętrem. Światło gaśnie. Pozostaje jedynie zielona poświata znaku ewakuacji wskazującego jedyne wyjście jakim są rozsuwane drzwi, teraz zamknięte.  

Nie mieszkam w najnowszej kamienicy, to historyczny blok, winda nosi znamiona naboi pozostawionych tu od czasu wojny. Można więc uznać, że jej popsucie się było tylko kwestią czasu. Szkoda, że wypadło akurat dziś, ze mną w środku. I tą dziewczyną.  

Widzę ją stojącą obok. Jej ramiona drżą, a ona uderza we wszystkie przyciski naraz. Ale ja wiem, że to na nic. Nie uruchomi ich, dopóki ktoś nie otworzy nam z zewnątrz. Dlatego wyciągam telefon, moja nadzieja na wezwanie szybkiej pomocy. Chwila potrzebna na uruchomienie szarego ekranu tylko po to, aby ujrzeć rysunek rozładowanej baterii a za nim ponowne zamknięcie systemu.  

 

– Hej, ty – mówię do dziewczyny. – Możesz po kogoś zadzwonić?  

 

Odwraca się w moją stronę. Dopiero wtedy widzę, że jej twarz jest czerwona od łez a policzki spuchnięte. Nie rozumiem tego, nikt już tak nie wyraża smutku. Dostrzegam jednak jeszcze coś – nigdzie nie ma jej emizatora!  

Kiedyś tylko spotkałem kogoś takiego, w metrze, gdy jak zwykle spóźniony spieszyłem na uczelnie. Siedział tam bezdomny, sądząc po ubiorze. Na przemian krzyczał i wybuchał śmiechem. Mówił różne, dziwne rzeczy. Kiedy go wyprowadzali twierdził, że jest jednym z ostatnich „prawdziwych ludzi”. Cokolwiek to mogło oznaczać. Od tej pory jednak mam świadomość, ile tak naprawdę zawdzięczamy emizatorom, myślę, że bez nich wszyscy, prędzej czy później popadają w szaleństwo.  

Dziewczyna patrzy na mnie, jej oddech powoli zwalnia, twarz nabiera rumieńców. Zawstydzony odwracam wzrok, a ona nadal spogląda w moje oczy. Czy nikt jej nie nauczył, że to niekulturalne? Wysyłam znaki. Dezaprobatę, zgorszenie jej postawą i zniecierpliwienie. A ona, choć nadal na mnie patrzy i widzi pulsujący ekran to milczy.  

Jest jak zamknięta książka z tekturą zamiast okładki. Aż w końcu, po chwili nie wiem jak długiej – odzywa się:  

 

– Ja nie mam telefonu…  

 

Wstrzymuje oddech, kieruje strumień i wysyłam sygnał zaskoczenia i rezygnacji. Jednak zamiast tego on zaczyna pulsować czerwienią! Wysyła znaki, których nie nadaje! Złość, frustracja, oskarżenie. Emizator pracuje na pełnych obrotach, czuje na twarzy ciepło, które wytwarza! I znowu muszę go zrestartować, tak jak ostatnio – biel i obojętność.  

Spoglądam na dziewczynę, zastanawiam się czy w ogóle dotarło do niej cokolwiek z tego co przed chwilą się wydarzyło. Ona jednak stoi, nadal wpatrzona w moją twarz. Dochodzę do wniosku, że wysyłanie jakichkolwiek sygnałów w jej stronę nie będzie miało znaczenia.  

Zostaje więc w jasnej obojętności i osuwam się na podłogę, przygotowany na długie godziny oczekiwania. Chwila wahania i nieznajoma postępują za moim przykładem.  

Tak więc siedzimy, ja i ona. Oświetleni bladą poświatą mojego emizatora. Po dwóch różnych stronach windy, oparci o ścianę i zwróceni do siebie twarzami. Długo jednak nie potrafię znieść tego milczenia.  

 

– Gdzie twój emizator – pytam poprawiając kapelusz. – Zepsuł się? Ktoś go ukradł?

 

A ona podnosi wzrok i ponownie patrzy prosto na mnie. Nie na błyszczący ekran, który generuje wszystkie znaki i udziela wręcz bezbłędnej odpowiedzi, lecz na mnie! I choć bardzo tego nie chce, bo uczono mnie, że tak nie wypada, że to zbyt nachalne, to nasze spojrzenia krzyżują się. Jej żywe, kryształowe oczy i moje, wyblakłe.  

 

– Nie – kiwa głową. – Ja go nigdy nie miałam… nie każdy ma na to pieniądze.  

 

Choć tego głośno nie wypowiadam to jestem zdziwiony. Już dawno uznałem, że emizator to coś tak podstawowego jak telefon czy buty. Nie sądziłem, że są jeszcze ludzie, których na to nie stać. Przez chwilę zastanawiam się czy wysłać sygnał współczucia, ale dochodzę do wniosku, że ona i tak go nie odczyta. Myślę więc jak poprowadzić te rozmowę dalej i przypominam sobie czym jeszcze zaskoczyła mnie nieznajoma.  

 

– Wcześniej, gdy winda się zatrzymała… i teraz, dlaczego płaczesz?  

 

– Klaustrofobia – odpowiada a jej ramiona drżą w rytm szlochania. – To mała przestrzeń, bardzo wysoko i jest tak mało światła.

 

Nie wiem, jak jej pomóc. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Zamiast tego wykorzystuje okazje, że znów na mnie spogląda i posyłam jej serię pocieszających znaków a nawet jeden mały uśmiech. A ona naraz wybucha jeszcze większym płaczem. Szybko orientuje się, dlaczego – mój emizator ewidentne się psuje. To co jej pokazałem nie miało nic wspólnego z pocieszeniem! Z żółtego ekranu wylała się wręcz fala strachu, krzyku i niepewności! Znowu go restartuje – biała obojętność. Biała obojętność! BIAŁA OBOJĘTNOŚĆ!

 

Nie działa.  

 

Ekran szaleje. Nie mam nad nim kontroli, jedyne co mogę zrobić to go wyłączyć. I tak zapadamy się w ciemności.  

 

Mijają minuty, może nawet godziny. Nikt nic nie mówi, pozostaje jedynie wsłuchiwać się w echo klatki schodowej i mieć nadzieje, że ktoś zaraz przybędzie nam z pomocą.  

Nagle odczuwam coś dziwnego, bez wątpienia dziewczyna również, bo jej oddech przyspiesza. My się kołyszemy! Winda zaczęła się ruszać, skrzypi pod naszym ciężarem. Przeciągły pisk rozchodzi się od góry aż po bokach. I trzask! Nie wiem co się dzieje. Dziewczyna wpada w panikę. Krzyczy i płacze. Stara się wywarzyć drzwi, ale to wszystko jest bezcelowe. Pragnę pozbierać myśli, przymykam powieki i widzę ją, te same oczy, które zdążyłem już tak dobrze poznać. Mam wrażenie, że nigdy nie widziałem podobnych, tak błyszczących i pełnych kolorów. I oto napływa do mnie nowa idea – chce jej pomóc. Ciągnę za kabel umocowany w mojej głowie i z cichym kliknięciem odpinam małe pudełeczko.  

Następnie wykorzystuje ciemność, ostrożnie podchodzę do dziewczyny i odgarniam jej włosy zza ucha. Nim zdąży zaprotestować urządzenie jest już podpięte do jej mózgu. To mała cześć emizatora działająca niezależnie od ekranu, odpowiada za wyciszenie emocji. Powoli słyszę jak nieznajoma się uspokaja. Ustaje płacz. Teraz stoi, pewnie zupełnie nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji, ale przynajmniej już się nie boi.  

Biorę głęboki wdech. To pierwszy raz, gdy jestem zupełnie odpięty od emizatora. Naciera na mnie fala nieznanych mi uczuć. Są jak zimna woda, rozchodzą się po całym ciele powodując nieprzyjemne dreszcze. Mój żołądek wiruje, dłonie się pocą a nogi są lżejsze niż kiedykolwiek. I choć nigdy tego nie doświadczyłem tak dzięki książkom i wiedzy przekazywanej przez starszych wiem, że to strach. Lęk, panika, obłęd! Bardzo się boje, jestem nieuleczalnie chory, zamknięty w rozchwianej windzie bez wyjścia!  

 

Świst, coś dużego obsuwa się na sufit.  

 

Jest coś jeszcze, to dziwne, rzadkie uczucie. Co się stanie z tą dziewczyną? Z jej kolorowymi oczami. Gdy o niej myślę to naraz czuje napięcie i beztroskie łaskotanie, jakbym chodził boso po ziarenkach piasku na brzegu morza.  

 

Szczęk i stukot metalu.  

 

Chce płakać i płaczę. Ale przez te łzy również się śmieje. To trochę tak jakbym właśnie umierał a jednocześnie żył bardziej niż kiedykolwiek.  

 

Gwizd.  

 

Każde mrugnięcie, każde wspomnienie. Wszystko jest białe aż do tej chwili. Bo tutaj tonę w kolorach!  

Szarpnięcie i głośne uderzenie. I spadamy. Emizator odbija się od podłogi, wstrząs uruchamia ekran.  

W bladym świetle dostrzegam jej oczy, już nie widzę w nich barw i błysku.

 

Są obojętne. 

Koniec

Komentarze

doktor wzdycha a jego emizator błyska szarym światłem

Doktor wzdycha, a jego emizator…

 

A więc – spostrzegam, że mój emizator zaczyna drgać i zmienia kolor na niebieski. Szybko resetuje ustawienia i za chwilę staje się biały.  

 

– A więc – powtarzam. – Ile czasu mi zostało?  

Spostrzegam z dużej litery – bo nie jest to wykonane paszczą

powtarzam – pozostaje z małej, bo jest wykonane paszczą

Opowiadania – poradniki –> tam znajdziesz, jak zapisać dialogi (sama się z tego uczyłam)

https://www.fantastyka.pl/loza/14

 

Nie odpowiadam. Słyszę, jak deszcz uderza o poddasze gabinetu a następnie głośno spływa  

rozpadającą się rynną.

Dlaczego odstęp po “spływa”?

 

odbieram ją i zapisuje w systemie

odbieram ją i zapisuję w systemie

 

Podekscytowanie a może nawet dezaprobata stają się łatwe w odbiorze nawet dla starszych modeli.

Wydaje mi się, że “może” jest tu zbędne. Brakuje przecinków.

 

Nie chce być jednak posądzony o podsłuchiwanie więc szybko odchodzę.  

Nie chcę być…

 

Bardzo ciekawe opowiadanie. Podobało mi się i ciężko mi było się od niego oderwać. Gratuluję pomysłu. Trzeba jednak całość sprawdzić, poprawić błędy, dodać przecinki… Podałam ci kilka przykładów, ale tego jest więcej. Fabuła super!

doktor wzdycha(+,) a jego emizator błyska szarym światłem.

Wyświetla znak odwróconego półokręgu i aż cztery wklęsłe kropki(+,) a ja odczytuję, że jest bardzo smutny.

Przecinków brak więcej. Sama znajdziesz takie miejsca, gdy poszukasz. Edytuj tekst, żeby następni czytający nie mieli wrażenia, że nic Cię to nie obchodzi.

kitl<--kitel

Niestety jest bardzo dużo baboli interpunkcyjnych i zmniejsza to przyjemność czytania. 

Miś lubi takie krótkie teksty i ciekawe pomysły. Popraw wstawiając przecinki i ogonki, gdzie brakuje. Będzie dobrze. 

 

Ciekawy pomysł, myślę, że warty głębszej refleksji.. Jak taki emizator miałby dokładnie działać? Wycisza wszystkie emocje, czy tylko niektóre? I w jakim stopniu? Jeśli wszystkie, to skąd ludzie wiedzą jak się zachować? Ważnym elementem funkcjonowania w społeczeństwie jest wstyd (forma strachu), który hamuje przed robieniem rzeczy nieakceptowalnych i źle widzianych przez innych. Jeśli mowa o wyciszaniu emocji, to moim zdaniem nie można ominąć tematu osobowości psychopatycznej, ona niby ma dużo różnych objawów, ale wszystkie są wynikiem jednej cechy – właśnie nieodczuwania emocji. Takie osoby nie są w stanie kontrolować własnego zachowania, bo nie widzą żadnego powodu, by to robić (brak strachu). Poza tym przez brak emocji im się nudzi, często popełniają przestępstwa i ciężkie zbrodnie, nigdy pod wpływem uczuć, zawsze dlatego, bo na zimno uznali, że powinni to zrobić, albo że się opłaca, albo zwyczajnie dla zabawy. Skoro posiadanie emocji chroni nas przed byciem szkodliwymi dla społeczeństwa, to po co je wyciszać i to jeszcze w całości populacji? Dlaczego ludzie nie mieliby pod wpływem emizatora stać się skrajnymi egoistami, którzy masowo giną przez nieostrożną, zbyt szybką jazdę i nie dbają o dzieci?

A i tekst ładnie napisany, chociaż przez błędy na początku myślałem, że będzie gorzej.

Bardzo dziękuje wszystkim za komentarze i uwagi względem błędów! Biorę się za poprawianie heart

 

 

Siemka! Na starcie zaznaczam że nie umiem pisać komentarzy.

Ciekawie opowiadanie. Fajnie się czytało i nakłaniało do refleksji.

Tylko jesteś pewna że to opowiadanie a nie short?

Spodobało mi się wątek z emizatorami, choć ciężko zrozumieć jak do końca działają.

Brakowało mi pierdołowej informacji o tym, na co choruje protagonista.

Fajne zdanie kończące historię.

Ego sum molem

Hej, przeczytałam. :) EvilMorty zadaje bardzo ciekawe pytania. Nie do końca rozumiem też zasadę działania emizatorów – skoro wygłuszają w człowieku emocje, to skąd wiedzą, jakie emocje mają “wyświetlać"? Rozumiem, że niejako je na siebie przejmują, w jakimś bardzo, ale to bardzo szybkim tempie – wręcz nieprawdopodobnie szybkim. ;)

 

Po drugie – skoro ludzie nie odczuwają emocji, to skąd wiedzą, co oznaczają poszczególne kolory, tzn. jak mają rozumieć wypowiadane słowa w połączeniu z poszczególnymi kolorami? I jaki jest sens w ogóle o czymś opowiadać, skoro rozmówca niczego nie “poczuje”? Nie jestem pewna, czy społeczeństwo zrobiłoby sobie coś takiego, no, ale, taki motyw już się zdarzał.

Można to zapewne wyjaśnić tym, że nie mają tych emizatorów od urodzenia, więc zdążyli emocji “posmakować” – ale po wielu latach takie wspomnienia uległyby zatarciu. A zresztą:

I choć nigdy tego nie doświadczyłem tak dzięki książkom i wiedzy przekazywanej przez starszych wiem, że to strach. Lęk, panika, obłęd!

Trochę nieprawdopodobne, chyba że miał to od niemowlęctwa…?

 

Popatrz np. na to:

A jednak ekrany przed nimi buchają ekspresją żywych barw. Żółty, zielony mieszają się z ostrym fioletem. Podekscytowanie a nawet dezaprobata stają się łatwe w odbiorze (…) Zastanawiam się, może chodzi o jakieś ważne wydarzenie

No więc, skoro ludzie nie czują emocji (są one wyciszane), to skąd wiedzą, że dane wydarzenie jest ważne? Bo taka jest konwencja, pamięć o zamierzchłych czasach, bo tak wypada sądzić…? Biorą to na logikę? Niby możliwe, ale jednak dostrzegam w tym jakąś sprzeczność.

 

Jak na swoje 19 lat (bo wybacz, ale to mało ;)) masz całkiem ładny styl, obyło się np. bez rażącej ekspozycji, jest kilka szczegółów, które działają na wyobraźnię. Nie wiem za bardzo, po co ten wątek choroby – jest nieprawdopodobny (chłopak jest młody, porusza się samodzielnie, nie musi nawet leżeć w szpitalu – a za tydzień ma być martwy…?) i taki trochę na siłę, żeby nad bohaterem uronić łezkę. Moim zdaniem bez tej choroby byłoby lepiej.

Są literówki i inne najróżniejsze błędziki, nawet jeden ortograficzny…

 

Stara się wywarzyć drzwi

!!!

 

Bardzo się boje

 

zamknięty w rozchwianej windzie bez wyjścia!

Jakim cudem była rozchwiana…? Windy z reguły się nie chwieją.

 

Ale osobiście uważam, że masz potencjał – próbuj dalej. ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Nikaszko masz rację, po czasie jak czytam ten tekst to sama widzę sporo rzeczy, które nie są do końca właściwie wyjaśnione i też takie, których w sumie mogłoby nie być. I tak, rzeczywiście bardziej to pasuje do shorta.

Dzięki za komentarz i czas poświęcony na czytanie :D

 

DHBW bardzo bardzo dziękuje za tyle cennych uwag względem samej treści i logiki tekstu. Naprawdę dopiero teraz dostrzegam tak wiele nieścisłości, które wcześniej jakoś zupełnie mi umknęły :) Na pewno będę jeszcze pracować i tworzyć nowe opowiadania i mam nadzieję, że z każdym kolejnym będzie lepiej.

 

I jeszcze raz naprawdę dzięki wszystkim za każdy komentarz bo to naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy i pozwala wyciągnąć jak najwięcej wniosków.

 

I tak, EvilMorty to rzeczywiście są bardzo dobre pytania, ehhh żałuję, że w ogóle o tym wszystkim nie pomyślałam przed napisaniem tego tekstu… Ale wiem nad czym pracować i na przyszłość na pewno poświęcę więcej uwagi wcześniejszemu planowaniu i logice w świecie :))

Osobliwe opowiadanie o osobliwym urządzeniu.

Nie bardzo umiem imaginować sobie ludzi pozbawionych uczuć – wszak w ogromnym stopniu uczucia stanowią o nas. A Twój bohater zachowuje stoicki spokój nawet w obliczu rychłej śmierci. Wyjątkowe dla chłopaka okazuje się spotkanie z dziewczyną, która nie ma emizatora, zachowuje się normalnie i część jej odczuć jakby przenika do niego, otwiera mu oczy.

Jeśli dobrze zrozumiałam, całą sprawę zakończyło urwanie się windy.

Wykonanie, co stwierdzam za smutkiem, znalazłam dość niechlujne. Przypuszczam, że po wrzuceniu opowiadania nie przeczytałaś go, bo inaczej wyłapałabyś wszystkie drobne bo drobne, ale jednak niedociągnięcia, doskonale utrudniające lekturę.

Mam wrażenie, Paremio, że przyda Ci się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17. Zajrzyj też tutaj: Portal dla żółtodziobów.

 

– Chciał­bym, żeby pan wie­dział, że na­praw­dę sta­ra­li­śmy się zro­bić wszyst­ko co w na­szej mocy – dok­tor wzdy­cha, a jego emi­za­tor bły­ska sza­rym świa­tłem. → – Chciał­bym, żeby pan wie­dział, że na­praw­dę sta­ra­li­śmy się zro­bić wszyst­ko co w na­szej mocy.Dok­tor wzdy­cha, a jego emi­za­tor bły­ska sza­rym świa­tłem.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

Sły­szę, jak deszcz ude­rza o pod­da­sze ga­bi­ne­tu… → Poddasze to pomieszczenie pod dachem. Obawiam się, że deszcz może uderzać o dach, nie o poddasze.

 

gdy dra­stycz­nie za­trzy­mu­je się mię­dzy siód­mym a ósmym pię­trem. → Na czym polega drastyczność zatrzymania się windy?

A może miało być: …gdy gwałtownie/ nagle za­trzy­mu­je się mię­dzy siód­mym a ósmym pię­trem.

 

Po­zo­sta­je je­dy­nie zie­lo­na po­świa­ta znaku ewa­ku­acji wska­zu­ją­ce­go je­dy­ne wyj­ście… → Nie brzmi to najlepiej.

 

ze mną w środ­ku. I dziew­czy­ną.  

Widzę sto­ją­cą obok. Jej ra­mio­na drżą, a ona ude­rza we wszyst­kie przy­ci­ski naraz. Ale ja wiem… → Nadmiar zaimków.

 

spie­szy­łem na uczel­nie. → Literówka.

 

twarz na­bie­ra ru­mień­ców. → Wcześniej napisałeś: …jej twarz jest czer­wo­na od łez… –> Czy na twarzy czerwonej od płaczu można dostrzec rumieńce?

 

Wstrzy­mu­je od­dech, kie­ru­je stru­mień i wy­sy­łam sy­gnał… → Literówki.

 

czuje na twa­rzy cie­pło… → Literówka.

 

I choć bar­dzo tego nie chce… → Literówka.

 

jak po­pro­wa­dzić te roz­mo­wę dalej… → Literówka.

 

Za­miast tego wy­ko­rzy­stu­je oka­zje… → Literówki.

 

Szyb­ko orien­tu­je się, dla­cze­go… → Literówka.

 

Stara się wy­wa­rzyć drzwi→ Stara się wy­wa­żyć drzwi

Sprawdź znaczenie słowa warzyć/ wywarzyć.

 

chce jej pomóc. → Literówka.

 

Bar­dzo się boje… → Literówka.

 

to naraz czuje na­pię­cie… → Literówki.

 

Chce pła­kać i pła­czę. → Literówka.

 

Ale przez te łzy rów­nież się śmie­je. → Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy pomysł, choć zgłoszone do niego wątpliwości popieram, ale wykonanie go kładzie: od niechlujności w zapisie (dużo form pierwszej osoby, które powinny mieć na końcu “ę” zapisane przez “e”), przez dziwaczne sformułowania jak to poniżej, po lekki chaos fabularny. Plus kompletnie niepotrzebne wydzielanie dialogów światłem (dodatkowym enterem).

 

winda nosi znamiona naboi pozostawionych tu od czasu wojny

Po pierwsze nie bardzo “nosi znamiona”, po drugie wychodzi na to, że w czasie wojny ktoś włożył do windy naboje i zapomniał o nich. A mam wrażenie, że nie to miałaś na myśli ;)

http://altronapoleone.home.blog

No, pomysł jest, i to fajny. Doszlifuj kwestie redakcyjno-stylistyczne, które ci wcześniejsi komentatorzy wskazali, a jak nic będzie biblioteczne.

Cześć!

 

Pomysł zacny, z potencjałem, ale wykonanie wymaga nieco poprawek. Nie licząc zgubionych ogonków, których większość już została wskazana, zabrakło trzech zdań pokazujących szerszy kontekst i przynajmniej jednego, które pozwoliłoby czytelnikowi zrozumieć twoją wizje urządzenia. Wiemy, że to nie telefon, ale czy to zakrywa twarz czy też jest jedynie małym pudełeczkiem? Trochę tego zabrakło i utrudniło odbiór sceny w windzie, bo momentami miałem wrażenie, że ten sprzęt facjatę zastępuje ;-)

Na przyszłość przydałaby się też beta.

 

Pozdrawiam!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Nowa Fantastyka