- Opowiadanie: Ślimak Zagłady - Smok żyjący w miasteczku Osuwne

Smok żyjący w miasteczku Osuwne

Spełnia większość założeń formalnych dotyczących limeryków, chociaż purysta mógłby obruszyć się z powodu faktycznego połączenia ich w jeden wiersz (zamiast tylko dążenia do wspólnego wątku). Przypuszczam, że to godziwa cena za możliwość rozbudowania fabuły. Niektórzy poczytaliby za drobne uchybienie także fikcyjną miejscowość w klauzuli pierwszego wersu.

Dyżurni:

brak

Oceny

Smok żyjący w miasteczku Osuwne

Smok żyjący w miasteczku Osuwne

miał zapłacić trzykrotne pogłówne,

więc pożywił się kniaziem,

wyzywając go na ziem,

po czym zabrał ze sobą kniaziównę.

 

I mieszkali we dwoje w Borżawie,

zapoznając się z sobą ciekawie,

ale zdrowie za chwilę

im zakłóci idyllę,

więc przeniosą się w nasz czas czym żwawiej.

 

Tak też właśnie na szpital w Winnicy

natrafiają baśniowi stronnicy,

gdzie radiolog Ołena

promieniami Rentgena

uwidacznia złamanie miednicy.

Koniec

Komentarze

Świetna historia :) Podoba mi się!

Che mi sento di morir

To miło, cieszę się z pierwszego zadowolonego czytelnika!

Jak fanem limeryków i wierszy nie jestem, tak tutaj bardzo mi się podobało ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Witaj.

Doskonałe

cal za calem,

wers za wersem;

jeszcze, jeszcze! :) 

 

Pozdrawiam i gratuluję talentu. :)

Pecunia non olet

A to miednica to smoka czy kniaziówny?

Wymądrzać się nie będę, bo się nie znam, u mnie to zazwyczaj na czuja. I na czuja mi się podobało :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Danielu, to wielka przyjemność trafić do kogoś, kto na co dzień nie jest zwolennikiem poezji!

 

Bruce, we właściwym czasie na pewno będzie jeszcze, jeszcze. Nie planuję zawiesić rymotwórstwa na kołku, tylko dalej się rozwijać. Co do oceny talentu, wszystko zależy od tego, jaki mamy punkt odniesienia – co innego porównywać się z Wenclem, co innego ze Słowackim.

 

Irko, to dobrze, że podobało Ci się “na czuja” – wszelkie schematy formalne są naprawdę użyteczne tylko wtedy, gdy mogą sprawić, aby wiersz odpowiadał komuś, kto nigdy o nich nie słyszał. Co do miednicy… Logicznie rzecz biorąc, pewnie kniaziówny, bo pod zwykłym szpitalnym aparatem rentgenowskim trudno położyć smoka.

 

Koniec końców: bardzo dziękuję za wszystkie te miłe komentarze! Przepraszam też za poślizg w odpowiedzi, byłem akurat zajęty.

Ja wciąż nie wiem, miednica a czyja

czy księżniczki nadobnej, czy żmija

czy okłady pomogą

lub trza nabyć maść drogą

gdy bohater z bólu się zwija

Zręczna rymowanka, na temat, dziękuję! Okłady i maść w niczym nie pomogą, złamanie miednicy to uraz wymagający zazwyczaj operacji zespalającej i wielomiesięcznego unieruchomienia. Zresztą bohaterowie musieli zdawać sobie sprawę, że sytuacja jest poważna, skoro zdecydowali się na podróż w czasie i skorzystanie z możliwości obecnej medycyny, zamiast próbować sobie radzić na własną rękę (łapę, skrzydło).

Mocne :>

Domyśliłem się, że tak będzie na podstawie Twojego wpisu pod moimi limerykami – pięknie trzymasz wzorcowe metrum. Można by się na siłę czepiać dziesiątego wersu, który czytany naturalnie nie trzyma się anapestu. Ale bez przesady. Ten nietypowy akcent wręcz wprowadza ożywienie. A tak w ogóle nie bądźmy nudnymi formalistami, skoro nawet surowa Organizatorka otwarcie udzieliła tu dyspensy ;)

No dobra. Cokolwiek by mówić: fajowsko rytmi toto :) A i treść jest odpowiednio przewrotna oraz dowcipna. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pięknie dziękuję za cenny, merytoryczny komentarz!

Można by się na siłę czepiać dziesiątego wersu, który czytany naturalnie nie trzyma się anapestu.

I owszem, aby odczytać to zgodnie z ogólnym rytmem, trzeba położyć nieoczywisty akcent na “nasz”, w dodatku powstaje wówczas przykry efekt fonetyczny zbliżony do “naszczasz”. To jest drobne potknięcie, rzeczywiście nie udało mi się tego lepiej rozwiązać (a przyznam po cichu, że nie bardzo wierzyłem, aby ktoś to spostrzegł – dobra robota). Inna rzecz, że wygibasy słowne, niepokrywanie się wyrazów ze stopami rytmicznymi i nadłamywanie toku w granicach przyjętego metrum to częste cechy limeryków. Spójrzmy chociażby na Limeryki o narodach – jest tam nawet kilka klauzul wciśniętych wewnątrz wyrazu…

Mocne (…) A i treść jest odpowiednio przewrotna oraz dowcipna.

Napisałeś to odpowiednio subtelnie, ale na podstawie poprzednich komentarzy nie odniosłem wrażenia, aby któryś z czytelników przed Tobą rzeczywiście zastanowił się nad przebiegiem zdarzeń i przyczyną urazu.

Życzę wiele przyjemności poetyckiej i pozdrawiam!

Na wierszach znam się jak mysz na gwiazdach, ale podobało mi się. Oj, ta złamana miednica… :D Bardzo rytmicznie się czytało, no ale już widziałam, że się znasz na rzeczy. Więc tylko pozostało mi pogratulować trój-limeryku!

Bardzo mi miło, że zajrzałaś i skomentowałaś! Muszę przyznać, że anapest to zdecydowanie mój ulubiony wzorzec rytmiczny, więc mam już trochę doświadczenia. Z myszą byłbym ostrożny, na przykład mysz z uniwersum Lowina na pewno może trudnić się astronomią! A co do, oj, złamanej miednicy… dla porównania można zapoznać się z bajką Waligórskiego o kotku, lisku i potencjalnym niedźwiedziu (z cyklu Bajeczki babci Pimpusiowej).

Z podziękowaniem i pozdrowieniami,

Ślimak Zagłady

Ślimaku, nie mam pojęcia, czym jest anapest, ale wierzę w Twoją fachowość. :D

Silvo, anapest bardzo łatwo wyjaśnić – chodzi tylko o to, że kiedy czytasz wers, akcent ma padać na każdą trzecią sylabę z kolei:

Pieśń ma była już w grobie, już chłodna,

krew poczuła, spod ziemi wygląda…

(Mickiewicz);

Powiedz, w jakim znalazłeś go grobie,

królewicu, dowódźco korabli…

(Słowacki);

A ja może się z Tobą ożenię,

nieszczęśliwe się dzieci urodzą…

(Kaczmarski);

Smok życy w miasteczku Osuwne

miał zapłacić trzykrotne pogłówne…

(Ślimak).

 

Wydaje mi się, że te przykłady pokazują ideę w miarę zwięźle i klarownie.

 

Chyba rozumiem. Jestem pełna podziwu dla osób, które potrafią napisać sensowne wiersze podlegające tym wszystkim regułom.

Mało jest poetów, którzy uczą się tych zagadnień na drodze rozumowej – i jeszcze nie wiem, czy w ten sposób można zostać poetą naprawdę dobrym (chociaż, jak widzisz, próbuję). Chyba wszyscy mistrzowie twierdzili, że te reguły mają od dzieciństwa we krwi, trzymanie się ich przychodzi im równie naturalnie jak oddychanie. Z tego też powodu takich pojęć formalnych nie tworzyli wybitni poeci, tylko raczej krytycy literaccy.

Silvo, przeczytaj poniższy fragment Lokomotywy Tuwima jeszcze raz. Akurat nie anapest, tylko chyba ten drugi hultaj, ale doceń ten rytm, gjenjusz:

 

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?

A co to to, co to to, kto to tak pcha,

Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?

To para gorąca wprawiła to w ruch,

To para, co z kotła rurami do tłoków,

A tłoki kołami ruszają z dwóch boków

I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,

Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,

I koła turkocą, i puka, i stuka to:

Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

 

Kto zarzuci dziewicy byłej

że naraża nadmiernie smoka

ten oberwie pasem przez tyłek

i grzeczności pozna w podskokach!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zabawne i fajne, bo się skleja w jeden wiersz :)

A anapest jest dalej dla mnie niezrozumiały ;)

Known some call is air am

Świrybie (jeżeli mogę tak familiarnie), bardzo dziękuję! Spodziewałem się tutaj wielu rzeczy, ale punkcika do Biblioteki akurat niekoniecznie. Miło, że doceniasz. W szczegółach…

Akurat nie anapest, tylko chyba ten drugi hultaj

Zdecydowanie “ten drugi hultaj” zwany amfibrachem. Czesi i Słowacy mają jeszcze tego trzeciego hultaja, czyli daktyl, w poezji polskiej występuje raczej teoretycznie, u nich prawie ciągle.

Kto zarzuci dziewicy byłej

że naraża nadmiernie smoka

ten oberwie pasem przez tyłek

i grzeczności pozna w podskokach!

Ująłeś tutaj sedno sprawy (rzeczywiście nie sądzę, aby zarzut o “nadmierne narażanie smoka” był słuszny), a w dodatku utrzymałeś rzadki wzorzec 4+5. Śliczne. Czy komentarzy biorących udział w konkursie nie należało pogrubiać?

 

Sewerze, cieszę się, że zajrzałeś, zwłaszcza kiedy (jak wspominałeś przy moim Maracie w wannie) na ogół nie interesujesz się poezją. To miłe, że odpowiada Ci sklejenie w jeden wiersz, chociaż w gruncie rzeczy jest to sprzeczne z klasycznymi prawidłami limeryczenia.

A anapest jest dalej dla mnie niezrozumiały

A to szkoda, naprawdę starałem się klarownie tłumaczyć. Jeżeli masz jakieś konkretne pytania czy wątpliwości, oczywiście nie wahaj się ich przedstawić!

 

Pozdrawiam,

Ś

Lepiej bawić się wierszując 

Niż rozgrubiać konkursując :-)

 

 

(Beryl, masz.credits za inspirację do rozgrubiania)

 

Outta:

Stopy i łby i inne takie są też wyjaśnione na http://limeryki.pl/

A najlepiej to słychać, jak się czyta na głos. Każde z tych mądrych określeń oznacza inny rytm, który idzie usłyszeć.

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Komu idzie, temu idzie. Znam takich, którzy słuchają na przykład wykonań wspomnianego wyżej Kaczmarskiego i nie znają określeń rytmu z zakresu teorii wersyfikacji, ale potrafią go wybębnić palcami czy nawet zagrać na gitarze. Ja z kolei odwrotnie – mogę powiedzieć, że Nasza klasa jest napisana trochejem (4+4), a Mury wierszem tonicznym, ale nie odbieram tego wewnętrznie jako rytmu w sensie muzycznym, muszę rzucić okiem i sobie szybciutko przeliczyć, a jakbym spróbował to zagrać, toby mnie pewnie przymknęli za zakłócanie porządku publicznego.

Stopy i łby mówisz, PsychoFishu? Cóż, mój łeb jest na to za mały, więc stopy mnie raczej w stronę poezji nie poniosą ;) Ślimaku, Ty klarownie to wytłumaczyłeś, jednak szkoda Twojego czasu, żeby takiemu profanowi jak ja próbować tłumaczyć raz jeszcze, bo łeb tego nie przyjmie, chociażbyś wpychał mi do niego na siłę te reguły, a nawet ubijał je stopą ;) Z telefonu piszę, wybaczcie brak formatowania.

Known some call is air am

Outta, w dawnych czasach wersyfikacja łacińska (skądinąd sporo trudniejsza od polskiej) była podstawowym narzędziem gnębienia gimnazjalistów i większości w końcu jakoś wchodziła do głowy, więc nie wątpię, że i Twój łeb by to spokojnie przyjął, gdyby tak usiąść i wszystko systematycznie wyjaśnić.

Brak formatowania w niczym nie przeszkadza, przecież wszystkie zdania zapisałeś poprawnie.

Ja kojarzę anapesty (i inne, np. jamby, trocheje i daktyle) z wierszem “Noc Listopadowa” Gałczyńskiego.  :)

Pecunia non olet

I to ładny wiersz. Kiedyś już chyba musiałem go czytać, ale prawie nic nie pamiętałem. Gałczyński miał ten trzeźwy dystans do opisywanych zdarzeń. Rzeczywiście miłe skojarzenie!

Ja go akurat znam na pamięć, przysłowiowo obudzona o północy, zawsze powtórzę w całości, bo był moim sztandarowym przez pół podstawówki na konkursach recytatorskich. :)

Pecunia non olet

Smok przeżył. Jestem za :D.

Dream big.

Lepiej żyć z podbitym okiem

niż do łóżka pójść ze smokiem.

 

Fajna historyjka, acz najbardziej mi się podoba pierwszy limeryk. Dalej to już trochę rozwadnianie i rozciąganie pomysłu.

Babska logika rządzi!

Dogsdumpling, tutaj wyraźnie popieram Twoją opinię, uśmiercanie smoków jest nadużywane. To piękne, majestatyczne stworzenia; ubijanie ich w niemal każdej fabule, w której występują, jest niesmaczne zarówno z psychologicznego punktu widzenia (interesujący, niezależny bohater z oryginalnym poglądem na świat), jak i ekologicznego (ginący gatunek). Niestety, trudno napisać wiarygodny happy-end ze smokiem, ponieważ w świecie opanowanym przez ludzi właściwie brakuje im kontekstu, w którym mogłyby “żyć długo i szczęśliwie”, czyli niszy ekologicznej. Może kiedyś popełnię o tym opowiadanie w formie pseudorozprawy? Bardzo dziękuję za wizytę i komentarz!

 

Finklo, po przeczytaniu Twojego komentarza stwierdziłem, że muszę przespać się nad tematem. Z początku byłem sceptyczny, ale teraz dochodzę do wniosku, że właściwie masz rację. Pierwszy limeryk zawiera ponad 50% treści merytorycznej całości, a to już niedobrze.

Pierwotny projekt był taki, aby odejść od schematu “smok porywa księżniczkę i nikt nie wie, po co”, pokazać, że on w tym przypadku odczuwa potrzebę zatroszczenia się o dziewczynę, którą pozbawił ojca, że z czasem nawiązują coraz bliższe relacje i troszczą się o siebie nawzajem. Wyszło… nieszczególnie.

Drugi limeryk służy tylko jako pomost, który pobieżnie wspomina o tych relacjach i wprowadza wątek podróży w czasie jedynie dlatego, że jest potrzebny (deus ex machina). Trzeci zaś pozwala tylko wypracować pointę, którą trudno uznać za bardzo udaną, skoro części czytelników wyda się niezrozumiała, a części obrzydliwa.

Tak, prawdopodobnie lepiej byłoby poświęcić głębokość relacji smoka i kniaziówny, rzecz przyciąć, a za to zyskać miejsce na dwa inne dobre limeryki. Wciąż jestem zupełnie zadowolony z całości – to, że tekst mógłby być jeszcze lepszy, nie znaczy, że aktualnie jest zły, zresztą widzę, że sama tak uważasz – jednak Twoją uwagę uznałem za cenną i dobrze ją sobie zapamiętam na przyszłość.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Cieszy mnie Twoja wizyta i ocena – bardzo dziękuję!

http://altronapoleone.home.blog

Nie spodziewałem się, że znajdziesz ilustrację tak ładnie pasującą do kontekstu – i poniekąd otwierającą nową perspektywę. Bardzo mi miło!

Najwyraźniej mnie nie doceniasz ;)

http://altronapoleone.home.blog

Najwyraźniej muszę się tego jeszcze nauczyć! Chociaż nie musisz wątpić, że pod względem literackim naprawdę doceniam Twoją twórczość.

Swoją drogą, nie jestem pewien, czy jako jurorka powinnaś “klikać” tekst przed ogłoszeniem wyników konkursu, ale z pewnością nie będę narzekał – już tylko jeden krok do pierwszego wiersza bibliotecznego od czasów Traktatu o poezji Corrinna, a to raczej miłe.

To jest żartobliwy konkurs, zamierzam poklikać wszystko, co w nim uznaję za klikalne ;) Nie lubię jak teksty na bibliotekę zasługujące, zbyt długo się kiszą w poczekalni…

http://altronapoleone.home.blog

Dobrze, poświęcę swoje dobre imię: p Spłodzę wyrób limerykoniepodobny, bo bez niego nie mogę skarżyć. ;-)

 

Patrzy raz drugi, radiolog, Olena z Winnicy,

A gdzież się podziało złamanie miednicy,

Prawdziwy człowiek w smoka żołądku,

Pożera czcionki, czy aby w porządku,

Skan robi i przesyła do… mennicy.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Drakaino, pewnie, że konkurs żartobliwy – i bardzo mi się podoba! Oczywiście, staram się tutaj rozwijać i pisać coraz lepiej, ale to nie znaczy, że muszę cały czas zgrywać ŚPL (Śmiertelnie Poważny Literat / Ślimak Pożerający Liście). Tej śmiałości klikania muszę się dopiero nauczyć, ale dopiero co uzyskałem uprawnienia, więc na to jeszcze czas.

 

Asylum, jaki miły wyrób limerykoniepodobny! Trochę w stronę pure nonsense, ale nie wierzę, aby mógł zaszkodzić Twojemu dobremu imieniu: intencje przecież szczytne…

 

Ma tu miejsce smoczyca Asylum,

aby talent rozwinąć i skrzydła:

legioniści nie rzucą w nią pilum,

szewczyk nie da strutego jej bydła,

nie pojawi znienacka się przy niej

święty Jerzy dzierżący dwie włócznie…

Wciąż się lęka o dobre swe imię,

ale w mojej opinii – niesłusznie…

Rymy od Ciebie, Ślimaku, zgapiłam. xd. Jeśli miły, znaczy ok. Pilum – bardzo ciekawe!

Stworzę innego potworka w odpowiedzi. Nie limeryk i trochę mało zabawny. :-)

 

Niektórzy ludzie z Bytowa, dumali, czym jest krowa,

A ona, wszem i wobec wiadomo, że jest wołowa.

 

Dalej siedzę w poprawianiu swojego opka, jakie to uciążliwe. Niemożliwie.

Gratki za pierwsze miejsce w limerykowaniu! :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Najmocniej dziękuję za gratulacje awansem, gdyż na razie to jeszcze nie pierwsze miejsce, lecz wyróżnienie za najlepsze rymy! Oczywiście, naprawdę mnie cieszy Twoja dobra opinia o tym trójlimeryku i takie przewidywania.

Ex aequo, od Drakainy, moim zdaniem, ważne! Cudnie wyjaśniasz i fajnie rymujesz. To Twoje pierwsze opko, które czytałam zapadło mi w pamięć, bo były w nim niespodziewane zwroty akcji, jak w limerykach. Trochę doczytałam o limerykach. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tak, z rymowaniem na pewno nie jest źle. Mam dobre wzorce, czytałem sporo poezji (porządnej, klasycznej poezji, sprzed czasów, kiedy wiersz zmienił się w esej manierycznie podzielony na linijki). Jako niemal niewyczerpane źródło inspiracji rymotwórczej mogę polecić na przykład Słowo o Jakóbie Szeli (pisownia przez ó oryginalna, wówczas była poprawna).

To przyjemne, co piszesz o tym pierwszym opowiadanku, bo traktowałem je tylko jako nieśmiałą wprawkę. Ogólniej, naprawdę cenię Twoje komentarze pod tekstami: rzetelnie wytykają słabości, pozostawiają mnóstwo materiału do przemyśleń i czuję, że na nich wiele korzystam. (Nawet zmodyfikowałem Spisek na tle Twojej porady, choć wymagało to nielichych kombinacji z liczbą znaków.) Szkoda, że wcale nie zdołałem się dotychczas odwdzięczyć – przymierzałem się jakiś czas do skomentowania Pali się, moja panno, ale stwierdziłem, że trudno mi się odzywać pod opowiadaniem, którego na dobrą sprawę nie rozumiem.

Czesc Slimaku. Doceniam. Podobalo mi sie. Zaczynam byc fanem Twojej poezji :) Komponujesz teksty moze?

Cześć, Silvanie! Bardzo mi miło, że doceniasz. Nigdy nie miałem okazji spróbować komponowania tekstów (jedna moja dobra koleżanka ponoć założyła zespół, ale wcześniej urwał nam się kontakt). Potrafię utrzymać zadany rytm, kiedy przekształcę go sobie matematycznie do odpowiedniej postaci (słuchu muzycznego nie mam) – myślę więc, że mógłbym spróbować. Zresztą mam w szufladzie trochę tekstów i nie wykluczam, że któryś nadałby się do recyklingu.

Moje opka są jasne i niejasne, choć w gruncie rzeczy przeważa druga szalka wagi. Muszę to przyznać. Zobaczymy. ;-)

Słowo o Jakóbie – przeczytam, ta tematyka pozostaje ciągle w kręgu mojego zainteresowania, chyba przez Ledera i sama nie wiem – co. 

Odwdzięczyć się zdołasz, konkursów ci tutaj dostatek, więc gdy coś skrobnę, odezwę się. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dodam tylko dla ścisłości, abyś się nie zawiodła: polecam Słowo o Jakóbie jedynie ze względu na maestrię techniczną i jej wartość dla nauki pisania tworów wierszopodobnych, a nie ze względu na warstwę faktograficzną i interpretacyjną, która jest po prostu koszmarnie słaba! Zwłaszcza dialog bohatera tytułowego z Chrystusem bije wszelkie rekordy naiwności.

O, teraz dopiero, mnie zainteresowałeś! Słabej warstwy historycznej  pewnie nie zauważę (neptek ze mnie historyczny), ale będę miała w pamięci, że nie warto jej zawierzyć! Dzięki. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Jaki ładny! Widać, że to jeszcze bezzębny smoczy bobas, ale porównanie z budynkiem w tle – nawet przy uwzględnieniu perspektywy – sugeruje, że ma już pewne rozmiary. Bardzo dziękuję za wizytę i ilustrację!

Ładne. Pouczające komentarze. Warto przeczytać z komentarzami.

Ale jedno mnie porusza,

a właściwie wzrusza.

Bliskie poznawanie

i już połamanie.

Smoka szkoda,

ale taka ich uroda.

Morał:

Bez D witaminy

nie ruszaj dziewczyny.

Miło mi, że się spodobało. Wiele uwag rzeczywiście cennych, zresztą między innymi po to wszyscy tutaj wrzucamy teksty – aby polować na wartościowe komentarze i w ten sposób rozwijać się literacko.

 

Wierszyk śmieszny, choć niezgrabny. Ciekawe, czy smok także wytwarza witaminę D wskutek ekspozycji na światło słoneczne…

Cieszę się , że uznałeś ‘wierszyk’ za śmieszny. Jestem ahumanistą (nie anty…), więc nie mógł być zgrabny. Smoki lubię . Ten widocznie za mało przebywał na słońcu poza jaskinią, albo nie stawiał łusek ‘na sztorc’, gdy się ‘opalał’

Nie stawiał łusek na sztorc – a to kapitalne, nie przyszło mi do głowy takie wyobrażenie! Chociaż trzeba jeszcze zauważyć, że nigdzie nie jest powiedziane, która z postaci doznała tego złamania…

Obawiam się o smoka :D

Jasne, to Twoje prawo jako czytelnika i równie dobra interpretacja. Teraz zresztą przypuszczam, że lepiej byłbym zrobił, ograniczając się do pierwszej części tego potrójnego limeryku i zamiast tego może pisząc dwa inne, niezwiązane tematycznie.

Nowa Fantastyka