- Opowiadanie: Krokus - Dolina niewinnych

Dolina niewinnych

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Dolina niewinnych

Red za­ło­ży­ła maskę z fil­trem FFP3. Pod­czas mar­szu nie była po­trzeb­na, ale gdy tylko sta­wa­ła w miej­scu, do­ga­niał ją tuman pyłu.

Wy­cią­gnę­ła starą, zmię­tą mapę. Oprócz głów­nych szla­ków miała na niej za­zna­czo­ne też mniej­sze, nie­ofi­cjal­ne ścież­ki, sku­tecz­nie usu­nię­te ze wszyst­kich wer­sji elek­tro­nicz­nych. Okre­śli­ła swoją po­zy­cję.

Dokąd idziesz? – usły­sza­ła głos w gło­wie.

Ro­zej­rza­ła się ner­wo­wo do­oko­ła. Serce przy­spie­szy­ło rytm, ad­re­na­li­na ude­rzy­ła w skro­nie. Ni­ko­go nie zo­ba­czy­ła, ota­cza­ły ją tylko suche ki­ku­ty drzew. Ru­szy­ła dalej.

Tędy nie da się przejść…

Uważ­nie po­wio­dła wzro­kiem mię­dzy drze­wa­mi. Zo­ba­czy­ła wilka sto­ją­ce­go nie dalej jak dwa­dzie­ścia me­trów od niej. W ni­czym nie przy­po­mi­nał dum­ne­go wład­cy lasu – pył ob­le­pił sierść grubą war­stwą, co jed­nak nie zdo­ła­ło ukryć kości, które wy­raź­nie od­zna­cza­ły się pod fu­trem.

– Idę do osady na Ko­ziej Łącz­ce.

Odkąd wy­bu­do­wa­no ob­wod­ni­cę mia­sta, ukry­te w gó­rach sioło zo­sta­ło od­cię­te od dróg. Nikt się nie prze­jął kil­ko­ma cha­ta­mi za­miesz­ka­ny­mi przez star­ców; je­dy­nie Red za­opa­try­wa­ła miesz­kań­ców osady w wi­ta­mi­ny, le­kar­stwa i maski an­ty­smo­go­we – nie mogła zo­sta­wić babci i dziad­ka na pa­stwę losu.

La­wi­na za­ta­ra­so­wa­ła drogę przez Desz­czo­wą Do­li­nę. Przej­dziesz tylko przez Do­li­nę Łow­czych.

Red wpa­try­wa­ła się w oczy zwie­rzę­cia. Próż­no szu­ka­ła w nich dzi­kiej wol­no­ści, do­strze­ga­ła je­dy­nie re­zy­gna­cję. Żal ści­snął jej serce.

– Dzię­ku­ję – po­wie­dzia­ła.

Znów zer­k­nę­ła na mapę – za­pro­po­no­wa­na trasa była dłuż­sza o go­dzi­nę mar­szu. Chwi­lę roz­wa­ża­ła, czy można ufać wil­ko­wi. Chcia­ła jesz­cze raz spoj­rzeć mu w oczy, pod­nio­sła wzrok, ale zwie­rzę znik­nę­ło.

 

***

 

Gdy zo­ba­czy­ła Do­li­nę Łow­czych, nogi się pod nią ugię­ły. Pył spo­wi­jał wszyst­ko – od uschnię­tych pni drzew na sto­kach wschod­nich, przez go­ło­bo­rze na za­chod­nich, aż po trzy zie­ją­ce pust­ką niec­ki daw­nych sta­wów. Sta­nę­ła na kra­wę­dzi pierw­sze­go. Nie­gdyś w górę do­li­ny pro­wa­dzi­ły dwie drogi, oka­la­ją­ce zbior­ni­ki z obu stron.

Mo­żesz przejść środ­kiem, osu­wi­ska po­chło­nę­ły szla­ki po bo­kach – po­wie­dział głos w gło­wie dziew­czy­ny.

Wilk otarł się o no­gaw­kę Red. Sta­nął tuż obok i po­pa­trzył jej w oczy. Drgnę­ła na widok pust­ki w błę­kit­nych tę­czów­kach. Po­krę­ci­ła głową i oce­ni­ła sy­tu­ację – choć teren opa­dał stro­mo, wy­da­wa­ło się, że zwie­rzę ma rację i da radę przejść przez nie­gdy­siej­sze dno stawu.

Ostroż­nie opu­ści­ła nogę, zna­la­zła opar­cie na ka­mie­niu po­kry­tym war­stwą pyłu. Ze­szła ko­lej­ne dwa kroki. Stopą wy­ba­da­ła na­stęp­ną skałę, na któ­rej mo­gła­by oprzeć swój cię­żar, ale ta się osu­nę­ła. Red stra­ci­ła rów­no­wa­gę i razem z małą la­wi­ną ka­mie­ni i pyłu po­le­cia­ła w dół.

Za­trzy­ma­ła się na samym dnie le­jo­wa­tej niec­ki. Za­ci­ska­ła po­wie­ki, by kurz nie wpadł jej do oczu. Filtr w masce szyb­ko się za­pchał i Red z tru­dem ła­pa­ła po­wie­trze. Wie­dzia­ła, że nie może wpaść w pa­ni­kę, musi prze­stać się ru­szać, by pył opadł i mogła wziąć swo­bod­ny od­dech.

Po dłu­giej chwi­li, wy­peł­nio­nej roz­pacz­li­wy­mi wde­cha­mi, które le­d­wie da­wa­ły upra­gnio­ny tlen, wsta­ła i spró­bo­wa­ła otwo­rzyć oczy. Szara chmu­ra już nie­mal cał­ko­wi­cie opa­dła. Pierw­sze co zo­ba­czy­ła, to wilk sto­ją­cy po­wy­żej, na kra­wę­dzi za­głę­bie­nia. Spra­wiał wra­że­nie, jakby dum­nie wy­pi­nał pierś, choć Red zrzu­ci­ła to na karb per­spek­ty­wy.

Wsta­ła i ru­szy­ła dalej. Nogi za­pa­da­ły się w pyle po same kost­ki, a gdy zro­bi­ła kilka kro­ków w górę, grunt osu­nął się spod jej stóp. Po­now­nie mu­sia­ła od­cze­kać, by kurz opadł. Spró­bo­wa­ła jesz­cze raz, i jesz­cze. Za każ­dym razem zsu­wa­ła się w sza­rej chmu­rze. Usi­ło­wa­ła wbie­gać, ale to tylko wznie­ca­ło wię­cej pyłu, a i tak osta­tecz­nie lą­do­wa­ła na dnie niec­ki.

Sta­nę­ła bez­rad­nie i prze­tar­ła po­li­ki brud­ne od łza­wo-py­ło­wej mazi. Znów uj­rza­ła wilka. Pa­trzył z wy­so­ko­ści, tak jak król pa­trzy na ska­zań­ców. Red za­par­ło dech. Po bo­kach wilka sta­nął jesz­cze jeleń i niedź­wiedź. Pod za­ku­rzo­ny­mi fu­tra­mi od­zna­cza­ły się szkie­le­ty – znak, że przy­mie­ra­ły gło­dem, a mimo to ro­gacz sta­nął wśród dra­pież­ni­ków.

Pa­trz­cie, pa­trz­cie – usły­sza­ła w gło­wie, choć miała wra­że­nie, że głos do­szedł ją zza ple­ców. Od­wró­ci­ła się gwał­tow­nie.

Wi­dzi­cie? Ma uszy, sły­szy nas.

Na dru­gim brze­gu stały ko­lej­ne wy­nędz­nia­łe zwie­rzę­ta: sarna, zając, ryś, ko­zi­ca.

– Po­mo­cy – za­wo­ła­ła Red i zdję­ła maskę, łap­czy­wie chwy­ta­jąc po­wie­trze szyb­ki­mi od­de­cha­mi.

Pa­trz­cie, jakie ma wiel­kie oczy.

Zwie­rzę­ta wpa­try­wa­ły się w nią z góry. Dziew­czy­na wrza­snę­ła z bez­sil­no­ści.

Szcze­rzy swoje wiel­kie zęby.

Ja? – py­ta­ła przez łzy. – Ja nie…

To wy do tego do­pro­wa­dzi­li­ście!

– Ja po­ma­ga­łam…

Zgi­niesz tu.

– Nie, nie za­bi­jaj­cie mnie!

Nie za­bi­je­my cię. Za­bie­rze­my cię ze sobą.

– Ale… Je­stem nie­win­na! Nie­win­na!

Tutaj wszy­scy byli nie­win­ni.

Koniec

Komentarze

Cześć. Na początku byłem przekonany, że będzie Czerwony Kapturek postapo :) Fajna scenka. Natura, umierając, zabierze nas ze sobą do grobu…

W takim przypadku nawet leśniczy nie pomoże ;(

Smutna historia.

Smutne jest również i to, że ci którzy przejmują się ziemią, naturą i środowiskiem czytają takie bajeczki, a reszta nie czyta i ma w nosie;(

Dzień doberek, Krokusie. Tym razem wpadłem ja, w małym rewanżu za poprzednie party. A ja nigdy nie wchodzę na krzywy ryj ;) 

No to tak: 

Pierwsza kwestia – opowiadanie stylowo bardzo dobre. Wspominałem już o tym pod Twoim świątecznym tekstem, że pisać to Ty potrafisz. Nie będę więc się już więcej powtarzał. 

Historia – sięgnąłeś po dość klasyczne założenie Lasu. A takie jakie mi się one kojarzy to – niszczenie natury/ życia zwierząt, nieprzejmowanie się tym. To, że klasyczne nie upatruję tego jako złe. Bo morał wypływa, ale tak tylko zaznaczam. 

Podoba mi się fragment, oto taki: 

Widzicie? Ma uszy, słyszy nas.

Na drugim brzegu stały kolejne wynędzniałe zwierzęta: sarna, zając, ryś, kozica.

– Pomocy – zawołała Red i zdjęła maskę, łapczywie chwytając powietrze szybkimi oddechami.

Patrzcie, jakie ma wielkie oczy.

Zwierzęta wpatrywały się w nią z góry. Dziewczyna wrzasnęła z bezsilności.

Szczerzy swoje wielkie zęby.

-> Wiadomo do jakiej historii nawiązuje i takie coś jest zrobione tu świetnie. 

 

Nie podoba mi się natomiast ostatnie zdanie. To jeden z tekstów, który upatruję jako, hmmm “poważny”. A ostatnie zdanie wydaje się takim nie być. Wiesz z czym ono mi się kojarzy? Z takim prześmiewczym powiedzonkiem – O, a w pierdlu to sami niewinni siedzą, co? 

Właśnie z takim, więc pod koniec zaburzyło mi to powagę sytuacji ;) Zdaję sobie sprawę, że to dość subiektywne – ale każda opinia taką jest, więc walę jak zawsze prosto z mostu.

Ogółem – jest jednak dobrze. Na pewno bardziej podoba mi się, niż tekst świąteczny. 

Tak więc klik. 

Słowem zakończenia:

Obiecałem Alicelli, że nie będę zamieniał się w Venoma i straszył nim użytkowników pod tekstem. A zatem tego nie zrobię, o co to nie! 

 

EDIT:

Drive That Funky Soul! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Ładna wariacja na temat “Czerwonego Kapturka”. Faktycznie, można było podejść do konkursu i tak.

Mroczna końcówka, które wiele wnosi.

Mnie tam się tekst o niewinnych podobał. Bo co nam lasy zawiniły?

Babska logika rządzi!

Witajcie, Czytelnicy!

 

Dziękuję Wam za wizytę i zostawione komentarze, a teraz się do nich odniosę:

 

Łosiot,

Postapo może jeszcze nie, ale takie preapo, albo wtrakcieapo. A ciekawe w którym etapie akurat jesteśmy na tej naszej Ziemi.

Cieszę się, że się podobało!

I tak, natura jest bezwzględna i nawet będąc w agonii wypnie się gołym tyłkiem na naszą technologię i zabierze ze sobą.

 

Ambush,

Doraźnie leśniczy jeszcze by ją wyciągnął z tego dołu, ale na dłuższą metę, myślę, że jest pozamiatane.

No niestety, nie wrzuciłem tu żadnej nadziei. I wiem, że marna szansa na to, by dotarło do kogoś, kto ma to w tyłku :(

 

NearDeath,

W lodówce mam kilka specjałów przygotowanych na Twoją wizytę :)

A, dziękuję za pochwałę stylu – wciąż nad nim pracuję, ale dobrze, że idzie w dobrą stronę :)

To prawda, że nie szedłem w oryginalne ujęcie tematu lasu – jest tak, jak na pierwszą myśl sugeruje temat konkursu. Cieszy mnie natomiast, że nawiązanie do Czerwonego Kapturka oceniłeś pozytywnie, bo byłem bardzo ciekaw opinii właśnie na ten temat.

Wiesz z czym ono mi się kojarzy? Z takim prześmiewczym powiedzonkiem – O, a w pierdlu to sami niewinni siedzą, co? 

Muszę przyznać, że to ciekawe skojarzenie i nie przyszło mi wcześniej na myśl :D Raczej celowałem w fakt, że natura jest niewinna, ale też i nas, choć może indywidualnie niewinnych, to jednak zbiorowo pociągnie za sobą – nie ma jej, nie ma nas. Natomiast:

Zdaję sobie sprawę, że to dość subiektywne – ale każda opinia taką jest, więc walę jak zawsze prosto z mostu.

 

I chwała Ci za to!

Dzięki za klika i brak Venoma :P

 

Finklo,

Trochę chciałem przepisać tę historię i sprowadzić na ziemię. Wilk wciąż wiedzie na manowce, ale nie ma wycinania z brzucha żywych, a babcię zabije niedobór witaminy D.

I lasy, i zwierzęta nam nie zawiniły…

Dzięki za klika!

 

Nie podoba mi się natomiast ostatnie zdanie.

Mnie tam się tekst o niewinnych podobał.

Jak coś, to wyczilujcie, ja zrobię tę jajecznicę…

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Miś docenia pomysł i warsztat, ale smutne to. Niestety nie jest przyjemnie, gdy ktoś nam uświadamia, jacy jesteśmy en masse i co będzie, jeżeli się nie opamiętamy. 

W lodówce mam kilka specjałów przygotowanych na Twoją wizytę :)

→ I jeszcze w lodówce… Nie zasługuję na takiego Krokusa ;) 

 

Nie podoba mi się natomiast ostatnie zdanie. → NearDeath

Mnie tam się tekst o niewinnych podobał. → Finkla

Jak coś, to wyczilujcie, ja zrobię tę jajecznicę… → Krokus

→ Haha, no tego to się nie spodziewałem! Stary, rozwaliłeś. 

 

Serdeczne pozdro! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Smutne a jednak dobre, podobało mi się. Jest może zastosowany nieco zużyty motyw wspólnej odpowiedzialności, ale cóż, jest on adekwaty i skłania do małych rozważań – Prawda, swoimi akcjami przyczyniamy się do niszczenia planety i jeśli chcemy przestać to musimy porzucić nie tyle co nasze dotychczasowe zwyczaje, a zmienić całe nasze życie i technologicznie wrócić do roku ~1800, co w dzisiejszych czasach równa się prawie że powrotem do epoki kamienia łupanego. A nawet jeśli nam się uda, to i tak jest jeszcze kilka miliardów ludzi, którzy muszą zrobić to samo żeby nasza zmiana była faktycznie zauważalna. A jeśli zamiast porzucać cywilizację spróbujemy po prostu żyć eko, to i tak jesteśmy “tymi złymi” dla Zwierząt, przychodzimy od tych złych więc musimy być źli. Co hm, jest trochę prostacką logiką, ale postaci w opowiadaniu mają inny punkt widzenia więc już się nie będę rozpisywał na ten temat.

Więc podsumowując: albo porzucamy cywilizację i ostatnie kilkaset lat rozwoju technologicznego (i kulturowego jak nad tym pomyśleć), lub giniemy. Albo po prostu nie chodzimy do lasu, ale to wiąże się z de facto zabiciem dziadków, co jest bardzo niemoralne. O bosz, moralność w odniesieniu do poprzedniego akapitu aaaaa, już mi się nie chce XD. khe wracając do komentarza khe

Dobra robota, jak już powiedziałem historyjka może skłonić do rozważań, no i zawsze fajnie przeczytać nową reinterpretację Czerwonego Kapturka :)

 

Misiu,

Niestety nie znajdziesz tu nadziei, ani przyjemności. Cieszę się, że chociaż pomysł i warsztat przypadły do gustu :)

 

ND,

XD

 

Ed,

Potwierdzasz swe ciągotki do rozważań filozoficznych :) Na pewno znajdziesz na portalu sobie podobnych ;)

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, choć myślę, że nie zawsze zwierzęta uważają nas za tych złych. Mój pies ma zupełnie odmienne zdanie, szczególnie w porze karmienia :P Ale może przerażać wizja tego, że albo zmieniamy kompletnie swoje życie, albo z każdym kolejnym rokiem klarujemy wizję swojego końca.

Cieszę się, że choć smutne, to jednak się podobało i skłoniło do refleksji :)

 

Dzięki Wam za wizytę i zostawione komentarze!

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Tutaj tylko dla klaryfikacji powiem, że mówiąc „Zwierzęta” miałem na myśli postaci z tekstu, a nie zwierzęta jako ogół z prawdziwego życia, co zmienia trochę sens komentarza. Ale z Twoją wersją też się zgodzę, taka wizja jest straszna (do kolekcji z wieloma innymi rzeczami w ludzkim życiu)

Czerwony Kapturek w odsłonie postapo :) Podobało mi się. Trochę ją ten wilk zwodził; puste oczy na początku, a potem duma, kiedy jednego z tych udało się załatwić. Przesłanie mi się podoba, nie zrzucasz winy tylko na wielkie koncerny, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni.

W kwestii zakończenia teamFinkla :)

Popatrzę zaraz, czy potrzebujesz jeszcze kliczka :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko!

 

Pobliskie miasto i świat jeszcze chyba jakoś dychają, więc może jeszcze nie postapo, ale wtrakcieapo… kto wie? :)

Wilk z klasycznej bajki – tam też zwodził, więc i tu dostał taką rolę.

Przesłanie mi się podoba, nie zrzucasz winy tylko na wielkie koncerny, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni.

Nie tyle ja, co zwierzaki, albo i ogólnie matula natura. Dla niej jesteśmy cywilizacją, a nie Irką i Krokusem…

Fajnie, że zakończenie się spodobało, zresztą cieszę się, że całościowo też dobrze wyszło :)

Dzięki za wizytę, komentarz i kliczka :)

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Co do zakończenia, miałam podobne skojarzenie jak NearDeath i też mi to nie zagrało – choć w kontekscie zgodnym z Twoim zamysłem, Krokusie, zdecydowanie to lepiej wygląda. Może gdybyś sformułował to inaczej (typu "to my byliśmy niewinni"), rozwiałoby to wątpliwości… A może właśnie w tym tkwi też urok Twojego zakończenia, że nie jest takie jednoznaczne i dopuszcza różne interpretacje :) Więc w sumie też jest ciekawe. Natomiast przeszkadzała mi taką drobnostka: kości odznaczające się NA CIELE/FUTRZE – jakoś w głowie mam zawsze, że pod skórą jak już i ni cholery mój umysł nie przyjmuje tego inaczej xD Już nie wspominając, że jak czytam "futro" to widzę damulkę w płaszczu z lisa… Noo, ostatecznie ewentualnie taki wilk mógłby mieć futro, ale na pewno nie jeleń ;) Dobra, tyle zrzędzenia. Solidnie napisane, z fajnym pomysłem, dobrze się czytało. Generalnie podobało mi się :) Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Siemka, poruszyło mnie to. Bardzo smutne opowiadanie, na domiar złego bardzo prawdziwe, w końcu jesteśmy konsumpcyjna cywilizacja i zmiany wchodzą dość opornie… ale koniec tego biadolenia. Świetnie napisany tekst. Żywo i z pomysłem. Fajnie reinterpretowany motyw czerwonego kapturka, ale to już chyba każdy zdążył pokreślić XD Jak dla mnie zdecydowanie warty  polecenia :) 

pozdrówki

Zawsze coś da się poprawić

Cześć, NaNa!

 

Nie spodziewałem się, że ostatnie zdanie wywoła tak różne odczucia :P Zostawię tak jak jest, bo jest to jednak subiektywne zdanie Natury/Zwierząt. Podobnie, zresztą, jak stwierdzenie Red, że jest niewinna. Jak jest w rzeczywistości – tego już nie ocenimy.

To nawet trochę pasuje do przekonania więźniów o swojej niewinności – jest konflikt, przerzucają się odpowiedzialnością.

Co do futra/skóry – gdybym napisał o skórze, to mogłoby sugerować, że zwierzaki są nagie – bez sierści. A futro wg. sjp, to m.in. 

1. sierść pokrywająca skórę wielu ssaków;

2. skóra wraz z sierścią;

Rozumiem skojarzenia, ale ssaki mają futra, nawet jeśli nie są puchate :)

Cieszę się jednak, że się podobało :) Dzięki za miłą opinię (a marudzenie ma być! Nawet jeśli się z nim nie zgodzę ;P)

 

 

Cześć, Kulosław!

Choć na smutno, to jednak cieszy mnie, że tekst poruszył – w końcu po to piszę :) Fajnie, że wyszło żywo, bo po pierwszej wersji tekstu musiałem o to walczyć :P Cóż, Czerwony Kapturek tym razem się chyba nie wywinie, ale istnieje obawa, że prędzej, czy później my też możemy mieć ten problem.

Dzięki za pozytywną opinię!

 

 

Dzięki za lekturę i zostawione komentarze!

 

A w ogóle zachodzę do wątku nominującego, a tam polecajka-niespodziewajka – dzięki, Ambush!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć,

 

lubię krótkie formy, więc zaglądam do wszystkich tekstów z tagiem To był las i Twój przykuł moją uwagę na dłużej. Podoba mi się klimat, zabawa znanym motywem i rozwiązanie – nawet morał, który w moim odczuciu nie jest zbyt nachalny. Życzę powodzenia w konkursie :) 

Hmm, chyba wyraziłam się nieprecyzyjnie, więc spieszę ze sprostowaniem ;)

Co do futra/skóry – gdybym napisał o skórze, to mogłoby sugerować, że zwierzaki są nagie – bez sierści.

W zasadzie nie chodziło mi tu o zamienienie futra na skórę, ale raczej o to, że kości odznaczały się NA, a nie POD futrem – co z kolei sugeruje, że były na wierzchu :P Właśnie w ten sposób odczytałam to w pierwszym fragmencie:

Niczym nie przypominał dumnego władcy lasu – pył oblepił sierść grubą warstwą, co jednak nie zdołało ukryć kości, które wyraźnie odznaczały się na ciele.

W pierwszej chwili myślałam, że biedny wilk jest podziurawiony i kości mu wyłażą, stąd moje marudzenie.

 

A futro wg. sjp, to m.in. 

1. sierść pokrywająca skórę wielu ssaków;

2. skóra wraz z sierścią;

Rozumiem skojarzenia, ale ssaki mają futra, nawet jeśli nie są puchate :)

Cóż, nie sposób się nie zgodzić z definicjami słownikowymi… Ale po studiach nie umiem myśleć słownikowo w takich kategoriach (tzn. w kwestiach biologii, uogólniając), ale raczej “specjalistycznie” – a tam wtłukli mi, że futro to raczej gruba okrywa plus podszerstek, generalnie coś, z czego można zrobić futro w tym drugim znaczeniu ze słownika ;) Może nie mam racji, ale tak mi w głowie zostało i ten zootechnik zawsze prędzej czy później wychodzi na wierzch xD

 

a marudzenie ma być! Nawet jeśli się z nim nie zgodzę ;P

Z takiego założenia też zawsze wychodzę, że można podyskutować, jak jest okazja :)

 

Pozdrawiam cieplutko!

Spodziewaj się niespodziewanego

Hej!

 

Spodziewałem się Czerwonego kapturka, a Ty poszedłeś w tę stronę, jednak na końcu zrobiłeś ostry zwrot w kierunku, którego się nie spodziewałem i baaardzo przypadło mi to do gustu. Świat to klasyczne postapo, do którego wplotłeś znaną bajkę, jednocześnie zmieniając ją w… inną bajkę, z innym morałem. Kliknę, a jak!

Mam tylko zastrzeżenia co do tych dwóch fragmentów poniżej, rzuciłbyś okiem?

 

Ostrożnie opuściła nogę, znalazła oparcie na kamieniu opatulonym warstwą pyłu.

Opatulonym? Jakoś mi to słowo tutaj nie gra.

 

Na zakurzonych futrach odznaczały się szkielety – znak, że przymierały głodem, a mimo to rogacz stanął wśród drapieżników.

To pogrubione mnie wybiło i podsunęło wizję, w której jakieś undead skeleton warriors siedzą na zakurzonych zombie zwierzętach, jak ze sceny batalistycznej z Warhammera ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Scenka, lecz wystarczająca, podobało misie i po drodze, czyli w trakcie czytania, oraz samo zakończenie, a ostatnie zdanie bardzo.

Skarżypytowałabym, ale widzę, że nie potrzeba. :-)

 

Drobiazg:

,na kamieniu opatulonym warstwą pyłu

"Tulić"? ;-) Ładne słowo, no, ale, ale kamień. xd

 

Powodzenia w konkursie!

 

Fot. A. Wajrak, wilk.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, OldGuard!

Ja również jestem fanem szortów :P cieszę się, że tekst przykuł uwagę :) Byłem ciekaw jak zareagujecie na małą transformację Czerwonego Kapturka i widzę, że udało się trafić w gusta :)

nawet morał, który w moim odczuciu nie jest zbyt nachalny

Uff :P to często mój problem :D

 

 

NaNa,

Futro zostaje, ale zrobiłem małe modyfikacje, bo faktycznie lepiej “pod” :P nie będę przecież dziurawił wilka – toż to prawie piesek ;)

 

Cześć, Outta!

Witam wielbiciela twistów, którego udało mi się zaskoczyć :D Satysfakcja jest! Dzięki ;) Trochę się bałem tego Czerwonego Kapturka, ale ogólne wrażenia widzę pozytywne, co oczywiście cieszy!

Wskazanym fragmentom się przyjrzałem – poprawione :) dzięki! Opatulenie już widzę, że wskazała również Asylum, a na kości i szkielety już marudziła NaNa.

Dzięki za klika!

 

Cześć, Asylum!

Kiedyś zwrócono mi uwagę, że w szortach lepiej skupić się na pojedynczej scenie niż fabule i choć podchodzę do tego sceptycznie, to tutaj wziąłem sobie tę uwagę do serca. Fajnie, że dobrze wyszło :)

Za wirtualnego klika dziękuję :)

"Tulić"? ;-) Ładne słowo, no, ale, ale kamień. xd

Człowiek może przestać tulić, ale tulenie z człowieka jakoś wyjść nie może… Mnie to chyba czeka terapia…

Byłem też bardzo ciekaw jakie mi zdjęcie wstawisz i choć jestem trochę zaskoczony, bo to nie las, to bardzo mi się podoba. Ja jestem skrytym fanem wilków – uwielbiam na nie patrzeć, bo… a, nie będę robił potężnego offtopu :P

 

Dziękuję wszystkim za lekturę i zostawione komentarze!

 

W ogóle widzę, że większość mówi o postapo – ja się na tym gatunku nie znam, bardziej mi się kojarzy z biegającymi zombiakami po napromieniowanych ruinach. Tutaj z założenia cywilizacja funkcjonuje, ale natura jest już solidnie zdegenerowana. A jednak namówiliście – dodaję tag “postapo” i czekam na MordercęBezSerca :P

 

W ogóle w ciągu dnia jak tu zajrzałem na chwilę, to chyba widziałem klika od Śniącej – dziękuję!

No i widzę gwiazdki-niespodziewajki od Haragitanai – również dzięki!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nie napisałam Ci tego, ale uwielbiam odwrócone, uwspółcześnione baśnie, Krokusie. ^^ Czasami odnoszę wrażenie, że nic się zmienia, jedynie dekoracje. Trochę przesadzam, bo kwanty, kobiety mogą się uczyć i nie ma pańszczyzny, przynajmniej w wolnych światach, trawionych przez gorączkę nie tę pandemiczną, ale takie rozważania na słowiańskie dumki się nadają, nie forum.

Co do sceny, nie patrzę chyba na nią tak sceptycznie jak Ty. ;-) Właściwie są dwie i historia jest zamknięta. Chyba wolę to, niż gnanie przez stulecia i skutkiem tego rezygnację z fabuły i bohaterów, którzy są dla mnie kwintesencją opowieści.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Co do sceny, nie patrzę chyba na nią tak sceptycznie jak Ty. ;-) Właściwie są dwie i historia jest zamknięta. Chyba wolę to, niż gnanie przez stulecia i skutkiem tego rezygnację z fabuły i bohaterów, którzy są dla mnie kwintesencją opowieści.

To chyba różnie bywa – zdarzyło mi się wepchnąć fabułę z kilku scen w podobną ilość znaków co tu (limit konkursowy) i faktycznie było wrażenie ścisku. Myślę, więc że do tej zasady należałoby dopisać “…ale to zależy”. Tak jak do (prawie) każdej pisarskiej zasady :P

A baśnie mają to do siebie, że często są uniwersalne, więc da się je uwspółcześnić :) ja z kolei do tej pory krzywo patrzyłem na przepisane baśnie, nawet jeśli dawały nowe spojrzenie na starą historię. Ale przecież baśnie to, zaraz za mitami, kolebka fantastyki. No i coś we mnie pękło, czego efektem jest powyższy szort :) Fajnie, że trafiłem w gusta :D

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Chciałoby się więcej. Wprowadziłeś mnie klimatem w VR, a potem ktoś nagle ściągnął mi gogle :) ale rozumiem konkurs:)

Hej Krokusie!

Szczerze mówiąc, początek opowiadania niezbyt mnie przekonał, ale końcówka wynagrodziła z nawiązką ;P Mnie też na myśl przyszedł Czerwony Kapturek. Powodzenia w konkursie i dziękuję za lekturę!

Cześć, Vr!

No niestety nie było miejsca, żeby się rozpisać :) choć przyznam, że chciałem tekst maksymalnie skrócić. Jednak lepszy niedosyt niż przesyt ;)

Dzięki za lekturę i komentarz!

 

Cześć, Gruszel!

Szczerze mówiąc, początek opowiadania niezbyt mnie przekonał, ale końcówka wynagrodziła z nawiązką ;P

Lepiej tak niż na odwrót :P także cieszy mnie taka opinia :) A tak btw. to ja nigdy jakoś nie przepadałem za Czerwonym Kapturkiem :P

Dzięki za lekturę i komentarz! A powodzenie się przyda, bo sporo fajnych tekstów wleciało :) Dzięki!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale muszę przyznać, Krokusie, że pomysł miałeś przedni. I choć mnóstwo tu beznadziei i smutku to Dolina niewinnych bardzo przypadła mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Reg!

 

Niestety tym razem nie było happy-endu, ani choćby ziarna nadziei na koniec. Cieszę się jednak, że udało się zaskoczyć i tekst się spodobał :)

No i jak zwykle dziękuję za łapankę :)

 

Pierwszy raz bez :D

 

Dziękuję za wizytę i komentarz :D

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokusie, kiedyś musi być ten pierwszy raz… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Niezły czerwony kapturek. Nieco smutny, mocno fantastyczny, wielki plus za nieszablonowe zakończenie tej postapokaliptycznej bajeczki. Jak już zainteresowanie zaczyna spadać, bo przecież wiemy, jak się to skończy, to psikus.

Bardzo dobrze pokazałeś suchy świat, który przemierza bohaterka. Pomysł ze stawem też niezły, chociaż nieco zabrakło mi w nim innych śmiałków.

Napisane bardzo dobrze, bez zgrzytów, dobrze prowadzisz czytelnika przez tą krótką, acz złożoną historię.

 

Pozdrawiam i Powodzenia w konkursie!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Cześć!

 

Fajny tekst, bardzo fajny. Zakończenie ciekawe, bo smutne i w pewien sposób niesprawiedliwe. Może sobie dorobiłam przesłanie, ale dla mnie to takie nawiązanie, że za niszczenie środowiska odpowiedzą następne pokolenie. Troszkę mnie nie przekonuje wyjaśnienie tego, dlaczego dziewczyna idzie na piechotę, miałam takie wrażenie, że ta obwodnica jest dodane nieco na siłę. Zastanowiła mnie też bardzo duża ilość pyłu, bo to mi się raczej skojarzyło z wybuchem wulkanu niż smogiem. Bohaterka dość spokojnie zareagowała na telepatyczny komunikat od wilka, a chyba wcześniej tego nie doświadczyła. Z jednej strony rozumiem, bo chyba miało tu być trochę bajkowo, ale jednak wydaje mi się, że odrobina niedowierzania z jej strony czy brak wiary we własne zmysły by tutaj nie zaszkodziły.

Ogólnie to bardzo dobry, klimatyczny (bardzo udana gra słów ;)) szort z ciekawym zakończeniem..

Chciała jeszcze raz spojrzeć mu w oczy, ale gdy podniosła wzrok, nikogo nie zobaczyła.

***

Gdy zobaczyła Dolinę Łowczych, nogi się pod nią ugięły.

Nowa scena, ale jednak powtórzenie trochę wybija.

 

PS. Coś mi mówi, że podczas pisania ostatniego dialogu znowu Cię nawiedzał mój awatar xD

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Cześć, Krar!

 

Fajnie, że udało się zaskoczyć – musiało jakoś inaczej się skończyć, bo jak sam piszesz, mogłoby znudzić.

nieco zabrakło mi w nim innych śmiałków.

Przez góry chodziła chyba tylko Red i Wilk nie miał wcześniej kogo wpuścić w maliny. Tak przynajmniej mi się wydaje :P

Dzięki za wizytę i komentarz – cieszę się, żeś zadowolony z lektury :)

 

Cześć, Alicello!

 

Może sobie dorobiłam przesłanie, ale dla mnie to takie nawiązanie, że za niszczenie środowiska odpowiedzą następne pokolenie.

Następne pokolenia na pewno też, ale też chodzi o odpowiedzialność zbiorową – jeśli to pójdzie za daleko, to czy dbasz o środowisko, czy nie, dosięgnie Cię tak samo.

Troszkę mnie nie przekonuje wyjaśnienie tego, dlaczego dziewczyna idzie na piechotę, miałam takie wrażenie, że ta obwodnica jest dodane nieco na siłę.

To wioseczka, czy raczej kilka chat, gdzie ludzie żyją jak za starych dobrych czasów. Jakoś musiałem ich odciąć, ale też pokazać w ten sposób priorytety cywilizacji.

Zastanowiła mnie też bardzo duża ilość pyłu, bo to mi się raczej skojarzyło z wybuchem wulkanu niż smogiem.

Ej, o wulkanie nie myślałem, ale trochę to faktycznie tak wygląda. Celowałem w wysuszenie środowiska i duże zasmogowanie (takie nawet większe niż we Wro).

Reakcję bohaterki faktycznie można było nieco podkręcić.

klimatyczny (bardzo udana gra słów ;)

Potwierdzam. Rewelacyjna! :D

O, kurka, faktycznie jest powtórka. Zaraz to ogarnę :)

PS. Coś mi mówi, że podczas pisania ostatniego dialogu znowu Cię nawiedzał mój awatar xD

Wiesz, co – pojawiał się, ale taki półprzezroczysty XD nie to co w “Powiadają, że…”

 

Dzięki za wizytę i komentarz!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć Krokus !

 

Dobry pomysł z tymi zwierzętami. Nie wiem czy wszystko dobrze zrozumiałem :))))))))))))))))))))

 

Pozdr.

Jestem niepełnosprawny...

Cześć, Dawid!

 

Myślę, że zrozumiałeś dobrze :) Cieszę się, że pomysł się spodobał :)

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nie będę oryginalna, opowiadanie też skojarzyło mi się z “Czerwonym kapturkiem”. Zakończenie wydaje się zaskakujące i angażujące czytelnika emocjonalnie. Interesująco pokazujesz dwa przeciwstawne stanowiska: ludzi i zwierząt, to wychodzi naturalnie, dobrze komponuje się z resztą tekstu. Podobały mi się realistyczne opisy górskiej wędrówki i niepewność, jaką rolę odegra wilk w opowiadaniu.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, czasem wkradają się powtórki słów, np.:

Red założyła maskę z filtrem FFP3. Podczas marszu nie była potrzebna, ale gdy tylko stawała w miejscu, doganiał ją tuman pyłu.

Wyciągnęła starą, zmiętą mapę. Miała na niej zaznaczone nie tylko główne szlaki, ale też mniejsze, nieoficjalne ścieżki, skutecznie usunięte ze wszystkich wersji elektronicznych. Określiła swoją pozycję.

Chciała jeszcze raz spojrzeć mu w oczy, ale gdy podniosła wzrok, nikogo nie było.

 

***

 

Gdy zobaczyła Dolinę Łowczych, nogi się pod nią ugięły.

Jednak całość tekstu zdecydowanie na plus.

 

Cześć, ANDO!

 

opowiadanie też skojarzyło mi się z “Czerwonym kapturkiem”.

Nie mogło być inaczej :D

Bardzo mnie cieszy, że pojawiły się emocje i ta niepewność – to znaczy, że nie było obojętnie :) Chciałem też pokazać różne perspektywy, więc udało się :)

O, kurczę, powtórki faktycznie niefajne – wpadnę wieczorem i naprawię – dzięki!

Dzięki za wizytę i komentarz!

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Wariacja na temat Czerwonego Kapturka (imię Red i wilk od razu nas ustawiają w tej historii) w wersji eko(prawie)postapo. Mam tutaj mały problem, bo zaintrygował mnie początek, a finał lekko rozczarował.

Zacznijmy więc od… początku. Świat zniszczony, pył wszędzie rodem z „Interstellar” Nolana, wilk gada telepatycznie do bohaterki niczym pies z „Chłopca i jego psa” Harlana Ellisona (co ciekawe w świecie nuklearnego postapo z tekstu Ellisona był rok 2024), a ja mam rozkminę – czy to, że wilk gada do niej w myślach i bohaterki to zupełnie nie dziwi, wynika z tego, że wilk jest jakimś przerobionym przez człowieka przewodnikiem z implantem, a ona odbiera jego komunikaty przez jakiś własny sprzęt? A może wilk jest sztuczny, jakby w jakimś „Westworldzie” czy innym „Blade runnerze"?

Ale nie, okazuje się, że to prawdziwy (ledwo)żywy wilk, a niedługo potem pojawiają się jeszcze inni mieszkańcy zniszczonego lasu i też gadają (inna sprawa, jak one przeżyły w takich warunkach i w takim bogatym zestawie?). Czyli to bajka? Fantasy? Maski FFP3 plus gadające telepatycznie zwierzęta to może science-fantasy? Tak sobie rozkminiając czytam dalej i za chwilę nasza bohaterka (bardzo łatwowierna, dodajmy, niezdziwiona gadającym do niej w myślach wilkiem) słucha rady tego wilka i pakuje się w pułapkę. Tutaj wciąż byłem zaintrygowany co będzie dalej.

No ale w tym miejscu Autor wybrał najprostsze rozwiązanie/zakończenie i tekst w moich oczach zaliczył zjazd podobny do zjazdu Red w głąb niecki. A więc chodziło tylko o to, że wilk i inne zwierzęta zemściły się na niewinnej Red, bo akurat się napatoczyła, a miały sporo żalu (eufemizm) do naszego gatunku za zniszczenie środowiska.

Z dobrze i sprawnie napisanego opowiadania (zawiera dobre, krótkie opisy), które zaciekawiło i przez 70% tekstu trzymało w zainteresowaniu (m.in. przez tą tajemnicę gadającego wilka), szort przerodził się w scenkę, w której fabuła wygląda tak: idzie Red, spotyka wilka, on jej telepatycznie kłamie, że na skróty będzie lepiej, a to okazuje się pułapką. Zwierzęta tryumfują, Red pewnie skona w dole.

Przekaz najprostszy z prostych – zwierzęta wzięły symboliczną zemstę na dziewczynie za zniszczenie środowiska przez ludzi. Kurtyna.

Szkoda. Być może z mojego komentarza wynika jakiś negatywny odbiór Twojego szorta, ale to nieprawda. Dobrze zacząłeś, zaintrygowałeś, a potem skręciłeś na najbliższy parking, nie kontynuując ciekawie rozpoczętej i dobrze napisanej opowieści.

Serce przyspieszyło rytm, adrenalina uderzyła w skronie.

– czy adrenalina uderza jakoś w skronie? W sensie, że ciśnienie krwi się zwiększyło i bohaterka poczuła to w skroniach?

 

Niczym nie przypominał dumnego władcy lasu […]

– ja bym jednak dał tutaj „W niczym…".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cześć, Marasie!

 

Jeśli chodzi o gatunek, to celowałbym w baśń, tylko z ekologicznych względów osadzoną w bliższej lub dalszej przyszłości. Stąd gadający wilk i brak większego zdziwienia Red, gdy do tej telepatii dochodzi.

Skręciłem na najbliższy parking, bo wydawał mi się właściwy ;) W bajce o CK zawsze mnie wkurzało, że wilk zamiast wziąć się do roboty od razu, gdy tylko spotkał dziewczynkę, bawił się w przebieranki. Stąd najbliższy parking. Dlaczego zatem nie załatwił Red od razu? Bo nie chciał zabijać bezpośrednio, tak jak natura nas nie zabije, wbijając zęby w krtań, gdy sama będzie umierać. Umrzemy dlatego, że nam tej natury zabraknie. Jest tu zatem nieco “autor tak chciał”, ale nie wzięło się to znikąd.

Ta adrenalina mnie samego zastanawiała, ale nie znalazłem lepszego odpowiednika, równie zwięzłego. Jeszcze to przemyślę.

Cieszy mnie, że choć lektura nie do końca satysfakcjonująca, to znalazłeś też plusy.

Dzięki za wizytę i podbicie opowiadania wśród ostatnich komentarzy komentarz!

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nie ma za co, Krokusie. Doceniem również to, że wyczekałeś z odpowiedzią aż Twój tekst spadnie na sam dół. Cieszę się, że nauka nie poszła w… las ;)

 

Ps. Czyli baśń postapo. Sam niedawno popełniłem antybajkę postapo, więc rozumiem ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Sam niedawno popełniłem antybajkę postapo, więc rozumiem ;)

ale że linka nie dałeś…

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Szewc chodzi boso.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Witaj, Ta-Która-Przynosi-Radość!

 

To fajnie :)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Ciekawa interpretacja Czerwonego Kapturka. Smutna, nadal okrutna, choć na zupełnie inny sposób. A przy tym wszystkim w jakiś dziwny sposób kojarząca się z Hornem ze starej wersji serialowego Robin Hooda ;-) Ale… Ale wszystko to pokazuje, że i „ci dobrzy” są częścią mechanizmu niszczącego równowagę, zapewne też będąc kiedyś jednymi z pierwszych ofiar właśnie przez to, że się przejmują.

 

Jedno, co mogę zarzucić, to że koniec, choć sprawny pod względem przekazu, technicznie trochę jakby zawisł w pół zdania. Podejrzewam, ze można to naprawić dosłownie jednym zdaniem wstawionym jako dodatkowo jako przedostatnie w tekście i budującym chwilę napięcia. Do rozważenia.

 

"Podczas marszu nie była potrzebna, ale gdy tylko stawała w miejscu, doganiał ją tuman pyłu"

O panie, aż mi się przypomniał jeden z Woodstocków, na którym było wyjątkowo dużo pyłu, jak się zbiegało ze wzgórza, to bez maski prościej, ale pyłu łapało się łatwiej – choć może to moje sensory overload to mocniej rejestrowało. Ale tez przy np. bieganiu w sezonie smogowym, jak jest tylko lekki smog, to niby w którymś momencie można o tym zapomnieć, ale jednak lepiej maskę sportową wtedy mieć.

 

PS. Tekst był blisko kwalifikacji, naprawdę blisko.

 

Cześć, Wilku!

 

Tak właśnie chciałem to pokazać – to że ktoś przejmuje się ekologią, to nie znaczy, że zostanie zbawiony przed katastrofą – wszyscy oberwiemy.

Z końcówką chodzi Ci o wstawienie linijki pomiędzy te dwa wiersze?

– Ale… Jestem niewinna! Niewinna!

Tutaj wszyscy byli niewinni.

Czegoś, co “zawiesi” akcję na chwilę?

Z Woodstocku wspomnień nie mam :( ale choćby wczoraj dzieciaki na placu zabaw zafundowały mi konkretne zapylenie, bo przecież podnoszenie nóg podczas chodzenia jest dla słabych.

PS. Tekst był blisko kwalifikacji, naprawdę blisko.

Aj, szkoda, ale może następnym razem się uda :)

 

Dzięki za konkurs i komentarz!

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

 

Retellingi baśni i mitów zawsze na propsie, miałam cichą nadzieję, że taki tekst się w konkursie pojawi. Opowiadanie najpierw przykuwa uwagę efektownym połączeniem motywów z Czerwonego Kapturka i realiów postapo, a potem iście po baśniowemu rozprawia się z tym, co wiąże się z postapokaliptyczną konwencją – destrukcyjną dla środowiska działalnością człowieka. Zakończenie wyszło trochę skrótowo (mam wrażenie, że ostatni dialog można było bardziej rozbudować), ale to, co najważniejsze, czyli jego przewrotność, dobrze wybrzmiewa. Do tego tutaj moralizatorstwo wyjątkowo nie przeszkadza, bo przecież wpisuje się w całą konwencję baśni.

Szkoda, że tekst ostatecznie nie trafił do antologii, ja byłam bardzo za. :)

Cześć, Black_cape!

W sumie jestem zaskoczony tym, że taki retelling się spodobał, bo nie jesteś pierwsza – tekst wrzucałem z lekką o to obawą. Już Wilku zwrócił uwagę, że końcowy dialog można podrasować i jak to teraz czytam, to faktycznie końcówka mocno przyspiesza – to dobra lekcja na przyszłość :)

Dzięki za konkurs i komentarz, a że się nie udało wpaść do antologii – trudno – konkurencja była mocna ;)

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dla mnie to bardzo dobry short, daję 6 gwiazdek bez wahania. Tematyka katastrofy klimatycznej jest mi bliska i dobrze widzieć, że inni też się niepokoją. Widzę, że pojawiają się zarzuty wobec tekstu, że mszczenie się na jednym człowieku przez zwierzęta – duchy nie ma sensu, bo przecież to nie wina Red. To wina tych, którzy zdążyli uciec do luksusowych bunkrów. Niemniej jednak ja interpretuję te zwierzęta jako dusze, które nie potrafią odejść, bo są trzymane w tej rzeczywistości przez złość, nienawiść, chęć zemsty na ludziach. Dlatego być może zabijają przypadkowe osoby i są w stanie do nich przemawiać przez paranormalne moce. W takiej interpretacji wszystko mi się klei w shorcie :)

Cześć, Elektrodynamiko!

 

A bardzo się cieszę i za gwiazdki dziękuję! 

Tematyka katastrofy klimatycznej jest mi bliska i dobrze widzieć, że inni też się niepokoją

Chyba zdecydowana większość tekstów pisanych na ten konkurs poszła w takie klimaty, więc jak chcesz takie twory poczytać, to wiesz z jakim tagiem szukać ;) jest nas więcej <3

Twoja interpretacja tekstu jest ciekawa i faktycznie spójna :) fajnie jest widzieć jak ktoś znajduje w tekście coś innego, o czym samemu się nie pomyślało :) ja wyszedłem z założenia, że natura nie będzie pytać, czy segregowaliśmy śmieci, czy wrzucaliśmy plastik do papieru, tylko każdego uderzy tak samo, a tych “na samym dole” zapewne najmocniej :(

Dzięki za wizytę i komentarz!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokusie!

 

Smutne, ale prawdziwe. W tym sensie, że rządzący mają gdzieś dobrostan naszej planety, świadomie prowadząc ją do pyłowej zagłady. Nic dziwnego, że zwierzęta w Twoim opowiadaniu się mszczą. Zbyt długo czekały, cierpliwie przyjmując ciosy.

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cześć, Barbarzyńco!

 

Jestem ciekaw na ile robią to świadomie, a na ile po prostu mają to gdzieś, bo to co będzie za 10, 20, czy 50 lat, nie daje procentów na słupkach poparcia. Jakby nie było – to faktycznie smutne. Jesteśmy najbardziej morderczym gatunkiem na świecie.

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Nowa Fantastyka