- Opowiadanie: MPJ 78 - Podmianka

Podmianka

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Podmianka

Książę Konstanty Pawłowicz Romanow w dzieciństwie dostał dar od Porewita, starego pogańskiego bożka wojny lub trzymając się cerkiewnej terminologii demona. Od tamtego spotkania podobno zmienił mu się charakter, stwardniał, pokochał wojskowy dryl i zaczął widzieć świat nieco inaczej niż inni ludzie. Tym ostatnim darem raczej się nie chwalił, bo delikatne poświaty, które otaczały przedmioty, zwierzęta, a zwłaszcza ludzi dawały mu dodatkową wiedzę o otoczeniu. Kiedy widzi się szarą aurę strachu, złotą wiary, czerwoną miłości, fioletowy gniew, pomarańczowo-czarną zdradę, łatwo jest dobierać sobie zaufanych doradców, kochanki, przyjaciół. Swego czasu zafascynowało go to, co dostrzegł wśród niektórych mieszkańców podbitej Rzeczypospolitej. Ich aury były wyraźniejsze, mocniejsze nawet od tej, którą on sam posiadał. Podświadomie czuł, iż są one niewrażliwe na upływ czasu. Szybka dedukcja doprowadziła go do prostego wniosku, że posiadacze tych poświat, mogą nie tylko żyć bardzo długo, ale do tego w dobrym zdrowiu. Coś takiego byłoby więcej warte nawet niż korona carów. Ta ostatnia traciła na atrakcyjności wraz ze świadomością tego, jak rozstał się z życiem ojciec, babka, i wielu innych członków rodu.

Zostawszy namiestnikiem Królestwa Kongresowego szybko zadbał o to, by w swoim otoczeniu mieć sporo ludzi z niezwykłą aurą, i wejść z nimi w rozliczne interesy. Był bowiem pomny tego, że swego czasu Porewita nie zmuszono do współpracy, ale zwyczajnie przekupiono. Nie zaniedbywał jednak innych swoich pasji, wojska i kochanek. To ostatnie hobby sprawiło, iż właśnie wracał do Belwederu. Noc była jeszcze młoda i mógłby ten czas spędzać w ramionach ukochanej. Niestety Anna Klara zrobiła mu karczemną awanturę, ponieważ dowiedziała się, iż kupił jej kolczyki, a Józefinie, z którą również miał płomienny romans, kolię. Na dodatek Konstanty miał dość płomienny temperament, toteż powiedział to i owo, w efekcie wściekła kochanka wyrzuciła go na bruk.

– Będzie trzeba jej coś kupić – mruknął do siebie, stawiając kołnierz płaszcza i naciągając kapelusz na oczy.

 

Wracał wolno ulicami Warszawy rozważając czy do przeprosin wystarczy Klarze dodać jedwabną suknię, czy może kosz róż z porcelany. Czasem zaś przemykała mu myśl by znaleźć sobie jakiś mniej chimeryczny obiekt uczuć. Mimo jesiennego chłodu nie przyspieszał. Chciał mieć pewność, że zaproszeni na kolację goście opuszczą Belweder. Wolał, by nie natknęli się na niego i nie zorientowali, iż zamiast księcia podejmował ich sobowtór.

Rozmyślania przerwał mknący po warszawskich uliczkach powóz. Romanow w ostatniej chwili skrył się w pobliskiej bramie. Normalny człowiek nie byłby w stanie dostrzec twarzy woźnicy, ale Konstanty normalny nie był, w wielu znaczeniach tego słowa. Woźnicę zidentyfikował więc jako Aleksieja Iwanowicza Klonowa, jednego z zaufanych ludzi Nowosilcowa, w powozie zaś siedziała blada jak ściana Katarina, nowa pokojówka. Wydało się to namiestnikowi bardzo podejrzane. Z jakiego powodu tak dziwna para oddalała się co sił w końskich nogach od pałacu? Na wszelki wypadek do swej siedziby postanowił wejść od strony ogrodu. Ostrożnie przemierzał ścieżki między rabatkami, gdy usłyszał:

– Stój! Kto idzie? – żołnierz swoje słowa wsparł odwodzonym kurkiem muszkietu.

– Swój! – Konstanty z zadowoleniem odnotował sobie zarówno czujność wartownika, jak i jego nienaganne umundurowanie.

– Hasło. – Żołnierz ciągle celował w przybysza.

– Hurysa sułtana.

– Bagnet jegrów. – Strzelec podał odzew i przybrał postawę na baczność.

Konstanty docenił, iż strzelec stara się robić wszystko zgodnie z regulaminami.

 

W pałacu było podejrzanie cicho, co jedynie wzmogło podejrzliwość księcia. Sięgnął więc do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął z niej pistolet. Delikatnie odciągnął kurek, i podsypał panewkę świeżym prochem. Ponadto na wszelki wypadek, zamiast do sypialni udał się do saloniku, gdzie wszedł pod stół, nakryty dużym haftowanym w róże obrusem. Nie był to bynajmniej objaw tchórzostwa, Konstanty potrzebował dobrej pozycji wyjściowej, by wykorzystać kolejny dar od Porewita. Chwilę później osobowość księcia uległa podziałowi. Część, ta bardziej pierwotna, pozostała pod stołem, gotowa zastrzelić każdego, kto się zbliży. Wyższe i bardziej światłe części osobowości uformowały przezroczyste ciało astralne, które ruszyło do sypialni. Oczywiście mogłoby się tam udać w mgnieniu oka, ale zgodnie z zasadami sztuki wojennej kluczyło korytarzami, wnikało do pokojów przez ściany sprawdzając, co jest przyczyną ciszy. Odpowiedź znajdowała się w ulubionym fotelu Konstantego. Był nią martwy sobowtór. Stojące na stole poziomki z bitą śmietaną, miały silną aurę cyjanku, co wyjaśniało przyczynę zgonu. Zaś to, że służba omijała z daleka tę część pałacu sugerowało, iż za zamachem stali Klonow i jego szef, Nowosilcow. Wątpliwe jednak by nawet ktoś o pozycji tego ostatniego samodzielnie odważył się na zamordowanie następcy carskiego syna. Wniosek był jeden, za zamachem musiał stać Mikołaj, kolejny pretendent do tronu.

 

Gdy zdradzą cię swoi, udaj się od obcych. Konstanty, nie tracił czasu, tylko zastosował się do maksymy. Ciało astralne, w mgnieniu oka przeniosło się z sypialni Belwederu do mieszkania Mirosława Szkuty, człowieka o dziwnej aurze, z którym książę prowadził rozliczne interesy. Choć była północ, gospodarz nie spał. Wiedziony poświatą świec książę trafił do małego pomieszczenia, gdzie siedzący przy sekretarzyku Mirosław zapisywał coś w księdze rachunkowej.

– Witam waszą książęcą mość w moich skromnych progach. – Szkuta przerwał obliczenia.

– Widzisz mnie? – Konstanty był zaskoczony.

– Oczywiście wasza wysokość.

– Ciekawe co jeszcze ludzi o twojej aurze potrafią?

– Rożne rzeczy – rzekł wymijająco Mirosław. – Nie sądzę jednak, aby wasza wysokość przybył tu w tej formie, aby o tym dyskutować.

– Niestety masz rację. Potrzebuję pomocy. – Konstanty przybrał formę półprzezroczystego widma.

– Jakiej?

– Kilku pewnych ludzi do bezpośredniej ochrony, oraz kogoś kto dyskretnie usunie z Belwederu ciało mojego sobowtóra.

– Da się załatwić, ale będę potrzebować czasu, powiedzmy trzech kwadransów.

– Zaczekam.

– Pozostaje jeszcze kwestia umowy.

– Stać mnie, by zapłacić, mam tu więcej władzy niż niejeden król.

– Nie chodzi wyłącznie o pieniądze, choć kontrakt na przebudowę pałacu namiestnikowskiego byłby miłym gestem dobrej woli.

– Mówisz, masz. – Widmowy Konstanty znacząco pstryknął palcami. – Ja zaś oczekiwałbym nie tylko ochrony, ale też poznania sposobu, dzięki któremu posiedliście te aury.

– To możliwe, ale przyjęcie do naszego towarzystwa wymagałoby od waszej wysokości pewnego poświecenia.

– Co masz na myśli? – Romanow zastanawiał się, czy zażądają duszy.

– Wasza książęca mość, jest przyzwyczajony do rozkazywania, a w naszym… – Mirosław zawiesił na chwilę głos – stowarzyszeniu, na początku musiałby w pełni podporządkować się przełożonym.

– Coś jak w masonerii?

– Niezupełnie, albowiem nasz… – Szkuta po raz kolejny potrzebował chwili na wybranie odpowiedniego określenia – patron, jest bardziej tutejszy i realny, ma swoje wymagania, ale potrafi obdarzyć swych wyznawców wieczną młodością i bogactwem – dodał dla zachęty.

– Znaczy się pozycja w waszym towarzystwie zależy…

– Od jego decyzji – szybko doprecyzował Mirosław.

– To on? – Konstanty wskazał obraz wiszący nad sekretarzykiem.

– Tak.

– Jak go zowią?

– Omówimy to później. Wasza wysokość wybaczy, ale muszę zacząć zbierać ludzi do ochrony. Właśnie, z której strony mamy wejść do Belwederu?

– Najlepiej od ogrodu. Hasło…

– To akurat znam.

Mirosław zaczął szybko się ubierać, nie przejmując się zbytnio astralem księcia. Tymczasem Konstanty zbliżył się do obrazu, którego centralną postacią był postawny czarnobrody mężczyzna z laską pasterską, u jego stóp klęczał jakiś jaszczuropodobny osobnik ze szkatułką pełną złota, na łąkach w tle pasły się stada wołów, owiec i koni. Podpis sugerował, iż przedstawiono na nim „Kuszenie świętego Mikołaja przez demona”. Gdzieś w głębi umysłu Romanowa pojawiło się zwątpienie w prawdziwość opisu, oraz słowo Weles.

 

Pozostawiona w Belwederze część osobowości usłyszała jakiś ruch i wezwała resztę na pomoc. W stronę sypialni szło siedmiu ludzi. Astralny Konstanty pojawił się na miejscu w ułamku sekundy i zaczął obserwować sytuację. Przybyszy prowadził Klonow, co sugerowało, iż wszyscy są agentami Nowosilcowa. W sypialni, Aleksiej zakomenderował.

– Rozebrać go, zanim zesztywnieje, a jeśli zniknie choć jeden order czy pierścień, to  winnym osobiście wydłubię oko.

– Nie ośmielilibyśmy się – rzekł jednooki agent.

– Ty może i nie, ale reszta niech uważa.

– Co z nim mamy zrobić, jak skończymy?

– Zawiniecie w kapę. Wy. – Wskazał trzech z prawej. – Wywieziecie to stąd i pozbędziecie się. Najlepiej obciążcie kamieniami i utopcie w Wiśle.

– Czy to godzi się, w końcu to carska krew?

– Taki z niego carewicz, jak się kury bodły. Plugawy bękart, poczęty z pogańskiej magii. Szybciej do kroćset, nie mamy przecież całej nocy.

– Tak jest.

– A ty na co czekasz? – Klonow zwrócił się do jednego z agentów, ku zaskoczeniu Konstantego, kolejnego sobowtóra swojej osoby. – Zakładaj ubranie, archimandryta tego za ciebie nie zrobi.

– Z trupa?

– Świeży był, nie zdążył zaśmiardnąć. Wy. – Zwrócił się do pozostałej dwójki, zaczekacie w pokoju stangretów na dalsze moje instrukcje.

– Tak jest.

Sypialnię opuściła większość agentów, został Aleksiej Iwanowicz i sobowtór księcia, kończący właśnie ubierać się w zdjęte z ciała ubrania. Ten pierwszy natychmiast wziął się za wydawanie kolejnych rozkazów.

– Zajmiesz miejsce w fotelu i zaczekasz na przybycie carewicza.

– To kim był ten co go wynieśli?

– Nie miał znamienia, więc to dubler. Prawdziwy Konstanty pewnie wróci nad ranem od kochanki. Zaczekam na niego za zasłoną. Gdy on się pojawi, masz go zająć rozmową, tak bym mógł podejść go od tyłu i udusić. Zrozumiano?

– Tak jest.

– Potem, z pozostałymi agentami wyniosę ciało, a ty zajmiesz miejsce Konstantego Pawłowicza. Znasz swoje zadanie?

– Mam przygotować list, w którym zrezygnuję z prawa do tronu po ewentualnej śmierci Aleksandra oraz zaprowadzić porządek w lokalnej armii.

– Bracie, pamiętaj, iż twe poświęcenie nie pójdzie na marne. W monastyrze świętego Cyryla Biełozierskiego po wiek wieków będziemy cię sławić jako bohatera, który uwolnił Świętą Ruś od tego potwora, pogańskiego demona powołanego do istnienia przeklęta piekielną magią. – Klonow poklepał agenta po plecach. – A teraz na pozycje.

– Tak jest.

 

Konstanty czuł się obrażony posądzeniem o to, że jest demonem. Czekając na ludzi Szkuty postanowił wyrównać rachunki za to oszczerstwo. Na stoliku ciągle stały doprawione cyjankiem poziomki w bitej śmietanie. Kilkakroć na chwilkę wnikał w ciało sobowtóra, zwracają jego wzrok w ich stronę.

– Wreszcie człowiek poużywa sobie, nie to co w monastyrze. – Pomyślał sobowtór, patrząc na deser.

– Najpiękniejsze arystokratki i służące będą twoje – szeptał mu do ucha astral.

– Ciekawe, czy naprawdę te wszystkie hrabianki mają skórę białą jak śnieg?

– Oczywiście że tak, białą jak mleko, delikatną jak jedwab, a służące całują ustami słodkimi jak poziomki.

– Pokojówki, to podobno robią wszystko co książę rozkaże. – Sobowtór dalej pogrążał się w marzeniach.

– Dokładnie tak, łóżko nagrzeją, w kąpieli pomogą umyć plecy, a i deser przyniosą.

– Pożyje sobie po carsku, odbije za lata mnisiego żywota o chlebie i wodzie.

– Tylko spieszyć się trzeba, bo a nuż archimandryta z Nowosilcowem coś wymyślą.

– Może by tak od razu pokojówkę, albo dwie, zawezwać?

– Nie da rady. Prawdziwy książę jeszcze nie wrócił, a Klonow za zasłoną czeka?

– Biednemu to zawsze wiatr w oczy wieje. Ech pieski żywot.

– Można go sobie nieco uprzyjemnić, na razie nie namiętnymi pokojówkami, ale deserem z poziomkami w bitej śmietanie. Wszak nie wolno by się takie dary boże marnowały.

– Co racja to racja.

 

Chwilę później sobowtór od Nowosilcowa opuścił ziemski padół, a astral Konstantego wreszcie połączył się z ciałem. Książę nie czekał dalej, tylko udał się do ogrodu. Nie musiał długo błądzić alejkami, by natknąć się na Szkutę i jego ludzi. Prawdę mówiąc, gdyby nie dary od Porewita mógłby ich nawet nie zauważyć, poruszali się bowiem bezszelestnie jak koty, i kryli w ciemnościach jak duchy.

– To nasz człowiek – rzekł Mirosław.

– Melduje, że w sypialni jest ciało, za zasłoną czeka Klonow, a dwóch innych agentów Nowosilcowa czeka w pokoju stangretów. – Konstanty chciał pokazać, że jest gotów na daleko posuniętą współpracę. Wieczna młodość była tego warta.

– Panie Szczepanie, bierz swoich pocztowych i zajmij się płotkami.

– Jak rozumiem: – Wywołany, przeciągnął palcem po szyi.

– Dokładnie tak, a ścierwa rzucicie do rynsztoków.

– Klonow może wiedzieć ciekawe rzeczy. – Romanow miał nadzieję, że uda mu się skłonić nowych sojuszników do przesłuchania człowieka Nowosilcowa.

– Dobrze rozumujesz. – Szkuta uśmiechnął się lekko. – Panie Andrzeju, bierz poczet i schwytaj mi ptaszka, żywcem.

– Tak jest.

– Skoro mamy mieć tu własnego wielkorządcę, to musimy zapewnić mu bezpośrednią ochroną. Pani Anno zajmiesz się tym.

– Oczywiście.

 

Konstanty nie miał wątpliwości, że rozkazy zostaną wykonane i problem z Klonowem zostanie szybko rozwiązany. Uświadomił sobie coś jeszcze. Po tym co powiedział Szkuta, inni będą brać jego, Konstantego Pawłowicza Romanowa za kolejnego sobowtóra. Zresztą Nowosilcow i jego zleceniodawcy też dadzą się do tego przekonać, o ile wyśle zrzeczenie się korony carów.

– To ci wyszła podmianka – wyszeptał i uśmiechnął się.

Koniec

Komentarze

Tak raczej średnio spodobało mi się. Historyjka mogłaby być zabawna, gdyby trupem nie padali zwykli ludzie.

Wykonanie, niestety, pozostawia sporo do życzenia.

 

mogą nie tylko żyć bar­dzo długo do tego w do­brym zdro­wiu. ―> Chyba miało być: …mogą nie tylko żyć bar­dzo długo, ale do tego w do­brym zdro­wiu.

 

wraz ze świa­do­mo­ścią o tym, jak roz­stał się z ży­ciem oj­ciec, babka… ―> …wraz ze świa­do­mo­ścią tego, jak roz­stał się z ży­ciem oj­ciec, babka

Bywamy świadomi czegoś, nie o czymś.

 

Na do­da­tek Kon­stan­ty mia dość pło­mien­ny tem­pe­ra­ment… ―> Literówka.

 

roz­wa­ża­jąc czy do prze­pro­sin wy­star­czy Kla­rze po­da­ro­wać je­dwab­ną suk­nię… ―> …roz­wa­ża­jąc czy do prze­pro­sin Klary wy­star­czy dołączyć je­dwab­ną suk­nię… Lub: …roz­wa­ża­jąc czy, jako prze­pro­siny, wy­star­czy po­da­ro­wać Klarze je­dwab­ną suk­nię

 

ale Kon­stan­ty nor­mal­nym nie był… ―> …ale Kon­stan­ty nor­mal­ny nie był

 

we­wnątrz zaś sie­dzia­ła blada jak ścia­na Ka­ta­ri­na… ―> Raczej: …w powozie zaś sie­dzia­ła blada jak ścia­na Ka­ta­ri­na

 

Ostroż­nie prze­mie­rzał ścież­ki mię­dzy ra­bat­ka­mi, gdy usły­szał. ―> Zamiast kropki postawiłabym dwukropek.

 

– Stój! Kto idzie? – szczęk­nął od­wo­dzo­ny kurek musz­kie­tu. ―> Czy aby na pewno te słowa szczęknięciem wyartykułował kurek muszkietu?

Proponuję:

– Stój! Kto idzie?

Szczęk­nął od­wo­dzo­ny kurek musz­kie­tu.

 

z sypialni Bel­we­de­ru do miesz­ka­nia Mi­ro­sła­wa Szkut… ―> …z sypialni Bel­we­de­ru do miesz­ka­nia Mi­ro­sła­wa Szkuta

 

a jeśli znik­nie choć jeden order czy pier­ścień, to oso­bi­ście win­nym wy­dłu­bię oko. ―> Chyba miało być: …a jeśli znik­nie choć jeden order czy pier­ścień, to win­nym osobiście wy­dłu­bię oko.

 

– Jak ro­zu­miem. – Wy­wo­ła­ny, prze­cią­gnął pal­cem po szyi. ―> Zamiast kropki po wypowiedzi, postawiłabym wielokropek: – Jak ro­zu­miem – Wy­wo­ła­ny prze­cią­gnął pal­cem po szyi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wskazane poprawki naniosłem. Regulatorzy wierz tak to jest, nic nie ożywia tak opowiadania jak trup ;)

Wiem o tym. MPJ-cie, tyle że tym razem nie dostrzegłam zbytniego ożywienia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Widocznie za mało ludzisków uśmierciłem

 

.

A mnie się nawet podobało. Fajna historyjka.

Za wyjątkiem interpunkcji, oczywiście. Jesteś niereformowalny…

Babska logika rządzi!

Opowiadanie super! A jeszcze jest? To wygląda jak fragment czegoś większego. Prawdę mówiąc nie znoszę opowiadań, bo są krótkie. Jeśli potrzebujesz konsultacji na tematy cerkiewne, służę pomocą. Bohater nieprzeciętny. Trzeba to rozwinąć – wyjawić demoniczną istotę obmierzłych dekabrystów i listopadowych spiskowców ;)

Nikolzollern zobaczymy co się da zrobić :D

 

Trochę się pogubiłam w tych podmiankach.

Tak miało być :D pokrętne do tego stopnia, że sam oryginał po jakimś czasie może mieć wątpliwości czy ukatrupiono jego czy też może jego sobowtóra??? 

:D

Dużo fajniej by mi się czytało to opowiadanie, gdyby interpunkcja była mniej przypadkowa. A tak – trochę się gubiłam w podmianach i zaginionych przecinkach.

Mimo to częściowo mi się podobało. Tekst jak na mój gust trochę za bardzo pędził do przodu, jednak dialogi całkiem udane.

Interpunkcja to mój odwieczny wróg :(

 

Poznaj swojego wroga.

Babska logika rządzi!

“Sztuka wojny” Sun Zi :D teoretycznie go znam, nawet wykopałem na strychu podręcznik do gramatyki z czasów technikum  ale… Wróg mnie wciąż zaskakuje :D

 

Nowa Fantastyka