- Opowiadanie: MaSkrol - Ogrodnik

Ogrodnik

Opowiadanie eksperymentalne, które powstało za namową Arnubisa. Bo co ja kolejnego nie napisze?! Pewnie, że napiszę, ale nie wiem co z tego wyszło. Uznałem, że za dużo już się pojawiło horrorów i utworów trzymających w napięciu, chciałem nieco się odłamać i pewnie będę tego żałował.

Miłej lektury. :D

Boje się, że odczytacie to tak, jak myślę, że to odczytacie...

23:47 korekta drobna, bez jakiegokolwiek wpływu na treść.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Ogrodnik

Delikatny powiew muska skórę, a wzdłuż ciała przemykają ciarki, jakby w próbie doścignięcia żywiołu. Włosy jeżą się i wychylają niczym spragnieni wrażeń kibice, a ich niemy krzyk zdaje się rozbrzmiewać na granicy, gdzie percepcja zaczyna mieszać się z imaginacją.

Odczucia są wyraźniejsze. Powietrze wydaje się świeższe, a natura bliższa. Trawa muska twój kręgosłup, a oddalony świergot ptaków…

A oddalony świergot ptaków jest, choć chyba nie powinien.

Masz wrażenie, że znasz to miejsce. Kojarzysz, a przynajmniej nie wydaje się obce. Dostrzegasz drzewo. Kilkaset metrów przeplatających się gałęzi, niczym kilka związanych ze sobą helis, które u szczytu tworzą koronę przypominającą dysk lub okrągłą płytę lotniska.

A gdzieś tam, u podnóża tego kolosa porusza się ludzka sylwetka. Przerywa prace i patrzy w twoim kierunku. Chyba cię rozpoznała.

 

❦❦❦❦

 

Pokonuje dystans szybciej, niż można by przypuszczać. Dziadek uśmiecha się do ciebie, jakbyście znali się od paru dobrych lat.

– Nareszcie jesteś! Tyle czekałem, tyle czekałem, myślałem już, że nigdy nie przyjdziesz. – Chwyta cię za rękę i ciągnie w kierunku drzewa. – Chodź, nie traćmy czasu, bo nie mamy dużo. Nigdy nie mieliśmy go dużo, ucieka skurczybyk szybciej niż te parszywe bobry! A żeby sczezły w słońcu lipcowego poranka!

Idziecie między porozrzucanymi głazami, czasem natrafiając na wąskie odnogi niewiele szerszego strumienia.

– Przepraszam, że tak nagle zaatakowałem, ale najpierw inwentaryzacja, pokażę ci to i owo.

Poruszacie się w zastraszającym tempie, dystans nieproporcjonalnie maleje z każdym krokiem, jakby percepcja stroiła sobie z ciebie żarty i specjalnie podawała fałszywe informacje.

– O, spójrz! – Wskazuje głaz leżący pośród dzikich traw. – Tutaj jest żyzna ziemia, trzeba by usunąć ten kamień i pozwolić korzeniom dotrzeć, są dość blisko, więc nie będzie z nimi dużo pracy.

Wypuszcza powietrze i patrzy na kolosa, który wciąż był oddalony przynajmniej o kilka kilometrów. Korzenie… blisko?

– Na pewno są pod tymi drzewami tutaj, przecież działacie w symbiozie. Ale jestem pewien, że rozrosły się dużo dalej, tylko pytanie… – Tupnął gumiakiem w podłoże. – Czy tam nie czai się jakieś kamieniaste cholerstwo i nie będzie trzeba kuć.

Spojrzał na ciebie i przez kilka sekund czekał na odpowiedź.

– Ale to tym się już nie przejmuj, to ja już zrobię, jeśli tylko te korzenie zaczniesz rozwijać. Może i coś tam przeszkodzi, ale ja załatwię, więc nie ma powodu do obaw, najwyżej parę tygodni może być ciężko, ale wszystko ogarniemy. Na czym to ja… a właśnie, chodźmy dalej.

Dziadek poprawia słomkową czapkę. Co kilka kroków ostukuje i ogląda pnie drzew, których skupiska zdają się być rozrzucone bez jakiegokolwiek ładu. Mężczyzna grzebie w ziemi, mrucząc coś do siebie pod nosem. Zdarza mu się zerkać w twoją stronę, jakby chciał się upewnić, że patrzysz.

Wchodzicie w cień rzucany przez koronę kolosa. Zimno muska twoją skórę. Łaskocze. Cisza się nawarstwia, a atmosfera jakby stężała. Dziadek kiwa na kilka ściśniętych pni.

– Tutaj mamy taki problem, że bez słońca nie dadzą rady wyrosnąć, zaduszą się tutaj. – Zadziera głowę i wskazuje gałęzie giganta. – Tam na brzegu będzie trzeba przyciąć, jeśli chcesz, żeby te zdechlaki odżyły. Trochę na tym stracisz, więc musisz zdecydować na czym ci bardziej zależy. Jeśli będziesz chciał utrzymać tę gromadkę w dobrym stanie, to skoczę na górę i poucinam, co trzeba. Jeśli nie chcesz skracać gałęzi, nie opłaca się marnować na nie przestrzeni, tylko ssą energie, wytnę je w pień.

Spojrzał na ciebie, znów czekając na reakcję. Westchnął.

– No zawsze też można spróbować je przesadzić. – Stuknął podeszwą w korę. – Ale czy się przyjmą gdzie indziej, lub przetrwają przeprowadzkę to nie wiem. Zresztą to cholernie czasochłonne i zaniedbałbym całą resztę. To jak?

Podnosi wzrok, ale szybko zmienia zdanie.

– Albo później mi powiesz, teraz chodź dalej. Zastanów się przez ten czas, bo mam dość tego twojego niezdecydowania, niby wiem mam co robić, ale najpilniejsze sprawy leżą odłogiem jak… O właśnie! Patrz tam.

Wskazuje pień, ale ciężko stwierdzić, co dokładnie ma na myśli. Dostrzegasz wyrywające się z helisy gałęzie, oraz konary sięgające korony niczym belki podtrzymujące strop. Miejscami w mniejszych lub większych zbiorowiskach dostrzegasz coś na wzór półek skalnych.

– Dobra, to pokażę z bliska. – Dziadek chwyta twoją dłoń.

Znów biegniecie. Zwalnia uścisk dopiero u podnóża drzewa.

– Teraz gęsiego idź przede mną. Najpierw musimy przejść po pierwszych korzeniach. Starowinki albo obumarły całkowicie, albo spęczniały jak ten tutaj. Ostrożnie, można się poślizgnąć. Ale nie bój się, wchodziłem już tędy nie raz.

Przesz naprzód, próbując balansować na szerokiej, ale stosunkowo gładkiej powierzchni. Droga wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Przy wyższym załamaniu trafiasz na drabinę. Później koleją i kolejną.

– Jesteśmy trzydzieści metrów nad ziemią, nie patrz w dół lepiej. Zresztą jak wolisz, ale nie spadnij i nie zwalniaj, za chwilę będziemy przy pniu.

Dziadek przechodzi kilka kroków wzdłuż żywej ściany, ogląda jedną z przeplecionych łodyg. Cofa się i mruży oczy.

– Tutaj powinno być dobrze, no, to w górę! Nie bój się, to nie jest takie trudne. No chodź, chodź, pomogę ci. – Przesuwa dłonią po wgłębieniu w korze, później dotyka wybrzuszenia i pokazuje gałąź znajdującą się nieco wyżej. – Jak po drabinie. Patrz.

Łapie się i wybija, a po kilku sekundach jest dziesięć merów nad tobą.

– No co tak stoisz! Kończy nam się czas. Ruszże się!

Wciskasz nogę we wgłębienie. Podskakujesz, ale coś cię blokuje. Próbujesz jeszcze raz. Metr, dwa metry, trzy. Nie czujesz bólu, nie czujesz zmęczenia, jakby one wcale nie istniały. Nie rozglądasz za punktami zaczepiania, wiesz gdzie są, jakby informacja od samego początku była w twojej głowie. Poruszasz się szybciej od dziadka, musisz momentami zwalniać, żeby mu nie przeszkadzać.

Zatrzymuje się. Dotyka gąbczastej substancji, która tworzy gzyms, mruczy coś pod nosem, krzywi się. Wokół widzisz dużo więcej takich występów. Całe mnóstwo.

– Trzeba to zlikwidować jak najszybciej – mówi dziadek. – Nie wnosi nic pożytecznego, wgryza się w pień i pije z niego, oddając zarazki. Wiem, wiem, już nie raz słyszałem, że chcesz je usunąć, ale potrzebuje pomocy, polecenie mi nie wystarczy, musisz tego naprawdę chcieć. A póki co tylko zapewniasz, że chcesz. – Kręci głową. Wzdycha. – Muszę na to patrzeć, nie mogąc nic zrobić i zamiast tego grabie jakieś liście. Chciałem o tym przypomnieć, bo wydaje mi się, że to nie dociera gdzie powinno.

Uderza w półkę i odłamuje część.

– To jest odmiana huby drzewnej, jak widać, ale nią nie można żyć w symbiozie, to pasożyt, a ich trzeba się pozbyć… Zresztą co się będę męczył i tak zlejesz moją gadaninę. Chodź wyżej, muszę ci coś pokazać.

Wspinacie się bez słowa. Dziadek wciąż do siebie pomrukuje, momentami impulsywnie przyspiesza, jakby próbował się wyładować. Jakby nie radził sobie z emocjami. Zerka w dół, żeby sprawdzić czy wciąż za nim jesteś.

– Mam cię trochę dość, wiesz? – stwierdza. – Nigdy nie powiesz mi wprost co powinienem zrobić. To znaczy… czasem mi mówisz, ale zazwyczaj muszę się domyślać. A jeszcze lepiej jak przez twoje zmiany nastroju muszę przerywać pracę. Ostatnią relację ledwo udało mi się odratować.

Nie odpowiadasz, oczywiście.

– Mówię to tylko dlatego, że czasem przydałoby się nieco więcej zdecydowania w niektórych sprawach, przez tę niepewność często marnuję czas w pracy, a ty na tym tracisz, ja też na tym tracę.

Spotykacie pierwsze skupiska liści. Konary rozbiły się na dziesiątki mniejszych gałęzi, tworząc coś przypominającego ciąg chaotycznie połączonych rusztowań. Dziadek schodzi nieco niżej, podaje ci dłoń i asekuruje. Zatrzymujecie się na gałęzi rosnącej nieco pod koroną kolosa.

Setki metrów pod swoimi stopami widzisz pola oraz sieć wąskich strumyków przypominających skrupulatnie rozplanowaną sieć nawadniającą.

– Teraz zobaczysz. – Zadrżał. – Zobaczysz, zobaczysz. Zamknij oczy. No zamknij… na chwilę tylko, mrugnij aby.

Ciemność.

Śmierć, zgnilizna, duszności. Rzeczywistość się zmieniła. Świat stracił barwy, jakby spektrum ograniczyło się wyłącznie do czerni, szarości i niebieskiego. Część gałęzi wisi, niemal dosięgając ziemi, pień jest podziurawiony, a kilkukrotnie większe huby wydają się pożerać kolosa. Wszystkie liście spadły, przykrywając wystające z ziemi korzenie.

Dziadek patrzy w dół. Nie interesuje się tobą. Jest chudszy, ciężko go rozpoznać. Skórę ma obwisłą, jakby ostatni gram tłuszczu w ciele został spożytkowany kilka lat temu.

Drzewo jest… niższe? Na pewno jest niższe. Helisy rozszerzyły się, jakby przytłoczył je ciężar korony, która jako jedyna pozostała w najlepszym stanie. Bez liści i sporej części gałęzi, cierpka i ostra przypominała bardziej koronę cierniową.

Gałęzie są niestabilne. Czujesz jak drżą.

Kolos umiera. Rozpada się. Na horyzoncie dostrzegasz nieco różu, jakby artysta z litości pozostawił jedną kreskę ciepłego koloru.

– Zachodzące słońce – oznajmił Dziadek. – Za chwilę całkiem schowa się za horyzontem.

A wtedy co?

Podłoże się trzęsie. Ucieka ci spod nóg, kilkuset metrowa przepaść. Kamienie. Drzewa. Podgniłe liście. Lecisz. Spadasz.

Szarpnięcie.

Dziadek łapie cię w ostatniej chwili. Wciąga na górę.

– To się nie dzieje naprawdę – mówi. – Wszystko jest hipotetyczne… póki co. Tak będzie wyglądać, jeśli nie zlikwiduję grzybów. Jeśli nie zadbam o drzewa, z którymi jesteś w symbiozie, jeśli nie pozwolisz korzeniom szukać żyznych łąk i korony nie wystawisz na słońce.

 Opanowuję cię strach. Niepokój. Obawa. Ciężko zdefiniować to uczucie. Dyskomfort, choć nie wiesz dlaczego. W końcu silisz się na pytanie.

– Co to za wizja?

Dziadek uśmiecha się pod nosem.

– Starość. Najgorsza z możliwych.

Gałąź na której stoicie łamie się. Spadacie w dół. Coraz szybciej. Czujesz zbliżające się zderzenie. To koniec. Wszystko się kończy.

– To tylko wizja. – Dziadek patrzy ci w oczy. – Hipotetyczna wizja.

Twarz ogrodnika rozmywa się, zaczyna deformować.

– Nasz dyżur jeszcze się nie skończył. Jeszcze trwa i trwać będzie, dopóki twój pień nie pęknie, a korzenie rozłożą się w ziemi.

Uderzasz o zwisający konar. Krzyk. Dziadek znika. Trzask łamanych kości. Tępy ból, a po chwili kolejne uderzenie.

Wszechogarniająca ciemność.

Koniec

Komentarze

Intrygujące i fabularnie nietypowe, a przez to – niebanalne opowiadanie. Czytało się przyjemnie, płynnie, nie zacinałam się w lekturze, słowem – przyjemnie spędziłam czas, usiłując rozgryźć fabularne zagadki (np. kim są bohaterowie i czym jest drzewo).  

Dzień dobry! Miło Was widzieć.

 

Ninedin,

Dzięki, właśnie to chciałem osiągnąć. Trochę poeksperymentować, zmusić do myślenia, żeby Ciężki Dyżur, sprawił też nico “kłopotu” czytelnikowi. Zresztą… po prostu miałem ochotę na taki tekst, oderwanie się nieco od sztywnych ram dobrze mi zrobiło. Cieszę się niezmiernie, że ta forma się sprawdziła.

 

Arnubisie,

The enduring relevance of Eric Ambler's spy novels– The characters in Eric Ambler's pre-war spy novels are adrift in a fractured and uncertain Europe, manipulated by forces they neither understand nor control. The books hold an uncomfortable mirror to the modern world, says philosopher John Gray.-BBC– reminds me of Isaac Asimov and other "prophets" of science fiction …

Dzięki za przeczytanie.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

trzeba by usunąć ten kamień i pozwolić korzeniem dotrzeć

Korzeniom.

 

Wchodzicie w cień rzucany przez kolosa koronę kolosa.

Coś się zepsuło temu zdaniu.

 

Te tam na brzegu będzie trzeba przyciąć, jeśli chcesz, żeby te zdechlaki odżyły.

Powtórzenie. Tego typu powórzeń masz w tekście sporo; przejrzałabym go jeszcze raz pod kątem eliminacji takich zaśmiecałek jak “to”, “ten”, “tego” itd. 

 

Jest chudszy, przez wiszące zmarszczki ciężko go rozpoznać. Skórę ma obwisłą, jakby ostatni gram tłuszczu w ciele został spożytkowany kilka lat temu.

Mam wątpliwości co do tych wiszących zmarszczek. Wiem o co Ci chodziło, ale nie brzmi dobrze. W następnym zdaniu wspominasz o obwisłej skórze; imo lepszy dobór słów.

 

Opanowuje cię obawa.

Ponownie mam wątpliwości co do tego, czy obawa może opanować. Opanowuje raczej strach; a w każdym razie lepiej brzmi.

 

Znowu nie do końca mnie kupiłeś. Początek strasznie się ciągnie – opowiadanie jest bardzo statyczne, zasadniczo pozbawione fabuły i akcji. To samo w sobie nie jest złe, ale podczas lektury poczułam lekkie znużenie: chyba po prostu nie do końca chwycił mnie ten pomysł. Wszystko jest bardzo enigmatyczne i symboliczne. Ładnie napisane i w jakimś sensie klimatyczne, ale zupełnie nie moja bajka.

Ciekawy zabieg z narracją drugoosobową.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

MaSkrolu, wyszło ci intrygujące opowiadanie. Na początku myślałam, że drzewo jest Drzewem Życia z biblijnego raju, zasugerowałam się kształtem helisy, który naprowadza na stworzenie człowieka. Dziadek to Bóg albo Adam. Ale teraz to już sama nie wiem :D. Muszę się jeszcze zastanowić o co tu chodzi. 

I o dziwo ta narracja dwuosobowa mnie tak nie mierziła jak zawsze, chociaż nie przepadam :D

Zgłaszam do biblio :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

No, przyznać muszę, że tajemnicze ;) Takie inne przez swoją formę i symbolizm. Czytało się płynnie. Bardzo mi się podobało, tylko ciągle myślę i myślę… Mnie to się skojarzyło z organizmem człowieka, ba nawet z mózgiem:-) Ale kim jest ogrodnik… Ciekawe

 

Cześć, witam czytelników, miło Was widzieć. Nie będę Wam podstawiał pod nos interpretacji, podoba mi się to zróżnicowanie, ale powiem, kiedy ktoś trafi w moje myśli. Mogę Wam tylko powiedzieć, że ta narracja też ma w tekście swój cel. ;)

 

Mr.marasie,

The puppet master– Oh they know how to pull peoples strings

Dzięki za przeczytanie i klika.

 

Gravel,

Dzięki za wskazanie błędów, poprawki wprowadzę po wynikach, teraz nie mogę niestety. Rozumiem, że nie porywa, tekst jest specyficzny, więc naturalnie często będzie mijał się z gustem. Nie ma akcji, fabuła jest symboliczna, właściwie tutaj chyba wszystko coś znaczy. Miałem ochotę takie coś napisać i całkowicie rozumiem Twoje znużenie. Kiedyś w końcu Cię przekonam, zobaczysz! :P

 

Sy,

Dzięki za klika! Chciałem nieco zaintrygować i zmusić do myślenia, chyba się udało. Nie chodziło mi o Biblię, ale podoba mi się jak interpretację biegną w różnych kierunkach. Narracja… bardzo podobało mi się pisanie w drugiej osobie, to coś nowego, ale starałem się nie przedobrzyć, ograniczyć rolę czytelnika, do którego się zwracam do tego co widzi, co robi, słyszy i czuje, ale bez opisu jego własnych emocji (no wiem raz dałem taki opisik, coś mnie tchnęło), bo na tym łatwo można się przejechać. I jak wspomniałem ta narracja jest ważna w odbiorze tekstu.

 

Matko Chrzestna,

Jesteś blisko, ale nie chodzi tylko o organizm. Dzięki za miłe słowa i cieszę się, że zmusiłem trochę do myślenia. Nie będę podpowiadał. :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Bardzo klimatyczny i intrygujący tekst, też oniryczny. Ale nie wiem, co miałeś na myśli, z komentarzy wynika, że może chodzić o organizm, ale nie tylko… To może o całą ludzkość. Bohater na końcu zabija dziadka i wali w drzewo, czuje ból tego drzewa, hm, może jakieś samozniszczenie, że ludzkość sama siebie niszczy? Albo o planetę, którą niszczymy a powinniśmy żyć z nią w symbiozie. Nie wiem, nie wiem, ale klika tak czy inaczej dostaniesz.

 

PS Czy ilustracja do piosenki naszego ukochanego Szczura była inspiracją? :)

Cześć, Sonato, fajnie, że wpadłaś. Postaram się wpaść pod Twój tekst bliżej wieczoru, a jeśli się nie uda, to przyjdę jutro ;)

Dzięki za miłe słowa, ale w interpretacji zabrnęłaś za daleko, to znaczy nie zabrnęłaś, bo każda mi się podoba, ale wychodzi na to, że nico zbyt enigmatycznie to napisałem. Bohater nie zabija dziadka (a przynajmniej nie chciałem tak napisać) i jak wspomniałem narracja oraz reszta: wypuszczanie korzeni, korona przysłaniająca drzewa pod spodem, huba drzewna jest do czegoś odniesieniem. Organizm – cała ludzkość… jesteście blisko, ale to wciąż nie to. Coś pomiędzy szersze od pojęcia samego organizmu i nie tak rozległe jak cała ludzkość. :P

Haha, być może obraz pozostał w głowie, choć o tym drzewie nie myślałem. Właściwie do napisania zmusiła mnie potrzeba oderwania się od typowego schematu, obrazek w tym utworze i sam utwór.

Ale Szczura aż posłucham, bo mi smaka narobiłaś. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Cholewcia, te “podpowiedzi” w komentarzach wcale nie pomagają, a tylko zaciemniają. Powiedziałabym, że to chory człowiek, ale człowiek to przecież organizm… Te huby mi się z nowotworem skojarzyły. Na pewno coś tam jest nie tak.

To zasłanianie światła z kolei kojarzy mi się…

Czekaj, symbioza z innymi, helisy, czyli splątane DNA, małe drzewka bez dojścia do słońca – dzieci.

Rodzina w kryzysie?

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dzień dobry, cześć!

Irko, dzięki za klika. To prawda, człowiek to organizm i o organizm też tu chodzi, organizm jest obecny, ale to jest element, integralna i bardzo ważna część, ale nie tylko o organizm chodzi. Huby… można nazwać nowotworem, niektóre mogłyby być nowotworem, ale nie wszystkie. Chory człowiek, być może, choć ten raczej akurat nie. Drzewka to mogą być dzieci, jak najbardziej, mogą też być nimi inni, zależy kogo korona przysłoni lub komu pozwoli złapać więcej słońca…

Nie, nie chodzi o rodzinę w kryzysie, ale może o nią chodzić. Obraz jest bardziej ogólny, szerszy niż samo pojęcie organizmu i mniejszy od całej ludzkości. Liczby nie są duże, jedna jest, właściwie, jednostkowa taka.

Nie umiem dobrze podpowiadać, przepraszam…

Pamiętajcie, że narracja ma znaczenie, właściwie mówi o czym jest ten tekst. Konkretne części drzewa też je mają. Świetnie się czuję, czytając wasze komentarze i patrząc na mnogość spostrzeżeń. :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Może chodzi o jakiś kraj, a rośliny to społeczeństwo? A to zwracanie się w drugiej osobie odbieram jako zwracanie się tak naprawdę do każdego człowieka, czyli bohater jest everymenem. Aha i jeszcze zapomniałam napisać, że tam pod koniec jest "spadanie w dół" masło maślane, razi bardzo x_x

Wpadam z bardzo dobrymi wieściami.

Przybywam zawnioskować o ostatniego klika i wbrew planom, nie przeczołgam Cię dzisiaj za to opowiadanie, bo chwilo jestem w euforii po dotarciu z moim pierwszym opowiadaniem do biblioteki po ponad roku czasu. ;-)

Zrzędzić wpadnę za kilka dni. Nie, tym razem nie straszę. ;-)

Dobra, zalety pod wniosek o klika:

 

– Eksperyment na pewno bardzo inspirujący. Może się wydawać, że to żadna zaleta pod klika, ale jeśli tekst potrafi po kilku minutach opowiadania podsunąć ciekawy pomysł na eksperyment literacki, to już choćby z tego względu zasługuje na miejsce w bibliotece. Może zainspiruje i innych.

– W ciekawy sposób, co widać po komentarzach, próbujesz pogrywać z czytelnikiem.

– Próba z formą narracji ciekawa, próba aż tak bezpośredniego wciągnięcia czytelnika w tekst na pewno godna odnotowania jako nieszczególnie częsta.

– Opowiadanie kryje w sobie pewną tajemnicę, co zawsze działa pozytywnie na zainteresowanie czytelnika.

 

Tyle pozytywów pod klika. Podziękuj ANDO za odroczenie wyroku o kilka dni. XD

Ale to moje marudzenie będzie życzliwe. Nie typu: to źle, a tamto niedobrze, ale raczej spostrzeżenia i sugestie w jaki sposób, z mojej perspektywy jako pojedynczego czytelnika, rozwijać ten eksperyment. Bo taki koncept, jeśli ma wyjść w pełni optymalnie, to zdecydowanie nie jest próba na raz. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Drzewo zapuszcza swe korzenie w głąb ziemi, cały czas wzrasta ku górze, a jego konary pną się do samego nieba. Dlatego też utożsamiane jest z życiem, rozwojem i świadomością siebie. Jego korona symbolizuje umysł, pień – ciało, a korzenie instynkty. Każdy z nas ma takie drzewo – swoje życie…

Witam nowo przybyłych i nie. Miło mi, już odpowiadam.

 

Sonato,

No nie do końca, bardziej rozpiszę się poniżej w odpowiedzi na komentarz Matki Chrzestnej. Tego spadania nie zauważyłem… ała, masz rację, ale poprawić mogę dopiero po ogłoszeniu wyników. :((

 

CMie,

Miło Cię widzieć, gratuluję! Pierwsze opowiadanie w bibliotece, no nieźle. Niby po roku, ale ja swoje pierwsze skatiowałem. Dzięki za kilka i (na razie) miłe słowa.

Zrzędzić wpadnę za kilka dni. Nie, tym razem nie straszę. ;-)

Nie straszysz, ale równocześnie straszysz. Paradoks straszydła. ;-)

– Eksperyment na pewno bardzo inspirujący. Może się wydawać, że to żadna zaleta pod klika, ale jeśli tekst potrafi po kilku minutach opowiadania podsunąć ciekawy pomysł na eksperyment literacki, to już choćby z tego względu zasługuje na miejsce w bibliotece. Może zainspiruje i innych.

O kurczaki, no nie spodziewałem się, dziękuję. Świetnie, że udało się kogoś zainspirować. Jeśli to jest opowiadanie i będziesz chciał je betować, to się odezwij :P

– W ciekawy sposób, co widać po komentarzach, próbujesz pogrywać z czytelnikiem.

Być może, choć nie wiem czy to nie jest bardziej przypadkowe, w sensie pogrywanie w komentarzach… :P

– Próba z formą narracji ciekawa, próba aż tak bezpośredniego wciągnięcia czytelnika w tekst na pewno godna odnotowania jako nieszczególnie częsta.

– Opowiadanie kryje w sobie pewną tajemnicę, co zawsze działa pozytywnie na zainteresowanie czytelnika.

A no dziękuję, starałem się ^^. Warto było nawet jeśli to opowiadanie pisane na kolanie w ostatniej chwili.

Tyle pozytywów pod klika. Podziękuj ANDO za odroczenie wyroku o kilka dni. XD

ANDO, dziękuję. Boje się teraz tylko, że wyrok przyjdzie bez ostrzeżenia XD

Ale to moje marudzenie będzie życzliwe. Nie typu: to źle, a tamto niedobrze, ale raczej spostrzeżenia i sugestie w jaki sposób, z mojej perspektywy jako pojedynczego czytelnika, rozwijać ten eksperyment. Bo taki koncept, jeśli ma wyjść w pełni optymalnie, to zdecydowanie nie jest próba na raz. ;-)

Chętnie poczytam, myślałem nawet, żeby kiedyś spróbować zabrnąć nieco dalej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Czekam w takim razie. :D

 

Matko Chrzestna,

Drzewo zapuszcza swe korzenie w głąb ziemi, cały czas wzrasta ku górze, a jego konary pną się do samego nieba. Dlatego też utożsamiane jest z życiem, rozwojem i świadomością siebie. Jego korona symbolizuje umysł, pień – ciało, a korzenie instynkty. Każdy z nas ma takie drzewo – swoje życie…

Nie wiem czy czytałaś wcześniejszy komentarz, który niedawno edytowałem. Za dużo zdradziłem, a przecież nie o to chodziło, upomniała mnie Sonata. Jeśli nie widziałaś mojej odpowiedzi, mogę Ci ją podać w wiadomości prywatnej. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ciekawe :)

Przynoszę radość

Dziękuję, Anet. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Świetnie, że udało się kogoś zainspirować. Jeśli to jest opowiadanie i będziesz chciał je betować, to się odezwij :P

Ja generalnie bardzo lubię eksperymentować na literaturze, więc w tym przypadku moja wyobraźnia odpaliła nad wyraz szybko. Ale przyznam Ci, że bardzo rzadko mi się zdarza aż taki napływ inspiracyjny. Więc w sumie: dziękować! :-)

Na razie to tylko koncept nietypowej konstrukcji opowiadania, ale gdybym się kiedyś zmusił do napisania takiego tekstu, beta będzie mi potrzebna jak tlen, więc odezwę się na pewno.

Piszę to wszystko głównie po to, żebyś po wyświetleniu gwiazdki mógł się zastanawiać, czy już wpadłem z wyrokiem, czy może tylko na razie straszę. XD

 

Ciekawe :)

Anet, sabotażystko! XD

Ludzie tu w pocie czoła harują nad stworzeniem klasyfikacji Twoich komentarzy, a Ty całą ich pracę rozbijasz w puch jednym, nieodpowiedzialnym “Ciekawe :)”. ;-)

Powinno Ci być wstyd! :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Kurczę, trochę mnie rozczarowała ta interpretacja autora, myślałam, że to będzie takie bardziej creepy czy coś, ale jest ona bardzo ogólna i ma wiele szczegółów, więc trudno byłoby na nią wpaść dokładnie tak, jak było w zamyśle autora. Ale takie opowiadanie niejasne są właśnie dobre, bo każdy może utworzyć własną, unikalną interpretację i dzięki temu odnaleźć w opowiadaniu jakąś cząstkę siebie, czyli coś co mu się spodoba. Nadal jednak nie wiem, kim był dziadek (chociaż teraz, skoro “znikł” i nie spadł, to może znaczyć, że był jakimś zwidem). Może głównym bohaterem z przyszłości, który wrócił, żeby go jakoś naprostować, bo wie już, co będzie, gdy bohater nie będzie się starał dobrze utrzymywać swojego drzewa?

CM,

Ja generalnie bardzo lubię eksperymentować na literaturze, więc w tym przypadku moja wyobraźnia odpaliła nad wyraz szybko. Ale przyznam Ci, że bardzo rzadko mi się zdarza aż taki napływ inspiracyjny. Więc w sumie: dziękować! :-)

Na kolana! Pokłony bić! XD

Na razie to tylko koncept nietypowej konstrukcji opowiadania, ale gdybym się kiedyś zmusił do napisania takiego tekstu, beta będzie mi potrzebna jak tlen, więc odezwę się na pewno.

Będę w gotowości.

Piszę to wszystko głównie po to, żebyś po wyświetleniu gwiazdki mógł się zastanawiać, czy już wpadłem z wyrokiem, czy może tylko na razie straszę. XD

Udało Ci się. A coś mi w tym wszystkim śmierdziało właśnie. XD

 

Sonato,

Rozumiem, wiesz… długo się zastanawiałem czy napisać tamtą odpowiedź na komentarz i jak widać słusznie, usunę ją. Trochę nie pomyślałem, bo skoro cieszyłem się, że każdy wydzi tu coś nieco innego, niepotrzebnie pisałem, co widziałem ja. Dziadek, bardzo podoba mi się Twój tok myślenia i szczerze mówiąc, on dla mnie jest wszystkim i niczym, kimś bardzo ważnym i bez znaczenia, dodałem go, bo czułem taką potrzebę, ale nie określałem kim jest. ;)

Dzięki za zwrócenie uwagi.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Uważaj z takimi tekstami. Takimi, w których czekasz "na różne interpretacje". Bardzo łatwo zasiać w czytelniku wątpliwość, że sam nie wiesz, o czym pisałeś, że miałeś w głowie tylko mglitą wizję i to inni mają się za Ciebie domyślić. Ja mam takie wrażenie.

Nie przeczę, że ciekawe to, egnimatyczne i chwilami intrygujące, ale zbyt… rozmemłane. Większa część tekstu jest raczej statyczna, to droga do drzewa i potem wspinanie się na jego szczyt. Zdaję sobie sprawę, że powiesz o takim zamiarze i musiał być w tym większy plan. Mimo wszystko było to ciekawe doświadczenia, wcale bolesne, narracja mnie niosła – miałem nawet wrażenie, że to wycięty fragment rozdziału jakiejś książki. Pod koniec obawiałem się, że niemy główny bohater to będę JA, w sensie każdego z czytelników. A kim jest dziadek? Z takich drzewnych to znam tutaj tylko Szyszkowego i on też czasem pisze od rzeczy.

 

ed:

Wchodzicie w cień rzucany przez kolosa koronę kolosa

Jeszcze taka huba Ci się w gałęziach ukryła.

To się wyjaśniło kim jest Dziadek ha ha.

MaSkrolu, zdążyłam przeczytać wcześniejszy komentarz :)

Taaa, ja też znam tego Dziadka, co pisze od rzeczy. :)

Podobało mi się, ale jest ciut zbyt długie na przyjętą konwencję. Myślę, że 6-7 tys. znaków pozwoliłby bardziej wartko potoczyć opowieść. Nie jestem tak krytyczny, jak Gravel, ale też wolałbym żywiej. :) Może zbyt długo budujesz tajemnicę, do kogo zwraca się dziadek. Też się zastanawiałem, czy na końcu będzie jakieś zaskoczenie.

Sam pomysł, narracja i opisy bardzo fajne.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Cześć wszystkim, dzień dobry, miło Was widzieć. :)

 

Stn,

Rozumiem, dzięki za ostrzeżenie, wiem jak wyszło, choć plan miałem od samego początku (no i się tłumaczę jak przewidziałeś), jeśli chcesz, mógłbym przedstawić go na PW, choć nie wiem czy takie udowadnianie ma sens, tekst sam powinien się bronić. Ale wiem, że mogłem zostać niezrozumiany. Szkoda, że jest nieco rozmemłane, myślę, że Dracon ma rację, to powinno być krótsze, ale za wszelką cenę (teraz sam nie wiem dlaczego) chciałem upchnąć wszystkie scenki. Dzięki za miłe słowa, nawet bardzo miłe słowa.

Pod koniec obawiałem się, że niemy główny bohater to będę JA, w sensie każdego z czytelników.

Cieszę się, w sensie chciałem przynajmniej spróbować osiągnąć taki efekt (serio XD), świetnie, że się udało.

A kim jest dziadek? Z takich drzewnych to znam tutaj tylko Szyszkowego i on też czasem pisze od rzeczy.

Jak wspomniałem w poprzednim komentarzu, on podczas początkowego pisania po prostu był, choć nadałem mu już swoje własne znaczenie, liczę, że ktoś też to zrobi. Mam wrażenie, że ten tekst albo do kogoś nie trafi wcale, albo trafi w swój unikalny sposób, którego nie jestem w stanie przewidzieć. Dziwnie się z tą myślą czuję, ale na swój sposób mi miło… ;)

Ale o Szyszkowego mi nie chodziło! :P

Jeszcze taka huba Ci się w gałęziach ukryła.

A wiem, drażni oczy, ale nie mogę na razie poprawić, Gravel już o tym wspomniała.

Dzięki za przeczytanie i opinię!

 

Matko Chrzestna,

Jest wszystkim i niczym, tak jak całkiem sporo rzeczy, no co ja zrobię, nie mam zamiaru już rzucać swoich myśli, bo znów kogoś zawiodę! :P

 

Dracon,

Jak wspomniałem, odpowiadając Stnowi, myślę, że masz rację co do ilości znaków, niepotrzebnie chciałem zmieścić tu wszystkie scenki, które miałem w głowie. Nie dziwie się, sam lubię żywsze opowiadania, pisanie czegoś powolnego, a czytanie to zupełnie co innego. Wiesz… pomysł na drobne zaskoczenie przy zakończeniu, przyszedł zbyt późno, właściwie to przyszedł dziś.

Bardzo dziękuję za opinię i miłe słowa.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Oryginalne opowiadanie. Z pewnością dobrze wykonane mimo niecodziennej narracji. Było klimatycznie i tajemniczo. Nie mam jasności co do interpretacji, ale myślę, że o to Ci chodziło, więc efekt osiągnięty :)

 

Zamienił stryjek siekierkę na… badylek. ;-)

Tą jakże efektowną, żartobliwą parafrazą wracam z pełnym komentarzem.

I tak, to jest sugestia, że moim zdaniem wrzucenie tego opowiadania do konkursu w miejsce poprzedniego było błędem. Ale to tylko moje zdanie.

Znęcał się nie będę, bo u CM-a ciągle jeszcze trwa tydzień euforii po piątym kliku i wszędzie widzi pozytywy. :-)

W końcu tekst nie jest przecież zły.

Co prawda, jest statyczny jak kolejka na poczcie, ale to nic! Przynajmniej nie pędzi na łeb na szyję!*

Co prawda, ciągnie się momentami jak wóz z kapustą, ale to nic! Przynajmniej się nie zgubię w natłoku informacji!**

Co prawda, nie bardzo wiedziałem, o co tu się czytelniczo “zaczepić”, ale to nic! Zawsze to jakaś forma niekonwencjonalności!***

Co prawda, łapanie się za eksperyment w przypadku tekstu pisanego na ostatnią chwilę jest oznaką czystego szaleństwa, ale to nic! Ludzie lubią brawurę!****

Co prawda, uważam, że poprzednie opowiadanie było dużo lepsze, ale to nic! Przynajmniej zmieściłeś się w limicie!*****

Co prawda, opowiadanie zyskałoby na schudnięciu o parę kilo, ale to nic! Mogło przecież ważyć dwadzieścia!******

Co prawda, nie do końca w trakcie lektury łapałem, jaka jest moja rola jako czytelnika w tym tekście, ale to nic! Napisałeś opowiadanie z haczykiem!*******

Co prawda, nadal gubisz końcówki w “ę”, ale to nic! Przynajmniej ktoś będzie mógł dać Ci w cymbał!********

Co prawda, jako czytelnik wciągany bezpośrednio w opowiadanie wołałbym zupełnie inną scenerię, ale to nic! Ludzie się chyba wciągnęli!*********

Co prawda, gdybym się nie motał przy liczeniu gwiazdek mógłbym takich “co prawda” napisać jeszcze kilka, ale to nic! Wyrobiłeś się z tekstem!**********

Cieszymy się!!! :-)

 

*Tutaj CM sugeruje, że przez co najmniej pół tekstu miał poczucie, że nic w nim się nie dzieje.

**Tutaj CM sugeruje, że jak na taką konwencję tekst wydał mu się strasznie rozwleczony. Jako czytelnik – uczestnik opowiadania chciałbym rzeczywiście w nim być. Przemykać przez dane miejsce, poznawać je, zgłębiać tajemnicę, itp. A tutaj miałem takie poczucie, że lezę przez jakiś ogród. I lezę… i lezę… i lezę… i oglądam jakieś badyle. Właściwie trochę wbrew własnej woli, bardziej na życzenie kogoś niż z rzeczywistej chęci.

*** Tutaj CM rozwija punkt poprzedni. Generalnie idę sobie wraz z tym dziadkiem, ale do końca nie wiem za bardzo po co. W trakcie pierwszej części lektury czułem się trochę jak na jakimś zjeździe działkowców, gdzie jeden z zapaleńców obrał sobie za punkt honoru oprowadzenie mnie po każdej rabacie, gdy tymczasem… ja tylko czekam na grilla. ;-)

**** Tutaj CM sugeruje, że takie eksperymenty rzadko udają się bez prób. A jeszcze rzadkiej, gdy piszemy na ostatnią chwilę. Ową sugestię CM opiera na doświadczeniach własnych. Jeśli chcesz właściwie wciągnąć czytelnika w tekst, zrealizować ten eksperyment jak trzeba, to według mnie potrzebujesz solidnej bety, minimum trzech, czterech królików doświadczalnych betujących, którzy przekażą Ci, jak to, co sobie wymyśliłeś, działa na nich w rzeczywistości.

***** Tutaj CM dochodzi do wniosku, że natłukł za dużo gwiazdek i nie chce mu się każdej rozwijać. ;-)

****** Tutaj CM sugeruje, że początek jest rozwleczony jak znowelizowany regulamin ogrodów działkowych.

******* Tutaj CM daje do zrozumienia, że w tej konkretnej scenerii, choć rozumiał, że chcesz go wciągnąć w opowiadanie, to nie do końca pojmował, czego tam od niego oczekujesz. Jeśli jest tu tajemnica, to zwłaszcza w tej pierwszej części zwyczajnie jej nie czułem. Chce dziadek, żebym za nim lazł, no to idę. Chce dziadek, żeby go słuchał, no to słucham. Ale właściwie wyłącznie z szacunku dla starszych. ;-)

Gdyby mnie zapytać, po co on tak o tym wszystkim ględzi, to, przyznaję szczerze i bez bicia, w pierwszej części nie miałem zielonego pojęcia.

********

Przerywa prace i patrzy w twoim kierunku.

********* Tutaj CM zamyka okno, bo przyjechała śmieciara.

********** Tutaj CM oświadcza, że liczba gwizdek może się nie zgadzać, bo… już mu się mienią w oczach. ;-)

 

Wizyta w ramach tygodnia euforii u CM-a. :-)

Tyle. Pozdrowił i odmeldował się.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Cześć, dzień dobry, witam!

 

Edwardzie,

Bardzo dziękuję za przeczytanie, miłe słowa i kolejny zastrzyk motywacji, przyda się. :)

 

Blacktomie,

lolomf: And do you ever wonder by Tina Modotti

Dziękuję za przeczytanie. :)

 

CMie, znowu ty??

Nie nudzi Ci się trochę? Błąd błędem, być może masz rację, też uważam, że “Póki Śmierć…” jest lepszym tekstem do konkursu, ale tak czy inaczej był za długi, ten przynajmniej ma szansę powalczyć. Bardzo dobrze, zaczynam mieć wrażenie, że zrobienie zapasu tekstów czteroklikowych, żeby ktoś je bibliotekwał, kiedy nadejdzie czarna godzina, nie jest takim złym pomysłem.

*Tutaj MaSkorl nie może się nie zgodzić, jak już wspominał, niepotrzebnie wciskał na raz wszystkie sceny.

**Tutaj powrót do odpowiedź “*” + masz rację, chcę kiedyś spróbować to przełamać zrobić żywszy tekst w takiej narracji, ale to jest bardzo trudne. Użyłem bezpiecznej opcji, której jakimś cudem zdołałem nadać znacznie, bo gdybym zaczął bawić się w co postanawiasz i co czujesz, bardzo szybko bym się przejechał.

Mam też pomysł na coś, co będzie przełamywało wszystko, ale brakuje czasu, żeby zabrać się za pisanie. Nie wiem czy wpakuję to w ramy opowiadanie, czy będę chciał rozszerzyć, ale być może poproszę Cię o betę, bo kto inny mógłby się nadawać do tego tekstu lepiej niż portalowy Pratchett.

*** XD O nie. Mam teraz wyrzuty sumienia, że tego grilla nie było.

**** Trochę już o tym wspomniałem. Choć w tym nowym tekście narracji drugoosobowej nie będzie, choć przewiduję częste łamanie czwartej ściany. Nowy tekst w tej narracji też korci, ale póki co nie mam pomysłu (chociaż może mam).

***** MaSkrol przypuszcza, że CM to leniwka klucha, ale taka wewnętrznie ciepła, podgrzana przez ANDO. Przypuszczam, że w tym punkcie byś się powtórzył inaczej mówiąc o stryjku i badylku ;)

****** W tym miejscu MaSkrol chciałby powiedzieć, że to był dopiero prolog regulaminu działkowego, sam wstęp mówiący o zachowaniu przed wejściem na teren obiektu.

******* Rozumiem, przygotowałem się, że może tak być w przypadku tego opowiadania. No co zrobić? Skoro nie rozumiesz, to na pewno Twoja wina, nie potrafisz docenić prawdziwej twórczości…

XD!

********* W tym miejscu MaSkrol otwiera okno, bo duszno w domu i ja zamyka, bo jest na dworze jeszcze duszniej, bo sąsiedzi śmieciami palą.

********** MaSkrol mówi, że CM się nie pomylił wszystko jest w porządku jak dom przed świętami.

Cieszymy się!!! :-)

Oj i to bardzo! :D

Kocham Twoje komentarze, jeśli Ty nie zostaniesz polskim Pratchettem, to nie wiem kto.

<Salutuję i ze łzami w oczach patrzę, jak Twoja sylwetka staje się coraz mniejsza, by w końcu zniknąć za horyzontem*. Próbuję nie myśleć o tym, co dla mnie zrobiłeś**. O tym, za co nie zdołałem się odwdzięczyć***. Ścierpnięta dłoń opada, mam wrażenie, że wbrew mojej woli sięga po plecak. Zbieram sprzęt i idę w swoją stronę. Nie oglądam się za siebie. Nie dziś. Nie tym razem****.

W końcu spotkamy się jutro w drodze do szkoły, albo nawet dziś będziemy łoić na kompach.>

*Za rogiem, ale horyzont ładniej brzmiał.

**Pożyczyłeś mi piątaka.

***Nie oddałem Ci piątaka.

****Jakbym wcześniej się oglądał. XD

 

Dziękuję za komentarz, jesteś wielki jak wielka jest wieloryb w porównaniu do drobnoustroju.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

CMie, znowu ty??

No przecież sam mnie wzywałeś. O tutaj:

bić!

być może poproszę Cię o betę, bo kto inny mógłby się nadawać do tego tekstu lepiej niż portalowy Pratchett.

Tego, że wyrażam gotowość do bety to już chyba nie muszę pisać? ;-)

Mam teraz wyrzuty sumienia, że tego grilla nie było.

Nom. Człowiek wpada na imprezę, a tu tylko rzepa i sok z marchwi. Wstyd! ;)

nie potrafisz docenić prawdziwej twórczości…

Całkiem możliwe. Gustuję w nieprawdziwej. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No przecież sam mnie wzywałeś. O tutaj:

A no racja, zapomniałem, że odpowiadasz na okrzyki bojowe.

Tego, że wyrażam gotowość do bety to już chyba nie muszę pisać? ;-)

Nie, nie musisz i tak nie miałbyś wyboru. ;-)

Nom. Człowiek wpada na imprezę, a tu tylko rzepa i sok z marchwi. Wstyd! ;)

Ej, ej, ej! Bez przesady, był jeszcze kompot z pietruszki i byłby buraki, tylko że nie przyszły. :P

Całkiem możliwe. Gustuję w nieprawdziwej. :-)

Zagiąłeś mnie w tym momencie. To pozostaje kompromis przy realizmie magicznym. ;-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Co mogło pójść lepiej już wiesz, więc nie będę ględzić. Jako eksperyment ok, do czytania so-so, złóż na karb zbierania doświadczeń, a tych, oby było jak najwięcej :-)

 

Dzisiaj usłyszałam cytat z „Nędzników” Hugo podsumowujący zdarzenia pewnego pięknego, przejmującego filmu (w duchu „Parasite”):

„Nie ma złych roślin, ani złych ludzi, są tylko źli ogrodnicy”.

 

Skojarzyło mi się z tytułem i minimalnie z treścią, bo mam na świeżo w pamięci, tę gwałtowność i dylematy. Co do Twojego opka to: fajnie pisanie, akcji cośkolwiek brakuje (takiej napędzającej fabułę, bo te liście niekoniecznie interesujące), głównego bohatera puściłeś samopas, ale za to pomysł był i niezły!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Asylum, miło, że wpadłaś, dziękuję za przeczytanie i miłe słowa. Wiem, że nie czytało się zbyt dobrze (w sensie było nudnawo), lekcja przyjęta, a cytat, bardzo mądry. Kłaniam się i mogę powiedzieć, że znów zacząłem eksperymentować, ale teraz w nieco inny sposób. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

:D devil

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Obiecałam, to przyszłam. :D Poczytałam też komentarze, bo przyznam szczerze, że ja pomysłów na interpretację tekstu miałam mnóstwo zaraz po jego zakończeniu. Podoba mi się narracja drugoosobowa, opisy też ładne, choć początek nieco się ciągnie. Niemniej, czytało się zdecydowanie przyjemnie.

 

I też uważam, że na opowiadanie można spojrzeć pod tak wieloma kątami.

Zostaw ten żyrandol.

Cześć, Verus, dziękuję. Ja też Cię odwiedzę, ale nie wiem jeszcze kiedy, ostatnio nie mam czasu, a kiedy już go mam, cała ochota na czytanie portalu znika i znużenie ciągnie mnie do ziemi. W końcu przyjdę!

Dziękuję za miłe słowa, każda opinia motywuje, szczególnie, że pomysł był ryzykowny.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zaskakujące i frapujące. Zdecydowanie ciekawa popołudniowa lektura.

Cześć, Oidrinie dziękuję za przeczytanie i miłe słowa. ;-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Interesujące :)

Dziękuję :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hmmm. Nie mam pojęcia, kim są bohaterowie. Hipotez mam jak mrówków, czyli za dużo, żeby się do którejkolwiek przywiązywać. Zatem i do bohaterów nic nie czuję, bo to tylko takie… potencjalne byty.

Myślałam o rajskim ogrodzie. W wersjach Bóg – Adam i Bóg – anioł (instrukcja, jak opiekować się ludźmi).

Ale takie wielkie drzewo to może być Yggdrasil.

Powtarzające się helisy sugerują DNA. Nie wiem, do czego je przyplątać. Może nauka i człowiek odkrywający tajemnice Wszechświata?

A może to bóg ekologii i próbuje coś wytłumaczyć człowiekowi? Głupio próbuje, IMO, bo nie daje mu żadnych informacji, a żąda decyzji.

W komentarzach walisz obrazkami marionetek na sznurkach. Więc może to tekst o manipulacji? Na przykład o Autorze sprawiającym, że czytelnicy podrygują w określony sposób?

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo!

Bardzo lubię czytać te interpretacje, ale nie wiem jak powinienem się wtedy czuć, momentami mam wrażenie, że to źle, bo tekst powinien być w miarę, z drugiej strony chciałem osiągnąć taki efekt. Podobają mi się Twoja i mam wrażenie, że każda po części jest prawdziwa, jednak mitologia i biblia nie miały być motywami głównymi, w moich myślach ten tekst jest związany z czymś bliższym.

Marionetki… być może, po części, tak. Lubię ten temat, ogólnie podoba mi się motyw marionetek, samo ich założenie – przyczepionych i nieżywych ludzików na sznurkach. Zresztą to widać chociażby po awatarze. To nie koniec marionetek, jeszcze się pojawią w dalekiej lub niedalekiej przyszłości ;)

Dziękuję za komentarz, nie spodziewałem się, miło widzieć aktywność pod tekstem po takim czasie.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No, staruszek w ogrodzie czyniący cuda zdecydowanie kojarzy się biblijnie.

Czas… Cóż, przeczytałam teksty nominowane, napisałam wiewiórkę, więc wracam do komentowania bieżących. Czyli – aktualnie – z 20 lutego, raptem trzecia strona w poczekalni. Ulubiona emotka Baila.

Babska logika rządzi!

No, staruszek w ogrodzie czyniący cuda zdecydowanie kojarzy się biblijnie.

A wiem, nie zaprzeczam. :P

Czas… Cóż, przeczytałam teksty nominowane, napisałam wiewiórkę, więc wracam do komentowania bieżących. Czyli – aktualnie – z 20 lutego, raptem trzecia strona w poczekalni. Ulubiona emotka Baila.

No racja, to ma sens. Powodzonka :-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Z racji, że siedzę troszkę przy wideo grach, to poprowadzona narracja w drugiej osobie była dla mnie jak chleb powszedni. No dobra, mamy tu eksperyment i jest on całkiem udany, moim zdaniem. Co się udało? Zbudowanie klimatu i poprowadzenie bohatera/czytelnika przez małą przygodę. Widać MaSkrolowy rys, czyli majstrowanie przy emocjach, konstruowanie napięcia. Jaką cenę zapłaciłeś za osiągnięcie tego efektu (żeby nie powiedzieć, co się nie udało)? Moim zdaniem widać tu głębszy eksperyment, który nazwałbym płynnością fabularną. Nie ma tu przejść konstrukcyjnych od ekspozycji do zawiązanej akcji, a później do finału. To nie posiłek typu: tu masz ziemniaczki, tam surówkę, a tam mięsko. To jest po prostu zupa, całkiem strawna, można przyznać. Myślę, że to też typowy dla Ciebie rys: ekspresjonizm. Lecisz na flow i snujesz opowieść. Czasem brak głębszego przemyślenia, co nie oznacza w ogóle braku przemyślenia. Całkiem dobre opowiadanie napisałeś. 

Cześć, Mersejk, miło, że wpadłeś. Przypomniałeś mi, że ja jeszcze nie odwiedziłem wszystkich użytkowników, którzy odwiedzili mnie.

Chyba jesteś pierwszą osobą, która wspomniała, że narracja jest dla niej normalna, ale jak jesteś graczem, to oczywiście trudno się dziwić. Cieszę się, że eksperyment się udał.

Widać MaSkrolowy rys, czyli majstrowanie przy emocjach, konstruowanie napięcia.

A to mi zrobiło dzień, miło dowiedzieć się, że jednak ma się jako taki styl. :D

Bardzo ładne porównanie, podoba mi się i myślę, że w przypadku tego tekstu masz rację.

Myślę, że to też typowy dla Ciebie rys: ekspresjonizm. Myślę, że to też typowy dla Ciebie rys: ekspresjonizm. Lecisz na flow i snujesz opowieść.

heart

Czasem brak głębszego przemyślenia, co nie oznacza w ogóle braku przemyślenia.

Mam wrażenie, że to idealnie opisuje moja pisaninę XD. Na żywioł z jakimś zarysem i zobaczymy jak wyjdzie. ;-)

Dziękuję bardzo za ten komentarz.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nowa Fantastyka