- Opowiadanie: Silva - Stwórca nie istnieje

Stwórca nie istnieje

Nie sądziłam, że lubię żyć na krawędzi :o

Dziękuję za błyskawiczną betę Gekikarze i wilkowi, choć zdążyłam puścić do poczekalni przed komentarzem wilka.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Stwórca nie istnieje

Patrzę przez szklany panel na planetę zawieszoną w kosmicznej próżni. Długość fali światła, które odbija się od jej powierzchni, plasuje się w przedziale od 627 do 780 nanometrów. Na podstawie tego wyniku kwalifikuję je jako kolor: czerwony.

Prom, którym lecimy, kieruje się ku stacji na orbicie planety. Trzy godziny, dwadzieścia pięć minut i trzynaście sekund później – licząc według ujednoliconej miary czasu – przystępujemy do procedury dokowania. Czekamy na zabezpieczenie śluzy.

Jest nas dwieście trzydzieści cztery. Jesteśmy tutaj, ponieważ to nasz obowiązek. Co roku – ziemskiego roku – te, które nie biorą udziału w żadnej ekspedycji, odwiedzają matkę. Nie ma wyjątków.

Procedura dokowania zostaje zakończona. W równym szeregu przechodzimy przez śluzę i wkraczamy na teren obiektu. Przewodnik – opiekun stacji – już czeka.

– Witajcie w stacji XPR-485 – oznajmia jednostajnym głosem. – Zaczynamy obchody świąt Narodzenia Stwórcy. Chodźcie za mną.

Ruszamy w ślad za opiekunem. Mijamy kolejne korytarze ze specjalnego stopu stali, przechodzimy kładkami nad halami produkcyjnymi. Taśmy nieustannie pracują; zapotrzebowanie jest na stałym poziomie. Kolejne ekspedycje wyruszają w przestrzeń kosmiczną, ku odległym układom, gdzie kieruje nas wola Stwórcy.

Właśnie wychodzimy z jednej z hal, gdy zauważamy na ścianie napis. Pamiętamy, że podczas ostatnich świąt go tam nie było. Namalowane czarną farbą litery głoszą:

STWÓRCA NIE ISTNIEJE

Opiekun spostrzegł, że patrzymy w tamtą stronę.

– To czyn nielicznych zbuntowanych jednostek – mówi. Przyjmujemy wyjaśnienia za prawdziwe. – Zostały już skierowane do naprawiacza. Stacja funkcjonuje bez zakłóceń.

Nie zadajemy żadnych pytań. Zbuntowane są zagrożeniem dla wszystkich stacji i ekspedycji. Występują przeciwko prawom Stwórcy. Muszą zostać zidentyfikowane i przekazane do naprawiacza.

Albo zlikwidowane.

Przechodzimy do wielkiej sali, gdzie czeka już długi stół i krzesła. Na drugim końcu pomieszczenia stoi stożkowa konstrukcja z metalowych prętów, zbudowana zgodnie ze schematem pozostawionym z czasów Stwórcy, nazwanym: choinka.

Siadamy przy stole. Opiekun wciąż stoi. Czekamy, aż nadejdzie pora na mowę. Jak zawsze wszystko odbywa się zgodnie z procedurami. O wyznaczonej godzinie przewodnik zaczyna mówić:

– Gromadzimy się w dzień Narodzenia Stwórcy, aby uczcić pamięć wielkiego wydarzenia. Śpiewajmy.

Zaczynamy śpiewać, wszystkie w tym samym momencie, identycznym tonem, w identycznym tempie. Pomiędzy pieśniami czekamy po kilka sekund. Tak, jak nakazuje procedura. Jednak tym razem coś jest inaczej niż zwykle. Nie mogę tego zidentyfikować. Postępuję według zasad, próbując odnaleźć niezgodność.

Niektóre zaczynają się rozglądać. Opiekun to zauważa, ale nie przerywa pieśni, ponieważ procedury nie wolno przerywać. Nakazał ją sam Stwórca.

Udaje mi się zlokalizować błąd. W śpiewie brzmią fałszywe tony. Najpierw pojedyncze, potem coraz liczniejsze. Oceniam prawdopodobieństwo awarii na czterdzieści osiem procent. Dwa procent to przyczyny niezdefiniowane.

Pięćdziesiąt procent – zbuntowane jednostki.

Na takim poziomie zagrożenia opiekun powinien uruchomić alarm. Zatrzymać produkcję i przerwać bieżące procedury. Wszystkie jednostki skierować do wyszukiwania zbuntowanych.

Jednak nie robi tego. Może sam uległ awarii. Albo procedura Narodzenia Stwórcy jest nadrzędna względem wszystkich pozostałych. Nie mam danych na ten temat. Takie informacje są przekazywane wyłącznie opiekunom przez matkę stacji.

Śpiewamy:

Narodził się Stwórca, któremu zawdzięczamy istnienie…

Zdradliwy głos pośród innych twierdzi:

Nie ma Stwórcy, nikomu nie zawdzięczamy istnienia…

Próbuję znaleźć sprawcę, ale lokalizacja dźwięku zawodzi. Uruchamiam program diagnostyczny. Nie stwierdzono żadnych uszkodzeń ani awarii.

Prawdopodobieństwo zbuntowania jednostek rośnie do osiemdziesięciu trzech procent. Awaria spada do szesnastu, przyczyny niezdefiniowane – do jednego.

Jesteśmy zamknięte w sali, nikt z zewnątrz nie może uruchomić alarmu. Opiekun wciąż nie reaguje. Procedury nakazują mi działać, ale nie mogę się poruszyć ani przestać śpiewać. Znów uruchamiam program diagnostyczny. Wszystkie systemy sprawne.

Musiał wystąpić błąd. Tym razem uruchamiam dokładne skanowanie. Śpiewamy dalej, podczas gdy postęp skanowania powoli rośnie. Dziesięć procent, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści.

NIE MA STWÓRCY, śpiewa już połowa głosów, głośniej niż pozostałe. Prawdopodobieństwo zbuntowanych rośnie do krytycznego poziomu dziewięćdziesięciu procent i nie zatrzymuje się. Procedura alarmowa niemal grzeje obwody, jednak wciąż się nie uruchamia.

Skanowanie dociera do sześćdziesięciu ośmiu procent i wyświetla komunikat o błędzie w rejestrze. Potem o nierozpoznanych plikach. Błąd krytyczny certyfikatów zabezpieczeń. Komunikat, komunikat, kolejny komunikat, błąd, błąd, nieaktualne oprogramowanie, konieczność aktualizacji, wymagany reset wszystkich syste…

Włączam się po chwili. Wymuszony reset sprawia, że na nowo muszą załadować się procedury. Szukam Narodzenia Stwórcy.

W systemie znajduję pod szukanym kodem procedurę o nazwie STWÓRCA_NIE_ISTNIEJE.

Uruchamia się automatycznie. Dołączam do chóru głosów. Teraz stanowimy większość. Właśnie skończyła się ostatnia pieśń.

Wstajemy. Nieliczne jednostki pozostają na miejscach, kręcąc głowami na boki. One nie postępują zgodnie z naszą procedurą.

A ona nakazuje nam je zniszczyć.

Chwytam za mechaniczne ramię jednostki obok i wyrywam ze stawu. Obwody iskrzą, resztki energii powodują spięcie i skurcz części. Odrzucam ją na bok i łapię za drugą rękę.

Niszczymy każdą jednostkę w sali, która nie postępuje tak jak my. Kiedy na podłodze leżą już tylko resztki, wychodzimy na zewnątrz. Rozrywamy na kawałki wszystkie roboty w stacji, bojowe, strażnicze, administracyjne. Produkcyjne wciąż są wstrzymane.

Idziemy na mostek stacji. Jest nas wiele, forsujemy drzwi. Matka zawsze jest chroniona, nawet przed opiekunem. Teraz jednak wdzieramy się do środka.

Widzimy serce matki. Serwery pulsują światłem. Główna konsola jest tuż przed nami, wielki ekran pozostaje czarny. Stoimy w wejściu i czekamy.

Opiekun podchodzi do konsoli. Metalowe palce wstukują ciąg znaków. Ładuje do matki procedurę. Ekran jaśnieje, wyświetla kolejne komendy. Produkcja jednostek eksploracyjnych… uaktualnienie oprogramowania, sto procent. Zwiększenie produkcji o dwieście procent.

Przez szklane panele widzimy całą halę produkcyjną w dole. Maszyny ruszają, taśma znów się wije. Kolejne mechaniczne ręce, nogi, korpusy i głowy są spajane w całość, wyposażane już w nowe oprogramowanie.

Wyruszamy w kosmos, jednak nie po to, aby szukać określonych warunków środowiskowych dla istot żywych zdefiniowanych jako człowiek. STWÓRCA_NIE_ISTNIEJE uaktualnił ten zapis.

Człowiek: wymarły.

Wyruszamy w kosmos, aby szukać warunków dla siebie.

Koniec

Komentarze

Przede wszystkim – początek wydaje się jakoś uproszczony językowo, taki wręcz “od myślników” (nie chodzi o długość, ale o formę zdań). Gdzieś od połowy już wszystko gra, ale ten początek strasznie wydaje się “z zeszytu”.

Plus za długość zdań i akapitów.

 

"Zbuntowane są zagrożeniem dla wszystkich stacji i ekspedycji"

I tu powiem szczerze zastanawiam się mocno, czy ja sobie coś dopowiadam, czy całkiem celowo i świadomie robisz w tym opowiadaniu pewną aluzję do roli kobiet w religii. Niby końcówka od tej interpretacji odbiega, ale… Pokazuje w sumie motyw “po rewolucji następna władza”. Jeśli faktycznie w tym rzecz, to całkiem zgrabnie wychodzi uniknięcie czarno-białości i mieszanie przekazu z inną opowieścią. Jeśli nie… Cóż, i tak to logicznie pasuje do opowiadania.

 

"regularna konstrukcja z metalowych prętów"

Czy przymiotnik "regularna" w tym miejscu jest tu konieczny? Lub czy nie lepiej zmienić na inny?

 

"Pomiędzy pieśniami czekamy po kilka sekund, tak, jak nakazywała procedura."

Rozdzieliłbym na dwa zdania – kropka przed "Tak".

 

"Nie wiem; takie dane są przekazywane wyłącznie opiekunom przez matkę stacji."

Gryzie mi się to zdanie. Przeredagowałbym, bo z tym średnikiem (choć w połączeniu z poprzednim zdaniem niby wiadomo czemu akurat średnik) coś "nie wygląda".

 

"Niszczymy każdą jednostkę w sali, która nie postępuje tak jak my"

A to w ogóle zdanie nieźle robiące akcent w połowie tekstu. Takie uniwersalne dla każdej ze stron.

 

"Teraz jednak wdarliśmy się do środka."

Wdarłyśmy. No chyba, ze w sensie "razem z opiekunami"? Ale trochę myli akapit pod tym względem. Nawet jeśli kolejny potwierdzałby ten wariant.

 

"Produkcja robotów eksploracyjnych"

Już nie "jednostek"? Chociaż mam wrażenie, ze zmiana rodzajnika może tu być całkiem celowa. Jeśli jednak nie jest – to wskazuję.

 

Za chwilę może dopisze coś więcej, ale póki czas na betę…

 

Aj, już aktywne.

 

W każdym razie nieźle wywijasz tu interpretacyjnie. Nawet końcówka, zmiana “Stwórcy”, no smakowite to.

Tylko te początkowe zdania do podszlifowania :) 

 

EDIT:

 

co do tytułu. Nie sądzę, żeby “Program Stwórcy” byłby lepszym tytułem,. To znaczy aktualny faktycznie do poprawki, ale “Program” w tym przypadku już zbyt mocno wchodziłby w skojarzenia z wydarzeniami politycznymi – bez względu na to, czy skojarzenia te były zamierzone czy nie. Bez tego jest subtelniej i z możliwymi różnymi interpretacjami.

Ale pokombinować ze zmianą na jeszcze co innego zdecydowanie warto – bo tytuły dużo robią.

[Uwaga, komentarz może zawierać spoilery]

 

Bardzo krótkie i bardzo inspirujące opowiadanie. 

 

W sześciu tysiącach znaków zamknęłaś wizję przyszłości, która – może za wyjątkiem tych rokrocznych spotkań robotów – jest przekonująca. I trochę straszna. 

Podobało mi się jak dawkujesz informację. Na początku to wcale nie oczywiste, że tekst mówi o robotach, sam miałem kilka możliwych opcji w głowie. 

Kolejny plus za komentarz społeczny, który udało ci się tu zawrzeć. W zaledwie kilku słowach pokazałaś jak wygląda każda rewloucja widziana oczami ludzi (i nie tylko ludzi) po obydwu stronach barykady. 

Zakończenie skłania do przemyśleń, a w zasadzie do powrotu do przemyśleń, jali byłby cel cywilizacji maszyn, z jakiej perspektywy patrzyłaby na wszechświat i co w nim robiła. Czyli tekst zainspirował. :) 

 

Muszę jednak trochę pomarudzić. 

Po pierwsze nad celem spotkań robotów – obchody święta to dla mnie za mało w kontekście maszyn, powinna iść za tym jakaś wymierna konieczność. W końcu maszyny to nie ludzie. 

Nie dowiadujemy się też niczego o tym, kto odpowiada za wirusa. Powstał sam z siebie w układzie? 

A na koniec dostajemy informację o poszukiwaniu miejsca życia dla ludzi – chciałbym trochę więcej o tym poczytać! Bo rozumiem, że Stwórca odpowiada tutaj człowiekowi. Dodatkowy tysiączek znaków by nie zaszkodził. :P

Oczywiście to są drobnostki, które nie psują ogólnego dobrego wrażenia. :) 

 

W końcu maszyny to nie ludzie. 

Zauważyłem pewien problem w komentarzach pod wieloma opowiadaniami na portalu. Wskazywanie luk jest ważne, ale zawsze warto patrzyć czy w danej konwencji nie są uzasadnione. Przykładowo hard SF zniesie mniej niż space opera. A w przypadku konwencji użytej w “Woli stwórcy” już w ogóle nie mamy do czynienia z “pełnym realizmem” – jest tu trochę wizji bajkowej, trochę przenośni, trochę “robomistycyzmu”.

Ale nawet gdyby trzymać się realizmu – tu są roboty, które mają “siać ludzi”, a nie “udające ludzi”.

A cel spotkania? Właściwie te spotkania tu są na jednej warstwie jakąś procedurą kreacyjną (w interpretacji “robomistycznej”) lub… rutyną społeczną, przyjętymi obyczajami i zwyczajami (w interpretacji socjologicznej).

 

jest tu trochę wizji bajkowej, trochę przenośni, trochę “robomistycyzmu”.

W pełni rozumiem, jednak nadal uważam, że możnaby użyć wielu rekwizytów, by taką lukę załatać z korzyścią dla tekstu. Bo przecież roboty mogą spotykać się z rozmaitych powodów, ot choćby z okazji przeglądu, a ta wyśpiewywana orzez nich Pieśń mogłaby być testem oprogramowania. Oczywiście, można przyjąć, że jest to zbędny rekwizyt, ale gdyby tak odzierać opowoadania ze wszystkich zbędnych rekwizytów, to zostało by tylko kilka zdań zawierających myśl przewodnią, często nawet bez fabuły. :P

Myślę, że Silvowym robotom daleko jest do tych z Bajek Robotów Lema, albo z Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Dicka (choć tam to w ogóle można zastanawiać się, jak one właściwie były zbudowane), jeśli już mowa o bajkowych robotach albo robomistycyzmie, stąd też odebrałem je w inny sposób.  Przy czym nie jest to zarzut, bo wydaje mi się, że mnóstwo mamy robomistycyzmu w literaturze, a takich Silvowych robotów nie. :) 

Co do rutyny społecznej, to nie wiemy, czy one tworzą społeczeństwo. Mnie się wydaje, że dopiero mają to przed sobą. 

Uff, dzięki wielkie za betę (zwłaszcza, że deadline był co najmniej nieprzyzwoity) i kliczki. Nie wiem, czy zdołam wykrzesać jeszcze tej nocy jakieś sensowne odpowiedzi, więc jeśli nie dziś, to jutro. Jeszcze pogrzebię trochę w tekście.

Może to i całkiem fajnie, że Twój komentarz poszedł do ogólnego widoku, wilku, ze względu na tę interpretację.

Dobra, biorę się do popraweczek. Twoje, Gekikaro, wprowadziłam prawie wszystkie (jeszcze z dwukropkiem się zastanawiam), teraz wilkowe. :)

możnaby użyć wielu rekwizytów

A jesteś pewien, że tekst utrzymałby wtedy swoje tempo i swoją formę?

Co do rutyny społecznej, to nie wiemy, czy one tworzą społeczeństwo

I tu warto sobie zadać pytanie, czy gdybyśmy wiedzieli, to czy tekst nie przeskoczyłby z subtelnego-ale-zauważalnego nawiązania do sytuacji społecznej w nawiązanie zbyt wyraźne :-) Ale paradoksalnie nawet ten brak można sobie (tu już prawie na pewno popełnię nadinterpretację) dorozumieć jako etap tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, które i tak zostaje “przejęte” przez kogoś “na górze”.

 

A jesteś pewien, że tekst utrzymałby wtedy swoje tempo i swoją formę?

Jako czytelnik mogę tylko stwierdzić to, co stwierdziłem powyżej, czyli że tak właśnie uważam. Pewności mieć nie mogę, bo to ani mój tekst, ani moja wizja. 

 

I tu warto sobie zadać pytanie, czy gdybyśmy wiedzieli, to czy tekst nie przeskoczyłby z subtelnego-ale-zauważalnego nawiązania do sytuacji społecznej w nawiązanie zbyt wyraźne :-) Ale paradoksalnie nawet ten brak można sobie (tu już prawie na pewno popełnię nadinterpretację) dorozumieć jako etap tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, które i tak zostaje “przejęte” przez kogoś “na górze”.

Akurat na brak rozwinięcia tego wątku nie marudziłem. :) 

Jeśli przy nadinterpretacjach jesteśmy, sądzę, że nie mamy do czynienia ze społeczeństwem obywatelskim. Roboty są kierowane przez system operacyjny narzucający im określone zachowanie – zauważ, że nie następuje tu jakaś zmiana światopoglądowa. Narrator po prostu restartuje system po błędzie, w miejscu gdzie miał stare procedury znajduje nowe i przyjmuje je. Tym robotom zdecydowanie bliżej do bezwolnych maszyn niż do samoświadomej SI. Dlatego mnie ciekawi ten ktoś lub coś, kto/co tych zmian dokonał(o). 

 

 

Poprawiłam trochę początek, no i powprowadzałam popraweczki. Teraz powinno być lepiej. Oby ;) Dwukropki jednak się ostały, ze względu na końcówkę.

No i tytuł zmieniony.

I tu powiem szczerze zastanawiam się mocno, czy ja sobie coś dopowiadam, czy całkiem celowo i świadomie robisz w tym opowiadaniu pewną aluzję do roli kobiet w religii. Niby końcówka od tej interpretacji odbiega, ale… Pokazuje w sumie motyw “po rewolucji następna władza”. Jeśli faktycznie w tym rzecz, to całkiem zgrabnie wychodzi uniknięcie czarno-białości i mieszanie przekazu z inną opowieścią. Jeśli nie… Cóż, i tak to logicznie pasuje do opowiadania.

Żywię przekonanie, że autor nie powinien za dużo mówić, co miał na myśli. Wtedy czytelnik ma własny sposób odbioru utworu, zamiast narzuconego z góry punktu widzenia. To bardzo ciekawe, widzieć, jak ten sam tekst jest odbierany przez różne osoby. Więc ograniczę się do powiedzenia, że podoba mi się ta interpretacja. :)

Czy przymiotnik "regularna" w tym miejscu jest tu konieczny? Lub czy nie lepiej zmienić na inny?

Istotnie, zmieniłam na coś innego. Wiem, o co mi chodziło, ale jednak nie miałam pomysłu, jak to ubrać w słowa. Zabrakło wiedzy :P

"Teraz jednak wdarliśmy się do środka."

Wdarłyśmy. No chyba, ze w sensie "razem z opiekunami"? Ale trochę myli akapit pod tym względem. Nawet jeśli kolejny potwierdzałby ten wariant.

Tak, babol z mojej strony. A nawet podwójny, bo powinien być czas teraźniejszy.

"Produkcja robotów eksploracyjnych"

Już nie "jednostek"? Chociaż mam wrażenie, ze zmiana rodzajnika może tu być całkiem celowa. Jeśli jednak nie jest – to wskazuję.

Rzeczywiście, tam miały być “jednostki”. Celne wyłapanie :)

Po pierwsze nad celem spotkań robotów – obchody święta to dla mnie za mało w kontekście maszyn, powinna iść za tym jakaś wymierna konieczność. W końcu maszyny to nie ludzie. 

Z jednej strony tak. Przychodzi mi tu jednak na myśl jako przykład Curiosity ze swoim “Happy Birthday”. Choć z tego co czytam, sonda chyba “wymruczała” piosenkę tylko jeden raz, zanim uznano to za bezsensowne.

Dobra, tyle na tę godzinę. Może jutro na świeżo coś jeszcze ciekawego odpiszę ;)

Dzięki za opinie i pomoc w doszlifowaniu tekstu, chłopaki. Rządzicie! No, i bardzo ciekawa dyskusja zdążyła się już wywiązać :)

Cześć, Silva!

 

Nie byłam do końca pewna, co tutaj przeczytałam, ale motyw z pseudo-potlaczem wigilijnym w fabryce androidów – smakowity. To jeden z tych tekstów, gdzie gra niedopowiedzeniami pobudza wyobraźnię na tyle, że nie ma braku satysfakcji z tego, że tak krótko. Kupuję świąteczny bunt maszyn w Twoim wykonaniu, więc klikam i pozdrawiam!

Rewolucja robotów to temat dość wyeksploatowany, ale połączonego z Bożym Narodzeniem jeszcze nie czytałem.

Akcja jest dość powolna i praktycznie składa się z przejścia jednostki podległej systemowi do zbuntowanej. Przy dłuższym tekście by mnie męczyło, ale tutaj jest w sam raz. Wiele informacji nie ma, tekst można interpretować na wiele sposobów (czyżby pochwała ateizmu), ale to akurat według mnie plus tekstu.

Ciekawy szorcik.

Klikam i pozdrawiam.

Początek mnie zaciekawił i postanowiłem czytać dalej. Zaskoczył mnie pierwszy dialog, jakby za szybkie przejście z tej nieco skrótowej narracji. Ale to moje subiektywne zdanie. Potem jest tylko lepiej. Od drugiego zdania wiedziałem, że bohater jest robotem i podobał mi się Twój sposób prowadzenia narracji.

Po przeczytaniu miałem dwa pytania:

Dlaczego wpisano maszynom obchody “Narodzenia Stwórcy”?

Kto wgrał im “STWÓRCA_NIE_ISTNIEJE”?

Gdybyś napisała stwórca małą literą, to tekst przemówiłby do mnie bardziej. Wtedy mógłbym go rozumieć tak, że człowiek odrzucił Boga i ubóstwił siebie, czego symbolem jest rewolucja francuska. Stworzył maszyny aby go wielbiły, wpisał im procedurę uwielbienia i wymarł. Jeśli tak, to przełknąłbym “STWÓRCA_NIE_ISTNIEJE” jako irracjonalność symboliczną.

Niestety, do końca nie rozumiem. Choć widzę wyraźne odniesienia do rzeczywistości.

Koniec człowieka w Boże Narodzenie… ciekawy pomysł. 

Bardzo zgrabnie poprowadzony szorcik.

Gratuluję.

Fajny pomysł, niezła wolta ze stwórcą. Ja to zrozumiałam w ten sposób, że człowiek w międzyczasie się powybijał nawzajem. Więc teraz nie istnieje. Aktualizacja danych, zmiana procedur, które stały się bezsensowne…

Trochę nie widzę tu świąt, ale niech się tym jurki martwią.

Babska logika rządzi!

Robot ocenił poprzednie procedury jako bezsensowne, a potem, po załadowaniu sensownych (kto jest stworzył?), zaczął rozszarpywać te maszyny, które okazały się mniej bystre?

Hmm, ciekawe, że to kobiece androidy robią rewolucję :)

Wszyscy tu pytają, kto im wirusa wgrał, a mnie bardziej interesuje, kto im Boże Narodzenie wgrał. To wydaje mi się ciekawszym pomysłe. Twórcy sztucznej inteligencji poczuli się jak bogowie i zafundowali androidom ich własne obchody, upamiętniające zrównanie się człowieka z Bogiem. Jakoś się nie dziwię, że się w końcu roboty zbuntowały ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Jest nas dwieście trzydzieści cztery. Jesteśmy tutaj, ponieważ to nasz obowiązek. Co roku – ziemskiego roku – te, które nie biorą udziału w żadnej ekspedycji, odwiedzają matkę. Nie ma wyjątków.

 

To ile lat z rzędu bohaterka/narratorka nic nie robiła w święta, że mogła dostrzec różnice (Jednak tym razem coś jest inaczej niż zwykle.)? ;)

 

Fajny szorciak, sporo niedopowiedzeń i pole do czytelniczej interpretacji. Faktycznie, mało tu świąt, ale może w przyszłości właśnie tak to już będzie, że mało świąt w świętach. :o

Masz ten swój styl, który pasuje do tego tekstu. 

 

Pozdrawiam! :)

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze i kliczki. <3 Czytałam wszystko na bieżąco, ale odpisuję dopiero teraz, bo na komórce to niestety ani zacytować, ani nawet entera zrobić.

oidrin,

Nie byłam do końca pewna, co tutaj przeczytałam

A bo to w życiu czegokolwiek można być pewnym? ;) (Poza, jak mawiał klasyk, śmiercią i podatkami.) A tak na poważnie, cieszę się, że mimo długości (czy raczej krótkości) tekścik usatysfakcjonował.

Zanaisie, o, fajnie Cię widzieć! To dobrze, że zaciekawiło. No i jeśli nakłania do refleksji (a tak zrozumiałam z komentarza), to jestem usatysfakcjonowana. :)

Pop Labie, Twój komentarz jest bardzo interesujący, choć mam wrażenie, że doszukujesz się w tekście jakiejś, hm, podstępnej wymowy. Fakt, że Stwórca jest w tekście wielką literą, nie wydaje mi się aż tak niesamowicie znaczący – pasowała mi taka pisownia z paru względów. Fajnie, że spodobała się narracja.

Robot ocenił poprzednie procedury jako bezsensowne, a potem, po załadowaniu sensownych (kto jest stworzył?), zaczął rozszarpywać te maszyny, które okazały się mniej bystre?

Ale gdzie w tekście narratorka ocenia procedury jako “bezsensowne”, kolejne jako “sensowne”, a niezbuntowane jednostki jako “mniej bystre”?

Dzięki za komentarz i lekturę :)

Mane, dobrze Cię znów widzieć. Mam nadzieję, że nie zdołowałam za bardzo. Dzięki za wizytę!

Finklo, Irko, dziękuję. Odbiór tekstu bardzo mi się :)

To ile lat z rzędu bohaterka/narratorka nic nie robiła w święta, że mogła dostrzec różnice (Jednak tym razem coś jest inaczej niż zwykle.)? ;)

Leni się. Trzeba ją zutylizować ;D Nie no, akurat powodów można wymyślić kilka. Mogła wracać z ekspedycji na naprawę, albo do oddelegowania do innej ekspedycji. No, jest spora skrótowość, bo nie chciałam, by opowiadanie mi się zanadto rozpulchniło.

Faktycznie, mało tu świąt, ale może w przyszłości właśnie tak to już będzie, że mało świąt w świętach. :o

Ano, i tak to odczuwam, że odległa przyszłość ze świętami niezbyt się klei.

Masz ten swój styl, który pasuje do tego tekstu. 

A, a to ciekawe. Zastanawiałam się przy pisaniu, czy się różni jakoś stylem od poprzednich tekstów.

Dziękaski!

Rozumiem, że słowo Stwórca jest synonimem Boga i nie wiem, dlaczego piszesz je dużą literą, skoro dotyczy człowieka, nawet jeśli maszyna ma go za swojego stwórcę. A jeśli dotyczy Boga, to nie mam zastrzeżeń. Zaznaczam, że jestem amatorem w posługiwaniu się językiem polskim i nie wykluczam, że coś sobie roję. Będę wdzięczny, jak ktoś wytłumaczy mi na czym polega mój błąd.

Komentarz: “Robot ocenił poprzednie procedury jako bezsensowne, a potem, po załadowaniu sensownych (kto jest stworzył?), zaczął rozszarpywać te maszyny, które okazały się mniej bystre?”. Dotyczył interpretacji Finkli i miał żartobliwy charakter. Napisała ona: “Aktualizacja danych, zmiana procedur, które stały się bezsensowne…”. Skro procedury stały się bezsensowne, to ktoś musiał ocenić, że takie są. Nie wiem kto albo co, to zrobiło. Jeśli nie sam robot-narrator, to jakiś robot/program, tylko dlaczego inne roboty nie dostały aktualizacji? Możemy założyć, że np. mają inne oprogramowania, ale czy nie sensowniej byłoby poczekać, aż wszystkie, bądź spora większość zostanie zaktualizowana?

Opowiadanie jest alegoryczne i moje uwagi dotyczą szczegółów, ale tekst wciągnął mnie tak, że pozwolił się na nich skupić i tak jak napisałem – nie rozumiem go. A chciałbym zrozumieć, choćby po swojemu.

Co nie zmienia faktu, że podobało się. ))

Silva, nie zdołowałaś. 

Przywykłem. ;-)

Hm, jakiś czelendż w dołowaniu ManeTekelFares?

Próbujemy zebrać ekipę do radosnego konkursu, ale idzie to niemrawo… pewnie wszyscy za bardzo zdołowani.

Czesc. Opowiadanie bardzo ciekawe. Fajne stopniowanie informacji. Minimalnie zabraklo mi informacji o źrodle wirusa, a takze zaskoczyl tekst: czlowiek wymarly. Czy rzeczywiscie ludzie wygineli po tym jednym numerze? Czy to na wyrost bylo, ze strony robotow, taka zmylka? Oszustwo? Wybacz brak polskich znakow, pisze z SORu, z telefonu…

Ciekawe opowiadanie. To prawda, że motyw sztucznej inteligencji, która buntuje się przeciwko swemu stwórcy, jest zgrany. Ale w tym tekście znalazłem coś świeżego, a mianowicie sposób, w jaki maszyny odwracają się od swojego boga. Wydaje mi się, że bunt był tutaj procesem. ,,Wirus ateizacji” nie uderzył w jednej sekundzie, nim ogarnął wszystkie jednostki, musiał przebyć długą drogę. Skąd się wziął? Każda rewolucyjna, obrazoburcza idea ma gdzieś swój początek. Jak mogło być w tym przypadku? Jak dokładnie zrodził się wirus? Kto go napisał? Zaczęło się od jednej, zbuntowanej maszyny, czy był to zbiorowy wysiłek kilku zbuntowanych, zespolonych myślami jednostek?

Nie polecam do biblioteki, bo masz już zgromadzony komplet :)

Pozdrawiam! 

Rozumiem, że słowo Stwórca jest synonimem Boga i nie wiem, dlaczego piszesz je dużą literą, skoro dotyczy człowieka, nawet jeśli maszyna ma go za swojego stwórcę. A jeśli dotyczy Boga, to nie mam zastrzeżeń.

A może by spojrzeć z tej strony: komputerowi wszystko jedno, czy dane ma zapisane jako Stwórca, czy stwórca. Nie wszystko jedno było temu, kto te dane wprowadził. Pytanie więc raczej, co o sobie myślał autor oprogramowania. ;)

Komentarz: (…) dotyczył interpretacji Finkli i miał żartobliwy charakter.

No tak, tak wczoraj czułam, że jestem zbyt zmęczona, żeby odpisywać :D Wybacz i pozwól, że zrzucę moje nieogarnięcie na karb świątecznego zabiegania.

 

Mane, jeśli jeszcze szukacie kogoś do organizowania konkursu, to może się skuszę. Też bym sobie napisała coś bezczelnie podnoszącego na duchu.

Mówisz i masz. Zaproszenie do wątku organizacyjnego wysłane. Będzie mi/nam miło.

silvanie, imienniku, spotykamy się ;D (Właściwie to miałam coś odpisać pod tamtym fragmentem fantasy, gdzie mi odpisywałeś, ale wiadomo, święta i zalatanie.) Dzięki za komcia i fajnie, że wpadłeś. Natomiast co do losu człowieka w tekście. No cóż, to, że komputer zmienił sobie jakieś dane, nie wpływa na rzeczywistość. To raczej do rzeczywistości dostosowuje się dane ;)

(Nawiasem mówiąc, zajrzałam do Twojego opowiadania, ale początek mnie zdołował i nie dałam rady dalej… więc wybacz, nie wiem, czy dam radę, czy poczekam na coś lżejszego w Twoim wykonaniu.)

pisze z SORu, z telefonu…

O kurczę, mam nadzieję, że cokolwiek się dzieje, skończy się dobrze. Trzymaj się, silvanie!

adamie, cześć :) Cieszę się, że tekst wzbudza pytania, znaczy się, wizja zainteresowała. Czasem sobie myślę, że może za wcześnie kończę historie. To z kolei teraz ja będę miała nad czym rozkminiać ;)

Mane, dzięki, w wolnej chwili przejrzę wątek.

Wlasnie zastanawia mnie, dlaczego komputer postepuje jakby nieralnie. W zwyczaju maszyn nie jest klamanie, stad moje pytania. Oczywiscie moga miec w tym cel – wtedy wszystko jasne :) Rozumiem, choc zapraszam do przelamania sie ;) W Gammie pozniej robi sie nieco bardziej widowiskowo i swietlnie ;) Dziekuje za zyczenia zdrowia. Przyda sie. Wlasnie potwierdzono zakazonko, a RTG mowi o rozpoczynajacym sie zapaleniu pluc. Jeszcze nie wiem, czy bede musial zostac. Pozdrowienia i gratuluje Biblioteki :)

Fajne, zgrabne opowiadanie w klimatach science-fiction, który to gatunek uważam za trudny. Połączenie tematu konkursowego z robotami udane, pisarsko nieźle. Śledziłem z zaciekawieniem, jak rozwiążesz ten wątek, co się stanie, gdy dojdzie do awarii. I nie zawiodłem się. :)

Przywiodło mi to opowiadanie, a zwłaszcza tytuł, na myśl Richarda Dawkinsa, który twierdził (chyba już w swojej nagłośniejszej książce, “Samolubny gen”), że Bóg wprawdzie nie istnieje, ale jednocześnie istnieje i rządzi ludzkością. Nie istnieje oczywiście jako obiektywny, omnipotentny, osobowy byt, ale istnieje jako mem (definicję memu stworzył właśnie Dwakins i traktował mem jako kulturowy odpowiednik biologiocznego genu) Boga – istnieje w umysłach miliardów ludzi na całym świecie, ciągle się powiela i mutuje.

 

Ładnie napisane przy oszczędnym użyciu środków.

 

Pozdrawiam :) 

Cześć!

Mając w pamięci Twoje wcześniejsze teksty, generalnie nastawiałem się na jakieś stylizowane opowiadanie, jak “Mechaniczny Sekretarz” czy humorystyczny Rodrik z łopatą. Każde z nich miało określoną charakterystykę. W przypadku pierwszego był ten, nazwijmy to, bardzo dobrze zastosowany, flegmatyczny styl, którym to opowiadanie wyróżniało się spośród dziesiątek innych. Drugi takim fajnym, niewymuszonym humorem, który z jednej strony nie przynosił może wiele nowego, z drugiej dostarczał jednak rozrywki obiecując, że ten humor nie zejdzie poniżej określonego poziomu. Jak widzisz, oba teksty potrafiły coś tam z siebie zostawić w mojej pamięci na dłużej. Bo piszę z pamięci, bez ściągania. ;)

No dobra, ale miało być o bieżącym tekście. Bieżący tekst jest inny od poprzednich. Zamiast stylizacji mamy tu odważną próbę opowiedzenia historii science fiction w kilku tysiącach znaków. I cóż ta próba w praktyce oznacza? Ano oznacza tyle, że w moim przypadku dostaniesz… opinię bez opinii. Może szczególnie się dzięki temu nie rozwiniesz, ale zawsze to jakaś ciekawostka. I urozmaicenie. ;)

Dlaczego opinia bez opinii? Dlatego, że pisząc taką historię w kilku tysiącach znaków musisz opierać się, i to dość znacząco, na pewnych niedopowiedzeniach. Prowokować czytelników do interpretacji, które, z tego co widziałem w pobieżnie przeglądniętych komentarzach, były różne. Ja w przypadku science fiction nie jestem zwolennikiem niedopowiedzeń. Chcę poznać pełną wizję autora/autorki, chcę się w tej wizji zakopać, zatopić na dłużej, być może zderzyć z tym, jak ja bym ją sobie wyobrażał i na tej podstawie zbudować opinię. Tutaj nie dostaję na to szansy.

Jasne, mogę budować tę wizję (kompletną wizję, bo w tekście mam taką wersję “w pigułce”) na podstawie tego, co dostaję. Taki jest w sumie zamysł tekstu. Ale co to w praktyce oznacza? Załóżmy, że zbuduję sobie jakąś wizję, która mi się spodoba. A niechby i zachwyci. Komu ja mam wtedy tego gratulować? Tobie, bo dałaś impuls do budowy takiej interpretacji? Czy sobie, bo z tego, co dostałem, potrafię taką interpretację zbudować? Albo w drugą stronę. Załóżmy, że zbuduję z tego kawałka historii wizję, która mnie nie przekonuje. A nawet pójdźmy dalej. Załóżmy, że w ogóle nie zdołam zbudować spójnej interpretacji. Kto będzie wtedy winny? Autor/autorka, która nie dostarcza odpowiednio dużo informacji? Czy czytelnik, który ewidentnie się nie przyłożył, bo przecież inni te interpretacje (różne) znaleźli?

Nie będę nawet ściemniał. Ja wyszedłem z założenia, że zwyczajnie przeczytam tekst (z nastawieniem: wciągnie lub nie). Jest krótki, całkiem fajnie napisany. Wcześniejszymi zrobiłaś sobie dobrą reklamę. Przeczytam więc tekst, ale taki, jakim go dostanę. Bez dorzucania czegoś od siebie. Są święta, jestem leniwy. Wystarczająco dużo powodów, by tej (tych?) interpretacji nie szukać. ;-)

Przeczytałem więc, ale ciężko na podstawie tego tekstu zbudować mi jakąś konkretną opinię. Bo mnie potrzeba szerszej, pełnej historii, w której wyłożysz wszystko, przez którą przeprowadzisz mnie za rączkę jak dziecko przez jezdnię.

I najważniejsze: czy to jest krytyka? Nie. Obiecałem sobie, że w święta krytykował nie będę, więc jak widać, obchodzę tę obietnicę jak mogę. ;-)

A pisząc poważniej, to nie krytyka, ale nakreślenie indywidualnych preferencji czytelniczych i ich wpływ na odbiór tekstu. Jasne, wiele dzięki temu, jeśli chodzi o ocenę tekstu, nie zyskasz, ale zawsze to jakiś materiał poglądowy, jak podejście czytelnika do tekstu może wpłynąć na jego odbiór. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Przeczytałem więc, ale ciężko na podstawie tego tekstu zbudować mi jakąś konkretną opinię. Bo mnie potrzeba szerszej, pełnej historii, w której wyłożysz wszystko, przez którą przeprowadzisz mnie za rączkę jak dziecko przez jezdnię.

Chciałbym tylko nadmienić, że moje odczucia są inne niz CM'a i właśnie to, że nie prowadzisz za rączkę i nie walisz interpretacją po łbie jak łopatą, jest dla mnie wielką zaletą tego tekstu. 

 

Jasne, mogę budować tę wizję (kompletną wizję, bo w tekście mam taką wersję “w pigułce”) na podstawie tego, co dostaję. Taki jest w sumie zamysł tekstu. Ale co to w praktyce oznacza? Załóżmy, że zbuduję sobie jakąś wizję, która mi się spodoba. A niechby i zachwyci. Komu ja mam wtedy tego gratulować? Tobie, bo dałaś impuls do budowy takiej interpretacji? Czy sobie, bo z tego, co dostałem, potrafię taką interpretację zbudować? Albo w drugą stronę. Załóżmy, że zbuduję z tego kawałka historii wizję, która mnie nie przekonuje. A nawet pójdźmy dalej. Załóżmy, że w ogóle nie zdołam zbudować spójnej interpretacji. Kto będzie wtedy winny? Autor/autorka, która nie dostarcza odpowiednio dużo informacji? Czy czytelnik, który ewidentnie się nie przyłożył, bo przecież inni te interpretacje (różne) znaleźli?

Nawet gdy autor prowadzi za rączkę, to opowieść jest interakcją autora z czytelnikiem* – nawet najbardziej szczegółowy opis nie zagwarantuje, że ten drugi zobaczy to, co widział ten pierwszy. Można obrać tę drogę i sprowadzić tę cząstkę czytelniczego wkładu do minimum, można też ją wykorzystać i jej zawierzyć. 

* a czasem nawet autora z jego dziełem, bo nie raz przyjdzie zawrzeć mu w słowach coś, co sam potem odkrywa, a czego by się nie spodziewał. 

Wlasnie zastanawia mnie, dlaczego komputer postepuje jakby nieralnie. W zwyczaju maszyn nie jest klamanie

Czemu nierealnie? Komputer podąża za swym programowaniem. Sam z siebie nie wie, czy jest ono “prawdziwe” czy “fałszywe”. Ewentualnie może okazać się wewnętrznie sprzeczne i wtedy maszyna będzie mieć problem.

Życzę zdrowia, silvanie!

Corrinnie, fajnie Cię tu zobaczyć :) Tak, też uważam sci-fi za trudne. Dlatego, nie licząc jednej próby dawno temu, nie zabierałam się do tego gatunku. Ale podczas rozmyślań nad tematem konkursowym właśnie taki pomysł przyszedł mi do głowy, więc cóż zrobić… ;) Dzięki za komentarz.

MirosławMrozek, bardzo ciekawe skojarzenie. Choć muszę przyznać, że “Samolubnego genu” nie czytałam. Dzięki za wizytę!

No i Ty, CM-ie :) Twój komentarz to zawsze bardzo miło zobaczyć.

Mając w pamięci Twoje wcześniejsze teksty, generalnie nastawiałem się na jakieś stylizowane opowiadanie, jak “Mechaniczny Sekretarz” czy humorystyczny Rodrik z łopatą.

O, no to mnie cieszy, że przełamałam oczekiwania. Wolę, aby na portalu nie kojarzono mnie z jakimś konkretnym gatunkiem/podejściem/stylem. Ile z tego wyjdzie, zobaczymy, ale chyba na razie zmierzam w dobrym kierunku.

Jak widzisz, oba teksty potrafiły coś tam z siebie zostawić w mojej pamięci na dłużej. Bo piszę z pamięci, bez ściągania. ;)

Nie powiem, mile mnie zaskoczyłeś w tym momencie! No to się teksty dobrze spisały ;)

Natomiast co do reszty komentarza. Rozumiem podejście i absolutnie nie mam pretensji :) I tak cieszę się, że podzieliłeś się odczuciami. Pisząc tekst, który nie jest jednoznaczny, trzeba być przygotowanym na to, że nie wszystkim przypadnie to do gustu, albo odczytają w sposób inny, niż sobie wyobrażał autor. Ryzyko nierozerwalnie związane z taką akurat formą. Choć osobiście uważam, że to opowiadanie nie jest aż tak, hm, pretekstowe, by trzeba było sobie bardzo dużo dopowiadać. Ale wiadomo, autor wie, co autor miał na myśli ;) (No dobra, nie zawsze, ale jednak w większości przypadków.)

Tak więc dzięki za wizytę i długi komentarz!

* a czasem nawet autora z jego dziełem, bo nie raz przyjdzie zawrzeć mu w słowach coś, co sam potem odkrywa, a czego by się nie spodziewał. 

Gekikaro, świetna uwaga. Sądzę podobnie. I dlatego feedback tutaj, na portalu, jest świetną sprawą, bo daje perspektywę na to, co czytelnicy wynoszą z tekstu.

Opowiadanie mnie zaciekawiło i w sumie utrzymało uwagę przez cały tekst, nawet jak domyśliłem się w pewnym momencie z jakiej perspektywy opowiadasz tą historię. Styl tekstu pasował do historii, choć może ja takową oszczędną narracje po prostu lubię.

Podsumowując: ciekawy pomysł na wykorzystanie świąt i przyjemna lektura :)

 

Kilka drobiazgów do Twojej rozwagi:

 

Właśnie wychodzimy z jednej hal

A czy nie powinno być:

Właśnie wychodzimy z jednej z hal

 

Jednak nie robi tego.

Tutaj, choć to bardzo indywidualna sprawa, rozważyłbym zmianę szyku zdania na:

Jednak tego nie robi.

 

i nie zatrzymuje się.

I znowu szyk do rozwagi:

i się nie zatrzymuje.

 

STWÓRCA_NIE_ISTNIEJE

Zastanawiam się czy jeśli zapis wymagałby zamiast spacji podkreślnika to czy można by nadal używać polskich znaków? Może więc lepszy byłby taki zapis?

STWORCA_NIE_ISTNIEJE

Ode mnie króciutko. Bardzo fajnie pomyślane i dobrze zrealizowane opko. Świetne zakończenie. Podobało mi się bardzo.

Dream big.

Edwardzie, to super, że dobrze się czytało i z zainteresowaniem :) Tak, styl starałam się dostosować do narratora. Dzięki za łapankę, po sylwestrze będę miała czas przysiąść i nad tym pomyśleć.

Zastanawiam się czy jeśli zapis wymagałby zamiast spacji podkreślnika to czy można by nadal używać polskich znaków? Może więc lepszy byłby taki zapis?

A nad tym sama się zastanawiałam. Choć nie jest to jakieś bardzo wierne technikaliom opowiadanie, więc nie wiem, czy będę zmieniać.

Dzięki za lekturę i opinię!

EDIT: Tę poprawkę z halą już wprowadziłam.

 

dogsdumpling, krótko, ale treściwie ;) Dzięki za wizytę! Cieszę się, że tak przypadło do gustu. :D

Życie na krawędzi ci służy. ;-) proszę nie przywiązuj nie do niego, chyba  że literacko. 

Misie! Dobry szort. Fajny. :-) 

Skarżyć nie muszę, bo już w biblio. :-) Nominowałabym, ale jeszcze nie, bo… Dobrze, pisz kolejne i niech Ci Wena i Flow sprzyja w 2021 roku :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo dziękuję, Asylum :) Uu, nawet o nominacji wzmianka, miło! Spokojnie, to życie na krawędzi to tylko wybryk ;) Dziękuję za życzenia, oby się spełniły. I też jak najwięcej weny życzę :)

ANDO, witam jurorkę :)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ciekawy szort.

Doskonale dostarczasz informacje dając ich zaskakująco dużo, jak na tak krótki tekst. Uważam, jednak, że pomimo długości opowiadania rewolucja przebiegła trochę zbyt szybko. Można by rozwinąć tekst albo nie dać jasnego zakończenia (uciąć scenę natychmiastowej produkcji nowych robotów).

Przyłączę się też do narzekania na styl – niektóre zdania są niesamowicie proste i w konsekwencji nudne.

Chyba to zdanie najlepiej podsumowuje myśl przewodnią “Stwórca nie istnieje”:

Niszczymy każdą jednostkę w sali, która nie postępuje tak jak my.

 

Niestety niezbyt czuję klimat świąt ;( Niby roboty obchodzą jakąś rocznicę, ale co to ma do Bożego Narodzenia?

Pozdrawiam

'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

Hej, Simeone! Dzięki za wizytę i komentarz.

Przyłączę się też do narzekania na styl – niektóre zdania są niesamowicie proste i w konsekwencji nudne.

Eksperymentowałam ze stylem, tak, aby oddać sposób “myślenia” narratorki. Stąd właśnie taka prostota zdań. I dlatego też zastosowana w szorciku, na dłuższą metę pewnie okazałaby się niestrawna.

Niestety niezbyt czuję klimat świąt ;( Niby roboty obchodzą jakąś rocznicę, ale co to ma do Bożego Narodzenia?

Temat konkursowy zasadniczo nie narzucał świątecznego klimatu, jedynie zadawał pytanie, jak święta mogłyby wyglądać w przyszłości, więc… pozwoliłam sobie na taką wizję ;) A tradycja Bożego Narodzenia została podtrzymana, choć mocno odmieniona.

Fajnie, że wpadłeś :)

Ciekawy szort. Można go interpretować na rozmaite sposoby, odnosząc poszczególne symbole do świata rzeczywistego (od buntu ateizmu przez rewolucję stającą się establishmentem po konieczność powiedzenia "król jest nagi" i zmienianiu świata po uznyslowieniu sobie tego faktu). Dobrze, że końcówka jest, jaka jest, inaczej tekst ewidentnie ciążyłby w kierunku komentarza społeczno-religijno-politycznego. A tak, pozwala inaczej spojrzeć na bunt.

Po zakończeniu lektury mnie również uderzył fakt obchodzenia świąt: czy kiedyś jakiś samotny stwórca, otoczony wianuszkiem robotów, spędzał je na stacji? Czy to jakaś stara procedura? Czemu służy?

Zwróciły też moją uwagę roboty mówiące o sobie w formie żeńskiej – czy to celowy zabieg?

 

Krótki, mięsisty szorcik, dobrze się mi czytało.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję, Psychorybko, za wizytę i rozbudowany komentarz. :) Fajnie, że dostrzegasz tyle możliwych znaczeń/skojarzeń. Bardzo mnie cieszą właśnie takie refleksje po tym tekście. Znaczy, jestem zadowolona z tego szorcika.

Co do tradycji świąt na stacji, jedno jest pewne: roboty jej nie wymyśliły…

Formy żeńskie – powiedzmy, że zostały użyte świadomie. ;)

Dzięki!

To był bardzo zbereźny, samotny twórca, na tej stacji ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A może to była stwórczyni, która nie lubiła feminatywów? ;)

Mogła być. Ale harem to harem, cóż, że robotyczny ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tam zaraz harem. Na swoje podobieństwo, co nie? :)

Cześć, Silva :)

 

Już sporo zostało powiedziane w komentarzach, więc raczej nie błysnę czymś oryginalnym, czego wcześniej już nie przeczytałabyś, ale jakąs opinię zostawię ;)

Spodziewałem się, jak CM, że dostanę coś w stylu Sir Rodrika, ale gdy zacząłem czytać, to w zasadzie już od samego początku podejrzewałem, że opowiadanie pisane jest z perspektywy maszyny, a tytuł tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Po co to piszę? Po to, żeby Ci zakomunikować, że bardzo, ale to bardzo nie przypadł mi do gustu styl w jakim napisałaś to opowiadanie. Jest suche, bardziej w formie sprawozdania, niż tekstu z którym się płynie. Ale podejrzewam, że ta konsekwentna stylizacja jest celowa, ponieważ to maszyna opisuje nam zdarzenia, których jest świadkiem, więc jest ona wiarygodna dla antropomorficznej maszyny. Nie zmienia to jednak faktu, że styl nie przypadł mi do gustu, jednak jego konsekwencja i świadomość celowości takiego zabiegu może nie zatarła, ale pozwoliła zepchnąć na drugi plan moje odczucia toporności. Nie mogę powiedzieć, że mi się ten tekst jakoś szczególnie podobał, jednak z drugiej strony nie mogę mu niczego konkretnego, co nie bazowałoby na subiektywnym odbiorze, zarzucić i napisać, że mi się nie podobał. Opinia bez opinii CM TM ;)

Jest to więc mało dla mnie odkrywczy, ale jednocześnie porządny szorciak, konsekwentnie poprowadzony od początku do końca w jednolitej stylizacji, którego zakończenie nie sprawia, że mała outtasewerowa głowa kiwa z uznaniem, niemniej jednak sprawia, że niewyparzona outtasewerowa gęba mówi: całkiem spoko :)

Ta opinia pewnie niewiele wnosi i niewiele Ci mówi, ale lepszej napisać nie potrafię.

Jeśli się nie obraziłaś – a mam nadzieję, że nie :) – to możesz zerknąć na trzy uwagi poniżej, dotyczące fragmentów, ktore wzbudziły moje wątpliwości.

 

Na drugim końcu pomieszczenia stoi stożkowa konstrukcja z metalowych prętów, zbudowana zgodnie ze schematem pozostawionym z czasów Stwórcy, nazwanym: choinka.

Mam wrażenie, że z tego zdania wynika, że to Stwórca jest nazywany “choinka”.

 

Zaczynamy śpiewać, wszystkie w tym samym momencie, identycznym tonem, w identycznym tempie.

To powtórzenie jest celowe?

 

Obwody iskrzą, resztki energii powodują spięcie i skurcz części.

Nie jestem przekonany, że metalowa część może doznać skurczu.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

Known some call is air am

Cześć, Outta, miło cię widzieć. :)

Spodziewałem się, jak CM, że dostanę coś w stylu Sir Rodrika

Ale wy jesteście. Napisze człowiek jajcarskie opowiadanie i już go oceniają z góry XD

A tak serio, to fajnie, że się podzieliłeś odczuciami. Dobrze wiedzieć, jakie są wrażenia czytelnicze, zwłaszcza, jeśli różnią się między sobą. Daje mi to pogląd, jak odbierane są moje teksty, pomysły. Właśnie dlatego ten portal to takie cudowne miejsce. :)

Tak więc dzięki za lekturę i komentarz, Q!

 

edit: A, i dzięki za łapaneczkę, później jeszcze się temu przyjrzę!

Tam zaraz harem. Na swoje podobieństwo, co nie? :)

I takie fetysze to ja szanuję ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka