- Opowiadanie: Realuc - Wypchana pustka

Wypchana pustka

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wypchana pustka

– Witajcie! Przychodzę z nowym członkiem naszej wspaniałej rodziny!

Gospodarz zamknął drzwi i przez chwilę, stojąc w miejscu, radował się cudownym zapachem. Zapachem dziesiątek wypchanych zwierząt, które zajmowały niemal każde wolne miejsce starej, drewnianej chaty. Zawiesił na stalowym haku broń myśliwską, rzucił skórzaną torbę na brudny blat biurka po czym przeleciał wzrokiem po lokatorach.

– Stęskniłeś się, Jerzy? – zagadał radośnie do nienaturalnie wykręconej fretki zdobiącej niską komodę.

– Jak ci minął dzień, Edzio? – zapytał stojącego w kącie niedźwiedzia, który wiecznie wpatrywał się w malutkie okienko.

– Widzę, że i dziś humor dopisuje, co nie, Tadzio? – Pogłaskał szarego wilka o rozdziawionym pysku.

W końcu ściągnął ubłocony wór z tego, co trzymał w jednej z rąk. Położył martwego bażanta obok innych, podobnych ptaszysk. Patrzył z każdej strony, mrużył powieki, wzdychał, myślał. Niczym artysta szukający idealnego miejsca dla swego dzieła.

– Tutaj będzie ci najlepiej… Edmundzie. Tak, pasuje ci to imię – powiedział do nieżywego zwierzęcia i ponownie ukrył je w worze. Rzucił zdobycz pod racice jelenia, którego poroże stykało się niemal z sufitem, i powiedział do reszty wypchanych ptaków:

– Kolega wróci niebawem. Muszę go odpowiednio przygotować, no wiecie. Ale to później. Teraz mam ochotę na dobrą herbatę. Taką ziołową. Z dodatkiem malinowego soku.

Podszedł do butli gazowej i nagle wzdrygnął się, gdy biurko stojące pod jedynym w chacie oknem zastukotało. Jakby nastąpił jakiś krótki wstrząs, który poruszył tylko jednym meblem. Myśliwy machnął ręką i postawił na palnik czajnik, śpiewając pod nosem ulubioną łowiecką piosenkę. Tę, którą nucono najczęściej podczas ognisk i biesiad pod gołym niebem. Oczywiście w gronie kumpli po fachu.

W końcu ściskał w dłoni filiżankę upragnionej herbaty. Obłoczek o ziołowo-malinowym zapachu unosił się leniwie. Łowczy usiadł na obdartym, zielonym fotelu i założył nogę na nogę. Skończył piosenkę, siorbnął głośno, wpatrzył się w sztuczne, czarne oczyska Tadzia.

– Wiesz, stary, cieszę się, że cię mam. Że mam was wszystkich – dodał, mierząc wzrokiem pozostałe zwierzęta.

Dopił herbatę w ciszy, rozmyślając nad kolejną ofiarą. Z trudem znajdował coś, czego jeszcze nie posiadał, a co można było upolować w okolicznych lasach. Wstał, zdjął kapelusz ze sterczącym piórem i zaczął przechadzać się od zwierzęcia do zwierzęcia:

– Kocham cię, Lidio. – Pogłaskał dzika.

– Ciebie też kocham, Maju. – Przytulił śnieżną sowę.

– Kocham was wszystkich… – Położył się pod cielskiem Edzia i znieruchomiał. Czasami lubił po prostu pobyć z rodziną w ciszy.

I choć myśliwska chata stała w samym środku gęstego lasu, a jej właściciel mieszkał tam już wiele lat, świergot ptaków dobiegający zza drewnianych ścian brzmiał dla niego obco i nienaturalnie.

Zbyt wyraźnie.

Zbyt realnie.

Zbyt żywo.

 

 

O.O

 

 

– Witajcie! Przychodzę z nowym członkiem naszej wspaniałej rodziny!

Tym razem myśliwy przyniósł orła. Wyjął martwego drapieżnika z wora i jak to miał w zwyczaju, przedstawił reszcie:

– Nazwałem ją Weronika. Ładnie, prawda Maju? – Puścił oczko do śnieżnej sowy.

Nie minęło wiele czasu, a Weronika zyskała honorowe miejsce tuż nad drzwiami wejściowymi. Był z niej dumny. Dawno nie cieszył się tak z nowego członka rodziny. Z rozpostartymi skrzydłami wyglądała dostojnie i pięknie. Gospodarz usiadł za biurkiem i patrząc na wypchanego orła poczuł jakąś dziwaczną nostalgię. Mgliste wspomnienia wędrowały mu po głowie. Widział w nich to, o czym już dawno zapomniał. A przynajmniej tak mu się do tej pory wydawało.

– Wiesz, Weroniko – zaczął mówić do ptaka. – Zdaje się, że miałem kiedyś córkę o takim samym imieniu.

Nagłe obrazy karambolu, które pojawiły się mu przed oczami, rozpuścił szybko łykiem gorącej, owocowej herbaty. Potrząsnął głową i mówił dalej. Trochę do orła, trochę do siebie:

– I żonę. Tak, miałem żonę. Nazywała się… Łucja. Szkoda, że jej nie poznaliście. Była wspaniałą kobietą.

Po tych słowach biurko aż podskoczyło, jakby niewidzialna siła rąbnęła w blat od spodu.

– Co do licha…

Myśliwy obszedł mebel, kucnął, zmierzył wzrokiem każdy fragment starocia, ale wszystko było całkowicie zwyczajne. Ostatnio coraz częściej bywał świadkiem dziwnych wstrząsów, które zawsze dotykały jedynie biurka. Jedyna niewielka szufladka zamknięta była na kluczyk, który zgubił dawno temu. Nie pamiętał nawet, co w niej trzymał. Niczego mu jednak nie brakowało, więc nie widział potrzeby dobierania się do niej siłą.

– Też to widzieliście, przyjaciele? – zapytał zwierzęta. – A niech to, może jakiś zmutowany kret ma norę pod naszą chatą, akurat w tym miejscu. Będę musiał to sprawdzić. Ale zmieńmy temat! Kończy się lato, trzeba wykorzystać ostatnie ciepłe dni. Dziś wieczorem rozpalę wielkie ognisko i urządzimy sobie małą biesiadę, co wy na to? Kto się pisze? Tadzio? Tak myślałem, stary balangowiczu. Lidio? No pewnie, wiem, że uwielbiasz moje piosenki. Idę wszystko przygotować, niedługo wrócę.

Myśliwy opuścił chatę żegnany spojrzeniami sztucznych oczu.

 

 

O.O

 

 

Ogniste jęzory wzbijały się ku ciemnemu niebu przy dźwięku trzaskającego drwa.

Myśliwy siedział okrakiem na urąbanym pniu, opierając rękę o wypchanego wilka. Wokół ogniska ułożył jeszcze dzika, fretkę, lisa, zająca, sarnę i bażanta. Gwiazdy świeciły wyjątkowo jasno, a las był wyjątkowo cichy, nawet jak na noc.

– No to co, kochani, może jakaś piosenka? Nie udawajcie, wiem, że na to czekaliście. Dobra, niech będzie ta.

Potarł dłonie, poprawił kapelusz z piórem i zaczął śpiewać:

Mknie przez las wataha wilków, ałuuu, ałuuu, ałuuu. Gdzieś z gęstwiny…

ŁUP.

W chacie coś porządnie trzasnęło. Myśliwy aż spadł z pnia, zwalając przy okazji Tadzia na ziemię.

– Słyszeliście!? – zapytał biesiadników z nutą przerażenia w głosie.

Kajał się teraz w myślach za to, że zostawił w środku broń. Mógł przecież zabrać chociaż nóż.

– Już ja ci dam, przybłędo!

Nagle myśliwy poczuł przypływ odwagi i pewnym krokiem podszedł do drzwi. Bez chwili zawahania z impetem poczęstował je kopniakiem. Wparował do środka z zaciśniętymi pięściami. Źródło hałasu hasało po blacie biurka, którego jedyna szuflada została wyrwana z prowadnic i leżała teraz na podłodze.

– Dobry wieczór, Piotrze, hi hi – odezwała się piskliwym głosikiem wypchana wiewiórka.

– Łu… Łu… Łucja. O mój boże, ja…

– Zapomniałeś o mnie, wiem, hi hi. A przecież byłam pierwszym członkiem twojej nowej rodziny. Pierwszą istotą, którą pozbawiłeś życia po tym, jak straciłeś bliskich, hi hi.

Nogi myśliwego telepały się, jakby stał nago przed chatą w środku zimy.

– Ja… chciałem tylko…

– Chciałeś wypełnić sobie jakoś pustkę, która tobą zawładnęła, wiem. Szkoda tylko, że w tym celu pozbawiłeś mnie flaków, hi hi. Mnie i wszystkich tu obecnych.

Wiewiórka skakała po blacie całkiem żwawo i sprawnie. Gdyby nie sztuczne, nieruchome oczy, nikt nie rozpoznałby w niej wypchanego zwierzęcia.

– Łucja, ale jak…

– Też nie wiem, jak to się stało, hi hi. Z każdym kolejnym mieszkańcem lasu, którego tutaj sprowadzałeś, czułam że… odżywam? Choć w sumie to wciąż jestem martwa. Ale obudziłam się z konkretnym celem, więc nie przedłużajmy, hi hi.

Łucja zeskoczyła z biurka i po paru susach znalazła się u stóp myśliwego.

– Co masz na myśli? – zapytał drżącym głosem.

– Ach, nic takiego. Zwyczajnie pomyślałam, że wypchany człowiek może być ciekawą ozdobą tutejszego lasu, hi hi. Zgadzasz się ze mną?

Zanim Piotr zdążył jakkolwiek zareagować na te słowa, ujrzał kątem oka ruch. To śnieżna sowa o imieniu Maja rozpostarła skrzydła i wlepiła w niego wielkie, sztuczne, żółte ślepia. Znad głowy dobiegł go orli skrzek. Niedźwiedź Edzio przeciągnął się ospale po czym ruszył ciężko w stronę myśliwego.

– Ja was kochałem! Tyle wam poświęciłem! Nie możecie!

Kolejne z wypchanych zwierząt zaczynały się poruszać. W końcu Piotr postanowił zrobić w tył zwrot i uciec do lasu. Na progu stał jednak szary wilk i warczał jak żywy.

Myśliwy padł na kolana i zaczął łkać. Wiewiórka, chichocząc, wskoczyła mu na głowę.

Potem drzwi się zatrzasnęły i wszystko zostało w rodzinie.

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Mam kilka uwag: niesubtelne powtarzanie przeszłości myśliwego przeszkadza w czytaniu, brak wyjaśnienia rewitalizacji wiewiórki trochę uwiera, taka łatwa zemsta irytuje.

Ale:

Przeczytałam z zainteresowaniem i przyjemnością.

Super tytuł (strasznie mi się podoba).

Bohater bardzo wiarygodny.

Pozdrawiam!

Fajne. Efektowne i pomysłowe, a przy tym skutecznie straszące. Dobrze wykorzystuje nienowy pomysł, IMHO wiarygodnie psychologicznie go ogrywa. Podobało mi się. 

Chalbarczyk, anonim cieszy się, że mimo paru uwag było interesująco i przyjemnie :) Tytułów do wyboru anonim miał chyba z dziesięć, więc cieszy również fakt, że wybrał ten dobry. Brak dogłębniejszych wyjaśnień pewnych kwestii był celowy aby zostawić czytelnikowi pole do własnych wyobrażeń.

Ninedin, anonim dziękuje za kliczka i fajnie, że się podobało :)

Zgadzam się, że świetny tytuł i, co więcej, dobrze współgra z treścią. Upiorny efekt całkiem dobrze pomyślany, niestety wykonanie go troszkę psuje. Historia myśliwego może powinna wyjść nieco później, bo rzeczywiście wystarczyłoby ją w tak krótkim tekście przywołać raz, dopiero w monologu wiewiórki, bez szczegółów – wtedy główny bohater byłby bardziej niesamowity i przerażający, tak po kingowsku. Bo pomysł bardzo kingowski. I jakkolwiek polowania i wypychanie zwierząt to dla mnie trigger, przeczytałam w nadziei, że myśliwego spotka zasłużona kara i nie zawiodłam się :)

Przecinki szwankują dość solidnie, parę innych drobiazgów też się znalazło.

powiedział do nieżywego zwierzęcia i ponownie ukrył go w worze

→ ukrył je w worze, bo zwierzę jest rodzaju nijakiego (”go” tylko dla męskiego)

przeczesując wzrokiem wypchane zwierzęta

Nie wydaje mi się, żeby przeczesywanie wzrokiem było poprawnym związkiem frazeologicznym.

Dopił herbatę w ciszy[+,] rozmyślając nad kolejnym celem.

A nie nad kolejną ofiarą?

I choć myśliwska chata stała w samym środku gęstego lasu[+,] a jej właściciel mieszkał tam już wiele lat,

Nie minęło wiele czasu[+,] a Weronika zyskała honorowe miejsce tuż nad drzwiami wejściowymi.

Jedyna[-,] niewielka szufladka[-,] zamknięta była na kluczyk, który zgubił dawno temu. Nie pamiętał nawet[+,] co w niej trzymał. Niczego mu jednak nie brakowało[+,] więc nie widział potrzeby dobierania się do niej siłą.

Czy w szufladzie trzymał zapomnianą wiewiórkę?

 

Myśliwy siedział okrakiem na urąbanym pniu[+,] opierając rękę o wypchanego wilka.

Gwiazdy świeciły wyjątkowo jasno[+,] a las był wyjątkowo cichy, nawet jak na noc.

Nogi myśliwego telepały się[+,] jakby stał nago przed chatą w środku zimy.

pustkę, która cię omotała

Kolejny dziwny frazeologizm

 

Z każdym kolejnym mieszkańcem lasu, którego tutaj sprowadzałeś, czułam że… odżywam? Choć w sumie to wciąż jestem martwa. Ale obudziłam się z konkretnym celem[+,] więc nie przedłużajmy, hi hi.

Zanim Piotr zdążył jakkolwiek zareagować na te słowa, ujrzał kątem oka jakiś ruch.

Zaimek śmieć.

 

wlepiła w niego wielkie, sztuczne[+,] żółte ślepia.

Albo w ogóle bez przecinków.

 

Z nad głowy dobiegł go orli skrzek. Niedźwiedź Edzio przeciągnął się ospale[+,] po czym ruszył ciężko w stronę myśliwego.

→ Znad albo Sponad

 

warczał jak żyw.

Niezbyt dobrze wypada tu ta archaizacja, bo poza tym jej nie ma. Jak żywy.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, anonim kaja się za te przeklęte przecinki :( Poprawił grzecznie wszystko i dostosował się do Twych uwag, bo rację masz, nie inaczej.

Czy w szufladzie trzymał zapomnianą wiewiórkę?

No tak.

Cieszę się, że spodobał się tytuł i kingowski pomysł :) No i że usatysfakcjonowała Cię kara, jaka spotkała bohatera :D

hi hi.

No to mogę kliknąć ;)

http://altronapoleone.home.blog

;)

Przyciągający tytuł… hm, sugerujący, że nie będzie to miły tekścik :) I miły nie był, ale dobry :) mroczny klimat i naprawdę przerażająca Ci ta wiewiórka wyszła. Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek i powodzenia w konkursie :)

Katiu, Anonim bardzo Ci dziękuje! :*

hi hi.

Czyta się łatwo, gładko.

Ale powiem rzecz niepopularną – czy to nie jest trochę infantylne?

Wiewiórki, kliczki…zabawa hi hi!?

Zaczarowane puzdereczka, zaklęcia, czarodzieje.

Wybaczcie czciciele fanatasy, różdżek. herosów i cudownych metamorfoz.

Anonim nie ma pojęcia, Neurologu, o co Ci chodzi, gdyż w tekście nie ma ani magów, ani zaklęć, ani puzdereczek zaczarowanych, ani też herosów, różdżek i wszelkich innych fantastycznych, jak to nazwałeś, infantylnych motywów.

A jeśli z jakiegoś powodu jesteś przeciwniekiem fantastyki wszelakiej, nie wiem co tutaj robisz.

Rzeczywiście nie jetem zwolennikiem fantastyki wszelakiej. No, nie muszę i nie jest mi z tego tytułu przykro. Wiewióreczki, ,przepióreczki. Nabijam się trochę wcale nie złośliwie, ale trudno mi zachować powagę.

Wybaczcie.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

:)

Dobrze się czytało:) Choć od początku wiedziałam, jak się zakończy to byłam ciekawa w jaki sposób:) Ciekawie nakreśliłeś bohaterów (bo to nie tylko myśliwy:). Fajnie wprowadzałeś ich w swoją opowieść. No i zakończenie satysfakcjonuje:). Daję klika.

 

Powodzenia w konkursie:)

Anonim bardzo dziękuje :)

Z przykrością czytałam o myśliwym, który z radością zabijał i wypychał zwierzęta, i cieszę się, że już nie rozstanie się ze swoją ukochaną rodziną.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drakaina nie kłamie, gdy pisze na SB o świetnych wiewiórowych tekstach. Ten też bardzo przypadł mi do gustu. Fajnie budujesz klimat, choć jak dla mnie było może nieco zbyt lekko. Dopiero w końcówce dostałam prawdziwego kopa. Wymyśliłeś upiorny temat dla swojej opowieści, ale jednak coś było takiego w tym myśliwym, może jego smutna historia, co sprawiało, że trudno było mi go znielubić. Dobrze jednak, że dostał za swoje. Ale nie chciałabym kiedyś zabłądzić w lesie i trafić do tej chaty! Brr! 

Myślę, że tekst zasługuje na znalezienie się w bibliotece :)

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Reg, rosebelle, anonim dziękuje serdecznie za komentarze :) hi hi…

Bardzo proszę, Anonimie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczne. Dobrze, że zwierzakom udało się odegrać. I niech się myśliwy wypcha! Hi, hi. ;-)

Babska logika rządzi!

Ciekawe, ładnie napisany, fabuła może nie super zaskakująca, ale fajny one-liner na koniec :)

 

Sugestie poprawek:

 

rzucił skórzaną torbę na brudny blat biurka[+,] po czym przeleciał wzrokiem po lokatorach.

Brakujący przecinek.

 

Niedźwiedź Edzio przeciągnął się ospale[+,] po czym ruszył ciężko w stronę myśliwego.

Jw.

 

Zbędny entery do usunięcia z opowiadania.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

:>

Dobry tytuł, dobre wykonanie, jak dla mnie dobrze poprowadzona fabuła. Jednym słowem porządna robota. Bohater jest wyrazisty i jestem w stanie zrozumieć skąd się wzięło jego szaleństwo. No po prostu naprawdę dobry tekst :)

Dziękuję Patryku :)

Podoba się. Sprawnie napisane, wciąga, a i zakończenie mnie zaskoczyło. Mściwe te zwierzaki, szczególnie wiewióra. Aż ciarki przechodzą. :)

Bardzo fajny tekst! Rzeczywiście, trochę kingowski!

I tym razem wiewiórka w iinej roli niż w większości pzostałych opowiadań!

 

Małe czepy:

– “przy dźwięku trzaskającego drwa” – jedno się tylko paliło?

– “na urąbanym pniu” – istnieje takie wyrażenie?

 

Kliknąłbym, gdybym mógł :)!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Ciekawe zakończenie ;) Jest mrocznie i klimatycznie. Przed oczami mam ślepia wypchanych zwierząt zabijające człowieka… Bardzo fajny pomysł.

 

Te – O.O – to łypiące ślepia? 

Panowie i Panie, anonim bardzo się cieszy, że się Wam podobało :) grzelulukasie, tak, to dokładnie łypiące ślepia :D Anonim nie wymyślił lepszego zestawu znaków…

Ciekawy tekst z tytułem dobrze oddającym treść. Spodziewałam się, że zwierzaki się odegrają, ale nie zepsuło mi to przyjemności z czytania. Myślę, że w psychice bohatera musiało siedzieć coś wcześniej, wypadek to uaktywnił.

Kurcze, koncept wstrząsający, ale chrobocze. Nie potrafię wskazać/powiedzieć/napisać co. Tytuł jest w punkt.

Trochę zdaje mi się, że piszesz to ze zbyt obojętnej strony, tj. widza, obserwatora, a tutaj warto byłoby głębiej, tj. myśliwego, będącego w tej konkretnej życiowej sytuacji. Dwa są bowiem leitmotivy. Dobrze to pomyślałeś/aś Anonimie!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ando, Asylum, anonim dziękuje za komentarze i cieszy się z Waszych opinii. Hi hi

Niezłe, podobało mi się :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

:)

No, no, i grozą powiało nieźle. Sympatyczny, chociaż lekko przewidywalny szorciak. A i tak nie mogłam się doczekać pojawienia się wiewiórki. 

Dziękuję za komentarz, Deirdriu :)

Przedmowa nagle zyskała sens po przeczytaniu. Dobry horrorek Ci tu wyszedł, podobało mi się. :)

Zostaw ten żyrandol.

Dzięki Verus :) hi hi.

Hi, hi.

Dobre, trochę mroczne, trochę nostalgiczne, z tajemnicą podskakującego biurka, która tak na prawdę, to nie została rozwiązana.

Strasznie się te wiewiórki mszczą na ludziach – ciekawe dlaczego. Jakieś takie wiewiórcze usposobienie?

Podobało się. Już niedługo sprawdzę jak bardzo. smiley

Fizyku, dzięki za komentarz. A tajemnica biurko została rozwiązana – wiewiórka zamknięta w szufladzie budziła się, więc trochę się tam siłą rzeczy miotała. Stąd ruszające się biurko ;)

A ja byłem pewien, że ona też na ścianie była. :(

Gratulacje, realucu! Fajny tekst, pomysłowy.

Dziękuję, ninedin ;) Tobie również gratuluję ;)

Nowa Fantastyka