- Opowiadanie: ac - Niezałatwiona sprawa Portera Gaista

Niezałatwiona sprawa Portera Gaista

Wrzucam napisany na szybko na przerwie w pracy tekst konkursowy. Wczoraj wpadł mi pomysł do głowy i choć Ameryki nie odkrywam, to mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Enjoy!

 

wilku, wg MS Worda jest 997 słów. W razie czego przytnę.

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „W głębi snów”.

Jeśli podoba Ci się ten temat, przekaż darowiznę na fundację Synapsis: http://synapsis.org.pl/ (przycisk „Przekaż darowiznę” na stronie fundacji).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Niezałatwiona sprawa Portera Gaista

– Będziesz mówić samą prawdę i tylko prawdę?

– Tak.

– Przysięgasz na Boga?

– Nie wierzę w niego.

Przez salę przetacza się szmer wzburzonych głosów.

– Na króla?

– To nie mój król, nie jestem stąd.

– Na honor matki?

– Nie ma na co.

– Na ojca?

– Nie znałem go – odpowiada oskarżony z szelmowskim uśmiechem. – Ale mogę wam przysiąc na sen. Ten, który właśnie wszyscy dzielimy. Tak, nawet ty, grubasie – zwraca się do sędziego.

– Jak śmiesz do wysokiego sądu… – wtrąca się wzburzony oskarżyciel.

– Morda, Clarence – przerywa mu bezceremonialnie Gaist. – Do ciebie wrócę później.

Wychodzi na środek sali. Skupia na sobie spojrzenia wszystkich zebranych. Ławy przysięgłych, sędziego, oskarżyciela, widzów. Obdarza ich szerokim, zgniłym i wybrakowanym uśmiechem.

– Możliwe, że mnie nie pamiętacie – zaczyna, teatralnie poprawiając szubieniczną pętlę pełniącą rolę krawata. – To było dawno temu. Nazywam się Gaist i zostałem przez was skazany.

Na końskiej twarzy Clarence’a powoli pojawia się zrozumienie. Przypomina sobie? Chyba jeszcze nie, ale niedługo bardzo będzie chciał zapomnieć. Sędzia znad podwójnego podbródka krzywi się i chrząka co chwilę, jakby chciał coś powiedzieć. Może to jego własne sumienie próbuje przebić się przez fałdy tłuszczu i zbydlęcenia.

Na ławie przysięgłych pod wielkim portretem monarchy siedzą kolejno Isaac, Ana i Robert. Reszta ginie w mroku. Jest nieważna. Mają głos, ale równoważą się. Są jednością. I są niczym.

Liczy się tylko ta trójka. Zgodnie uznali go winnym.

Gaist patrzy im w oczy. Szuka skruchy, poczucia winy, może nawet bólu. Nie znajduje. Jest tylko krucha hardość, którą przykryli strach.

– Chciałbym, żebyście sięgnęli do kieszeni – podnosi głos. – Możecie wybrać, do której. Nie ma to znaczenia.

Po chwili na sali rozlegają się ciche westchnienia. Wzbierają jak morska fala. Ludzie unoszą dłonie, między palcami błyska im złoto.

– Nawet nie wiecie, ile trudu kosztowało mnie zebranie was tutaj – mówi Gaist, kłaniając się lekko. – Każdego z was musiałem odnaleźć, podarować złotą monetę. A samo ich znalezienie… – wzdycha głęboko. – Ach! Długa historia. Może do niej wrócimy.

Rozkoszuje się spojrzeniami pełnymi strachu i oburzenia.

– Jednak to wszystko było łatwizną w porównaniu do przyprowadzenia świadków. Zwłaszcza, że od dawna nie żyją. Wiecie, jak trudno sprawić, by umarli śnili?

Ludzie krzyczą. Wyzywają od szarlatanów i szaleńców. Mają rację. Ale muszą usiąść. Krzesła i ławki podskakują pod nimi, a zebrani opadają na nie zaskoczeni. Jest jeden pan tego snu. I jest nim Gaist.

– Clarence – zwraca się do oskarżyciela. – Przypomnij, proszę, za co mnie skazaliście.

– Za morderstwo Marii Duvall – cedzi zapytany. Wzrok ma wbity we własne lśniące buty.

– Za morderstwo! – powtarza za nim Gaist, rozkładając ramiona. – Czy miałem jakieś alibi?

– Nie – odpowiada Clarence. Zaraz zaciska usta, które zmieniają się w bladą linię, jak rozcięcie na martwej skórze.

– Nie kłam, Clarence.

Oskarżycielowi szklą się oczy. Jest przerażony.

– Zostało obalone, Porter.

– To nie jest pół litra, by można je było obalić, siedząc przy stole! – Gaist pierwszy raz tego dnia czuje długo ukrywaną złość. Ta wściekłość jest jak lawa, jak jątrząca się rana. Jak dżuma. – Miałem świadka, że nie mogłem być we wskazanym czasie w miejscu zabójstwa.

– Świadek nie potwierdził twojej wersji.

– Bo go zabiliście! – wrzeszczy, a cała sala podskakuje w rytm jego skołatanych nerwów. – Ale spokojnie. Nic straconego. Zapraszam na salę świadka numer jeden: Aaron Paul.

Podwójne drzwi otwierają się powoli. Na salę niezdarnie wkracza strzęp człowieka. Zgniłe więzadła i pasma mięśni zwisają smętnie z nagich, szarych kości. Brnie jednak do przodu z uporem i wytrwałością umarłego. Na jego szyi wisi łańcuszek ze złotą monetą.

Na powrót rozbrzmiewają krzyki przerażenia. Clarence cofa się o krok, ale napotyka ścianę, której jeszcze przed chwilą tam nie było.

– Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę.

Kościsty szpon kieruje w stronę Clarence’a.

– Aaronie, wybacz mi, ale wskaż, proszę, kto cię zabił.

Trup obraca się sztywno jak kukiełka w rękach niesprawnego mistrza. Odchylona koszula odsłania krótką rękojeść noża wystająca z wątłej piersi. Martwym palcem celuje w Roberta.

Nagle na ptasiej szyi ławnika zaciska się pętla. Sznur podrywa go w powietrze, by zawisł nad głowami zebranych. Kark trzaska ogłuszająco.

Cisza i strach osiadają na ramionach niczym kurz.

– Tak, drodzy państwo! – Gaist śmieje się do rozpuku. Bolą go brzuch i policzki, ale nie przestaje. – Moje śpiące ciało zostało podrzucone na miejsce zbrodni, położone obok zwłok biednej Marii. Clarence opuścił sen, który dla nas wytworzyłem i poszedł do baru siedzącej z nami Any. Ona zaś dała mu alibi na ten czas, by całkowicie zdyskredytować moją wersję.

Kobieta na ławie przysięgłych łapie się za serce. Wbija paznokcie w jasną suknię, jakby chciała je wyrwać. Nie robi to na Gaiście wrażenia. Szczerze jej nienawidzi.

– Dziękuję, Aaronie – mówi Gaist, widząc jak kolejna pętla wyrywa z ławy Anę. Skazaniec zdziera łańcuszek z szyi i pozwala, by przyzwany trup rozsypał się w proch.

– Zapraszam na salę ostatniego świadka! – wykrzykuje rozradowany Gaist. – Zarazem ofiarę okrutnej zmowy, Marię Duvall!

Drzwi otwierają się ponownie. Na salę nieśmiało wchodzi drobna kobieta o szarym, wykręconym ciele. Jedynie jej czarne oczy, przepełnione żalem, mają jeszcze w sobie coś z człowieka.

– Witaj, kochanie – mówi Gaist, czując wzbierający w gardle szloch. – Nie mam serca cię dłużej ranić, ale nie zostawiono mi wyboru. – Chwyta złotą monetę na jej szyi. – Kto cię zabił, Mario Duvall?

Maria z twarzą wykrzywioną rozpaczą i bólem wskazuje ostatniego z trójki, Isaaca. Nim ten zdąży choćby zaczerpnąć oddech, by móc bronić się kolejnymi kłamstwami, ostatnia pętla zaciska się na szyi i wyrywa go z ławy.

– Tak, drodzy państwo! – krzyczy Gaist i szarpnięciem dłoni pozwala odejść Marii. Po jego sinych policzkach płyną łzy. – Isaac chciał posiąść Marię, która wybrała mnie. A skoro on nie mógł jej mieć, nikt nie będzie jej miał. Znacie to, prawda?!

Gaist macha ręką jakby odganiał muchę, a wszystkie ściany wokół nich spadają w przepaść. Zostaje tylko sala zawieszona w próżni, w zupełnej ciemności. Z góry spadają na nich tańczące sznury szubienic.

– Ale to jeszcze nie koniec – mówi Gaist, popychając drzwi, które znikają w ciemności jak wcześniej ściany. – Ponieważ nie pozwolę wam się już obudzić.

Koniec

Komentarze

Z jednej strony tekst dobrze się czyta, z drugiej jakby nie do końca rozumiem założenia tej historii, tj. ten sen jest jakimś takim pretekstem do posadzenia tych wszystkich bohaterów w jednym “miejscu”, ale czym w tym opowiadaniu jest sen – nie wiadomo. Szczególnie że sen występuje jako przestrzeń umowna, ale też jakaś forma współprzeżywania w przestrzeni rzeczywistej. Nie do końca również jestem przekonany do wyboru sali sądowej z uwagi na fakt, że powiązanie tylu osób w sumie przypadkowo związanych z wymiarem sprawiedliwości z tym morderstwem jakby przekracza granice prawdopodobieństwa. 

I po co to było?

syf., dzięki za wizytę i komentarz!

A więc z jednej strony to się cieszę, a z drugiej już tłumaczę.

 

SPOILER ALERT

 

Gaist, obdarzając każdego z zebranych magiczną monetą (mam nadzieję, że wynika to z fabuły), sprawia, że mogą współdzielić sen. Dobór osób i miejsca jest zupełnie nieprzypadkowy. Główny bohater “odgrywa” proces ponownie, z tymi samymi aktorami, a sam jest takim mistrzem tej ceremonii. A więc jest to powtórka, która ma być sprawiedliwa. A Gaist potrafi nagiąć ją do swej woli.

Mam nadzieję, że te tłumaczenie trochę rozjaśniło, co chciałem opowiedzieć. :)

Pewne niedopowiedzenia są świadome, i czy zagrają na korzyść tekstu, dodając mu troszkę tajemniczości i osławionego oniryzmu – nie mnie oceniać. Jestem jednak wypełniony po brzegi nadzieją, że nie wyszedł z tego nielogiczny bełkot. :)

Dzięki!

Bardzo, ale to bardzo bardzo mi się podoba to upiorne wywołanie i wykorzystanie ni to snu, ni to snu śmierci. Czytałam z taką nutą zazdrości, że sama nie wpadłam na taki pomysł :) W przeciwieństwie do przedmówcy nie mam problemu z tymi zbiegami okoliczności, aczkolwiek w nieco dłuższym tekście wypadałoby dodać, że ci zabójcy postarali się zostać ławnikami (bo zakładam, że to system anglosaski). A może i tu zdołasz? Myślę, że znajdziesz dość zbędnych słów, żeby zaoszczędzić na poprawki.

Edit: tak, wyjaśnienie, że Gaist się postarał, jest dla mnie jasne.

Wykonanie jest niezłe, choć poniżej trochę uwag i wątpliwości. Jeśli część z nich poprawisz, a na pytania odpowiesz satysfakcjonująco, to bez wahania kliknę bibliotekę ;)

 

Tak, nawet ty, grubasie. – zwraca się do sędziego.

– Jak śmiesz do wysokiego sądu…

– Morda, Clarence – przerywa oskarżycielowi. – Do ciebie wrócę później.

Zawiesiłam się na osobach. Sędzia to nie oskarżyciel (i dalej jest to oczywiste), ale tu wychodzi na to, że on mówi obie kwestie do tej samej osoby. Chyba musisz dodać didaskalium do tej wypowiedzi w środku.

 

szubieniczną pętle

literówka: pętlę

 

A samo ich znalezienie… – wzdycha głęboko. –

→ Wzdycha

 

– Za morderstwo Marii Duvall – cedzi.

Wiem, że limit i ciąłeś, co się dało, ale tu bardzo brakuje podmiotu (np. cedzi zapytany)

 

– Nie kłam, Clarence.

Szklą mu się oczy. Jest przerażony.

Tu znowu wychodzi na to, że przerażony jest Gaist.

 

Moje śpiące ciało zostało podrzucone na miejsce zbrodni, położone obok zwłok biednej Marii. Clarence budzi się i idzie do baru siedzącej z nami Any, która daje mu alibi na ten czas, by całkowicie zdyskredytować moją wersję.

Tu bym wyrównała czas narracji, możesz całą relację mieć w przeszłym.

 

kolejna pętla wyrywa z ławy Anę. Zrywa złoty łańcuszek z szyi

Pętla zrywa? No i “wyrywa – zrywa” nie jest najlepsze

 

Nim ten zdąży choćby zaczerpnąć oddech, by móc bronić się swoimi kłamstwami[+,] ostatnia przeznaczona mu pętla[-,] zaciska się na jego szyi i wyrywa go z ławy.

Przypadek przemieszczonego przecinka ;)

 

Ponieważ nie pozwolę się już wam obudzić.

Ale część z nich rozsypała się w proch? Znaczy główni źli? Czyli co? Znów się “odrodzą” i wpadną w błędne koło?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czytałam z taką nutą zazdrości

Ach, najlepszy komplement! :)

Zawiesiłam się na osobach. Sędzia to nie oskarżyciel (i dalej jest to oczywiste), ale tu wychodzi na to, że on mówi obie kwestie do tej samej osoby. Chyba musisz dodać didaskalium do tej wypowiedzi w środku.

W sensie coś w stylu wtrąca się x? Muszę to przemyśleć.

Ale część z nich rozsypała się w proch? Znaczy główni źli? Czyli co? Znów się “odrodzą” i wpadną w błędne koło?

Oczywiście, że wpadną w błędne koło! Będą wisieć na sznurach dopóki zechce tego Gaist. By móc odejść muszą mieć jego pozwolenie. Sami nie mogą pozbyć się monety. :) Odchodzą tylko świadkowie.

Resztę poprawiłem. Co do podmiotów muszę się zastanowić jak to zrobić. Nie wiem czy dzisiaj dam radę.

Dzięki, drakaino!

Motyw magicznej monety jest widoczny w tekście, i jak dla mnie zrozumiały. Skoro Gaist został niesłusznie skazany, to dobór miejsca zemsty i winnych osób również jest oczywisty. Mam jednak pytanie, czy Gaist został skazany na śmierć i zza grobu szuka sprawiedliwości? To w jakiś sposób tłumaczyłoby jego zdolność do współśnienia z innymi snu według własnych zasad.

Pomysł bardzo mi się spodobał, dobrze się czyta, bo potrafisz zaciekawić czytelnika. Nie dostrzegam tutaj żadnego bełkotu. A niedopowiedzenia? Ja akurat lubię niedopowiedzenia. Podobało mi się. :)

Mam jednak pytanie, czy Gaist został skazany na śmierć i zza grobu szuka sprawiedliwości?

Dokładnie!

To w jakiś sposób tłumaczyłoby jego zdolność do współśnienia z innymi snu według własnych zasad.

Mało tego. Potrafił już współdzielić sen za życia! Była to jego… profesja. Taki diler. Płacisz mu, a on Cię zabiera i zabawia przygodami we śnie. Po śmierci zyskał kilka nowych talentów. :)

Na dowód fragment:

– Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę.

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Dzięki, AQQ!

Tak, zwróciłam uwagę na ten fragment, ale nie bardzo wiedziałam, jak to interpretować. Dzięki za wyjaśnienia. :)

Dzięki za przeczytanie! ;)

Przeczytałam jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy dobrze identyfikowałam postacie, ale tak, nic mi się nie pomyliło w kwestii winnych, niemniej teraz do mnie doszło, że nie do końca jasna w samej zbrodni jest dla mnie rola Clarence’a. On wydaje mi się co najwyżej przekupnym kolesiem, ale dlaczego “dzielił sen”?

Te wątpliwości, żeby było jasne, nie zmieniają mojej oceny opowiadania, tylko mnie dręczą, a nie wiem, czy akurat one są zamierzone.

Tutaj to niby tłumaczysz: “Potrafił już współdzielić sen za życia! Była to jego… profesja. Taki diler. Płacisz mu, a on Cię zabiera i zabawia przygodami we śnie. Po śmierci zyskał kilka nowych talentów. :)“, ale w tekście to akurat nie jest całkiem jasne – do minimalnego podkręcenia, imho. Bo można mieć wrażenie, że Maria była po prostu jego dziewczyną i tyle.

 

Ale w sumie już kliknę, żeby mnie ktoś nie ubiegł ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bardzo fajny pomysł na pośmiertny sąd i zemstę. To mi się spodobało. Ładnie przeprowadzony proces, chociaż sędzia gdzieś zginął. On jednak jest kimś innym niż oskarżyciel, bo w którymś momencie wymieniasz ich oddzielnie.

Motyw snu wydaje mi się dopchnięty kolanem, ale niech się tym sąd jury martwi.

Szybko przekonujesz, żeby kibicować oskarżonemu.

Babska logika rządzi!

drakaino, rola Clarence’a jest do interpretacji. Opcji mamy co najmniej kilka. Mógł być znajomym, a nawet przyjacielem Gaista i został przekupiony lub postawiony w tej sytuacji, gdzie dokonał takiego a nie innego wyboru. Mógł być też kimś kto korzystał z usług dzielenia snu (był np. uzależniony) i sprzedał swojego dilera.

Limit mnie przydusił, więc zostawiam czytelnikom interpretację. :)

chociaż sędzia gdzieś zginął

Tak po prawdzie, to sędzią dość szybko został Gaist, a grubas został sprowadzony do roli widza.

Motyw snu wydaje mi się dopchnięty kolanem, ale niech się tym sąd jury martwi.

Nie zgodzę się! W jakich innych warunkach Gaist mógłby pośmiertnie zebrać wszystkich zainteresowanych i na swoich zasadach przeprowadzić proces jeszcze raz? A tak wystarczyło, że mieli monetę i spali w tym samym czasie. Resztę załatwił już sam Gaist.

 

drakaino, Finklo, dzięki! Cieszę się, że Wam się podobało.

 

Ba, mnie się podobało na granicy nominacji piórkowej i gdyby nie nieszczęsny limit (mnie też trochę przygniótł do ziemi) i gdyby pewne rzeczy były nieco bardziej dopracowane fabularnie, tym by się zapewne skończyło.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

*mdleje*

 

Może następnym razem. ;)

Nie mdlej. Pisz tak dalej!

 

Edyta: wciąż zapominam napisać, jak mi się podoba również tytuł, a konkretnie imię i nazwisko bohatera :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bardzo zgrabne opowiadanko :). Nie jest zaskakujące jakoś szczególnie – od samego początku zanosiło się na akcję typu “jednego pomieszczenia” i że zemsta będzie głównym motywem, ale naprawdę jest super. Czytało mi się przyjemnie, a przy ostatnim zdaniu aż przeszły mnie ciarki :).

 

Nie zrozumiałam tylko motywu monety. Czy to coś w stylu obola? “Przepustka” na drugą stronę, w tym przypadku do krainy snów?

 

Pozdrawiam cię, ac :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Również Cię pozdrawiam, sy! Miło, że zajrzałaś. :)

Bardzo mnie cieszą Twoje słowa. Fajnie, że nawet pojawiły się ciarki.

Tak, monety pełnią rolę nawet nie tyle przepustki co oznaczenia. Gaist może zebrać właścicieli monet i umieścić ich w jednym śnie, a konkretniej jego śnie. A Gaist potrafi śnić bardzo świadomie. ;)

Dzięki!

 

drakaino,

Zastanawiałem się czy to nie będzie trochę naiwne, trochę szukanie efekciarstwa, ale jak je napisałem to też mi się spodobało i zostawiłem. :)

Tak, monety pełnią rolę nawet nie tyle przepustki co oznaczenia. Gaist może zebrać właścicieli monet i umieścić ich w jednym śnie, a konkretniej jego śnie. A Gaist potrafi śnić bardzo świadomie. ;)

Tak myślałam, więc wszystko jasne :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Może byłoby lepiej, gdyby bohater nosił nazwisko Geist… Duch, w języku niemieckim.

Jeszcze wrócę, bo początek robi wrażenie.

Pozdrówka.

Geist byłoby zbyt łopatologiczny, no i mnie kojarzyłby się jednoznacznie z Lalką Prusa…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Niekoniecznie… Ciekawe, czy Lalkę ktoś w ogóle jeszcze czyta.

Bardzo ciekawy pomysł, dobre wykonanie, z pewnymi usterkami. Blisko siebie oskarżyciel i oskarżyciel. A obalił pół litra wprawiło mnie w zdumienie. Złote monety i współczesne obalenie pół litra? Hmm… Trochę za dużo przymiotników, a ze dwa zdania, jak dla mnie, mało zrozumiałe, ponadto pretensjonalne..

Ale pomysł, prowadzenie fabuły i narracja czynią tekst bibliotecznym. Pierwsze z opowiadań w rtm konkursie, które czytałem, z wyrazistym finałem, a opowieść domknięta. 

Więcej niż dobre.

Pozdrówka.

Tam jest zaimek "mnie". Ja Lalkę mogę czytać w kółko ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Udało się upchnąć bardzo ciekawą fabułę w tylu słowach – gratulacje. Motyw monet przedni, a niedopowiedzenia są w dobrych momentach – intrygują. Aż szkoda, że ta scena nie jest jednak na więcej słów. Na pewno udałoby Ci się zostawić oniryczny klimat, ale przy okazji coś podkręcić i dodać detali. Szorcik robi naprawdę duże wrażenie. A już nie powiem, że pomysł z takim sądem na granicy snu i śmierci jest naprawdę kapitalny. 

Gratuluję świetnego tekstu! Nikt jeszcze nie pochwalił bardzo mocnego otwarcia, które momentalnie przykuwa czytelnika do treści. Tak trzymać :)

 

Dobra jeszcze jest dekonstrukcja całej scenerii, apokalipsa postępująca z każdą linijką. 

 

Zaznaczyłbym gdzieś, że wyrok na głównym bohaterze wykonano – najlepiej na początku. To jeszcze bardziej by szokowało. Jednak to tylko moja opinia i kwestia gustu. Niedopowiedzenia często są bardziej intrygujące i zmuszają do główkowania :)

 

Nie do końca zrozumiałe dla mnie jest pojawienie się Marii. Piszesz

– Zapraszam na salę ostatniego świadka! – wykrzykuje rozradowany Gaist. – Zarazem ofiarę okrutnej zmowy, Marię Duvall!

Drzwi otwierają się ponownie. Na salę nieśmiało wchodzi drobna kobieta o szarym, wykręconym ciele. Jedynie jej czarne oczy, przepełnione żalem, mają jeszcze w sobie coś z człowieka.

Wiem, że objętość dusi, ale tutaj nie wiem jak ona wyglądała. Spodziewam się opisu, jako, że wcześniejszy świadek opis dostał (i na niego zasłużył :) ). Jak więc wyglądała, dawno zmarła, kochanka? A jeżeli zostaje tylko zdanie, że “oczy mają coś z człowieka” to już tym bardziej chciałbym wiedzieć jak wygląda reszta. 

 

Jeszcze raz gratuluję, bo czyta się świetnie! pozdrawiam

Wow, ile miłych komentarzy. :)

Rogerze, jest dokładnie jak pisze drakaina. Uznałem, że Geist byłby zbyt łopatologiczny, więc został Gaistem. :)

Blisko siebie oskarżyciel i oskarżyciel.

Podejrzewam, że to wynik poprawiania podmiotów. Przyjrzę się temu.

A obalił pół litra wprawiło mnie w zdumienie. Złote monety i współczesne obalenie pół litra? Hmm…

To zdanie przyszło mi do głowy podczas pisania i zastanawiałem się nad nim przez chwilę, ale w końcu je wrzuciłem jako taki element dekoracyjny. Może nieudany, ale już tam jest. :p

Trochę za dużo przymiotników, a ze dwa zdania, jak dla mnie, mało zrozumiałe, ponadto pretensjonalne.

Byłbym wdzięczny, jakbyś wskazał mi te zdania, które Ci nie zagrały.

Na pewno udałoby Ci się zostawić oniryczny klimat, ale przy okazji coś podkręcić i dodać detali.

Deirdriu, musiałem trochę drobiazgów powyrzucać. Niestety limit jest bezlitosny. ;)

Zaznaczyłbym gdzieś, że wyrok na głównym bohaterze wykonano – najlepiej na początku.

mruss, zaznaczyłem go delikatnie. Nie chciałem tego mówić wprost. :)

O tutaj:

– Możliwe, że mnie nie pamiętacie – zaczyna, teatralnie poprawiając szubieniczną pętlę pełniącą rolę krawata.

Wiem, że objętość dusi, ale tutaj nie wiem jak ona wyglądała.

Miałem z tym bolączkę, ale koniec końców uznałem, że oddam Marię wyobraźni czytelników, którym musi wystarczyć kilka słów sugestii. Prawdę mówiąc, jej wygląd nie był zbyt istotny toteż poświęciłem go na część innych elementów, choć rozumiem, że ten brak można odczuć. Została potraktowana dość po macoszemu.

Rogerze, Deirdriu, mruss (mrussie?), bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i niezmiernie się cieszę, że znaleźliście tyle rzeczy, które przypadły Wam do gustu. :)

 

To, że wyrok wykonano, jest oczywiste, imho…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ac,

to pierwszy Twój tekst, jaki czytam. Początek pierwsza klasa. Dialog w prologu lekki, konkretny, wzbudza ciekawość. Czapki z głów.

Całe opowiadanie zasadniczo bardzo dobre. Językowo praktycznie bez wad, na które zwróciłbym uwagę. Pomysł super. Jeżeli miałbym już na coś ponarzekać, to zakończenie. Jest poprawne, ale zabrakło w nim iskierki ponadprzeciętności, którą zaserwowałeś w prologu.

Jeszcze na koniec dwa fragmenty, na które zwróciłem uwagę:

 

przebić się przez fałdy tłuszczu i zbydlęcenia

Jak wyglądają fałdy zbydlęcenia?

 

– To nie jest pół litra, by można je było obalić, siedząc przy stole!

Żart może nie najwyższych lotów, ale mimo to wywołał uśmiech ;)

 

Podsumowując:

Opowiadanie całkiem niezłe, zwłaszcza jak na tak krótką formę. Ma szansę coś zwojować w konkursie. 

W mojej ocenie 5/6.

Do biblioteki wysłałem bez wahania.

przebić się przez fałdy tłuszczu i zbydlęcenia

Jak wyglądają fałdy zbydlęcenia?

Podejrzewam, że niezbyt ładnie. ;)

Żart może nie najwyższych lotów, ale mimo to wywołał uśmiech ;)

I o to chodziło.

Cieszę się, że Ci się podobało. Nie ukrywam, że wszystkie teksty, które tu wrzucam traktuję jako formę nauki, więc tak pozytywny odbiór jest zawsze mile widziany.

Dzięki, chroscisko!

Sędzia znad podwójnego podbródka

Potknęłam się.

 fałdy tłuszczu i zbydlęcenia

Fałdy zbydlęcenia?

 Mają głos, ale równoważą się.

Z czym?

 orzekli go winnym

Uznali go winnym; albo orzekli jego winę.

 poczucia winy

Był winny, teraz wina – powtórka.

 Chciałbym żebyście

Chciałbym, żebyście.

 nie wiecie ile

Nie wiecie, ile.

 Wiecie jak trudno

Wiecie, jak trudno.

 Wzrok ma wbity we własne

Trochę dużo tych "w".

 Zaraz zaciska

Powtórzony dźwięk.

 pierwszy raz tego dnia czuje długo ukrywaną złość

Jeśli ją ukrywał, to ją czuł. Tylko nie okazywał.

 Aaronie, wybacz mi, ale

Co ma wybaczyć?

 Odchylona koszula odsłania (…). Martwym palcem celuje

Koszula nie ma palców :P

 dała mu alibi na ten czas, by

Wycięłabym "na ten czas". Zbędne.

 Zarazem ofiarę

"Zarazem" też bym wycięła.

 Jedynie jej czarne oczy, przepełnione żalem, mają jeszcze w sobie coś z człowieka.

Przecież widać, że kobieta?

 nie pozwolę się już wam obudzić.

Składnia: nie pozwolę wam się już obudzić.

 

Jedno słowo.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Tarnino, poprawiłem przecinki i składnię. Resztę chyba zostawię, bo tylko zrobię gorzej niż jest. :p

Dzięki wielkie za łapankę i wizytę. Po jednym słowie wnioskuję, że Ci się podobało, więc mi miło. ;)

Dzięki!

Podobało mi się.

Być może to przez tytuł, ale skojarzyło mi się z “Muzyka Ericha Zanna” i “Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”. Lovecraftowy “vibe” i zakręcenie Dicka ;)

No no, bardzo dobrze! 

Może pomysł nie jest niczym nowym, ale wykonanie świetne. Zarówno językowo, jak i fabularnie. Nie chodzi mi tu o akcję, która zmierza raczej w oczywistą stronę, ale o to, co mruss (czemu mruss? Coś mnie ominęło?) nazwał "dekonsteukcją scenerii", tym, że z każdą chwilą robi się coraz dziwniej i dziwniej. 

Wrzucam napisany na szybko na przerwie w pracy tekst konkursowy

To chyba długie masz te przerwy? Czy chodziło o przerwę weekendową? :-) 

Wybranietz napisała ostatnio, że rzuca we mnie papierem toaletowym, a teraz ja rzucam w ciebie swą rolką zawiści. 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tekst przykuwa uwagę od samego początku. Pomysł mocny, odważny i ciekawy, zrealizowany w fajny sposób. Brawosmiley

wonszu, cieszę się bardzo! Twoje porównanie również mnie cieszy, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. ;)

thargone, fajnie, że Ci się podobało! A Twoją rolkę zawiści stawiam w centralnej części mojego regału chwały tuż obok nutki zazdrości drakainy.

Wrzucam napisany na szybko na przerwie w pracy tekst konkursowy

To chyba długie masz te przerwy? Czy chodziło o przerwę weekendową? :-) 

Zmieniałem pracę i to był jeden z ostatnich dni, gdzie większość obowiązków już przekazałem, więc przerwy były dłuższe niż wykonywana praca. ;) Napisane przy jednym posiedzeniu i przerywane tylko, jak ktoś mnie pytał o funkcje, które przejmował. Czyli średnio co 5 minut.

Monique, super, że tyle rzeczy Ci się podobało. Zawsze miło coś takiego usłyszeć. :)

wonszu, thargone, Monique, dzięki!

To i ja dołączę do grona zadowolonych czytelników ;) Zaczyna się super, a potem robi się tylko ciekawiej. Bardzo fajny pomysł, przyjemnie napisane, wciągające. No, podobało się :) 

Leniwcu, jak Ty jesteś zadowolony, to ja dwa razy bardziej. ;)

Dzięki!

Świetne. Zapisane dialogiem, który „popycha” akcję naprzód. Zemsta– zadośćuczynienie. Silny motyw. Sprawiedliwość możliwa tylko w snach.

Porter Gaist – dobry bohater, imię jego trafione i Porter (bo lubię), i Gaist (Geist – zbyt nachalne i nie to jest najważniejsze). Podobnie z Marią Duvall. Z imionami pozostałych bohaterów jest moim zdaniem gorzej tj. Clarence ok, natomiast Isaac, Ana, Robert – nie. 

Motyw monety – w punkt – pozwolił na ściągnięcie ich do snu.

 

Niejasne:

‚ Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę. – wtedy dzielił?

‚ kobieta o szarym, wykręconym ciele – dlaczego wykręcone (?), czy ma to związek ze rodzajem śmierci

‚ Zarazem ofiarę okrutnej zmowy, Marię Duvall! – ona została zamordowana, czy to zmowa? – chodzi o słowo „zmowa”

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Historia przykuwa uwagę od pierwszej chwili i trzyma w napięciu. Szczególnie spodobały mi się dialogi, zwłaszcza ten wprowadzający.

Dla mnie to jednak nie jest tekst na taką małą objętość. Niby wszystko jasne, jeśli się dobrze wczytać ze trzy razy, ale mimo wszystko, ta historia upchnięta w tysiąc słów wydaje mi się sprintem po wydarzeniach i postaciach. Czytało się dobrze, ale mam niedosyt.

Przypomina się jeden z odcinków “Przeklętego rewolweru” (bodaj tak nazywał się serial fantastyczny będący skrzyżowaniem “Strefy Zmierzchu” z Dzikim Zachodem). Bardzo fajna historia, bardzo ciekawie opowiedziana. Jeden w niej tylko jest szkopuł – jak oni się tutaj znaleźli? Czy ten sen to śmierć i sąd po nim, czy coś jeszcze innego? Za mało tutaj podałeś szczegółów, bym mógł coś wywnioskować.

Jednak poza tym detalem napisane dobrze, z pomysłem i dla mnie głośno wybrzmiewającą puentą. Na plus ten koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Asylum, bardzo się cieszę, że tyle elementów Ci się spodobało! Imiona może faktycznie można było dobrać lepsze, ale przecież nie są najważniejsze. :)

‚ Oto Aaron! – krzyczy rozbawiony Gaist. – Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze. Wskaż go, proszę. – wtedy dzielił?

Tak, jak wspominałem w komentarzach gdzieś wyżej Gaist potrafił za życia dzielić sen. Był takim dilerem snu. ;)

‚ kobieta o szarym, wykręconym ciele – dlaczego wykręcone (?), czy ma to związek ze rodzajem śmierci

Pozostawiam wyobraźni czytelników. Mogę jedynie powiedzieć, że z mojej perspektywy – tak. :)

‚ Zarazem ofiarę okrutnej zmowy, Marię Duvall! – ona została zamordowana, czy to zmowa? – chodzi o słowo „zmowa”

Morderstwo jest częścią tej zmowy. O to mi tu chodziło.

 

ANDO, super, że Ci się to spodobało! Przyznam, że cały pomysł wyrósł z tego dialogu i akcja jakoś potoczyła się w mojej głowie dalej. :)

 

ocho, no przyznam, że musiałem z paru rzeczy zrezygnować, by się zmieścić w limicie, ale nawet – tekst nie spuchłby niewyobrażalnie. Widzę jakieś dodatkowe 20%-30%, co i tak nie jest małą objętością oczywiście. Cieszę się jednak, że chociaż dobrze się czytało!

 

NWM, wydaje mi się, że detal, o którym mówisz jest wyjaśniony, ale może niewystarczająco wyeksponowany. Spójrz na fragment:

– Nawet nie wiecie, ile trudu kosztowało mnie zebranie was tutaj – mówi Gaist, kłaniając się lekko. – Każdego z was musiałem odnaleźć, podarować złotą monetę.

Czyli Gaist podarował im złote monety, dzięki którym może ich przyzwać do swojego snu, kiedy oni sami zasną. Gaist podrzuca monetę (jako duch, zjawa) czeka do momentu aż wszyscy zainteresowani śpią w jednej chwili i wywołuje całe wydarzenie, buduje swój mały teatr. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wystarczająco. :)

Bardzo mi miło, że koncert fajerwerków na plus!

 

Asylum, ANDO, ocho, NWM, bardzo dziękuję!

Od początku wiadomo, że ta rozprawa nie będzie przebiegać zgodnie z procedurą, więc natychmiast pojawiła się ciekawość, co też tu się wydarzy. No i okazało się, że sprawa jest wyjątkowo zajmująca i nawet skromny limit znaków nie przeszkodził w całkiem jasnym jej przedstawieniu. ;)

 

Tak, nawet ty, gru­ba­sie. – zwra­ca się do sę­dzie­go. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

A samo ich zna­le­zie­nie… – Wzdy­cha głę­bo­ko. –> A samo ich zna­le­zie­nie… – wzdy­cha głę­bo­ko.

Rozumiem, że głębokie westchnienie towarzyszy wypowiedzi, wiec jest odgłosem paszczowym.

 

Zaraz za­ci­ska usta, które zmie­nia­ją w bladą linię, jak roz­cię­cie na mar­twej skó­rze. –> Chyba miało być: Zaraz za­ci­ska usta, które zmie­nia­ją się w bladą linię, jak roz­cię­cie na mar­twej skó­rze.

 

Kark trza­ska ogłu­sza­ją­co. –> Dlaczego kark, będący tylną częścią szyi, pęka? Wieszanemu przerywa się rdzeń kręgowy, kark pozostaje cały.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reszta z ginie w mroku.

Fajne :)

reg, Anet, melduję, że poprawione!

Kark trzaska ogłuszająco. –> Dlaczego kark, będący tylną częścią szyi, pęka? Wieszanemu przerywa się rdzeń kręgowy, kark pozostaje cały.

Ach… Wiesz… Sen rządzi się swoimi prawami. Także ten. ;)

 

Dziękuję Wam bardzo za sugestie poprawek i miłe słowa! 

Ciekawa scenka, dobrze i szybko się czyta. I przede wszystkim byłem ciekawy, co będzie dalej. Uwagę przykułeś, bo pomysł obrazowy i tym obrazem stoi ten szort. Dlaczego i kto zabił nie ma bowiem większego znaczenia. I nie zawsze musi mieć, zwłaszcza przy krótkich utworach, ale mogłem się domyśleć, że to (zawsze) chodzi o kobietę. ;)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darcon, dzięki za kolejne miłe słowa! Super, że Ci się podobało. :)

Ac, już po ogłoszeniu wyników, poprawiaj, co było do poprawienia…

 

Edyta: przeczytałam jeszcze raz. Nadal mi się cholernie podoba. Ale znalazłam jeszcze trochę miejsc, gdzie można by ulepszyć, zwłaszcza kiedy już nie wiąże Cię limit. Ergo podaję listę wątpliwości i sugestii:

 

„– Jak śmiesz do wysokiego sądu…

– Morda, Clarence – przerywa oskarżycielowi. – Do ciebie wrócę później.”

Tu w pierwszej wypowiedzi przydałoby się zaznaczyć, że to Clarence/oskarżyciel przerywa Gaistowi, a nie sędzia, bo takie jest wrażenie.

 

„Mają głos, ale równoważą się. / Liczy się tylko ta trójka. Zgodnie uznali go winnym.” – tego trochę nie rozumiem. Czy chodzi o to, że było sześciu ławników, w ich głosowaniu remis i to sędzia podjął decyzję skazującą? W takim razie on też powinien zadyndać.

 

„Każdego z was musiałem odnaleźć, podarować złotą monetę.

A samo ich znalezienie… – wzdycha głęboko. –

Jednak to wszystko było łatwizną w porównaniu do przyprowadzenia świadków. Zwłaszcza, że od dawna nie żyją.”

Jak rozumiem, sędzia, Clarence, wszyscy przysięgli żyją i pozostaną w śnie na wieki, choć żyją? Bo to jest ten dar Gaista? Moim zdaniem do doklarowania.

 

„Krzesła i ławki podskakują pod nimi, by zebrani znów się na nich znaleźli.”

Wcześniej nie zauważyłam, ale to zdanie trochę nie ma sensu ;) Nie bardzo wiem, czy chodzi o to, że Gaist panuje nad całą przestrzenią i zmusza ich do tego, żeby z powrotem usiedli? To nadanie meblom woli i mocy sprawczej jednakowoż troszkę razi. Przeformułowałabym.

 

„Porusza się jednak do przodu” – prze, idzie, brnie, kuśtyka? Porusza się jest zbyt ogólne

 

„Clarence obudził się i poszedł do baru siedzącej z nami Any, która dała mu alibi na ten czas, by całkowicie zdyskredytować moją wersję.”

Jak już wiemy (z komentarzy), czym jest dar Gaista, to robi się oczywiste. Ale w wersji pokonkursowej, gdzie nie obowiązuje Cię limit, wyjaśniłabym to bardziej w tekście.

 

„Skazaniec zdziera łańcuszek z szyi i pozwala, by trup rozsypał się w proch.” – tu się za każdym razem trochę zawieszam, zanim wymyślę, że chodzi o Aarona

 

„by móc bronić się swoimi kłamstwami,”

 

„ostatnia przeznaczona mu pętla zaciska się na jego szyi i wyrywa go z ławy.” – „ostatnia przeznaczona mu” brzmi tak, jakby to jemu było przeznaczone kilka pętli; czy oba zaimki potrzebne?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

„Mają głos, ale równoważą się. / Liczy się tylko ta trójka. Zgodnie uznali go winnym.” – tego trochę nie rozumiem. Czy chodzi o to, że było sześciu ławników, w ich głosowaniu remis i to sędzia podjął decyzję skazującą? W takim razie on też powinien zadyndać.

Reszta ławników (ich liczba nie ma znaczenia poza tym, że jest parzysta) równo podzieliła głosy i połowa z nich orzekła go winnym, a druga połowa niewinnym. Są bez znaczenia, ponieważ ich głos daje zero, ale są też bez znaczenia ponieważ nie brali udziału w spisku i swój osąd oparli tylko na ustawionym procesie. Gaist nie wini ich tak, wini trójkę, która to wszystko ukartowała. Uf… Mam nadzieję, że wyjaśniłem. :)

A poza tym:

Z góry spadają na nich tańczące sznury szubienic.

Co się odwlecze… ;)

Jak rozumiem, sędzia, Clarence, wszyscy przysięgli żyją i pozostaną w śnie na wieki, choć żyją? Bo to jest ten dar Gaista? Moim zdaniem do doklarowania.

Tak, masz rację, żyją. Ale czy pozostaną w tym śnie na wieki? Chyba tak to należy rozumieć, choć nie ukrywam, że jak wiele innych rzeczy w tym tekście oddałem karę wyobraźni czytelników, bardziej dając sugestię niż podając na tacy.

Podoba mi się ten klimat niedopowiedzeń i muszę przyznać, że cienka jest granica między nimi, a brakiem jasności. Nie jestem mistrzem w tym balansowaniu. ;)

„Krzesła i ławki podskakują pod nimi, by zebrani znów się na nich znaleźli.”

Wcześniej nie zauważyłam, ale to zdanie trochę nie ma sensu ;) Nie bardzo wiem, czy chodzi o to, że Gaist panuje nad całą przestrzenią i zmusza ich do tego, żeby z powrotem usiedli? To nadanie meblom woli i mocy sprawczej jednakowoż troszkę razi. Przeformułowałabym.

Zmieniłem, choć nie jestem pewien, czy o to Ci chodziło. Wola mebli jest raczej szybko wytłumaczona w kolejnym zdaniu, więc sam nie wiem. Ale tak, chodzi o to, że Gaist ich zmusza, poruszając ławami.

 

Resztę poprawiłem, choć dookreślanie mocy Gaista, to ten moment kiedy balansuję na linii niedopowiedzeń i braku informacji. Wydaje mi się, że można się spokojnie doczytać tego, a chciałbym uniknąć walenia czytelnika łopatą Gaist był dilerem snów. ;)

 

Dzięki, Drakaino! Za gratulację z wątku konkursowego też tutaj Ci serdecznie dziękuję!

Chciałem uniknąć tam dalszego offtopu. :)

OK. Masz jeszcze jeden drobiazg techniczny:

 

“A samo ich znalezienie… – wzdycha głęboko.“ → Wzdycha głęboko.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wiele elementów tutaj urzeka. Otwierający dialog jest tak cięty, że nic, tylko pozazdrościć. Udało Ci się wytworzyć także duszny, odrealniony klimat snu. Jednak mam problem z tym tekstem przez niedopasowanie jego długości do treści. Szort jako gatunek rządzi się swoimi prawami. Wycięcie sceny z jakiejś historii, czy jakiegoś świata, to jeszcze nie szort. Sprawa niesłusznej egzekucji Portera Gaista (nota bene świetne nazwisko) zdecydowanie zasługuje na wyraźniejsze zarysowanie i wyjaśnienie kilku, uważam, istotnych kwestii. Przede wszystkim motywacja bohatera nie przekonuje mnie. Mamy tutaj tylko jeden punkt widzenia – jego, i tylko jedno słuszne poczucie sprawiedliwości. Oczywiście, mógł paść ofiarą spisku, ale mógł też być niepoczytalny albo zasłużenie zostać straconym. Przywołał sobie w tym śnie świadków, którzy bardzo wygodnie wskazywali winnych spośród składu sędziowskiego. Wszystkich? Trudno uwierzyć, że byliby aż tak nierozsądni, by każdy jeden z nich był zamieszany w sprawę. Co do snów, nie wiadomo właściwie jak one działają. Jak martwa osoba może śnić? Czy w tym uniwersum istnieje dusza jako taka, czy może Gaist połączył w śnie żyjących “winnych” jego śmierci, a świadków sobie dowymyślał, żeby było dramatyczniej.

Scena sama w sobie mnie zatem nie ruszyła, bo zabrakło mi backgroundu, na który zwyczajnie nie było miejsca przy tak drakońskim limicie. Umknęła mi również puenta. Tym gorzej, ponieważ szort powinien stać puentą.

Jako adwokat diabła, a raczej Gaista powiem tak: dla mnie jednym z największych plusów tego opowiadania jest to, że w tak okrutnie krótkim limicie zmieściła się cała historyjka. Cała. Pewnie, mogłabym ją przeczytać w dłuższej wersji, mogłabym mieć background, pobyć z tym światem dłużej, na pewno byłoby to pozytywnym doświadczeniem lekturowym. Niemniej autorowi udało się pomieścić cały dramat w tysiącu słów. Nic więcej nie jest konieczne. Chapeau bas.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

MrB, dzięki za miłe słowa, choć szkoda, że znalazłeś też znaczące braki. Zdaję sobie sprawę, że tekst nie jest uniwersalny i nie wszystkim przypadnie do gustu, ale nadal cieszy mnie, że chociaż część Ci się podobała.

Na swoją obronę mam… cóż, Drakainę. ;) EDIT: I Tarninę!

Co więcej mogę dodać? Starałem się zawrzeć w limicie historię, a że są w niej niedopowiedzenia? Może czasem tak jest lepiej? Nie bronię się i nie tłumaczę, ale może nie wszystko musi być wypowiedziane wprost. Choć oczywiście ważne, żeby czytelnik zrozumiał co autor miał na myśli. Jakby chciał pogłówkować, to by wziął się za krzyżówki, a nie opowiadanie.

Kończąc, uważam, że background, o którym piszesz, można sobie dopowiedzieć i poskładać w całość. Oczywiście moim zdaniem. :)

MrB, drakaino, dzięki!

Ej, mnie też się podobało :P

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Jasne, wiele sobie można dopowiedzieć. I znajdą się pewnie czytelnicy, którym to odpowiada.

Ja bym porównał sprawę Portera Gaista do sceny, w której Harry Potter rozprawia się z Voldemortem. Poczułem się, jakby ktoś mi pokazał tę scenę i tylko ją, gdzie dobry czarodziej zabija złego, bo ten drugi chce zawładnąć światem. Być może tyle by się zmieściło w 6k znaków. I na pewno dałoby się opisać to z rozmachem, ale przyznajcie, że bez wiedzy o faktach zawartych w poprzednich sześciu tomach, całość wypadłaby mimo wszystko blado. Lub co najmniej nie tak intensywnie jak by mogła wypaść.

MrB, obawiam się, że nie miałem materiału na 7 tomów historii Portera pomimo podobieństwa nazwisk. :D Niestety jest tylko Porter Gaist i Czara Niedopowiedzeń.

Uważam, że nie każda historia potrzebuję solidnego backgroundu. Sądzę, że nawet na forum jest mnóstwo opowiadań, które są świetne pomimo jego braku, ale rozumiem, że tutaj Ci to nie zagrało. Zdarza się, niestety.

Tarnino, edytowałem. ;)

Też uważam, że są historie, które nie potrzebują rozbudowanego backgroundu. Nie może wszystko być pod jeden szablon, bo świat będzie nudny. Poza wszystkim reakcje pozostałych bohaterów świadczą o tym, ze Gaist ma rację – po co rozbudowywać punkty widzenia pozostałych? To nie “Dwunastu gniewnych ludzi”, ale opowieść o zaplanowanej i przeprowadzonej zemście zza grobu.

Osobiście wolę taką niedopowiedzianą, ale niezwykle sugestywną i nastrojową historyjkę, niż opowiadanie, w którym wszystko jest na swoim miejscu, każdy szczegół się wyjaśnia, ale mam wrażenie, że czytam coś fabularnie i narracyjnie odbitego od szablonu. Choćby i najlepszego.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Też uważam, że są historie, które nie potrzebują rozbudowanego backgroundu.

Bo są.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Nie ukrywam, że bardzo dobrze oceniam ten tekst i była wokół niego dyskusja. Broniłem, ale nie obroniłem. Cóż, nawet główny juror czasem nie zobaczy na liście wyników czegoś, co chce zobaczyć.

 

Fantastyka: jest.

Motyw snu: moim zdaniem został bardzo dobrze i nieszablonowo wpleciony i pełni istotną część konstrukcji tego tekstu.

 

Spodobało mi się, jak tekst zaczyna się od ironii, a potem ewoluuje w stronę pewnej grozy – przez jedną postać znanej, przez inne wręcz przeciwnie. Spodobało mi się także to, że udało się podejść do tematu w oryginalny sposób. I to tez jest ciekawe, bo poszczególne elementy tekstu wykorzystują różne rzeczy znane z innych teksów lub filmów, a jednak całość jest oryginalna. No i jest pomysł na opowieści poboczne (pewna sugestia świata z psioniką).

 

Nie wiem czy słusznie zakładam akcję w w świecie przypominającym ziemski XIX wiek, ale tak właśnie wyobraźnia podpowiada.

 

Tekst bardzo dobry.

 

Moim zdaniem za dużo zostało tylko w Twojej głowie:

Człowiek, który w chwili morderstwa Marii Duvall dzielił ze mną sen! I z kimś jeszcze.

Clarence opuścił sen, który dla nas wytworzyłem i poszedł do baru siedzącej z nami Any.

tego, że bohater był “dilerem snów” już za życia (a to akurat fajny koncept), naprawdę nie byłem w stanie się domyślić z powyższych dwóch wzmianek. W efekcie powodowały one raczej (zwłaszcza ta druga) dysonans. A myślę, że dałoby się to wyjaśnić 2-3 zdaniami.

 

Reszta ginie w mroku. Jest nieważna. Mają głos, ale równoważą się. Są jednością. I są niczym.

Liczy się tylko ta trójka.

Z matematycznego punktu widzenia to naprawdę nie ma sensu. Z matematycznego punktu widzenia ta trójka jest równie istotna jak jakakolwiek trójka głosująca za wyrokiem, a siedząca z tyłu. Ja rozumiem, że oni są wyjątkowi z innego powodu, ale zastosowana argumentacja nie trzyma się kupy i tylko zabiera cenne znaki.

Słowa o obalaniu pół litra wybiły mnie z klimatu (i nie ten nastrój i, gdziekolwiek i kiedykolwiek się to dzieje, pachną anachronizmem).

A była przecież ścieżka B, gdzie wszystko by się pomieściło…

 

 

 

AC, zawsze lubiłem motyw sprawiedliwości oraz drugich szans, więc opowiadanie w teorii powinno przypaść mi do gustu. Mimo wszystko na początku lektury wydało mi się, że Gaist jest raczej nikczemną, złowieszczą postacią, dlatego nie mógł zaskarbić sobie mojej sympatii. Z drugiej strony, jestem w stanie pojąć, dlaczego w głównym bohaterze po całym czasie spędzonym na knuciu zemsty idealnej, nie pozostało zbyt wiele miejsca dla pozytywniejszej części jego osobowości.

 

 

Z góry spadają na nich tańczące sznury szubienic.

Zdecydowanie zakończyłeś tekst z przytupem, bardzo widowiskowo ;)

Przemawia do mnie postać głównego bohatera, nieszablonowe wykorzystanie motywu snu (tutaj: współśnienia, kontroli nad senem), oryginalna fabuła, element zemsty.

Duszne, niepokojące, mroczne, bardzo surrealistyczne, o to chodzi. Brrrrr.

Jak na tak krótki tekst, wyszło rzeczywiście bardzo dobrze.

Historia ma ręce i nogi, zawarłeś nienowy, ale dość lotny pomysł i napisałeś fajny, otwierający dialog, dzięki któremu chce się czytać dalej tę historię.

Jak jest później? Jak dla mnie, w porządku. Znaczy się – czytałem z zainteresowaniem, ale jakichś szczególnych wrażeń nie zaznałem. W tej objętości nie da się zbudować bohaterów, intrygi, da się tylko przeć do przodu, znak za znakiem, aż do tabliczki “koniec”.

Ten wreszcie nastąpił i co? Niezbyt lotna konkluzja (walczyli o kobietę? ech…) i obrazowa, dramatyczna scenka, będąca w istocie pięknym, kończącym fejerwerkiem. Zrobił wrażenie, ale nie pozostawił po sobie nic szczególnego. Słowem – zabrakło mi twistu z prawdziwego zdarzenia. A moim zdaniem tym stoją takie szorty. Szczególnie, gdy samego pomysłu nie mają wybitnie innowacyjnego. No ale ja tak już mam – przede wszystkim szukam nowatorskiej opowieści…

Konkluzja? Podobało mi się, ale taki szort to zdecydowanie za mało, bym czuł się w pełni usatysfakcjonowany. Niemniej, biorąc pod uwagę limit słów – spisałeś się świetnie, Ac. Napisałeś kompletną opowieść w zwartej, zrozumiałej formie i zrobiłeś to z klasą.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

wilku, dobrze zakładasz i bardzo dziękuję za miłe słowa! Pozostaje mi czekać na trzeciego jurora, co mnie zawetował. ;)

coboldzie, ścieżką B wybrał się tekst, który jest jeszcze mnie zrozumiały niż ten. Nie służą mi te limity. Argumentację o trójce rozumiem, choć zostaję przy swoim. Obalanie pół litra budziło pewne wątpliwości, ale już postanowiłem zostawić. Może gdyby tekst trochę odleżał, to ten fragment, by wyleciał?

Krikos, no Gaist niewiniątkiem nie jest (był?), więc rozumiem, ale przynajmniej zakończenie Ci się podobało! ;)

jupiter, dzięki za miłe słowa!

Councie, ale mi ładnie i z klasą napisałeś, że zrobiłem wszystko dobrze, ale niczego nie urwało! Bardzo mi miło, że pomimo braku, nazwijmy to, tego czegoś, doceniłeś ten tekst. :)

 

Bardzo Wam dziękuję za wizytę i komentarze! Bardzo budujące. :)

Nie służą mi te limity

W moim odczuciu akurat “Niedokończona sprawa” jest doskonałym przykładem, że w małym limicie można spokojnie zmieścić pełnoprawną, zaskakująco treściwą historię, której tło uruchamia wyobraźnię (nie tylko obrazami, ale też dźwiękami).

No dobra, przekonałeś mnie. Czasem służą. ;)

Wracam z komentarzem piórkowym. Jestem na TAK, ponieważ uważam ten szort za fabularny majstersztyk. Oczywiście, dodanie jeszcze kilku słów może rozjaśniłoby te drobne niepewności co do szczegółów, ale historia taka, jaka jest tłumaczy się wystarczająco.

 

Dlaczego fabularny majstersztyk? Bo w bardzo małej liczbie słów/znaków udało się zawrzeć skomplikowaną intrygę, a na dodatek podać ją w niebanalny, nielinearny sposób. Mamy zbrodnię, mamy sąd i wyrok, mamy zemstę zza grobu. Ale odkrywamy to od końca, jak zagadkę kryminalną. Na dodatek autorowi udało się też stworzyć pełnokrwiste postacie i zarysować niebanalne relacje między nimi (doskonała gra początkową pewnością siebie i rosnącym przerażeniem winnych). Może jedynie wątek dilerstwa snów zasługuje na te parę więcej słów, choć władzy PG nad snami da się domyślić z tego, co jest – choćby z charakteru wendetty. [Edyta: autor poprawił i jest super.]

 

Wszystko to podane jest w ciekawy sposób, udało się nawet przemycić elementy nienachalnego wisielczego (hmmm…) humoru. Na szczególną uwagę jako perełka narracyjna zasługuje początkowy dialog. Ale zwraca uwagę też np. zniuansowanie emocji głównego bohatera, osiągnięte krótkimi wypowiedziami i kilkoma kreskami charakteryzacji.

 

Jak dla mnie jedno z lepszych opowiadań, które czytałam na tym forum. Dlaczego? Bo pokazuje, że dla ukazania dość skomplikowanej historii, w której uczestniczy spora liczba osób, wystarczy krótka forma. Oraz dlatego, że nie ma tu dającego się powielać przy podmienianiu elementów wzorca – to opowiadanie jest wyjątkowe i niepowtarzalne w swojej strukturze, a nie tylko sztafażu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może jedynie wątek dilerstwa snów zasługuje na te parę więcej słów

A nie sądzisz, Drakaino, że po rozjaśnieniu tego czynnika uniwersum byłoby ciekawsze, ale kosztem mniejszej wyrazistości grozy osób wciągniętych w sen?

A nie sądzisz, Drakaino, że po rozjaśnieniu tego czynnika uniwersum byłoby ciekawsze, ale kosztem mniejszej wyrazistości grozy osób wciągniętych w sen?

Okej, wycofuję uwagi, bo szukając miejsca, które dotychczas było dla mnie nieco zbyt niejasne, znalazłam wreszcie zmianę – jest “Clarence opuścił sen, który dla nas wytworzyłem“, to absolutnie wystarcza, musiałam przegapić któreś autorskie poprawki. Teraz jest bez zarzutu, nic więcej nie trzeba, więc TAK tym bardziej uzasadniony :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Wracam z komentarzem piórkowym.

To jest definitywnie dobry szort, mający wszystkie pożądane cechy dla tej długości. Jest i wzbudzenie ciekawości, i kolejne odkrywanie kart, i na samym końcu tupnięcie.

Jednak do większej wielkości czegoś zabrakło. Tym czymś było mocniejsze osadzenie sprawy w relacjach między bohaterami, sprawienie, by uczucia sądzonych znacznie mocniej we mnie działały. Wtedy też i zakończenie nie byłoby tupnięciem, ale eksplozją, bo mocniej zostałbym wciągnięty w akcję.

Stąd jestem na NIE. To dobry tekst, ale do piórka troszeczkę mu u mnie zabrakło.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ująłeś mnie pomysłem na historię. Niesłusznie skazany wraca z zaświatów i urządza swoim oprawcom drugi proces. Świetna sprawa. Zanurzenie wszystkiego w śnie nadaje dodatkowego smaku. Fajny pomysł na bohatera, chętnie dowiedziałabym się więcej o biznesie dilera snów. To samo w sobie może być warte opowiadania.

Imponująca intryga, szczególnie w takim limicie. Dowiadujemy się, jak to się stało, że niesłusznie skazali oskarżonego.

Sprawnie kazałeś mi kibicować bohaterowi. No, skazać kogoś za zamordowanie osoby, którą się samemu zabiło, to wyjątkowe świństwo.

Nie twierdzę, że tekst jest bez wad. Pewnie, gdyby zasady konkursu pozwoliły, można byłoby rozbudować bohaterów, pokazać więcej ich reakcji, wprowadzić dodatkowe interakcje.

No, ale limit…

Ogółem – to dobra historia.

Byłam na TAK, znaczy.

Babska logika rządzi!

Rzucałem w Ciebie rolką zawiści, zatem wiesz, że mi się podobało. Świetny szort. Jednak być może właśnie dlatego, że szort, że limit, że nie było miejsca na rozbudowanie bohaterów, ich relacji, przedstawienie szerszego tła, bym mógł z przekonaniem zagłosować za piórkiem. Uważam, że zwartość formy (godna zresztą pochwały) jednak wcale nie pomaga temu tekstowi, który byłby lepszy, gdybyś mógł pozwolić sobie na pohasanie. Dlatego to jeszcze nie jest piórko. Ale cholernie blisko. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Kurcze, to opowiadanie jest doskonałym przykładem tego, jak limit potrafi zmasakrować doskonały pomysł, nawet jeśli zbudowany w naprawdę porządnym warsztacie. A mówiąc “masakra”, mam na myśli odbezpieczony granat wrzucony do ruskiego czołgu, smoka ze wzdęciami po cnych śmiałkach ratujących królewnę, tudzież drugi dzień porządnego wesela, mniej więcej o czwartej nad ranem.

Początek – rewelacja; naprawdę fajne, przyciągające uwagę czytelnika otwarcie, które daje Ci spory kredyt czytelniczego zaufania bez zbędnych formalności. Czy później to zaufanie zawodzisz? I tak, i nie.

Tak, bo długość tekstu, i nie, bo długość tekstu.

Rozwinięcie powyższej myśli wygląda mniej więcej w ten sposób:

Tak, zawodzisz, bo tym świetnym, bardzo obrazowym wstępie, który zdawał się być zapowiedzią bardzo ładnie rozbudowanej, interesującej sceny, dalsza akcja zaczyna pędzić ze zdecydowanie zbyt wielką prędkością, ukazując czytelnikowi zasadniczo tylko migawki z właściwej historii, przez co traci ona naprawdę sporo, szczególnie że musiałeś uciekać się do infodumpów, a całe opowiadanie mogłoby zasadniczo być podręcznikowym przykładem tego, jak wygląda złamanie zasady “pokaż, nie opowiadaj” i dlaczego nie należy tego robić.

Nie, nie zawodzisz, bo każdy, kto przystąpił do lektury, musiał być świadom jej mikrych rozmiarów. A jak na tekst tej wielkości, udało Ci się upchnąć bardzo dużo. I tekst literacko ładny, i ciekawą, dosyć nietuzinkową opowieść, i fajny pomysł, na którym ją oparłeś, i wreszcie dobry, faktycznie niepokojący klimat.

W fabułę się może nie zagłębiam, bo w tak szczątkowej formie jest po prostu niesatysfakcjonująca. Niemniej pomysł jest, i to z gatunku tych wartych rozwinięcia. Nawet jeśli nie rzuciłby na kolana oryginalnością – nihil novi i konia z rzędem, rządem i rozrządem temu, kto zdoła to obejść, nie tworząc sci-fi; no nieważne w sumie – to z pewnością miałby pewną (myślę, że większą niż mniejszą) wartość literacką.

Mówiąc krótko, w konkurs o tak nikczemnym limicie opowiadanie powinno się ładnie odnaleźć (nie czytałem większości tekstów “konkurencji”, więc nie mnie oceniać, ale fakt, że nie dostałeś się do dalszego etapu trochę jednak dziwi), ale jako byt samodzielny – a tym bardziej kandydat do Piórka – zdecydowanie już nie daje rady.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

nikczemnym limicie

 

Ja nawet pamiętam co Cień Burzy prawił, jak zwolennicy długich limitów próbowali go namówić na zwiększanie limitów przy innym konkursie :P 

Stylistycznie w porządku. Niewątpliwie ciekawy pomysł na fabułę, do tego interesujące połączenie groteski i grozy..tylko niestety w mojej ocenie nie do końca udane. Nie udało się tego zbyt zgrabnie połączyć i zarówno (z)groza nie wypadła tu przekonująco jak i groteska była nieco za mało groteskowa. Może to po prostu kwestia bardzo subiektywnych preferencji. Natomiast mój najistotniejszy zarzut jest inny. Mam bardzo, ale to bardzo mocne przeświadczenie, że motyw snu został tam dodany bardzo na siłę. Tekst mógłby się doskonale obronić bez tego. Z tego właśnie powodu byłem na nie jeśli chodzi o ten tekst. Może się mylę, ale jednak skoro miałem tak silne odczucie dodania motywu snu na siłę, to coś na rzeczy może być, a tekst w żadnym stopniu nie pomagał, aby tego odczucia się pozbyć :)

Nowa Fantastyka