- Opowiadanie: Neurolog1# - Książę Światłocienia

Książę Światłocienia

Tekst napisany około trzydzieści lat temu dla córki i syna

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Książę Światłocienia

 Gdzieś, na krańcu świata, dokąd błąkające się po całym niebie promienie słońca nie mogą trafić. A gdy już wreszcie tam dotrą, starcza im jedynie sił na rozproszenie mroku. Gdzie zuchwałe, śnieżne bałwany śmieją się z takiego słońca, co wiecznie skryte za ciemnymi chmurami nie może utrzeć im nosa. Właśnie gdzieś tam leży lodowe Księstwo Lodków.

 Wszystko, co leży w obrębie księstwa, jest z lodu. Więc, w lodowych domach mieszkają lodowi ludzie, psy, koty, myszy i karaluchy. Główną ulicą w jedynym miasteczku księstwa jest najdłuższa ze znanych ślizgawek, którą lodowi ludzie i ich lodowe dzieci pokonują na lodowych łyżwach, śmiejąc się kryształowymi dzwoneczkami. Wreszcie, największym przysmakiem Lodków jest odpowiednio przyrządzony sopel lodu.

 Słowem, jest tam skrzypiąco mroźnie, dźwięcznie gładko i prawie przezroczyście, jeśli nie liczyć skrzących się i mieniących lodowych ubranek lodowych ludzi w lodowatych promieniach słońca.

 I tak sobie życie płynęło, a właściwie ślizgało się, gdy pewnego dnia, nieopodal Księstwa znalazła się… nie uwierzycie… prawdziwa dziewczynka z krwi i kości, no, rzecz jasna, przemarznięta na wskroś. Jak się tu znalazła, nie wiadomo. Może okręt, którym płynęła, zatonął? A ją uratowały lodowe morsy, które na swoich grzbietach przyholowały do jedynego stałego lądu, jaki znały.

Do Krainy Wiecznego Lodu.

Biedna dziewczynka jednego nawet kroku nie mogła zrobić, żeby nie pośliznąć się, a zgrabiałe rączki na próżno usiłowały rozmasować zmarznięte uszy i czerwony nosek. Ratunku upatrywała w słońcu, które przecież musiało istnieć. Jak je jednak znaleźć, skoro całe niebo zasnute było nisko wiszącymi chmurami. Za jedną z nich dostrzegła jednak zarys bladej kuli, którą mogło być ciepłe słońce. –Niedobra chmura – pomyślała gniewnie dziewczynka i wsadziła zimny paluszek do buzi intensywnie myśląc, jak się jej pozbyć. Nie namyślała się zresztą zbyt długo. Z zakamarków swej przemoczonej kurteczki, spośród swych najpotrzebniejszych rzeczy, wyjęła gumowy balonik. I z całych sił dmuchnęła w niego gniewnym, ciepłym powietrzem, jakie jej zostało jeszcze w płuckach. Dmuchnęła tak mocno, że balonik ledwie to wytrzymał. Zacisnęła jego wylot spinką wyjętą z włosów, która lubiła ni stąd, ni z owąd się otworzyć. I pchnęła nadęty do granic możliwości balonik w kierunku zasłaniającej słońce chmury. Balonik poszybował ku górze i kiedy był już prawie u celu, kapryśna spinka tym razem zgodnie z życzeniem dziewczynki otworzyła się. Z balonika wyfrunęła istna wichura, przepędzając nieszczęsną chmurę.

 Stał się cud. Wyjrzało zdziwione słońce. Chyba po raz pierwszy nad Krainą Wiecznego Lodu i Księstwem Lodków.

Dziewczynka pociągnęła zmarzniętym noskiem i z radością uniosła zgrabiałe rączki ku ciepłu promieniującemu ze słońca.

 Tymczasem, w Księstwie Lodków zapanowało niesłychane poruszenie. Wszyscy wybiegli ze swych lodowych domków, by zobaczyć tę gorejącą kulę na niebie. Najstarsi lodowi starcy kręcili ze zdziwieniem głową, pobrzękując przy tym strugami lodowych włosów. Czegoś tak jasnego i gorącego nigdy do tej pory nie widzieli. Ale wnet musieli oderwać swe oczy od tej niezwykłości, gdy ich lodowe stroje poddane działaniu promieni słonecznych zaczęły opływać wodą.

Jeszcze tego dnia Lodowy Książę zebrał wszystkich swoich poddanych do najgłębszego i najmroźniejszego zakamarka Książęcego Pałacu.

– Moi mili Lodkowie. – Rzekł smutno. – Stała się rzecz straszna, wyjrzało słońce! I już niedługo nasze domy, a potem my sami roztopimy się! Z całego Księstwa zostanie jedynie rwący potok, który wpadnie do morza! Zresztą… strumyk łez zaczął już płynąć. Spójrzcie! – Uniósł nad głowę lodowy puchar wypełniony wodą. – Oto jeden z moich synów, który poszedł na polowanie i zaskoczyło go słońce z dala od domu. A oto jego pies – tym razem wody w szklance było nieco mniej – a oto, lodowy zając, którego oni nie zdążyli upolować, gdyż ubiegło ich słońce! – Wreszcie podniósł z niejakim trudem dużą wazę wypełnioną wodą – oto moja straż przyboczna, którą wysłałem, by ostrzec mego syna.

Nastała mroźna cisza.

- Lodkowie! – Po chwili przerwy kontynuował Książę. – Czy zostało nam już tylko oczekiwanie na płynny los? Czy może znajdzie się wśród was jakiś śmiałek gotów zaryzykować życiem, by uratować nasze Księstwo, nasze życie, nasz świat?!

– Jam jest, panie… – Przed Księciem stanął chłopiec o imieniu Eryk. – Powiedz mi tylko, jak mam tego dokonać, a uczynię to.

– Dzielny chłopcze – rzekł wzruszony Książę. – Jeśli podołasz temu zadaniu i uratujesz nas od zagłady, oddam ci rękę mojej jedynej córki, zostaniesz moim następcą i będziesz opływał w lód do końca swoich dni. Masz na to moje słowo. A teraz posłuchaj uważnie. Jedynym dla nas ratunkiem jest to, by chmura wróciła na swoje miejsce i zasłoniła słońce. Aby to osiągnąć, trzeba wspiąć się na najwyższy szczyt Księstwa, zarzucić linę na chmurę i przesunąć ją, aż zasłoni nas przed działaniem zabójczych promieni słońca. Czy nadal jesteś pewien swojej decyzji?

– Tak Książę – rzekł Eryk i nie zwlekając, opuścił książęcy pałac.

Chłopiec ruszył w drogę o zmroku, wtedy tylko nie groziło mu roztopienie na śmierć. Zaprzągł swego ulubionego psa do lodowych sań i popędził go gromką komendą. Gnał przed siebie nieprzerwanie całą noc, aż do świtu, kiedy promienie wschodzącego słońca zaczęły go niemile łechtać. Ukrył się wtedy w lodowej grocie, drżąc z ciepła. O zmroku znowu ruszył. I tak było przez kilka dni, aż wreszcie osiągnął upragniony szczyt. Udało mu się schwycić nieszczęsną chmurę już za pierwszym rzutem liny. Drugi koniec sznura przywiązał do sań i popędził psa, którego niegdyś bujna, oszroniona sierść dawno się rozmyła. Rozpędzone sanie szarpnęły sznur i chmura drgnęła z wolna, przesuwając się w kierunku słońca. Chłopiec zachęcił psa do jeszcze szybszego biegu. Sam był u kresu sił. Woda lała się z niego krętymi strużkami. Za chwilę zostanie z niego i z psa jedynie kubeł wody, a przecież chmura nie zasłaniała jeszcze słońca. Ociekający wodą pies ciężko dyszał, ale biegł dalej, ciągnąc za sobą sanie i przytroczoną do nich sznurem chmurę. Gdy chłopiec przez zalane wodą oczy ujrzał pierwszy cień, rzucony przez chmurę zasłaniającą już rąbek słońca, krzyknął z radości. Jeszcze tylko parę chwil i połowa Księstwa, w tym miasteczko i Pałac Książęcy została okryta zbawiennym cieniem.

Ale oto na jego drodze pojawiła się niespodziewana przeszkoda. Była nią dziewczynka z krwi i kości i rosnący u jej stóp…nie uwierzycie…prawdziwy kwiat pieszczony słońcem.

Wycieńczony i osłupiały pies Eryka nawet nie zaszczekał. – Proszę cię! – Zawołała dziewczynka. – Nie zasłaniaj całego słońca. Jeśli to zrobisz, umrę z zimna. – Jeśli tego nie zrobię – odrzekł chłopiec – połowa Księstwa niebawem się roztopi. Ale poczekaj, zbliż się do mnie o parę kroków, a ja cofnę się do cienia, bo inaczej będziesz rozmawiać z kałużą wody. Po chwili Eryk i dziewczynka stanęli po obu stronach granicy cienia i słońca. Chłopiec, odetchnąwszy z ulgą, zaczął kontynuować przerwany wątek.

– Jeśli nie zasłonię słońca w całości– rzekł– połowa Księstwa spłynie do morza, ja nie będę opływał w lodzie do końca swych dni jako książęcy następca i stracę jedyną okazję do poślubienia pięknej córki Księcia.

– Prawdziwym Księciem – odezwała się cicho dziewczynka – a nie tylko jego następcą, zostaniesz wtedy, kiedy nie zasłonisz słońca w całości. Bo uratujesz mi życie i nie zniszczysz tych pięknych kwiatów, które po raz pierwszy ujrzałeś. Tym bardziej, że wszyscy Lodkowie są już w cieniu. Są bezpieczni. A lodu i tak będziecie mieli dostatek, bo stopnieje ten, który nie jest wam konieczny. Na jego miejscu wyrosną rośliny i kwiaty, które będziecie mogli podziwiać.

– A czy ty – odrzekł w zamyśleniu Eryk – pomyślałaś o nas, odsłaniając Słońce? Bo twoja to sprawka, czyż nie tak? Czy pomyślałaś, że wszyscy Lodkowie mogli zginąć, kiedy ty grzałaś się w słońcu i podziwiałaś kwiaty?

– Przepraszam… nie wiedziałam, było mi tak zimno. Co zrobisz?

Nastała chwila ciszy. Bardzo długa chwila, podczas której Eryk wpatrywał się w jakże dzielną dziewczynkę. Ale jakże ta dzielna dziewczynka drżała…

– Zrobię więcej. – Postanowił twardo. – Ustanowię tu granicę między cieniem i słońcem. I będę tej granicy strzegł, tak abyś ty mogła tulić się w słońcu, a my pogrążać w chłodzie. – Jego słowa nawet dla niego były zaskoczeniem.

 Dziewczynka i chłopiec podali sobie ręce na granicy światłocienia. Ściskali dłonie bardzo długo, a mimo to dziewczynka nie czuła bólu marznącej piąstki, a chłopiec nie zważał na topniejącą dłoń.

Koniec

Komentarze

Neurologu, kilka uwag wstępnych, technicznych:

 

1) Nie wrzucaj tekstu do przedmowy. Przedmowa służy temu, żeby tekst przedstawić. Wrzucenie go tam w całości nie zwiększy czytalności.

2) Zrób coś z formatowaniem, bo na razie od tych krótkich, niewyjustowanych linijek można dostać ciężkiej neurozy.

3) Nie wrzucaj kilku tekstów pod rząd tego samego dnia – daj czytelnikom zapoznać się z Twoją twórczością powoli, to naprawdę lepiej działa.

 

Polecam lekturę tego portalowego poniekąd przewodnika:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Powodzenia!

http://altronapoleone.home.blog

Neurochirurgu, przejrzałam Twoje drugie opowiadanie i, aby nie powtarzać tego, co napisałam pod Bajeczką, obiema rękami podpisuję się pod słowami Drakainy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uwagi techniczne: poza tym, co już powiedziała drakaina, nie ma sensu wstawiać tytułu do tekstu. Dopisywanie "koniec" na końcu też jest zbędne. Ponadto: literówki w tytule odstraszają wielu czytelników. Pisanie tytułu małą literą jest niepoprawne i może być uzasadnione tylko potrzebą artystyczną. Justunek robiony enterami – odradzam gorąco. Potem będziesz miał kupę roboty przy głupiej zmianie wielkości czcionki.

 Gdzieś, na krańcu świata gdzie

Gdzieś na krańcu świata, dokąd…

 błąkające po całym niebie

Błąkające się.

 starcza im jedynie sil

Starcza im sił jedynie.

słońca co

Słońca, co.

 ….. .

Co to ma być?

 Wszystko , co leży w obrębie księstwa jest z lodu

Wszystko, co leży w obrębie księstwa, jest z lodu.

 Słowem , jest

Przecinek przykleja się do słowa.

 przeźroczyście jeśli

Przezroczyście, jeśli.

 skrzących się i mieniących lodowych ubranek lodowych ludzi w lodowatych promieniach słońca.

Błąd składniowy: ubranek lodowych ludzi, skrzących się i mieniących w lodowatych promieniach słońca.

 I tak sobie życie płynęło

Jak?

 ślizgało gdy

Ślizgało się, gdy.

 nie uwierzycie..

Doprawdy. Wielokropek ma trzy kropki. 3. III.

 Jak się tu znalazła nie wiadomo

Jak się tu znalazła, nie wiadomo.

 Prawdopodobnie

To nie jest bajkowe słowo.

 okręt którym płynęła zatonął

Okręt, którym płynęła, zatonął.

 morsy które

Morsy, które.

 lądu jaki znały

Lądu, jaki znały.

jednego nawet kroku nie mogła zrobić nie poślizgnąwszy się

Raczej: nie mogła zrobić nawet kroku, żeby się nie pośliznąć.

 zgrabiałe rączki na próżno usiłowały rozmasować zmarznięte uszy i najczerwieńszy z nosków.

To jest takie słodkie, że zęby bolą.

 Swego ratunku

Po prostu: ratunku.

 słońcu które istnieć przecież musiało.

Nienaturalne: słońcu, które przecież musiało istnieć. (Nie musiało.)

jak go znaleźć

Jak je znaleźć, słońce jest rodzaju nijakiego.

 zarys bladej kuli którą mogło być ciepłe słońce

Czyli je znalazła. Przecinek przed "którą".

 

Dalej tylko przeglądam: niechlujny język, błędy do wyłapania przez autokorektę. Traktujesz czytelnika jak bezdzietna sześćdziesięcioletnia sprzedawczyni słodyczy – dzieci zniechęcą się nawet szybciej od dorosłych. Kłopoty z interpunkcją.

Jest tu jakaś myśl, i to niegłupia, ale przekazujesz ją w taki sposób, że mało kto dotrwa do końca. Oj, dużo pracy przed Tobą – a po pierwsze pamiętaj, że choćbyś nie wiem, jaką mądrość miał na myśli, nikt jej nie przeczyta, jeżeli ją zapiszesz tak byle jak.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

I kolejny tekst, którego nie mogę przeczytać mimo dyżuru. Neurologu, posłuchaj się sugestii Drakainy.

Krótko jako dyżurny – uwagi jak przy poprzednim tekście. Zobacz zwłaszcza na treści pod linkami :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Starałem się poprawić tekst na ile pozwalało mi niedoskonałe kopiowanie.

Hmm. Na jakim komputerze piszesz? U mnie (Linux Mint + LibreOffice) wszystko kopiuje się bez problemu. Może spróbuj użyć edytora tekstu (Notatnik/emacs) zamiast procesora (wszystkie te Office’y i AbiWordy)? A w ogóle najlepiej się skupić na treści, a formatowanie zostawić jak najprostsze. Nie jesteśmy ostatecznie drukarnią.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ta bajka spodobała mi się bardziej od poprzedniej, ale cóż, z zimną krwią zamordowałeś ją wykonaniem. :(

Mam nadzieję, że niebawem opanujesz sztukę zamieszczania poprawnie napisanych tekstów i Twoje kolejne opowiadania nie będą najeżone błędami i usterkami, którymi odstraszają w tej chwili. Neurologu, przeczytałam obie bajki, bo są krótkie, ale dłuższe opowiadania odwiedzę dopiero wtedy, kiedy będą się nadawać do czytania.

 

tam leży lo­do­we Księ­stwo Lod­ków.

Wszyst­ko, co leży w ob­rę­bie księ­stwa, jest z lodu. A więc, w lo­do­wych do­mach miesz­ka­ją lo­do­wi lu­dzie, psy, koty, myszy i ka­ra­lu­chy. A więc głów­ną ulicą w je­dy­nym mia­stecz­ku księ­stwa jest naj­dłuż­sza ze zna­nych śli­zga­wek, którą lo­do­wi lu­dzie i ich lo­do­we dzie­ci po­ko­nu­ją na lo­do­wych łyż­wach, śmie­jąc się krysz­ta­ło­wy­mi dzwo­necz­ka­mi. A więc naj­więk­szym… –> Nie powinno rozpoczynać się zdania od A więc

Czy wszystkie powtórzenia są konieczne?

 

– Nie­do­bra chmu­ra– po­my­śla­ła gniew­nie dziew­czyn­ka… –> Pierwsza pauza zbędna, brak spacji przed drugą pauzą.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

cie­płym po­wie­trzem, jaki jej zo­stał jesz­cze w płuc­kach. –> Powietrze jest rodzaju nijakiego, więc: …cie­płym po­wie­trzem, jakie jej zo­stało jesz­cze w płuc­kach.

 

że le­d­wie to ba­lo­nik wy­trzy­mał. –> Raczej: …że balonik le­d­wie to wy­trzy­mał.

 

to ba­lo­nik wy­trzy­mał. Za­ci­snę­ła wylot ba­lo­ni­ka spin­ką wy­ję­tą z wło­sów, która lu­bi­ła ni stąd, ni z owąd się otwo­rzyć. I pchnę­ła na­dy­ma­ny do gra­nic moż­li­wo­ści ba­lo­nik w kie­run­ku za­sła­nia­ją­cej słoń­ce chmu­ry. Ba­lo­nik po­szy­bo­wał ku górze i będąc już nie­da­le­ko chmu­ry, ka­pry­śna spin­ka tym razem zgod­nie z ży­cze­niem dziew­czyn­ki się otwo­rzy­ła. Z ba­lo­ni­ka wy­fru­nę­ła istna wi­chu­ra, prze­pę­dza­jąc nie­szczę­sną chmu­rę. –> Powtórzenia.

I pchnę­ła na­dy­ma­ny do gra­nic… –> I pchnę­ła na­dęty/ nadmuchany do gra­nic…

Ba­lo­nik po­szy­bo­wał ku górze i będąc już nie­da­le­ko chmu­ry, ka­pry­śna spin­ka tym razem zgod­nie z ży­cze­niem dziew­czyn­ki się otwo­rzy­ła. –> Ba­lo­nik po­szy­bo­wał ku górze i kiedy był już nie­da­le­ko chmu­ry, ka­pry­śna spin­ka, tym razem zgod­nie z ży­cze­niem dziew­czyn­ki, otwo­rzy­ła się.

 

Dziew­czyn­ka po­cią­gnę­ła naj­czer­wień­szym ze zmar­z­nię­tych no­sków i z ra­do­ścią wy­cią­gnę­ła zgra­bia­łe… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Moi mili Lod­ko­wie-rzekł smut­no-sta­ła się rzecz strasz­na… –> Brak spacji przed i po dywizach, zamiast których powinny być półpauzy: – Moi mili Lod­ko­wie rzekł smut­no sta­ła się rzecz strasz­na

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

a potem my sami się roz­to­pi­my ! –> Zbędna spacja przed wykrzyknikiem.

 

Spójrz­cie!-uniósł do góry krysz­ta­ło­wą szklan­kę… –> Masło maślane; czy mógł unieść szklankę do dołu?

Skąd mieli kryształową szklankę, skoro w tej krainie wszystko było z lodu?

Wystarczy: Spójrz­cie! uniósł szklan­kę

 

– Jam jest Panie… –> – Jam jest, panie

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy wracamy się do kogoś listownie.

 

oddam ci rękę mojej je­dy­nej córki, zo­sta­niesz moim za­stęp­cą… –> Czy tu aby nie miało być: …oddam ci rękę mojej je­dy­nej córki, zo­sta­niesz moim na­stęp­cą

 

bę­dziesz opły­wał w lo­dzie… –> …bę­dziesz opły­wał w lód do… Lub: …bę­dziesz pławił się w lo­dzie

 

opu­ścił Ksią­żę­cy Pałac. –> Dlaczego wielkie litery?

 

Za­przągł swego ulu­bio­ne­go psa w lo­do­we sanie… –> Za­przągł swego ulu­bio­ne­go psa do lodowych sań

 

– Pro­szę cię ! – za­wo­ła­ła dziew­czyn­ka – nie za­sła­niaj ca­łe­go słoń­ca.

Jeśli to zro­bisz, umrę z zimna. –> Zbędny enter. Zbędna spacja przed wykrzyknikiem.

 

– Jeśli tego nie zro­bię – od­rzekł chło­piec – po­ło­wa Księ­stwa nie­ba­wem

się roz­to­pi. Ale po­cze­kaj, zbliż się do mnie o parę kro­ków, a ja

cofnę się do cie­nia… –> Dwa zbędne entery.

 

Co zro­bisz ? –> Zbędna spacja przed pytajnikiem.

 

a my po­grą­żać w chło­dzie, – jego słowa… –> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za wszelkie uwagi i poprawki. Nie zdawałem sobie sprawy , że może być ich tak wiele. No ale cóż,nie jestem redaktorem, a pisarzem niedzielnym. Kiedyś wysyłałem nieodżałowanemu Maćkowi Parowskiemu maszynopisy i miał tylko uwagi dotyczące adjustacji. Ale to było dawno temu.

Parę uwag odnośnie komentarzy. Kryształowa szklanka może być przecież z lodu. 

Ciężka neuroza po tym niewinnym tekście powinna być odwracalna:]

Posiadam zwykły komputer , zwykły Word i kilka osób bardziej biegłych ode mnie w obsłudze komputera nie potrafiło mi pomóc w skopiowaniu sformatowanego i poddanego autokorekcie tekstu do portalu. Widocznie to jeszcze przede mną. Komputer spełniał dla mnie do tej pory inną funkcję.

Staram się skupiać na treści, ale brakuje mi wprawy w formatowaniu , interpunkcji i innych technicznych funkcji, do czego się z pokorą przyznaję , ale za to właśnie dostałem po głowie.

Krótkie opowiadanie , a usłyszałem /skracając/ ,że jestem niechlujną, starą, bezdzietną babą mordującą dzieci , które chciały tylko cukierki. :]

No , ale poprawiłem tekst zgodnie z sugestiami . I co się dalej dzieje?

Poniedziałek rano,powodzenia!

 

Dzię­ku­ję za wszel­kie uwagi i po­praw­ki. Nie zda­wa­łem sobie spra­wy , że może być ich tak wiele. No ale cóż,nie je­stem re­dak­to­rem, a pi­sa­rzem nie­dziel­nym.

I ja, Neurologu, nie jestem żadną redaktorką, a tylko całotygodniową czytelniczką-amatorką, wyłapującą różne byczki. ;)

 

Krysz­ta­ło­wa szklan­ka może być prze­cież z lodu. 

Pewnie z lodu można wyciąć szklankę i ozdobić ja pysznie rżniętym wzorem – tak jak wykonuje się imponujące rzeźby lodowe – ale to nadal będzie szklanka lodowa, nie kryształowa. ;)

 

 

Naurologu, rozumiem Twoje żale do niedobrego komputera i pretensje do świata z powodu własnej niemocy w opanowaniu urządzenia, ale w tej materii nie potrafię pomóc, bo zupełnie się na tym nie znam. Mój komputer ma dziesięć lat i służy mi wyłącznie do odwiedzania strony NF, czytania opowiadań, pisania komentarzy i korzystania z różnych słowników.

Życzę powodzenia w nierównym boju z opornym sprzętem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

kilka osób bardziej biegłych ode mnie w obsłudze komputera nie potrafiło mi pomóc w skopiowaniu sformatowanego i poddanego autokorekcie tekstu do portalu

Copy + paste?

usłyszałem /skracając/ ,że jestem niechlujną, starą, bezdzietną babą mordującą dzieci , które chciały tylko cukierki. :]

No , ale poprawiłem tekst zgodnie z sugestiami . I co się dalej dzieje?

Teraz przyjdą następni malkontenci :P

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No to się doigrałem :)

A mnie się spodobała ta bajeczka. Widać, że ma taki naturalny wdzięk, a nie jest wysilona i wydumana, jak wiele opowiastek tego typu.

Dzięki za wszelkie uwagi. Wybaczcie trud czytania. Co w mojej mocy, poprawiłem, wedle wskazówek, za które dziękuję. 

Ta “opowiastka” miała dla mnie duże znaczenie, więc z pokorą zbierałem ciosy za styl, interpunkcję. Dla korzyści dla tekstu. Dziękuję “wyjadaczom” portalu.

I tu widzisz bałwanie , mimo zrugania cię przez portal wręczyłem dzieciom tekst (dziećmi już one nie są) cementując ich przyjaźń od dwudziestu pięciu lat.

Nowa Fantastyka