- Opowiadanie: Niebieski_kosmita - Oaza na pustyni emocji

Oaza na pustyni emocji

Hasło: chroniczna ekscytacja.

13.09.2020, zgodnie z wymogami konkursowymi, pozostawiłem fragment reprezentatywny. Całość będzie można przeczytać w antologii pokonkursowej “Weird fiction po polsku”, tom I.

:)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Oaza na pustyni emocji

(…)

– Mamy pewność – rzekł dyrektor, rozpoczynając wystąpienie, transmitowane na żywo w „Informacjach dla obywatela”. – Badany przez nas obiekt, siedmioletnie dziecko płci żeńskiej, odczuwa emocje.

Obserwator podwoił czujność.

– Sekwencjonowanie DNA obiektu oraz jego rodziców wykazało, że od kilku pokoleń zachodziły w obu liniach pokrewieństwa korzystne mutacje genetyczne. Dziecko ma tak intensywny wpływ na personel, że konieczne było zamknięcie trzech pracowników w izolatkach. – Ton głosu dyrektora stale podnosił się. – Zachowywali się irracjonalnie! Nie możemy przecież pozwolić, by jakieś dziecko demontowało struktury naszego ośrodka! Mało tego! Podniosły się głosy, że to dobrze, że powróci Epoka Emocji! PODOBNYM NIEDORZECZNOŚCIOM MÓWIĘ: NIE!

(…)

Koniec

Komentarze

Niezwykłe dziecko, zwykłych rodziców.

Świat pozbawiony emocji, chyba intencjonalnie, w którym pojawia się outsider i stara się go zmienić.

Kolejne, próby zlikwidowania anomalii nie odnoszą skutku.

W końcu świat zostaje pokonany przez jednostkę i dobro zwycięża.

Prosty i efektywny sposób na bestseller, oczywiście pod warunkiem, że zostanie dobrze i sprawnie zrealizowany.

WARUNEK SPEŁNIONY.

Przeczytałem jednym tchem. To nic, że nie powala oryginalnością, kiedy rozrywka przednia.

A stylem, to bardziej “Cyberiada” niż “Proces”.

Szczerze, po haśle spodziewałbym się nieco innej realizacji i jestem miło zaskoczony. Czyta się szybko, tekst wciąga, bohaterka jest cudowna po prostu. Ciekawie to poprowadziłeś, bez przyspieszania, zwrotów akcji, trochę jakbym był dzieckiem w zoo, które interesuje się wszystkim wokół, a autor prowadzi mnie za rączkę po każdym wybiegu. Dawno nie czytałem czegoś takiego, zgadzam się po części z Fizykiem, nie powala oryginalnością, ale bawiłem się świetnie, a napisane to nawet lepiej niż inne podobne teksty, które kiedyś mogłem widzieć.

 osobnym kanałem transmitowano obraz z pokoju dziewczynki na żyw

Końcówka zjedzona.

Ode mnie tyle, idę o klika. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie jestem fanką społeczeństw wypłukanych z emocji, ponieważ bardzo często brakuje im dobrego określenia czym emocje są dokładnie. Mamy wiele teorii i podejść – akademicko rozdzielamy emocje, uczucia i nastroje; praktycznie z kolei łączymy. W kulturze zachodniej koncentrujemy się na eliminacji – emocje są be, przeszkadzają w budowaniu ładu społecznego; na Wschodzie, w kulturach osadzonych np. w filozofii buddyjskiej rozpoznajemy je i akceptujemy ich istnienie, nie ma wątku usuwania ich z życia. Piszę o tym, bo jednak mnie mierzi mnie budowanie wątków w społeczeństwach bez emocji. Tyle tego było, że chciałabym jakieś przełamanie ze schematu, chociaż na małą skalę. 

Opowiadanie same w sobie czytało się bardzo dobrze.

Dziękuję za opinie :) Literówka poprawiona.

 

Nie powala oryginalnością… no, było trochę podobnych historii, to prawda. Ale skoro i tak się podobało, to robi się cieplej na sercu człowiekowi.

@Deirdriu, to bardzo ciekawy temat, ale mam trochę inne podejście. W kulturze zachodniej koncentrujemy się na eliminacji – emocje są be, przeszkadzają w budowaniu ładu społecznego – istnieje wielka ilość filmów i książek, w których takie społeczeństwo jest przedstawione, ale z reguły traktują one właśnie o wyłamaniu się ze stanu “wyprania z emocji”. Próby powrotu do “emocjonalności” nie zawsze kończą się sukcesem, ale jeszcze nie spotkałem dzieła, które próbowałoby przekonać widza/czytelnika, że takie społeczeństwo jest lepsze. Dlatego nie uważam, byśmy w kulturze zachodniej postrzegali emocje za coś, co przeszkadza w budowaniu ładu społecznego.

A czy tak rzeczywiście jest (czy emocje pomagają, czy przeszkadzają?), to już zupełnie osobna kwestia :) Pozdrawiam cieplutko!

Precz z sygnaturkami.

Pomysł, faktycznie, nienowy, ale ładnie przedstawiony. Wykonanie dobre. 

Przeczytałam z przyjemnością, aczkolwiek raczej to opowiadanie na długo nie zostanie w mojej pamięci. 

Powodzenia w konkursie!

Jakie to lekkie i przesympatyczne!

Że było o świecie bez emocji?

Że było o jednostce, która ten świat zmienia, bo emocje czuje?

Że genetyczne podłoże emocji to grube uproszczenie?

Trudno.

 

Rozgrywasz emocje czytelnika wzorcowo, praktycznie od pierwszej sceny, w której mała hultajka gra. Na nerwach, szarym. Wkupujesz się w łaski czytelnika dzieckiem i robisz sobie przednie jaja z kliszy skrzywdzonego malucha – bo przecież ani przez chwilę nie boimy się o jej los, zarażeni dziecięcym entuzjazmem i rozbrojeni dziecięcą ciekawością świata. Walor komiczny kontrastowania dziewczynki z superserioznym otoczeniem rozegrany doskonale. Hiperbolizacja świetnie się sprawdziła.

 

Czy tutaj przy okazji nie wyszedł ci żarcik z redakcji wszelkiej maści?

 

– Teraz ja! Dlaczego nie jest ciemno?

– Wewnętrzna powłoka kapsuły zawiera pewien procent luminoforu, który wzbudzany polem elektrycznym wywołuje…

– Eee, oszukujesz! To powinny być zrozumiałe odpowiedzi, a ty ciągle gadasz jak komputer.

– Ściany świecą – mruknął po zastanowieniu lekarz. Dziewczynka zachichotała.

– Od razu lepiej!

I tylko na końcu takie ukłucie: czy ja, czytelnik, przypadkiem już nie jestem szary?

Wówczas można potraktować tekst bardziej jako metaforę i komentarz do współczesności… Taki dość niewesoły.

 

E, czniać to. Uśmiecham się od ucha do ucha :-)

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Sympatyczne. :) Dobrze mówi Fish, ja też się uśmiechnąłem nie raz i nie dwa. Fabuła wartka, pomysłowa, dialogi wiarygodne. Te wypowiadane przez ludzi bez emocji wyszły porządnie. Widać różnicę, a o to chodzi. Nie sztuka stworzyć świat, który jest inny, ale nie idzie za nim strona mentalna ludzi. Ile ja się naczytałem SF o innych światach, w których bohaterowie byli toczka w toczkę z obecnym społeczeństwem. 

Dobrze wykonana robota. Możesz być zadowolony. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo przyjemne opowiadanie. Przy wzmiance, jak to pierwszy komputer się przegrzał, aż się zaśmiałam :D Główna bohaterka bezbłędna. Zwięzły, potoczysty styl bardzo mi odpowiada, lektura była przyjemnością.

nie odpowiadające 

powinno być razem

 

Przeczytałam ciągiem i z dużą przyjemnością. Bardzo ciepły, świetnie napisany tekst, temat może i lekko oklepany, ale ugryziony z takiej strony, że jest wrażenie świeżości. Może chodzi o dziecięcą perspektywę, odciążenie zwykle ponurej tematyki “świata bez uczuć”, masę entuzjazmu i takiej ludzkiej delikatności. Niezależnie który to element – sprawdza się to naprawdę dobrze. Lubię takie lekkie pióro i naturalne dialogi. Zwłaszcza rozmowy pierwszego psychologa z dziewczynką – kurczę, nie mogę przestać nienaturalnie unosić kącików ust :)

 

 

:))))))))))))))

 

@Sara – dziękować. Krótko, zwięźle, na temat.

 

@Świryb – no, żarcik z redakcji może troszku… Ale cieszy mnie, że potwierdziłeś, że wiarygodnie pokazałem dziecięcy entuzjazm.

 

@Darcon – przyjąłem, jestem zadowolony, dziękuję :D

 

Ładna fotka, @Żongler. Pasuje.

 

@Silva – dziękować, również krótko, zwięźle, na temat.

 

@Artemisia – dzięki za złapanie literówki. Miło mi, że się podobało. Ale dlaczego unoszenie kącików ust odbywa się u ciebie “nienaturalnie”? Czy już zszarzałaś? :(

Precz z sygnaturkami.

Kosmito, nienaturalne oczywiście oczami szarych. Jak się czymś rozentuzjazmuję, to bliżej mi do naszej kolorowej dziewczynki :) Choć jej poziom radości ze świata jest chyba nie do podrobienia. 

@Wiktor

 

Precz z sygnaturkami.

Faktycznie sympatyczny tekst. Od początku kibicowałam młodej. :-)

Ale i reszta społeczeństwa interesująca.

Lekkie opko, przyjemnie się czyta.

Bez przesady, że emocje są aż tak zaraźliwe.

Babska logika rządzi!

Bez przesady, że emocje są aż tak zaraźliwe.

Chyba w twoim przypadku, normalnie!

 

Oczywiście, że są. I to chyba w niektórych przypadkach nawet na poziomie chemicznym, jeżeli dobrze pamiętam, nie tylko psychotrololologicznym.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie no, jak się bawię z rozentuzjazmowanym dzieckiem, to też się śmieję. Ale jak kończymy zabawę, to wracam do swojej wieży z lodu i czaszek nieszczęśliwych kochanków. Cieniasy z tych programów, że po resecie jeszcze się do niczego nie nadają.

Babska logika rządzi!

wracam do swojej wieży z lodu i czaszek nieszczęśliwych kochanków

@Finklo, to musi być bardzo interesujące lokum. Pokażesz nam jakieś zdjęcia? :)

 

Dziękować za komcia. Być może emocje w dzisiejszym świecie nie są tak zaraźliwe… myślę o tym w kategoriach epidemii. Jeśli społeczeństwo ma kontakt z emocjami na co dzień, widzi je na każdym kroku – to się uodparnia. Jeśli zaś wystawić na działanie emocji ludzi, którzy w życiu ich nie odczuwali – to skończy się tak, jak było z Aztekami, Inkami i resztą ekipy w Ameryce, kiedy zawitali do nich konkwistadorzy…

Precz z sygnaturkami.

Nie wiem dlaczego, ale wszystkie zdjęcia wychodzą czarne. ;-)

Aaaa, jeśli odporności nie ma, to dużo tłumaczy. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne, pomysłowe, nieźle napisane. Emocjonalnie czuję się usatysfakcjonowana lekturą :) Niby znany temat, ale ograny pomysłowo, wygrywa sposobem narracji i wyborem punktu widzenia.

Fajne, podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Fajnie, że wam się podobało :)

 

Ciągle w komentarzach przewija się motyw “ograne, oklepane, to już było”. Wiem o tym. I biję się w pierś ponownie, że nie usiadłem do tekstu wcześniej, żeby go lepiej przemyśleć.

Trudno :P

Precz z sygnaturkami.

Szalenie sympatyczny tekst :)

 

Bardzo umiejętnie wciągasz czytelnika w swój świat, dawkując informacje kawałek po kawałku – powolutku rozwijasz przed nim historię. Przejaskrawienie głównej bohaterki cudownie kontrastuje z szarością osób wokół niej.

Styl prosty i przejrzysty, skutecznie uderzający do wyobraźni czytelnika, wysoka poprawność językowa, naturalne dialogi. Wszystko gra :)

Boże, jak miło dla odmiany przeczytać tekst, po którym się człowiek uśmiecha.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ciekawe opowiadanie. Poruszasz temat, który mógłby się okazać dość ciężki – w końcu pytanie, czy potrzebujemy emocji zahacza o wiele dziedzin – ale rozgrywasz go lekko i tekst jest dzięki temu bardzo przyjemny. Dobrze się czytało. :) 

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo przyjemne opowiadanie. Podobała mi się główna bohaterka i to jak swoimi pytaniami (Ile w ogóle jest pytań na świecie?) rozbrajała zastały, skostniały świat. Szczególnie dobrze wypadł też kontrast jej dynamicznej osobowości z powściągliwym zachowaniem wszystkich osób dookoła. Szarość / kolorowość też na plus.

Jedyną uwagę jaką mam to do zakończenia. Wydawało mi się trochę za krótkie i nagłe, a może po prostu chciałem jeszcze pozostać na chwilę w tamtym świecie. :)

Przyjemna lektura.

Cześć, człowieki!

 

Fajno, że

a) sympatyczny tekst,

b) ciekawe opowiadanie,

c) przyjemna lektura.

 

Pełno jest też innych pozytywnych przymiotników i uśmieszków, o takich :) I w związku z nimi u mnie na twarzy również się pojawia, o taki :D

Co do zakończenia… wrażenie “nagłości” jest nie bezpodstawne. Pisałem to opowiadanie raczej szybko i skończyłem na dobę przed terminem. Zostało akurat czasu na poprawki, a na rozwijanie zakończenia już brakło :(

Precz z sygnaturkami.

Science-fiction to nie do końca mój konik, ale tak podane smakuje wyborniesmiley. Zakończenie może troszkę nierozbudowane, ale pozostawia trochę dla wyobraźni i moim zdaniem pasuje do konwencji weirda. 

Wow, ależ to było niezłe.

Przede wszystkim – świetna interpretacja konkursowego hasła, które jest tu nieodzowne, stało się silną podbudową opowiadania. Fabuła, jak i forma jej przedstawienia, jest gorzko absurdalna – stanowi krzywe zwierciadło rzeczywistości, czyli w moim odczuciu robi dokładnie to, co groteska czynić powinna. Szapoba z głów, jak mawiają.

Językowo – naprawdę bardzo dobrze, momentami rewelacyjnie. „Złącz wargi” z całą pewnością wejdzie do mojego repertuaru odzywek – udało Ci się operować językiem na granicy pogardliwego żartu, nie schodząc w tanią wulgarność. Entuzjazm dziewczynki wyraża się tak w czynach, jak i tonie jej wypowiedzi, co w moim odczuciu świadczy o dużej świadomości języka i jego kontroli. Muy bien, Kosmito.

Napotkałam jeden zgrzyt biologiczno-logiczny, którego się uczepię, albowiem no uczepię: ustami bohatera stwierdzasz, że potrzeba posiadania dzieci została zarzucona, gdyż nie wynika z fizjologii organizmu. Otóż wynika i potrzeba płodzenia potomstwa u zdrowej jednostki jest jednym z silniejszych instynktów, gdyż stanowi podstawę dla przedłużenia gatunku.

Pod względem fabuły: kończysz w sposób dość przewidywalny, ale jest to też taki rodzaj przewidywalności, który grzeje w serce i daje nadzieję na to, że będzie lepiej. Za tę paletę odczuć przyznaję Ci punkt do dodatkowych walorów utworu – bo był to goddamn dobry kawałek literatury. Gratuluję, „Oaza” pewnie na długo pozostanie w mojej pamięci, a tymczasem trafia na listę moich konkursowych faworytów.

 

Maruda zgłasza, że jest bardzo mile zaskoczony całokształtem sytuacji.

Precz z sygnaturkami.

Jest sympatycznie, Smerfie Marudo, czy to kontrast idei? Czy to prowokacja? Czy to jakiś zabieg stylistyczny? ;-;

 

Hasło potraktowane niebanalnie – jako fundament fabuły wypada bardzo dobrze, jest bowiem nieusuwalny, bez stanu ekscytacji nie ma dziewczynki, bez dziewczynki nie ma anomalii, bez anomalii nie ma… no, tekstu nie ma. ALE. Czy anomalia wynika z absurdu, czy dziwności, czy jest jednak (tylko i aż) pozaprogramowym koglem-moglem w genetyce, biologii i psychologii człowieka, która wytłumaczalna i jako tako logiczna (ewolucja?) nieco rozmija się z gatunkami, którym kibicował konkurs? Na moje oko lekkość stylizacji i fabularne klisze nie są wadami (wzroku), można je przeinaczyć, by wspólnie z innymi konwencjami zbudowały coś paranoicznego – taki kontrast lekkości i duchoty mógłby wypaść genialnie; jednak raczej nie widzę u Ciebie “dziwów”. Wszystko jest raczej poukładane, a ten brak zrozumienia wypada po prostu z zestawienia jednostki innej ze społeczeństwem takichsamych. Tacysami mają całkowitą słuszność, że nie rozumieją – nie mogą zrozumieć, a to utopijno-dystopijny problem sci-fi, stosunkowo lekkiej – bo humorystyczna stylizacja i szalenie romantycznej – bo skaza protagonistki, bo “ku pokrzepieniu”, bo koniec końców uczuciowość zwycięża.

Podoba mi się cichociemny element postmodernizmu (co ja dzisiaj z tym PM? albo wy wszyscy takie teksty piszecie, albo egzaminy za blisko), a mianowicie brzuchomówstwo narracji, używanie pozornie naiwnego, bezwolnego protagonisty (dziecka) do przedstawienia bardzo niewygodnej, rozdzierającej i szokującej rzeczywistości. Podoba mi się również to, że nikt nie nosi imion, osiągasz tym dobry – i plusujący u mnie – “weirdowy” efekt teatru (na scenę włażą dramatis personae, robią robotę, exeunt-ują).

Językowo przystępnie, końcowy monolog skojarzył mi się z galopującą ku rewolucji świadomością androidów z każdego możliwego filmu/gry o androidach. Jednakże taki patos to raczej konieczny element światotwórstwa. 

 

Dzięki za udział w konkursie!

Jestem zaszczycony, że mój tekst został przeczytany, ale dużo bardziej, że został tak rzeczowo pochwalony. Dang.

Podoba mi się cichociemny element postmodernizmu (co ja dzisiaj z tym PM? albo wy wszyscy takie teksty piszecie, albo egzaminy za blisko)

Nie mam pojęcia, co to ten postmodernizm, ale nie wykluczam, że coś o równie trudnej nazwie może występować w tekście :)

Omawianie funkcji tekstu, o których sam jego autor nie ma pojęcia, to fajna sprawa, ale

Podoba mi się również to, że nikt nie nosi imion

wyłapywanie czegoś, co autor umieścił w nim celowo, dla wzmocnienia efektu, to sprawa cudowna. To tak, jakby kucharz dodał do potrawy szczyptę wyszukanej przyprawy, a klient okazuje się krytykiem kulinarnym i chwali go za dobór akurat tej przyprawy, która wspaniale podkreśla smak.

<3

Precz z sygnaturkami.

Minęły trzy miesiące, chyba mogę napisać to w osobnym komentarzu… a jak nie mogę/nie powinienem, to proszę mnie powiadomić.

W każdym razie, wyedytowałem opko i pozostawiłem “fragment reprezentatywny”. Czy 779 znaków to za dużo? If so, też proszę mnie powiadomić.

Milczenie uznam za brak zarzutów :)

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka