- Opowiadanie: silvan - Da’Vah: Wartownik

Da’Vah: Wartownik

Witam serdecznie wszystkich.

Publikuję moje drugie opowiadanie – choć jest to opowiadanie, które napisałem jako pierwsze (przynajmniej na poważnie) w życiu – jeszcze przed Gammą.

Przeszło ono sporo poprawek, a że nieźle wpasowuje się limitem i tematem w Tajemnice Światów, decyduję się na zgłoszenie. Wiem, na portalu jest mnóstwo świetnych pisarzy, po co człek się pcha?

Po pierwsze – widzę, że w startując w konkursach można liczyć na surowe i bezwzględne komentarze jury – co jest mi bardzo potrzebne.

Po drugie – jeśli opowiadanie komukolwiek sprawi choć odrobinę frajdy – bardzo mnie to ucieszy.

Miłej lektury!

 

PS. Nie betowałem. Celowo. Chciałem zobaczyć, ile rzeczy udało mi się poprawić samodzielnie w ciągu trzech miesięcy – od publikacji Gammy.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Da’Vah: Wartownik

1.  

 

– Wstawaj, bezwartościowy śmieciu!

Tylko jeden człowiek miał prawo odezwać się tak do królewskiego syna, przyszłego Da’Vah: Jorsel, zwany Mocnym, najwierniejszy przyjaciel ojca oraz dowódca Wartowników. I tylko on mógł bezkarnie wylać na mnie kubeł zimnej wody.

Szybko przygotowałem się na ostatni trening. Mocny budził nas o różnych porach dnia lub nocy, był bezlitosny, bezwzględny. Trenowaliśmy w mrozie, deszczu i w upale, siłowo oraz kondycyjnie. Bywaliśmy bici. Głodzeni. Uczyliśmy się historii, natury świata, demona i jego dawnych wyznawców. Przede wszystkim jednak zgłębialiśmy Wolę. Dlatego też my, Da’Vah, jesteśmy najlepsi. Bez nas nie byłoby normalnego życia dla innych.

Tak wyglądała moja codzienność od jedenastu lat. Moja i braci.

– Skup się, Litharze! – Jorsel zdzielił mnie Uderzeniem Woli, aż łzy stanęły mi w oczach, ale, skoncentrowany, skrycie odparłem atak. Byłem już silniejszy od nauczyciela.

Nienawidziłem brutalności Mocnego. Przysięgam, w końcu go za to zabiję! Jeszcze dwa dni i skończę szesnaście lat. Zostanę Da’Vah, Wartownikiem, stanę na Warcie. A wtedy ty Jorselu, zaczniesz nazywać mnie księciem i zaczniesz mi służyć! A wtedy ja sprawię, że umrzesz!

– Pramal! – Głos Jorsela był jak trzask bicza. Mocny uderzył chłopca otwartą dłonią w twarz. – Co ty robisz? Uczę cię, tępa głowo, już trzy lata! Myślisz, że Dag’har się nad tobą ulituje?

Mój brat najpierw się zgarbił, ale później mężnie wypiął pierś. Miał w końcu osiem lat. To już nie dziecko.

Rozejrzałem się. Na trening Jorsel wybrał czterdziestu moich braci, nawet nie połowę. Byłem wśród nich najstarszy. Najmłodszy, zaledwie pięcioletni Tyrii, dołączył do nas tydzień temu. Już prawie nie płakał.

– Do obrony! – warknął Jorsel.

Nadszedł kulminacyjny moment treningu. Nie wiedzieliśmy, czym Mocny nas zaskoczy. Jednak zauważyłem, jak w szczególny sposób marszczy czoło.

Zaatakuje zwykłym, lecz potężnym Spychaniem, pomyślałem. Woli wielu z nas nie ukształtowano jeszcze odpowiednio. Nawet ja, gdybym się nie domyślił, mógłbym zostać oszołomiony.

Jednak tym razem byłem gotowy. Spychanie nadciągnęło, jak taran. Większość braci krzyknęła, najmłodsi i najsłabsi padli na ziemię. Silniejsi walczyli z Jorselem, ale z miernym skutkiem. Nauczyciel osiągnął czwarty Sahn, co czyniło go jednym z potężniejszych ludzi w kraju.

Krzyknąłem skulony, gdy fala jego mocy wzmogła nacisk na mą Wolę i pozwoliłem sobie na Ugięcie. Choć Spychania nie kierowało się na jedną osobę, gdyż było falą, to mogło narastać w określone strony. Czekałem, aż Mocny uzna mnie za pokonanego. Gdy napór w mym kierunku nieco osłabł, uniosłem wzrok. Stało jeszcze tylko dwóch braci, choć już chwiali się na nogach.

Zaatakowałem Jorsela Uderzeniem Woli. Sapnął zaskoczony. Spróbował pojedynczego Natarcia, ale byłem przygotowany. Zwinnym Przekierowaniem wyprowadziłem go z równowagi, po czym Złamałem następnym Uderzeniem Woli.

– Dość! – krzyknął, zataczając się.

Przerwałem. Bracia powstawali powoli. Tylko nieliczni Da’Vah byli w stanie tak łatwo pokonać Jorsela. W oczach rodzeństwa widziałem podziw i zdumienie. Po chwili dołączył do nich także wzrok trenera.

– Udawałeś. – Ni to zapytał, ni to stwierdził, ale na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. A może był to cień zgrozy? Mogłem go zmiażdżyć. – To nie było potrzebne. Twój ojciec będzie zaskoczony. To koniec treningów, Litharze. Przed tobą Dzień Zadumy, a nocą staniesz w pałacu przed Wiedźmą. Jeśli cię Uzna, zostaniesz Da’Vah. Pojutrze, w noc twych szesnastych urodzin staniesz na swej pierwszej Warcie. I na bogów Goreti i Nann, nie splam mnie.

 

 

2.

 

– Witaj, Hindaro.

– O, mój piękny książę raczył mnie odwiedzić! – Zignorowałem szyderstwo w głosie nałożnicy. Pomógł mi w tym lekko szumiący w głowie miód. – Czymże służyć? Znowu będziesz mnie nagabywać i żebrać o dotknięcie? Nadal odmawiam!

– Pokonałem dziś Jorsela.

Zamilkła. Jej spojrzenie, wciąż wrogie, wyrażało także zaskoczenie.

– Kłamiesz.

– Zarzucasz kłam Da’Vah?!

– Jeszcze nim nie jesteś!

– Zostanę nim dziś w nocy!

– O ile Wiedźma cię Uzna, a to nie takie pewne. Odrzuciła już niejednego aroganta!

– Mnie nie odrzuci! W ciągu ostatnich siedmiu lat tylko Marrto pokonał Jorsela! Takich jak my się nie odrzuca! – Krzyk wyrywał mi się z gardła.

Zamiast odnieść zamierzony efekt, zobaczyłem tylko, jak wzrok Hindary staje się rozmarzony. Poczułem narastającą wściekłość. Powinna patrzeć tak na mnie, a nie marzyć o moim bracie! Marrto jako jedyny od trzydziestu lat osiągnął szósty, najwyższy Sahn, tak jak król. Już stał się legendą, a skończył dopiero dwadzieścia lat. Mawiano, że to właśnie Marrto ostatecznie pokona Dag’har, dokańczając dzieła, które zapoczątkował ojciec. Brat był wysoki, przystojny, a po matce Rothyjce miał ciemne, kręcone włosy i ostre rysy. Kobiety za nim szalały, choć to akurat było pozbawione znaczenia. Większość pięknych kobiet w królestwie Azerah brał ojciec.

Jedynie nielicznym arystokratkom, głównie z innych krajów, pozwalano zostać faworytami książąt. Nałożnic jednak brakowało, gdyż Alivader spłodził sporo ponad setkę synów. Ponieważ królewska moc objawiała się wyłącznie w mężczyznach, córki, moje siostry, odrzucano i sprzedawano do innych krajów, zawierano dzięki nim sojusze. I wymieniano na nałożnice.

Wściekłość i zazdrość narastały we mnie. To na mnie Hindara powinna tak patrzeć, na mnie!

Spoliczkowałem ją. Spojrzała na mnie zaskoczona, a wtedy zdarłem z niej suknię.

– Nie! – szepnęła, cofając się. – Nie daję ci zgody, dopóki nie zostaniesz Wartownikiem!

– Już nim jestem! – warknąłem, Tłumiąc jej wolę.

– Nie możesz! Nie przygotowałam specyfiku… – Spokorniała. Nie zdążyła krzyknąć.

Nie powinienem tego robić. Obowiązywała mnie czystość do szesnastych urodzin. Jednak wiedziałem, co mężczyźni robią kobietom, w koszarach kandydatów rzadko mawiano o czymś innym. Hindary pożądałem od roku. Wtedy trafiła do nas z Wysp Rozbitych, czego wcale nie uznawała za zaszczyt. Wiedziałem, że jest jedną z ulubionych nałożnic Marrto. Nienawidziłem brata. Podziwiałem go. Zazdrościłem mu. Nikt nie nauczył mnie radzić sobie z takimi uczuciami. Ani z żądzami.

Moja nabrzmiała męskość podpowiadała, że zasługuję na Hindarę. Zerwałem z niej resztki odzienia. Piętnastolatka nie próbowała już walczyć.

Mój pierwszy raz skończył się zaledwie po ćwierci kufla miodu. Normalnie spłonąłbym ze wstydu. Z pewnością zostałbym wyszydzony przez dziewczynę i starszych braci. Teraz jednak, chwilę po tym, jak zrobiło mi się wspaniale, zrobiło mi się niedobrze. Nie powinienem stosować wobec Hindary Tłumienia. I dopiero od jutra mogłem obcować z nałożnicami. Moja głowa, mimo niezwykłego opanowania Woli, zdawała się być niewolnikiem pożądania. Spojrzałem na nieruchomą dziewczynę, chcąc wypowiedzieć przeprosiny, ale jej szklisty, nienawistny wzrok sprawił, że uciekłem.

 

 

3.

 

Pięć kufli miodu później szedłem alejami pustoszejącego powoli Rallibu, stolicy Azerah. Nadchodził wieczór, zbliżała się Godzina Czuwania.

Choć nigdy nie opuściłem miasta, a inne widziałem jedynie na rycinach, Rallibu niezmiennie wywierało na mnie ogromne wrażenie. Mimo iż niewielkie – zamieszkiwało je może trzydzieści pięć tysięcy ludzi – było niezwykłe. Rosło powoli od czasu, gdy trzydzieści lat temu ojciec pokonał i złożył w grobowcu – wieży Treqar ciało demona Dag’har, Zła, które rozlało się niemal na cały świat. Po tamtej brutalnej wojnie nasz lud osiedlił się tu, w dawnym mieście demona. Inne kraje, jak Roth, Swenga-Tien, Libraun czy Wyspy Rozbite, z wdzięczności za ratunek i utrzymywanie Zła w Treqar, składały daniny w złocie, żywności i w nałożnicach. Jednak wieloletni brak zagrożenia sprawił, że robiły to coraz bardziej opornie.

Mocno zadarłem głowę w górę. Pięciościenna wieża Treqar, niegdysiejsza siedziba demona, stanowiła oś i centrum miasta, zbudowanego setki lat wcześniej na szczycie samotnej góry Nor, u podnóża której płynęła rzeka Palh. Treqar wyrastała setki stóp ponad miasto, emanując trupim blaskiem, a katakumby grobowca sięgały przynajmniej tyle samo w głąb skał.

Na żadnym z pięciu prowadzących do wieży pomostów, po których Dag’har co noc od trzydziestu lat próbował się wydostać, nie widziałem jeszcze Wartowników. Te pomosty, o monumentalnych filarach, miały stać się miejscem mojej Warty do końca życia.

Zmierzałem bez strachu do pałacu ojca, na spotkanie z Wiedźmą. Musiała mnie Uznać. Byłem równie potężny, jak Marrto, może nawet bardziej. Będę tym, który pokona Dag’har.

– Zjedz, panie, kurikę – krzyknął jakiś kramarz. – Dojrzewała jedynie osiem dni, idealna, zielona.

Odważny mężczyzna. I zamożny. Po Godzinie Czuwania głównie Wartownicy mieli odwagę chodzić po mieście. Handlarz nie rozpoznał we mnie swego przyszłego wybawiciela. Dopiero od jutra będę mieć prawo nosić szaty Wartowników i wtedy nie obejdzie się bez pokłonu. A kurik nigdy mi nie brakowało, nawet tych najłatwiejszych do przegapienia, przez co najdroższych, niebieskich, zebranych dokładnie piątego dnia, jedno uderzenie serca po Godzinie Wytchnienia.

Przeszedłem pod pomostem Trzecim, z Trójkąta Rozrywkowego do Arystokratycznego, zmierzając ku pomostowi Drugiemu, za którym rozciągał się Trójkąt Królewski. Budowle stały się ładniejsze, większe, ale jak w całym Rallibu, rozrastały się głównie w dół, po opadających między pomostami zboczach góry.

Jednak dwieście stóp nad rzeką Palh zbocza góry były zbyt strome, niemal pionowe, co podobało mi się najbardziej. To właściwie była przepaść. Do podnóża Nor można zejść długą, spiralną drogą lub drążonymi w skale tunelami.

Podchodząc do pałacu zobaczyłem wstępujących Wartowników. Zdaje się, że na pomoście Pierwszym stał Marrto. Jego szata powiewała, a kryształowy kostur błyszczał niemal nieskończoną siłą jego Woli, rozświetlając mrok. Już jutro ja, Da’Vah Lithar z rodu Remnii stanę tam i w końcu pokażę Dag’har, że pora zacząć się bać.

 

 

4.

 

– Podejdź, synu – rozkazał Alivader, odziany w dostojne szaty Wartownika, w swej kryształowej koronie.

Zbliżałem się powoli. Wbrew sobie czułem respekt. Król Azerah, Da’Vah szóstego Sahn przytył, ale wciąż biła od niego moc.

Spojrzałem na jednooką Wiedźmę, przykutą do głazu leżącego na wozie z dyszlem. Kobieca moc była nieczysta i tylko Wiedźmę tolerowano z racji na jej nieomylność. Pozostawała jednak więźniem, na zawsze przykutym do wielkiego kamienia, odłupanego od podstawy wieży Treqar. Z celi wywożono ją wraz z głazem tylko na czas Uznania.

Stanąłem przed ojcem, Wiedźmą i Jorselem. Z tyłu komnaty tronowej zebrało się kilkunastu starszych braci i część arystokracji Rallibu. Za królem klęczały jego aktualne nałożnice, królowe – matki. W makijażu dwudziestoletniej, ciemnoskórej Libraunki widać było wyżłobione ślady łez. Dziś odebrano jej syna i oddano go na jedenastoletnie szkolenie. Pokonam Dag’har i zakończę ten łańcuch cierpień.

– Gdy kilka dziesięcioleci wcześniej nasz lud był nic nieznaczącym górskim plemieniem, z pomocą bogów Goreti i Nann odkryłem zalążek Sahn. – Ojciec rozpoczął formułę. – Rozwinąłem Wolę, stworzyłem Wartowników, choć wtedy nazywaliśmy się inaczej. Odparliśmy sługi demona i uratowaliśmy wszystkich. Staliśmy się najznamienitsi na świecie, a choć musieliśmy opuścić naszą ziemię, przepowiednia…

Moje myśli powędrowały ku zamierzchłym czasom, pełnych honoru, walki i chwały. Pragnąłem tego. I zamierzałem dokonać rzeczy jeszcze większych, niż Alivader.

– Czy są świadkowie Woli przyszłego Da’Vah? – Słowa króla wyrwały mnie z zadumy.

– Jam jest świadkiem – odpowiedział Jorsel. – Dziś Lithar pokonał mnie.

W komnacie rozległ się szmer przyciszonych rozmów. Wszyscy zrozumieli, że to oznacza przynajmniej piąty Sahn. Ja wiedziałem, że szósty. Prawie wpływałem na świat materialny.

– Uklęknij.

Uklęknąłem i wystawiłem przed siebie dłoń. Stara, pomarszczona Wiedźma podeszła i chciwie za nią chwyciła. Rozorała ją brudnymi pazurami. Z rozkoszą powąchała krew, po czym polizała ranę zgniłym językiem. Moja Wola zniosła to z niechęcią.

– To ciekawe – zaskrzeczała i umilkła.

Badała mnie, grzebiąc w ranie. Nawet się nie skrzywiłem. Wiedziałem, że ciekawi ją moja potęga, większa nawet niż Marrto.

– Królu – rzekła w końcu. W jej głosie wyczułem szyderstwo przykryte maską służalczości. Życie Wiedźmy było afrontem dla Goreti i Nann. Jej magia to obraza. Niedługo sprawię, że starucha umrze. – W nim jest coś dziwnego. Nigdy nie czułam czegoś… Hm. Dopełnienie… Tak.

Zamarłem. Do Warty nadawał się każdy, kto osiągnął chociaż drugi Sahn. Słabsi zostawali wydaleni z Azerah jako niegodni. Zdarzało się jednak, że Wiedźma nie Uznawała braci nawet z czwartym Sahn. Niemożliwe, żeby i mnie miała nie Uznać!

– Zawiedzie? – zapytał król, bezpośredni jak zwykle.

Wiedźma ponownie zamknęła oko, a brudne szpony wbiła jeszcze głębiej w ranę. Struchlałem. Nie znalazłem w sobie Woli, aby się odezwać. Starucha nie popełniła błędu ani razu przez trzydzieści lat. Nie zawiódł nikt, o kim tak stwierdziła, nawet ci z drugim Sahn. Z kolei odrzucani przez nią nie dostawali już szansy na obronę od czasu, gdy jeden z nich zaatakował braci podczas Warty, chcąc doprowadzić do ucieczki demona.

– Dopełnienie – mruknęła starucha z wahaniem. – Czuję, jakby miał zawieść, jakby to było mu pisane. – Umilkła. Moje serce szalało. – Ale nie zawiedzie. Zrobi wszystko, co do niego należy. Wszystko.

Odetchnąłem. Z trudem powstrzymałem dłoń przed otarciem potu, który wystąpił mi na czoło. Zhańbiłbym się w ten sposób.

Teraz najważniejsze. Ledwie opanowałem wstępujący na twarz uśmiech dumy.

– Przyznaję mu… – Wiedźma zawiesiła głos na ćwierć kufla miodu. – Tak. Piąty Sahn.

Rozległy się wiwaty, krzyki, szaleństwo. Dworzanie klepali się po plecach, Jorsel miał uśmiech na twarzy, a ojciec spoglądał na mnie z dumą.

Ja jednak czułem tylko pustkę.

– Niemożliwe! – warknąłem w końcu do Wiedźmy. – Z pewnością chciałaś rzec, że szósty!

– To piąty Sahn – odrzekła spokojnie.

Czułem, jak moje marzenia się rozsypują. To bez znaczenia, że takich jak ja było może pięciu w kraju. Liczyło się wyłącznie to, że nigdy nie miałem dorównać Marrto! Nigdy nie zostanę legendą, jak on, a kobiety nie będą marzyć o mnie! Hindara nigdy…

Naraz poczułem coś zaskakującego! To napływające do oczu łzy! Musiałem użyć Woli, aby utrzymać godność. Wiedźma z pewnością się myliła! Nie byłem jednak w stanie zdobyć się na dalszą dyskusję.

– Duma mnie rozpiera. Oto mój dar dla ciebie, kryształowy kostur – powiedział Alivader. – Od teraz jesteś Da’Vah, masz prawo do naszych szat. Jutrzejszej nocy staniesz na pierwszej Warcie. Z tak potężnym Sahn daj Dag’har powody, aby zadrżał ze strachu!

 

 

5.

 

Powoli zmierzałem ku miejscu, o którym marzyłem od lat, jednak czułem jedynie porażkę. To wszystko nie tak! Miałem być wspanialszy od Marrto, a nie byłem mu nawet równy! Gorzej! Gdy stanąłem na pomoście Piątym zobaczyłem, jak on ponownie staje na Pierwszym. Tak więc to nie pogłoski. Marrto jako jedyny Da’Vah, wytrzymywał dwie Warty z rzędu i nie musiał odpoczywać po tym dłużej niż kilka dni.

Kryształowy kostur bardziej mi ciążył, niż mnie wspierał. Był symbolem rezonującym z Wolą Wartownika, świecąc. Te nocne światła miały przełamywać trupi blask wieży Treqar, dawać nadzieję.

Moja nadzieja umarła. Czułem otępienie, a energia, która wczoraj mnie przepełniała, zniknęła. Jedynie piąty Sahn. Jestem do niczego. Tylko szósty Sahn pozwala wpływać Wolą na świat materialny. Przecież prawie to potrafiłem! Tylko dzięki tym umiejętnościom ojciec poradził sobie z armią sługusów Dag’har, w końcu zabił jego ciało i zmusił do zaszycia się w grobowcu.

Przestałem sobie wmawiać, że piąty Sahn to coś wielkiego, gdyż tylko się raniłem. Przełknąłem gorycz. Musiałem pozbierać się przed pierwszą Wartą. Demon wszystko mógł wykorzystać przeciwko mnie.

Minął mnie brat Wurdill, zmierzający na Czwarty. Spojrzałem na jego twarz i prawie upuściłem kostur ze zdumienia. Wurdill przeszedł bez słowa, ale wyglądał, jak… starzec? Nie! To z pewnością złudzenie wywołane rozczarowaniem, zmęczeniem po bezsennej nocy i ekscytacją przed pierwszą Wartą.

Jednak widziałem jego twarz! Uczniom niezwykle rzadko pozwalano na spotkania z Wartownikami, ale z bratem rozmawiałem rok temu, w jego dwudzieste drugie urodziny. Już wtedy nie wyglądał za dobrze. Może toczyła go jakaś choroba? Dlaczego jednak nie zwolniono go z dzisiejszej Warty?

Nie miałem czasu na rozważania. Godzina Czuwania już minęła. Poczułem, jak szkolenie bierze górę. Na rozczarowanie sobą przyjdzie jeszcze czas.

Nadszedł zmrok. Spojrzałem z Piątego w dół, na miasto niknące w ciemnościach. Pomost rozdzielał Trójkąty Rzemieślniczy od Żebraczego. Jedynie pod Pierwszym zniszczono przejście, inaczej biedacy zakłócaliby spokój Trójkąta Królewskiego.

Nie widziałem już ludzi. Wszyscy wiedzieli, że nadchodzi czas starcia i choć Da’Vah robili swoje, nie było to przyjemne dla tych, którzy znaleźli się za blisko.

Na pozostałych pomostach rozświetliły się kostury. Bracia skoncentrowali swą Wolę. Uczyniłem to samo. Kryształ w dłoni rozbłysnął mocno, rezonując ze mną. Wbrew sobie poczułem dumę, widząc jasność tego światła. Jeśli choć jednej osobie da ono nadzieję… Może Hindara patrzy?

Nie byłem pewien, co nastąpi. Dag’har stosował różne taktyki. Wszystkie z nich analizowaliśmy, a każdy nietypowy atak zgłaszano Jorselowi i królowi. My również próbowaliśmy zaskakiwać Zło. Wymienialiśmy się w ciągu Warty lub zwiększaliśmy liczbę Da’Vah na pomostach. Wszystkie te próby przynosiły więcej szkody niż pożytku i groziły rozbiciem jedności Wartowników.

Poczułem, jak coś pełznie w moją stronę. Coś, jakby czarna mgła, pojawiło się na powierzchni pomostu. Przygotowałem Wolę. Nawet tylko z piątym Sahn byłem dla demona wymagającym przeciwnikiem.

Nowy… – Usłyszałem w głowie ciepły, oślizgły głos. – Och, jakże wielka duma! Jaka ambicja! Co za moc! Jakże zraniony przez Wiedźmę, która cię nie doceniła! Nie bój się, ja cię docenię.

Milczałem, stosując się do najważniejszej zasady Warty. Przenigdy nie odpowiadaj Dag’har.

Ona się myli, wiesz? Oczywiste, że wiesz. Jesteś równie potężny, jak Marrto. Jak myślisz, dlaczego skłamała?

Milczałem.

Powiem ci. Ona drży ze strachu. Przed tobą. Boi się twej potęgi, tego, kim mógłbyś zostać. Alivader jej to nakazał. Król wie, że z Marrto sobie poradzi, ale przed tobą drży. Pożera go strach, że odbierzesz mu władzę, która należy się tobie.

Parsknąłem.

On kocha to życie. Nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego twój ojciec nie zechciał tego dokończyć? Dla króla obecny stan to ideał. Upojony władzą, folguje chuciom! Nie robi już nic, a was wykorzystuje do tego, czego sam się boi!

– Nie waż się tak mówić o moim ojcu, demonie! – warknąłem, po czym drgnąłem.

Odpowiadasz, choć nie powinieneś. Robisz to, ponieważ wiesz, że mam rację. Zostań mym czempionem, a uczynię cię najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Pozwolę ci zejść i zbadać katakumby, najgłębsze z nich. Odkryjesz tam tajemnice, jakich ten świat nie widział. Jakie ja odkryłem setki lat wcześniej.

Zadrżałem, pełen ciekawości.

Pokażę ci, że wasza wiedza o Sahn to zaledwie zalążek. Jest dziewięć, nie sześć Sahn. Nauczę cię dziewiątego. Będziesz mógł się pojedynkować z innymi, jak marzysz! Wprowadzisz własne prawa. Hindara będzie cię pożądać!

Śliskie szepty w mojej głowie nie milkły. Pojawiły się obrazy mnie, prowadzącego armie do boju, setek tysięcy ludzi składających mi pokłony, Hindary i innych kobiet odzianych nadzwyczaj nieskromnie, patrzących na mnie z uwielbieniem i pożądaniem. Poczułem, jak moja męskość nabrzmiewa i…

– Nie – wyszeptałem, po czym dodałem z mocą Natarcia. – Nie poddam ci się, demonie! Nie pokonasz mnie, nie Złamiesz!

Och, mógłbym Złamać każdego z was w dowolnej chwili. Wierzysz, że twoi słabi bracia z zaledwie drugim Sahn są dla mnie przeciwnikami?

– Nasza siła jest wspólna, połączone Wole czerpią z najsilniejszego Sahn! – Narastająca wściekłość zagłuszyła myśl, że być może mówię zbyt wiele.

Ja mam wieczność, a wasza Wola wytrzymuje ledwie kilka lat. Widziałeś kiedyś starego Da’Vah? Popadacie w szaleństwo, niektórzy już po roku. Mogę Złamać nawet Marrto.

– Łżesz! Marrto jest w stanie nawet dwa dni z rzędu stawiać ci czoła!

Aż dwa dni! – W głosie demona wyczułem szyderstwo. – To tylko dlatego, Litharze Potężny, że jedynie go muskam, skupiając się na reszcie. Bawi mnie, jak pławi się w swej arogancji. Jest słaby. Ty jesteś silny i ambitny. Zostań mym czempionem!

– Idź precz! Gdybyś mógł nas pokonać, już dawno byś to zrobił!

Może czekałem na kogoś takiego jak ty?

– Nie poddam się!

To nie znaczy, że mi się nie przysłużysz. Dziękuję za pouczającą rozmowę.

Wola demona zniknęła. Odetchnąłem z ulgą, a wtedy poczułem Uderzenie Woli o sile stu Jorseli. Sapnąłem, nie wiem jakim cudem wytrzymałem. Zaraz po Uderzeniu nadeszło mordercze Spychanie. Widziałem przygasające kostury braci, czułem, jak nasze Wole łączą się, czułem przerażenie wszystkich, poza Marrto. Tylko on się nie bał. Był światłem w ciemnościach, naszą nadzieją.

Widziałem koszmarne obrazy, krew, parujące jelita, śmierć, tortury i ciemność. Widziałem pałające mocą martwe ciało demona w krypcie Treqar. Ledwie stałem, gdy demon zaatakował Wciąganiem, próbując rozerwać naszą jedność. Gdy odpowiedziałem Przekierowaniem, Dag’har zdzielił mnie Uderzeniem Woli, aż w oczach stanęły łzy, a krew poszła z nosa. Odparłem to Tłumieniem, ale natychmiast przyszło Natarcie. Byłem bliski paniki, czułem, że nie dotrwam do świtu. Przecież moja Warta ledwie się zaczęła, a już prawie zostałem Złamany! Jak wytrzymywali to bracia z drugim Sahn?

I ta straszna myśl, zasiana przez demona… Co ze starszymi Da’Vah? Najbardziej zasłużeni wyjeżdżali ponoć jako ambasadorzy, poza granice Azerah, choć mawiano, że Wartownicy służą w Rallibu dożywotnio. Czyżby w słowach Dag’har kryło się ziarno prawdy?

Nie pamiętam, jak dotrwałem do Godziny Ciemności. Demon zmienił kierunek ataku, ale kufel miodu później powrócił z potężną falą Spychania. Gdy stawiłem jej czoło Tłumieniem, coś niemożliwego oderwało moją uwagę. Spojrzałem nierozumiejącym wzrokiem w prawo, na Wurdilla. I, pomimo odległości, zobaczyłem jego okrutny uśmiech, gdy odrywał swoją Wolę od mojej.

Demon wyczuł mój szok. Zaatakował natychmiast. Fala Spychania zalała mnie. Krzyknąłem, zataczając się, a mój kostur przygasł. Opadłem na kolana. Spojrzałem błagającym wzrokiem na Marrto, ale widocznie nie był w stanie mi pomóc. Postawiłem do walki każdą odrobinę sił, lecz potężne Uderzenie Woli rozbiło mnie i Złamało. Padłem na Piąty, tracąc przytomność. Zobaczyłem jeszcze przelatującą nade mną czarną mgłę.

Twoja pomoc była nieoceniona.

Zapadła ciemność.

 

 

6.

 

Zdrajca! Tchórz! Niegodny! Marnotrawstwo trzydziestu lat! Zgnij!

Obudziłem się w lochu, przykuty do skały. Głosy nie były snem. Za kratami celi widziałem dworzan, braci, kilka matek i nałożnic. Spoglądali na mnie z pogardą i gniewem. Usiadłem z trudem. Zobaczyłem, że rozerwano moją szatę Da’Vah, a kostur złamano. Wspomnienie Warty powróciło, świadomość tego, co się stało… Zawiodłem! Przez moją porażkę Dag’har uciekł!

Zwymiotowałem. Oczyściło to nieco mój umysł. To nie moja wina! To Wurdill! On…

Usłyszałem kroki i zgromadzeni rozstąpili się. Do krat podszedł ojciec z Jorselem i Marrto. Oblicze nauczyciela wyrażało bezbrzeżne rozczarowanie i sprawiło mi ból. Marrto stał spokojnie, obojętnie. Twarz ojca była czerwona z gniewu, kryształowa korona na czole emanowała jego mocą.

– Litharze, który zawiodłeś, na wieki pozbawiłeś się godności. Zniszczyłeś poświęcenie tysięcy ofiar wojny sprzed trzydziestu lat, splamiłeś honor Wartowników i mój. Sprawiłeś, że kolejne setki ludzi umrą, zanim ponownie poskromimy demona. Twoje imię zostanie wymazane ze wszelkich zwojów, aby nie pozostał żaden ślad po tej haniebnej zdradzie. Jutro, w Godzinę Spokoju, zostaniesz przeze mnie Złamany. Następnie twoje ciało zostanie rozerwane na cztery części i spalone, tak, abyś twym słabym nasieniem nie zapłodnił żadnego łona.

– To nie ja! – krzyknąłem. – To Wurdill zerwał jedność! Marrto, byłeś tam, musiałeś to poczuć! Powiedz! Wytrwałbym!

Brat milczał.

– Czy odpowiadałeś demonowi? – Zadał w końcu tylko jedno pytanie.

Umilkłem, czując obezwładniająca bezsilność. Opadłem na skały i zapłakałem.

Zebrani odwrócili się ode mnie i wyszli.

 

 

7.

 

– Wstań!

Silny głos Marrto poderwał mnie ze skały. Spojrzał na moje kajdany, a te pękły. Jakże potężny był jego Sahn!

– Nie wiem, dlaczego złamałeś prawo i odpowiadałeś demonowi. Wurdill jednak pozbawił cię pomocy. Nie sądzę, abyś zasługiwał na śmierć. To mój ostatni dar dla ciebie. Życie. Co z nim zrobisz, twoja rzecz. Ale uciekaj. Kieruj się ku Górnym Lochom. Tam znajdziesz strażnika, który czeka na ciebie z powozem. Nigdy więcej tu nie wracaj!

– Dziękuję – wyszeptałem. Marrto skinął głową i odszedł.

Nie chciałem umierać! Odejdę, ale wrócę tu nierozpoznany za rok i odnajdę Wurdilla. Zmuszę go do przyznania się do zdrady i zabiję go!

Ledwie ruszyłem korytarzami, gdy otworzyły się drzwi do jednej z cel. Szponiasta ręka chwyciła mnie za ramię niezwykle mocno i wciągnęła do środka.

– Nie mamy wiele czasu! Chodź! – zaskrzeczała jednooka Wiedźma. Nie była przykuta do swojej skały?

Otworzyła ukryte w ścianie przejście i wciągnęła mnie w tunel.

– Zostaw! – Szarpnąłem się w końcu, gdy dotarło do mnie, z kim mam do czynienia.

– To pułapka! Jeśli nie pójdziesz za mną, zginiesz!

Poddałem się. Miałem skruszoną Wolę. Dobrze, że ktoś chciał mną kierować.

Weszliśmy do niewielkiej komnaty. Wiedźma podała mi odzienie i pełne sakwy.

– Litharze, mamy mało czasu. Nie zawiodłeś. Wszystko uknuł Marrto. Wyczułam jego przyszłość, gdy go Uznałam lata wcześniej. A musiałam go Uznać, bo jego zdrada to jedyna droga do ostatecznego pokonania Dag’har! To wszystko musiało się stać, a ty jesteś dopełnieniem! Znasz przepowiednię o twoim ojcu? Ona nie jest o nim! Ona jest o tobie!

Spojrzałem na nią zdumiony.

– O mnie? To ojciec jest bohaterem, który pokonał demona!

– On go tylko zabił i uwięził. Ty go pokonasz ostatecznie!

– A co Marrto ma z tym wspólnego?

– Wszyscy Da’Vah tracą w końcu zmysły! Marrto nie godził się z tym, że za kilka lat zostanie wrakiem. Do tego szalenie pożąda kobiet. Rozmawiał z Dag’har i uległ jego podszeptom. Czego mógł chcieć? Rusz głową!

– Nie wiem… – Mój umysł wciąż nie pracował jasno.

– Spójrz! – Zadrapała mnie szponem i wsadziła go w ranę. W głowie ujrzałem komnatę tronową. Ojciec leżał martwy, a nad nim stał Marrto w jego koronie. Obok okrutnie uśmiechał się Wurdill, brat o twarzy starca. Ludzie skandowali:

– Umarł król, niech żyje król! Niech żyje król Marrto!

– Cisza! – krzyknął Marrto. – Alivader musiał umrzeć, gdyż potajemnie uwolnił Lithara Zdrajcę! Był w zmowie z nim i Wiedźmą! Dag’har opanował ich umysły! A teraz złapać zdrajcę i Wiedźmę! Zmierzają ku Górnym Lochom!

Wiedźma wyjęła palec, wizja zniknęła. Byłem blady, ledwie stałem na nogach.

– Nie… – szepnąłem. „Lithar Zdrajca”!

– Milcz! Nie możesz teraz mierzyć się z jego Sahn! Ja zaraz umrę, ale ty musisz przeżyć! Twój ojciec był próżnym i okrutnym gwałcicielem, Marrto będzie jeszcze gorszy, ale to nic w porównaniu z demonem! Nastaną lata mroku. Ty to zakończysz. Teraz jednak pędź ku Dolnym Lochom, gdzie czeka na ciebie przewoźnik w łodzi. Uciekaj na Wyspy Rozbite. Tam odnajdź ważną i potężną kobietę. Porzucić arogancję, przywdziej pokorę! To ważne! Musisz zasłużyć na jej przebaczenie i miłość, rozumiesz? Ona już nosi twoje dziecko.

– Co? Kogo? – Niczego nie rozumiałem.

– Znasz ją! Za kilka dni upokorzą ją i zostanie wydalona z miasta! A tylko dzięki niej odnajdziesz pełną treść przepowiedni! Wtedy poznasz prawdę o Sahn, zrozumiesz, jak spaja nasz cały świat! To da ci wiedzę, jak pokonać Dag’har! Teraz ruszaj. Masz dwa kufle miodu, aby uciec. Da’Vah zaraz tu będą. Nie powstrzymam ich długo.

– Ja… dziękuję – wyszeptałem oszołomiony.

Odszedłem, słysząc nadbiegającą straż. I wtedy podjąłem decyzję. Ja, Lithar Remnii, upadły Wartownik, wypełnię moje przeznaczenie. Odnajdę kobietę i zdobędę jej miłość. Odszukam przepowiednię, odbiję Rallibu i sprowadzę na świat pokój. Pokonam Dag’har.

I zabiję Marrto.

Koniec

Komentarze

Witam Jurorkę.

Dziękuję za poświęcony czas.

No i wspaniała grafika :)

Niezłe, ale nie porwało mnie tak bardzo, jak bym tego chciała. Myślę, że Lithar zbyt mocno wpisuje się w konwencję niespodziewanego wybrańca, który wyrusza w wielką misję ratowania świata. A może właśnie taki był Twój zamysł? ;) Nie za bardzo polubiłam głównego bohatera, ale to niekoniecznie musi być minusem – zasłużył sobie i tyle ;)

Wymyśliłeś swój świat i wiele nazw własnych, co jest fajne, choć momentami się w tym trochę gubiłam, może przy drugiej lekturze bardziej bym się odnalazła. Tekst sprawia też wrażenie fragmentu czegoś większego, nie wiem, czy myślałeś o kontynuacji tej historii.

Kuszenie przez demona trochę Chrystusowe ;)

 

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Cześć silvan!

Wreszcie trafiłem na klasyczne, mroczne fantasy jakie lubię. Sporo światotwórstwa, opisów miasta, magii i rysu historycznego. Ot niby tylko historia o demonie trzęsącym okolicą, ale przystępnie podana. Czytałem z przyjemnością! Spodobały mi się opisywane moce umysłu i perspektywa bohatera, którą poprawnie oddajesz. Ambitny, młody, napędzany potrzebą pokazania swojej wartości. Każdego chce posiąść albo zabić. Taka trzecia liceum ;-)

Trochę mniej podoba mi się motyw z gwałtem, ale rozumiem, że to kwestia realizmu. Pasuje do epoki. Napisane zgrabnie (ale ja mam chyba niewielkie wymagania w tej materii, nie marudzę), bez rzucających się w oczy błędów czy powtórzeń. Czytałem dla przyjemności, także nie szukałem, do czego by się tu przyczepić.

Z rzeczy, które jakoś mi się rzuciły:

Najmłodszy, zaledwie pięcioletni Tyrii, dołączył do nas tydzień temu. Już prawie nie płakał.

Pięciolatek w kamasze? Trochę wcześnie, tylko psychę skrzywisz. Siedem lat, osiem, to tak, ale nie pięć.

Odszukam przepowiednię, odbiję Rallibu i sprowadzę na świat pokój. Pokonam Dag’har.

I zabiję Marrto.

Przygotował sobie tasklistę bohater. Zapomniał dopisać, by potem zostać królem wszechświata. Oby mu życia wystarczyło…

 

Pozdrawiam i polecam do biblioteki! Za świat i za spójną, klasyczną fabułę. 

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

@nati-13-98

 

Dziękuję za wizytę :)

Pozwolę sobie na żart: niejedna świetna historia rozpoczęła się od ratowania świata :)

Jestem fanem klasyki i dla mnie akurat taka ścieżka może być zaletą :) I taki był zamysł.

Dodatkowo nieco z tym zamieszałem – odwróciłem rolę, kto jest uważany za wybrańca, a kto nim jest tak po prawdzie. Ponadto wybrańcowi nie idzie zbyt doskonale. I nie posiadł mocy, o której marzył i stał się Zdrajcą, tym, przez którego Zło nawiało.

No i konia z rzędem temu, kto polubi Lithara :D Samego mnie wkurza :P

Jak coś piszę, to bardzo przykładam się do światotwórstwa (co nie znaczy, że zawsze wychodzi). Rzeczywiście, po napisaniu tego wyobrażałem sobie ewentualną przyszłą rozbudowę – lub też cofnięcie się do historii ojca Lithara.

 

 

@krar85

 

Dzięki :) Twoje słowa, niczym najlepsza whisky w gardełku ;) Cieszę się, że doceniasz zamysł klasyczny. Z grubsza widzę, że nie cieszy się to tu zbytnią popularnością. Wszyscy idą w oryginalność, a ja uwielbiam klasykę – i dla mnie to zwykle zaleta.

Bardzo mi miło także, że poprawnie odczytałeś Lithara, jako niedorosłego szczeniaka – ale po prostu tak wychowanego. Właśnie do tego potrzebny był mi ten nieszczęsny gwałt. Jego przyszłość rysuje się słabo. Weź tu zdobądź miłość i szacunek zgwałconej kobiety, która została z hańbą wyrzucona. A to warunek niezbędny :P Odgryzłem mu się tym za ten gwałt. Czy mówiłem już, że go nie lubię? ;)

 

Hm, te pięć lat. No jakoś tak sobie to przyjąłem. To indoktrynacja (do samobójczej defensywy). Nie fajna szkółka. Ale przemyślę to sobie.

 

Przygotował sobie tasklistę bohater.

To w pełni celowe. Ma pokazać, że on nadal się nie zmienił. Nadal ambitny dupek. Że przemiana dopiero przed nim.

Ale jednocześnie to wszystko, co mu przekazała Wiedźma :)

 

Dzięki krar za klika :) A jeszcze większe dzięki za docenienie klasyki i świata, w który włożyłem sporo pracy :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Witam i drugiego Jurora :)

Mocny budził nas o różnych porach dnia i nocy, był bezlitosnybezwzględny. Trenowaliśmy w mrozie, deszczuw upale, siłowokondycyjnie. Bywaliśmy bici i głodzeni.

Troszkę za dużo tutaj tego i ;)

 

Wściekłość i zazdrość narastały we mnie. To na mnie Hindara powinna tak patrzeć, na mnie! Spoliczkowałem ją. Spojrzała na mnie zaskoczona, a wtedy zdarłem z niej suknię.

Od spoliczkowałem ją, dałbym w nowym akapicie. Tak subiektywna sugestia.

 

Wola, Spychanie, Uznanie, Tłumienie itp. – brzmi to dla mnie, jakby to Sanderson pisał, a jestem fanem, więc duży plus ;)

 

Bardzo fajnie napisane, mnie wciągnęło. Mrocznie, brutalnie i surowo, mamy tutaj realne motywy i wątki, a także potężne siły i magię.

Wciągnąłem się w to opowiadanie ;) Czytało się bardzo przyjemnie. Nazwy wcale mi nie przeszkadzały, a dodawały klimatu do opowieści.

Ciekawie zbudowany świat.

ALE.

Pozostaje niedosyt. Końcówka bardziej otwiera nam drogę i przygodę, niż ją satysfakcjonująco kończy. Mam nadzieję, że napiszesz coś więcej, bo chętnie poznałbym dalsze losy bohatera i tego świata.

Pozdrawiam i polecam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć Danielu.

Dzięki za uwagi. Fajnie widzieć, jak bardzo nie widzi się swoich powtórzeń.

Podjąłem wielką walkę ze sobą. Zwracałem uwagę na podmioty, byłozę, siękozę, zaimkozę.

Starałem się pisać czytelnie, w miarę możliwości mało opowiadać, więcej pokazywać.

“I” zaginęło mi w tych walkach – a to bardzo źle, bo już mi przy Gammie zwracano na to uwagę.

Z sugestii także skorzystałem – ma sens.

 

Cieszy mnie, że Ci podeszło :) Że motywy postaci są dla Ciebie uzasadnione. To jedna z rzeczy, których pilnuję. Logiczne i sensowne zdarzenia, realne dialogi, walki i sensowny (spójny) świat.

 

Pozostaje niedosyt. Końcówka bardziej otwiera nam drogę i przygodę, niż ją satysfakcjonująco kończy.

Czytałeś PLO? Jak tam, tom nr 1? Jak dotarłem do końcówki, myślałem, że wsiądę na rower, znajdę Grzędowicza i mu przyłożę :P

To dopiero było chamskie urwanie :D Moje to amatorka :P

To jednak też delikatnie zamierzona rzecz. Dzięki Twojej opinii (i nie tylko) wyczuwam, że jest na tyle ciekawie, aby ktoś chciał czytać dalej – aby ten świat miał okazję urosnąć.

 

Wola, Spychanie, Uznanie, Tłumienie itp. – brzmi to dla mnie, jakby to Sanderson pisał, a jestem fanem, więc duży plus ;)

Toś mnie połechtał pędzelkiem po stópce :D

Weeeź przestań :D

Teraz muszę poprosić Tarninę o sprowadzenie mnie na ziemię :P

Niemniej wielkie dzięki :)

Cześć, Silvanie!

 

Tekst ma sporo zalet. Wrzucasz czytelnika w dość skomplikowany świat, nie wszystko do końca tłumaczysz, ale można się w tym połapać na tyle, że uważam to za ciekawe smaczki. Fabuła to typowe dark fantasy, z mocnym skrętem w stronę dark i to też jest w porządku. Bohater też zaczyna taką archetypową drogę, żeby stać się kimś i pokonać tego złego… Właśnie – zaczyna.

I tu niestety tekst dla mnie się nie sprawdził, bo zakończenie jest tak otwarte, że właściwie każe mi myśleć, że to wstęp do zupełnie innej, dłuższej opowieści. Dobrze zostawić sobie furtki do kontynuacji, ale tutaj troszeczkę za dużo zostaje poza moim zasięgiem jako czytelnika. Inną rzeczą, która dała mi odczuć lekki dyskomfort była mnogość wątków i bohaterów. Gdyby tekst był dwa razy dłuższy z pewnością lepiej by mi się to wszystko sklejało, niestety gdzieś w drugim rozdziale musiałam się wracać do początku, żeby zrozumieć dynamikę i kto jest kim.

Podsumowując, widzę tu historię z potencjałem, ale zdecydowanie pomogłoby jej lekkie przeorganizowanie konceptu i fabuły.

Pozdrawiam

Witaj oidrin :)

Serdeczne dzięki za komentarz :)

 

Pamiętam, jak czytałem Twój “Fomorian blues”. Czytałem go dwukrotnie – po pierwszym razie nie miałem zbyt wiele czasu na komentarz, a przed drugim (dłuższym) musiałem przeczytać raz jeszcze. I to na serio dobre opowiadanie, które jednak konstrukcyjnie uważam za zdecydowanie bardziej złożone od mojego prostego Wartownika (i to akurat mi się podobało – lubię, jak się ode mnie wymaga) :)

O ile postaci (z głównych mamy: Lithar, Król, Jorsel, Hindara, Martto i Wiedźma) może faktycznie nie jest mało (ale czy też wiele?), to autentycznie zaskoczyłaś mnie opinią o ilości wątków. Raczej nie nazwałbym tego niezwykłym skomplikowaniem: trening, Hindara, Uznanie, Demon, Finał.

Ale jak już ktoś kiedyś pięknie napisał – tekst musi bronić się sam. Chętnie zatem przemyślę tę kwestię. Czy podpowiesz, o które wątki Ci chodziło?

(PS. Wyjaśniająco dodam, że tekst był nieco dłuższy (napisany dawno temu) i tyci skracałem pod limit).

 

Koncept jest w 100% taki, jaki założyłem – i wszelkie baty, jakie na mnie za niego spadną biorę na klatę ;)

Wg mnie opowiadanie nie ma w definicji zakończenia zamkniętego. Opowiadanie również może pozostawiać niedosyt, chęć na coś więcej. Ba, dziesiątki książek (grubych tomiszczy) nieraz nie kończą 80% wątków.

To opko dotyczy ucieczki demona ze swojego więzienia oraz… To w końcu tajemnica tego świata, co tam się dalej dziać będzie :)

Trochę tak, jakby chcieć stwierdzić, że opowiadanie Sapka “Ostatnie życzenie” nie jest zamknięte / jest złe, bo dżin uciekł, a nie wiadomo, jak potoczyły się losy wiedźmaka i Yen.

 

W każdym razie serdecznie dziękuję za opinię :) Jest dla mnie niezwykle cenna – wiem, jakie masz doświadczenie. Zrobię badanie statystyczne i za jakiś czas jasnym będzie, jak wypada odbiór.

 

Dobra. Odnotowane (i to z radością): “niedosyt” :D

 

 

Chętnie zatem przemyślę tę kwestię. Czy podpowiesz, o które wątki Ci chodziło?

Hm, diabeł tkwi w szczegółach czyli w proporcjach. Masz na przykład scenę z Hindarą, która dopiero jednym z ostatnich akapitów tekstu zaczyna być czymś znaczącym, a zajmuje prawie tyle samo miejsca co opis treningu. I wątek, w którym mocno się pogubiłam to cała ta ceremonia z wiedźmą, królem/ojcem bohatera. To może być moja wina, bo ostatnio czytam mało fantastyki, a było tam strasznie dużo terminów z typowych dla Twojego świata, więc (być może XD) mea culpa. I jakoś uwydatniłabym wielkiego pana antagonistę, żeby wszystko składało się bardziej w całość. Jak narazie widzę go jako takiego częściowego królika z kapelusza, bo napięcie między nim a bohaterem jest troszkę zbyt lekko zarysowane.

 

i tyci skracałem pod limit

Oj, to często robi niezły harmider w fabule, znam ten ból. Być może to cięcią troszkę wypaczyły wydźwięk niektórych fragmentów i związki między bohaterami. Dlatego bety są dobre. 

 

Wg mnie opowiadanie nie ma w definicji zakończenia zamkniętego.

No, niby nie, ale… Bo zawsze jest ale. Skończenie tekstu zdaniem, które sygnalizuje kolejny quest do zaliczenia to trochę jak powiedzenie, że zamiast zespołu, który bardzo chcesz zobaczyć wysłuchasz tylko ochotniczej orkiestry dętej, która zgodziła się być supportem. I może to być świetna orkiestra, ale przyszłam na koncert dla kogoś innego.

Gdybym przeczytała taki tekst w tomiku opowiadań z tego samego świata (przypadek Sapka), pewnie w ogóle by mi to nie przeszkadzało. Tu jednak mam samodzielny tekst, więc siłą rzeczy jest inaczej. Zakończenie nie musi zamykać wszystkich wątków, ale otwarte sugerowanie, że przed bohaterem dopiero co jest ta właściwa misja, bo to tutaj to taka przygrywka to nienajlepszy zabieg. 

Podsumowując, diabeł tkwi w szczegółach. Zastanowiłabym się, jak podać podobną zawartość, ale nieco innymi słowami. Tak możesz zbudować wrażenie całości w miarę zamkniętej, ale z furtką. Bo rozumiem, że furtka jest tu potrzebna? Nie chciałam się tak rozgadać, ale może coś z tego się przyda.

Ale ja bardzo lubię rozgadywanie :D

Podobno dużo ględzę. Lubię też pisać w sposób “rozpisany”, gawędziarski, snuć opowieść.

Dzięki portalowi nauczyłem się, że to niekoniecznie zachęca czytelników (ale to też moja wina – sam lubię długaśne opowieści, w których widzę, że życie toczy się po swojemu obok bohaterów i ich wątków).

 

Motywy z dziewczyną służył także pokazaniu relacji bohatera z bratem – zazdrości i całej reszty.

A dziewczyna i Marrto (te końcowe) służyć miały zaskoczeniu ;) Czasem im większe, tym lepsze. Dość często czytałem na portalu: “niezły twist, ale wszystkiego się spodziewałem”. Kto podejrzewał Marrto (już legendarny), że to on może okazać się gorszy niż demon?

 

Gdybym przeczytała taki tekst w tomiku opowiadań z tego samego świata

Motywujesz mnie do wydania tomu opowiadań? ;)

 

 

 

 

PS.

Dlatego bety są dobre. 

Zrezygnowałem z betowania z dwóch powodów. 1. Opko już było napisane, zanim poznałem ten portal. Następne pewnie trafi na betę. 2. Chciałem się sprawdzić językowo. W “Gammie” zderzyłem się z taranem. Zdawało mnie się, że ja znaju polska jenzyk, a dostałem solidne wciry, które wiele mi pomogły. Udowodniły też, że sam pomysł to za mało, jeśli wykonanie słabe. Po poprawkach “Gamma” rzeczywiście brzmi 2x lepiej. Dużo czytałem, analizowałem uwagi innych do różnych opowiadań i poprawiłem Wartownika wg własnej wiedzy, świadom, że krytyka będzie bezlitosna (w końcu konkurs).

Mam nadzieję, że chociaż językowo wypada lepiej.

 

PS2.

Jakoś 2 lata temu byłem w Trójmieście na koncercie Korna. I zdecydowanie lepiej bawiłem się na supporcie: Acid Drinkers ;)

 

PS3.

Ponieważ konkursowych opowiadań nie należy zmieniać w sposób znaczący, znaczących zmian nie będzie.

 

Czy ja wspominałem, że jestem gadułą? ;)

 

 

Dziękuję za mnóstwo poświęconego mi czasu :)

Wszystko, co napisałaś, bardzo mi się przyda. Szczere dzięki.

Witaj.

Opowiadanie niesamowicie obrazowe, mnóstwo szczegółowych opisów, przerażających zasad funkcjonowania państwa, do tego okrucieństwo, sadyzm, zero litości czy współczucia. 

Ambitny i pełen wiary w swe możliwości bohater główny nawet nie przypuszcza, jakie plany wobec niego mają najbliżsi krewni. 

Bardzo mi się podobało, gratulacje za niezwykłą wyobraźnię.

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Dziękuję Ci Bruce za poświęcony mi czas.

Jakie to niezwykłe – sam Bruce Lee mnie odwiedził :)

 

Bardzo mi miło, że przypadło Ci do gustu, oraz że obrazowość do Ciebie trafiła :)

 

Myślę, że każdy na tym portalu ma niezwykłą wyobraźnię, a jesteśmy tu głównie po to, aby nauczyć się ją przelewać w słowa :)

 

Przyjemna historia.

Stworzyłeś interesujący świat. Spodobała mi się wizja licznych braci dyżurujących, żeby utrzymać demona w zamknięciu. Ciekawe, co robili, zanim pierwsze dzieciaczki osiągnęły wiek poborowy. No i król się rewelacyjnie ustawił: ciągle trzeba płodzić nowych wartowników, bo szybko się zużywają.

Zaiste, bohatera trudno polubić. I trochę zmroziła mnie dziewiętnastoletnia dziewczyna, która jest matką pięciolatka. Cholera, musiała zaciążyć w wieku trzynastu lat.

Widzę pole do poprawy w interpunkcji. Wołacze, Silvanie, oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

Babska logika rządzi!

Cześć, Silvanie ;)

Sprawiłeś mi opowiadaniem ogromną przyjemność, przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Bardzo udana kreacja świata. Główny bohater jawi się jako nieokrzesany, ambitny i zazdrosny młodzieniec, inne postacie spełniają raczej funkcję tła. Fajny motyw z demonem zamkniętym w więzieniu i próbującym uciec każdej nocy. O samym miejscu akcji nie piszesz dużo, ale wystarczająco, żeby poczuć zainteresowanie. Zastanawiam się po lekturze: czy było tak, że demon naprawdę mógł uciec w każdej chwili, a tylko czekał na odpowiednią osobę i był w zmowie z wiedźmą? Czy Wiedźma powiedziała prawdę? Czym kierował się Marrto, uwalniając Lithara? 

No i właśnie, te niedopowiedzenia i pytania bez odpowiedzi wywołują we mnie uczucie niedosytu. Opko sprawia wrażenie jakiejś większej całości, jakbyś zamierzał kontynuować historię (żeby nie było, chętnie przeczytam ciąg dalszy :D). W formie opowiadania trochę to jednak przeszkadza. Nie dowiadujemy się, czy Lithar skutecznie ucieka, czy daje radę zrealizować plan. 

Z narzekania chciałem jeszcze powiedzieć, że chętnie przeczytałbym bardziej rozwinięty opis mrocznych wizji roztaczanych przez demona, strasznych obrazów, dodał tej walce więcej emocji. Efekt wow byłby wtedy większy i demon naprawdę zasłużyłby na miano arcywroga ;P

Widać też, że poświęciłeś dużo czasu na dopracowanie tekstu. Mam kilka uwag, może zechcesz z którejś skorzystać ;)

 

– Wstawaj(+,) bezwartościowy śmieciu!

 

Jorsel zdzielił mnie Uderzeniem Woli, aż łzy stanęły mi w oczach, ale, skoncentrowany, skrycie odparłem atak.

Zastanawiam się, czy można skrycie odeprzeć czyjś atak. Może zrezygnować z tego skrycie? Zdanie nie straci swojego sensu :P

 

Wola wielu z nas nie została jeszcze odpowiednio ukształtowana. Nawet ja, gdybym się nie domyślił, mógłbym zostać oszołomiony.

Może Woli wielu z nas nie ukształtowano jeszcze odpowiednio. Nawet ja…

 

Nie powinien stosować wobec Hindary Tłumienia

Chyba Nie powinienem.

 

Mimo(+,) iż niewielkie – zamieszkiwało je może trzydzieści pięć tysięcy ludzi – było niezwykłe.

(Sam się zakręciłem w akcji. Proszę uznać, że uwagi nie było :P)

 

– Zjedz(+,) panie(+,) kurikę – krzyknął jakiś kramarz.

 

– Podejdź(+,) synu – rozkazał Alivader, odziany w dostojne szaty Wartownika, w swej kryształowej koronie.

Musiałem użyć Woli, aby utrzymać godność. Wiedźma musiała się mylić!

Może Wiedźma na pewno była w błędzie? 

 

Demon wszystko mógł wykorzystać przeciwko mi.

Przeciwko mnie.

 

Kryształ w mej dłoni rozbłysnął mocno, rezonując ze mną

Brzmi to trochę kiepsko. Może Kryształ w dłoni rozbłysnął mocno, rezonując ze mną.

 

Dag’har zdzielił mnie Uderzeniem Woli, aż łzy stanęły mi w oczach, a krew puściła się z nosa.

Trochę dużo zaimków w tym zdaniu, przez co brzmi trochę kulawo, a poza tym nie wiem, czy krew może puścić się z nosa :P Może Dag’har zaatakował Uderzeniem Woli, aż łzy stanęły mi w oczach, a krew pociekła z nosa.

 

 

Mimo(+,) iż niewielkie – zamieszkiwało je może trzydzieści pięć tysięcy ludzi – było niezwykłe.

A nie. “Mimo iż” to całość, traktujemy jak pojedynczy spójnik i nie ładujemy przecinka do środka. Podobnie z chyba że itd.

Aha, zapomniałam wspomnieć, że dla mnie też zakończenie jest zbyt otwarte. Tak właściwie, to który wątek domknąłeś? ;-)

Babska logika rządzi!

Ok, Finklo, kajam się, masz rację :P Nie dawaj tam jednak przecinka, Silvan, kajam się i nieomal wywiodłem Cię na manowce, jak demon wartowników.

Cześć Finklo.

Dziękuję za Twój czas.

Na wstępie wręcz przepraszam za fatalną interpunkcję.

Najlepsze, że to słynne “mimo iż” sprawdzałem, bo nie miałem pewności.

Jak łatwo zauważać błędy u innych.

 

Przyjemna historia.

Stworzyłeś interesujący świat.

Masz “na koncie” około (bagatela) 9700 opowiadań. Jeśli piszesz, że w moim świecie widzisz coś interesującego, to jest to dla mnie niezwykły komplement.

 

Ciekawe, co robili, zanim pierwsze dzieciaczki osiągnęły wiek poborowy.

Im więcej piszecie o zbyt otwartym zakończeniu, tym bardziej myślę o napisaniu czegoś więcej (kilka słów o tym później*).

Więc tym mniej chce się opowiadać ;)

Ale co tam. Z grubsza (i orientacyjnie): gdy tatuś odkrył przepowiednię i moc, miał już kilku synów, których także nauczył się nią posługiwać.

 

No i król się rewelacyjnie ustawił: ciągle trzeba płodzić nowych wartowników, bo szybko się zużywają.

Cieszę się, że to zauważyłaś :)

 

Cholera, musiała zaciążyć w wieku trzynastu lat.

Pewnie wiecie, że w krajach arabskich (i nie tylko, również w afrykańskich, podobnie w Ameryce Południowej i miejscami w środkowej) takie coś, to nic niezwykłego?

Tzn. dla nas to rzecz niebywała i niemożliwa do zrozumienia, ale tam, gdzie bezwzględnie rządzi broń czy religia, nie ma już tak lekko. Niemniej jednak, dla minimalnego podciągnięcia wizerunku (i bez szkody dla ilości znaków) dodałem biednej kobiecie rok.

 

PS. Swoją drogą, do cholery, jak to jest tym licznikiem wbudowanym? Dodaję “…” wielokropek, a licznik: sru! +8 znaków! :/

Wedle worda mój tekst ma 27733 znaki ze spacjami. Licznik tutejszy: 27987. To całkiem spora różnica.

 

Aha, zapomniałam wspomnieć, że dla mnie też zakończenie jest zbyt otwarte. Tak właściwie, to który wątek domknąłeś? ;-)

Ok. To dla mnie cenna uwaga, że również odnosisz takie wrażenie.

Choć tekstu nie powinno się tłumaczyć, to śpieszę z pomocą ;)

*Pisząc to opowiadanie miałem taki cel, aby właśnie zostawić je nieco otwarte, z pewnym niedosytem. Kończąc je w tym miejscu miałem wielką satysfakcję – wydało mi się idealne. I to nie ze względu na możliwą dalszą kontynuację. Wiecie, jaka była moja pierwsza myśl, jeśli chodzi o cokolwiek więcej z tego świata?

Że (jeśli już) to Lithara już nie ruszę, a opiszę właśnie czasy jego ojca. Nie było więc moim planem zmyślne naciągnięcie na jakiś ciąg dalszy (ale skutecznie mnie namawiacie ;)).

A teraz do sedna. Wątek, jaki zamknąłem, to młodzieńczy etap życia bohatera. Wchodzi w to szkolenie i Warty (a właściwie jedna, jedyna, na jakiej dane było mu stanąć) oraz pewien okres stabilizacji, jaki miał miejsce w tym świecie.

Bohater marzył o tym, że stając na Wartach, zmusi w końcu demona do całkowitej kapitulacji. Jednak wszystko, co znał, zmienia się. Przed nim zupełnie inny etap życia: ucieczka, tułaczka, odkupienie u kobiety, którą potwornie skrzywdził, itd. Ale właśnie tu postawiłem kreskę. Bo to odrębna historia.

 

Serdecznie dziękuję Ci za Twoje uwagi, czas i klika :)

 

 

 

AmonieRa!

 

Gdy człowiek zadowala bóstwo, czegóż jeszcze więcej chcieć? :)

 

Sprawiłeś mi opowiadaniem ogromną przyjemność, przeczytałem z dużym zainteresowaniem. Bardzo udana kreacja świata.

Wielkie dzięki :)

 

 

Główny bohater jawi się jako nieokrzesany, ambitny i zazdrosny młodzieniec, inne postacie spełniają raczej funkcję tła.

Chyba nikt nie opisał go lepiej niż krar:

Taka trzecia liceum ;-)

:D

 

 

Zastanawiam się po lekturze: czy było tak, że demon naprawdę mógł uciec w każdej chwili, a tylko czekał na odpowiednią osobę i był w zmowie z wiedźmą? Czy Wiedźma powiedziała prawdę? Czym kierował się Marrto, uwalniając Lithara? 

Z grubsza i oszczędnie: Wiedźma mówiła prawdę, a Marrto:

– Cisza! – krzyknął Marrto. – Alivader musiał umrzeć, gdyż potajemnie uwolnił Lithara Zdrajcę!

 

 

No i właśnie, te niedopowiedzenia i pytania bez odpowiedzi wywołują we mnie uczucie niedosytu.

Widzę, że eksperyment jasno wskazuje na uczucie niedosytu.

Może sobie nieco dopowiadam, może nieco dodaję, ale po g^wnianej zupie nikt nie ma ochoty na dokładkę?

Jak pisałem wyżej do Finkli, nie było planu na pisanie tego dalej. Powód? Bo dalej to już taka (przynajmniej na pierwszy rzut oka) ot walka dobra ze złem, wybraniec, i takie tam pitu, pitu.

Najwcześniej pojawił się plan na pisanie tego wstecz, o czasach ojca.

żeby nie było, chętnie przeczytam ciąg dalszy :D

 

Ale zastanawiam się coraz bardziej :P Być może przyszłość, zjadliwie podana, byłaby zjadliwa? ;)

 

Czy tłumaczenie, że dalsze losy, to “Tajemnice Światów” nie wystarczy? :D

 

Z narzekania chciałem jeszcze powiedzieć, że chętnie przeczytałbym bardziej rozwinięty opis mrocznych wizji roztaczanych przez demona, strasznych obrazów, dodał tej walce więcej emocji. Efekt wow byłby wtedy większy i demon naprawdę zasłużyłby na miano arcywroga ;P

Tekst miał w oryginale ok (licząc w wordzie) 30k znaków. Starcie było nieco dłuższe. Cieszę się jednak, że ogólnie przypadło Ci to do gustu :) Jak widać, nie zawsze fireballe (choć uwielbiam) są niezbędne ;)

 

 

Widać też, że poświęciłeś dużo czasu na dopracowanie tekstu.

Dzięki. To było założenie podstawowe. Aby tekst był zjadliwy i dał się czytać. Niemniej jednak z przecinkami nawaliłem. Dzięki za łapankę, jeszcze dziś naniosę poprawki :)

I na koniec:

Jorsel zdzielił mnie Uderzeniem Woli, aż łzy stanęły mi w oczach, ale, skoncentrowany, skrycie odparłem atak.

Zastanawiam się, czy można skrycie odeprzeć czyjś atak. Może zrezygnować z tego skrycie? Zdanie nie straci swojego sensu :P

Nie chcę się zagłębiać w tajniki mocy, ale brak odparcia ataku z grubsza oznacza Złamanie i porażkę ;)

Musiał więc odeprzeć atak, ale właśnie skrycie, aby nauczyciel tego nie spostrzegł ;)

 

Oficjalna pedofilia. Tak, wiem, że w niektórych kulturach to norma. Ale jednocześnie… U nas w średniowieczu też ślub z trzynastolatką nikogo nie dziwił. Ale obiło mi się o uszy, że w dobrym tonie było wstrzymanie się z seksem gdzieś do czternastego roku życia, żeby zwiększyć szanse, że poród dziewczynki nie zabije. Myślałam, że gdzie indziej bywa podobnie. Jeśli się drogo kupiło żonę, to trochę żal, jeśli umrze po roku, wydając na świat dziewczynkę, nie?

Otwartość zakończenia. OK, coś doszło do finału. Ale sam przyznajesz, że to etap w życiu bohatera, będą kolejne. :-)

Babska logika rządzi!

Król dostawał nałożnice i królowe od reszty świata, za pilnowanie demona.

Nie musiał zanadto płacić i łączył “przyjemne z pożytecznym”.

 

Tak. Przyznaję. Bez bicia. Zawsze jest jakiś dalszy etap :)

Trochę przekornie zapytam: czy więc opowiadania muszą się kończyć śmiercią bohatera? :D

Dopiero wtedy nie będzie dalszych etapów ;)

Nawet czytałem ciekawe opko, gdzie bohater “po wojażach” został złapany przez urzędniczkę, która wyciskała z niego podatek :P

 

Ciut poważniej:

Rozumiem jednak Wasze opinie i biorę je sobie do serduszka. Niemniej to i konkurs i eksperyment, więc tego zmieniać nie będę.

I jeszcze jedno. Jeśli głównym zarzutem do opka będzie zanadto otwarte zakończenie, to będę bardzo szczęśliwy.

Silvan:

Dziękuję Ci Bruce za poświęcony mi czas.

Jakie to niezwykłe – sam Bruce Lee mnie odwiedził :)

:))) Wzajemnie. :) Cała przyjemność po mojej stronie. :)

 

Bardzo mi miło, że przypadło Ci do gustu, oraz że obrazowość do Ciebie trafiła :)

 

Myślę, że każdy na tym portalu ma niezwykłą wyobraźnię, a jesteśmy tu głównie po to, aby nauczyć się ją przelewać w słowa :)

Zgadzam się w zupełności. Obrazowość jest genialna. :)

Pozdrawiam ciepło. :)

 

Pecunia non olet

Nie trzeba dla pewności zabijać bohatera (bywa, że potem musi się go reanimować jak Sherlocka ;-) ). Ale wypada domknąć historię. A tutaj? Demon hula, bohater właśnie ma uciekać z więzienia, gdzieś czeka kobieta, która jeszcze nie wie, że zaszła w ciążę… My nawet nie możemy mieć pewności, czy kłamie wiedźma, czy kochany braciszek.

Babska logika rządzi!

Z grubsza i oszczędnie: Wiedźma mówiła prawdę, a Marrto:

– Cisza! – krzyknął Marrto. – Alivader musiał umrzeć, gdyż potajemnie uwolnił Lithara Zdrajcę!

No widzisz, tylko że muszę wierzyć Ci teraz na słowo, a wolałbym przekonać się o tym w trakcie lektury :P A tu wydarzenia podsunęła w formie wizji czarownica. Już sam moment kuszenia Lithara przez demona wydał mi się niejednoznaczny i przemknęło mi przez myśl, że na przykład Wiedźma może być w zmowie z demonem i celowo mogła nie przyznać mu najwyższego stopnia, żeby wywołać określony ciąg reakcji. Wiedźma zatem mogła okłamać bohatera w lochach, żeby zwrócić go przeciwko rodzinie i następnie wepchnąć podatnego chłopaka w łapska przeciwnika. Nie wykluczam również, że na przykład po dwustu stronach wartkiej akcji i mrocznych przygód Lithara Marrto wyznałby bratu, że musiał zamordować ojca i przejąć władzę, ponieważ była to jedyna droga do ostatecznego zwycięstwa nad demonem xd Jednym słowem, widzę tu potencjał na całą masę intryg i różnych wyborów bohaterów, dałeś mi też powody żeby sądzić, że nic nie jest takie, jak się wydaje :P

Tak czy inaczej, lektura była satysfakcjonująca i aż głupio mi narzekać na otwarte zakończenie, bo chyba mamy na portalu niedostatek takiego klasycznego dark fantasy. 

Pozdrawiam!

Amon

<broni się>

Tajemnice światów :D

 

Ale ok, rozumiem. Tekst nie broni się sam. Skoro pojawia się tyle interpretacji, widocznie są one możliwe.

 

 

Prawdziwość wydarzeń w sali tronowej potwierdzała nieokrojona wersja.

 

Eh, 28k znaków. Co ja marudzę. Kamień Filozoficzny, to jest dopiero arcydzieło limitu :)

 

EDIT:

Przyznaję, że do tego takiej wagi nie przywiązywałem (z faktu, czy Lithar uciekł choć z jaskini).

 

EDIT2:

Wywaliłem powyższy fragment. Nie ma sensu dopisywanie w komentarzu, co miało być, a czego nie ma. To głupie.

Z jakiegoś powodu mój oryginalny komentarz się nie wyświetlił toteż przepraszam, ale napiszę jego streszczenie.

W pierwszych trzech częściach jest dużo informacji podawanych jedna za drugą co utrudnia odbiór. Szczególnie opis miasta. Potem jednak było lepiej. Więcej akcji, praca wartowników, ogólnie ciekawiej.

Bohater moim ulubionym nie jest, ale plus za przeciwstawienie się demonowi. I minus za gwałt, na który tak wszyscy narzekają.

Ogólnie poza tymi kilkoma opisami czytało się nieźle.

Cześć Konrad :)

Dziękuję za poświęcony czas :)

 

Chętnie się poprawię.

Czego – przykładowo – w części pierwszej jest za dużo? Których informacji?

 

A w drugiej?

 

Bohatera celowo zbudowałem tak, aby dać konia z rzędem temu, kto go polubi.

Taka forma ćwiczenia :)

 

I minus za gwałt, na który tak wszyscy narzekają.

No nie wiem, nie powiedziałbym, że wszyscy.

Dziwne, że w takim wiedźmaku (albo Got – i wielu innych) takie zdarzenia niezbyt tym słynnym wszystkim przeszkadzają, a raczej czytają / oglądają je z wypiekami na twarzy :] EDIT:

Gdy w końcu ogłoszono rozbieraną scenę Sansy w którymś sezonie / serii GoT, zrobił się taki szum zajaranych, zaplutych młodzieniaszków (pewnie i nie tylko), że aż szok, wszyscy łapki zacierali.

Wystarczy tknąć historię. W każdej epoce było tego pełno. W krajach arabskich – norma. Wszędzie – żołnierze / honorowi rycerze krzyżem wiązali branki / jeńców i leciało, że hej. Indianie podczas kolonizacji? Normalka. Murzyni w Afryce? Itd. Praktycznie każdy kontynent.

Dalej – moja babcia (Łemkini) opowiadała, co robili Ukraińcy im (i całym rodzinom), gdy mieszkała w okolicach Muszyny (mając sześć lat). Nie chciałbyś usłyszeć tych opowieści

Rozejrzyjmy się, co dzieje się w kościele – ile okrutnych rzeczy tego typu wyłazi.

Teraz przyskrzyniono dwóch młodzieniaszków za podanie dziewczynie tabletki gwałtu. I – oczywiście – za gwałt. O celebrytach gwałcących nieletnich również materiałów nie brakuje.

 

To, że o czymś takim piszę, nie znaczy, że to pochwalam. Po prostu nie udaję, że takich rzeczy nie było i dla mnie to urealnia epokę / czasy.

Zwróć uwagę, że scena sama w sobie nie była wulgarna. A i takie rzeczy warto nauczyć się opisywać. Trochę też ćwiczenie.

 

Pozdro 600!

 

PS. Też raz tak miałem z komentarzem ;(

Napisałem chyba z 2000 znaków i go wcięło, myślałem, że mnie potelepie :/

Jeśli się w porę zauważy, że komentarz się nie wstawił, to można cofnąć stronę i on zazwyczaj tam jest.

Babska logika rządzi!

Dzięki za info. Cenne :)

Niestety, chciałem pomocniczo otworzyć inne opowiadanie – i zamiast MMB kliknąłem LMB – i zacząłem się przedzierać przez strony, podstrony, itd. Gdy się skumałem, cofnięcie już nic nie dało ;(

Pięciościenna wieża Treqar, niegdysiejsza siedziba demona, stanowiła oś i centrum miasta, zbudowanego setki lat wcześniej na szczycie samotnej góry Nor, u podnóża której płynęła rzeka Palh. Treqar wyrastała setki stóp ponad miasto, emanując trupim blaskiem, a katakumby grobowca sięgały przynajmniej tyle samo w głąb skał.

Niby błędu tu nie ma, ale mój mózg interpretuje to jakoś tak: “ Wieża Treqar, na szczycie góry Nor, u podnóża rzeki Palh”.

 

Pięciościenna wieża Treqar, niegdysiejsza siedziba demona. Stanowiła oś i centrum miasta, zbudowanego setki lat wcześniej na szczycie samotnej góry. Wyrastała setki stóp ponad miasto, emanując trupim blaskiem, a katakumby grobowca sięgały przynajmniej tyle samo w głąb skał.

 

Myślę, że tak jest bardziej przystępnie. Nie potrzeba tu dodatkowego nazewnictwa, Tym bardziej że dla fabuły wydaje się nie mieć większego znaczenia. 

Przeszedłem pod pomostem Trzecim, z Trójkąta Rozrywkowego do Arystokratycznego, zmierzając ku pomostowi Drugiemu, za którym rozciągał się Trójkąt Królewski. Budowle stały się ładniejsze, większe, ale jak w całym Rallibu, rozrastały się głównie w dół, po opadających między pomostami zboczach góry.

Trójkąt rozrywkowy i arystokratyczny? Czy dzielnice miasta przybierają taki kształt? Ciężko było mi sobie wyobrazić to miasto przy pierwszym czytaniu.

 

Pozwól że sprostuje swoją późniejszą wypowiedź. Najpierw przeczytałem pierwsze trzy części opowiadania, następnego dnia resztę. Przez co te pierwsze potraktowałem jako całość. Mój błąd.

Bohater moim ulubionym nie jest, ale plus za przeciwstawienie się demonowi. I minus za gwałt, na który tak wszyscy narzekają.

Nie, nie chodziło mi o minus jako opowiadanie. Miałem na myśli bohatera. Podobał mi się bo przeciwstawił się demonowi, ale nie podobał mi się bo kogoś zgwałcił. Nie ma nic złego w poruszaniu negatywnych aspektów świata w opowiadaniu. 

Hm, no rzeczywiście, podmiot w tym zdaniu być może nie jest jednoznaczny. Dzięki za zwrócenie uwagi. Przyjrzę się temu. Natomiast…:

 

Pięciościenna wieża Treqar, niegdysiejsza siedziba demona. Stanowiła oś i centrum miasta, zbudowanego setki lat wcześniej na szczycie samotnej góry.

… nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż pierwsza część nie jest zdaniem. Tak mógłby brzmieć np. tytuł podrozdziału, czy coś.

 

Wyobraź sobie rzut z góry. Niestety, na prywatnym kompie nie mam żadnego cada, więc pozostaje paint ;) Pośrodku masz wieżę, pięć pomostów schodzących do krańców miasta, dzielących je na trójkąty.

A teraz spróbuj mi powiedzieć, że to nie są trójkąty. Już niedługo z Jim’em spotykam się po lekcjach za garażami! Będziesz musiał dołączyć.

:D

 

 

Ok, już się bałem, że może uważasz, iż pochwalam takie zachowania.

Tak.

Co do Hindary jeszcze, nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę… On tak w głębi serca ją kocha. Kilka dalszych wypowiedzi na to wskazuje. Jednocześnie nikt nie uczył go radzenia sobie z dorastaniem. W świecie tym bracia (już Wartownicy) i ojciec po prostu brali kobiety, które chcieli i już (inne kraje wręcz im wpychali kobiety w łapy, aby nie mieć na powrót do czynienia ze Złem). Dla Lithara więc ten gwałt nie był czymś tak złym moralnie, jak dla nas. Cała rodzinka tak robiła. Cały świat ich w tym wspomagał.

Pożądał jej, jednocześnie chciał być jej nadzieją. Nie poradził sobie z ogromem uczuć i emocji, gdyż szkolono go wyłącznie w jednym celu.

Miałem nadzieję, że ktoś w tym samym “gwałcie” zauważy nieco więcej skomplikowania, niż zwyczajne pożądanie i już.

No cóż… Opowiadanie bardzo fajne. Niby niczego mu nie brakuje, ale mnie nie porwało. Może dlatego, że nie jestem fanem fantasy? Jestem pewien, że każdemu “ fantaście” się spodoba. Pozdrawiam.

Cześć :) Dzięki, że poświęciłes swoj czas :) Skoro nie lubisz fantasy, to takie solidne 40% opowiadań z portalu pewnie Ci odpadnie :)

Widzę, że te garażowe bójki wciąż aktualne i modne ;-)

 

silvan opowiadanie czytałem niestety na raty, z braku czasu, chyba przez tydzień, co mi mocno zepsuło odbiór – ale ogólnie wrażenia mam pozytywne, coś jeszcze pewnie potem dopiszę, jak na to spojrzę jeszcze raz. Na szybko takie pytanie – czy zbieżność pewnych terminów z opowiadaniem Tomasza Kołodziejczaka otwierającym “Gladiatorów” pod tytułem “Wszyscy dla jednego” jest zamierzone, czy przypadkowe? (nie są to jakieś wymyślne terminy, ostatnio się przekonaliśmy, że takie jednoczesne wymyślanie, się zdarza) chodzi mi na przykład o Wolę itp. o Kołodziejczaka jest jeszcze poza Wolą chyba jakieś Sięganie, Wypijanie, Tłumienie i są tam jeszcze jakieś bariery i inne cuda, a to z kim się walczy to nie demon, tylko Spaczony – ale tak mi się wydały te terminy (może niesłusznie) podobne

 

Co do samego gwałtu, który tu tyle kontrowersji budzi – jeszcze się do niego odniosę, ale u mnie to jeszcze inny trochę dysonans powodowało – nie wiem, może to wina, zbytniego czytania na raty, ale ja miałem wrażenie, że on ją po tym gwałcie czy też w trakcie raczej – zabił (takie odniosłem wrażenie z opisu), tylko nie zdawał sobie z tego sprawy – zostawił ją wszak nieruchomą ze szklistym spojrzeniem czy jakoś tak – więc zdziwiła mnie bardzo potem informacja, że ona jednak żyje i jest z nim w ciąży.

Ale to pewnie coś źle z pośpiechu przeczytałem.

 

Pozdrówka!

entropia nigdy nie maleje

Cześć Jim. Dzięki za lekturę. Też na szybko: nigdy nie slyszałem o Kołodziejczaku. Ale z ciekawością (na poziomie psycho) sięgnę. Opowiadanie moje powstalo jakoś w lipcu 2020 i przedstawialem je swego czasu pewnej grupie osób.

Niezmiernie jestem zafascynowany tą zbieżnością. Dzięki też za ciekawe spostrzeżenie co do Hindary :)

A już myślałem, że przypadkowo odkryłem Twoje alter ego i za tymi garażami będziesz mnie musiał… zastrzelić ;-)

entropia nigdy nie maleje

Wyłącznie ostrzegawczy strzał w potylicę ;)

Czytałam, czytałam i zastanawiałam się, czemu jeszcze nikt nie nominował. Dotarłam do końca i zrozumiałam. Przerwałeś w najciekawszym momencie, narobiłeś smaka i poszedłeś sobie. Większość wątków została otwarta.

Dobry pomysł na uniwersum, dobrze przedstawione postacie i świat, do tego wciągająca historia. Podobało mi się jak cholera. Ale trochę za mało na nominację. Jeśli Cię to pocieszy, jest w sam raz na Bibliotekę :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć Irka :)

Maryja, Józef! Jakież słowa! Dziękuję serdecznie!

Myślę, że i tak za cieniutki na nominację jestem, niemniej jednak sam fakt, że o tym pomyślałaś, że Twoja myśl w ogóle otarła się o taką kwestię, jest dla takiego świeżaczka wręcz powalający :) Serdeczne podziękowanie!!!

PS. Przysięgam, na serio myślałem, że takie zakończenie jest w pewien sposób satysfakcjonujące :) Twoje słowa mocno przechylają szalę w stronę szanownej większości ;)

Ciekawe i mroczne, można by rzec – klasyczne dark fantasy. Czyta się dobrze. Ciekawa wizja świata, dość poukładana i przemyślana. Opisy miejsc w miarę dopracowane i pobudzające wyobraźnię. To staje w sprzeczności z opisami postaci, które są klasyczne, niemal sztampowe. Intryga oczywista i powielana, przewidywalna. Postać bohatera, pełnego pychy i samouwielbienia, nie pozbawiona wad, stającego w obliczu trudnej drogi oczyszczenia, na końcu której będzie nagroda… Ile razy to już było..?

Kolejnym “zgrzytem” dla mnie są opisy poszczególnych wydarzeń. Ilość zdań jakie im poświęcasz jest zupełnie nie proporcjonalna do znaczenia jakie odgrywają w tym opowiadaniu.

I na końcu, problem wielu opowiadań – kończy się jak fragment rozdziału książki. Co dalej?

Podczas czytania miałem przed oczami świat z Samuraja Jacka i Aku – tego czarnego potworka. I podoba mi się to skojarzenie, bo moim zdaniem Samuraj Jack jest świetny ;)

Czytało mi się całkiem przyjemnie, scena gwałtu moim zdaniem nie jest wrzucona na siłę i ma sens jako jeden z elementów rysujących wizerunek głównego bohatera no i pasuje do “realiów” więc tego bym się nie czepiał.

Czułem się jakbym czytał rozdział jakiejś książki (co już się w komentarzach przewijało), na samym starcie pojawia się bardzo dużo informacji, nazw. Przez to zagęszczenie nie do końca wyjaśnionych ataków magicznych, momentami albo musiałem się mocniej skupić, albo machałem ręką na to, że w zasadzie nie wiedziałem co się dzieje.

Kuszenie przez tego złego było bardzo fajne, fajnie też że królewska ekipa ma swoje za uszami (trybut w postaci kobiet z innych krajów). Z takich rzeczy na minus, to w ramach tego poczucia “książkowości” właśnie zbyt otwarte zakończenie. Chodzi o to, że czytelnik czuje się trochę wyprowadzony w pole, że obiecałeś jakąś historię i niejako zostawiłeś nas bez jakiegoś mocnego cięcia. Bohater nie musi od razu ginąć, ale to trochę tak jakbyś grał w grę i cutscenkę urwano w połowie. Coś tam się zdążyło wydarzyć, status quo się zmieniło, ale brakuje takiej mocniejszej klamry.

Wierzę, że mądrzejsi ode mnie wyrażą to lepiej.

Tak podsumowując: podobało mi się. Na przyszłość radziłbym uważać z tym, żeby nie przeładowywać pojedynczych opowiadań bardziej książkowym stylem prowadzenia historii.

Cześć!

Dzięki za poświęcony czas!

Cieszę się, że choć trochę przypadło Ci do gustu.

 

Ile razy to już było..?

Pozwól, że odpowiem Ci Sandersonem: Podróż ponad celem.

Może i ta nagroda na końcu będzie wiadoma, ale dotarcie do niej czyni tę nagrodę, a nie ona sama.

I tym właśnie dla mnie jest klasyka.

Zwróć uwagę, że tu wszyscy byli pełni pychy i samouwielbienia ;) Tak król, braciszek, jak i bohater.

 

Kolejnym “zgrzytem” dla mnie są opisy poszczególnych wydarzeń.

Które konkretnie Ci zgrzytały?

W jakiś sposób jednak trzeba świat zbudować.

Spójrz, co napisałeś wcześniej:

Ciekawa wizja świata, dość poukładana i przemyślana. Opisy miejsc w miarę dopracowane i pobudzające wyobraźnię.

To – z grubsza – dzięki tym opisom :)

 

I na końcu, problem wielu opowiadań – kończy się jak fragment rozdziału książki. Co dalej?

Nie wiem, może książka :D Ale prędzej o tatusiu. Właśnie po to, aby uniknąć pisania o superhero, który będzie się oczyszczał i zdobywał nagrodę.

 

Dzięki za opinię i pozdro!

Witaj ponownie.

 

Które konkretnie Ci zgrzytały?

W jakiś sposób jednak trzeba świat zbudować. 

 

Rozumiem budowanie świata, trzeba wprowadzić czytelnika. Ale ja napisałem:

 

Kolejnym “zgrzytem” dla mnie są opisy poszczególnych wydarzeń. Ilość zdań jakie im poświęcasz jest zupełnie nie proporcjonalna do znaczenia jakie odgrywają w tym opowiadaniu.

I dokładnie o to mi chodziło, bez wyrywania z kontekstu. Masz sceny, które właściwie nic nie wnoszą, ot zaistniały i czytelnik przechodzi dalej. Ale poświęcasz im więcej uwagi, niż niektórym scenom, mającym większy wpływ na fabułę.

Ale to moje wrażenie i nie sugeruj się tym;-)

@Alder

 

Dzięki raz jeszcze. Wszystko należy brać pod uwagę, każde zdanie :)

Opowiadanie zaplanowałem dość dokładnie i każdy fragment miał dla mnie cel – niektóre były choćby po to, aby pokazać głębię świata. Zawsze, jak cokolwiek piszę, jedną z najważniejszych dla mnie rzeczy jest kompletny, głęboki świat. Musi mieć on jakiś sens.

Wracając jeszcze do wtórności, tego, że coś było już tysiące razy – można rzec, że ja dostaję drgawek, gdy czytam, że ktoś znalazł smocze jajo :)

No aż mną telepie.

 

 

@Piotr. W. K.

 

Dzięki i Tobie za poświęcony czas.

 

Ciekawe porównanie :) Nie przyszło mi do głowy wcześniej.

 

Na przyszłość radziłbym uważać z tym, żeby nie przeładowywać pojedynczych opowiadań bardziej książkowym stylem

 

Jak pisałem wyżej, zawsze bardzo przykładam się do świata. Tworzenie opowiadań jest dla mnie drogą przejściową przed dłuższymi formami, w związku z tym przykładam się do opisów, historii a przede wszystkim logiki i spójności.

Stąd i nazwy, własne języki (choć bardzo ograniczone).

 

Z takich rzeczy na minus, to w ramach tego poczucia “książkowości” właśnie zbyt otwarte zakończenie.

Dzięki. Również wyżej pisałem, że wydawało mi się to niezłym pomysłem i miejscem. Widzę jednak, że odbiór jest dość jednoznaczny :]

Ale też pisałem, że jeśli to będzie główny zarzut, to się nie “obrażę” i biorę to na klatę. Choć powoli zaczyna mnie klata boleć ;)

 

Rozumiem aluzję ;-)) 

Trudno nie pisać o smoczym jaju, jeśli pisałem na temat: Uwaga na smoki.

;-))

Aluzja zrozumiana słusznie i… niesłusznie :)

Wiedz, że przełamię telepanie i potwierdzę własną opinię, że wtórność to nic złego, jeśli wykonanie, otoczka i świat jest ok :)

Cześć, silvanie.

 

Zgrabnie opowiedziałeś dość zajmującą historię. Podobała mi się narracja, styl jasny, choć musiałem się chwilę przyzwyczaić. Wyczułem delikatną nutkę Diuny. Tutaj mam pewien problem i wiem, że jest to problem mój. Mianowicie, każdy element fantastyczny musi mieć solidne fundamenty, i to nie w tekście, a w mojej głowie. Do meritum – nie wszedłem do Twojego świata, nie rozumiem go, nie potrafię sobie wyobrazić. Wiem, że wykreowanie przekonywającego świata w 30k znaków to trudne zadanie. Widać, że przykładasz do tego dużą wagę, jednak z zawartych w tekście informacji nie potrafiłem wyciągnąć zadowalających wyobrażeń. Być może podałeś za mało informacji, może zbyt je zagęściłeś i wrzuciłeś za dużo nazw własnych, z których żadnej nie pamiętam, a może to tylko moja ułomność – tego nie wiem.

Wydaje mi się, że załapałem, co chciałeś opowiedzieć. Jak arogancki młokos – może i zdolny – ma pokonać demona? Co on tam o życiu wie? Jakimi kategoriami myśli? Byle tylko jemu było dobrze. I na końcu pokazujesz drogę. Ja zostaję z tą drogą, lekko zarysowanym światem i wieloma pytaniami.

Narracja i sposób prowadzenia historii bardzo mi się podobały, jednak czuję niedosyt.

Pozdrawiam, Pop Lab.

Dzięki Pop za Twój czas :) Rzeczywiście, stworzenie świata to trudne zadanie na 30k, choć starałem się jak moglem. Mnie zwykle przekonują nazwy wlasne, pozwalają wczuć się w dany świat, ktory ma i historię, i zarysowaną przyszlośc i wlasnie nazwy wlasne :) Traktowalem to w duzej mierze jako cwiczenie. Budowa konkretnego swiata z historią, bohater daleki od idealu, ktorego ciezko polubic, jednoczesnie nie odtrącający zupelnie, itd. Nie zarzucaj sobie ulomnosci. Brak zrozumienia tekstu, to zwykle ulomnosc autora :) Mnie cieszy, ze i tak znalazles kilka rzeczy w tekscie, ktore Ci sie spodobaly! Dzieki raz jeszcze i wesolego jajka! PS. I dzieki za wyczucie nutki Diuny.

Cześć :) Jestem świeżakiem, ale wszyscy zachęcali do tego aby się udzielać to i ja wtrącę kilka słów od siebie :) Będę w mniejszości, ale do mnie niestety opowiadanie nie przemówiło. Już piszę dlaczego: – bohater: trochę jednak zbyt często używany wzorzec (wybraniec), w dodatku super silny, syn króla itp. Niby arogancki, ale jednak to za mało aby zrównoważyć tą niewiarygodną siłę (brakuje mi w bohaterze głębi i wad), niespójna była też dla mnie w kilku miejscach jego motywacja tj. dużo myślał i mówił o sile, potędzę i chwale, to ok ale później "Pokonam Dag’har i zakończę ten łańcuch cierpień." I tu mam spory zgrzyt. Bo o ile chwała jak najbardziej pasuje do bohatera, to myśli o zakończeniu cierpień chwilę po gwałcie… Plus bohater to silny, argonacki szesnastolatek (i tu na plus bo zwykle ten obraz jest utrzymany) i nagle myśli o cierpieniach ludzi? Nope, za dużo jak dla mnie. – Zdrada brata i chęć władzy – też bardzo klasyczne, niestety o wiele bardziej przemawiała do mnie chęć pomocy od brata, niż dalsze poprowadzenie historii. Pod kątem stylu czytało się dobrze, choć ilość wykrzyników w tekście czasami wytrącała. In plus na pewno raczej spójna, poza motywacją, postać bohatera (znielubiłam go od pierwszego akapitu ale absolutnie brzmi i zachowuje się butny nastolatek z ogromnym ego). Także mnie nie przekonało, ale uważam że ma potencjał ale mocno zastanowiłabym się nad samym bohaterem jeszcze :) Wybacz, jak tekst nieco nieskładny, ale pisane z telefonu i koniecznie chciałam spisać przemyślenia świeżo po przeczytaniu.

Czesc! Ja rownież z telefonu, więc rownie składnie bedzie ;) Dzieki za poswiecony czas.

Teraz ja: wybraniec. Nie wiem, co przeczytalas ;) To nie jest o tym opowiadanie ;) Byc moze w przyszlosci kims takim sie stanie, ale na razie zadnego wybranca tu nie ma. Raczej gowniarz, ktory zalicza sroga lekcje zycia. Poza tym zwroc uwage, ze tu sami wybrancy. I ojciec i braciszek (i kazdy inny brat, ktory byl choc ciut silniejszy). Kazdy z nich chcial byc tym najwiekszym.

 

I znowu – piszesz, ze bez wad, a później, że arogancki, albo, że gwałci… Serio? To jest “bez wad”? ;>

 

Dalej: super silny: nie wiem, jak czytalas, moze i byl silny, ale brat i ojciec byli silniejsi. A i kilku rownych jemu tez by sie znalazlo. Cala rodzina krolewska dysponuje (nazwijmy to) supermocami, nie tylko on. Ale daleko mu do najsilniejszego.

To, ze to syn krola, to zarzut? A jakby to byl syn szewca, ktory idzie od zera do bohatera, to bym sie dopiero nasluchal o wtornosci i oklepanych motywach xD

Piszesz dalej o niespojnosci bohatera. Ze arogancki, ale chce zakonczyc lancuch cierpien. Jak na to, co o sobie w watku przywitalnym napisalas, zaskakujaco pobieznie analizujesz wątki psychologiczne. Byc moze wiesz, ze tyrani nigdy nie sa zli dla bycia zlym. I za zlych sie nie uwazaja. Kazdy z nich robi to "dla kraju". Dla wiekszego dobra. Aby chronic lud. Tu masz wlasnie dokladnie ten mechanizm. Bohater juz sobie wmawia, ze zostanie wybawicielem, sprawi, ze cierpienie calego swiata zniknie, BO ON! Ze beda mu oddawac poklony, ale on na to zasluzy, bo ich uratuje. Ale on ma to w dupie. Nie chce konczyc tych cierpien, aby cierpiec przestali. On chce tylko wiecej chwaly. To sie doskonale laczy z taka chorą ambicja szesnastolatka. Wladza i wdziecznosc ludu.

Wesolych jajek :)

PS. Jeszcze dodam, ze jako 15latek, gdy zaczynalem trenowac sztuki walki, to jednym z moich marzen bylo, ze uratuje jakas piekna dziewczyne z opresji. I nie chodzilo mi o sam fakt ratunku, zrobienia dobra. Chcialem, aby byla mi wdzieczna, zeby rozpowiadala o mbie, zeby obsypala mnie pocalunkami. Bo takie rzeczy w glowie ma gowniarz :)

Silvan, dzięki za odpowiedź. Dla mnie jednak dalej jest tu wyraźny motyw wybrańca, szczególnie widać to przy Uznaniu. I tak ojciec i brat silniejsi, ale on na tle innych jest niewiarygodnie silny (wspomniane jest, że poza bratem nikt nie pokonał Jorsela od wielu lat). Co do motywacji tam wybrzmiewa głównie chęć zdobycia chwaly i uznania, to rozumiem, ale obstaję przy swoim że chęć uwolnienia od cierpień kłóci mi się z całą postacią. Niemniej nie musimy się ze sobą zgadzać :) wesołego jajka!

To o wdziecznosc chodzi, a nie o uratowanie kogos ;) I najmokrzego :)

Fajny, spójny świat, dający na przyszłość wielkie możliwości.

Ja bym chyba zaczęła od dojrzałego Lithara z tajemnicą, niemniej bardzo poruszyło mnie to co go spotkało.

Czepiałabym się tych klęczących nałożnic, bo nie wiem po co klęczały.

Zdecydowanie lepsze sceny dramatyczne, niż erotyczne;)

Cześć Ambush! Dzięki za Twoj czas i docenienie świata :) Z nałożnicami masz w sumie rację. Chcialem pokazać / podkreślić, jak bardzo kobiety "królowe" mają przerąbane, ale być może jest to zbędne :) A erotyka nie byla tu celem sama w sobie ;) Nie chcialem sie na tym aspekcie koncentrować.

Hej, Silvan

Uprzedzam, że nie czytałem komentarzy, aby się nie sugerować.

Krótko mówiąc – podobało mi się. Stworzyłeś obcy świat, zasiedliłeś ciekawymi postaciami, ale też dodałeś wiele drobnych spraw, które sprawiają, że ten świat żyje. Są i specjalnie szkoleni strażnicy, i wiedźma (dobry pomysł z przykuciem do kamienia), jest wielki zły i intryga, nawet moce (psioniczne?) oraz polityka. Używasz wielu nazw własnych (czasem miałem wrażenie, że zbyt wielu), ale klimat heroic fantasy zdecydowanie udało Ci się osiągnąć.

Bohater nie jest typowym Wybrańcem – gwałci, łamie zasady i jest egoistyczny. To, przynajmniej dla mnie, stawia go wyżej niż kryształowych wydmuszek, które uosabiają cały zestaw cnót i dobroci.

Opowiadanie wygląda jak prolog do czegoś większego, ale zakończyłeś w dobrym momencie.

To dobre fantasy starego typu (to nie obraza :P)

Doklikuję i pozdrawiam

Zanais,

 

dzięki serdeczne za poświęcony czas i komentarz.

 

 

Krótko mówiąc – podobało mi się.

Takie stwierdzenie piórkowego Autora to dla mnie zaszczyt :)

 

 

Stworzyłeś obcy świat, zasiedliłeś ciekawymi postaciami, ale też dodałeś wiele drobnych spraw, które sprawiają, że ten świat żyje.

Dziękować. Jedna z rzeczy, na których się skupiam. Zawsze się staram, aby moje światy miały w sobie namiastkę realności, własnych praw i po prostu życia.

Na to mają wpływ i nazwy własne, których rzeczywiście tu nie brak (a być może ciut ich za dużo).

 

Celowałem raczej w dark fantasy, niż w heroic ;) Ale wiadomo, że te granice są trudne do jednoznacznego określenia, gatunki często przenikają się i mają wspólne cechy.

 

To dobre fantasy starego typu (to nie obraza :P)

To dla mnie komplement :)

 

Bohater nie jest typowym Wybrańcem – gwałci, łamie zasady i jest egoistyczny. To, przynajmniej dla mnie, stawia go wyżej niż kryształowych wydmuszek, które uosabiają cały zestaw cnót i dobroci.

Dzięki.

Część opinii świadczyła jednak o odbiorze właśnie, jako typowego “wybrańca”, a też nie taki był cel.

 

Opowiadanie wygląda jak prolog do czegoś większego, ale zakończyłeś w dobrym momencie.

Z grzeczności nie zaprzeczę ;)

Jednak pisząc to nie miałem takich planów. Tak wyszło.

 

Należysz do mniejszości ;)

Większość Czytelników stawiała zarzut zbyt otwartego zakończenia :)

 

Jeśli jeszcze mogę – jak odbiór językowy / zdaniowy / stylistyczny, itd?

 

Raz jeszcze dzięki za opinię i klika!

 

Z początku poczułem się trochę przytłoczony “światotwórstwem” ale poprowadziłeś narrację tak interesująco, że już po kilku akapitach łapałem się na tym, że wypatruję tych smaczków związanych ze światem w tekście. Podobnie jak poprzedni czytelnicy mam wrażenie, że bohater jest tu wybrańcem, a raczej “przedwybrańcem” który w podróży musi się odpowiednio “wygładzić” i “uszlachetnić” do roli wybrańca.

 

Przez cały czas zastanawiała mnie kwestia kuszenia i rangi Lithara. Z jednej strony pokonał swojego mistrza, co było nie lada osiągnięciem, z drugiej wiedźma jakby wyczuła chęć dorównania bratu i celowo wyznaczyła mu niższą rangę. Przez cały czas miałem niejasne wrażenie, że jednak wiedźma współpracowała z demonem. Szczerze mówiąc chętnie dowiedziałbym się, jak to wszystko dalej poprowadzisz.

 

Krótko mówiąc – podobało mi się.

Takie stwierdzenie piórkowego Autora to dla mnie zaszczyt :)

Jednego piórko wiosny nie czyni ;)

Celowałem raczej w dark fantasy, niż w heroic ;) Ale wiadomo, że te granice są trudne do jednoznacznego określenia, gatunki często przenikają się i mają wspólne cechy.

Jest tu i dark, wiadomo, to względne, ale osobiście traktuję dark nieco inaczej. W heroic też są gwałty i krwawe starcia, chodzi o ogólny wydźwięk. Tu masz jednak tego głównego złego i bohatera, który mimo wad jest jednak bohaterem, a późniejsze rozważania wskazują, że przeszedłby długą drogą przemiany i został czymś w rodzaju tego nieszczęsnego Wybrańca.

Należysz do mniejszości ;)

Większość Czytelników stawiała zarzut zbyt otwartego zakończenia :)

Czasem uznanie (tu na portalu) znajduje opowiadanie, które jest zaledwie sceną, dłuższą czy krótszą, ale sceną. Nie widzę nic złego w otwartym zakończeniu, które jednak sugeruje, co będzie dalej.

Jeśli jeszcze mogę – jak odbiór językowy / zdaniowy / stylistyczny, itd?

Pytasz niewłaściwą osobę, ja często w podstawach się gubię :P Czytało mi się w porządku, czysto, ale też bez rewelacji, jakie czasem widzę tu u niektórych pań w ich opowiadaniach (nie będę wymieniał ;) ). Dla mnie napisane dobrze.

Pozdrawiam

 

Czytało się całkiem przyjemnie :) A będzie jakiś ciąg dalszy :D ?

Pomysł z Wartownikami sympatyczny, chłopak wydaje się wiarygodny, choć może trochę za często powtarza, jak to kogo zabije, przez co, gdy to zdanie pada po raz ostatni, kiedy tym razem naprawdę ma poważny powód, by tak myśleć, to już nie wybrzmiewa aż tak. 

Fladrif, dzięki i Tobie za poświęcony na czytanie czas.

 

Z początku poczułem się trochę przytłoczony “światotwórstwem” ale poprowadziłeś narrację tak interesująco, że już po kilku akapitach łapałem się na tym, że wypatruję tych smaczków związanych ze światem w tekście.

Niezwykle cieszą mnie Twoje słowa :) To jeden z efektów, jaki chciałbym potrafić wywołać – zaciekawić światem, pokazać, że on w jakiś sposób żyje.

 

Owszem, Lithar może i wybrańcem się stanie. Ale tu, jak rzekłeś – jest czymś w formie “przedwybrańca”.

 

 

Z jednej strony pokonał swojego mistrza, co było nie lada osiągnięciem, z drugiej wiedźma jakby wyczuła chęć dorównania bratu i celowo wyznaczyła mu niższą rangę. Przez cały czas miałem niejasne wrażenie, że jednak wiedźma współpracowała z demonem.

Wiedźma nie zwodziła Lithara, nie nadała mu niższej rangi. Wiedźma nie nadaje – wyłącznie ocenia poziom mocy. Dowodzi tego to oto: Lithar kilkukrotnie mówi, że “prawie” wpływa na świat materialny, ale jednak tego nie potrafi. Gada tak, samemu się oszukując, że jeszcze kawałeczek, jeszcze tyci tyci i będzie równie potężny, jak najpotężniejsi.

W odróżnieniu od niego potrafią to ojciec i brat Marrto. To potwierdza, że przewyższali go umiejętnościami

 

Szczerze mówiąc chętnie dowiedziałbym się, jak to wszystko dalej poprowadzisz. *

 

 

Zanais,

 

…ale piórko “za darmo” też nigdzie nie trafia :)

 

Czasem uznanie (tu na portalu) znajduje opowiadanie, które jest zaledwie sceną, dłuższą czy krótszą, ale sceną. Nie widzę nic złego w otwartym zakończeniu, które jednak sugeruje, co będzie dalej.

Podziękowawszy.

 

Pytasz niewłaściwą osobę, ja często w podstawach się gubię :P Czytało mi się w porządku, czysto, ale też bez rewelacji, jakie czasem widzę tu u niektórych pań w ich opowiadaniach (nie będę wymieniał ;) ). Dla mnie napisane dobrze.

Każda osoba jest właściwa. Każdej mogą zgrzytać zdania, sceny, zwroty – lub jak już wiemy ;) – różne fakty – mniej lub bardziej autentyczne ;)

Ja wiem, jak wiem :D

 

Wiesz, po pierwszym opowiadaniu od szanownej Reg dostałem pletnią po plecach za jakość wykonania. No i byłem wtedy w lekkim szoku. Jakże to tak? To po jakiemu ja gadam z ludźmi, skoro ja w polski nie umiem?

Jeśli (po przyspieszonym kursie programu klas 1 – 4) mało kto się czepia języka – choćby i wodotrysków nie było – to dla mnie duży postęp. Dzięks.

PS. Tak, wiem. Reg tu jeszcze nie było. A pani na “T” też. Zaraz człowiek się dowie, że jednak nadał max 2/10 :-)

 

Beatrycze_Nowicka,

również dzięki Ci za poświęcony czas.

 

A będzie jakiś ciąg dalszy :D ?*

 

Właśnie nieco o to chodziło. Że te jego ostatnie słowa pierwszy raz wypowiadane są na poważnie (są powody), a nie tylko z poczucia własnego ego.

Tak swoją drogą – trochę przypomina mi się mój kuzyn. Gdy daaaaaaaawno temu zapisał się na kick-boxing, już po miesiącu chodził po okolicach napuszony, napompowany, z wzrokiem wyzywającym i niecierpiącym braku uległości. Taki był “zabiję każdego”. Zawsze mnie to bawiło :] A on był mało wiarygodny w tym swoim straszonku ;)

 

 

 

PS2.

* – sporo takich pytań, sugestii pod tym tekstem :)

To mnie natycha. Natcha. Hm. Natchnięca.

Pompuje?

 

 

 

 

 

 

Bardzo fajne.

Dzięki i Tobie za przeczytanie i skromną, aczkolwiek miłą opinię :)

To było rewelacyjne, naprawdę jakbym czytał książkę, dobrą, czysto rozrywkową, jakie lubię. Podoba mi się główny bohater, to jak mimo arogancji potrafi się spodobać. Bardzo lubię jak grasz na emocjach, nie wiadomo kto jest dobry, a kto zły, a całe początkowe wrażenia odwracają się po trzy razy. Czytało się gładko, bardzo szybko, pochylony byłem do monitora jak nigdy wcześniej. Świetne.

Problem mam tylko w jednym. Moim zdaniem to jest pierwszy rozdział książki, bardzo dobry i chętnie czytałbym dalej (mówię poważnie), ale nikt mnie nie przekona, że to opowiadanie. Przeczytałem właśnie wspaniały fragment fantasy. Otworzyłeś mnóstwo wątków, zamknąłeś niewiele. Szkoda, bo czytałbym dalej.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Wow :)

MaSkrol :) Dzięki za poświęcony czas i miły sercu memu komentarz :)

 

Jeśli o jego część pierwszą idzie, to powiem tylko tyle – sam takie książki lubię, nie żałuję zajętego przez nie czasu, wiem, że dają mi rozrywkę, jakiej oczekuję – i tak staram się pisać moje teksty. Niezwykle miło mi, że doceniasz.

 

Część druga – nie będę nawet próbował Cię przekonywać. W końcu napisałeś, że nie przekona Cię nikt ;)

Tekst powstawał z grubsza z takim pomysłem. Tu i tak miał się skończyć, żadnych innych planów nie było. Z tego względu – i w mojej opinii – to zamknięte opowiadanie.

Sporo później pojawiły się plany co do “wstecznych” czasów tatusia – właśnie po to, aby uniknąć już tego dosłownego Wybrańca.

Natomiast obecnie… niczego nie wykluczam :)

 

PS. Do marionetek mam pewne… osobiste przywiązanie :D

Bardzo fajne, porządnie skonstruowane, pomysłowe światotwórczo i z wciągającą fabułą fantasy. Takie klasyczne, po bożemu napisane heroic fantasy z pewnymi elementami stylistyki dark fantasy.

I choć to nie jest moja ulubiona fantastyczna stylistyka – zdecydowanie doceniam. Dobrze się czytało i sprawiło mi przyjemność.

Mam tylko szczerą nadzieję, że jak bohater w końcu znajdzie tę kobietę, którą niedługo wygnają z miasta i która już nosi jego dziecko, to ona, zamiast pozwolić mu na zdobycie swego przebaczenia i miłości, wyrwie mu serce tępą łyżką – koleś ją zgwałcił, potraktowawszy uprzednio magią i przemocą, zgwałcił nastolatkę, która kochała innego, i która teraz przez niego i przez ten gwałt straci nawet ten (znienawidzony przez siebie, o ile dobrze zrozumiałam, ale dający jakieś bezpieczeństwo) los nałożnicy, wypędzona w ciąży w obce kraje. A mówiąc nieco poważniej, niż ta uwaga o łyżce by sugerowała: nie jestem tak całkiem pewna, czy po czymś takim możliwa jest miłość – przebaczenie pewnie tak, bo ludzi o ogromnie wysokiej etyce trochę na świecie jest, ale miłość?

No, tak się nie robi… Poczułam się jak za czasów, gdy czekałam po dwa, trzy lata na kolejną część​ Kronik Amberu, a tu to nawet nie wiadomo czy część dalsza powstanie angry. Choć zgadzam się z Ninedin, że miłość w tej sytuacji to drobna przesada ( w niektórych książkach właśnie to mnie irytuje, że główny bohater mógł zrobić nie wiadomo jakie świństwo, a jego ukochana i tak mu wybaczała).

Wracając do opowiadania, właśnie takie lubię – klasyczne fantasy :). Główny bohater co prawda mocno irytuje, ale za to bogaty świat, który nam oferujesz bardzo mi podpasował. Czytałam z zaciekawieniem i przyjemnością.

 

Powodzenia w konkursie :)

ninedin,

 

serdeczne podziękowanie za poświęcony czas :)

I za opinię :) Kurczaki. I Loża, i Pani Piórkowa, i takie słowa :)

 

Bardzo fajne, porządnie skonstruowane, pomysłowe światotwórczo i z wciągającą fabułą fantasy. Takie klasyczne, po bożemu napisane heroic fantasy z pewnymi elementami stylistyki dark fantasy.

I choć to nie jest moja ulubiona fantastyczna stylistyka – zdecydowanie doceniam. Dobrze się czytało i sprawiło mi przyjemność.

Gdzie, do stu diabłów, ta moja ramka?! Marnuje się na pierdoły, a tu taka opinia :)

 

Mam tylko szczerą nadzieję, że jak bohater w końcu znajdzie tę kobietę, którą niedługo wygnają z miasta i która już nosi jego dziecko, to ona, zamiast pozwolić mu na zdobycie swego przebaczenia i miłości, wyrwie mu serce tępą łyżką – koleś ją zgwałcił, potraktowawszy uprzednio magią i przemocą, zgwałcił nastolatkę, która kochała innego, i która teraz przez niego i przez ten gwałt straci nawet ten (znienawidzony przez siebie, o ile dobrze zrozumiałam, ale dający jakieś bezpieczeństwo) los nałożnicy, wypędzona w ciąży w obce kraje.

Doskonale zrozumiałaś to, co chciałem pokazać. Że to będzie diabelnie trudne, bliskie niemożliwości. Właściwie może to być trudniejsze, niż samo pokonanie demona.

Niemniej wierzę jednak, że los może jeszcze być tak przewrotny, iż pojawi się szansa na odkupienie i może nawet na coś więcej…

Dziękuję za bardzo wartościową (i serdeczną sercu memu) opinię :)

 

 

Moniko!

 

Jak duża jest szansa, że nie trafiłem z imieniem? ;)

 

Dzięki i Tobie za lekturę :)

Jednocześnie błagam o wybaczenie – rzec by się chciało, że zapomniałem oblicza swojego ojca ;)

Nie chciałem na 2 / 3 lata wrzucać Cię w otchłań oczekiwań ;)

 

Choć zgadzam się z Ninedin, że miłość w tej sytuacji to drobna przesada ( w niektórych książkach właśnie to mnie irytuje, że główny bohater mógł zrobić nie wiadomo jakie świństwo, a jego ukochana i tak mu wybaczała).

I znowu bardzo się cieszę, że widzicie tu niemożliwość. Znaczy, że porządnie dos^ałem bohaterowi, bo i mnie wkurzała jego arogancja ;)

Też nie lubię tego, co Ciebie irytuje. Dlatego w głowie mej coś tam się może i kroi szczególnego dla pana Aroganta.

 

Cieszę się, że Ci podeszło. Sam bardzo lubię klasykę i mam do niej olbrzymi sentyment.

Pewien mądry człek (nie zdradzę ksywki jego – jeśli zechce – sam się ujawni) rzekł, że wzorców (archetypów) w literaturze jest może 20, więc dla mnie wtórność – jeśli jest nieźle podana – jest ok.

 

Dziękuję raz jeszcze za przeczytanie i dobre słowa :)

 

Jak zazwyczaj nie przepadam za opowiadaniami w typie “wstęp do czegoś większego”, tak w tym przypadku bardzo mi się podobało. Myślę, że opowiadanie broni się jako tekst samodzielny. Wykorzystanie klasycznej fabuły i znanych motywów jest dobrym i bezpiecznym rozwiązaniem przy porządnie wykonanym światotwórstwie.

Fajnie wykreowałeś głównego bohatera, choć akurat w przypadku tego elementu przydałaby się kontynuacja: bohater początkowo popełnia błędy, potem odczuwa negatywne konsekwencje tych czynów, ale koniec końców stara się odkupić swe winy (a tego już my, czytelnicy, tutaj nie widzimy). Ten typ protagonisty, przynajmniej dla mnie, jest o wiele ciekawszy niż nieskazitelny rycerz od początku do końca czy wybraniec, któremu wszystko przydarza się z przypadku albo “bo tak mówi pradawna przepowiednia”.

Na koniec napiszę, że w trakcie lektury poczułem mentalną podróż w inny, fantastyczny świat, czyli to, czego oczekuję od tego typu opowieści. Podobało mi się i jeśli powstanie kontynuacja, to z chęcią przeczytam :)

Uuu, Panie Domingo :)

Dzięki za lekturę :)

 

Na koniec napiszę, że w trakcie lektury poczułem mentalną podróż w inny, fantastyczny świat, czyli to, czego oczekuję od tego typu opowieści. Podobało mi się i jeśli powstanie kontynuacja, to z chęcią przeczytam :)

Coraz mniej miejsca w mojej ramce :)

 

 

Dzięki również za to:

Myślę, że opowiadanie broni się jako tekst samodzielny.

i za:

Podobało mi się i jeśli powstanie kontynuacja, to z chęcią przeczytam :)

 

Cieszę się, że Ci podeszło.

 

I jeszcze jedna rzecz jest zgodna z mymi myślami:

 

Ten typ protagonisty, przynajmniej dla mnie, jest o wiele ciekawszy niż nieskazitelny rycerz od początku do końca czy wybraniec, któremu wszystko przydarza się z przypadku albo “bo tak mówi pradawna przepowiednia”.

Też tego nie lubię, gdy się wszystko składa samo z siebie, bo tak przewiduje los, jako taki.

Jeśli już bohater wpada w jakąś przepowiednię, to (przynajmniej ja) lubię, gdy to dopasowanie okazuje się zaskakujące i zupełnie inne, niż można było przypuszczać na pierwszy rzut ucha.

 

Dzięki raz jeszcze i pozdro!

Bardzo dobry tekst. Na początku odniosłam wrażenie, że jest niesamowicie patriarchalny, ale po pojawieniu się wiedźmy, przestało mi to przeszkadzać. Piszesz sprawnie, interesująco. Bohater jest dobrze wykreowany – potężny, ale nieidealny, co wcale nie jest takie łatwe. Sceny od Uznania czytałam już z zapartym tchem. Wyraźnie czuć, że jest to coś w rodzaju wstępu do powieści i chętnie przeczytałabym ciąg dalszy. Po drodze złapałam jakieś potknięcie językowe, ale zdążyłam zapomnieć, co to było, więc pewnie drobiazg. Dobra robota i powodzenia w konkursie!

Zostaw ten żyrandol.

Dziękuje Ci, Versus, za poświęcony czas :)

No i cieszę się, że przypadło do gustu.

Jeszcze bardzie cieszy mnie, że jednak nie uznałaś tekstu za patriarchalny. Ani takie założenie, ani taki mój sposób bycia / życia :)

Niemniej jednak chciałem pokazać świat (a przynajmniej jego część) okrutny i nieprzyjazny dla kobiet.

 

Sceny od Uznania czytałam już z zapartym tchem.

Niezwykle pochlebiają mi Twoje słowa :)

 

…i chętnie przeczytałabym ciąg dalszy.

Te wcale nie mniej :)

 

Co do potknięć, to i tak niezmiernie jest żem zadowolon, że za wielu uwag nie ma.

W porównaniu z wcześniejszym opowiadaniem, jest progress.

Oczywiście, na portalu jest kilka osób, które serdecznie udowodnią mi, jak bardzo się mylę :D

No ale to część nauki.

Poprzedniego nie czytałam, a w łapankach też nie jestem mistrzem, tym bardziej, jak mnie opko wciągnie, bo wtedy na jakiekolwiek przecinki przestaję zwracać uwagę. :D Znajdą się może do tego lepsi.

 

Jeszcze bardzie cieszy mnie, że jednak nie uznałaś tekstu za patriarchalny. Ani takie założenie, ani taki mój sposób bycia / życia :)

Luzik, nawet jakbym tekst uznała, jestem zwolenniczką podejścia, że autor nie zawsze zgadza się z postaciami, o których pisze. :D

Zostaw ten żyrandol.

Oczywiście zachęcam do przeczytania Gammy :)

Żywię nadzieję, że patriarchalizm tam ukazałem zgoła inaczej, a kobieca bohaterka jest silna i niezależna ;)

 

Luzik, nawet jakbym tekst uznała, jestem zwolenniczką podejścia, że autor nie zawsze zgadza się z postaciami, o których pisze. :D

O tak.

To bardzo ważne. Bez tego można dojść do fatalnych wniosków.

O tak.

To bardzo ważne. Bez tego można dojść do fatalnych wniosków.

Owszem. A do Gammy zajrzę w wolnej chwili, choć na razie mają u mnie pierwszeństwo teksty z Tajemniczych Światów. :D

Zostaw ten żyrandol.

Spodobał mi się pomysł z mocami związanymi z Wolą i walki w oparciu o nie. Nie przepadam za fantasy, ale zajmująco i logicznie skonstruowałeś ten świat i bohaterów, tak że chciało się czytać. Architektura miasta zbudowanego na planie koła wokół centrum – wieży naprawdę fajna, te trójkąty pomosty. Intryga niezła, zaskakująca.  :-)

Jedno mnie zatrzymało – jeśli wtrącił Demona do wieży i trzeba było go pilnować, dlaczego zbieranie złota, nałożnic z ościennych krajów szło opornie, przecież zagrożenie pozostawało wciąż realne?

Lekko niejasny był też dla mnie myk z pokonaniem ciała. Czy ucieczka demona oznacza ucieczkę ducha (mocy), czy musi poszukać sobie ciała, dlaczego nie wejdzie w ciało wartownika o słabszym Sahn, a może potrzebuje wielu ciał? 

Gdybym miała się do czegoś przyczepiać to, wydaje mi się że pierwsze fragmenty są bardziej chropowate w zapisie.

Drobiazg:

,Bracia powstawali powoli.

Tutaj chyba bym dała "wstawali powolni" albo inaczej żeby nie powtarzało się "po" i trochę zastanawiałam się czy nie lepszy byłby czasownik opisujący proces, a nie jego zakończenie.

 

Powodzenia w konkursie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć Asylum :)

Dzięki za zatrzymanie się :)

 

Nie przepadam za fantasy, ale zajmująco i logicznie skonstruowałeś ten świat i bohaterów, tak że chciało się czytać.

To dla mnie duży komplement :)

Jeśli ktoś nie przepada za gatunkiem, ale czyta z zainteresowaniem, to chyba coś ciekawego w tekście znalazł :)

 

Jedno mnie zatrzymało – jeśli wtrącił Demona do wieży i trzeba było go pilnować, dlaczego zbieranie złota, nałożnic z ościennych krajów szło opornie, przecież zagrożenie pozostawało wciąż realne?

Odpowiedź na to jest akurat prosta.

 

Po tamtej brutalnej wojnie nasz lud osiedlił się tu, w dawnym mieście demona. Inne kraje, jak Roth, Swenga-Tien, Libraun czy Wyspy Rozbite, z wdzięczności za ratunek i utrzymywanie Zła w Treqar, składały daniny w złocie, żywności i w nałożnicach. Jednak wieloletni brak zagrożenia sprawił, że robiły to coraz bardziej opornie.

Tamte kraje doświadczyły wojen i okrucieństwa demona lata wcześniej – powiedzmy z 70 lat temu. Trzydzieści lat temu królowi Azerah udało się demona pokonać / zamknąć.

Od tego czasu reszta świata zaznawała już pokoju. Władze się zmieniały, ludzie się zmieniali. Starzy, pamiętający wojny poumierali. Nadeszłą era młodych. Pokój trwał, więc pojawiło się zapomnienie i kosmate myśli:

“A może Azerah pozoruje tylko, że demon wciąż żyje? A może tylko udają, może darmo naszym kosztem się dorabiają? Dlaczego mamy tyle płacić?”

I zaczęto kombinować. Płacić coraz oporniej, wolniej, itd.

Oczywiście, możesz zapytać, dlaczego nie pojechali tam i nie sprawdzili? No ale limit :) I to tylko opowiadanie. Może więc pojechali, ale – z racji roboty Wartowników – nie odczuli takiego zagrożenia?

 

Lekko niejasny był też dla mnie myk z pokonaniem ciała. Czy ucieczka demona oznacza ucieczkę ducha (mocy), czy musi poszukać sobie ciała, dlaczego nie wejdzie w ciało wartownika o słabszym Sahn, a może potrzebuje wielu ciał? 

A to akurat względnie często spotykany motyw :)

Jeśli pozwolisz, rozwinięcie pozostawię na razie dla siebie :)

 

Asylum, to moje pierwsze napisane w życiu opowiadanie/ Ofc, przeszło sporo poprawek, ale wierzę, że i tak jest pełne zgrzytów i niezręczności językowych :)

Zaszczytem dla mnie jest, że widzisz ich niewiele :)

 

Dzięki za uwagę.

 

Wzajemnie :)

Tamte kraje doświadczyły wojen i okrucieństwa demona lata wcześniej – powiedzmy z 70 lat temu. Trzydzieści lat temu królowi Azerah udało się demona pokonać / zamknąć.

Tak, zrozumiałam to, tak jak wyjaśniasz. Niemniej tyle już lat minęło od IIWŚ, holokaustu, a wciąż o nim pamiętamy, pewnie że coraz mniej, choć rodziny ofiar – niekoniecznie. Nawet jakieś badania robią nt. przekazywania traum z pokolenia na pokolenie.

 

Jeśli pozwolisz, rozwinięcie pozostawię na razie dla siebie :)

Pewnie, czekam zatem w przyszłości rozwinięcia. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pamiętamy, gdyż mamy zdjęcia, filmy, wspomnienia i internety ;) Już nasze pokolenie WIE, ale tak na serio to jednak nie zdaje sobie z tego sprawy – jaki to był dramat.

Natomiast tu powinniśmy rozróżnić pamięć o, a fakt dalszych opłat.

Oni – owszem – pamiętają. Ale przestają wierzyć, że zagrożenie jest nadal realne.

 

Jasne :)

Zostawię wersję drukowaną gdzieś w Trójmieście <3

 

:D

:DDD

Zostaw, znajdę. :-) Choć pewności nie mam, czy mnie jakieś kłopoty z pamięcią nie dopadną. :-p

 

Odnośnie pamięci, rodzin i dzieci ofiar, sprawa nieoczywista, bo kurcze, w jakiś sposób się zapisują w genotypie. W każdym razie badania niewystarczające, próby za małe, poza tym piszesz niejako o odległych. W gruncie rzeczy – kupiłam. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć Silvanie ;)

Dobre opowiadanie. Paradoksalnie, świat momentami jest zbyt bogaty, bo nie wszystkie terminy są tłumaczone/możliwe jest ich rozszyfrowanie, lecz lepiej przegiąć chyba w tę stronę, niż by miało być pusto i nudno. Fabuła może mnie ostatecznie nie zaskoczyła, bo gdzieś się spodziewałem jakiegoś przekrętu, nie mniej jednak jest dobrze.

Co do wad, występujących moim zdaniem, to jest jedna szczególna.

Przez lwią część opka mamy do czynienia z typowym heroic fantasy, więc jak pod koniec postaci okazują się nie takimi, jakimi są, to jest zgrzyt. Król był piękny i cudowny, tak samo jak brat bohatera i czuć ten przeskok.

Nie tyle, że trzeba było ich na początku pogrążać, ale gdybym ja miał podejść do tematu, to pokazałbym jakąś cechę, która dodawałaby im ludzkości przy jednoczesnym odjęciu wspaniałości.

Nie mniej jednak całość oceniam pozytywnie.

Pozdrawiam!

Witaj Sagitt. Dzięki, że znalazłeś chwilę na królestwo Azerah :)

 

Dla mnie bogactwo świata, to komplement ;)

Jeśli jednak Cię to nie zmogło i nie zatrzymało, jeśli dałeś radę przebrnąć, to być może w dobrym momencie postawiłem kreskę.

 

Co do zaskakującej fabuły, to zdradzę Ci, że niewielka ilość opowiadań, jakie tu przeczytałem była rzeczywiście zaskakujące i w jakiś sposób w pełni oryginalna.

Moim celem nigdy nie jest szukanie oryginalności na siłę. Czytałem kilka takich książek, gdzie ktoś na tę oryginalność stawiał na siłę. I – jak dla mnie – rzadko to wychodzi.

Ja tam tam uwielbiam klasykę i tyle :)

 

Hm.

Czy ja gdzieś pisałem, że król jest piękny i cudowny?

Raczej sugerowałem zupełnie inne rzeczy, wzmiankami typu:

 

Większość pięknych kobiet w królestwie Azerah brał ojciec.

To nie jest dobry i cudowny człowiek :D

 

Albo:

 

Hindary pożądałem od roku. Wtedy trafiła do nas z Wysp Rozbitych, czego wcale nie uznawała za zaszczyt. Wiedziałem, że jest jedną z ulubionych nałożnic Marrto.

Piętnastolatka. Jedną z ulubionych. Jedną z wielu.

To też nie jest cudowny i wspaniały chłopak :D

 

 

Ładnie podsumowała też to Finkla:

 

No i król się rewelacyjnie ustawił: ciągle trzeba płodzić nowych wartowników, bo szybko się zużywają.

(…) I trochę zmroziła mnie dziewiętnastoletnia dziewczyna, która jest matką pięciolatka.

To też robota króla.

 

 

Ale – żeby odpowiedzieć jeszcze słówko, czy dwa w tej kwestii: limit ;(

Pewnie kilka zdań mogłoby jeszcze powyjaśniać więcej na temat innych postaci.

 

Dzięki wielkie za poświęcony czas!

 

Fajne, wciągające opko. Chyba moja opinia nie będzie zbyt oryginalna, ale czytało się lekko i przyjemnie, jednak miałam wrażenie, że to jest dopiero wstęp do dłuższego opowiadania czy nawet powieści i większość właściwiej historii dzieje się poza tym tekstem. Ale czytałabym :)

Warsztatowo i językowo jest trochę do poprawy, te dwie rzeczy rzuciły mi się najbardziej w oczy:

Zamilkła, a jej spojrzenie, wciąż wrogie, stało się także zaskoczone.

Stało się zaskoczone to niezbyt zgrabne zdanie, poza tym spojrzenie raczej nie może odczuwać zaskoczenia.

Wymienialiśmy się w ciągu Warty lub zwiększaliśmy ilość Da’Vah na pomostach.

A to jest dość popularny błąd

“Najprościej mówiąc, liczba określa rzeczowniki policzalneilość natomiast – niepoliczalne. Te pierwsze można policzyć na sztuki – ludzie, butelki, cegły, krzesła – stąd właśnie ich policzalność.”

https://polszczyzna.pl/liczba-czy-ilosc/ 

Cześć Sonato :)

Miło, że znalazłaś chwilę dla Lithara ;)

 

Cieszę się, że przypadło Ci do gustu.

Jakoś tak mam, że wszystko co piszę, ma furtki. To już w styl wchodzi, ale trudno.

 

Ale czytałabym :)

:D Dziękuję :)

 

 

I widzisz, Twoja opinia jest jednak oryginalna. Wrzuciłaś cenną (banalną, ale cenną) uwagę, dotyczącą ilości / liczby. Prawie zabawne, że w ang. zawsze się zastanawiam, czy coś jest “much” czy coś jest “more” a w pl nigdy mi to do głowy nie przyszło :P Dzięki – i z pewnością wbiję to sobie do mego zakutego łba.

 

Zamilkła, a jej spojrzenie, wciąż wrogie, stało się także zaskoczone.

Stało się zaskoczone to niezbyt zgrabne zdanie, poza tym spojrzenie raczej nie może odczuwać zaskoczenia.

Słusznie prawisz ;)

Ale sama konstrukcja, faktycznie, przeciętna, takie 2/10 :P

Dzięki :)

Hej, silvanie! Dobrze, skoro jest słoń na środku pokoju, nie będę udawać, że go nie widzę, i od razu od niego zacznę. Otóż: jak już pewnie wiesz z innych komentarzy, to raczej nie jest opowiadanie ;), a wstęp do czegoś dłuższego. Konstrukcja jest do tego stopnia otwarta, że mimo dobrej woli ciężko mi uznać tekst za skończoną całość. Właściwie żaden wątek nie doczekał się rozwiązania – zdrada brata, przepowiednia wiedźmy, prawdziwe umiejętności bohatera, los świata, “romans” z dziewczyną, która, jeśli dobrze zrozumiałam, jest mu pisana przez przeznaczenie, a do której tak naprawdę nigdy więcej nie powinien się zbliżyć.

No, to skoro najgorsze mamy za sobą, możemy przejść dalej ;)

Bardzo zgrabnie napisane, zdania mi nie zgrzytały, ogólnie przez tekst się leciało. Osobiście nie przepadam za nadmiarem Rzeczy Pisanych Wielką Literą; poza tym w paru momentach sposób opisywania świata wydał mi się nieco zbyt górnolotny, w sposób wybijający z immersji przez swą nadmierną powagę. Za to przy światotwórstwie pokazałeś rozmach. Podoba mi się ciężar służby Wartowników, którzy całe życie szkoleni są do jednego zadania, a potem wystawiani na próby przez kuszącego ich demona. W końcu człowiek to tylko człowiek, może się zmęczyć, zwątpić – a demon nigdy nie opadnie z sił. Świetne.

Za to naprawdę szczerze Ci powiem – i mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle – ale widząc, jaką rolę w tym świecie mają kobiety, i jak są traktowane w tekście (jedna gwałcona, druga przykuta całe życie do skały, pozostałe tylko rodzą synów, których im się odbiera, albo córki, które kończą jako nałożnice), to po prostu nie chciałabym czytać ciągu dalszego tej historii. Niestety.

Swoją drogą, używanie kufli miodu jako jednostki czasu zupełnie mnie nie przekonuje. To jednak coś innego, niż liczenie czasu świecą, bo te spalają się w miarę podobnym tempie, natomiast szybkość, z jaką znika zawartość kufla, jest ściśle uzależniona od pijącego. No i “ćwierć kufla”, “jeden kufel” bardziej nasuwają na myśl ilość, niż czas.

Ogólnie jednak – pisać to Ty umiesz, światy wymyślać też. A co subiektywne, tego już się nie przeskoczy. Ale klikałabym do Biblioteki, rzecz jasna.

Mam prawie wyrzuty sumienia, że tak zrzędzę :P

Miło Cię gościć, Imienniczko ;)

 

Zacznę od słonia. Tfu! Od końca ;)

 

Mam prawie wyrzuty sumienia, że tak zrzędzę :P

Zupełnie niepotrzebnie. Wszyscy dobrze wiemy, że konstruktywna krytyka jest bardziej potrzebna niż pienia zachwytu, zwłaszcza, gdy zachwytu się nie czuje.

Patrząc także na całokształt komentarza, odbieram go pozytywnie. Tym bardziej, że to pierwsze napisane przeze mnie opowiadanie w życiu (choć opublikowane jako drugie).

 

Ogólnie jednak – pisać to Ty umiesz, światy wymyślać też.

Dziękuję i dziękuję :) Pierwsze, myślę, że to tak na osłodę, gdyż droga przede mną daleka :)

Drugie za to mnie cieszy. Na tę chwilę skupiam się przede wszystkim na różnorakich konstrukcjach świata i może cierpią na tym nieco inne strony opowiadań.

 

Swoją drogą, używanie kufli miodu jako jednostki czasu zupełnie mnie nie przekonuje.

Haaaaa, no nareszcie :D

Czekałem, kto mi to wypomni :P

Spotkałem się kilkukrotnie z określeniami: “cztery piwa później”, “litr wódki później”, itd. Oczywiście, średnia to miara czasu, ale raczej stanu upojenia (litr wódki, bleeee).

Mimo wszystko, jakoś te kufle wstępnie mi siadły i poszedłem w to. Tłumaczyłem sobie, że przecież niezwykle często odmierzano czas np. zdrowaśkami. Tu równie dobrze każdy może mówić je zupełnie inaczej i zakładanie, że każdy robił to w 20 sekund spokojnie mogło wprowadzać błędy rzędu 25% lub więcej. Dla celów testowych, szybko, ale bez kosmicznego pośpiechu odmówiłem przed chwilą zdrowaśkę w niecałe 7 sekund xD

Jednakże na tyle mi te kufle “śmierdziały”, że w pierwotnej wersji (ciut dłuższej) miałem zdanko, że kultura kraju wymagała określonego tempa, a kto pił szybciej, uchodził za niewychowanego, pitu, pitu. To zdanie wyleciało chyba jako pierwsze przy cięciach i ciekawiło mnie, jak szybko za te kufle dostanę boksa ;)

W pewnej chwili niemal zamieniłem tę jednostkę, ale później doszedłem do wniosku, że – skoro to konkurs – to niech zostanie :)

 

ale widząc, jaką rolę w tym świecie mają kobiety, i jak są traktowane w tekście (jedna gwałcona, druga przykuta całe życie do skały, pozostałe tylko rodzą synów, których im się odbiera, albo córki, które kończą jako nałożnice), to po prostu nie chciałabym czytać ciągu dalszego tej historii. Niestety.

A tu akurat smutna buźka, ale mam dwie i pół rzeczy na swoje usprawiedliwienie.

– Po pierwsze – nie w świecie. To tylko jeden kraj z wielu. Może nie zostało to należycie przedłożone (nie chciałem już, aby światotwórstwo pochłonęło większość tekstu), ale to jedyne tak szurnięte państwo. A może – jak z tekstu zauważyłaś – dla królestwa Azerah właśnie nadszedł czas wielkich zmian. Przykuta do głazu wiedźma zagrała na nosie wszystkim wielkim menszczysnom i to ona w dużej mierze przyczyniła się do zmiany aktualnego ładu.

– Po drugie – jak wspomniałaś, Lithar nawarzył kilka ton piwa, które musi wypić, powiedzmy w przysłowiowe dwa dni. Zadanie przed nim karkołomne – niemal niemożliwe. Tu wyobraźnia (moja działa w tym przypadku bez zarzutu) widzi te piętrzące się przed nim trudności, cuda na patyku i zdecydowanie będzie musiał zmienić postrzeganie kobiet :P Oj, bardzo, bardzo ;)

– Po dwa i pół – zdaje się, że historii opowiadających o mega trudnych sytuacjach kobiet jest sporo – o takiej Podręcznej tylko wspomnę. Dla mnie ważniejsze jest to, że w tym wieku, w tych “cywilizowanych” czasach nadal mnóstwo kobiet postrzegane jest przedmiotowo. W wielu krajach ich rola jest wyłącznie – wybacz – rozpłodowa. W wielu krajach nie patrzy się na wiek. Więzi się kobiety. Głodzi. Bije. Okalecza, coby zbyt przyjemnie im nie było. Morduje za domniemane zdrady, za pokazanie twarzy. Nadal oskarża się o czary. Stosy wciąż płoną.

Częściowo zamysłem było pokazanie okrutnego kraju, w którym pojawiają się impulsy do zmian.

 

 

Bardzo zgrabnie napisane, zdania mi nie zgrzytały, ogólnie przez tekst się leciało. Osobiście nie przepadam za nadmiarem Rzeczy Pisanych Wielką Literą; poza tym w paru momentach sposób opisywania świata wydał mi się nieco zbyt górnolotny, w sposób wybijający z immersji przez swą nadmierną powagę. Za to przy światotwórstwie pokazałeś rozmach. Podoba mi się ciężar służby Wartowników, którzy całe życie szkoleni są do jednego zadania, a potem wystawiani na próby przez kuszącego ich demona. W końcu człowiek to tylko człowiek, może się zmęczyć, zwątpić – a demon nigdy nie opadnie z sił. Świetne.

Dziękuję. To dla mnie ważne. Po cięciach miałem obawy, że wyjdzie sztuczność, nienaturalność, ale może jakoś wybrnąłem. Rzeczywiście, tekst jest też poważny (ale czy górnolotny? Hm, górnolotności staram się unikać), ale chciałem dać odczuć, że to nie przelewki i nie robić z tego śmieszków. Dla mnie śmieszkowate teksty nigdy nie pozwalały w pełni poczuć świata. Trochę też jako ćwiczenie postawiłem na powagę.

Wielka Litera – masz rację. Trochę mój problem. Już kiedyś dostałem taką cenną uwagę, że Wtedy Wychodzi Wielkie Fantasy Zrozumiałe Tylko Przez Ludzi Mających IQ Powyżej Średniej :P

Zastanawiam się, jak sobie radzić z neologizmami. Może pisać po prostu małą i tyle? :|

To, co piszesz, niezwykle mi schlebia :)

 

No i słoń :D

Nie będę nadmiernie dyskutować, zwłaszcza, że opinii jak Twoja jest sporo.

Jak rzekłem – moim celem było przedstawienie zdarzeń, które stały się kamykiem ruszającym lawinę w Azerah.

Czy żaden wątek się nie zakończył? Dla mnie w pewnej mierze tak.

Ojciec – zginął.

Zdrada brata – przejął władzę, a demon uciekł.

Wiedźma – poświęciła życie dla świata, dla mężczyzny z królewskiego rodu, choć właściwie ich nienawidzi.

Bohater – szybko odczuł, że jego wyobrażenie o świecie, rodzinie i państwie jest zdecydowanie inne. Koniec Wart, koniec życia, o jakim tylko słyszał, a którego nawet na dobre nie zdążył zakosztować.

Taką jakąś wizję miałem :)

 

Się rozpisałem.

Dzięki za poświęcony czas :)

 

 

 

Fantasy przez wielkie F :) Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale czytało się dobrze. Historia Lithara mnie zainteresowała, a twistu z Marrto się nie spodziewałam. Ciekawie przedstawiłeś tę relację, zazdrość Lithara o Marrto niemal namacalna. Fajny zabieg z końcówką – streszczenie tego, co będzie dalej w formie przepowiedni. Niby opowiadanie jest prequelem do właściwej historii, ale imo jest kompletne. Aż mi się kojarzą stare gierki RPG :)

To, co mnie zdziwiło, to co 16latek z zakazem współżycia robił u nałożnicy? Ze sposobu, w jaki go powitała, widać było, że to nie pierwszy raz. Jak i skąd miał dostęp i czemu Hindara go wpuszczała? Skoro mu nie pozwalali na seks, to nie powinien widywać nałożnic.

“krew puściła się z nosa.” – raczej “poszła z nosa”.

Haaaaa, no nareszcie :D

Czekałem, kto mi to wypomni :P

Wcześniej przeglądałam pobieżnie komentarze i nie mogłam pojąć, czemu jeszcze nikt nie wytknął palcem. Wszystko trzeba samemu robić XD

Jasne, zdrowaśki/modlitwy można na upartego w bardzo różnym tempie odmawiać, ale określenia tyczą się chyba takich wspólnych modlitw, które mniej więcej idą tym samym tempem. To też zresztą bardzo niejasna jednostka czasu. Klepsydry i świece są lepsze :P

 

Rozpisałeś się w odpowiedzi, oj, rozpisałeś, a ja nie bardzo mam teraz, niestety, głowę do dyskusji. Komentowanie opek do limitu wciąż przede mną, jeszcze wpadają teksty na mój konkurs. Pełne ręce roboty, no. Nie ma chwili na spokojne pomyślenie ;)

Cześć Bellatrix :)

Dzięki, że znalazłaś chwilę dla mnie :)

 

Fantasy przez wielkie F :)

Czy to komplement, czy też zawoalowane potwierdzenie uwagi Silvy?

Osobiście nie przepadam za nadmiarem Rzeczy Pisanych Wielką Literą

? :D

 

Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale czytało się dobrze.

Za to to – to już wielki komplement dla mnie :)

 

Fajny zabieg z końcówką – streszczenie tego, co będzie dalej w formie przepowiedni. Niby opowiadanie jest prequelem do właściwej historii, ale imo jest kompletne. Aż mi się kojarzą stare gierki RPG :)

O, Złota Pani, miód lejesz do pyszczka Kubusia Puchatka :)

Cieszy mnie Twoja opinia – będąca w mniejszości, ale w mojej mniejszości :D

 

To, co mnie zdziwiło, to co 16latek z zakazem współżycia robił u nałożnicy? Ze sposobu, w jaki go powitała, widać było, że to nie pierwszy raz. Jak i skąd miał dostęp i czemu Hindara go wpuszczała? Skoro mu nie pozwalali na seks, to nie powinien widywać nałożnic.

Pytanie celne, już nawet głupio o limicie gadać…

Z grubsza – harem był wspólny dla dziesiątków braciszków. Trudne do kontroli (i mało potrzebne, przed Litharem nikt takiego numeru nie wywinął). Do tego nałożnice same wiedziały, kto już rangę otrzymał, więc wiedziały, kto ile może.

 

Dzięki za uwagę co do noska :)

 

 

Silva, zgadzam się co do tego czasu ;) Była chwila, iż myślałem – skoro nikt nie wytyka, to nie razi (poza mną :P), nie jest źle :P Ale konkurs – nie zmieniam.

 

Czytaj, spokojnie. Opinię wyraziłaś jasną, nie zamierzałem nawet zbytnio wchodzić w polemikę.

Dodam tylko, że jeśli szukasz u mnie silnej i niezależnej kobiety, to zapraszam przy okazji do Gammy ;)

Wierzę, że nie będziesz rozczarowana, oj nie ;)

 

 

Klepsydry i świece są lepsze :P

A one są zunifikowane? Porównajmy świeczkę tortową z gromnicą. Albo klepsyderkę do gotowania jajek z monstrum stojącym w świątyni.

Babska logika rządzi!

Na pewno bardziej, niż kufle miodu ;)

Proponuję kufle roztopionego wosku ze świec ;)

Posypane piaskiem z klepsydry :D

Cześć, silvanie,

akurat miałam ochotę na trochę klasycznego fantasy i mnie osobiście nie przeszkadzał ten mocno wyeksploatowany motyw wybrańca, ale może dlatego że zaszło tu niezłe światotwórstwo (mogę wspomnieć, jak bardzo podoba mi się słowo Da’Vah? Zastanawia mnie więc, jak według ciebie, autora, powinno się je wymawiać). Ale…

choć bardzo mi się podobało, widziałabym tutaj raczej powieść. Co prawda tekst broni się jako osobny byt, lecz ja szukam innego typu historii w opowiadaniach.

 

 

Moja głowa, mimo niezwykłego opanowania Woli, zdawała się być niewolnikiem pożądania.

 

 Gdy stanąłem na pomoście Piątym[+,] zobaczyłem, jak on ponownie staje na Pierwszym.

 

 

Powodzenia! :D

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Hej Lano :)

Dziękuję, że znalazłaś chwilę dla Lithara ;)

 

Miło słyszeć, że światotwórstwo przypadło Ci do gustu :)

Jedna z ważniejszych dla mnie rzeczy przy okazji tego opka :)

 

mogę wspomnieć, jak bardzo podoba mi się słowo Da’Vah? Zastanawia mnie więc, jak według ciebie, autora, powinno się je wymawiać

Podoba Ci się? Serio? :)

Miła i oryginalna uwaga :)

Jak powinno się je wymawiać?

Miałem (szczerze) dwie opcje.

Ogólnie z oryginalnego języka plemienia Lithara znaczyłoby to mniej więcej tyle co: “na warcie”, “na straży”.

Opcje czytania miałem dwie: “dawh” lub “dwah” – i chyba pierwsza nieco lepiej mi pasuje :)

 

Co prawda tekst broni się jako osobny byt, lecz ja szukam innego typu historii w opowiadaniach.

A czego szukasz? :) W sensie, że ten otwarty koniec? :D

 

Dzięki za uwagi :)

A czego szukasz? :) W sensie, że ten otwarty koniec? :D

Nie, nie. Chodziło mi o to, że nie przepadam za opowiadaniami, które mogłyby być powieściami. Nawet jak to opko jest skończone, czuję niedosyt. Ja zasadniczo wolę powieści i to najlepiej w papierowej formie :)

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Zacznę może od strony technicznej. Pierwsze zdanie, które niejako zaprasza czytelnika do lektury i… brak istotnego przecinka. ;)

Tak, tak. Zdążyłem Cię złapać, zanim go dopisałeś. ;-)

Dlaczego to takie ważne? Ano dlatego, że pierwsze akapity, a już zwłaszcza pierwsze zdania to wizytówka tekstu, wspomniane już zaproszenie do lektury. I taki błąd, w tym akurat punkcie tekstu, po pierwsze zwraca uwagę, po drugie budzi pewne obawy, jak będzie wyglądała technicznie dalsza część opowiadania. Takie obawy czytelnika, jak łatwo się domyślić, nie służą samemu autorowi, stąd od tego zaczynam swój komentarz i dlatego poświęcam tej kwestii tyle miejsca.

Skoro już jestem przy technikaliach, to omówię ten element do końca. Technicznie tekst nie jest zły. Nie dostrzegłem tu jakichś karygodnych błędów, rażących wpadek, niechlujności czy koślawych zapisów. Budowa zdań ani nie utrudnia do lektury, ani do niej nie zniechęca. Czy jednak można było mieć tego pewność po przeczytaniu pierwszego zdania? Ano nie. I nie podkreślam tego dlatego, że ów błąd wpłynął jakoś mocno na ocenę Twojego opowiadania. Nie wpłynął (mocno ;-)). Zwracam uwagę na ten element głównie po to, by pokazać, jak czasem takie drobiazgi mogą wpłynąć na nastawienie czytelnika do tekstu. „Tajemnice światów” miały być w założeniu konkursem również (a może przede wszystkim) szkoleniowym, więc przemycam tę uwagę trochę na marginesie, żeby podkreślić, na co warto zwracać uwagę.

Oczywiście, skoro już jestem przy tych przecinkach muszę nadmienić, że czasem ich przy wołaczach brakowało. Nie zamierzam na potrzeby jurorskie udawać specjalisty od interpunkcji, bo nim nie jestem, tym nie mniej sam błąd należy nazwać co najmniej zauważalnym, więc i musiał lekko wpłynąć na obniżenie oceny opowiadania.

Przy okazji przecinków pojawił się temat wprowadzenia, więc i przy nim pozostanę. Wprowadzenie nazwałbym obiecującym, ale też nieco suchym. A przy okazji zdradzającym, że może się pojawić problem z pogodzeniem wszystkich elementów w podstawowym limicie konkursowym.

Wprowadzenie jest obiecujące, bo zdradzasz w nim konkretny pomysł na świat. Świat autorski, skonstruowany jako całość, z bogatym wykorzystaniem elementów fantastycznych. Taki, o którym mógłbyś dużo opowiedzieć, który sobie starannie przemyślałeś. To widać.

Jednocześnie widać też dobrze znany problem: jak zaprezentować wszystko, co dla czytelnika istotne, na ograniczonej przestrzeni znaków. W przypadku wprowadzenia możemy to zauważyć przy prezentacji głównego bohatera i jego wściekłości, może trochę wspartej zapalczywością.

Prezentacja sprawia wrażenie usilnej. Zwróć uwagę, ile wykrzykników pojawia się w pierwszych akapitach. Z perspektywy czytelnika wygląda to trochę jak taka budowa dramatyzmu na skróty. Nie ma miejsca na długie i spokojne wprowadzenie do świata? No to sięgamy po szybką eskalację przemocy, bezwzględności i frustracji. To dzieje się tutaj za szybko i zbyt wcześnie. Wpadam w tekst i od razu, na przestrzeni paru tysięcy znaków, mam poczuć znój i koszmar treningów, z jakimi bohater (i nie tylko on) musiał się mierzyć latami. W takich wypadkach, niestety, ta droga na skróty rzadko prowadzi do celu. Nie mogę napisać, że tylko opowiadasz o tym znoju. Ty trochę opowiadasz, trochę te dorzucasz obrazów. Ale właśnie tylko tyle, na ile pozwala droga na skróty. Tutaj dostajemy trochę takie męczarnie bohatera przez oświadczenie. Ty piszesz, ja wierzę. Jednocześnie jednak zupełnie tego nie czuję. I to, co tu dużo ukrywać, jest pewien problem, bo po wprowadzeniu bohater był mi tak samo obojętny, jak wcześniej. Wiedziałem, co mógł czuć, ale sam absolutnie tego nie czułem. A to ważne, bo w takich przypadkach cała sztuka zaangażowania czytelnika w opowiadanie polega na tym, by w jakimś stopniu patrzał na świat oczami bohatera. Tutaj z zaangażowaniem się w losy bohatera miałem niestety spory problem.

Podobał mi się za to świat i jego prezentacja w opowiadaniu. Pisałem wcześniej, że zdradzasz konkretny pomysł na świat, widać było, że możesz go uczynić atutem tekstu i tak też zrobiłeś. Oczywiście, nie będę tutaj bezkrytyczny. Tych obcych nazw pojawiło się ciut zbyt wiele (a może nawet nie ciut), one mogły bardziej przytłoczyć niż przysłużyć się opowiadaniu. To są nazwy zupełnie obce. Czytelnik nie jest w stanie, jak choćby przy „Tłumieniu”, bazować na skojarzeniach. Jeżeli niemalże ciągiem pojawiają się: Ralibu, Azerah, Tregar czy Palth to, nie czarujmy, czytającemu wiele z nich w pamięci nie zostanie. I jeśli któraś z tych nazw pojawi się ponownie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ona tak samo obca, jak za pierwszym razem.

Pisałem jednak, że świat jest atutem opowiadania, więc wypadałoby przejść do chwalenia.

Stworzyłeś więc obcy, inny, interesujący świat. Zadałeś sobie wystarczają co dużo trudu przy jego konstruowaniu, by miejsce akcji rzeczywiście można było nazwać w pełni obcym światem, a nie jego atrapą, która (kiedy przyjrzeć się bliżej), zawiera nadspodziewanie dużo elementów znanej nam rzeczywistości.

Świat więc potrafi zainteresować swoją konstrukcją i odmiennością, a jednocześnie bardzo podobało mi się to, jak go prezentowałeś. Mimo całej jego obcej charakterystyki nie miałem problemów, żeby się w nim odnaleźć. Rozumiałem problemy tego świata, wiedziałem, jaki jest cel tworzenia wartowników, pojmowałem w pewien sposób roszczenia i oczekiwania bohatera. To bardzo ważne, nad tym chyba nie trzeba się rozwodzić. Nie wystarczy tylko wymyślić świat. Niechby to bowiem była najbardziej bogata i konsekwentna konstrukcja, na końcu i tak kluczowe jest to, czy czytelnik „czuje” owe reguły i potrafi się w nich odnaleźć. Tylko wtedy prezentowany w opowiadaniu świat spełnia swoją rolę. Tutaj z tego elementu jestem zadowolony. Świat jest mocnym punktem opowiadania.

Ponieważ tym komentarzem tak sobie trochę naprzemiennie skaczę od czepów do zalet, pozwolisz, że teraz znów nakarmię Cię porcją marudzenia.

Wspomniałem, że losy bohatera były mi obojętne i tak to się niestety na przestrzeni tekstu utrzymywało. Dowiedziałem się na początku, że za nim lata ciężkich treningów, wyrzeczeń i może nawet pewnej formy upokorzeń. Wiedziałem, że owo poświęcenie miało swój cel. Jednakże, o czym też już pisałem, to wszystko było tak trochę „na słowo honoru”. Na przestrzeni kolejnych scen ten Twój bohater urastał mi raczej do miana irytującego, roszczeniowego chłystka, żeby nie napisać gówniarza.

Na tym etapie budził we mnie niechęć, z drugiej strony, rola, którą mu przydzielasz, jest istotna i raczej chwalebna. Ma chronić świat! Ba! Może nawet w końcu go do reszty ocalić! Uwolnić od złego!

I teraz, żebym został dobrze zrozumiany – nie chcę napisać, że bohater ma być od linijki czy według schematu. Nic z tych rzeczy. Jednocześnie jednak chciałbym, żeby ta konstrukcja bohatera była w jakiś sposób dopasowana do biegu zdarzeń. Albo (może tak będzie lepiej) żeby uwzględniała perspektywę czytelnika.

Tutaj jest z tym problem. Pierwsza scena pokazuje pewien heroizm i bezwzględność, ale forma prezentacji sprawia, że wzruszam na to ramionami. Po drugiej scenie czuję do bohatera niechęć. I to jest jeszcze OK. Zawsze to jakieś odczucie. Mamy dalej scenę, kiedy bohater dostaje tylko piątego Sahna, kiedy ewidentnie jest coś nie tak, ale ja w tym momencie czuję tylko mętlik, bo przecież tego bohatera sympatią nie darzę.

Podobnie jest w scenie kuszenia. Stworzyłeś taki rodzaj bohatera i historii, że losy tego pierwszego nie bardzo potrafią mnie obejść. Właściwy balans znajdujesz pod koniec. Wprowadzasz motyw „chęci zemsty”, który nawet przy dość antypatycznym bohaterze sprawia, że teraz już chcę iść za jego losami. Nawet chcę, żeby mu się udało. Tyle że wtedy… dostaję ostatnią kropkę. ;)

Wcześniej z kolei było tak, że nie mogłem mu życzyć dobrze, bo mnie irytował. Nie mogłem życzyć mu źle, bo przypada mu ważna rola obrońcy. Więc na końcu wzruszałem ramionami.

Znacznie bardziej podeszła mi charakterystyka pozostałych bohaterów. Jorsel, brat, ojciec. To wszystko nie są może jakoś bardzo skomplikowane konstrukcje, ale za to bardzo dobrze dopasowane do historii, a przede wszystkim tego, co chcesz opowiedzieć.

Fabuła nie powala… bo nie ma czym. Na początku zapowiadałem pewien problem z upchnięciem wszystkiego w niespełna 30 000 znaków i przeczucie mnie nie zawiodło. Brakło tu, niestety, pomysłu, jak przedstawić pełną, interesującą opowieść i pogodzić to z prezentacją świata.

Wszystko, co tutaj dostajemy, to zaledwie kawałek historii. Jakiś fragmentów dziejów Lithara. W tym opowiadaniu wprowadzasz do świata, budujesz fundament historii (przede wszystkim motyw dalszych działań bohatera), a kiedy znajdujesz już właściwy balans, a czytelnik chce podążać za wydarzeniami… kończysz. Jakbyś mówił w ten sposób czytelnikowi: no, masz tu świat, znasz bohatera, motywy działań i cele Lithara jasne, zainteresowanie jest, to weź no sobie teraz wymyśl całą resztę. Ja już mam fajrant, bo się mnie skończył limit.

Słowem, fabuła mogła interesować, ale tekst sprawia wrażenie ledwie kawałka mikropowieści.

Jeśli już jesteśmy przy fabule i tym, jak rozwijała się historia Lithara, to na pewno jest najfajniejszą częścią była scena czuwania. Dość dynamiczna, różnorodna, pokazująca element walki, motyw kuszenia, budująca niejednoznaczność bohaterów. Mamy tu ucieczkę od pełnego schematu dobrzy – źli. Każdy wokół bohatera zdaje się mieć własne cele, a przyjaciół (a właściwie rodziny) należy się obawiać nawet bardziej niż wrogów. Niby ten motyw to nic nowego, ale też bardzo dobrze pasuje do opowiadania, a to w tym przypadku sprawa najważniejsza. Scena czuwania była też o tyle fajna, że wreszcie miałem okazję poczuć, że jestem naprawdę blisko wydarzeń.

Wcześniej bywało z tym różnie, co najlepiej widać przy Tłumieniach, Spychaniach czy Uderzeniach Woli – bardzo fajnym elemencie fantastycznym, którego potencjał został wykorzystany jedynie częściowo. Tutaj aż się prosiło, żeby pójść za ciosem, pomóc sobie jakimiś opisami, które będą lepiej wizualizować te ataki. Które przybliżą czytelnika zarówno do nich, jak i do całej historii. Które w końcu wciągną czytelnika na miejsce wydarzeń. Tutaj tego zabrakło. Jasne, każde z tych słów jest wystarczająco jasne i sugestywne, by zrozumieć ich rolę i wpływ na bieg zdarzeń, ale też pozbawione owych opisów są jakby nagie. Trzymają czytelnika na dystans. Różnica jest mniej więcej taka, jak między obejrzeniem meczu, a przeczytaniu relacji z meczu. Słowem, czasem dobrze jest „połaskotać” trochę wyobraźnię czytelnika opisami, żeby ten w rewanżu się do Ciebie uśmiechnął.

Tyle.

Podziękował za udział w konkursie.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć!

Dzięki Ci za odwiedziny i rozbudowany komentarz.

Kurczaki, jest na portalu kilka doświadczonych osób, które bardzo chciałbym jeszcze zobaczyć pod moimi (aż dwoma) opowiadaniami. Wstrzymuję się mocno z pisaniem kolejnych (choć już poległem z tym wstrzymywaniem), bo z Waszych komentarzy można nauczyć się niezwykle dużo. Niecnym pomysłem mym (aby zobaczyć Ciebie) było wzięcie udziału w konkursie ;)

Nie jurorujesz w konkursach, do których mógłbym podpiąć moje wcześniejsze opko: Gammę? :D

 

Odnosząc się do Twojej opinii, to z grubsza: Wartownik to w ogóle mój pierwszy tekst. To żadna okoliczność łagodząca, wiem, ale jak napisze ich 30, albo więcej, będę mieć więcej wniosków i więcej szkoły. Istniał on (ok 36 k znaków) i jakoś mi przypasował do konkursu. Być może było błędem jego docinanie, ale tak zrobiłem i tyle. Nie będę tego tłumaczyć.

I akurat to jedno miejsce, w którym muszę sobie pozwolić się z Tobą nie zgodzić:

Na początku zapowiadałem pewien problem z upchnięciem wszystkiego w niespełna 30 000 znaków i przeczucie mnie nie zawiodło. Brakło tu, niestety, pomysłu, jak przedstawić pełną, interesującą opowieść i pogodzić to z prezentacją świata.

To nie tak. Pomysł był i nawet w wersji 36 k kończyło się dokładnie tak samo. Z czym się nie zgadzam? Z tym, że zabrakło pomysłu. Z czym mogę się zgodzić? Z tym, że pomysł jaki miałem, okazał się chybiony ;) Niby niewiele – ale dla mnie wiele.

Dlaczego miałem taki pomysł? Ciężko mi na to odpowiedzieć. Po prostu uznałem, że chcę opisać pewien etap życia bohatera. W pełni ofc rozumiem, że nie każdemu musiało przypaść to do gustu – fidbak w komentarzach był solidnie jednoznaczny – i Twoja opinia w to się wpisuje.

Co mogę mieć na swoją obronę? No cóż. Duża ilość opinii, że jednak chętnie sięgnęliby po kolejne części w jakiś sposób jest miła i – jak dla mnie – oznacza, że pomysł sam w sobie jednak nie jest taki zły* :)

Tyle z mojego niezgadzania.

Co mam na swój zarzut? Że sobie nie zawierzyłem w kwestii czytania opowiadań. Mogłem sporo dodatkowych znaków mieć. Mój błąd, który zemścił się chyba najbardziej.

 

Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna. Trafiłem tu względnie niedawno (połowa grudnia), będąc przekonanym, że JA polski znam. A do tego pisać potrafię.

Szybko pod pierwszym opowiadaniem dostałem mega wodogrzmoty (przede wszystkim za technikę). Nastąpił skondensowany kurs, itd.

Daleko mi (teraz :D) do twierdzenia, że potrafię pisać i znam polski :D Stary pryk jestem, aż wstyd takie rzeczy pisać, ale taka prawda.

Niemniej jednak opinia jurora, doświadczonego piszącego, piórkowego:

 

Technicznie tekst nie jest zły. Nie dostrzegłem tu jakichś karygodnych błędów, rażących wpadek, niechlujności czy koślawych zapisów. Budowa zdań ani nie utrudnia do lektury, ani do niej nie zniechęca.

…jest dla mnie bardzo budująca. Mimo problemów z przecinkami – i tak cieszy mnie, że karygodnych błędów nie znalazłeś. Znaczy, że od Gammy zrobiłem duży postęp. Że nadal wiele pracy przede mną? Wiem. I dzięki, że zwróciłeś uwagę na początek.

 

Zacznę może od strony technicznej. Pierwsze zdanie, które niejako zaprasza czytelnika do lektury i… brak istotnego przecinka. ;)

Tak, tak. Zdążyłem Cię złapać, zanim go dopisałeś. ;-)

Kurczę, jesteś szybszy, niż grzechotnik :P

A mógłbyś być, jak kobra: okularnik. Mogłeś przeoczyć. Ale nie, bo po co :P

Żartuję ;)

Rozumiem przyczepienie się do tego. Spotkałem się już z opinią, jak ważny jest początek. Wybacz, że uderzyłem Cię tym przecinkiem. Kajam się!

 

Wprowadzenie jest obiecujące, bo zdradzasz w nim konkretny pomysł na świat. Świat autorski, skonstruowany jako całość, z bogatym wykorzystaniem elementów fantastycznych. Taki, o którym mógłbyś dużo opowiedzieć, który sobie starannie przemyślałeś. To widać.

Jednocześnie widać też dobrze znany problem: jak zaprezentować wszystko, co dla czytelnika istotne, na ograniczonej przestrzeni znaków. W przypadku wprowadzenia możemy to zauważyć przy prezentacji głównego bohatera i jego wściekłości, może trochę wspartej zapalczywością.

Dzięki. Celem tego opowiadania było dla mnie – przede wszystkim – przetrenowanie światotwórstwa. Na tę chwilę ten aspekt jest i będzie najważniejszy w moich opowiadaniach. Pewne kroki trzeba stawiać powoli. Jak opanuję światotwórstwo – będę walczyć z kolejnymi aspektami mojej ułomności.

Co do drugiej części – nie jak zmieścić, ale jak pociąć ;)

Choć do Jima się nie równam :D

 

Prezentacja sprawia wrażenie usilnej. Zwróć uwagę, ile wykrzykników pojawia się w pierwszych akapitach. Z perspektywy czytelnika wygląda to trochę jak taka budowa dramatyzmu na skróty. Nie ma miejsca na długie i spokojne wprowadzenie do świata?

To też ciekawa rzecz. Wiele razy spotykałem się z opiniami, długie i spokoje wprowadzenia do świata nudzi i ktoś może wywalić Twoje opowiadanie / książkę. Od początku trzeba zaciekawiać, wrzucać w coś choć trochę wartkiego, inaczej różnie może być. Jak widać – opinii i oczekiwań bez liku. Z mojej strony nie było to skrótowe i celowe. Było to dynamiczne i celowe wrzucenie w początek. Co nie każdemu musi odpowiadać. (BTW: gdzie miejsce na spokojne wprowadzanie przy 30 k znaków? :D Tak, tak, wiem. Dopasuj całą treść, aby wszystko wyważyć).

Co do wykrzykników masz rację. Służyło mi to po to, aby od razu pokazać zapalczywość bohatera. Ale jak tak na to patrzę, mogło być tego mniej.

 

Ty trochę opowiadasz, trochę te dorzucasz obrazów. Ale właśnie tylko tyle, na ile pozwala droga na skróty.

Dzięki. To właściwie komplement.

Tu właśnie (na fantastyce) dostałem szkołę, aby pokazywać, a nie opowiadać. Dopiero się tego uczę.

Kiedyś, jak zabrałem się (a jakże) za pisanie arcydzieła życia, to spokojnie, rozlegle i długi zacząłem od opisów polityki świata xD Więc wiesz. Robię postęp ;)

 

Ty piszesz, ja wierzę. Jednocześnie jednak zupełnie tego nie czuję. I to, co tu dużo ukrywać, jest pewien problem, bo po wprowadzeniu bohater był mi tak samo obojętny, jak wcześniej. Wiedziałem, co mógł czuć, ale sam absolutnie tego nie czułem. A to ważne, bo w takich przypadkach cała sztuka zaangażowania czytelnika w opowiadanie polega na tym, by w jakimś stopniu patrzał na świat oczami bohatera. Tutaj z zaangażowaniem się w losy bohatera miałem niestety spory problem.

Tu mi smutno, niemniej jednak wiem, nad czym mam pracować. Dzięki za wskazówki!

 

Podobał mi się za to świat i jego prezentacja w opowiadaniu. Pisałem wcześniej, że zdradzasz konkretny pomysł na świat, widać było, że możesz go uczynić atutem tekstu i tak też zrobiłeś. Oczywiście, nie będę tutaj bezkrytyczny. Tych obcych nazw pojawiło się ciut zbyt wiele (a może nawet nie ciut), one mogły bardziej przytłoczyć niż przysłużyć się opowiadaniu. To są nazwy zupełnie obce. Czytelnik nie jest w stanie, jak choćby przy „Tłumieniu”, bazować na skojarzeniach. Jeżeli niemalże ciągiem pojawiają się: Ralibu, Azerah, Tregar czy Palth to, nie czarujmy, czytającemu wiele z nich w pamięci nie zostanie. I jeśli któraś z tych nazw pojawi się ponownie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ona tak samo obca, jak za pierwszym razem.

A dla mnie to akurat zwykle bardzo ważne. Jeśli nazwy rzek, państw i ogólnie geografia sprawiają mnóstwo problemów – to w ogóle neologizmy będą dramatem. Wiem, co masz na myśli. Sam zderzyłem się z tym u Jima – który pobił wszelkie rekordy – ale i tak dałem mu szansę i większość zrozumiałem ;)

Starałem się to wyważyć. Widać – nieco przesadziłem. Z drugiej strony elementy miały być proste. Państwo, miasto, góra, rzeka. Takie charakterystyczne miejsca. Wydawało mi się, że będzie to do przeskoczenia, a dla mnie nazwy własne są istotne światotwórczo.

 

 

tworzyłeś więc obcy, inny, interesujący świat. Zadałeś sobie wystarczają co dużo trudu przy jego konstruowaniu, by miejsce akcji rzeczywiście można było nazwać w pełni obcym światem, a nie jego atrapą, która (kiedy przyjrzeć się bliżej), zawiera nadspodziewanie dużo elementów znanej nam rzeczywistości.

Świat więc potrafi zainteresować swoją konstrukcją i odmiennością, a jednocześnie bardzo podobało mi się to, jak go prezentowałeś. Mimo całej jego obcej charakterystyki nie miałem problemów, żeby się w nim odnaleźć. Rozumiałem problemy tego świata, wiedziałem, jaki jest cel tworzenia wartowników, pojmowałem w pewien sposób roszczenia i oczekiwania bohatera. To bardzo ważne, nad tym chyba nie trzeba się rozwodzić. Nie wystarczy tylko wymyślić świat. Niechby to bowiem była najbardziej bogata i konsekwentna konstrukcja, na końcu i tak kluczowe jest to, czy czytelnik „czuje” owe reguły i potrafi się w nich odnaleźć. Tylko wtedy prezentowany w opowiadaniu świat spełnia swoją rolę. Tutaj z tego elementu jestem zadowolony. Świat jest mocnym punktem opowiadania.

Nooo, dziękować wielce :) To dla mnie bardzo ważne, być może najważniejsze. Na tym się koncentrowałem. Ładnie napisałeś też u Jima, o tym, że zagłębiając się w czyjś świat, odkryjemy wiele plam, gdzie autor może zrobić wielkie oczy i nie wiedzieć, jak je wypełnić. Z tym walczę – aby te konstrukcje były u mnie dopracowane. Twoje zadowolenie miodkiem w pyszczku Kubusia Puchatka :)

 

Na przestrzeni kolejnych scen ten Twój bohater urastał mi raczej do miana irytującego, roszczeniowego chłystka, żeby nie napisać gówniarza.

Taki plan :) To też miało być ćwiczenie. W mym odczuciu łatwo (względnie) tworzyć bohatera, z którym się utożsamiamy, którego lubimy, którym może chcielibyśmy być. Kto z nas nie chciałby pionowych oczu? :D Kto z nas nie chciałby być opluwany zza opłotka, gdyby tylko dwa miecze mu wystawały… Ale dość. Do rzeczy!

Próbowałem budować kogoś, kto będzie z jednej strony odpychał, a z drugiej trochę wciągnie. Cóż. Przynajmniej jedna rzecz mi wyszła :D Wkurzał Cię? Mnie też :P

 

Właściwy balans znajdujesz pod koniec.

Taki był plan. I dobrze, że w ogóle udało się ten balans znaleźć.

 

Nawet chcę, żeby mu się udało. Tyle że wtedy… dostaję ostatnią kropkę. ;)

No masz, babo, placek :D

Tak, wiem. Dostałem już po głowie. Więc ewentualnie uderz raz ostatni, ale nie katuj, nie torturuj. I patrz tam, gdzie *

 

Znacznie bardziej podeszła mi charakterystyka pozostałych bohaterów. Jorsel, brat, ojciec. To wszystko nie są może jakoś bardzo skomplikowane konstrukcje, ale za to bardzo dobrze dopasowane do historii, a przede wszystkim tego, co chcesz opowiedzieć.

Miłe. Miejsca na nich za wiele nie było, cieszę się, że udało się stworzyć ich zachęcająco.

 

Na początku zapowiadałem pewien problem z upchnięciem wszystkiego w niespełna 30 000 znaków i przeczucie mnie nie zawiodło.

Tu odniosłem się wcześniej. Myślę, że trza było na siebie liczyć i próbować walnąć pełniejszą wersję.

Natomiast pomysłu nie brakło. Po prostu (dla niektórych) okazał się nietrafny.

 

Wszystko, co tutaj dostajemy, to zaledwie kawałek historii. Jakiś fragmentów dziejów Lithara.

Zawsze jest jakiś fragment czyichś dziejów. Zawsze są jakieś etapy. Nie obserwujemy bohaterów od urodzenia do śmierci. Wybrałem ten etap i taki etap pokazać chciałem.

 

Jakbyś mówił w ten sposób czytelnikowi: no, masz tu świat, znasz bohatera, motywy działań i cele Lithara jasne, zainteresowanie jest, to weź no sobie teraz wymyśl całą resztę. Ja już mam fajrant, bo się mnie skończył limit.

O, nie, nie, nie :D

Proszę nie zarzucać mi braku szacunku dla czytelników :)

 

 

Jeśli już jesteśmy przy fabule i tym, jak rozwijała się historia Lithara, to na pewno jest najfajniejszą częścią była scena czuwania. Dość dynamiczna, różnorodna, pokazująca element walki, motyw kuszenia, budująca niejednoznaczność bohaterów. Mamy tu ucieczkę od pełnego schematu dobrzy – źli. Każdy wokół bohatera zdaje się mieć własne cele, a przyjaciół (a właściwie rodziny) należy się obawiać nawet bardziej niż wrogów. Niby ten motyw to nic nowego, ale też bardzo dobrze pasuje do opowiadania, a to w tym przypadku sprawa najważniejsza. Scena czuwania była też o tyle fajna, że wreszcie miałem okazję poczuć, że jestem naprawdę blisko wydarzeń.

Miło, że znalazły się fragmenty, które Cię usatysfakcjonowały.

Dużo to dla mnie znaczy :)

 

Tutaj tego zabrakło. Jasne, każde z tych słów jest wystarczająco jasne i sugestywne, by zrozumieć ich rolę i wpływ na bieg zdarzeń, ale też pozbawione owych opisów są jakby nagie.

Zgadzam się. Na opisy nie starczyło miejsca.

Dlatego pozostały sugestywne nazwy. Uznałem, że lepiej tak, niż jedno, zbyt skromne zdanie.

 

Dzięki Ci wielkie za opinię. Była drobiazgowa, kompleksowa i bardzo takiej potrzebowałem :)

 

 

 

PS. Pochwalam Twoje podejście dotyczące aktywności.

PS2. Twój koment u Amona zasługuje na jakieś wyróżnienie :)

Witaj, silvanie! Miło było czytać to opowiadanie, szkoda tylko, że tak się skończyło, bo miałbyś spore szanse na przynajmniej wyróżnienie. Mój komentarz nie będzie tak długi jak komentarz CM-a. Wybacz, ale nie potrafię być aż taka wylewna. ;)

To teraz do rzeczy:

Fabuła jest moim zdaniem ok. Ciąg przyczynowo-skutkowy został zachowany, nie mam się do czego przyczepić, więc się nie rozpiszę.

Bohaterowie:

Główny bohater prowadzi to opowiadanie. Wzbudzał moją sympatię już od samego początku, jednak ta scena z Hindarą sprawiła, że lubię go mniej, chociaż z drugiej strony on nie zachował się jakoś nienaturalnie. Miał dopiero szesnaście lat, a w tym wieku ludzie potrafią robić głupoty, nie panują nad żądzami. A przynajmniej on nie panował.

Co do Hindary, żałuję, że tak mało o niej wiemy, a jeśli dobrze się domyślam, ona jeszcze kiedyś powróci, w dalszej części. Bo taka się, mam nadzieję, pojawi.

Reszta postaci jest ledwie zarysowana, ale każda ma coś w sobie. Udało Ci się we względnie krótkim tekście scharakteryzować kilka postaci. To duży plus.

Podobała mi się też Wiedźma, choć podczas ceremonii przyznania Shan była lekko obrzydliwa. Ale to, IMO, ciekawa postać. Jak to wiedźmy.

Powiem tak, narobiłeś mi ogromnej smaki na ten świat i tych bohaterów. Mam nadzieję, że piszesz dalej, bo chciałabym się kiedyś dowiedzieć, czy słowa Wiedźmy się spełnią.

Światotwórstwo:

Ciekawe, nie powiem. Magiczny świat w średniowiecznych klimatach, lecz zamiast różdżek i mieczy mamy tu moce umysłu. Przynajmniej tak to sobie wyobrażałam, bo trudno jest sobie wyobrazić „Złamanie” itp. Zatem dobrze, że nie próbowałeś tego na siłę opisywać.

Ta cała kraina, walka z demonami, legendy, przepowiednie, to wszystko jest niezwykle ciekawe i chociaż stronisz od barwnych opisów, to łatwo jest sobie ten świat wyobrazić. Fajnie.

Klimat:

Jest mrocznie, pasuje do świata. Klimat nie jest gęsty, ale dzięki temu opowiadanie nie przytłacza. Czasem w gęstych klimatach można się utopić, a skoro planujesz pociągnąć dalej tę historię, to sądzę, że klimat jest wyważony i w sam raz.

Język i styl:

Czytałam to opowiadanie dwa razy. Cóż, cieszę się, że poprawiłeś błędy, bo drugie czytanie było o wiele przyjemniejsze. ;)

 

Podsumowując:

Fajny tekst, podobał mi się, jednak jego dużą wadą w tym konkursie było zbyt otwarte zakończenie. Nie wygrałeś konkursu, ale wygrałeś zainteresowanie czytelników. :) Powodzenia w pisaniu tej opowieści! 

 

I na koniec obrazeczek (żeby moje komentarze nie były takie krótkie przy komentarzach CM-a xD)

 

źródełko

Witaj, Saro :)

Achhh, o ile CM wlał odrobinę miodku, ale też i dziegciu do pyszczka Kubusia Puchatka, o tyle Ty napisałaś takie mnóstwo miłych rzeczy, że aż Kubuś poszedł do diabetologia ;)

 

Twój komentarz nie jest może i tak długi, ale zasługuje na równie rozbudowaną odpowiedź :)

 

Miło było czytać to opowiadanie, szkoda tylko, że tak się skończyło, bo miałbyś spore szanse na przynajmniej wyróżnienie.

Słowa powyższe sprawiają, że muszę kupić większą ramkę. Powieszę to w sypialni, tuż przed mym pyskiem. Będzie to ostania rzecz, jaką będę widzieć, gdy będę zasypiać i pierwsza, jaką zobaczę zaraz po obudzeniu :D

A to “przynajmniej” to sobie powiększę, albo pogrubię, cokolwiek :D

A poważniej – fakt, że moje opko otarło się o “przynajmniej” wyróżnienie, to dla mnie zaszczyt. Dziękuję Jurorko.

 

Fabuła jest moim zdaniem ok. Ciąg przyczynowo-skutkowy został zachowany, nie mam się do czego przyczepić, więc się nie rozpiszę.

Dziękuję :)

 

Główny bohater prowadzi to opowiadanie. Wzbudzał moją sympatię już od samego początku, jednak ta scena z Hindarą sprawiła, że lubię go mniej, chociaż z drugiej strony on nie zachował się jakoś nienaturalnie. Miał dopiero szesnaście lat, a w tym wieku ludzie potrafią robić głupoty, nie panują nad żądzami. A przynajmniej on nie panował.

Dziękuję, że przypadła ci do gustu ta nieco eksperymentalna osobowość. Nie chciałem robić kolejnego “spoko ziomka, którego wszyscy uwielbiają”.

Co do sceny z Hindarą, zwróciłbym uwagę na jeden niezwykle istotny (dla mnie) szczegół: on tak został wychowany. To nie tylko fakt, że ma 16 lat. Raczej to, że tak kobiety były tam traktowane przez ojca, braci i ogólnie mężczyzn. On w swoim mniemaniu nie zrobił nic szczególnie złego. Ot, dał upust swoim żądzom – jeszcze jeden dzień i będzie mógł to robić oficjalnie.

Może tyci za mało to podkreśliłem – ale to wychowanie w tym kraju to sprawiło. To nie najzwyklejszy dupek, młokos i gwałciciel. W wielu krajach dzieją się podobne rzeczy, a “młodzież” nawet nie czuje, że robi źle.

 

Co do Hindary, żałuję, że tak mało o niej wiemy, a jeśli dobrze się domyślam, ona jeszcze kiedyś powróci, w dalszej części. Bo taka się, mam nadzieję, pojawi.

Powiem tak, narobiłeś mi ogromnej smaki na ten świat i tych bohaterów. Mam nadzieję, że piszesz dalej, bo chciałabym się kiedyś dowiedzieć, czy słowa Wiedźmy się spełnią.

Uuuu…. <3

:D

 

Reszta postaci jest ledwie zarysowana, ale każda ma coś w sobie. Udało Ci się we względnie krótkim tekście scharakteryzować kilka postaci. To duży plus.

Podobała mi się też Wiedźma, choć podczas ceremonii przyznania Shan była lekko obrzydliwa. Ale to, IMO, ciekawa postać.

Mamusiu… znaczy: Saro! Dziękuję! :D

 

Ciekawe, nie powiem. Magiczny świat w średniowiecznych klimatach, lecz zamiast różdżek i mieczy mamy tu moce umysłu. Przynajmniej tak to sobie wyobrażałam, bo trudno jest sobie wyobrazić „Złamanie” itp. Zatem dobrze, że nie próbowałeś tego na siłę opisywać.

Nie było miejsca, choć pewnie kilka tysięcy znaków mogłoby coś zmienić. Trudno – mój błąd, że sobie nie zawierzyłem pod tym kątem.

Jednakże tak – nie chciałem tego robić na siłę. Wolałem zostawić pewne sugestywne nazwy.

 

Ta cała kraina, walka z demonami, legendy, przepowiednie, to wszystko jest niezwykle ciekawe i chociaż stronisz od barwnych opisów, to łatwo jest sobie ten świat wyobrazić. Fajnie.

Niezmierni miło mi to czytać :)

 

Klimat:

Jest mrocznie, pasuje do świata. Klimat nie jest gęsty, ale dzięki temu opowiadanie nie przytłacza. Czasem w gęstych klimatach można się utopić, a skoro planujesz pociągnąć dalej tę historię, to sądzę, że klimat jest wyważony i w sam raz.

Postawiłem na powagę, bez zbędnych śmieszków. Ciesze się jednak, że nie wyszło przesadnie ciężko.

 

Język i styl:

Czytałam to opowiadanie dwa razy. Cóż, cieszę się, że poprawiłeś błędy, bo drugie czytanie było o wiele przyjemniejsze. ;)

Dziękuję. To też dla mnie ważne. Mam nadzieję, że pierwsze czytanie nie było dramatem ;) Próbuję nie betować, dając z siebie wszystko. Dobra zrypka sprawia, że zapamiętuje się więcej, niż gdyby kilka osób przed publikacją mi to poprawiło.

Przynajmniej w moim przypadku.

 

Podsumowując:

Fajny tekst, podobał mi się, jednak jego dużą wadą w tym konkursie było zbyt otwarte zakończenie. Nie wygrałeś konkursu, ale wygrałeś zainteresowanie czytelników. :) Powodzenia w pisaniu tej opowieści!

Ładniejszego podsumowania nie mógłbym sobie wyobrazić. Cóż. Mógłbym napisać niezwykle kwieciste opowiadanie, pięknymi i wyszukanymi słowy, kompletne, ze wspaniałym zakończeniem, ale jeśli żadnego większego zainteresowani bym nie wzbudził…

Cóż. Przegrałbym, choćbym wygrał :)

 

Obrazek piękny.

Miałem zaproponować w ogóle konkurs na najładniejszy z Twoich obrazków :D

Może znajdą się chętni na głosowanie :D

 

 

EDIT:

Ja pitolę!

Równo 100 komentarzy!!!

Cholera, aż szkoda Ci zmieniać tę równą setkę, ale wypadałoby też odpowiedzieć. ;)

Nie jurorujesz w konkursach, do których mógłbym podpiąć moje wcześniejsze opko: Gammę? :D

Do wyboru masz konkurs Kameleona, konkurs Kameleona, albo… konkurs Kameleona. :D

Odnosząc się do Twojej opinii, to z grubsza: Wartownik to w ogóle mój pierwszy tekst.

Przyznam, że za diabła bym nie pomyślał, że to Twój pierwszy tekst. Wygląda naprawdę solidnie.

Niemniej jednak opinia jurora, doświadczonego piszącego, piórkowego

Z tym doświadczonym i piórkowym to też nie ma co tak szaleć. ;)

Dwa lata (z drobnym hakiem) amatorskiego pisania i jedno wymęczone piórko. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Achhh, o ile CM wlał odrobinę miodku, ale też i dziegciu do pyszczka Kubusia Puchatka, o tyle Ty napisałaś takie mnóstwo miłych rzeczy, że aż Kubuś poszedł do diabetologia ;)

 

Jeden juror zły, to drugi musiał być dobry. xD

(Ciekawe, czy CM patrzy ;))

 

Ale poważnie, silvanie, po prostu mi się podobało i trzymam kciuki za Twoje pisanko! :)

Ahhh, CM, jak mogles? :D Wymeczone, czy nie, jest. A to mega znak :) Saro, choc Ty bylas super mega slodko-mila, to CM tez byl mily… na swoj sposob :D ‐-------------------------------– Korzystajac z okazaji, przepraszam wszystkich za zamilkniecie – zwlaszcza tych, ktorym komenatrz wisze w jakikolwiek sposob. Nieststey, smutna, zagraniczna delegacja z mega utrudnionym dostepem do internetow skutecznie zabila moja obecnosc na portalu. Postaram sie nadrobic juz za ok tydzien!

Zjawiłam się tutaj, Silvanie, bo odniosłam wrażenie, że poczułeś się zawiedziony, że jeszcze nie przeczytałam tego opowiadania – ano nie przeczytałam, bo jakoś umknęło mojej uwadze, a potem zginęło w gąszczu długiej kolejki.

Niezłego dupka uczyniłeś bohaterem opowiadania. Dawno nie spotkałam się z postacią tak zadufaną w sobie, tak przekonaną o własnych możliwościach i umiejętnościach, że wręcz oczekiwałam jego porażki podczas pierwszej nocy strzeżenia piątego Pomostu. No i stało się, nagadał się Lithar z Dag’harem, a tym samy, zaprzepaścił wszystko, o czym roił.

Finał opowiadania zaskakuje, ale szkoda, że rzecz kończy się na przepowiedni, bo, moim zdaniem, daleko ciekawsze byłoby opisanie przemiany młodziutkiego zarozumialca, przeistaczającego się w silnego mężczyznę, zdolnego ostatecznie i skutecznie zniszczyć demona, a także  dokonać srogiej pomsty na bracie-zdrajcy.

Stworzyłeś ciekawy świat i zaludniłeś go interesującymi postaciami. Czytało cię całkiem nieźle, choć bohater okazał się nad wyraz irytujący. ;)

 

Mocno za­dar­łem głowę w górę. ―> Masło maślana – czy mógł zadrzeć głowę w dół?

Proponuję: Mocno za­dar­łem głowę i spojrzałem w górę.

 

ka­ta­kum­by gro­bow­ca się­ga­ły przy­naj­mniej tyle samo w głąb skał. ―> Grobowiec może się mieścić w katakumbach, ale grobowiec nie ma katakumb.

 

po opa­da­ją­cych mię­dzy po­mo­sta­mi zbo­czach góry.

Jed­nak dwie­ście stóp nad rzeką Palh zbo­cza góry były… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję w pierwszym zdaniu: …po opa­da­ją­cych mię­dzy po­mo­sta­mi stokach góry.

Jed­nak dwie­ście stóp nad rzeką Palh zbo­cza były

 

rozkazał Ali­va­der, odzia­ny w do­stoj­ne szaty War­tow­ni­ka, w swej krysz­ta­ło­wej ko­ro­nie. ―> Obawiam się, że szaty nie mogą być dostojne. To ktoś w szczególnych szatach może wyglądać dostojnie.

Czy zaimek jest konieczny – czy miałby cudza koronę?

Proponuję: …rozkazał Ali­va­der. Odzia­ny w szaty War­tow­ni­ka, w krysz­ta­ło­wej ko­ro­nie, wyglądał dostojnie.

 

Wiedź­mę to­le­ro­wa­no z racji na jej nie­omyl­ność. ―> Wiedź­mę to­le­ro­wa­no z racji jej nie­omyl­ności.

 

jego ak­tu­al­ne na­łoż­ni­ce, kró­lo­we – matki. ―> …jego ak­tu­al­ne na­łoż­ni­ce, kró­lo­we-matki.

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy; bez spacji.

 

 

ku za­mierz­chłym cza­som, peł­nych ho­no­ru, walki i chwa­ły. ―> …ku za­mierz­chłym cza­som, peł­nym ho­no­ru, walki i chwa­ły.

 

Krysz­ta­ło­wy ko­stur bar­dziej mi cią­żył, niż mnie wspie­rał. ―> Czy pierwszy zaimek jest konieczny?

 

Po­most roz­dzie­lał Trój­ką­ty Rze­mieśl­ni­czy od Że­bra­cze­go. ―> Po­most roz­dzie­lał Trój­ką­t Rze­mieśl­ni­czy od Że­bra­cze­go.

 

Nowy… – Usły­sza­łem w gło­wie cie­pły, ośli­zgły głos. ―> Nowy… – Usły­sza­łem w gło­wie cie­pły, ośli­zgły głos.

Brakuje półpauzy przed wypowiedzią. Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialog telepatyczny: Głosy w głowie, telepatia

 

– Czy od­po­wia­da­łeś de­mo­no­wi? – Zadał w końcu tylko jedno py­ta­nie. ―> – Czy od­po­wia­da­łeś de­mo­no­wi? – zadał w końcu tylko jedno py­ta­nie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezłe. Trochę mroczne. Urwane. Będzie dalszy ciąg ?

Nowa Fantastyka