- Opowiadanie: kasjopejatales - Rose Tattoo

Rose Tattoo

No, jak można więcej niż jeden tekst na uczestnika, to... czemu nie :)

Wcześniej była długa, cyberpunkowa opowieść inspirowana Czerwonym Kapturkiem, a teraz emocjonalny szort nawiązujący do Pięknej i Bestii :)

 

Edit 19.08.2020: uwzględniając komentarze, wprowadziłam delikatne poprawki do tekstu.

Edit 30.08.2020: uwzględniając komentarze... trochę poprawiłam tekst ;) Nic drastycznego, ale dodałam kilka zdań uzupełniających historię (pozostawiając skondensowaną formę tekstu, na której mi zależało).

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Rose Tattoo

Ludzie nie rodzą się źli. Nie stają się też tacy z dnia na dzień. Do tego potrzeba czegoś… więcej. W moim przypadku wystarczył jednak impuls. Iskra, która w sekundę spaliła wysuszoną przez łzy duszę i zmieniła mnie w kogoś zupełnie innego. Osobę, która nie czuje nic, zabijając dla pieniędzy.

Przechylam lekko głowę, a wydychane powietrze odbija się od wnętrza chusty zakrywającej mi większą część twarzy. Dusi mnie, ale staram się o tym nie myśleć. Patrzę na wielkiego mężczyznę leżącego na podłodze, którego mózg właśnie ugotowałam. Od zawsze potrafiłam myślą nagiąć ludzką wolę lub całkowicie ją zniszczyć. To, co w starym życiu uważałam za wadę, w nowym stało się zaletą.

Ostatni raz patrzę na zwłoki u moich stóp. Wykonałam zlecenie, czas więc poszukać sobie jakiejś pamiątki. Tylko trofea mają dla mnie wartość, chociaż rzadko się do tego przyznaję. Są prawdziwe. Sprawiają, że i ja się taka staję.

Idę przestronnymi korytarzami, przesuwając wzrokiem po drogich obrazach i wielkich rzeźbach. Widzę w ciemności lepiej niż ci, którzy kroczyli tędy w ciągu dnia. Ciągle czuję ich energię, echo myśli. Łączę się z nimi, mimo że tego nie chcę. Przesuwając dłonią po masywnej poręczy schodów, wolno podążam do piwnicy. Dom powinien być pusty, ale wiem, że jest tu ktoś jeszcze.

Wchodzę do pokoju. Ciemnego i cichego, ale po brzegi wypełnionego bólem, strachem i bezradnością. Gdy przemierzam przestrzeń, włączają się kolejne światła. Nie chcę być widziana, ale nie mam wyboru. Z mroku wyłaniają się cuda: naszyjniki, wazy, książki. Nic z tego mnie nie interesuje. Czuję na sobie spojrzenie. Za taflą szkła mieszka niezwykłe piękno.

Staję naprzeciwko szyby, która zastępuje jedną ze ścian pokoju i przechylam głowę na bok. Młody mężczyzna podnosi się i siada na wąskim łóżku. Cienki jedwab opada, odsłaniając szczupłe ciało. Długie włosy spływają po nagich ramionach. Błękitne oczy kierują się w moją stronę. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś równie pięknego. Wiem, że nie powinnam go brać. Przysporzy mi tylko kłopotów, ale w tej chwili nie umiem być rozsądna.

Skupiam moc na szkle. Widzę jego strukturę. Mogłabym sprawić, że szyba zniknie. Zamiast tego wolę ją zniszczyć. Jak wszystko w swoim nowym życiu. Szkło pęka, a odłamki zatrzymują się w czasie i przestrzeni.

– Jak masz na imię? – pytam chłopaka, który nie może mieć więcej niż dwadzieścia lat.

– Bell – szepcze, a kształtne usta drżą.

Słyszę echo minionych krzyków. Powietrze nadal wypełnia wspomnienie łez. Czuję też krew. Nie wierzę, że po tym wszystkim, co mu zrobiono, chłopak zachował niewinność. Pozostał piękny. Nieskazitelny. Idealny.

Tylko raz w życiu czułam większą wściekłość. Wtedy skończyło się to śmiercią – moją i mężczyzny, którego wydawało mi się, że kocham.

Przez chwilę myślę, czy nie lepiej zabić nieznajomego.

– Chodźmy. – Wyciągam do niego dłoń odzianą w czarną rękawiczkę, a odłamki szkła rozsuwają się jak diamentowa zasłona.

Bell waha się, ale w końcu chwyta moją dłoń. Czuję jego ciepło i nadzieję, którą z pewnością zawiodę.

***

Stoję naga pośród wspomnień. Mój dom nie jest duży, ale bezpieczny. Mam tu wszystko, czego nie potrzebuję. Dbam tylko o jedno: by nie widzieć swego odbicia. Dawno rozbiłam wszystkie lustra, gazetami zakryłam szyby w oknach. Wiem, jak wyglądam: twarz poraniona pazurami, zniekształcona czaszka, pocięte przedramiona i uda, skóra poznaczona ogniem i zlepiona bliznami. Większości z tych ran mogłam uniknąć, ale wiem, że na nie zasługuję. Chcę je mieć, ale nie mogę na nie patrzeć. Wystarczy, że je czuje.

Nigdy się nie dotykam. Czasem tylko przesuwam dłonią tuż nad skórą w okolicy serca. Tam, gdzie mam tatuaż: czerwoną różę o wiotkiej łodydze, ukrytą pod szklanym kloszem. Jedyną rzecz, która pozostała mi po tym zdrajcy. Wytatuowałam ją na znak mojej miłości do niego, a stała się narzędziem dla jego zemsty. Zmienił ją i wypaczył, tak jak to zrobił ze mną.

Rzadko kiedy mam odwagę, by na nią spojrzeć. Dziś jednak czuję się silna. Patrzę w dół. Jeden z płatków właśnie odpada i dołącza do innych u podstawy klosza. Umieram, a przecież moje serce od dawna jest martwe. Od dnia, gdy zabiłam mężczyznę, dla którego ono biło. Wróża i wieszcza. Tego, który mnie przeklął, a przecież nie miał do tego prawa. A może miał?

Wykrzywiam twarz i zagryzam dolną wargę. Jakie to ma znaczenie? Tak teraz wygląda moje życie. Moja kara. Zasłużyłam na nią? Nie pamiętam. Wiem tylko, że do dziś płacę cenę nie tylko własnych, ale i cudzych błędów. Kiedy spadnie ostatni płatek – umrę naprawdę. Póki zabijam, jestem bezpieczna.

Organizacja zrzeszająca zabójców daje mi cele, których sama nie potrafiłabym wybrać. Cenią mnie, bo pracuję ponad normę. Póki dla nich zabijam, jestem bezpieczna.

Podrywam głowę i zerkam za siebie. Kieruje myśli dalej i głębiej, poprzez deski i beton. Bell! Naga wybiegam z pokoju. Gnam przez ciemne korytarze, sprawnie omijając kolejne przeszkody i przewrócone meble. Nie dbam o dom, jest zagracony i brudny. Ma taki być. Dzięki temu czuję się porządniejsza, bardziej czysta.

Wpadam do pokoju, skrzydło drzwi uderza o ścianę. Bell patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Światło księżyca wdzierającego się przez uchylone okno podkreśla bladość skóry chłopaka. Luźna koszula i porwane spodnie – tylko tyle dla niego miałam – zakrywają piękne ciało, które pragnę oglądać. W dłoni trzyma jedną z moich pamiątek.

– Zabroniłam ci tu wchodzić – mówię, ruszając w jego stronę.

Bell się cofa. Wpada na piedestał i zrzuca z niego zniszczony zegarek. Zanim ten dotknie ziemi, z mojego gardła dobywa się wrzask. Chłopak zakrywa głowę rękami. Zegarek zawisa w powietrzu. Nie patrzę na Bella. Nie obchodzi mnie, że z uszu leci mu krew.

Gdy biorę oddech, podchwytuję spojrzenie błękitnych oczu chłopaka. Nie wiem, czy bardziej się mnie brzydzi, boi czy nienawidzi. Nie jestem nawet pewna, czy mnie to interesuje. Ucieka, zanim jestem w stanie zdecydować.

Patrzę na wiszący w powietrzu zegarek, a do oczu napływają mi łzy. Krzywiąc się, klękam na brudnej podłodze. Ujmuję zegarek w dłonie, a wolą myśli ustawiam przewrócony piedestał. Z namaszczeniem układam pamiątkę na właściwym jej miejscu. Sprawdzam, czy pozostałym nic się nie stało. Świecznikom, filiżankom, spinkom. Mają dla mnie ogromne znaczenie, mimo że często temu zaprzeczam. Są dla mojej pamięci tym, czym blizny na ciele. Dowodem na to, czym się stałam. I tylko dlatego, że Bell jest jedną z tych pamiątek, odsuwam myśl o pozbawieniu go życia.

***

Bell uśmiecha się do mnie, a ja nie wiem dlaczego. Stoję w otwartym oknie na piętrze i patrzę, jak chłopak pracuje w ośnieżonym ogrodzie. Został, mimo że dawno pozwoliłam mu odejść. Codziennie sprząta i gotuje. Przychodzi wieczorami, niezrażony, że na niego wrzeszczę. Opatruje rany, gdy wracam do domu. Nigdy nie odwraca wzroku. Jest, gdy go potrzebuję.

Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu Bell zbliża się – do mojego serca i umysłu. Czuję go tuż pod skórą. Jest wszędzie, gdzie spojrzę. Uśmiechem i oddechem ogrzewa moje zniszczone ciało. Zmienia rytm próżnego serca. Przywraca blask w pozbawionych życia oczach. Nie wiem, czy to dobrze.

***

Wiedziałam, że nadszedł mój czas. Nie oczekiwałam ratunku czy wybaczenia. Nie chciałam jednak żeby chłopak był tego świadkiem. Los zdecydował inaczej.

Kiedy przyszli po mnie zabójcy, z którymi kiedyś pracowałam, kazałam Bellowi uciekać. To nie była jego wojna. Nie była nawet moja, ale w tym zawodzie nie dało się przejść na emeryturę. Można było tylko umrzeć.

Zabiłam wszystkich z wyjątkiem jednego. Jego moc była podobna do mojej, a ja zbyt słaba, aby go powstrzymać. Triumfował. Sprawiał mi ból, który ze spokojem znosiłam. Im dłużej zajmował się mną, tym więcej czasu miał Bell. Nie wierzyłam, że kiedyś znowu będzie liczył się ktoś poza mną. Nie miałam przecież prawa do tego uczucia. Straciłam je w dniu, gdy zabiłam ukochanego.

Neurony w moim mózgu przepalają się jeden po drugim. Świadomość zanika a wraz z nią ból i wspomnienia. Tracę wzrok. Może dzięki temu będę w końcu wolna? Umrę wcześniej, niż przekwitnie róża połączona z pustym sercem. Zginę, zanim zemsta byłego kochanka się dopełni. A może nie o to mu chodziło?

Hałas. Zaraz po nim drugi i trzeci. Ból nie zniknął, ale napór obcego umysłu z mojej świadomości już tak. Ledwo słyszę głuchy dźwięk ciała uderzającego o posadzkę blisko mnie. Czuję szarpnięcie i przepełnione żalem wołanie. Łzy błyskają w ciemności. Ktoś mnie obejmuje. Znam to ciepło.

Bell? Co on tu robi? Dlaczego wrócił?

Nie rozpoznaję słów, ale czuje rozpacz wypełniającą serce i umysł chłopaka. Moje oczy nadal widzą tylko ciemność, ale umysł dostrzega iskrę w mroku. Niczym nieskalane piękno. Coś, co powinno przetrwać niezależnie od wszystkiego. I czego nie mogłam zniszczyć, tak jak robiłam to wiele razy przedtem. A przecież mogłabym uratować swoje życie, kradnąc mu jego. Jednak pierwszy raz pragnę stworzyć, zamiast zniszczyć.

– Bell. – Wyciągam rękę w jego stronę.

Czuję łzy skapujące mi na dłoń. Zaraz potem dotykam serca i umysłu Bella. Wlewam się w jego formę, wypełniając piękne ciało mocą. Zmieniając je, wzmacniając i dając siłę. Oddając mu całą swoją moc.

– Teraz będziesz bezpieczny – zapewniam cicho, czując, jak ostatni płatek spada na dno serca.

Uśmiecham się pierwszy i ostatni raz.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Myślę, że to wdzięczna bajka do tego typu zabiegu. Początek mi się podobał.

A potem się pogubiłam – nie wiem, co tu się zadziało. Czy narratorka zabiła chłopaka, dopiero planuje go zabić, czy uciekł? Te kawałki nie chcą skleić mi się w sensowną całość.

Przechylam lekko głowę, a wydychane powietrze odbija się od wnętrza chusty zakrywającą mi większą część twarzy.

Zakrywającej? Ale co tu właściwie się zadziało, co chcesz powiedzieć? Że oddycha, że jej duszno?

Babska logika rządzi!

Finkla witaj i wybacz zagubienie.

A potem się pogubiłam – nie wiem, co tu się zadziało. Czy narratorka zabiła chłopaka, dopiero planuje go zabić, czy uciekł? Te kawałki nie chcą skleić mi się w sensowną całość.

Bestia przywiązuje się do chłopaka, choć na początku traktuje go jak przedmiot, trofeum – podobnie jak zegarek, o którym jest mowa w tekście.

“Dzień po dniu [Bell] zbliża się – do mojego serca i umysłu. […] Nie wiem, czy to dobrze.”

Bell sukcesywnie zdobywa zaufanie i serce bestii. Ona jednak nie jest pewna czy tego chce, czy na to zasługuje. Ale gdy zabójcy, z którymi pracowała, napadają na jej dom, każe Bellowi uciekać i odwleka pościg za nim. Co więcej umierając, oddaje mu swoją moc, by go chronić.

Zakrywającej? Ale co tu właściwie się zadziało, co chcesz powiedzieć? Że oddycha, że jej duszno?

Tak, powinno być “zakrywającej” :) Chusta zakrywa jej twarz utrudniając oddychanie (nie chciałam pisać wprost, że jej duszno), ale chodzi też o to, że ukrywa pod nią blizny (ale o tym dowiadujemy się później).

Hmmm. Jak przeskanowałam, to faktycznie nie ma nic o zabiciu. Może to mnie zmyliło:

Nie wie, że tak czy inaczej, jest już martwy. Przy mnie nic nie pozostawało żywe.

A potem jeszcze kawałek, że chłopakowi krew poleciała z uszu.

Babska logika rządzi!

Bo bestia jest silna i zła ;) a do tego nie ma powodu, by żyć. To są jej obawy, że skrzywdzi chłopaka nawet nieumyślnie. Zmieniłam trochę: ”Przy mnie nic nie pozostawało długo żywe”.

A potem jeszcze kawałek, że chłopakowi krew poleciała z uszu.

I właśnie tak się dzieje – krzywdzi go. Ona nie chciała tego zrobić. Używa mocy, aby zegarek nie upadł na podłogę. A kawałek dalej jest napisane, że Bell ucieka :)

 

No i początkowo mnie to myliło, bo wyszło mi, że “zabili go i uciekł”. Ale teraz więcej kumam.

Babska logika rządzi!

:)

Edit: usunęłam dwa zdania, na które zwróciłaś mi uwagę i mam nadzieje, że przyszli czytelnicy na tym skorzystają!

Mam trochę jak Finkla, podobał mi się pomysł i początek, potem trochę się pogubiłam. I w sumie troszkę liczyłam, że tytuł to takie nawiązanie muzyczne, bo słabo znam tę bajkę w wersji Disneya.

Niby jest tu zgrabnie i wiadomo, co z czego, ale chyba minimalnie rozwinęłabym historię Bestii, tak dla większego dramatyzmu. I plus za jelonkowatego chłopaczka, potrzeba więcej takich postaci XD

oidrin dzięki za przeczytanie i komentarz. Nikogo nie chciałam pogubić ;)

Edit: dzięki za klika!

Rozwinięcie komentarza dla oidrin. A dla mnie będzie przypominajka na przyszłość: nie mam czasu napisać porządnego komentarza, to nie piszę go wcale ;)

słabo znam tę bajkę w wersji Disneya

Znajomość bajki na pewno pomaga, ale raczej daleko temu tekstowi do oryginału (choć kręgosłup opowieści oraz charaktery postaci zachowałam).

chyba minimalnie rozwinęłabym historię Bestii, tak dla większego dramatyzmu.

Jako że opowieść jest z jej punktu widzenia, postawiłam na emocje i tłumione wspomnienia (siłą rzeczy więc trudniej czytelnikowi poznać historię bestii). Ale mi podoba się ten rodzaj tajemnicy ;)

I plus za jelonkowatego chłopaczka, potrzeba więcej takich postaci XD

Zwykle moje postaci są… silniejsze. Tu jednak podobało mi się zestawienie silnej, złej bestii z niezwykłą wręcz łagodnością i dobrem. Bo mimo tego, co kobieta robi, Bell stara się jej pomóc jak tylko umie. Opiekuje się nią i kocha bezwarunkowo.

Ja tkwię w moim zamianowym opowiadaniu i drżę ze strachu, że nie zdążę skończyć jednego tekstu, a tu proszę, płodna wyobraźnia Kasjo po “Czerwonym Kapturku” przeretellingowała “Piękną i Bestię”. Brawo za tempo dziewczyno! 

 

Zacznę od tego, że wydaje mi się, że tekst chciałby być dłuższy. Tak, wiem – to że ja lubię długo, nie znaczy, że każdy tak musi, ale myślę, że tutaj trochę brakuję czasu na wciągnięcie w fabułę i wyjaśnienie parę rzeczy.

Szczególnie początek jest fajny, budujesz taki mroczny klimat tym zejściem do podziemi – ta scena mi się podoba – gdzie Bestia znajduje Bella. (*off-topic: ten fragment przypomniał mi mój własny pomysł, gdy na konkurs chciałam na warsztat wziąć “Sinobrodego” :P). Później tempo trochę za szybkie, tak scena po scenie przeskakuje, a szkoda bo chciałabym wiedzieć coś więcej.

 

W kwestii klimatu, mam kilka ulubionych zdań, które świetnie kreują postać Bestii: 

Stoję naga pośród wspomnień

Dzięki temu czuję się porządniejsza, bardziej czysta.

Mój dom nie jest duży, ale bezpieczny. Mam tu wszystko, czego nie potrzebuję.

W ogóle atmosferę dusznego, chorego domu zbudowałaś bardzo dobrze :) 

 

Nie wiem czemu tego, co piszesz w komentarzach, nie ma w treści. Wiem, że lubisz tajemniczość i to jest jak najbardziej spoko, ale wg mnie te wyjaśnienia wcale nie ujęłyby klimatu. 

Chusta zakrywa jej twarz utrudniając oddychanie (nie chciałam pisać wprost, że jej duszno), ale chodzi też o to, że ukrywa pod nią blizny. →  też zwróciłam uwagę na chustę, nie wpadłam, że chodzi o jakieś blizny. Bardziej pomyślałam, że ukrywa swoją tożsamość.

Ale gdy zabójcy, z którymi pracowała, napadają na jej dom → również nie wpadłam na to, że zbójcy, co ich napadli to ex ziomki z pracy Bestii. 

A to już nie z komentarzy, tylko z treści, fragment o Bellu:

Ucieka, zanim jestem w stanie zdecydować. 

… a potem jakby nigdy nic pracuje w ogrodzie. Domyślam się, że uciekł na chwilę, ale mnie tu trochę brakuje dosłownie dwóch-trzech zdań wyjaśnienia o samym zachowaniu Bella. 

 

Tu, w porównaniu do Iza, w moim odczuciu mniej odjechałaś od oryginalnej baśni. Z jednej strony to dobrze, bo naprawdę fajnie się czyta inną wersję znanych wydarzeń, z drugiej zastanawia mnie czy tekst byłby jasny dla kogoś, kto w ogóle nie zna “Pięknej i Bestii”, bo mocno korzystasz ze skojarzeń z bajką. 

 

I na koniec, dziewczyny, co to znaczy “jelonkowaty chłopaczek” niech mnie któraś oświeci? ;) 

Koimeoda dzięki za przeczytanie i rozbudowany komentarz. Rozumiem mieszane uczucia, ale cieszę się, że coś tam jednak się podobało ;)

Nie wiem czemu tego, co piszesz w komentarzach, nie ma w treści. Wiem, że lubisz tajemniczość i to jest jak najbardziej spoko, ale wg mnie te wyjaśnienia wcale nie ujęłyby klimatu. 

Dzieje się tak głównie dlatego, że sama Bestia nie chce pamiętać tych rzeczy. Jeżeli ja mam złe wspomnienia, to nie rozpamiętuje ich w każdym szczególe, w ogóle nie chcę o tym myśleć :) Bohaterka także tego nie robi, a jedynie rzuca uwagi na temat swojej przeszłości, gdy coś jej o niej przypomni. Nie wydawało mi się jednak zasadne, aby odtwarzała to dokładnie w głowie (a więc i ujawniała czytelnikom). Stąd krótkie uwagi, które odnoszą się do przeszłości, ale nie opisują, co dokładnie się stało: „Iskra, która w sekundę spaliła wysuszoną przez łzy duszę i zmieniła mnie w kogoś zupełnie innego.”, „[Tatuaż] Jedyną rzecz, która pozostała mi po tym zdrajcy.”, „Od dnia, gdy zabiłam mężczyznę, dla którego ono biło. Wróża i wieszcza. Tego, który mnie przeklął, a przecież nie miał do tego prawa.”. Te zdania wskazują, że zabiła ukochanego, który ją zdradził, ale nie opisują samego zdarzenia ani motywacji faceta. Skąd Bestia miałaby ją znać?

A to już nie z komentarzy, tylko z treści, fragment o Bellu:

Ucieka, zanim jestem w stanie zdecydować. 

… a potem jakby nigdy nic pracuje w ogrodzie. Domyślam się, że uciekł na chwilę, ale mnie tu trochę brakuje dosłownie dwóch-trzech zdań wyjaśnienia o samym zachowaniu Bella. 

Bo te rzeczy dotyczą Bella, a tekst jest z punktu widzenia Bestii. Ona nie wie, co się z nim stało, gdy uciekł, ani dlaczego wrócił. Nie pyta go o to, bo nie interesuje jej to, nie rozumie motywacji chłopaka – tak jak i czytelnik:

Bell uśmiecha się do mnie, a ja nie wiem dlaczego.

Skoro ona jej nie zna, to my teoretycznie też jej nie poznamy (przynajmniej nie od Bestii). Możemy się tylko domyślić, dlaczego chłopak to robi.

I na koniec, dziewczyny, co to znaczy “jelonkowaty chłopaczek” niech mnie któraś oświeci? ;) 

Na przykład Iz był samcem alfa ;) Bell jest delikatniejszą, łagodniejszą, milszą i spokojniejszą wersją faceta.

I na koniec, dziewczyny, co to znaczy “jelonkowaty chłopaczek” niech mnie któraś oświeci? ;) 

Taki, który swoim całokształtem twórczości i prezencją wywołuje skojarzenia z obrazkiem poniżej.

Dziękuję za odpowiedzi dziewczyny! Aczkolwiek nie odebrałam Bella w ten sposób :P Może dlatego, że się nie odezwał ani razu? Jego kreacja jest wg. mnie największą zmianą w stosunku do oryginału – Bella nie była taka… miła, bierna? Tak mi się wydaje. Aczkolwiek Bellowi daję plus: za długie włosy xD

 

Kasjo: akurat to, co tłumaczysz o przeszłości Bestii wyłapałam, ten motyw z zabitym facetem jest imo dość oczywisty. Chodziło mi stricte o rzeczy, które pojawiają się w treści, tego co czytamy – jak choćby ta chusta – że nie jest coś do końca jasne. 

Rozumiem mieszane uczucia, ale cieszę się, że coś tam jednak się podobało ;) -> przecież mówię, że klimat dobrze zbudowany :D i zdania punktuje, które mi się podobają.

Koimeoda ok, to może o tej chuście jako przykładzie ;)

 też zwróciłam uwagę na chustę, nie wpadłam, że chodzi o jakieś blizny. Bardziej pomyślałam, że ukrywa swoją tożsamość.

Chodziło mi stricte o rzeczy, które pojawiają się w treści, tego co czytamy – jak choćby ta chusta – że nie jest coś do końca jasne.

Nie wszystko chciałam opisywać – no bo pierwszoosobowa narracja :) Dlatego, gdy Bestia wspomina o chuście, można to interpretować na kilka sposobów – ukrywa tożsamość, trochę jej ciężko oddychać (ale obie odpowiedzi mogą być poprawne). W tej konkretnej chwili nie wiadomo, ale też nie ma to wielkiego znaczenia. Później dowiadujemy się, że ma blizny i chusta nabiera trochę innego znaczenia.

Jasne mogłam napisać coś w stylu: “trudno mi się oddycha, a blizny ciągną”. I to też było ok. Tu jednak wyszłam z założenia, że jeżeli Bestia ma je od dawna, to nie zwraca na to uwagi przy każdej czynności (szczególnie przy takim stopniu uszkodzeń). Ja mam ze dwie takie blizny i w ogóle o nich zapominam, nie zwracam uwagi :)

Podobnie jak zdanie: “Gdy przemierzam przestrzeń, włączają się kolejne światła. Nie chcę być widziana, ale nie mam wyboru.” może chodzić o próbę ukrycia tożsamości (co jest właściwą interpretacją w danym momencie), a gdy dowiadujemy się o bliznach, to zdanie nabiera nowego znaczenia. Ale tak naprawdę nie są to super istotne informacje.

Ale gdy zabójcy, z którymi pracowała, napadają na jej dom → również nie wpadłam na to, że zbójcy, co ich napadli to ex ziomki z pracy Bestii. 

Z drugiej strony nie jest to aż tak istotne, kto chciał ją zabić. Ważne, że chcieli ją zabić; jeżeli czytelnik nie wyłapie, że to byli współpracownicy, to krzywda tekstowi się nie stanie. Równie dobrze może uznać, że jest to jakiś randomowy atak (też ok).

 

Reasumując ;) zależało mi na krótszej formie (a wiem, że nie każdy za tym przepada) i skupieniu się na tym, jak Bestia postrzega świat, co przeżywa. Wiem, że mało tu historii, nie rozbudowałam świata – ale na czymś innymi mi zależało. Wiem, że nie każdemu to podpasuje. Ba, może nawet większości się spodoba. I to też jest OK :)

 

Edit:

Jego kreacja jest wg. mnie największą zmianą w stosunku do oryginału – Bella nie była taka… miła, bierna?

Bell w tej wersji jest dobry, ale nie nazwałabym go do końca biernym. Można nawet powiedzieć, że jest na swój sposób odważny, tak jak i dziewczyna w oryginale była. Bo żeby zostać z Bestią, która jest niebezpieczna i wyraźnie niezrównoważona, to trzeba mieć trochę odwagi i uporu :)

Oczywiście, że jest OK! :) I przekonuje mnie argument, że takie celowe niejasności wynikają z narracji pierwszoosobowej. 

Przykłady z komentarzy podałam żeby pokazać zagubienie czy niezrozumienie niektórych fragmentów – absolutnie nie chodzi o czepialstwo drobiazgów, masz rację np. z tym, że to nie jest istotne kto ich tak naprawdę atakuje. 

Bell – wg mnie twistem tutaj jest to, że Bell został wyratowany przez Bestię z jakiejś innej opresji – w jego wdzięczności doszukiwałam się głównej przyczyny, że został z Bestią i jej zaufał. To jest ładny motyw.

Nie no, nie traktuję tego, jak czepialstwo ;) Zawsze zakładam, że zwyczajnie coś źle opisałam – czyli tak, że tylko ja to rozumiem. Właśnie dlatego staram się dawać pełne odpowiedzi, dzięki temu i ja upewniam się, czy na pewno czegoś nie pominęłam.

Co do Bella, to faktycznie miał ciężko. Prawdziwym żartem losu jest to, że ratuje go osoba, która jest zła, a i tak o niebo lepsza niż ta, która go przetrzymywała. Jeżeli spojrzeć na to nie oczami Bestii, to Bell na pewno czuje wdzięczność – pewnie, dlaczego został. Ale też chciałam stworzyć wrażenie, że nie miałby dokąd pójść (więc nieważne co Bestia zrobi, on zostanie, by się nią opiekować).

Prawdziwym żartem losu jest to, że ratuje go osoba, która jest zła, a i tak o niebo lepsza niż ta, która go przetrzymywała.

→ Ha! Właśnie widzisz, o to chodzi mi cały czas! : D Kitrasz jakieś ciekawe rzeczy w rękawie! W Twoich komentarzach rozszerzasz rzeczywistość opowiadania, pojawia się jakiś background ciekawy, jakieś głębsze motywacje czy przemyślenia (choćby Bell jak o nim gadamy wydaje mi się się coraz ciekawszy, niż wynika z samej treści opka). Po tym, co teraz napisałaś, aż mnie męczy, żeby zadać w takim razie pytania: kto, po co i dlaczego go więził! 

 

Ale to w sumie fajne jest – zadając pytania pogłębiające, robi się coraz ciekawiej. (A może do tego służą komentarze pod opkami? :D)

Kitrasz jakieś ciekawe rzeczy w rękawie! […] Po tym, co teraz napisałaś, aż mnie męczy, żeby zadać w takim razie pytania: kto, po co i dlaczego go więził! 

Ej, ale ja niczego nie kitram ;) Tylko nie piszę wprost, że A krzywdzi B:

– Bell – szepcze, a kształtne usta drżą.

Słyszę echo minionych krzyków. Powietrze nadal wypełnia wspomnienie łez. Czuję też krew. Nie wierzę, że po tym wszystkim chłopak zachował niewinność. Pozostał piękny. Nieskazitelny. Idealny.

Po tym akapicie widać, że ktoś mu robił krzywdę, ale z punktu widzenia tej opowieści nie ma znaczenia, kto to był – co by to zmieniło, gdyby był to wilkołak, fryzjer czy sprzedawca samochodów? A skoro właściciel domu nie żyje, a w jego piwnicy jest chłopak – to zapewne on go krzywdził.

Ale to w sumie fajne jest – zadając pytania pogłębiające, robi się coraz ciekawiej. (A może do tego służą komentarze pod opkami? :D)

Zakładam, że są do wielu rzeczy – w moim przypadku, często służą tłumaczeniu wizji, która chyba nie zawsze jest wyłapywana w tekście (albo której w tym tekście nie uda mi się oddać). Co też jest ok, bo człowiek się uczy :) pisać lub bronić swoich wizji. Poza tym zawsze fajnie pogadać o tekście.

Heloł. Fajnie się czytało, choć mam wrażenie, że jednak dobrze by tu zrobiło ciut więcej znaków. Zakończenie jest chyba zbyt brutalnie przycięte i człek się gubi. Mam, tak na poziomie wyobraźni, kłopot z umiejscowieniem sobie tej historii w jakichkolwiek realiach. Tzn domyślam się, że gdzieś blisko oryginalnych z PiB, ale jakoś tego nie widzę, może warto byłoby tu trochę doinwestować scenografię? 

Moim zdaniem koncepcja fajnie gra z oryginalną PiB, ale warto byłoby to dopracować. Bestia opowiada o sobie, dialogów brak, akcja jest dość ograniczona i przez to całość robi wrażenie wstępu ledwie do dłuższej historyjki. 

Łosiot dzięki za odwiedziny i komentarz :)

Przemyślę wasze uwagi o dodaniu kilku elementów do tekstu (co by odrobinę lepiej nakreślić historię oraz uwypuklić postać Bella). Choć muszę przyznać, że podoba mi się taka forma, gdzie skupiam się na Bestii, a nie wiele wiadomo o świecie i samej motywacji chłopaka.

A pewnie! To znaczy, doskonale rozumiem takie podejscie. Jedne rzeczy ledwie szkicujemy, inne rysujemy wyraźniej, zawsze można coś dodać, pogłębić, dodać więcej tła i tak dalej. Co wcale nie oznacza, że trzeba. Pewnie gdzieś jest taka trudna do uchwycenia granica, po przekroczeniu której czytelnik zostaje z wiekszym lub mniejszym niedosytem, dla mnie właśnie złapanie tej granicy jest jedną z trudniejszych rzeczy w pisaniu. Jedno Ci przyznam odnośnie tego tekstu – jesteś w tej formie konsekwentna, co oznacza, że przemyślałaś, co oznacza, że tak miało być, a to chyba dobrze, no nie?

Iskra, która w sekundę spaliła wysuszoną przez łzy duszę i zmieniła mnie w kogoś zupełnie innego.

O jakże mi się podoba to zdanie!

 

Tak jak poprzednicy, na koniec się lekko zgubiłem i dopiero wytłumaczenie w komentarzach pozwoliło mi ogarnąć, kto tak naprawdę został na końcu.

Ale to w sumie jedyny minus jak dla mnie.

Co do pozytywów: podobają mi się wyraźnie zarysowane postacie, bestia, która nie tyle jest brzydka z natury, co została oszpecona wewnętrznie i zewnętrznie przez los i ludzi. Bell razi po oczach swoją anielskością (w pozytywnym sensie). ;) Podoba mi się motyw z tatuażem i ogólne przedstawienie przesłania, że człowiek bez miłości potrafi się pozbawić (lub być pozbawionym) wszystkiego co ludzkie tak naprawdę. Wszystko to w skompresowanej formie.

 

Ode mnie klik do biblioteki. ;)

Łosiot granica zawsze jest cienka. Niby chcesz pokazać to, co ci siedzi w głowie, ale nie chcesz być zbyt oczywista. W tym tekście jest dużo właśnie takich zdań (może nawet zbyt wiele), które wskazują na rzeczy, nie do końca nimi będąc. Tak jak zegarek wskazuje czas, ale sam nim nie jest :)

 

Sagitt miło mi, że mnie odwiedziłeś i wyraziłeś swoje zdanie :) + dzięki za polecajkę.

Twoje pozytywy trafnie podsumowują tekst i moje zamiary. A i dopytam, skoro już przytoczyłeś tę kwestię:

Tak jak poprzednicy, na koniec się lekko zgubiłem i dopiero wytłumaczenie w komentarzach pozwoliło mi ogarnąć, kto tak naprawdę został na końcu.

Czy dobrze rozumiem, że trudno połapać się w tym, że ostatni z zabójców pokonał Bestię, a Bell niespodziewanie wrócił, aby ją uratować? Czy może o coś zupełnie innego?

Czy dobrze rozumiem, że trudno połapać się w tym, że ostatni z zabójców pokonał Bestię, a Bell niespodziewanie wrócił, aby ją uratować? Czy może o coś zupełnie innego?

Ostatni z zabójców pokonał bestię, tak. Ona powoli odpływa i nagle zjawia się Bell. Ok. Tylko ten zabójca gdzieś znika wówczas. 

Chyba że:

Hałas. Zaraz po nim drugi i trzeci. Ból nie zniknął, ale napór obcego umysłu z mojej świadomości już tak.

to zdanie wskazuje, że Bell okazał się nie tylko ładny ale i waleczny? A te hałasy to ciosy, które zadaje zabójcy? Dobrze to teraz rozumiem?

Dokładnie tak :) Pokazanie tego z punktu widzenia Bestii, która w sumie jest umierająca, nie pozwala na wiele szczegółów walki. Stąd oszczędność tej sceny, która zawiera się w przytoczonym przez ciebie zdaniu. Założyłam, że zabójca zajęty dobijaniem kobiety da się łatwo zaskoczyć Bellowi. A wtedy łatwiej komuś zrobić krzywdę, nawet jeżeli nie jest się atletą. A to czy go zabił, czy pozbawił przytomności, nie jest już takie istotne.

Ok, czyli nie jest tak źle, jak myślałam ;)

To już teraz wszystko jest jasne. :D

kasjopejatales, fajnie, że wybrałeś tę baśń:-) też zastanawiałam się nad nią przez chwilę:-)

wyszła Ci interesująca z(a)miana, bo kobieta-bestia to ciekawy pomysł:-) 

Zwróciłam uwagę, że pierwszy i ostatni akapit uzupełniają się nawzajem. Rozpoczynasz tekst stwierdzeniem, że nikt nie jest zły z natury, a w końcowej scenie pokazujesz właśnie tę empatyczną, wrażliwszą stronę bestii. Przynajmniej ja tak odbieram przelanie w Bella jej moce. Chociaż… można to odczytać też tak, że daje mu właśnie to zło, które w niej tkwiło, żeby był silniejszy i … zabijał?… Hmm

Bardzo podoba mi się narracja i to, że Bella odzywa się tylko raz, gdy wypowiada swoje imię, a potem milczy. Świetny motyw z tatuażem i płatkami róży!

polecam do biblioteki i pozdrawiam:-)

Olciatka witaj i dziękuję za przeczytanie oraz klika ;)

wyszła Ci interesująca z(a)miana, bo kobieta-bestia to ciekawy pomysł:-) 

Cieszę się, że ten pomysł przypadł ci do gustu. Chciałam mieć nieoczywistą bestię, czyli nie tylko taką na poziomie wyglądu, ale przede wszystkim wnętrza.

Świetny motyw z tatuażem i płatkami róży!

A, dziękować bardzo :)

Zwróciłam uwagę, że pierwszy i ostatni akapit uzupełniają się nawzajem.

Masz rację, choć akurat ta klamra wyszła naturalnie. Ona oddaje moc, aby Bell z niej zrobić dobry użytek, by go chroniła. Bestia ma dość walki i życia w ogóle (co powinno dać się wyczuć w trakcie czytania), ale też znalazła coś, co warto ochronić, uratować. Ona wyczuwa dobro chłopaka i jego niewinność, czystość.

A ta klamra, na której mi zależało jest ciutkę dalej:

Skupiam moc na szkle. Widzę jego strukturę. Mogłabym sprawić, że szyba zniknie. Zamiast tego wolę ją zniszczyć.

i

I czego nie mogę zniszczyć, tak jak robiłam to wiele razy przedtem. A przecież mogłabym uratować swoje życie, kradnąc mu jego. Jednak pierwszy raz pragnę stworzyć, zamiast zniszczyć.

Aaaa, no pewnie, że tak! Teraz widzę!:-) pozdrawiam raz jeszcze

Również pozdrawiam :)

Piękna i Bestia to jedna z tych bajek, które w dorosłości odbiera się inaczej. Twoja wersja przypadła mi do gustu. Niejasności… Hmmm, niekiedy są zaletą. Pewna doza tajmeniczości dodaje opowiadaniu wiarygodności i pasuje do narracji. A całość skłania do przemyśleń, a to, jak wiadomo, podstawa porządnej bajki. ;)

Rossa przede wszystkim cieszę się, że ta zmieniona wersja bajki przypadła ci do gustu oraz dzięki za klika :)

Tajemniczość po części była wymuszona narracją, ale także wolą autorki, która lubi ten typ opowieści. Podoba mi się, że niektóre rzeczy pozostaną niejasne – choć to, co najważniejsze chyba pokazałam jasno.

“Piękny i bestia” to hasło, które jest kawałem z brodą, a mimo top przeczytawszy opowiadanie wcześniej niż wstępniak, nie zorientowałem się, to o tym. Właściwie to… Opowiadanie okazało się dla mnie obrazowe, ale niejasne. Przez moment myślałem, ze pójdzie w stronę podobna jak komiks “Bez honoru” (scena z gablotami), ale wyszło zupełnie inaczej.

W każdym razie nawet z dopiskiem, za bardzo brak “tła” dla głównej postaci. Przy czym NIE chodzi mi o podanie wszystkiego na tacy. Raczej o kompletnym braku wyjaśnienia o co tu chodzi. Główna postać raz się wydaje ifrytem, raz banshee, na koniec żadną z tych postaci. Jakkolwiek jestem po stronie opowieści “pokręconych” i “mglistych”, to tu jednak jest coś innego niż “lynchowo-vontrerowo”.

 

wilku dzięki za komentarz i spostrzeżenia :) Jeżeli ktoś zna samą bajkę (i chodzi raczej wersję Disneya), to trochę łatwiej będzie odnaleźć mu się tekście. Choć raczej zostawiłam szkielet opowieści, niż ją dokładnie odwzorowałam.

Jednak od początku chodziło mi o przedstawienie historii od strony Bestii – kobiety zniszczonej na tak wielu poziomach, że w sumie trudno powiedzieć, czy pozostało w niej cokolwiek z człowieka. Stąd przyjęta narracja: opisy zdarzeń i myśli kobiety są chaotyczne zarówno dla niej samej, jak i czytelnika. W scenie gdzie Bestia wbiega naga do pokoju, w którym jest Bell – nie tłumaczę, że jest to jej pokój z pamiątkami, które brała po każdym morderstwie (ona to wie), a raczej pokazuje wściekłość i żal kobiety, że chłopak naruszył jej własność. Podobna scena była w bajce, ale tam bohaterka znalazła pod kloszem różę Bestii i próbowała jej dotknąć.

Co do niejasności: wiem, że dobrze byłoby, aby tekst obrazował czytelnikowi sytuacje, w której znalazł się wraz z bohaterem opowieści. Jednak tu bohater nie jest do końca stabilny. Więc zamiast opisów dostajemy chaotyczny strumień myśli, przeplatany emocjami i wspomnieniami. Umierająca kobieta, która straciła wzrok i niemal całą świadomość nie będzie opisywała w szczegółach, jak to Bell ją bohatersko uratował. Co więcej, czy dla tej konkretnej opowieści, aż tak ważne jest to czy Bestia jest banshee czy czymś innym? Moim zdaniem nie do końca (choć mogę się mylić) – ważne, że jest potworem lub za takiego się uważa.

Rozumiem jednak, że fajnie byłoby wiedzieć więcej. Zapewne jedna scena, w której Bestia rozmawia z Bellem na temat swojej przeszłości (w przebłysku świadomości), byłaby wystarczająca, ale z rozwagą jej nie dałam. I tu nie chodzi do końca o tajemniczość, ale o pokazanie historii od strony kobiety, która jest wrakiem i nie interesuje jej świat. Czemu miałaby więc opisywać lub wyjaśniać sytuacje, w której się znajduje (swe wspomnienia, miejsca i wydarzenia), jeżeli wszystko jest jej obojętne? Dla niej świat nie istnieje (a raczej nie jest ważny), więc dlaczego dla czytelnika miałby być ważny lub zrozumiały (oczywiście cały czas mówimy tu o tekście, w którym narratorem jest niezrównoważona osoba).

Na pewno, gdyby opowieść była z punktu widzenia kogoś bardziej stabilnego emocjonalnie, wszystko byłoby odrobinę lepiej uporządkowane i wyjaśnione. Odpisując ci, pomyślałam, że nawet fajnie byłoby odwrócić sytuacje i dodać drugą część tekstu z punktu widzenia Bella :) Ugruntowałoby to historię w czasie i przestrzeni oraz ciekawie kontrastowało z bardzo chaotyczną opowieścią Bestii. No, ale na tym etapie, byłaby zbyt duża ingerencja w tekst (który jednak mi się podoba także w tej formie).

 

Matko, ale się rozpisałam – wybacz ;) Skrótowo – wiem, że z punktu widzenia czytelnika może być wyzwaniem nie tyle zrozumienie, co tu się właściwie dzieje, a o co chodzi. A, podobnie jak w oryginalnej bajce, chodzi o przemianę, kogoś, kto umie tylko niszczyć (prawdziwą bestię) w osobę zdolną do bezinteresownej pomocy, uratowania drugiej osoby, nawet jeżeli ceną jest własne życie.

Może to właśnie kwestia nieznajomości wersji disneyowej. Ale nawet z tym opisem nie bardzo potrafię to połączyć z tekstem. Wręcz tekst sugeruje inne kierunki (chociażby przez wspomniane skojarzenie z ifrytami i imię postaci w takiej scenerii mogące kojarzyć się bardziej z jednym z imion z mitologii hebrajskiej, niż z “Bellą”).

Może kwestia hermetyczności nawiązań do filmu?

 

Może i tak być ;) Jednak Bella była główną postacią tej bajki, więc jakoś nie podejrzewałam innych skojarzeń. No i w tak krótkim tekście, po cichu liczyłam na znajomość oryginału – bo faktycznie mocno wszystko przeinaczyłam. Ale jakoś tak wolę wziąć szkielet opowieści: charakterystyczne elementy historii oraz charaktery postaci i pchnąć je do zupełnie innego świata. Podobnie miałam z tekstem o Czerwonym Kapturku, gdzie bohaterem został wielki facet w cyberpunkowym świecie!

Jest taki magiczny środek w pisaniu, działający jak brokatowa posypka na opowiadanie – gdy autor doda odrobinę własnych emocji do tekstu, w magiczny sposób historia staje się mocniejsza i bardziej wyrazista. Nie musi być tego wiele i nie trzeba odwoływać się bezpośrednio do własnych doświadczen, wystarczy ta odrobinka tego samego uczucia, którego autor doświadczył kiedyś w jakimś aspekcie. Można to dostrzec w niedawno wstawionym opowiadaniu rrybaka (miłość ojcowska) czy zagubienie głównego bohatera w opowiadaniu Łosiota. Młodzi autorzy jednak z uporem ignorują starą, dobrą zasadę “pisz o tym, na czym się znasz”, i tak powstają miliony opowiadań o skrytobójcach, prostytutkach i seryjnych mordercach, które trudno kupić. (A mówię to z doświadczenia, bo sama dopiero co wstawiłam opko o prostytutce w długach i stawałam na głowie, by dodać jej parę emocji z mojego życia).

 

A więc – Bestia jest zabójcą na zlecenie (chyba? szczerze, nie bardzo rozumiem jej zawód i jego powiązanie z klątwą), ale mówi o tym beznamiętnie i płasko, a że nie pokazuje się przy pracy, to ja nie bardzo ogarniam tę jej pracę. Więcej emocji pojawia się w wątku rozwijającej się relacji Bella i Bestii, ale tu znów na przeszkodzie kamowej satysfakcji staje maleńka objętność tekstu (bo prócz tych dwóch wątków mamy jeszcze romantyczne backstory Bestii, równie nierozwinięte), która skutecznie uniemożliwia przekonujące przedstawienie jakiegokolwiek rozwoju czy zmiany.

 

Ja również dołączę do listy osób skonfundowanych zakończeniem. Ale nie tylko zakończeniem. Myślę, że miałaś tu ciekawy pomysł, ale opakowałaś go w zbyt ciasną formę. Fajnie, że wzbogacasz oryginalną historię o nowe elementy – Bestia-zabójca na zlecenie miała niezły potencjał. Ale finalnie nie jestem przekonana, czemu Bestia tym zabójcą jest – jaki to ma związek z facetem, który złamał jej serce? Rzucił na nią urok, każący jej zabijać? Ale czemu w takim razie pracuje z innymi zabójcami? Z jednej strony wydawało mi się, że klątwa zmusza ją do zabijania, a z drugiej brzmiało to jak zawód Bestii i jej sposób na życie.

 

Kolejną intrygującą sprawą była zdolność Bestii do widzenia przez ściany i odbierania emocji na odległość. Również nie wiem, skąd ona się wzięła i po co (to dodatkowo miesza w końcowej walce), ale bardzo podobał mi się sam pomysł.

 

Nie bardzo wiem, co w końcu tekstu zrobiła Bestia – przelała swoją moc na Bella? Ale to by sugerowało, że ta moc nie była częścią klątwy, tylko… no właśnie, skąd ta moc?

 

Ładnie napisane, jest potencjał :)

 

Wykonałam zlecenie czas więc poszukać sobie jakiejś pamiątki.

Idę przestronnymi korytarzami przesuwając wzrokiem po drogich obrazach i wielkich rzeźbach.

brakujące przecinki

moją i mężczyzny, którego łudziłam się, że kocham.

którego łudziłam się… czy tu jest wszystko gramatycznie ok? serio nie wiem, to zdanie wywaliło mi bluescreena w mózgu

Gnam przez ciemne korytarze, sprawnie omijając kolejne przeszkody i przewrócone meble. Nie dbam o dom, jest zagracony i brudny.

Osoba pędząca przez korytarze w panice raczej nie rozgląda się wokół i nie ocenia stanu czystości pomieszczeń, które widuje codziennie?

Gdy biorę oddech, podchwytuje spojrzenie błękitnych oczu chłopaka.

podchwytuję

 

Czytało się w porządku :) Miłego dnia :)

 

PS. Aha, jeszcze jedno. Dlaczego tytuł nie jest po polsku, co to za łobuzeria?

www.facebook.com/mika.modrzynska

kam_mod miło poznać i dzięki za komentarz :) Oczywiście błędy poprawione. A że zawsze fajnie jest podyskutować o tekście, to…

Młodzi autorzy jednak z uporem ignorują starą, dobrą zasadę “pisz o tym, na czym się znasz”, i tak powstają miliony opowiadań o skrytobójcach, prostytutkach i seryjnych mordercach, które trudno kupić. (A mówię to z doświadczenia, bo sama dopiero co wstawiłam opko o prostytutce w długach i stawałam na głowie, by dodać jej parę emocji z mojego życia).

Zgadzam się, choć z maleńkim „ale” – bo gdybyśmy pisali tylko o tym, co znamy to pisanie o magach rzucających czary, byłoby skazane na porażkę (nawet przy bujnej wyobraźni). W końcu skąd mam wiedzieć jak czuje się osoba, gdy przez jej ciało przepływa magia? Jak to jest mieć taką moc? Jak zachowują się magowie wobec siebie i innych? Oczywiście możemy to oprzeć o znane nam struktury społeczne, np. upodobnić akademię magów do korporacji, której mechanizmy działania są nam bliże (z wielu powodów). I całkowicie rozumiem, o co chodziło ci w tym spostrzeżeniu i z większością się zgadzam, po prostu uważam, że przy zachowaniu pewnej dozy ostrożności można pokombinować nawet z nieznanym. A tutaj narracja pierwszoosobowa miała właśnie zdjąć ze mnie ciężar opisywania pracy zabójcy (którą i tak mało opisuję, o czym później), ale nie to było jej podstawowym zadaniem.

Więcej emocji pojawia się w wątku rozwijającej się relacji Bella i Bestii, ale tu znów na przeszkodzie kamowej satysfakcji staje maleńka objętność tekstu (bo prócz tych dwóch wątków mamy jeszcze romantyczne backstory Bestii, równie nierozwinięte), która skutecznie uniemożliwia przekonujące przedstawienie jakiegokolwiek rozwoju czy zmiany.

W tym tekście postawiłam na opowieść osoby zniszczonej, obojętnej, niemal niezrównoważonej. Poznajemy ją już po tym, jak stała się Bestią, niejako narodziła się na nowo. Narratorka jest taką osobą, która nie czuje nic, gdy zabija – jak zauważyłaś obojętną na wszystko dookoła. Te emocje, które gdzieś tam się przewijają (np. gdy Bestia spotyka Bella pierwszy raz) są raczej płaskie i przypominają bardziej echo emocji, ich wspomnienie niż naprawdę nimi są. Ona nie wie już, jak to jest czuć coś poza obojętnością i żalem (i to chciałam pokazać). Dla niej każdy dzień jest taki sam, bezbarwny i nieciekawy – między innymi dlatego postawiłam na tak krótką formę.

I tylko w jednym momencie opowieści, widzimy w niej jakieś silniejsze emocje: gdy Bell narusza przestrzeń Bestii, pokój z pamiątkami. Jest jeszcze ta scena, gdy uwalnia Bella, ale tam kobieta tylko mówi, że jest wściekła, ale tak naprawdę tego nie czuje (raczej jej się wydaje, że powinna to czuć). I nawet gdy Bestia umiera, tych emocji nie ma zbyt wiele, ale właśnie w to celowałam. Żeby czytelnik zrozumiał, że kobieta już nic nie czuje. Miała stwarzać wrażenie obojętnej, takiej osoby, która nie ma siły ani żyć, ani się zabić. Takiej, która nie rozumie już, czym są emocje, nawet gdyby ktoś rzucił ją nimi w twarz: "Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu Bell zbliża się – do mojego serca i umysłu. Czuję go tuż pod skórą. Jest wszędzie, gdzie spojrzę. Uśmiechem i oddechem ogrzewa moje zniszczone ciało. Zmienia rytm próżnego serca. Przywraca blask w pozbawionych życia oczach. Nie wiem, czy to dobrze." To tak jakby, ktoś powiedział mi, że mnie kocha, a ja odpowiedziała to „To miłe”. Tylko że ja jako osoba w pełni władz umysłowych nie powiedziałabym tak. Gdybym jednak nie odwzajemniała tego uczucia, czułabym raczej zażenowanie, żal, może byłoby mi przykro, że muszę kogoś skrzywdzić. Bestia nie rozumie, czemu Bell został, nie rozumie, co sama czuje. Jest daltonistą uczuciowym, ale powolutku Bell wchodzi jej pod skórę. Dlatego właśnie na końcu go ratuje, kosztem własnego życia (mimo że wyraźnie mówi nam, że mogłaby się uratować, zabijając go).

Nie bardzo wiem, co w końcu tekstu zrobiła Bestia – przelała swoją moc na Bella? Ale to by sugerowało, że ta moc nie była częścią klątwy, tylko… no właśnie, skąd ta moc?

Ja również dołączę do listy osób skonfundowanych zakończeniem.

Bestia uznała, że może oddać mu tę moc, by go chroniła i tyle wiemy. Czy klątwa przeszła na niego? Czy ta moc pochodziła od kobiety, a nie od klątwy? Jak oddała Bellowi swoją siłę? Nie wiadomo, ale przecież od niej się tego nie dowiemy, bo kobieta umiera. Dlatego końcówka taka jest – narrator umiera. Co więcej straciła wzrok, więc tylko dzięki swojej mocy w ogóle rozpoznała, że to Bell ją uratował (ale nie wie jak to zrobił). No ale skoro Bestia zapewnia: „Teraz będziesz bezpieczny” to raczej nie skazałaby Bella na życie z tą samą klątwą, z którą ona żyła.

A więc – Bestia jest zabójcą na zlecenie (chyba? szczerze, nie bardzo rozumiem jej zawód i jego powiązanie z klątwą), ale mówi o tym beznamiętnie i płasko, a że nie pokazuje się przy pracy, to ja nie bardzo ogarniam tę jej pracę.

Bestia-zabójca na zlecenie miała niezły potencjał. Ale finalnie nie jestem przekonana, czemu Bestia tym zabójcą jest – jaki to ma związek z facetem, który złamał jej serce? Rzucił na nią urok, każący jej zabijać? Ale czemu w takim razie pracuje z innymi zabójcami? Z jednej strony wydawało mi się, że klątwa zmusza ją do zabijania, a z drugiej brzmiało to jak zawód Bestii i jej sposób na życie.

Kolejną intrygującą sprawą była zdolność Bestii do widzenia przez ściany i odbierania emocji na odległość. Również nie wiem, skąd ona się wzięła i po co (to dodatkowo miesza w końcowej walce), ale bardzo podobał mi się sam pomysł.

W oryginalnej opowieści jedyne co wiedzieliśmy o księciuniu, było to, że obraził czarodziejkę swoją pychą i nieczułością na krzywdę innych. Nie wiedzieliśmy o nim nic więcej i przyznam, że to mi się spodobało – poznajemy go, gdy już stał się Bestią. Jego życie zaczęło się na nowo – podobnie jak mojej bohaterki. Nie wiemy, kim była wcześniej i nie ma to większego znaczenia dla tej opowieści. Jej przeszłość jest tylko echem zarówno dla niej, jak i dla czytelnika.

Poznajemy ją jako zabójcę, który wolą myśli może kogoś zabić. Czy miała wcześniej tę moc? A czy to ma jakieś znaczenie dla jej obecnego życia i tego, co robi? Przy czym nie mam tu na myśli, czy ma to znaczenie z punktu widzenia czytelnika (bo zapewne ma), ale czy z punktu widzenia kobiety ma? Raczej nie bo poznajemy ją jako wrak człowieka, kogoś, kto żyje jakby „z rozpędu”. Która brnie przez życie, zabijając i pewnie robiłaby to nie zależnie czy miałaby tę moc, czy nie. (Edit: chociaż dodałam do tekstu ze dwa zdania, które ułatwią czytelnikowi odpowiedź na te pytania – ale i tak nie wyjaśnią wszystkiego.)

Mamy tu osobę, która zabija dla pieniędzy, a przynajmniej to wiemy z pierwszej części. Później jednak dowiadujemy się, że została przeklęta: „Kiedy spadnie ostatni płatek – umrę naprawdę. Póki zabijam, jestem bezpieczna.” I ten fragment jest tu po to, aby dać czytelnikowi dodatkową informację, nad którą warto się zastanowić (ale nie ma on zagwarantować, że uzyska odpowiedź na pytania, które sobie zada). Czy Bestia zabija tylko dlatego, żeby uratować życie? Robi to przez klątwę? Ale w takim razie, po co bierze trofea? Czy ten fragment wyjaśnia, dlaczego Bestia zabija? Czy faktycznie jest taka zła, a może nie ma wyboru?

Niestety od kobiety niewiele się dowiemy. Wiemy tylko, że Bestia jest osobą skrzywdzoną lub taką, która za się za nią uważa. Taką, która nie jest idealnym narratorem. Może facet tak naprawdę jej nie zdradził? Nie wiemy tego, bo narratorka nam tego nie mówi (może sama nie wie już, co jest prawdą?).

Nasze myśli też nie zawsze są składne. Czasem mają sens tylko dla nas. Gdybyśmy zaczęli słyszeć cudze myśli, też wiele rzeczy pozostałoby niejasne. Nie wszyscy w głowie składają, śliczne zdania, które mają sens. I ciężko nam byłoby pojąć ten sens głównie dlatego, że nie znamy przeszłości danej osoby i nie wiedzielibyśmy, do czego odwołuje się dana myśl. A tu dodatkowo mamy osobę niezbyt stabilną umysłowo o zupełnie innej moralności niż przeciętna osoba.

PS. Aha, jeszcze jedno. Dlaczego tytuł nie jest po polsku, co to za łobuzeria?

No… tak… jakoś… no… bardziej mi pasowało :)

Ładnie napisane, jest potencjał :)

Czytało się w porządku :) Miłego dnia :)

Uff ;) i nawzajem.

 

 

Edit: Przemyślałam sobie uwagi z komentarzy i naniosłam poprawki, które pomogą (mam nadzieję) w lepszym zrozumieniu postać Bestii. Nie jest to jednak (i raczej nigdy nie będzie) pełna historia Bestii, a raczej kilka informacji, które zapewne od początku powinny znaleźć się w tekście :)

Zacznę od tego, że pomysł całkiem ciekawy. Najwięcej problemu z tym konkursem miałem z samym znalezieniem pomysłu na zamianę, przerobiłem w myślach najpierw wszystkie klasyczne/disneyowskie historie, ale nie potrafiłem znaleźć oryginalnego spojrzenia. Tobie się udało, chciałbym taką wersję bestii zobaczyć, ale… no właśnie, nadal chciałbym. 

Dla mnie nie to nie opowiadanie, tylko streszczenie. Językowo narracja wyszła sprawnie, ale nie czułem tu napięcia, nie byłem w stanie poznać bohaterów i przejąć się ich losem, a nawet jak nie przejąć, to zainteresować się fabułą. Nie jestem zwolennikiem rozciągniętych w czasie historii, może dlatego, że za bardzo przypominają mi kroniki dziejów, a nie opowieść, w którą mogę wejść. 

Inaczej opowiedziana, twoja wersja Pięknej i Bestii na pewno by mnie oczarowala. 

Gekikara witaj i dzięki za komentarz :) Szkoda, że taka wersja bajki nie podeszła. Dobrze, że chociaż pomysł był ok.

Tobie się udało, chciałbym taką wersję bestii zobaczyć, ale… no właśnie, nadal chciałbym.

Dla mnie nie to nie opowiadanie, tylko streszczenie. Językowo narracja wyszła sprawnie, ale nie czułem tu napięcia, nie byłem w stanie poznać bohaterów i przejąć się ich losem, a nawet jak nie przejąć, to zainteresować się fabułą. Nie jestem zwolennikiem rozciągniętych w czasie historii, może dlatego, że za bardzo przypominają mi kroniki dziejów, a nie opowieść, w którą mogę wejść. 

Całkowicie cię rozumiem. Znam kilka osób, które w ogóle nie trawią krótkich opowieści, bo jak to mówią, zanim się zaczną, to już się kończą ;) Sama uwielbiam historie, w które mogę wejść, bohaterów, którym mogę poznać (polubić lub znienawidzić). I zwykle takie rzeczy piszę, jednak tu od samego początku chciałam napisać właśnie taką wersję tej bajki. Pierwszoosobowa narracja na dłuższą metę zapewne byłaby męcząca, a na niej mi mocno zależało. To miało być dokładnie takie, jak wyszło. Rozumiem jednak, że nie wszystkim musi się wszystko podobać ;)

Inaczej opowiedziana, twoja wersja Pięknej i Bestii na pewno by mnie oczarowala. 

Może kiedyś, poza konkursem napisze inną wersję tego szorta ;) Teraz, mimo kilku głosów w komentarzach, ta wersja nadal bardzo mi się podoba.

Na początku zaznaczę, że nie prawie w ogóle nie pamiętam oryginalnej baśni. Mimo to czytało mi się przyjemnie i nie miałam większych problemów ze zrozumieniem fabuły (no dobra, coś tam było, ale o tym za chwilę). Jak dla mnie to, że opowiadanie jest krótkie, jest raczej raczej zaletą niż wadą. Wiele fragmentów jest wyładowane po brzegi emocjami i gdyby były dłuższe, emocje by aż tak nie wybrzmiały. tak więc, opowiadanie mi się podobało.

Chcę je mieć, ale nie mogę na nie patrzeć. Wystarczy, że je czuje.

chyba czuję?

Podrywam głowę i zerkam za siebie. Kieruje myśli dalej i głębiej, poprzez deski i beton.

kieruję.

i dalej:

Bell! Naga wybiegam z pokoju. Gnam przez ciemne korytarze, sprawnie omijając kolejne przeszkody i przewrócone meble.

Możliwe, że czegoś nie załapałam, ale po co ona właściwie tak biegnie? To wygląda, jakby coś ją przestraszyło, ale gdy dobiega na miejsce, okazuje się, że wszystko w porządku.

I jeszcze jedno. Nie do końca rozumiem, dlaczego ci zabójcy zwrócili się przeciwko niej. Pewnie ma to jakieś podłoże w baśni, ale jak pisałam, nie pamiętam jej. Moim zdaniem dobrze by było, by opowiadanie było czytelne dla wszystkich. 

Jednak, mimo tego, co pisałam, jest dobrze. Jest nawet bardzo dobrze i muszę przyznać, że opowiadanie, a zwłaszcza przedstawione w nim emocje, bardzo przypadło mi do gustu. 

 

Oluta witaj zarówno na portalu, jak i w moich skromnych progach :) Widzę, że jestem twoim pierwszym skomentowanym tekstem i jest mi niezmiernie miło z tego powodu!

Cieszę się też, że tekst przypadł ci do gustu i nie przeszkadzała krótka forma. Oczywiście błędy poprawione.

Bell! Naga wybiegam z pokoju. Gnam przez ciemne korytarze, sprawnie omijając kolejne przeszkody i przewrócone meble.

 

Możliwe, że czegoś nie załapałam, ale po co ona właściwie tak biegnie? To wygląda, jakby coś ją przestraszyło, ale gdy dobiega na miejsce, okazuje się, że wszystko w porządku.

No właśnie nie jest w porządku :) Podobnie jak w oryginalnej wersji (tu nic nie zmieniłam) Bell narusza sanktuarium Bestii, jej prywatność. Dlatego kobieta mówi, że nie powinni go tu być. To nie chodzi o to, że Bellowi coś groziło, ale o to, że wszedł do (najwyraźniej) zakazanej strefy. W bajce Bella znalazła różę pod kloszem i próbowała jej dotknąć. Bardzo emocjonalna scena.

I jeszcze jedno. Nie do końca rozumiem, dlaczego ci zabójcy zwrócili się przeciwko niej. Pewnie ma to jakieś podłoże w baśni, ale jak pisałam, nie pamiętam jej. Moim zdaniem dobrze by było, by opowiadanie było czytelne dla wszystkich. 

Tu troszkę odbiegłam od oryginału – tam była rozwścieczona tłuszcza, tu są byli współpracownicy ;) Myślę, że te fragmenty wyjaśnią niejasności:

Organizacja zrzeszająca zabójców daje mi cele, których sama nie potrafiłabym wybrać. Cenią mnie, bo pracuję ponad normę. Póki dla nich zabijam, jestem bezpieczna.

 

To nie była jego wojna. Nie była nawet moja, ale w tym zawodzie nie dało się przejść na emeryturę. Można było tylko umrzeć.

Kasjolelates, dziękuję za wyjaśnienia :) rzeczywiście patrząc na to w ten sposób wszystko trzyma się kupy :)

Proszę i cieszę się, że pomogłam :)

Ode mnie ostatni kliczek :) Przede wszystkim za pomysł na z(a)mianę. Wybrałaś wdzięczną bajkę i nieźle sobie wszystko obmyśliłaś :) Może, tak jak wspominają inni komentujący, należało by całość trochę poszerzyć, ale i tak mi się podobało :)

katiu przede wszystkim dziękuję za przeczytanie, ale i pchnięcie do biblioteki :)

Zdaję sobie sprawę, że więcej objętości (pewnie nie dużo więcej) pomogłoby w lepszym zrozumieniu historii i samych bohaterów. Jestem jednak zadowolona z tekstu i cieszę się, że mimo wszystko (pewnych mankamentów) nie tylko ja ;)

Dobrze się czytało :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Anet dzięki ci za przeczytanie :)

No, nie spodobało mi się, ale to nie wina autorki – po prostu nie wszystko jest dla każdego. Tekst napisany poprawnie, bardzo doceniam pomysł na fabułę i kreację głównej bohaterki. Jeszcze bardziej – odniesienie się do znanej piosenki (chyba), które mnie tu przyciągnęło :)

BosmanMat szkoda, że się nie spodobało, ale też rozumiem, że nie wszystko musi każdemu podpasować ;)

Tekst napisany poprawnie, bardzo doceniam pomysł na fabułę i kreację głównej bohaterki. Jeszcze bardziej – odniesienie się do znanej piosenki (chyba), które mnie tu przyciągnęło :)

Piosenka była częścią inspiracji do tego tekstu, jeżeli oczywiście masz na myśli “Rose tattoo – Dropkick Murphys”. W tym utworze tatuaże mają duże znaczenie dla bohatera, co fajnie mi się skomponowało z moją bohaterką i jej przemianą. Tatuaż był najpierw dowodem miłości, a potem przekleństwa.

Ładne opowiadanie. Właśnie tak bym je określił – ładne. Nad kilkoma zdaniami się pochyliłem, czytało się bardzo dobrze.

Tekst faktycznie ma potencjał i nie obraziłbym się, gdyby był dłuższy. Relacja Bella z Bestią, proces ich wzajemnego ,,oswajania się", mogłaby zostać rozbudowana. Przy okazji czytelnik dowidziałby się czegoś więcej o samej Bestii.

Ale nic to, bo historia pełna niedopowiedzeń, w formie, w której ją podałaś, jak najbardziej się broni.

 

Rzuciło mi się w oczy:

Chcę je mieć, ale nie mogę na nie patrzeć. Wystarczy, że je czuje.

 

Nie rozpoznaję słów, ale czuje rozpacz wypełniającą serce i umysł chłopaka.

 

Powodzenia w konkursie :)

adam_c4 dzięki za przeczytanie i komentarz :)

Tekst faktycznie ma potencjał i nie obraziłbym się, gdyby był dłuższy. Relacja Bella z Bestią, proces ich wzajemnego ,,oswajania się", mogłaby zostać rozbudowana. Przy okazji czytelnik dowidziałby się czegoś więcej o samej Bestii.

Rozumiem ten punkt widzenia, nawet jeżeli moim zamiarem było właśnie niezgłębianie tych relacji (mimo że byłoby to ciekawe), a raczej pokazanie Bestii jako samotnej, wypełnionej bólem kobiety, która żyje jakby z rozpędu. Takiej, która nie przejmuje się światem i ludźmi, jest od nich oderwana – nie ma poco żyć, ale nie ma siły, by sama się zabić. I choć na końcu podejmuje taką, a nie inną decyzję, to czytelnik nie może być pewien czy naprawdę zaszła w niej jakaś zmiana, czy kobieta po prostu się poddała.

W tak krótkim tekście, przeskakującym od sceny do sceny było to znacznie łatwiejsze (zwłaszcza przy pierwszoosobowej narracji), niż przy tekście dłuższym. Przynajmniej w mojej opinii, dotyczącej tego tekstu.

Powodzenia w konkursie :)

Dzięki i ponownie nawzajem :)

Krótki tekst napisany w dobrym stylu. Jednak ja kompletnie nie widzę tutaj głębszej zabawy z motywem “Pięknej i Bestii”. Ale może to wynikać z tego, że odrzucają Disneyowskie interpretacje, które same w sobie są retellingiem i raczej nie wzbogacają wartości źródeł, tylko je spłycają. Interpretacja tego też jest ok i może wyjść coś świetnego. Przyznam się szczerze, że raczej w głowie mam starsze wersje. 

Nie kupuję zamiany ról, dla mnie ona nic nie wnosi. Zrozumiałam, że celowałaś w pewną baśniowość, co uznaję za zabieg chybiony. To po prostu nie pasuje do kawałków, które nam w tekście podałaś. Tekst by zyskał na sporej rozbudowie. W końcu “Piękna i Bestia” nie jest taką krótką opowieścią. Pójście drogą odniesień to o wiele za mało – nie muszę znać filmu, ani żaden inny czytelnik. Odniesienia mają być smaczkiem, wisienką na torcie, którą mogą się cieszyć zaznajomione ze źródłem. Ale sam tekst musi być zamkniętą, pełną historią – w każdym razie tak rozumiem ideę za retellingiem baśni na przykład. 

 

Zgadzam się, choć z maleńkim „ale” – bo gdybyśmy pisali tylko o tym, co znamy to pisanie o magach rzucających czary, byłoby skazane na porażkę (nawet przy bujnej wyobraźni). W końcu skąd mam wiedzieć jak czuje się osoba, gdy przez jej ciało przepływa magia? Jak to jest mieć taką moc? Jak zachowują się magowie wobec siebie i innych? Oczywiście możemy to oprzeć o znane nam struktury społeczne, np. upodobnić akademię magów do korporacji, której mechanizmy działania są nam bliże (z wielu powodów). I całkowicie rozumiem, o co chodziło ci w tym spostrzeżeniu

Nie wiem ile masz lat, ani ile czasu piszesz, jak dużo czytasz, jak dużo kultury “pochłaniasz” na co dzień. Ale powiem tak tylko od siebie, raczej “starszej” koleżanki (nie ważne czy wiekiem, czy doświadczeniem). Zapamiętaj uwagę Kam, bo odpowiedź na to przyjdzie, wcześniej lub później. Ja też miałam takie początki, ba, zostałam lekko zjechana za pisanie space opery “akcyjniaka” w wieku dziewiętnastu lat. Też usłyszałam radę taką samą jaką Kam teraz napisała w komentarzu. I wiesz co, po latach okazuje się to bardzo głęboką prawdą. Wielu pisarzy głównonurtowych to wie i korzysta prawie od samego początku swoich karier. W fantastyce nie zawsze to widać, ale to jest też. 

Naprawdę, nie musimy o tym dyskutować, bo z czasem i tak zmieni się percepcja pewnych założeń :) 

 

Deirdriu dzięki za komentarz :) Oczywiście szkoda, że nie podeszło, ale też rozumiem.

Nie kupuję zamiany ról, dla mnie ona nic nie wnosi. Zrozumiałam, że celowałaś w pewną baśniowość, co uznaję za zabieg chybiony.

Równie dobrze Bella mogłabym zostawić kobietę (nie zależało mi na tej zamianie, wątek pozostałby taki sam), ale w moim odczuciu zamiana płci Bestii ma znaczenie. Celowałam w skrzywdzoną, zdradzoną kobietę, która zareagowała impulsywnie, gdy została skrzywdzona. Która zabiła ukochanego, stając się wtedy Bestią. Trudno mi sobie wyobrazić, że mężczyzna zareagowałby w podobnie impulsywny sposób (ale nie jestem psychologiem, każdy zapewne reaguje inaczej).

Pójście drogą odniesień to o wiele za mało – nie muszę znać filmu, ani żaden inny czytelnik. Odniesienia mają być smaczkiem, wisienką na torcie, którą mogą się cieszyć zaznajomione ze źródłem. Ale sam tekst musi być zamkniętą, pełną historią – w każdym razie tak rozumiem ideę za retellingiem baśni na przykład. 

Tak jak napisałaś, odniesienia powinny być smaczkiem i tym są u mnie (może nie wszystkie są równie trafione, ale w to celowałam). Jeżeli ktoś baśni/bajki nie zna (wcale nie musi) może traktować to jako osobną historię. Krótką historię, w której nie wszystko jest wyjaśnione (ze względu na to, kto jest narratorem), ale opartą o schemat/szkielet baśni. Wiem, że tekst zyskałby na rozszerzeniu – wybrałam jednak inną drogę :)

Zapamiętaj uwagę Kam, bo odpowiedź na to przyjdzie, wcześniej lub później.

Jak już pisałam, ja się z uwagą Kam zgadzam, choć w pewnym aspekcie mam odmienne zdanie. To nie znaczy, że neguje to, co napisała, albo to, co ty piszesz. Podobnie jest z uwagami większości komentujących na temat długości tekstu. Rozumiem je, zgadzam się z nimi, ale to nie znaczy, że przestaje podobać mi się to, co napisałam teraz (po prostu pozwoliło mi to spojrzeć odrobinę inaczej na tekst).

Ciekawa interpretacja. Czytało się gładko, udało Ci się również przemycić trochę emocji. Trochę szkoda, że pokazujesz mało tła bohaterki, chciałbym dowiedzieć się o niej nieco więcej (poza zawodem i jedną relacją). 

Oj, przegapiłam odpowiedź na mój komentarz.

 

bo gdybyśmy pisali tylko o tym, co znamy to pisanie o magach rzucających czary, byłoby skazane na porażkę (nawet przy bujnej wyobraźni). W końcu skąd mam wiedzieć jak czuje się osoba, gdy przez jej ciało przepływa magia? Jak to jest mieć taką moc? Jak zachowują się magowie wobec siebie i innych? Oczywiście możemy to oprzeć o znane nam struktury społeczne, np. upodobnić akademię magów do korporacji, której mechanizmy działania są nam bliże (z wielu powodów).

 

Uczucia są uniwersalne i jest ich ograniczona liczba. Osoba, przez której ciało przepływa magia może czuć najpierw strach, tak jak kiedy ty się bałaś na rozmowie kwalifikacyjnej, a potem niezwyciężenie albo potęgę, taką samą, jaką ty czułaś, jak cię nareszcie pocałował najpiękniejszy chłopak na domówce. Wszystko da się odnieść do czegoś, co już kiedyś czułaś, a posypka z rzeczywistych emocji poprawia jakość tekstu.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Uczucia są uniwersalne i jest ich ograniczona liczba.

Wszystko da się odnieść do czegoś, co już kiedyś czułaś, a posypka z rzeczywistych emocji poprawia jakość tekstu.

Oczywiście, całkowicie się zgadzam :) Właśnie dlatego pisałam o tym, że przy nieznanych nam postaciach (zawodach) możemy odnosić się do struktur, które znamy i na ich bazie starać się opisać ich (nie naszą) rzeczywistość. Choć gdy postać odbiega fizycznie czy też psychicznie od nas samych jest to trudniejsze, ale nie niemożliwe. A ta posypka, jeżeli z nią nie przesadzimy, może tylko pomóc – trzeba tylko trochę nad tym popracować i liczyć się z tym, że nie zawsze wyjdzie idealnie ;)

zygfryd89 dzięki za przeczytanie :) Celowałam w krótką opowieść, w której idziemy obok bohaterki, ale nie mamy dostępu do jej przeszłości. Raczej jesteśmy świadkami bieżących wydarzeń i to też poszarpanych ze względu na stan psychiczny bohaterki (i to, co nam sama zdradza, jak się zachowuje).

A i co do historii bohaterki, bo czuję, że nie wystarczająco podkreśliłam tę informację, gdy odpisywałam na komentarze (dlatego piszę jeden zbiorczy). W opowiadaniu poznajemy bohaterkę nowo narodzoną:

"W moim przypadku wystarczył jednak impuls. Iskra, która w sekundę spaliła wysuszoną przez łzy duszę i zmieniła mnie w kogoś zupełnie innego."

Historia oraz przeszłość Bestii (gdy tą bestią jeszcze nie była) są dla niej samej tylko odległym, starannie zagłuszanym wspomnieniem (co też jest ukazane w tekście). Właśnie dlatego daję (poprzez pierwszoosobową narrację) jedynie skrawki przeszłych wydarzeń, które nigdy nie ułożą pełnego obrazu jej przeszłego życia. Oczywiście scena gdzie Bestia opowiada Bellowi o swojej przeszłości, byłaby pewnie wystarczająca, ale z premedytacją jej tu nie ma. W mojej opinii Bestia sama nie chce tego pamiętać, więc i czytelnik nie dostanie szansy, by ją poznać.

Oczywiście rozumiem potrzebę poznania historii bohaterki, jednak nie to było moim priorytetem :)

Przeczytałam z zainteresowaniem, acz uczciwie przyznam, że to nie moje klimaty.

Nie podeszła mi zdradzona, mordercza bohaterka, może za mało o niej wiem? Nie rozumiem, czemu Bell u niej pozostał i czego chciał? Co się między nimi wydarzyło? Nie jestem również pewna, jakie to są realia, jak wygląda otoczenie bohaterów, brakowało mi więcej detali, punktów odniesienia. Chyba przez to nie poczułam w pełni opisanej przez Ciebie historii.

Cytryna dzięki za przeczytanie i rozumiem, że tekst w tej formie mógł nie podejść.

Nie rozumiem, czemu Bell u niej pozostał i czego chciał? Co się między nimi wydarzyło?

Bestia nie zna motywacji Bella i nie obchodzi jej to też na tyle, aby go o to zapytać. Właśnie dlatego czytelnik się tego nie dowie ;)

Bardzo klimatyczne! Ale wolałabym dłuższe… ;)

Cześć! W końcu dotarłem tutaj i ja ;)

 

Chyba najbardziej podoba mi się potencjał Twojej historii. Bestia jako zabójca, tatuaż z różą, Bell – piękna pamiątka jednego ze zleceń – te elementy zrobiły na mnie duże wrażenie, brawo :)

Pewnie chciałbym ujrzeć tę historię opowiedzianą inaczej, mroczniej, z dominującymi konfliktami i przeplatającą fabułę jedną czy drugą tragedią. Bestię uczyniłbym nieczułą na żadne uczucie, a jej tatuaż zmieniłbym w palącą ranę, z której odpadałyby fragmenty skóry, niczym płatki róży. Twarz Bella uczniłbym maską bólu i trwogi, pełną blizn; być może dodałbym mu prześmiewczy przydomek: “piękny”. Na tych ludzkich gruzach, na tym wysypisku nieszczęść pozwoliłbym wykwitnąć niewielkiej łodyżce uczucia. I sam nie wiem, co by się z nią miało dalej stać…

Ale to ja, a Ty poszłaś inną drogą – i bardzo dobrze. Myślę, że świat, który stworzyłać jest dużo ładniejszy, pełen przedmiotów i kolorów. I pełen uczuć, ukazanych m.in.: w rozmyślaniach bestii oraz w jej relacjach z niebieskookim Bellem. Jest w tym jakaś taka bajkowość. I fajne nawiązanie do pierwowzoru.

Uwag łapankowych nie mam, więc, albo ładnie wszystko napisałaś/poprawiłaś, albo wciągnąłem się w historię tak, że niczego nie zauważyłem. Tak czy owak win – win :)

Exit light

czarna adelajda dzięki za przeczytanie i cieszę się, że podobał ci się klimat :)

 

BasementKey witam, witam :)

Chyba najbardziej podoba mi się potencjał Twojej historii.

Ano wiem. Sam pomysł można rozwinąć znacznie bardziej i kiedyś pewnie mnie najdzie ochota, by to zrobić. Na razie podoba mi się skrótowość i fragmentaryczność tej opowieści ;)

Pewnie chciałbym ujrzeć tę historię opowiedzianą inaczej, mroczniej, z dominującymi konfliktami i przeplatającą fabułę jedną czy drugą tragedią. [..] Ale to ja, a Ty poszłaś inną drogą.

Zawsze ciekawiło mnie jak ludzie, mając ten sam element/zestaw klocków/bajkę etc. są w stanie wymyślić coś zupełnie innego. Może dlatego tak bardzo podoba mi się ten konkurs. Tak bardzo, że trzecia opowieść się pisze (i nawiązuje do pierwszej, którą tu wrzuciłam). Jak tak dalej pójdzie, to wyjdzie mi całe uniwersum ;) Pewnie wtedy dopasuje Piękną i Bestię do jego zasad.

Coś w tym jest. U mnie też Piękna i Bestia ale zupełnie inaczej, hah… Myślę, że jakby tematem konkursu była tylko jedna bajka, okazałoby się, że każdy i tak inaczej by przeprowadził retelling!

czarna adelajda teoretycznie tak, ale zakładając nieskończoną (a przynajmniej bardzo dużą) próbę*, to wiele elementów zaczęłoby się powtarzać i trudno byłoby czytać kolejne teksty, bo miałabyś wrażenie, że już wcześniej ktoś użył danego motywu/pomysłu.

*wybacz, zboczenie zawodowe ;)

No, nie spodziewałam się takiego spojrzenia na tę bajkę, zaskoczyłaś mnie :). Musiałam mieć chwilę, by się przestawić, ale całość ładnie napisana. Jak dla mnie długość tekstu to zaleta. Dla mnie zawarłaś w nim to co chciałaś i kupuję Twoje wyjaśnienia, że widzimy wszystko od strony narratora. Ważne w tym opowiadaniu jest to co dzieje się tu i teraz (choć ciekawość oczywiście szerszego kontekstu jest). Fajny pomysł z tatuażem. Końcówkę zrozumiałam:).

 

Powodzenia w konkursie.

Monique.M  dzięki za komentarz i cieszę się, że cię zaskoczyłam :)

Powodzenia w konkursie.

A, dziękuję bardzo!

Nowa Fantastyka