- Opowiadanie: maciekzolnowski - Rozmowa dwóch cyborgów z ulicy Przydworcowej, utrwalona w kulturalnie zaangażowanym Wrocławiu w roku 2040

Rozmowa dwóch cyborgów z ulicy Przydworcowej, utrwalona w kulturalnie zaangażowanym Wrocławiu w roku 2040

Kontynuujemy nadal cykl muzyczny i socjologiczny o grajkach. I udajemy się nad piękną, modrą, dumną jak cholera Odrę. 

Oceny

Rozmowa dwóch cyborgów z ulicy Przydworcowej, utrwalona w kulturalnie zaangażowanym Wrocławiu w roku 2040

– Adamie_5, powiedz mi, z czym borykasz się jako busker, a z czym jako e-kompozytor?

– Jako cybernetyczny muzykant zdany jestem na łaskę przechodniów, sklepikarzy, policji i straży miejskiej. Aura może mi sprzyjać, albo i nie, z tym już się pogodziłem. Z kolei jako robot-kompozytor muszę ciągle udowadniać techniczną sprawność, muzykalność.

– Kontynuuj, Adamie_5. 

– Czuję na sobie presję przeszłości za sprawą wielkich mistrzów. Wkurza mnie brak wyznacznika w postaci uniwersalnie panującej estetyki. Mój e-instrument często bywa postrzegany jako oldskulowy, a bity, które kręcę – jako anachroniczne i…

– …zbyt ambitne?

– Dokładnie tak! Nie robię nic pragmatycznego. Nie tworzę żadnych dóbr. Niczego prócz decybeli nie generuję.

Koniec

Komentarze

Jeszcze tylko dwadzieścia dwa lata i przekonamy się, czy Twoja wizja się ziści. ;)

 

Mój e-in­stru­ment czę­sto bywa po­strze­ga­ny jako old-scho­olo­wy… – jako oldskulo­wy

Używamy pisowni spolszczonej.

 

– … zbyt am­bit­ne? –> Zbędna spacja po wielokropku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tytuł do niczego, tak jak i tekst o niczym. A i fantastyki brak.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tytuł starałem się zmienić, a błędy poprawić. Dzięki! To nie jest tekst o niczym, tylko scenka rodzajowa. Mnie osobiście brakuje tutaj tylko jakiejś puenty. 

Nie damy się nabrać, Macieju. Wziąłeś swój kolejnego tekścik o muzykach ulicznych, powstawiałeś przedrostki “e”, upudrowałeś ich na roboty (cyborgi) i sprzedajesz nam jako fantastykę ;)

Ja widzę Twoje zdjęcie w awatarze, i domyślam się, że zapewne te scenki-impresje na temat muzyków z ulicy, to jest temat bardzo Ci bliski. Powyższy jest ciekawszy i lepiej napisany od tego z fa-bułką. Ale fantastyka to ledwo udawana.

Po przeczytaniu spalić monitor.

^^ niewątpliwie NF uczy cierpliwości. Dasz radę, Autorze.

 

Wkurza mnie brak wyznacznika w postaci uniwersalnie panującej estetyki.

Cyborg, twórca, wkurza brak wyznacznika. Hmm… anachroniczny, ciekawy drabble, ale nie wiem czy łapię meritum. ;)

 

 

Nie ukrywam, że staram się stworzyć cykl scenek rodzajowych na wybrany przez siebie temat. Nie wiem, czy zrobię to umiejętnie i dobrze – najlepiej z wszystkich; wiem, że o tak zwany realizm nie musicie się wcale martwić (no, może z wyjątkiem jakiś tam futurologicznych wizji). Muzyka – nie koniecznie street performance, ale właśnie muzyka – nie była mi nigdy rzeczą obojętną, nie była, nie jest i nie będzie.  

 

Pozdrawiam i dziękuję za Twój komentarz śledczy (z włączeniem w to retrospektywnej analizy awataru), ;-)

MZ

:D 

(…) ciekawy drabble, ale nie wiem czy łapię meritum.

Powiem krótka, Blackburn: łapiesz sens sensu i treść treści, a nade wszystko moc mocy; choć niewątpliwie zbyt wiele tutaj pieczeni rybnych z kury i wielbłąda starałem się upiec za jednym (za)machem na tym zardzewiałym ruszcie do utylizacji i spalania puszek po piwie i fusów po kawie zbożowej “Ince”. 

 

 

Tak sobie myślę, łapiąc sens sensu…

– Adamie_5, powiedz mi, z czym borykasz się… Kontynuuj, Adamie_5.

Może tytuł powinien brzmieć: “Rozmowa cyborga z psychologiem” albo “Cyborg u psychiatry” (a może “Autor tego drabbelka u psychiatry”) czy jakoś tak? No, w każdym razie, zastanawiająco się zastanawiam nad swoim zastanowieniem oraz oczywiście zdziwieniem, które leży u podstaw każdego aktu poznania oraz właśnie zastanowienia. 

Taaak, ten wyznacznik by się przydał. Fabuła też…

Babska logika rządzi!

:D Fabuła, czyli mięso, jest, a nawet “dwa mięsa” są obecne, bo przecież cyborg – to też organizm… i jest jak najbardziej żywy, czyż nie? ;-)

 

Finkla, a wiesz, że ów wyznacznik bardzo by (mi) się przydał – jakiś, jakikolwiek zresztą… Wy–pisarze macie łatwiej. Jeżeli słucham muzyki, dajmy na to, takiego Bacha i nią się zachwycam (bo jakżebym mógł się nie zachwycać), to pierwsze, na co zwracam uwagę, i co rzuca mi się w uszy, to stylistyczna / estetyczna określoność i spójność tej muzyki. Nie inaczej! Jeśli zaś słucham muzyki współczesnej… to, cóż… niczego podobnego w niej nie odnajduję, bo tego tam nie ma. 

My-pisarze pod niektórymi względami mamy łatwiej, a pod innymi trudniej. Na przykład muzyk nie musi się martwić o tłumaczenie.

Babska logika rządzi!

To prawda. Ale jednak, uważam, że podpora estetyczna – to taka podstawa, bez której nie można się obejść. Może w odniesieniu do literatury awangardowej / eksperymentalnej też sprawdza się niefajne powiedzenie: “już nic nie jest możliwe, bo wszystko jest możliwe”, (bo wszystko już było i jest klops). 

Nie porwał mnie ten drabelek, niestety.

Dzięki za komentarz, Belhaj. Pomysł jakiś był, ale wyszło jakby mało literacko. Ale i tak udało mi się dużo rzeczy tu zawrzeć (jak na taki króciak, to naprawdę niezłe osiągnięcie, uważam). 

A mi się nawet podobało, szczególnie ostatnia linijka dialogu.

Nie robię nic pragmatycznego. Nie tworzę żadnych dóbr. Niczego prócz decybeli nie generuję.

Dobre. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Rozterki twórcy. Ładnie napisane i kilka ciekawych przemyśleń. Podobało się.

Dzięki! Tak, rozterki grajka – to jedno, ale przede wszystkim chodzi o rozterki twórcy – i to drugie. 

Nowa Fantastyka