- Opowiadanie: SIMON ITALIANO - Tramwaj numer 13

Tramwaj numer 13

Przed Wami krótka historia o zdegradowanym aniele. Świat niewidzialnych istot jest niezwykle niebezpieczny. Na każdym kroku czeka na naszą duszę jakieś niebezpieczeństwo. Trzeba cały czas uważać i mieć oczy szeroko otwarte. Chociaż i tak mało nam to pomoże z niewidzialnym przeciwnikiem...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Tramwaj numer 13

 

Jak zwykle dla zabicia czasu wsiadłem w pierwszy lepszy tramwaj i usiadłem gdzieś z boku. Zdegradowane anioły mają naprawdę dużo wolnego czasu, czekając na samoistną destrukcję i zmienieniu się w pył. Czułem jak z miesiąca na miesiąc moje ciało pokrywa, coraz większa, złuszczająca się skorupa, podobna trochę do łupieżu. Anioł, który został zdegradowany, już nigdy nie może powrócić na stare stanowisko. Traci również łaskę nieśmiertelności i niewidzialności. Na dodatek jego ciało ulega powolnej dezintegracji, aby ostatecznie stać się bezmyślną kupą popiołu. Dalej jednak posiadam paranormalne zdolności i chęć pomocy ludziom. Może Najwyższy to zauważy i doceni moje starania, chociaż szczerze w to wątpię. Popełniłem jeden znaczący błąd w swojej karierze, za który muszę teraz sporo zapłacić.

Na co dzień jeżdżę tramwajami i przywdziewam iluzję człowieka, żeby nie rzucać się w oczy innym aniołom i ludziom. Pomagam wysiadać starszym babciom, interweniuje w bójki i rozmyślam całymi dniami, nad łaską, którą już dawno straciłem. Aktualnie siedziałem przy oknie na pojedynczym siedzeniu i obserwowałem ludzi. Niektórzy wypatrywali nerwowo, czy nie nadchodzi kanar. Inni natomiast ucinali sobie drzemkę. Zazdrościłem im niewyobrażalnie, aniołowie nie umieją spać. Muszą być cały czas czujni i chronić swoich podopiecznych, przed potencjalnymi zagrożeniami duchowymi lub fizycznymi. Ponieważ był środek nocy, w tramwaju znajdowało się mało osób, z tego trzem towarzyszyli aniołowie. Stróżów posiadały tylko osoby wierzące i regularnie chodzące do kościoła, ponieważ ostatnio panuje wielki kryzys w Armii Niebieskiej. Liczba ludzi przybywa a aniołów wręcz odwrotnie. Postarałem wytężyć swoje moce telepatyczne, aby usłyszeć myśli stróżów, ale byłem na to o wiele za słaby. Od dawna nie wiedziałem co się dzieje „tam na górze”. Byłem uwięziony na Ziemi, pochłaniany przez dekadencje i bezkresną nicość.

Na kolejnych przystankach wysiedli wszyscy stróżowie, razem z ich podopiecznymi. W tramwaju zostałem tylko ja, młode małżeństwo, dresiarz i staruszka. Postanowiłem, że na dziś już wystarczy rozmyślań i na kolejnym przystanku wysiądę. Stanąłem przed drzwiami, lecz tramwaj zamiast się zatrzymać, przyspieszył. Skonsternowana para przeklęła cicho i z zakłopotaniem spojrzała na motorniczego. Postanowiłem zignorować to zajście i wysiąść na kolejnym przystanku. Gdy zbliżał się następny postój, pojazd zamiast się zatrzymać ruszył jeszcze szybciej. Mocno zdenerwowany podszedłem do motorniczego. Spojrzałem przez szybę, ale moje oczy ujrzały jedynie garstkę popiołu, na fotelu. Na chwilę zamarłem i przełknąłem powoli ślinę. Z amoku wyrwał mnie krzyk dresiarza. Szybko zerknąłem w jego stronę. Tramwaj zaczął tracić kolor i stał się wyblakły. Za oknem świat również był nienaturalnie rozmazany i bez kolorów. Jedyna rzecz, którą potrafiłem rozpoznać, na zewnątrz, to postać sowy, która leciała bezszelestnie obok nas. „Sowi demon”! – pomyślałem, lecz moje myśli odbiły się echem po wagonie, zwracając na siebie uwagę innych pasażerów. „Co tu się dzieję?!” – wykrzyczała młoda kobieta, bez użycia ust. Gdy jej głos rozchodził się echem, ona stała, jakby zamurowana, nie wiedząc co się dzieję. Pogłos myśli pasażerów zlał się w jedną, niezrozumiałą papkę. Chodź byłem przerażony, postanowiłem uratować sytuację, krzycząc:

– Cisza!!! Jesteśmy w ogromnym niebezpieczeństwie i tylko spokój może nas uratować. Nie bez przyczyny znaleźliśmy się dzisiaj w tym wagonie o tej samej godzinie. Każdy z nas musi mieć coś na sumieniu, tym samym zwracając na siebie uwagę sił nieczystych. Zostaliśmy zaatakowani przez Sowiego Demona, który potrafi podróżować między światami i wciągać do nich bezbronnych ludzi. Najgorsze jest to, że jest nim jeden z nas. Demon przybiera iluzję zwykłego człowieka, tak dobrą, że jest nie do wykrycia nawet przez aniołów. Szuka on kilku wybranych przez siebie ludzi i zamyka w tak zwanym „świecie pomiędzy”. Czyli inaczej mówiąc: tunelu wymiarów, w którym się znajdujemy. Pragnąc udowodnić Stwórcy, jakimi próżnymi istotami są ludzie, podjudza ich podświadomie, przypominając im stare konflikty z przeszłości. Udostępnia również ich myśli innym ofiarą, przez to nikt nie może niczego ukryć…

– A kim ty niby jesteś, że się tak wymądrzasz?! – wrzasnął dresiarz.

– Jestem zdegradowanym aniołem i pragnę nas uratować z tej pułapki.

– To udowodnij, bo jakoś ci nie wierzę, ćpunie! Co brałeś?

„Niewdzięczny skurwiel” – pomyślałem, a moje myśli rozniosły się echem po wagonie. Wpieniony dresiarz ruszył na mnie, chcąc mnie pobić. W ostatniej chwili zrobiłem unik i następnie podciąłem napastnika, który wylądował na podłodze. Kucnąłem nad nim i lekko przydusiłem.

– Demonowi właśnie o to chodzi! – nakrzyczałem na chłopaka – Chce, żebyśmy rzucili się sobie do gardeł! To część jego planu.

– Przepraszam, nerwy mi puściły – odpowiedział spokojniej dresiarz, starając się opanować oddech. – Już rozumiem.

– Musimy szybko odkryć, który z nas jest Sowim Demonem. Jak nam się nie uda, zostaniemy na zawsze wciągnięci w czeluść piekieł. Jeżeli wcześniej nie pozabijamy się nawzajem. Ty, dresiarz! Przyznaj się miałeś jakiś kontakt z istotami paranormalnymi?

– Nie… – w tym samym momencie dało się słyszeć echo „Natasza, to twoja wina”, wypowiedziane głosem dresiarza.

– Ostrzegam cię, powiedz prawdę, bo inaczej to ciebie będę musiał zabić.

– Nic nie zrobiłem!

Zmuszony podjąć ostateczne środki, zmaterializowałem w rękach swoją starą strzelbę dwulufową, którą używałem, będąc jeszcze aniołem. Przybrałem również swoją metafizyczną postać. Z pleców wyrosły mi skrzydła pokryte kurzem i z połamanymi piórami. Oczy stały się nienaturalnie błękitne a cera bielsza, niż u albinosów.

– Powtarzam ostatni raz – rzekłem powoli, lecz dobitnie. – Co masz na swoim sumieniu?

– Moja ex, należała do bractwa okultystów, tym samym wplątując mnie w to, ale już z nią nie utrzymuje kontaktu – powiedział przerażony dresiarz. – Poza tym od czasu do czasu w jakiejś bójce biorę udział, nic więcej…

– Dobrze, na razie tyle wystarczy. Teraz ty, babciu!

– Nie będę kłamać – powiedziała drżącym głosem staruszka. – Nieraz używałam tablicy Ouija, chcąc skontaktować się ze swoim zmarłym mężem.

– Ok. Zakochani, teraz wasza kolej.

– Nigdy nie mieliśmy kontaktu z tym syfem! – odpowiedział szybko mąż. Wtem po tramwaju przeszło echo, myśli młodej kobiety: „błagam, żeby nie wyszło. Błagam, żeby nie wyszło.” – Co nie wyszło?! Ukrywasz coś przede mną?!

– Tak… – powiedziała ulegle małżonka. – Jak byłam w liceum to dla żartów bawiłam się w przywoływanie duchów z koleżanką. Myślałyśmy, że to tylko zwykłe bajki…

– I nic mi o tym nie powiedziałaś?! W głowie się nie mieści! Przecież wiesz ile dla mnie znaczy Bóg i modlitwa a ty za moimi plecami robisz takie okropne rzeczy! Może ty jesteś uosobieniem Demona?!

– Sam nie jesteś bez winy! Nie chciałam drążyć tego tematu z uwagi dla dobra naszego małżeństwa, ale co tak naprawdę robiłeś z sekretarką na „delegacji służbowej”?!

– Przecież, to była… tylko pracowaliśmy!

Po tramwaju przeszła echem myśl mężczyzny: „Nie może się dowiedzieć prawdy o Nikoli.” Następnie dziewczyna rzuciła się na męża z pazurami. Dresiarz chciał uspokoić załamaną kobietę, lecz ona odepchnęła go tak niefortunnie, że chłopak spadł z impetem na nogi milczącej dotąd babuni. Zamiast pisku z bólu, kobieta wydała z siebie nieludzki wrzask… jakby sowy. W tramwaju wszyscy nagle ucichli i z przerażeniem spojrzeli na staruszkę, która w kilka sekund przemieniła się w wychudzoną bestię, z głową sowy płomykówki. Zanim zdążyłem zareagować, ugryzła w szyję zdezorientowanego dresiarza. Wystrzeliłem podwójnie ze strzelby trafiając demona, który padł na ziemie. Biedny chłopak wykrwawiał się na podłodze. Chciałem mu pomóc, lecz nagle z szybkością światła, bestia rzuciła się na mnie, wbijając mi pazury w żebra i zmuszając do wypuszczenia strzelby i naboi. Chociaż demon był znacznie chudszy ode mnie, dysponował taką nieopisaną siłą, że nie mogłem się nawet ruszyć. Niczym w klatce MMA, potwór tłukł mnie po twarzy i torsie, czekając jak się poddam, żeby rzucić się na resztę towarzyszy. Jednak ja trzymałem się dzielnie. Młoda małżonka, chyba jako jedyna zachowała zimną krew i podniosła z ziemi strzelbę. Widząc to, postanowiłem jeszcze trochę zawalczyć, żeby uratować tych biednych ludzi. Chociaż tak mogłem odwdzięczyć się Stwórcy. Dziewczyna próbowała złapać porozrzucane naboje, niestety, przez szybkość z jaką przemieszczał się tramwaj, było to niezwykle trudne. Za długo to trwało i w końcu padłem. Kobieta w tym czasie nieumiejętnie wkładała naboje do broni. Demon odwrócił się i ruszył w jej kierunku, wpatrując się na nią, tymi czarnymi, niczym bezkresny kosmos oczami. To prawda, że byłem wykończony. To również prawda, że normalny człowiek, takiego pobicia by nie przeżył, jednak ja byłem aniołem. Co prawda zdegradowanym, ale jednak aniołem, który został stworzony żeby pomagać ludziom, aż do końca swoich marnych dni. Podniosłem się powoli i przyczaiłem się na bestie. Demon wystawił już pazury do młodej dziewczyny, chcąc ją rozszarpać, gdy nagle rzuciłem się na niego od tyłu, zatrzymując na chwilę w uścisku. To był wystarczający czas, żeby kobieta przeładowała i wystrzeliła dwa naboje w brzuch demona, dziurawiąc jego puste wnętrze. Potwór zaczął się dematerializować i zamieniać w żrącą papkę, parząc mi ręce. Małżonka w szale naładowała broń jeszcze raz i wycelowała w niewiernego męża, lecz zamiast strzelić rozpłakała się tylko i oddała mi broń. Tramwaj zaczął zwalniać a kolory powracać.

– Dziękuje – powiedziała kobieta.

– Nie ma sprawy – odpowiedziałem zmieszany. Rzadko rozmawiam z ludźmi.

– Gdyby nie ty, już byśmy wszyscy nie żyli. Naprawdę jesteś niezwykłym wojownikiem. Dlaczego zostałeś zdegradowany?

– Przykro mi, ale żadnemu człowiekowi o tym nie mówiłem i nie zamierzam. Powiedz lepiej co teraz zamierzasz zrobić?

– Wezmę rozwód i pójdę do psychiatry wmawiając sobie i innym, że to tylko moja chora wyobraźnia.

– To brzmi jak dobry plan.

– A skoro oficjalnie jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni opowiesz mi w końcu czemu zostałeś zdegradowany?

– Dobrze, ale na ucho, żeby nikt nie słyszał.

***

Kilka godzin później przyglądałem się z oddali na płonący tramwaj, dopalając ostatniego papierosa. Chodź moje zdolności regeneracyjne, były znacznie mniejsze niż kiedyś, to rany po walce z demonem już zniknęły, lecz płonący żar, dalej czułem na dłoniach. W moich okularach odbijały się światła radiowozów, które przyjechały na miejsce „wypadku”. Obok policjantów kręciło się kilku zaniepokojonych aniołów. Wyglądali tak uroczo i bezradnie, aż mi się humor poprawił, że w pojedynkę dokonałem więcej niż oni. Dresiarz się wykrwawił na miejscu, a młode małżeństwo następnego dnia złożyło podanie o rozwód. Misja udana? Nie sądzę. No cóż, taki jest już los zdegradowanych aniołów…

 

Nie koniec

Koniec

Komentarze

Dzięki, że przeczytałeś/aś moje opowiadanie! Jeśli Ci się spodobało zapraszam na mój kanał na Youtube: https://www.youtube.com/channel/UCZyOENLBrOXuJIXCsM5jlcw , gdzie umieszczę za jakiś czas audiobook na podstawie tego opowiadania. Również polecam mój fanpage: https://www.facebook.com/Szymon-W%C5%82och-673961383006372/?eid=ARCD20k3C0slv0CMBN4NBhAgLjCTMAYoB1Zvn-LjxXshQR50o1wJT6fG3u7A7u3copuBZSN_aSkPHigi 

na którym znajdziecie moje inne opowiadania. Pozdrawiam! :-)

Jest jakiś pomysł na fabułę. Twist w końcówce też fajny, bo mnie zaskoczył.

Gorzej z wykonaniem. Masz mnóstwo drobiazgów – od przecinków, przez literówki, do problemów z końcówkami i odmianą oraz źle użytych słów.

Popełniłem jeden znaczący błąd w swojej karierze, za który muszę teraz gorzko płacić.

IMO, gorzko to się płacze, nie płaci.

Pomagam wysiadać starszym babcią, interweniuje w bójki i rozmyślam całymi dniami,

Jest różnica między “babcią” a “babciom”. BTW, literówka.

Stróżów posiadali tylko osoby wierzące i regularnie chodzące do kościoła,

Osoby posiadały.

zmaterializowałem w rękach, swoją starą strzelbę dwulufową, którą używałem będąc jeszcze aniołem.

Strzelbę, której używałem. BTW, przecinek po “używałem”, za to bez pierwszego.

a młode małżeństwo następnego dnia złożyło podanie o rozwód.

Czy procedury rozwodowe zaczyna się od podania?

Babska logika rządzi!

Ilość aniołów w tekstach jest przerażająca, ale nie dlatego, że anioły są nudne czy wyeksploatowane. Jest po prostu jeden sposób pisania o aniołach i jest męczony na tysiące sposobów. Z jednej strony, zaintrygowała mnie zmiana anioła na popiół, a z drugiej… akcja opowiadania szła tak łopatologicznie. Nie miałam wrażenia, że mam do czynie z jakimś twistem, tylko opisem wydarzeń, który wyszedł bardzo nieautentycznie – główny bohater trochę za szybko zyskał posłuch, a czas trwania mowa wystarczyłby dla sowiego demona do wykończenia wszystkich. I nieźle straszą niektóre bloki tekstu swoją długość, a to przecież tylko 10k.

Bardzo dziękuję za krytykę i rady! :-)

Generalnie mi się podobało. Fajna lektura, akurat na czas jazdy tramwajem ;) Wydaje mi się jednak, że tej historii przydałaby się dłuższa forma. Trochę za dużo musiałeś wyjaśniać (np. przydługa przemowa Anioła po ataku) a trochę za mało się działo. Zgadzam się też z Deirdriu – posłuch zyskany zdecydowanie za szybko.

No, ale to pewnie kwestia długości całego tekstu. Może warto go rozwinąć ;) ? 

Mi się niestety nie spodobało. Przeczytałem do końca, ale nie podeszła mi ani treść ani wykonanie.

 

Co do treści, miał być horror, a po prostu się… nie bałem. Raczej miałem wrażenie, że jest to literacki odpowiednik kina akcji:) Cios był wyprowadzany za ciosem, ale niestety na szczęce nic nie poczułem… Na pocieszenie powiem, że może to być mój problem. Nie potrafiłem obejrzeć do końca takiego filmu jak Constantine, wolę klimat Dziecka Rosemary.

 

Co do wykonania, poniżej co mi się rzuciło w oczy na początku tekstu:

 

,,…bezmyślną kupką popiołu…” – słowo kupka jest piękne, ale bardziej pasuje mi do jakiejś parodii, satyry, w horrorze psuje klimat. Nie pasuje mi tez ten zlepek słów… bezmyślna kupka…;

 

,,Zdegradowane anioły mają naprawdę dużo wolnego czasu, czekając na samoistną destrukcję i zamienieniu się w pył” – tu chyba coś nie tak;

 

,,Może Najwyższy to zauważy i doceni moje starania, chociaż szczerzę w to wątpię.” – rozumiem, że nie chodziło tu o czasownik szczerzyć(np. zęby). 

 

,,Stanąłem przed drzwiami, lecz tramwaj zamiast się zatrzymać, przyspieszył. Skonsternowana para przeklęła cicho i z zakłopotaniem spojrzała na kierowcę. Postanowiłem zignorować to zajście i wysiąść na kolejnym przystanku. Gdy zbliżał się następny postój, pojazd zamiast się zatrzymać ruszył jeszcze szybciej. Mocno zdenerwowany podszedłem do kierowcy. Spojrzałem przez szybę, ale moje oczy ujrzały jedynie garstkę popiołu, na fotelu, przed kierownicą.” – kierowca w tramwaju. Kierowca w tramwaju to motorniczy. zakuło mnie to w oczy, ale może się czepiam… Z kolei dalej wspomniana jest kierownica, według mnie w tramwajach kierownic nie ma, przynajmniej w tych warszawskich jeszcze nie widziałem:)

 

A tak poza tym, widać, że masz wyobraźnię:) Może jeszcze nie do końca okiełznaną, ale coś tam widzisz… Na plus tez końcówka:)

 

Pzdr!

 

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

Wątła fabułka I fatalne wykonanie sprawiły, że lektury opowiadania nie mogę uznać za satysfakcjonującą. Sowa, jako demon, wydała mi się dodana wyłącznie na potrzeby konkursu, a zapowiadanego horroru w ogóle nie dostrzegłam.

Choć wykonanie pozostawia wiele do życzenia, nie zrobiłam łapanki, bo zauważyłam, że i tak nie poprawiasz błędów, które zostały Ci pokazane palcem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

TheDude, zgadzam się, że moje opowiadanie nie jest bardzo straszne, ale są horrory, które w ogóle nie przerażają, na przykład “Uciekaj”. Poza tym naprawdę trudno w tych czasach przestraszyć czytelnika i osobiście wolę postawić nacisk na fabułę niż strach. :-)

 

Regulatorzy, owszem, użyłem sowy po części, przez tematykę konkursu, ale według mnie pasuje tutaj jak ulał. Sprawdzam wszystkie poprawki i poprawiam większość z nich w tekście. Jestem bardzo młody i są one dla mnie niezwykle pomocne. Niestety nie od razu mogę się nimi zająć, ponieważ chodzę do szkoły i mam zadania domowe. ;-)

Simonie, chyba zdecydowana większość użytkowników tego portalu uczy się, studiuje, pracuje, ma dom, rodzinę i dzieci. Spora ich część jest także młoda, więc nie wydaje mi się, abyś Ty, z racji wieku – skądinąd nie wiem, co rozumiesz przez bardzo młody – miał być traktowany w jakiś specjalny sposób.

Zajrzałam do Twoich opowiadań, zamieszczanych od kwietnia tego roku. Nie poprawiłeś w nich nawet jednego błędu i nie wmówisz mi, że przez te wszystkie miesiące (w tym wakacyjne), nie znalazłeś chwili, by zatroszczyć się o jakość własnych tekstów. A przecież nanoszenie poprawek jest także formą uczenia się, zapamiętywania, co było źle i jak to poprawić.

Skoro nie doceniasz tego, że inni poświęcają sporo czasu na lekturę Twoich opowiadań i wyłowienie usterek, nie bądź zdziwiony, że po kolejnym zlekceważeniu ich pracy, tracą chęć, by Ci pomagać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie poprawiam starych opowiadań, żeby skupić się na nowych, poza tym chyba już po zakończeniu terminu przesyłania prac konkursowych nie można zmieniać blędów. Natomiast w tym tekście poprawiłem chyba wszystkie błędy, które zostały wypunktowane. Mówiąc o sobie “młody” chodziło mi o to, że nie wywyższam się i wiem, że muszę się jeszcze dużo nauczyć.

Przyjął się na portalu zwyczaj, że po upłynięciu terminu odkładamy długopisy. Ale po ogłoszeniu wyników spokojnie można do tekstu wrócić i go ulepszać. Przecież to nie oszustwo, absolutnie nikt na tym nie straci.

Babska logika rządzi!

Nie po­pra­wiam sta­rych opo­wia­dań, żeby sku­pić się na no­wych…

A tym samym pozwalasz domniemywać, że trud innych włożony we wskazanie błędów, nie jest Ci do niczego potrzebny i każdy ewentualny czytelnik jest skazany na obcowanie z fatalnie napisanym opowiadaniem.

 

…chyba już po za­koń­cze­niu ter­mi­nu prze­sy­ła­nia prac kon­kur­so­wych nie można zmie­niać blę­dów.

Mylisz się – nie poprawia się błędów w czasie od zakończenia konkursu, do ogłoszenia wyników, potem edycja jest jak najbardziej możliwa, wręcz wskazana.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pomysł jest, zarówno na fabułę jak i twist. Jednak wykonanie nie czyni mu zadość – scenom brakuje czegoś, bym poczuł napięcie w związku z zaistniałymi sytuacjami. Jak na horror za mało tutaj elementów niepewności podkręcających strach – poza końcówką wiele rzeczy da się przewidzieć.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za opinię NoWhereMan! :-)

Przede wszystkim – to nie jest horror i nie powinieneś tak tego oznaczać. Tym bardziej, że sam twierdzisz, że twoim celem nie było przestraszenie czytelnika (i słusznie, bo nie ma tu zupełnie czego się bać). To jest raczej dość typowe urban fantasy niż cokolwiek innego. 

Największym plusem tego opowiadania jest chyba pomysł z zdegradowanymi aniołami, które skazane na egzystencję na ziemi powoli obracają się w proch. 

Reszta niestety gorzej. Fabuła jest krótka i dość prosta, ale i tak nie ustrzegłeś się przed dziurami logicznymi. 

  1. Kierowca tramwaju znika, zostaje po nim kupka prochu. Dość mocno sugeruje to, że było on zdegenerowanym aniołem. Ale zupełnie nic z tego nie wynika. Po pierwsze, coś dużo tych zdegenerowanych aniołów jak na taki mały tekst. Podejrzany zbieg okoliczności. No chyba, że w twoim świecie zdegenerowanych aniołów ukrywających się między ludźmi jest tak naprawdę ogrom, tylko o sobie nie wiedzą. Co dawałoby ciekawe możliwości – wszyscy udają ludzi, wszyscy pomagają sobie nawzajem myśląc, że pomagając ludziom uda im się odzyskać łaskę, ale w rzeczywistości w ogóle nie zadają się z ludźmi, więc to wszystko na nic. Wracając do tematu: z faktu, że kierowca był takim aniołem nic nie wynika, bo i tak przyczyną tragedii jest atak demona, a nie brak maszynisty. Już lepszym pomysłem byłaby tu sytuacja, gdyby to maszynista był sowim demonem – pasowałoby to do opisanego przez ciebie sposobu polowania, jeżdżąc nocnym tramwajem miałby nigdy niewysychające źródło różnych męt.
  2. Sowi demon wydaje się sowi bardzo na siłę. Niby napisałeś, że tu pasuje jak ulał, ale jak dla mnie opis demona niekoniecznie przywodzi na myśl sowę. Prędzej jakiegoś szakala, krążącego po nocy i wyłapującego najsłabsze osobniki.
  3. Całe przejęcie dowodzenia przez anioła i jego przemowa wypadają bardzo słabo i nienaturalnie.
  4. Zgodnie z tym co mówi anioł, żeby paść ofiarą sowiego demona trzeba mieć na sumieniu jakieś kontakty z światem paranormalnym? W takim wypadku niewierny mąż nie powinien się tu znaleźć. A jeśli wystarczy nieczyste sumienie, to po co anioł pyta o paranormalne przeżycia? 
  5. Anioł wyjawia kobiecie za co został zdegradowany, ale czytelnik nie ma nawet żadnej wskazówki o co chodzi. W związku z tym to wyjawienie jest trochę bez sensu, nie ma żadnego wpływu na opowiadanie. 

 

Podsumowując, niestety bez szału. Tekst nie wzbudza emocji ani niczym specjalnym się nie wyróżnia. Może być jakąś podstawą do budowania świata urban fantasy, ale póki co ten świat także będzie dość stereotypowy. 

Arnubis,

Wielkie dzięki za opinię! Myślę, że historie zdegradowanego anioła rozwinę w konkursie UFO, chyba że przez ten czas wpadnę na inny pomysł.

1. Kierowca tramwaju nie był aniołem. Został on po prostu zdezintegrowany przez demona, który w świecie pomiędzy miał naprawdę dużo umiejętności.

5. Czasem takie niedopowiedzenia są naprawdę bardzo ciekawe i coraz częściej stosowane w kulturze. Na przykład całe “Dark Souls” się na takich niedopowiedzeniach opiera. Nie zawsze warto poznawać prawdy, ponieważ może się ona okazać rozczarowująca. Czytelnicy będą się zastanawiać “cóż takiego mógł zrobić zdegradowany anioł?” i to jest według mnie znacznie ciekawsze rozwiązanie.

Pozdrawiam :)

Hej!

Odniosę się do uwag, do których się odniosłeś :D

 

  1. Jeśli kierowca nie był aniołem, to powinieneś uśmiercić go w inny sposób. Chwilę po tym jak opisywałeś, że zdegradowane anioły w końcu rozpadają się w kupkę popiołu taka śmierć w twoim świecie mocno sugeruje anielskość zmarłego.
  2. Jasne, że niedopowiedzenia są fajne! Ale trzeba zostawiać jakieś tropy, które mogą chociaż zasugerować jakiś potencjalny kierunek rozważań (albo i kilka, czemu nie!). Ważne, żeby nie zostawiać czytelnika zupełnie na lodzie. Jeśli nie ma na czym budować teorii, to budowanie ich niezbyt ma sens. Przykładem tu może być “Pieśń Ognia i Lodu” Martina, która jest naszpikowana taką masą pozornie nieistotnych, ale powiązanych ze sobą szczegółów, że powstają dosłownie setki fanowskich teorii, mniej lub bardziej szalonych i prawdopodobnych, ale zawsze opartych na jakichś podstawach z tekstu. To jest właśnie różnica między niedopowiedzeniami, a zostawianiem pytań bez odpowiedzi. Jedno rozbudza ciekawość, drugie frustruje. Tak samo o ile wiem (chociaż nie grałem), to całe lore “Dark Souls” nie jest oparte na zupełnym braku informacji, ale właśnie na szczątkowych poszlakach porozrzucanych po świecie, które gracz sam musi połączyć. I o to właśnie chodzi. 

Miło byłoby też, gdybyś zastanowił się nad punktem 4, bo wydaje mi się on dość istotny dla spójności warstwy fabularnej twojego dzieła.

Również pozdrawiam!

4 – Mąż nie miał kontaktów z paranormalnymi zdarzeniami, ale jego żona tak. Istnieją w realnym życiu klątwy pokoleniowe, podczas których demon przechodzi z pokolenia na pokolenie rodziny, nawet jeśli dzieci i wnuki nie miały z tym nic wspólnego.

Postaram się w najbliższych dniach poprawić niektóre błędy.

Pozdrawiam!

Simonie, od razu napiszę, że to zupełnie nie moje klimaty. Jednak chcę przeczytać wszystkie opki o Sowach i skowronkach. 

Ok, już przeczytałam. Dawno się tak nie śmiałam. Może Ci tylko tak wychodzi, lecz może tak postrzegasz. Dwie rzeczy chcę ci powiedzieć – koncept (opowieść) jest zajmująca, a wykonanie fatalne. Jeśli chcesz pisać, musisz poprawiać błędy, tu nie ma zmiłuj się. 

 

Opowiadanie jest dla mnie słabe, ponieważ:

1/ Są liczne powtórzenia, opowiadanie to nie piosenka z refrenami.  Przykłady kilku z nich:

*dezintegracji, aby ostatecznie stać się bezmyślną kupą popiołu. – nie powtarzałabym informacji, to powtórka z drugiego zdania.

*nad łaską, którą już dawno straciłem – też powtórka, z piątego zdania

*Muszą być cały czas czujni i chronić swoich podopiecznych, przed potencjalnymi zagrożeniami duchowymi lub fizycznymi. – to już trzeci raz, kiedy wspominasz o pomocy, chronieniu. Potencjalne zagrożenia – brzmi jak z rozprawki.

*Postanowiłem, że na dziś już wystarczy rozmyślań i na kolejnym przystanku wysiądę. – czyli wsiadał, aby pomyśleć, czy dla zabicia czasu? To co prawda sprzeczność (patrz pierwsze zdanie), a nie powtórzenie lecz ważna ponieważ zaczyna “akcję” i tu akurat zdałoby się użyć powtórzenia.

 

2/ Wiele zdań i odmian słów jest do poprawienia, sporo literówek. Na przykład:

* Liczba ludzi przybywa a aniołów wręcz odwrotnie. – ???

* Chodź byłem przerażony – ??

* również ich myśli innym ofiarą – ?

* starą strzelbę dwulufową, którą używałem – ?

 

3/ Miałam liczne zatrzymania słowne. Przykłady: aktualnie; aniołowie nie umieją spać (nie śpią, to nie jest umiejętność, ale zasypianie w określonych sytuacjach może nią być)

 

Natomiast niektóre dialogi, konstatacje bohatera były przezabawne. Poniżej przykłady (nie poprawiałam literówek). A co myślisz o tym, aby całość napisać w takiej konwencji?

 

– Demonowi właśnie o to chodzi! – nakrzyczałem na chłopaka – Chce, żebyśmy rzucili się sobie do gardeł! To część jego planu.

– Przepraszam, nerwy mi puściły – odpowiedział spokojniej dresiarz, starając się opanować oddech. – Już rozumiem.

albo to też prześmieszne:

Młoda małżonka, chyba jako jedyna zachowała zimną krew i podniosła z ziemi strzelbę. Widząc to, postanowiłem jeszcze trochę zawalczyć, żeby uratować tych biednych ludzi.

i jeszcze to:

 

– Dziękuje – powiedziała kobieta.

– Nie ma sprawy – odpowiedziałem zmieszany. Rzadko rozmawiam z ludźmi.

– Gdyby nie ty, już byśmy wszyscy nie żyli. Naprawdę jesteś niezwykłym wojownikiem. Dlaczego zostałeś zdegradowany?

– Przykro mi, ale żadnemu człowiekowi o tym nie mówiłem i nie zamierzam. Powiedz lepiej co teraz zamierzasz zrobić?

– Wezmę rozwód i pójdę do psychiatry wmawiając sobie i innym, że to tylko moja chora wyobraźnia.

– To brzmi jak dobry plan.

– A skoro oficjalnie jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni opowiesz mi w końcu czemu zostałeś zdegradowany?

– Dobrze, ale na ucho, żeby nikt nie słyszał.

 

Słowem pisz, lecz na Boga poprawiaj swoje teksty, że powtórzę!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wielkie dzięki Asylum, ale zdaje mi się, że niestety na chwile obecną lepiej pisać po prostu nie potrafię. Nie wiem jak mógłbym inaczej napisać te dialogi, może masz rację, że lepiej zrobić z tego komedie, chociaż nie mam pojęcia czy mój specyficzny i wulgarny humor rozbawi innych… Może powstanie z tego coś w rodzaju “Teksańskiej Masakry”?

Jeszcze raz powtórzę, że nie mam pojęcia jak lepiej pisać, ponieważ uwielbiam to a wszystko mi idzie jak po grudzie.

Gdybyście mieli jakieś rady to zapraszam…

Głównie takie ogólne: trenuj, próbuj pisać. W miarę akumulowania doświadczenia powinno się poprawiać. Wiesz, trening czyni co najmniej średniaka. Czytaj, zastanawiaj się, dlaczego ta książka Ci się podoba, a tamta nie. Próbuj wykorzystać podpatrzone tricki.

Babska logika rządzi!

@Simon Italiano

Pisz, świadomie tzn. mam na myśli fazę korekty. Nie wiem, jak ten proces u Ciebie wygląda. Mój – piszę, stukam w klawiaturę, wychodzę na zewnątrz i prawie biegam, a potem zaczyna się mordęga, do której powoli zaczynam się przekonywać. Czytam ponownie, poprawiam, poprawiam, a te kropki i przecinki ciągle się buntują. Słowa wyciągają miecze i tłuką się na punkty, jakby to była szermierka.

Przeczytałam swój komentarz i zobaczyłam, że jak zwykle “pojechałam”,  po swoich odczuciach,  jestem impulsywną osobą (pewnie za bardzo lecz przyzwyczajam się do tej swojej postaci). Pytaniem dla mnie nie jest, czy umiesz, lecz czy chcesz, możesz, lubisz, a poza wszystkim, tak prymarnie, to trzeba zadbać o swój byt, czyli jak powiada uwielbiana przeze mnie prof. Jacyno,  a co jeśli jedno wydarzenie dzieli nas od katastrofy.

Nie wiem, czy “twój specyficzny i wulgarny humor rozbawi innych”. Chciałabym to wiedzieć? Jednak  dla mnie nie jesteś wulgarny, poruszasz się na dopuszczalnej granicy. Rozbawiło mnie zestawienie nakazów zbuntowanego anioła z pasażerami, pozostałymi w tramwaju. On poucza ich z pozycji rodzica i wszyscy się jemu podporządkowują. Takie były moje myśli. Jestem sporo starsza od Ciebie lecz nie dysponuję kluczem do królestwa “Tak będzie dobrze i najlepiej”.  Dla mnie reguły zanikają. Kościec jest lecz poznamy go za pięć, dziesięć lat, może.

 

Czekaj, czekaj “Teksańska masakra” – nic o niej nie wiem? Googluję, chyba nie o to chodzi? Twój tekst  jest w gruncie rzeczy delikatny i chodzi w nim o sytuację zdegradowanego anioła. Spróbuję dorwać się do tego filmu, lecz daj mi czas, może w Święta dam radę.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pełny tytuł to “Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Typowy horror akcji klasy B. Coś w stylu “Halloween” i “Piątku 13-stego”. Polecam oryginał, bo remake jest słaby i głupi ;-)

Dziękuję za tytuł. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie ma problemu! ;-)

Niestety nie porwało.

Jak już napisano wyżej – sporo drobnych pierdół, głównie interpunkcyjnych. Jednak to małe piwo: bardziej kuleje cała kwestia fabularno-psychologiczna tego opowiadania.

Sama koncepcja zdegradowanych aniołów sypiących się pył – niezłe, choć cykl anielski Kossakowskiej w Polsce tak chyba wyeksploatował temat anielski, że trudno w tym napisać coś świeżego, nie wywołując u czytelnika stanu przedrzucawkowego z powodu samego przedstawienia postaci anielskiej. Tramwaj-widmo – też niezły. Dalej już było gorzej.

Po pierwsze – widzę, że oboje wpadliśmy na pomysł Sowiego Demona, za co masz moją sympatię. ;) Ale… dlaczego w ogóle Sowi? A nie, na przykład, Kruczy? Albo w ogóle jakikolwiek inny Demon? Nie widzę tutaj wielkiego powodu, dla którego ten potwór usiłujący skłócić ludzi miałby być sową. Właściwie biorąc pod uwagę jego funkcję, znalazłoby się kilka bardziej pasujących zwierząt – sowa to drapieżnik, ale nie znowuż jakiś predator. Uznawana jest za symbol mądrości, czyli generalnie motyw pozytywny. 

Zachowanie ludzi w tramwaju jest karykaturalne i nielogiczne. Pokaż mi takiego dresa, któremu powiesz “Przestań mnie bić” i on faktycznie przestanie. Jest parę momentów infodumpu, w których nasz bohater sadzi litanię tylko po to, by nakreślić nam sytuację. Kłótnia pomiędzy małżeństwem wyszła stereotypowo i niestety trochę banalnie. 

Nijak nie przedstawiasz nam postaci anioła – za co został zdegradowany? Co zrobił? Przyznaje, że wciąż kocha ludzi, więc co mu się stało, że spadł ze stołka? Końcówka bardzo zgrzyta – mamy taki oto dialog: 

– Ej, czemu cię wywalili?

– Nie powiem.

– Ej nooo, powiedz. 

– No dobra, powiem.

No to postanowił nie zdradzać nikomu swojego losu, czy nie? Naprawdę tak łatwo było nakłonić go do zwierzeń? Bo kobieta powiedziała, że pójdzie do psychiatry? 

Niestety widzę tutaj sporo zmarnowanego potencjału. A nade wszystko – gdzie w tym skowronki?

I would prefer not to.

Podobał mi się pomysł, zwłaszcza to odwrócenie ról w końcówce. Domyślenie się, jaki był plan bohatera nie było oczywiste, za to duży plus. Po tekście widać, że jesteś jeszcze bardzo młody – kwestia wprawy w posługiwaniu się językiem. Masz trochę błędów (”dzieję”, “chodź” zamiast “choć”), trochę niezgrabnych zdań, jak np: ”Widząc to, postanowiłem jeszcze trochę zawalczyć, żeby uratować tych biednych ludzi.” – bohater “myśli” to do siebie – w dynamicznej sytuacji “myśli” się krótkimi kwestiami jak “uratuję ich!”, a nie tworzy w myślach piętrowe zdanie złożone, które tę dynamikę spowalnia. Ale to uwaga ogólna, do wyćwiczenia. Dużo czytaj, przyglądaj się, jak uznani autorzy budują napięcie, jak konstruują zdania i w jakich sytuacjach. Jeśli włożysz trochę pracy, powinno być dobrze.

W kwestii tematu konkursu – skowronków nie było a i sowa nie wyglądała na niezbędną.

Bardzo fajny ten anioł jeżdżący tramwajem i nieśmiało pomagający, w nadziei, że uda mu się coś ugrać. Potem jednak akcja robi się chaotyczna. Gdybyś skupił się na jednym aspekcie tekstu całość wyszłaby zdecydowanie lepiej, bo miałbyś więcej czasu na dopracowanie szczegółów. 

I would prefer not to.

Dziękuję za krytykę.

Dotarłam ze słowami zamiast pohukiwania.

 

Nie będę oryginalna: masz świetny pomysł na dezintegrujące się upadłe anioły, ale fabuła do niego dodana żywcem nie oddaje mu sprawiedliwości. Nie będę powtarzała argumentów, bo zgadzam się z tym, co już napisano. Ale dodam od siebie: spróbuj może wykorzystać ten świat i te anioły w jakimś lepiej fabularnie przemyślanym tekście? Bo naprawdę pomysł jest bardzo zacny. I fajnie, że w tym konkursie nie było ani jednego opowiadania, w którym nie znalazłby się jakiś element godny pochwały :)

 

PS. Sowi demon tu na doczepkę, pretekstowy, żeby upchnąć temat, ale dałoby się wykorzystać związki sów ze strzygami i już Ci się robi fajnie tematyczne.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chyba nie masz zwyczaju poprawiać tekstów wg łapanek, ale skoro już ją kiedyś zrobiłam, a teraz znalazłam na komputerze, to proszę bardzo.

 

„Jak zwykle dla zabicia czasu wsiadłem w pierwszy lepszy tramwaj i usiadłem gdzieś z boku.”

 

„moje ciało pokrywa[-,] coraz większa[-,] złuszczająca się skorupa” – skorupa nie bardzo może być coraz większa, może raczej grubsza?

 

„Popełniłem jeden znaczący błąd w swojej karierze, za który muszę teraz sporo zapłacić.”

 

„interweniuje w bójki” – ??

 

„rozmyślam całymi dniami[-,] nad łaską”

 

„Aktualnie siedziałem przy oknie” – niewłaściwy rejestr, raczej: teraz, chwilowo….

 

„Muszą być cały czas czujni i chronić swoich podopiecznych[-,] przed potencjalnymi zagrożeniami duchowymi lub fizycznymi.” – raczej i fizycznymi

 

„Liczba ludzi przybywa a aniołów wręcz odwrotnie.” – „liczba ludzi rośnie” lub „ludzi przybywa”

 

„Postarałem wytężyć swoje moce telepatyczne”

 

„Od dawna nie wiedziałem[+,] co się dzieje „tam na górze”.” – tam potrzebne?

 

„pochłaniany przez dekadencje” – eee?

 

„Na kolejnych przystankach wysiedli wszyscy stróżowie[-,] razem z ich podopiecznymi.”

 

„moje oczy ujrzały jedynie garstkę popiołu[-,] na fotelu.”

 

„Z amoku wyrwał mnie krzyk dresiarza.” – amoku?

 

„Tramwaj zaczął tracić kolor i stał się wyblakły.” – fatalnie sformułowane, a poza tym powtarzasz informację

 

„Jedyna rzecz, którą [à jaką] potrafiłem rozpoznać[-,] na zewnątrz, to postać sowy, która leciała bezszelestnie obok nas.” – czy tu wpadły wszystkie brakujące gdzie indziej przecinki. Ogólnie zdanie zgrzyta. Wystarczy powiedzieć: „Na zewnątrz dostrzegałem jedynie lecącą bezszelestnie sowę.”

 

„wykrzyczała młoda kobieta[-,] bez użycia ust” – nie rozumiem, co znaczy bez użycia ust. Telepatycznie? Bez słów? Ale to ostatnie raczej poruszając ustami

 

Chodź byłem przerażony” – ort.

 

„Najgorsze jest to, że jest nim jeden z nas.”

 

„Udostępnia również ich myśli innym ofiarą” – ort.

 

„– Demonowi właśnie o to chodzi! – nakrzyczałem na chłopaka” – na nakrzyczenie trzeba się trochę więcej nakrzyczeć

 

„Przyznaj się[+:] miałeś jakiś kontakt z istotami paranormalnymi?”

 

„– Nie… – w tym samym momencie dało się słyszeć echo „Natasza, to twoja wina”, wypowiedziane głosem dresiarza.” à W tym samym… Echo słów

 

„Zmuszony podjąć ostateczne środki, zmaterializowałem w rękach swoją starą strzelbę dwulufową, którą używałem, będąc jeszcze aniołem.” à której używałem

 

„Oczy stały się nienaturalnie błękitne[+,] a cera bielsza[-,] niż u albinosów.”

 

„Moja ex[-,] należała do bractwa okultystów”

 

„ale już z nią nie utrzymuje kontaktu” – literówka

 

„chcąc skontaktować się ze swoim zmarłym mężem.”

 

„Wtem po tramwaju przeszło echo[-,] myśli młodej kobiety:”

 

„Jak byłam w liceum[+,] to dla żartów bawiłam się w przywoływanie duchów z koleżanką.” – raczej: bawiłam się z koleżanką w przywoływanie…

 

„Przecież wiesz ile dla mnie znaczy Bóg i modlitwa[+,] a ty za moimi plecami robisz takie okropne rzeczy!”

 

„Może ty jesteś uosobieniem Demona?!” – a nie demonem po prostu?

 

„– Przecież[-,] to była… tylko pracowaliśmy!”

 

„na nogi milczącej dotąd babuni.” – na moje oko ona się całkiem sporo odzywała

 

„Zamiast pisku z bólu[-,] kobieta wydała z siebie nieludzki wrzask”

 

„Wystrzeliłem podwójnie ze strzelby trafiając demona, który padł na ziemie.” – ile było tych ziemi?

 

„nagle z szybkością światła[-,] bestia rzuciła się na mnie”

 

„dysponował taką nieopisaną siłą”

 

„czekając jak się poddam” à czekając, aż się poddam

 

„Młoda małżonka, chyba jako jedyna zachowała zimną krew i podniosła z ziemi strzelbę.” – dlaczego chyba?

 

„Dziewczyna próbowała złapać porozrzucane naboje, niestety, przez szybkość z jaką przemieszczał się tramwaj, było to niezwykle trudne.” – wyjątkowo niezgrabne zdanie

 

„Kobieta w tym czasie nieumiejętnie wkładała naboje do broni.” – ? Nie powierzyłabym jej swojego bezpieczeństwa. I w ogóle jakoś to tak rozwlekle się dzieje, zero dynamizmu

 

„wpatrując się na nią[-,] tymi czarnymi[-,] niczym bezkresny kosmos oczami” – okropnie wyświechtana metafora

 

„że normalny człowiek[-,] takiego pobicia by nie przeżył, jednak ja byłem aniołem.”

 

„został stworzony[+,] żeby pomagać ludziom, aż do końca swoich marnych dni.”

 

„Podniosłem się powoli i przyczaiłem się na bestie.” – drugie się zbędne, no i ile tych bestii?

 

„Demon wystawił już pazury do młodej dziewczyny” – eee?

 

„Potwór zaczął się dematerializować i zamieniać w żrącą papkę, parząc mi ręce.” – albo, albo

 

„Małżonka w szale naładowała broń jeszcze raz” – o bogowie, to musiała być jatka

 

„– Dziękuje – powiedziała kobieta.” – kto dziękuje?

 

„powiedz lepiej[+,] co teraz zamierzasz zrobić?”

 

„Wezmę rozwód i pójdę do psychiatry[+,] wmawiając sobie i innym, że to tylko moja chora wyobraźnia.”

 

„A skoro oficjalnie jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni[+,] opowiesz mi w końcu czemu zostałeś zdegradowany?”

 

„przyglądałem się z oddali na płonący tramwaj” – spoglądałem na, przyglądałem się komu czemu

 

„opalając ostatniego papierosa” – dopalając?

 

Chodź moje zdolności regeneracyjne[-,] były znacznie mniejsze niż kiedyś, to rany po walce z demonem już zniknęły, lecz płonący żar[-,] dalej czułem na dłoniach.”

 

„W moich okularach odbijały się światła radiowozów, które przyjechały na miejsce „wypadku”.” – dlaczego wypadek w cudzysłowie?

 

„Wyglądali tak uroczo i bezradnie, aż mi się humor poprawił, że w pojedynkę dokonałem więcej niż oni.” – bardzo źle sformułowane zdanie, powinno być dwa razy „że”, co z kolei byłoby nieładnie. Do remontu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka