- Opowiadanie: ANDO - Life with biomastic, it’s fantastic!

Life with biomastic, it’s fantastic!

Tytuł nawiązuje do piosenki “Barbie Girl” zespołu Aqua, zwłaszcza do wersu “Life in plastic, it’s fantastic!”

Uprzedzając pytania, koncepcja została opisana z punktu widzenia pacjenta, z dużym dodatkiem fantastyki.

Życzę przyjemnego czytania. :)

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Life with biomastic, it’s fantastic!

Żaden z mijanych ludzi nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia kilka lat, ani na mniej niż jakieś osiemnaście. Szczupłe, choć umięśnione ciała, jędrna skóra, sprężysty krok. Eryk wcale się temu nie dziwił. Wiedział, że on i żona prezentują się równie dobrze. Niczym żywa ilustracja hasła z plakatu wiszącego na ścianie szerokiego, przeszklonego korytarza:

„Zero zmarszczek, świetna kondycja, długie życie. Biomastic. Sen stał się jawą”.

Kiedy Eryk otworzył szerokie drzwi, znaleźli się w przytulnej poczekalni z miękkimi kanapami i stojakami pełnymi kolorowych pisemek. W środku czekało już kilka osób, równie młodych, jak mijane wcześniej.

Razem z żoną usiedli na sofie. Ona wyciągnęła mindfon sterowany myślami, on zaczął dyskretnie przyglądać się ludziom. Ktoś miał rękę na temblaku, inny – opatrunek na policzku, ale i tak wyglądali nieźle.

Eryk sięgnął po magazyn o autach. Pośród opisów nowych modeli samochodów biły po oczach reklamy największych osiągnięć z użyciem mieszanek biomasticu:

„Całkowita remisja choroby nowotworowej”.

„Regeneracja zmiażdżonej kończyny”.

„Wyleczenie ciężkiej wady serca”.

Przewrócił stronę. Kolejna reklama, tym razem wczasów na Wyspach Kanaryjskich.

– Patrz, Lena, ale okazja! – powiedział do żony.

– Mhm. – Ledwie zerknęła.

– Przecież marzyłaś, żeby się tam wybrać. Zobacz, jaka promocja! Jedziemy?

– Jak chcesz.

Eryk miał zapytać, co się stało, ale ekran nad drzwiami wyświetlił numer ID Leny.

– Poczekam na ciebie! – zawołała i pobiegła.

Chwilę później nad innym wejściem pojawiło się jego ID.

Wszedł do niewielkiego gabinetu z mnóstwem szafek na ścianach.

– Proszę usiąść – powiedział młody mężczyzna w białym fartuchu. – Eryk Skalski, lat sto cztery?

– To ja.

– W przeszłości regeneracja wątroby, stawów kolanowych, cofnięcie zmian miażdżycowych. Wszystko w ramach ubezpieczenia – mruczał lekarz, patrząc na ekran komputera. – Najnowszy skan ciała sprzed tygodnia: prawidłowy. Badania krwi i moczu w normie. Coś panu dolega?

– Zęby, panie doktorze. Ukruszyły się, kiedy spadłem z roweru i bolą, szczególnie w nocy.

Lekarz założył jednorazowe rękawiczki.

– Proszę otworzyć usta. Tak, przyda się pełna regeneracja jedynek, łącznie z kanałami. Przy okazji zajmiemy się tą zmarszczką pod okiem.

Przygotował zastrzyk, wtłaczając do strzykawki płyn z małej ampułki. Eryk poczuł lekkie ukłucie jak po ugryzieniu komara.

Później lekarz wlał zawartość dwóch białych fiolek do opatrzonego elektronicznymi wyświetlaczami urządzenia w kształcie sześcianu. Zapiszczało, kiedy nowa ampułka była gotowa. Ukłucie w dziąsło. Kolejne. Moment przeszywającego bólu, potem ulga.

– Zmarszczka już zniknęła, a zęby powinny zregenerować się do jutra. Następna wizyta za trzy miesiące. Gdyby coś się działo, proszę dzwonić. – Usłyszał, zanim wyszedł.

*

Eryk uruchomił silnik sportowego samochodu, dotykając brelokiem stacyjki. Na wyświetlaczu kliknął lokalizację „dom”.

– Znów jesteśmy okazami zdrowia – powiedział do żony, włączając klimatyzację. – Pora na zmianę zawodu. Minęło trzydzieści lat, mam prawo do pełnego przekwalifikowania, łącznie ze studiami. Ty chyba też? Pamiętam, że myślałaś o prawie.

– Mhm – mruknęła Lena.

Auto sunęło sześciopasmową szosą, wzdłuż której wznosiły się rzędy przeszklonych drapaczy chmur. Minęli ogromny supermarket przypominający wielopoziomową rezydencję, przejechali obok centrum rozrywki z przestrzennym kinem i działem symulacji cyfrowych.

– Uruchomili już wyprawę na Marsa! Idziemy? – zapytał z nadzieją.

– Może innym razem – odparła.

Nie poznawał jej, zwykle uwielbiała takie atrakcje.

– Lena, co się dzieje?

– Nic – odpowiedziała, próbując się uśmiechnąć. – Po prostu zastanawiam się, do czego to wszystko zmierza. Ciągle jesteśmy młodzi, prawie nieśmiertelni, ale czy kiedyś będziemy mogli powiedzieć, że żyliśmy naprawdę?

– Nie rozumiem…

– Stop, czerwone światło! – zawołał elektroniczny pilot auta.

Eryk wcisnął hamulec, wiedząc, że samochód i tak zwolniłby, gdyby on tego nie zrobił.

Lena wpatrywała się w trójkę osób na przejściu dla pieszych. Mężczyzna i kobieta prowadzili za ręce małą dziewczynkę.

Zorientował się, że chodzi o coś więcej niż tylko niecodzienny widok. Jego żona dosłownie chłonęła oczami drobną sylwetkę z jasnym warkoczykiem. Kiedy mała przewróciła się, a kobieta wzięła ją na ręce, Lena zrobiła gest, jak gdyby chciała przytulić dziecko do piersi.

– Zgłosiłabym nas do losowania – powiedziała.

– Daj spokój, przecież możemy robić tyle innych rzeczy – zaprotestował. – Taki maluch to same obowiązki.

– Nie chcę robić nic innego – spojrzała smutno.

Wyobraził sobie jej milczenie po całych dniach i skapitulował.

 „Szansa, że wylosujemy zgodę na dziecko, jest minimalna” – pomyślał.

– Skoro to dla ciebie takie ważne, kochanie…

Rzuciła mu się na szyję, niemal prowokując wypadek. Dobrze, że samochód automatycznie skorygował tor jazdy.

*

– To okrutne, że nie można mieć dzieci, kiedy i ile się chce – mówiła Lena, robiąc przerwę w przeglądaniu strony internetowej sklepu z wózkami i ubrankami dla niemowląt.

– Popatrz na to z innej strony – odparł Eryk. – Coraz mniej ludzi umiera, a żyjemy znacznie dłużej. Biomastic wyeliminował większość chorób, bezpieczne auta zmniejszyły liczbę wypadków. Gdyby rząd Unii Światowej nie regulował liczby urodzin, groziłoby nam przeludnienie. A tak, jeden zastrzyk i problem z głowy.

– Nic nie rozumiesz – prychnęła i wróciła do przeglądania śpioszków.

*

Eryk otworzył drzwi mieszkania, przygotowany na kolejną rozmowę o wyborze wózka. Kiedy wszedł do salonu pełnego mebli z ekologicznych materiałów, jego wzrok padł na stolik. Na blacie zobaczył białe butki, maleńkie jak dla lalki. Obok leżała sterta kolorowych ubranek, smoczki i gumowe zwierzątka.

„Zaczyna przesadzać” – pomyślał.

– Lena!

Usłyszał odgłos otwieranych drzwi od łazienki. Żona weszła do pokoju ubrana w elegancką, czarną sukienkę, którą tak bardzo lubił. Jej oczy błyszczały.

– Trafiliśmy los! – zawołała, szeroko się uśmiechając. – Od jutra przez tydzień będziemy jeździć na leczenie, a później postaramy się o dzidziusia.

– To… dobrze – powiedział, ale się przestraszył. Dowożenie do jedynej szkoły na drugim końcu miasta, płacz w nocy i kłopoty z zachowaniem, o których czytał w Internecie. Jak sobie poradzą?

*

Lena stała przed lustrem w samej bieliźnie.

– Myślisz, że już widać? – zapytała, dotykając brzucha.

– Ja wiem? Może trochę – powiedział, nie chcąc jej rozczarować. – Przeglądam stronę szpitala. Trochę daleko, sto kilometrów, ale mają tam jedyną porodówkę w okolicy.

– Pokaż!

Zaczęli razem oglądać serwis. Eryk poczuł, że coraz bardziej wciąga go nowa rola.

*

Kiedy Lena obudziła go w nocy, od razu czuł, że stało się coś złego.

– Eryk, mój brzuch! Strasznie boli!

Prędko ubrali się, odpalił auto i wiózł żonę do szpitala.

– Tak bardzo się boję! – szeptała blada.

– Będzie dobrze. Jesteśmy młodzi i zdrowi, a biomastic poradzi sobie ze wszystkim. W szpitalu na pewno nam pomogą – przekonywał Lenę, ale cieszył się, że włączył opcję automatycznego pilota, bo zupełnie nie mógł skupić się na drodze.

*

Siedzieli w domu, na eleganckiej sofie, w ciszy raniącej uszy. Lena kołysała w ramionach małe butki. Eryk pluł sobie w brodę, że nie wyniósł ich do piwnicy razem z resztą niemowlęcej wyprawki. Ogarniała go złość i niedowierzanie, kiedy wspominał słowa lekarza.

„Tym razem biomastic nie dał rady. Za późno, przykro mi”.

Spojrzał na żonę. Nawet nie płakała, tylko trwała w milczeniu, tuląc te butki, a to wydawało się o wiele gorsze.

– Kupię bilety na Wyspy Kanaryjskie, chcesz? A za miesiąc możesz zacząć przekwalifikowywać się na adwokata. Pamiętasz, marzyłaś o tym?

Wzruszyła ramionami.

– Za rok nowe losowanie – odezwała się schrypniętym głosem, jakby zza grobu.

Wiedział, że prawdopodobieństwo trafienia zgody na dziecko dwa razy z rzędu było mniejsze niż wygranej w totolotka. Nie potrafił odebrać jej nadziei.

– Rok szybko minie – powiedział i objął ją ramieniem. Z przerażeniem pomyślał, że czeka ich jeszcze bardzo wiele pustych lat.

Koniec

Komentarze

Rzuciły mi się w oczy dwie usterki:

nie wyglądał na więcej nie dwadzieścia kilka lat

Tu się wkradła literówka – > “niż”

 

zgody na dziecko dwa razy pod rząd było mniejsze niż wygranej w totolotka

powinno być “z rzędu”

 

Przeleciałam tekst bardzo szybko i z przyjemnością, choć początek stylistycznie wyglądał gorzej, a może tylko mi się zdawało, bo jest dość statyczny, ale później coraz lepiej. Skojarzyło mi się z podobno hemingweyowskimi bucikami (”Sprzedam dziecięce buciki, nigdy nie noszone”).

Cieszę się, że tu zajrzałam!

 

 

 

Ładnie napisane, przeczytało się samo a wizja przyszłości do zaakceptowania – to na plus.

Na minus – za bardzo przesłodzone i z przewidywalnym zakończeniem.

Jest taki konkurs: 

https://projektutopia.pl/?fbclid=IwAR0vxXkO3Pc2GQzCC-xdDIdwZgmyYo0e_Ycm_sdisWTg7TmyxfCQr3j7GVo

Jeśli zmienisz zakończenie na szczęśliwy poród bobaska, to opowiadanie wpisze się idealnie w temat. smiley

Napisz opowiadanie, którego akcja osadzona jest w niedalekiej przyszłości, dotyczy pozytywnej przemiany społecznej oraz drogi, którą trzeba przejść, by ją osiągnąć.

Opowiedz nam o ludziach, którzy wspólnie żyją, uczą się i pracują, by zmienić świat wokół siebie.

Zwróć uwagę na wartości, którymi kierują się bohaterowie; na praktyki, które stosują; na indywidualne i społeczne procesy, które zachodzą w świecie przedstawionym.

Niech to będzie odważna, pełna wyzwań wizja przyszłości, która ma szansę stać się rzeczywistością.

Słowem – opisz nam świat, z którego można być dumnym!

 

Niezła wizja przyszłości.

Wydaje mi się nieco zbyt optymistyczna, jeśli chodzi o rozwój medycyny (zwłaszcza w ramach NFZ, cha, cha, cha!), ale przełamujesz to wielką wadą tego systemu. Dobra robota.

Owszem, jeśli mielibyśmy żyć wiecznie, to trzeba jakoś ograniczyć urodzenia.

Faktycznie, może przywodzić na myśl buciki pana H.

Babska logika rządzi!

Fryndzel, cieszę się, że tekst Ci się spodobał.

 

Fizyku, wiem o tym konkursie, ale tam potrzebne są bardziej rozbudowane i pozytywne wizje, a u mnie cukierkowo jest głównie w reklamach. W praktyce okazuje się, że bywa różnie. Gdyby tekst był dłuższy, pewnie zebrałoby się więcej przypadków, kiedy biomastic nie zadziałał lub pojawiły się efekty uboczne. W nowoczesnych autach część opisanych rozwiązań jest dostępna już teraz albo bliska realizacji.

 

Finklo, dziękuję za klika. Fakt, trochę fantastyczny wyszedł ten postęp, przynajmniej w reklamach i z NFZ-tem (nie mogłam się powstrzymać).

O bucikach wcześniej nie czytałam. Ech, i bądź tu człowieku oryginalny, skoro wszystko już kiedyś było. ;) A mogłam napisać o śpioszkach albo o grzechotce. Trudno, nie będę już zmieniała.

Podoba mi się wizja świata. Co prawda faktycznie bardzo optymistyczny rozwój medycyny, ale ogólne założenia zrealizowane nieźle – przedstawiasz pomysł rozwoju, opisujesz jego wpływ i zalety dla społeczeństwa, a na koniec pokazujesz wady i ciężar, jaki odciska na jednostkach. Teoretycznie wszystko to, co powinno być w takim tekście.

Tylko samo wykonanie trochę mi tu zgrzyta. I to już od samego początku. Rozpoczynasz akapitem:

Żaden z mijanych ludzi nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia kilka lat, ani na mniej niż jakieś osiemnaście. Szczupłe, choć umięśnione ciała, jędrna skóra, sprężysty krok. Eryk wcale się temu nie dziwił. Wiedział, że on i żona prezentują się równie dobrze. Niczym żywa ilustracja hasła z plakatu wiszącego na ścianie szerokiego, przeszklonego korytarza:

„Zero zmarszczek, świetna kondycja, długie życie. Biomastic. Sen stał się jawą.”

I jakoś to brzmi zupełnie nienaturalnie. Piszesz z perspektywy Eryka, ale opisujesz rzeczy, które zupełnie go nie dziwią i są dla niego absolutnie naturalne. W związku z tym nie bardzo miałby powód o nich myśleć, a szczerze mówiąc, nawet nie bardzo widzę szanse na to, że w ogóle by je dostrzegał. I jako czytelnik od początku wkraczam w opowiadanie z towarzyszącym mi dysonansem.

Piszesz o przyszłości odległej o sto lat, a jednocześnie rzucasz takimi hasłami jak “smartfon” czy “samochód hybrydowy” – wydaje mi się niezbyt prawdopodobne, że za sto lat takie wynalazki wziąć będą w użyciu i będą tak się nazywać.

No i widać niestety bolesny limit, przez co zagranie na emocjach, które powinno być główną siłą tego tekstu, nie działa tak dobrze jak powinno. Generalnie jednak całkiem przyjemny tekst. 

Dołączam do grona usatysfakcjonowanych lekturą czytelników. Wyjątkowo spodobała mi się Twoja optymistyczna wizja przyszłości :) Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek i powodzenia w konkursie :)

Arnubisie, cieszę się, że wizja świata Ci się spodobała.

Piszesz o przyszłości odległej o sto lat, a jednocześnie rzucasz takimi hasłami jak “smartfon” czy “samochód hybrydowy” – wydaje mi się niezbyt prawdopodobne, że za sto lat takie wynalazki wziąć będą w użyciu i będą tak się nazywać.

Myślę, że nazwy pewnych rzeczy się nie zmienią. Widać z opowiadania, że auto hybryda nie będzie dokładnie tym samym, co obecnie. Smartfon pewnie też nie. NFZ też się przekształcił. ;) Za mało miejsca, żeby to dokładnie opisywać.

Piszesz z perspektywy Eryka, ale opisujesz rzeczy, które zupełnie go nie dziwią i są dla niego absolutnie naturalne.

Eryk przygląda się też ludziom w poczekalni. Widać, lubi obserwować innych. Poza tym, obserwowanie mijanych ludzi wydaje się naturalne, przynajmniej niektórzy tak mają.

Jeśli chodzi o emocje, czasem wystarczy kilka słów, nie są potrzebne długie przemowy.

Dzięki za odwiedziny i przeczytanie tekstu.

 

Katio, dziękuję za odwiedziny i klika. Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało.

Dobrze, że to się tak skończyło, bo jak dla mnie było za dużo lukru ;)

Czytało się płynnie. Myślę, że taka przyszłość jest całkiem możliwa, chociaż czy dla wszystkich… Nie wiem. Dodałabym trochę goryczy, ale to twoja opowieść, Ando. :)

Niezłe opowiadanie.

Pozdrawiam :)

Skojarzyło mi się z “FUTU.RE” Dmitrija Głuchowskiego, gdzie poruszony był podobny dylemat. To trudna rzecz do upchnięcia w tak krótkim limicie, tutaj nawet się udało, choć końcowy fragment był mocno poszatkowany gwiazdkami, jakoś psuło mi to harmonię kompozycji.

Biomastic odbieram jako symboliczną wizję panaceum, złudnej nadziei, która jednak nie zawsze daje ukojenie.

Kilka rzeczy zgrzytało mi w konstrukcji świata przedstawionego, choćby wspomniane przez Arnubisa anachronizmy.

 

Sugestie poprawek:

 

Pośród opisów nowych modeli samochodów hybrydowych[-,] biły po oczach reklamy największych osiągnięć z użyciem mieszanek biomasticu:

Zbędny przecinek, nie mamy tutaj do czynienia ze zdaniem złożonym (jest tylko jedno orzeczenie – biły), a okolicznika miejsca w tym wypadku nie trzeba wydzielać.

 

– Patrz, Lena, ale okazja! – powiedział do żony.

– Mhm. – Ledwie zerknęła.

– Przecież marzyłaś, żeby się tam wybrać. Zobacz, jaka promocja! Jedziemy?

– Jak chcesz.

Eryk miał zapytać, co się stało, ale ekran nad drzwiami wyświetlił numer ID Leny.

– Poczekam na ciebie – powiedziała i pobiegła.

Chwilę później nad innym wejściem pojawiło się jego ID.

Wszedł do niewielkiego gabinetu z mnóstwem szafek na ścianach.

– Proszę usiąść – powiedział młody mężczyzna w białym fartuchu. – Eryk Skalski, lat sto cztery?

Trzy powtórzenia powiedział na niewielkim dystansie, poszukałbym jakichś zamienników.

 

Najnowszy skan ciała sprzed tygodnia, prawidłowy.

Przecinek nie bardzo pasuje mi tutaj do wydzielenia ostatniego słowa. Dwukropek wyglądałby chyba trochę lepiej, najlepiej półpauza, ale że to dialog, to mogłoby się pomieszać z półpauzą wprowadzającą didaskalia. Można w sumie też opuścić znak interpunkcyjny, takie komunikaty często bywają recytowane jednym tchem.

 

Gdyby coś się działo, proszę dzwonić. – Usłyszał, zanim wyszedł.

*

Eryk uruchomił silnik sportowego samochodu, dotykając brelokiem stacyjki.

Dodałbym po pustym wierszu odstępu między tekstem a asteryskiem.

 

Minęli ogromny supermarket[-,] przypominający wielopoziomową rezydencję

Tu przecinek raczej do usunięcia, “przypominający…” jest przydawką integralną, a nie dopowiadaną. 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Bardzo udane opowiadanie, ANDO :) Ukazałaś dość prawdopodobną wizję przyszłości w przystępny sposób. Niestety widać okrojenie tekstu, tekst składa się jedynie z ważnych scen, pomijając “smaczki”, ale limit jest niemiłosierny, więc wszystko rozumiem. Plus za zakończenie; popieram Sarę – łyżka goryczy jest jak najbardziej na miejscu.

 

Ode mnie klik :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy, Wickedzie, dziękuję za kliki.

Sonato, miło, że przeczytałaś.

Dużo osób pisało, że życie w mojej wizji wygląda cukierkowo. Nie wiem, czy chciałabym żyć w taki sposób, trochę jak plastikowa lalka. Z drugiej strony, może własne życie i zdrowie jest cenniejsze niż posiadanie rodziny.

Poprawię przecinki po powrocie do domu.

Cieszę się, że żyjesz po przeprowadzce ;)

Świetnie się czytało, choć ten optymizm mnie nie przekonał.

Oczywiście takie technologię mogę sobie wyobrazić, ale systemu, który sprawiedliwie by jej rozdzielał – niestety nie. Poza tym z takimi technologiami, a Mars w opowiadaniu jest już dostępny, problem przeludnienia nie powinien być aż tak poważny.

Najbardziej nierealni są tu ludzie, którzy otoczone tyloma wygodami powinni szybko degenerować i wariować z nudów. Nawet teraz to widać. Opisany przez Ciebie świat to prawie mysi raj Caulhona https://pl.sputniknews.com/swiat/201808188619293-eksperyment-myszy-apokalipsa-koniec-swiata-sputnik/

Nikolzollernie, Mars jest symulacją cyfrową – rozrywką. Dzięki za komentarz.

Fajnie, że opowiadanie opiera się w dłużej mierze na dialogach. Do tego zgrabnie napisanych. Dzięki temu szybko i płynnie się czyta. Bardzo podobała mi się też ekspozycja, wprowadzanie i pogłębianie warstw rzeczywistości w ramach konkretnych scenek. Bez męczących info dumpów. A sam pomysł na świat – całkiem, całkiem.

 

To, co mi się nie podobało, to bardzo uproszone sprowadzenie życiowego szczęścia do kwestii posiadania/nie posiadania dziecka. Nie wszyscy potrzebują mieć dziecko, aby czuć się spełnionym, więc to była taka mocno uproszczona wizja. Do tego bardzo “po bożemu” zaprezentowano bohaterów. Kobieta – tradycyjna kobieta, bardzo emocjonalna, która marzy o dziecku; i mężczyzna – tradycyjnie ten racjonalny, który za bardzo dziecka nie chce. Przesłanie utworu robi się przez to bardzo czarno-białe i mało finezyjne.

Wracam z dłuższymi komentarzami.

 

Wickedzie, myślę, że za sto lat będą auta hybrydowe, być może też smartfony, chociaż inne niż teraz. Nie mam jak tego opisać, więc zrezygnowałam z hybryd (z żalem) i zamieniłam smartfon na telefon. Dzięki za łapankę, już poprawione.

Nie wiem, o co chodziło z dodawaniem odstępów.

 

Sy, zgadza się, limit wymusił cięcia. Dziękuję za miłe słowa.

 

Nikollzollernie, przynosisz wizję prawdziwej apokalipsy. ;) Pewnie nudziłoby się ludziom przy tak długim życiu, stąd w opowiadaniu ważna rola rozrywek. Mogą też zmieniać ścieżki kariery. Ale masz rację, to nie jest idealne życie. Co do charakteru ludzi – przedstawiam historię dwojga z nich, oni akurat tak się zachowują, inni – być może zupełnie inaczej.

 

Killman, miło, że wpadłeś. Myślę, że każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na pytanie o życiowe szczęście, dlatego nie będę wypowiadała się na ten temat.

Limit sprawił, że łatwiej było mi zbudować właśnie takie postacie kobiety i mężczyzny.

 

 

 

 

 

Przed potopem ludzie żyli jeszcze dłużej, ale w rezultacie nadawali się tylko do utopienia. :(((

Fajna, zamknięta historia. Czy optymistyczna? Niekoniecznie. Podobało mi się, że udało Ci się w prosty, nieskomplikowany sposób pokazać świat, bohaterów i akcję.

Klika już nie potrzebujesz:)

PS. Cieszę się, że będę komentować w piątki razem z Tobą!:) Muszę jeszcze sprawdzić, z kim jeszcze?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Saro, dziękuję za polecenie do biblioteki.

 

Nikolzollernie, bardzo jestem ciekawa Twojej wizji przyszłości. Zdążyłbyś jeszcze napisać opowiadanie na konkurs.

 

Asylum, jeszcze NoWhereMan jest w piątkowej ekipie. Też się cieszę, że będziemy komentować w ten sam dzień. Będzie się działo na SB. ;) Dzięki za odwiedziny.

 

Wyjeżdżam wkrótce na urlop. Nie zdążę.

Wy pod tekstami komentujcie, a nie na SB. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo:), znasz mnie już troszkę, może niekiedy wpuścimy się w offtopy, za pozwoleństwem – naturalnie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Teksty też będziemy komentować. :)

Fajnie i porządnie przemyślany utwór. Podoba mi się. Trochę krótkie te fragmenty, ale rozumiem ograniczenia limitu. Co prawda poza biomastickiem, to reszta już taka futurystyczna nie jest, a z NFZ przesadziłaś, nie tak dawno go jeszcze nie było i za chwilę znowu nie będzie.

Ale co tam, sumarycznie tekst się broni, jest spójny i niesie ze sobą konkretną wizję. Dobra robota.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hej ANDO!

Bardzo przyjemny i lekki tekst. To znaczy nieco smutny, łącznie z zakończeniem, ale gładko napisany i fajny. Z drobnostek:

Przewidywalny koniec, choć mimo to nie odebrał mi przyjemności z lektury. NFZ refundujące takie zabiegi? No, albo wielce optymistyczna wizja przyszłości albo wizja świata za 500 lat :P Choć prędzej powinien 10 razy upaść. Trochę raziły mnie na początku gazety i telefon. Osobiście wątpię, że w świecie, w którym ludzie byliby już niemal nieśmiertelni mając lekarstwo na większość chorób nadal czytaliby gazety i korzystali z telefonów. Pewnie jedno i drugie istniało by w jakiś sposób, ale w zupełnie innej formie i z inną nazwą.

Ale ogólnie bardzo na plus!

Pozdrawiam:)

Darconie, cieszę się, że moja wizja Ci się spodobała. Zostawiłam pewne odniesienia do teraźniejszości, żeby tekst był bardziej wiarygodny.

 

Realuc, dzięki za odwiedziny i komentarz. Wcześniej zamiast telefonu był smartfon. Nie chciałam tłumaczyć technologii, stąd ogólne określenie. Nad gazetami się zastanawiałam. Istnieją już bardzo długo, a w poczekalni pełnią rolę reklamy. Myślę, że właśnie w tym kierunku będą zmierzać pozostałości prasy.

Podobało mi się, choć na początku tekstu opanowało mnie nieprzyjemne przeświadczenie, że optymistyczna wersja przyszłości to tylko wierzchnia warstwa, pod którą kryje się coś niepokojącego. Od razu zacząłem się zastanawiać jak ja zareagowałbym na taką "prawie nieśmiertelność". Biomastic odbieram jako doskonale uzależniający środek (bo kto nie chciałby być młody) i maszynkę do zarabiania pieniędzy.

Co do smartfonów i tym podobnych to ja rozumiem to w ten sposób, że mimo upływu lat i nowinek technicznych ludzie dalej wolą korzystać z tych, które znają z młodości. Coś jak korzystanie z telegazety w dobie internetu.

Oczywiście duży plus za tytuł 

Przyjemnie się czytało. :)

Zmieniłam telefon na mindfona i gazety na pisma reklamowe.

Fladrifie, Homarze, cieszę się, że tekst się spodobał.

Widzę Twoje opowiadanie jako metaforę, ANDO. Biomastic robi wrażenie, a stworzenie działającego NFZ-u to już w ogóle najwyższy poziom fantastyczności jaki może istnieć ;)

Po lekturze jednak zostałam z rozczarowaniem. Cenię przełamanie schematu i wprowadzenie zaniepokojenia. W tym opowiadaniu wybrałaś dramat małżeństwa idący w raczej utartą ścieżkę. Ona chce dziecka, a on nie. Odwrotnie miałabym tą samą refleksję. Ale to już moje subiektywne, nie musisz tego brać sobie do serca ;) No i ten limit – też miał wpływ na opowiedzenie historii. 

Deirdriu, przyjmijmy, że NFZ to fantastyka dalekiego zasięgu. ;)

Wybrałam takich bohaterów, bo chciałam zachować jak najwięcej znaków na opisanie wizji przyszłości bez infodumpów. Twoje rady przydadzą się w następnych tekstach.

 

Temat wyeksploatowany, ale ciekawie go ujęłaś i bardzo sprawnie napisałaś.

Jedno mnie tylko zastanawia, tak na marginesie, ale właśnie sobie uświadomiłam, że to przypadłość wielu tego rodzaju antyutopii. Skoro są te panacea i inne sterowania biologią, to dlaczego w społeczeństwie, w którym dzieci mogą mieć tylko nieliczni, nie wyłącza się większości ludzi jakichś przekaźników w mózgu czy hormonów, które odpowiadają za potrzeby macierzyńskie? Nie wierzę, żeby się nie dało, bo przecież są ludzie takich instynktów pozbawieni (mówię z autopsji). To by w dodatku dodawało antyutopijności ;)

Ale tak poza tym – podziwiam, że upchnęłaś tyle treści w ten koszmarny limit, zawsze mam wrażenie, że innym się te szorty udają, a ja ledwie napiszę jedną scenę, to już mam 80% znaków :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, dziękuję za komentarz.

Nie mogą wyłączyć hormonów, bo wtedy organizmy zaczęłyby się szybciej starzeć. Poza tym, taki hormon, np. oksytocyna, nie działa na jedną rzecz w izolacji, ale na wiele procesów jednocześnie.

O psychice nie napisałam celowo. W tym świecie choroby psychiczne i zaburzenia osobowości nadal istnieją, żeby było bardziej upiornie. ;) Biomastic nie leczy duszy.

Część ludzi z mojej antyutopii pewnie nie odczuwa potrzeby posiadania dzieci, jak w każdym społeczeństwie. Myślę, że to kwestia wielu różnych czynników, (np. przekonań, systemu wartości, emocji, doświadczeń życiowych), nie tylko hormonów.

Władze z opowiadania jeszcze nie doceniają potrzeb macierzyńskich, bo wiele osób zachłysnęło się nowymi możliwościami, korzystają z życia i nie myślą o powiększaniu rodziny.

ANDO, chodzi o dodanie entera odstępu pomiędzy tekstem a gwiazdką/gwiazdkami dla zwiększenia czytelności. W publikacjach z reguły to wygląda tak (posłużę się opowiadaniem Drakainy z “Dragonezy” jako przykładem, akurat miałem plik pod ręką):

 

 

Zgodnie z wytycznymi składu w otwierającym wierszu po gwiazdkach nie ma wcięcia akapitowego, ale na portalu raczej nie ma konieczności usuwania tego wcięcia (szczerze pisząc, to nawet nie wiem, czy w ogóle da się to zrobić). 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No, jeśli stulatkowie jeszcze żyją, to program musi działać już od jakiegoś czasu.

Babska logika rządzi!

Wickedzie, chyba nie da się usunąć wcięcia w akapicie, edytor formatuje to automatycznie. Dzięki za wyjaśnienia.

 

Finklo, “niedługo działa” w sensie: kilkadziesiąt lat.

Jak dla mnie bardzo dobrze napisane, ani chwili nudy podczas lektury :)

Z ciekawości – oni mają żyć wiecznie, czy długo?

Lekki tekst biorący dosyć ciekawy temat, jakim jest rodzicielstwo w świecie długowiecznych ludzi. I choć ujmuje go tylko w małym aspekcie, to jednak pokazujesz związane z tymże emocje oraz co się stanie, gdy dojdzie do niepowodzenia.

Swoją drogą aż prosi się o rozwinięcie, jak będzie wyglądało rodzicielstwo, psychologia rodziny, gdy mamy długo żyjące byty, które poświęcą raptem dwadzieścia parę lat na wychowanie potomstwa, nim to wyruszy swoją drogą. I jak te więzy będą trwać/degradować się w czasie. Ech, dywagacje.

Technicznie czyta się okej. Nic jakoś nie uwierało.

Tak więc dobry koncert fajerwerków, z pomysłem na pokazanie sprawy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ago, dziękuję za miłe słowa. Nie wiadomo do końca, ile będą żyli, system działa za krótko. Myślę, że jakieś dwieście lat na pewno, o ile nie pojawią się skutki uboczne biomasticu.

 

NoWhereMan, cieszy mnie Twoja opinia. Zabrakłoby mi znaków na rozwinięcie tych ciekawych tematów. Myślę, że ludzie będą coraz bardziej samotni, bo część rodziny w końcu wymrze.

 

Temat nie nowy, ale ładnie pokazany. Podobało mi się, jak pokazałaś emocje Leny w tak ograniczonym limicie. Dobry tekst.

 

NFZ skoro mamy rząd światowy?

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irko, dziękuję za komentarz.

NFZ skoro mamy rząd światowy?

Niekonsekwencja się wkradła. Zmieniłam na “ubezpieczenie”.

Jeśli można majstrować w mózgach, pozbywać się chorób nowotworowych ot tak, to jaki problem z wybraniem odchodowanego malucha z in vitro, za pieniądze, które mają. Nie wierzę w losowania. Rządzą pieniądze.

W tym świecie jest tak dużo ludzi, że władze limitują normalne rozmnażanie. In vitro jest zakazane. Myślę, że cena pozyskania dziecka w jakikolwiek sposób byłaby kosmiczna na czarnym rynku, a później byłyby kłopoty prawne. Ewentualnie można pomyśleć o kupieniu wyniku losowania, ale to temat na dużo dłuższą historię.

Zwykle w wypasionych społeczeństwach problem przeludnienia nie występuje – odwrotnie problemem jest ujemny przyrost ludności. Ludzie stają się leniwi, wygodni i lękliwi.

Jeszcze jednym problemem po dłuższym zastanowieniu się, wydaje mi się stan psychiczny ludzi po stu latach życia, choć nadal posiadają zdrowe ciała. Duszy nie da się tak odmłodzić. Pozostają bolesne doświadczenia, pamięć, zmęczenie życiem, rozczarowania. Bohaterowie nie “wyglądają” mentalnie na więcej niż 40-50 lat. Czy psychikę im tam też resetują?

Przeczytaj ostatnią scenę i pomyśl, co będzie się działo z psychiką bohaterów po stracie dziecka. Stąd mowa o "pustych latach". Okrucieństwo świata z opowiadania m. in. na tym polega, o czym piszesz. Tych dwoje wcześniej nie miało traum, pokazuję ich w momencie, kiedy takie doświadczenie napotkali.

Odnośnie przeludnienia – jest konsekwencją tego, że ludzie dużo dłużej żyją. Przyrost naturalny regulują władze.

Jeszcze zdążysz napisać własną wizję na konkurs, mogłaby być ciekawa.

Wiedziałem, że za dobrze się zaczęło! Wiedziałem! Ach, to życie – zawsze coś nie idzie po myśli człowieka… Cóż muszę powiedzieć, że pomysł dramatyczny nie leży w granicach moich zainteresowań, ale sam wątek futurystyczny już tak. Trudno powiedzieć, aby lektura była przyjemna, ponieważ opowiada smutną historię, niemniej to było całkiem dobre opowiadanie. Ciekawie wyszedł motyw z formułą na biomastic, równie ciekawa była wizja przyszłości, dająca tyle możliwości. Ta futurystyczna część wybrzmiała bardzo dobrze w ramach opowiadania, ale również w ramach konkursu. Nieco gorzej wyszedł dramat Leny i Eryka, być może ze względu na brak miejsca do szerszego przedstawienia problemu, lecz nieco gorzej od bardzo dobrze, to jest przynajmniej nieźle albo lepiej ;)

 

Pozdrawiam :)

Niezły tekst, dotykający już teraz obserwowanego problemu z narastającą wręcz epidemią niepłodności. Jak trafnie zauważyłaś, problem o tyle bolesny, że im dłużej będziemy żyć w “stanie dość dobrym, by dalej próbować”, tym trudniej będzie godzić się z porażkami.

Technicznie bardzo dobrze, poprawnie i schludnie, ale tekstowi lepiej zrobiłaby kropla indywidualnego szaleństwa językowego, jakieś draśnięcie pazurem osobowości, by wybił się z tła futurystycznych wizji świata technologicznie ulepszonego człowieka.

Powodzenia w konkursie, oby wyniki były biomastic and fantastic

Mersayake, dzięki za miłe słowa.

 

Wiktorio, cieszę się, że tekst Ci się spodobał.

tekstowi lepiej zrobiłaby kropla indywidualnego szaleństwa językowego, jakieś draśnięcie pazurem osobowości, by wybił się z tła futurystycznych wizji świata technologicznie ulepszonego człowieka.

Nie bardzo zrozumiałam. Czy chodzi o styl całego opowiadania, czy o indywidualność w języku poszczególnych bohaterów?

Jedną z najfajniejszych możliwości, jakich dostarcza fantastyka, jest szansa skonfrontowania nieosiągalnych marzeń i pragnień z rzeczywistością.

Nie jest to zabieg nowy, ale i marzeń do “obalenia” sporo. Nieśmiertelność, niewidzialność, czytanie w myślach… Wszystko to czekało (albo wciąż czeka) na takie właśnie zderzenie z realizmem. Odarcie z pewnej “mityczności”.

Ty porywasz się tutaj na taki właśnie zabieg, za cel obierając sobie długowieczność. Jedną, krótką wymowną historią odzierasz ją z idealności, obrazu pożądania jako czegoś jednoznacznie dla człowieka dobrego. Bo zbiorowa długowieczność, jak wszystko, ma tyle samo wad, co i zalet. I jak pokazuje Twój szort, wystarczy jeden przykład, by to unaocznić.

Pominę samą prezentację świata w tekście. Opowiadanie jest krótkie, więc i ja nie chcę się zbytnio rozpisywać. Fundamentem opowiadania jest niejako takie stwierdzenie: “Spójrzcie, o czym marzycie!”. Piszę oczywiście w pewnym uproszczeniu. Tym nie mniej, myślę, że mogę sobie na takie określenie pozwolić. W końcu, któż nie chciałby świata długowiecznych? Któż nie chciałby świata, w którym można żyć dłużej? 

I kto tak naprawdę zastanowił się, jak wyglądałoby urzeczywistnienie tego marzenia? Jakie przyniosłoby konsekwencje. 

Wybrzmiewa z tego Twojego szorta taka naprawdę stara, mocno paradoskalna i pokręcona prawda, że jedną z największych wartości życia jest jego kruchość. Bo to ona nadaje życiu znaczenia, itd. Pisać można długo.

Jak wspomniałem, skupiam się tylko na tym jednym, wiodącym dla szorta elemencie, bo też i nie zamierzam ścigać się z Autorką na długość tekstu. I tak już ten komentarz rozrósł mi się ponadplanowo. :)

Miałem tu wpaść w ramach akcji: “streść się!”. Możesz sobie dopowiedzieć, ile mi z tego wyszło. ;-)

Słowem: niezły szort. O czymś. Z konkretnym konceptem. Tyle bym od tej formy wymagał i tyle w sumie dostałem.

O samej wizji świata można by dyskutować, czy na pewno wyglądałby tak, czy może jednak trochę inaczej, ale z perspektywy koncepcji tekstu nie wydaje mi się to sprawą kluczową. Opowiadanie prezentuje pewien problem i to na nim skupia się uwaga czytelnika. Świat jest tu w sumie pewną dekoracją, elementem drugorzędnym.

Tyle. 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Mam mieszane uczucia. Wizja przyszłości jest tu interesująca, napisane jest solidnie. Tylko fabuła i para bohaterów wydają sie nieco generyczni. W sumie, to może się czepiam, bo jak pokazać taki temat, ja nie za pomocą pary, która stara się o dziecko? Wiesz, wydaje mi się, że intrygująco mogłoby tutaj wypaść większe wyeksploatowanie tego, że oni są bardzo starzy. Gdyby rozwinąć ten wątek, gdyby ugryźć jakoś ten ich wiek i pokazać, jak on sie odbija na psychice? 

pozdro :P

 

Łosiocie, dzięki za komentarz. W moim zamyśle miało być zderzenie sielankowej (plastikowej) egzystencji z problemem życiowym. Do czasu utraty dziecka Eryk i Lena myśleli głównie o rozrywkach i karierze, stąd ich mentalny wiek, znacznie młodszy od metryki.

Urwał mać i cholipa! Nie, nie chcę inspiracji muzycznych, tłumaczeń nawiązań muzycznych i w ogóle nawiązań filmowo-muzycznych. To jest Twoja indywidualna sprawa, Autorze! Chcę swoje. #reklamacja.

 

@Nikolzollern

(…) odwrotnie problemem jest ujemny przyrost ludności. Ludzie stają się leniwi, wygodni i lękliwi.

A tam, pitolenie. Z wygodnictwem mogę się zgodzić, ale przyczyny spadającego przyrostu naturalnego w zamożnych społeczeństwach o zwiększonej długości życia wydają się być bardziej skomplikowane. Możesz poszukać opracowań demograficznych, a na szybko pigułka przybliżające tylko niektóre z nich: https://www.bbc.com/news/health-46118103 i https://www.bbc.com/news/world-39211144. Nie siać mi tu niepotwierdzonej propagandy pod płaszczykiem stwierdzeń autorytarnie serwowanych!

 

@ANDO

 

Ładnie, poprawnie napisane, ale na kliszach. I klisz tych nie przełamujesz do końca. Pozytywna, optymistyczna przyszłość, homeostaza populacyjna, ona chce bobo, on nie bardzo, nie wyszło, biomastic nie dał rady, dramacik (którego, notabene, nie rozwijasz, zostawiasz mocno otwarte zakończenie). Nie padają ciekawe pytania. Nie pojawia się nic poza kliszami. Przyjemnie się czyta, ale w głowie nie zostaje.

 

 

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish, dzięki za przeczytanie i komentarz. Nie dało się bardziej rozwinąć wątków ze względu na limit. Dlatego opisałam typową parę. Lena zapytała, czy to jest prawdziwe życie. Według mnie, padło jedno z ważnych pytań. Poza tym, najważniejsza była wizja świata i związana z tym jakość życia. Jak dla mnie, mocno dyskusyjna i nie do końca optymistyczna.

No, optymistyczna w tym sensie, że nie kończy się zagładą ludzkości; pozytywna – bo mamy fantastic biomastic! A czy ludzkość owa jest szczęśliwa, to, cytując słońce narodu, jest już “insza inszość”.

ANDO, czy nasze życie, obecnie, jest prawdziwe?

Bez rozwinięcia tego pytania ono jest takie ogólne, takie miotnięte w eter… Dlatego napisałem o kliszach nie poprzełamywanych. Ale masz warsztat, w którym już możesz nad nimi pracować ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajne :)

Przynoszę radość

Anet, cieszę się, że fajne. :)

 

Psychofishu, zgadza się, pytanie o prawdziwe życie jest ogólne. Historia bohaterów pokazuje, co to oznacza dla nich. Chciałam uniknąć moralizowania, łopatologii, nie narzucać interpretacji czytelnikom.

ANDO, czy nasze życie, obecnie, jest prawdziwe?

Myślę, że nie każdego. Co to oznacza, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, zgodnie z własnym systemem wartości. Czy myślisz, że lepiej by było zamienić w tekście wyraz “prawdziwe” na “wartościowe”?

 

CM, poprzednio nie przewinęłam całej strony, dlatego odpowiadam dopiero teraz.

Trafiłeś w dziesiątkę z opisem świata w opowiadaniu, lepiej bym tego nie ujęła. Dzięki za rozbudowany komentarz.

Nie wiem, ANDO. Jaki jest system wartości bohaterki zadającej pytanie? Może powinno brzmieć inaczej, mniej ogólnie i górnolotnie? A czy ono w ogóle musi tak jawnie paść z jej ust? 

 

– Lena, co się dzieje?

– Nic – odpowiedziała, próbując się uśmiechnąć. – My wciąż młodzi, nieśmiertelni, po prostu… zastanawiam się, do czego to wszystko zmierza. 

– Nie rozumiem…

– Stop, czerwone światło! – zawołał elektroniczny pilot auta.

Eryk wcisnął hamulec odruchowo, mimo, że samochód i tak zwolniłby, gdyby tego nie zrobił.

Lena wpatrywała się w trójkę osób na przejściu dla pieszych. Mężczyzna i kobieta prowadzili za ręce małą dziewczynkę.

Zorientował się, że żona dosłownie chłonęła oczami drobną sylwetkę z jasnym warkoczykiem. Kiedy mała przewróciła się, Lena drgnęła, jakby chciała wstać i pomóc kobiecie podnoszącej i przytulającej dziecko.

– Zgłosiłabym nas do losowania – powiedziała.

 

A jak połamać te klisze – to dyskusja na kiedy indziej ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

“Ktoś miał rękę na temblaku, inny – opatrunek na policzku, ale nawet z tymi ranami wyglądali nieźle” – ran, de facto, nie było widać żadnych, co najwyżej opatrunki sugerowały uszkodzenia ciała. Lepiej byłoby to ująć bez tych ‘ran’.

 

“opatrzonego elektronicznymi wyświetlaczami urządzenia w kształcie sześcianu” – unikaj słów-wytrychów, jak “urządzenie”. Takie pojawiające się w jednym miejscu “urządzenie” z jakimiś dodatkami bardzo mocno sugeruje, że autor nie wie, co to miało być i poszedł na skróty.

 

Treść dość przewidywalna, ale czytało się dobrze a i wizja przyszłości jest spójna i skłaniająca do przemyśleń. Jeśli chodzi o ‘szpital z porodówką odległy o 100km’ to ciężarne nie takie odległości pokonują w czasach dzisiejszych, żeby się dostać na dobrą porodówkę :) Do szpitala, w którym rodziłam, przyjeżdżały kobiety z całego województwa a nawet i spoza.

Dziękuję za kolejne komentarze.

 

Bellatrix, rany poprawiłam. Urządzenie zostawiam, bo narracja jest prowadzona z punktu widzenia Eryka, a on nie zna nazwy.

Jeśli chodzi o ‘szpital z porodówką odległy o 100km’ to ciężarne nie takie odległości pokonują w czasach dzisiejszych, żeby się dostać na dobrą porodówkę :)

Zgadza się, tylko później nie zawsze zdążą dojechać do wybranego szpitala. :) Te 100 km było mi potrzebne, żeby podkreślić nieciekawą sytuację w instytucjach związanych z rodzeniem i opieką nad dziećmi (jedna szkoła na całe miasto, jedna porodówka w promieniu 100 km). Chciałam też pokazać, że Eryk i Lena musieli długo jechać, żeby uzyskać pomoc przy zagrożeniu ciąży.

Skojarzyło mi się z “NA1IE” Vonneguta. 

Temat kontroli urodzeń nie nowy i niestety nie tchnęłaś weń nic świeżego, nie pokazałaś sprawy od innej strony ani nie pokazałaś pazura formą. 

Warsztatowa uwaga: 

Żaden z mijanych ludzi nie wyglądał na więcej niż dwadzieścia kilka lat, ani na mniej niż jakieś osiemnaście.

Słyszałaś pewnie o zasadzie “pokazuj, nie opisuj”. I choć dalej opisujesz (jędrna skóra i tak dalej), to akcenty mogłyby być rozłożone lepiej. Bo zdanie o wieku jest pierwszym, które czytelnik czyta. Moja głowa zarejestrowała informację: 18-26. To, co dalej dodajesz – w postaci równoważnika zdania (sprężysty krok itd.) – nie przemawia już tak do mojej wyobraźni. To chyba normalne, że młodzi tacy są. Nie skupiam się na tym, jak wyglądają, tylko wierzę, że są młodzi. A później okazuje się, że nie są. I to mogłoby wybrzmieć fajnie, ale nie wybrzmiewa. Bo w głowie miałem przede wszystkim “18-26”, a nie obraz jędrnoskórych młodzieniaszków. 

W środku czekało już kilka osób, równie młodych, jak mijane wcześniej.

Tu też sobie pogrywasz z czytelnikiem i niby spoko… Ale kiedy dochodzimy do wzmianki o wieku 104 lat, nie czuję, że mnie nabrałaś (pożądane), tylko że oszukałaś (niepożądane). Podkreślę jeszcze raz: to czuję. I nie ma znaczenia, że w tekście nie kłamiesz. To właśnie kwestia rozłożenia akcentów. Mogłaś osiągnąć podobny – i moim zdaniem o wiele lepszy – efekt nie wspominając o wieku, tylko opisując młode ciała, a “równie młodych” zastąpić “w tym samym wieku”. 

Nie jest to jakiś wielki zarzut na tle całego tekstu, ale wychodzę z założenia, że czasem lepsze jest jedno konkretne przemyślenie niż garść niewiele wnoszących przemyśleń. 

Z przerażeniem pomyślał, że czeka ich jeszcze bardzo wiele pustych lat.

Moim zdaniem zbędne “bardzo”. Psuje brzmienie i nic nie wnosi. 

Fun, co rozumiesz przez "pokazanie pazura formą"?

To o czym, wspominała Wiktoria. Tekst jest napisany zaledwie poprawnie, a ja lubię czytać takie, w których jest choć trochę indywidualizmu, stylistycznej odwagi. 

I jeszcze mi się jedno przypomniało.

– Uruchomili już wyprawę na Marsa! Idziemy? – zapytał z nadzieją.

Ten Mars to moim zdaniem taki retrofuturystyczny – przyszłość z podróżami na inne planety jest ograna i klasyczna, coś jak czarodzieje z różdżkami. Czasem klasyka jest wskazana, ale czy nie można się wysilić na coś ciut oryginalniejszego? W tym miejscu wolałbym dostać jakiś ciekawszy szczegół pokazujący, że ludzkość poszła naprzód. 

Mars był wirtualną rozrywką.

Nie bardzo rozumiem, o co chodzi ze stylistyczną odwagą.

Porównaj sobie na przykład książki Mroza z książkami Twardocha ;) 

A tak na poważnie i w skrócie – chodzi mi o to, że jasne, można pisać “tylko” poprawnie, przejrzyście, prosto, tak jak wielu innych autorów, jednak ja wolę zazwyczaj prozę, w której jest większa świadomość języka, zabawa językiem, ładniejsze brzmienie, ciekawe sformułowania, dopasowanie formy do narracji. Żeby nie było – broń Boże, nie mówię Ci, jak masz pisać. Mówię tylko, co lubię czytać. A ponieważ wiele rzeczy było w tekście na przyzwoitym poziomie (co nie powinno dziwić w przypadku Autorki z tyloma opowiadaniami w bibliotece), uznałem, że nie zaszkodzi słowo zachęty, by następnym razem przyjrzeć się bardziej warstwie językowej na poziomie słów, zdań, akapitów. 

Teraz mniej więcej wiem, o co chodzi, dzięki za wyjaśnienia. :) Staram się rozwijać w pisaniu, dlatego dopytuję.

A ja staram się choć trochę pomóc :) 

:)

Przeczytałem już dużo opowiadań z tego konkursu. Część moich ulubionych była ciekawa formalnie, część naprawdę piękna językowo. Powiem szczerze, że tego nie przypisałbym ani do jednej, ani do drugiej kategorii, ale to pierwsze, po którym miałem ciareczki. Myślę, że 9 na 10 tekstów o limitach na dzieci niezbyt by mnie ruszyło , ale konsekwentnie, od samego początku budujesz postać Leny – nawet nie poświęcając jej przy tym bardzo wielu słów – w taki sposób, że jednak jej historia mnie przejęła, choć nie jest bardzo oryginalna. Brawo!

Klapaucjuszu, bardzo miło czytać takie opinie. Dziękuję. :)

Klapaucjuszu, odniosę się jeszcze do kwestii oryginalności i schematu. Uważam, że moja wizja jest w pełni oryginalna i przemyślana, a także nowa.

Zauważ, że literatura opisuje świat przez archetypy, czyli "wszystko już było".

Nie trafiła do mnie ta wizja. Chyba że biomastic robi też coś z mózgiem? Bo na mój rozum, ciało może będzie można regenerować w nieskończoność, ale nie wydaje mi się, aby w ciągu najbliższych stu lat tak zmieniło się myślenie ludzi, by ponadstuletnie panie wciąż marzyły o rodzeniu dzieci.

 

„Zero zmarsz­czek, świet­na kon­dy­cja, dłu­gie życie. Bio­ma­stic. Sen stał się jawą.” ―> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

„Cał­ko­wi­ta re­mi­sja cho­ro­by no­wo­two­ro­wej” . ―> Zbędna spacja przed kropką.

 

– Pro­szę usiąść – po­wie­dział młody męż­czy­zna w bia­łym far­tu­chu. – Eryk Skal­ski, lat sto czte­ry?

– To ja.

– W prze­szło­ści re­ge­ne­ra­cja wą­tro­by, sta­wów ko­la­no­wych, cof­nię­cie zmian miaż­dży­co­wych. Wszyst­ko w ra­mach ubez­pie­cze­nia – mru­czał męż­czy­zna w bia­łym far­tu­chu… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

„Za­czy­na prze­sa­dzać” – po­my­ślał. – Lena! ―> Wypowiedź dialogową dałabym w nowym wierszu.

„Za­czy­na prze­sa­dzać” – po­my­ślał.

– Lena!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Błędy zaraz poprawię.

 

Chyba że biomastic robi też coś z mózgiem? Bo na mój rozum, ciało może będzie można regenerować w nieskończoność, ale nie wydaje mi się, aby w ciągu najbliższych stu lat tak zmieniło się myślenie ludzi, by ponadstuletnie panie wciąż marzyły o rodzeniu dzieci.

Cywilizacja i kultura pokazane w opowiadaniu sprasowują mózgi w taki sposób, że ludzie stają się podobni do plastikowych lalek. Ich ciała mają sto lat, ale mentalnie pozostają znacznie młodsi. Moim zdaniem, życie “pod kloszem”, bez większego bólu i problemów związanych z przemijaniem, z nastawieniem na rozrywki, mogłoby prowadzić do takiego stanu umysłu. Traumy zdarzają się w tym społeczeństwie rzadziej niż u nas, ale jeśli wystąpią, jak u Leny i Eryka, ludzie są skazani na męczenie się przez wiele lat.

Rodzenie dzieci w tym społeczeństwie znaczy o wiele więcej niż u nas. To jedna z nielicznych prawie zabronionych rzeczy, dostępna tylko dla nielicznych. Elitarna, a jednocześnie bardzo zaniedbana płaszczyzna życia (mało porodówek, szkół).

ANDO, dziękuję za wyjaśnienia. ;)

Dodam, że na rodzeniu dzieci zupełnie się nie znam, a i chęć ich posiadania była mi zawsze obca.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie uważam rodzenia dzieci przez kobiety za jedyną słuszną drogę, ale myślę, że każdy powinien mieć wybór.

Dobrze napisany szorcik, jednak pomysł do mnie również nie trafił. To znaczy sam wątek “biomastic” jest fajny i wiarygodny w kontekście drogi rozwoju zarówno technologii jak i medycyny, jednak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że fabularnie wpadłaś w pewien utarty schemat. Generalnie można było bez problemu przewidzieć każdy następny krok autora.

Brakuje mi tu przełamania i zaskoczenia czytelnika :)

 

Nie uważam rodzenia dzieci przez kobiety za jedyną słuszną drogę, ale myślę, że każdy powinien mieć wybór.

O, o! Święte słowa :D

Arya, dzięki za odwiedziny.

Fajnie, że spodobał Ci się wątek biomasticu.

 

To znaczy sam wątek “biomastic” jest fajny i wiarygodny w kontekście drogi rozwoju zarówno technologii jak i medycyny, jednak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że fabularnie wpadłaś w pewien utarty schemat. Generalnie można było bez problemu przewidzieć każdy następny krok autora.

Zgaduję, że chodzi o historię Leny i Eryka. Myślę, że w takim świecie pokazanie instynktu macierzyńskiego w mężczyzny wyszłoby niewiarygodnie.

Nie powiedziałabym, że ta historia to schemat. Mamy losowanie i ciążę – oba wydarzenia mogły różnie się zakończyć. W kontekście biomasticu bardziej prawdopodobne było, że uda się uratować dziecko.

Sama wizja świata jest ciekawa, ale historia dość przewidywalna, tak jak zachowania pary bohaterów, którzy nie są zresztą zbyt wyraziści. Czytało się dobrze, ale nie jest to tekst, który będę długo pamiętać.

Zostaw ten żyrandol.

Verus, dzięki za odwiedziny. Cieszę się, że wizja świata Ci się spodobała. :)

Nowa Fantastyka