- Opowiadanie: Blacktom - Porządek rzeczy

Porządek rzeczy

Trosz­ku po­waż­nie, trosz­ku nie­po­waż­nie, ale ge­ne­ral­nie o czymś ;)

No i wy­ko­na­nie... Nigdy nie mam dość czasu i chęci.

Uda­nej lek­tu­ry :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Porządek rzeczy

To jest nawet za­baw­ne.

Przez ku­chen­ne okno zo­ba­czył nową nysę na czar­nych bla­chach, z któ­rej wy­bie­gło dzie­się­ciu uzbro­jo­nych po zęby es­be­ków. Mógł to prze­wi­dzieć. Pło­mień świe­cy nie słu­chał go jak daw­niej. Z całą pew­no­ścią służ­by ty­go­dnia­mi ob­ser­wo­wa­ły ka­mie­ni­cę, aby mieć stu­pro­cen­to­wą pew­ność, że tu się ukry­wa.

Zrzu­cił po­wło­kę sa­mot­nej matki trój­ki dzie­ci, ubra­nej w dziu­ra­wy po­lie­stro­wy far­tuch i ci­snął w kąt nie­obra­ne­go do końca ziem­nia­ka. Gwar zabaw dzie­ci do­cho­dzą­cy z po­ko­ju obok umilkł jak ucię­ty nożem. Piski i prze­ko­ma­rza­nia, które mu­siał zno­sić kilka dłu­gich lat no­we­go ży­wo­ta, znik­nę­ły wraz z koń­cem do­sko­na­łej ilu­zji. Nie spo­dzie­wał się, że cisza, która na­sta­ła, bę­dzie tak przy­jem­na, wy­zwa­la­ją­ca, zwłasz­cza w tych oko­licz­no­ściach.

Może to już czas.

Nie­tz­sche uśmie­chał się spod su­mia­ste­go wąsa na okład­ce książ­ki z do­mo­wej bi­blio­tecz­ki schlud­nie wy­eks­po­no­wa­nej na ścia­nie przed­po­ko­ju.

Bóg umarł! Bóg nie żyje!

Stary dureń.

Nie miał zbyt wiele opcji. Czwar­te pię­tro, brak wyjść ewa­ku­acyj­nych i ak­tyw­nych sys­te­mów bez­pie­czeń­stwa. Za taką cenę wy­my­kał się al­go­ryt­mom miej­skie­go po­rząd­ku, a teraz był pe­wien, że do­tych­cza­so­we sta­ra­nia speł­zły na ni­czym. Czuł nie­mal wszyst­kie ka­me­ry z oko­li­cy wy­ce­lo­wa­ne w tę ob­skur­ną norę bie­do­ty cze­ka­ją­cej na wy­rów­na­nie szans spo­łecz­nych, w któ­rej zna­lazł schro­nie­nie. Świa­tła ska­ne­rów w każ­dym do­stęp­nym spek­trum wier­cą­ce jego roz­dy­go­ta­ne ru­chem ato­mów ciało. Już wie­dzą kim jest i ko­lej­ne ma­sko­wa­nie nie bę­dzie moż­li­we. Tego był pe­wien. Kie­dyś pró­bo­wał­by zmie­nić wy­miar. Skie­ro­wać myśli i otwo­rzyć wrota As­gar­du, jak to tylko on po­tra­fił. Ale to nie było już moż­li­we. Nie, gdy As­gard prze­stał ist­nieć.

Roz­le­gło się ło­mo­ta­nie do drzwi.

– Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa! Obiek­cie L, otwie­raj. Wiemy, że tam je­steś!

– Spier­da­laj! – od­wark­nął. – Macie w ogóle nakaz?

– Wpuść nas, bo ina­czej…

– Bo co? Za­bro­nisz mi wi­dy­wać się z twoją matką? Taka ko­bie­ta za­słu­gu­je na po­rząd­ne…

Drzwi wy­le­cia­ły z hu­kiem. Nie­mal jed­no­cze­śnie za nimi wpadł gra­nat po­la­ry­zu­ją­cy. Błysk pul­su­ją­ce­go świa­tła unie­moż­li­wił mu wpro­wa­dze­nie czą­ste­czek po­wie­trza w wi­bra­cje i sku­mu­lo­wa­nie fali cie­pła. Za to zdą­żył przy­jąć swoje praw­dzi­we roz­mia­ry. Pę­dzą­ce elek­tro­ny w ato­mach jego tka­nek po­wró­ci­ły z za­cie­śnio­nych tra­jek­to­rii ruchu z po­wro­tem na miej­sca. Loki nie­mal wy­peł­nił sobą po­miesz­cze­nie.

– Trans­mor­fu­je! – roz­legł się krzyk. Wkra­cza­ją­cy do miesz­ka­nia w po­pło­chu wy­co­fa­li się na ko­ry­tarz. Kto nie zdą­żył, wle­ciał wraz ze ścian­ką dzia­ło­wą do są­sied­nie­go po­ko­ju.

Loki nie cze­kał, aż spe­cjal­ni otrzą­sną się, i sta­ra­no­wał ścia­nę, którą miał za ple­ca­mi. Z im­pe­tem wpadł do ła­zien­ki są­sia­da. W gry­zą­cym pyle zmie­nił formę i nim es­be­cy wtar­gnę­li do środ­ka, młó­cąc po­wie­trze z mio­ta­czy mi­kro­fa­lo­wych, znik­nął w szu­mie spusz­cza­nej wody.

***

I co dalej?

Prze­mie­rzał la­bi­rynt ka­na­łu spły­wa­ją­cy nie­czy­sto­ścia­mi. Po­mysł na­ro­bie­nia ha­ła­su i wsko­cze­nia do kibla w po­sta­ci węża nie na­le­żał do naj­bar­dziej bły­sko­tli­wych, ale oka­zał się sku­tecz­ny. Nie zejdą tu po niego. Nie oso­bi­ście. Zy­skał kilka dni, może nawet ty­go­dni.

Ty­go­dnie w tym odo­rze… Chyba jed­nak śmiet­nik hi­sto­rii brzmiał­by le­piej niż gów­nia­ne za­koń­cze­nie.

Przy­siadł na murku, nieco wyżej od po­zio­mu pły­ną­ce­go ście­ku. Na tyle do­brze wi­dział w ciem­no­ści, aby od­czy­tać wy­dra­pa­ne no­ży­kiem na ce­głach for­mu­ją­cych kanał imię z prze­szło­ści i jedno zda­nie: „Z Bo­giem i bez Boga”. Hart ducha wy­ry­ty dla po­tom­nych.

De­li­kat­ny ruch po­wie­trza wy­rwał go z za­du­my. U zbie­gu ko­ry­ta­rzy roz­bły­sło świa­tło i chwi­lę potem oczom Lo­kie­go uka­za­ło się dziec­ko w zwiew­nej sza­cie, le­wi­tu­ją­ce tuż nad ście­kiem. Skóra chło­pa­ka ja­rzy­ła się we­wnętrz­nym bla­skiem. Blond włosy roz­wie­wa­ły stru­mie­nie pola opto­ma­gne­tycz­ne­go, ge­ne­ro­wa­ne przez na­no­bo­ty krą­żą­ce w ży­łach mo­dy­fi­ko­wa­ne­go ciała. Nie do­ce­nił za­an­ga­żo­wa­nia służb.

– Obiek­cie L, je­stem emi­sa­riu­szem sys­te­mu obron­ne­go mia­sta. Wy­słu­chaj mnie. Mia­sto chce dobra swoich miesz­kań­ców. Oddaj się nam.

Uoso­bie­nie bia­łej krwin­ki miej­skie­go or­ga­ni­zmu zbli­ży­ło się na tyle, aby Loki mógł do­strzec nie­na­tu­ral­ne bladą skórę na­zna­czo­ną czer­wo­ny­mi na­czyn­ka­mi, i czar­ne, po­chła­nia­ją­ce wszyst­ko źre­ni­ce oczu cho­re­go na ze­spół Downa. Sys­tem obron­ny mia­sta stwo­rzo­ny z mar­twej ludz­kiej ma­te­rii, od­pa­du, który za­stą­pio­no zdro­wą tkan­ką, przy­no­sił za­po­wiedź jego losu.

– A co będę miał w za­mian?

– Nic. Nie masz wy­bo­ru. Zo­sta­niesz od­pro­wa­dzo­ny i za­go­spo­da­ro­wa­ny, dla dobra ogółu.

– I my­ślisz, że tak po pro­stu, bez żad­ne­go sprze­ci­wu, zgo­dzę się na coś ta­kie­go?

– Opór jest bez­ce­lo­wy. To nie­unik­nio­ne.

– Ro­zu­miem.

Loki ze­sko­czył w nurt ście­ku i bro­dząc ospa­le, zbli­żył się do chłop­ca, aby sta­nąć z nim twa­rzą w twarz. W głębi czar­nych oczu nie zo­ba­czył stra­chu, bólu, od­rzu­ce­nia i cier­pień nie­win­ne­go. Do­strzegł je­dy­nie nie­ogar­nio­ną pust­kę.

Cios zadał, jakby od nie­chce­nia, wgnia­ta­jąc małą po­stać w ce­gla­ną ścia­nę. Rącz­ki dziec­ka sil­nie oplo­tły jego ramię w bez­ce­lo­wej pró­bie skrę­po­wa­nia ru­chów ol­brzy­ma. Nie zwa­żając na to, Loki raz za razem tłukł ucze­pio­nym emi­sa­riu­szem, aż dziec­ko zsu­nę­ło się bez­wład­nie po ścia­nie, mi­go­cząc jak uszko­dzo­na świe­tlów­ka. Ze znie­kształ­co­nych ust dobył się wy­raź­ny głos, jakby zmiaż­dżo­na klat­ka pier­sio­wa nie utrud­nia­ła mó­wie­nia.

– Są nas ty­sią­ce. Już wiemy, gdzie je­steś. Nie masz wy­bo­ru. Loki. Po­wta­rzam, to nie­unik­nio­ne…

Ale Loki już nie słu­chał. Minął wy­skro­ba­ny napis i nucąc starą pieśń chwa­ły, którą nie­gdyś usły­szał od dum­nych nor­dyc­kich że­gla­rzy, ru­szył na po­szu­ki­wa­nie naj­bliż­sze­go wyj­ścia z ka­na­łów.

Chciał spoj­rzeć w ich twa­rze. Spraw­dzić, czy może przy­po­mnieć sobie, kim jest. Od­na­leźć sie­bie.

***

Ulica była pełna ludzi, gdy klapa stu­dzien­ki wy­strze­li­ła pod ude­rze­niem po­tęż­ne­go ra­mie­nia. Na­parł za kra­wędź włazu i ro­ze­rwał sta­lo­wą ob­ręcz wraz z oka­la­ją­cym ją as­fal­tem, po­sze­rza­jąc sobie wyj­ście, jakby były zro­bio­ne z cia­sta. Tłum za­fa­lo­wał, roz­stę­pu­jąc się ni­czym skóra pod na­ci­skiem ostrej brzy­twy, po­zwa­la­jąc mu wy­gra­mo­lić się z dziu­ry i sta­nąć na nogi.

Pa­no­wa­ła nie­spo­ty­ka­na cisza. Nie­rze­czy­wi­sta i sztucz­na. Spoj­rze­nie dzie­sią­tek oczu wpa­trzo­nych w jego ol­brzy­mie ciało nie wy­ra­ża­ło ni­cze­go. Pań­stwo­wa re­or­ga­ni­za­cja na wy­pa­dek sy­tu­acji alar­mo­wych, od­bie­ra­ją­ca wła­dzę nad cia­łem, wpro­wa­dzi­ła wła­śnie za­pro­gra­mo­wa­ną ewa­ku­ację ca­łe­go sek­to­ra. Wszyst­ko, aby za­po­biec pa­ni­ce… Zsyn­chro­ni­zo­wa­ny ludz­ki rój roz­pły­nął się, zo­sta­wia­jąc Lo­kie­go sa­me­go po­śród szkla­nych ścian bu­dyn­ków po­kry­tych rzą­do­wy­mi e-ba­ne­ra­mi, na któ­rych po­ja­wi­ła się mi­li­cjant­ka wska­zu­ją­ca go pal­cem.

– Pod­daj się. Opór jest bez­ce­lo­wy!

Nysy pod­je­cha­ły na bez­piecz­ną od­le­głość. Ko­lej­ne par­tie es­bec­kich hord cze­ka­ły na jego ruch, for­mu­jąc szyk w sys­te­mo­wych ko­or­dy­na­tach w ocze­ki­wa­niu na de­cy­zję cen­tra­li.

Ra­dio­wo­zów przy­by­wa­ło, nie­mniej jed­nak moż­li­wo­ści nadal miał sporo. Mógł wy­rwać są­sied­nią la­tar­nię i użyć jej jak ma­czu­gi, ko­sząc wszyst­ko na swo­jej dro­dze. Ci­skać za­par­ko­wa­ny­mi sa­mo­cho­da­mi. Miaż­dżyć bil­l­bo­ar­do­wy­mi ekra­na­mi ni­czym ol­brzy­mią packą na muchy.

Sza­lo­ny Bóg, tak kie­dyś o nim pi­sa­no. Dość nie­po­kor­ny, aby znie­chę­cić do sie­bie wszyst­kich – ludzi, ol­brzy­mów i bó­stwa. Aby być sam dla sie­bie. De­cy­do­wać o swoim losie. By sprze­ci­wić się bogom, wy­stą­pić prze­ciw­ko nim i skru­szyć ich po­tę­gę. Nie­ste­ty. W ludz­kich oczach już tego do­strzec nie mógł.

Za­plótł ręce za głową i klęk­nął na jezd­ni, pod­da­jąc się temu, co kie­dyś było jego udzia­łem.

***

Sie­dział na zie­lo­nej łące, nagi i pięk­ny, tak jak ma­lo­wa­no go na ob­ra­zach. Syn ol­brzy­mów. Wir­tu­al­na cela miała swoje uroki, mogła być całym świa­tem, a ten, na który pa­trzył, przy­po­mi­nał mu wzgó­rza As­gar­du.

– W końcu do­pię­li­ście swego – rzu­cił w prze­strzeń.

– Tak, jak było ze wszyst­ki­mi przed tobą. – W od­po­wie­dzi usły­szał głos do­cho­dzą­cy ze­wsząd. – To było nie­unik­nio­ne.

– Gdzieś to już sły­sza­łem.

– No cóż, Obiek­cie L. Je­steś tylko wi­zu­ali­za­cją na­szych obaw, uro­je­niem sła­bych umy­słów szu­ka­ją­cych wy­ja­śnie­nia nie­zro­zu­mia­łe­go. Nie wię­cej niż tylko isto­tą, w któ­rej nasi przod­ko­wie chcie­li do­strzec siłę. Moc, któ­rej sami nie mieli. Re­lik­tem na­szych ułom­no­ści. – Naraz niebo roz­war­ło się na oścież i zstą­pił na zie­mię niski, ły­sa­wy Azja­ta w śred­nim wieku, z czer­wo­nym kra­wa­tem w żółte ka­czusz­ki. Bez­sze­lest­nie przy­siadł na tra­wie obok Lo­kie­go. – I tak nie jest źle. Ty cho­ciaż ist­nie­jesz, ob­ro­śnię­ty mi­ta­mi stwór z daw­nych cza­sów, ale praw­dzi­wie re­al­ny.

– Cie­ka­wa opi­nia jak na cy­fro­wą pro­jek­cję czło­wie­ka.

– Żar­tow­niś. Po­myśl o sobie. Może trzę­sie­nia ziemi to dalej twoja ro­bo­ta? No, tup­nij nogą – kon­ty­nu­ował urzęd­nik. – Zo­ba­czy­my, co się sta­nie.

Pa­mię­tał to jak dziś, uścisk łań­cu­chów krę­pu­ją­cych ruchy i ten par­szy­wy gad wi­szą­cy tuż nad jego głową. Sigyn pró­bu­ją­ca ulżyć mu w cier­pie­niu, zbie­ra­jąc jad do na­czy­nia. To była praw­da, to… Było śmiesz­ne! Nie­do­rzecz­ne. Gdzie w tym wszyst­kim fi­zy­ka, gdzie nauka? Gdzie praw­da?

Miał wra­że­nie, że za długo był nikim i na­zbyt wto­pił się w ludz­kość. Po­gu­bił się i zmar­no­wał swoją szan­sę. A może nigdy jej nie miał?

– Wi­dzisz, to jest wła­śnie twój pro­blem – sam nie wiesz, czym je­steś. Coś ci po­wiem. De­cy­zją Ko­mi­te­tu Cen­tral­ne­go ule­gniesz re­cy­klin­go­wi. Sta­niesz się uży­tecz­ny dla spo­łe­czeń­stwa. Ustą­pisz wła­ści­we­mu po­rząd­ko­wi i to, co było, prze­sta­nie się li­czyć. Od­naj­dziesz na­leż­ne miej­sce.

– Też mi re­we­la­cja.

– Za­po­mni­my o tobie, tak jak ludz­kość za­po­mnia­ła o two­ich bra­ciach i dzie­ciach – mi­tach, gu­słach i wszyst­kim, co urąga umy­sło­wi. Znik­niesz, tak jak znik­nę­li twoi wy­znaw­cy. Jak ci, któ­rzy o tobie jesz­cze pa­mię­ta­ją.

W jego ręku po­ja­wi­ła się wi­zu­ali­za­cja nowej Ziemi, ża­rzą­ca się nie­skoń­czo­nym bla­skiem sztucz­nych świa­teł spi­na­ją­cych in­for­ma­cją wszyst­ko i wszyst­kich. Nowy ład. Upo­rząd­ko­wa­na ma­te­ria, gdzie nie ma miej­sca na przy­pa­dek i nie­pew­ność.

– Nocy już nie ma. Prze­go­ni­li­śmy de­mo­ny spod łóżka. Żadne bó­stwo, bóg, czy mit nigdy wię­cej nie uczy­ni nas sła­by­mi.

Loki mógł coś od­po­wie­dzieć. Za­miast tego za­milkł. Słowo nie miało już mocy spraw­czej. To był finał obie­cy­wa­ne­go Ra­gna­roku. Wy­zna­nie wiary w zmierzch bogów.

Azja­ta znik­nął. Jaźń urzęd­ni­ka wró­ci­ła do syn­te­tycz­nej po­wło­ki, sie­dzą­cej gdzieś w wy­god­nym fo­te­lu na przed­mie­ściach mia­sta. Loki oczy­ma wy­obraź­ni wi­dział, jak biu­ro­kra­ta po odłą­cze­niu łyka kilka ta­ble­tek, zmie­nia usta­wie­nia po­miesz­cze­nia, aby po­now­nie spiąć się z sie­cią na wiele go­dzin. Stać się cy­fro­wym stru­mie­niem wpły­wa­ją­cym do wez­bra­nej rzeki in­for­ma­cji. Za­po­mnieć o pracy i tru­dach dnia, spo­tkać zna­jo­mych, po­roz­ma­wiać z ludź­mi. Przy­nieść uko­je­nie duszy, któ­rego już nie da­wa­ła re­li­gia. Oddać się no­we­mu, tech­no­lo­gicz­ne­mu bó­stwu w ca­ło­ści…

Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go za­bi­li!

Loki wy­buchnął śmie­chem. To było takie za­baw­ne, tak ku­rew­sko śmiesz­ne.

Roz­ba­wio­ny całą sy­tu­acją po­ło­żył się na dy­wa­nie z trawy, tak jak za daw­nych cza­sów, i spoj­rzał w błę­kit­ne niebo, po któ­rym pły­nę­ły okrę­ty kłę­bią­cych się chmur. My­ślał o tym, czym był, czego do­ko­nał. Wspo­mi­nał chwi­le spę­dzo­ne z Sigyn. Czy na­praw­dę ist­nia­ła, a może prze­czy­tał o niej kie­dyś w ja­kiejś książ­ce, usły­szał w czy­jejś opo­wie­ści? Nie miał żad­nej pew­no­ści, bo wielu rze­czy nie pa­mię­tał, ale nie prze­szka­dza­ło mu to wcale. Już nie.

Teraz był go­to­wy.

Wraz z de­li­kat­nym wie­trzy­kiem kła­dą­cym źdźbła trawy roz­pły­nął się w ni­co­ści, po­zwa­la­jąc czą­stecz­kom ciała roz­paść się na po­je­dyn­cze atomy, nim to ostat­ni czło­wiek po­bło­go­sła­wio­ny cy­fro­wą świa­tło­ścią no­we­go boga o nim za­po­mni.

Koniec

Komentarze

No solidny kawał dystopii absolutnej.

Poczatek mocno zamotał, bo byłem przekonany, że akcja dzieje się gdzieś w czasach byłego systemu. Paradoksalnie mogłoby to stworzyć jeszcze mroczniejszy obraz, niż ta wersja. Trudniej byłoby uzasadnić niektóre elementy tekstu, ale dałoby się to zrobić.Wersja futurologiczna też jest jednak dobra i szokująca.

Twardo, mocno, bez pardonu.

Dziwi, ze loki mając w pamięci przykucie do skały, tak łatwo oddał się w niewolę. Jakąś próbą odratowania tego wątku jest niepewnosć co do przeszłości, ale mam wrazenie, że o ile przekona to czytelnika nierozeznanego w mitologii nordyckiej, to rozeznanego już niekoniecznie. Jedyne, co może w tym drugim wariancie cokolwiek wyjaśniać, to plan samobójstwa przez rozpłynięcie się cząsteczek – w sumie to nawet wygląda na ostatnie oszustwo Lokiego (co nawet byłoby niezłym tytułem, gdyby nie to, że ten aktualny uderza podwójnie, gdy do czytelnika dochodzi, do jakiego poziomu sięga ta niby tylko ledwo co zarysowana dystopia).

 

Za to nie wiem co miałeś na myśli w przedmowie, pisząc o tym, że część tekstu nie jest na poważnie. Ten tekst jest bardzo poważny. I straszny.

 

Dzięki za komentarz :) Faktycznie pod względem tego jak mitologia nordycka definiowała Lokiego, jego charakter, to możnaby się spodziewać innego zakończenia. Innej wymowy tekstu. No i też stąd mój komentarz o niepoważności tekstu, bo dla wielu będzie to parodia Lokiego :) Bardzo się cieszę, że tak odebrałeś to opko. Pozdrawiam.

Zacznę od pierdółek, które mi wpadły w oko podczas czytania. 

Z całą pewnością tygodniami obserwowały (chyba -li?) kamienicę, aby mieć stuprocentową pewność, że tu się ukrywa.

 

Jakiś intuicyjny zgrzyt czuję w tym zdaniu: Nie spodziewał się, że cisza, która nastanie, będzie tak przyjemna, wyzwalająca, zwłaszcza w tych okolicznościach. Czy tu jest wszystko OK jesli chodzi o czasy? Nie jestem pewien.

 

 Nie zważywszy na to, Loki raz za razem tłukł uczepionym emisariuszem

 

Wraz z delikatnym wietrzykiem kładącym źdźbła trawy rozpłynął się w nicości, pozwalając cząsteczkom ciała rozpaść się na pojedyncze atomy

 

Jestem słaby w przecinki, jednak wydaje mi się, że u Ciebie nie jest lepiej :P

 

A jak samo opowiadanie? Dla mnie, bomba. Jest sprawnie pokazana akcja, jest niefajna i realna wizja przyszłości, jest fajny język i pomysły/wątki. Nie oceniam pod kątem spojności z mitologią i postacią Lokiego, słabo znam.

 

Bardzo mi się spodobało:

Uosobienie białej krwinki miejskiego organizmu

Nowy ład. Uporządkowana materia, gdzie nie ma miejsca na przypadek i niepewność.

…brrr

 

Super, że się podobało :) Błędy poprawię jak tylko dostanę się do kompa. Niezręcznym konstrukcjom zadań też się przyjrzę. Dzięki Łosiot :)

 

Edit.

A przecinki… Wolę na razie udawać, że są ok, bo moje grzebanie przy nich nigdy nie wychodzi mi na dobre ;)

Edit.2

Poprawki wprowadzone.

Witaj, Blacktom!

Powiedz mi, skąd Ty wziąłeś granat polaryzujący i pole optomagnetyczne? 

 

“Błysk pulsującego światła uniemożliwił mu wprowadzenie atomów powietrza w wibracje i skumulowanie fali ciepła.” – Zmieniłabym atomy na cząsteczki. Pojedyncze atomy gazów nie latają same. Nie rozumiem, dlaczego błysk pulsującego światła przeszkadzał. :( Albo jestem przygłupia, albo z tym zdaniem jest coś nie tak ;)

 

“Za to zdążył przyjąć swoje prawdziwe rozmiary. Pędzące protony w atomach jego tkanek powróciły z zacieśnionych trajektorii ruchu z powrotem na miejsca. Loki niemal wypełnił sobą pomieszczenie.” 

 

 Eee… protony w atomach nie mogą zmieniać trajektorii. Są uwięzione w jądrze, orbitują elektrony. Rozumiem, że chciałeś w ten sposób przedstawić, jak zmienia się jego ciało na poziomie nie tyle komórkowym, co nawet atomowym. O wielkości atomu stanowią protony i neutrony, elektrony są maleńkie… Przepraszam, że tak to rozkładam na czynniki pierwsze, ale staram się zrozumieć. ;)

 

Wiem, że to fantasy, ale te latające protony i pojedyncze atomy np. tlenu mi tu jednak nie pasują.

 

Poza tym fajne opowiadanie. Uśmiałam się, wyobrażając sobie Lokiego w fartuchu obierającego ziemniaki. :D

Ta scena, kiedy wychodzi z kanału na ulicę pasowałaby mi do filmu o Avengers’ach. Ciekawie przedstawiłeś postać Lokiego. Jak mi jeszcze wytłumaczysz, skąd ten granat i pole optomagnetyczne, będzie super! :)

Sara

Czekałem na to pytanie :)

Bez bicia przyznam się do pseudo naukowego bełkotu, który obali przeciętny uczeń na poziomie podstawówki. Przy pisaniu wyglądało to tak, że natrafiając podczas redakcji na te fragmenty(i pewnie kilka innych) zrodzone w przypływie weny twórczej kiwałem tylko głową, mrucząc coś o weryfikacji, “ryserczu”, że powinienem trochę bardziej uważać na lekcjach fizyki, a przede wszystkim, że się poprawi później… No i nie poprawiłem.

Muszę chyba umieścić info, że tekst jest słabym, źródłem wiedzy o świecie w ujęciu naukowym ;)

Avengers powiadasz… Fizyka też jak u Awengers’ów ;D

 

Gdybym tylko nie miał uczulenia na słowo “fantasy” to bym dal inny tag :)

Soft s-f… Magic scence…S-f z niedowładem s…

 

Dzięki za komentarz i dobre uwagi. Mam nadzieję, że nie rozczarowałem Cię do tego stopnia, że wymowa tekstu przestanie się podobać :)

Osobna sprawa, ze w mitologii nordyckiej zarówno giganci, jak i bogowie Asgardu pochodzili z innego świata, niż świat ludzi, a Loki to półgigant adoptowany przez bogów Asgardu. Jaka fizyka panuje w krainie gigantów i w Asgardzie? No właśnie :-)

Też celna uwaga Wilku yes :)

Nieee, tekst nie przestanie się podobać. Ja po prostu lubię rozumieć, jak co działa. Nie będę tu siać fizycznego bełkotu. Tekst jest fajny, podobał się, mimo że działania pola optomegnetycznego nijak nie potrafię sobie wyobrazić. :)

Sara

No to się cieszę, Saro:)

Dobre, cholernie dobre. Zaserwowałeś mi coś, co bardzo lubię. Masz tu ciekawą, dobrze opowiedzianą historię i na dodatek coś konkretnego do powiedzenia. Ludzkość, która zastępuje bogów nauką, ale zawsze “w służbie” – świetne.

W środku masz kilka świetnych detali, na przykład odbieranie władzy nad ciałem, żeby uniknąć paniki. Ten łysawy azjata skojarzył mi się z Buddą, nie wiem, czy słusznie, ale dodanie mu krawata w żółte kaczuszki to mistrzostwo.

Zazgrzytało mi dwa razy. Trochę zaskoczył mnie Loki, klękający na jezdni. Gdyby jeszcze pozwolił się wziąć na stojącą, ale klękać… to mi do niego nie pasuje, nawet z interpretacją Wilka. To jednak detal.

Druga rzecz, nyska na czarnych blachach budzi we mnie bardzo mocne i jednoznaczne skojarzenia. I nawet w momencie, kiedy już było oczywiste, że to nie czasy słusznie minione, to i tak jakaś część mojego mózgu uparcie się ich doszukiwała. Przypuszczam, że podobnie może być u innych czytelników, którzy znają te czasy z autopsji.

Dziękuje Irka_Luz, dziękuję za miły komentarz :)

No niestety Azjata jest tylko Azjatą w tym opowiadaniu, chociaż zwrot akcji w postaci Buddy, gdyby to jakoś spiąć logicznie i zmienić finał… byłby ciekawy, nawet bardzo.

Klęknięcie – symbol całkowitego posłuszeństwa, oczywiście jedynie, żeby ośmielić milicjantów/esbeków. W pierwszej wersji siadł na chodniku, ale w kolejnym fragmencie od siedzenia zaczynał, więc… ;)

No i Nysa, na czarnych blachach, miał to być taki jednoznaczny symbol czasów minionych. Cieszę się, że to się udało, chociaż uznałem, że słowo “nowa” wystarczy do wyprowadzenia czytelnika na trop alternatywnej historii, gdzie komuna nie skończyła się jak w naszej wersji rzeczywistości :)

Pozdrawiam :)

No niestety Azjata jest tylko Azjatą w tym opowiadaniu

Niedokładnie się wyraziłam, chodziło mi raczej o to, że ucharakteryzował się trochę na Buddę. Nie wiem, skąd to skojarzenie, może przez ten trochę archaiczny zwrot “zstąpił na ziemię”. ;)

Aaa ten manewr :)

 

Uwielbiam wszelkie dystopie, więc z przyjemnością przeczytałam opko :)

Bardzo podoba mi się Twoja koncepcja unicestwienia wszelkich bogów – nie dość, żeby ludzkość zwyczajnie przestała wierzyć we wszystko, co metafizyczne, trzeba to jeszcze za wszelką cenę wyszukać i poddać utylizacji. A w jakim celu? Żeby ten “relikt ludzkich ułomności” nie kuł w oczy. Bo w nowym świecie bóstwo służy wyłącznie rozrywce i przyjemności. Dobre :)

Nie wiem tylko, czy dobrze zrozumiałam, że utylizacja dokona się, kiedy ostatni człowiek zapomni o Lokim? Jeśli tak, to po co właściwie był ścigany przez służby? Czy do utylizacji konieczne jest osadzenie w wirtualnej celi i jakby to miało działać?

 

Tłum zafalował rozstępująca się niczym skóra pod naciskiem ostrej brzytwy

Literówka.

Dziękuję Magdaland za komentarz :)

Utylizacja/dostosowanie odbędzie się po decyzji KC i ciało obiektu służby muszą już mieć. Tutaj ciało się nie marnuje. Dzięki temu tępiona idea bóstwa, boga, bożka będzie miała pełny wymiar. System tego dopilnuje. Ciało będzie służyć, gdy idea wygaśnie. Loki robi temu wbrew :)

 

Literówki się pozbyłem :)

 

Ps. Lubisz dystopie? To zapraszam do innych moich tekstów, nie tylko portalowych ;)

Ps. Lubisz dystopie? To zapraszam do innych moich tekstów, nie tylko portalowych ;)

 

Te szortalowe, czy coś innego? Kolejnosć jakaś?

 

No tak, jest to dość jasne w przypadku elementu systemu obronnego w postaci chłopca w kanałach (brr…). Zabrakło mi informacji, czy tak samo działa utylizacji bóstwa.

Sprawiłeś, że pierwszy raz sympatyzuję z Lokim :)

 

PS. Chętnie zajrzę w wolnej chwili :)

A znasz mity o Lokim? To naprawde bardzo niejednoznaczna postać.

Dość pobieżnie. “Mity skandynawskie” czekają na półce na swoją kolej, a że czas nie jest z gumy… Niemniej, zaintrygowałeś mnie i chyba przesunę je na początek listy ;)

Bardzo fajny pomysł na starcie Lokiego z systemem. Tak, to jest coś, co by się bogu nie spodobało…

Zabrakło mi trochę Lokiego, jakiego znałam – Twój nie ma czasu na tricksterowanie, tylko miota się we wszystkie strony w ucieczce.

Chart ducha wyryty dla potomnych.

Ojjj. Sprawdź w słowniku, co znaczy chart.

Babska logika rządzi!

Ło matko i córko, to albo pies… Ustrzeliłem psa ;)

Wilku, jak ktoś lubi krótko to portalowe. Jeżeli coś dłuższego to najlepszym wyborem będzie “Odbicie w lustrze”. Linki przy moim profilu :)

 

Edit. Tak się zastanawiam, czy udało mi się napisać coś, co nie byłoby dystopią i chyba nie znajduję takiego tekstu, gdzie przyszłość byłaby pięknym obrazkiem :)

No to może spróbuj sił w quasi-średniowiecznym fantasy? Jeśli jutro będzie paskudne, to może chociaż wczoraj to było… ;-)

Babska logika rządzi!

Tak się zastanawiam, czy udało mi się napisać coś, co nie byłoby dystopią

Oj chopie, ja niedawno robiłem sobie sam dla siebie w ilu moich opowiadań nikomu się nie oberwało XD

 

Nie przejdzie. Już kiedyś próbowałem. Skończyło się tradycyjnym brakiem wiary w ludzkość… elfickość, krasnoludkość itd. ;)

Orkość? Trollość?

Czyli żyjesz we wspaniałych czasach, w najlepszym z możliwych światów? Hmm, też dobrze. :-)

Babska logika rządzi!

Orkość, trollość… To byłoby zbyt proste, Wilku ;)

 

Edit. Czy ja wiem… Gdybym pisał dramaty obyczajowe, nie mógłbym tutaj publikować ;)

Nie spełniają oczekiwań w nich pokładanych? :P 

Taki to porządek rzeczy, Wilku ;)

Bogowie i cyberpunk. MCU w wersji mrocznej. Bardzo ciekawy miks tutaj zrobiłeś, Blacktomie.

Od strony akcji i prezentacji świata dostałem standard, ale nie narzekam. Podobają mi się wszelakie futurystyczne gadżety, nie szczędzisz dynamicznych scen. Nie nudziłem się więc przez tekst.

Postać Lokiego trochę mi skrzypi. Buntownik-żartowniś, ale co właściwie jest jego celem? Przez pewien czas myślałem, że chcesz przeciwstawić sobie Asgard i Midgard, z Lokim w roli sędziego-prezentera. Końcówka jednak każe mi zapytać, czy faktycznie konieczne było to tej wizji mieszanie bogów nordyckich. Mam wręcz wrażenie, że dowolna postać mogłaby zastąpić Lokiego i nic by się nie zmieniło.

Podsumowując: fajna wizja, dobra akcja, choć motyw mitologiczny nie został wykorzystany do końca.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie podoba mi się, bardzo mi się nie podoba. Wizję przyszłości mam na myśli, bo opowiadanie jest super. :)

Drobiazgi:

Przynieść ukojenie duszy, której już nie przynosiła religia.

Przynieść ukojenie duszy, którego już nie przynosiła religia.

 

Państwowa reorganizacja na wypadek sytuacji alarmowych, odbierający władze nad ciałem, wprowadzała właśnie zaprogramowaną ewakuację całego sektora.

Co odbiera władze nad ciałem w tym zdaniu? I nie “władzę” przypadkiem?

 

Powodzenia! :)

Dzięki NWM za odwiedziny i dobry komentarz :)

No właśnie. Czy Loki to dobry wybór, szczególnie, że przedstawiłem go jako zmęczonego, mocno wypalonego i zagubionego bóstwa, który już niczego nie jest pewny, włącznie z tym kim jest? Chyba tak. Dało mi to pożądany przeze mnie kontrast. Tak nowe realia/okoliczności/świat zmienił mojego bohatera :)

Loki przegrał, ale oczywiście na własnych zasadach ;)

 

Yantri cieszę się bardzo, że tylko świat, a nie opowiadanie :)

 

Wskazane błędy poprawię. Dzięki :)

Akurat jako ostatni, długo się ukrywający pasuje…

Sprytny ale już zmęczony.

A, gwiazdki można wyśrodkować.

No i wykonanie… Nigdy nie mam dość czasu i chęci.

Nie pisz mi takich rzeczy, bo od razu myślę, że musi być naprawdę źle i tracę chęć do czytania :(

Już wiedzą[+,] kim jest[+,] i kolejne maskowanie nie będzie możliwe.

Loki nie czekał, aż specjalni otrząsną się[+,] i staranował ścianę, którą miał za plecami.

Przecinek co prawda przed “i”, ale zamyka zdanie wtrącone.

Nie zważywszy na to, Loki raz za razem tłukł uczepionym emisariuszem, aż dziecko zsunęło się bezwładnie po ścianie, migocząc jak uszkodzona świetlówka.

Chyba wolałabym: nie zważając na to…

Tłum zafalował[+,] rozstępując się niczym skóra pod naciskiem ostrej brzytwy, pozwalając mu wygramolić się z dziury i stanąć na nogi.

Kolejne partie esbeckich hord[-,] czekały na jego ruch, formując szyk w systemowych koordynatach. W oczekiwaniu na decyzję centrali.

Połączyłabym te dwa zdania.

– W końcu dopięliście swego[-.] – rzucił w przestrzeń.

No, tupnij nogą[-.] – kontynuował urzędnik.

Loki oczyma wyobraźni[-,] widział[+,] jak biurokrata po odłączeniu łyka kilka tabletek, zmienia ustawienia pomieszczenia, aby ponownie spiąć się z siecią na wiele godzin.

Przynieść ukojenie duszy, które już nie dawała religia.

Którego?

Przynieść duszy ukojenie, którego…

Wraz z delikatnym wietrzykiem kładącym źdźbła trawy rozpłynął się w nicości, pozwalając cząsteczkom ciała rozpaść się na pojedyncze atomy, nim to ostatni człowiek pobłogosławiony cyfrową światłością nowego boga o nim zapomni.

 

 Fajne :)

“Resistance is futile” ;P?

Mam z tym opowiadaniem jakiś problem.

Może dlatego, że mitologia nordycka jakoś mnie ominęła? Ale po lekturze tego tekstu stwierdziłem, że Lokiego da się tu zastąpić dowolną inną istotą z nadnaturalnymi mocami i specjalnie nic się nie zmieni. Czyl ten Loki jakiś umowny.

Koncept z łowami na ostatnich “bogów”, będących wytworami naszych lęków, naszej niepewności też jakiś nienowy.

Mieszanie czasowe – PRL (nyski, SB) ze współczesnością czy bliską przyszłością (monitoring, nanoboty) też jakoś nie zagrało.

Trochę babolków nawsadzałeś:

– “zobaczył nową Nysę na czarnych blachach” – zgodnie z TYM napisałbym małą literą;

– “wprowadzenie atomów powietrza” – skrót myślowy sugerujący, że powietrze jest pierwiastkiem;

– “Zyskał kilka dni, może nawet tygodnie” – skoro “dni”, to “tygodni”;

– “Nie zważywszy na to, Loki” – a dlaczego “zważywsszy” zamiast “zważając”?;

– “odbierająca władze nad ciałem” – ogonka zabrakło;

– “obiecywanego Ragnarok’u” – niepotrzebny apostrof;

– “ukojenie duszy, które już nie dawała religia” – którego.

 

Reasumując – nie porwało niestety.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Hm, ja bym potrafił tu bardzo mocno uargumentować, dlaczego akurat Loki, ale nie wiem czy autor ma podobne argumenty. W każdym razie od strony mitologii pasuje zaskakująco mocno. Może z wyjątkiem wątpliwości co do ponownej niewoli, ale to też jest do obronienia (o czym wspominałem we wcześniejszych komentarzach).

 

Toteż mówię – mitologia nordycka nie jest moją mocną stroną, Wilku. Ale ciekaw jestem, co mi umknęło?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Tak, Staruchu. Wszystko już było:) Dzięki za komentarz i korektę . Anet– dzięki za komentarz w Twoim stylu i korektę. Poprawię jak będę mógł :)

 

Edit. Udało się!

No tak. Hasło ze wstępu był zgodny z prawdą. Ale myślę, że długością opka zrekompensowałem ewentualne niedogodności ;)

 

Edit.2

Jeszcze słowo o “umykaniu”. Nie było jeszcze takiego, który wszedłby w głowę autora i autora, który przewidziałby każdą interpretację czytelnika, więc się nie przejmuj Staruchu :)

A Wilk? A Wilk mitologię nordycką zna :)

Blacktomie, skoro uważasz, że moja wizyta mogłaby być przydatna, zjawiłam się. ;)

Mitologii nordyckiej prawie nie znam, o Lokim wiem tyle że był. Jednakowoż opowiadanie czytało się całkiem nieźle, ale chyba nie do końca zrozumiałam, co w opisanej rzeczywistości robiły nysy, choćby i nowe, oraz Służba Bezpieczeństwa…

 

Mia­sto chce dobra jego miesz­kań­ców. –> Kim jest ten, którego dobra mieszkańców chce miasto?

Proponuję: Mia­sto chce dobra swoich miesz­kań­ców.

 

źre­ni­ce oczu cho­re­go na ze­spół downa. –> …źre­ni­ce oczu cho­re­go na ze­spół Downa.

 

po­sze­rza­jąc sobie wyj­ście, jakby były zro­bio­ne z cia­sta. –> Literówka.

 

Miaż­dżyć bil­l­bo­ar­do­wy­mi ekra­na­mi… –> Miaż­dżyć bil­­bo­r­do­wy­mi ekra­na­mi

Jak już spolszczasz, to konsekwentnie.

 

– W końcu do­pię­li­ście swego. – rzu­cił w prze­strzeń. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

Loki wy­buchł śmie­chem. –> Loki wy­buchnął śmie­chem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję Reg. Miło mi, że odpowiedziałaś na moje wezwanie/prosbę. Dzięki wielkie :)

Bardzo proszę, Blacktomie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka