- Opowiadanie: Cornelius - Odcienie

Odcienie

Zdjęcie – własność autora. (Nie potrafiłem podpisać zdjęcia bezpośrednio pod nim:(  ) 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

wilk-zimowy, Darcon, Finkla, regulatorzy

Oceny

Odcienie

 

Domówki są fajne, pod warunkiem, że organizuje je ktoś inny. Rodzice Justyny wyjechali na narty do Szklarskiej Poręby, a że natura nie znosi próżni, przestrzeń czteropokojowego mieszkania wypełnili jej znajomymi z roku. Justyna przestrzegała każdego, że trzeba zachowywać się kulturalnie. Nie chodziło jej nawet o sąsiadów. Z nimi da sobie jakoś radę, w końcu każdy przynajmniej raz w roku zakłóca ciszę nocną. Ten z dołu krzyczy na żonę, z mieszkania obok dobywają się wrzaski dzieci pouczanych przez matkę, nie wspominając o bardziej okrągłych urodzinach i rocznicach ślubu, od których dudni w całym bloku. W przypadku Justyny kulturalne zachowanie wynikało z obecności babci. Na okres świąt i zimowych ferii sprowadzono ją z domu spokojnej starości. Nie było pewne, czy babcia ma na to ochotę, chyba wolałaby przebywać wśród swoich równie poturbowanych przez los rówieśników. Ale o opinię trzeba dbać, oczekiwania reszty rodziny też nie w kij dmuchał. Starsza pani zajęła najmniejszy pokoik. Justyna co jakiś czas zanosiła jej herbatę i kawałki tortu, który pozostał po Bożym Narodzeniu. Przez uchylone drzwi widzieliśmy wtedy starszą panią z modlitewnikiem na kolanach, na wpół drzemiącą i uśmiechającą się w pustkę czterech ścian. 

Kulturalne zachowanie jest tak samo względne jak rozejm w Syrii. Koło północy nikt już nie przejmował się babcią. Prawdopodobnie już spała, a może umarła. W każdym razie za jej drzwiami było cicho. 

Impreza rozkręciła się. Artur z Jagodą złączyli fotele i nie przejmując się pozostałymi gośćmi rozpinali sobie nawzajem guziki. W jakimś sensie Jagoda była na przegranej pozycji. Miała mniej guzików. Damian z Marcinem ćmili w kącie blanty, bezskutecznie próbując wypuścić dym w postaci kółek, tępo patrzyli, jak ich laski kłóciły się na temat najlepszego imienia dla dziecka. Jak już uzgodniły, że Bruno brzmi nieźle, okazało się, że takie imię ma facet, który podobno chciał wysadzić w powietrze sejm. Dziewczyny wypiły po kolejnym drinku i wraz z muzyką z YoutTube’a zaczęły śpiewać: Mama, mama, mama ostrzegała, będziesz sama, sama wianki zaplatała.

Znudzony Janek obrócił się w stronę Justyny.

 − Pójdę już − powiedział.

− Zostań. − Położyła swoją ciepłą dłoń na jego udzie i uśmiechnęła się szelmowsko. 

Dłoń była ciepła od pożądania i lepka od soku malinowego. Gdy ją oderwała, widoczna była brunatna plama.

− Chyba musisz je ściągnąć. W takich nie pójdziesz.

Facet w brudnych spodniach wracający po północy do domu raczej nie zwraca na siebie niczyjej uwagi. Lecz Justynie przecież nie chodziło o względy estetyczne. Flirt i zapowiedź czegoś więcej były widoczne jak zachód słońca w Kołobrzegu. 

– I… i jak? Bez spodni mam być? − zapytał bez przekonania. Lecz gdzieś w środku ucieszył się. Wiedział, że pod miękkim aksamitem bluzki znajdują się jej gorące piersi, które jak głowy dojrzałej kapusty podrygują, gdy się pochyla. 

Justyna zręcznymi palcami uchwyciła guzik jego spodni, a potem sięgnęła do zamka u rozporka.

− Chyba nie tutaj? − Resztki przyzwoitości niemrawo przedarły się do jego świadomości.

− Eeee tam…

Palce dziewczyny poruszały się zwinnie, z pewnością nie były to jej pierwsze męskie spodnie, które ściągała. 

Janek sięgnął po kieliszek i wypił do dna. Zanim nalał kolejny, Justyna naparła na niego swoim ciałem. Zastanowił się, czy rzeczywiście mu się podoba. Ale uznał, że właściwie nie ma to już znaczenia.

Justyna na oślep pomieszała alkohole w wysokiej szklance i podała Jankowi. Siorbnął, uważając, żeby nie rozlać. Dziewczyna pociągnęła go w kierunku sypialni rodziców. 

Tej nocy był jej. 

Po paru godzinach obudził go potężny ból głowy. Mdłości jak glebogryzarka wdzierały się w sam środek mózgu, dokonując brutalnej rekultywacji świadomości. Spróbował otworzyć oczy. Powieki przyspawane ropą zapiekły mocno. Ostrożnie palcami przetarł rzęsy, przejrzał. Za oknem budził się dzień. W pomieszczeniu słychać było czyjś nierówny płytki oddech. Patrzyły na niego wodnistoniebieskie oczy starszej pani. Nie wiedział, jak znalazł się w jej pokoju. Leżał na podłodze pod cienkim kocem. Starsza pani musiała go w nocy przykryć.

− Podaj mi tabletki, te tam.

Ręką wskazała na półkę. Głos miała matowy i cichy. 

− Są w jednorazowej reklamówce.

Trochę trwało, zanim poprawnie zinterpretował informację. Wstał.

− Ech, przepraszam − jęknął i nerwowo podciągnął koc. Nie miał na sobie bokserek. Właściwie niczego na sobie nie miał.

− Przepraszam − wychrypiał ponownie i owinął się ciaśniej kocem.

Starsza pani patrzyła na niego obojętnie.

− Zacznij ćwiczyć. A w ogóle to zacznij wymagać czegoś od siebie. W przeciwnym razie przegrasz życie. 

Skąd mogła wiedzieć, że już parę lat temu sobie odpuścił. Łatwe studia, łatwe laski, łatwa praca w weekendy. 

Wyłożył lekarstwa i popatrzył na stojącą pustą szklankę.

– Musi pani czymś popić.

Wyszedł z pokoju. 

W pozostałej części mieszkania panował zaduch. Słodki zapach mieszał się z potem i papierosowym dymem. Żołądek podszedł mu do gardła. Pokój wyglądał jak po przejściu Armii Czerwonej. Opanował się. Zabrał butelkę z wodą mineralną i wróciwszy do babci napełnił jej szklankę.

Piła ostrożnie drobnymi łyczkami. 

Janek ubierał się, szukając poszczególnych części garderoby. Ostatecznie zdecydował, że pójdzie bez jednej skarpetki. Na spodniach wciąż widoczna była plama. Nawet jakby większa. 

− Do widzenia. − Z trudem wydobył głos z zaschniętego gardła. 

Babcia Justyny spojrzała na niego z okrutną mieszaniną najgorszych uczuć: współczucia i pogardy. 

Zamknął cicho drzwi.

Laski, które wcześniej wyszukiwały imienia dla swojego dziecka, teraz na wpół leżały w fotelach. Miały rozchylone usta i ciężko dyszały. 

Z youtuba dochodził słaby wokal. …rudą lalę pokochałem, z rudą noce są wspaniałe.

***

Iwona kończyła nocną zmianę w Tesco. Spojrzała do lustra. Podkrążone oczy świetnie współgrały z jej zmęczoną twarzą. Mogłaby grać w horrorach. Studiowanie fizyki jądrowej i potem powrót do małego rodzinnego miasta okazał się życiową porażką. Dwa lata na bezrobociu dowiodły, że nawet kasa w Tesco nie jest taka zła. No ale poznała Jurka. Mieli się spotkać dziś po południu. Chyba odwoła spacer i wspólną pizzę. Musi się wyspać. Jeszcze raz przypatrzyła się swemu odbiciu. Przegrane życie miała wydrukowane na twarzy.

Koleżanka pracująca na tej samej zmianie przyglądała się jej, przegryzając przyniesioną z domu bułkę. 

− Jurek wciąż chodzi po górach? − zapytała, połykając spory kęs bułki.

Zassała powietrze kącikiem ust, szaroróżowy plasterek szynki zakołysał się i zniknął w czeluściach Elżbiety.

− Tak. Góry są dla niego wszystkim.

− Ja bym uważała… − Elżbiecie udało się przełknąć, mówiła już wyraźniej. − Dobrze wiesz, czemu oni wszyscy tak chodzą po tych górach… 

Pytająca pauza wahała się w powietrzu w sposób równie niesamowity jak przed momentem wędlina. 

− Niby co?

Iwona nie była pewna, czy chce słuchać. Oczy się jej zamykały, a w głowie szumiało od wentylatorów i całodziennego gwaru. 

− Idą niby w góry, a w rzeczywistości… − kolejny kęs zniekształcił wypowiadane słowa − gżą się w hoteelaach czi schronissskach. Jak tam raz byłam, to bałam się, że w ciąże zajdę od samego siedzenia na tych ichnich drewnianych stołkach. 

− No, może tak być − Iwona odpowiedziała zmęczonym głosem.

− W schronisku zawsze sobie podkładam kocyk. Kupiłam kiedyś w Biedronce. Gruby, pięćdziesiąt procent wełny, akrylu i czegoś tam. Ale wełny najwięcej.

Iwonie zaczynało się robić niedobrze. Nie słuchała Elżbiety. Uśmiechnęła się szucznie, rzuciła „cześć” i nie czekając na odpowiedź wyszła w szarzejącą przestrzeń miasta budzącego się do powszedniego, beznadziejnego życia. 

Orzeźwiający chłód przyniósł jej ulgę. Równocześnie gdzieś z tyłu głowy zakłuły słowa Elżbiety: „…gżą się w tych schroniskach”. Może rzeczywiście. Pamiętała, że ich sąsiad z bloków jeździł tak długo na ryby, aż się okazało, że ma dwójkę dzieci… z inną kobietą. Iwona sięgnęła do torebki i wyciągnęła przesyłkę przeznaczoną dla Jurka. Na kopercie emblemat z biegnącym kretem. Propozycja udziału w rajdzie górskim. Wyobraźnia podsunęła jej obraz zmęczonych biegaczy, którym wysiłek odbiera moc panowania nad odruchami. Zmięła list i rzuciła w kąt przystanku. 

***

Janek wolno stawiał kroki. Jak szpieg z krainy Deszczowców omijał kałuże i wyrwy w chodniku. Był potwornie skołowany. Nie pamiętał połowy nocy, nie wiedział, co robił z Justyną i czy cokolwiek mógł robić, skoro alko tak drastycznie podciął mu świadomość. Podniósł głowę i poczuł ból w karku. Zacisnął zęby. Powinien omijać imprezy. Przynajmniej domówki. I koniecznie musi mniej pić. 

W pojedynczych oknach paliły się światła. Ktoś wstawał do dzieci, ktoś inny przygotowywał się do wyjścia do roboty. Na mokrym chodniku w nierówny sposób odbijały się światła ulicznych latarni, jasne plamy rozmytych nadziei. 

Koło przystanku zauważył kopertę. Podniósł. W palcach zaszeleściło zaproszenie. “Bieg kreta” – dziwny tytuł, pomyślał i przeczytał dalszą, wyjaśniającą treść. Rozglądnął się za koszem z zamiarem wyrzucenia koperty. Powachlował się nią, w końcu uznał, że w zaproszeniu jest coś intrygującego. Jakaś niejasna obietnica zmiany życia i adrenalina, której tak bardzo mu brakowało. 

***

− Chyba żartujesz, jeśli myślisz, że pozwolę ci jechać w te góry. 

Matka oparła się o kuchenny kredens i zaplótłszy ręce na piersi wyglądała jak nieprzejednana przekupka, której ktoś ze straganu buchnął dziesięć złotych. Odważna i nieustępliwa, jak zawsze. 

Ojciec Janka umarł w tym samym roku co papież. Od tamtej pory matka codziennie wdrażała się w autokratycznym zarządzaniu. Możliwe, że w „Pani domu” wyczytała, że tak trzeba, inaczej syn wejdzie jej na głowę lub zacznie się lumpić. Nie wydarzyło się ani jedno, ani drugie. Jeśli nie liczyć imprez, po których wracał z bólem głowy i rozstrojem żołądka. Z pewnością matce nie mieściło się w głowie, że „jej” Janek może mieć własne zdanie, nie wspominając już o własnym życiu.

− Mam dwadzieścia lat. Nie muszę za każdym razem pytać o pozwolenie. Dowód też już mam. 

− Dowód, srowód. Mam cię jednego.

− Niech kalesony weźmie − odezwała się babcia oglądająca „Sanatorium miłości”. 

− Błagam… − wyjęczał Janek. − Nic mi się nie stanie. Naprawdę, zaufajcie mi. 

Nerwowo uciskał w plecaku grubąpolarową bluzę. 

− Pozwól mu. − Babcia oderwała wzrok od tańczących emerytów. Niech trochę zaryzykuje, jeśli mu zabronisz, to na starość – nie daj Bóg − trafi do takiego sanatorium miłości i jeszcze w zaświatach będę musiała się za niego wstydzić. 

Janek spojrzał na matkę. Nie rozbawił ją babciny żart. Miała ciemne błyszczące i wilgotne oczy. 

„Może powinienem zostać” − pomyślał. 

Wiedział, że jeśli teraz posłucha matki, przegra życie, przegra wolność. Heroizm to zrobienie czegoś wbrew logice, wbrew przyzwyczajeniom, także wbrew miłości. 

− Nic mi się nie stanie. Toż to łatwizna. − Uśmiechnął się i posłał matce całusa. Przemilczał, że zaplanowana trasa ciągnie się przez ponad sto kilometrów i w dodatku zamierza iść sam. Zamierzał najpierw dotrzeć do schroniska pod Śnieżnikiem, a potem powędrować dalej, aż do mety w Kamionkach. 

− Tylko obiecaj, że jak coś będzie nie tak, od razu wrócisz. I sprawdź, czy masz naładowany telefon. 

Zgoda musiała ją sporo kosztować. Możliwe, że tak wygląda matczyny heroizm. 

***

Myśl, której od godziny nie dopuszczał do siebie, teraz rozbłysła w jego mózgu całą swą tłumioną i bolesną oczywistością. Nie dojdzie już do schroniska pod Śnieżnikiem. Przenikająca trwoga rozlewała się wokół kręgosłupa i usztywniała ciało. Podniósł wzrok. Jasne światło księżyca zakłuło go w oczy, a po roziskrzonej połaci śniegu przeleciały czarne plamy, coś jak odwrotność lustrzanego zajączka, dziecięca zabawa, tyle że po drugiej stronie życia. Chłód jak sopel wwiercał się powoli w jego ciało. „Czy śmierć boli”? – zapytał sam siebie. „Potrzeba narodzin jest powinnością śmierci” – przypomniał sobie i w tej samej chwili do dreszczy zimna dołączyły strach i zwątpienie. Musi iść. Ale w którą stronę?

Śmierć jest głupia. Szczególnie, gdy przychodzi w tak pięknym miejscu. Śnieg świeżym puchem pokrył górskie szlaki. Kolczaste krzewy jałowca skuł lód, a świerkowy las w srebrnej poświacie księżycowego światła wydawał się nadnaturalnie cudowny. Umrze tutaj. Jego grób przyozdobi granitowa skała, matka zapłaci za nią krocie, srebrny napis obwieści: „Tu leży Jan Wołkowicki, zginął w górach, miał dwadzieścia lat”.

„Ciekawe, ile poniżej zera” − pomyślał i rozejrzał się. Migotliwe drobinki śniegu odbijały światło księżyca, aż kłuło w oczy. Pełnia przyciąga niskie temperatury. Zdjął rękawiczkę i przycisnął dłoń do powiek. Ból zelżał. Przed sobą miał żelazny słupek, a na nim informację o rozwidlających się szlakach. Podejdzie bliżej, przeczyta. Zorientuje się w terenie. Może jednak nie wszystko stracone. Postąpił krok i zachwiał się. Kopny śnieg nie chciał wypuścić jego nogi. Biały puch zmieniał się w okowy. Był zmęczony. Oddychał szybko, zbyt szybko, w takich warunkach wychłodzenie organizmu było przesądzone. Na wysoko podciągniętym golfie para z ust osadzała kryształki lodu. „Tak mógłby wyglądać szal od Svarowskiego” − zażartował w myślach. Spojrzał na informację o krzyżujących się szlakach i pozbawioną rękawiczki dłonią uchwycił się metalowego słupka. Błąd. Z głębi świadomości wydobył się niemy krzyk: − „Nieeee!”.

Przymarzł. Zrobił najgłupszą rzecz, jaką tylko mógł. Nieosłoniętą dłonią dotknął na tym mrozie metalu. Uwolnić się, znaczy okaleczyć, pozostawić na słupku płat skóry wraz z kawałkami wyrwanego mięsa. Wiedział, że nie będzie go to bolało. Mróz jest łaskawy, skutecznie znieczula. A jednak bał się poruszyć. Nie czuł już chłodu. Jedynym dominującym uczuciem była rozpacz. W kącikach oczu poczuł ostre grudki. Zamarzające łzy. Było ze dwadzieścia stopni poniżej zera. Janek uchwycił się mocniej metalowego słupka i zębami ściągnął drugą rękawiczkę. Jak dobrze, że nikt go tu nie widzi. Zawsze śmiał się, ilekroć ktoś opowiadał mu, co trzeba zrobić w takiej sytuacji. Namacał guziki od rozporka i niezdarnie rozsunął kolejne warstwy termicznej bielizny. A teraz rzecz najtrudniejsza. Nogami nagarnął śnieg, stanął na palcach i zaczął sikać. Ciepła ciecz spływała po dłoni, poruszył palcami. Udało się. Po chwili był wolny, ale też zmęczony do granic wytrzymałości. Bolały go nogi. Świszczało w płucach. Musi usiąść. Musi. Choćby na moment. Potem wstanie i pójdzie dalej, ale teraz… teraz odpocznie. Ostatnich parę minut wyczerpało go totalnie. Kucnął, oparł się o słupek. I poczuł ulgę. Nie miał sił walczyć, śmierć wydawała się darem losu. Przychodziła z delikatnością snu i łaskawością wewnętrznego ciepła. Cóż go jeszcze czeka? Arytmia, potem migotanie komór i koniec. Z najwspanialszym widokiem przed oczami i z marzeniami, które już nigdy się nie spełnią. Zapadał w ciepły sen. 

− Ej, tam! Nie śpij! Rusz się. − Głos był wyraźny i wesoły. 

Janek z trudem rozchylił przymarznięte powieki. 

Przed nim stał chłopiec. Może dwunastoletni, może trochę młodszy. Nigdy nie potrafił odgadnąć cudzego wieku. Chłopak miał na sobie sztruksowe spodnie, o wiele za duży zrobiony na drutach buraczkowy sweter, a na gołych stopach niezdarnie trzymały się lekkie buty. 

− Antek jestem. A ty już nie śpij. Zamarzniesz i znajdą cię w tym obszczanym śniegu, z rozpiętym rozporkiem i takiego pokażą w Dzienniku telewizyjnym.

Ewidentnie kpił. Janek chciał coś powiedzieć, lecz nie mógł. 

− Mam coś dla ciebie. − Chłopak cały czas się uśmiechał, bezczelnie pokazując popsute jedynki. − Pij! − powiedział łagodnie.

Jankowi zdawało się, że umarł. Nie mógł tylko zrozumieć, dlaczego w zaświatach karmią go gorącym rosołem. Zresztą nie wierzył w żaden inny świat. Było tylko tu i teraz, a potem nie było nic. 

− Aleś głodny. 

Zupa wcale nie stygła. Wciąż była gorąca. Janek czuł, jak z każdym łykiem wypełnia go ciepło. 

− Wicher, chodź tu − chłopak zakrzyknął i gwizdnął 

W zmrożonym powietrzu rozległo się wesołe szczeknięcie, potem jeszcze jedno, a po paru sekundach podbiegł do nich wielki włochaty pies. Zwierzak cieszył się śniegiem, wkładał weń nos, prychał i podskakiwał.

− Patrz kogo tu mamy? − chłopak zwrócił się do Wichra. 

Wielkie psisko podeszło do Janka i położyło mu głowę na piersiach, obdarowując ciepłem i spokojem. Czuł, że zasypia. Tym razem na dobre. Zimowy pejzaż tracił swój bezduszny niepokój. Było ciepło, przyjaźnie, bezpiecznie.

***

Janek rozejrzał się po pomieszczeniu. Od klamerki przypiętej do wskazującego palca biegł cienki przewód, niknąc w skrzynce wydającej ciche piik, piik, piik. Gdzieś w oddali zadźwięczały naczynia. Wózek z jedzeniem toczył się po korytarzu, wydzielając duszący zapach mydlin zmieszanych z warzywami. 

− Widzę, że się pan już obudził.

Kobieta w białym fartuchu ze słuchawkami przerzuconymi przez szyję przypatrywała mu się uważnie. Mogła mieć pięćdziesiąt lat i uśmiechała się smutnie. 

− Nie wiemy, jak to pan zrobił, lecz nie ma pan odmrożeń. Dokładnie sobie pana obejrzeliśmy. Jest pan w dobrej formie.

Janek odruchowo pociągnął kołdrę. „Dokładnie sobie pana obejrzeliśmy” nie brzmiało dobrze w ustach kobiety. 

− Zapalenia płuc też pan nie ma. − Wydęła dolną wargę, przybierając minę zasmuconego dziecka i po sekundowym namyśle dodała: − Medycyna musi się jeszcze wiele nauczyć. 

Zebrała się do odejścia. 

W drzwiach spjrzała jeszcze w stronę Janka. 

− Byłabym zapomniała − przewróciła oczami − ma pan gościa. Nie chce czekać. Gotów zrobić awanturę, żeby z pana odwiedzić.

Na szpitalnym korytarzu słychać było kroki. Stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk-stuk. Przez dwadzieścia lat zaznajamiał się z tymi odgłosami. Nadciągała burza z piorunami. 

Regularne pik, pik z tajemniczego urządzenia tuż nad jego głową przyspieszyło do częstotliwości znacznie wyprzedzającej dochodzący z korytarza stukot. Zwilgotniałymi dłońmi zmiął prześcieradło i czekał na to co nieuniknione. 

− Oj, synku, synku – wyszeptała jego matka. Słowa z trudem przechodziły jej przez gardło ściśnięte smutkiem i żalem. 

Nie było w niej krztyny hardości. Janek już wolałby widzieć ją wojującą. Powinna krzyczeć: „a nie mówiłam, ale kto by mnie słuchał”, a tu tylko proste i bolesne: „synku, synku…”.

Przysiadła na brzeżku łóżka i uchwyciła dłoń syna. Nie zważała na płynące po policzkach łzy. Patrzyła gdzieś w okno, gdzieś w dal.

− Tak się o ciebie bałam. Tak bałam… Bo wiesz… kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki miałam kolegę, dobrego kolegę. Antka. Kochał góry. Pewnego razu poszedł w Sudety ze swoim psem. Celem być Śnieżnik. To zła góra, naprawdę niebezpieczna. Antka nie znaleziono, jego pies też przepadł. Pamiętam, że ten jego pies miał śmieszne imię, chyba Burza, czy jakoś tak. Dlatego − głośno przełknęła ślinę − tak nie chciałam żebyś na nią szedł. I gdy w nocy poczułam niepokój, taki jak nigdy wcześniej, prosiłam Antka, że jeśli gdzieś tam jest, żeby ci pomógł. − Łza upadła na prześcieradło, zmieniając się małą plamę ukojonej rozpaczy. – Głupie, wiem. − Ale co mogła zrobić. Ja się tak bardzo o ciebie bałam. 

Janek uścisnął dłoń matki. Zdał sobie sprawę, że heroizm ma różne odcienie. Możliwe, że ten największy jest wtedy, gdy trzeba poświęcić własną miłość w imię pragnienia wolności najbliższej osoby.

***

Iwona przysłuchiwała się telewizyjnym Wiadomościom. „Turysta odnaleziony w masywie Śnieżnika nie doznał żadnych poważnych obrażeń. Nie ma odmrożeń. A lekarze są zdumieni jego dobrą formą fizyczną. Po nocy spędzonej na mrozie w temperaturze przekraczającej minus dwadzieścia stopni cudem należałoby nazwać, gdyby w ogóle udało mu się przeżyć”. W dalszej części Danuta Holecka przestrzegała przed wychodzeniem w góry. „Sudety są niebezpieczne. Kiedy niefrasobliwość wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, góry i zimno zbierają swoje śmiertelne żniwo”. 

Iwona obejrzała się. Jurek z otwartymi ustami chwytał każdą informację o górach. Była szczęśliwa, gdy zdecydował, że chce z nią zamieszkać. Przystojniak, za którym oglądają się wszystkie laski na siłowni. Zwycięzca półmaratonu.

Jurek patrzył w twarz młodego chłopca, któremu udało się przetrwać noc. Informacje przetykane były widokiem ośnieżonych gór.

− Miał szczęście − powiedział. Lecz nikt nie potrafiłby stwierdzić, czy w jego głosie brzmiał podziw, czy zazdrość, a może troska. 

− Zależy mi na tobie − wyszeptała Iwona.

− Wiem − odpowiedział i nachylił się nad nią, całując delikatnie w czubek głowy. Miała przetłuszczone włosy. Jak zawsze, gdy wracała ze zmiany w Tesco. 

 − Nic nie wiesz. Miałeś zaproszenie na bieg kreta. 

Odgięła do tyłu głowę, tak żeby zobaczyć jego oczy. Lecz Jurek zrobił krok w tył i widziała jedynie czarny sweter. 

Cisza trwała dłużej niż powinna.

− Tak bardzo cię kocham, że… nie dałam ci go. Wyrzuciłam. 

Gdzieś w środku była dumna, że być może uchroniła Jurka przed niebezpieczeństwem. 

W umyśle stojącym za nią mężczyzny słowa Iwony mieszały się z obrazami pokrytego śniegiem Śnieżnika. 

Co ma jej powiedzieć, że jest głupia, że źle robi, próbując przejąć kontrolę nad jego życiem?

Zagryzł wargi. Był pewien, że jeśli machnie ręką, straci szacunek dla samego siebie, jeśli zrobi awanturę, straci Iwonę. Poczuł ucisk w żołądku. 

− Co tam bieg − powiedział przez zaciśnięte zęby. I w tym samym momencie postarzał się o sto lat. 

Iwona nawet nie zdawała sobie sprawy, jak różne odcienie heroizmu istnieją na świecie. Codzienność pełna jest poświęceń. 

− Przywieźli nam nowy towar − zwróciła się do Jurka. − Tanie pomidory. Przyniosłam dwa kilogramy.

Mężczyzna nie odezwał się, tylko patrzył przed siebie z obojętną twarzą.

– Malinowe – dodała. – Wiem, że lubisz. 

Koniec

Komentarze

Tu jest bardzo fajny pomysł – ta przypadkowość faktu, że to nie Jurek, a Janek ruszył w górską trasę i to jego, a nie tego drugiego życie jakoś się przez to zmieni. Można było wyciągnąć z tego naprawdę ciekawą, niebanalną historię. Ten tekst niestety nie do końca to, moim zdaniem, robi: fabuła jest dość przewidywalna, o duchu natychmiast wiemy, że musi być duchem, wyjaśnienie jego historii nie jest w sumie potrzebne (co to zmienia, że duch był dobrym kolegą mamy z dzieciństwa? Gdyby tam poszedł ten drugi, to by go nie spotkał?), a postacie mało ciekawe – zwłaszcza te kobiece są bardzo banalne i przewidywalne, a przy tym, szczerze mówiąc, dość antypatyczne: jedna w zasadzie zmusza faceta do seksu, druga bez jego wiedzy i za jego plecami rujnuje jego wielkie marzenie z powodu niepotwierdzonych podejrzeń, matka Janka jest kontrolująca i choć go kocha, to go tłamsi … nie wiem, Anonimie, czy aż tak paskudne chciałeś/aś je napisać. Z kolei obie babcie wydają się niezwykle podobne (obie sarkastyczne, ironiczne, ale dobrze życzące bohaterowi), tak jakbyś dał/a tę samą charakterystykę dwóm różnym bohaterkom.

Co natomiast jest ciekawe, i inne niż w dominującej większości tekstów konkursowych, to ujęcie kwestii heroizmu, jak mierzenia się raczej z problemami życia codziennego w sposób taki, by ich nie mnożyć dodatkowo :D i by nie krzywdzić innych – choć mam pewne wątpliwości, czy jednak Jurek i Iwona nie powinni odbyć poważnej rozmowy o granicach manipulacji w ich związku. Generalnie, IMHO ma ten tekst potencjał, choć chyba nie w pełni zrealizowany.

Styl chwilami do poprawy (te mdłości jak glebogryzarka!)

 

PS. To może być indywidualne wrażenie, ale wydaje mi się, że sceny quasi-erotyczne napisane są tu wyjątkowo nieprzekonująco i na granicy niezamierzonej śmieszności (te “ładne piersi falujące pod luźną sukienką”). To IMHO nie wyszło.

Dzień dobry, Ninedin. Bardzo dziękuję za komentarz. Twoje obserwacje są bardziej zajmujące niż mój tekst i trudno się z nimi nie zgodzić. Chociaż – doprawdy – nie wiem, co może się nie podobać w ładnych piersiach falujących pod luźną sukienką. Hmm, może pod luźną bluzką brzmiałoby lepiej.

Jeszcze raz bardzo dziękuję. Tym bardziej, że to przecież pierwszy komentarz pod tym tekstem. 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Anonimie, jak by Ci to powiedzieć… IMHO piersi nie falują. Mam, sprawdzałam :D. A serio: ten konkretny zwrot (”falujące piersi”) jest jak dla mnie zbyt oklepany i za często używany; “falujące piersi” są jak fiołkowe oczy heroiny – wystarczy, że je zobaczę w tekście użyte serio i od razu tracę spory procent chęci do lektury.

Nie zrozum mnie źle, ja całkiem _lubię_ opisy scen erotycznych (a że rzadko trafiam na takie, które wydaję mi się literacko ciekawe, to insza rzecz) w literaturze, ale chętnie bym je widziała uwolnione od pewnych stale powtarzanych, zawsze tych samych formułek, a te nieszczęsne falujące piersi widzę jako jedną z nich.

 

Przeczytane :) …a ninedin ilością skomentowanych tekstów konkursowych zawstydza jurorów. ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ninedin! Piersi Justyny już nie falują. Ogromnie dziękuję, że zwróciłaś mi na to uwagę. Zdążyłem uspokoić falowanie jeszcze przed wyjściem do pracy. 

 

Chrościsko – miło, że zajrzałeś i przeczytałeś. 

 

Wszystkim – udanego piątku.

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

@Anonim: cieszę się, że mogłam się przyczynić do polepszenia opowiadania :)

 

@Chrościsko: no, chyba wszystkie dotychczasowe udało mi się skomentować. Ale to dlatego, że opowiadania fajne: jak nie dobre, to przynajmniej dobrze się analizujące :). Oraz – recenzując, prokrastynuję, jakże oryginalnie, od pisania własnego (miałam ambicje, no serio miałam, żeby zdążyć na ten konkurs, ale czy zdążę, to się zobaczy).

 

Dziewczyny zrobiły sobie kolejnego drinka

Wszystkie zrobiły jednego drinka? Co za oszczędność!

 

muzyką z youtuba

YouTube'a

 

były widoczna

widoczne

 

świadomośi

świadomości

 

jej pokoju, Leżał

kropka zamiast przecinka

 

Przeczytałam.

www.facebook.com/mika.modrzynska

@kam_mod – dziękuję za przeczytanie i bardzo miło, że wskazałaś błędy. Najpewniej jest ich tam więcej. Ale teraz przynajmniej wiem, do którego miejsca starczyło Ci cierpliwości w czytaniu. Udanej soboty:)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Szczerze mówiąc mam mieszane odczucia, ani mnie nie zachwyciło, ani nie czytało się źle, nie wiem.

Przynoszę radość :)

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Ech, to już kolejne opko, przy czytaniu którego tak się zastanawiam, czy organizatorzy organizują jakieś wstępne kwalifikacje, mające na celu odsianie głupców. Bo niestety często, zamiast heroizmu, widzę w tych historiach głupotę. I żałuję bardzo, że zamiast tematu, który sobie wymyśliłam (i którego i tak nie skończyłam) nie napisałam opka o ratownikach GOPR, którzy muszą narażać życie dla ratowania idiotów.

Bo wybacz, Anonimie, ale Janek to dureń. Tak po prostu, bez żadnego przygotowania, bez kondycji se idzie pobiegać. Łatwo przewidzieć, jak się ta przygoda skończy.

W ogóle nie widzę w tym opku heroizmu. Mamuśka rzeczywiście nieco nadopiekuńcza, ale przynajmniej wiedziała, na co synuś się naraża. Jurek rezygnuje ze swojego marzenia dla kobiety, która mu nie ufa i nie szanuje go. Jakoś nie wróżę temu związkowi świetlanej przyszłości.

Widzę tutaj natomiast ludzi, którzy choć teoretycznie są sobie bliscy, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Pewnie inaczej by się ta historia potoczyła, gdyby mamuśka wcześniej opowiedziała Jankowi o Antku i o swoich obawach. A gdyby Jurek zdecydował się szczerze pogadać u dziewczyną i wyjaśnić, jakie to dla niego ważne, może by zrozumiała, a może rozstaliby się z korzyścią dla obojga.

I chyba czasem właśnie taka szczera rozmowa wymaga więcej heroizmu, niż to, co nam, Anonimie, przedstawiłeś.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Staruch tu był!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Nie widzę tu żadnego związku między opisaną na początku studencka popijawą u Justyny, a dalszymi wydarzeniami – no, chyba że Janek musiał zjawić się rano na przystanku, by znaleźć list, który wyrzuciła Iwona. Zupełnie nie rozumiem, co, nagle i znienacka, kazało Jankowi iść w góry. W opowiedzianej historii nie dostrzegam niczyjego heroizmu, natomiast czarno widzę związek Iwony i Jurka.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

wraz z muzyką z YoutTube’a… ―> …wraz z muzyką z YouTube’a

 

Wiedział, że pod miękkim aksamitem bluzki znajdują się jej gorące piersi, które jak głowy dojrzałej kapusty podrygują, gdy się pochyla. ―> Biust, nieskrępowany biustonoszem, może się zakołysać, kiedy dziewczyna wykona jakiś ruch, ale nie będzie podrygiwać.

Porównanie piersi do głów kapusty obezwładniło mnie. ;)

Za SJP PWN: podrygiwać «wykonywać całym ciałem gwałtowne, drgające ruchy, podskakiwać z lekka»

 

Słodki zapach mieszał się z potem i papierosowym dymem. ―> Raczej: Słodki zapach mieszał się z wonią potu i papierosowego dymu.

 

Z youtuba dochodził słaby wokal. ―> Z YouTube’a dochodził słaby wokal.

 

bałam się, że w ciąże zajdę… ―> Literówka.

 

Uśmiechnęła się szucznie… ―> Literówka.

 

Możliwe, że w „Pani domu” wyczytała… ―> Możliwe, że w „Pani Domu” wyczytała

 

Nerwowo uciskał w plecaku grubąpolarową bluzę. ―> Pewnie miało być: Nerwowo upychał w plecaku grubą polarową bluzę.

 

Nie rozbawił babciny żart. ―> Nie rozbawił jej babciny żart.

 

i położyło mu głowę na piersiach… ―> …i położyło mu głowę na piersi

Janek jest mężczyzną i ma jedną pierś.

 

W drzwiach spjrzała jeszcze w stronę Janka. ―> Literówka.

 

Gotów zrobić awanturę, żeby pana odwiedzić. ―> Literówka.

 

Celem być Śnieżnik. ―> Literówka.

 

Ale co mogła zrobić. ―> Literówka.

 

Miałeś zaproszenie na bieg kreta. ―> Miałeś zaproszenie na Bieg Kreta.

 

W umyśle stojącym za nią mężczyzny… ―> W umyśle stojącego za nią mężczyzny

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzień dobry! Dziękuję za odwiedziny, za przeczytanie, a już przede wszystkim za łapankę – dzięki wielkie! Biję się w pierś (jedną), nie myślałem, że błędów tu aż tyle. 

W definicji heroizmu stoi, że jest to zdolność dokonywania wielkich czynów przez bohaterów świadomych swej historycznej misji.

Cóż, rzeczywiście o Aleksandrze Wielkim nie pisałem, w moim tekście żaden z bohaterów nie ma świadomości historycznej misji, mam nadzieję, że inne opowiadania wolne są od tego mankamentu. Ja tak po prostu pisałem o codziennym heroizmie, bo dla mnie samo życie to wciąż zmaganie, a wyory i decyzje, które dla jednych są rutynowe, dla innych mogą wymagać takiego właśnie codziennego heroizmu – tylko że pojęcie “codzienny heroizm” nie istnieje w Wikipedii. :(

Największą uwagę zwróciłem na problem piersi. Bo to było tak, że pierwonie ładne piersi zakołysały się pod luźną sukienką. Przybyła wówczas ninedin, oznajmiając, że piersi się nie kołyszą, że ma i że wie, i że na pewno kołysanie odpada. Zmieniłem je wówczas na podrygujące głowy kapusty. Ninedin była zadowolona, napisała nawet, że jest jej miło, ponieważ przyczyniła się do poprawy tekstu. Uff – pomyślałem sobie, chociaż z jednego zdania ktoś jest zadowolony. Trwałem w tym miłym nastroju. Po czym przybyli Reguatorzy. I co? Znowu te piersi. Pal sześć podrygiwanie, animizacja jest figurą stylistyczną. Gorzej, że nie mam już pomysłu co zrobić z piersiami. To jednak wygodne, że faceci mają tylko jedną pierś.

Jak zawsze z życzeniami miłego łikendu. I oczywiście bardzo, bardzo dziękuję za wskazanie błędów.

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Go­rzej, że nie mam już po­my­słu co zro­bić z pier­sia­mi.

Gwoli prawdy, to pierwotnie rzeczone piersi nie kołysały się, a falowały, na co Ninedin słusznie zwróciła uwagę.

Anonimie, a czy bohaterowi nie wystarczy świadomość, że pod luźną bluzką piersi po prostu są? Że się pod nią kusząco zarysowują, uwydatniają? Czy one muszą wyczyniać jakieś wygibasy, trząść się i podrygiwać, by Janek miał świadomość ich istnienia?

Poza tym, Anonimie, mam nieodparte wrażenie, że wyłazi z Ciebie kokiet, bo jestem przekonana, że doskonale wiesz, co można robić z piersiami. ;)

 

No i miło mi, że uwagi okazały się przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i udało Ci się… Udało. Rumienię się, oj, rumienię, czytając przedostatnie zdanie. Jedno zdanie i zostałem całkowicie obezwładniony.

A że uwagi przydatne, to mało powiedziane. Kształcące – z pewnością. Dające do myślenia. – bezsprzecznie.

Przy okazji uświadomiłem sobie, że dla kobiet piersi po prostu są. Ot, jak ręka lub noga. Faceci z kolei koniecznie muszą dokonywać ich animizacji, personifikacji, czy czegóż tam więcej. Kobiece piersi w odbiorze faceta: kuszą, wabią, czarują, atakują, wyskakują, “falują”, przykuwają wzrok… można bez końca. Są czymś więcej niż miejscem, na którym zaplata się ręce. Gdyby nie Twoja uwaga, nigdy bym sobie nie zdawal z tego sprawy. 

Głęboki ukłon i szeroki i szczery uśmiech dla Regulatorów. 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Cieszę się, Anonimie, że uzmysłowiłeś sobie, że obok męskiego, istnieje także damskie widzenie piersi. Myślę też, że poradzisz sobie doskonale z nowo nabytą wiedzą i szczerze się odśmiecham. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, masz najpiękniejszy oduśmiech na świecie. Naprawdę.

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ilustracja nie została wzięta pod uwagę – tekst literacki ma się bronić sam.

 

Wiesz, jest tu jakaś myśl (chodzi mi o obserwację łatwości, z jaką degeneruje się storge, jakby ktoś nie zrozumiał), i to sensowna, i po polsku przekazana. Problem nie leży nawet w tym, że jest to myśl dość ponura – jest prawdziwa, a ponure prawdy też trzeba przekazywać. Problem nie leży w tym, że tekst jest dołujący – to wynika z treści. Ale mam wrażenie, że napisałeś go jakoś bez serca.

 

Jeśli chcesz znać szczegóły, proszę o adres na priv.

 

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Hm, to jest ten rodzaj tekstu, który choć ewidentnie jest „nie z mojej szuflady”, to jednak pozostaje w głowie na dłużej i naprawdę aż dziw, że w momencie, gdy piszę ten komentarz, choć trochę już leży na portalu, nadal nie ma żadnego klika do biblioteki.

 

Tak, jest tu nie do końca zrealizowany potencjał, ale jest też bardzo ciekawe podejście do snucia opowieści. Szereg scen, niby samych w sobie „takich sobie”, niby samych w sobie nie wciągających, a jednak w delikatny sposób przeplatających się, wzajemnie wiążących się. Podobnie zresztą jak i puenty każdej ze scenek – niby różne, a jednak powiązane wzajemnie.

 

Podobnie postacie – zdecydowanie większość z nich jest zaskakująco wyrazista, na części z nich widać „zużycie życiem”, włącznie z tym, jak może ewoluować wnętrze.

 

W kontekście konkursowym brakło dwóch z trzech gór. Za to jest nadrobione wyraźnym i nietypowym podejściem do heroizmu.

 

Choć jak wspomniałem, tekst jest „nie z mojej szuflady”, to zdecydowanie zasługuje na zauważenie. Chociażby za jego „prawdziwość” i za zupełnie inne podejście do tematu.

 

Co do poprawy…

 

Akapity – część z nich zdecydowanie zasługuje na podział na dwa krótsze.

 

" − Pójdę już − powiedział."

– nadmiarowa spacja przed dialogiem.

 

"W drzwiach spjrzała jeszcze w stronę Janka."

– spojrzała

 

"żeby z pana odwiedzić"

– żeby pana odwiedzić

 

"Ale co mogła zrobić"

– co mogłam

 

" − Nic nie wiesz"

– nadmiarowa spacja przed dialogiem.

 

@Tarnina

@ Wilk-zimowy

Bardzo Wam dziękuję. Po serii wyłącznie bardzo złych komentarzy Wasze opinie są jak deszcz, który spada na wyschłą ziemię, a na poważnie, jest mi bardzo, bardzo miło. Wasze opinie są świadectwem niezależności myśli i sądów.

Tarnino – dzięki także za to, że mogłem poznać nowe słówko “storge”. Dziękuję!

Wilku-zimowy – miło czytać komentarz, przekonując się, że Czytelnik dostrzegł w tekście to, co autor chciał w nim zawrzeć. A biblioteczny punkcik, gdy jeszcze raz patrzę na wcześniejsze komentarze, to już nie tylko akt niezależności, ale niemal odwagi. Dziękuję!

 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

A biblioteczny punkcik, gdy jeszcze raz patrzę na wcześniejsze komentarze, to już nie tylko akt niezależności, ale niemal odwagi

Ech, Anonimie, ja już napisałem w komentarzu pod jednym z innych opowiadań, że jak ja pisze, ze coś wyszło bardzo-bardzo, to prawie jak klątwa, po której innym się nie spodoba :D Chyba dostrzegam w opowiadaniach zupełnie inne elementy niż większość publiki :D

W każdym razie wiedz, że gdy rozdzielałem punkty, ten tekst znalazł się u mnie w nawet nie w top10, a w top5.

 

Przy okazji, wyniki już były, więc można przełączyć anonimowość na wyświetlanie pseudonimu.

 

@Wilku-zimowy

niezależność poglądów oznacza, że często idzie się pod prąd. Ale też jest się zawsze autentycznym.

Nawet nie wiesz, jak bardzo ucieszyła mnie Twoja opinia. 

Powiedzieć dziękuję, to i tak powiedzieć za mało:)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Fabuła:

Właściwie to jest obyczajówka. Pokazujesz dwie niezależne historie, Janka i Iwony, splątane ze sobą przypadkiem. Jak na obyczajówkę, trochę te postaci są za mało dopieszczone. W ogóle są fragmenty, nad którymi warto się zastanowić, do czego były potrzebne.

Scena domówki – poświęcasz dużo uwagi Justynie, która ostatecznie, oprócz nocy spędzonej z Jankiem, zupełnie jest tu niepotrzebna. Rozumiem, że chcesz pokazać, jakie Janek wiedzie życie, i że słowa babci je odmieniają, ale po cóż wkładać tyle energii w postać Justyny?

Podobnie jest z Iwoną. Dla fabuły istotny był moment wyrzucenia listu, ale czy potrzebna była jej historia życiowa? Tym bardziej że z punktu widzenia heroizmu to jej chłopak był tu dużo ważniejszy, a tymczasem niemal nic o nim nie wiemy, poza tym, że lubi biegać i lubi góry.

Doceniam koncept, bo jest tutaj pomysł na całkiem fajne opowiadanie, ale warto nad nim jeszcze popracować, mając na względzie Brzytwę Ockhama, a także dopieścić postaci najbardziej istotne dla fabuły.

 

Co do scen erotycznych to trzeba być ostrożnym. Można pójść na całość, by czytelnika zaszokować, można podać je subtelnie, by pokazać piękno i poruszyć, ale granica między pozytywnym a negatywnym odbiorem jest bardzo cienka. U Ciebie ta scena nie wystarcza, by zaszokować, a do piękna też jej dużo brakuje. Ostatecznie więc zostawiasz czytelnika z grymasem na twarzy i pytaniem „Po co to było?”. Co więcej, podajesz ją dość nagle na początku opowiadania, gdy dopiero poznajemy bohaterów. Gdybyśmy Justynę i Janka zdążyli poznać lepiej, ta scena mogłaby mieć inny wydźwięk.

 

Przymarzł. Zrobił najgłupszą rzecz, jaką tylko mógł. Nieosłoniętą dłonią dotknął na tym mrozie metalu. Uwolnić się, znaczy okaleczyć, pozostawić na słupku płat skóry wraz z kawałkami wyrwanego mięsa. Wiedział, że nie będzie go to bolało. Mróz jest łaskawy, skutecznie znieczula. A jednak bał się poruszyć. Nie czuł już chłodu. Jedynym dominującym uczuciem była rozpacz (Wiarygodne i obrazowe ze słupkiem, choć temperatura musiałaby być bardzo niska. Co do rozpaczy i nieodczuwania chłodu… za wcześnie. Ledwie poszedł w góry, kilka zdań, a już jest na skraju rozpaczy. Należało to budować stopniowo.)

 

Styl i język:

Językowo jest przyzwoicie. Czyta się w miarę dobrze, a to już dużo, choć gdzieniegdzie próbujesz się popisywać porównaniami i wychodzą wtedy przerysowane/groteskowe.

Zwróć też uwagę na większy realizm dialogów. Wczuj się w osobę, którą opisujesz i wypowiedz jej kwestię dialogową na głos. Jeżeli zabrzmi nienaturalnie, to znaczy, że jest do poprawy. Miej na uwadze wiek postaci, jej wykształcenie i środowisko, w którym żyje. Lekarka w szpitalu nie będzie się zachowywać jak nastolatka z liceum i na odwrót.

 

Poniżej kilka przykładów z tekstu:

 

Rodzice Justyny wyjechali na narty do Szklarskiej Poręby, a że natura nie znosi próżni, przestrzeń czteropokojowego mieszkania wypełnili jej znajomymi z roku. (Kto wypełnił? Rodzice?)

 

Justyna co jakiś czas zanosiła jej herbatę i kawałki tortu, który pozostał po Bożym Narodzeniu. (Tort szybko się psuję, zmieniłbym na bardziej ogólne „ciasto”).

 

Koło północy nikt już nie przejmował się babcią. Prawdopodobnie już spała, a może umarła.

 

− Zostań. − Położyła swoją ciepłą dłoń na jego udzie i uśmiechnęła się szelmowsko.

Dłoń była ciepła od pożądania i lepka od soku malinowego.

 

Flirt i zapowiedź czegoś więcej były widoczna jak zachód słońca w Kołobrzegu. (To zdanie już chyba niepotrzebne. Poprzednie jest wystarczająco sugestywne).

 

Mdłości jak glebogryzarka wdzierały się w sam środek mózgu, dokonując brutalnej rekultywacji świadomośi. (Nieco przesadziłeś autorze z barwnością porównań. Barwne bywają piękne, zbyt barwne określa się pewnym nieładnym słowem).

 

− Zacznij ćwiczyć. A w ogóle to zacznij wymagać czegoś od siebie. W przeciwnym razie przegrasz życie. (Ostatnie zdanie zbędne).

 

Babcia Justyny spojrzała na niego z okrutną mieszaniną najgorszych uczuć: współczucia i pogardy. (Nie trzeba czytelnika informować, które uczucia są najgorsze).

 

Jak tam raz byłam, to bałam się, że w ciąże zajdę od samego siedzenia na tych ichnich drewnianych stołkach. (Niepotrzebne)

 

Iwonie zaczynało się robić niedobrze. Nie słuchała Elżbiety. (Skoro jest jej koleżanką, to naturalniej brzmiałoby Eli).

 

Na kopercie emblemat z biegnącym kretem. Propozycja udziału w rajdzie górskim. (Tutaj rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Zapisy na biegi są online i to zawodnicy sami się zapisują, a raczej nie otrzymują „propozycji”. Chyba że to biegacz z elity, a bieg jest komercyjny).

 

Nie pamiętał połowy nocy, nie wiedział, co robił z Justyną i czy cokolwiek mógł robić, skoro alko tak drastycznie podciął mu świadomość. (W dialogu by przeszło, w kwestii narratora napisałbym pełnym słowem).

 

Zamierzał najpierw dotrzeć do schroniska pod Śnieżnikiem, a potem powędrować dalej, aż do mety w Kamionkach. (Nieaktualne informacje. Trasa od roku jest już inna. I dlaczego sam? Bieg Kreta jest wydarzeniem masowym, gdzie pozostali zawodnicy?)

 

− Zapalenia płuc też pan nie ma. − Wydęła dolną wargę, przybierając minę zasmuconego dziecka i po sekundowym namyśle dodała: − Medycyna musi się jeszcze wiele nauczyć. (Dość infantylne zachowanie lekarki. Dialog też mało wiarygodny).

 

Zdał sobie sprawę, że heroizm ma różne odcienie. Możliwe, że ten największy jest wtedy, gdy trzeba poświęcić własną miłość w imię pragnienia wolności najbliższej osoby. (Kawa na ławę, zbyt obcesowo. Jako czytelnik nie lubię tego).

 

Tematyka:

Miał być Trójkąt Sudecki, a jest w sumie tylko Śnieżnik. Fantastyka ledwie zarysowana, a tekst jest klasyczną obyczajówką. Heroizm jest.

 

Potencjał motywacyjny i efekt wzruszenia:

Zakończenie dość osobliwe, a historia ma potencjał, by wzruszać, ale zarówno matka Janka, której reakcja jest inna niż oczekiwana, jak i chłopak Justyny, zostali potraktowani w tekście marginalnie, stąd też bardziej to zakończenie wywołuje zdziwienie niż wzruszenie. Rozwinięcie ich perypetii oraz pokazanie ich punktu widzenia, wniosłoby tu głębię.

 

Moja punktacja konkursowa: Poza pierwszą dziesiątką

Ocena portalowa: 4/6

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

@Chrościsko

poświęcasz dużo uwagi Justynie, która ostatecznie, oprócz nocy spędzonej z Jankiem, zupełnie jest tu niepotrzebna.

Hmmm. Czy dużo miejsca, nie wiem, ale Justyna była potrzebna do pokazania z jak miękkiej gliny ulepiony jest bohater.

 

 Co do scen erotycznych to trzeba być ostrożnym. Można pójść na całość, by czytelnika zaszokować, można podać je subtelnie, by pokazać piękno i poruszyć, ale granica między pozytywnym a negatywnym odbiorem jest bardzo cienka.

Hmmm. W tekście nie ma scen erotycznych. Jest trochę przed i gdy jest już po. Samej sceny nie ma. Jeśli taka powstaje, to wyłącznie w wyobraźni czytelnika.

 

Poza tym… 

 

Nie, nie przywykłem się usprawiedliwiać. 

Bardzo dziękuję za przeczytanie i dokonaną ocenę. 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Jest trochę przed i gdy jest już po. Samej sceny nie ma. Jeśli taka powstaje, to wyłącznie w wyobraźni czytelnika.

Dla mnie i przed i po to element całości. Również to, co sobie wyobrażam pomiędzy, bo to jest pochodną tego, co czytam.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Tarnino – dzięki także za to, że mogłem poznać nowe słówko “storge”. Dziękuję!

Proszę bardzo i polecam się na przyszłość.

Bardzo Wam dziękuję. Po serii wyłącznie bardzo złych komentarzy Wasze opinie są jak deszcz, który spada na wyschłą ziemię, a na poważnie, jest mi bardzo, bardzo miło. Wasze opinie są świadectwem niezależności myśli i sądów.

Hmm. Miło mi, że jest Ci miło, ale… z komentarzy typu “łał!”, “szał!” i “zrób mi dziecko!” nie nauczysz się niczego. Właśnie komentarze negatywne są użyteczne.

 

A jeśli o naszą niezalezność chodzi – wilk był naszym raportem mniejszości i votum separatum, ja powstrzymałam się od zgadywania tożsamości autorów (w kilku przypadkach sama mi się narzuciła, ale co najmniej raz, okazuje się, błędnie) i oceniałam tylko i wyłącznie teksty. I tyle.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Z tym separatum to może nie przesadzajmy ;-)

Ale faktem jest, że kilka moich głosów było unikalnych i wręcz kolekcjonerskich ;-)

@Tarnino

… z komentarzy typu “łał!”, “szał!” i “zrób mi dziecko!” nie nauczysz się niczego. Właśnie komentarze negatywne są użyteczne.

Banał?

Niestety nie. Nie wszystkie negatywne komentarze są użyteczne. Mam wrażenie, że niekiedy komentujący czytają tekst na telefonie komórkowym w tramwaju i zależnie od tego, czy jest tłok, lub jak szybko zbliża się przystanek, uwagi są bardziej lub mniej zasadne. Pozytywne lub negatywne. Często widać pośpiech w czytaniu i komentowaniu. Część uwag bywa mocno naciąganych, równocześnie poważne braki przechodzą niezauważone. Bywa, że w tekście widzi się to, czego w nim nie ma, i nie dostrzega tego, co w nim jest. Jedna z najpoważniejszych wad mojego tekstu nie została przez nikogo wytknięta, za to pojawiły się inne “ciekawe“ wskazania, które są zapewne tylko po to, żeby były. Bardzo trudno napisać kształcący negatywny komentarz. Dużo trudniej napisać negatywny niż pozytywny. Ten negatywny wymaga bowiem baaardzooo uważnego przeczytania tekstu, rozważenia intencji autora, namysłu i mądrej rekapitulacji. Nie wszyscy są gotowi na tego typu wysiłek. A tylko wówczas negatywne recenzje są wartościowe i kształcące. W pozostałych przypadkach więcej mówią o komentujących, a mniej o samym tekście, bardziej pobudzają do wyrozumiałego uśmiechu niż do pracy nad sobą.

Ale to tylko takie moje drobne przemyślenia. 

 

Ach, byłbym zapomniał, masz rację, mojemu tekstowi rzeczywiście brakuje serca. :)

 

Dobrej nocy i intrygujących snów, Tarnino! 

I oczywiście, jak zawsze, bardzo dziękuję.

 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Zgadzam się w zupełności – trudno napisać dobry komentarz. Ale niekoniecznie wynika to z nieuważnego czytania (w życiu nie czytałam na komórce, nie lubię komórek, w środkach komunikacji publicznej i tak nie dałabym rady się skupić).

 

Nikt z nas nie jest doskonały poznawczo – każdy dostrzega inne aspekty rzeczy z różną intensywnością. Przykład – dziwaczna składnia zwraca moją uwagę, a są tacy, którzy jej nie zauważają. Zwielokrotnienie ciała jurorskiego (XD) ma ten problem łagodzić – ale nie można go rozwiązać.

Jedna z najpoważniejszych wad mojego tekstu nie została przez nikogo wytknięta

Spytam z ciekawości – jaka? Bo skoro nikt jej nie wytknął, to ja też nie, a zatem jest to coś, co powinnam wiedzieć, a nie wiem. Warto się więc nauczyć.

W pozostałych przypadkach więcej mówią o komentujących, a mniej o samym tekście

Jak już powiedziałam – każdy komentujący widzi przez swoje okulary. Musisz sobie połączyć kilka komentarzy, odrzucić te ewidentnie głupie i mieć nadzieję.

heart

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Jeśli tą wadą jest “składankowość”, to ja to odebrałem jako okoliczność sprzyjającą. Pasowało do przesłania tekstu. Taki zestaw “pocztówek”.

Dobry wieczór @Tarnino, 

dobry wieczór @Wilku-zimowy

 

Przyszedłem z drugiej zmiany, stąd myśl i jej zapis mogą być nieco chaotyczne. Ale wszystko po kolei.

Jeśli tą wadą jest “składankowość”, to ja to odebrałem jako okoliczność sprzyjającą. Pasowało do przesłania tekstu. Taki zestaw “pocztówek”.

Oj, trochę zabolało. Struktura tego tekstu akurat mi się podoba. Widziałem w niej atut. Coś jak gra na dwóch fortepianach. Różne melodie, ale raczej harmonizują, niż wprowadzają dysonans. Co prawda niektórzy komentujący optowali, żeby wyrzucić to jedną osobę, to znów inną. :( Trochę szkoda, że nikt nie dostrzegł Iwony (tej po fizycje, która pracuje w Tesco). Była zwierciadlanym odbiciem głównego bohatera i jego matki. Kiedyś zrezygnowała ze swoich ambicji, zrobiła krok wstecz, dlatego wydawało się jej, że dobrym uczynkiem jest pozbawianie innych ich marzeń. Po co narażać się na trudy i niebezpieczeństwa, skoro można poprzestać na mniejszym. To jest takie niszczenie z dobrego serca.

Ale co tam… teraz to nieistotne. 

Pytaliście, co ja uważam za największą wadę. Już wyjaśniam.

Chodzenie po górach to moja druga natura. Może dlatego wydawało mi się, że każdy od razu to dostrzeże i wykrzyknie “błąd!”. Główny bohater nie mógł zszczepić się z metalowym słupkiem. W polskich górach oznaczenia szlaków i ogólnie wszelkie informacje znajdują się wyłącznie na drewnianych palikach, na drzewach tudzież uschłych konarach wbitych w ziemię. Pewien leśniczy wyjaśniał mi nawet dlaczego. Słuchałem jednym uchem i już nie pamiętam, czy chodziło, że metalową rurkę ukradną, a może ze względów estetycznych lub bezpieczeństwa. Powód był chyba jeszcze inny. W każdym razie reguluje to nawet jakieś rozporządzenie. Dlatego przytwierdzony na stałe, metalowy i jeszcze niepomalowany słupek informujący o rozwidlających się szlakach w środku lasu nie mógł się zwyczajnie znaleźć. @Tarnina powiedziałaby, że jest to błąd materialny, merytoryczny. Dyskwalifikujący.;)

Przyznać muszę, nie sądziłem, że kogokolwiek zainteresuje moje zdanie na temat popełnionych w tekście błędów. Przepraszam, jeśli myśleliście o jakichś wielkich problemach kompozycyjnych. Jestem prostym człowiekiem. Ale ten akurat błąd nie dawał mi spokoju i ja wskazałbym go jako podstawowy. Słabości w tekście pewnie jest więcej. 

Jest też pewna rzecz, która nie daje mi spokoju, byli bowiem komentujący, którzy widzieli scenę erotyczną, która nigdy nie została napisana, tymczasem w komentarzach zrobiono mi zarzut, sugerując… chyba to, że się nie podniecili przy czytaniu. Doprawdy trudno dogodzić.

 

No i zrobiło się późno. Za pół godziny walentynki.

Życzę Wam, byście spędzili ten dzień z najserdeczniejszymi osobami. Niech wszystkie dobre myśli będą z Wami.

 

I jest jeszcze walentynka dla @Tarniny

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Kiedyś zrezygnowała ze swoich ambicji, zrobiła krok wstecz, dlatego wydawało się jej, że dobrym uczynkiem jest pozbawianie innych ich marzeń.

Hmm… nie wpadłam na to, że chodzi o rezygnację z ambicji. Samo “niszczenie z dobrego serca” zauważyłam, owszem – jest bardzo widoczne (to właśnie ta zdegenerowana storge).

@Tarnina powiedziałaby, że jest to błąd materialny, merytoryczny. Dyskwalifikujący.;)

Ha, materialny i merytoryczny – owszem. Ale dyskwalifikujący? Niekoniecznie. Realia można nagiąć dla lepszej historii, o kwestii słupków nie każdy czytelnik będzie wiedział. Choć oczywiście, jeśli ktoś o tym wie, to może uwierać jak kamyk w bucie.

Doprawdy trudno dogodzić.

Takie jest życie, nie?

I jest jeszcze walentynka dla @Tarniny

 

Poruszyłeś moje serce :)

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Hej, Corneliusie. Ściągnął mnie tutaj Wilk Zimowy. I dobrze zrobił, może nie ze względu na samo opowiadanie, o nim za chwilę, ale na komentarze. Nie patrzę bowiem tak krytycznie, jak jury. Zdawać by się mogło, że tekst uchodzi za słaby, a taki nie jest. 

Należałoby jednak rozdzielić dwie sprawy, konkurs i opowiadanie samo w sobie. W konkursie musiało przegrać, bo raz, że wymagany wątek trzech góry jest zupełnie umowny. Drugi raz, jak rzadko to mówię, tu prawie nie ma fantastyki, zostawiam słowo prawie, żeby nie czepiać się tak zupełnie. I pod tym względem opinie jury są dla mnie zrozumiałe.

To jednak całkiem dobre opowiadanie obyczajowe i tu nie masz zupełnie się czego wstydzić. Można się kłócić, czy duch wymodlony i wysłany przez matkę jest “fantastycznie wiarygodny”, czy w ogóle niesie ze sobą odpowiednią powagę, ale nie sposób nie docenić sprawnie opowiedzianej historii i pod względem emocjonalnym – całkiem dla mnie wiarygodnej. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym pisaniu. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

@Tarnino,

ech, Tarnino, cała Ty. Analityczna, dążąca do sedna i zawsze ogromnie sympatyczna. Lecz pozwól, że nieco inaczej będę sobie wyobrażał Twoje poruszone serce. 

Z walentynkowym pozdrowieniem – Cornelius.

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Dzień dobry, Darconie!

Dziękuję. Niczego tak bardzo nie cenię, jak jasnego wyłożenia racji. I choć chciałbym się powymądrzać, coś dorzucić od siebie, zwyczajnie jestem bez szans. Może tylko to, że samego siebie oceniam dużo bardziej krytycznie. 

Nie mogę jednak nie wspomnieć o @Wilku-zimowym. Już pal sześć wyczucie słowa, zdolność spojrzenia z dystansu i umiejętność oceny całości. Ale jak dla mnie, Wilk zimowy jest przede wszystkim bardzo dobrym człowiekiem. 

Czy coś więcej. No tak, cała fura dobrych myśli i wielkie DZIĘKUJĘ!

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Tarnino, zaniemówiłem, zaniepisałem i się zapajałem. To chyba jeden z najbardziej zmysłowych kawałków, jaki słyszałem.

Jestem pod wrażeniem.

 

[…] So will you still drink my body,

will you still choose eternal life, my bride though we’d be together, forever never enoug time.

 

Do usług, Tarnino.

 

Od teraz będzie to mój nowy dzwonek w telefonie. Ktokolwiek zadzwoni, pierwsze pomyślę o Tobie. 

 

Z ukłonami dla Ciebie piosenka ode mnie:)

 

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Oj, trochę zabolało. Struktura tego tekstu akurat mi się podoba. Widziałem w niej atut.

No to bardzo słusznie! Może źle się wyraziłem, ale przez okoliczność sprzyjająca” miałem na myśli, ze własnie ta “pocztówkowość” tutaj pasuje doskonale.

A wątek Iwony jak najbardziej zauważyłem. Włącznie z tym, jak z marzeń została “zwykłość” – co niestety wielu osób dotyka. Gdzieś wszyscy trafiają na ścianę i albo żyją albo… idą z tłumem. Trochę sobie ludzie klatkę stworzyli…

 

@Wilku-zimowy

Jakaś bezsenna ta piątkowo-sobotnia noc. 

Gdzieś wszyscy trafiają na ścianę

Są ściany, przed którymi rezygnujemy, uznając że są za wysokie, mimo, że dałoby się je przekroczyć; są też ściany nie do przekroczenia, lecz nam się wydaje, że poradzimy, że waląc w nie głową przejdziemy na wyższy poziom gry zwanej życiem. Czasem trudno odróżnić jedne od drugich. 

 

[Edit] P.S. Smak życia poznaje się dzięki walce. Sińce też bywają fajne

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

– nużący początek; brak haczyka, który kazałby czytelnikowi czytać dalej (chociaż pierwsze zdanie bardzo ładne, rozbawiło mnie!)

 

– historia potyka się na mało realistycznych detalach: dlaczego Artur i Jagoda rozbierali się przy innych, i czemu narrator tak lekko wspomina, że babcia może spała, może umarła, oraz jak brudna musiała być łapa Justyny, żeby zostawić plamę brudu na spodniach, czy ona dosłownie dopiero co zanurzyła całą rękę w soku?

 

– nierealistyczne dialogi (starsza pani w pierwszych zdaniach do obcego człowieka używająca młodzieżowego zwrotu „przegrać życie”), cała scena „flirtu” z Justyną pozbawiona polotu i drętwa

 

– „Heroizm to zrobienie czegoś wbrew logice” – ale dlaczego napisałeś takie słowa i uznałeś, że są dobre, no dlaczego. Czy heroizmem jest rzuceniem fajnej pracy? Przeruchanie koleżanki narzeczonej? Przelanie oszczędności życia na Amber Gold? Samo użycie słowa heroizm nie wystarczy, żeby uznać, że tekst jest o heroizmie. Szczególnie, gdy występuje w tak absurdalnej interpretacji. Wiesz, nie zmusisz czytelnika, by ci uwierzył, chyba że od początku ustalisz autorski autorytet, a to trudna sztuka

 

– czy naprawdę można przymarznąć od dotknięcia ręką kawałka metalu? W ogóle dziwi mnie, co on robi w tych górach w środku zimy, nie miał tam jechać na Bieg Kreta?

 

– mam wrażenie, jakbyś nie był pewien, o czym chcesz pisać, lub też – jakby w trakcie pisania zmienił ci się plan, by mocniej dorobić podkładkę pod konkursowy heroizm, co sugerują zdania z tym słowem ;)

 

– fabuła jest chaotyczna i posiekana, facet planuje wyjazd na Bieg Kreta, a w następnej scenie umiera (skąd on się tam wziął, jak, dlaczego)

 

– matka na drugie miała Ekspozycja (na trzecie Łopata) – rzewna, oklepana historyjka o koledze ze szkoły, którą mama zdecydowała się podzielić ze świeżo odratowanym synem ZUPEŁNIE BEZ POWODU, cóż za zbieg okoliczności

 

– wolałabym, żebyś pogłębił i rozwinął historię Janka, zamiast przeskakiwać z niego na Iwonę, która dostała w krótkim tekście tak niewiele miejsca; nie wykorzystałeś także możliwości by skontrastować postawy matki i Iwony, a był tu naprawdę ładny potencjał

 

– Iwona jest niespójną postacią – w swojej pierwszej scenie martwi się wyjazdem Jurka w góry, bo boi się zdrady, w drugiej scenie – bo boi się o jego życie; to dwie różne postawy i obie wiele mówiłyby o bohaterce, gdyby nie dotyczyły tej samej osoby

 

– nie rozumiem, dlaczego postawa Jurka jest heroizmem; to nie tak, że Trójkąt Sudecki to Himalaje i co chwila ktoś tam umiera; w czasie Biegu Kreta też raczej ludzie nie umierają; latem te góry zdobywa wiele osób. Nie widzę powodu, dla którego Jurek miałby rezygnować ze swojego hobby, a Iwona, wyrzucając za jego plecami zaproszenie jawi się jako toksyczna partnerka

 

 – czy w ogóle na Bieg Kreta wysyłane są zaproszenia? To nie tak, że trzeba się zarejestrować przez internet i zapłacić?

 

– spełnienie warunków konkursowych: mimo powtarzania słowa „heroizm” w tekście ja tego heroizmu tutaj nie widzę, słowo używane jest do opisania postaw, których nie nazwałabym heroicznymi; zamiast trzech gór występuje jedna; fantastyka – jest

 

– językowo w miarę w porządku, parę błędów, literówek, można było czytać bez bólu, ale też – nie było żadnych fajnych, błyskotliwych zdań, ciekawego języka, mądrej frazy; po prostu dobry tekst

www.facebook.com/mika.modrzynska

Co trza, to trza.

“Niestety mało czasu u mnie ostatnio. Toteż moje komentarze będą krótkie, kilkuzdaniowe. Zaręczam jednak, że teksty przeczytałem z taką uwagą i starannością, na jaką było mnie stać!”

 

I dalej:

– “przestrzeń czteropokojowego mieszkania wypełnili jej znajomymi z roku” – raczej: jej znajomi;

– “z muzyką z YoutTube’a” – literówka;

– “Uśmiechnęła się szucznie” – i tu;

– “grubąpolarową bluzę” – i tu;

– “pokażą w Dzienniku telewizyjnym” – tu też;

– “i uśmiechała się smutnie” – raczej: smutno;

– “żeby z pana odwiedzić” – znowu literówka;

– “Celem być Śnieżnik” – a może tak po polsku napisać?

 

Tekst właściwie obyczajowy, ale postacie jakieś grubo ciosane, bez głębi. Motyw fantastyczny trochę na doczepkę. Co gorsza, spora niechlujność językowa. Tak że ten… Szału nie ma, choć czyta się dość płynnie, czasem tylko zacinając!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

@kam_mod

Tak długiej oceny nie sposób zostawić bez odpowiedzi. Większość to oczywiście Twoje odczucia i trudno z nimi polemizować. No bo co odpisać na pytanie, dlaczego Artur i Jagoda rozbierali się przy innych. Oni się nie rozbierali, polecam definicję. Oczywiście do “konsumpcji” na kanapie też jeszcze była długa droga.

 

Zostawmy na boku dłoń zostawiającą plamę. Żeby pojawiła się plama, dłoń nie musi być nawet brudna, wystarczy że jest mokra. I tak można długo, długo wyjaśniać. Ale z uwagi na Twoje oburzenie, pozwolę sobie zwrócić uwagę na poniższy zarzut.

„Heroizm to zrobienie czegoś wbrew logice” – ale dlaczego napisałeś takie słowa i uznałeś, że są dobre, no dlaczego. Czy heroizmem jest rzuceniem fajnej pracy? Przeruchanie koleżanki narzeczonej? Przelanie oszczędności życia na Amber Gold? Samo użycie słowa heroizm nie wystarczy, żeby uznać, że tekst jest o heroizmie. Szczególnie, gdy występuje w tak absurdalnej interpretacji. Wiesz, nie zmusisz czytelnika, by ci uwierzył, chyba że od początku ustalisz autorski autorytet, a to trudna sztuka

Otóż heroizmej jest rzucenie fajnej pracy, żeby zająć się chorą matką, żoną lub kochanką. 

“Przeruchanie koleżanki…” – tu kompletnie nie wiem, o co Ci chodzi. Zawsze myślałem, że dzieje się to poza logiką, na poziomie natury, nad którą trudno zapanować. Z każdej strony oglądam ten argument i zawsze wychodzi, że jest on z jakiegoś innego wymiaru.

Co do Amber Gold nie jestem pewien, bo to chyba dawno temu było, ale raczej inwestowanie w coś, co oferują dużą stopę zwrotu wynikało z logicznych analiz.

Pozalogiczne jest porywanie się na rzeczy, które zdają się znajdować poza zasięgiem, a ich zdobycie jakoby przekracza posiadane doświadczenie, wiedzę i zdolności.

I masz rację, samo powtórzenie słowa “heroizm” nie zawsze wystarcza, można go podtykać Czytelnikowi wiele razy, a on i tak będzie zafiksowany na swojej własnej definicji.

 

nie rozumiem, dlaczego postawa Jurka jest heroizmem; to nie tak, że Trójkąt Sudecki to Himalaje i co chwila ktoś tam umiera; w czasie Biegu Kreta też raczej ludzie nie umierają; latem te góry zdobywa wiele osób.

I tu ja kompletnie nie wiem, o co chodzi @kam_mod. Śmierć w Sudetach i podczas biegu zupełnie mnie nie interesuje. Heroizm Jurka nie wiąże się z biegiem, nawet nie z górami, tylko z pewnym wyrzeczeniem, na które się godzi. 

Tytuł “Odcienie” miał dotyczyć wielości skojarzeń ukrytych pod słowem “heroizm”. Niestety zbyt późno przeczytałem definicję heroizmu, stąd wiem, że postawy, które nazywa się heroicznymi są zazwyczaj aktami odwagi, heroizm bowiem polega na czymś innym. 

 

fabuła jest chaotyczna i posiekana,

Tak sobie zamierzyłem. Takie ujęcie, jak migawki, jak zdjęcia w albumie, pokazujące różne sytuacje, z nadzieją, że w głowie Czytelnika pojawi się spójny obraz. Teraz wiem, że taki obraz się nie pojawił, a tekst się nie podobał. 

 

W jednym z wcześniejszych komentarzy przeczytałem, że “za mało serca w nim było” – i bezsprzecznie jest to jedno z najtrafniejszych podsumowań. I podobną opinię można wyczytać z Twoich uwag.

 

Tak na marginesie, bardzo mi miło, że poświęciłaś czas na przeczytanie tekstu, na zdenerwowanie się na autora i napisanie komentarza. Jaki by nie był, mnie jest miło. :)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

@Staruchu

Co trza, to trza.

“Niestety mało czasu u mnie ostatnio.

Rozpisałem się trochę przy @kam_mod. A z czasem sam wiesz, jak jest. Dlatego dzięki.

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Ktokolwiek zadzwoni, pierwsze pomyślę o Tobie. 

Jejciu, zapisałam się w materii wszechświata ^^

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Tarnino

W wielowymiarowej strukturze wszechświata istniejesz od zawsze. W mojej świadomości, pośród ciepłych skojarzeń – oczywiście dłużej niż ten nieszczęsny tekst, który napisałem. A dzwonek telefonu jest zaledwie przypominaczem. :)

Skądinąd to naprawdę bardzo fajne tango. :)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Corneliusie,

 

W moralnym społeczeństwie porzucenie fajnej pracy dla chorej matki jest logiczne, jeśli nie ma innych opcji. Nie było zresztą takiego przykładu w mojej wypowiedzi, bo to rzeczywiście jest heroizm.

 

Zawsze myślałem, że dzieje się to poza logiką, na poziomie natury, nad którą trudno zapanować.

 

Z jakiegoś powodu większość mężczyzn, którzy mają naturalny odruch przeruchania kobiety, powstrzymuje się z uwagi na: a) niedogodne warunki b) zobowiązania c) brak zainteresowania d) widełki kary za gwałt. Nie jesteśmy małpami, żeby się na siebie rzucać “poza logiką”.

 

Można by znaleźć jeszcze tysiąc przykładów na zachowania “wbrew logice” które nie są heroizmem. Skakanie z torów i uszkadzanie sobie ciała też się wpasowują w tę definicję. Wkładanie głowy do piekarnika. Nie wiem, jak bym na twoim miejscu pewnie stwierdziła, że hm, może definicja była niewystarczająco precyzyjna, a może jednak dotyczyła czegoś innego niż heroizm, no ale to ja.

 

Zostawmy na boku dłoń zostawiającą plamę. Żeby pojawiła się plama, dłoń nie musi być nawet brudna, wystarczy że jest mokra.

Dłoń była lepka od soku, a plama brunatna. Być może miałeś na myśli wodę czy pot, ale dla mnie to było jednoznacznie opisane jako plama w kolorze soku.

 

I tu ja kompletnie nie wiem, o co chodzi @kam_mod. Śmierć w Sudetach i podczas biegu zupełnie mnie nie interesuje. Heroizm Jurka nie wiąże się z biegiem, nawet nie z górami, tylko z pewnym wyrzeczeniem, na które się godzi. 

 

Ponieważ, gdybyś doczytał resztę tego zdania, nie widzę powodu, dla którego Jurek miałby wyrzekać się swojego hobby. Jak przestanę malować farbkami, bo moja partnerka nienawidzi pędzli, to też to będzie heroizm? Pff.

Nie wiem, ile masz doświadczenia życiowego, Corneliusie, ale zachowanie Iwony jest toksyczne. Tak się w zdrowym związku nie robi.

 

 

Mam nadzieję, że wyjaśniłam, miłego dnia!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam_mod

oczywiście, że wyjaśniłaś. Poświęcenie temu tekstowi jeszcze więcej uwagi byłoby czymś gorszym niż płacz nad rozlanym mlekiem, w którym i tak była już niemal sama woda. Trochę nawet źle się czuję z tym, że aż tak Cię zirytowałem. Za to naprawdę miło było czytać Twój komentarz, choć – sama to wiesz – był jaki był.

 

Aha, jeszcze jedno:

zachowanie Iwony jest toksyczne. Tak się w zdrowym związku nie robi.

Tylko po co pisać o zdrowych związkach. Żaden z zaprezentowanych układów nie był modelowy.

 

Udanej niedzieli:)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Nie zirytowałeś, ja mam chyba taki oschły styl pisania komentarzy. A dyskusje na temat opowiadań zawsze w cenie, jakbym nie chciała dyskutować, to bym nie siedziała na forum, tylko czytała ziny :)

 

Tylko po co pisać o zdrowych związkach. Żaden z zaprezentowanych układów nie był modelowy.

Owszem, ale poddawanie się toksycznemu partnerowi ty nazywasz heroizmem, a to już bardzo niedobrze ;)

 

Miłej niedzieli również ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

…no bo już sam tytuł odnosił się do odcieni heroizmu. Chciałem, żeby były to odcienie, nie zaś wyraziste barwy i oczywiste sytuacje. 

Miłych niedzielnych spotkań i ciekawych wrażeń, kam_mod:)

Wrażliwości na słowo i wszystkiego, co jest dobre w moim pisaniu, nauczyła mnie Reg. Dziękuję:)*

Hmmm. Dużo obyczajówki, bardzo dużo. Na szczęście Antek ratuje sytuację.

Z jednym trochę się pogubiłam: Janek wystartował w biegu Kreta czy poszedł sobie sam, na dziko? Jeśli to pierwsze, to nikt go nie szukał, nie sprawdzał, czy zawodnicy odliczyli się w punkcie kontrolnym? I czy te biegi organizuje się przy takim mrozie? Jeśli drugie, to znalezienie zaproszenia jest mylące, IMO.

Taaa, związek toksyczny, chyba lepiej dla bohatera pozwolić mu się rozpaść niż heroicznie walczyć o utrzymanie.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka