- Opowiadanie: hydrozagadka - Odsiewca

Odsiewca

W tym świecie wspomnienia stały się pożądanym towarem.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

NoWhereMan

Oceny

Odsiewca

Dzień pierwszy

 

Unoszę się nad morzem chmur, powiewy wiatru wzdymają materiał kurtki, jakby próbowały się pod nią schronić. Szczyty gór drapią mnie w podeszwy stóp, a ostre promienie słońca kłują w odsłonięte dłonie i twarz. Mrużę oczy.

Widnokrąg otacza mnie od wschodu, południa i zachodu, a za moimi plecami na północy wyrasta nieprzenikniona granitowa ściana. Wiem to bez patrzenia, bo bijący od niej chłód przenika mnie dreszczem. Wciągam krystaliczne i rozrzedzone powietrze do brzucha i do płuc, czuję euforię wrastającą w żyły.

Na granicy widzenia coraz bardziej nerwowo miga pomarańczowa plama. Niepokoi, wybija z przyjemności. Zmuszam się do wyostrzenia wzroku, pojawiają się litery:

„Klasa B, płeć dow./podróżnik/himalaista, predyspozycje: euforia, romantyzm; pożądane: sukces, spełnienie, motywacja pozytywna. Dostrojona klasyfikacja zakończona”.

 

Paweł Pawłowicz otworzył oczy. Przesunął mimowolnie wzrokiem po pokoju, ale nie zwrócił uwagi na szare, odrapane ściany znajdujące się zbyt blisko, ani na brzęczącą lodówko-kuchenkę. Skupił się na monitorze komputera, jedynej jasnej płaszczyźnie w otaczającym go półmroku. Automatyczna leżanka zabuczała cicho i uniosła jego ciało do pozycji półleżącej. Dłonie Pawła zatańczyły po ekranie dotykowym, kreśląc skomplikowany rytm akceptacji i rezygnacji, opisu szczegółowego oraz kontroli.

Spojrzał na lewą część ekranu i poczuł niechęć. W kolejce do przetestowania, oceny oraz segregacji czekało ponad sto sekwencji. Przełknął ślinę, przejechał językiem po tylnej stronie zębów, czując tłustawy nalot zjedzonej przed paroma godzinami pizzy. Jak zawsze podczas pracy miał ochotę na kilka rzeczy naraz – od rzucenia się w głąb wodospadu, przez dziesięć pączków z grubą warstwą lukru, śmierć szybką a nagłą, rzyganie w spelunie, aż po seks tantryczny z uduchowioną partnerką. Symptomy typowe dla zbliżającego się przeciążenia sensorycznego. Puknął opuszką palca wskazującego w dolny róg wyświetlacza i sprawdził czas. Jeszcze półtorej godziny, dopiero wtedy będzie mógł zakończyć pracę i odpalić cleanera. 

Gdy skończył klasyfikację ostatniego wspomnienia, ruchem w prawo odesłał je do magazynu. Przeczytał krótki opis następnej sekwencji: mężczyzna, trzydzieści lat; historia: sprzed trzech lat; akcent: miłość, seks. Dreszczyk podniecenia przebiegł mu od połowy kręgosłupa w górę, rozlał się w czaszce przeczuciem przyjemności. Mimo pięciu lat w zawodzie i nudy, jaką zdarzało mu się odczuwać coraz częściej, nigdy nie miał dosyć wspomnień seksualnych, szczególnie związanych z prawdziwą miłością.

Włączył wczytywanie i opuścił leżankę niżej. Rozluźnił się, opróżniając umysł z myśli trzema głębokimi, wyćwiczonymi oddechami. Delikatne ssawki elektrod załaskotały go w czoło, poczuł śmieszne, krótkie mrowienie pomiędzy brwiami.

 

Palce Alicji są gorące, jakby przebywała przez ostatnie godziny na pełnym słońcu. Przesuwa je w dół mojej klatki piersiowej, zatrzymuje figlarnie przy pępku, kręci wokół niego kółka. Gwałtownie łapię powietrze, gdy jej druga dłoń wsuwa się między nogi, jęk wyrywa się samowolnie, pod delikatnym dotykiem prąd przeszywa jądra, pulsują gwałtownie, boleśnie, rozkosznie.

Ona śmieje się i pochyla nade mną, muska ustami wargi, próbuję ją uchwycić, zatrzymać, ale zachłannie chwytam pustkę powietrza, bo ona już sięga językiem w głąb ucha. Odwracam gwałtownie głowę, chcę ugryźć, jestem głodny z pożądania, a Alicja odchyla się, śmieje, jej piersi prężą się przed moją twarzą.

– Zjem cię – szepcze po chwili, pocierając tors sutkami.

Serce bije gwałtownie, chciałbym ją objąć, ale nie mogę. Alicja czyta we mnie, przegląda, nic się przed nią nie ukryje. Kocham, pożądam, pragnę. Ręce przywiązane do słupków metalowej kraty wezgłowia drętwieją, wyginam się w łuk, a ona nurkuje ku dołowi mego brzucha, rozłożonymi dłońmi przytrzymuje, rozpościera mnie jak obrus na stole, układam się zgodnie z jej gładzącymi ruchami. Na penisie czuję wężowe ruchy języka, świadomość ucieka i skupia się w punkcie największej rozkoszy.

Jęczę.

Nie jestem w stanie stwierdzić, gdzie jestem ja, a gdzie Alicja. Słyszę jej przyspieszony oddech, miesza się z moim, jeden wdech, jeden wydech, wszystko wspólne.

Biiip.

Pomarańczowy obłok miga okrutnie i…

 

Serce Pawła szarpało mocnym, nierównym pulsem, rozsadzającym skronie, z trudem łapał oddech. Alicja nie tylko z wyglądu, ale i z imienia przypominała mu pierwszą miłość. Niespełnioną. Nigdy, w całym swoim dotychczasowym życiu nie zaznał spełnienia. Westchnął, coś ściskało go w gardle. Poczuł wilgoć w kącikach oczu.

Leżanka automatycznie uniosła się wyżej, ssawki odskoczyły od jego czoła z cichym, lekko obleśnym cmoknięciem.

Zaklął.

Nienawidził, kiedy program wyrzucał go z sekwencji w chwilę przed finałem, zabijał przeżycie, minimalizował siłę odczuć. Pieprzone przepisy. Marzył, by kiedyś zhackować to ustrojstwo, wyłączyć zabezpieczenia i ograniczenia. Programował od paru lat, ale nadal nie był wystarczająco dobry. Chociaż ostatnio napisał małą, sprytną aplikację. Miał nadzieję, że dzięki niej zażyje pełni wspomnień z prawdziwych doświadczeń. A potem napisze kolejną, zhackuje system, zmieni pracę, wydostanie się stąd. Nadzieja na zmiany utrzymywała go przy życiu. Będzie bogaty, zdrowy, wolny wyborem, którego obecnie nie posiadał.

Była to jedyna droga ku lepszemu życiu, jaką znał. Ze świata kalek z brakującymi kończynami, niedziałającymi narządami, których przy życiu podtrzymywały proste automaty. Ograniczonych do wegetacji lub wykonujących monotonne prace dla koncernów w jednopokojowych klitkach, tak zwanych dziurach. Stanowili trzon społeczeństwa.

Wedle pogłosek jedynie dziesięć procent ludzkości mieszkało w lepszych warunkach oraz korzystało z możliwości naprawy fizycznych uszkodzeń. Podobno istnieli też prawdziwi bogacze, praktycznie nieśmiertelni, ale o ich życiu nie miał najmniejszego pojęcia. Informacje wydobywał z różnych historii, mitów i legend krążących po Darknecie. Wybrał te, które zdawały się najbardziej prawdopodobne.

Ekran zamigotał pomarańczem, natarczywie upominając się o wpisy.

Trzeba wymazać imię kobiety, wstawić (default_name), pomyślał. Czuł przyspieszony puls w skroniach, wciąż widział jej piersi, słyszał śmiech, owiewał go rozkoszny zapach delikatnej skóry. Znów ogarnął go smutek, który aż dławił, kładł się ciężarem na piersiach, wciskał najeżoną kolcami pięść tuż pod mostek. Niechciane łzy spłynęły po policzkach, starł je nerwowo grzbietem dłoni. Pociągnął nosem i pierdnął mimowolnie, jak zawsze, gdy przestawał panować nad emocjami. Skupił się na migoczących napisach domagających się jego uwagi, przesunął niechętnymi dłońmi po wyświetlaczu. Nie chciał dotykać gładkiej, śliskiej powierzchni tworzywa, tęsknił za ciepłem gorącego ciała.

Kategoria „Klasyfikacja?” wwiercała się w źrenice, drażniła synapsy. By zmniejszyć narastający ból, wpisał A+. „Typ?”, mignęło kolejne pytanie. Mężczyzna/miłość fizyczna/uczucia wklepał drżącymi palcami. Miał wrażenie, że przed oczyma unosi się złotowłosy powidok, zakrywa ekran, uśmiecha się kusząco.

Napis „Predyspozycje?” migał uparcie, policzki go szczypały, gorąco zdawało się pełznąć w dół, aż do spojenia nóg, choć niczego tam od dawna nie czuł. Czerwona linia uciekającego czasu przesuwała się zdecydowanie za szybko. Potrząsnął głową, powidok o boskich kształtach umknął jak wystraszona ćma. Paweł wciągnął ostro powietrze i wypuścił je w długim wydechu. Skupił się na pytaniach, a pasek postępu błysnął ostrzegawczo.

Wpisał „Euforia/romantyzm”, biiip! Krwisty alert przywrócił właściwy bieg jego myślom. Zdążył w ostatnim momencie, ale nie czuł strachu przed punktami karnymi naliczanymi przez Centralę, ogarnęło go chwilowe rozbawienie, że dzień stał pod znakiem predyspozycji E/R.

Dopisał parę uwag w okienku opisowym i kliknął „zakończ”. Klasyfikacja zwinęła się w kulkę, na której wyświetlał się fragment sekwencji. Nowy efekt graficzny opracowany w Centrali w ostatnich tygodniach, który musiał załadować się do systemu w czasie, gdy dokonywał oceny.

Paweł zapatrzył się w miniaturowe ciała splatające się ze sobą. Obce. Mężczyzna w ogóle go nie przypominał, a ona nie posiadała już imienia. (Default_name) i niewiele więcej. Graficy utworzą jej włosy i twarze do wyboru, a także katalog piersi różnej wielkości i kształtu. Każdy parametr fizyczny będzie można edytować, kolor skóry, wielkość oczu oraz czerwień ust. Z oryginału zostaną tylko autentyczność wspomnienia, jej dotyk, ciepło, szept, siła emocji i uczuć.

Przełknął ślinę, gruda żalu powędrowała niżej, do serca. Rozlała się bólem rychłej straty. Nie mógł dopuścić, by w niebycie zniknęła ta Alicja, tak podobna do tamtej pierwszej Alicji w jego życiu. Żeby została pozbawionym cech bezimiennym korpusem, dostosowanym do modyfikacji na życzenie. Palec zawisł nad ekranem. Paweł przygryzł wargę i zmarszczył czoło. Zaryzykuje. Przesunął wirującą kulkę lekko w dół, mignęła dwukrotnie i przeskoczyła z powrotem na środek pulpitu. Szybkim ruchem pociągnął ją w prawo, do magazynu, a serce zatłukło się jak wystraszona ćma. Drgnął, gdy pojawiła się następna obca wizualizacja, jednak po chwili wzbudziła w nim iskrę ciekawości, uśpiła lęk podszczypujący w kark. Kulka potoczyła się jak w bilardzie, odbiła od dwóch ścianek i wpadła w bramkę. Oni się chyba nudzą w tej Centrali, pomyślał i otarł pot, który zebrał się na linii włosów. Wypuścił wstrzymywane powietrze i pierdnął. Raczej się nie połapali. Uspokajał się, powtarzając sobie, że przechwytacz został dobrze napisany.

Nie zwracał uwagi na rozchodzący się smród, odchylił leżankę do tyłu, ciało mrowiło niespokojnie aż do brzucha. Rozluźniał się przez parę sekund, potem wrócił do pracy.

Kolejne dwa wspomnienia wiały nudą. Praktycznie zapomniał o nich w chwili, gdy wystawił oceny K i O. Jacyś średniacy sądzili, że zarobią parę groszy na żłopaniu piwa w mieszkalnych dziurach i banalnym małżeńskim bzykanku. W drugiej sekwencji, gdyby babka była ładniejsza, dałby może nawet I zamiast O. Ale gruba baba patrząca tępo w sufit i monotonne ryp ryp ryp w wykonaniu jej sapiącego męża nie zadowoli nikogo sensownego. Zero emocji. No, chyba że znalazłby się jakiś fetyszysta na oryginał bez przeróbki. Po krótkim zastanowieniu w uwagach do babsztyla dopisał: „Możliwość podniesienia do kategorii G w zboczeniach typ 12/5”.

Robota pozwoliła mu odzyskać spokój i pewność, że w Centrali niczego nie zauważono. Gdyby połapali się, że skopiował dla siebie materiał, dawno zablokowaliby dostęp do danych i pewnie straż koncernu wyłamywałaby już drzwi do dziury, w której rezydował.

Nagle zapikał endokom, połączenie przychodzące. Zrobiło mu się gorąco i znowu mimowolnie puścił bąka, choć nie sądził, by ktokolwiek z firmy kontaktował się z nim tą drogą. Na pewno nie wtedy, gdyby podejrzany był o przestępstwo. Paweł zerknął w bok, by wyostrzyć obraz potencjalnego rozmówcy. Najeżone włoski na karku oklapły, ujrzał uśmiechniętą gębę kolegi po fachu. Nigdy nie widział się z nim osobiście, ale przegadali liczne godziny. Ich relację można by nazwać przyjaźnią – szorstką i męską, na tyle, na ile mógł sobie taką przyjaźń wyobrazić.

– Czego, Kris-kros? – zapytał po zaakceptowaniu połączenia.

– Co nowego, Paw-pier?

Wraz z Krzysztofem dzielili umiłowanie do szkolnych ksyw, programowania i słownych gierek. Obaj byli pracownikami Memtechu, poznali się przypadkiem dwa lata temu, gdy Paweł potrzebował zamiany dyżurów z innym odsiewcą.

– Zarobiony jestem, mam jeszcze dwadzieścia trzy minuty tyry – odrzekł Paweł.

– Jak zwykle nie robiłeś przerw, co, pierdolcu? – Głos Krzysztofa brzmiał piskliwie i nijak nie pasował do inwektywy. Paweł mruknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi, ignorując przytyk.

– Czyli masz dwadzieścia wolnego, możesz skończyć wcześniej. Wklep parę dodatkowych uwag do ostatniego barachła i odpal klin kliner – skwitował Krzysztof i zacharczał. Paweł w milczeniu słuchał kaszlu przyjaciela, w myślach rozważał, czy mogliby w końcu kiedyś się spotkać. Kris miał ostrą alergię wziewną na wszystko prócz tlenu i dwutlenku węgla, dlatego przebywał w swojej dziurze w jałowym bąblu powietrznym. Nie wychodził na zewnątrz, a Paweł nie chciał się wpraszać. Za dużo zachodu, sam też miał problemy z poruszaniem i pewnie trudniej by im się rozmawiało, niż przez endokomy.

W międzyczasie skorzystał z rady Krzysztofa. Otworzył ostatnią, nie wysłaną jeszcze sekwencję i dodał do niej kilka niewiele wnoszących zdań, obserwując tykanie paska postępu. Gdy zamigał i zapalił się na czerwono, zaakceptował zmiany i przesłał je do magazynu.

Nie było sensu zaczynać nowego wspomnienia, skoro została minuta. System przyjmował drobne odchylenia w czasie pracy. Paweł wylogował się, po chwili odpalił się cleaner.

– Daj mi dwie minuty na klina – rzucił do Krisa, który skończył już kasłać i tylko sapał ciężko. – A potem przypomnij o aplikacji.

– Jasne, Pier-paw. Najpierw czysty reset, dla zdrowia. – Zaśmiał się, ha, ha, sap, sap. – Udało ci się, znaczy? – dodał po chwili.

Ale Paweł już tego nie usłyszał, głowa opadła mu na podgłówek. Zaskrzypiała sztuczna skóra ze specjalną powłoką przeciwpotną. Gałki oczne pod zamkniętymi powiekami drgały szybko, nienaturalnie. Przez twarz przebiegły skurcze, mimika teatralnej maski puszczonej w poklatkowej animacji. Radość, gniew, strach, złość, smutek, rozpacz, nadzieja, radość, gniew…

Otworzył oczy, umysł miał czysty i świeży, nie czuł dwunastu godzin pracy. Zero uchwytnych wspomnień z tego czasu, tylko przekonanie, że wykonał robotę i otrzymał nagrodę. Coś brzęczało i sapało mu w uszach, w kąciku oka migał rozmazany obraz.

– Paw? Już po? – Znał ten głos, wysoki i świszczący, choć nie potrafił dopasować go do nikogo konkretnego. Mruknął coś, nie chciało mu się mówić. Oczyszczone synapsy podłączały się stopniowo.

– Udało ci się, pierdolcu, z aplikacją. – Głos nie ustępował, wciąż nadawał, a Paweł zdołał skupić wzrok na rozmazanej kolorowej plamie. Znajoma twarz. Miłe skojarzenia.

Po chwili uniósł dłoń i podrapał się po nosie. Ciche brzęczenie pod czaszką ustało, łatwiej mu się myślało.

– Z aplikacją? – zapytał niepewnie, jednocześnie w przebłysku zobaczył kręcącą się kulkę, migającą dwukrotnie.

– Skup się. Musisz mi powiedzieć, co podwędziłeś. Ja też ostatnio osiągnąłem co nieco. – Z endokomu dobiegało rytmiczne sapanie.

Wzrok Pawła powędrował na ekran monitora. Migała na nim uśmiechnięta buźka, ściskająca rulon papieru w dłoniach wystających bezpośrednio z głowy. Dotknął jej bez zastanowienia. Buźka podskoczyła radośnie, a rulon rozwinął się, ukazując niezrozumiały tekst.

„Krypto/se/258973/21; {(xfs class=”urra”); seq name=”walichwdupe”) done; }”

– Yesss! Kros, wygrałem! Przechwytacz działa! – krzyknął, gdy dotarło do niego znaczenie wpisu.

– Wiem o tym od pięciu minut, Pierd, a od trzech ci o tym ględzę. Dawaj konkrety!

Paweł z mocno bijącym sercem, które czuł aż w gardle, otworzył prywatny folder. Wpisał hasło, potem kolejne i pod datą ujrzał plik. Zabulgotało mu w brzuchu, ale gazy nie wydostały się na zewnątrz. Otworzył wspomnienie i wtedy się zaczerwienił. Pierdnął.

– Pokaż, pokaż. – Dyszał mu w uchu Krzysztof.

Poczuł wewnętrzny sprzeciw. To był zapis wspomnień z możliwością powrotu do wersji oryginalnej, tej najwłaściwszej, najprawdziwszej. Nie chciał, by kumpel również się do tego ślinił. Sapał do NIEJ, do jej uśmiechu i jędrnych piersi.

– Pierdolcu, wiem, że to masz i oglądasz. Pierdzisz jak głupi. Podziel się.

Po krótkim namyśle Paweł zamknął plik i załadował inny, ściągnięty parę dni wcześniej z Darknetu. Dołączył go do krótkiej wiadomości: „Wypchaj się!” i przesłał.

– Masz i dawaj, co sam zrobiłeś – powiedział jednocześnie. – Tylko nie zacharcz się na śmierć, gdy się będziesz brandzlował. W zahasłowanym masz programik, możesz go wykorzystać do podwędzania. – Miał nadzieję, że kumpel nie dotarł wcześniej do miejsca w sieci, z którego pochodził plik memporno udający skradzioną sekwencję.

– Jeee, Paw-pier, rządzisz! – zapiszczał Krzysztof i rozkasłał się. Paweł nie miał wątpliwości, na co najpierw spojrzał kumpel. Przyciszył fonię i rozpoczął analizę fragmentu kodu, który dostał od niego w zamian. Wspólnie pracowali nad zhackowaniem systemu, Kris mistrzowsko opracowywał szczegóły, zaś Paweł lepiej ogarniał całość.

– To jest dobre… – mruknął do siebie przy akompaniamencie przyciszonej sapiąco-charczącej melodii przyjaciela.

 

Dzień drugi

 

Johnny walker spływa mi w głąb gardła, pali ściany przełyku i żołądka. Mlaszczę językiem, rozcieram nuty smaku po podniebieniu.

– Ach – wzdycham. – Rarytas.

Spotykam wzrok barmana pełen uznania. Każdy lubi, gdy jego praca sprawia komuś przyjemność, nawet jeśli jedyną naszą zasługą jest nalanie płynu do szklaneczki.

Wypijam drugi łyk i spoglądam na salę. Na parkiecie wije się kilka kobiecych ciał opakowanych w lśniące skrawki materiałów. To przykrywają, to odkrywają, łudzą na podobieństwo liści osiki szarpanych nieodczuwalnym wiatrem. Znudzony powtarzalnością ruchów i idealnością sylwetek patrzę na bursztynowy płyn, unoszę go, przyglądam mu się pod światło.

Trzeci łyk podobno jest najlepszy. Kubki smakowe już nie szaleją, można docenić dymne niuanse szlachetnego trunku.

Unoszę szklaneczkę, zaciągam się zapachem. Oczy łzawią. Krawędź szkła dotyka warg i…

 

Paweł zacmoktał i oblizał się odruchowo. Sfrustrowany poderwał głowę, gdy nie poczuł w ustach upragnionego trzeciego łyku Jasia Wędrowniczka. Leżanka zabuczała cicho i uniosła się tak, że wzrok Pawła natrafił na migoczący ekran. Pomarańczowy napis przewijający się po rogówce zgasł w mglistym obłoku, gdy program endokomu odnotował aktywność odsiewcy.

Wspomnienie było dobre, wyraziste, bogate w szczegóły, które docenią wszyscy, których nie stać na prawdziwy trunek. A mało kogo stać. Paweł zastanowił się, w jaki sposób taka rzadkość mogła trafić do bazy podstawowej Memtechu. Żaden bogacz nie ma potrzeby oddawać wspomnień. Przywołał wystrój baru i wygląd dziewczyn. Musiało należeć do jakiegoś stuletniego starca, chyba że istnieją kluby retro? Mogą istnieć, ale nie słyszał o takich. Lecz co on o tym wie? Nawet w knajpach dla roboli nie bywał. A świat ekstremalnego bogactwa jest nazbyt odległy i nieosiągalny. Paweł mierzył niżej, nie wyobrażał siebie jako bogacza pełną gębą. Wystarczyłby mu swobodny wybór i pieniądze na większe lokum oraz owocna kariera programisty.

Wypełnił formularz oceny i zanim przesunął kulkę sekwencji do magazynu, nieznacznym ruchem pociągnął ją lekko w dół. Krótkie mignięcie i po chwili zniknęła w prawej części ekranu, jak zwykle. Czyli znowu się udało. Paweł opadł na oparcie i westchnął zadowolony, ignorując rozchodzący się wokół smrodek.

Koniec szychty. Odpalił cleaner, a po kilku minutach wybrał na endokomie sylwetkę Kris-krosa.

Przyjaciel nie odpowiedział. Paweł wzruszył ramionami, przewinął menu i podświetlił ikonkę lodówki. Po chwili z podłokietnika wysunęła się puszka z napojem gazowanym, pyk, i w ustach musował płyn o smaku pomarańczowo-grejpfrutowym. Tak przynajmniej obwieszczała nazwa na etykiecie, bo Paweł w życiu nie spróbował ani pomarańczy, ani grejpfruta, w sekwencjach też chyba się nie zdarzyło, choć tego akurat i tak nie pamiętałby zbyt dobrze. Czyszczenie cleanerem usuwało wszelkie szczegóły, nadmiar odczuć i emocji, zapobiegając przeciążeniu, a jednocześnie pozbawiając bogactwa doświadczeń. Czasem czuł się z tego względu pusty, chociaż zgodnie z funkcją klin kliner pozostawiał odczucie świeżości i rześkości w umyśle. Paweł rozważał, jakby zmodyfikować jego działanie, by czyścił tylko wybrane tematy, inne pozostawiając nietknięte.

Ale to później, dzisiaj czekało na niego inne zadanie. Sukces przechwytacza uskrzydlił go, a fragment kodu, który otrzymał wczoraj od Krisa, wyglądał na przełomowy. Musiał dopisać kilka łączników i sprawdzić pętle. Potem testy, skrupulatny przegląd finalny i podeśle całość Krosowi do przejrzenia. Co dwie głowy to nie jedna.

Jeszcze raz wybrał połączenie z Krzysztofem, lecz przyjaciel nadal nie odpowiadał. Pewnie zapracowany, pomyślał Paweł, ale sekundowe ukłucie niepokoju pozostawiło gęsią skórkę na karku. Pierdnął.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze w testach, jutro będzie ich wielki dzień. Nie ma co tracić czasu.

Nagle zadrżał mimowolnie, jakby jakaś mokra, zimna dłoń przejechała mu po plecach. Przypomniał sobie przekaz wewnętrzny z wyzerowania, który widział rok wcześniej. Strażnicy koncernu dopadli pracownika przyłapanego na wykradaniu danych i publikowaniu ich w Darknecie. Sześciu potężnych, dobrze odżywionych i w pełni sprawnych mężczyzn wlokło między sobą bezwładne ciało przestępcy. Głowa zwisała mu jak u martwego ptaka, długie, tłuste i brudne włosy wiły się w strąkach. Strażnicy ocucili go, tłukąc nieszczęśnika po twarzy i wtedy Paweł ze zgrozą rozpoznał Świrusa. Kumpla z klasy, nie wiedział nawet, że też pracuje w Memtechu, ich drogi się rozeszły, ale parę lat temu byli sobie bliscy. Razem robili psikusy nauczycielom, ładując na ich ekrany sprośne obrazki bądź podkradali rozwiązania zadań od kujonów.

Świrus wyglądał okropnie. Oczy miał wytrzeszczone i przekrwione, z półrozwartych, popękanych warg kapała ślina. Zawsze był chudy, ale na przekazie przypominał jedynie szkielet obciągnięty skórą. Paweł złapał się na tym, że dygocze i szczęka zębami. Widok starego przyjaciela wstrząsnął nim. A jednocześnie zastanawiał się, czy to strażnicy doprowadzili Świrusa do takiego stanu, trzymając go w celi o chlebie i wodzie, jak w dwudziestowiecznych filmach. Choć, jak go znał, to Świrus sam zapominał o jedzeniu. Na tę myśl zrobił się potwornie głodny. Wysłał do kuchenki polecenie, po chwili z podłokietnika wyjechał pojemnik. Paweł zajadał się parującym makaronem z sosem grzybowym, wciąż patrząc na ekran firmowego komputera. Strażnicy rozkrzyżowali Świrusa na pochyłym łóżku, tak by każdy z pracowników doskonale widział, co się dzieje i podłączyli elektrody. Gruda z kluch stanęła Pawłowi w gardle, rozkasłał się jak Kris-Kros, gdy kamera najechała na twarz dawnego przyjaciela – pustą, jakby wyprasowaną, o oczach szklanych jak u lalki. Krztusząc się i dusząc, wypluł jedzenie. Od tej pory nie jadał makaronu. Nie mógł. Wolał pizzę. Twarz Świrusa i tak niejednokrotnie prześladowała go w snach.

Potrząsnął głową, odganiając niechciane obrazy. Miał nadzieję, że z Kris-Krosem wszystko w porządku. I że jemu samemu też się upiecze, bo nie zamierzał publikować w Darknecie wykradzionych wspomnień.

Paweł zasnął po kolejnych ośmiu godzinach kodowania. Śniły mu się nieustająco pulsujące linijki znaków, symboli oraz cyfr. Obwijały się wokół głowy i szyi, spływały wzdłuż tułowia, wpełzały między nogi, łaskotały niczym palce Alicji w jądra, zawijały się wokół triumfalnie sterczącego masztu penisa i rozlewały kałużą danych wokół stóp, których palce drgały w mimowolnym tańcu. Usłyszał skrzypnięcie, tuż przed nim otworzyły się drzwi. Dobry Hacker stanął w świetle i pobłogosławił Pawła, który roześmiał się we śnie głośno, szczęśliwy jak dziecko.

 

Dzień trzeci

 

Dyszę. Jestem zmęczony i zadowolony. Nie każdy wulkanolog ma możliwość dotarcia na krawędź, z której widać jedynie kotłującą się lawę, a piroklasty i pył przepełniają powietrze. Wzmocniony kombinezon ni to szeleści, ni zgrzyta przy każdym ruchu, a szybka odparowuje tak błyskawicznie, że nawet nie zdąży się zamglić.

Moja wyprawa dopiero się zaczyna. Mam wejść w głąb, zanurzyć się w lawie, pobrać próbki i zostać pierwszym człowiekiem, który zanurkował w wulkanie i przeżył.

Słyszę swój oddech oraz przyspieszone bicie serca. Z endokomu dobiegają podniecone głosy innych członków ekipy. Kierownik rozpoczyna odliczanie, pięć, cztery, trzy, dwa… Świat wokół zwalnia, obserwuję łuk, jaki zatacza dorodny piroklast, który opada tuż obok mych stóp. Jeden. Bąbel wypełniony rozgrzanym powietrzem wybrzusza się i pęka, a biel kipiącej skały przechodzi czerwienią w przydymioną czerń. Może za jakiś czas utworzy się w tym miejscu szczelina o szklistogładkich, antracytowych ścianach.

Zero. Odchylam się do tyłu, ruch w przód i moje nogi odrywają się od krawędzi. Ścisk w gardle, adrenalinowy dreszcz pełznie po skórze z prędkością światła.

Biiip.

Świat znika w przebłysku pomarańczy.

 

Namolny odcień wwiercał się w mózg. Pawła piekła skóra, wciąż kurczył się na myśl o kontakcie z lawą rozgrzaną do tysiąca czterystu stopni Celsjusza, chociaż wiedział, że nic mu nie groziło, a dawca wspomnienia z pewnością przeżył. Ale w jakiej formie? Kiej go wie, stwierdził. Musiał sprzedać swój największy życiowy triumf, czyli nie wiodło mu się najlepiej. W przypadku tej sekwencji Paweł nie żałował, że program przerwał ją przed czasem. Niezależnie od własnych obaw, ocenił wspomnienie jako ciekawe, niespotykane i z odpowiednią dawką emocji. Spokojnie zasługiwało na kategorię A, może nawet A+. Wulkanolog zarobi więcej niż sądził i niespodziewanie Paweł poczuł zadowolenie. Bądź co bądź nie każdy dzień i nie każda godzina jest ostatnią, jaką spędza się w danej pracy. A przynajmniej taką miał nadzieję i chciał, by ktoś inny również zaznał szczęścia.

Gdy alarm obudził go na dziesięć minut przed początkiem zmiany, pamiętał ze snu otwarte drzwi i uśmiech Hackera. Dobra wróżba, powiedział do siebie i nadal podtrzymywał to przekonanie. Wciąż czuł Jego błogosławieństwo na sobie. Spojrzał na zegarek w dole ekranu, jeszcze pięć minut do chwili prawdy. Uwolni się lub zginie. Przelotnie pomyślał o Kris-krosie, który od wczoraj nie odzywał się, ani nie odbierał połączeń. Ale się zdziwi, gdy okaże się, że ich metoda zhackowania systemu zadziałała. Odepchnął od siebie wątpliwości i niepokój o przyjaciela. Jak już wydostanę się z tej dziury, to pociągnę go za sobą, odkryję współautorstwo i Dobry Hacker pomoże także Krzyśkowi. Ta myśl skutecznie zagłuszyła skomlenie sumienia.

Tuż przed początkiem zmiany zdążył jeszcze puścić wspomnienie z Alicją. Nie mógł się nim nasycić i wcale nie był już pewien, czy dorosła Alicja nie jest tą samą dziewczyną, którą kiedyś znał i w której kochał się pierwszą, szczenięcą miłością. Pragnął jej widoku, zapachu i smaku, zanim poczyni decydujące kroki. Dodawała mu sił.

Ręce mu drżały, gdy wpisywał uwagi pod sekwencją z wulkanem, ostatnią przed godziną zero. Pasek czasu wyjątkowo się ślimaczył, im bliżej końca, tym zdawał się posuwać coraz wolniej. W końcu zabłysł na czerwono i opis kategorii zwinął się w kulkę jak jeż, którego Paweł widział kiedyś, w prażyciu, gdy jeszcze posiadał rodzinę i miał może ze trzy latka. Zmartwiałymi palcami przeciągnął po ekranie, kulka jak zwykle przetoczyła się do magazynu.

Pod wpływem napięcia pierdnął głośno i przeciągle. Ekran zamigotał na ułamek sekundy i pomiędzy procedurą wylogowania, a startem cleanera pojawiło się nowe okienko. Paweł krzyknął z podniecenia. Udało się! Nie zważał na odgłosy dochodzące z dołu, wpisał w puste miejsca swoje nowe imię i nazwisko. Od dawna chciał się tak nazywać. Nigdy więcej nie będzie już Paw-Pierrem, Pierdem, ani nawet Pawłem Pawłowiczem. Wygrał nowe życie i nowe…

Nagły skurcz odrzucił dłonie od ekranu. Po rogówce przemknął czerwony napis, ale Paweł nie zdołał go przeczytać, bo wciąż szarpały nim spazmy. Służbowy wyświetlacz zamigotał szaleńczo i sczerniał w pustkę pierwszy raz od wielu lat. Wcześniej zawsze pozostawał w trybie czuwania.

Klęska, myśl jak bąbel rozgrzanej lawy pojawiła się na powierzchni chaosu obrazów i odczuć. Nakryli mnie, zawyło coś piskliwie pod czaszką Pawła. Uciekać! Muszę u…

Przez twarz przebiegały spazmy, usta, oczy, nos zdawały się zmieniać położenie z każdą kolejną sekundą. Potężny tik wywinął mu wargi na zewnątrz, aż błysnęły krzywe, zszarzałe zęby, wielkie jak u konia.

Nagle ciało znieruchomiało.

Prr. Cichy bąk zasmrodził powietrze.

Dziesięć minut później ktoś załomotał do drzwi dziury.

Paweł otworzył oczy i spojrzał w dół, wyostrzając obraz menu endokomu. Szum w głowie rozsadzał mu skronie, a mózg próbował wypełznąć przez uszy. Czuł jednak satysfakcję, że wciąż wszystko pamięta.

Nie zważał na huk metalu o metal i niezrozumiałe okrzyki. Straż koncernu nie budziła teraz w nim grozy, choć ucieczka nie będzie łatwa. Nie zamierzał pozwolić, by go wyzerowali.

Nacisnął przycisk na podłokietniku i podjechał leżanką pod drzwi. Ustawił ją tak, by opierała się z drugiej strony o ścianę. To ich zatrzyma na nieco dłużej. Potrzebował czasu, który skurczył się podczas utraty przytomności.

Ogarnięty dziwnym, chłodnym spokojem podświetlił ikonkę prezentu, podpisaną „Go2RAJ”. Obserwował animację, wstążeczka się rozwiązała, papier rozwinął jak kwiat. Z pudełka wyskoczyła barwna kulka, po jej powierzchni wiły się tęczowe refleksy. Przez spokój przebiło się przeczucie szczęścia, a jednocześnie zaciśnięta pięść strachu gniotła go w brzuch. Leżanka pod nim drżała w rytm regularnych uderzeń w drzwi. Poczuł iskrę żalu – już nigdy nie dowie się, co stało się z Krisem. W endokomie wyświetlił się nagle czerwony alert, lecz nie zamierzał go czytać. Wyszeptał do siebie „instaluj i aktywuj”, a kulka rozpękła się na dwoje.

 

Alicja pochyla się, a jej oczy są barwy nieba. Muska dłońmi skórę mej twarzy, pełne piersi o sterczących różowych brodawkach łaskoczą i bawią się z włoskami na torsie. Siedzi na mnie okrakiem i porusza się powoli, zmysłowo.

– Kocham cię – szepczę.

Jej uśmiech stanowi najlepszą odpowiedź.

 

Głowa Pawła opadła na ramię w tym samym momencie, w którym puściły wzmocnienia drzwi. Uderzyły o leżankę, która zgrzytnęła, walnęła z hukiem w ścianę i ustawiła się równolegle, otwierając drogę. Bezwładne ciało Pawła zachybotało się i przechyliło, głowa i lewe ramię zwisły poza obręb ramy. Pięciu postawnych mężczyzn w czarnych ochraniaczach wpadło do małego pomieszczenia. Prócz ekranu komputera podłączonego do centrali, leżanki i standardowego wyposażenia nie znajdowało się w nim nic więcej.

– To jakiś paralityk – wyrwało się jednemu. – Strasznie tu śmierdzi.

– Biedny koleś. – Najwyższy podszedł do Pawła i uniósł mu powiekę. – Podajcie tlen i podłączcie zestaw ratunkowy.

– Chyba jest za późno – stwierdził pierwszy. – Przeciążył się.

Wysoki odszedł na bok, pozostawiając podwładnym krzątanie się przy nieruchomym ciele. W endokomie wybrał sylwetkę starszego mężczyzny z siwą brodą.

– Tak, Aleksy?

– Panie Stawiński, obawiam się, że nie zdążyliśmy. Chłopak nie dość, że zaniedbał procedury i nie poddał się działaniu cleanera, to jeszcze po zapaści władował sobie do głowy skradzioną sekwencję.

– Spróbujcie go uratować, podajcie vitaliki, jeśli wszystko inne zawiedzie.

– Tak panu na nim zależy? – spytał dowódca strażników.

– Zastosował bardzo ciekawe rozwiązania przy próbie zhackowania systemu. Skuteczne i nietypowe. Lepiej by było, gdyby żył. Przydałby się. Koncern ceni twórcze jednostki.

– Tak jest, panie Stawiński.

Aleksy rozłączył się.

– Napompujcie go vitalikami – rozkazał.

Ciało Pawła zadrgało jak rażone prądem, dwie igły wbiły się w żyły, jedna w serce i kolejna u podstawy czaszki. Jaskrawofioletowy koktajl regenerująco-wzmacniający, opracowany przez specjalistów koncernu, zmieszał się z płynem rdzeniowym oraz z krwią.

 

Serce trzepocze jak spłoszony wróbel. Nasze języki splatają się, słodki smak i odurzający zapach ciała Alicji nie pozwalają na zebranie myśli. Rozpływam się kremowo, maślanie, a ona wyciąga dłonie i rozwiązuje węzły przytrzymujące moje ręce. Jej dotyk jest dotykiem wolności.

Rozbłyska Światło, widzę w nim Dobrego Hackera, który waży moje czyny, przetrząsa linijki kodu i uśmiecha się promiennie, akceptująco. Szczęście obietnicy Zbawienia przenika mnie całego, zwiększone o perspektywę wieczności z Alicją. Moc napełnia nogi, brzuch i kręgosłup, płaczę z radości, zdrowie oraz energia nowego życia rozszerzają się w nieskończoność.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jak dla mnie – za dużo seksu, żeby czytało się komfortowo.

Ale idea świata i roboty niezła. Bohater też niczego sobie. Na fabułę też nie narzekam.

Tylko za bardzo skręciłaś, IMO, w stronę bizarro i epatowania seksem.

Babska logika rządzi!

Finkla, dziękuję za opinię :)

 

Co do seksu – te sceny musiały być, po prostu. Bez tego opowiadanie nie oddawałoby właściwie klimatu, który chciałam pokazać.

 

A bizarre to raczej niechcący ;) (musiałam wpierw sprawdzić co to) :)

 

 

Nie moje klimaty, ale coś w tym jest – głównie kreacja świata, może nie powalająco oryginalna, ale ciekawa. W sumie szkoda, że nie ma więcej o świecie, a mniej o przeżyciach bohatera. Sceny seksu też mnie trochę męczyły, bo niewyobrażalnie wręcz rzadko trafiam w literaturze na takie, których nie czytam bez zażenowania albo poczucia, że opis jest tak stereotypowy, że aż boli. Tu też miałam takie odczucia.

Skądinąd zgrzyta mi ten kawałek o grubej babie patrzącej tępo w sufit – nie z powodu opisu, ale skoro, jak napisałaś w pierwszym kawałku, wszystko jest edytowalne, to co za problem, jak wygląda oryginał ze wspomnienia? Chyba że chodzi o emocje, może to podkręć.

 

Musiało należeć do jakiegoś stuletniego starca, chyba że istnieją kluby retro?

Chyba mało prawdopodobne, że w takim świecie nie istnieją?

 

Nawet w knajpach dla roboli nie bywał. A świat ekstremalnego bogactwa jest nazbyt odległy i nieosiągalny. Paweł mierzył niżej, nawet nie wyobrażał siebie jako bogacza pełną gębą.

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ok, widzę, że seks jest pewnym problemem ;)

Z drugiej strony fakt, nie jest łatwo napisać dobrą scenę seksu.

Tutaj zaś warto wziąć pod uwagę, że choć są to odsiewane wspomnienia, to jednocześnie przefiltrowane przez świadomość Pawła. Czyli mogą zionąć miejscami pewną infantylnością.

 

Co do klubów retro – pewnie są;) ale Paweł o tym nie wie, bo nigdy nie miał możliwości się przekonać.

 

Drakaina, dzięki za wyłapanie powtórzenia, poprawiłam. Słuszna też uwaga co do emocji we wspomnieniu z grubą babą.

 

Po lekturze zostałam całkowicie obojętna, a nawet sceny seksu mnie nie obruszyły. Wydaje mi się, że chciałaś iść w kierunku jakiejś zmysłowości, ale wyszło dosyć płasko. Tekst by zyskał gdybyś ucieła sceny seksu do minimum – niedomówienie i tajemniczość naprawdę dają więcej efektu. Ale cóż, i tak nie wiem skąd wrażenie, że tekst epatuje seksem skoro jest jedna zaledwie rozbudowana scena i dwie mniejsze – po komentarzach (wiem, nie czyta się najpierw komentarzy, ale mam w nosie zasady ;)) myślałabym, że tu jakiś pornos jest ;D Idea bohatera podłączonego do aparatury i mielącego wspomnienia – nie jest jakoś szczególnie pomysłowa i nie wyciągnęłaś z tego za dużo. Ale pomysł był i próby nadania tonu (nadal uważam, że chciałaś jakąś zmysłową ścieżkę), ale trochę nie wyszło.

Deirdiu, dzięki za opinię. Czy chciałam iść w zmysłowość? Czy potrzebne były niedomówienie i tajemniczość?

Raczej nie. Do wspomnień i pokazania charakteru Pawła oraz świata potrzebna była w moim przekonaniu spora dosłowność.

Nie spotkałam się też wcześniej z pomysłem odsiewania i segregowania wspomnień w celach handlowo-rozrywkowych w świecie, w którym większość społeczeństwa nie ma szans przeżyć nawet dość podstawowych doznań w rzeczywistości. Ale mogłam akurat nie wpaść na takie lektury;) stąd moje przekonanie, że to jednak jest oryginalne. Z drugiej strony, nawet wynalazki duplikowały się w różnych częściach świata niezależnie od siebie.

Ok, widzę, że moje założenia po części nie zdały egzaminu. I to warto wiedzieć.

Przeczytałam bez większej przykrości, ale i bez szczególnej satysfakcji. Jakiś pomysł jest, tyle że podniecanie się fragmentami czyichś wspomnień nie jest tym, co mogłoby mnie zainteresować. Zbyt podobne to do śledzenia cudzych snów.

Rozumiem jednak, że na bezrybiu i rak ryba, więc kiedy nie ma własnych wspomnień, dobre i te, które można sobie kupić.

 

Bę­dzie bo­ga­ty, zdro­wy, wolny wy­bo­rem, któ­re­go obec­nie nie po­sia­dał. –> Bę­dzie bo­ga­ty, zdro­wy, wolny wy­bo­rem, któ­re­go obec­nie nie miał.

 

Po­gło­ski gło­si­ły, że je­dy­nie dzie­sięć pro­cent ludz­ko­ści… –> Brzmi to fatalnie.

 

po­licz­ki go szczy­pa­ły, gorąc zda­wał się speł­zać w dół… –> Masło maślane. Czy coś może spełzać w górę?

Może: …po­licz­ki go szczy­pa­ły, gorąco zda­wało się peł­znąć w dół

 

John­ny Wal­ker spły­wa mi w głąb gar­dła… – Nazwy trunków zapisujemy małymi literami. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

Biorę drugi łyk i spo­glą­dam na salę. –> Wypijam drugi łyk i spo­glą­dam na salę.

Łyków się nie bierze.

 

lawą roz­grza­ną do 1400 stop­ni Cel­sju­sza… –> …lawą roz­grza­ną do tysiąca czterystu stop­ni Cel­sju­sza

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za sugestie poprawek :) Zastosowane i wprowadzone.

Niezmiernie mi miło, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Świetny pomysł, świeży i ciekawy. Przywodzi na myśl pewien teledysk, który bardzo lubię. Chętnie zobaczyłabym to opowiadanie rozwinięte aż do powieści. Ma klimat. Jest tajemnica. Dobry styl, charakterystyczny, a to lubię. Kawałek naprawdę dobrego tekstu!

Świat i wizja nienowe, ale całkiem fajnie opisane. Trochę jednak mało emocji czuć w momentach, gdy bohater myśli o Alicji – albo raczej ja się nimi jakoś mocno nie przejąłem. Choć definitywnie pokazujesz w opisach, że bohater jakoś je odczuwa, toteż raczej kwestia leży po mojej stronie..

Tekst czytało się dobrze, choć od czasu do czasu jakiś zgrzyt się pojawił.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka