- Opowiadanie: Żongler - Rozkład jazdy ulegnie zmianie

Rozkład jazdy ulegnie zmianie

Żywię nadzieję, że lekko i przyjemnie. Tagi powinny podpowiedzieć, kim jest pan w płaszczu ;)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Rozkład jazdy ulegnie zmianie

Gość w długim płaszczu ledwo zdążył przed zasuwającymi się drzwiami tramwaju. Gdy szarpnęło podłogą, przylgnął do najbliższej barierki. Odetchnął, wolną ręką przygładził włosy, a drugą chwycił mocniej kubek z kawą na wynos. Obejrzał się, odchrząknął i udał się w stronę siedzącego samotnie wąsatego mężczyzny, który z posępną miną wyglądał przez okno.

– Mogę? – spytał człowiek w płaszczu, wskazując na wolne miejsce obok wąsacza.

– Ależ proszę. – Tamten nie spojrzał na niego, skupiony na przesuwających się szybko widokami za szybą.

– Jeśli nie ma pan nic przeciwko, wolałbym usiąść przy oknie.

Wąsaty poruszył się, jakby miał zamiar oddać przybyszowi swoje miejsce, jednak w ostatniej chwili uderzył plecami o oparcie.

– Mam coś przeciwko – oznajmił. – Jeżeli szanowny pan pozwoli, będę siedział tutaj.

Człowiek w płaszczu zawahał się, ale usiadł na krzesełku przy ścianie. Przez chwilę zbierał myśli.

– Nie przedstawiłem się. Moje nazwisko, Agesandros…

– Dziwne nazwisko. – Mężczyzna przy oknie uniósł brwi, żeby pokazać, co o tym sądzi. – Niezbyt pasuje mi do prokuratora. Czy mogę zobaczyć jakąś legitymację?

– Co pan… – Agesandros odłożył kawę na podłogę i złapał kubek stopami. Otworzył torbę, wydobył z niej parę schludnych, drobno zapisanych kartek papieru i ułożył je sobie precyzyjnie na kolanach. – Rozumiem, że jest pan poirytowany, panie Norbercie, ale to nie jest czas na nieuprzejmości. Wie pan, że jadę jeszcze tylko dwa przystanki, do…

– Nie interesuje mnie, dokąd pan jedzie. – Norbert spojrzał na niego po raz pierwszy od początku ich rozmowy. – Niech pan lepiej powie, jakie ja mam realne szanse. Realne, proszę pana. Bo tylko takie mnie interesują. Płacę panu za realizm.

– Nic mi pan nie zapłacił.

– Bo i nic od pana nie dostałem.

Agesandros już otwierał usta, żeby odeprzeć atak, ale rozmyślił się i zaczął wertować zgromadzone dokumenty.

– No cóż… Zacznijmy od tego, że jest pan nieodwracalnie martwy.

– Jak to… nieodwracalnie?

– Nieodwracalnie. Mam tutaj, proszę spojrzeć… Akt zgonu, data i miejsce pochówku, testament, dziedziczenie majątku, cena… hmm, skremowania ciała…

– To nonsens. – Norbert zezował w papiery, nie ufając słowom prokuratora. – Moje ciało z pewnością nie zostało skremowane. Proszę spojrzeć. – Wyciągnął rękę i pomachał nią Agesandrosowi przed nosem, niemal zrzucając mu okulary. – Czy według pana tak wygląda skremowana ręka?

Tramwaj zatrzymał się gwałtownie, pchając Norberta na powrót w głębię plastikowego krzesełka. Drzwi otworzyły się z piskiem, zatrzęsły się i zamknęły tak nagle, jakby kłapnęła ogromna szczęka. Jarzeniówki na przemian gasły i zapalały się, a podłoga podskakiwała. Tramwaj pędził po szynach zdecydowanie zbyt szybko. Agesandros rozłożył ręce.

– Panie Żywy, robię, co w mojej mocy. Ten tramwaj jedzie tylko w jedną stronę. Rusza o konkretnej godzinie i zatrzymuje się zawsze na tych samych stacjach. Nie ma mowy o pomyłce.

– Broni pan tego cholernie niesprawiedliwego systemu prawa? Mogłem się tego spodziewać. Jest pan nieodpowiedzialny i niekonsekwentny. I po co pan przynosił tutaj kawę, skoro wcale jej pan nie pije? To idiotyczne. Jak robienie kanapek, żeby je wyrzucić, zamiast zjeść.

Prokurator uśmiechnął się ze współczuciem.

– Ach, kanapki. Rzeczywiście, mogłem coś przynieść. Jest pan głodny?

– Jestem martwy! – wybuchnął ze złością Norbert, podrywając się na równe nogi, co nie było łatwe w pędzącym zawrotnie tramwaju. – Pan ma pracę, swoją słodzoną kawę i może pan sobie zrobić kanapki, natomiast ja mam kwitek, na którym stoi, że Norbert Żywy jest martwy!

Był to dość niefortunny dobór słów i w innych okolicznościach z pewnością wydałby się zabawny, ale żadnemu z panów nie było do śmiechu. Agesandros wstał, usiłując zachować godność, na tyle, na ile pozwalał mu trzęsący wściekle na szynach tramwaj.

– Tym tramwajem jeżdżą tylko martwi. A kawy nie słodzę. W dni nieparzyste piję czarną. Cukier jest drogi, a mleko natychmiast kwaśnieje pod ziemią. Pewnie mógłbym sprowadzić sobie sojowe, ale wtedy byłoby mi przykro, gdyby jakiś furiat wylał mi taką sojową kawę. A furiatów jest pełno na początku tygodnia.

Tramwaj szarpnął na zakręcie i zatrzymał się, gasząc nagłym wstrząsem wszystkie światła. Agesandros prędko zapiął teczkę, chwycił kawę i ruszył ku drzwiom.

– Ale przecież tutaj nikogo nie ma – zawołał za nim Norbert. – Nikogo prócz mnie.

– Bo jest poniedziałek – odparł krótko prokurator, poprawiając kołnierz płaszcza. – Później będzie tylko gorzej.

Po czym wysiadł na swoim przystanku.

 

***

 

Tym razem człowiek w płaszczu miał spory problem z wejściem do tramwaju. Przedziały były pełne stojących, siedzących i półleżących osób różnej płci, wieku i stanu zużycia. Z teczką pod pachą, kawą w dłoni i w okularach zjeżdżających po spoconym nosie, Agesandros stanął między młodym czarnoskórym mężczyzną z raną postrzałową na piersi, a ubranym w schludny garnitur dżentelmenem z otarciami od sznura na gardle.

Prokurator rozglądał się za swoim wczorajszym towarzyszem, brnąc przez zatłoczony przedział, aż w końcu dostrzegł Norberta Żywego w tym samym miejscu, co poprzednio. Znów siedział sam. Ludzie wokół niego mieli niemrawe miny, jakby nie odważyli się zapytać o puste krzesełko obok tego wąsatego dziwaka, który nieustannie gapił się przez okno.

– Panie Norbercie! – zawołał Agesandros, przyspieszając kroku na tyle, na ile było to możliwe. – Niesamowicie się cieszę, że pana widzę. Dobrze, że pan nie wysiadł. Naprawdę dobrze.

– A gdzie niby miałem wysiąść? – odburknął opryskliwie Norbert, przyciskając się bardziej do szyby, by oddalić się od nazbyt entuzjastycznego mężczyzny. – Nie zdążyłem się nawet obejrzeć, a ten tramwaj był już pełny tych wszystkich kretynów.

– Tylko nie kretynów – wtrąciła ładna blondynka w stroju kąpielowym, posyłając Norbertowi oburzone spojrzenie. Miała napuchniętą twarz i sflaczałą skórę, a w dłoni butelkę piwa.

– Proszę o wybaczenie – odparł tamten, skinąwszy jej uprzejmie głową. – Kretynki także, oczywiście.

Agesandros szukał czegoś po kieszeniach.

– O, jest! – W jego dłoni zalśnił długopis. Podsunął go Norbertowi razem z jaskrawożółtą teczką. – Proszę to podpisać.

Norbert nie był do tego skory.

– Ja muszę wiedzieć, co podpisuję. Pan, jako prokurator, powinien zdawać sobie z tego sprawę.

– Pan jest prokuratorem? – zainteresował się posiwiały staruszek, od paru minut bezskutecznie usiłujący nabić fajkę. – Cudnie, cudnie, widzi pan, ja chciałbym oskarżyć moją zidiociałą żonę. Pewnego dnia zostawiła czajnik na gazie i tak, oto jestem…

– Tutaj nie wolno palić – odparł z przekąsem prokurator. – Zginął pan w pożarze, powinien pan wiedzieć lepiej.

– To ja nie żyję? – zdumiał się starzec, cofając dłoń. Pokiwał głową z uznaniem, patrząc na poparzenia. – To tłumaczy ten kaszel. Naprawdę ciekawe.

– Niesłychanie – warknął zniecierpliwiony Norbert. – Pan poczeka, do jasnej cholery, bo tu kolejka jest. Czy możemy wrócić do mojej sprawy? Chciałem zaskarżyć ten chory organ sprawiedliwości, a nie podpisywać jakąś makulaturę. Wie pan, gdzie może pan sobie wetknąć te świstki?

– Gdzie? – zapytał z zaciekawieniem mały chłopiec, podnosząc wzrok znad ekranu telefonu. Pół głowy miał roztrzaskane, a w ocalałej części twarzy tkwiły odpryski zielonego samochodowego lakieru.

Norbert wypuścił głośno powietrze przez zęby.

– Norbercie – ciągnął wyrozumiale Agesandros, bębniąc długopisem w teczkę. – Żeby podważyć zasadność istnienia jakiejkolwiek instytucji, należy dobrze ją poznać. Najlepiej od środka. Dlatego też proponuję panu pracę.

– Pracę? – zdumiał się Norbert. – Niby gdzie?

– W miejscu, do którego jedziemy, oczywiście. Proszę, przygotowałem broszurę. Niech pan rozwinie.

Na kolorowej, atrakcyjnie wyglądającej broszurze prezentował się promiennie uśmiechnięty mężczyzna unoszący w górę kciuk. Był ubrany w mundur kolejarza i siedział nad czymś, co wyglądało jak panel z mnóstwem przycisków i gałek. Wydawał się zachwycony. Co jakiś czas kręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć, że przyszło mu brać udział w czymś tak wspaniałym, jak pozowanie do zdjęcia na tle kolorowych wajch i guzików.

– Maszynista – domyślił się Norbert. Zamknął oczy i otworzył je ponownie, jakby liczył, że broszura zaproponuje mu coś innego. Tak się nie stało i wąsacz osunął się ciężko na poręcz. – Pan chce, żebym pracował jako maszynista. Jako kierowca tramwaju.

– Nie byle jakiego tramwaju – odpowiedział z zachęcającym uśmiechem Agesandros. Pstryknął palcami. – Tego tramwaju!

– A co jest niby wyjątkowego w tym konkretnym tramwaju, drogi panie?

– No, jak to… Przecież kierując tym tramwajem, będzie pan mógł decydować, gdzie on jedzie.

Norbert spojrzał niepewnie na prokuratora.

– Ja? – upewnił się. – Miałbym decydować o kierunku jazdy? Mógłbym wybrać się gdziekolwiek?

– Absolutnie.

– Nawet… tam?

– Tam? Och. To byłoby raczej pozbawione sensu, prawda? Ale teoretycznie, owszem, można i tam.

– Zgadzam się.

Prokurator uniósł brwi, zdumiony nagłą zmianą w głosie wąsacza. Powoli napił się kawy. Norbert ochoczo złożył swój podpis na podsuniętym dokumencie.

– Może uda się zrobić tak, żeby pan codziennie miał tę swoją kawę z mlekiem i cukrem. Sojowa kawa w każdy dzień tygodnia, czy to nie brzmi dobrze?

Agesantos wstał, dostrzegając zbliżającą się stację. Na krótką chwilę ogarnęły go złe przeczucia.

– Wtedy straciłaby swoją wartość – odpowiedział ostrożnie. – Gdy robi się coś zbyt często, nie jest już takie, jak wtedy, kiedy było rzadkie. Nie czeka się na nic, nie cieszy się z niczego. Jest tylko…

– …śmierć? – spytał Żywy. – Niech pan się nie martwi. Już ja dopilnuję, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku.

– Jest pan okropnym służbistą – wtrąciła raz jeszcze blondynka, nim wysiadła w Czyśćcu.

 

***

 

Czekał na przystanku Ereb – Zachód, ściskając w dłoni smoothie i wypatrując spóźniającego się tramwaju. Co jakiś czas odpierał myśl, że długie oczekiwanie może mieć jakiś związek z zatrudnieniem Norberta Żywego w roli nowego maszynisty.

Inni pracownicy Dołu narzekali głośno.

– Dwie minuty spóźnienia… Nie pamiętam niczego równie oburzającego od czasu tamtych wytycznych Góry. Mundurki z łusek i rozżarzonych węgli, dobre sobie.

– To były tylko ciuchy, Tan. Ja tam lubię elegancję. Nie każdy może ubierać się w dżumę albo tyfus.

– Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby zastąpić starego Charona? Niby rozumiem, że chłop był już wiekowy, ale Styks nigdy nie będzie taki sam, jak wcisną na jego miejsce jakiegoś urzędasa w białym kołnierzyku.

Agesandros odsunął się nieznacznie od rozmawiających, kryjąc się za śpiącym na ławeczce bezdomnym. Postanowił przeczekać marudzenie kolegów, rozwiązując sudoku z gazety zwiniętej na kolanach chrapiącego, lecz rozległy się ciężkie kroki i dało się słyszeć czyjś ponury głos.

– Przepraszam panów.

To był jeden z ważniejszych pracowników kolei, może i sam dyrektor. Nosił czapkę z logo Styksu, które z czasem zmieniło się z wioślarza w szerokim kapeluszu na wagonik czarnego tramwaju pędzącego na rozchybotanych błyskawicach. To miało wskazywać na szybkość styksowskiego tramwaju, ale Agesandros nigdy nie przepadał za błyskawicami. Przypominały mu o bracie, którego szczerze nie znosił. Doprowadził się do porządku, pociągając łyk zielonego smoothie.

– O co chodzi? – zapytał rudy mężczyzna, jeden z dwóch, którzy narzekali na spóźnienie. – Przyszedł pan wyjaśnić to całe zamieszanie? Kiedy będzie tramwaj?

– Nigdy – odparł głucho pracownik kolei.

– Co to ma znaczyć, nigdy? – Panowie wymienili spojrzenia.

– No, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Tramwaj zmienił bieg. Obawiam się, że pojechał… tam.

– Tam? – powtórzył ze zdumieniem rudzielec. W tle bezdomny zachrapał głośno. – A więc to… co takiego właściwie? Jakiś performance? Zamach terrorystyczny?

– Nowy kierowca tramwaju pojechał na Górę, żeby poskarżyć się na organizację. Od dzisiaj Styks będzie kursował Góra-Dół, codziennie.

– Co? – wybuchnął drugi, łysy i pokryty wrzodami. – Mamy znosić towarzystwo tych, tych… – Zabrakło mu słów. – Odszczepieńców z góry? Tych złocistych, cudownie pięknych bożków z kręconymi włosami?

– Oj, przestań, Tanatosie, nie twoja wina, że twoje włosy się nie kręcą…

– Nie kręcą się, bo dawno wypadły! Stosowałem już wszystkie możliwe odżywki!

– To otwiera nowe horyzonty – wtrącił Agesandros, podchodząc bliżej. – Może teraz… Będziesz mógł zakupić coś nowego na swoją przypadłość. Tam na Górze ludzie mają naprawdę wspaniałe fryzury. Nic tylko innowacje.

Obaj mężczyźni zmierzyli go wzrokiem. Rudzielec wygładził sędziowską togę.

– Chyba wystarczy nam tych twoich innowacji, Szefie, bo trójgłowy pies to chyba lekka przesada. Nie mówiąc już o zrobieniu z Łąk Asfodelowych kurortu dla golfistów.

– Panowie – mruknął pracownik kolei. – Ja jedynie informuję was, że rozkład jazdy ulegnie zmianie. Proszę wypatrywać posłańca od pana Żywego. Znaczy, maila. A, i jeszcze jedno. – Mężczyzna spojrzał beznamiętnie na Agesandrosa. – Mam panu przekazać, że pan Żywy nie ma już pretensji, że jest martwy. Dziękuje panu za współpracę i zaprasza na kawę. Sojową, ze wszystkimi dodatkami.

– Och. – Agesandros podrapał się po brodzie. – Proszę mu przekazać, że ja już nie pijam kawy. Moja żona nalegała, żebym przerzucił się na koktajle owocowe.

– Koktajle też są. Wszystko jest, właściwie. Od szejków z dyzenterią po ciastka z ambrozją. To wielki przełom. Może nawet Góra z Dołem w końcu się pogodzą i zaniechamy tych niewygodnych uprzedzeń.

– Też coś – prychnął rudy prawnik, choć z mniejszym przekonaniem. Pomysł ciastek z ambrozją wyraźnie przypadł mu do gustu. – A… jeśli mogę spytać… ten pan Żywy, naprawdę zmyślny duch, to… jak on umarł?

– Nie umarł – wyznał bez emocji kolejarz. – Coś napaskudził w papierach, żeby się tutaj dostać.

– Żywy człowiek pod ziemią? – zdziwił się Tanatos. Żyłki na jego bladej twarzy pociemniały. – Niemożliwe. Jego akta musiały przejść przez moje ręce.

– To wiele wyjaśnia, drogi kolego, bo co rusz gubisz gdzieś palce.

– Już ja zaraz się do niego wybiorę.

– Nigdzie pan nie pójdziesz – oświadczył dyrektor z nutą grozy w głosie. – Norbert Żywy jest pełnoprawnym członkiem Podziemi. Teraz on dowodzi Styksem. Pan się lepiej dostosujesz, jak chcesz pan dotrzeć gdziekolwiek na czas. Może i spływają tutaj potępione dusze, ale porządek musi być wszędzie.

Powiedziawszy to, skinął krótko głową Agensandrosowi i odszedł. Prokurator wrócił do swojego miejsca przy ławeczce. Nagły ruch obudził bezdomnego, który przetarł zaspane oczy i spojrzał tępo na mężczyznę.

– Ma pan może ochotę na smoothie? – spytał go weselej Agensandros. – Z zielonych owoców.

– Bardzo chętnie. – Zbudzony uśmiechnął się ciepło. – Pan nie pije?

– Nie, ja jestem umówiony na kawę. Sojową, ze wszystkimi dodatkami.

– To brzmi bardzo obiecująco, panie prokuratorze. A jak tam pańska sprawa z obaleniem Góry?

– Idzie do przodu – odparł uprzejmie Agensandros, stanowczo zaciskając ręce na teczce. – Coś czuję, że jesteśmy coraz bliżej zwycięstwa. A, jeszcze jedna rzecz. Musi pan wiedzieć, że rozkład jazdy tramwaju ulegnie zmianie. Już nie będzie kursował tylko i wyłącznie w Dół.

Facet dopił smoothie. Wrzucił papierowy kubeczek do śmietnika na plastik i przeciągnął się, ziewając. W jednej dłoni miał róg, w drugiej laskę.

– To dla mnie bez znaczenia. I tak zawsze przesypiam jego przyjazd. Szczerze panu powiem, że nie wiem nawet, jaki mamy dzisiaj dzień.

– Rewolucji, drogi panie! Dzień na zielone smoothie i kawy ze wszystkimi dodatkami. W końcu świat zmierza ku lepszemu, stary śpiochu. W końcu.

Koniec

Komentarze

Przyznaję, że razi mnie ten kierowca tramwaju – ma on swoją nazwę: motorniczy. Tak samo nie podoba mi się nazywanie tramwajów koleją, niby jedno i drugie jeździ po szynach, ale jest różnica. I jeszcze się przyczepię do “ważniaka”. Zakładam, że jeśli jest/był szefem, to inni go znali (zwłaszcza że ktoś zwrócił się do niego per Szefie), więc pisanie o nim “jeden z ważniejszych pracowników kolei, może i sam dyrektor” nie brzmi moim zdaniem za dobrze. 

 

Człowiek w płaszczu zawahał się, ale usiadł na krzesełku przy ścianie. – skoro Żywy siedział przy oknie, to jakim cudem siedzenie obok było przy ścianie? Rozjechało mi się tu wyobrażenie sobie tej sytuacji z opisem. 

 

Szczerze mówiąc, pogubiłam się nieco i chyba nie załapałam do końca, o co w tym chodzi. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Hmm. Przeczytałam i nie wiem, kim jest ten pan. Psychopompem nie, bo nie kieruje tym pojazdem. Kumplem A. J. Crowleya, może? Albo tym tu? I opierasz się na mitologii… czyjej właściwie?

 przyległ do najbliższej barierki

To jest poprawne, ale nie brzmi.

 drugą chwycił pewniej za kubek z kawą

Po pierwsze – chwycił kubek. A po drugie – jak on to zrobił? Jeśli źle go trzymał, to przy wstrząsie chyba by wypuścił?

 Spojrzał do tyłu

A może: obejrzał się?

 udał się w stronę

Trochę za wymyślne.

 nie spoglądał

Może "nie spojrzał", skoro nie zrobił tego ani razu?

 skupiony na przesuwającymi się szybko widokami

Pośpiech – gramatyka się rozkleiła.

 uderzył plecami ponownie o oparcie

Coś tu nie gra. Może: znów uderzył plecami o oparcie?

 Moje nazwisko, Agesandros

Tu przecinek zbędny.

 Niezbyt pasuje mi do prokuratora.

A skąd on wie, że to prokurator? Skoro już go zna – to powinien wiedzieć, jak się facet nazywa.

 odłożył tackę z kawą

Przed chwilą trzymał kubek?

 gdzie pan jedzie

Dokąd pan jedzie.

 Jak to… nieodwracalnie?

Da się inaczej?

 podłoga irytująco podskakiwała

Hę?

 zatrzymuje się zawsze na tych samych stacjach

Jak to pojazd szynowy.

 przy pędzącym zawrotnie tramwaju

W tramwaju.

 ani jednemu

To sugeruje, że była ich większa grupa. Dałabym raczej: żadnemu.

 trzęsący wściekle na szynach

Tramwaje zwykle jeżdżą po szynach. Nie musisz tego zaznaczać.

byłoby mi przykro, gdyby jakiś furiat wylałby mi taką sojową kawę

A ze zwykłym mlekiem nie byłoby mu przykro? I: gdyby wylał.

z początkiem tygodnia

Chyba jednak: na początku tygodnia.

 gasząc nagłym wstrząsem wszystkie światła

Tylko, jeśli światła były gazowe – wstrząs nie powoduje zgaśnięcia elektrycznych.

i okularach

Uciekło Ci "w".

 między młodym czarnoskórym mężczyzną (…) a (…) dżentelmenem

Między młodym czarnoskórym mężczyzną (…), a (…) dżentelmenem.

 przyspieszając kroku na tyle, na ile było to możliwe

Czyli wcale – ale mógłby się poprzepychać (budząc protesty pasażerów).

 nazbyt entuzjastycznego kolegi

Dlaczego prokurator miałby być jego kolegą? Nie pracują razem, ani dla tej samej firmy, ani w jednym zawodzie.

 karcące spojrzenie

Spojrzenie go nie karciło.

 jaskrawo żółtą

Łącznie.

 usiłując nabić

Nie miało być "usiłujący"?

powinien pan wiedzieć lepiej.

Anglicyzm!

 gdzie może pan wetknąć sobie

Składnia: gdzie pan może sobie wetknąć.

 zapytał ciekawsko

"Ciekawski" to taki, którego wszystko ciekawi – chłopiec, owszem, ale nie jego wypowiedź. Mógł zapytać z zaciekawieniem, albo ciekawie. Albo być zaciekawiony.

 znak

Literówka.

 wypuścił głośno powietrze przez zęby

Składnia: głośno wypuścił powietrze przez zęby.

 wyrozumiałym głosem

Jak wyżej – głos nie może być wyrozumiały, Agesandros mógł mówić wyrozumiale.

 podważyć słuszność jakąkolwiek instytucji

Jakiejkolwiek. Instytucja nie ma "słuszności" (chyba, że w jakiejś sprawie) – może mieć sens. Można też podważyć zasadność jej istnienia.

mundur kolejowy

Mundur kolejarza. I od kiedy kolej zarządza tramwajami?

 Co jakiś czas kręcił głową

Na zdjęciu? Hogwart :)

 tak wspaniałym jak

Tak wspaniałym, jak.

 zastanie coś innego

Nie wyszedł przecież? Zastajesz coś, kiedy wchodzisz do pomieszczenia i stwierdzasz, że tam jest.

 Przecież kierując tym tramwajem, będzie pan mógł decydować, gdzie on jedzie.

Tramwaj to pojazd szynowy. Trasę ma ustaloną. Nawet uwzględniając zwrotnice. Rozumiem, że to metaforyczny tramwaj, ale C. S. Lewis wykorzystał w podobnym celu autobus i było dobrze.

 To byłoby raczej pozbawione sensu, prawda?

Czemu? Jeśli Tam nie można dotrzeć po tych szynach (co miałoby sens, patrz Tomasz Rymiarz), to nie można i już. A jeśli można, to czemu Tam nie jechać? Wyrzucą?

żeby codziennie miał pan

Składnia: żeby pan codziennie miał.

 Wtedy straciłaby swoją wartość

To prawda, ale jakoś tu nie pasuje. Nic na nią nie wskazuje wyżej.

 jakikolwiek związek z obsadzeniem

Dałabym raczej "jakiś związek", ale ważniejsze jest to, że obsadza się aktora w sztuce, a kierowcę się zatrudnia.

 Nie pamiętam czegoś równie oburzającego

Niczego równie oburzającego.

jak już wcisną

A po co "już"?

 rozwiązując sudoku z gazety zwiniętej na kolanach chrapiącego

Znaczy, świsnął biedakowi jedyne przykrycie? Dobra szkoła Screwtape'a ;)

 czapkę z logiem Styksu

Czapkę z logo. To się jeszcze nie odmienia (czy się mylę?). No, i – co to za facet, ten w czapce?

 Przypominały mu o bracie, którego szczerze nie znosił.

Aaa… to ten. Ale mitologie są jednak pomieszane – Grecy nie mieli chociażby Czyśćca.

 Doprowadził się do porządku, pociągając łyk zielonego smoothie.

Czyli co zrobił?

 przestań,Tanatosie,

Tanatos był psychopompem i w sztuce przedstawiano go jako całkiem, całkiem… No, i bóstwa chtoniczne nie były moralnie złe – mściwe i straszne, tak, ale Olimpijczycy też tacy byli. Trochę to nie pasuje z chrześcijańską wizją piekła, musiałabyś trochę bardziej popracować, żeby to pożenić, a tu masz mało miejsca.

 pan zakupić coś innowacyjnego

Trochę pretensjonalnie to brzmi.

 wystarczy nam tych twoich innowacji, Szefie

Jeśli szef mówi do podwładnego "pan", to podwładny nie powinien go tykać.

 zaniechamy tych niewygodnych uprzedzeń.

Hę?

 Jego akta musiały przez moje ręce.

Umknęło "przejść".

dotrzeć gdziekolwiek na czas.

W sumie powinno być dokądkolwiek, ale ludzie tak mówią, więc niech będzie.

 spojrzał w otępieniu

Może raczej: spojrzał tępo.

 W jednej dłoni miał róg, w drugiej laskę.

To nie Chronos…

 

To właściwie kto jest kim w tym tekście? I co chciałaś powiedzieć? Coś o życiu, śmierci, piekle, niebie, Orfeuszu (pomyślałam, że Żywy to Orfeusz, ale nie dam głowy za tę interpretację)? Czytało się dość przyjemnie, ale o co chodzi – nie wiem.

Nie ma mnie - wrócę, kiedy wrócę.

Przebrnęłam z trudem i teraz zachodzę w głowę, o co tu chodzi, bo, dalibóg, nie mam pojęcia, Żonglerko, co miałaś nadzieję opowiedzieć. :(

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. :(

 

Gdy szarp­nę­ło pod­ło­gą, przy­legł do naj­bliż­szej ba­rier­ki. –> Raczej: Gdy szarp­nę­ło pod­ło­gą, przy­lgnął/ przywarł do naj­bliż­szej ba­rier­ki.

 

chwy­cił pew­niej za kubek z kawą na wynos. –> …chwy­cił pew­niej kubek z kawą na wynos.

 

w ostat­niej chwi­li ude­rzył ple­ca­mi po­now­nie o opar­cie. –> Ponownie? A kiedy uderzył pierwszy raz?

 

Nie przed­sta­wi­łem się. Moje na­zwi­sko, Age­san­dros… –> Od kiedy ludzie w tramwaju przedstawiają się sobie?

 

– Nie­zbyt pa­su­je mi do pro­ku­ra­to­ra. –> Po czym poznaje się, że do tramwaju wsiał prokurator?

 

Ten tram­waj je­dzie tylko w jedną stro­nę. Rusza o kon­kret­nej go­dzi­nie i za­trzy­mu­je się za­wsze na tych sa­mych sta­cjach. –> …na tych sa­mych przystankach.

 

miał spory pro­blem z wej­ściem do tram­wa­ju. Prze­dzia­ły były pełne… –> Przedziały w tramwaju?

 

by od­da­lić się od na­zbyt en­tu­zja­stycz­ne­go ko­le­gi. –> To oni są kolegami?

 

do­strze­ga­jąc zbli­ża­ją­cą się sta­cję. –> …do­strze­ga­jąc zbli­ża­ją­cy się przystanek.

 

– Niech pan się nie mar­twi. –> Dlaczego kursywa?

 

Cze­kał na przy­stan­ku Ereb:Za­chód… –> Cze­kał na przy­stan­ku Ereb – Za­chód

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie rozumiem, dokąd jechał tramwaj, kim był bohater ani do czego zmierza ta historia. Nie przemówiło.

Mimo iż tramwaj grał pierwsze skrzypce w opowiadaniu, jest ono paradoksalnie klinicznym przykładem opowieści pozbawionej kształtu oraz kierunku.

– Niech pan się nie martwi. –> Dlaczego kursywa?

Bo jest martwy ;)

Z powodów mitologicznych widzę tu jakiś zamysł, ba nawet jakoś tam mitologicznie motywowany, ba, nawet mi się on podoba. Ale, na Hadesa Agesandrosa, pogubiłam się w intrydze :( Wykonanie też nie pomaga. Mam wrażenie, że temu opowiadaniu przydałaby się była solidna beta – szkoda pomysłu.

 

“drugą chwycił pewniej za kubek z kawą na wynos” – nie mógł chwycić za kubek ;)

 

“skupiony na przesuwającymi się szybko widokami za szybą” → na przesuwających się

 

“jakby miał zamiar oddać przybyszowi” – ten przybysz mi tu nie gra

 

Mam problem z krzesełkami: w tramwaju (i innych środkach lokomocji też) zazwyczaj jeśli są dwa, to jedno jest przy oknie/ścianie, a drugie przy przejściu, a nie jedno przy oknie, drugie przy ścianie, bo strasznie wąski byłby ten tramwaj

 

“Moje nazwisko, Agesandros…“ – mam wrażenie, że w takim sformułowaniu, z tym przecinkiem, to urwane zdanie sugeruje, że dalszy ciąg miał brzmieć “Moje nazwisko, Agesandros, znaczy po grecku…”

 

“Agesandros odłożył tackę z kawą na podłogę” – bardzo przestronny na odmianę ten tramwaj… Wiem już, że nie jest to zwykły tramwaj, ale jednak coś mi w tym wszystkim nie gra – może to, że żaden z bohaterów nie dostrzega dziwności. A może to po prostu nie powinien być tramwaj?

 

“Nie interesuje mnie, gdzie pan jedzie.” – raczej: dokąd

 

“Tramwaj zatrzymał się gwałtownie, pchając Norberta na powrót w głębię plastikowego krzesełka.” – pod warunkiem, że siedział tyłem do kierunku jazdy

 

“Drzwi otworzyły się z piskiem, zatrzęsły się i zamknęły” – mam wrażenie, że drugie się zbędne

 

“Ten tramwaj jedzie tylko w jedną stronę. Rusza o konkretnej godzinie i zatrzymuje się zawsze na tych samych stacjach.“ – tramwaj ma przystanki. Może lepiej pasowałby pociąg?

 

“Broni pan tego cholernie niesprawiedliwego systemu prawa? Mogłem się tego spodziewać. Jest pan nieodpowiedzialny i niekonsekwentny.” – nie rozumiem, dlaczego niekonsekwentny?

 

“Pan ma pracę, swoją słodzoną kawę i może pan sobie zrobić kanapki” – swoją konieczne?

 

“Był to dość niefortunny dobór słów” – do dalszej części zdania lepiej by pasowało coś o tym, że zabawna gra słów

 

“gdyby jakiś furiat wylałby“ → gdyby jakiś furiat wylał

 

“A furiatów jest pełno z początkiem tygodnia.

Tramwaj szarpnął na zakręcie i zatrzymał się, gasząc nagłym wstrząsem wszystkie światła. Agesandros prędko zapiął teczkę, chwycił tackę i ruszył ku drzwiom.

– Ale przecież tutaj nikogo nie ma – zawołał za nim Norbert. – Nikogo prócz mnie.

– Bo jest poniedziałek“

Coś tu z logiką i continuity szwankuje

 

“od nazbyt entuzjastycznego kolegi” – kolega tu zgrzyta. Towarzysza byłoby lepsze, choć nieidealne. Współpasażera?

 

“Nie zdążyłem się nawet obejrzeć, a ten tramwaj był już pełny tych wszystkich kretynów.“ – oba zaimki konieczne?

 

“posiwiały staruszek, od paru minut bezskutecznie usiłując nabić fajkę” → usiłujący; i lepiej: siwy

 

“powinien pan wiedzieć lepiej.“ – anglicyzm. Może: powinien być pan na to wyczulony

 

“w ocalałej części twarzy tkwiły odpryski zielonego samochodowego lakieru” – coś tu stylistycznie szwankuje. Lakier raczej przykleił się do rany, a nie tkwił w niej

 

“Proszę, przygotowałem broszurę. Niech pan rozwinie.“ – rozwijanie kojarzy się z rulonem, a nie broszurą. Broszura powtarza się w następnym zdaniu

 

“Kierowca tramwaju“ → motorniczy ?

 

“Tak się nie stało i wąsacz osunął się ciężko na poręcz.“ – kto to jest wąsacz? Pewnie Norbert, ale jeśli tego wcześniej używałaś, to nie zwracało aż tak uwagi, żeby tu było oczywiste i w pierwszej chwili myślałam, że to ten koleś z broszurki

 

“będzie pan mógł decydować, gdzie on jedzie.“ – dokąd

 

“Mógłbym wybrać się gdziekolwiek?“ – dokądkolwiek

 

Agesantos → Agesandros

 

“Kierowca tramwaju – domyślił się Norbert.“ a za chwilę “Agesantos wstał, dostrzegając zbliżającą się stację. Na krótką chwilę ogarnęły go złe przeczucia.“ nie gra mi ta zmiana punktów widzenia

 

“– Jest pan okropnym służbistą – wtrąciła raz jeszcze blondynka, nim wysiadła w Czyśćcu.” – to jest ni z gruszki, ni z pietruszki

 

Ereb:Zachód – brak spacji i chyba raczej z kreską, nie dwukropkiem

 

“ale Styks nigdy nie będzie taki sam, jak już wcisną na jego miejsce jakiegoś urzędasa w białym kołnierzyku.” – wyrzuciłabym “już”. Poza tym w drugim zdaniu podmiotem nadal jest Styks. Można to łatwo obejść: po grecku Styks jest formalnie rodzaju żeńskiego, no i jest to rzeka, więc spokojnie może być “nie będzie taka sama”, wtedy “jego” odnosi się jednoznacznie do Charona

 

“rozwiązując sudoku z gazety“ – raczej w gazecie, bo sudoku nie jest wykonane z gazety

 

“z logiem“ – to się odmienia?

 

tyksowskiego – raczej: styksowego

 

przestań,Tanatosie – brak spacji po przecinku

 

“Chyba wystarczy nam tych twoich innowacji, Szefie, bo trójgłowy pies to chyba lekka przesada.“ – nie rozumiem, dlaczego to akurat ma być innowacja, skoro Cerber jest od zarania dziejów trzygłowy?

 

“Od szejków z dyzenterią“ – celowa dwuznaczność? ;)

 

“spytał go weselej Agensandros” – a kogo wcześniej pytał mniej wesoło?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak na mój gust, trochę za dużo absurdu. Albo czegoś, co absurdem się wydaje, tylko nie skumałam wyjaśnienia.

Na przykład ten tramwaj, który wygląda jak pociąg – ma przedziały, zatrzymuje się na stacjach… Albo wątpliwości, kto właściwie trzymał róg i laskę. Z tekstu mi wyszło, że bezdomny, ale to atrybuty Hadesa.

Za to rewolucja i sposób jej wzniecenia mi się spodobały.

Babska logika rządzi!

Od szejków z dyzenterią“ – celowa dwuznaczność? ;)

Chyba mi się mózg lasuje, bo dopiero teraz zauważyłam XD

Nie ma mnie - wrócę, kiedy wrócę.

Czytało się nawet nieźle i lekko, a to ważne. Ja widzę Norberta jako kogoś, kto buntuje się przeciwko bogom, więc skojarzył mi się z Prometeuszem, ale prawdopodobnie właśnie błyskam nieznajomością mitologii antycznej. ;)

Podobało mi się przedstawienie drogi w zaświaty jako tramwaju, a zauważone przez poprzedników mankamenty w tramwajowym słownictwie nie przeszkadzały mi w odbiorze.

Zakończenie mogłoby być bardziej wyraziste, w tym momencie mam wrażenie urywania się historii, bez jakiegoś konkretnego wyniku. W ogóle myślę, że dobrze byłoby, gdyby w ciągu historii następowało więcej zmian. Tak, rozumiem, że rewolucja przeciwko ustalonemu porządkowi itp. miała miejsce, ale jakoś za łatwo to wszystko poszło.

Tak czy inaczej czytało się przyjemnie i na klika zasługuje.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja widzę Norberta jako kogoś, kto buntuje się przeciwko bogom, więc skojarzył mi się z Prometeuszem, ale prawdopodobnie właśnie błyskam nieznajomością mitologii antycznej. ;)

Za to wykazałeś się znajomością jej romantycznej interpretacji :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czemu romantycznej?

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czemu romantycznej?

Bo to romantycy, z Shelleyem na czele, zrobili z Prometeusza buntownika

 

PS. Dobra, Byron też, ale Shelley był lepszym poetą :)

 

PS 2. Pochwalę się: kawałek z tego Shelleya wraz z wyborem z innych romantyków opublikowałam w Literaturze na Świecie w 2012 roku :P

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Aaa, rozumiem. Gratulacje!

Wisielec – ja zrozumiałem tak, że ustalonym porządkiem jest transport w dół – z krainy żywych (czy może czegoś w rodzaju raju) do krainy umarłych, droga tylko w jedną stronę, bez możliwości powrotu. Taki właśnie był ustalony porządek. Norbert zbuntował się i zaczął jeździć także odwrotnie, czyli (przynajmniej w mojej interpretacji) możliwy stał się również powrót do krainy żywych.

Dodatkowo bohater pojechał na górę poskarżyć się na ten dotychczasowy porządek rzeczy. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

ustalonym porządkiem jest transport w dół – z krainy żywych do krainy umarłych, droga tylko w jedną stronę, bez możliwości powrotu. Norbert zbuntował się i zaczął jeździć także odwrotnie, czyli możliwy stał się również powrót do krainy żywych

Też tak to zrozumiałam. Co więcej, to by miało ładną tradycję mitologiczną w osobie takiego na przykład Syzyfa

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No tak, ale co to znaczy. Jeśli tekst jest przypowieścią, to ja nie zrozumiałem czego dotyczy alegoria.

Gratuluję książki :) Tłumaczenie poezji to niełatwe zajęcie.

Gratuluję książki :)

To na wyrost ;) Na razie całkiem sporo przekładów po czasopismach, w tym z wyższej półki. Ale wydać książkę z przekładami poezji – to trudniej niż fantastykę ;)

 

Tłumaczenie poezji to niełatwe zajęcie.

Ale fascynujące. Ja uwielbiam :)

 

PS. A co mi tam. Tutaj zamieściłam jeden przekład jeszcze przed oficjalną publikacją. Zmian chyba nie było.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Alegorii też nie załapałem w takim razie. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Tekst czytało mi się lekko i z przyjemnością.

 

Są pewne niewiadome odnośnie postaci i motywacji ich działań, ale ja akurat lubię, gdy nie do końca wiadomo o co chodzi.

 

Znalazłem kilka drobnostek, choć teraz widzę, że nie byłem pierwszy:

 

– Żeby podważyć słuszność jakąkolwiek instytucji,

jakiejkolwiek

Czekał na przystanku Ereb:Zachód

Ta nazwa własna z dwukropiem to zamierzona?

– Niemożliwe. Jego akta musiały przez moje ręce.

Uciekło jedno słowo. Prawdopodobnie “przejść”.

No, moi państwo, tutaj akurat nie ma ukrytego znaczenia ani drugiego dna… miało być lżej, wy poszukawacze metafor ;d Agesandros to Hades, wikipedia powinna wyjaśnić. Póki co nie mam jak poprawić usterek, ale za ich wskazanie dziękuję i oczywiście przysiadę nad nimi jak tylko mi się uda.

Agesandros to Hades

A dawałam znać w pierwszym komentarzu ;)

Niemniej intryga wciąż troszkę dla mnie niejasno podana, choć zacna. Chętnie bym w sumie zgłosiła do biblioteki, zwłaszcza po poprawkach.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytałem i poza końcówką z bezdomnym (chyba) wszystko zrozumiałem. Przyjemna lektura, ale raczej do herbaty niż na głębsze przemyślenia.

A mi nowy motorniczy kojarzył się z Orfeuszem i myślałem, że wywiezie tramwajem swoją ukochaną. :)

ac, właśnie tak miało być, do herbaty :) Drakaino, Ciebie nie sposób oszukać, a mi zostaje zabrać się za poprawki :d jednakże do piątku dysponuję tylko i wyłącznie telefonem, a poprawianie czegokolwiek w tym tycim edytorze jest zwyczajnie niemożliwe.

Tłumaczę fabułę: Żywy się umówił z Agesandrosem, że spotkają się w tramwaju zabierającym śmiertelne dusze do podziemi (ogólnych podziemi, wszystkie mitologie gdzie zwyczajne bezużyteczne dusze są utylizowane), by Żywy mógł zaskarżyć rządzącą Górę w sprawie swojej śmierci. Agesandros się zgodził, grał zdezorientowanego, by wkręcić Żywego w jazdę tramwajem. Wiedział, że buntownik Żywy coś namiesza, Zeus będzie musiał zleźć z tronu i w ogólnym chaosie narodzi się nowy porządek. Osobami na końcu są Tanatos (ten łysy, ubrany w dżumę), rudy w todze to sędzia (w sumie bez znaczenia który, w mitologii było ich trzech), a śpiący bezdomny to Hypnos. Hypnos jejst zadowolony bo zamiast ławki na przystanku może zdrzemnie się w iście boskim łożu z Góry, jeśli oczywiście przewrot się uda.

Z przykrością stwierdzam, że po Pieśni Mgieł i Łzach Skarabeusza zostałem rozczarowany. Tamte teksty były w bogate w symbolikę i niosły mocny przekaz. Tutaj antyczne odniesienia wybrzemiewają pusto. Opowiadanie jest w zasadzie o niczym.

Konstrukcja postaci też niestety kuleje. Nie można polegać na tym, że rzucenie znanego imienia “Zeus”, “Superman”, “Gandalf” załatwi za autora całą prezentację postaci. To nie są wycinanki. Jeśli autor wprowadza znanego bohatera, to ciąży na nim obowiążek przedstawienia go w nowym ujęciu – tak, jak robi to Ninedin w swoich mitologicznych szortach, albo jak Nabokov uczynił z Jezusem w Mistrzu i Małgorzacie.

“Rozkład” nie tylko lokuje olimpijskich bogów nie rozwijając żadnej autorskiej perspektywy na te ikony, ale także kamufluje ich w rolach bezimiennych statystów (menel, sędzia, łysol), co sprawia, że stają się nierozpoznawalni, a ich obecność w opowiadaniu podwójnie mija się z celem.

Zaznaczam, że powyższa krytyka wyniknęła z wysokich oczekiwań wobec autorki.

PS Ładne tłumaczenie D, musiałaś się mocarnie nagimnastykować. W wolnej chwili poszukam oryginału i porównam.

PPS Tylko dlaczego taka brzydka czcionka? Wygląda jak comic sans.

Ojtam, nie cała literatura musi być od razu sieriozna do bólu, to jest w sumie humoreska przecież… Pewnie, że Gaiman to nie jest, ale zasadniczo nie widzę nic złego w kamuflowaniu bogów jako zwykłych “statystów”. I jak wiadomo jestem zwolenniczką niedopowiedzeń, więc może dlatego mi to akurat pasuje. I osobiście bym jeszcze raczej “odciążyła” to opowiadanie.

Skądinąd masz na myśli Bułhakowa, Nabokov pewnie by Jezusa zrobił jakimś kompletnym perwersyjnym świrem ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jezu, oczywiście chodziło mi o Bułkahova :D Rozmawiałem o Nakobovie kilka minut wcześniej, stąd pomyłka.

Nie chodzi mi o to, że literatura musi być wzniosła i poważna, tylko żeby o czymś opowiadała. Jeśli piszesz opowiadanie gościu który jedzie tramwajem z Ursynowa na Ochotę i dostajesz wyłącznie opowiadanie o gościu, którzy jedzie tramwajem z Ursynowa na Ochotę, oznacza to, że napisałaś złe opowiadanie.

A sięganie po istniejące postacie to zabieg, który czasami trąci lenistwem autorskim. Autor nie buduje bohatera na łonie własnej opowieści tylko liczy, że gotowe skojarzenie wywrze wpływ na czytelnika.

Nie mówię, że należy tego unikać, ale warto dodać coś od siebie. Niech to będzie satyra na istniejącą postać, spojrzenie w krzywym zwierciadle, apologia złoczyńcy, w każdym razie: element który wychodzi poza gotowe klisze obecne w powszechnej kulturze.

Toż tutaj same dosadne akcenty! Bunt jednostki, konflikt strychu i piwnicy, kamuflaż, walka z systemem, motyw zemsty… wszystko zamknięte w tramwaju, gdzie martwi są żywi, a żywi się kumplują z bogiem podziemi. No cóż, wybaczcie mi, że rozczarowuję, ale jestem w Paryżu, grzeje słońce, leje się wino, a ja jakoś nie mam ochoty na cięższe teksty. Postaci nie rozbudowywałam, bo nie chodziło mi o nie, ale raczej o podróż i konflikt. To równie dobrze może być inna mitologia z podobnym czarno-białym podziałem. Ot, tak sobie napisałam coś "o tak", mam nadzieję, wisielcu, że mnie rozumiesz.

Nie chcę Ci borować w zębie :D Pisz jak najwięcej, bo wnosząc z dotychczasowych tekstów, masz wiele do powiedzenia i sporo językowej swady.

jakoś nie mam ochoty na cięższe teksty

Ja nie o tym. Terry Pratchett zostawił po sobie ogromną spuściznę lekkostrawnych fabuł, które jednak niezawodnie niosą jakąś myśl i stawiają pytania, eksplorując interesujące zagadnienia.

Postaci nie rozbudowywałam, bo nie chodziło mi o nie, ale raczej o podróż i konflikt.

Właśnie nie bardzo do mnie to dociera. Co reprezentują strony sporu? I czy w ogóle ma miejsce konflikt, skoro Hades dosłownie wręcza Żywemu narzędzia do przeprowadzenia rewolty?

 

eśli piszesz opowiadanie gościu który jedzie tramwajem z Ursynowa na Ochotę i dostajesz wyłącznie opowiadanie o gościu, którzy jedzie tramwajem z Ursynowa na Ochotę, oznacza to, że napisałaś złe opowiadanie.

Wcale niekoniecznie. Można napisać fenomenalne formalnie opowiadanie właśnie wyłącznie o tym.

 

A sięganie po istniejące postacie to zabieg, który czasami trąci lenistwem autorskim.

Wcale niekoniecznie. Lepiej ciekawie ograć postać istniejącą niż stworzyć nieciekawą własną. Odrębna kwestia to fanfiki, o tym tu nie mówimy.

 

Niech to będzie satyra na istniejącą postać, spojrzenie w krzywym zwierciadle, apologia złoczyńcy, w każdym razie: element który wychodzi poza gotowe klisze obecne w powszechnej kulturze.

Też się nie zgodzę, bo pozostawanie w etosie postaci nie musi oznaczać klisz.

 

A jak się to ma do przedstawionego nam przez Żonglerkę opowiadania?

Moim skromnym zdaniem tak: jest tu fajny pomysł na pół żartobliwą opowiastkę o chytrym Hadesie, z uniknięciem pułapki pt. Hades jest zły (której nie uniknął np. Chris Columbus ekranizując Percy’ego Jacksona, książkę, która rzeczonej pułapki unika…) i to na humoreskę z twistem wystarcza. Wykonanie mogłoby być klarowniejsze, to mój główny zarzut. Ale nie wymagam tu ani satyr, ani myśli i stawiania pytań.

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Co do pierwszego punktu, to być może nie zgadzamy się na poziomie aksjologicznym. Opowiadanie o człowieku jadącym tramwajem może dotykać alienacji w przestrzeni miasta albo odwrotnie – radości z uczestniczenia w społeczności albo tysiąca innych rzeczy. Rzecz w tym, że substancja utworu traci na tym, że ktoś ją dyskursywnie artykułuje. 

Cytując Goethego “Prawda jest podobna Bogu. Nie ukazuje się bezpośrednio, musimy ją odgadywać z jej przejawów”. I temu służy beletrystyka.

Co do drugiego punktu to rzeczywiście niekoniecznie, dlatego napisałem “czasami”. Lepszy dobry omlet niż niedobra jajecznica.

Co do trzeciego to owszem warto pozostawać w etosie postaci (inaczej po co po nią sięgać) ale warto coś do niej dodać.

O Percy’m wiesz najlepiej, bo zdaje się, że go tłumaczyłaś :D Ja niestety nie czytałem.

humoreskę z twistem wystarcza

Jeśli jest w tym opowiadaniu twist, to nie rozumiem, na czym polega.

Rzecz w tym, że substancja utworu traci na tym, że ktoś ją dyskursywnie artykułuje. 

Zaczynasz mi przypominać najgorszy koszmar mojego życia, czyli kilka lat pracy w akademickim zespole postmodernistów i całkowicie serio wygłaszane sentencje w rodzaju “eksces jako miara wyporności wiersza” :P I przyznaję całkowicie, że nie rozumiem, co chciałeś przez to zdanie wyrazić, mimo że mam spore doświadczenie z humanistycznym technobełkotem ;)

 

A tak poza tym nadal uważam, że można napisać znakomitą literaturę o niczym. I znakomite opowiadanie o jeździe tramwajem może być opowiadaniem o jeździe tramwajem bez dodatków w rodzaju alienacji w wielkim mieście lub jej odwrotności, choć oczywiście może być i tym. Ale może też być po prostu artystycznie ciekawym zapisem tej podróży.

A w moim osobistym przekonaniu beletrystyka służy też czasem po prostu rozrywce, cokolwiek myślał (a raczej pisał, bo co myślał, nie wiemy) o tym Goethe albo ktokolwiek inny. Tak ogólnie wolę przyziemnego Stendhala i jego “powieść to jest zwierciadło, które obnosi się po gościńcu“ od górnolotnych zdań o prawdzie ;)

 

Oczywiście, że przypadek Percy’ego znam najlepiej, bo 1) tłumaczyłam, 2) autentycznie lubię, ale niezależnie od tego Columbus po prostu schrzanił adaptację…

 

Twist – że chodzi w tym o coś innego niż problemy pana Norberta Ż., że został on wrobiony i wykorzystany, że to wszystko jest ukartowane. Nie twierdzę, że to opowiadanie jest arcydziełem, ale uważam, że ma pomysł i przyzwoitą realizację, która mogłaby być lepsza.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

przyznaję całkowicie, że nie rozumiem, co chciałeś przez to zdanie wyrazić, mimo że mam spore doświadczenie z humanistycznym technobełkotem ;)

Spieszę wyjaśnić. Jeśli powiem, że Iliada jest studium rozpaczy nad żałobą i nad nieodwracalnością śmierci, to lektura mojego komentarza nie będzie równie głębokim przeżyciem, jak lektura Iliady. 

Utwór nie musi być górnolotny, żeby mieć substancję. Nawet kawały są zwykle “o czymś”. Zgadzam się natomiast, że nie ma nic gorszego niż siermiężne doszywanie przesłania do fabuły. 

Ale może też być po prostu artystycznie ciekawym zapisem tej podróży.

A co czyni ten zapis ciekawym? Dla Ciebie? Poza kolorytem językowym, bo jeśli jest on jedynym walorem utworu, to mamy do czynienia z wprawką stylistyczną, a nie z opowieścią.

. Nie twierdzę, że to opowiadanie jest arcydziełem, ale uważam, że ma pomysł i przyzwoitą realizację, która mogłaby być lepsza.

Ja z kolei nie twierdzę, że opowiadanie jest jakoś wyjątkowo skopane, po prostu autorka przyzwyczaiła mnie do tekstów które są naszpikowane silnie przemawiającą symboliką. 

Co do tej “Iliady” i jej tematu to bym dyskutowała, ale niech się w razie czego mądrzejsi w tym względzie ode mnie wypowiedzą, niemniej dziękuję za wyjaśnienie, że chciałeś powiedzieć, iż wartość komentarza jest mniejsza niż dzieła :P

Nie powstrzymam się w związku z tym przed wklejeniem mojego ulubionego cytatu contra postmodernitatem: “Gdy widzisz kartkę papieru a na niej kreskę pionową i poziomą, pisz – ‘determinacja rysunku w postaci symetrycznie zarysowanej płaszczyzny mieści się w biegunowo odmiennych regułach pionu i poziomu’. Gdy artysta stał, a potem się położył, notuj – ‘jego transfiguracja z pozycji wertykalnej w pozycję horyzontalną w sposób totalny przeistoczyła uniwersum relacji łączących artystę z pozostałymi rzeczami i osobami znajdującymi się w galerii, zmieniając tym samym, w myśl hermeneutycznego koła, znaczenie zarówno całości sytuacji, jak i każdej jej części z osobna’. Pamiętaj: zamiast poznawczy pisz noetyczny, zamiast stwierdzający – tetyczny; przyswojenie to internalizacja, objaśnianie to egzegeza, własność to atrybut lub akcydens, przejaw to modus. Nie zapomnij dodać, że problem, o którym piszesz, odsyła w najmniej jasny obszar metafizyki. Wszyscy będą przekonani, że metafizykę masz w małym palcu, skoro rozpoznałeś jej obszary jasne, mniej jasne i ten najmniej jasny.’“ (Jerzy Hanusek w miesięczniku Znak z lat ‘90, niestety w notatkach nie mam dokładnego adresu bibliograficznego)

 

A co czyni ten zapis ciekawym? Dla Ciebie? Poza kolorytem językowym, bo jeśli jest on jedynym walorem utworu, to mamy do czynienia z wprawką stylistyczną, a nie z opowieścią.

Niestety, ulotne nescio quid. Nie wiem, co masz na myśli, pisząc koloryt językowy, bo chyba jednak nie to, że żule w opowiadaniu będą gadać po warsiawsku? Natomiast język, tak, zapewne styl, sposób opowiadania – to są te rzeczy, które mogą uwieść w tekście o niczym. I nie, nie jest to tylko wprawka stylistyczna. To troszkę tak jak z malarstwem – lubię abstrakcję nie za jakiekolwiek treści (znany mi nieżyjący już malarz abstrakcjonista lubił opowiadać anegdotę o kuratorach wystaw, którzy żądali od artystów tytułów dzieł), ale za czysto estetyczną przyjemność. Podobnie jakieś takieś nenufary Moneta, a nawet słoneczniki Van Gogha to forma i estetyka, nic więcej. A jednak jest to wybitne malarstwo. Niemniej po strawę intelektualną pójdę gdzie indziej niż do abstrakcjonistów czy impresjonistów (do postimpresjonistów już prędzej, oczywiście).

 

PS. Rosebelle, mam nadzieję, że wybaczysz ten offtop ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

PS. Rosebelle, mam nadzieję, że wybaczysz ten offtop ;)

drakaina, to nie ta autorka, nie to opowiadanie ;)

iż wartość komentarza jest mniejsza niż dzieła :P

Nawet nie komentarza. Chodziło mi o to, że próba wyłuskania sensu z utworu i wyłożenie go na ławę odbywa się ze stratą dla bogactwa przekazu. Nawet, jeśli intepretator jest szalenie wymowny. Nie bez powodu Platon i ewangeliści używali przypowieści do ilustrowania poglądów.

Powieści Dostojewskiego to są rozprawy egzystencjalne i próba ekstrakcji “co autor chciał powiedzieć” nieuchronnie prowadzi do licealnego spłaszczenia autorskiej refleksji.

Jestem ostatnią osobą, która odda swoją szablę sprawie postmodernizmu. Uważam, że to kpina z sensu sztuki.

Uważam też, że malarstwo stanowi zupełnie inną materię, niż narracja i wobec tego należy stosować odmienne kryteria oceny. Dlatego wolałbym, żebyś trzymała się przykładów literackich ;D Ucieczkę w formy plastyczne uważam za nieuczciwy wybieg i poniekąd przyznanie racji.

I powtórzę swoją wcześniejszą tezę: opowieść nie musi być nadęta ani przeintelektualizowana, żeby przenosić treść. Robią to przecież komicy, a ich tworzywem jest przecież satyra.

PS Czemu postscriptum z jedną kropką? Myślałem, że albo z dwiema, albo wcale. Pytam poważnie, zawsze sądziłem, że taki zapis jest błędny.

Re: PS

Nie wiem, chyba traktuję kropkę jakby tam był koniec zdania, ale po prawdzie nie przeprowadziłam ontologicznej analizy tej kropki ;) A serio: odpowiedź prof. Bańki na podobne pytanie brzmi następująco

 

Nie tylko słowniki poprawnej polszczyzny, ale też słowniki ortograficzne podają jedynie pisownię PS, bez kropek. Natomiast słowniki mniej „doktrynalne”, a bardziej liczące się z życiem, jak Inny słownik języka polskiego czy też Słownik skrótów i skrótowców PWN, podają oboczną postać P.S., z dwiema kropkami. Pozostałe wymienione przez Pana wersje, a mianowicie PS.PS:, są wynikiem dostawienia kropki lub dwukropka do „bezkropkowej” postaci skrótu, przy czym dostawiony znak pełni taką funkcję jak kropka zamykająca zdanie, a więc nie należy do skrótu.

 

Czyli odruchowo stosuję wersję ostatnią.

 

Uważam też, że malarstwo stanowi zupełnie inną materię, niż narracja

Horacy uważał przeciwnie, zwłaszcza w kwestii perecepji ;) I ja się z nim zgadzam, zasadniczo. Zacytowałam sztukę, żeby pokazać, na czym polega to, że i literatura może być wyłącznie przyjemnością estetyczną bez dodatkowego dna. Nie uważam takich analogii za nieuprawnione. Z muzyką też miałbyś problem? Może być taka, która coś opowiada, a może być taka, która jest tylko formalną zabawą. Z literaturą jest dokładnie tak samo.

 

Poza tym ja wcale nie muszę mieć tych głębokich treści w literaturze, na tym chyba polega niezrozumienie. Po prostu – w każdej ze sztuk czasem lubię zarówno czysty zachwyt nad formą, jak i rozrywkę, a nie tylko intelektualne doznania. Nawiasem mówiąc, satyra wcale nie oznacza z definicji braku intelektualizmu (powiedziałbyś to rzeczonemu Horacemu), więc to dopiero jest zły przykład.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nawiasem mówiąc, satyra wcale nie oznacza z definicji braku intelektualizmu (powiedziałbyś to rzeczonemu Horacemu)

No tak, przecież sam postawiłem taką tezę.

Zacytowałam sztukę, żeby pokazać, na czym polega to, że i literatura może być wyłącznie przyjemnością estetyczną bez dodatkowego dna.

Poczęstowałaś mnie pierogami żeby udowodnić, że żurek jest smaczny :P

A ja bym chciał przykład takiej prozy, która nie żadnego farszu, ale podoba Ci się na gruncie estetycznym.

A mi się spodobało, nie do końca zrozumiałam, ale… Nie wiem, chyba lubię absurd i nie potrzebuję dokładnie wiedzieć, o co w opowiadaniu chodziło. Na plus i tramwaj i główny bohater i nawiązania antyczne. Klik :)

Wisielcze, większość nouveau roman jest z założenia o niczym, a formalnie znakomita i możesz smakować opisy, z których kompletnie nic nie wynika, fabuła się rozmywa i nie jest istotna. Nie mam w domu Robbe-Grilleta, a w sieci nie ma polskich przekładów, ale u moich rodziców coś jest, więc przez weekend mogę wybrać odpowiedni fragment. Nie twierdzę, że na co dzień najbardziej lubię taką literaturę, ale dyskusja była o jej możliwości zaistnienia i funkcjonowania. W sumie jeszcze bardziej widoczne to jest w filmie, a w przeciwieństwie do malarstwa nie zarzucisz, że to zasadniczo narracyjna forma :P

 

Co do satyry i komików – dla mnie użycie dwa razy przecież było sygnałem, że to coś nietypowego (na zasadzie zdarza się to, mimo że), sorry za złe zrozumienie intencji.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cieszę się, że niektórzy znaleźli przyjemność z czytania :) Drakaino, wisielcze, cóż za dialog… Ja osobiście jestem zdania, że tekst o niczym może być o wszystkim, a ten poruszający wszystko – o niczym. Zależy. Od czego, to już ciekawsze pytanie, bo czasami zadowolenie czytelnika jest efektem przypadku lub kombinacją pozornie drobnych rzeczy. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia tego, kiedy tekst jest “o czymś”, a kiedy “o niczym”. Bo na przykład taka “Droga” McCarthy’ego może być tylko przeciągającym się w nieskończoność opisem dwóch gości, co miesiącami idą w stronę morza.

 

Tekst poprawiony, salutuję łapaczom!

Bo na przykład taka “Droga” McCarthy’ego może być tylko przeciągającym się w nieskończoność opisem dwóch gości, co miesiącami idą w stronę morza.

Nie jest.

Oczywiście, że nie jest, ale zawsze przylezie taki, co to powie, że jest.

Napisane przyzwoicie, przeczytałem bez problemów. Gorzej ze zrozumieniem, kim był pan na “A” (przyznaję, że przeoczyłem tagi) – powiem szczerze, że bez rzutu okiem na komentarze się nie obyło. Jednak inne wątki zauważyłem. Zostały nieźle nakreślone, choć brakowało mi czegoś ostrzejszego w ich ukazaniu. W sensie niby jest konflikt, ale jakoś tak przeszedł obok mnie bokiem.

Tym niemniej pomysł tu jest, realizacja też przyzwoita. Nie jest może idealnie, ale na klika wystarczy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

PanieZNikąd, poczekaj aż będziesz jechał takim tramwajem do piekła (lub nieba, ja tam nie osądzam, ale w piekle podobno mają sos tabasco, a sos tabasco > wata cukrowa), a konflikt Cię dopadnie ;) Dzięki!

Wróciłem powiedzieć, że nie klikam, bo uważam, że stać Cię na więcej. ¯\_(ツ)_/¯

Ej, to tylko najlepsze z dotychczasowych tekstów mają dostawać się do Biblioteki?

Babska logika rządzi!

A były czasy kiedy Grafomania dostawała się do biblioteki :D

Były czasy, kiedy zgarniała piórka…

Babska logika rządzi!

Czyli jest nadzieja dla wszystkich…

Porzućcie ją, wy, którzy tu wchodzicie ostatnio…

Babska logika rządzi!

przestańcie gderać =.=

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

A kiedy ostatnio widziałaś piórko przyznane osobiście przez MC, bez oglądania się na Lożę?

Żonglerko, ale i tak gratuluję Biblioteki. :-)

Babska logika rządzi!

te srebrne w sensie?

 

 

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Nie, brązowe było. Srebrne zasadniczo przyznaje Loża, a MC tylko zmienia kolor. ;-)

Babska logika rządzi!

Tramwaj dojechał! Choo choo motherf  Dla klikających miejsca przy oknach i paczuszki darmowych orzeszków!

 

Dzięki ;)

To idź czytać nowe :D

Fajne :)

Jestem kontent :)

Ale kontent to rodzaj męski.

Babska logika rządzi!

Żongler też ;)

Ha!

Temu argumentowi nie sposób się przeciwstawiać. ;-)

Babska logika rządzi!

Kontrargument powinien brzmieć, że jestem bezpłciową szarą esencją, ale ta nazwa jest już zajęta :>

Ale przecież wszyscy wiedzą, że jestem androidem. :-(

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka