- Opowiadanie: Neurolog1# - Książę Światłocienia

Książę Światłocienia

Tekst napisany około trzydzieści lat temu dla córki i syna

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Książę Światłocienia

 

Gdzieś, na krańcu świata ,dokąd błąkające się po całym niebie

promienie

słońca nie mogą trafić… , a gdy już wreszcie tam dotrą, starcza im  

sił jedynie na rozproszenie mroku. Gdzie zuchwałe, śnieżne bałwany

śmieją się z takiego słońca, co wiecznie skryte za ciemnymi chmurami

 nie może utrzeć im nosa… . Właśnie gdzieś tam leży lodowe

Księstwo Lodków.

Wszystko , co leży w obrębie księstwa , jest z lodu. A więc w

lodowych

domach mieszkają lodowi ludzie, psy, koty, myszy i karaluchy. A więc

główną ulicą w jedynym miasteczku księstwa jest najdłuższa ze

znanych ślizgawek, którą lodowi ludzie i ich lodowe dzieci pokonują

na lodowych łyżwach śmiejąc się kryształowymi dzwoneczkami. A

więc największym przysmakiem Lodków jest odpowiednio

przyrządzony sopel lodu.

Słowem ,  jest tam skrzypiąco mroźno, dźwięcznie gładko i prawie

Przezroczyście ,  jeśli nie liczyć skrzących się i mieniących lodowych

ubranek lodowych ludzi w lodowatych promieniach słońca.

I tak sobie życie płynęło , a właściwie ślizgało się , gdy pewnego dnia,

nieopodal Księstwa znalazła się… nie uwierzycie… prawdziwa

dziewczynka z krwi i kości, no, rzecz jasna, przemarznięta na wskroś.

Jak się tu znalazła , nie wiadomo. Zdaje się ,że  okręt , którym

płynęła, zatonął . A ją uratowały lodowe morsy ,które

 na swoich grzbietach przyholowały do jedynego

stałego lądu , jaki znały.

Do Krainy Wiecznego Lodu.

Biedna dziewczynka jednego nawet kroku nie mogła zrobić nie

poślizgnąwszy się, a zgrabiałe rączki na próżno usiłowały rozmasować

zmarznięte uszy i czerwony nosek.

Swego ratunku upatrywała w słońcu . które przecież musiało istnieć.

Ale jak je znaleźć, skoro całe niebo zasnute było nisko wiszącymi

chmurami. Za jedną z nich dostrzegła jednak zarys bladej kuli , którą

mogło być ciepłe słońce.

– Niedobra chmura– pomyślała gniewnie dziewczynka i wsadziła zimny

paluszek do buzi intensywnie myśląc jak się jej pozbyć. Nie namyślała

się zresztą zbyt długo. Z zakamarków swej przemoczonej kurteczki,

spośród swych najpotrzebniejszych rzeczy, wyjęła gumowy balonik. I

z całych sił dmuchnęła w niego gniewnym, ciepłym , jaki

jej został jeszcze w płuckach. Dmuchnęła tak mocno, że ledwie to

balonik wytrzymał. Zacisnęła wylot balonika spinką wyjętą z włosów,

która lubiła ni stąd ni z owąd się otworzyć. I pchnęła nadymany do

granic możliwości balonik w kierunku zasłaniającej słońce chmury.

Balonik poszybował ku górze i będąc już niedaleko chmury, kapryśna

spinka tym razem zgodnie z życzeniem dziewczynki otworzyła się. Z

balonika wyfrunęła istna wichura przepędzając nieszczęsną chmurę.

Stał się cud. Wyjrzało zdziwione słońce…. Chyba po raz pierwszy nad

Krainą Wiecznego Lodu i Księstwem Lodków.

Dziewczynka pociągnęła najczerwieńszym ze zmarzniętych nosków i z

radością wyciągnęła zgrabiałe rączki ku ciepłu promieniującemu ze

słońca.

Tymczasem , w Księstwie Lodków zapanowało niesłychane

poruszenie.

Wszyscy wybiegli ze swych lodowych domków by zobaczyć tę

gorejącą kulę na niebie. Najstarsi lodowi starcy kręcili ze zdziwieniem

głową pobrzękując przy tym strugami lodowych włosów. Czegoś tak

jasnego i gorącego nigdy do tej pory nie widzieli. Ale wnet musieli

oderwać swe oczy od tej niezwykłości , gdy ich lodowe stroje

poddane

działaniu promieni słonecznych zaczęły opływać wodą. Jeszcze tego

dnia Lodowy Książe zebrał wszystkich swoich poddanych do

najgłębszego i najmroźniejszego zakamarka Książęcego Pałacu.

– Moi mili Lodkowie– rzekł smutno– stała się rzecz straszna… wyjrzało

słońce! I już niedługo nasze domy, a potem my sami roztopimy się! Z

całego Księstwa zostanie jedynie rwący potok , który wpadnie do

morza! Zresztą…,strumyk łez zaczął już płynąć.

 Spójrzcie!-uniósł do góry kryształową szklankę wypełnioną wodą –

Oto jeden z moich synów , który poszedł na polowanie i zaskoczyło go

słońce z dala od domu. A oto jego pies.– tym razem wody w szklance

było nieco mniej– A oto, lodowy zająć, którego oni nie zdążyli

upolować , gdyż ubiegło ich słońce! Wreszcie podniósł z niejakim

trudem dużą wazę wypełnioną wodą– oto moja straż przyboczna ,

którą wysłałem by ostrzec mego syna.

Nastała mroźna cisza.

– Lodkowie! – po chwili przerwy kontynuował Książe– Czy zostało nam

już tylko oczekiwanie na płynny los?

Czy może znajdzie się wśród was jakiś śmiałek , gotów zaryzykować

życiem by uratować nasze Księstwo, nasze życie , nasz świat?!

– Jam jest Panie…– przed Księciem stanął chłopiec o imieniu Eryk –

powiedz mi tylko jak mam tego dokonać , a uczynię to.

– Dzielny chłopcze…– rzekł wzruszony Księże– jeśli podołasz temu

zadaniu i uratujesz nas od zagłady, oddam ci rękę mojej jedynej

córki, zostaniesz moim zastępcą i będziesz opływał w lodzie do końca

swoich dni. Masz na to moje słowo. A teraz posłuchaj uważnie.

Jedynym dla nas ratunkiem jest to , by chmura wróciła na swoje

miejsce i zasłoniła słońce. Aby to osiągnąć trzeba by wspiąć się na

najwyższy szczyt Księstwa, zarzucić linę na chmurę i przesunąć ją, aż

zasłoni nas przed działaniem zabójczych promieni słońca. Czy nadal

jesteś pewien swojej decyzji?

– Tak Księże – rzekł Eryk i nie zwlekając opuścił Książęcy Pałac.

Chłopiec ruszył w drogę o zmroku, wtedy tylko nie groziło mu

roztopienie na śmierć. Zaprzągł swego ulubionego psa w lodowe

sanie i popędził go gromką komendą. Gnał przed siebie

nieprzerwanie całą noc , aż do świtu, kiedy promienie wschodzącego

słońca zaczęły go niemile łechtać. Ukrył się wtedy w lodowej grocie,

drżąc z ciepła. O zmroku znowu ruszył. I tak było przez kilka dni , aż

wreszcie osiągnął upragniony szczyt. Udało mu się schwycić

nieszczęsną chmurę już za pierwszym rzutem liny. Drugi koniec

sznura przywiązał do sań i popędził psa, którego niegdyś bujna,

oszroniona sierść dawno się rozmyła. Rozpędzone sanie szarpnęły

sznur i chmura drgnęła z wolna , przesuwając się w kierunku słońca.

Chłopiec zachęcił psa do jeszcze szybszego biegu. Sam, był u kresu

sił. Woda lała się z niego krętymi strużkami. Za chwilę zostanie z

niego i z psa jedynie kubeł wody , a przecież chmura nie zasłaniała

jeszcze słońca. Ociekający wodą pies ciężko dyszał, ale biegł dalej

ciągnąc za soba sanie i przytroczoną do nich sznurem chmurę. Gdy

chłopiec przez zalane wodą oczy ujrzał pierwszy cień , rzucony przez

chmurę zasłaniającą już rąbek słońca, krzyknął z radości. Jeszcze tylko

parę chwil i połowa Księstwa, w tym miasteczko i Pałac Książęcy

została okryta zbawiennym cieniem.

Ale oto na jego drodze pojawiła się niespodziewana przeszkoda.

Była nią dziewczynka z krwi i kości i rosnący u jej stóp… nie

uwierzycie… prawdziwy kwiat pieszczony słońcem.

Wycieńczony i osłupiały pies Eryka nawet nie zaszczekał.

– Proszę cię ! – zawołała dziewczynka – Nie zasłaniaj całego słońca… .

Jeśli to zrobisz, umrę z zimna.

– Jeśli tego nie zrobię – odrzekł chłopiec – połowa Księstwa niebawem

się roztopi… . Ale poczekaj , zbliż się do mnie o parę kroków , a ja

cofnę

się do cienia, bo inaczej będziesz rozmawiać z kałużą wody.

Po chwili Eryk i dziewczynka stanęli po obu stronach granicy cienia i

słońca. Chłopiec odetchnąwszy z ulgą , zaczął kontynuować przerwany

wątek.

– Jeśli nie zasłonię słońca w całości– rzekł– połowa Księstwa spłynie do

morza, ja nie będę opływał w lodzie do końca swych dni jako książęcy

zastępca i stracę jedyną okazję do poślubienia pięknej córki Księcia.

– Prawdziwym Księciem– odezwała się cicho dziewczynka– a nie tylko

jego zastępcą , zostaniesz wtedy, kiedy nie zasłonisz słońca w całości.

Bo uratujesz mi życie i nie zniszczysz tych pięknych kwiatów które po

raz pierwszy ujrzałeś. Tym bardziej , że wszyscy Lodkowie są już w

cieniu. Są bezpieczni. A lodu i tak będziecie mieli dostatek, bo

stopnieje ten, który nie jest wam konieczny. A na jego miejscu

wyrosną rośliny i kwiaty które będziecie mogli podziwiać.

-A czy ty – odrzekł w zamyśleniu Eryk– pomyślałaś o nas odsłaniając

 Słońce ? Bo twoja to sprawka… czyż nie tak? Czy pomyślałaś , że

wszyscy Lodkowie mogli zginąć , kiedy ty grzałaś się w słońcu i

podziwiałaś kwiaty?

– Przepraszam… , nie wiedziałam…było mi tak zimno.  Co zrobisz Eryku?

Nastała chwila ciszy. Bardzo długa chwila, podczas której Eryk

wpatrywał się w jakże dzielną dziewczynkę. Ale jakże ta dzielna

dziewczynka drżała… .

– Zrobię więcej – postanowił twardo – ustanowię tu granicę między

cieniem i słońcem. I będę tej granicy strzegł , tak abyś ty mogła tulić się

w słońcu, a my pogrążać w chłodzie, – jego słowa nawet dla niego były

zaskoczeniem… .

Dziewczynka i chłopiec podali sobie ręce na granicy światłocienia.

Ściskali dłonie bardzo długo , a mimo to dziewczynka nie czuła bólu

marznącej piąstki , a chłopiec nie zważał na topniejącą dłoń.

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Neurologu, kilka uwag wstępnych, technicznych:

 

1) Nie wrzucaj tekstu do przedmowy. Przedmowa służy temu, żeby tekst przedstawić. Wrzucenie go tam w całości nie zwiększy czytalności.

2) Zrób coś z formatowaniem, bo na razie od tych krótkich, niewyjustowanych linijek można dostać ciężkiej neurozy.

3) Nie wrzucaj kilku tekstów pod rząd tego samego dnia – daj czytelnikom zapoznać się z Twoją twórczością powoli, to naprawdę lepiej działa.

 

Polecam lekturę tego portalowego poniekąd przewodnika:

 

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676

 

Powodzenia!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Neurochirurgu, przejrzałam Twoje drugie opowiadanie i, aby nie powtarzać tego, co napisałam pod Bajeczką, obiema rękami podpisuję się pod słowami Drakainy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uwagi techniczne: poza tym, co już powiedziała drakaina, nie ma sensu wstawiać tytułu do tekstu. Dopisywanie "koniec" na końcu też jest zbędne. Ponadto: literówki w tytule odstraszają wielu czytelników. Pisanie tytułu małą literą jest niepoprawne i może być uzasadnione tylko potrzebą artystyczną. Justunek robiony enterami – odradzam gorąco. Potem będziesz miał kupę roboty przy głupiej zmianie wielkości czcionki.

 Gdzieś, na krańcu świata gdzie

Gdzieś na krańcu świata, dokąd…

 błąkające po całym niebie

Błąkające się.

 starcza im jedynie sil

Starcza im sił jedynie.

słońca co

Słońca, co.

 ….. .

Co to ma być?

 Wszystko , co leży w obrębie księstwa jest z lodu

Wszystko, co leży w obrębie księstwa, jest z lodu.

 Słowem , jest

Przecinek przykleja się do słowa.

 przeźroczyście jeśli

Przezroczyście, jeśli.

 skrzących się i mieniących lodowych ubranek lodowych ludzi w lodowatych promieniach słońca.

Błąd składniowy: ubranek lodowych ludzi, skrzących się i mieniących w lodowatych promieniach słońca.

 I tak sobie życie płynęło

Jak?

 ślizgało gdy

Ślizgało się, gdy.

 nie uwierzycie..

Doprawdy. Wielokropek ma trzy kropki. 3. III.

 Jak się tu znalazła nie wiadomo

Jak się tu znalazła, nie wiadomo.

 Prawdopodobnie

To nie jest bajkowe słowo.

 okręt którym płynęła zatonął

Okręt, którym płynęła, zatonął.

 morsy które

Morsy, które.

 lądu jaki znały

Lądu, jaki znały.

jednego nawet kroku nie mogła zrobić nie poślizgnąwszy się

Raczej: nie mogła zrobić nawet kroku, żeby się nie pośliznąć.

 zgrabiałe rączki na próżno usiłowały rozmasować zmarznięte uszy i najczerwieńszy z nosków.

To jest takie słodkie, że zęby bolą.

 Swego ratunku

Po prostu: ratunku.

 słońcu które istnieć przecież musiało.

Nienaturalne: słońcu, które przecież musiało istnieć. (Nie musiało.)

jak go znaleźć

Jak je znaleźć, słońce jest rodzaju nijakiego.

 zarys bladej kuli którą mogło być ciepłe słońce

Czyli je znalazła. Przecinek przed "którą".

 

Dalej tylko przeglądam: niechlujny język, błędy do wyłapania przez autokorektę. Traktujesz czytelnika jak bezdzietna sześćdziesięcioletnia sprzedawczyni słodyczy – dzieci zniechęcą się nawet szybciej od dorosłych. Kłopoty z interpunkcją.

Jest tu jakaś myśl, i to niegłupia, ale przekazujesz ją w taki sposób, że mało kto dotrwa do końca. Oj, dużo pracy przed Tobą – a po pierwsze pamiętaj, że choćbyś nie wiem, jaką mądrość miał na myśli, nikt jej nie przeczyta, jeżeli ją zapiszesz tak byle jak.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka