- Opowiadanie: Kelin - Myśląc naprzód

Myśląc naprzód

Lemurku, już Ty wiesz  za co. Dzięki.

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Granice Nieskończoności”. Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na Fundację Wspierania Ratownictwa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole strony).

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

wilk-zimowy, Finkla

Oceny

Myśląc naprzód

Vatra stał przed sądem zakuty w kajdany. Spojrzał zrezygnowany na podest.

Stało tam pięć osób, Komisja Imperialna, pierdolona ich mać. Kiedy raz wpadłeś w ich szpony, oczywistym było, że nie uciekniesz już od kłopotów. W tym momencie przemawiała przewodnicząca, oby otchłań pochłonęła jej duszę. Banda zacofańców, pomyślał.

– …tym samym Komisja uznaje cię za winnego popełnionych przestępstw – powiedziała. Mogliby sobie darować tę szopkę. Vatra spojrzał w górę prosto w jej oczy. I uśmiechnął się.

***

Przebudził się. Nie wiedział, czy to już jawa, czy jeszcze wspomnienie. Rozejrzał się dookoła. Metal. Wszędzie metal. Siedział, przykuty do fotela, a ramię robota zasklepiało rany. Jego ciało przypominało sito, przedziurawione wieloma igłami. Poczuł lekkie pieczenie.

Krew ściekała do specjalnie przygotowanego pojemnika. Krew zdrajcy. Przynajmniej według Imperium. Lecz mimo bólu i kary nie czuł żadnej winy. Zrobił to, co trzeba było zrobić. Technologia nie należy do nich, nie przysługuje tylko im. Galaktyka nie jest ich własnością, chociaż czuli się panami.

Zobaczył, że ramię skończyło swoją pracę. Na jego ciele pozostało mnóstwo blizn, jednak każda rana została zasklepiona. Odzyskał jasność umysłu. Czerwone światło zabłysnęło przed oczami. Chciał się osłonić. Nie mógł.

Kiedy przyciągnął rękę, poczuł dyskomfort w okolicy nadgarstka. Był skrępowany. Czuł napięcie w każdym mięśniu i w każdym kawałku swojej skóry.

UWAGA. ROZPOCZĘTO PROCES UNICESTWIENIA.

***

– Kradzież projektów silników podróży nadświetlnej. Oddanie technologii w ręce niewystarczająco rozwiniętego gatunku. Zdrada Imperium.

Zarzuty padały. Vatra nie czuł pokory. Czuł zadowolenie i coś w rodzaju dumy.

– Fakt, że na Ziemi brak wystarczających zasobów do zbudowania silników nadświetlnych, nie czyni gatunku niegodnego, do jej poznania – przerwał mowę Naczelnej. – Zwłaszcza, że mieli potencjał. Zwłaszcza, że wisiała nad nimi zagłada.

***

Przebudził się. Jawa. Czuł ból. Jego fale rozbiegały się po całym ciele. Każdy nerw wyraźnie dawał znać o swoim istnieniu. Przez chwilę widział blask, tunel, do którego chciał iść. Ale usłyszał, że maszyna znów się aktywowała. Rozpoczęto kolejny proces. Nieprzerwana pętla.

Otworzył oczy. Metal. Blask. Chłód i zapach żelaza. Wszystko było spowite w czerwieni. Nie wiedział, który to już raz. Dawno temu przestał liczyć. Zawsze miał nadzieję, że to już ostatni, miał nadzieję, że umrze.

Ale los był nieubłagany. Znów widział czerń.

***

– To przekroczenie granicy. Ludzie nie byli gotowi. Teraz wisi nad nami widmo wojny.

– Może są lepsi? – zaśmiał się. – Zawsze byli geniuszami w stanie wojny. A one są co chwilę.

Opanowali całe rubieże ramienia Oriona. A Vatra był z tego dumny.

Dalej poszło już gładko. Planeta po planecie. System po systemie. Czerpali energię nie tylko z gwiazd, ale również z czarnych dziur. Korzystali z mikrofal. I można powiedzieć, że to właśnie na nich płynęli.

***

Blask. I czerń. Czerwień spłynęła po jego twarzy. Spryskiwacze maszyny oczyściły jego ciało, lecz to wcale nie przyniosło ulgi. Zimna woda, kiedy dotknęła jego ran, okazała się słona. Oczyszczenie? Na pewno nie. Medycyna w Imperium była już na dużo wyższym poziomie. Sól miała sprawić tylko ból.

Miała przypomnieć, że kopalnie, po których spłynęła krew, są jego zasługą.

Lecz nie czuł winy.

Nie wiedział nawet, czy Imperium jeszcze istnieje. Z pewnością minęło tyle lat… Tyle cykli. Maszyna przybrała kolor jego krwi, lecz wiedział, że to nie jest źródło nalotu. Próżnia była nieubłagana jeśli chodzi o szybką śmierć.

***

Przed oczami widział śmierć. Nie swoją. Śmierć jeszcze z czasów, kiedy uważał się za szczęściarza. Bunt? Nie. Postęp. Imperium chyliło się ku upadkowi, a żaden z gatunków nie skłaniał się ku przejęciu dziedzictwa. Potrzeba było czegoś nowego. Powiewu świeżej…

…krwi. Krwi, która miała spływać rzekami. Burgowie nie spodziewali się ataku. Ludzie byli szybsi. W swojej taktyce przyczaili się w mniejszym układzie gwiezdnym. Wszystkie siły i natychmiastowy atak. Nazywali to blitzkrieg. Szybka wojna.

Imperium liczyło straty, kiedy ludzie zyskiwali poparcie. Wytoczyli wojnę bogom i wygrali. Choć w Imperium powszechnie uważało się, że wszyscy zginęli. To nieprawda. Archiwa kłamały. Lecz Vatra, stojący na czele rebelii, został pochwycony. I skazany. Przekroczył granicę, której przekroczyć nie powinien. A potem przekraczał ją w tysiącach i milionach.

***

Przebudził się. Znowu. Krew ściekała, a robotyczne ramię kończyło zasklepianie jego ran.

UWAGA. ROZPOCZĘTO PROCES UNICESTWIENIA.

Kurwa, pomyślał. To się nigdy nie skończy.

Koniec

Komentarze

Proszę o uzupełnienie wstawki konkursowej.

Przyznam otwarcie, że niewiele zrozumiałem, ale może nie muszę. Natomiast moją uwagę przykuł wulgaryzm na początku i od razu zaznaczę, że jest to efekt fobii, gdyż często mam wrażenie, że są nadużywane i zbędne. Ty specjalnie nie przesadzasz, ale jeśli już zaznaczyłbym wyraźnie, że tak właśnie pomyślał bohater. Niby można się tego domyślić, ale mnie to jakoś razi. Wybacz. Być może to jednostkowa opinia. W sumie, to sugerowałbym w tym przypadku narrację pierwszoosobową. Przemyśl.

od razu zaznaczę, że jest to efekt fobii, gdyż często mam wrażenie, że są nadużywane i zbędne

heart Jest nas co najmniej dwoje. I zgadzam się co do użycia w tekście.

 

A co do opka: temat tego rodzaju zapętlenia jest dość zgrany, podobną opowieść czytałam (widziałam) już wiele razy i niestety nie wniosłeś do niej nic nowego. Nie wiem, czy celowo dałeś “nieprzerwaną pętlę” dość na początku, ale trochę to łopatologiczne w tak krótkim tekście, gdzie za kilkaset słów i tak się tego dowiemy.

Wiem, że limit jest tu zabójczy, ale usiłowałeś upchnąć za dużo informacji o świecie/bohaterze/tym, co zrobił, w rezultacie mamy sieczkę, z której niewiele wynika, choć oczywiście da się wycisnąć główną linię fabularną – głównie dzięki temu, że jest nieoryginalna. Poza tym do pisania w takim limicie warto się nauczyć większej ekonomii językowej: np. pierwszy akapit jest przegadany, przez co potem brakuje Ci limitu na podanie ważniejszych informacji.

Gorzej, bo imho temat granicy nieskończoności jest tu upchnięty kolanem na siłę (aczkolwiek tu oczywiście oceniać będzie jury). Można na upór twierdzić, że nieskończonością jest powtarzająca się kara, ale ta jest przedstawiona sztampowo i nieciekawie, na znanych cegiełkach bez niczego nowego. To dantejska kara, ale brakło wyrazistego piekła ;) Z kolei granica pojawia się tu: “To przekroczenie granicy” i sprawia wrażenie, jakbyś koniecznie chciał użyć tego słowa, bo ta wypowiedź – ba, cały akapit – zawisa w powietrzu, nie wynika z niej żadna wiedza o tym, co zrobił bohater, za co go skazano itd. Podobnie druga retrospekcja: same opatrzone obrazy, nic, co by przykuwało czytelniczą uwagę.

A w tak krótkim tekście nuda jest zabójcza…

 

ramię robota zasklepiało rany. Jego ciało przypominało sito, przedziurawione wieloma igłami.

Ciało robota? Potem ten błąd się powtarza.

 

http://altronapoleone.home.blog

Hm, troszkę tu chaotycznie, a szkoda, bo otwarcie zapowiadało wartką akcję i jakiś plot twist. Niestety nie do końca to jakoś wybrzmiało. Za dużo strumienia świadomości, a za mało konkretnej konstrukcji, która zaprocentowałaby przy krótkiej formie.

Pan Prometeusz 40,000 tysięcy lat później. 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Nawiązanie do mitologii jest tu dość oczywiste – a wręcz aż kłuje w oczy… Mimo to osobiście czytało mi się to w miarę przyjemnie – nie powiem by był to powiew świeżości rzucający mnie na kolana, acz ostatnie zdanie wywołało na mej twarzy grymas uśmiechu bo właśnie takich słów, według całego powyższego opis i mojego jego odczytu, użyłby bohater – poza tym, chyba lubię tego typu zakończenia :)

Poniekąd zgadzam się z wcześniej komentującymi, że jest dość dużo informacji jak na tak małą ilość tekstu – a i temat konkursu nieco łopatologicznie rzucony w czytelnika (może warto by było zaoszczędzić na którymś powtórzeniu i coś doopowiedzieć – nie wiem, luźna myśl) – ALE – uważam, że masz do takiego sposobu opisu pełne prawo i został on zrealizowany w sposób poprawny. Jest wiele chaotycznych opowiadań, których nie potrafimy skumać czytając, mimo że tekst od nas tego wymaga – Ty tego nie robisz, po prostu nawiązując do już znanych literackich schematów budujesz skrawek świata, w którym dzieje się akcja. Jedyne czego mi brakowało to… Jakieś smaczku – czegoś bym wiedział, że napisałeś to Ty, a nie ktoś kto niedawno przeczytał Homera – ale jako forma i nie za bardzo wybuchowa, acz poprawna treść – podobało mi się :)

http://facebook.com/Oczytany-Kameleon-101203018551720/ /// Przybierz odpowiednie barwy i obserwuj - tylko tak uda Ci się przetrwać do następnego posiłku...

Przepraszam Was, że tak długo nie odpisywałem na Wasze komentarze. Cieszę się, że z powrotem na portal wyrobiłem się też przed ogłoszeniem wyników i możemy trochę podyskutować, bo jest o czym.

Przede wszystkim dziękuję Wam, że znaleźliście choć trochę chęci i czasu na przeczytanie i pozostawienie po sobie opinii. :)

 

ManeTekelFares, cieszę się, że wulgaryzm zwrócił uwagę, bo i w sumie dlatego został użyty. Nie uważam też, bym tekst przepchał wulgaryzmami, ponieważ znajdują się w nim tylko dwa. Dwa, gdzie każdy ma swoją rolę wykonania. Ten na przykład ma na celu wskazać, że narrator – choć trzecioosobowy – zajmuje swoje miejsce w konflikcie. Nie jest tylko biernym obserwatorem.

Drugi zaś podkreśla beznadzieję głównego bohatera. Pierwszoosobowej narracji nie chciałem zastosować, gdyż uważam, że jej użycie daje pewną tendencję co do zakończenia. Tak to sobie przynajmniej tłumaczę. Na przykład w tym wypadku Vatra opowiadałby swoją historię, więc można odebrać to jako wyjście cało z sytuacji. A nie wyszedł. Dlatego też nie lubię stosowania pierwszoosobowej narracji do historii bez wyraźnego zakończenia.

 

drakaino, dałem dużo treści, ponieważ liczyłem, że podparcie na znanym schemacie uzupełni luki świata i będzie się można tego domyślić. Nie lubię zawsze dostawać wszystko wprost, więc i takie założenie stosuję pisząc. Zostawiam smaczki, wplatam różne nawiązania, które zaciekawionego (lub dociekliwego) czytelnika bardziej wciągną. Stworzyć drugie dno.

Przyznam, że to opowiadanie to w pewien sposób nakładka na – jak już zauważyłaś – znany motyw. Jednak nie są to cierpienia dantejskie, a nawiązanie do Prometeusza. Co do limitu – nie zbrakło mi go, ba, nawet sporo jeszcze miejsca zostało, tylko nie chciałem ciągnąć.

Z tym upchnięciem kolanem, to masz rację. To zdanie w ogóle jest zbędne i niepotrzebne, bo parę granic wynika z samego tekstu. Ludzkość pokonała granicę technologiczną, Vatra pokonuje co rusz granicę między życiem a śmiercią. Usunięcie tego zdania nawet nadałoby pewnej głębi.

Uważam, że nuda zabija długie teksty. Krótkie – brak morału. Czy jest morał czy nie – zostawiam czytelnikom. Ale na zdrowy rozsądek, przez krótkie i nudne opowiadanie dużo łatwiej jest przebrnąć, niż przez nudnego kolosa.

Ciało robota? Potem ten błąd się powtarza.

Sypię głowę popiołem. Pracuję nad podmiotami przez cały czas.

 

oidrin, dzięki za uwagę. Na przyszłość postaram się dopisać więcej mięska opisowego.

 

krar85, taki też właśnie był plan. Choć początkowo po prostu chciałem dać maszynę, która zabija i ożywia. A potem przypomniałem sobie o mitologii. Wszystko już kiedyś było napisane. :)

 

Anet, dziękuję. :)

 

Kameleon, też bym najpewniej użył czegoś podobnego! Nie wiem tylko, czy nie dosadniej. Bądź co bądź, taka pętla to nieco przerypana sytuacja. :D

Właśnie nie chciałem w takim limicie rzucać czegoś, co musiałbym opisywać od podstaw. Nie czuję się jeszcze na tyle dobrze z ekonomią języka i mruganiem do czytelnika, aby porwać się na tak głęboką wodę. Wolałem wybrać bezpieczną przystań archetypów. Dokleiłem też parę ozdóbek, nieco pokolorowałem w jaskrawych kolorach i wywaliłem w kosmos. Acz przyznam, jak już pisałem wyżej, że maszyna, która zabija i ożywia miała być głównym motywem zanim jeszcze przypomniałem sobie Prometeusza. :)

 

Jeszcze raz – dzięki wszystkim, że wpadliście i dzięki, że mieliście chęć zostawić coś po sobie. :)

Przede wszystkim chaotyczne. Narracja nielinearna ma swoje zalety, ale wymaga precyzji. Takie zabiegi, jak wprowadzenie nazwy rasy protagonistów w przedostatnim epizodzie nie świadczy o panowaniu nad kompozycją.

Trochę baboli gramatycznych, np.:

nie czyni gatunku niegodnego, do jej poznania

Pomysł z wiecznie powtarzającą się karą dobry, ale trudno nim zadowolić czytelnika, od kiedy Dan Simmons w Hyperionie przebił w tym zakresie wszystkie starożytne wzorce.

Fantastyka: jest.

Motyw konkursowy: jest.

 

Ten tekst mógł iść w niezły thriller do czytania z agresywną-choć-powolną muzyką w tle. Mógł, ale niestety nie poszedł.

Kompletnie nie zgodzę się z tym, że to kwestia limitu. Myślę, że spokojnie potrafiłbyś wprasować więcej i myślę, ze nawet w walący po głowie sposób, a wnioskuję to po fakcie, ze nawet w tym tekście całkiem umiejętnie (świadomie czy nie) zaoperowałeś luką fabularną, którą czytelnicy muszą sobie sami dopowiedzieć (etap wojny od ludzkości zupełnie słabej do momentu, gdy zmieniają się sojusze).

Plus za pokazanie, ze bohaterstwo Prometeusza może zaowocować wielką wojną i zniszczeniem.,

Tekst mnie nie porwał, ale jednocześnie podoba mi się sposób myślenia i pewnie jeszcze poszukam innych Twoich teksów.

 

cobold, dzięki, że zajrzałeś. :)

Przyznam, że nie jestem zadowolony z tekstu i nie chodzi tylko o wyniki. Gramatycznie – jak już wspominałem w poprzednich komentarzach – dalej staram się uczyć i pisać zdania precyzyjniej. Przyjrzę się jeszcze całości ze świeżą głową, jak opadną emocje, i spróbuję poprawić.

Simmons to mistrz, absolutnie nie mam zamiaru go przebijać. Ot miałem nadzieję, że może znajdę swoją niszę z tematyką. :)

 

Wilku, przede wszystkim dzięki, za zorganizowanie konkursu-naboru! To one najbardziej motywują mnie do pisania.

Jestem bardzo ciekaw, jak byś widział ten tekst jako thriller. Na takie rozwinięcie tematu nie wpadłem. Będzie mi super miło, jeśli w wiadomości prywatnej opiszesz kilka wskazówek. :)

A mogę Ci nawet tutaj napisać: bardziej brutalny świat, większa bezwzględność polityków, dobrze przemyślane intrygi, które sprawią, że ta brutalność świata nie będzie zwykłą nawalanką, tylko “czymś więcej”.

Dzięki wielkie! Zastanowię nad tym w kolejnych miesiącach i zobaczymy, co uda się z tego sklecić!

Tylko bierz pod uwagę, że inny czytelnik może poradzić coś odwrotnego :) 

Życie to nie RPG, zawsze można pójść dwiema drogami. :D

Jak napisałeś, że to Prometeusz, to rzeczywiście, ten wątek tam jest (technologia nie dla wybranych itd.). Ale mimo tytułu, który teraz też stał się oczywisty, mimo elementów nawiązujących do mitu, nie załapałam tego oryginalnie – chyba jednak zbyt mocno przykryłeś to sztafażem, a za mało uwypukliłeś rolę bohatera w świecie. No i może sprowadzenie akurat tego motywu, który nawet jeszcze u Shelleya jest wzniosły, do takiego kolesia, który rzuca mięsem – jakoś mi nie zagrało. Nie twierdzę, że tego się nie da zrobić, Gaiman pewnie by zrobił… Ale tu zabrakło poczucia, że bohater jest naprawdę kimś.

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki za komentarz, drakaino!

Niestety Gaimanem nie jestem i do jego poziomu literackiego brakuje mi tyle, że ciężko w ogóle byłoby się doliczyć szczebli w drabinie. Przyznam za to, że Shelley jest mi kompletnie obcy i faktycznie trochę za dużo tu dekoracji, a za mało ekspozycji. Jeszcze długa droga przede mną, nim mniej oryginalne rzeczy okażą się małym dziełem, lecz mam nadzieję, że wreszcie mi się uda! Raz jeszcze dzięki za komentarz!

Interesujące przeniesienie mitu w space operę. Dużo wepchnąłeś w ten limit, spodobało mi się.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finkla! Dzięki za opinię i klika. Mam już pomysł na kilka opowiadań dziejących się w tej rzeczywistości, więc być może nastąpi jakieś rozszerzenie świata. :D

No to pisz, pisz. Trybuny szaleją! ;-)

Babska logika rządzi!

Chorągiewki, wuwuzele, stadiony. Jako herb klubu Sęp w kornie, a jako hymn – “Vultures” Johna Mayera. Piękna wizja.

I patronem może zostać Mikołaj Sęp Szarzyński. ;-)

Babska logika rządzi!

Idę szykować dokumenty. :D

Nowa Fantastyka