- Opowiadanie: Cerleg - Co piją królowie?

Co piją królowie?

Trolololololo...

 

Jak zwykle namawiam do unikania pytań typu “a gdzie tu fantastyka?”, “czy to fragment, bo mi to wygląda na fragment?”, “ale o co chodzi?”, tylko do miłego spędzenia kilku minut w trakcie lektury.

 

Tekst o królach – zwłaszcza o bębnach Króla Pik napisałem dwadzieścia lat temu, a zgubiłem dwa lata później (pisałem długopisem na kartce). Trzy lata temu postanowiłem go napisać na nowo i wyszło jak poniżej. Hasztag #toonas

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Co piją królowie?

Nie wszyscy wiedzą, ale Trzech Króli jest tak naprawdę czterech.

 

Król pierwszy – Król Pik. Smutny i samotny, opuszczony przez Damę Pikową wieki temu, zasłuchany w puls bębnów, które – wraz z bębniarzami – kazał zamknąć w lochu, na tyle głęboko, że dudnienie w rytmie ósemkowym dociera do niego stłumione przez ściany i stropy oddzielające go od instrumentów i tych, którzy na nich grają.

Gdy ma dość tego walenia, Król Pik wychodzi czasem na balkon, już nie w dzień, a jeszcze nie w nocy, tak w połowie drogi między żarem a chłodem, i próbuje patrzeć jak najdalej, nie interesuje go tłum, który zebrał się u bramy, ważny jest horyzont i to, co poza nim, a czego król nigdy nie widział i nigdy nie zobaczy, bo na zobaczenie zawsze brakowało mu i brakować będzie albo czasu albo odwagi.

Balkon przylepiony jest do wieży, wieża osadzona na murach, mury wzniesione na szczycie, szczyt opleciony schodami, schody prowadzą do bramy, brama zaś jest zamknięta od kilkunastu lat – sam król kazał ją zamknąć, po to, żeby nikt mu nie przeszkadzał, gdy w samotności czeka, aż ktoś go odwiedzi. Nikt nie odwiedzał – bo już z daleka widać stromość schodów i zamkniętość bramy, więc nawet gdy pojawia ochota, to nie wystarcza woli i determinacji. Zresztą nic przyjemnego przebywać w towarzystwie Króla Pik, bo albo milczy pijąc herbatę z chińskiej porcelany, albo zadaje pytania, nie oczekując żadnych odpowiedzi, a niekiedy – co najgorsze i na szczęście rzadkie – zadaje pytania oczekując odpowiedzi. Mówi niewyraźnie, słowa grzęzną na dodatek w gąszczu zaniedbanych wąsów, by wydostać się na zewnątrz w zaskakującym, nowym nieporządku, zduszone i niewyraźne. Król pik nie jest głupcem, wiele zrozumie zanim inni zauważą, dlatego coraz częściej mówi wyłącznie do siebie, przez grzeczność jedynie udając, że rozmawia. To znaczy – tak było kilkanaście lat temu, teraz już nawet grzeczność nie jest mu do niczego potrzebna. Ma swój balkon, swoją herbatę i swoje wiecznie dudniące bębny, nie potrzebuje do swojego nieszczęścia niczego więcej.

 

Król drugi – Król Kier, jest tak naprawdę kobietą, mężczyzną jest Dama Kier, ale jego wiecznie nie ma w pobliżu. To nie ten sam numer, co u Pików, nikt nikogo nie zostawił, po prostu obowiązki i przyjemności tak się rozjechały geograficznie, że nie zdarzają się już momenty wspólne, nie ma okazji ani możliwości, żeby stuknąć się – z obowiązku, czy też dla przyjemności – kieliszkami. Król kier na zmianę tyje i chudnie w równych odstępach czasowych, żaden z lekarzy, ani magów nie wie, czym to wyjaśnić, nie pasują do tego rytmu ani diety, ani fazy księżyca, ani pory roku, ani kolejne urojone ciąże, w które Król Kier co i rusz zachodzi. Przyzwyczajono się więc na dworze, że garderoby królewskiej się nie wymienia, tylko przechowuje, aż do momentu, w którym znowu będzie potrzebna.

Wiadomo, mody, ale w skarbcu od dawna się nie przelewa, więc ochmistrzyni z garderobianym i armią krawców, tak zarządzają futrami, sukniami, paltami, płaszczami, bielizną, koronkami, gorsetami, fularami, krawatami, szlafrokami, garniturami, garsonkami, kapeluszami i całym obuwiem, że cykle sezonowe mijają, a Król Kier wciąż wygląda, jakby właśnie wyszła z butiku.

Król jest raczej ładna, oczywiście nie tak oszałamiająca jak jej Walet, ale wstydu nie ma, zwłaszcza, że jej uroda źródło bierze nie z godzin spędzonych przed lustrem, nie z karafek wypełnionych olejami, nie z puzderek pełnych pudru, ale z głębi duszy, gdzie zawsze, od kiedy najstarsi poddani pamiętają, tli się odrobina radości. I ta odrobina wystarcza nawet w trudnych czasach, a gdy wybucha w czasach lekkich i przyjemnych, ooo, wtedy zjeżdżają do pałacu rycerze z bardzo dalekich okolic, prosić króla o rękę. Ich intencje nigdy jednak nie są do końca czyste, Król Kier znad kieliszka lokalnego cabernet sauvignon krzywo patrzy na całe zamieszanie z konkurami, co studzi ogólny entuzjazm i prowadzi do przygaśnięcia zarówno królewskiej radości jak i nastrojów w całej okolicy, uroda lekko blednie i chowa się w głębi wspomnianej duszy, czekając na lepsze czasy. Które zawsze w końcu przychodzą.

 

Król trzeci – Król Karo, nie jest warty wiele słów, zajmuje się szkutnictwem gdzieś na wybrzeżu, wieczorami siada na ganku i pali fajkę, latem – ot tak, po prostu, zimą – zawinięty w cztery koce, wszystkie w kratkę. Obok na stoliku stoi wrzątek, którym Karo zalewa starty wcześniej imbir, z czego wychodzi ostry, acz orzeźwiający napój o zbawiennym wpływie na gardło. Przed snem jeszcze tylko kubek ciepłego mleka z miodem i to w zasadzie tyle ciekawego. Nawet o łodziach, które buduje i naprawia, nie ma co się rozwodzić, żadnych fikuśnych ozdóbek, tylko ciężka i solidna robota, dzięki której udało się odłożyć trochę grosza na starość.

 

Wreszcie król czwarty z Trzech Króli, Król Trefl, ten na którego nikt nigdy nie stawiał, a który mierzył się ze smokami w imieniu całej bandy koronowanych darmozjadów. Gdy oni się pławili, on się uczył – czytać, pisać i fechtować, wyszło mu z jego nauczycielem, że aby osiągnąć mistrzostwo, trzeba ograniczać ilość rzeczy, które zaprzątają umysł. Najpierw więc poznał alfabet, potem zaczął go używać, aż wreszcie dostał w prezencie od ojca chrzestnego szablę, z ostrzem niestępialnym, jelcem prostym, lecz eleganckim, rękojeścią dopełniającą całość do odpowiednich proporcji i wagi. Szabla dobrze leżała w ręku, a król szybko odkrył, że potrafi nią robić, pisząc jednocześnie – to znaczy pisząc w głowie, tak, by po treningu lub walce umieścić jedynie na kartkach to, co napisane zostało wcześniej.

A gdy tylko Król Trefl dorósł, skończyły się lekkie czasy dla smoków – zaczął je gnębić na zmianę raz rycerskimi wyprawami, a raz pozwami komorniczymi o zaległe podatki, co zmusiło niemal wszystkie potwory do wyprowadzenia się daleko na północ, gdzie wieje. Zostało ich w okolicy – znaczy się smoków – raptem kilkanaście, część złagodniała, część zhardziała. Podczas gdy te pierwsze śpią i tyją, drugie zmuszone są znosić ciągłe wizyty szewców i rycerzyków, sam Trefl stara się już osobiście nie angażować, bardziej widzi się w roli zarządzającego projektem. Idzie mu nieźle, smokobójstwo i smokoopodatkowanie przynoszą stały dochód, ludziom żyje się przyzwoicie, a warzywa obradzają rok w rok, na żyznej, spopielonej ziemi. Pije się głównie miody.

 

Nie da się żadnej historii opowiedzieć, nie odwiedzając wszystkich czterech z Trzech Króli, a dzień dzisiejszy wydaje się najlepszą datą do rozpoczęcia tournee po dwóch zamkach, jednym pałacu i jednej chacie szkutnika. Herbata, wino, napój imbirowy i miód, najlepiej dwójniak – tak może wyglądać przyszłość, a znając królewskie gusta i edukację, możemy przyjąć, że mogło być gorzej. Zawsze może być gorzej. Zawsze.

Koniec

Komentarze

O! Okazuje się, że z Trzema Królami, sprawa ma się tak jak z trzema muszkieterami. ;)

Zgodnie z instrukcją, Cerlegu, nie dopatrywałam się w szorcie niczego, czego nie należało się dopatrywać, a tylko przeczytałam go z wielką przyjemnością. ;)

 

Gdy oni się pła­wi­li, on się uczył… –> W czym się pławili?

 

część zła­god­nia­ła, część shar­dzia­ła. –> …część zła­god­nia­ła, część zhar­dzia­ła.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i teraz nie wiem, czy zaganiać Cię do pisania tej powieści, czy odradzać?

A czemu odradzać?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bo Ci te szorciaki wychodzą.

Bokiem.

 

(ale dziękuję bardzo).

 

Reg, nie mogłem rozkminić tego shardzenia, a to takie proste. Poprawiłem. Jeśli o pławienie chodzi, no to pewnie w luksusach się pławili, albo w chwale, albo w szczęściu, generalnie się pławili.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Dobra, zabraniałeś stawiania pytań, to nie mam żadnych.

Fajni bohaterowie, z jajem. Nadałeś osobowości, i to zaskakujące, kartom.

Babska logika rządzi!

Wiem, Cerlegu, na czym polega pławienie się, ale brakło mi właśnie dookreślenia, w czym się pławili. Bo np.: w rozpuście też pławić się można, że o pławieniu czarownic nie wspomnę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finklo, ja bym się nie odważył Ci czegokolwiek zabronić nigdy!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Reg, chodzi mi o to, że się generalnie pławią w czym akurat im przyjdzie ochota. Kto bogatemu zabroni?

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

No dobrze, Ty tylko namawiałeś do unikania. ;-)

Babska logika rządzi!

OK. Już nie chcę zgłębiać życia Ich Królewskich Mości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Opowiadanie jako jedne z pierwszych zaintrygowało mnie i wciągnęło od razu. Z przyjemnością czytałabym dalej :) Gratuluję lekkości pióra i tak barwnego nakreślenia postaci w tak krótkim tekście. 

Zawsze może być gorzej. Zawsze.

<3

I would prefer not to.

Miło spędziłem kilka minut :)

Co mam Ci więcej powiedzieć? Pisz. Nie wiem, czy wiesz, jak to się przyjemnie czyta. Pisz, cokolwiek, może być powieść, mogą być takie miniatury, mogą być dłuższe opowiadania, którymi raczyłeś nas dawniej. Co chcesz. Co sprawia Ci frajdę. Cokolwiek. Tylko pisz. 

A, i pchaj tę swoją pisaninę na jakiś papier, będzie się czytało jeszcze przyjemniej. 

Całkiem zacny szorcik, dobrze że Król Kier nie gania z halabardą, każąc ścinać głowy ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ładny szort, ciekawie przedstawiający motyw trójki króli. Twój styl sprawia, że nawet sprawy, które normalnie mnie nie interesują, brzmią ciekawie :) Tak więc ode mnie klik.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Coś mi przypomina, ale nie wiem co. Smutne, ładne i fajne.

Jest w tym pisaniu jakiś pazur, jest też dziwna atmosfera, trochę jakbym czytał tekst napisany przez kogoś z innego kręgu kulturowego, a nawet cywilizacyjnego. Lub po prostu myślącego zupełnie inaczej, niż ja. Podobnie się czułem, czytając niedawno Cixin Liu, tę jego, chyba znaną dość, trylogię o Ziemi i Trisolaris (Problem Trzech Ciał itd.).

Wniosek jest oczywisty – jesteś Chińczykiem :P

Nawet jeśli nie jesteś – ten tekst zachęcił mnie żeby przeczytać pozostałe Twojego autorstwa.

Pierwsze zdanie nie powinno przypadkiem brzmieć: “Nie wszyscy wiedzą, że Trzech Króli jest tak naprawdę czterech”?

 

Nie podzielam zachwytów nad tekstem. Nie zrozumiałem go, nie wzbudził we mnie żadnych emocji. Jeśli to alegoria, to niestety nie odczytałem jej, bo opisane postacie królów nie kojarzą mi się z niczym poza kartami. Naprawdę nie wiem też, co miało na celu zestawienie króli karcianych, których faktycznie jest czterech, z biblijnymi Trzema Królami.

 

Kilku minut poświęconych na czytanie nie spędziłem miło. Miałem wrażenie, że autor pisze, co mu fantazja na pióro przyniesie, bez żadnej refleksji nad tym, czy ma to jakikolwiek sens. Taki sobie słowotok, sztuka dla sztuki. Nie ma tu żadnej fabuły, żadnej akcji, tekst nie przekazuje żadnej (zrozumiałej dla takich jak ja prostaczków) myśli, do niczego nie prowadzi. W zasadzie nie jest to nawet opowiadanie, tylko rozbudowany opis. Cóż, chyba po prostu nie jestem docelowym odbiorcą tego typu tekstów.

Już zapomniałem, jak sobie cenię te dyskusje pod tekstami.

 

Bolly, najpierw napiszę w czym się z Tobą zgadzam, bo zgadzam się niemal w całości – trudno się zresztą nie zgodzić, jeśli ktoś pisze “nie zrozumiałem, nie odczytałem, z niczym mi się nie kojarzy, nie wiem, nie spędziłem miło czasu” – sama prawda. Doceniam takie podejście. Zgadzam się że autor pisze, co mu fantazja na pióro przyniesie, zgadzam się, że bez żadnej refleksji, czy ma to jakikolwiek sens. Tekst rzeczywiście nie przekazuje żadnej myśli i rzeczywiście do niczego nie prowadzi. I można powiedzieć, że w zasadzie nie jest opowiadaniem.

Ale też nie jest tak, że zgadzam się ze wszystkim. Pierwsze zdanie powinno brzmieć tak, jak brzmi, gdyby przypadkiem miało brzmieć inaczej, to na pewno by brzmiało.

Piszesz, że nie wiesz, co miało na celu zestawienie królów karcianych, któych faktycznie jest czterech, z biblijnymi Trzema Królami. Ja też nie wiem. Może chodzi o to, że biblia, jak większość historii tego typu, opowiada głównie o mężczyznach (poniżej 10% postaci Starego i Nowego Testamentu to kobiety, większość nie jest wymieniona z imienia, większość prawie nic nie mówi), a tutaj autor chciał mrugnąć okiem i powiedzieć, że historia zbawienia jest także historią kobiet? Ale w sumie cholera wie. Może to tylko zgryw autora.

 

Łosiot, jadłem kiedyś kurczaka w pięciu smakach, może to to? “Problem trzech ciał” leży u mnie na półce i czeka na swoją kolej, ale raczej trochę poczeka. Będzie mi miło, jeśli przeczytasz inne moje opowiadania, tylko musisz dobrze zacząć, bo niektóre są zniechęcające.

 

Żongler, może Alicję w Krainie Czarów?

 

NWM, ale gdyby to było dłuższe to miałbyś szybko dość, prawda? Ja zresztą pewnie też.

 

Wybranietz, PS. To prawda.

 

Fun, dzięki, robim co możem. Amethia, Drakaina, również dzięki!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Bolly, najpierw napiszę w czym się z Tobą zgadzam, bo zgadzam się niemal w całości – trudno się zresztą nie zgodzić, jeśli ktoś pisze “nie zrozumiałem, nie odczytałem, z niczym mi się nie kojarzy, nie wiem, nie spędziłem miło czasu” – sama prawda. Doceniam takie podejście.

Staram się cały czas używać komunikatów typu “JA”, bo nie jestem żadną wyrocznią.

 

Pierwsze zdanie powinno brzmieć tak, jak brzmi, gdyby przypadkiem miało brzmieć inaczej, to na pewno by brzmiało.

Wierzę. Choć brzmi to w moich uszach co najmniej dziwacznie. Spójnik “że” wydaje mi się bardziej naturalny, bo wprowadza dopowiedzenie tego, co zasygnalizowano w pierwszym zdaniu. “Nie wszyscy wiedzą…” implikuje pytanie “co?”, “o czym?”. “Ale” brzmi tak, jakby wprowadzało zaprzeczenie pierwszej części zdania. Nie czepiałbym się “ale”, gdyby zdanie brzmiało np. “Nie wszyscy o tym wiedzą, ale Trzech Króli jest tak naprawdę Czterech”.

 

Piszesz, że nie wiesz, co miało na celu zestawienie królów karcianych, któych faktycznie jest czterech, z biblijnymi Trzema Królami. Ja też nie wiem. Może chodzi o to, że biblia, jak większość historii tego typu, opowiada głównie o mężczyznach (poniżej 10% postaci Starego i Nowego Testamentu to kobiety, większość nie jest wymieniona z imienia, większość prawie nic nie mówi), a tutaj autor chciał mrugnąć okiem i powiedzieć, że historia zbawienia jest także historią kobiet? Ale w sumie cholera wie. Może to tylko zgryw autora.

Tylko że akcent w twoim tekście wcale nie jest położony na Króla Kier, tylko Króla Trefl. To on różni się od pozostałych, jest w jakiś sposób wyjątkowy.

 

Żongler, może Alicję w Krainie Czarów?

Tyle że “Alicję”, choć jest dość autystyczna, da się zrozumieć. Wszystkie alegorie – no, przynajmniej większość – da się jednoznacznie odczytać, nawiązania wyłapać. Dodgson zostawia wskazówki, a resztę można sobie dopowiedzieć, znając jego biografię i realia epoki. Twój tekst nie jest nawet autystyczny, bo – jak sam przyznałeś, sam nie wiesz, o co w nim w ogóle chodzi.

 

Na usta ciśnie mi się jedno pytanie. Jakim cudem tekst, który: 1) nie spełnia wymogów formalnych do tego, by nazwać go opowiadaniem; 2) sprawia wrażenie, że jest fragmentem; 3) zawiera pretekstowy element fantastyczny; 4) nie ma żadnego sensu, został wyróżniony i trafił do tzw. “Biblioteki”? To chyba nie najlepiej świadczy o poziomie tego portalu. Ponieważ widziałem tu już szorta o prezerwatywach szturmujących zamek, czy czymś w tym stylu, zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to aby jakiś współczesny trend, którego nie rozumiem. I mówię to jako umiarkowany sympatyk dadaizmu i surrealizmu.

Bolly, zatem pierwsze zdanie będzie musiało się obejść bez Twojej akceptacji.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Nie wszyscy wiedzą, ale ja tylko wyrażam swoją opinię.

 

A opinia, jak to opinia, jest osobista i subiektywna.

Posiadanie opinii nie oznacza obowiązku dzielenia się nią. Powiem więcej: umiejętność niedzielenia się niemądrymi opiniami jest we współczesnym niedoceniana, a sam fakt posiadania opinii – przeceniany. Ale to tylko moja generalna opinia.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Powiedziałbym, że umiejętność niedzielenia się niektórymi swoimi wytworami też jest rzeczą cenną – vide kurioza w rodzaju “Gówna artysty”.

Bardzo ładne. Na temat Twojego stylu i umiejętności pisałem niedawno pod tekstem o końcu świata, więc teraz co najwyżej mógłbym powtórzyć opinię. Dzięki Twojemu talentowi i umiejętnościom, nawet opis postaci czyta się z prawdziwą przyjemnością. Czy w tym konkretnym tekście jest jednak coś więcej? 

Szukać mi się nie chce, a że odradzasz, to tym bardziej nie będę :-) Niewiele jest bardziej denerwujacych rzeczy, niż autor zachęcający do wolnej interpretacji niezrozumiałego tekstu. 

Cóż, z pewnością spędziłem kilka przyjemnych minut. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tekst przeczytany dwukrotnie i muszę powiedzieć, że ma w sobie coś z baśni. Dosłownie w trakcie pisania tego komentarza zobaczyłem #toonas :D Zdecydowanie poprawia to moje zdanie o opowiadaniu, chociaż nadal wydaje mi się, iż przekaz byłby lepszy w nieco bardziej skondensowanej albo ekspresyjnej formie. W każdym razie, chętnie przeczytam jeszcze coś twojego autorstwa w przyszłości :)

 

 

Król kier na zmianę tyje i chudnie w równych odstępach czasowych

 

(…) w które Król Kier co i rusz zachodzi.

Czy chudnięcie “kier” nie powinno się utrzymywać w reszcie fragmentu?

 

Jedno dodatkowe pytanie Cerlegu, jakiej płci jest Walet kier?

 

O co właściwie chodzi z tym “toonasem”? Google wyrzuca linki do wykopa oraz do jakiejś książki “o seksie i samotności”.

Chyba nie zrozumiałam tego tekstu, bo (wybacz, Cerlegu) nie rozumiem zachwytów. Dostałam opis czterech kart. No. I co?

Ale nie czytało się źle :)

Dostałam opis czterech kart. No. I co?

No i piękny jest :))

Dla mnie więcej nie trzeba, super.

Dla mnie widocznie mniej piękny, skoro się nie zachwyciłam :/

Dla mnie śliczny, tak se napisany, nienachalny, bez moralizowania, a jak się przyjemnie czyta. Talencik masz.

Anet, no bo jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca? :) Irko, Werweno, dziękuję!

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Opowiadanie? Charakterystyka? Ja nie mam pojęcia, jak to nazwać, Ty, Cerlegu, pewnie też nie do końca. Ale w sumie po co nazywać, skoro czyta się przyjemnie, więc najważniejszy efekt osiągnięty. Nie wyniosłem z lektury nic poza miło spędzonymi paroma minutami. Ale to i tak sporo. Dobra robota.

Bardzo przyjemna lektura:)

Krikosie, na pytanie o płeć Waleta chciałem jakoś odpowiedzieć genderowo, ale nie ma co owijać w bawełnę, Walet Kier jest oczywiście kobietą.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Czyta się nieźle, ale to jest wstęp do opowiadania, a nie samo opowiadanie, więc z oceną poczekam, aż zostanie ono napisane.

Nowa Fantastyka