- Opowiadanie: Asylum - XXIII podróż Lopo Arkmo

XXIII podróż Lopo Arkmo

Zabawa, na rocznicę. Błędy – nie wiem, starałam się, ale pewnie będą. ;-)

Ps: IPnŻ – Indywidualna Polisa na Życie.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

XXIII podróż Lopo Arkmo

W sieci KonAlpaka wrzało jak w ulu. Wymieniano się statusami. Kto pierwszy, ten lepszy.

– Myślicie, że Lopo się sprawdzi?

– Masz lepszego?

– Faceta, czy babkę?

– Zero, ty szowinisto!

– Lepsza decyzja niż jej brak. I bez emocji, do brzegu, kochani, zainwestowane! – Lena ucięła zwyczajowe harce zespołu.

– To się nie pytaj!

– Spokój i bez popisywania się, Markus. Nowe może świeże, ale nie zawsze. 

Kampania marketingowa przed podróżą Lopo szła pełną parą. Był wszędzie, zainteresowanie rosło, tylko martwili się, czy dotrzyma im kroku. Skany, do których dawał im dostęp, były niepełne. Nie oddawał całego swojego życia. Stawka rosła, dla nich też. 

– Utopiliśmy kupę kasy, inwestorzy będą bezwzględni. Rozniosą nas na strzępy, jeśli się nie uda. Nas, nie jego!

Jak zwykle, świeżak próbował grać. Ileż  razy to już przerabiała.

– Łatwo się zyskuje, a jeszcze szybciej traci! Dobrze prawisz nowy. 

– I od nas zależy!

– Dobrze, skupcie się na tym, jak mu pomóc, a nie zabezpieczać sobie tyły, by potem gadać: „A nie mówiłem”. Świeżak, jesteś odpowiedzialny za prasówkę: planeta, warunki, możliwości. Druga, w którą stronę mogło wyewoluować, a współpraca z Markusem pełna. A ty, młody, poszukaj dodatkowo ciekawostek o samym Lopo, czego tylko chcesz, ale nie markuj pracy, bo zauważę.

Lena strzepnęła dłonią, odcinając się od sieci i zapewniając pełną prywatność. Miała coś do zrobienia. Musiała jeszcze raz przejrzeć swoją polisę zabezpieczającą IPnŻ, ukrytą w pamięci pewnego nastolatka. Zniknie bez śladu w burzy hormonów.

Weszła w plik „Trójkąt”.

 

***

Wszystkie holo były załadowane moim wizerunkiem. Mogłem siebie podziwiać. Lopo z profilu, en face, ucho, nos i usta, albo z oddali, w lekkim kombinezonie, machający znad brzegu zielonkawego oceanu i krzyczący:

–  Już jadę, czekajcie wieści! Tym razem lecę na Linekt w Grafice, do układu Wodnika.

Prawdę powiedziawszy, po raz pierwszy miałem pełne portki strachu, a zmniejszający się debet na koncie nie poprawiał mi humoru. Ta wyprawa nie była przygotowana. Od samego początku i miałem nadzieję, że nie do końca. 

Zaproszenie od uciekinierów, którzy milczeli przez prawie stulecie, przyszło nagle. Termin, a właściwie okienko było krótkie. Zaledwie trzy miesiące. Wiedzy na ich temat nie było skąd ściągnąć, bo przecież embargo, więc czytałem o jakiś sporach i kłótniach sprzed lat. Wiek to kupa czasu, u nas wiele się zmieniło, a tam – strach pomyśleć, chociaż… kto wie, oni byli ultrakonserwatywni. W tym pokładałem całą nadzieję. 

Robiłem dobrą minę do złej gry, najważniejsze jest trzymać fason i wizerunek, z tego przecież żyłem. Obyś miał na IPnŻ, mawiała matka. Puszczę sobie jej wspominkę dzisiaj, może mnie pocieszy.

Wezwałem mobila i sprawdziłem poziom bezpieczeństwa. Poniżej piątki nie wsiadałem, za duża awaryjność. Szóstkę, mogłem od biedy zaryzykować.

I czego ja się boję, za dwa miesiące znowu będę leciał. 

 

***

Lopo, siedząc na fotelu przed lustrem, cierpliwie znosił zabiegi imaginistów. Trzech wokół niego skakało. Zależało im. Cholernie! Zażyczył sobie ludzi, więc miał. Może niepotrzebnie. Automaty byłyby anonimowe i nie wykrzywiałyby się. Podróżowanie jest sposobem na życie, jak każdy inny, pozwalało na drobne przyjemnostki i IPnŻ. 

KonAlpaka ciągle domagała się dostępu do pełnych relacji. Przeciągał sprawę. Dlaczego nie chciał być otwarty? Przecież nie miał nic do ukrycia. Czy chciał zachować coś dla siebie, coś czego nie podzielałby z innymi, wszystkimi, bezimienną masą? Przestraszył się swoich myśli i przekierował je na podróż. Co tam zastanie?

Po zasiedleniu przez trzecią falę uchodźców z Ziemi, planetka założyła embargo na wymianę, ogłaszając na stulecie półizolację. Żadnych lądowań, kontaktów osobistych, tylko goła informacja i towary, bo tych nawet idealiści potrzebowali.

– Tu KonAlpaka, wymagana akceptacja na zmianę pigmentacji skóry. Musimy zlikwidować piegi. Są passé według naszych ostatnich sondaży.

– Dobrze. – Skinął głową.

Zgoda dotarła do jednego z otaczających go ludzi, bo wymienił pojemnik przy końcówce i zaszmerał uspokajająco:

– Wszczepimy chorobę, ale potem ustabilizujemy. 

Nie zapytał, kiedy to zrobią, musiał zdać się na nich. Ile jeszcze takich zabiegów przetrwa, zanim się zużyje? Ten był dwudziestym trzecim podejściem. Życie?

Uh, zabolało.

Wybaczcie. Przeprosił w myśli trzy osoby krzątające się wokół niego, wypełniające zmarszczki, odsysające tłuszcz i te ubarwiające relacje z wypraw. Był narzędziem, ale oni przecież też.

Jeszcze czeka go trening radości z wylotu na spotkanie mieszkańców planetki Linekt, krążącej wokół Grafiki. A co potem? 

Loteria.

 

***

Postawiłem stopę na osławionej Linekt krążącej wokół Grafiki. Byłem pierwszy.

Pole siłowe zniosło mnie na twardy grunt, raczej miękki, gdyż stałem po kolana w kwietnej łące. Buczały jakieś owady i pachniało słodko-gorzko jak nowy fresh do pościeli. Powietrze było aksamitne. Czyżby dodawali zmiękczacza? Nie, niemożliwe, nie w skali planety. Nie stać byłoby ich na to. Wiatr drażnił skórę, jakbym za bardzo podkręcił klimę. 

Nadałem potwierdzenie „Aj, aj” w odpowiedzi na wiadomość od pierwszego oficera: „Powodzenia, Lopo, wrócimy za pięć dni. Niech Ci nie przyjdzie do głowy tu zostać”. Jakbym słyszał lekką zazdrość w jego głosie. Szelest odlotu i zostałem sam w tej powodzi, chyba naturalności? Ciągle wątpiłem. 

– Sztuczne, to iluzje – potwierdziłem na głos, sam dla siebie. 

Ruszyłem na przełaj w kierunku postaci, stojącej przy niewielkim parterowym budynku, na skraju łąki. Gdy zbliżyłem się, zobaczyłem napis na tabliczce trzymanej na patyku, chociaż nie było tu nikogo innego. „Lopo Arkmo, witamy”. Ziemskie zaproszenie pozostało i zwyczaje z przeszłości się utrzymały. Gościnność. Może nie będzie tak źle.

– Jestem Ilia – powiedziała i pogłaskała mnie po wierzchniej części dłoni.

Zadrżałem i sam nie wiedziałem czy z perwersyjnej przyjemności, czy wstrętu.

– Tak się witamy na Linekt, kontakt fizyczny jest pożądany. – Roześmiała się radośnie, oczy jej zwilgotniały, a ja poczułem, że koncentruje się tylko na mnie i wtedy przestałem się bać. To jak przy „holo”, ale ona tu była, chyba naprawdę.

– Wy, pewnie, na tej starowince Sol, już zapomnieliście dotyku. Nie gryzę. Podaj rękę, idziemy do domu.

Z ociąganiem podałem, a ona rozbujała nasze ręce. Przyglądała mi się z ciekawością, a ja poddałem się temu. 

– Ładny jesteś, ale powiedz coś?

– Ty… też – wyjąkałem.

Myśli pędziły jak szalone, ale nie miałem na nie czasu, ponieważ poderwała się do biegu, pociągając mnie za sobą do najbliższej windy. 

To było jak objawienie. Cios w splot słoneczny. Zatopiony okręt. 

Miłość. Czułem, że jest odwzajemniana, choć nie wiedziałem dlaczego.

****

Wieczorem poznałem Drewę. Chyba bardzo się kochali, ponieważ ona z wyraźną radością go powitała. Tak jak mnie, po czym szybko zganiłem się w myślach, bo przecież mąż, a to dla nich święte związki. Przeszli na linektański, więc zrozumiałem tylko, że coś poszło nie tak i się martwią. Osobiste sprawy, więc taktownie zachowałem dystans.

Pięć kolejnych dni zdało mi się bajką. Przyzwyczajałem się powoli do dotyku, naturalnie wolałem Ilii. To był świat dla mnie i chyba dla wszystkich. Kliencki, sprawiedliwy raj. 

Wystarczyło, że o czymś zamarzyłem, a pojawiało się w najbliższym kontenerowcu. Każde mieszkanie miało kanały dostępu dla zameldowanych w nim osób. 

Zapomniałem skarpetek, przekląłem i słyszałem Głos:

– Jakiego koloru, podaj preferencje?

Przed sześcianem lodówki zastanawiam się, co by tu zjeść…

– Pomóc w wyborze, czy poczekać na decyzję?

Bawiłem się tym i podrzucałem: krewetki, paso double, kankan, rzeżucha na podrobach.

Niezależnie od tego, co się zdarzyło, było pytanie:

– Czy jesteś zadowolony?

I co miałem powiedzieć, że nie? Nie chciałem urazić ichniej sztucznej inteligencji, bo może też przyznawali jej punkty i kasowali, kiedy się nie sprawdzała, tak jak u nas. Dziwiło mnie tylko jedno, jak to powstaje i skąd mają na to pieniądze? Dla żartu wrzuciłem kiedyś miłość i Ilia. Znalazłem białą karteczkę z napisem „Niedozwolone”.

 

Ostatniego dnia mojego pobytu na Linekt kontenerowiec pulsował na czerwono i odmówił współpracy. Cokolwiek zamówiłem, znajdowałem tylko zwykłą wodę. Ilia była napięta, nauczyłem się już rozpoznawać jej nastroje, Drewa ją pocieszał. Tulili się do siebie, co uznawałem za obsceniczne w mojej obecności, ale może byłem zazdrosny.

Do kosmodromu odprowadził mnie Drewa, Ilia pogłaskała mnie tylko w domu i powiedziała:

– Żegnaj Lopo i ja miałam nadzieję na miłość.

 

****

Kiedy piszę tę relację Ilii i Drewy chyba już nie ma. Wyjaśnił mi przed odlotem, że zdecydowali się na udział w corocznej loterii na uzyskanie rozwodu i przegrali. Los.

Na Linekt o jednym tylko śniono, o miłości, wolnej, nieskrępowanej. O prawie do błędu, do swobodnego wyboru. Partnerzy byli przydzielani według najkorzystniejszej puli genetycznej, raz na zawsze. Minimalną liczbę potomstwa pary ustalono na poziomie dziesięciu.

– I tak jest lepiej, niż było na początku, ponieważ wywalczyliśmy loterię, jednakże zgłoszenie i zagranie w nią przypomina rosyjską ruletkę. Wygrana umożliwia wybór partnera, przegrana oznacza śmierć, aby zniechęcić do udziału innych. Wiesz, kiedyś tak nie będzie – powiedział mi Drewa.

Twarde prawo planety, a Linekt zatrzasnęła swoje podwoje, może na kolejne stulecie. Byłem tam pierwszy.

 

****

W sieci KonAlpaka znowu wrzało.

– Wybór Lopo był w punkt.

– Sprawdził się!

– A może to był przypadek? 

– Świeżaku, jesteś przyjęty do drużyny. Sprawiłeś się – podsumowała pogwarki Lena. Kontrakt, na rok.

– Czy wiąże się z podwyżką wynagrodzenia? – Markus zaszarżował.

– Optymalizacja, sam wiesz, ale kontrakt, więc pewność. – Lena uśmiechnęła się.

Nowy został zaakceptowany.

 

Koniec

Komentarze

Cikawe i pełne niedopowiedzeń. Chyba trochę ich za dużo jak dla mnie ;) Czytałem dwa razy a wciąż nie rozumiem. Mój prosty, męski umysł zapewne tak działa :P Mimo wszystko podoba mi się, a podobało by się jeszcze bardziej, gdybym więcej zrozumiał ;)

 

Lena strzepnęła dłonią, odcinając się od sieci i zapewniając pełną prywatność. I ona miała coś do zrobienia. Jeszcze raz przejrzeć swoją polisę zabezpieczającą IPnŻ, ukrytą w pamięci pewnego nastolatka. Zniknie bez śladu w burzy hormonów.

Weszła w plik „Trójkąt”.

Czy to jest nawiązanie do zadania Lopo, czy ten “trojkąt” to jakiś wspomagacz dla relacji pomiędzy Lopo a Ilią?

 

– Żegnaj Lopo i ja miałam nadzieję na miłość.

Czy Ilia miała nadzieję ogólnie na miłość, czy konkretnie na miłość z Lopo. Czyli, czy zakochała się w nim, czy był on dla niej rozczarowaniem?

 

Nie rozumiem też dlaczego Linekt otworzył się na takiego komercyjnego przybysza, sterowanego przez korporację. Jaki społeczność planety miała w tym cel?

 

 

No i na koniec mała łapanka:

 

Błędy – nie wiem, starałam się, ale pewnie będą. ;-)

 

– hehe :) Try harder

 

 

szła pełną parą, Był wszędzie

 

– kropka, zamiast przecinka.

 

Skany, do których dawał im dostęp[+,] były niepełne.

 

Dobrze prawisz[+,] nowy.

 

możliwości, Druga – w którą stronę

 

– tutaj też kropka zamiast przecinka.

 

a współpraca z Markusem pełna. A ty, młody, szukaj czego chcesz dodatkowo, ciekawostek, ale nie markuj pracy, bo zauważę.

 

– a czy Markus markuje pracę? ;) Nie są to stricte powtórzenia, ale może zamienić "markowanie" na "symulowanie"?

 

Lena strzepnęła dłonią, odcinając się od sieci i zapewniając pełną prywatność.

 

– może: "trzepnęła"? Jeżeli strzepnęła, to coś – co strzepnęła?

 

Mogłem siebie podziwiać. Lopo z profilu, en face, ucho, nos i usta, albo z oddali, w lekkim kombinezonie, machającego znad brzegu zielonkawego oceanu i krzyczącego:

 

– jeżeli są to oddzielne zdanie, mi bardziej pasuje: "w lekkim kombinezonie, machający znad brzegu zielonkawego oceanu i krzyczący". Tak jak wyżej, z taką odmianą, IMO, możliwe jeżeli zrobisz z tego jedno zdanie – "Mogłem podziwiać Lopo z profilu, en face, […]".

 

a zmniejszający się debet na koncie nie poprawiał mi humoru.

 

– a nie zwiększający? Czy chodzi o kurczącą się zdolność kredytową? Może za bardzo się czepiam.

 

tylko goła informacja, i towary, bo nawet idealiści ich potrzebowali.

 

– IMO – "[…]tylko goła informacja. I towary, bo nawet idealiści ich potrzebowali."

 

A[-,] co potem? 

 

Pole siłowe zniosło mnie na twardy grunt, raczej miękki, gdyż stałem po kolana w kwietnej łące.

 

– to twardy czy miękki?

 

– Ładny jesteś, ale powiedz coś?

– Ty też – wyjąkałem.

 

– no jakoś mi to nie leży. Może chociaż: "– Ty też jesteś ładna"?

 

I co miałem powiedzieć, że nie.

 

– znak zapytania nie miał tu być? "że nie?"

 

i skąd mają na to kasę?

 

– "I skąd".

 

Kiedy piszę tę relację Ilii i Drewy chyba już chyba nie ma

 

– chyba nie ;)

Exit light

BK, dzięki i jutro przyjrzę się. poprawię, choć nie wszystko! xd

Jak to u mnie zwykle bywa,  pisane  na szybko, w przerwie, ale może wreszcie będę miała czas, może na dłużej. :-)

Dzisiaj net mi się rwie i zawiesza. Nie wiem dlaczego, choć podejrzewam. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Się podobało. Świeże, nieźle napisane (a uważam tak wówczas, gdy po prostu czytam, nie zatrzymując się na dropach), zbudowane może nie modelowo, ale na pewno bardzo poprawnie. Twist ze śmiercią w wyniku przegranej loterii dałbym na sam finał, ale to Ty jesteś Autorką. Dwa razy lekko potknąłem się na powtórzeniu, ale także nic poważnego.

Biblioteka jak byk (na pastwisku, nie na miedzy) . ;)

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

BK, już poprawione i jeszcze raz dzięki za astronomiczną szybkość przeczytania i łapankę. :-)

Zobacz jak ciężko pracowałam. wink

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ale może zamienić "markowanie" na "symulowanie"?

To użyte celowe, ale pomyślę, ponieważ jak zwykle nie wytrzymałam i poszłam w zabawę słowną, a ponieważ od zabawy pewnymi dwoma słowami się zaczęło, chciałam chociaż trzy znaki z tego pozostawić. Wzdychałam i cięłam. Żal mi było, ale walczyłam jak z chwastami. Te trzy mizeroty zostawiłam, ale o ile pozostałe dwa da się łatwo uzasadnić, że być muszą, to “markowanie” winnam byłam usunąć, gdyż nie ma wystarczającego wyjaśnienia w tekście dla niego. Żałobę odprawię i wywalę.

Dobrym tropem poszedłeś. Chodziło mi o taką sekwencję-skojarzenie. :D 

może: "trzepnęła"? Jeżeli strzepnęła, to coś – co strzepnęła?

Gest strzepnięcia oznaczał dwie rzeczy – określone machnięcie ręką, kończące połączenie i jednocześnie irytację połączoną z lękiem, ale pomyślę jeszcze, spróbuję znaleźć lepsze słowo lub kilka.

mi bardziej pasuje: "w lekkim kombinezonie, machający znad brzegu zielonkawego oceanu i krzyczący". Tak jak wyżej, z taką odmianą, IMO, możliwe jeżeli zrobisz z tego jedno zdanie – "Mogłem podziwiać Lopo z profilu, en face, […]”.

Niby racja, ale zauważ: Mogłem siebie podziwiać: machającego… Zmieniłam, ale jeszcze pokombinuję.

a nie zwiększający? Czy chodzi o kurczącą się zdolność kredytową? Może za bardzo się czepiam.

Tutaj nie. Debet mu się kurczył, zmniejszył/ał. Debet jest rodzajem kredytu na koncie, zazwyczaj uzgadniasz z bankiem, do jakiej wysokości możesz „robić” sobie debet na koncie. Lopo zarabiał tylko na podróżach. Kiedy nie podróżował – wpływy na konto wynosiły zero, w związku z czym bank stopniowo ciął mu wysokość potencjalnego debetu dostosowując do wpływów na konto, a że ich nie było przez długi czas.

no jakoś mi to nie leży. Może chociaż: "– Ty też jesteś ładna"?

Dam znak jąkania: Ty… też.

 

Cześć, rrybaku. Powitać na mojej ziemi. :-) Dziękuję za wizytę i kilka. :-) Jak widzisz, pozazdrościłam Ci podróży i sama się na taką tyci i krótką udałam. Jedno powtórzenie jest celowe, ale możesz mieć rację. Przyjrzę się jemu i sprawdzę, czy nie ma innych.

Z zakończeniem masz rację, to, o którym piszesz było pierwsze. Szwy widać. Eksperymentuję z rozgałęzieniami, jak je można konstruować i szukam możliwych miejsc i sposobów. :D

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wbrew pozorom, decyzja Twoja o tym, jaki będzie finał, jest podstawowa dla opka. Jeśli ten nowy w zespole, to główny bohater jest zewnętrzny do planety. Jeśli śmierć w wyniku loterii – głównymi bohaterami są mieszkańcy planety i gospodarze (w opku). Ustawiłaś cały tekst pod gości, więc rozumiem Twoją decyzję.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Tak, widzę, właśnie, że popracowałaś. I pozmieniałaś zgodnie ze swoim wyczuciem, a nie na sztywno, wg moich uwag, co się bardzo chwali :)

 

 

A do fabularnych kwestii, które poruszyłem, się odniesiesz?

Exit light

Tylko zerknąłem, dosłownie pierwszy fragment, ale:

– Lepsza decyzja niż jej brak – zaripostowała Lena.

– To się nie pytaj! – zaprotestował nowy członek zespołu.

– Spokój i bez popisywania się, Markus. Nowe może świeże, ale nie zawsze. – Lena zainterweniowała ponownie.

– Utopiliśmy kupę kasy, inwestorzy będą bezwzględni. Rozniosą nas na strzępy, jeśli się nie uda. My zapłacimy, nie on! – podkreślił Markus.

– Ale to od nas zależy! – Markus nie poddawał się.

Przeczytaj same didaskalia. Nienaturalne, są jak u początkującej autorki. Masz z nimi problem? Wcześniej chyba nie zauważyłem. Czy wrzucone na szybko, bez sprawdzania? Oj, nie lubimy tak. :(

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, ja w swoim pisaniu widzę, niestety, same problemy. :-( Nie masz pojęcia, jakiej odwagi wymaga ode mnie wstawienie czegokolwiek. Podmienię. Kiedy tak przytoczyłeś, uderza po oczach, zdaje się, że nabrałam maniery forumowej i z innych miejsc. 

Na szybko, tak, niestety, jak zwykle, ale w tym przypadku musiał być ten dzień, a nie inny, bo sobie obiecałam, a jak to zwykle bywa wszystko się sprzysięgło, aby zająć mi czas. Wyczyszczę, ale nie wiem, czy będzie dobrze, gdyż to próbowanie się z rozgałęzieniami.

Dziękuję, że zajrzałeś, że Ci się chciało, i że komentarz napisałeś, więc choć stydno, to wiesz chcę, aby to forum było ćwiczeniowe, do wypróbowywania swoich sił. xd Nie jesteśmy doskonali. Ja nie jestem pisarką, nawet słabą.

Z przyjemnością przypatrzę się wskazanym i pokasuję zbędne, ale rozszerzać już nie będę. Jest jak jest. :D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, 

świetna historia! Trafiłaś w moje emocje!

Z pozoru idealna planeta, zachęcająca do osiedlenia, a ostatecznie okazuje się być miejscem zniewolenia, brutalnego prawa i jeszcze okrutniejszej loterii. Bardzo fajny pomysł i konstrukcja tekstu. Na końcu zastanawiałam się nad gratulacjami i radością współpracowników Lopo. Czy dobrze rozumiem, że nie tylko sama wyprawa była zorganizowana, ale także jego relacja z Ilii? Stąd ten plik Trójkąt? Czy się zapędziłam? 

Nie ukrywam, że czytałam opowiadanie dwa razy, żeby wczuć się w to, co chciałaś przedstawić, ale bardzo lubię takie teksty :-) 

polecam do biblioteki i pozdrawiam

 

BasementKey,

Mój prosty, męski umysł zapewne tak działa :P

:-)

@Olciatko, bo się zamknę w sobie, lub ewentualnie w piwnicy :P

 

Exit light

Spróbuję Wam odpowiedzieć. Najtrudniejszą kwestię – dla mnie poruszyłeś, BK, bo jeśli mam wyjaśniać, znaczy że poległam. Pozwolisz, więc że odpowiem na zakończenie – może w międzyczasie uleży mi się, czy tak, czy nie.

rrybaku, tak – goście. Myślałam, że to będzie kompletnie nie do odczytania. Kurcze, może słowa coś przenoszą, jeszcze. :-)

Darconie, wyrugowałam trochę. :-) I jeszcze raz, dzięki! Czy wystarczająco, moim zdaniem nie do końca, bo przede mną jeszcze wiele stacji. I, kurka flaczek, nie da rady ich cyzelować po kolei, bo się łączą, plączą i nachodzą na siebie. 

Olciatko, dzięki za klika! :-))) I cieszę się, że zrozumiałe, znaczy że może jest do odebrania. Tak, masz rację, wprawa była zorganizowana, i relacja, a trójkąt też – celowy. Martwię się ciągle o zrozumiałość, bo ma być jasno, inaczej lipa.

BK, i ani mi się waż do piwnicy schodzić. :DDD I za klika też podziękowanie składam. :-) W moim dzieciństwie była ciemna, pełna kurzu, weków i węgla, pomieszczenie prowizoryczne i za małe do prób zespołu dzieciaków, które podjęły próbę uczenia się grania i śpiewania. Kiedy ukradłam klucz do piwnicy, dorośli się zorientowali i głupio im się zrobiło, więc weszliśmy na „salony” i tam się bawiliśmy w muzykowanie. Tylko jedna próba odbyła się w piwnicznej izbie. :-)

https://www.youtube.com/watch?v=9NatZDFH5gE

 

Dobrze, będzie w naturalnym języku, czyli moje zamysły. 

* IPnŻ – Lena też się boi, walczy jak umie, zachowuje się jak potrafi zgodnie z regułami świata, w którym żyje, bo jest pracownikiem najemnym.

* Ilia zakochała się, dziwaczny coup de foudre, bo nowość, odmienność. Lopo pociągnęło coś innego.

* Dlaczego Linekt się otworzyła? To był wentyl i parcie wewnętrzne. Myśleli, że już ok – zbudowali, ale waliło się. Oznaką była loteria, przed którą musieli się ugiąć.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Będzie krótko, bo z telefonu. Czy Ty, Asylum, chcesz mi pokazać Marco Polo z przyszłości, którego podróż do Państwa Środka w postaci Linekt, ukazuje w przewrotny sposób kierunek w jakim zmierzają dzisiejsze Chiny? Pełna kontrola nad obywatelem w pozornej krainie szczęśliwości, która z zewnątrz – po dłuższym przyjrzeniu się jej – odsłania bolesną dla jej wladz prawdę o dystopijnosci systemu?

Known some call is air am

OK. Przeczytane i takie tam zapisane poniżej moje uwagi podczas lektury.

Na początku miałem wrażenie, że treść miałkie, potem było lepiej ale koniec też nie zachwyca, wręcz rozczarowuje.

Piegi? Nosz…

Plus za “Aj, aj” – zabawne, bo bliska jest mi marynistyka.

I zapisałem sobie, że druga część chwyta. Faktycznie środek jest dobry, ciekawy. Oczywiście Styl bardzo dobry, bezbłędny ale to według mnie za mało na bibliotekę.

Jakiś artefakt po korekcie się wkradł “wyprać”, to pewnie odnośnie opisanych w dalszej części skarpet, które nic nie wnoszą, zwyczajnie nie pasują.

Wybory menu zdecydowanie wątpliwe ale pewnie pokazują gusta autora.

Ustalanie ilości potomstwa? I ta kara za chęć rozwodu? K…a, co to ma być? Zdecydowanie antypomysł.

Twoje opowiadanie nic ciekawego nie przemyca i nie porywa. Jest poprawne i kropka. Jesteś tutaj osobowością ale oceniam opowiadanie a to jest “takie se”.

Pozdrawiam P.B.

 

Przykro mi, Asylum, do mnie ta historia nie trafiła. Nie wiem, co chciałaś opowiedzieć, a Twoje wyjaśnienia w komentarzach, niestety, nie pomogły w pojęciu czegokolwiek.

 

tylko goła in­for­ma­cja i to­wa­ry, bo tych nawet ide­ali­ści ich po­trze­bo­wa­li. –> Czy tu aby nie ma dwóch grzybków w barszczyku?

 

Za­sta­na­wiam się, co by tu zjeść przed sze­ścia­nem lo­dów­ki… –> Dlaczego miał zamiar jeść przed lodówką, a nie przy stole?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Teraz wygląda lepiej, ale coś tam można jeszcze wykroić:

– Lepsza decyzja niż jej brak. I bez emocji, do brzegu, kochani, zainwestowane! – Lena ucięła zwyczajowe harce pracowników swojego zespołu.

Usuwaj wiadome rzeczy, lub inaczej, nie powielaj.

– Spokój i bez popisywania się, Markus. Nowe może świeże, ale nie zawsze. – Lena zainterweniowała ponownie. Usadziła jednym zdaniem młodego.

Unikaj w didaskaliach sformułowań jak z raportów policyjnych, czy dokumentacji procesowych: zainterweniowała, rozporządziła, ustosunkowała się itd.

Nie twórz powtórzeń, i dosłownych i nie dosłownych. Masz drugi raz Lena i “zainterweniowała ponownie” to powtórzenie zaistniałego przed chwilą zdarzenia, czyli jej reakcji.

Moja poprawka może nie jest najlepsza, ale raz: pozbywasz się powtarzania imienia, drugi raz, pokazujesz stosunek pomiędzy Leną, zespołem i młodym. Sposób zarządzania, reagowania. No, po prostu popychasz akcję do przodu dodatkowo uzupełniając o relacje wewnątrz zespołu. ;)

Wrócę pewnie jeszcze.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przeczytane

Podobało się:)

kilka uwag mam, ale więcej napiszę, jak dotrę do komputera

Podziękować, Q, za wizytę i przeczytanie oraz komentarz, w dodatku z telefonu wystukany. :-))) Tak – Marco Polo i Linekt. xd Nie wyszło i trza się z tym pogodzić. 

 

Powitać, Peterze Bartonie. Dzięki za przeczytanie i komentarz. : -)

Przykro, że rozczarowuje, ale i ja nie za dobrze już myślę o tym szorcie. 

„Aj, aj” – podzielam ulubienie. Artefakt – poprawiony.

A z tego, że poprawne – fajnie, choć zasługę ma tu również BK i Darcon. 

A „osobowość” – NIE, przestraszyłeś mnie, gadułą jestem i tyle. Natychmiast udałam się kupić pęk mioteł (wiesz, mysz).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety, reg, ten szort jest nieudany, tak myślę. Żałuję, że musiałaś przez niego brnąć. :-( Chciałam koniecznie wstawić w ten dzień, co nie było zbyt mądrym pomysłem, ale sobie obiecałam, że muszę ósmego coś napisać i wstawić.  I tak poszło -od rzemyczka do kamyczka. 

Wiesz, może kiedyś nauczę się dbać o drzewa owocowe. Teraz jest sezon na śliwki, nie wiem czy lubisz. Ja bardzo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy babol poprawiony, a drugi wyjaśnię. Zamiast lodówek były sześciany, wbudowane w ściany. W nich materializowały się produkty żywnościowe, dania, rzeczy, karteczki. Sześciany miały głośniki i z nich wydobywał się głos. Naturalnie nie była to magia. Gdzieś tam ciężko pracowali ludzie (roboty ) przy taśmach produkcyjnych. Materializacja – „kwanty na bliską odległość”, udało im się ustabilizować „prawdopodobieństwo”. Czas realizacji zamówienia zależał od charakteru życzenia i statusu. Lopo był gościem, więc dostawał wszystko, podobnie jak jego gospodarze.

 

Darkonie, nie wiem, co Ci podarować za wsad! :-) To jest pewien eksperyment, zgoła nieudany jak widzę. Inne pisanie, tj. o współczesności – czasami byłam zmuszona (tak metaforycznie), bo szybsze i jakoś łatwiejsze do kreślenia jako wprawki – mnie nie interesuje, chyba że biografie i dokumenty, ale na to mam zdecydowanie za mało czasu, i niestety, zawsze było dla mnie odskocznią do przyszłości.

Widzisz, muszę eksperymentować i ciągle upieram się przy sf mniejszej lub większej. Nie morduj się już z tym szortem – szkoda na to Twojego czasu, bo jest bardzo niedopracowany. Wbrew pozorom, takie prysznice potwierdzają moje przekonanie, za mało wiem o pisaniu i umiem. I to plus, bo znaczy, że może ja mam rację w pewnym sporze, który toczę na temat pisarstwa.

Wymyśliłam drobiazg za komentarz. Lubisz obrazy, a czy znasz ten i malarza? Witold Pruszkowski, Spadająca gwiazda, 1884. Różne jego prace zrobiły kiedyś na mnie duże wrażenie, nie mówiąc o życiorysie.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie, nie znałem. Pewnie dlatego, że Pruszkowski, jak widzę, malował głównie realistyczne obrazy. Romantyk. Ale ten obraz jest piękny. Dobrze trafiłaś w mój gust.

Dziękuję bardzo.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Więc jestem. jak już pisałam, podobało mi się.

Niestety, reg, ten szort jest nieudany, tak myślę.

A ja się z tym nie zgodzę:) Jest trochę do poprawy, ale sam pomysł jest świetny. Dopracuj go trochę i będzie git. NIe zniechęcaj się!

trójkąt też – celowy. Martwię się ciągle o zrozumiałość, bo ma być jasno, inaczej lipa.

NIestety jak dla mnie zbyt jasno nie jest :( Zauważyłam to dopiero po przeczytaniu komentarzy.

Druga, w którą stronę mogło wyewoluować

Droga

Lena strzepnęła dłonią, odcinając się od sieci i zapewniając pełną prywatność. Miała coś do zrobienia. Jeszcze raz przejrzeć swoją polisę zabezpieczającą IPnŻ, ukrytą w pamięci pewnego nastolatka.

Myślę, że jaśniej by było, gdybyś dodała tam coś w rodzaju:

Lena strzepnęła dłonią, odcinając się od sieci i zapewniając pełną prywatność. Miała coś do zrobienia. Musiała jeszcze raz przejrzeć swoją polisę zabezpieczającą IPnŻ, ukrytą w pamięci pewnego nastolatka.

ale to tylko taka sugestia, w końcu to twój styl

Przeprosił w myśli trzy osoby, krzątające się wokół niego, wypełniające zmarszczki, odsysające tłuszcz i te, ubarwiające relacje z wypraw.

Ten ostatni przecinek chyba niepotrzebny

Poza tym, jak już pisałam, szort mi się podoba. Moim zdaniem zasługuje na bibliotekę, niestety ze względu na to, że jestem świeżynką nie mogę go nominować :( 

Pozdrawiam :)

ps. a ten obraz świetny

@Asylum, piękny ten obraz.

 

I pamiętaj, że jesteś tutaj osobowością, nie ma sensu się wypierać :P

Exit light

Nie­ste­ty, reg, ten szort jest nie­uda­ny, tak myślę.

Ależ, Asylum, to że nie pojęłam Twojego opowiadania, wcale nie znaczy, że jest ono nieudane.

 

Teraz jest sezon na śliw­ki, nie wiem czy lu­bisz. Ja bar­dzo.

Owszem, podzielam Twoje uwielbienia dla śliwek. :)

 

I dziękuję za wyjaśnienia w sprawie lodówki, choć nadal nie mogę się pozbyć wrażenia, że Lopo miał zamiar jeść przed lodówką. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To A., źle myslisz. Udany.Trochę dopracuj i styknie. Klika nie wycofuję! Choć być może to pocałunek śmierci dla tekstu ;D

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Darconie, romantyk realistyczny, bądź realizm romantyczny. :-)

 

Oluto, miło mi, że zajrzałaś i uznałaś pomysł za ciekawy. :-)

Musiała – poprawiam, będzie jaśniej; z przecinkiem coś jest nie tak, właściwie z całym zdaniem, więc przerobię je. Zostać musi Druga, ponieważ zespół Leny składał się z Nowego, Drugiej, Trzeciego i Czwartego. 

Wracając do samego pomysłu, nie odrzucam go, bo i moim zdaniem nie jest najgorszy, chociaż przedstawiony nadzwyczaj skrótowo. Wrócę do niego kiedyś i rozbuduję.

 

reg, w takim razie: jedzmy śiliwki, póki są najlepsze. :-)

Zastanawiałam się na nad tym staniem, patrzeniem oraz „jedzeniem” przed lodówką. Widzisz, w czasach dobrobytu stajemy przed lodówką przepełnioną jedzeniem. Otwieramy ją, przemierzamy wzrokiem półki, wybrzydzamy, marudzimy. To nie, tamto też nie, może to… Dla nas, ciągle jeszcze, takie zachowania wydają się naturalne, ale powoli coraz mniej z uwagi na coraz silniejszy trend (narracja) o marnowaniu żywności, kosztach jej wytwarzania itd. 

W rzeczywistości, którą próbuję opisać jest już inaczej. Ceny prawdziwej żywności (produktów) są wysokie. Na Ziemi (Sol), rodzimej planecie Lopo utrzymanie będzie bardzo kosztowne. Z kolei Linekt wygląda na kliencki raj, wszystko może dostać, z wszystkiego skorzystać. Za darmo, przynajmniej tak mu się wydaje.

 

rrybaku, fajnie że nie wycofasz. :p Kiedyś rozbuduję. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zastanawiałam się na nad tym staniem, patrzeniem oraz „jedzeniem” przed lodówką.

Asylum, przestań się już zastanawiać, bo przecież poprawiłaś to zdanie. Teraz jest OK.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Fajny pomysł na wymuszoną monogamię. Na pierwszy rzut oka. Na drugi – zaczęłam się zastanawiać. Kto się zgodził na te aranżowane przez geny małżeństwa? Dlaczego władzy, która to wprowadziła, nie wykopano w kosmos? Geny swoje, a osobiste animozje swoje. Jeśli rozwód jest niemożliwy albo strasznie ryzykowny, to zawsze można się nieoficjalnie odseparować. Lepsze to niż pozabijanie się nawzajem albo tłuczenie słabszego z małżonków.

Czy w tym społeczeństwie istnieje prostytucja?

Dziesięcioro dzieci? Srogo… A jeśli coś się zepsuje po ósmym dziecku, to co? Na przykład menopauza zacznie się wyjątkowo wcześnie, z macicą coś złego się zadzieje, mąż straci przyrodzenie w wyniku wypadku? Czapa i osiem sierotek na utrzymaniu państwa?

Wizja interesująca, ale w obecnej formie nierealna, IMO.

Nie bardzo widzę związek między zespołem a wycieczką.

Dużo rzeczy dopowiadasz w komentarzach, chociaż powinny się znaleźć w tekście – na przykład działanie tych lodówek. Też mnie to zaintrygowało – skąd oni biorą energię i surowce na to wszystko? W końcu planeta młoda, jeszcze porządnie gospodarki nie ogarnęli, mnożyć się muszą na potęgę… Nie wiedziałam, że to gość jest uprzywilejowany jak turysta dewizowy w ZSRR.

Babska logika rządzi!

Wykopać władzę w Kosmos? Władzę o takim poziomie omnipotencji i nasycenia przemocą? W zatomizowanym i zastraszonym społeczeństwie w dodatku? Trochę naiwne ;). Właśnie że trafnie to A. pokazała!

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

#teamrrybak Często w literaturze sf mamy zastraszone lub spętane tradycjami całe społeczeństwa, mieszkające na odciętych planetach, stacjach kosmicznych itp. Paradyzja, Ksi, Werel i Yeowe, Norstrilia. Mnie to akurat nie razi w ogóle.

Known some call is air am

Trochę racji macie, ale w opowiadaniu nie widać totalitaryzmu ani innego zamordyzmu. W “Paradyzji” sytuacja jest podobna, ale tam praktycznie od początku są oznaki, że coś z tym powszechnym rajem nie gra.

Babska logika rządzi!

W Chinach na pierwszy rzut oka też nie widać. A jednak…

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka.

Zdaje się, że w Chinach najpopularniejsze strony internetowe działają inaczej, więc turysta by się dość szybko zorientował. A tutaj bohater tego nie widzi. W “Paradyzji” odwiedzającemu zabrali kilka rzeczy – zegarek, grzebień, sprężynkę z długopisu (a może nawet cały). Tu spełniają każde realne życzenie. Za dobrze udają kochającą władzę, żeby czytelnik zaczął coś podejrzewać.

Babska logika rządzi!

Ja poczułam że na tej planecie coś jest nie tak właśnie dlatego, że było aż za dobrze i wszystko mu dawali. Ale fakt, jakąś zapowiedź można by tam dodać.

To już raczej bym podejrzewała VR niż zamordyzm…

Babska logika rządzi!

reg,  już przestałam się zastanawiać, pomiędzy pomidorówką i dorszem. Oba zjadliwe, nawet smaczne były. :-)

Finklo, dziękuję za przeczytanie, komentarz i myśli. No i za klika też. :-) Trochę mnie rozpieszczacie klikami. xd

Dzięki za rozmowę pod opkiem i Wam chłopaki-mężczyżni, abyście się nie urazili. :-)

Ha, zdaje się, że zamiast tekstu powinnam wstawiać przypisy, a opko w komentarzu. Los płata figle. A może kiedyś będą tylko przypisy do dzieł, bo Szekspir się zagubi. Dobrze, bez zabawy, znaczy już na poważnie. ;-)

W momencie, gdy potrafimy już coś pomyśleć, zwerbalizować odczucia, wrażenia, sądy, sytuacja się zmienia. Zaczynamy widzieć sprawy ostrzej, inaczej. Wiemy, czego chcemy, co – naszym zdaniem – powinno lub dobrze żeby się zmieniło, przekształciło. Zazwyczaj pojawiają się wtedy zalążki marzeń, rysuje się jakiś, jeszcze niewyraźny, kształt przyszłości.

W rzeczywistości przedstawionej w szorcie ten moment nie nadszedł. Jest sporo przed nim.

My, z pozycji czytelnika i naszych doświadczeń, możemy pewne rzeczy zauważać, inaczej je odbierać niż postaci z opka, domyślać się. Niejako, coś już wiemy, albo myśląc o ludziach z opka – oni może kiedyś też wiedzieli.

Ale, ale, tekstu nie warto bronić  jak Częstochowy. ;-)

Finklo, VR w tekście nie ma, traktuję to/go jak teraźniejszość, więc mniej ciekawe, raczej są minimalnie obecne fragmenty konsekwencji na Sol, ale naprawdę tyci. Słowo daję.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ta wyprawa nie była przygotowana. Od samego początku i miałem nadzieję, że nie do końca. 

Pole siłowe zniosło mnie na twardy grunt, raczej miękki, gdyż stałem po kolana w kwietnej łące

Rozumiem, co miałaś na myśli, ale mimo wszystko te gry słów wyglądają niezgrabnie. 

Tak jak mnie, po czym szybko zganiłem się w myślach, bo przecież mąż, a to dla nich święte związki.

Coś mi nie gra w drugiej części zdania. O wiele lepiej brzmiałoby: "bo przecież to był jej mąż, a dla nich związek to świętość. 

 

Co do samego opowiadania, to, niestety, nie podeszło mi. Nie widzę związku między tajemniczą technologią na planecie (na którą muszą mieć fundusze) a drakońskim prawem w kwestii związków i polityki prorodzinnej. Po prostu nie skleja mi się to w całość. 

Podobnie jak to, że pierwszy od stu lat (nieoficjalny, ale mimo wszystko) ambasador z Ziemi jest przyjmowany przez jakąś tam przeciętną parę i to nawet taką, która nie została zweryfikowana, by stanowić przykład modelowy ich społeczeństwa. To tak jakby Kim Dzong Un zgodził się na wjazd reportera do Korei Północnej i dał mu poznać przeciwników rządu. 

Do tego prolog i epilog, który za bardzo nie wiem, czemu służy – to znaczy ok, pokazuje, co stało się z Ziemią, ale nie wyciągnąłem z tego żadnej puenty. 

Może po prostu nie zrozumiałem tego tekstu. 

 

Pozdrawiam 

Nie martw się, Geki, że nie podeszło, już wielu osobom przed Tobą nie podeszło. 

OMG, żebym ja musiała pocieszać czytelników, że nie podeszło. xd

Nad poprawkami się zastanowię, ale generalnie problem nie w słowach i ich układzie jest. Dzięki, że wpadłeś i podzieliłeś się trudną wieścią. :-)

Fragment z Puchatka, ale z pamięci, więc mogę coś przekręcić:

– Puchatku?

– Tak, Prosiaczku?

–  Nic – powiedział Prosiaczek, biorąc Puchatka za rękę. – Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To ja przybywam z ostatnim kliczkiem :) Przede wszystkim za pomysł yes i za wizję, i za emocje, które zdecydowanie są Twoją silną stroną. I jak dla mnie opowiadanie dające do myślenia, a to duży plus :)

Pozdrawiam ciepło :)

 

Cześć!

Przybywam marudzić. ;-)

Mocno marudzić, bo to recydywa. ^^

Wielokrotna. XD

Dobra, ale trochę poważniej. Pomarudzę, bo muszę pomarudzić. Nawet nie dlatego, że to zły tekst. Nad złym to się nawet nie ma co pastwić. Tutaj problem jest zupełnie inny.

Problem polega na tym, że to kolejne opowiadanie w formacie zip. Albo rar. Nie znam się dobrze, więc mogę tu pisać głupoty. Natomiast jest ten tekst…

No właśnie. Wiesz, najłatwiej porównać ten tekst do szafki z IKEI (pozbawionej instrukcji). No niby dostajesz tę szafkę, ale tak naprawdę cała robota spada na ciebie. Ty musisz się namordować, że wszystko “złożyć do kupy”. Ty musisz się irytować, że coś nie pasuje. Że jakaś część została, a nie powinna. Że robisz rzeczy, których robić nie powinnaś, bo skoro kupujesz szafkę, to chcesz dostać szafkę, a nie zbiór elementów, z których tę szafkę masz złożyć.

Z tym tekstem to jest tak, że tu wszystko wydaje się spakowane. Jedno słowo zawiera w sobie całe zdanie. Zdanie zawiera akapit. Akapit zawiera podrozdział. I tak dalej…

Nie będę ukrywał, że podchodząc do tego tekstu byłem nieco wredny. A mianowicie, tak, jak zawsze staram się te Twoje teksty rozpakowywać (bo wiem, że warto), tak tutaj byłem sobie takim kapryśnym czytelnikiem, który wpada i wymaga. Czytałem tym razem bez “rozpakowywania” i trudno nawet napisać, że nie zrozumiałem. Zwyczajnie zobaczyłem migawki. To trochę tak, jakby zobaczyć kilka zdjęć, nie wiem, z Grecji, zamiast do tej Grecji pojechać. Niby coś tam zobaczysz, ale czy to ci wystarczy?

Będę pisał mocno ogólnie, nie odnosząc się do poszczególnych elementów opowiadania, bo chcę zawrzeć w tym komentarzu wszystko, co najważniejsze. A jednocześnie czasu mam, ile mam. Nie jestem w stanie machnąć tu elaboratu dłuższego niż opowiadanie.

Mamy więc historię spakowaną i CM uważa, że to bardzo poważny problem. Nawet poważniejszy, niż napisanie złego opowiadania. Dlaczego?

Bo to okaleczanie pomysłu. Mocne. I naprawdę autentycznie tego pomysłu szkoda. Widzisz, nam się często wydaje, że najważniejsze, to nauczyć się pisać. Opanować to pisanie do pewnego stopnia, a później to już z górki. Moim zdaniem zupełnie tak nie jest. Bo pisania może się nauczyć każdy z nas. Jasne, jeden prędzej, drugi później. Jeden w lepszym stopniu, drugi w gorszym. Natomiast każdy nauczy się tego pisania choć na tyle, by móc w miarę płynnie przełożyć swój pomysł na papier.

Ano właśnie, pomysł. Gdzieś obok nauki pisania stajemy przed zadaniem daleko poważniejszym. Musimy znaleźć swój pomysł na pisanie. Na to, jak chcemy pisać, co chcemy pisać. Bo nawet najlepszy warsztat nie pomoże, jeśli koncept na tekst będzie do niczego. Albo jeśli nie wiesz, co właściwie chcesz napisać.

U Ciebie to wygląda tak, że Ty doskonale wiesz, co chcesz pisać. Każdy tekst jest w pewien sposób świadomy, bo tam jest dokładna myśl czy obraz, które chcesz zaprezentować. Wiesz o czym piszesz i wiesz, co chcesz napisać. Jeśli zebrać te Twoje teksty to one mają przecież jakieś cechy wspólne. Może nawet te same fundamenty. Więc Ty, paradoksalnie, najtrudniejszą część drogi już przebyłaś. Natomiast, jeśli spojrzeć na te teksty, to tam brakuje w zasadzie jednego. I nawet wcale nie rozwinięcia.

Brakuje mi w tych tekstach takiej woli walki. Zawalczenia o to, by zaprezentować czytelnikowi to, co rzeczywiście chcesz przekazać. Próby takiej, często bardzo długotrwałej pracy nad tekstem, żeby w końcu zaprezentować czytelnikowi pełen obraz (albo po prostu dane miejsce z całą jego charakterystyką) zamiast pokazu slajdów.

Brakuje mi woli walki, przez którą rozumiem wrzucenie tekstu na betę, zebrania uwag betujących, próby poszukania drogi do czytelnika, miliona poprawek i korekt, znienawidzenia tekstu, stu decyzji o porzuceniu tekstu w cholerę… Wszystkiego, co na końcu złoży się w takie uczciwe opowiadanie, którego (w momencie publikacji) szczerze już nienawidzisz, ale które jest pełnią tego, co mogłaś oddać.

Moja uwaga, jeśli chodzi o tę walkę, nie jest do końca uczciwa. Bo ja Cię tu wcale nie posądzam o lenistwo, porywczość, czy brak dobrych chęci. Rada “wrzuć na betę i haruj” jest tak prosta i oczywista, że może nawet bezczelna. Właśnie dlatego, że oczywista, więc i trudno zakładać, że nie przyszła Ci do głowy.

Ja wiem, że w praktyce nie wszystko jest takie proste. Że nie zawsze można tak walczyć o tekst. Że podejście do pisania do sprawa bardzo złożona, więc i wiele elementów się na nie składa. Więcej! Sam nieraz wrzucałem teksty, którym tej walki zabrakło, więc i można uznać tę moją uwagę jako mało poważną.

Natomiast, jak już pisałem, każdy jest w innym punkcie pisania, rozwija inne elementy i, co za tym idzie, podejmuje inne decyzje. U Ciebie, jeśli miałbym gdzieś rozważać ten element, nad którym najbardziej trzeba się skupić, to właśnie wola walki. Podjęcie takiej jednej, pełnej determinacji próby, żeby wycisnąć z danego pomysłu sto procent, nawet sto dziesięć. Żeby pracować nad nim niechby i pół roku, byle tylko sprawdzić, ile on rzeczywiście jest wart. Bo to Twoje pisanie zdecydowanie jest dużo bardziej wartościowe, niż pokazują to teksty. Brakuje tylko trochę determinacji, żeby to pokazać.

Piszę o tym z dużym przekonaniem, bo przecież czytam te teksty. I doskonale widzę, że każdy tekst (niezależnie czy pisany na konkurs, czy nie) prezentuje jakąś cząstkę wizji świata i jego pojmowania. Każdy jest niejako jakimiś migawkami z tego świata, który jest w mojej ocenie Twoim pomysłem na pisanie. I jednocześnie może i powodem, dla którego zaczęłaś pisać. Patrząc na te teksty wydaje się, że nie ma większego znaczenia, czy one będą z tagiem konkurs czy nie. Bo nie ma w nich żadnej kalkulacji, próby wstrzelenia się z pomysłem pod wyróżnieniem. Jest to, za każdym razem, próba opowiedzenia czegoś z takiego ogromnego świata, który nazwałem Twoim pomysłem na pisanie.

I teraz najważniejsze. Charakterystyka Twojego pisania, czy też w szczególności pomysłu na pisanie sprawia, że próbowałbym (jeśli to tylko możliwe) przynajmniej poszukania takiego zdeterminowanego pisania “na przekaz”. Bo w Twoim przypadku mniej ważne jest, kiedy tekst powstanie, a ważniejsze, czy wybrzmi. Słowem, próbowałbym przynajmniej jednej próby “pójścia na wojnę” z własnym pisaniem. “Pójścia na wojnę”, żeby sprawdzić, w jakim miejscu rzeczywiście dzisiaj jesteś. I jaką w rzeczywistości wartość mają Twoje pomysły. Czy nawet cały Twój świat, który kryje w sobie, zwłaszcza na poziomie refleksji, bardzo dużo, co niestety rzadko widać.

Ten pomysł, jak pisałem, nie jest zły. Jest kaleki. Można to zobrazować na wiele sposobów. Można go porównać do pisklęcia, któremu od razu po wykluciu kazano wzbić się w powietrze. Można porównać do niemowlaka, któremu zaraz po raczkowaniu kazano zbiegać po schodach. Można porównać do juniorskiego boksera – prospekta, któremu, po obiciu dwóch placków, kazano walczyć z mistrzem świata, co skończyło się tęgim laniem.

Można tak porównywać, bo każdy z tych obrazów doskonale oddaje problem tego tekstu. To pomysł, któremu zabrakło cierpliwości i nakładu pracy, by mógł wybrzmieć jak trzeba. Porwał się za szybko na walkę i został okaleczony. I właśnie po to jest mój ten cały elaborat po tym tekstem. Bo to kolejny martwy pomysł, który mógł fajnie “wyrosnąć” i przerodzić się w naprawdę dobry, bogaty tekst.

I jeśli zarzucam Cię teraz tym przydługim malkontenctwem, to wyłącznie z troski o te pomysły. Asylum, doskonale wiesz, co chcesz pisać i co chcesz czytelnikowi przekazać. Zawalcz o to, bo tych tekstów z wyraźnymi koncepcjami, gdzie autor rzeczywiście pisze w oparciu o jakiś szerszy koncept na swoje pisanie, wcale nie ma aż tak wiele. Tutaj, na portalu, mamy ten komfort, że możemy pisać dokładnie to, co chcemy. Nie obchodzi nas, czy to się sprzeda, czy znajdzie odpowiednio dużo czytelników. Możemy próbować. Ale jedną z najważniejszych prób jest sprawdzenie, w jakim miejscu się znajdujemy i na ile to może kogoś interesować.

Ja wiem, że ten komentarz jest koszmarnie długi, monotonny. Może przesadnie zrzędliwy. Natomiast on jest w pełni życzliwy, bo opiera się na takiej chęci zmuszenia Cię do uwolnienia całego potencjału, który tkwi w Twoim pisaniu, zwłaszcza na poziomie koncepcyjnym.

Bardzo dużo korzystam z Twoich komentarzy, one naprawdę za każdym razem dużo mi dają, więc chociaż tyle Ci się odwdzięczę. “Odwdzięczenie” brzmi tu może trochę absurdalnie, przecież głównie marudzę, ale na opinie trzeba patrzeć szerzej. Nie na to, czy chwalą, ale na to, ile czasu poświęcili na napisanie danej opinii. Tutaj nikt na nadmiar czasu nie cierpi i nikt też nie będzie “dla własnej uciechy” smarował krytycznego elaboratu, tylko po to, żeby sobie pokrytykować.

Tekst, jak pisałem, mimo wszystko wcale przyzwoity. Jeśli go rozpakować, to nawet coś więcej. I choćby za to chętnie zawnioskowałbym jednak o tego piątego klika. Nie mogę, bo przy takiej formie komentarza trudno będzie wskazać, za co konkretnie ten klik. Ale jeśli ten ostatni klik by się długo nie pojawiał, edytuję opinię, żeby jednak dać tym slajdom szansę na bibliotekę, trochę w nadziei, że jednak znajdą się czytelnicy, którym będzie się chciało pokładać szafkę. Nawet bez instrukcji.

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

P.S. Korzystając z własnych doświadczeń. Szlaban na bicie mnie tym komentarzem (bądź jego fragmentami) w przyszłości. :D

EDIT: To problem piątego klika rozwiązał się sam. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

katiu, dziękuję za emocje i pomysł i klika. heart

Serdecznie dziękuję Ci, CMie, za komentarz i myśli! heart

Przyznam Ci się szczerze, że i ja odkrywam, dzisiaj późną nocką mnie olśniło, co prócz wierzchniej warstwy zmotywowało mnie do napisania tych obrazków, przeciwstawienia dwóch światów, które w gruncie rzeczy były takie same. Dlaczego miało pójść tak, a nie inaczej. Masz również rację, że każdy pisze inaczej, tj. po co i skąd bierze się impuls. U mnie sprawy nie są przemyślane od A do Z, nawet nie ma jeszcze alfabetu. Jest wiązka myśli i odczuć, które dopiero bohaterowie, działając w światach wymyślonych, krystalizują. I w innym aspekcie masz rację, piszę w dialogu.

 

A to mini prezent. :-) Zamknięta scenka, ale, ale… z jedną małą niesubordynacją. xd 

 

***

Kafar wbity w gabardynowy garnitur przestępował z nogi na nogę na wycieraczce przed drzwiami subretki Zuzi. Bukiecik fiołków ściskał tak mocno, że tylko farfocle z nich pozostały. Aliści, nie był to lewarek.

– I jak tu wysublimować tę koncyliację? W czambuł mnie potępiła za ten buzdygan w teatrze. Zabrała ode mnie swoje bambetle nie dla krotochwili – westchnął ciężko i zakołatał.

Drzwi otworzył Alojzy, totumfacki panny Zuzi, pogryzając ze smakiem sznytkę ze smalcem Na gołej piersi zakołysał się i błysnął mu nieśmiertelnik. Kafar cofnął się.

– A cóż acan tutaj robisz? – Alojzy wziął kolejny kęs.

– Wybaczenia i przebłagania przyszedłem prosić pannę Zuzię. Przyszedłszy do teatru, sztanga mi spadła.

– Hmm, anakolut? Białą broń do muzeum oddać, nauczyciela od wyrażania się poszukać czym prędzej. Zapraszam za dwa miesiące. Kwity poświadczające z muzeum i od nauczyciela przynieść razem z kwiatami. A fiołków to panna Zuzia nie lubi, preferuje biały bez – dodał Alojzy, aby do dalszych nieporozumień nie doszło.

Wymagająca ta subretka. Pieprzony bez w zimie! Gdzież ja jednak takie nogi do nieba znajdę? Ale buzdygana nie oddam, mój ci on! Fredek lewiznę za friko mi wystawi, z pieczątkami będzie. 

 

PS. Sercuję dzisiaj, do napisania. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja tam skrótowość sobie nawet cenię, ale tu mam wrażenie, że z nią lekko przesadziłaś. Za dużo zostało tylko w Twojej głowie, a ponieważ nie mam do niej dostępu, to pozostało mi wrażenie, że nie nadążam.

O ile jeszcze nie mam problemów z planetą Linekt, bo tam problem jest taki, że trzeba byłoby być ślepym, żeby go nie zauważyć. Cały czas natomiast zastanawiam się, co dokładnie jest nie tak z rodzimą planetą Lopo. Bo że coś jest, nie mam wątpliwości. Te wspominane raz po raz polisy na życie, działania pod publiczkę itd. Mam wrażenie, że chciałaś pokazać, że można się oburzać, że gdzieś tam prawo jest be, ale na własnym podwórku też idealnie nie jest.

Tylko pewna tych moich wniosków nie jestem, bo ciutkę za mocna streszczałaś.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, dziękuję, Irko za wizytę. :-) Uff, też mam wrażenie, że z Linekt jest w miarę ok, nawet przy takim skrócie. Natomiast te fragmenty z Sol za bardzo mieszają i burzą konstrukcję, bo wątek potraktowałam bardzo po macoszemu. Twoje wnioski są jak najbardziej słuszne, znaczy zgodne z moją intencją. 

XXIII podroż Lopo była trzonem, a potem zaczęłam wymyślać inne podróże/planetki i musiałam silniej zobaczyć bohatera, umocować go w jego świecie, aby widział, odbierał w określony sposób. Te scenki z Sol są tego pokłosiem. No i skończyło się tak, jak widzisz. ;-)

pzd srd :-), a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum jest Asylum. Nawet gdy próbuje pisać “zwyczajnie” ;-)

Choć przyznam, ze wolę jednak Twoje “bardzo zakręcone”, płynące przedziwnym strumieniem opowieści, niż te w stronę “tradycyjnej” narracji.

Tu początkowo omal nie odbiłem się o start, choć na szczęście pozostałem, bo gdzieś od 1/3 , może od połowy, opowiadanie wchodzi w swój tor i jest to tor bardzo dobry. Pytanie jednak zasadnicze, czy gdybym nie znał Twojego pisania z innych opowiadań, to czy nie machnąłbym ręką po owym starcie tekstu? Jest krótki, więc ryzyko niskie, ale pozostawiam tę kwestię otwartą. Z drugiej strony komentarzy sporo, wiec chyba wiele osób tak nie miało.

Co mnie myli… Przeskakiwanie pierwszej i trzeciej osoby w narracji.

Natomiast światotwórstwo w Twoim wydaniu jest przednie. Tradycyjnie kompletnie inne od światotwórstwa innych autorów, skupiające się na aspektach społecznych i społeczno-emocjonalnych, również w takich kwestiach jak percepcja na poziomie bardziej… brak mi słowa. Ale chodzi mi o to, jak inne warunki społeczno-kulturowe mogą wpłynąć na nie tyle nawet interpretację zmysłów, co sposób, w jaki ta interpretacja przebiega. I to u Ciebie wychodzi tak dość naturalnie, bardzo mocno podejrzewam, ze niezamierzenie i nieplanowanie, pewnie jako bezpośredni efekt przekładania wyobrażonej rzeczywistości na słowa.

Mam pewien problem z prologiem i epilogiem, ale o tym później. Co do reszty tekstu – na szczęście udało się uniknąć tego, co się stało w “Bim, bam, bom”, gdzie niestety uciekła trochę naturalność/wiarygodność w niektórych fragmentach (a szkoda, bo wizja była naprawdę warta zadbania).

Trening radości, "Powietrze było aksamitne. Czyżby dodawali zmiękczacza?", "Wiatr drażnił skórę, jakbym za bardzo podkręcił klimę"… Hah, wspominałem o percepcji?

Swoją drogą przy fragmencie o Loterii trochę się zaplątałem, ale nie z powodu treści. W jakimś dziwnym odruchu myślałem, że ze starego świata uciekli przed skutkami Loterii, choć z tekstu wynika coś odwrotnego, nie wspominając o czasie, który to wyklucza. Chyba podświadome kibicowanie outsiderom :-) I w sumie, choć wynikło to z mojego błędu w czytaniu, to też się wpisuje w różne niejednoznaczności wynikające z różnic kulturowych, jakie są opisywane w tekście i z pokazania jak płynnie może się zmieniać słowo “tradycyjonaliści” w zależności od tego, co jest punktem odniesienia. Ale przecież po drugiej stronie tez wcale nie lepiej, suwak przeginający się w drugą stronę.

 

"To był świat dla mnie i chyba dla wszystkich. Kliencki, sprawiedliwy raj. "

Kliencki. Straszne słowo. W sensie dobrze dopasowane, dobrze brzmiące, ale mówiące jaki świat, z którego bohater wyruszył, stał się straszny. Choć ten, który odwiedził jest straszny w inny sposób (Loteria).

 

"Nie chciałem urazić ichniej sztucznej inteligencji, bo może też przyznawali jej punkty i kasowali, kiedy się nie sprawdzała, tak jak u nas."

Odwrócony Black Mirror, który niby brzmi bezpieczniej, ale w jakiś sposób… Nie wiem, to nie brzmi, jakby SI w tym świecie była uważana przez kogokolwiek jako już samoświadoma, ale brzmi jakby bohater był przyzwyczajony do tego, żeby gromadzić rzeczy. Pewnie to mocna nadinterpretacja tego tekstu, ale tak to odebrałem w kontekście otaczającej go treści.

 

I nazewnictwo. Nazewnictwo takie internetowo-startupowe. Takie… skomercjalizowane. symboliczne to.

 

"–  Już jadę"

Podwójna spacja się wdarła.

 

A teraz prolog i epilog. Mnie zdezorientował, nie dopasował się do reszty tekstu, wybił z rytmu. Tak, epilog też.

Nie wiem czy jego usunięcie byłoby rozwiązaniem, bo mam podejrzenie, ze mogło tu chodzić niekoniecznie lub nie tylko o wyprawę (nawet zastanawiam się, czy całość nie była symulacją, grą, czymś wirtualnym).

Ale forma nie asylumowa, a zarazem niepasująca do tekstu, który i tak jest mniej asylumowy niż niektóre teksty Asylum ;-)

 

Ale środkowa część… Podobało się.

 

BTW, czy tekst jest inspirowany “Loterią” lub jej recenzją? Zabieram się od jakiegoś czasu za przeczytanie komiksowej adaptacji i mam nadzieję, że nie poznałem właśnie zakończenia ;-)

 

EDIT:

Jeśli XXIII to wiek, to w tytule chyba powinien pojawić się jakiś znak interpunkcyjny po tej liczbie; chyba, ze chodzi o dwudziestą trzecią podróż.

Asylum. 

Nie czytałam Twoich innych opowiadań, natomiast czytałam Twoje komentarze i śledzę wypowiedzi na krzykpudełku – bo zawsze się wyróżniasz. Nie umiem Ci jasno powiedzieć czym, nie pozbierałam jeszcze wszystkich składników tego, co tworzy tą specyficzną asylumowość, ale bez wątpienia to coś istnieje, jest wyraźne i ma – przynajmniej u mnie, ale z Twojej popularności na forum wnioskuję, że i u innych – pozytywne konotacje.

Takie ciepło. Nieuchwytne i trudne do zwerbalizowana, ale ciepło. Skoro je czuję, a przecież nie mamy innego kontaktu niż przez słowo pisane, to znak, że umiesz wywołać emocje swoim pisaniem. Może nie wiesz jeszcze jak wyrazić dokładnie to, co masz w głowie, ale to nie jest powód żeby się poddawać.

Przeczytałam naprawdę doskonały komentarz CM i podpisuję się pod nim wszystkim, czym umiem i nie umiem pisać. Według mnie widać wyraźnie, że w Twojej głowie się gotuje i to solidnie. Nie warto tego porzucać, tylko przyjrzeć się, jakie składniki powrzucałaś do garnka, czym to doprawić i może sięgnąć po jakiś przepis, żeby było bardziej sycące zarówno dla Ciebie, jak i poczęstowanego. Bo strawne i smaczne już jest – masz zbyt piękne słownictwo i zbyt bogatą wyobraźnie, żeby mówić, że jest inaczej. 

 

Najlepszy fragment tego powiadania jak dla mnie? Oto i on, nie wiem czy zamierzony efekt: 

 

Nie zapytał, kiedy to zrobią, musiał zdać się na nich. Ile jeszcze takich zabiegów przetrwa, zanim się zużyje? Ten był dwudziestym trzecim podejściem. Życie?

Uh, zabolało.

 

Dziękuję, pozdrawiam Cię serdecznie! :) 

Miły, wilku_zimowy, dzięki za odwiedziny i, ale fajny komentarz. :-)

Cieszę się, że niektóre „asylumowe” pisanie wolisz bardziej niż inne, choć prawdę mówiąc nie jest dla mnie jasnym co znaczy asylumowe. Do tej pory myślałam, że niezrozumiałe/niejasne – znaczy trzeba dokładniej; że, jak CM podnosi (i inni) i jojczy, zzipowane – znaczy rozpakowywać i nie traktować jak migawek z podróży i około niej. 

Masz rację, że część centralna jest najbardziej zwarta i przez to stała się produktem finalnym. Trafnie też odczułeś moją intencję kibicowania jednaj stronie, aż dziwne że to poczułeś. Ostatnio bardzo mnie zajmuje ta kwestia, że zawsze musimy wziąć/brać czyjąś stronę; że wtedy zawsze ktoś jest lepszy, a jeśli ktoś jest lepszy to ktoś inny musi być gorszy, a nie zwyczajnie inny; że stosujemy swoją własną miarę do oceny rzeczy; że to jakby duchy wysadziły ktoś nam nie wiadomo kiedy wszystkie mosty.

 

Ano, prolog i epilog – nie pasują – zgodzić się muszę, za wiele pozostawiłam w sferze domysłów. Ciężkie to pisanie. ;-)

Loteria celowo powtórzona, acz teraz myślę, że niepotrzebnie, jeśli haczy. :-) Pod odwróconym BM było w podtekście traktowanie AI jak zwierzęta (podległe nam ludziom), ale nieczytelne. Jest ciekawa wystawa – teraz – w Zachęcie Joanny Piotrowskiej, taka około pandemiczna, jeszcze jej nie widziałam, ale czytałam ciekawy esej M. Marcinow, który napisała o pewnym pakiecie zdjęć.

Spacyję poprawiam, a Loterii nie czytałam, zerknę, co masz na myśli, a dwudziesta trzecia jest podróż Lopo. :-)

 

Kiedy pisałam komentarz zastanawiałam się, co by Ci tu wstawić w prezencie. Dwa wiersze przyszły mi do głowy. Oba J.Iwaszkiewicza, jeden o wilku, piękny lecz długi; a drugi krótki, więc, proszę:

 

Do czytelnika

Chciałbym napisać, jak pies biegnie,

Wóz cały w słońcu jedzie laskiem,

Baba rowerem skręca jezdnią

I bańki lśnią blaszanym blaskiem.

 

Czerwony pociąg mija domy,

A z elektrowni czarne dymy,

Spłoszony kasztan szarpie brony,

Topola składa liść jak rymy.

 

Żeby to wszystko w słońcu błysło,

I żeby było tak jak żywe -

I żebyś Ty to widział wszystko,

I żebyś był, jak ja – szczęśliwy.

 

Droga, Koimeoda (pamiętam – koi me uda – świetne!). 

Popularność, nie przesadzajmy, Koi. ;-) Zwykłe gadulstwo, jak niepohamowanie w jedzeniu i piciu. :-)

Tak, komentarze CMa są cudne i mądre. wink Dam z półuśmieszkiem, żeby w dumę zbytnią nie popadł. :-)

Czyli mówisz jak on, że slajdy – znaczy rację ma. :-) Najchętniej jednak to Wam zostawiłabym przygotowanie tego eintopfu, bo ze mnie kucharka – powiedzmy dyplomatycznie – rozwojowa. ;-) 

Nie poddaję się Koi, tylko czasu brakuje, a ostatnio dramatycznie. 

 

Srd i jeszcze nie nie dobrej nocki. :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

jak CM podnosi (i inni) i jojczy, zzipowane – znaczy rozpakowywać

Nie słuchać ich! :D

Ostatnio bardzo mnie zajmuje ta kwestia, że zawsze musimy wziąć/brać czyjąś stronę; że wtedy zawsze ktoś jest lepszy

Oj, nie zawsze i nie zawsze z intencji “lepszości”. Czasem chodzi o poczucie wygody, czasem o poczucie równowagi, czasem wręcz o odruch.

 

Ostatnio bardzo mnie zajmuje ta kwestia, że zawsze musimy wziąć/brać czyjąś stronę;

Wtedy angażujemy się emocjonalnie. Nie jest nam wszystko jedno, kto wygra, jak się skończy. Czyż nie?

Babska logika rządzi!

Jak mnie cieszy, że od tego niepotrzebnego samobicia w początkowych komentarzach:

ja w swoim pisaniu widzę, niestety, same problemy. :-( (…) Ja nie jestem pisarką, nawet słabą.

doszłaś do tej afirmacji w ostatnim:

bo ze mnie kucharka – powiedzmy dyplomatycznie – rozwojowa. ;-) 

heart

 

(pamiętam – koi me uda – świetne!).

→ nie tylko uda, koję i nastroje :D 

 

Nie poddaję się Koi, tylko czasu brakuje, a ostatnio dramatycznie. 

→ tell me about it :| 

 

Tak, komentarze CMa są cudne i mądre.

→ nie zawsze, często się z nim nie zgadzam (np. pamiętam, że gdzieś zwracał uwagę na zbyt dużą ilość dialogów, co mnie w ogóle nie przeszkadzało, wręcz było silną stroną tekstu albo kwestia jego wyczulenia na przekleństwa :P), ale akurat ten komentarz do Ciebie bardzo mi siadł. Chodzi o tą skrótowość, widać po prostu, że masz to wszystko w głowie dużo bardziej wyjaśnione i dopracowane, niż jest w tekście i aż się prosi o to, żebyś dała nam do tego dostęp. 

 

Ale może powinnaś słuchać Wilka, który mówi, żeby nas nie słuchać? Albo i jego nie słuchać. Siebie słuchać, o :D 

 

Ale może powinnaś słuchać Wilka

Wilka też nie słuchać. Twój styl jest jedyny w swoim rodzaju, ewoluuje swoimi ścieżkami, ostatnie czego w nim trzeba to zewnętrznego kierowania. Nie ten etap kreowania własnego stylu :-)

 

 

nie zawsze z intencji “lepszości”. Czasem chodzi o poczucie wygody, czasem o poczucie równowagi, czasem wręcz o odruch

Być może, wilku, innymi słowami mówimy o tym samym. Mi chyba bardziej chodziło o konsekwencje, czyli jeśli ja mam rację, Ty jej mieć nie możesz. To się prawie stało zjawiskiem naturalnym  i jest niestety obciążeniem oświeceniowym rozdętym przez różne zjawiska współczesnego świata determinujące nasz sposób funkcjonowania. Tobie chodzi chyba bardziej o bezpośrednie powody, które skłaniają nas do określonych bardzo przystosowawczych zachowań. Przystosowanie samo w sobie nie jest niczym złym, ale cóż… to rozkminka przy piwie, winie lub wódce. Może jeszcze nam się zdarzy. Zamierzam zafundować sobie zdecydowanie więcej czasu w przyszłości, lecz zobaczymy, co ona przyniesie. :-)

Nie słuchać ich! :D

Znaczy będę słuchała umiarkowanie. :D

 

 

Edytka: Boście się rozgadali. :-) Pewnie będzie zbyt poważnie. 

Finklo, i tak i nie. Emocje są dobre, niech buzują, ale nie przeciw, nie ksobnie. Idee, sprawy nie są wyścigiem do mety, nie ma jednego wyniku. Nawet w nauce mamy tylko hipotezy mniej lub bardziej prawdopodobne, one się przewartościowują, reinterpretują, dopełniają, bądź falsyfikują. Przy czym to nie względność, to nie postmodernizm lecz bardziej przybliżenia dopasowane do czasów. 

 

Dzięki, Koi, rzeczywiście koisz wszystko <serce>, ale i problemy są, i rozwojowa ale mówimy o gotowaniu, tam są przepisy, a gdy już wiesz, co wybrać (kucharza) z tego internetowego śmietniska, to zaczynasz step by step „kumać”. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dokładnie :) Słuchać po to, żeby się zgodzić, nie zgodzić lub trochę zgodzić, skonfrontować z własnymi myślami i lepiej usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu. 

 

Edit w odpowiedzi do editu: to chyba normalne, że są problemy i dobrze, że “kucharka rozwojowa” – 

nie po to tu jesteśmy żeby się spokojnie rozwijać? Ja właśnie po to, żeby się nauczyć “gotować” plus dla czystej przyjemności :) (I tak jak Ty pisałaś, że dużo Cię kosztuje wrzucanie tekstów, to mnie stresuje komentowanie :P)

Koi, mam już prezent dla Ciebie :-)

Jest dwudziestopięciolecie wydania płyty, jednej z najlepszych rockowych – dla mnie, Avalancha Heroes del Silencio. Zerknij też na słowa. 

La chispa adecuada

 

Ano, i wstawianie i komentowanie trochę kosztuje, ale i komentarze, i odpowiedzi sprawiają dużo frajdy! Tak, i jesteśmy tu po to, aby się rozwijać i bawić, nie wiem co pierwsze. Niech oba na pierwszym miejscu! DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

ale i komentarze, i odpowiedzi sprawiają dużo frajdy! Tak, i jesteśmy tu po to, aby się rozwijać i bawić, nie wiem co pierwsze. Niech oba na pierwszym miejscu! DDD

→ zgadzam się bardzo :) i nie zamierzam wybierać, bo why don’t we have both? 

 

 

Mój słaby hiszpański, wsparty translatorem podpowiada, że chodziło Ci o ten fragment: 

 

No sé distinguir entre besos y raíces

No sé distinguir lo complicado de lo simple

 

Tak mi nawiązuje do tego Grechuty. 

 

No to jak jesteśmy przy hiszpańskiej poezji śpiewanej, to Siempre Me Quedara. Też o utraconej miłości, ah ci Hiszpanie! Jestem średnią fanką tego języka, ale ta chrypa Bebe połączona z tym tekstem to jest złoto heart

 

Swoją drogą… widzisz do czego doszłyśmy w komentarzach pod Twoim opowiadaniem? :D Myślę, że Ilia i Lopo byliby z nas dumni <3 

Kurczę, Ty to potrafisz skondensować tyle interesujących wątków w szorciaku! Niby oszczędnie w słowach, ale sprzedajesz kawałki naprawdę niebanalnego świata, tylko rzeczywiście – jest ten niedosyt, bo chiałabym więcej o szczegółach. O projekcie dyskutowanym w pierwszej scenie, o małżeństwach dobieranych genetycznie (chyba?), o codzienności w tej bazie… Liczę po cichu, że kiedyś rozwiniesz te wizje i będę to mogła gdzieś przeczytać.smiley Pozdrawiam.

Podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Przepitraszam za opóźnienia na łączach. ;-)

 

Oidrin, wygląda na to, że potrafię  ścisnąć tekst w imadle tak, że nie za wiele z niego pozostaje. :D

Dzięki za niebanalny świat i może to dla nadzieja w postaci kopu, aby jak prawi CM nie dawać zarysu, migawek z podróży lecz skończyć coś naprawdę. Dzięki :-)

 

Anet, radam, że się podobało, choć takie pourywane to tu, to tam. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka