- Opowiadanie: darek71 - Ekipa sprzątająca

Ekipa sprzątająca

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy IV

Oceny

Ekipa sprzątająca

 

 

Nadjechali głównym korytarzem wigwamu. Pochód otwierał robot negocjator, zaopatrzony w białą flagę, którą trzymał w mechanicznym ramieniu. Tuż za nim podążały dwie maszyny. Odpowiadały za wsparcie techniczne i łączność z resztą oddziału. Pierwszy automat wykrył Pewnego Apacza i bez zwłoki podążył do salonu. Wojownik siedział po turecku na dywanie i żuł powoli tytoń.

– Jeszcze nie jest za późno. – Indianin usłyszał znienawidzony głos Jana Nowaka. – Możemy się przecież dogadać. Nie chcę rozlewu krwi.

– Wystarczy, że oddam ci wszystko, na czym mi szczególnie zależy. Wiedz jednak, że wizja utraty całego majątku na twoją rzecz, nie jest dla mnie zbyt kusząca.

– Zachowasz życie.

– Przykro mi, ale muszę odmówić. Zostało mi trochę poczucia godności.

– Na taki luksus stać nielicznych. Żegnaj, wodzu.

Kiedy tylko robot w asyście pomagierów opuścił wigwam, rozpętało się istne piekło. W kierunku czerwonoskórego pomknęły pociski armatnie oraz rakiety z konwencjonalnymi głowicami. Po chwili zagrzmiały działa czołgowe, a bombowce zrzuciły tony napalmu. Tyle że jedynymi przykrymi konsekwencjami ostrzału były hałas i intensywne zadymienie.

– To wszystko na co was stać? – zapytał znudzony Indianin. – Mogę wiedzieć, jak długo to jeszcze potrwa? Sąsiedzi się skarżą.

*

– Pierwszy raz na wodzie? – spytał rybak z mocnym, szkockim akcentem.

Blisko dwudziestoletni, ciemnowłosy mężczyzna spojrzał na niego z niesmakiem. Choroba morska dała o sobie znać tuż po wejściu na pokład kutra. Ostatnie kilka godzin wymiotował, wychylony przez lewą burtę.

– Co cię sprowadza na Szetlandy?

– Muszę kogoś odnaleźć w Lerwick. Mam nadzieję, że mi pan w tym pomoże.

 – Da się zrobić, ale nie za darmo.

 – Dogadamy się.

 – Nie wątpię. Tymczasem poproszę o sto funtów zaliczki.

Rybak wyciągnął wielką, żylastą dłoń. Kiedy zwitek banknotów wylądował w kieszeni jego spodni, uczcił to krótkim chichotem.

Dalsza podróż upływała w absolutnej ciszy.

Kiedy tylko wyspa Mainland pojawiła się na horyzoncie, młodzieniec odetchnął z ulgą. Widać było, że podróż stanowi dla niego duże wyzwanie.

Szkot sprawnie zacumował statek i wskazał pasażerowi drogę do najbliższego hotelu. Ustalili, że spotkają się na drugi dzień rano.

Po ostatnich przygodach mężczyzna marzył jedynie o prysznicu i wygodnym łóżku.

– Co ty tu robisz, Kajetanie? – usłyszał nagle.

Roześmiana i niebrzydka brunetka chwyciła go za dłoń.

– Szukam leku na ludzką głupotę – odparł bez chwili namysłu. – Muszę jednak panią ostrzec, że nie osiągnąłem na tym polu zadowalających efektów.

– Mogę więc liczyć na to, że jesteś na tyle durny, by zaprosić mnie na drinka.

– Nie mam wyjścia, Doris – odparł mrużąc filuternie oko. – Który pub polecasz?

– Najlepszy jest „Pod Szarmanckim Flamingiem”.

– Prowadź zatem.

Wszystko wskazywało na to, że para wyląduje w łóżku. Młodzieńczy wigor dawał o sobie znać, a potęgował go wyśmienity alkohol serwowany w lokalu. Doris miała mocno w czubie, kiedy udała się do łazienki, by poprawić urodę. Wytrzeźwiała jednak natychmiast, gdy dowiedziała się od przerażonego barmana, że jej towarzysz rozwiał się w powietrzu.

 

 *

Co dobrego można powiedzieć o profesorze Sorbony, który na widok zwykłego niedźwiedzia grizli opętańczo wyje ze strachu? Mimo tego, iż wiedział doskonale jako zoolog, że takie zachowanie tylko pogarsza sprawę. Na szczęście miał inteligentną asystentkę – Ivone. Mieszkanka Paryża zdała się na intuicję i zdzieliła naukowca pięścią prosto w szczękę. Udowodniła tym samym popularny pogląd, iż nieprzytomny facet, nie wydaje z siebie dźwięków z tą samą intensywnością co w zwykłych okolicznościach. Zapewne dlatego niedźwiedź uspokoił się i poszedł na partyjkę black jacka do miejscowego kasyna, gdzie przegrał krocie. Zapisał się tym samym bardzo korzystnie w historii gminy, gdyż sytuacja finansowa jej mieszkańców uległa zdecydowanej poprawie.

Rozżalony misiek odwiedził nazajutrz dzielną kobietę i poprosił o pożyczkę. Francuzka odmówiła zdecydowanie i uświadomiła mu, jak wielkie ryzyko wiąże się z uprawianiem hazardu. Wizja wyrzuconych z gawry niedźwiedziątek podziałała na tyle mocno, że niebezpieczny zwierz obiecał jej ze łzami w oczach rezygnacje ze zgubnego nałogu. Niestety, kiedy tylko opuścił mieszkanie Ivone, zaginął po nim wszelki ślad.

 *

Klemens wrócił do sprawdzonej metody przemieszczania się w niezwykłe miejsca, skrywające się w ciasnych splotach czasoprzestrzeni. Tylko tam mógł zaplatać elektronom warkocze skąpane w porannej rosie czy organizować farmy wiatru słonecznego. A wszystko to przy wydatnej pomocy ekscentrycznych, nietrzeźwo patrzących na świat miliarderów. Za którymi podążały niestrudzenie tabuny modelek i początkujących aktorek. Dziewcząt wyzutych z wszelkiej wrażliwości na ludzką krytykę.

Podróżnik zaczerpnął haust powietrza i pociągnął najbliższą wajchę. Wehikuł czasu wydał z siebie znajome dźwięki. Po chwili atomy będące do tej pory biurem w najbardziej atrakcyjnej części Manhattanu rozpierzchły się po całej Ziemi. Klemens tymczasem starał się zapanować nad maszyną.

 *

Kiedy dwóch mężczyzn i niedźwiedź zmaterializowali się na dywanie w salonie Pewnego Apacza, nie wyglądali na zachwyconych. Rozejrzeli się wokół. O ile wyposażenie pokoju nie było zbyt oryginalne, to jedna ze ścian przykuła ich uwagę. Zdobił ją portret Tomasa Torquemady – najsłynniejszego wegetarianina wśród inkwizytorów i najsłynniejszego inkwizytora wśród wegetarian.

Gospodarz nie dał na siebie długo czekać. Usiadł naprzeciw gości i zaczął ich w milczeniu lustrować.

– Co nowego u ciebie, Kajetanie? – zapytał wreszcie Indianin.

– Po raz kolejny zawracasz mi dupę. Przyszło ci do głowy, że mogę być zajęty?

Wojownik uśmiechnął się wymownie i zwrócił się do Klemensa:

– Jak znajdujesz mój dom po remoncie?

– Muszę przyznać, że jestem rozczarowany. Brakuje gromadki dzieci w ludowych strojach, wypatrujących z lubością mego przybycia. Nie ma koszy kwiatów, konfetti i orkiestry dętej, wyposażonej we wszystkie atrybuty dętości znane ludzkości – odparł drugi z przybyszy.

Tymczasem grizzly nie wykazywał żadnej ochoty do konwersacji. Skupił się wyłącznie na ssaniu łapy. Czerwonoskóry podszedł do niego i podrapał za uchem.

– Wyluzuj, chłopie – wyszeptał wojownik. – Wkrótce wrócisz do słodkiej Ivone. Wystarczy, że razem z kolegami spełnicie pokładane w was nadzieje. Zapraszam wszystkich na zewnątrz.

Po chwili znaleźli się przed wigwamem. Pewien Apacz wskazał na stos narzędzi ogrodniczych i oznajmił:

– Niedawno nawiedził mnie pan Nowak i trochę nabałaganił. Wkrótce wróci moja luba – ostoja szczęścia rodziny. Tylko że Szybka Decyzja nie przepada za lejami po bombach w ogródku warzywnym czy stratowanymi rabatkami. Mało tego kret i nornice zamieszkujące mój ogród wniosły pozew do sądu. Oskarżają mnie o zakłócanie ciszy nocnej i brak poszanowania dla ich życia i mienia. 

– Szybko się z tym uwinę – zadeklarował niedźwiedź. – Moja w tym łapa.

Kajetan tylko skinął głową na znak aprobaty. Nie pierwszy raz reprezentował Indianina. Był wszak najlepszym prawnikiem młodego pokolenia w Anglii.

Tymczasem Klemens przygotowywał wehikuł do podróży. 

– Cofniesz się w czasie i sprawisz, by Nowak nie wylądował w poprawczaku. Zrób z niego praworządnego obywatela. Użyj wreszcie tej swojej maszynerii do czegoś pożytecznego – rozkazał wojownik.

Cała trójka spisała się wyśmienicie. Od tej pory Szybka Decyzja i jej nowi sojusznicy w walce o pokój w ogrodzie odetchneli z ulgą. Była jednak na tyle przebiegła, że nigdy nie powiedziała mężowi, kto wsparł kreta i nornice w knowaniach.

Koniec

Komentarze

Czytając miałam wrażenie chaosu i bałaganu, jednak zakończenie wszystko uporządkowało:)

Mogłabym się czepiać pewnych elementów logicznych tej układanki, ale ubawiła mnie, więc nie będę.

Jestem pod wrażeniem, że zdołałaś odnaleźć w moim tekście elementy logiczne. Pewnie się starzeję. 

Myślę że ucieszę Cię, Darku, gdy wyznam, że wiele sensu się to ja się tu nie doszukałam, ale ponieważ w nader ciekawych okolicznościach pozwoliłeś mi poznać Kajetana i Klemensa, że o miśku grizli nie wspomnę, to powiem jeszcze, że Ekipa sprzątająca okazała się całkiem satysfakcjonującą lekturą.

No i nie mogę nie wspomnieć, że bardzo się cieszę z powrotu Pewnego Apacza!

 

Wo­jow­nik sie­dział po tu­rec­ku na dy­wa­nie i żuł po­wo­li tytoń . ―> Zbędna spacja przed kropką.

 

nie wy­glą­da­li na za­chwy­co­nych.. ―> Zdanie miała kończyć kropka, czy może wielokropek?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja również się cieszę – tyle że z innego powodu. Udało mi się wreszcie pobudzić zwoje mózgowe do pracy. Choć muszę przyznać, że to była praca bardzo niewdzięczna i wymagająca niezwykłego hartu ducha.

Nie wiem, Darku, czy chcę wiedzieć, w jaki sposób pobudzałeś zwoje mózgowe, aby nabrały ochoty do wymyślenia kolejnego epizodu z życia Pewnego Apacza, ale nie wątpię, że hart ducha był do tego niezbędny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaiste. Hart ducha i inne przymioty charakteru, o których przez skromność nie wspomnę. Fajnie jest być znowu wśród “fantastowiczów”.

Fajnie jest móc znowu spotkać Pewnego Apacza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ostatnio przeczytałem, że na brak weny mogą narzekać tylko amatorzy, zawodowcy muszą cieżko pracować każdego dnia. Na szczęście nadal zaliczam się do tych pierwszych. 

I bardzo dobrze – bo zawsze lepiej zaliczać się do pierwszych, niż jakichś kolejnych czy następnych, a czasem nawet do nie wiadomo których.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sami się szufladkujemy, albo pozostawiamy to innym, gdyż gdzieś trzeba należeć. Smutno samemu po świece wędrować.

Może lepiej wybrać się po żarówki…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przewodniczki łodzi…?

 

W Łodzi albo zbyt chmurzasto, albo zbyt wiele innych świateł, by gwiazdy mogły być przewodniczkami.

A skoro stwierdziłeś, że “Smutno samemu po świece wędrować”. – zaproponowałam wyprawę po żarówki

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na taką Łódź to nawet pan Mickiewicz nic nie poradzi. A moja literówka zacne poczyniła skojarzenia. Jestem zatem rad.

I jam rada. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A propos żarówek – wreszcie zajarzyłem. 

Bo rano, kiedy człowiek jest wyspany, ma lepszą koncentrację i staje się bardziej spostrzegawczy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Trzeba by rano rozciągnąć na cały dzień.

Cześć!

To jest jeden z tych tekstów, które mnie zachwyciły, choć nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Chyba po prostu lubię takie abstrakcyjne historie.

Wiem, że to niezbyt konstruktywny komentarz, więc chociaż zbędną kropkę znalazłam.

– Który pub polecasz?.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Od dzisiaj lubię niekonstruktywne komentarze. Pochwalę się przy okazji – udało mi się znaleźć kolejną zbędną kropkę. 

Okulary dobrze służą!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Musiałem się do nich przekonać i zaakceptować swoje ułomności. Zaczynam dojrzewać.

To bardzo dobrze, bo zamierzam się zapoznać z twoimi wcześniejszymi opowiadaniami, więc możesz się spodziewać kolejnych takich komentarzy. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć,

i ja się cieszę z powrotu Apacza, bo zazwyczaj ten czerwonoskóry jegomość poprawia mi humor. Tym razem również mu się to udało, choć nie wysilił się jakoś bardzo, gdyż banan na mej twarzy był tylko lekko widoczny, a do pełnego wygięcia było mu daleko. 

Tak czy siak, powrót Apacza może bez fajerwerków, ale przyjemny.

Pozdrawiam!

Witaj.

Ja niestety nie znam zbyt dobrze bohaterów tekstu, mam zatem pewne wrażenie chaosu, podzielając tu zdanie Ambush. :)

Podróże w czasoprzestrzeniach, wspomniane pod koniec, również i mnie wiele tłumaczą, zwłaszcza że sama podobny pomysł zawarłam w jednym z moich opowiadań. 

Gratuluję poczucia humoru. 

Z technicznych – wydaje mi się, że te zdania należałoby połączyć:

A wszystko to przy wydatnej pomocy ekscentrycznych, nietrzeźwo patrzących na świat miliarderów. Za którymi biegły tabuny atrakcyjnych modelek. Dziewcząt wyzutych z wszelkiej wrażliwości na abstrakcyjne myślenie i moralność.

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

O, Apacz wrócił :) Cieszę się bardzo i podoba mi się wprowadzenie elementów kosmicznych :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nie znałam wcześniejszych przygód Apacza, ale muszę przyznać, że jest to zabawny absurdzik, więc pewnie sięgnę po poprzednie.

Jednakowoż w tak krótkim tekście mogłoby być mniej babolków:

 

Pochód otwierał robot negocjator, zaopatrzony w białą flagę, którą trzymał w mechanicznym ramieniu. Tuż za nim podążały dwie maszyny, które odpowiadały za wsparcie techniczne i łączność z resztą oddziału.

 

– Jeszcze nie jest za późno[+.] – Indianin usłyszał znienawidzony głos Jana Nowaka. –

 

Wiedz jednak, że wizja utraty całego majątku na twoją rzecz[-,] nie jest dla mnie zbyt kusząca.

 

– Da się zrobić, ale nie za darmo.

– Dogadamy się.

– Nie wątpię, ale poproszę sto funtów zaliczki.

 

odparł[+,] mrużąc filuternie oko

 

Doris miała mocno w czubie, kiedy udała się do łazienki, by poprawić urodę. Wytrzeźwiała jednak natychmiast, kiedy dowiedziała się

 

Co dobrego można powiedzieć o profesorze Sorbony, który na widok zwykłego niedźwiedzia grizli opętańczo wył ze strachu?

Po polsku raczej: wyje, bo nie mamy następstwa czasów.

 

Mimo tego, wiedział doskonale jako zoolog, że takie zachowanie tylko pogarsza sprawę.

Na szczęście miał inteligentną asystentkę – Ivone.

Sprawdziłam, że taka forma imienia istnieje, ale jest bardzo rzadka i trochę mi zgrzyta. Częstsza jest Ivonne / Yvonne.

 

Udowodniła tym samym popularną tezę, nieprzytomny facet, nie wydaje z siebie dźwięków z tą samą intensywnością[-,] co w zwykłych okolicznościach.

Drugie “iż” bardzo blisko, a trzecie że / iż

 

że jej gość obiecał solennie, że porzuci natychmiast zgubny nałóg

http://altronapoleone.home.blog

Lepsze bobolki niż bobole. Piękna, drobiazowa redakcja tekstu. I to za zupełną darmochę. Pięknie dziękuję.

Bruce – główną rolę w moich tekstach gra Pewien Apacz. Reszta to tylko tło i pretekst dla poczynań wielkiego wojownika. Dlatego też traktuje ich po macoszemu.

Realuc – dzięki za opinię. Lubię absurdalny humor, co nie znaczy, że pisząc tekst nastawiam się na wywołanie uśmiechu. Taki mam styl pisania i sprawia mi to frajdę. Dlatego nie biorę się za inne tzw. poważne tematy.

Irka – Apacz okiełznał Ziemię. Najwyższy czas na kosmos.

To było moje pierwsze spotkanie z Pewnym Apaczem i zrozumiałem z tekstu kompletnie nic. Ale to było fajne nic. Pozdrawiam.

O:o, Apacz powrócił! :-)

Jaki przyjemny tekst. Spodobał misię! Zaprawdę dobrze ma ten Apacz, może sobie spokojnie żuć tytoń i niestraszny mu artyleryjski ostrzał i bombardowanie. Fajny pomysł ze ściągnięciem doborowej ekipy przed powrotem Szybkiej Decyzji.

Ja tam skarżę, bo mi się te wszystkie Apacze jeszcze zgubią. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

BJKPSZ – Zapraszam do wcześniejszych tekstów. Tam jest więcej szczegółów.

Asylum – Pewien Apacz powiedział, że z Tobą zgubić, to jak ze mną znaleźć.

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bruce – główną rolę w moich tekstach gra Pewien Apacz. Reszta to tylko tło i pretekst dla poczynań wielkiego wojownika. Dlatego też traktuje ich po macoszemu.

Ahaaaa… Teraz wszystko jasne! laugh

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Świetny humor!

 

Bardzo mnie się podobało opowiadanie. Lekko napisane i z polotem.

 

 

Pozdrawiam – Goch.

Nowa Fantastyka