- Opowiadanie: Hazel Nuts - Morski pająk

Morski pająk

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Morski pająk

Głęboko, pod powierzchnią zimnego morza, na usianym kamieniami dnie, leżał osobliwy głaz – nieco spękany, podziurawiony, omotany pajęczymi nićmi i ozdobiony licznymi wizerunkami czaszek. Prawda, wyróżniał się, ale nieuważni mogliby go uznać za dziwaczny dom maleńkich, wodnych żyjątek i nic ponadto. W rzeczywistości był to jedyny w swoim rodzaju okręt piracki, którym dowodził kapitan Jack Pająk.

Łupienie raf koralowych, odważne wycieczki na dobrze chronione kolonie małży perłowych oraz częste potyczki z rekinią kawalerią podwodną znajdowały się na liście licznych dokonań nie-tylko-pajęczej załogi. Przygody te nie mogły równać się z tym, co szykowała przyszłość. W czasie jednej z ekspedycji znaleziono mapę do zaginionego królestwa Atlantydy!

Spod głazu wysunęły się setki krabich nóżek. Zaczęły rytmicznie dreptać, uruchamiając okręt i nadając mu prędkość. Piraci sunęli dumnie po morskim dnie, marząc i rozważając głośno o tym, co znajdą w ruinach legendarnej, upadłej cywilizacji. Wszyscy, z wyjątkiem kapitana, którego absorbowały nieco inne sprawy. Mianowicie, sprawy zemsty.

– Tam właśnie ukrywa się paskuda, wiedźma jedna, która mi to zrobiła – warczał Jack, popijając grog. – Byłem panem lasów, lecz ona przeklęła mnie, skazując na życie pod wodą!

– Wiemy, kapitanie – odparł Gregor, konik morski. – Opowiadałeś tę historię już wiele razy.

– I opowiem raz jeszcze.

Nie było mu dane rozwinąć, a nawet dokończyć opowieści, gdyż cel podróży stał się na tyle bliski, że magiczne bariery chroniące ruiny miasta zaczynały dawać o sobie znać. Nieznośne bujanie i silne prądy morskie uniemożliwiły dalszą podróż okrętem. Pozostały odcinek należało przebyć pieszo, przemykając pomiędzy niezliczonymi niebezpieczeństwami, czyhającymi wśród zakamarków morskiego dna.

 

Zakamuflowane ośmiornice, hipnotyzujące ukwiały, wabiące urokliwymi barwami ślimaki morskie lub zdradliwe ruchome piaski znane były każdemu, kto decydował się na niebezpieczne życie głębinowego zawadiaki. Jack Pająk przeżył wiele przygód, zdobywając doświadczenie pozwalające wytypować najznakomitszych i najbardziej kompetentnych załogantów. Wyruszył razem z nimi.

Usiane licznymi pułapkami dno przebyli bez strat.

– Ruiny, kapitanie – powiedział Kent, rozgwiazda. – Maskują je olbrzymie wodorosty, ale to na pewno właściwe miejsce.

– Przeszukać, zabrać kosztowności – polecił Jack. – Ja mam randkę z przeznaczeniem – dodał tajemniczo, choć załoga wiedziała doskonale, co miał na myśli.

– Kapitanie, powodzenia.

Piraci rozpierzchli się, wypatrując wszystkiego, co świeci. Natomiast Jack miał silne przeczucie, dokąd powinien się udać. Ciążąca na nim klątwa stanowiła kompas. Gdy został zaczarowany, wytworzyła się niewyczuwalna więź pomiędzy Pająkiem a wiedźmą. Wzmocniła się w chwili przekroczenia magicznych barier Atlantydy.

Kapitan brnął w kierunku jaskini przy wulkanicznej górze.

Wszedł do środka, wypatrując niebezpieczeństw. Nic nie mogło ujść uwadze pajęczych oczu. Wnętrze jaskini, o dziwo, okazało się wolne od śmiercionośnych pułapek. Wyglądało nawet zapraszająco. Pająk ostrożnie posuwał się naprzód, aż w końcu trafił na komnatę z wodnymi ognikami, przed którymi siedziała ona.

– Jack – powiedziała przeciągle syrena, smakując każdą literę jego imienia. – Zjawiłeś się. Udało ci się mnie znaleźć.

– Lata mi to zajęło, lecz w końcu znalazłem cię. Przybyłem, aby zemścić się za to, co mi zrobiłaś.

– Za to, co ci zrobiłam? – Uśmiechnęła się szeroko. – A co takiego ci zrobiłam, pajączku? Całymi dniami snułeś sieci w okolicy klifu, a pewnego dnia zdmuchnął cię wiatr. Wpadłeś prosto do morza, skazany na śmierć, bez jakiejkolwiek szansy na powrót.

– Snułem najlepsze sieci. Wszyscy je podziwiali. Teraz nie mogę wyjść na powierzchnię przez twoją klątwę! Nie mogę oddychać powietrzem, tylko wodą!

– Twoje życie na lądzie dobiegło końca w chwili, gdy wpadłeś do morza. Dałam ci nowe. Zaakceptuj je, bądź wdzięczny. Nie ma żadnej klątwy, pajączku, i nigdy nie było. Nie da się tego cofnąć.

– W takim razie zemsta musi być!

Skoczył na syrenę i wbił w nią kły, pompując truciznę. Ta w żaden sposób nie zareagowała. Przyglądała mu się z zaciekawieniem i nieskrywanym rozbawieniem. Gdy zakończył straszny atak, zdjęła go z siebie i delikatnie postawiła na ziemi.

– Wiesz dobrze, że żadna trucizna mi nie zaszkodzi. Maleńki, czujesz się już lepiej?

– Dokonało się! – odpadł kapitan Jack Pająk. – Zemsta.

Odwrócił się i wymaszerował z komnat syreny. Ta tylko pokręciła głową i wróciła do swych zajęć.

 

Załoga, zakończywszy przeszukiwanie ruin Atlantydy, zebrała się niemal w komplecie. Dzielili się opowieściami o niezwykłych maszyneriach, licznych, zniszczonych morską wodą księgach i kamiennych rzeźbach, jakie ujrzeli. Nikt niestety nie znalazł niczego, co można by uznać za skarb.

– A może skarbem, którego szukaliśmy nie są świecidełka, a nasza przyjaźń? – zastanowił się głośno Gregor.

Kapitan zmierzył go wzrokiem.

– Kiedyś zawiśniesz za gadanie takich głupot – odparł zniesmaczony Jack. – Na razie ostrzegam.

– A co z klątwą, kapitanie? – Szybko zmienił temat Kent. – Udało się z wiedźmą?

– Niektóre walki mogą wydawać się z góry przegrane, lecz trzeba je podjąć. Choćby dla zasady, żeby pokazać światu, że nie zostaliśmy złamani. Że nadzieja jeszcze w nas nie umarła! Gdyż nawet jeśli sprawa wydaje się beznadziejna, zawsze istnieje szansa odkupienia! Niczyj los nie jest z góry przesądzony.

Załoganci kiwali głowami, spoglądając to na kapitana, to na siebie.

– Tak, udało się – dodał Jack. – Wracamy na statek.

Koniec

Komentarze

Całkiem przyjemny szorcik, troszkę mi światem Sponge Boba powiało ;) Pointa może nie odkrywcza, ale słuszna. Historyjka pajączka i syreny w sumie ujmująca, tylko nie jestem pewna, czy spotkanie czegokolwiek pajączka nauczyło ;) Wykonanie dobre, więc dam Ci kliczka bibliotecznego na zachętę, bo to zdecydowanie najlepszy z Twoich dotychczasowych tekstów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Lekkie, błyskotliwe, pomysłowe, zabawne. Zgrabnie wykonane – zadziwiająco sprawnie technicznie. Spodziewałem się zabawniejszego twistu na koniec, bo wyszło nieco patetycznie. Udany szort.

 

Opowiadałeś już tę historię wiele razy.

A może: Opowiadałeś historię już wiele razy?

odpychające prądy morskie

Odpychające znaczy budzące niechęć, odrazę. Mimo że logicznie jest ok.

Jack Pająk przeżył wiele przygód, zdobywając doświadczenie, pozwalające wytypować najznakomitszych i najbardziej kompetentnych załogantów.

Coś mi tu nie gra z przecinkami.

Usiane licznymi pułapkami dno przebyto bez strat.

A może: Usiane licznymi pułapkami dno przebyli bez strat ?

Ciążąco na nim klątwa stanowiła kompas.

Literówka. Btw, piękne zdanie.

Przybyłem po należną mi zemstę za to, co mi zrobiłaś.

Powtórzenie. A może: Przybyłem po zemstę należną mi za to co zrobiłaś?

Twoje życie na lądzie dobiegło końca w chwili, gdy wpadłeś do morza. Dałam ci nowe życie.

A może: Twoje życie na lądzie dobiegło końca w chwili, gdy wpadłeś do morza. Dałam ci nowe.

Spod głazu wysunęły się setki krabich nóżek i zaczęły rytmicznie poruszać się, nadając okrętowi pęd.

Coś mi nie pasuje w tym zdaniu, ale nie wiem co.

Bardzo fajne opowiadanko. Dałem klika, z komentarzem wrócę później.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Całkiem zacna i nieźle opowiedziana historyjka, i tylko trochę szkoda, że chyba zabrakło pomysłu na lepsze, niebanalne zakończenie.

Jeśli poprawisz usterki, kliknę.

 

Spod głazu wy­su­nę­ły się setki kra­bich nóżek i za­czę­ły ryt­micz­nie po­ru­szać się, na­da­jąc okrę­to­wi pęd. ―> A może: Spod głazu wy­su­nę­ły się setki kra­bich nóżek. Za­czę­ły ryt­micz­nie dreptać, uruchamiając okrę­t i nadając mu prędkość.

 

ska­zu­jąc na życie pod po­wierzch­nią wody! ―> Raczej: …ska­zu­jąc na życie pod wodą!

Pod powierzchnią wody oznacza znajdowanie się tuż pod lustrem wody, a kapitan żyje na dnie.

 

prze­my­ka­jąc po­mię­dzy nie­zli­czo­ny­mi nie­bez­pie­czeń­stwa­mi, czy­ha­ją­cy­mi się wśród za­ka­mar­ków mor­skie­go dna. ―> …czy­ha­ją­cy­mi wśród za­ka­mar­ków mor­skie­go dna. Lub: …czającymi się wśród za­ka­mar­ków mor­skie­go dna.

 

Jack miał silne prze­czu­cie, gdzie po­wi­nien się udać. ―> …Jack miał silne prze­czu­cie, dokąd po­wi­nien się udać.

 

Nic nie mogło ujść uwagi pa­ję­czym oczom. ―> Nic nie mogło ujść uwadze pa­ję­czych oczu.

 

Przy­by­łem po na­leż­ną mi ze­mstę za to, co mi zro­bi­łaś. ―> Przy­by­łem, aby zemścić się za to, co mi zro­bi­łaś.

 

co można by uznać za war­to­ścio­wy skarb. ―> Masło maślane – czy bywają skarby bezwartościowe?

Wystarczy: …co można by uznać za skarb.

 

– Kie­dyś za­wi­śniesz za ga­da­nie głu­pot – od­padł znie­sma­czo­ny Jack. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za lekturę i uwagi. Poprawiłam zgodnie z zalecieniami i rzeczywiście, teraz jest opowiadanie miejscami nabrało większej płynnosci ;^)

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajnie napisany, przyjemny szort w formie bajki. Może bardziej dla dzieci, ale z przesłaniem, więc czytało się całkiem nieźle.

Ładnie napisane, aż dziw bierze, gdy spojrzy się na wiek Autorki. To jest bajka, ale bajka nietypowa, bo bez klarownego morału, ale za to z niegłupim finałem.

Napisane bardzo obrazowo, plastycznie, ładnie zaplanowane kompozycyjnie, fajnie przyprawione ozdobnikami w opisach (głównie dotyczących podmorskiej flory i fauny). Ciekawie ponawiązywałaś do znanych motywów (np. zaginiona Atlantyda, bardzo morskie i pirackie imię bohatera). Czuć tutaj lekką inspirację "Piratami z Karaibów" ale tutaj są to tacy milusińscy i sympatyczni piraci z bajkowego morza. I nawet klątwa Jacka Pająka, która łączy go w pewien sposób z wszystkimi klątwami Jacka Sparrowa, jest taka bardziej baśniowa, a jej rozwiązanie mądre i bardzo dojrzałe.

Co jeszcze. Dobre, przemyślane dialogi, fajnie pomyślane postaci. Fajny Jack i fajna wiedźma-syrena. Podobają mi się także chwyty literackie i wątki, jakie tutaj wykorzystujesz i snujesz, zarówno w warstwie fabularnej, jak i np. w dialogach. Tę dojrzałość i świadomość literacką widać w bardzo udanych fragmentach jak np. ten:

 

– Przeszukać, zabrać kosztowności – polecił Jack. – Ja mam randkę z przeznaczeniem – dodał tajemniczo, choć załoga wiedziała doskonale, co miał na myśli.

– Kapitanie, powodzenia.

Albo ten:

– A może skarbem, którego szukaliśmy nie są świecidełka, a nasza przyjaźń? – zastanowił się głośno Gregor.

Kapitan zmierzył go wzrokiem.

– Kiedyś zawiśniesz za gadanie takich głupot – odparł zniesmaczony Jack. – Na razie ostrzegam.

Ogólnie sporo tutaj dobrego. Niezwykle poczciwa lektura.

 

Ps. Brakuje tylko kilku przecinków.

Po przeczytaniu spalić monitor.

I misię podobała Twoja opowieść, Hazel. To bajka, ale nieoczywista z – dla mnie – zaskakującym finałem, przesłaniem. Wiedziałaś o czym chciałaś napisać i ubrałaś ją akuratnie! w fabułę i bohaterów.

Zwracam się o bibliotecznego klika:)

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Podoba mi się ogólny pomysł. Wizja napędzanego krabami głazu jako okrętu pirackiego podwodnych stworzonek jest fantastyczny i za to szacunek. Fajna też była syrena i niektóre dialogi, chociaż ciągle potrzebują trochę szlifu, żeby nabrać ogólnej miękkości. 

Początkowo nie do końca przemawiał do mnie rodzaj zastosowanej narracji, ale to raczej kwestia tego, że nie spodziewałem się bajki, bo stwierdzam, że całościowo pasuje. Miałem za to inny, bardzo poważny problem. Mianowicie, kim jest Jack? A może raczej, czym jest Jack? Imię wskazuje, że pająkiem. Zdanie “Spod głazu wysunęły się setki krabich nóżek.” zasugerowało mi, że może tak naprawdę jest krabem, a “Pająk” to tylko przydomek – to miałoby dużo więcej sensu, niestety dalsza treść wskazuje, że jednak jest pająkiem. No i to mi bardzo się nie podoba. Jako biolog nie bardzo jestem w stanie pogodzić tego, co opisujesz, z pająkami. 

Przede wszystkim, nie ma zbyt wielu pająków wodnych. Morskich zaś generalnie nie ma w ogóle. Jedynym gatunkiem pająka, który spędza całe (no, niemal całe) życie w wodzie, jest nasz rodzimy topik, który zamieszkuje raczej wody słodkie. Do tego topik, tak jak i wszystkie inne pająki na naszej planecie, oddycha tlenem atmosferycznym, co wyklucza twoje zdanie:

Teraz nie mogę wyjść na powierzchnię przez twoją klątwę! Nie mogę oddychać powietrzem, tylko wodą!

Pająki wodne oddychają powietrzem (topik gromadzi powietrze przy pomocy włosków porastających odwłok i co jakiś czas musi ten odwłok wystawić nad powierzchnię), nie wodą. No i pająki wodne mogą wychodzić na powierzchnię, czasem to robią. No niestety, ale biologia w tym wypadku jest bezlitosna :/ 

Zgrzytnęło mi też kilka innych zdań, np:

Snułem najlepsze sieci. Wszyscy je podziwiali. 

Rozumiem, że chodziło tutaj o analogię do snucia sieci przez pająki, ale raczej w przypadku ludzi nie używa się takiego określenia. Sieci, to nasz Jack mógł wyplatać.

Zakamuflowane ośmiornice, hipnotyzujące ukwiały, wabiące urokliwymi barwami ślimaki morskie lub zdradliwe ruchome piaski znane były każdemu, kto decydował się na niebezpieczne życie głębinowego zawadiaki.

To bardzo fajne zdanie, zwłaszcza termin “głębinowy zawadiaka”. Ale nie jestem pewny, czy jest coś takiego jak podwodne ruchome piaski. 

– Tak, udało się – dodał Jack. – Wracamy na statek.

Okręt! Żaden kapitan piratów nie nazwie swojego okrętu statkiem! To kategoryczna różnica. “Wracamy na okręt”, ewentualnie “wracamy na pokład”. 

Do tego jeszcze takie drobne zgrzyty, jak np. magiczne bariery Atlantydy, które pojawiają się nagle i trochę bez większego celu, bo żadnej istotnej roli w opowiadaniu nie odgrywają, a moim zdaniem trochę jakoś tak zaburzają bajkowy klimat. 

No, to sobie ponarzekałem do woli, to na koniec jeszcze raz podkreślę, że generalnie całość mi się podobała. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę twój wiek. Na tyle mi się podobała, że chyba wyślę cię na zachętę do biblioteki :D 

 

Dziękuję za kliki do biblioteki!

Trochę się inspirowałam „Piratami z Karaibów”, no i „Sponge Bobem” :)

Arnubisie, już wyjaśniam niejasności. Jack Pająk jest i był pająkiem, takim prawdziwym. Na początku był lądowym pająkiem i żył sobie na powierzchni, snując sieci w lasku na klifie, no i oddychał powietrzem, jak inne pająki. Ale pewnego razu wpadł do wody, topił się i to byłby koniec. Ale syrena dała mu drugie życie, w zamian nakładając na niego pewne ograniczenia: nigdy nie wróci na powierzchnię i już nigdy nie będzie mógł oddychać powietrzem. W ten oto sposób został jedynym na świecie „morskim pająkiem”. Nie spodobało się to Jackowi i się obraził ;^)

Czyli zupełnie źle wszystko zrozumiałem, bo spodziewałem się, że Jack był człowiekiem, który został zaklęty w pająka przez morską wiedźmę. Trochę to wszystko zmienia, ale omija problem morskich pająków. No i w zasadzie bardziej podoba mi się wizja syreny-wiedźmy zajmującej się ważnymi sprawami małych pajączków, dużo bardziej trzyma bajkowy klimat.

Ale zauważyłem za to, że mimo wskoczenia do biblioteki nie pojawiłaś się na głównej stronie portalu – prawdopodobnie wrzucając opowiadanie nie uzupełniłaś okienka z reprezentatywnym fragmentem. Lekcja na przyszłość. 

Bardzo zacna bajka, stworzona z niebanalnych i ciekawych pomysłów. Szorcik napisany z zadziwiającą lekkością, widać, że dobrze się przy nim bawiłaś.

Czytałam wszystkie Twoje dotychczasowe teksty, choć nie jestem pewna, czy wszystkie skomentowałam i muszę powiedzieć, że z każdym nowym opkiem idzie Ci coraz lepiej. Tak trzymać. :D

Arnubisie, rzeczywiście nie uzupełniłam tego pola. Nie wiedziałam, że jest istotne.

Irka_Luz, dziękuję :^)

 

Moim kolejnym opowiadaniem będzie horror tak straszny, że bałam się iść spać jak już skończyłam pisać. Teraz tekst leżakuje i czeka na poprawki przed publikacją, ale muszę sobie od niego odetchnąć jeszcze trochę :)

Przede wszystkim, nie ma zbyt wielu pająków wodnych. Morskich zaś generalnie nie ma w ogóle.

A słyszał o czymś takim, jak kikutnice? One nie są wprawdzie “prawdziwymi” pająkami i nie przędą sieci, ale jak najbardziej mówi się o tym “morskie pająki”.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Słyszał, jak najbardziej. Nawet lubi, bo ładne są. Ale ani to pająki, ani nawet pajęczaki. Jasne, mówi się na nie “morskie pająki”, ale i na strzykwy mówi się “morskie ogórki” :P 

Ba, są jeszcze słonie, lwy, lamparty, psy i koniki morskie.

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Że o morskich wilkach nie wspomnę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka