- Opowiadanie: Asylum - Bim, bam, bom

Bim, bam, bom

Nic nowego. Zamierzchłe dzieje i wygląda na to, że limit dotrzymany.

Bardzo dziękuję CMowi i Oidrin. Pozdrowienia. xd

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Granice Nieskończoności”.

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na Fundację Wspierania Ratownictwa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole strony).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Bim, bam, bom

Drgali w metalicznej poświacie. Blik jak zwykle trzymała szklankę za plecami partnera i pociągała z ustnika teddy-bear. Dudnienie płynnie przechodziło w murmurando. Dopasowani jak rękawiczki kołysali się w błękitach, gdy Sten przystanął.

– Słyszałaś! Ostatni papier został zdigitalizowany.

– Kto by tam śledził. Dawno już powinniście skończyć. Znowu nasłuchujesz, a przecież obiecałeś. – Skrzywiła się.

– Jeszcze tylko popakować w wiązki i wysłać w kosmos. Jesteśmy uratowani! – Sten dociskał palcami uszne implanty. 

– Przestań, to tak nie działa.

– Co nie działa, jak działa. Wszystko gra.

Wycisnął szybkiego całusa i zmusił ją do wirowania. Nie nadążała, a on śmiał się, gdy myliła kroki.

– Nie przejmuj się.

Jego usta poruszały się, lecz nic nie słyszała. Miała dość. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich w klubie. Chyba jest przerwa. Czy on nie może się dostosować, nawet w wolnym czasie? Nadsłuchiwała chrzęstu odłamków szklanki wypuszczonej z ręki i widziała roześmiane oczy Stena. Przecież konglomerat nie mógł się stłuc. Poprawiono właściwości szkła. Wyobrażała sobie tysiące ostrych okruchów. A gdyby ktoś tańczył boso?

– Niedobrze ci? 

– Nie, ale może dość popisywania się.

Stali, a on ciągle uśmiechnięty.

– Chodźmy stąd – powiedziała.

 

***

Nasyceni sobą leżeli w łóżku. Blik żałowała, że zgodziła się, aby poszli do niej. Będąc u niego wychodziła, a teraz znowu trzeba odstawić cyrk.

– Idź już do siebie.

– Dotknij mnie jeszcze raz – poprosił Sten.

Zawsze tak robił. Jak mógł się tak płaszczyć! Żebrać o chwilę, o pieszczotę w taki wyuzdany sposób. Dziwna konstrukcja psychiczna.

– Mamy problemy z finansowaniem utrzymania zasobów poza Ziemią. A obiecali, zgodzili się. Pamiętasz, jak było.

– Naiwniak, od początku było jasne, że nie na wieki wieków. Wszystko się zmieniło. Nie zauważyłeś? – zareagowała błyskawicznie. – Po co utrzymywać kopie w kosmosie i sztab darmozjadów do śledzenia ich kondycji. Szkoda zasobów na dublowanie. Wystarczy jedna kopia na Ziemi. Zresztą jesteś w ziemskiej ekipie. Pracy nie stracisz, więc o co ci chodzi?

– Nie o mnie, lecz słowo. Przecież wiesz…

Nie wytrzyma, znowu ten smutny ton. Za chwilę się rozpłacze.

– Nie wiesz, ile ludzi głoduje, zabija się?! Nie dość, że mamy wieczne lato, zielone karty dla wybrańców i racjonujemy wodę pitną. Za chwilę będziemy chodzić na spacery w skafandrach, a tobie zależy na pustych słowach, których nikt nie rozumie i trzeba je tłumaczyć na wspólny. Musimy natychmiast wzmocnić powłokę Ziemi, bo za chwilę zmienimy się w krety i wyjście będzie zagrożeniem dla życia.

– Pięknoduchostwo, pewnie masz rację, a jednak żal. Nie wiecie, co tracicie.

– Książek ci żal. Jesteś śmieszny. Słów jest mrowie i wszyscy je znają. 

Znowu dała się wciągnąć. Zawsze to robił. Zagajał, aby rozciągnąć swój czas. 

– A jednak żal.

– Przestań!

– Pójdę już, jesteś chyba nie w humorze, Blik. Pamiętaj o mnie.

Wstawał, ociągając się jak zwykle i chciał ją pocałować. Uchyliła się, trafił w policzek. Zastanawiała się nad brakiem wstydu, po czym śledziła jego pośladki, gdy zmierzał do łazienki, wiedząc, że się nie odwróci. Potem nadsłuchiwała sekwencji: miękka para z mydłem; zimno i woda – dogadzał sobie nie ze swoich limitów; suszenie.

Słysząc trzask, przymykała oczy, gdyż przed wyjściem podchodził, aby popatrzeć. Udawała, że śpi.

Kolejny trzask. Pozostawał sandałowy zapach.

 

****

Stała w krematorium. Ciało Stena owinięte w białą gazę leżało na metalowej półce. Zimne. Oczy zamknięte, twarz spokojna. Nie było znać ostatniej walki o głupie papiery.

– Sten, i po co ci to było? Mogłeś żyć. – Pogłaskała go po dłoni.

„Pracownik Ministerstwa Kultury Audiowizualnej stanął w obronie zachowania zasobów przeszłości na Ziemi. Szaleństwo kontra racjonalność. Czy słowo jest ważniejsze niż głód, susza, dobro ludzkości? Przecież znamy historię, będzie krążyć w sieci”.

 

Pamiętała ten dzień, gdy jej głos przeważył. Z rana wezwanie szefa:

– Blik, optymalizujemy koszty. Jesteś naszym najlepszym analitykiem. Zerknij jednym okiem, czy utrzymywanie katalogu na Ziemi ma jakąś wartość. Dla mnie – nie, lecz zweryfikuj. To tylko słowa: historia, literatura, filozofia dla nas niezrozumiała, więc utrzymywanie sztabu interpretatorów-darmozjadów fascynujących się niczym, tłumaczenie na wspólny. Budżet możemy lepiej spożytkować, na nowe pomysły dostosowane do rzeczywistości. Bliżej ludzi. Zresztą, sama wiesz. Przerzucimy kasę na ochronę granic przed tym napierającym tłumem. Ktoś musi przeżyć. Co nas obchodzą dawne spory i dyskusje.

– Zobaczę, szefie. Nie możemy dopuścić do zagłady najlepszej części ludzkości.

– Tak, to priorytet. Masz rację, Blik.

Następnego dnia przyszła i powiedziała:

– Tak, nie ma sensu. Trzeba wybierać, a nie powielać wiedzę. Odetnijmy historyczne źródła. Przy okazji zweryfikowałam budżet pograniczników. Da radę wykroić z niego kilkaset stypendiów dla dzieciaków z Frizji, a i zostanie kapka na klonowanie wymarłych zwierząt oraz finansowanie podziemnych i podwodnych fabryk żywności.

– Jesteś wielka. Dzięki.

 

Do dziś czuła spływające wzdłuż kręgosłupa zadowolenie. Była przydatna.

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniałe. Odwróciła się do grabarza, pracownika krematorium.

– Już się pożegnałam.

 

***

Blik czekała w walcu parowym, aż uruchomi się sekwencja odświeżania. Coraz bardziej irytowały ją opóźnienia. Podkręciła głośność kanału muzyczno-rozrywkowego, pstrykając trzykrotnie. Leciała „Zero waste”. Czy jej się wydawało, że nawet piosenki zwalniają? Ruszyło. Wreszcie! Klasnęła dwa razy. Niech te wstrętne mikroby spłyną z niej do utylizacyjnej dziury. Jacy jesteśmy dobrzy w syntetyzowaniu zapachów! Wdychała zapach leśnej konwalii, gdy rozległ się znany sygnał:

– Bim, bam, bom. Bim, bam, bom.

Konwalię zdominowała nuta drzewa sandałowego, zamiast muzyki słuchała pasma komunikatów z Ministerstwa Kultury Audiowizualnej. Pomagała Stenowi wybrać motyw do tego dżingla. Ciągle było go pełno w jej życiu. Jak to przeformatować? Biedny, idealistyczny głupiec, choć szkoda go. Niepoprawny marzyciel. 

– Nieee! – krzyknęła, czując lodowate igły na namydlonej skórze. 

Program zatrzymał się. Drżąc z zimna, pstryknęła cztery razy palcami. I jeszcze raz, aby tryb odświeżania użytkownika zaskoczył. Zrezygnowana usiadła.

Czas. Trzeba czekać na Godota. Słuchała komunikatu odtwarzającego się w pętli. Woda kosztuje więcej niż słowa.

„Ostatni komunikat. Będziemy go odtwarzali tylko przez dwadzieścia cztery godziny, aby nie zanudzić. Są ważniejsze sprawy. Podjęto racjonalną decyzję o zakończeniu projektu utrzymania zasobów audio-wizualnych na Ziemi. Musimy żyć teraźniejszością. Granicą zachowania będą dwa lata. Resztę odrzucamy, jako przebrzmiałe i znane. Historię zawsze pisali zwycięzcy, a tym mówimy dość. Dość manipulacji słowem.”

 

Ten głupi program chyba się zblokował. Blik płakała. Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu, ta nieprzerwanie płynęła. W głowie odtwarzała haiku ośmioletniego chłopca, Munechica, który Sten przywoływał w ich wiecznych sporach.

„Wołałem: chodź tu

ale uciekł mi znowu

maleńki świetlik”.

Kiedy osuszanie ruszyło, wstała.

Koniec

Komentarze

Dla mnie nieczytelny jest zapis wspomnień (w środku mamy dzień teraźniejszy, potem przeszłość, potem teraźniejszość).

Po co pusta linia przy końcu?

O co chodzi z oszuszaniem? Jest jakoś powiązane z tematem twórczości?

Czy “Pracownik Ministerstwa Kultury Audiowizualnej stanął w obronie zachowania zasobów przeszłości na Ziemi…” to jakiś komunikat z jakiejś gazety czy strony?

Hmm, znaczy jak zwykle Tomaszu – zamieściłam niezrozumiały tekst. Tak już mam, tutaj. 

Ale linii pustej nie ma? Gdzie jest? Podpowiedz.

Jeśli piszesz o oszuszaniu znaczy, że wkradła się literówka, sprawdzę i poprawię. Dzięki. 

Komunikaty – są, cóż komunikatami.

Dzięki za tak szybkie przeczytanie. Szkoda, że nie podeszło, że niezrozumiałe i bez sensu, ale samej siebie nie przeskoczę. Niestety.

Edit: Nie było literówki, chyba że jej nie widzę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

“Granicą zachowania będą dwa lata. Resztę odrzucamy, bo przebrzmiałe i znane. Historię zawsze pisali zwycięzcy, a tym mówimy dość. Dość manipulacji słowem.”

(o tu jest pusto)

Ten głupi program chyba się zblokował. Blik płakała. Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu”

 

Nie, nie, osuszanie/odświeżanie (oszuszanie to moja literówka). Związane jest jakoś?

 

Jak zapiszesz jakoś inaczej ten przeskok (nie wiem, może kursywą?), to będzie nice.

 

Do tego ten komunikat przydałoby się jakoś wprowadzić.

 

Jest nieźle, będzie jeszcze lepiej… Myślę, że przeskoczysz. Przeskakiwałaś moje teksty, to i z sobą sobie poradzisz.

Asylum, to jest opowiadanie liofilizowane.

Aby je zrozumieć, trzeba wsypać proszek do pojemnika i zalać pięcioma tysiącami słów o małym znaczeni lecz wielkim ładunku emocjonalnym. 

Innymi słowy to jest koncentrat opowiadania. Pali w język i ma okrutnie skondensowany smak.

Muszę to przeczytać jeszcze ze dwa razy.

Fizyk to chyba powinien mówić o jakiejś zupie (s)kwarków…

Hej :)

 

Dosyć gorzka wizja, jak z “Fahrenheit 351” Bradburyego. Chyba że coś źle zrozumiałem, o co ewentualnie można obwiniać późną porę, nie mnie ;) Lecz jeśli dobrze zrozumiałem treść, to ten dramat głównej bohaterki jest ładnie zgrany z dramatem kierunku, w jakim postanowiła pójść ludzkość, niszcząc zasoby kultury w imię źle pojętego utylitaryzmu. Przeczytałem dwukrotnie, za drugim razem uważniej, i podoba mi się, za drugim razem bardziej :)

Haiku na końcu też robi robotę. Taki zabieg w opowiadaniach – umieszczanie wiersza, haiku, cytatu – pozwala mi łagodnie zakończyć czytanie. Tak jak spokojne wyciszenie na końcu piosenki, nie jak nagle urwany dźwięk. Choć do niektórych opowiadań bardziej takie urwane zakończenia pasują. Twojemu jednak pasuje takie właśnie zakończenie, okraszone ładnym haiku.

 

Mam jedynie trzy uwagi:

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniały.

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniałe.

Resztę odrzucamy, bo przebrzmiałe i znane.

Czytając, w głowie słyszałem te słowa wypowiadane głosem prezentera telewizyjnego z czasów PRL-u, przepuszczone przez słabej jakości głośniki telewizora Rubin. Tak jakoś mi się skojarzyło z reżimowymi mediami i propagandą sukcesu. Pamiętam też ten styl podawania wiadomości, a który Ty utrzymałaś w ostatnim komunikacie. I dlatego mnie pasowałoby tutaj “jako” zamiast “bo”.

Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu, ta nieprzerwanie płynęła.

Wiesz, ona jest w łazience, prawdopodobnie naga, a Ty piszesz o próbach powstrzymania wody, która nieprzerwanie płynęła (z niej). Może to tylko ja, a może rzeczywiście nieco niefortunnie to brzmi. Nawet pomimo tego że wcześniejsze zdanie informuje mnie o tym że Blik płakała. Tak jakoś rzuciło mi się w oczy/uszy.

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

Dzięki Q. za przeczytanie, i obszerny komentarz. :-)

Mogę tylko odnosić się do komentarzy, przytaczając  o czym myślałam w trakcie pisania.

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniały.

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniałe.

Przejście na czas teraźniejszy, więc nie, bo całość w przeszłym.

Resztę odrzucamy, bo przebrzmiałe i znane.

Czytając, w głowie słyszałem te słowa wypowiadane głosem prezentera telewizyjnego z czasów PRL-u, przepuszczone przez słabej jakości głośniki telewizora Rubin. Tak jakoś mi się skojarzyło z reżimowymi mediami i propagandą sukcesu. Pamiętam też ten styl podawania wiadomości, a który Ty utrzymałaś w ostatnim komunikacie. I dlatego mnie pasowałoby tutaj “jako” zamiast “bo”.

Jako jest słabsze, bo to nowa rzeczywistość, choć masz rację, że ta sama. :-)

Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu, ta nieprzerwanie płynęła.

Wiesz, ona jest w łazience, prawdopodobnie naga, a Ty piszesz o próbach powstrzymania wody, która nieprzerwanie płynęła (z niej). Może to tylko ja, a może rzeczywiście nieco niefortunnie to brzmi. Nawet pomimo tego że wcześniejsze zdanie informuje mnie o tym że Blik płakała. Tak jakoś rzuciło mi się w oczy/uszy.

Jest nagusieńka, te łzy miały być tą wodą. Przyjrzę się, czy po skrótach nie jest zbyt odleciane. 

 

Kurcze, ale fajnie, ze chciało Ci się przeczytać moje opowiadanie i skrobnąć tak długi komentarz. Jeszcze raz dzięki. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, bardzo wymowny tekst. Niemożność porozumienia między Stenem a Blik odzwierciedla konflikt między kulturą a nauką (nie wiem czy tak do końca mogę to tak nazwać, racjonalnością może bardziej). Pomimo tego, że się kłócą, powiedziałabym że nawet toczą walkę, to jednak są ze sobą, coś ich do siebie przyciąga…

Zakończenie wbiło mnie w fotel, ona wydała na niego wyrok! I chociaż to Sten niepoprawny marzyciel przegrywa, to Blik w ostatniej scenie przywołuje w pamięci właśnie tekst kultury:-) Uważam, że scena w łazience nie mogła być lepsza, woda oraz jej łzy są bardzo wymowne. Program osuszania to oczywiście pozbywanie się uczuć i emocji.

Czytałam z przyjemnością!

Polecam do biblioteki! Pozdrawiam

No, faktycznie skondensowałaś potężnie. Jakoś tak przyzwyczajona jestem do wolniejszego tempa i musiałam przeczytać drugi raz ;)

Idziesz w nieco innym kierunku niż Bradbury, tam to było raczej polityczne, a tu ekonomiczne. I przez to wydźwięk jest inny. Odbieram Twoje opko raczej jako potworną wizję tego, co zrobiliśmy z Ziemią. Jest tak źle, że nawet słowa zabierają zbyt wiele zasobów. O ile w przypadku Fahrenheita 351 reakcja jest oczywista: Tak być nie może! To tu nie jest to tak do końca oczywiste. Mam nadzieję, że nie staniemy przed wyborem, którego musiała dokonać bohaterka.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Zgadzam się z przedpiścami: prawda, że tekst skondensowany. Prawda, że kojarzy się 451 stopniami.

No, niezła sucz z tej bohaterki. Nie przyjmuję do wiadomości, że przechowywanie książek może być za drogie.

Kurczę, toż w każdej gospodarce wartałoby mieć dane z co najmniej kilku lat, żeby móc porównać skutki różnych podejść w polityce gospodarczej…

Nie. To niemożliwe, żeby Twój tekst przedstawiał prawdopodobny świat. Nie zgadzam się.

Babska logika rządzi!

Olciatko, pięknie dziękuję za przeczytanie i komentarz oraz polecenie do biblio.

bardzo wymowny tekst

Takie miałam założenie, więc może się udało?

Czytałam z przyjemnością!

Podziękować i chyba najbardziej cieszę się z tego, że szort jest zrozumiały.  :-)

A , Ty, piszesz teraz  coś? 

 

Irko, też podziękować za przyjście do opka i przeczytanie w ekspresowym tempie. :-)

Idziesz w nieco innym kierunku niż Bradbury, tam to było raczej polityczne, a tu ekonomiczne.

Tak, gdyż to odwieczne moje zmartwienie od jakiegoś czasu, że o tak wielu sprawach decyduje ekonomia, ktora ponoć jest nauką, ale w to absolutnie nie wierz. ;-)

Cieszę się z klika, tj. pomimo kondensacji, coś udało mi się zdziałać. 

 

Finklo, też podziękować za czas spędzony w paskudnym świecie z opka. :-)

Nie przyjmuję do wiadomości, że przechowywanie książek może być za drogie.

W takim razie jest nas już przynajmniej dwie! Kiedy mam koszmary senne, to dotyczą takich spraw. Krzyczę wtedy: „Non possumus” ( bez odniesień chrześcijańskich).

Kurczę, toż w każdej gospodarce wartałoby mieć dane z co najmniej kilku lat, żeby móc porównać skutki różnych podejść w polityce gospodarczej…

Ano, wartałoby, co więcej są, ale, ale nie widzę sprawy w różowych kolorach, choć nadzieję wciąż mam. ;-)

Zgadzam się z przedpiścami: prawda, że tekst skondensowany.

Przyjmuję na klatę, no, bardziej na pierś, chyba jedną, gdyż na dwie trudno mi sobie wyobrazić.

Ze zrozumiałością trochę powalczyłam, pewnie przyszła pora na kondensat. :-) Będzie niełatwo, bo na poważnie nie jestem gotowa. Chyba, żeby spróbować opłotkami i miedzami iść. Przez bajędy. 

 

Fizyku, dzięki za takie szybkie przeczytanie i komentarz. :-) 

Liofilizat, nie lubimy ich, znaczy ja, ale widzisz trudniejsze, gdyby rozpisać, no i limit. Ciągle jeszcze fascynuje mnie przepisywanie dialogów z rzeczywistości na kartkę, raczej ekran. Chociaż zaczynam skłaniać się do poglądu, że na kartce, z nią, lepiej się pracuje. Inne mięśnie aktywizowane. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Lubię dynamiczne opowiadania, nie odniosłam wrażenia pośpiechu. Skojarzyło mi się z “Rokiem 1984” Orwella. Smutną dystopię stworzyłaś, której groza wynikała nie tylko z systemu, ale również z ludzkich charakterów. Postać Blik można oceniać różnie, na pewno budzi emocje. Podobało się, zrozumiałam chyba wszystko oprócz wody wypływającej z jej organizmu w końcówce. Interesujący tekst, dobry warsztatowo. Zgłaszam do wątku bibliotecznego. :)

Robi wrażenie, właśnie dlatego, że skondensowane, uderza w łeb jak bejsbolowy kij. I dobrze że uderza, bo przed takimi zakusami trzeba ostrzegać. Akurat mamy na Zachodzie idiotyczną falę obalania Bogu ducha winnych pomników, cenzurowania dzieł literackich, a nawet informacji o produkcie (L’Oreal wycofuje z produktów przeznaczonych dla skóry słowo „wybielający”) jednym słowem czyste szaleństwo! Asylum, wpisujesz się dobrze w ten klimat, więc lecę z klikiem, mimo że naruszasz ciszę wyborczą (”dud-nie-nie”, dwa “trzaski” laugh)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

O, tsole, zawitałeś do mojego opka.:-)

Jesteś niezawodny, a ja spoźnialska, bo jeszcze nie przeczytałam o przypadku, ale mam go zakarbowanego w pamięci, bo to frapujący temat.

Podziękowanie za przeczytanie i za klika. 

I dobrze że uderza, bo przed takimi zakusami trzeba ostrzegać.

Tak, podzielam, acz czarno widzę, ale i dużo czarnych ciuchów mam, więc może nie ma co się przejmować. wink

wpisujesz się dobrze w ten klimat,

Wiedziałam, że ktoś to zauważy. Skojarzeniowcu jeden. wink W piątek zamieszczone, więc w porządku.

Rozumiem po kliku, że ok, da radę przeczytać, więc się cieszę. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z tym naruszaniem ciszy wyborczej to z przymrużeniem oka było :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Wieeeem.wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Całkiem niezłe. Lubię kiedy autorzy podejmują takie tematy, więc wizja mnie zainteresowała. Na minus tylko uczucie zagubienia w pierwszej części, szczerze mówiąc przez część tekstu nie do końca wiedziałem, o czym tak naprawdę czytam. Ale przy tak krótkim opowiadaniu to jest absolutnie do wybaczenia ;)

Podczas czytania pomyślałem też o tym, o czym wspomniała Finkla – czy utrzymanie książek nie będzie bardzo tanie, jeśli zrezygnujemy z tłumaczy i konserwatorów? Wtedy nie stracilibyśmy wszystkiego.

Ale to drobne uwagi, całość do mnie przemówiła. Może nie jako wizja realna, ale na pewno ciekawa i nawiązująca do innych (nieco zbliżonych) problemów współczesności. A więc też mogę częściowo podpisać się pod opinią tsole.

Ando, podziękowania za przeczytanie i komentarz. :-)

Podobało się, zrozumiałam chyba wszystko oprócz wody wypływającej z jej organizmu w końcówce

Fajnie, że się podobało i tekst zrozumiały oraz nie za szybki. :-) Z wodą obawiałam się niejasności, zresztą nie tylko Ty o niej wspomniałaś.

 

Perroux, powitać w świecie „Bim, bam bom” i podziękowanie za przeczytanie i pozostawienie komentarza. :-)

Na minus tylko uczucie zagubienia w pierwszej części, szczerze mówiąc przez część tekstu nie do końca wiedziałem, o czym tak naprawdę czytam. Ale przy tak krótkim opowiadaniu to jest absolutnie do wybaczenia ;)

Ufff, może więc udało się (?), jeśli do wybaczenia w krótkiej formie. ;-) Z dialogami chyba tak jest, że jeśli mają nie za wiele kontekstu zaczynają być niezrozumiałe.

czy utrzymanie książek nie będzie bardzo tanie, jeśli zrezygnujemy z tłumaczy i konserwatorów? Wtedy nie stracilibyśmy wszystkiego.

W takim razie jest nas już trójka, bo i mi nie podobałby się taki świat. Czy będzie tanie? Samo utrzymanie, a raczej pozostawienie tej sfery odłogiem – być może, lecz bez osób zajmujących się aktywnie tą dziedziną życia, bez ich wspierania i cenienia myśli jako takiej, pozornie bezużytecznej już nie wiem. Dla mnie to granice.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ufff, może więc udało się (?), jeśli do wybaczenia w krótkiej formie. ;-)

W sumie masz rację, chyba nie ma sensu traktować tego jako wadę. Chciałem po prostu dać znać, że wrażenia z lektury pierwszej części nie były do końca pozytywne, głównie czekałem na wyjaśnienia. Ale druga część to zrekompensowała ;) Jako całość więc chyba jest OK.

Samo utrzymanie, a raczej pozostawienie tej sfery odłogiem – być może, lecz bez osób zajmujących się aktywnie tą dziedziną życia, bez ich wspierania i cenienia myśli jako takiej, pozornie bezużytecznej już nie wiem.

Ja pomyślałem w pierwszej chwili, że oni będą docelowo całkiem pozbywać się tej “przebrzmiałej i znanej” reszty. Ale w sumie nie piszesz w tekście nic dosłownie o niszczeniu zasobów, więc równie dobrze mogą zostawić odłogiem. Tutaj zasadnicza różnica jest taka, że przyszłe pokolenia dostałyby szansę, żeby “zmądrzeć” i wrócić do zgromadzonej, porzuconej treści. Przy takiej interpretacji zostaje trochę nadziei w tej smutnej wizji :)

czy utrzymanie książek nie będzie bardzo tanie, jeśli zrezygnujemy z tłumaczy i konserwatorów?

Możliwa jest opcja, którą Lem przedstawił w “Pamiętniku znalezionym w wannie” gdzie epidemia papyrolizy zniszczyła całe księgozbiory. I nie było zmiłuj się :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Oj, nie było zmiłuj się. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ooj, nie zdążyłam przed biblioteką :( Ale za to – jeżyk ^^

Trochę się boję wyczesywać, bo mam wrażenie, że nie zrozumiałam. Chociaż – chyba zrozumiałam? Bo to, co chcesz powiedzieć, jest dosyć jasne, więc dlaczego? Lustro, które ustawiłaś przed naszym światem, nie jest ślepe, więc dlaczego?

Argh, dziedziczne obciążenia. Rozumiem i nie rozumiem. Wpędziłaś mnie w zen :)

Dobra, przeczeszę, ale bez przedziałka:

Nadsłuchiwała

Nasłuchiwała.

konglomerat

Konglomerat?

Nie, ale może dość popisywania się.

Ciut nienaturalne, może: dość popisów?

zgodziła się, aby poszli do niej

Coś to nie brzmi.

Będąc u niego wychodziła

Hmm.

– zareagowała błyskawicznie. –

Nigdy w to nie wątpiłam.

wyjście będzie zagrożeniem dla życia

Jakby anglicyzm.

aby rozciągnąć swój czas

Argh, no, zen. :)

po czym śledziła pośladki

Tu jednak brak zaimka.

Słysząc trzask, przymykała oczy, gdyż przed wyjściem podchodził

Ooj, "gdyż"? I skąd formy częstotliwe?

Sten i po co ci to było?

Wołacz: Sten, i po co ci to było?

obronie zachowania zasobów

Aliteracja, i jak bronić zachowania? Może projektu zachowania? Chociaż nie, jeśli on był jedyny…

Szaleństwo kontra racjonalność.

Ha. heart

Dla mnie – nie, lecz zweryfikuj.

Niezbyt to naturalne.

Przerzucimy kasę na ochronę granic przed tym napierającym tłumem.

"Kasa" nie pasuje do otoczenia. I skąd ten tłum? Myślałam, że ich organizacja operuje na całej Ziemi?

rozpływające się zadowolenie

Rozpływające się?

Drżąc z zimna pstryknęła

Drżąc z zimna, pstryknęła.

aby nie zanudzić

Kogo?

Granicą zachowania będą dwa lata.

To znaczy?

Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu, ta nieprzerwanie płynęła.

Dziwne zdanie. Nawet bardzo. Zgaduję, że chodzi o "zobiektywizowanie" łez (ja nie płaczę, to czysto fizjologiczne, nawet fizyczne) – tak? Ale mimo wszystko brzmi dziwnie.

Przejście na czas teraźniejszy, więc nie, bo całość w przeszłym.

Albo z czasownika na przymiotnik, który nie ma czasu.

Nie przyjmuję do wiadomości, że przechowywanie książek może być za drogie.

Ano, niestety. Może. Sheckleya "Mnemon" (trudno dostępne!) mówi o tym, że zniszczenie książek ułatwiłoby rządy wszelkiej nowej i nienowej lewicy, ale zdaje mi się, że Sheckley był optymistą. Znaczy, miał rację, ale problem leży głębiej. A jego źródłem jest samo rozumowanie w kategoriach pieniędzy, rozciągnięte na dziedziny, które w ogóle nie powinny podlegać rachunkowi ekonomicznemu. Rozgadałam się (rumieniec)

w każdej gospodarce wartałoby mieć dane z co najmniej kilku lat, żeby móc porównać skutki różnych podejść w polityce gospodarczej…

Zawsze byliśmy w stanie wojny ze Wschódazją!

Chociaż zaczynam skłaniać się do poglądu, że na kartce, z nią, lepiej się pracuje.

O wiele lepiej, i łatwiej się skupić.

groza wynikała nie tylko z systemu, ale również z ludzkich charakterów

Systemy nie biorą się znikąd…

Akurat mamy na Zachodzie idiotyczną falę obalania Bogu ducha winnych pomników, cenzurowania dzieł literackich, a nawet informacji o produkcie (L’Oreal wycofuje z produktów przeznaczonych dla skóry słowo „wybielający”) jednym słowem czyste szaleństwo!

Ano, właśnie. Zgodnie z prawem falowania wyjdzie z tego taki totalitaryzm, że się uszami nakryjemy.

W takim razie jest nas już trójka, bo i mi nie podobałby się taki świat.

A miał się komuś podobać? Jako miejsce do życia? Świat przedstawiony w opowiadaniu nie musi być miejscem zapraszającym, służy do opowiedzenia o czymś. Brzmi to może brutalnie, chcielibyśmy być tymi pomniejszymi twórcami, ale tak jest.

Ale w sumie nie piszesz w tekście nic dosłownie o niszczeniu zasobów, więc równie dobrze mogą zostawić odłogiem. Tutaj zasadnicza różnica jest taka, że przyszłe pokolenia dostałyby szansę, żeby “zmądrzeć” i wrócić do zgromadzonej, porzuconej treści.

Największym wrogiem bibliotek nie są wezyrowie, tylko myszy. Po nich grzyby, pleśnie i owady. Niestety.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Największym wrogiem bibliotek nie są wezyrowie, tylko myszy. Po nich grzyby, pleśnie i owady. Niestety.

A na którym miejscu plasują się woda i ogień? ;-)

Babska logika rządzi!

Ogień sprowadzają wezyrowie :P

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Podziękowanie! i zobacz jak pięknie wyczesana. wink

Tewa Girl, rok około 1905 

 

Rozumiem i nie rozumiem. wpędziłaś mnie w zen :0

Zawsze to jakiś postęp. Zen jest fajny. :-)

Nadsłuchiwała

Nasłuchiwała.

Użyte celowo. Oba poprawne, nadsłuchiwać – rzadsze.

https://sjp.pwn.pl/slowniki/nadsłuchiwać.html

konglomerat

Konglomerat?

W znaczeniu zlepieńca, tylko twór sztuczny, nie skała.

Nie, ale może dość popisywania się

Ciut nienaturalne, może: dość popisów?

Ciut… że można puścić? ;-)

zgodziła się, aby poszli do niej

Coś to nie brzmi.

Ano, zmieniane było kilkukrotnie, żeby upotocznić: „pójdziemy do mnie/do ciebie”. Całość starałam się napisać bardzo potocznymi zwrotami, kalkami i wysycałam nimi na potęgę narrację.

Będąc u niego wychodziła

Hmm.

Tu, jw.

wyjście będzie zagrożeniem dla życia

Jakby anglicyzm.

Tak jest, przeszli (znaczy ludzkość, ta jej część) na wspólny, a ten był anglouproszczeniem.

po czym śledziła pośladki

Tu jednak brak zaimka.

Pojawiał się i znikał, ale wraca już na zawsze, bo mam jeszcze w zapasie trzy słowa. ;-)

Słysząc trzask, przymykała oczy, gdyż przed wyjściem podchodził

Ooj, "gdyż"? I skąd formy częstotliwe?

Długo byli parą. ;-)

obronie zachowania zasobów

Aliteracja, i jak bronić zachowania? Może projektu zachowania? Chociaż nie, jeśli on był jedyny…

Biurowy slang. A aliteracja bardzo rażąca i przydałoby się ją podmienić?

Dla mnie – nie, lecz zweryfikuj.

Niezbyt to naturalne.

Jw., slang.

Przerzucimy kasę na ochronę granic przed tym napierającym tłumem.

"Kasa" nie pasuje do otoczenia. I skąd ten tłum? Myślałam, że ich organizacja operuje na całej Ziemi?

Dalej slang, a tłum – nawiązanie i wyjaśnienie tych zielonych kart dla wybrańców.

rozpływające się zadowolenie

Rozpływające się?

Tu przyznam się bez bicia – licentia poetica, odnosi się do odczucia Blik (pochwała szefa, przydatność, te sprawy, rozpływało się to zadowolenie w niej całej, czuła to fizycznie)

aby nie zanudzić

Kogo?

W domyśle, słuchaczy, odbierających komunikaty. 

Granicą zachowania będą dwa lata.

To znaczy?

Wszystkie wytwory audiowizualne.

Pomimo prób zatrzymania wody wypływającej z jej organizmu, ta nieprzerwanie płynęła.

Dziwne zdanie. Nawet bardzo. Zgaduję, że chodzi o "zobiektywizowanie" łez (ja nie płaczę, to czysto fizjologiczne, nawet fizyczne) – tak? Ale mimo wszystko brzmi dziwnie.

Jasne – dobrze domyślasz się. Miałabym ochotę zostawić? Jednorożec piękny. 

 

Reszta posprzątana będzie za chwilę. Jeszcze raz dzięki. :-)

A jego źródłem jest samo rozumowanie w kategoriach pieniędzy, rozciągnięte na dziedziny, które w ogóle nie powinny podlegać rachunkowi ekonomicznemu. 

heart

Chociaż zaczynam skłaniać się do poglądu, że na kartce, z nią lepiej się pracuje.

O wiele lepiej, i łatwiej się skupić.

heart

groza wynikała nie tylko z systemu, ale również z ludzkich charakterów

Systemy nie biorą się znikąd…

Ano.

W takim razie jest nas już trójka, bo i mi nie podobałby się taki świat.

A miał się komuś podobać? Jako miejsce do życia? 

Czasem wydaje mi się, że nie wiemy dokąd idziemy, a nawet cześciej niż rzadziej tak myślę.  :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

i zobacz jak pięknie wyczesana.

Ja żem w życiu nie przypuszczała, że taki ze mnie zdolny fryzjer XD

 Użyte celowo. Oba poprawne, nadsłuchiwać – rzadsze.

O, kurczę. Codziennie człek się uczy.

 W znaczeniu zlepieńca, tylko twór sztuczny, nie skała.

Tak, wiem, ale jako zamiennik szkła?

 Ciut… że można puścić? ;-)

Oooj… no, można :)

 Tak jest, przeszli (znaczy ludzkość, ta jej część) na wspólny, a ten był anglouproszczeniem.

Hmm. Znaczy się, zasadne jest.

 Długo byli parą. ;-)

:D

 Biurowy slang. A aliteracja bardzo rażąca i przydałoby się ją podmienić?

Jak slang, to w porządku. Aliteracja średnio rażąca. Można zmienić, ale chyba ujdzie.

 tłum – nawiązanie i wyjaśnienie tych zielonych kart dla wybrańców.

No, tak, tylko skąd oni przybywają?

 Tu przyznam się bez bicia – licentia poetica, odnosi się do odczucia Blik (pochwała szefa, przydatność, te sprawy, rozpływało się to zadowolenie w niej całej, czuła to fizycznie)

Tak, tylko "rozpływające się po niej" i "rozpływające się" to jednak nie to samo.

 W domyśle, słuchaczy, odbierających komunikaty.

Tak, tylko zaimek jest widoczny przez swoją nieobecność.

 Jasne – dobrze domyślasz się. Miałabym ochotę zostawić?

Może dałoby się tylko troszkę zmienić. Hmm.

 Czasem wydaje mi się, że nie wiemy dokąd idziemy, a nawet cześciej niż rzadziej tak myślę. :-)

Ja nigdy nie wiedziałam, dokąd idę.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja żem w życiu nie przypuszczała, że taki ze mnie zdolny fryzjer XD

Zaprawdę powiadam Ci, że często zdarza się, że nie doceniamy swoich talentów. xd

W znaczeniu zlepieńca, tylko twór sztuczny, nie skała.

Tak, wiem, ale jako zamiennik szkła?

Ba, wszystko kwestia użytej technologii, nie chciałam, aby było na sztywno zmieszane jak kompozyt, tylko zbudowane z okruchów, okruszków, ale na trwale i było ładne (uważają się za lepszą część ludzkości), lubię zlepieńce, a jeśli trzeba byłoby opisać – łatwiejsze.

 A aliteracja bardzo rażąca i przydałoby się ją podmienić?

Aliteracja średnio rażąca. Można zmienić, ale chyba ujdzie.

Przyjrzę się jeszcze.

tłum – nawiązanie i wyjaśnienie tych zielonych kart dla wybrańców.

No, tak, tylko skąd oni przybywają?

Obszar jest zamknięty, mamy granice, próbuję odwołać się do powszechnego, podsycanego lęku przed <tu wstaw konkretną nację>.

 Tu przyznam się bez bicia – licentia poetica, odnosi się do odczucia Blik (pochwała szefa, przydatność, te sprawy, rozpływało się to zadowolenie w niej całej, czuła to fizycznie)

Tak, tylko "rozpływające się po niej" i "rozpływające się" to jednak nie to samo.

I tak, i nie, gdyż doznanie wewnętrzne, czyli „w”. Wyjściowe było – spływające wzdłuż kręgosłupa (drogami nerwowymi) jak ciarki i pobudzenie docierające do każdej komórki.

 Jasne – dobrze domyślasz się. Miałabym ochotę zostawić.

Może dałoby się tylko troszkę zmienić. Hmm.

Podumam, jeszcze czas. :-)

 

 

Piratka w poszukiwaniu pieczęci połkniętej przez szarego wieloryba. 

Film „Hae-Jeog”, Seok-hoon-Lee.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Moja skromna opinia, w temacie tych kilku wątpliwości, które jeszcze pozostały:

 

Konglomerat jest chyba OK. Mnie w ogóle nie przeszkadza i zrozumiałem o co chodzi.

Aliteracja nie jest IMO rażąca. Sam, czasami, staram się celowo ich używać.

Te wody wypływające z organizmu to mi nie pasują. Zresztą pisałem już wcześniej :)

 

Poozrawiam

Q

Known some call is air am

Pacz pan, a mi one, znaczy ta woda wypływająca z organizmu strasznie pasuje. wink

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ej, woda wypływająca z organizmu jest fajna. Tyle człowiek potrafi kontrolować – cuda na drągu w łazience, a beczy i nic z tym nie da się zrobić. “Diunę” trzeba czytać… ;-)

Babska logika rządzi!

aby było na sztywno zmieszane jak kompozyt, tylko zbudowane z okruchów, okruszków,

Są też kompozyty "z okruszków" ^^

Obszar jest zamknięty, mamy granice, próbuję odwołać się do powszechnego, podsycanego lęku przed <tu wstaw konkretną nację>.

Czyli oni nie rządzą całą Ziemią?

I tak, i nie, gdyż doznanie wewnętrzne, czyli „w”. Wyjściowe było – spływające wzdłuż kręgosłupa (drogami nerwowymi) jak ciarki i pobudzenie docierające do każdej komórki.

Hmm. "Spływające wzdłuż kręgosłupa" zda mi się i jaśniejsze, i ładniejsze.

Piratka w poszukiwaniu pieczęci połkniętej przez szarego wieloryba.

Film „Hae-Jeog”, Seok-hoon-Lee.

Ahoj!

Sam, czasami, staram się celowo ich używać.

Wiesz, jest różnica między upieczeniem biszkoptu, jeśli chciało się biszkopt, a upieczeniem biszkoptu, jeśli chciało się placki :)

Ej, woda wypływająca z organizmu jest fajna.

Zależy, którędy…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Literacko jest fajna!

Babska logika rządzi!

Dziękuję Wam pięknie, skończone! Nawet jedno słowo w zapasie pozostało. :-)

Zmienione trzy słowa: zadowolenie wiążemy z kręgosłupem, jednak – zsiniałe, zamiast bo – jako, ale woda zostaje. :-)

Jak powiada reg, autor pisze swoimi słowami (trochę sparafrazowałam).

 

W podziękowaniu japońska wycinanka z papieru, kiri-e, Solo Koijma.

 

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O, jejciu. Ktoś to zrobił, tak nożyczkami? Czuję się nieadekwatna…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Hej, hej, szkoda, że tak późno, ale wpadam. Jeśli chodzi o rozszerzoną opinię, to była w becie, więc tak krótko powiem, że to bardzo gęsty tekst z ciekawie ujętym wątkiem nieskończoności i niebanalnymi bohaterami. I jak to ja powiem, że fajnie odwrócony stereotyp genderowy. Pozdrawiam.smiley

Hej, hej, szkoda, że tak późno, ale wpadam.

Jakie późno? Przemiła wizyta i komentarz, podziękowanie nieustające za wpadnięcie na betę! Zawsze przydaje się druga i trzecia głowa smiley 

I ja pozdrawiam srd.

 

Ktoś to zrobił, tak nożyczkami? Czuję się nieadekwatna…

To tak, jak ja, kiedy pierwszy raz zobaczyłam. xd Koronkowy, delikatny świat z papieru. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobry tekst, w klimatyczny i ciekawy sposób przedstawiający dramat zagrożonej i w końcu unicestwionej kultury słowa. Hmm, czy w poprzednim Twoim tekście (usuniętym), który czytałam, też nie było tego motywu?

Niestety nie wyłapałam, w jaki sposób tekst nawiązuje do tematu konkursu. No chyba, że literatura była tą nieskończonością, która miała wiecznie trwać, a została usunięta i to jest jej granica?

Asylum, dodam od siebie trzy słowa. Przeczyłam i jestem pod wrażeniem! To nie mój klimat, ale wciągnęłam się do reszty. Ciekawy wątek damsko-męski uwikłany w trudną sytuację Ziemi. Bardzo dużo wrażeń w niewielkiej ilości tekstu – dla mnie super. Jedynie nie skumałam tej wody, która leciała z bohaterki i przestraszyłam się, że może jest robotem albo co gorsza zaczyna się przemieniać w baterię prysznicową ;).

Asylum, dobre Ci to wyszło. Mocne, treściwe, odjechane, emocjonalne i uderzające po głowie. Jakkolwiek bardzo smutne. I ten smutek nie wynika, jedynie z treści Twojego tekstu, ale też co gorsza czerpie z “prawdy”, z tego, co nas otacza i z tego, czym się obecnie spotykamy. 

Bardzo mi się. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w konkursie :)

Podziękowanie za wizytę, Sonato. :-) Za przeczytanie i miły komentarz. Dla mnie są granice, ale masz rację, że sprawa indywidualną być może. ;-)

Nie, to pierwszy tekst z takim wątkiem, poprzednie, mam na myśli dwa usunięte, a właściwie wycofane,  były o obliczach seksu. Myślisz chyba o szorcie na temat dżdżownic na planecie Izomorfów. Nie czułam się na siłach o nich (tych obu) dyskutować.

 

Cześć, Cytryno. :-) Miło mi że zawitałaś do mojego szorta. Podziękować za komentarz i fajnie, że Ciebie wciągnęło, chociaż nie są to Twoje klimaty. 

wody, która leciała z bohaterki i przestraszyłam się, że może jest robotem albo co gorsza zaczyna się przemieniać w baterię prysznicową

A tu, zupełnie odwróciłaś moje obecne myśli i skierowałaś je w kierunku absurdu. Uśmiechnęło się! ;) Dziękuję, bo one te myśli były niewesołe i zmęczone, gdyż znowu zagonionam, więc <uśmiech>. 

 

Katiu, zajrzałaś i podobało Ci się. xd To prawda, jest smutny i garściami czerpie z teraźniejszości.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Myślisz chyba o szorcie na temat dżdżownic na planecie Izomorfów.

Tak, właśnie o tym, ale wydawało mi się, że coś tam było wspomniane o słowie czy prawdzie. Btw, nadal pamiętam dobrze klimat tego opka, słoneczny dzień, pozornie pusta planeta i te tajemnicze Izomorfy :) Szkoda, że usunęłaś.

Tak, Sonato. Pamiętasz heart Było tam wspomniane słowo, a konkretnie II Bitwa o słowa. To inny świat, w którym wykoszono emocje i coś więcej, ale masz rację bawię się różnymi koncepcjami/ideami związanymi ze słowami – co by było gdyby…  Tamten świat ciagle mi leży na wątrobie, mam sporo linii, wątków, kilka porządnie zweryfikowanych rozdziałów, ale nie skończony, bo czas. Obecnie nie wiem, choć czuję że muszę w jakiś sposób go zamknąć ze względu na swoją obsesję stawiania kropek. ;)

Mowa, pismo, wymienianie się słowem zdaje mi się głównym wyróżnikiem człowieka i choć powody uruchomienia całego procesu, tj. ustalania  znaczeń przez słowa i potem – coraz dalej – są złożone, to cholernie interesujące jest obserwowanie jak się zmienia, ewoluuje, co na co wpływa. Tamten świat z Izomorfami był pierwszym tekstem (nie ten konkretny, który przywołałaś), jaki napisałam, kiedy powróciłam do czytania literatury, a nie pochłaniania i skanowania tekstów. 

Teraz może bym go nie usunęła, ze względu na większe obycie w komentarzach, a może bardziej przez znalezienie lepszego balansu swojego głosu  (że nawiążę do Staruchowych ostatnich Hałasów ze strychu) i może lepsze wyczucie. 

Dzięki za pamięć.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Podobało mi się. Ciekawa relacja między bohaterami. To, że to Blik podejmowała ostateczną decyzję ładnie pokazuje układ sił między nimi, ale też dodaje wagi tej decyzji przez zestawienie jej z konkretnym człowiekiem, w dodatku bliskim Blik. I ogólnie z jednej strony pokazujesz dramat bohaterów, z drugiej dramat całej cywilizacji – bardzo fajnie ta dwuwarstwowość wyszła.

 

Dudnienie płynnie przechodziło w murmurando. heart

 

– Co nie działa, jak działa. Wszystko gra. – a tu mnie rozbawiłaś. Realistyczna kwestia XD

 

Dla mnie – nie, lecz zweryfikuj. – tu znowuż miałam wrażenie, że mówi do mnie Asylum, a nie postać literacka

 

Ręce skrzyżowane na bieli, czarne, lecz zsiniałe. Odwróciła się do grabarza, pracownika krematorium. – tego nie zrozumiałam, chodziło o to że Sten był czarnoskóry? Dodatkowo nie wiem, po co jest to “pracownika krematorium”, dałabym albo “grabarza”, albo “pracownika krematorium”, bo oba określenia wprowadzają trochę zamęt

 

W dwóch czy trzech miejscach imiesłowy przysłówkowe masz oprzecinkowane tylko z jednej strony.

 

To tyle uwag. Jestem zadowolona z lektury :-)

Dream big.

Dzięki, DD heart

Tak,  „zweryfikuj”,  to moje, wplotłam świadomie, bo wiesz, tak bardzo chciałabym, aby…

Ano,  z kolorem skóry, znam ludzi o różnej barwie, czasem są ok, czasem nie, czasem nie rozumiem i dociekam. 

Nad tym powtórzeniem: grabarz, pracownik krematorium troszkę dumałam, bo każde przenosi inne znaczenie. Zdecydowałam się je połączyć. ;-)

Z imiesłowami przysłówkowymi zerknę, a przedtem jeszcze raz przeczytam, czym są one.  Wiesz, ja ignorantka w takich sprawach. xd

Jakżeś zadowolona z lektury, to jestem happy. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ano,  z kolorem skóry, znam ludzi o różnej barwie, czasem są ok, czasem nie, czasem nie rozumiem i dociekam.

Hmm… to nie był zarzut/ocena/krytyka z mojej strony tego, że bohater okazał się być czarnoskóry. Po prostu nie zrozumiałam tego fragmentu na poziomie słów – mówiąc krótko, nie wiedziałam, co czytam ;-)

 

Z imiesłowami przysłówkowymi zerknę, a przedtem jeszcze raz przeczytam, czym są one.  Wiesz, ja ignorantka w takich sprawach. xd

To te zakończone na -ąc (współczesne) i -łszy/-wszy (uprzednie). W tekście miałaś akurat te na -ąc. :P Zazwyczaj oprzecinkowuje się je obustronnie.

 

Np. tu:

 

Wstawał, ociągając się jak zwykle i chciał ją pocałować. → Wstawał, ociągając się jak zwykle, i chciał ją pocałować.

 

Dream big.

DD, dzięki za przykład heart, już rozumiem, o co chodzi z imiesłowami. Zwłaszcza, że zdecydowanie lepiej wygląda. Wstawię przecinki po wynikach, ponieważ już nie można poprawiać.

Po prostu nie zrozumiałam tego fragmentu na poziomie słów

Niestety, masz rację, słowo wpadało i wypadało z tekstu. Miałam jeszcze pewien zamysł, a właściwie chciałam odciąć pewien sposób interpretacji.  I tak, wiem, że nie był to zarzut, po prostu jest niewyjaśnione w opku. Skrótowo Ci odpowiedziałam, a moje skróty, cóż  są niejasne. W tym świecie główne kryterium miało być jedno – ekonomia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No więc: momentami nie trafiasz w odpowiednie słowo, ale są też takie kawałki, że proszę siadać! I oba te efekty wynikają z jednego – piszesz niebanalnie, unikasz standardowych fraz, pomysłów. Płacisz cenę, ale warto, bo to chyba najlepsze (i najprzystępniej napisane) Twoje opowiadanie, które czytałem.

Świetna ta scena taneczna. Łóżkowa dobrze się zaczyna, ale jednak popsuta tymi przydługimi i drętwymi tekstami o pracy – do tego ta skarga Stena na finanse pojawia się znienacka i w pierwszym momencie nawet nie wiadomo, kto ją wypowiada. Scena w krematorium niezła, choć okoliczności śmierci Stena potraktowane po macoszemu. I ten “grabarz” mi nie pasuje. Końcówka też dobra – “Godot” trochę nie na miejscu, ale “woda kosztuje więcej niż słowa” to jest po prostu pięć zero.

Dzięki, Coboldzie za przeczytanie i pochylenie się nad! Niebanalnie – duży komplement, dla mnie, próbuję cały czas pozostać sobą, choć tak byłoby łatwo pójść na skróty czy ustępstwa, ale wtedy rzuciłabym to w diabły, znaczy pisanie czegokolwiek.

Raz na wozie, raz pod wozem, tak to już chyba ze mną jest.

Bardzo ciekawe są dla mnie Twoje spostrzeżenia, bo oceniam inaczej poszczególne fragmenty tego tekstu. Odbiór tekstu, ciągle jeszcze, pozostaje dla mnie wielką zagadką. W sumie, nic dziwnego. Brak kontaktu z odbiorcą, a flagi swojej dziwaczności na drzewce nie będę wciągała. 

Bardzo dziękuję za wpis, jeszcze raz, ale z Godotem – do dyskusji. ;-) Ktoż dzisiaj wie, o co temu facetowi chodziło i czemu go wspominano?

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ciekawe, a przede wszystkim skłaniające do myślenia. 

Nie jestem pewien, czy pochwyciłem zamysł autora – a raczej na pewno mi coś umknęło, nie za bardzo zrozumiałem okoliczności śmierci Stena. Niemniej jednak tekst poruszył moje szare komórki, dostrzegam analogię w tym, jak cywilizacja odrzuciła historię z zakończeniem, w którym po chwili żałoby Blik rozstaje się z myślą o Stenie. 

Sam pomysł na cywilizację techniczną, odrzucającą historię, dla mnie jest przekonujący. Czytałem kiedyś ile informacji ludzkość produkowała sto lat temu, a ile teraz, nie przytoczę liczb, ale dysproporcje są ogromne. Obecnie nie jest możliwe nawet posiadać całą wiedzę z wybranej przez siebie dziedziny. Może takie odrzucenie historii wydaje się z naszej perspektywy błędem, ale pomyśleć, co będzie za tysiąc, dwa tysiące, dziesięć tysięcy lat? Jak wiele informacji będziemy w stanie przetworzyć i przechować względem tych, które wytwarzamy? 

Może idę z tym za daleko, ale to tylko znak, że szort działa na wyobraźnię, a to chyba najważniejsze. 

Dzięki za wizytę i rozbudowany komentarz, Gekikaro. :-)

Fajnie, że szort działa na wyobraźnię, czyli udało się coś tam przemycić. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trzeba wybierać, a nie powielać wiedzę.

Kropka na końcu jest za gruba ;)

Podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Kropka na końcu jest za gruba ;)

Przegonimy kropkę i schudnie :)

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Anet, jak się podobało, to się cieszę. xd

”Jezu jak się cieszę z tych króciutkich wskrzeszeń 

Kiedy pełną kieszeń znowu mam

Znowu mogę myśleć trochę jakby ściślej 

I wymyślać śmiało nowy plan

I pięknie jest, nieskromnie bardzo jest

Kiedy mija tak jak wszystko ta euforia kilkudniowa…”

 

Kropę przegonimy po wynikach, niech nie straszy swą grubością. Idziemy w slim. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka