- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Operacja "Ant Gona"

Operacja "Ant Gona"

Dla Greków Tragedie były mniej więcej czymś czym dziś są filmy dokumentalne. Mówiły o prawdziwych ludziach i prawdziwych wydarzeniach, no mniej więcej. Tak więc pozwoliłem sobie z tego zgrzeszyć tragedią w duchu political fiction.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Operacja "Ant Gona"

Scena I

Wojna z Persami trwała już miesiąc bez mała. Wojna dziwna, a przez to straszniejsza niż zwykłe dzieło Aresa. Krew i ogień były dalekie, niczym piaski pustyni położone za morzem, ale skutki zmagań sprawiały, że nawet tu, w gabinecie owalnym było jakby ciemniej, bo z żyrandoli dla oszczędności wykręcono część żarówek, a może po prostu nie było szans na kupienie nowych w miejsce spalonych? Siedzącemu na fotelu niczym Zeus na tonie Archontowi, zupełnie to nie przeszkadzało. Co więcej mogłoby być nawet zaletą, przy poobiedniej drzemce. Niestety nie mógł zmrużyć oka, ponieważ była tu dwójka jego najbliższych doradców, najwyższy strateg i uparta wicearchontka. Od pół godziny sprzeczali się, więc Joekrates, który zgubił się już jakiś czas temu w ich argumentacji postanowił zrozumieć, co oni od niego chcą.

 

Archont: Podsumujmy wasze stanowiska w sprawie operacji „Ant Gona” Na początek mów ty strategu, byle krótko.

Austinokrates: Musimy, się przegrupować i ruszyć z kolejnym atakiem.

Archont: A pani wicearchont.

Kamalofona: Kończmy to szybko, inaczej nam biada.

Austinokrates: Bez sensu kończyć, teraz gdy Pers zdradziecki wykorzystał już, niemal wszystkie rakiety smukłe niczym strzały z łuków. Mamy przewagę, musimy tylko skoncentrować siły i zmiażdżyć go.

Archont: Strateg ma rację, ciągle mamy przewagę siły.

Kamalofona: Właśnie dlatego, że jeszcze mamy sporo atutów powinniśmy pertraktować. Jeśli tego nie zrobimy, to ten kretyn – wskazała na stratega – straci kolejne lotniskowce, samoloty, czołgi, żołnierzy, a ze słabymi i skompromitowanymi nikt nie będzie chciał rozmawiać. Musimy kończyć teraz, kiedy nasze fabryki, pracujące niczym kuźnia Hefajstosa mają metal i krzemowe procesory, kończyć nim Cesarz Jedwabiu z Persem sprzymierzony nie zdławi nas do końca embargiem i nim przekona części naszych polis do secesji nowej.

Archont: Pani wicearchont ma rację.

Austinokrates: Na razie straciliśmy niewiele, a mamy dużo, jeśli będziemy działać szybko…

Kamalofona: Persowie posłali na dno Trumanokratesa, a Lincolnokrates potrzebuje napraw licznych, co wiele lat zajmie gdy skarbiec pusty. Od kiedy utrata dwóch lotniskowców to drobiazg?

Austinokrates: To był wypadek.

Kamalofona: Twoi kapitanowie chcąc uniknąć rakiet, tak manewrowali, że zderzyli dwa kolosy, a w to złomowisko uderzyły rakiety Persów niczym grad strzał.

Austinokrates: Drobne pomyłki zdarzają się i najlepszym. Szybka kontra zmieni postać rzeczy. Musimy tylko przerzucić w rejon walk więcej naszych samolotów, by niczym drapieżne ptaki spadały z góry na zdradzieckich Persów.

Archont: Może bezpieczniej by było aby nasze stalowe orły, nie z morza a z ziemi startowały?

Austinokrates: Tyran Trojański złota za dostęp do lotnisk żąda, a w Arabii przywołane przez Persów Ifryty, będące żywym ogniem zniszczyły nasze bazy. Bez przewagi na niebie nie sposób wojny wygrać.

Kamalofona: Powiedz to Persom, którzy nas biją, choć niebo nad nimi puste.

Archont: Dość już! Rozkazuję! Ty strategu zbierz siły. Niech w rejon morza czerwonego od krwi popłyną kolejne lotniskowce. Wezwij naszych sojuszników, niech przybędą nas wesprzeć swoim ramieniem. Nowy rozdział operacji „Ant Gona” ma być przygotowany. Ty wicearchontko wskaż sojusznikom wrogów naszych, wielkie floty i armie, które prowadzimy niczym Aleksander na Persję. Strasz ich gniewem moim. Niech opuszczą zdradzieckiego Persa, a i ten ostatni, jeśli chce zagłady uniknąć, nich miecz odłoży i zda się na naszą łaskę.

 

Scena II

Rozkaz pchnął do działania zastępy w stal odziane, pomknęły poselstwa i do krainy jedwabiu i na północ gdzie niedźwiedź biały mieszka. Lecz choć ziemia drżała pod krokami zbrojnych, niebo ciemniało od ciągnących na lotniska bliższe teatrum wojennemu bitewnych ptaków, a morza cięły stalowe dzioby setek okrętów smukłych niczym triery, Pers miecza nie odłożył. Cesarz Jedwabiu i Władca Niedźwiedzi z niczym posłów odprawili. Co sprawiło, ze nawet Kamalofona dołączyła do partii jastrzębi wojennych. Przyszło więc Archontowi szukać boskiej pomocy. Dym ofiar całopalnych snuł się całymi dniami wokół Kapitolu, aż dwaj olimpijczycy przybyli do gabinetu Archonta.

 

Archont: Boscy witam was w moich skromnych progach.

Apollo: Witaj stary przyjacielu.

Posejdon: Dym ofiarny, mile nasze nozdrza pieści, szkoda, że częściej o nas tak gorliwie nie dbacie.

Archont: Wybaczcie, ale jak ofiary składać, gdy zewsząd broni ognia palić jak nie norma emisji dwutlenku węgla, to zakaz emisji pyłów. O pomoc was proszę. Jeśli wy panowie olimpijscy wesprzecie me wojska w boju z Persami, obiecuję na pamiątkę zwycięstwa corocznie składać wam obfite ofiary z bydła, mleka i zboża.

Posejdon: Długo o nas zapominałeś, choć prowadziłem twe floty, wśród wód spokojnych, a wrogów twoich karałem sztormami.

Archont: Czyż wam niemiłe ofiary hojne, które płoną na waszych ołtarzach?

Apollo: Hermesa nam dziś przyszło pełnić zastępstwo. Z posłaniem od ojca Zeusa bowiem przybywamy.

Archont: Jakie jest więc przesłanie ojca olimpijskiego?

Apollo: Zaniechaj wojny, schowaj miecz, paktuj, albowiem nie wesprzemy cię.

Archont: Czemuż to?

Posejdon: Prawdę rzekłszy, twoi wrogowie pozyskali wielu olimpijskich. Atena obrażona jest na was za wojny niesprawiedliwe. Ares, który kocha wojnę, woli walczyć po stronie waszych wrogów, albowiem brzydzą go używane przez was drony, rakiety i satelity. Persowie zaś wojują po staremu, twarzą w twarz i brat nasz może widzieć strach w oczach tych, których zabija. Siostra ma Artemida ma dług wdzięczności za to, że wrogowie wasi bronili przed zniszczeniem ruiny jej świątyni. Hermes, bliskie ma związki z Cesarzem Jedwabiu, a ten jest stronnikiem Persów, tak samo Hefajstos. Bóg kowal świetnie się czuje w ich hutach i zakładach produkujących dobra wszelakie. Hera was nienawidzi za kpiny z jej aspektu i tego czym się opiekuje. Nawet sam ojciec Zeus krzywo na was patrzy za prawa niesprawiedliwe.

Archont: Przykre macie poselstwo. Jeśli nie możecie mi pomóc w walce z Persami, to choć pomóżcie w walce z Ifrytami. Demony ogniste niszczą nam bazy, zamieniają w popiół samoloty i szyby naftowe naszych sojuszników.

Apollo: Me strzały zarazy są bezradne wobec nich.

Posejdon: Moc ma morza dotyczy, zaś one szaleją po pustyni poza zasięgiem mojego trójzębu.

Archont: Czy i wy dwaj ostatni porzucicie nas?

Apollo: Krzywdzisz nas tym słowem. Wszak po starej znajomości przynieśliśmy posłanie i wstawialiśmy się za wami u ojca Zeusa.

Posejdon: Nie oznacza to jednak, że będziemy was wspierać w boju. Zachowamy neutralność, acz przyjazną neutralność. Nawet jeśli wbrew wyrokom Zeusa walczyć będziecie, twe okręty zawsze będą miały spokojne morze przed sobą.

Apollo: Niebo dla twych samolotów będzie spokojne i pogodne.

Archont: Niech i tak będzie.

 

Scena III

Archont w gabinecie czekał, patrząc jak migoce a potem gaśnie kolejna żarówka żyrandola. Złośliwe sankcje Cesarza Jedwabiu znów dały o sobie znać. Gdzieś tam w rogach pomieszczenia smętnie zwisały pajęczyny, czy to cięcia kosztów sprawiły, czy brak nowych mioteł będący wynikiem embarga tego Joekrates nie wiedział. Rozmowa z olimpijczykami sprawiła, że wezwał swoich doradców, by przekazać im wolę bogów.

 

Archont: Witajcie moi drodzy.

Kamalofona: Witaj panie.

Austinokrates: Bądź pozdrowiony.

Archont: Muszę wam wolę ojca Zeusa zakomunikować, którą mi Apollo z Posejdonem objawili.

Austinokrates: Słuchamy.

Archont: Mimo ofiar szczodrych nie pozyskaliśmy pomocy olimpijczyków, co więcej wielu z nich pod wrogiej nam stanie stronie. Musimy słać do Presji poselstwo pokoju.

Kamalofona: Może być drobny problem.

Archont: Jaki?

Kamalofona: Przez nieudane boje toczone przez Austinokratesa twarde karki i serca się wobec nas uczyniły w świecie. Jeśli nie zmażemy hańby stracimy sojuszników, a wrogowie nasi powstaną butnie przeciw nam.

Austinokrates: Panie realizując twą wolę rzuciliśmy w bój ptaki o stalowych skrzydłach, z pokładów okrętów, niczym strzały z łuku pomknęły na Persa śmigłe rakiety. Z baz Babilonu w stronę Persów ruszyły zastępy zbrojnych.

Archont: To je wstrzymajcie?

Kamalofona: Nie powinniśmy tak czynić. Gdy staną, twarz stracimy.

Archont: Lepiej twarz stracić, niż stanąć przeciw woli bogów. Pani przekaż naszym sojusznikom, że dziś jedynie demonstrację zbrojną czynimy, by moc naszą wskazać, i w ten sposób powstrzymać miecz i przelew krwi.

Kamalofona: Postaram się spełnić twą wolę. – Wychodzi.

Archont: Nie zawiedźcie mnie. Ty zaś strategu skorzystaj z moich linii i poślij rozkaz by wojska zawrócić.

Austinokrates: Idę do centrum łączności z którego prześlę twą wolę na wszystkie krańce świata. – Wychodzi.

Archont: Czas mija, a sam czekam, w niepewności czy mą wolę spełniono. Zdaje mi się czy ktoś nadchodzi?

Posłaniec 1: Panie, lotnictwo twego rozkazu o powrocie wykonać nie może.

Archont: Czemuż to, czyżby prowadzący nasze orły o stalowych skrzydłach bunt przeciwko mnie wznieśli?

Posłaniec 1: Pers przeklęty wezwał w pomoc Baal Szamina, który niebieskie sfery zalał szumem tak, że w żaden sposób połączyć się z nimi nie można.

Archont: Próbujcie dalej.

Posłaniec 1: Tak panie zaniosę twe rozkazy. – Wychodzi.

Posłaniec 2: Panie, kazano mi przekazać, iż okręty nasze widzą na horyzoncie wrogie łodzie nie mogę więc rufami się do nich zwrócić.

Archont: Niech wzniosą modły do Posejdona i złożą mu ofiary, by pan bałwanów morskich oddzielił ich od wroga sztormem pozwalając spokojnie zawrócić.

Posłaniec 2: Pędzę przekazać twą wolę panie. – Wychodzi.

Posłaniec 3: Panie, nie możemy powstrzymać ani zastępów pieszych ani czołgów, co jak rydwany stalowe im towarzyszą.

Archont: Baal Szamin?

Posłaniec 3: Tak panie.

Archont: Zawróćcie ich za wszelką cenę. Niech ich tropem pomkną najśmiglejsi kurierzy i osobiście przekażą mą wolę.

Posłaniec 3: Przekażę twój rozkaz panie. – Wychodzi. 

Archont: Czas znów mija niepostrzeżenie, a żaden posłaniec nie przybywa z wieściami. Źle to wróży naszej sprawie.

Kamalofona: Żaden z mężów nie odważył się ci przynieść złych wieści panie.

Archont: Co się stało?

Kamalofona: Wszystko stracone. Włącz telewizor.

 

Archont patrzył na obrazy straszne. Jego potężne okręty, próbowały odgrodzić się od perskich śmigłych łodzi ścianą ognia, ale w tej samej chwili wystrzelone z lądu rakiety niczym grad strzał spadły na pływające kolosy. Dzięki temu szarżujący Persowie przedarli się. Ich torpedy rzucone niczym oszczepy pogrążyły się w stalowych wnętrzach i kolejne okręty wstrząsane eksplozjami osuwały się w głąb królestwa Posejdona. Inne materiały pokazywały bój w przestworzach. Orły archonta spadały na miasta, wioski i twierdze Persów. Ci ostatni bronili się, ale nie sami. Raz po raz Artemida słała w niebo strzały, a każda dosięgała celu. Baal Szamin spadł na stalowe ptaki z wyżyn nieba, łamiąc im skrzydła i w kulach ognia strącał na ziemię. Na tej ostatniej zaś, piesze zastępy Archonta prowadziły bój morderczy z perskimi Ifrytami. Z nimi szedł Ares i szalał gasząc życie żołnierzy jak świece, niszcząc ciosami swego miecza stalowe rydwany czołgów jak dziecinne zabawki. Archontowi było dość. Poczuł dotknięcie Tanatosa ruszył do królestwa Hadesa.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Witaj, Anonimie. :)

Doskonale przekazałeś rozmowy/przetargi/granie na zwłokę/knowania/wymyślne plany strategiczne, które najprawdopodobniej toczą się w każdym sztabie podczas każdej wojny. :) Oczywiście, pewne rzeczy są ponadczasowe, pewne – właściwe dla danej epoki, lecz ich umiejętne wykorzystanie czyni tekst jeszcze bardziej dowcipnym. :) Brawa! :)

Osobne gratulacje za pomysłowe imiona bohaterów, doskonale oddające ten czas. 

 

Nie jestem pewna, czy według Regulaminu może aż tyle osób mówić w scenie III. Przepraszam, jeśli się mylę. 

Z technicznych:

zerknij na przecinki, bo często ich brakuje

pod wrogiej nam stanie stronie

raz jest: wole z literówką

 

Wojny Greków z Persami to niezwykle barwna i wspaniała karta historii, dziękuję za jej odkurzenie w tak świetnym tekście. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Co do ilości osób, to w scenie 3 jednocześnie nie ma więcej niż trzech postaci, posłańcy przychodzą i wychodzą więc wydaje mi się że powinno być ok. 

 

No chyba żeby jednak nie było sprawdzę 

 

Co do ilości osób, to w scenie 3 jednocześnie nie ma więcej niż trzech postaci, posłańcy przychodzą i wychodzą więc wydaje mi się że powinno być ok. 

No chyba żeby jednak nie było sprawdzę 

 

Możliwe, nieco tracę tutaj rozeznanie, czytając Regulamin, czy tu chodzi o występujących w ogóle w danej scenie, czy w jednym czasie, zatem raz jeszcze przepraszam, jeśli się myliłam.

Pozdrawiam. :)

Z tego co pamiętam w klasycznej tragedii greckiej na scenie jednocześnie mogły być tylko 3 postacie choć w scenie mogło brać udział ich więcej. 

 

Aczkolwiek głowy za to że o to chodziło w regulaminie nie dam, no chyba że czyjąś,  ;)

 

laugh Mam podobnie. :D 

Także nie bardzo wiem, jak interpretować zapis regulaminowy, ale byłoby szkoda, gdyby z powodu takiej błahostki cokolwiek przepadło.

Pozdrawiam ciepło, Anonimieheart

Fajnie połączyłeś dramat z bogami i teraźniejszością :). Dostrzegłam kilka przejęzyczeń, ale czytałam wtedy na komórce w nocy i nie zdołałam wypisać.

 

Wybaczcie, ale jak ofiary składać, gdy zewsząd broni ognia palić jak nie norma emisji dwutlenku węgla, to zakaz emisji pyłów.

Świetne laugh.

 

Powodzenia w konkursie :)

 

Poszukam, poprawię dziękuję za miłą opinię smiley

Anonimie, doceniam pomysł na pomieszanie postaci mitologicznych z treścią współczesną, ale opowiadanie, jako całość, nieszczególnie przypadło mi do gustu.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

Krew i ogień były da­le­kie, ni­czym pi­sa­ki pu­sty­ni po­ło­żo­ne za mo­rzem… ―> Co to są pisaki pustyni?

A może miało być: Krew i ogień były da­le­kie, ni­czym pi­as­ki pu­sty­ni po­ło­żo­ne za mo­rzem

 

Lecz choć zie­mia drża­ła pod kor­ka­mi zbroj­nych―> Jakimi korkami?

Chyba miało być: Lecz choć zie­mia drża­ła pod kr­oka­mi zbroj­nych

 

Ar­te­mi­da ma dług wdzięcz­no­ści z to… ―> Ar­te­mi­da ma dług wdzięcz­no­ści za to

 

Panie re­ali­zu­jąc twą wolę panie rzu­ci­li­śmy w bój… ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Niech wznio­są mody do Po­sej­do­na i złożą mu ofia­ry… ―> Czy maja wznieść ostatni krzyk mody?

A może miało być: Niech wznio­są modły do Po­sej­do­na i złożą mu ofia­ry

 

Pędzę prze­ka­zać twą wole panie. ―> Kolejna literówka.

 

Z nimi szedł Ares i sza­lał ga­sząc życia żoł­nier­skie jak świe­ce―> Z nimi szedł Ares i sza­lał, ga­sząc życie żoł­nierzy jak świe­ce…

Życie nie ma liczby mnogiej.

Gdy poprawiałem błędy długo zastanawiałem się nad ziemią drżącą pod korkami zbrojnych. Bo niby powinno być krokami, ale deptanie korkami piłkarskimi bolało by bardziej ;) 

 

Dziękuję za pomoc :)

Nowa Fantastyka