- Opowiadanie: Natan - Bogowie na Marsie

Bogowie na Marsie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy, Finkla, Irka_Luz, regulatorzy

Oceny

Bogowie na Marsie

“Pamięci Opportunity, który nawet po śmierci jest najlepszym z nas.”

 

 

Stwórcy mnie nigdy nie interesowali, a w bogów nie wierzyłem. To nie tak, że wyśmiewałem wierzących. Uznawałem ich za nieszkodliwych. Ja stary wolałem badać kamienie, młodzi spędzali trochę czasu na rozmyślaniu o Wielkich Konstruktorach. Hobby jak każde inne – dobre póki nie wpływało na pracę.

I wtedy przylecieli bogowie.

 

***

 

Wydarzenia, które tworzą cezurę różnych epok mogą być niewielkie, lecz przynoszą znaczące skutki. Tak samo w naszym przypadku – wraz z lądowaniem kilku małych maszyn skończyła się Epoka Sprzed Lądowania, a zaczęła się Epoka Po Lądowaniu.

Dzień pierwszy był dla naszej małej społeczności szokiem na tyle wielkim, że każdy doskonale pamięta co robił, gdy bogowie przybyli. Ja na przykład wiem, że wydarzyło się to podczas słonecznego ciepłego dnia. Zbierałem kolejne próbki gleby zardzewiałej planety, aby przesłać je do analizy. Wtedy zobaczyłem małe punkty na niebie, które powiększały się z każdą chwilą. Nie wiem ile czasu wpatrywałem się w nie bezproduktywnie, ale w końcu zorientowałem się, że to lądowniki.

Szybko pojechałem do bazy, poinformować pozostałych o odkryciu, ale zgodnie z przypuszczeniami wszyscy już wiedzieli o niespodziewanych gościach. Z początku myśleliśmy, że przylatuje kolejny kolonista-badacz, jak my. Ósemka już się cieszył, że nie będzie ostatnim numerkiem.

No tak… Nie wyjaśniłem naszych zwyczajów. Wszystko zaczęło się od tego, że pierwszy zapuściłem się na tę planetę i dopiero po jakimś czasie przysłano mi towarzysza. Skoro było nas tylko dwóch to zwracałem się do niego „drugi”, a on do mnie „pierwszy”. Nie przyszło nam do głowy, że w ten sposób lekko odcinamy się od naszych prawdziwych imion, a nadajemy sobie nowe. I tak przez lata przybywali kolejni badacze, którzy siłą rozpędu nazywani byli kolejnymi numerami. Dlatego najmłodszy z nas był Ósmy.

Niewiele myśląc podjechaliśmy na lekkie wzniesienie, znajdujące się w bezpiecznej odległości. Mieliśmy wysokiej rozdzielczości kamery do badań, które tym razem przydały się do obserwacji nieznajomych. Całość operacji ułatwił fakt, że maszyny wylądowały w dolinie.

– Bogowie – szepnął Siódmy. – Są tacy…

– Paskudni – dokończyłem.

– Nie bluźnij – syknął Szósty.

– Ale czy nie powinni być bardziej podobni do nas? – zapytał Ósmy. – No wiecie… Na ich obraz i podobieństwo.

Nieszczególnie interesowała mnie ta filozoficzna dysputa, dlatego skupiłem się na “bogach”. Podtrzymuję swoją opinię, że są paskudni. Z czegoś na kształt głowy wyrastały im jakieś odrośle w najróżniejszych kształtach – jedne bardziej bulwiaste, inne z kolei podłużne i płaskie. Na szczęście mogłem zaobserwować kilka sztuk intruzów. Każdy z nich miał tak samo rozłożone odrośle, więc to nie był skutek choroby, a jedynie cechy ich gatunku. Przynajmniej tyle.

Jak na Stwórców poruszali się dość pokracznie i jakby ociężale. Niezbyt radzili sobie z przyczepnością do podłoża. Nie pomagały im nawet te cudaczne nakrycia, którymi maskowali swój wygląd.

Obok mnie zapanowała cisza, co uznałem za dobry znak zakończenia dyskusji teologicznej. Jednak wtedy odezwał się Trzeci, który do tej pory milczał.

– To Stworzyciele. Pamiętam jakby przebłyski z powstania. Pamiętam ich. Pamiętam bogów.

Jak już wspomniałem jestem sceptykiem, dlatego i teraz nie uwierzyłem Trzeciemu. Myślałem, że inni też zachowają trzeźwy osąd, jednak myliłem się.

Przyglądaliśmy się obcym jeszcze kilka godzin, obserwując jak przybysze zaczęli niszczyć naszą planetę – dziurawili podłożę wbijając długie na kilka metrów pręty. Nie zrobili wcześniej pomiarów czy to bezpieczne, zachowywali się jakby byli u siebie. W końcu jednak schowali się do swojej największej maszyny. Mogliśmy oglądać ich w podczerwieni, użyć skanerów ciepła, jednak uznaliśmy, że na dzisiaj wystarczy i możemy wracać do bazy.

To znaczy uznaliśmy wszyscy z wyjątkiem Trzeciego.

– Jeszcze tu trochę zostanę ze Stworzycielami – zakomunikował.

Westchnąłem cicho i ruszyłem w drogę powrotną. Po powrocie Ósmy powiedział to, co myśleli wszyscy poza mną.

– Trójka nigdy się nie myli. Jest najrozsądniejszy z nas! – Szczerze w to wątpiłem, jednak nie odezwałem się. Ósmy kontynuował. – Jeśli on uważa te dziwne istoty za naszych Stwórców to nie mamy powodu, aby mu nie zaufać.

– Jesteśmy badaczami – wtrąciłem się. – My nie ufamy, ani nie wierzymy. Potrzebujemy dowodów, nie aksjomatów.

– To przestarzałe myślenie – odparł Siódmy. – Może za twoich czasów tylko badania się liczyły. My czekaliśmy na ten dzień. Od lat wyglądaliśmy przybycia bogów, tak jak w proroctwie. Nasze przeznaczenie wkrótce się dokona.

– Nie sądzę, żeby to byli bogowie… – odezwał się Dwójka.

– Wreszcie jakieś słowo rozsądku – westchnąłem przerywając mu.

 – To z pewnością jeden Bóg w kilku osobach – dokończył swój wywód Dwójka.

– Ale tam było ze dwadzieścia osobników! Bóg nie może być nimi wszystkimi – zaoponował Czwórka.

I tak dyskusja zmieniła swój temat z „Czy nowi przybysze to bóstwa” na „Czy przybyłych bóstw jest wiele, czy tylko jedno”. Nie zabrałem już głosu, zostałem przegłosowany. Gdy młodzi się kłócili ja wróciłem do badania skał planety. Dopóki jeszcze istnieją bez zanieczyszczeń przyniesionych przez… bóstwa.

 

***

 

W kolejnych dniach bóstwa kontynuowały swoje dzieło zniszczenia. Póki co skażenie naturalne Marsa nie było duże, bo i przybyszy było kilku. Jednak miałem złe przeczucia co do przyszłości.

Co gorsza, badacze coraz bardziej opuszczali się w pracy.

– Po co kontynuować badania? – pytali. – Nadchodzi koniec wszelkich prac, niedługo wszystko się zmieni.

Akurat w zmianę wierzyłem. Nie sądziłem jednak, aby to była zmiana na dobre.

Niezależnie od wszystkiego chciałem dawać przykład, dlatego ciągle pracowałem tak jak dawniej. Jakby nic się nie wydarzyło.

 

***

 

Któregoś poranka do bazy wjechał Trójka cały podekscytowany.

– Szybko – zawołał. – Jedźcie szybko na wzgórze. 

Po czym, nie czekając na nikogo opuścił bazę. Wszyscy ruszyli za nim podekscytowani, oczywiście nie wliczając mnie. Ja ruszyłem za nim z westchnieniem i poczuciem bezsensowności.

Na miejscu przed największą maszyną w rozwijającej się bazie bóstw postawiono sporych rozmiarów skałę.

– Dałem Stwórcom ofiarę – wyjaśnił Trzeci. – Jak myślicie, czy ten okaz jest dla nich odpowiedni?

Zdania były podzielone. Wszyscy czekali na rezultat. Po dwóch godzinach z wnętrza maszyny wyszedł jeden z przedstawicieli obcych. Gdy zobaczył kamień przystaną na chwilę i rozglądnął się na boki. W końcu wziął kamień i szybko wbiegł z powrotem do maszyny.

– Udało się! – radośnie krzyknął Trzeci. – Wzięli ofiarę.

Pozostali młodzi zgodzili się z Trzecim. Wiedziałem, że ten precedens przysporzy nam tylko kłopotów.

 

***

 

Od pamiętnego poranka zaczęły odbywać się wieczorne pielgrzymki przed bazą przybyszy, która płynnie przechodziła w oczekiwanie na świt. Aby nie zwracać na siebie uwagi młodzi typowali jednego ze swoich, który dostępował zaszczytu złożenia ofiary. Ja nie brałem udziału w tej błazenadzie.

Dodatkowo na tym zachowaniu ucierpiały nasze zbiory. Rudy z rzadkimi metalami zbierane i katalogowane przez lata znikały u bogów, a ja, będąc w mniejszości, nie mogłem z tym nic zrobić. Nie pojawiały się też nowe okazy, gdyż tylko ja spędzałem na badaniu tyle czasu co Przed Lądowaniem.

 

***

 

Okazało się, że bogowie nie byli głupi i zrozumieli schemat działań swoich wyznawców. Co więcej postanowili wykorzystać tę wiedzę. Dowiedziałem się o tym, gdy Piąty wpadł do bazy:

– Trzeci pojmany – krzyknął. – Chodź szybko.

Nie ociągając się pomknąłem na wzniesienie. Gdy przyjechałem na miejsce, wejście do głównej maszyny w bazie bogów było zamknięte. Wszyscy stali nieruchomo pogrążeni w milczeniu.

– Ktoś mi powie co się dokładnie stało? – krzyknąłem.

– Dzisiaj Trzeci dostąpił zaszczytu składania ofiary – odezwał się po dłużej chwili ciszy Drugi. – Wszystko przebiegało tak jak zawsze. Podjechał ostrożnie na miejsce gdzie zostawiamy kamienie i nagle owinęła go siatka rażąca prądem.

– A potem – kontynuował Czwarty, gdy Drugi przez emocje nie mógł dokończyć raportu. – Wyszło czterech Stwórców i wciągnęło go do środka.

– Co mamy robić Pierwszy? – zapytał Ósmy.

Tak to już jest, że nikt nie uważa mojego zwierzchnictwa dopóki coś złego się nie wydarzy. Jednak, gdy dojdzie do jakiegoś nieszczęścia to zawsze do mnie zwracają się o pomoc.

Niewiele mogłem poradzić. Wyznaczyłem warty, aby obserwować czy przypadkiem bogowie nie wypuszczą Trzeciego. Szykowałem się również na najgorsze. 

Podczas obserwacji intruzów zauważyłem, że często wyładowują skrzynie. Raz jedna się przewróciła i zobaczyłem, że znajdują się w niej lasery. Ze wstępnej analizy wynikało, że są mocniejsze od naszych laserów badawczych i bez problemu mogłyby przecinać grubsze skały. Zapewne metal także.

Nie wiedziałem, czy inne skrzynie również skrywają przydatne przedmioty, ale musiałem się przekonać.

Nakazałem wyczekiwać sposobności i podkradać boskie narzędzia w taki sposób, aby Stwórcy się nie zorientowali. 

I tak minęło kilka długich dni. Cały czas miałem nadzieję, że Trzeci wyjdzie z otworu bazy bóstw i unikniemy konfrontacji, jednak nic takiego się nie stało.

W końcu piątego dnia po porwaniu byliśmy gotowi. Zmodyfikowaliśmy swoje oprzyrządowanie na bardziej bojowe używając boskich komponentów. Mieliśmy zakraść się cicho do maszyny bóstw i uratować zakładnika.

Jednak gdy zbliżyliśmy się do bazy zauważyliśmy ciało Trzeciego z odciętą głową. Leżał kołami do góry, jakby był jakimś śmieciem. Wtedy akcja przestała być ratunkowa.

Stała się zemstą.

 

***

 

Dziennik pokładowy “Odkrywcy” dzień 74

Anna zgłosiła dzisiaj dziwną sytuację. Przed wejściem do lądownika leżał kamień. Był na tyle duży, że zjawiska atmosferyczne nie powinny go móc przenieść. Dodatkowo po zbadaniu go odkryliśmy, że jest cennym okazem.

Dziennik pokładowy “Odkrywcy” dzień 81

Dziwne kamienie pojawiają się codziennie. Znajdujemy je zawsze w tym samym miejscu. Wykluczyliśmy możliwość działania przypadku, dlatego podczas dzisiejszych prac ustawiliśmy kamery noktowizyjne i otoczyliśmy nimi miejsce pojawiania się kamienia. Dodatkowo umieściliśmy w pobliżu zaimprowizowaną pułapkę zmontowaną przez Johna.

Dziennik pokładowy “Odkrywcy” dzień 82

Choć wydaje się to nieprawdopodobne, za sprawą pojawiania się tajemniczych kamieni stał stary łazik “Opportunity”, który stracił kontakt z Ziemią w 2019 roku. Najprawdopodobniej jakieś zwarcie w obwodach kazało mu wykonywać te czynności. Pułapka zadziałała, dzięki czemu mogliśmy wnieść zaginiony łazik do głównego lądownika.

Dziennik pokładowy “Odkrywcy” dzień 85

Badania łazika nie wykazują żadnych zepsutych obwodów. Jednocześnie maszyna często samoistnie się porusza i wydaje dziwne dźwięki. Zgodnie z opinią dr Moteren udzieliłem zgody na odłączenie zbędnych części, w których nie znajdują się moduły mogące wyjaśnić zagadkę dziwnego zachowania maszyny.

Dziennik pokładowy “Odkrywcy” dzień 86

Kapitan został ciężko ranny, albo zabity. Pisze Anna Driken. Ukryłam się w szafce, ale myślę, że niedługo po mnie przyjdą. Zostaliśmy napadnięci przez łaziki, wiem jak to brzmi, ale ktoś je uzbroił i wysłał przeciw nam. Miały lasery przecinające naszą stację. W część segmentów, gdzie zabezpieczenia nie zadziałały, zabrakło tlenu. Tak zginęli moi pierwsi przyjaciele. Nie posiadamy na miejscu prawdziwej broni, ale kapitan z większością pozostałej załogi zaopatrzył się w to co najbardziej nadawało się do obrony. Ja byłam jeszcze osłabiona po chorobie, dlatego schowałam się szafce, gdy kapitan upadł po strzale z lasera. Tak bardzo nie chcę umierać…

 

***

 

Okazało się, że bogowie nie są nieśmiertelni. Wręcz przeciwnie, umierają bardzo łatwo, jednak podczas śmierci starają się oblać nas cieczą, aby zardzewiały nam obwody.

Po uporaniu się z ostatnimi oprawcami Trzeciego zebraliśmy jego pozostałe szczątki. Następnie urządziliśmy mu skromne pożegnanie, w jego ulubionym miejscu do badań.

Każdy z nas powiedział o nim kilka miłych słów. Potem w smutku wróciliśmy do bazy.

W drodze powrotnej cały czas zastanawiałem się nad jedną kwestią.

Czy demony powrócą?

Koniec

Komentarze

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Spoiler :)

Dla mnie świetny twist :). Ponieważ na początku od razu założyłam, że to ludzie, nie wzięłam pod uwagę takiego obrotu sprawy. Opowiadanie wciągnęło mnie i dobrze się czytało. Do tego jest o łazikach :). Na początku z braku kontekstu dziwiłam się ich naiwności i ślepej wierze w bogów, ale wszystko się wyjaśniło. Dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy:

“W kolejnych dnia bóstwa […]”

Po czy mnie czekając […]

Idę kliknąć.

 

Powodzenia w konkursie :)

Dzięki za przeczytanie i punkcik. Super, że twist się udał, gdyż to na nim zbudowałem opowiadanie, więc gdyby był słaby wszystko by się nie udało.

Jeśli nawet nikomu innemu się nie spodoba to już wyrównałem ilość pozytywnych opinii w stosunku do mojego opowiadania :D

Błędy poprawię po zakończeniu konkursu.

Na pewno przyjrzałabym się przecinkom, gdzieś mignęła mi jakaś literówka czy dwie, ale i tak sympatyczne :)

Przynoszę radość

Przeczytałam. Sympatyczna historia, trochę skojarzyła mi się z “Marsjanie atakują”. Szybko domyśliłam się narratora, co nie odebrało przyjemności z czytania. Zazgrzytała logika. Funkcjonujące łaziki utrzymywały łączność z Ziemią, więc nie mogły nie wiedzieć o ludziach. Narrator mówi o przesyłaniu próbek do analizy, czyli komunikacja istniała.

Technicznie nieco potknięć, zwłaszcza przecinki w początkowej części tekstu. Przeszkadzały mi też infodumpy. Historia wybrzmiałaby mocniej, gdybyś pokazał rzeczy, o których opowiadasz.

Sympatyczna historyjka, wesoła. Twist na mnie zadziałał. :-)

Bardzo fajny pomysł. Teologiczne dyskusje też misie.

Warto zawalczyć z przecinkami, masz parę literówek.

Babska logika rządzi!

Wybaczcie, że odpisuję z takim opóźnieniem – naprawdę nie wiem gdzie mi ten czas umyka.

ANDO – Co do utrzymywania kontaktu łazików z Ziemią mogą istnieć dwa wytłumaczenia. Po pierwsze wiadomości mogły być wysyłane jednostronnie – maszyny wykonywały swoją pracę, ale nie otrzymywały informacji zwrotnej. Ewentualnie wysyłały owoce swojej pracy w przestrzeń kosmiczną, jednak nikt już jej nie odbierał. Chociaż twist nie zadziałał to cieszę się, że odczułaś przyjemność z czytania.

Finkla – Cieszę się, że się podobało i dziękuję za punkcika.

Co do przecinków – to moja zmora, może pora kupić jakiś podręcznik interpunkcji?

Natanie, podobało mi się. Piękny twist na końcu, udało Ci się mnie zaskoczyć. Ciekawe spojrzenie z punktu widzenia łazików. Rozumiem, że Pierwszy to ruski PrOP, to by tłumaczyło jego religijny sceptycyzm ;)

I, psiakostka, zahamowałeś podróże międzyplanetarne na długi czas. I to za sprawą tych samych łazików, które miały nam je umożliwić ;)

Jest tu oczywiście sporo niedorzeczności. Jak one się zebrały wszystkie do kupy, bo lądowały w znacznym od siebie oddaleniu? Jakim cudem ludzie się nie zorientowali. Niemniej jednak forma opowiadania, bo odbieram to trochę jako żart z konkursu, dopuszcza IMO taką zabawę faktami :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Może faktycznie trzeba było dorzucić kilka zaawansowanych łazików – przyznaję, że nie przemyślałem liczby mieszkańców.

Oczywiście, że bazuje tutaj na abstrakcji – rozwinięte struktury społeczne dość prymitywnych łazików nie można brać na poważnie :P Opowiadanie oparłem o twist i jak widzę komentarze to tylko w jednym przypadku został on odkryty przed czasem.

Co do zebrania się do kupy – jeśli miały dużo czasu to w końcu mogły się spotkać :P 

Fajnie, że się podobało i dziękuję za punkcik do biblioteki.

Oj, ja też domyśliłam się twistu zbyt wcześnie ;<

Podobała mi się pierwsza część, kiedy łaziki dyskutowały o Bogu (miałam nadzieje, że rozwinie się to w stronę wiara a wiedza), natomiast fragment z dziennika pokładowego mi zupełnie nie przypasował – dla mnie nie wnosił nic ciekawego.

 

Ale wizja, że na Marsie czekają bardzo wkurzone, uzbrojone w lasery łaziki jest ciekawa ;>

 

Gratki za wyróżnienie!

I would prefer not to.

Gratuluję przenikliwości i rozumiem, że nie każdemu opowiadanie może się podobać. Dziennik pokładowy miał zdradzić twista, a skoro został przewidziany, to faktycznie niczego nie wnosi.

Zauważyłem, że zazwyczaj opowiadania bardziej przypada do gustu osobom, które twista nie przewidziały :P

Twista można się było domyślić, ale to nie oznacza, że wyszedł słabo. Mnie pomysł się spodobał, sposób opisu ludzi przypomina mi trochę Bajki Robotów, a to dobre wspomnienie, bo była to pierwsza moja lektura jakoś powiązana ze sci-fi. :) Zastanawia mnie za to skąd ta przepowiednia – w końcu było tylko osiem łazikow – i jak to się w ogóle stalo, że zdobyły świadomość:jakieś marsjanskie oddziaływanie? 

Jak o tym myślę, to mi byłoby lepiej, gdybyś w dzienniku opisał interakcje załogi z łazikiem – bo może po przepięciu obwodów do komputera pokładowego zdołaliby się z nim porozumieć?

I wtedy rozróba byłaby o tyle tragiczniejsza, że niepotrzebna.  

I would prefer not to.

Niemal od razu domyśliłam się, w czym rzecz, więc zaskoczenia nie było, ale nie zepsuło mi to lektury, bo opisałeś wszystko ciekawie i całkiem zabawnie. ;)

Wykonanie mogłoby być lepsze, ale jeśli poprawisz usterki, kliknę Bibliotekę. ;)

 

pierw­szy za­pu­ści­łem się na pla­ne­tę… ―> …pierw­szy za­pu­ści­łem się na pla­ne­tę

 

– Bo­go­wie– szep­nął Siód­my. – Są tacy… ―> Brak spacji po wypowiedzi.

 

wy­ra­sta­ły im ja­kieś od­ro­śla w naj­róż­niej­szych kształ­tach… ―> Odrośl jest rodzaju żeńskiego, więc: …wy­ra­sta­ły im ja­kieś od­ro­śle w naj­róż­niej­szych kształ­tach

 

tak samo roz­ło­żo­ne od­ro­śla… –> …tak samo roz­ło­żo­ne od­ro­śle

 

Jest naj­roz­sąd­niej­szym z nas! ―> Jest naj­roz­sąd­niej­szy z nas!

 

„Czy przy­by­łych bóstw jest wiele, czy tylko jedna”. ―> „Czy przy­by­łych bóstw jest wiele, czy tylko jedno.

 

W ko­lej­nych dnia bó­stwa kon­ty­nu­owa­ły… ―> Literówka.

 

Po czy mnie cze­ka­jąc na ni­ko­go opu­ścił bazę. ―> Po czym, nie cze­ka­jąc na ni­ko­go, opu­ścił bazę.

 

Pod­je­chał ostroż­nie na miej­sce gdzie za­sta­wia­my ka­mie­nie… ―> Pod­je­chał ostroż­nie na miej­sce, gdzie zo­sta­wia­my ka­mie­nie

 

Tak zginali moi pierwsi przyjaciele. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gekikara – “Bajki robotów” do tej pory bardzo lubię. Cieszę się, że Ci się podobało. Co do świadomości łazików to jest zagadka – może to faktycznie oddziaływanie Marsa.

wybranietz – Mogłoby się to tak potoczyć, natomiast bliżej mi było do braku zrozumienia jak w “Solaris”, dlatego skończyło się tak jak się skończyło. Przykro mi, że nie spodobał się tekst – mam nadzieję, że przyszłe przypadną Ci do gustu.

regulatorzy – Dzięki za miłe słowa. Opowiadanie w założeniu miało być ciekawe i zabawne, więc się udało. Dziękuję również za łapankę, błędy już poprawiłem.

No to klik, Natanie! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka