- Opowiadanie: hamburgerek_aga - Koniec Pokolenia IKEA

Koniec Pokolenia IKEA

Krótkie opowiadanie konkursowe, przyszłość z przymrużeniem oka (albo i nie).

 

Dziękuję bardzo licznym betującym (Bronchospazm, Mersayake, Sy i Verus) za ogromną pomoc :)

Autorka: Agnieszka Bar

 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Koniec Pokolenia IKEA

Pani Aleksandra siedziała w ulubionym, wiekowym fotelu marki IKEA i obserwowała prawnuki, kłębiące się pod nogami. Był to dzień jej urodzin, jak sądziła, być może ostatnich, bo właśnie skończyła sto lat.

Ze spokojem przyjmowała fakt, że część wnuków, a co za tym idzie niemal wszystkie prawnuki były brązowookimi Hindusami i ledwo potrafiła wypowiedzieć ich imiona, a co dopiero je zapamiętać.

Jakoś dała radę przełknąć ten idiotyczny trend na idealnie ergonomiczne meble dopasowujące się do krzywizn kręgosłupa. Łóżko pomogło jej nawet wyleczyć lumbago. Z opanowaniem znosiła wszystkie dziwactwa tego nowego pokolenia, pełnego skomplikowanych urządzeń i wszechobecnego hindi.

Jednej rzeczy nie mogła jednak znieść – zabrali jej przyjemność z jedzenia. Z nienawiścią patrzyła na Nienaruszający Równowagi Ekologicznej Tort, nawet nie próbujący udawać czekoladowych wspomnień z młodości. Gdy osiemdziesiąt dwa lata temu obchodziła urodziny, mama kupiła tort oblany taką ilością czekolady, że po zjedzeniu chciało się wymiotować. Później poszła z przyjaciółkami na miasto. Piły wódkę, tańczyły, a potem jadły zestawy powiększone w McDonaldzie.

Torty czekoladowe, hamburgery, wódka – gdzie to wszystko się podziało?

– Kochani, teraz zaśpiewajmy sto lat babci Oli! – zawołał jeden z wnuków.

Wszystkie córki, zięciowie i ich latorośle zaśmiali się z tego wielce udanego żartu, który nigdy się nie starzał. Pani Aleksandra rozdała wszystkim członkom rodziny łaskawe uśmiechy i z kamienną twarzą zabrała się za jedzenie gównianego, oszukanego tortu, który najlepiej podkreślał, jak bardzo jej zdaniem dzisiejszy świat zszedł na psy.

Wnuki i prawnuki nie rozumiały, czemu nie chciała nauczyć się korzystać z minidronów, nie mogły pojąć, dlaczego nie zgadza się na przydział robota pomocniczego i wiecznie zawracali jej tym głowę.

Pamiętała z dzieciństwa, jak mama pokazywała swoją starą, ulubioną bajkę „Jetsonowie”. Oni mieli takiego robota, Rosie. Kobieta nie mogła znieść myśli, że umrze w otoczeniu postaci jak z kreskówki.

Dzisiejsze dzieciaki nawet nie wiedzą, co to kreskówki. Telewizja po prostu wyszła z mody, jako nieproduktywna i niepożyteczna forma rozrywki. Telewizję oglądali tylko degeneraci, dlatego stara plazmówka została usunięta z mieszkania lata temu przez nadgorliwych zięciów. Prawda była taka, że pani Aleksandra zwyczajnie nie miała siły ani ochoty uczyć się niczego nowego, denerwowały ją te wszystkie światełka i odgłosy, chciała po prostu świętego spokoju, a nade wszystko pragnęła napić się wódki i zapalić papierosa w swoje urodziny. Nie było to jednak możliwe.

Jedna z młodszych wnuczek, ta o wyjątkowo słowiańskiej urodzie, podeszła do niej i przytuliła, równocześnie szepcąc do ucha:

– Babciu, chodź, pójdziemy na balkon. – Wzięła kobietę pod ramię i doczłapały razem na zewnątrz. Dziewczyna zamknęła drzwi, spojrzała przez ramię, mrugnęła porozumiewawczo i wsadziła babci za kołnierz mały pakuneczek.

– Kochanie, rozpieszczasz mnie – powiedziała staruszka. Ta mała była jej oczkiem w głowie, nieźle się dogadywały i co jakiś czas dostawała od niej skręcane papierosy lub buteleczki przemycanego alkoholu. Jej zdaniem dziewczyna miała ikrę, jakimś cudem uchroniła się przed zgubnym wpływem rówieśników.

– Wszystkiego najlepszego, babciu.

Pani Aleksandra spojrzała na Kraków, kolorowy jak papuga, nowoczesny i robiący niemałe wrażenie. Zza metalicznych budynków obrośniętych bujną roślinnością od lat nie było widać Wzgórza Wawelskiego. Kobieta przypomniała sobie, jak pół wieku temu urodziny spędzała na nartach. Teraz był styczeń, a na zielonych dachach kwitły stokrotki.

 

*

 

– Mamo, chyba powinniśmy wezwać lekarza. Ciśnienie ci bardzo podskoczyło. – Anna, druga córka pani Aleksandry wskazała na czerwony hologram unoszący się nad głową matki. Staruszka przewróciła oczami i westchnęła.

– Nie pozwolicie nawet człowiekowi mieć nadciśnienia w spokoju.

– Mamusiu, gdybyś tylko pozwoliła sprawić sobie robota…

– Nie zaczynaj! – odpowiedziała pani Aleksandra. – W moim domu nie ma miejsca dla idiotycznych robotów. – Kątem oka zobaczyła jak jeden z brązowych prawnuków wdrapuje się na jej ulubiony fotel IKEA ze szklanką fioletowego musu organicznego.

To paskudztwo wykarmiało już któreś z kolei pokolenie dzieci. Było bogate we wszystkie potrzebne do prawidłowego rozwoju składniki odżywcze, ale było też absolutnie niespieralne. Z siłą, o jaką nie posądzilibyście stulatki, pani Aleksandra odepchnęła latorośle i rzuciła się w stronę fotela. Równocześnie czerwony hologram nad jej głową zaczął wydawać piszczące dźwięki, a wielkie litery ułożyły się w napis „DANGER”.

Było to bardzo inteligentne urządzenie, brakowało mu jednak do pary sprzężonego robota pomocniczego, który w porę złapałby panią Aleksandrę. Chwilę później na hologramie pojawiłby się zwyczajny, zielony kolor, a nie czerwony napis „złamanie szyjki kości udowej”.

Starsza pani leżała na dywanie bardziej wściekła niż obolała, bowiem przestraszony alarmem brązowooki młodzieniec wylał na fotel IKEA cały fioletowy płyn. W ciszy, jaka zapadła po trzasku babcinej kości, zza dekoltu jubilatki wysunął się skręt i potoczył po podłodze. Wszystkie córki jak jeden mąż zasłoniły sobie usta dłońmi. 

 

*

 

Kilka tygodni po incydencie i po kilku spotkaniach z terapeutą do spraw uzależnień, pani Aleksandra siedziała w nowoczesnym fotelu terapeutycznym, a robot warował grzecznie tuż obok. Rodzina powzięła niezbędne kroki w celu zapewnienia nestorce rodu należytego bezpieczeństwa.

Oznaczało to brak swobody, brak słodyczy, brak używek i w zasadzie brak wszystkiego. Fotel IKEA z racji na ogromną, fioletową plamę i chwiejne nóżki został wyrzucony na śmietnik.

Starsza pani nie spieszyła się jeszcze do grobu, ale wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że poczuła się prawdziwie zmęczona życiem. Tęskniła za czasami młodości, za swoim kochanym mężem, za Krakowem sprzed pięćdziesięciu lat, jeszcze szarym i brzydkim, zanim Singapurczycy zrobili z nim porządek. Patrzyła ponuro przez okno i wzdychała, a w jej głowie pojawiały się myśli typu „oj, kiedyś to było…”.

Gdy jednak uświadomiła sobie, że powtarza pod nosem „ta dzisiejsza młodzież…”, aż parsknęła śmiechem. Czasy się zmieniły, to fakt, ale przecież wszystkie samotne starsze panie od zawsze czują się dokładnie tak samo.

Pani Aleksandra z niesmakiem kopnęła robota zdrową nogą. Napis nad jej głową zamigotał na czerwono, jeszcze zanim kobieta poczuła ból w dużym palcu. Kilka sekund później na ekranie Iphone 189 ukazała się zatroskana twarz najstarszej córki.

– Mamo, co się dzieje? Uderzyłaś się? Przyjechać do ciebie?

Pani Aleksandra cisnęła telefonem o podłogę. 

„Pewne rzeczy się jednak nie zmieniają” – Pomyślała, patrząc z satysfakcją na pękniętą szybkę.

Koniec

Komentarze

Bardzo fajna historia, opowiedziana prostym lecz obrazowym językiem. Podobała mi się bohaterka, taka trochę babcia-anarchistka. Dobrze, że nie pokazujesz tradycyjnej staruszki, ale kobietę wprost określającą, co myśli o współczesności. Klimat tego opowiadania wciąga, opisujesz też ciekawe wynalazki. Mam tylko jedną uwagę, łamana kość nie musiała chrupnąć głośno, seniorka pewnie miała osteoporozę. Chyba że technologia wyeliminowała tę chorobę.

Oczywiście, zgłaszam opowiadanie do biblioteki. :)

Ale super! Bardzo dziękuję:) Muszę się dopytać czy osteoporoza ma wpływ na dzwieki przy pękaniu kości. Zrobię risejrcz :D

No niestety, nie porwało, nie zachwyciło, i nawet Kraków nie uratował tego opowiadania.

Pokazujesz jakaś wizję świata, ale za Chiny, czy inne Indie, nie kupuję tej wizji.

Jedyne, co było naprawdę ekscytujące w tym opowiadaniu, to plama na fotelu.

Poniżej kilka fragmentów, co do których pozwalam sobie wyrazić wątpliwości różnej natury:

 

i z kamienną twarzą zabrała się za jedzenie gównianego, oszukanego tortu, który najlepiej podkreślał, jak bardzo jej zdaniem dzisiejszy świat zszedł na psy.

Takie to trochę łopatologiczne

 

Telewizja po prostu wyszła z mody, jako nieproduktywna i niepożyteczna forma rozrywki.

No niestety nie rozumiem

Fotel IKEA z racji na ogromną, fioletową plamę i chwiejne nóżki został wyrzucony na śmietnik.

– ???? Znaki zapytania tyczą konstrukcji zdania “z racji na, plamę”

Przyjemnie się czytało.

Podobał mi się ten niby idealny świat i to że bohaterka się buntuję tęskniąc za czasami kiedy można było jeszcze pożyć i porobić trochę pięknych, złych rzeczy :)

 

EDIT: I jeszcze to zdanie mi się podobało:

 

Wszystkie córki jak jeden mąż zasłoniły sobie usta dłońmi.

Podoba mi się przyjęta optyka, uniwersalne starcie człowieka u schyłku życia, dla którego często te nowożytne czasy są tak inne, że wznosi ręce i mamrocze: o tempora, o mores, o kurwa!

Podoba mi się sznyt tęsknoty za symbolami niezależności i wolności – to co z tego, że szkodliwymi, wszak wolność to także wybór swojej trucizny.

Podoba mi się ciepłe przedstawienie wielopokoleniowej rodziny, będące pretekstem do pokazania twojej wizji przyszłości.

To wszystko jednak mąci mi strasznie ta okropna dosłowność, dopowiadanie wszystkiego: jak z tortem i telewizją, czy kwiatami na dachach Krakowa (mógł przecież, w styczniu, kwiatuszek w doniczce kwitnąć na balkonie). Show, not tell: kopnięcie robota, skręcik za dekoltem, tęsknota za młodością mniej dosłownie skupiająca się na samych niezdrowych rzeczach (ten kontrast i tak byłby widoczny).

 

Dziękuję za przyjemną lekturę.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kolejny tekst traktujący o nostalgii i o starszych osobach próbujących odnaleźć się w społeczeństwie w przyszłości. Dobry analogie pomiędzy zachowaniem obecnych staruszków a zachowaniem bohaterki. Czytało się w porządku, to udany utwór.

 

Sugestie poprawek:

 

dlatego stara plazmówka została usunięta z mieszkania lata temu przez nadgorliwych zięciów

Troszkę to anachroniczne, bo już teraz technologia wyświetlaczy plazmowych praktycznie odeszła do lamusa, w sklepach są same telewizory w technologii LCD albo różnych wariantach LED. Jeżeli bohaterka miała sto lat, to urodziła się w tym roku, więc telewizorów plazmowych najpewniej już by nie pamiętała.

 

Anna, druga córka pani Aleksandry[+,] wskazała na czerwony hologram unoszący się nad głową matki.

Przecinek wydzielający wtrącenie.

 

na ekranie Iphone 189

“na ekranie iPhone’a 189”

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Fizyku, dzięki za krytykę i szkoda że się nie podobało. PsychoFish, Wicked i Edwardzie, dziekuje za miłe słowa :) co do tej dosłowności – będę nad tym w takim razie w przyszłości pracowac, dopiero zaczynam pisanie także jestem wdzięczna za ciekawe uwagi :)

Tak, tak, unikaj dosłowności w tekstach, mnie też to trochu irytowało ;)

Poza tym bardzo przyjemny szorcik, czytało się płynnie. Fajnie wykreowałaś postać babcinki, Ando ładnie ją nazwała babcią-anarchistką ;)

Motyw fotela zacny. I te szczegóły, których nie opisujesz, a pokazujesz: skręt za kołnierzem, gówniany tort xD

Polecam do biblio.

Dopisuję się do listy usatysfakcjonowanych czytelników, ale odniosę się do samych poprawek, bo jako betujący miałem wgląd we wcześniejszą wersję. Całkiem udanie opracowałaś wersję poprawioną. Ładnie, ładnie.

Wygładziłaś pewne miejsca, a poruszana w komentarzach kwestia dosłowności dotyczyłaby tutaj narracji (moim zdaniem). Pisanie narracji w trzeciej osobie wraz z wstawkami w mowie pozornie zależnej, żeby podbudować obraz bohatera/ki utworu, wymaga miejsca w tekście, aby wyraźnie nakreślić różnicę między opowiadaczem, a wymyśloną postacią. Inaczej te linie opowieści zlewają się w jedną i może powstać odczucie łopatologicznego tłumaczenia, które przesłania obraz świadomości.

Poza tym podpisuję się pod wrażeniami ANDO – naprawdę bardzo fajna historia, całkiem nieźle wykonana. Nominację do BiB mogę dać dopiero pod koniec miesiąca, ale myślę, że do tego czasu opowiadanie będzie leżało na odpowiedniej półce :)

Dzięki wielkie, Sara! Będę walczyć z dosłownością :D

Merseyake, jeszcze raz dziękuję za mega dużo pracy włożonej w moją betę, z wskazowek od Ciebie będę korzystała na pewno jeszcze nie raz :)

Że też w dobie takich wynalazków nie wyprodukowali Płynu Do Czyszczenia Fioletowych Plam ;) Choć w sumie, już teraz sprzęty elektroniczne są projektowane tak, by wytrzymać niewiele dłużej niż do gwarancji, więc może jest w tym i logika. Staruszka z wigorem, tęskniąca za prawdziwym, czekoladowym tortem, zyskała moją sympatię (i podzielam jej zdanie, tęskniąc za wedlowskimi cukierkami sprzed 30+ lat, ech…). Wizja przyszłości, niestety, wygląda na mocno prawdopodobną a częściowo już się dziejącą. Opowiadanie czytałam wczoraj, chwilę po tym, jak się pojawiło i pamiętam bez problemu. Klik ode mnie.

(i podzielam jej zdanie, tęskniąc za wedlowskimi cukierkami sprzed 30+ lat, ech…)

Niemożliwe! Ty przecież nawet dwudziestu nie żyjesz! ;-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A kto mi zabroni jeść przeterminowane cukierki? ;)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jestem szalenie usatysfakcjonowana lekturą. Motyw przystosowania się do nowego stylu życia został świetnie poprowadzony. Mimo bardziej komicznego zacięcia, a i niektóre wątki wydały mi się z lekka za bardzo grubą nicą szyte, byłam nawet poruszona. Cóż, wpadanie w skrajności nigdy nie jest dobre. 

Sama lektura była też przyjemna. Dobrze się płynęło ze zdaniami. 

I nawet IKEA upadnie…

Bellatrix i Deirdriu dziękuję bardzo za miłe słowa!

Jeśli chodzi o plamę to wyszłam z założenia, że pewnie rzeczy się nie zmieniają, w tym i to, że ulubione meble mogą się nieodwołalnie zepsuć. Wadą musu organicznego była poza tym właśnie jego niespieralność:)

 

PsyhoFish, jestem zachwycona obecnością tego mema pod moim tekstem :D

 

laugh

A teraz idę, bo mi się smoki w kuchni zalęgły i jest mordobicie z niebieskimi kangurami o resztki kiełbasy z jednorożca… ;-D

 

Wedlowskie przeterminowane 4 life!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mały minus za brak fabuły, w która można się wciągnąć, ale jestem daleki od uważania, że miniaturka na kilka tysięcy znaków musi to mieć. Za to odmalowany obraz piękny! Osobiście szczególnie czuję się urzeczony wątkiem tortu, chociaż jestem zdecydowanie jednym z tych od etycznych podróbek (do tego stopnia, że chociaż mieszkam w mieście, mam wychodek, żeby nie zużywać wody pitnej na spuszczanie swojej kupy;). Cieszę się, że przeczytałem!

Dzięki Klapaucjusz! Szanuję takie poświęcenie dla planety :D a tort był po prostu niesmaczny ;)

Fajne, ciekawie i odważnie operujesz aktualnymi trendami – jakkolwiek Hindusi zupełnie mi nie przeszkadzają, tak kulinarna tendencja “bez laktozy, bez cukru, bez glutenu i bez smaku” dla mnie, człowieczka, który czasem lubi sobie smacznie zjeść, bardzo do mnie przemówiła.

Na przestrzeni 8k dokonałaś trudnej operacji – udało Ci się wykreować bohatera, którego można polubić. Nie ma tu fabuły, jest zaledwie jedna scena, ale za to ładnie obstawiona spojrzeniem na świat przez krzywe zwierciadło krytycznego oka kapryśnej starszej pani.

Nieźle, powodzenia w konkursie!

Wiktor, bardzo miło, dziękuję :)

Bardzo, bardzo fajne, Hamburgerku. :) Świetna babcia, ciekawe pomysły, które brzmią bardzo realnie. Twoja wizja przyszłego świata brzmi wiarygodnie, a do tego umiejętnie wpięłaś ją w obyczajową historię. Sprawnie napisane, z polotem, z humorem, powiedziałbym, z dużą świadomością.

Jestem zdecydowanie na tak. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dzię dobry, kontynuuuujuąc podróż przez opowiadania konkursowe, zaglądam i tu. Hamburgierku_ago żałuję, że nie miałem jeszcze okazji przeczytać Twoich wcześniejszych opowiadań, bo to bardzo mi się spodobało. Bardzo polubiłem bohaterkę, podoba mi się, że nadgryzłaś temat wykluczenia technologicznego seniorów i wynikającego z niego niedopasowania do rzeczywistości. Nadgryzłaś, bo problem jest, oczywiście, grubszym kąskiem znacznie. 

No i co, bardzo fajnie Ci to wyszło, u mnie się spina, ma sens i dobrze się czyta. Nawet bardzo, bo narracja idzie sprawnie, a świat opisujesz subtelnie w międzyczasie, nie przeszkadzają infodumpy. 

pozdrawiam :)

Fajne :)

Przynoszę radość

Babcia buntowniczka bardzo mi się spodobała :) Ładnie napisane, dobrze się czyta :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Darcon, Łosiot, Anet i Irka – dzięki za miłe slowa, fajnie że się podobało:)

Proste, obrazowe przedstawienie prawdy, że starsze pokolenie ma problem nadążać za nowinkami – co wcale nie musi oznaczać ich zacofania. Czyta się dobrze ten koncert, postać wychodzi autentycznie, humor zaś nie idzie w groteskę, ale jest mocno życiowy.

Tak więc dobry koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytałam z przyjemnością, choć opisane zdarzenia do najprzyjemniejszych nie należały. Dobrze, Hamburgerku, że w Twojej wizji późnej starości pani Aleksandy znalazła się jej ulubiona wnuczka. ;)

 

z ka­mien­ną twa­rzą za­bra­ła się za je­dze­nie gów­nia­ne­go, oszu­ka­ne­go tortu… ―> …z ka­mien­ną twa­rzą za­bra­ła się do jedzenia gów­nia­ne­go, oszu­ka­ne­go tortu

 

wsa­dzi­ła babci za koł­nierz mały pa­ku­ne­czek. ―> Dlaczego za kołnierz? O ile wiem, wsadzanie czegoś komuś za kołnierz jest równoznaczne z umieszczeniem tego czegoś pod odzieżą, w górnej części pleców.

A może miało być: …i wsa­dzi­ła babci za dekolt mały pa­ku­ne­czek.

 

„Pewne rze­czy się jed­nak nie zmie­nia­ją” – Po­my­śla­ła, pa­trząc z sa­tys­fak­cją na pęk­nię­tą szyb­kę. ―> „Pewne rze­czy się jed­nak nie zmie­nia­ją” – po­my­śla­ła, pa­trząc z sa­tys­fak­cją na pęk­nię­tą szyb­kę.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki Ekipo z loży za miłe słowa;) Regulatorzy dziękuję za fajne uwagi, nie do końca wiem tylko czy ja mogę teraz poprawiać cokolwiek jak jest głosowanie(?)

Całkiem przyjemny tekst, czy raczej obrazek. Może nie ma tu fabuły jako takiej – jak wspomniał już ktoś przede mną – ale czytało się dobrze, główna bohaterka nakreślona wyraziście i wiarygodnie. Parę razy wywołało uśmiech, mimo że wizja średnio ciekawa.

Powodzenia w konkursie :)

Ładnie napisane, przyjemne do czytania, spójna historia, ciekawa i budząca sympatię główna bohaterka, a pęknięta szybka jak wisienka na torcie :)

Sympatyczna babcia-buntowniczka.

Właściwie pokazujesz temat aktualny i dzisiaj – nowinki techniczne wprowadzone po którymś roku życia już nie bawią.

Interesujący motyw kosmopolityczny. Tu Hindusi, tam wpływy Singapuru…

Babska logika rządzi!

Arya, Scarlett i Finkla – dzięki za odwiedziny i za komentarze ;)

Nowa Fantastyka