- Opowiadanie: Finkla - Spisek przeciwko następcy

Spisek przeciwko następcy

Tekst z uniwersum, które już pokazywałam na portalu w dwóch odsłonach. Sądzę, że nie potrzeba czytać ani pamiętać poprzednich opowiadań, żeby zrozumieć wszystko w niniejszym. Acz znajomość bogów i mechanizmów działania magii raczej nie zaszkodzi.

Hmmm, jakby się tak zastanowić, to mam wszystkie role zamówione przez panie w pierwszym bonusie: księżniczkę, królową i zajebistą zabójczynię (no, prawie). ;-)

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Spisek przeciwko następcy

1. Szpiegowanie w pałacu

 

Młoda kobieta pomagała swojemu synkowi stawiać pierwsze kroki. Jej twarz promieniała dumą: mały zaczynał chodzić, chociaż jeszcze nie skończył jedenastu miesięcy! Dziecko, ze skupioną minką, zaciskało łapki na matczynych palcach i chwiejnie wędrowało w stronę kawałka miodowego ciastka. Itsumi szczebiotała:

– Dobrze, mój malutki książę. Zawsze bierz wszystko, na co masz ochotę. Właśnie tak! Obiecuję ci, że kiedyś zostaniesz władcą. Musimy tylko poczekać dwa dni do polowania, aby pozbyć się następcy. Na razie sięgaj po ciastko. Brawo, skarbeczku!

Inna kobieta, również żona i matka, gryzła pięść, aby nie krzyczeć. Ta przybłęda knuła przeciwko jej synowi! I wiedziała, że już wyznaczono następcę… Ninga podglądała najmłodszą żonę imperatora przez zamaskowaną mozaiką dziurkę w ścianie. Cudzoziemska smarkula mogła sądzić, że dopóki paple w swoim barbarzyńskim narzeczu, nikt jej nie zrozumie, ale akademie trzecich córek zapewniały bardzo staranne wykształcenie. Od kapłanek Przedwiecznej Żółwicy, Domolubnej Kotki, Krwiożerczego Wilka i Wyrachowanego Lisa wymagano znajomości języków najważniejszych sąsiadów.

Bachor wreszcie dotarł do nagrody, rozradowana matka wyciągnęła obsypany klejnotami sztylecik, prezent od małżonka, by ukroić kolejny kawałek, a potem zawołała służbę. Koniec przedstawienia.

Ninga bezszelestnie zakryła otwór w ścianie deseczką z rządkiem ceramicznych płytek, zablokowała ją, by nie wypadła, i ruszyła tajnym przejściem, gorączkowo rozmyślając. Pozbawienie suki życia kusiło… Rada Matriarchiń na pewno wsparłaby pierwszą żonę, zwłaszcza kapłanka Krwiożerczego Wilka. Niestety, Ninga nie mogła tego uczynić. Kotka nie zwykła puszczać płazem takich postępków jak ryzykowanie życia setek poddanych dla ocalenia własnego syna. A podejrzana śmierć wyspiarskiej księżniczki musiała doprowadzić do wybuchu wojny z Nibarem. Tymczasem osłabiony kraj potrzebował pokoju, który miało zagwarantować kolejne małżeństwo imperatora Aszkura II.

Wracając do własnej siedziby, Ninga zajrzała jeszcze do sypialń innych żon. Jedna wcierała w twarz jakieś olejki w próbie ratowania tonącej w tłuszczu urody, inna wymyślała niewolnicy, dwie plotkowały na temat bezwstydnych strojów Itsumi… Nic nadzwyczajnego.

Po dotarciu do komnaty najpierw napisała na jedenastu woskowych tabliczkach prośbę o spotkanie Rady Matriarchiń. Pilne, jeszcze dziś, po zakończeniu wieczornych rytuałów. Pchnęła gońców do świątyń. Dopiero potem zebrała kilka przydatnych drobiazgów i poszła uprzedzić Eniakiego.

 

2. Ogród knowań

 

Ninga znalazła syna w altance. Chłopiec wyglądał zbyt drobno jak na swoje piętnaście lat, wciąż miał szczupłą i wąską w ramionach sylwetkę. Dyskutował z preceptorem o znaczeniu zawartego przed ponad dwudziestu laty traktatu handlowo-wojskowego z plemionami z południa. Całkiem mądrze dyskutował, zauważyła z dumą. Nauczyciel po chwili dostrzegł jej obecność, poważną minę i odganiający gest. Natychmiast podniósł się, mamrocząc o dokończeniu jutro, i odszedł.

– Matko. – Eniaki wstał i skłonił się. – Niechaj Najstarsza Dwunastka czuwa nad tobą nieustannie.

– Niech bogowie nie odwracają łaskawych oczu od ciebie, mój synu. – Położyła mu dłoń na ramieniu. – Zaoferuj mi, proszę, swe ramię i towarzystwo podczas spaceru po ogrodach.

Chłopiec dumnie się wyprostował i poprowadził matkę alejkami wysypanymi jasnym żwirem. Wprawdzie grządki pokrywał śnieg, ale kto zabroni pierwszej żonie łapać nieśmiałe jeszcze promienie słońca? Dopiero kiedy oddalili się od ogrodników oraz rzeźb i drzew mogących skrywać niepowołane uszy, Ninga porzuciła ceremonialny ton:

– Dowiedziałam się o spisku przeciwko tobie.

– Śmierć, kalectwo czy pohańbienie? – Eniaki nie okazał zaskoczenia ani strachu.

– Nie mam pewności, ale obawiam się, że raczej zginiesz. To ma się stać na polowaniu, za dwa dni. Nie wyruszaj na nie.

– To niemożliwe. – Chłopiec zasępił się. Lubił las, ale ten prawdziwy, bez zgrai dworaków i zgiełku. – To ostatnie w tym roku polowanie na dziki, a Uro zaprosił mnie w obecności ojca. Użył takich słów, że wyszedłbym na tchórza albo oseska, gdybym odmówił. Jego dostojność też ma wziąć udział.

Ninga rozejrzała się, pochyliła, udając, że ogląda bezlistne jeszcze gałązki, wyjęła spod płaszcza maleńkie gliniane naczynie na rzemyku i dyskretnie podała synowi.

– To sprawi, że nie będziesz musiał jechać na polowanie. Dwie lub trzy krople. Pamiętaj, nie więcej! Wlej do kubka z chłodnym napojem, rozmieszaj i wypij. Będzie ohydne w smaku, nie przełkniesz bez rozcieńczenia, najlepiej w czymś smacznym. Nie później niż pół świecy przed polowaniem. Zapamiętałeś?

Eniaki kiwnął głową i powtórzył:

– Dwie albo trzy krople na kubek czegoś chłodnego, pół świecy przed polowaniem.

– Zaproszenie wyszło od Uro, powiadasz? Ciekawam, czy twój brat również spiskuje przeciw tobie.

– To prawdopodobne. Rzekłbym, że znajduje się raczej pod opieką Wilka niż Żółwicy – zażartował Eniaki.

– Prawda, bogowie dali mu więcej zapału do walki niż rozumu, ale nie zapominaj, że dobry wojownik zdolny jest do podstępów.

– A kto na pewno knuje?

– Itsumi.

– Wobec tego najlepiej dla niej, gdyby zabiła mnie i zrzuciła winę na Uro.

– Niemożliwe! – Ninga niemal się zaśmiała.

– Dlaczego?

– To tajemnica, jednak chyba masz prawo wiedzieć. Ale nie powtarzaj nikomu, nawet ojcu. Od pokoleń imperator wstępujący na tron prosi Kasziru, maga Domolubnej o czar, który uniemożliwia członkom rodziny zabicie krewnego. Synowie imperatora mogą intrygować przeciwko sobie nawzajem, nawet wynająć mordercę, ale nie są zdolni do podniesienia ręki na brata. Zauważyłeś, że nigdy nie trenujecie razem walki? Chyba nawet ćwiczebnym mieczem, tępym czy drewnianym, nie dalibyście rady wyprowadzić ataku.

– Ale Itsumi o tym nie wie, prawda? – Ninga sapnęła, zirytowana, że sama o tym nie pomyślała, a Eniaki ciągnął: – Sądzi, że jeśli usunie mnie i Uro, pozostanie jej tylko garstka smarkaczy. Batszi się nie liczy.

To prawda, Batszi nie miał znaczenia. Początkowo Ninga miała żal do bogów, że zsyłają jej same córki, ale Kotka i Królica wiedziały, co robią. Aszkur tak się ucieszył z pierwszego syna, że ciągle ingerował w jego wychowanie. Głupio ingerował: rozpieszczał dzieciaka, spełniał wszelkie kaprysy. Teraz Batszi miał dwadzieścia dwa lata, ważył tyle co średniej wielkości osioł i interesował się wyłącznie ucztami i nałożnicami. Gdy imperator zorientował się, co narobił, radykalnie zmienił podejście do drugiego syna – nigdy nie szczędził Uro rózeg. W rezultacie młodzieniec szanował i rozumiał wyłącznie brutalną siłę. Kiedyś wyrośnie na doskonałego generała, ale nigdy nie zostanie dobrym władcą. Choć ojciec tego nie dostrzegał. Nie ukrywał rozczarowania, kiedy Rada Matriarchiń odmówiła młodzieńcowi kapłanki Domolubnej za żonę. Dopiero przy trzecim synu Aszkur pozwolił matce i nauczycielom działać w spokoju.

– A i tak połowę tych dzieciaków zabiorą choroby – dodał Eniaki.

– Mylisz się. Czarownik Kruka pilnuje, aby śmiertelne choroby omijały imperatorskich synów.

– Jak to?! A kaleki synek Deramy?

– On i tak nie nadawał się na władcę. Szkoda było marnować na niego zaklęcia.

 

3. Pojedziemy na łów!

 

Rada Matriarchiń długo, niemal do północy, zastanawiała się, jak chronić księcia przed zamachem oraz pozbyć się spiskowców. Ostatecznie kapłanki zadecydowały, że matriarchini Mocarnego Niedźwiedzia również weźmie udział w polowaniu, by chronić plecy następcy. Wiadomo, że najłatwiej upozorować wypadek z zabłąkaną strzałą. Ustalono również, jak najskuteczniej szpiegować Itsumi.

Dzień, wyglądany przez kapłanki ze strachem, a przez resztę dworu z utęsknieniem, w końcu nadszedł. Eniaki zjawił się w sali jadalnej już na świecę przed świtem i ujrzał, że mimo wczesnej pory panuje w niej tłok i gwar. Nie tylko przy koszach z plackami i misach z zimnym mięsem – przy stołach, przed paleniskiem, w przejściach, po kątach, wszędzie. Następca nie znalazł okazji, aby wlać do swojego piwa trzy krople specyfiku od matki.

Eniaki spieszył z kubkiem do studni, by wreszcie to zrobić, kiedy wpadł na imperatora.

– Witaj, synu.

– Panie mój i ojcze. – Książę wykonał przepisowy ukłon. – Niechaj Dwunastka zsyła na ciebie same dobrodziejstwa.

– Jako i na ciebie – odmruknął Aszkur. – Czyś już śniadał? – Chłopiec potaknął. – Pozwól więc do mej prywatnej komnaty, pomożesz mi wybrać broń.

– Zaszczyconym, ojcze.

Rzadko kogo zapraszano do sanktuarium władcy. Droga do niego prowadziła przez sypialnię. Dwóch gwardzistów przed drzwiami pilnowało, by nie zakradł się nikt niepowołany.

Sypialnia oszałamiała przepychem nawet kogoś wychowanego na dworze. Wnętrze lśniło złotem i bielą przysługującą jedynie najwyżej urodzonym. Eniaki nie widział ani skrawka ściany, którego nie pokrywałyby zdobienia. Posadzka z różnokolorowego marmuru wydawała się gładsza niż lustro. Największym meblem było stojące na środku łoże zasłonięte białymi jedwabnymi kotarami malowanymi we wszystkie zwierzęta, jakie książę kiedykolwiek widział. Na lewo od wejścia – stolik z owocami i dzbankiem. Z rogu po prawej obserwował wnętrze złoty albo pozłacany posąg Słonecznego Orła. Na ścianie za nim widniało przejście do prywatnej komnaty. Tę urządzono w całkiem innym stylu: dominowały ciemne barwy i ciężkie, solidne sprzęty. Na ścianach rozwieszono wspaniałą kolekcję oręża: od różnej długości broni siecznej, przez obuchową, do drzewcowej z fantazyjnymi grotami.

Eniaki zamarł, nie wiedząc, co z tego arsenału przyda się ojcu na polowaniu. Imperator zaśmiał się, choć zabrzmiało to nieco wymuszenie.

– Daj spokój, sam wiem, czego będę potrzebował. Chciałem porozmawiać z tobą na osobności. A właśnie, kiedy jesteśmy sami, możesz przestać łamać sobie język na tych dworskich figurach retorycznych.

– Jak sobie życzysz, ojcze – odpowiedział chłopiec, kłaniając się.

– Wiesz, że matka miesiąc temu wybrała cię na następcę tronu?

– Wiem. Ale matka? Myślałem, że to decyzja Rady Matriarchiń.

– Och, ta zgraja przesądnych bab zrobi wszystko, co Ninga im każe… Czyli powiedziała ci?

– Ani słowa. Pewnego dnia zauważyłem, że najbliżsi tobie dworzanie zaczęli się przede mną płaszczyć. Potem preceptor zmienił poruszane tematy, wreszcie plotki potwierdziły podejrzenia.

– Czyli sam się zorientowałeś? Brawo! – Aszkur klepnął syna w plecy, aż chłopiec się zachwiał. – Może jednak Ninga dobrze wybrała… Ogłosimy to podczas twoich szesnastych urodzin.

Imperator zdjął ze ściany ulubiony łuk, którego niedawno zaczęto używać w prowincji aleficyjskiej. Niektórzy zwali go refleksyjnym. Posyłał strzały znacznie dalej niż zwykła broń. Aszkur szybko i zgrabnie założył cięciwę, pomagając sobie nogami. Eniaki patrzył jak urzeczony – on sam nie przepadał za łukami aleficyjskimi, potrzebował pomocy dwóch kolegów, by zaczepić cięciwę. A ojciec nawet nie stęknął z wysiłku. Ba! Nie przestawał mówić:

– Pora, abyś zaczął poznawać przyszłe obowiązki. Już prawie jesteś dorosły. Od teraz będziesz dzielił czas między naukę a towarzyszenie mi przy oficjalnych rozmowach. Z ambasadorami, z książętami zarządzającymi prowincjami, z Radą Czarowników…

– Z Radą Czarowników też? – Eniaki nie potrafił ukryć podekscytowania. Nigdy nie widział żadnego maga. Za to słyszał mnóstwo plotek: że są potworami, że żywią się ludzkim mięsem, że dzięki temu żyją setki lat…

– Zwłaszcza z Radą. Już ich zresztą uprzedziłem. Oni… Cóż, trzeba czasu, żeby przyzwyczaić się do ich wyglądu, poznać zakres olbrzymiej wiedzy, jaką zgromadzili, zrozumieć słowa. Bo, widzisz, oni już nie… A, sam zobaczysz. Teraz zajmijmy się bronią dla ciebie. – Aszkur zdjął z haków duży miecz, krytycznie przymierzył go do syna. – Za długi, musisz jeszcze trochę urosnąć. Ten będzie dobry! Weź jeszcze ten dziryt.

– Ojcze! – wykrztusił Eniaki. – To twój ulubiony oręż! Podobno nikomu nie pozwalasz go dotknąć!

– Tak, sam go kiedyś zrobiłem. Zawsze przynosił mi szczęście. Widzisz, śniło mi się dzisiaj, że ranny odyniec rzuca się na ciebie… Może to zwykły sen, a może proroczy, zesłany przez Czuwającego Puchacza… Aha, dostałem kiedyś od jego matriarchini magiczną maść. Jeśli pozwolić jej za dnia pić promienie słońca, oddaje je w nocy, świecąc na zielonkawo. Posmarowałem nią ostrze, więc jeśli zgubisz się w lesie, po zmroku doda ci otuchy. Nie wypuszczaj mojego szczęśliwego dzirytu z rąk i trzymaj się blisko mnie.

Eniaki przypomniał sobie, że już dawno powinien zażyć specyfik od matki.

– Dziękuję, ojcze. Tak zrobię. Pozwolisz, że pobiegnę teraz na chwilę do kuchni? Strasznie chce mi się pić po solonym mięsie na śniadanie…

– Ależ częstuj się moim winem! – Aszkur machnął w stronę stolika w sypialni. – To Itsumi mi je przysłała. Pochodzi z północy jej wyspy. Robią tam wina słodkie jak kobiety.

Eniaki wrócił do sypialni, zasłaniając ojcu widok i wyciągając zza pazuchy naczynko. Nalał sobie wina z pełnego dzbanka, odmierzył trzy krople. Wpadł na pomysł – doda resztę specyfiku do naczynia! Nagle zamarł z wyciągniętą ręką, ogarnął go paraliż, potem panika, zaczęło brakować tchu…

Zaklęcie Kasziru – pomyślał. – Mógłbym w ten sposób zabić ojca! Tylko trzy krople! – obiecał sobie. – To bezpieczna dawka, matka nie chce mojej krzywdy.

Paraliż ustąpił.

– Co się tak guzdrzesz? – usłyszał Eniaki.

– Zachwycam się zapachem – odrzekł. Drżącymi palcami wpuścił trzy krople do dzbana, duszkiem wypił wino z kubka.

– Ech, młodyś jeszcze, nie umiesz docenić dobrego trunku – zaśmiał się imperator. – Poczułeś w ogóle smak?

– Słodkie, potrafi odebrać dech w piersiach i zamieszać w głowie…

– A nie mówiłem? Jak kobiety!

– Ale wydaje mi się, że pod słodyczą skrywa nutę goryczy.

– Całkiem jak kobiety, synu! A właśnie, próbowałeś już zaznać uroków zbliżenia z którą służącą?

Eniaki poczuł, że policzki płoną mu ogniem.

– Nie ma się czego wstydzić – ciągnął Aszkur. – Za rok matriarchinie pozwolą ci wybrać sobie pierwszą żonę spośród młodziutkich kapłanek Domolubnej. Potrenuj, byś jej nie rozczarował w łożu. Gdy już skończysz szesnaście lat, koniecznie odwiedź świątynię Królicy. Tam się wiele nauczysz… Ale wróćmy do dzisiejszego polowania. Który łuk byś chciał?

– Pozwól, ojcze, że wezmę własny, który świetnie leży mi w ręce. Pójdę po…

– Nie ma czasu. Każę przynieść go na dziedziniec, razem z twoim płaszczem. Chodźmy już.

Wszyscy już czekali, gdy wyszli z pałacu. Podszedł do nich Uro. Oczy mu się zwęziły na widok znajomego dzirytu ściskanego przez Eniakiego.

– Coś taki blady, młodszy braciszku? Strach cię obleciał? Polowanie na dziki to prawdziwie męska przygoda.

Zbliżyła się również Ninga, obrzucając niespokojnym spojrzeniem Eniakiego.

– Bądź pozdrowiony, panie mój i mężu. Pozwól, że matriarchini Niedźwiedzia przyłączy się do myśliwych. Obie miałyśmy dzisiaj złe sny…

Aszkur stanął jak rażony gromem.

– Jak to? Wy też?! – Po chwili opanował się i przybrał dostojny wyraz twarzy. – Zezwalam.

– O czym mówisz, panie? – spytała Ninga nerwowo.

– Nieważne. Skoro gnębiły cię koszmary, poproś Domolubną o opiekę nad naszą rodziną.

– Matko – wtrącił się Eniaki – znajdź błogosławieństwo dla syna, który zawsze jest ci posłuszny i jedynie polecenia jego imperatorskiego ojca mogą opóźnić wykonanie twoich.

– Siostro Dijaro, proszę, i ty pomódl się do Mocarnego Niedźwiedzia z prośbą o szczęśliwe polowanie – zadecydowała Ninga.

Uro wydawał się bardzo niezadowolony z dalszego opóźnienia.

– Rozsiewasz strach, jak świńskie truchło zarazę! – syknął Eniakiemu do ucha. – Zwierzyna nie będzie czekać, aż dorośniesz.

Modlitwy obu kapłanek zajęły dłuższą chwilę. Szczególnie Ninga przeciągała swoje supliki. Wreszcie skończyła.

– Czas ruszać! – zakrzyknął imperator. – Konia! – Stajenny natychmiast podprowadził osiodłanego wierzchowca. – Eniaki, mój synu, bądź uprzejmy przytrzymać mi rumaka, gdy będę wsiadał.

– To dla mnie prawdziwy zaszczyt, panie mój i ojcze – odparł chłopiec.

Trzewia przeszył mu nagły ból, ledwie książę złapał wodze. Zgiął się wpół. Zdążył tylko odwrócić się od konia, na kamienie dziedzińca trysnęła struga zielonkawych wymiocin.

– Ojcze… – wykrztusił między spazmami żołądka – nie pij… tego wi… – Wyczerpany, opadł na czworaki, cudem mijając cuchnącą kałużę.

Ninga powstrzymała uśmiech. Ona pierwsza zaczęła opanowywać powstały rejwach. Szarpnięciem zerwała z siebie płaszcz, rzuciła go dwóm sługom.

– Zanieście księcia do mojej komnaty! Biegiem!

Imperator również okazywał spokój, chociaż nozdrza drgały mu groźnie, a stara, zazwyczaj niewidoczna blizna na policzku poczerwieniała.

– Ruszajcie beze mnie i księcia Eniakiego! – rozkazał.

 

4. Trucizną złożony

 

Kiedy już Eniakiego przeniesiono na jej łoże, Ninga wygoniła służbę. Usiadła obok syna, odgarnęła mu przepocony lok z czoła.

– Jak się czujesz? – szepnęła.

– Zadziwiająco dobrze. Mógłbym wstać, wskoczyć na konia i dogonić myśliwych.

– Ani mi się waż! Uratowałeś imperatora przed próbą otrucia i będziesz to odchorowywał jeszcze przez kilka dni. Przygotuję zioła, które pogorszą ci wygląd.

– A co to było?

– Szybkodziałający środek na wymioty – odpowiedziała cicho.

– Wlałem trzy krople do reszty wina – odszepnął jeszcze ciszej.

– Brawo, Eni. Jestem z ciebie dumna.

Ninga pocałowała syna w czoło i zakrzątnęła się przy ziołach. W samą porę. Na korytarzu rozległy się ciężkie kroki i do komnaty wparował Aszkur. Twarz miał posągowo spokojną, jak przystało władcy, ale blizna wciąż ostrzegała czerwienią, a w oczach czaił się gniew odstraszający dworaków i interesantów.

– Co z moim synem?!

– Czuje się za słaby, by mówić, panie mój i mężu. – Książę zrozumiał, przymknął oczy.

– Przysłać czarownika Kruka?

– Nie ma takiej potrzeby. Eniaki jest osłabiony, ale pozbył się większości trucizny. Wyzdrowieje, zadbam o niego.

Aszkur przestał krążyć po komnacie jak rozjuszony buhaj po zbyt małej zagrodzie.

– Nie rozumiem, dlaczego wolisz tę ciasną norę zamiast pięknej sypialni w pobliżu moich komnat.

Ninga pochyliła głowę w pokornym ukłonie.

– Panie mój, pamiętaj, że musisz się mną dzielić z Domolubną Kotką. Stąd mam widok na świątynię i mogę dostrzec sygnał, że jestem tam pilnie potrzebna. A nasz syn znajdzie tu ciszę i spokój, których nie daliby mu snujący się za tobą dworzanie.

Aszkur zerknął na ciżbę za progiem, nakazał jej odsunąć się.

– Gdy Eniaki wydobrzeje, przyślę tu ludzi, aby chociaż przyozdobili te gołe ściany.

– Bardzo jesteś łaskawy, mój panie, lecz oboje wiemy, że skarbiec nie jest bez dna, a masz wiele pilniejszych wydatków.

– Nin, Nin… – Imperator przytulił żonę. – Co ja bym bez ciebie zrobił? Ty jedna mnie rozumiesz… A właśnie, wiesz, że to Itsumi próbowała mnie otruć?

– Coś takiego!

– Zmusiłem ją do wypicia wina.

– Panie! Jeśli ona umrze, Nibarczycy wypowiedzą nam wojnę, a nie mamy wojska, by obsadzić zachodnie prowincje…

– Cała ty! Syn chory, mąż podstępnie zaatakowany, a ty jeszcze znajdujesz siły, by myśleć o imperium i armii. Nie martw się, dałem jej tylko trzy czwarte kubka. Jeśli Eniaki przeżył, to i jej nic nie będzie.

– Jestem matriarchinią Kotki. Całe imperium to moja rodzina. Acz wy dwaj jesteście najbliżsi memu sercu. – Objęła męża. – A jeżeli to wyłącznie wstawiennictwo Domolubnej uratowało naszego syna?

– A może mój szczęśliwy dziryt? Mierzi mnie, że muszę pozwolić żyć żmii, nie będę rozpaczał, jeśli umrze.

– Żywą żmiję można wykorzystać. Wystarczy jej nie głaskać bez grubych rękawic.

Przybiegł gwardzista, zaciągnął imperatora w kąt i szepnął mu coś do ucha.

– Itsumi również dostała torsji, ale nie tak gwałtownych jak Eniaki. Bardzo lekkich – powtórzył Aszkur.

– Jeśli ktoś wcześniej zażywa małe dawki trucizny, może się na nią uodpornić – mruknęła zamyślona Ninga. Drgnęła i pospiesznie dodała: – Ale mogą być również inne przyczyny…

 

Wieczorem przyszła Dijara i doniosła, że znalazła zatrute strzały w kołczanie Uro. Raczej nie na dzika – tego specyfiku nigdy nie używano przy polowaniu na zwierzynę, która miała trafić na stół. Co dziwniejsze, żaden z myśliwych nie miał identycznych strzał, aby samemu zabić, a potem zrzucić winę na księcia. Ale mógł je cisnąć w przydrożne chaszcze…

 

5. Strażniczka

 

Ku radości pozostałych żon, Itsumi popadła w niełaskę. Nie działa się jej żadna krzywda, ale dwóch eunuchów, bez przerwy stojących pod drzwiami księżniczki lub depczących jej po piętach, zdradzało dworakom wszystko.

Ninga jednak na wszelki wypadek nie wypuszczała syna spod swoich skrzydeł. Kiedy musiała opuścić własną komnatę, zostawiała na straży dwie kapłanki Wilka. Ich czerwone szaty, choć jasne, skutecznie odstraszały nieproszonych gości.

Młody książę coraz gorzej znosił przymusową bezczynność, w końcu dalsze trzymanie go w łóżku stało się niemożliwe. Matka wymogła na Eniakim przyrzeczenie, że nigdzie się nie ruszy, póki ona nie przyśle mu kogoś do ochrony, i wyszła.

Już wcześniej Rada ustaliła, że miłego Dwunastce następcy strzec będzie matriarchini Wilka. Gorga warczała, że nie nadaje się na opiekunkę rozpieszczonych dzieci, ale nie potrafiła podać lepszego rozwiązania. Bogowie na różne sposoby okazywali wybrankom swoją przychylność. W czasie pokoju wśród służebnic Wilka hierarchia ustalała się na drodze rytualnych pojedynków. Rzadko który mężczyzna mógł mierzyć się choćby z arcykapłanką.

 

Eniakiemu sypialnia matki całkowicie obrzydła. Wreszcie ubrany w normalne szaty, chodził z kąta w kąt, rozgrzewając rozleniwione mięśnie i czekając na przybycie obiecanego przez Ningę wojownika. Nagle w progu stanęła jakaś kobieta. Młoda, szczupła, gibka, średniego wzrostu, o przeciętnej urodzie. Szara suknia, zręcznie skrojona i z materiału dobrej jakości, sugerowała żonę kupca. Na głowie miała turban na modłę nomadów zza północno-wschodniej granicy. Wyjątkowo mało biżuterii, tylko szeroka bransoleta na lewym przedramieniu.

– Kim jesteś? – zapytał książę.

– Mów mi Garaga. Przysyła mnie twoja matka.

– Spodziewałem się wojownika, a nie kupcowej.

Nowo przybyła wzruszyła ramionami i rzuciła:

– Tylko głupiec atakowałby kobietę w czerwonej sukni lub jej towarzysza.

– Jasnoczerwoną szatę łatwo pomylić z różową – wyzłośliwił się Eniaki. Rzeczywiście, na ulicach niekiedy młode służki Wilka brano za kapłanki Królicy i na odwrót.

– Moją niełatwo.

Czyli co najmniej diakonessa. A wyglądała tak młodo… Książę pokręcił głową z podziwem. Matka musiała naprawdę przejąć się spiskiem, choć sprawiała wrażenie spokojnej.

– Dlaczego nosisz turban? Wcale nie pasuje do tej sukni.

– Mam ogoloną głowę.

– Dlaczego wiele kapłanek Krwiożerczego pozbywa się tak pięknej ozdoby? To bez sensu. Długie włosy dodają… Aua! – Ból był tak nieoczekiwany, że Eniaki wrzasnął. Na wiry Chaosu! Ta kobieta poruszała się jeszcze szybciej niż Menes, mistrz walk, który podczas treningów systematycznie pozbywał się nieposiniaczonych miejsc na ciałach imperatorskich synów. W jednej chwili uśmiechała się i rozmawiała, a w następnej stała za plecami księcia, z kosmykami owiniętymi dookoła pięści. – Puszczaj!

– Nie pytaj, jeśli sam możesz poznać odpowiedź – syknęła mu do ucha.

– Zrozumiałem. Przestań, proszę.

Dopiero teraz usłuchała. Skóra na karku wciąż piekła, Eniaki długo myślał nad pytaniem, w końcu ciekawość zwyciężyła:

– Nie twierdzę, że to zrobię, ale gdybym opowiedział o tym matce?

– Przekonaj ją, że potrzebujesz mamki, nie wojowniczki, a zyskasz moją wdzięczność.

Tak Eniaki zawarł znajomość z kobietą, która na kilka tygodni miała zostać jego cieniem. Towarzyszyła mu, ilekroć opuszczał własną komnatę. Tylko przy rodzicach zostawiała chłopcu odrobinę prywatności. W nocy straż przejmowały dwie kapłanki w jasnoczerwonych szatach.

 

6. Przeciwko bratu

 

O zmierzchu przyszła do Eniakiego matka. Kazała mu zabrać łuk i pójść ze sobą. Dopiero wtedy książę zauważył, że Ninga trzyma ćwiczebną strzałę – z wypchanym pakułami woreczkiem zamiast grotu.

Posłusznie podreptał z matką. Garaga trzymała się kilka kroków za nimi, udając, że tylko się przechadza. Wkrótce opuścili serce pałacu. Tutaj już korytarze tonęły w mroku. Eniaki chciał wziąć pochodnię ze ściany, ale Ninga się sprzeciwiła.

– Dokąd idziemy?

– Do wieży astronomicznej.

Wysoka wieża w południowo-zachodniej części pałacu. Nazwę brała stąd, że to z jej blanków co pełnię i nów imperator, zazwyczaj w towarzystwie maga Puchacza, patrzył w gwiazdy, by poznać wróżby na najbliższe dni.

Wreszcie dotarli na miejsce. Garaga upewniła się, że na szczycie wieży nie ma nikogo, po czym zeszła pod drabinie, zostawiając ich samych. Eniaki rozglądał się, urzeczony.

Na dworze jeszcze nie ściemniło się do końca i z czubka wieży roztaczał się wspaniały widok. Niebo na zachodzie radowało oczy czerwieniami i fioletami. Na południu, w świetle księżyca połyskiwała rzeka. Rybacy wracali z wieczornego połowu. Na brzegu przycupnęła świątynia Zmiennobarwnej Flądry. Dalej na wschód widać było pałacowe budynki. Eniaki z trudem odnalazł wśród cieni własne okno. W wielu innych świeciły kaganki, niekiedy zasłaniane przez cienie mieszkańców. Któraś siostra szykowała się do snu. Książę poczuł się, jak podglądacz. Przeniósł spojrzenie na dziedziniec treningowy. Mimo późnej pory, ciągle trwał na nim ruch. Ktoś okładał pięściami worek z piachem, dwóch mężczyzn walczyło na miecze…

– Tak – odezwała się Ninga. – Ten w białych spodniach to Uro. Chcę, żebyś wymierzył do niego z łuku. – Wyciągnęła strzałę w stronę syna.

– Ale dlaczego?! – Eniakiemu wcale nie podobał się ten pomysł.

– Sprawdźmy, czy zaklęcie chroniące przed zabijaniem krewnych działa.

– Zapewniam cię, matko, że działa. Kiedy wlewałem twój środek na wymioty do wina ojca… No, nie mogłem dodać więcej niż trzy krople. W ogóle nie mogłem się poruszyć… Brrr! Paskudne uczucie.

– A jeśli Uro nie jest synem Aszkura?

O tym Eniaki nie pomyślał. Jednak nie zamierzał pogodzić się z zarzutem bez walki:

– Ale przecież jest do niego podobny; ta sama sylwetka, kolor włosów, nos…

– Do stryja Hurona też jest podobny.

Książę z niechęcią podniósł łuk, wycelował w brata. Wiedział, że miękko zakończona strzała nie wyrządzi mu żadnej krzywdy, ale i tak poczuł znajomy paraliż. Niemoc ustąpiła dopiero, kiedy matka odsunęła broń.

– Teraz wiemy, że zaklęcie działa należycie, a Uro nie zrobi ci krzywdy. Możesz wracać do siebie.

 

7. Czarownik Kozy

 

Gwardzista przyniósł wezwanie od ojca, gdy Eniaki omawiał z preceptorem przebieg bitwy, w wyniku której do imperium dołączono północną, górzystą prowincję. Książę natychmiast przerwał dyskusję i pospieszył za żołnierzem. Nie mógł opanować niecierpliwości, kiedy okazało się, że chodzi o spotkanie z magiem.

Czarownicy mieszkali w odrębnym budynku, przylepionym po wewnętrznej stronie murów pałacowych. Imperator z synem ruszyli w jego stronę.

– Ojcze, czy idziemy na Radę Czarowników?

– Nie, dziś odwiedzimy tylko Lugasza.

– A kiedy odbędzie się Rada Czarowników?

Aszkur przepuścił sprzedawcę warzyw, który ciągnął swój skrzypiący wózek w stronę kuchni, i dopiero wtedy odpowiedział:

– Zwołuję ją, gdy pojawia się złożony problem i potrzebuję pomocy różnych magów albo sam nie wiem, który może mi się przydać.

– W jakich wypadkach na przykład?

– Ostatnio spotkałem się ze wszystkimi dwunastoma magami tuż po próbie zatrucia mojego wina.

– Szkoda, że mnie tam nie było.

– Leżałeś wtedy nieprzytomny. Przeżyłem straszliwe chwile… Wiesz, że zastanawiałem się, czy nie poprosić czarownika Żółwicy o wiedzę, kto dodał truciznę do wina?

Eniaki struchlał, a potem, mimo chłodu, oblał się potem. Milczał dłuższą chwilę.

– I co odpowiedział? – zapytał wreszcie, mając nadzieję, że jego głos brzmi normalnie.

– W końcu tego nie zrobiłem. Nawet imperatorowi nie wolno żądać zbyt wiele od magów.

– Tym bardziej, że ktoś mógł chcieć otruć Itsumi, a nie ciebie, panie. Podobno starsze żony są o nią zazdrosne.

– Możliwe. Albo trucizna znajdowałą się w kubku, a nie w winie. To by tłumaczyło, dlaczego ty omal nie odszedłeś do Krainy Cieni, a Itsumi prawie nic nie było. No, jesteśmy na miejscu.

W kwaterze Lugasza pachniało sianem. Największa komnata wychodziła na duży taras, na którym stały ogromne donice z mizerną trawą. Sam czarownik siedział skulony na drewnianej ławie i żuł suszone figi z miseczki.

Po jasnozielonej szacie Eniaki rozpoznał, że Lugasz jest wybrankiem Kozy Karmicielki. Wyglądał cudacznie, ale daleko mu było do miana potwora. Twarz miał pociągłą, a oczy – barwy miodu i o pionowych źrenicach – dziwnie blisko skroni, tuż obok sterczących na boki uszu. Pod bladymi wargami widniała rzadka, biała capia bródka. Włosy skrywała zielona czapka rozszerzająca się ku górze jak ceber. Z rękawów wystawały chude jak patyki, porośnięte gęstymi, brązowymi kudłami ręce z okropnie zniekształconymi palcami. Reszta sylwetki ginęła w fałdach ubrania.

Imperator przyniósł skądś dwa zydle, przycupnęli na nich naprzeciw maga.

– Czcigodny Lugaszu, to mój syn i następca, o którym wspominałem radzie. – Czarownik pokiwał głową. – Przyszedłem do ciebie po radę w sprawie przyszłorocznych zbiorów.

Eniaki nie potrafił zrozumieć odpowiedzi maga. Dźwięki wydobywające się z jego ust nie przypominały ludzkiej mowy. Nie były podobne nawet do narzeczy barbarzyńskich plemion z północy! Chrapliwe, nieprzyjemne, zdawały się składać głównie z przeciągniętych samogłosek. Do księcia docierały wyłącznie słowa ojca:

– Czy pamiętasz podobną sytuację?

– Po ilu latach wtedy skończyła się susza?

– Jak mógłbym zadbać o błogosławieństwo Kozy Karmicielki?

Te pytania Eniaki pojmował doskonale. W pałacu się tego nie odczuwało, ale z rozmów z nauczycielami wiedział, że od trzech lat większość rolniczych prowincji prześladuje susza. Do tego w ubiegłym roku spichlerze największej świątyni Kozy w Temeku strawił pożar. Sytuacja jeszcze nie była katastrofalna, ale już zła. Handel między regionami nie wystarczał, kraj musiał sprowadzać ziarno z zagranicy. Skarbiec powoli zaczynał pokazywać dno, a i tak pszenica bezustannie drożała. Lada moment mogło z tego powodu dojść do zamieszek, zwłaszcza na przednówku. Imperium potrzebowało dobrych zbiorów.

Kiedy ta dziwna, bo dla Eniakiego jednostronna, rozmowa się skończyła i wracali z ojcem do serca pałacu, Aszkur spytał:

– Zrozumiałeś coś z tego, co mówił Lugasz?

– Ani słowa!

– Na to trzeba czasu. Ja zacząłem cokolwiek pojmować dopiero po kilku miesiącach.

– Ojcze, a czy nie można poprosić maga, żeby wyczarował więcej pszenicy?

– Nie, synu, tego zrobić nam nie wolno.

– Dlaczego?

– Czarownicy płacą koszmarną cenę za każde rzucone zaklęcie. Im większego cudu wymagamy, tym wyższy koszt.

– Jaka to cena?

– To sekret magów i bogów. Może kiedyś cię do niego dopuszczą, a może sam odgadniesz.

 

8. Rytuał Płodności

 

Kapłanki Kozy Karmicielki i Przedwiecznej Żółwicy donosiły, że za kilka dni nastąpi najlepszy moment na siewy w Temeku, rolniczej prowincji o ciepłym klimacie, który umożliwiał dwa zbiory w ciągu roku. Wprawdzie w stolicy zimy trwały dłużej i miejscami śnieg ciągle zalegał na polach, szczególnie na południowych zboczach, ale już nie można było odkładać Rytuału Płodności.

Tuż po śniadaniu cały dwór w radosnej procesji, śpiewając hymny sławiące Karmicielkę, przekroczył mury pałacu, a potem miejskie. Na czele szedł imperator z pierwszą żoną u boku, za nimi reszta rodziny. Aszkur stanął jak wryty, kiedy w kobiecie towarzyszącej Eniakiemu rozpoznał matriarchinię Wilka, ale czujna Ninga pociągnęła męża i nikt nie zauważył zaskoczenia.

Po około półtorej świecy pochód dotarł na miejsce – niewielkie pole na nasłonecznionym stoku, gotowe do orki. Imperator stanął na środku, zdjął z ramion płaszcz podbity futrem, rozesłał na ziemi.

Ninga w tym czasie oglądała wskazaną przez małżonka kapłankę Królicy. Była zadowolona z wyboru. Kobieta zbliżała się do trzydziestki, a to świadczyło, że imperator ciągle radzi sobie z obowiązkami bez stymulująco młodych ciał. Oby Aszkurowi starczyło wigoru jeszcze na długie lata! I nie chodziło tylko o to, że po koronacji następcy Ninga utraciłaby rangę matriarchini. Nie. Mąż dobrze rządził, a Eniaki był jeszcze o wiele za młody na przejęcie steru. Szybko się uczył, miał potencjał, ale lepiej, żeby jeszcze poczekał.

Wybranka miała jeszcze jedną, bardzo istotną zaletę – dość głęboki odcień jej sukni wskazywał, że miała około dziesięciorga dzieci. To wiele jak na dwudziestokilkuletnią kobietę. Musiała zatem często rodzić bliźnięta. Zajście w ciążę podczas Rytuału Płodności zawsze zwiastowało udane zbiory. Ale gdyby w łonie kapłanki zagnieździło się dwoje dzieci… Nadchodzący urodzaj rozwiązałby wiele problemów imperium.

Służki Królicy doprowadziły koleżankę do rozścielonego płaszcza i rozebrały. Bez celebrowania – koniec zimy to nie najlepszy czas na nagość. Imperator – do wtóru sprośnych piosenek – jak najszybciej jął rozgrzewać wybrankę. Wkrótce kobieta zaczęła pojękiwać z rozkoszy. Jeśli udawała, robiła to bardzo przekonywająco. Ninga jednak nie sądziła, że kapłanka udaje – mimo ukończonych czterdziestu dwóch lat i pierwszych siwych włosów, Aszkur ciągle potrafił więcej niż zadowolić partnerkę.

Miarowe ruchy męża przywołały wiele słodkich wspomnień, ale Ninga nie zazdrościła wybrance. Sama dorównywała wiekiem imperatorowi i ekscesy na zamarzniętej ziemi dawno straciły smak dzikiej przygody.

Wreszcie i mężczyzna osiągnął spełnienie, co zebrany tłum powitał radosnymi owacjami.

Kapłanka pospiesznie się ubierała, gdy przyprowadzono białego wołu z pomalowanymi na złoto rogami. Bydlę zaprzężono do czekającego pługa i władca zaczął orać ziemię. Po spirali, od uświęconego rytuałem miejsca pod imperatorskim płaszczem. Gdy dotarł do krańców pola, ze wszystkich stron przystąpili wysłannicy z dwunastu prowincji kraju. Każdy wyciągnął worek i naładował do niego ziemi, by potem przekazać księciu, który z kolei rozproszy użyźniony grunt po własnym łanie i wyśle po worku do każdego podległego regionu. W ten sposób zapłodniona przez imperatora ziemia miała zapewnić urodzaj na niwach całego państwa.

 

9. Nocą wracali z uczty

 

Po Rytuale Płodności pochód przeszedł do najbliższej osady na ucztę pod gołym niebem.

Eniaki siedział na prowizorycznie skleconej ławie i podziwiał matkę. Wyglądała pięknie i elegancko w pomarańczowo-białej sukni sygnalizującej, że Ninga przybyła tu i jako żona imperatora, i jako kapłanka Domolubnej. Rozmawiała z dziesiątkami ludzi i bez przerwy się uśmiechała. Wydawała się odporna na tłum i zgiełk, które przyprawiały księcia o ból głowy.

Ojca też podziwiał. Eniaki już niejednokrotnie oglądał Rytuał Płodności, ale dzisiaj po raz pierwszy obserwował go oczyma następcy, ze świadomością, że kiedyś to on będzie musiał posiąść kapłankę Królicy, by zapewnić ludowi zbiory. Tak przy setkach gapiów, komentujących i ryczących zbereźne piosenki! Na samą myśl czuł, jak siły witalne opuszczają jego męskość i zbierają się w policzkach, by tam rozpalać rumieniec wstydu miast żądz. Nigdy nie podoła temu zadaniu!

Skończyły się występy akrobatek, nadeszła kolej na muzyków. Zaczął flecista. Od przenikliwego pisku migrena potężniała z każdym taktem. Ale innym melodia chyba się spodobała. Gdy grajek odsunął flet od ust, Itsumi zaklaskała, oderwała udko kapłona i rzuciła muzykowi. Ten odruchowo zrobił unik, mięso trafiło cytrzystę, który szykował się do własnego występu. Pozostałe żony przewróciły oczyma. Rozległy się szepty, że ta dzikuska po dwóch latach mieszkania wśród cywilizowanego ludu mogłaby wreszcie nabrać nieco ogłady. Książę jął zastanawiać się, co pamięta o gospodarce Nibaru. Zdaje się, że na wyspach nie występowały kruszce. Złoto i srebro osiągały tam niezmiernie wysokie ceny i dominował handel wymienny. Może stąd wziął się zwyczaj nagradzania występujących jadłem? A może po prostu Itsumi, tak jak Eniaki, wolała gorące pieczyste? Na chłodzie wiosennego popołudnia wszystko stygło, nim trafiło na stoły. Biały, zakrzepły tłuszcz odbierał chłopcu apetyt.

Nudząc się śmiertelnie, mało co jedząc, jeszcze mniej pijąc – Garaga dolewała mu do wina tyle wody, że niemal traciło smak – i unikając kręcenia bolącą głową, Eniaki czekał zmierzchu. Wreszcie nadeszła pora, gdy wstanie od stołu nie było już grubiaństwem. Książę natychmiast to wykorzystał, strażniczka pośpieszyła za nim.

Cisza i spokój wąskich uliczek, raźny marsz oraz wieczorny ziąb odgoniły natrętne bóle. Eniaki odetchnął z ulgą. Nagle Garaga przytuliła się do niego jak podlotek do wybranka. Chłopak zdziwił się, bo kapłanka nigdy wcześniej nie dała znaku, że pragnie towarzyszyć mu również nocami, ale przecież nawet ojciec zachęcał… Pod wpływem zapachu kobiety poczuł, że jednak potrafiłby dopełnić Rytuału Płodności. A inni niech patrzą i podziwiają! Już składał wargi do pocałunku, gdy strażniczka wyszeptała:

– Nie oglądaj się. Ktoś nas śledzi. Jeden mężczyzna.

– Co mam robić? – odparł przejęty następca.

– Zostaw to mnie. Idź dalej, jakbyś nic nie wiedział.

Nie takiej odpowiedzi oczekiwał, ale nie wątpił, że z ich dwojga to kobieta ma większe doświadczenie w walce. Następne chwile dłużyły się niemiłosiernie. Garaga to przyspieszała, to zwalniała. Eniaki domyślił się, że próbuje sprowokować śledzącego do ataku w bardziej dogodnym dla niej miejscu. Ale ciągle nic się nie działo. Bez przeszkód wrócili do miasta – w tę noc zostawiano otwartą furtkę. Widząc białe szaty, strażnicy nie ośmielili się zatrzymywać księcia. Eniaki obejrzał się, mijając bramę, lecz nikogo nie dostrzegł. Kapłanka prowadziła i nie wybrała najkrótszej drogi do pałacu. Mimo to nie zgubili prześladowcy. Po przejściu kilku uliczek książę usłyszał za plecami ciche szurnięcia stóp po nierównym bruku.

Kiedy napięte czekanie stało się nie do zniesienia, Garaga nagle popchnęła Eniakiego, aż musiał zrobić dwa szybkie kroki, by nie upaść. Odwrócił się do niej oburzony i zobaczył, że już po wszystkim – na ziemi leżał ciemny kształt, spod szarego wojskowego płaszcza wychylała się biała koszula.

– Przecież to Uro! – krzyknął Eniaki.

Garaga spojrzała na niego z zaskoczeniem.

– Oczywiście. Nie poznałeś rytmu kroków?

– Zabiłaś go?!

– Ciszej. Nie. Pozbawiłam przytomności.

– Ale przecież on nie mógł… – zaczął, ale ugryzł się w język.

– Celował w nerki. – Kopnęła sztylet, który zabrzęczał na kamieniach. – Masz rozcięty płaszcz.

Eniaki sprawdził. Rzeczywiście – z tyłu ziała dziura.

– I co teraz zrobimy?

– Zaniosę go do świątyni Wilka.

– Ja go zaniosę. Jestem mężczyzną.

Drwiące spojrzenie Garagi przypomniało chłopcu o każdym dniu dzielącym go od dorosłości.

 

Ostatecznie musieli dźwigać Uro na zmianę. Dziewiętnastolatek wzrostem przewyższał ojca i okazał się zbyt ciężki, by którekolwiek z nich mogło go nieść przez dłuższy czas. Do tego najwyraźniej wypił zbyt dużo wina, jego zapach dodatkowo drażnił Eniakiego.

– A może… jedno z nas… pójdzie do… świątyni… po pomoc? – wysapał chłopak, niezbyt delikatnie zrzucając brzemię na niski murek dookoła czyjegoś ogrodu. Tylko tyle mógł zrobić. Czar maga Domolubnej nie pozwalał mu nawet na kopnięcie zdradzieckiego przyrodniego brata.

– Nie zostawię samego ani ciebie, ani nieprzytomnego księcia – odburknęła Garaga. – Już niedaleko.

 

10. Narada nad ciałem

 

Posłaniec znalazł Ningę, gdy wracała do pałacu. Natychmiast pospieszyła do świątyni Wilka. Kapłanka w jasnoczerwonej krótkiej szacie zaprowadziła ją do pomieszczenia, gdzie czekał następca tronu wraz ze strażniczką i nadal nieprzytomnym bratem.

Imperatorowa długo nie mogła uwierzyć w słowa Gorgi.

– Siostro, jesteś pewna, że Uro zaatakował sztyletem Eniakiego? Przecież to niemożliwe! Gdyby Kasziru manipulował przy zaklęciu, Domolubna nie darowałaby takiego buntu wobec imperium! Jeśli nawet by go nie zabiła, to posunąłby się o wiele dalej w przem… – Ninga urwała nagle.

– Ty znasz Kotkę lepiej. – Gorga wzruszyła ramionami. – Ale Uro dźgnął. Specjalnie odczekałam, mogłam pozbyć się go wcześniej.

– Synu, czy ty możesz skrzywdzić brata?

– Nawet kopnąć go nie mogę! – wybuchnął książę.

– Nigdy o czymś takim nie słyszałam… Spytam matriarchini Żółwicy, może ona zna podobne przypadki. Albo opowiem o wszystkim radzie.

Gorga pokiwała z aprobatą głową, po czym zapytała:

– Może cała Rada Czarowników chce zgładzić naszego następcę?

– Nieustanna gra o wpływy. Żadnemu magowi nie wolno ufać. Pamiętaj o tym, Eniaki. Ale teraz zastanówmy się, co zrobić z tym… – Ninga wskazała podbródkiem nieprzytomnego pasierba. Jej dłonie bezwiednie zacisnęły się w pięści.

– Tu nie może zostać – oznajmiła młodsza kapłanka.

– Oczywiście – przytaknęła Ninga. – Nie możemy go również zabić ani porzucić na ulicy, bo tam mógłby go dobić każdy włóczęga. Gdyby zginął syn imperatora, mag Żółwicy na pewno doszedłby, kto się do tego przyczynił… Jeśli mógłby przy okazji rzucić podejrzenia na którąś z nas…

– Uwięzić? – podsunęła Gorga.

– To na nic – odparła starsza kobieta. – Mag szybko go znajdzie, a jeśli ten gnojek odzyska przytomność, dowie się zbyt wiele. A później będzie nam szkodził, choćby z zemsty.

– A gdyby zostawić go w świątyni Królicy? – zapytał książę.

Obie kapłanki popatrzyły na niego z uznaniem.

Ostatecznie Uro, napojony winem w takiej ilości, że nie powinien pamiętać nic z mijającej nocy, trafił do jednej z luksusowych komnatek w przybytku Łagodnej, a u jego boku legła młoda kapłanka.

 

11. Spotkanie w jadalni

 

Eniaki ponownie spotkał się z bratem kilka dni później. Uro usiadł obok niego w sali jadalnej. Tutaj strażniczka, jako kobieta, nie mogła księciu towarzyszyć – została przed wejściem, żując swoje twardsze od kamieni suchary. W obliczu wroga następca najpierw uświadomił sobie własną bezbronność, aż go coś w brzuchu zakłuło. Potem doszedł do wniosku, że brat nie ośmieli się zaatakować w miejscu pełnym ludzi. Wreszcie Eniaki zdecydował, że nie włoży do ust nic, co choćby na chwilę wypuści z ręki. I tak ser nagle zamienił się w oślizgłą kulę, a placek zaczął drapać w gardle.

– Kiedy przestaniesz wiecznie chować się za spódnicą matriarchini, tchórzliwy wypierdku? – syknął Uro, skrapiając swój plaster pieczeni oliwą.

– O czym ty mówisz?!

– Kobieta, która niby to robi do ciebie słodkie oczy, jest matriarchinią Krwiożerczego. Nie udawaj, że o tym nie wiesz!

– Naprawdę? Matriarchini? Taka młoda? Myślałem, że to co najwyżej diakonessa. – Eniaki klął w duchu. Powinien był się zorientować, że Gorga rozmawia z matką jak równa z równą.

– Ojciec wspomniał, że ją rozpoznał podczas Rytuału Płodności.

Następca tronu rozpogodził się. To żaden wstyd oberwać po głowie od matriarchini boga wojny! Przypuszczalnie żaden mężczyzna w pałacu nie potrafiłby dotrzymać jej pola. Ninga musiała się naprawdę martwić o życie syna.

– Nie miałem pojęcia. A dlaczego o nią pytasz?

– Oddal ją i rozstrzygnijmy sprawę dziedziczenia tronu po męsku, w starciu.

– Zaiste! To musi być wielki honor dla dziewiętnastoletniego mężczyzny pokonać chudego piętnastolatka. Przyprowadź co najmniej dwóch skrybów i poetę, aby uwiecznili tę walkę! Jeszcze twoje wnuki będą się uczyć na pamięć jej opisu…

– Podoba mi się, jak piejesz, koguciku. – Uro roześmiał się i próbował kuksnąć brata pod żebra. Eniaki odruchowo zasłonił się łokciem, ramię starszego księcia nadziało się na przeszkodę, aż ten się skrzywił. – A więc zgadzasz się ze mną, że o objęciu tronu powinno decydować starszeństwo? A nie kaprys kobiety, matki jednego z kandydatów…

Następca triumfował. Mógł zasłaniać się przed ciosami brata! Nie był tak całkiem bezbronny! W uniesieniu drwił dalej:

– Czyli po pokonaniu mnie zamierzasz oddać władzę Batsziemu? To bardzo wielkoduszne z twojej strony, wszak nasz najstarszy brat ma tak wielki brzuch, że nie zdołałby sięgnąć do miecza przy boku…

– Jeśli Batszi wyrazi takie życzenie, chętnie stanę do walki z nim. Ale teraz rozmawiamy o starciu między nami.

– Och, tak. Ojciec na pewno pobłogosławi tego z nas, który przyniesie mu głowę brata…

– Nie zależy mi na twojej śmierci. Zupełnie wystarczy, jeśli dasz książęce słowo, że nie sięgniesz po władzę. W ostateczności okaleczę cię, żebyś nie nadawał się na imperatora. Na przykład wykastruję. A uwierz mi, ta część ciała potrafi dać mężczyźnie wiele satysfakcji… Czy to prawda, co szepczą łaziebne, że ciągle jesteś prawiczkiem?

Wściekłość i nowa wiara w siebie wydały owoce w postaci szaleńczego planu:

– Dobrze! Spotkajmy się na dziedzińcu treningowym za… sześć dni, dwie świece po zmroku.

– Myślisz, że przez te kilka dni nadrobisz lata zaniedbań we władaniu mieczem, pogromco traktatów?

– Nie. Wtedy będzie pełnia, Gorga będzie musiała wziąć udział w obrzędach w świątyni, jakoś zdołam się wymknąć jej zmienniczce.

– Jednak masz jaja, Eniaki! – Uro z rozmachem walnął brata w plecy. – Za tę decyzję będę szanował cię do końca życia.

 

12. Potomkowie Kasziru

 

Ninga otrzymała list od Tritii, matriarchini Przedwiecznej Żółwicy. Aby nikt nie poznał treści, staruszka napisała wiadomość na tabliczce, włożyła ją do glinianego pojemnika o cienkich i kruchych ściankach, wyryła imię i tytuły adresatki – Siostra Ninga, córka Maszeby, matriarchini Domolubnej Kotki, Pierwsza Żona Imperatora Aszkura II – a potem wypaliła. Dlaczego sama nie przyszła lub nie zaprosiła koleżanki do świątyni Żółwicy? Odpowiedź musiała kryć się w środku.

Ninga niecierpliwie stłukła pojemnik. Okazało się, że Tritia zakodowała treść, używając szyfru, który przyszłe kapłanki poznawały w pierwszych latach nauki w akademii. Imperatorowa korzystała z niego wystarczająco często, aby móc płynnie przeczytać wiadomość:

 

Najdroższa Siostro Ningo!

Oby Najstarsza Dwunastka nieustannie obsypywała Cię łaskami, a Domolubna Kotka sprzyjała wszystkim Twym zamiarom.

Wzięłam sobie głęboko do serca kwestię, którą poruszyłaś na ostatniej radzie. Niestety, w świątynnym archiwum nie znalazłam satysfakcjonujących odpowiedzi. Udałam się więc do Szi-En-Gar, prowincji, z której wywodzi się mag Kasziru, wspierający mocą Domolubnej Kotki i mądrymi radami Imperatora Aszkura II, oby bogowie jeszcze przez długie lata patrzyli na niego z miłością.

Oto, czego dowiedziałam się w bibliotece w Du-Eri: Kasziru po raz pierwszy ujrzał źrenicę Słonecznego Orła 413 lat temu, w maleńkiej osadzie dwa dni drogi od Du-Eri. Wioska ta nie istnieje od dawna, gdyż strumień dający jej życie zmienił bieg. Kasziru, nim stracił zapał do obcowania cielesnego, miał kilkanaście żon, a z nimi 28 synów i 31 córek (tyle dożyło szesnastych urodzin). Zgodnie z nakazami Domolubnej Kotki, kochał i dbał o wszystkie swoje dzieci, a także ich dzieci i dzieci ich dzieci… Jako wybrankowi bogini złota nigdy mu nie brakowało, więc wszyscy jego potomkowie wiedli dostatnie życie. Jeden z prawnuków Kasziru został kupcem, handlował między innymi z Nibarem. Spędzał na największej wyspie wiele czasu i miał tam co najmniej jedną żonę.

Zapewne pamiętasz, jak wielkim szacunkiem cieszą się kruszce u Nibaryjczyków. Bogactwo kupca z Szi-En-Garu zapewniało wysoką pozycję jego potomkom. Około 200 lat temu skoligacili się z arystokracją, a niedługo potem z domem panującym.

Tyle faktów zebrałam. Jak wynika z moich badań, nadobna Itsumi, a zatem i najmłodszy syn Aszkura II, oby Jego Dostojność żył jak najdłużej, są w prostej linii potomkami Kasziru.

Wysłałam młodą arcykapłankę do Nibaru, by sprawdziła szczegóły pochodzenia księżniczki, jednak nie żywię najmniejszych wątpliwości. Sama ruszam w drogę powrotną do stolicy. W moim wieku zajmuje to mnóstwo czasu, więc ślę niniejszy list, który niewątpliwie wyprzedzi lektykę.

Jeszcze raz polecam Ciebie i Twego syna opiece Pierwszej Dwunastki,

Siostra Tritia

Matriarchini Przedwiecznej Żółwicy

 

Ninga poczuła się wzruszona poświęceniem Tritii. O hierarchii wśród kapłanek Żółwicy decydował wiek. Matriarchini musiała mieć chyba ze sto lat i niechętnie opuszczała bibliotekę w sercu świątyni.

 

13. Pojedynek braci

 

Noc pojedynku nadeszła o wiele szybciej, niż Eniaki sobie życzył.

Jak najciszej przebrał się w przeszywanicę. Dziryt od ojca owinął w płótno i przytroczył na plecach. Reszta ekwipunku czekała w zbrojowni. Zdmuchnął kaganek i otworzył okiennice. Okrągły księżyc wisiał pięść nad horyzontem. Książę miał jeszcze trochę czasu, ale wcale nie za dużo.

Znowu skorzystał z używanej od dziecka drogi ucieczki z sypialni – po winorośli oplatającej północne ściany pałacu. Jeden jedyny raz chłopięca postura okazała się atutem. Eniaki podejrzewał, że pędy nie utrzymałyby dorosłego mężczyzny.

W zbrojowni założył gruby kirys torsowy. Strasznie niewygodnie robiło się to samemu, ale podociągał rzemienie, jak najlepiej potrafił. Nagolenniki, lewy karwasz. Prawe ramię zamierzał chronić tarczą. Otwarty hełm. Do pasa przypiął pochwę z lekkim i krótkim mieczem. Na wierzch narzucił paradny płaszcz w kolorze książęcej bieli. Dopiero teraz rozwinął dziryt. Grot zaświecił mdłym blaskiem. Jeszcze wielka tarcza i Eniaki był gotów do walki z bratem.

Uro już czekał. On zdecydowanie stawiał na atak, nie na obronę. Parsknął śmiechem na widok młodszego księcia:

– Aleś się opancerzył! Od razu widać, że częściej się modlisz do Żółwicy niż do Wilka! Nie zapomniałeś aby, że wilk zawsze wyprzedzi żółwia w wyścigu do nagrody? Nie mogłem wymarzyć sobie lepszej wróżby! No, zaatakuj, tchórzu! Zobaczmy, jakie serce kryjesz pod skorupą!

Długo krążyli dookoła siebie. Uro drwił bez przerwy, lecz Eniaki nie zamierzał dać się sprowokować. Tylko wywijał dzirytem nad głową i wrzeszczał. Wreszcie starszy brat skrócił dystans i wyprowadził pierwsze cięcie. Młodszy przyjął je na tarczę. Prawa ręka aż zamrowiła od siły ciosu. Wymyślony w jadalni plan już nie wydawał się taki błyskotliwy, ale teraz nie było odwrotu. Wróg ani myślał rzucać się brzuchem na żelazny kolec pośrodku tarczy ani piersią na nadstawiony dziryt, tylko bez przerwy nacierał. Miecz błyskał to z prawej, to z lewej…

 

14. Nocne obowiązki

 

Jak każdego wieczoru, Ninga krążyła po tajnych przejściach, szukając informacji. Albo czegokolwiek, co mogłaby przedstawić mężowi, aby chronić syna. Kiedyś przyrzekała, że nie zdradzi sekretów budowy pałacu nikomu, oprócz swojej następczyni, kolejnej matriarchini Domolubnej. Teraz gotowa była plunąć na przysięgi, gdyby tylko miała pewność, że będzie co pokazać Aszkurowi. Ale spiskowcy zachowywali się nieprzewidywalnie. Itsumi często spotykała się z Uro i sączyła w jego uszy jad złudnych obietnic: „Twoja tylko godna tron”, „Za twoja iść wojsko, a to waźne bardzo, bardzo”, „Twoja męźcizna, nie słuchać gadanie kapłanki”… Dzisiaj jednak najmłodsza żona siedziała samotnie w sypialni. Coś czytała w świetle kaganka. Chyba list z Nibaru, ale nie była na tyle uprzejma, by odwrócić go w stronę szpiegowskiego otworu.

Uro dokądś poszedł, jego komnata ziała ciemną ciszą, Ninga nie słyszała nawet pochrapywania. Nie spędzał również nocy u żadnej ze swoich dwóch żon.

Matriarchini wróciła myślami do listu od Tritii. Jej odkrycie wiele wyjaśniało. Domolubna nie karałaby zbyt surowo za spiskowanie na rzecz własnej rodziny czy nawet modyfikowanie zaklęcia chroniącego imperatorskich synów przed wzajemną agresją. W takim razie może nie cała Rada Czarowników knuła przeciwko matriarchiniom, tylko jeden Kasziru próbował zabić następcę i pewnie potem jeszcze zasugerować, że Uro pochodzi z nieprawego łoża. Takie podejrzenie rzucone na matkę od razu wyeliminowałoby jej trzech młodszych synów.

Szkoda, że Aszkur nie uwierzy Nindze na słowo w kwestii pochodzenia Itsumi. Zapewne udałoby się go skłonić, by poprosił czarownika Żółwicy o sprawdzenie, czy ta nibaryjska przybłęda faktycznie pochodziła od Kasziru. Niestety, nie można było przedstawić zaszyfrowanego listu imperatorowi. Jego żona musiała czekać, aż Tritia wróci, a lektyką podróżowało się tak niemiłosiernie wolno…

Służka Kotki zajrzała jeszcze do sypialni syna. Nie zamknął okiennic, księżyc oświetlał puste łóżko. Dziwne, Eniaki nigdy dotychczas nie wychodził wieczorami. Może spędzał czas z ojcem, ucząc się obowiązków imperatora? Dreszcz przebiegł po plecach pierwszej żony. Chłód wiosennej nocy czy niepokój? Kilka kroków w prawo, spojrzenie przez dziurkę ukrytą w płaskorzeźbie. Dwie kapłanki Wilka stały przed komnatą następcy! Dlaczego nie poszły za nim?!

Poczuła, że musi sprawdzić, gdzie podział się jej syn.

Pospieszyła do wyjścia z tajnego korytarza. Już miała odsunąć ruchomą płytę, gdy usłyszała jakieś głosy po drugiej stronie. To gwardziści grali w kości i popijali piwo w ciemnym załomie. Na czterdzieści dwie nogi Pierwszej Dwunastki! Nie mogli wybrać innego miejsca?!

Strach coraz silniej chwytał Ningę za gardło. Ściany w wąskich przejściach zdawały się napierać na ramiona, jakby chciały zmiażdżyć słabą kobietę. Z trudem, niemal bez tchu, dotarła do następnego wyjścia. Tutaj już nikt nie przeszkadzał. Po odsunięciu skobla deska pokryta cieniutką warstwą kamienia otworzyła się jak drzwi. Matriarchini zablokowała przejście, przekręcając tarczę wojownika na płaskorzeźbie.

Znalazła się dość daleko od sypialni syna. Ruszyła w jej stronę, z trudem powstrzymując się od podkasania sukni i biegu. Pierwszej żonie nie przystoi takie zachowanie, pierwsza żona powinna nie mieć uczuć. A jeśli już ośmieli się mieć, to nie wolno ich okazywać.

Natknęła się na pudełko ze świecami, wzięła jedną i odpaliła od pochodni na ścianie. W sercu pałacu nocą oświetlano korytarze, ale pamiętała, że w komnacie następcy będzie ciemno. Wreszcie dotarła pod drzwi.

– Gdzie Eniaki?! – wrzasnęła do dwóch strażniczek.

– Wewnątrz, dostojna siostro – odpowiedziała ta nieco wyższa.

Ninga wparowała do środka, dwie młode kapłanki tuż za nią.

Ta, która wcześniej się odezwała, zabrała imperatorowej świecę, wychyliła się przez okno.

– Tędy wyszedł! Zdarł korę i uszkodził liście! – Kobieta rozejrzała się i dodała: – Dziryt zniknął.

Ninga pospieszyła do pokoiku, w którym spała Gorga. Pomieszczenie leżało obok sypialni pierwszej żony, z dala od serca pałacu. Coraz częściej napotykała puste korytarze. Przebiegała je, aż płomień świecy tańczył spazmatycznie, a gorący wosk ściekał po palcach. Zwalniała odrobinę, do nerwowego marszu, napotkawszy gwardzistów lub służbę.

W końcu, łapczywie łapiąc hausty powietrza, załomotała do drzwi matriarchini Wilka. Ta otworzyła po chwili, rozebrana do koszuli. Na policzku miała odciśnięte fałdy poduszki, ale oczy patrzyły czujnie, a prawa dłoń trzymała obnażony miecz.

– Eniaki… zniknął… Uciekł po… winorośli… – wydyszała Ninga.

– Na dziedziniec treningowy! Dogonię cię!

Imperatorowa posłuchała bez namysłu. Gorga dołączyła do niej po czterech korytarzach. Zdążyła się ubrać, przypiąć pas z mieczem i zabrać jakąś sakwę. Złapała starszą kapłankę za rękę i ciągnęła, zmuszając do jeszcze szybszego przebierania nogami. W ogóle nie przejmowała się ludźmi, oddziałek gwardzistów idących zmienić wartowników po prostu musiał przylgnąć do ściany, by przepuścić pędzące kobiety. Mimo wysiłku służka Krwiożerczego mogła mówić bez zadyszki:

– Kilka dni temu Eniaki rozmawiał z Uro. W jadalni. Odtąd dużo trenował.

Ninga nie mogła zdobyć się na odpowiedź.

Kiedy dobiegły na dziedziniec, było już po wszystkim.

Eniaki leżał na wznak na ziemi, obok gwardziści kończyli krępować Uro. Przy następcy klęczał imperator i, przyciskając do jego twarzy ciemny od krwi płaszcz, powtarzał:

– Nie umieraj, Eni, nie umieraj! Posłałem po czarownika Kruka, zaraz tu będzie. Wytrzymaj jeszcze chwilę, nie umieraj…

– Żyje! – szepnęła Ninga z ulgą. – Wy dwaj! – Skinęła na dwóch gwardzistów, którzy już odsunęli się od związanego Uro. – Biegnijcie do świątyni Kruka, powiedzcie, co tu się stało, niech natychmiast przyślą najlepsze uzdrowicielki od ran.

– Zostańcie – zaprotestował Aszkur. – Już posłałem do świątyni.

W tym czasie Gorga przeskoczyła przez ciało, padła na kolana naprzeciwko imperatora, odsunęła jego dłonie.

– Nie tak mocno! Udusisz go! Wybaczcie, najdostojniejszy panie…

Aszkur przypomniał sobie, kim jest ta kobieta, pozwolił jej działać i puścił uchybienie w niepamięć. Gorga szarpnęła za rzemyk przy swojej sakwie, a ta rozwinęła się, ukazując wnętrze pełne kieszonek z bandażami, maściami i innymi medykamentami. Matriarchini ostrożnie zdjęła hełm Eniakiego. Starła krew z twarzy nieprzytomnego następcy i zaczęła badać ranę.

– Czym walczył Uro? – zapytała.

– Mieczem – odrzekł Imperator, po czym zwrócił się do żony: – Byliśmy z czarownikiem Puchacza na wieży astronomicznej, jak każdej pełni. Usłyszałem krzyki i zobaczyłem, że dwóch ludzi trenuje na dziedzińcu. Początkowo nie zwróciłem na to uwagi, ale gdy zauważyłem, że jeden z walczących ma mój szczęśliwy dziryt o magicznie świecącym ostrzu, a drugi białe książęce szaty… Wiesz przecież, że to niemożliwe!

– To nie jest śmiertelna rana – orzekła Gorga. – Pomóżcie mi zdjąć zbroję.

 

Epilog

 

Ninga patrzyła z rozrzewnieniem na śpiącego syna.

Przybyła wkrótce matriarchini Kruka potwierdziła diagnozę Gorgi – rana na policzku była niegroźna, chociaż obficie krwawiła. Miecz nie uszkodził kości, chłopakowi zostanie tylko blizna. Być może nawet podobna do tej, która zdobiła twarz jego ojca.

Itsumi w niełasce, Uro uwięziony we własnej komnacie, czarownik Kasziru wygnany… Oto, do czego zdołał doprowadzić Eniaki jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności! Wystarczyło, że podstawił ojcu pod nos widok Uro wywijającego mieczem. A jadowite języki ośmielały się twierdzić, że Ninga przy wyborze następcy kierowała się bardziej matczynymi uczuciami niż talentami kandydatów!

Koniec

Komentarze

Nie przeczytam dziś całości, choć mnie zaintrygowałaś i chcę wiedzieć, co dalej, a stylistycznie mi się podoba. Ale trochę długie, a akurat wpadła mi korekta własnego tekstu. Z uwag fabularnych: pogubiłam się totalnie w chronologii synów Imperatora. Wydawało mi się, że syn Ningi jest następcą, skoro to na niego ma być zamach, czyli powinien być najstarszy, ale potem wychodzi na to, że jest nim jakiś Batszi, a potem jest jeszcze Uro. Pogmatwane to, może jednak troszkę wyjaśnij, bo człowiek odruchowo myśli primogeniturą, a tu mogą być dowolne inne zasady.

 

Niemniej od razu to, co rzuciło mi się w oczy w dwóch pierwszych rozdzialikach:

 

“Jej twarz promieniowała dumą” – promieniała?

 

“zamaskowaną mozaiką dziurkę w ścianie” – mam z tym problem, bo mozaiki mają to do siebie, że potrzebują podłoża, na którym układa się tessery i akurat w mozaice dziura będzie się rzucała w oczy, a na to, żeby podglądać, we wszystkich warstwach muszą być dziury. Chyba, że któreś tam zdanie dalej oznacza, że ta mozaika jest odsuwana i zasuwana. Ale i tak topologia tego wszystkiego minimalnie mi umyka, bo tam, gdzie jest podglądana, dziura jest.

 

“Ninga znalazła syna w altance. Drobny jak na swoje piętnaście lat, o wciąż chłopięcej, szczupłej i wąskiej w ramionach sylwetce.” To się gramatycznie sypie.

 

“– To pomysł Uro, powiadasz? Ciekawam, czy twój brat również spiskuje przeciw tobie.” – mam wrażenie, że on nic takiego nie zasugerował. Mowa jest jedynie o zaproszeniu na polowanie, ale nie o spisku, a z tej wypowiedzi można by tak wnioskować.

 

“ciągle ingerował w jego wychowanie” – bardzo mi to sztywno brzmi, może wtrącał się byłoby naturalniejsze?

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Drakaino. :-)

Cieszę się, że zaintrygowałam. OK, poczekam, aż skończysz.

Tak, Eniaki, syn Ningi, jest następcą, chociaż jest trzeci pod względem starszeństwa. No, tak już jest na tym dworze i dla mieszkańców pałacu to zbyt oczywiste i naturalne, żeby w tym momencie się zastanawiać nad dziedziczeniem tronu. Później będzie miała miejsce rozmowa na ten temat, mam nadzieję, że wiele wyjaśni. Jak doczytasz, to daj znać, czy jednak potrzeba wcześniejszych tłumaczeń.

Promieniowanie. Zastanawiałam się nad tym. Skoro zgrzyta, to zmienię.

Mozaika. Kilka ciemnych płytek jest przyczepionych nie do ściany, tylko do deseczki (raczej nie bezpośrednio, a na jakimś klocku), którą można wyjąć i podglądać. Raczej, kiedy w pokoju jest ciemnawo, w południe może słabo działać. Po zakończeniu podglądania Ninga odkłada deseczkę na miejsce. Czy to jest bardzo niejasne? Wolałabym nie tłumaczyć tego dokładnie w tekście – raz, że kwestia nie wydaje mi się bardzo ciekawa, dwa, że znaków szkoda.

Nie bardzo widzę, co się posypało w tym kawałku od altanki, ale spróbuję coś z nim zrobić.

Pomysł Uro. W sensie, że zaproszenie na polowanie jest jego pomysłem. Matka się zastanawia, czy to niewinna zabawa (wykorzystana później przez Itsumi), czy ktoś mu kazał/ podsunął ideę.

Ingerowanie zostawię. Imperator to nie byle chłystek, wszystko robi z dostojeństwem. Także niweczy wysiłki nauczycieli. ;-)

Babska logika rządzi!

Ludziska oglądają mecz, a co robi Finkla? Wrzuca opko z kontry. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nietracenie czasu na oglądanie mundialu daje pewne przewagi. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet. :-)

Wreszcie ktoś przeczytał. :-)

Babska logika rządzi!

No cóż, przeczytałam i pozostałam z mieszanymi odczuciami, bo jakkolwiek nic nie mogę zarzucić wykonaniu, to sama historia mocno mnie znużyła. Mnogość postaci i natłok wydarzeń nie ułatwiały śledzenia fabuły, a przemyślnie knuta intryga dworska okazała się dla mnie mało ciekawa. Opisany świat, mimo że już się z nim zetknęłam, przytłoczył, bo zupełnie nie pamiętam jak funkcjonują świątynie różnych bogów i ich kapłanki, ale udało mi się zorientować, że magia ma tutaj wielkie znaczenie.  

 

Na brze­gu przy­cup­nę­ła świą­ty­nia Znien­no­barw­nej Flą­dry. –> Literówka.

 

tuż po pró­bie otru­cia mo­je­go wina. –> Wino można zatruć, ale chyba nie można go otruć.

 

wszy­scy jego po­tom­ko­wie to­czy­li do­stat­nie życie. –> Raczej: …wszy­scy jego po­tom­ko­wie wiedli do­stat­nie życie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Przekombinowałam, powiadasz? Hmmm. To możliwe.

Obyło się bez trupów, więc wyszło nieciekawie? ;-)

Jak funkcjonują różne świątynie, jeszcze nigdy nie pokazywałam. Ot, jeśli uznam, że któryś fragment świata jest Czytelnikowi niezbędny, to go pokazuję.

Magia ma nie tyle wielkie znaczenie, co wielką cenę. Płaci ją przede wszystkim czarownik, więc i za usługi słono sobie liczy…

Dzięki za błędy, zaraz poprawię.

Babska logika rządzi!

Pozdrowienia z nocnej warty. Moje uwagi:

 

Dyskutował z preceptorem o znaczeniu zawartego przed ponad dwudziestu laty traktatu handlowo-wojskowego z plemionami z południa. Całkiem mądrze dyskutował, zauważyła z dumą.”

 

“– Ale Itsumi o tym nie wie, prawda? – Ninga sapnęła, zirytowana, że sama o tym nie pomyślała, a Eniaki ciągnął: – Sądzi, że jeśli usunie mnie i Uro, pozostanie jej tylko garstka smarkaczy. Batszi się nie liczy.” – Kto tutaj co mówi?

 

“Ich czerwone szaty, choć jasne, skutecznie odstraszały nieproszonych gości.” → Czyli jak byłyby ciemne, odstraszałyby super-skutecznie? Niezbyt ogarniam, o co chodzi.

 

“Jednak masz jaja, Eniaki!” –> Bardzo mi te jaja nie pasują (jakkolwiek to brzmi).

 

“W zbrojowni założył ciężki pancerz.” → Hmm. Lekki pancerz to jeszcze jakoś przejdzie, ale założenie ciężkiej zbroi zupełnie samemu jest raczej niemożliwe, szczególnie jeśli mowa o chuderlawym nastolatku.

Dlaczego Eniaki tak bardzo wstydził się seksualnych rytuałów, skoro tyle razy był ich świadkiem? I jeszcze jedno, skoro zaklęcie zabraniało Eniakiemu skrzywdzić Uro (Ura? Odmienia się?), to czy niosąc go mógłby zrzucić go na ziemię, gdyby nie miał już sił dłużej go dźwigać? Zakładając oczywiście, że nabiłby mu siniaków albo coś tam obił, bo wszystko stać się może. Jeśli nie, to nie powinien być zmęczony i mógł nieść go całą drogę do świątyni. Taki magiczny life-hack. ;)

 

Tutaj marudzę:

– Nie podoba mi się bajkowa stereotypowość świata: bogowie-zwierzęta z przypisaną do nich odpowiednią cechą.

– Któryś z kolei, pozornie nieważny syn z potencjałem na władcę, okazujący się być wybrańcem losu. W dodatku gościa nie polubiłam, ot klasyczny protagonista.

– Niektóre wątki, mam wrażenie, były niepotrzebne. Kapłan mówiący niezrozumiałym językiem, list, odwracające uwagę pałacowe ploteczki… No chyba że skryłaś coś między wierszami, a ja tego nie dostrzegłam (patrz: godzina opublikowania tego posta).

– Akcja pocięta na sceny oraz zakończenie, iście cliffhngerowe, przez co niezmiernie irytujące. No okej, dostał po buzi, narozrabiał, ale co dalej? Został tym władcą czy nie? Konflikt braci się rozwiązał? Ktoś w końcu wypił tę truciznę raz a porządnie? Jeszcze coś tam w tym limicie idzie zmieścić :)

– Obrazowo jest, ale czy odpowiednio słuchowo na Słuchowisko?

 

Tutaj chwalę:

– Udana stylistyka, czuć klimat, łatwo się zanurzyć w historii – choć miałam silne skojarzenia ze Wspaniałym Stuleciem (fanem nie jestem, ale coś tam kojarzę), to dotrwałam do końca bez piachu pod powiekami. Przyznam, że atmosfera przepychu i pałacowej rywalizacji jest czymś, co niezmiernie mnie nudzi, męczy i powoduje, że wywracam oczami – jednak przeczytałam, i nie żałuję. Coś widocznie w tekście jest, choć bywa ciężkawy i monotonny.

– Światotworzenie – widać, że świat żyje, oddycha i ma się dobrze.

– Gorga. Najciekawsza IMO postać.

 

Ogólnie, czytało się przyjemnie. Niech Najstarsza Dwunastka Cię błogosławi.

 

Na koniec zacytuję klasykę, a mianowicie… ekhem, pani kochana, no gdzie tutaj jakaś porządna fantastyka? Obezwładniające zaklęcie się nie liczy, może być pomylone z jakimiś halucygenami, reakcją alergiczną na wino albo ze zwyczajnym placebo. Ja żem chciała epickiej walki na dziryty o magicznie świecących ostrzach, a mi tutaj o żółwiach i królikach piszą :( 

Dziękuję, Żongler. :-)

Powtórzenie dyskutowania jest celowe.

Kto co mówi. Cały czas mówi Eniaki, a w środku jest wtrącona reakcja jego matki. Tak, wiem, że to nieortodoksyjne zagranie. Ale wydaje mi się, że “ciągnął” powinno rozwiać wątpliwości.

“Ich czerwone szaty, choć jasne, skutecznie odstraszały nieproszonych gości.” → Czyli jak byłyby ciemne, odstraszałyby super-skutecznie? Niezbyt ogarniam, o co chodzi.

Tak. Nigdzie nie piszę tego wprost, ale kapłaństwo to babski światek i rangę pokazuje odcień kiecki. Im ciemniejszy, tym kapłanka wyżej w hierarchii. Każdy z dwunastu głównych bogów ma swój kolor. Czerwony przynależy Krwiożerczemu Wilkowi, bogu wojny. Kobieta w ciemnoczerwonej sukience naprawdę dobrze walczy. No przecież baby nie będą sobie liczyć gwiazdek na pagonach! ;-)

Jaja Eniakiego. A jeśli nie jaja, to co?

Pancerz. Przyznam, że nie bardzo wiem, jak wyglądały starożytne pancerze. Te średniowieczne – jeszcze się trafiają po muzeach, na obrazach… Z wcześniejszymi gorzej. Na filmach wyglądają raczej lekko, ale aktor też człowiek… Dla Eniakiego jedyna szansa na przeżycie to opancerzyć się, jak może najlepiej. Jeśli wiesz więcej, to poproszę o info albo linki.

Eniaki i seksualne rytuały. Nie żenowało go oglądanie rytuałów, tylko był strasznie nieśmiały w stosunku do dziewczyn, więc żadnej sobie jeszcze nie przygruchał mimo cholernie bogatego tatusia. Jak się Gorga przytuliła, to poczuł napływ sił. ;-)

Mógł rzucić brata na ziemię. Znaczy, zaklęcie nie broniło (nie pozwalało na agresję, bierny opór tolerowało). Wspominam w jednym miejscu, go niedelikatnie położył na murku.

Stereotypowi bogowie-zwierzęta. Sorry, taki mi się świat wymyślił. A stereotypy mają swoje dobre strony – bez moich wyjaśnień idzie zgadnąć, czym rządził Wilk, a czym Królica.

No, któryś syn musiał zostać następcą tronu. Gdyby to był najstarszy i fizycznie najsilniejszy, to trudniej byłoby komukolwiek mu podskoczyć. Ale że go nie polubiłaś? W pojedynku z bratem właściwie nie ma prawa wygrać, bo nie może go nawet uderzyć, i to jeszcze za mało, żeby mu kibicować?

Niepotrzebne wątki. To nie był kapłan, tylko czarownik. Hmmm. Żeby naprawdę wiedzieć, o co tu chodzi, warto znać mój poprzedni tekst z tego uniwersum, “Cenę magii”. Tak ogólnie – niezrozumiały język to część ceny, jaką mag płaci za czarowanie. Potrzebowałam tej sceny, żeby wprowadzić chociaż odrobinę informacji o czarownikach – do czego imperator ich wykorzystuje i dlaczego nie mogą pstryknięciem rozwiązać wszystkich problemów. Niby mogłam próbować oddać słowa maga, ale dopiero by mnie Darcon pobłogosławił…

List wyjaśnia, jak to się stało, że czarownik Domolubnej Kotki mógł w miarę bezkarnie mieszać przy zaklęciu.

Pałacowe ploteczki. A co konkretnie masz na myśli? Wydaje mi się, że nie ma tego dużo.

No okej, dostał po buzi, narozrabiał, ale co dalej? Został tym władcą czy nie? Konflikt braci się rozwiązał? Ktoś w końcu wypił tę truciznę raz a porządnie?

A czytałaś epilog? Tam jest podsumowanie. Jeszcze nie został władcą, bo tata żyje, ma się nieźle i dysponuje siłami na wypełnianie obowiązków. Przede wszystkim chłopak przeżył. Po drugie – zdyskredytował spiskowców. Wojowniczy brat uwięziony, zły czarownik wygnany, żona w niełasce… Teraz Eniaki nie ma liczących się wrogów. Tam właściwie nie było trucizny, tylko silny emetyk. Dopóki człowiek nie wypije więcej niż trzy krople za jednym zamachem, nic naprawdę złego mu się nie stanie.

– Obrazowo jest, ale czy odpowiednio słuchowo na Słuchowisko?

A tu już niech się Jurki wypowiadają. Sama jestem ciekawa. ;-)

Dzięki za pochwały. :-)

Wspaniałe Stulecie. Cóż, nie oglądałam ani jednego odcinka, ale z grubsza temat kojarzę. Myślę, że w każdym haremie miały miejsce podobne intrygi, ale te akurat zostały sfilmowane, więc są rozpoznawalne.

Fajnie, że świat żyje. :-)

Gorga? OK, nie będę z Tobą dyskutować. Chcesz, to ją sobie lub.

Fantastyka. No, jeśli wyeliminuje się wszystko, co fantastyczne, to faktycznie nic nie zostanie. ;-) Ale nie, zaklęcie naprawdę działa – zadziałało nawet, kiedy Eniaki w ogóle o nim nie myślał (i zanim wypił wino, więc nie przesadzajmy z alergią). Czarownicy naprawdę czynią cuda (w ramach własnej specjalizacji) – gdyby mag Kruka był na miejscu podczas pojedynku, uratowałby życie następcy, niezależnie od jego stanu. Ninga i Gorga bały się rzucić byle gdzie nieprzytomnego Uro, bo czarownik Żółwicy dowiedziałby się, że to one.

I nad Tobą niechaj Pierwsza Dwunastka czuwa. ;-)

Babska logika rządzi!

Kontynuuję lekturę.

 

“Aszkur zdjął z haków duży miecz, krytycznie przymierzył do syna.“ – mam wrażenie, że zbyt radykalnie walczysz z zaimkozą, tu akurat “go” lub “broń” by się w drugim zdaniu przydało. Nie przepadam też za takim bezłącznikowym łączeniem zdań współrzędnych, ale to może idiosynkrazja.

 

“Wpadł na pomysł – doda resztę specyfiku do naczynia!” – w tym momencie nie rozumiałam, dlaczego i po co wpadł na taki pomysł. To się tłumaczy dalej, ale czy on naprawdę wie, jaki środek dostał? Ja, czytając, miałam wrażenie, że raczej coś, co go ochroni przed śmiercią na polowaniu albo przełamie to zaklęcie niepozwalające atakować rodziny. W tym kontekście jego decyzja, żeby dodać to do reszty trunku jest trochę nieuzasadniona, chyba że chce chronić też ojca. W każdym razie tu zatrzymałam się i zapytałam “a po kiego?”

 

“– Zachwycam się zapachem – odrzekł. Drżącymi palcami wpuścił trzy krople do dzbana, duszkiem wypił wino.“ – cały dzbanek? O ile pamiętam, miały być trzy krople na kubek

 

“– Jasnoczerwoną szatę łatwo pomylić z różową – wyzłośliwił się Eniaki” – wyzłośliwił? może raczej zauważył z sarkazmem

 

“żując swoje twardsze od kamieni suchary“ – pani Szczęki z Bonda? ;)

 

Po lekturze całości: uczucia mieszane. Uniwersum mi się zdecydowanie podoba, pomysł na zwierzęcych bogów nie przeszkadza (wolę to od pseudofantastycznych imion, na które cierpi większość fantasy). Niemniej dalsza intryga przytłoczyła mnie, podobnie jak szczegóły świata, których częśćiowo musiałam się domyślać, no i zatrzęsienie postaci (początek był kameralny), mimo że wyjaśniasz kwestię następstwa tronu. Opowiadanie jest z uniwersum, ok, pewnie sięgnę po inne, ale do konkursu powinno jednak stanąć coś, co się całkowicie tłumaczy samodzielnie, a tu tego troszkę brakło. Nie bardzo, wystarczyłoby parę uwag rzuconych mimochodem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Miecz. OK, dodam zaimek. Ale spójnika nie. Nie każde zdanie musi być spod tej samej sztancy.

Wino. Masz rację, Eniaki jeszcze nie wie, co to za specyfik, dołożę kropelkę wyjaśnienia. Najpierw zaprawił własny kubek, a potem chciał dodać do wina tatusia, tknął go paraliż, w końcu wypił kubek. Może faktycznie coś rozjaśnię.

Wyzłośliwiać – jest takie słowo, a ma mniej znaków niż proponowane trzy.

Suchary. Podobno legioniści rzymscy podczas marszu żywili się głównie strasznie twardymi sucharami. Naprawdę można było połamać na nich zęby. I stąd wzięłam dietę Gorgi. Narrator, patrzący na świat oczyma Eniakiego odrobinkę przesadza w opisie.

Czyli publiczność zgadza się, że przegięłam z komplikacją intryg.

Miałam wrażenie, że opowiadanie jest samodzielne. Jasne, mogę się mylić. W “Cenie magii” wyjaśniam tylko, co tracą czarownicy, kiedy rzucają zaklęcia. Tutaj Eniaki nie ma pojęcia, Ninga może i coś podejrzewa, ale tego sekretu musi dochować, więc nie ma kto tłumaczyć. A możesz dać znać, których wyjaśnień brakuje?

Babska logika rządzi!

Wyzłośliwiać – jest takie słowo, a ma mniej znaków niż proponowane trzy.

Wiem, że jest. Po prostu mi do kontekstu nie pasuje, bo co w tym złośliwego? A z konstrukcją, jak pisałam, moja idiosynkrazja. Nie przepadam też np. za średnikami w polskich tekstach.

 

Z sucharami oczywiście żartowałam, założyłam, że to metafora, ale taki mi nagle obraz stanął przed oczami ;)

 

Jeśli chodzi o braki: trudno wskazać na coś konkretnego poza tym, co już wskazywano w związku z czarownikami i kapłankami. Aczkolwiek kwestię bogów, ich kompetencji itede łapię najłatwiej. Może troszkę o samym świecie: gubiłam się miedzy prowincjami i imperium, nie wiem właściwie, czego władcą jest tatuś bohatera…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Co w tym złośliwego? Dla nas niewiele, ale dla postaci ze świata… Czerwony to kolor Krwiożerczego Wilka (bóg wojny), różowy – Łagodnej Królicy (bogini miłości, płodności i seksu, jej kapłanki uprawiają świętą prostytucję – sugeruję to w tekście). Eniaki powiedział więc, że niskie rangą panie żołnierz łatwo pomylić z dziwkami.

Tatuś rządzi imperium. Imperium składa się z dwunastu prowincji (plus miasto stołeczne), każda pod opieką jednego z głównych bogów. Aszkur zawiera traktaty pokojowe i handlowe z państwami ościennymi (tak na poziomie plemion dogadują się książęta z pogranicznych prowincji), odprawia rytuały, rozsądza spory między prowincjami, kombinuje, co zrobić, jeśli w jednej prowincji zaraza wybije połowę kóz, a w drugiej powódź zniszczy uprawy…

Babska logika rządzi!

OK, jak wytłumaczyłaś – gra. Ale w tekście nie do końca, a słowo jest dość mocne.

 

Po wszystkich tych wyjaśnieniach mam wrażenie, że powinnaś napisać powieść, a nie opowiadania, bo świat jest solidnie wymyślony, trzyma się kupy, masz pomysł na postacie i nazewnictwo (chwała ci za to), ale opowiadania trochę nie utrzymują ciężaru. Jako uzupełnienia do powieści byłyby ok, ale to konkretne (drugie przeczytam pewnie jak już wyjadę na wakacje) jest skondensowaną fabułą krótkiej powieści…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zapewne masz rację z powieścią. Nie mam tylko pomysłu na fabułę. Póki co świat sobie dojrzewa, a ja od czasu do czasu tworzę opowiadanko, żeby mi uniwersum nie zardzewiało. Przy okazji świat obrasta w szczegóły.

Wydawało mi się, że drobne pałacowe intrygi to będzie akurat na 40-60 kilo.

Babska logika rządzi!

Widzę, że poszliśmy podobnym tropem w podejściu do konkursu. Wspaniałe Stulecie spotyka Diunę i Pana Lodowego Ogrodu!

Nie martw się, Finkla, mnie Żonglerka też zjechała, że nudne :P Ja z kolei lubię takie rzeczy. 

Chwali się para-babiloński sztafaż.

– Jak to?! A kaleki synek Deramy?

– On i tak nie nadawał się na władcę. Szkoda było marnować na niego zaklęcia.

Już wiadomo, że ten koleżka zostanie cesarzem :P

Pancerz. Przyznam, że nie bardzo wiem, jak wyglądały starożytne pancerze. Te średniowieczne – jeszcze się trafiają po muzeach, na obrazach… Na filmach wyglądają raczej lekko, ale aktor też człowiek… Dla Eniakiego jedyna szansa na przeżycie to opancerzyć się, jak może najlepiej. Jeśli wiesz więcej, to poproszę o info albo linki.

E tam, lekkie. Jak się chce, to można. Poniżej partyjscy katafrakci.

https://vignette.wikia.nocookie.net/riseofnations/images/f/f8/Parthian_Cataphracts.jpg/revision/latest?cb=20180215074631

Legioniści z czasów Cesarstwa.

http://www.gordondoherty.co.uk/_/rsrc/1447323438272/writeblog/thelateromanlegionary-armourornoarmour/6a00d83453ac7c69e2017c36f45dde970b-800wi.jpg

A tu mykeńska zbroja płytowa z XV wieku pne. Dałem zdjęcie z muzeum, bo gdybym wrzucił artystyczną wizję, to byście nie uwierzyli.

http://www.mmdtkw.org/Gr0348DendraPanoply.jpg

Pozwól więc do mej komnaty, pomożesz mi wybrać broń.

– Zaszczyconym, ojcze.

Rzadko kogo zapraszano do sypialni władcy. Dwóch gwardzistów przed drzwiami pilnowało, by nie zakradł się nikt niepowołany.

Czemu cesarz trzyma broń w sypialni? Bardzo dziwne. Wiem, że się czepiam, ale łatwo to naprawić, więc zwracam uwagę.

Robią tam wina słodkie jak kobiety.

Jakaś jungowska synchroniczność, napisałem prawie identyczne zdanie.

Syria rodzi słodkie wino i powabne dziewczęta. Skosztuj ich, niech ulżą w twoim cierpieniu.

:D

Za rok matriarchinie pozwolą ci wybrać sobie pierwszą żonę spośród młodziutkich kapłanek Domolubnej. Potrenuj, byś jej nie rozczarował w łożu. Gdy już skończysz szesnaście lat, koniecznie odwiedź świątynię Królicy. Tam się wiele nauczysz…

Czym się różnią te dwie kasty kapłanek? Dziewczyny od kotki są szykowane na żony, a od królicy są rytualnymi prostytytkami, jak kapłanki Isztar?

– Czcigodny Lugaszu, to mój syn i następca, o którym wam wspominałem.

Dziwne zdanie. Rozumiem, że czarownicy żyją na uboczu i są zajęci czarodziejskimi sprawami, ale chyba znają synów cesarza. Przedstawienie dziedzica jest na miejscu, ale aneks “o którym wam wspominałem” brzmi nieadekwatnie.

Chrapliwe, nieprzyjemne, zdawały się składać głównie z samogłosek.

Jak osiągnąć efekt chrapliwości w wypowiedzi złożonej głównie z samogłosek? Aoiee oauia oioio eaoio auaue aueia eoiao. Spróbuj to przeczytać chrapliwie :P

Kobieta zbliżała się do trzydziestki, a to świadczyło, że imperator ciągle radzi sobie z obowiązkami bez stymulująco młodych ciał.

Może jestem dziwny, ale ciała zbliżające się do trzydziestki są adekwatnie stymulujące ;D

– Ale przecież on nie mógł… – zaczął, ale ugryzł się w język.

– Celował w nerki. – Kopnęła sztylet, który zabrzęczał na kamieniach. – Masz rozcięty płaszcz.

Coś nie teges. Eniaki nie mógł strzelać do Uro nawet pacynką. Ale może zaraz się wyjaśni, w czym rzecz.

z dodatkiem naparu, który kradł pamięć,

Jeśli fabuła utworu ma się opierać na intrydze, to stanowczo odradzam takie zabiegi, jak napary odbierające pamięć, identyczne bliźniaki i w ogóle wszystkie “magiczne” środki, których zasady działania nie zostały wcześniej dokładnie opisane.

– Aleś się opancerzył! Od razu widać, że częściej się modlisz do Żółwicy niż do Wilka! Nie zapomniałeś aby, że wilk zawsze wyprzedzi żółwia w wyścigu do nagrody? Nie mogłem wymarzyć sobie lepszej wróżby! No, zaatakuj, tchórzu! Zobaczmy, jakie serce kryjesz pod skorupą!

Fajne, lubię takie gadki w środku walki :D

Na czterdzieści dwie nogi Pierwszej Dwunastki!

Rozpisałem równanie i wyszło mi 9 zwierząt czworonożnych i 3 dwunożne. Mam nadzieję, że w gronie nie było pająka.

Nieoczekiwany bonus z lektury: przypomniałem sobie z liceum, jak rozwiązywać układy równań. 

Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego Uro mógł atakować Eniakiego, a Eniaki nie mógł atakować Uro. Albo ktoś kantował nakładając na Uro zaklęcie, albo Eniaki nie jest prawowitym synem cesarza.

Wprowadzenie magii jako rozstrzygajacego czynnika w fabułach opartych na intrydze jest niezwykle ryzykowne. Trzeba naprawdę jasno i przejrzyście wytłumaczyć działanie czynników nadnaturalnych, a potem przy tym nie grzebać. Inaczej ryzykujemy zepsucie własnej intrygi. Grzegorz Marcin wie o tym bardzo dobrze i pozostawia zaklęcia w sferze mistyki oraz przepowiedni, większość knowań odbywa sie na drodze konwencjonalnej.

Szereg wątpliwości:

Czy najmłodszym synem cesarza nie jest dziecko Itsumi? 

W jaki sposób areszt domowy Uro jest sukcesem Eniakiego, skoro obaj chłopcy są jednakowo odpowiedzialni za pojedynek i powinni zostać równo ukarani?

Czyim dzieckiem jest Uro i ten gruby? Ninga jest wymieniona jako najstarsza żona, zatem najstarsze dzieci tym bardziej powinny pochodzić od niej. Czyżby cesarz miał jakieś dawniejsze małżonki, które pomarły?

Bardzo podobał mi się rytuał płodności, ogólny klimat historii, funkcjonowanie dworu z różnymi instytucjami oraz ciekawy system dziedziczenia.

Widać jednak, że “Spisek…” jest częścią większej historii. Opowiadanie jako zamknięta całość zdecydowanie na tym cierpi, ponieważ bieżące wydarzenia zostały przytłoczone ekspozycją dotyczącą innych faset przedstawianego uniwersum. Uważam, że korzystne byłoby podwojenie dialogów i radykalne przystrzyżenie ekspozycji zawartej w komentarzach narratora i przemyśleniach postaci. Zwłaszcza, że tekst ma zostać zrealizowany w formie słuchowiska. Toczone w głowie spekulacje i rozterki są najmniej interesującym formatem w tekście służacym od aktorskiego odtworzenia.

Dodatkowo jak na samodzielne dzieło, zbyt wiele wątków pozostaje niedomkniętych.

Wybraniec wybrnęła z tego “wyrzucając” rozterki i przemyślenia do dialogu z wewnętrznym “głosem”.

Serdecznie polecam taką książeczkę “Spiżowy Gniew”, niedawno wydaną przez Fabrykę Słów. Klimat jest podobny do tego, którym operujesz w “Spisku …”, dworskie intrygi w pałacach epoki brązu z malutką szczyptą fantastyki.

Chyba Jerzy Marcin ;)

 

W kwestii ataków (Uro → Eniaki tak, na odwrót nie) też się trochę zawieszam.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Wisielcze. :-)

Tak, oboje cofnęliśmy się do starożytności. Tylko Ty wziąłeś bardziej naszą. :-)

Czerpię z bardzo różnych źródeł. Tak, trochę “Diuny” też tu jest. “Stulecie” znam tylko z opowieści, ale rozumiem, że wszelkie intrygi haremowe mogą się tak kojarzyć. “Pan Lodowego Ogrodu”? Hmmm. Tego sobie nie uświadamiałam. Gdzie to widzisz? Może w trzech synach wchodzących w grę przy dziedziczeniu…

Fajnie, że widać babilońskie wpływy. Chociaż miałam nadzieję, że drobno zmieliłam i to się nie rzuca w oczy. No, ale listy na glinianych tabliczkach…

Już wiadomo, że ten koleżka zostanie cesarzem :P

Ale on już nie żyje. Jeśli mówimy o kalekim synku Daramy.

Dzięki za linki do pancerzy. Zaraz oblukam.

Czemu cesarz trzyma broń w sypialni?

Bo lubi. To bardziej kolekcja, na którą patrzy się z przyjemnością niż coś naprawdę potrzebnego. Aszkur miał wykazywać lekko wojskowe odchyły.

Czym się różnią te dwie kasty kapłanek? Dziewczyny od kotki są szykowane na żony, a od królicy są rytualnymi prostytytkami, jak kapłanki Isztar?

Dokładnie tak. Oprócz tego dziewczyny od Kotki (bogini rodziny) są przygotowywane do zarządzania. Państwem/ prowincją/ miastem… Bogini nie pozwala im na rozwody ani zdrady, a ich pozycja w hierarchii zależy od pozycji męża. Są bardzo cenione jako żony. Imperator musi poślubić kapłankę Kotki, inaczej nastąpi obraza boska, bogini odwróci się od państwa i będzie koniec świata.

Jakaś jungowska synchroniczność, napisałem prawie identyczne zdanie.

Ćśśśś! Bo zaczną nas podejrzewać o wyświechtane porównania. ;-)

Dziwne zdanie. Rozumiem, że czarownicy żyją na uboczu i są zajęci czarodziejskimi sprawami, ale chyba znają synów cesarza. Przedstawienie dziedzica jest na miejscu, ale aneks “o którym wam wspominałem” brzmi nieadekwatnie.

Tak, żyją na uboczu. Eniaki w rozmowie z ojcem jest napalony na spotkania z czarownikami, bo nigdy wcześniej żadnego nie widział, tylko słyszał mnóstwo plotek. A po co im znać synów imperatora? On ma wiele żon i mnóstwo dzieci, a czarownicy żyją po kilkaset lat, to już kolejny władca, któremu doradzają. Kto by się przejmował gówniarstwem latającym po pałacu? “Wam wspominałem” – Aszkur wcześniej mówi, że uprzedził Radę Czarowników o przyprowadzaniu następcy. Teraz przypomina magowi.

Jak osiągnąć efekt chrapliwości w wypowiedzi złożonej głównie z samogłosek? Aoiee oauia oioio eaoio auaue aueia eoiao. Spróbuj to przeczytać chrapliwie :P

Hmmm. To może być coś w rodzaju growlu. Albo raczej gardłowej wymowy. Nie wiem, jak to dobrze wytłumaczyć.

Może jestem dziwny, ale ciała zbliżające się do trzydziestki są adekwatnie stymulujące ;D

W tym świecie pełnoletność to szesnaście lat. Mógł wybrać do rytuału naprawdę młode ciałko. Pewnie na starość tak będzie robił. Albo poprosi czarownika Królicy o wsparcie. ;-)

Zaklęcie chroniące przed agresją braci. No, ogólnie wszyscy (wtajemniczeni) wiedzą, że brat nie może podnieść ręki na brata. Wydawało mi się, że list od kapłanki Żółwicy do Ningi wyjaśnia, jak to się stało, że czarownik zmodyfikował zaklęcie. To nie jest jasne?

Napar kradnący pamięć. On właściwie nie ma większego znaczenia. Lepiej, żeby Uro nie pamiętał, że zaatakował i został pokonany. Ale to tylko w kontekście pozbawiania przeciwnika informacji, a nie straszliwych konsekwencji, jeśli się wyda. Ale OK, postawię na wino i urwanie filmu.

To nie jest gadka w środku walki, tylko przed rozpoczęciem. :-) Starszy nabija się z młodszego, żeby go dodatkowo wytrącić z równowagi.

Rozpisałem równanie i wyszło mi 9 zwierząt czworonożnych i 3 dwunożne. Mam nadzieję, że w gronie nie było pająka.

Był pająk. I jeszcze jedna ryba. ;-) Koza, Niedźwiedź, Wilk, Kruk, Orzeł, Puchacz, Królica, Kotka, Lis, Flądra, Pajęczyca, Żółwica.

Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego Uro mógł atakować Eniakiego, a Eniaki nie mógł atakować Uro. Albo ktoś kantował nakładając na Uro zaklęcie, albo Eniaki nie jest prawowitym synem cesarza.

Tak, czarownik kantował. A list tego nie wyjaśnia? Wydawało mi się, że na początku tłumaczę działanie zaklęcia. A na końcu, dlaczego mag je uchylił, a bogini nie urwała mu za to łba.

Czy najmłodszym synem cesarza nie jest dziecko Itsumi? 

Tak, jest. Dlaczego pytasz?

W jaki sposób areszt domowy Uro jest sukcesem Eniakiego, skoro obaj chłopcy są jednakowo odpowiedzialni za pojedynek i powinni zostać równo ukarani?

Nie są jednakowo odpowiedzialni. Uro jest dorosły, a Eniaki jest dzieckiem. Uro podważa uświęcony tradycją wybór następcy przez kapłanki – to już prawie herezja. Eniaki nie może zaatakować brata, a Uro może – świadomie, czy nie, ale korzysta z nieuczciwego dopingu. No i zranił młodszego brata wbrew woli taty.

Czyim dzieckiem jest Uro i ten gruby? Ninga jest wymieniona jako najstarsza żona, zatem najstarsze dzieci tym bardziej powinny pochodzić od niej. Czyżby cesarz miał jakieś dawniejsze małżonki, które pomarły?

Są synami jakichś innych żon (nie wymieniam ich imion, nie mają znaczenia). Ninga jest pierwszą żoną, ale w którymś momencie smęci, że na początku rodziła same córki (nieistotne dla fabuły). Poligamia pełną gębą.

Hmmm. Wydawało mi się, że historia jest zamknięta. Uniwersum – owszem, tu pokazuję tylko potrzebne kawałki, ale historię spisku opowiedziałam całą.

Jednak zostawię opisy narratora – już i tak wiele rzeczy jest niejasnych, a przecież bohaterowie nie będą rozmawiać infodampami, powtarzając sobie rzeczy, które dawno wiedzą.

A które wątki uważasz za niedomknięte?

Dzięki, jak mi “Spiżowy gniew” wpadnie w ręce, to zajrzę.

Babska logika rządzi!

Nie martw się, Finkla, mnie Żonglerka też zjechała, że nudne :P

Ej no, przecież napisałam, że mi się podobało :D

 

 

Co do tych pancerzy, to jakimś tam dyplomowanym ekspertem nie jestem, ale:

– primo: jakie to ‘czasy’? W zależności od tego, na jakim poziomie rozwoju jest świat opisany w opowiadaniu, można dobrać odpowiednie materiały z których ludzie kują broń i zbroje, zdobią je czy tam pokrywają odpowiednimi ochronnymi mazidłami – wszystko to składa się na ewentualny ciężar pancerza i na to, jak bardzo był złożony. Prosta zbroja z brązu nie będzie równie ciężka jak np. zbroja płytowa, taką lżejszą można stosunkowo łatwo założyć (z braku historycznych przykładów popatrz chociażby jak przed pojedynkiem z Achillesem stroił się Hektor w “Troi”).

– jeżeli to było ciężkie, to przydałoby się wyjaśnić dlaczego było ciężkie. Skóra, łuski, lamelki, kolczuga, itp. Co wchodziło w skład pancerza – tylko napierśnik, czy też cała reszta (nagolenniki, nałokietniki, karwasze, kołnierz, hełm…) – znowu, w zależności od “epoki” można poeksperymentować.

– jak już kombinujemy ze starożytnymi wojami, to możesz oprzeć się mniej lub bardziej na wizerunku hoplity :

https://blogiceo.nq.pl/wkalejdoskopiestarozytnejgrecji/2014/01/25/grecka-tarcza-hoplon/

Jest jeszcze ciężkozbrojny hetajr macedoński, który nosił: “pancerz składający się z metalowego kirysu jak tors atlety, tarczy, hełmu beockiego przypominającego kształtem kapelusz“ (wikipedia). No i zawsze można spojrzeć na barbarzyńców, chociaż Twoje społeczeństwo jest zorganizowane i cywilizowane, więc bliżej mu do imperium perskiego czy rzymskiego niż do Celtów czy Hunów.

– sporo zależy od kultury i etosu walki, tacy np. Celtowie walczyli nago albo w lekkim ubraniu, wymalowani na cześć swoich bogów; Hunowie jeździli w skórach i miękkich tkaninach, by nic im nie zawadzało w strzelaniu z łuku.

– Można również użyć fantastyki, patrz mithril z Władcy Pierścieni – “lekkość puchu, wystrzymałość smoczej łuski”. Ale to już chyba droga na skróty, chociaż bardzo klimatyczna ;)

Drakaino, a czy list od kapłanki Żółwicy tego nie wyjaśnia? Bo jeśli nie, to będę musiała bardziej wyeksponować informacje i wnioski.

Babska logika rządzi!

Żonglerko, już odpowiadam.

Czasy. To się nie dzieje na Ziemi, żadna alternatywna historia. Ale przyjmijmy, że dojrzały antyk.

Hmmm. Użyłam określenia "ciężki”, żeby zaznaczyć, że najlepiej chroniący. W domyśle: spośród tych, które chłopak mógł założyć sam. Przestudiuję linki od Was i spróbuję dodać więcej szczegółów.

Nie, mithrillu nie mieli. ;-)

Babska logika rządzi!

Aszkur miał wykazywać lekko wojskowe odchyły.

W zasadzie we wszystkich kulturach aż do XIX w. każdy władca był m.in. dowódcą wojskowym (czy państwu to zawsze wychodziło na dobre, zważywszy umiejętności niektórych, to inna sprawa), a i teraz pozostało to formalnie lub symbolicznie, więc odchył wojskowy u władcy nie jest niczym dziwnym, raczej zwyczajnym. Trzymanie broni w sypialni – już troszkę dziwniejsze. Coś praktycznego, do szybkiej obrony, jeśli jest paranoiczny, tak, ale coś, co jest paradne – raczej w sali biesiadnej czy tronowej. Też to wcześniej zwróciło moją uwagę, ale nie na tyle, żeby protestować, niemniej skoro nie tylko ja…

 

Nawiasem mówiąc, Macedończycy nosili częściej hełmy iliryjskie i trackie, ale wpis w wikipedii jest zapewne oparty na pompejańskiej mozaice z bitwą pod Issos, która jest kopią obrazu późniejszego od Aleksandra (a hetajrowie to tak do Aleksandra, bo to szczególny, społeczno-politycznie warunkowany typ konnicy, a ustrój Macedonii potem się rozłazi), więc nie jest bardzo wiarygodnym źródłem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmm. Niby mogę przenieść tę rozmowę gdzieś indziej, ale wino od ulubionej żony chyba jednak stałoby w sypialni… A Aszkur zabiera syna do siebie pod pretekstem wybrania broni na polowanie. OK, zrobię przejście z sypialni do pomieszczenia obwieszonego bronią. Jak byście je nazwali? Gabinet chyba niezupełnie pasuje… Składnica ulubionej broni imperatora?

Babska logika rządzi!

A on nie ma czegoś w rodzaju gabinetu albo komnaty do prywatnych spotkań? Nie wiem, jak bardzo mocno w tym świecie opierasz się na architekturze babilońskiej (nie znam się na niej za bardzo, nie wiem, jak wyglądał rozkład pomieszczeń w pałacach), ale to fantasy, więc możesz mieć dość dowolne, byle uzasadnione i pasujące do świata wynalazki… Tak w ogóle, to idea bardzo mocno prywatnej przestrzeni jest wynalazkiem końca XIX w. i właściwie XX w., więc ta sypialnia pewnie też bywała zatłoczona ;) Może najlepiej dać mu właśnie takie coś: specjalną prywatną komnatę, do której nie ma wstępu nikt, nawet służba, bez wyraźnego wezwania?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajnie, że widać babilońskie wpływy.

Jestem wrażliwy na antyczne vibes’y. Babilion wyziera z imion ;D

“Pan Lodowego Ogrodu”? Hmmm. Tego sobie nie uświadamiałam. Gdzie to widzisz? Może w trzech synach wchodzących w grę przy dziedziczeniu…

Tak, chodzi mi o początek wątku księcia, wychowanie następców i rozgrywki o Tygrysi Tron.

Bogini nie pozwala im na rozwody ani zdrady, a ich pozycja w hierarchii zależy od pozycji męża. Są bardzo cenione jako żony. Imperator musi poślubić kapłankę Kotki, inaczej nastąpi obraza boska, bogini odwróci się od państwa i będzie koniec świata.

Kojarzą mi się z Bene Gesserit. Chciałbym zobaczyć w tym świecie wątek cesarza, który buntuje się przeciw tyranii kobiet i wyznacza własnego następcę :D

To nie jest gadka w środku walki, tylko przed rozpoczęciem. :-) Starszy nabija się z młodszego, żeby go dodatkowo wytrącić z równowagi.

Nie zrozumiałaś – ja naprawdę lubię takie dyskusje, wyzwiska i dramatyczne wymiany podczas/przed/w trakcie pojedynków.

Tak, jest. Dlaczego pytasz?

Jeśli się nie mylę, najmłodszy syn Aszkura II, oby Jego Dostojność żył jak najdłużej, jest zarazem potomkiem Kasziru.

Myślałem, że powyższy ustęp odnosi się do głównego bohatera. Skoro już jesteśmy przy liście, to nie dostrzegam, w jaki sposób wyjaśnia uchylenie zaklęcia ;/ Myślałem, że chodzi o to, że główny bohater dostaje jakieś dodatkowe dziedzictwo. Pogubiłem się w nazewnictwie i nie zrozumiałem, czy list odnosi się do Eniakiego, czy do nienazwanego syna Itsumi, a już zupełnie nie pojąłem, jakie jest jego znaczenie. Stawiałem na to dziedzictwo, które ma dalej coś wyjaśnić.

Skądinnąd list i śledztwo starej Żółwicy mi się podobały jako motyw wyjaśniający coś w intrydze. Po prostu zupełnie nie ogarnąłem, co miał wyjaśniać.

Był pająk. I jeszcze jedna ryba. ;-) Koza, Niedźwiedź, Wilk, Kruk, Orzeł, Puchacz, Królica, Kotka, Lis, Flądra, Pajęczyca, Żółwica.

Czym zajmuje się flądra?…

A które wątki uważasz za niedomknięte?

– Przed Twoim komentarzem list wydawał mi dotyczyć czegoś zupełnie innego, niż wydarzenia głównej intrygi.

– Historia zaczyna się od Itsumi i jej syna. Zazwyczaj wątek podany przez autora na samym początku jest później najważniejszy lub przynajmniej bardzo ważny. Tymczasem, w gruncie rzeczy, obu tych postaci mogłoby nie być, bo poza kolorytem nie zmieniają przebiegu wydarzeń.

– Czarownik jest wprowadzony tylko po to, żeby powiedzieć jedno (niezrozumiałe) zdanie.

Gdybym miał sam pisać tą historię, tobym napisał na szczycie kartki z konspektem:

To opowiadanie o rywalizacji dwóch braci w drodze do tronu. Jakich postaci potrzebuję, żeby opowiedzieć tą historię?

Jeśli tak postawisz sprawę, zostanie Ci najwyżej pięć postaci i opowiadanie zyska na klarowności.

Teraz, kiedy zacząłem zastanawiać się nad fabułą tak, jakbym sam o niej pisał, przyszedł mi do głowy jeszcze jeden zarzut, fundamentalny i dotyczący dramaturgii:

Bohater od samego początku ma wszystkie atuty w ręku. Nic nie stoi mu na przeszkodzie. W efekcie “Spisek…” traci na napięciu, a czytelnik nie musi trzymać kciuków za Eniakiego.

Eniaki posiada:

– Wsparcie matki, pierwszej żony.

– Jest super zdolny i inteligentny.

– Od razu dowiadujemy się, że jest wyznaczonym dziedzicem.

– Dostaje niezniszczalną strażniczkę Wilka; w ogóle całe lobby kapłanek wydaje się go wspierać.

Słowem, Uro i Batszi stanowią dużo lepszy materiał na protagonistów, niż Eniaki :D

Gruby rozpustnik mógłby okazać się szalenie przenikliwym intrygantem i sprawnym zarządcą. Prawdę powiedziawszy, udawanie nieszkodliwego sybaryty jest doskonałą taktyką na dworze pogrążonym w spiskach.

Nawiasem mówiąc: jeśli byłbym cesarzem, tobym wydziedziczył Eniakiego za angażowanie się w głupią walkę, w której jedyną szansą zwycięstwa była sytuacja, gdzie przeciwnik sam nadzieje się na kolec. Zarządzanie pańśtwem w taki sposób grozi katastrofą ;)

Gabinet chyba niezupełnie pasuje… Składnica ulubionej broni imperatora?\

Zbrojownia? :D W sumie to z bronią to rzeczywiście czepialstwo. Jeśli władca nie może nawet wyznaczyć następcy, niech ma przynajmniej dzidę na ścianie. ;)

@ Żongler sporo zależy od kultury i etosu walki, tacy np. Celtowie walczyli nago albo w lekkim ubraniu, wymalowani na cześć swoich bogów; Hunowie jeździli w skórach i miękkich tkaninach, by nic im nie zawadzało w strzelaniu z łuku.

Celtowie wynaleźli kolczugę ;D A Hunowie posiadali formacje katafraktów.

Ciężka zbroja w antyku – żaden problem. Finkla nie potrzebuje wchodzić w szczegóły – ciężka zbroja to ciężka zbroja, nie popełnia w tym wypadku żadnej niedorzeczności. Ludzie szybko zdali sobie sprawę że zbroja jest fajna i warto nie ginąć.

Dlatego szalenie mnie śmieszą wszystkie fabuły filmów i powieści, gdzie zbroja ma grubość papieru i jest przebijana przez strzały, a super-szybki zwinny bohater za pomocą zwiewnych uników i precyzyjnych uderzeń pokonuje pancernego behemota.

W starciu z pancernym, nieopancerzony powinien uciekać. 

Prowadzę jednoosobową, literacką krucjatę w tej kwestii i dlatego w swojej, ekhm, powieści fantazy umieściłem multum przypadków, gdy zbroja ratuje życie i zatrzymuje ciosy.

Drakaino, na architekturze babilońskiej opieram się słabo – za mało o niej wiem. Nawet obawiam się się, że z ich glinianych cegiełek trudno byłoby zbudować mury z tajnymi przejściami w środku. Ale co ja wiem o budownictwie, wytrzymałości palonej/ suszonej na słońcu gliny i takich tam…

Więc nie tylko Babilon, z różnych kawałków wybieram. Hej, mam dwanaście prowincji… Męską jadalnię, do której Gorga nie mogła wejść, wzięłam z greckiego andronu.

OK, dam Aszkurowi prywatną komnatę bez specjalnej nazwy.

 

Wisielcze, tam jest nie tylko Babilon. Gorgę wzięłam sobie ze spartańskiej kultury. Ale fakt, że większość głównych bohaterów ma imiona bazujące na sumeryjskich.

Kojarzą mi się z Bene Gesserit. Chciałbym zobaczyć w tym świecie wątek cesarza, który buntuje się przeciw tyranii kobiet i wyznacza własnego następcę :D

Trochę tak, ale bardziej kapłanki jako całość. BG były bardzo wszechstronne, ja porozdzielałam trochę funkcje: kapłanki Wilka walczą, Królicy uwodzą, Kruka – leczą itd.

Wątek niezły, ale cholernie ryzykowny. Dla władcy. Każdy ma jakieś problemy – susze, powodzie, ataki obcych. Tak łatwo jest zwalić winę za wszystko na heretyka, który podeptał tradycję…

List i wyjaśnienia. No to chyba muszę to podkreślić – stara kapłanka dowiedziała się, że Itsumi być może jest pra(pra…)wnuczką czarownika Kotki. Dlatego on spiskuje przeciw legalnemu następcy, żeby oddać tron jej synowi. A bogini rodziny na to pozwala, bo w końcu facet dba o rodzinę.

Czym zajmuje się flądra?…

Bogini wody, rybołówstwa, żeglugi…

Itsumi i scena z czarownikiem. No nie, jednak Itsumi i jej syn tłumaczą “bunt” maga Kotki. A czarownik – coś muszę o nich powiedzieć. Żeby później nie było, że informacja o czterystu latkach spada z sufitu. I pokazuję wygląd, żeby tym bardziej zaskoczyć, że takie coś może mieć żyjących potomków. Uważam, że Czytelnik potrzebuje tego kawałka informacji. I żeby nie było pytań “A dlaczego imperator nie może tego czy owego rozwiązać za pomocą magii?”. Nie może, bo zaklęcia kosztują. Im większy cud, tym wyższa cena. Wygląd i niezrozumiałość czarownika wiążą się z ceną, chociaż to nie wynika z tekstu.

Mówisz, że Eniaki ma za łatwo? Może tak być… Ale to już jest tak fundamentalne, że nie dam rady tego zmienić. Dałam mu jednak jakieś wady: fizycznie jest słaby i raczej tchórzliwy. Ma migreny… To chłopaczek zagrzebany w księgach. A przeciwko niemu jest czarownik. A i ojciec czasem chlapnie coś przeciwnikom…

Tak, cała Rada Matriarchiń go wspiera. To w końcu ich kandydat, syn kapłanki…

Nawiasem mówiąc: jeśli byłbym cesarzem, tobym wydziedziczył Eniakiego za angażowanie się w głupią walkę, w której jedyną szansą zwycięstwa była sytuacja, gdzie przeciwnik sam nadzieje się na kolec. Zarządzanie pańśtwem w taki sposób grozi katastrofą ;)

Ale plan Eniakiego polegał niezupełnie na tym. Nadziewanie się na kolec to tylko podpucha. ;-) Eniaki chciał doprowadzić do tego, że tatuś zobaczy, jak starszy brat go bije. Chociaż nie powinien być do tego fizycznie zdolny. Następca specjalnie wybrał noc, kiedy imperator jest na wieży (wspominam o tym wcześniej w tych lekceważonych opisach. I jeszcze kłamie, że wtedy Gorga będzie w świątyni, a pokazuję, że wcale nie jest.), wziął świecący dziryt i od samego początku wrzeszczy, zamiast walczyć. Kurczę, bałam się, że to będzie oczywiste. Postawił na obronę i się opancerzył, żeby jak najdłużej wytrzymać.

Podoba mi się stwierdzenie, że nie muszę wchodzić w szczegóły.

OK, dyskutujcie między sobą o zbrojach i innych takich, chętnie poczytam.

Babska logika rządzi!

Ponieważ nie zrozumiałem znaczenia listu, to zarówno czarownik, jak i Istumi wydali mi się wyrwani z kontekstu.

Obawiam się, że główny zwrot akcji przeszybował mi nad głową. Whooosh! :(

Ale plan Eniakiego polegał niezupełnie na tym. Nadziewanie się na kolec to tylko podpucha. ;-)

Nie pomyślałem, że on to robi intencjonalnie.

Warto byłoby w jakiś sposób wydobyć wynikające z listu fakty. Bo w samym liście nie pada nawet imię Itsumi, a naprawdę powinno. Z faktu, że czarodziej jest krewnym syna Itsumi (który też powinien dostać imię), nie wynika jeszcze majstrowanie nad zaklęciem Uro. 

Mówisz, że Eniaki ma za łatwo? Może tak być… Ale to już jest tak fundamentalne, że nie dam rady tego zmienić. Dałam mu jednak jakieś wady: fizycznie jest słaby i raczej tchórzliwy. Ma migreny… To chłopaczek zagrzebany w księgach. A przeciwko niemu jest czarownik. A i ojciec czasem chlapnie coś przeciwnikom…

Szczerze mówiąc to ta postać bardziej pasuje na antagonistę. Przebiegły, tchórzliwy faworyt, wspierany przez wszechwładną lożę kapłanek. ;) Moje sympatie w naturalny sposób ciążą ku pozostałym synom, którzy są w gorszej sytuacji.

Teraz rozumiem fabułę w sposób następujący:

Czarownik z Kesziru zepsuł czar na Uro, żeby Uro mógł zabić wyznaczonego następcę. Wówczas Eniaki zostałby usunięty z drogi jako martwy, a Uro – jako morderce. Najstarszy syn jest bezużyteczny, więc tron dostałby się synowi Itsumi (który naprawdę potrzebuje imienia).

Chyba dobrze rozumiem, ale dopiero po trzykrotnej wymianie komentarzy, więc możliwe, że pozostali czytelnicy też nie zajarzą.

Moja propozycja wyłożyć kawę na ławę w liście. Kapłanka Żółwia mogła przechwycić po prostu korespondencję omawiającą spisek i w liście do pierwszej żony opisać plan Itsumi oraz czarownika. W obecnej formie list nie spelnia swojego zadania. Dla bohaterów stanowi zaledwie poszlakę, nie zaś dowód, a czytelnikowi tym bardziej niewiele wyjaśnia.

To rozwiązanie nosi niestety znamiona deus ex machina, bo żaden z bohaterów nie odkrywa samodzielnie spisku, są o nim informowani przez postać z zewnątrz.

Cała intryga opiera się też na naiwności Uro: chłopak wierzy, że jeśli zabije brata, to zostanie cesarzem. Co więcej, zabijając brata (w pałacu!) obciąża dodatkowo swoje stronnictwo, bo automatycznie zdradza, że ktoś grzebał przy jego zaklęciu (co jest niedozwolone). Dlaczego Uro miałby to robić? Na polowaniu rzeczywiście można symulować wypadek, ale w pojedynku, na pałacowym dziedzińcu…

NIeprzemyślane postępowanie wojowniczego syna potęguje wrażenie faworyzowania głównego bohatera.

W innej karcie już wprowadzam proponowane zmiany. Imię Itsumi dopisałam do listu. OK, napiszę, że to już udowodnione. Związek między byciem przodkiem imperatorskiego syna a mieszaniem przy zaklęciu już podkreśliłam.

Przechwytywanie korespondencji między czarownikiem a Itsumi mi się nie podoba. I nie widzę, jak miałaby to zrobić kapłanka, która nawet nie mieszka w pałacu. Żółwica to bogini wiedzy, jej kapłanki mają archiwa i biblioteki w świątyniach. Kwerenda biblioteczna wystarczy.

Synowi Itsumi na razie jednak imienia nie dam. Już i tak niektórzy się skarżą na natłok postaci, a smarkacz jeszcze nie potrafi mówić.

Przebiegły, tchórzliwy faworyt, wspierany przez wszechwładną lożę kapłanek. ;) Moje sympatie w naturalny sposób ciążą ku pozostałym synom, którzy są w gorszej sytuacji.

No, popatrz, a ja mam raczej na odwrót – lubię, kiedy inteligencja triumfuje nad brutalną siłą.

Czarownik z Kesziru zepsuł czar na Uro, żeby Uro mógł zabić wyznaczonego następcę. Wówczas Eniaki zostałby usunięty z drogi jako martwy, a Uro – jako morderce. Najstarszy syn jest bezużyteczny, więc tron dostałby się synowi Itsumi (który naprawdę potrzebuje imienia).

Zasadniczo tak. Tylko czarownik ma na imię Kesziru, a nie pochodzi z Kesziru. Zepsuł czar na następcę – tylko jego można atakować. Między piętnastoletnim Eniakim a niemowlakiem jest jeszcze całe stadko dzieciaków, ale to są jeszcze dzieciaki, spiskowcy później się nimi zajmą. Oj tam, uparłeś się na to imię.

To rozwiązanie nosi niestety znamiona deus ex machina, bo żaden z bohaterów nie odkrywa samodzielnie spisku, są o nim informowani przez postać z zewnątrz.

Ale przynajmniej wcześniej podrzucam tropy – że według plotek czarownicy żyją bardzo długo, że w Nibarze kruszec jest wyjątkowo cenny… Ninga nie odkrywa tego sama, ale prosi o pomoc swoją Radę Matriarchiń. Cholera, żałuję, że ze względu na ograniczenie liczby wypowiadających się postaci nie mogę pokazać żadnego zgromadzenia Rady.

Cała intryga opiera się też na naiwności Uro: chłopak wierzy, że jeśli zabije brata, to zostanie cesarzem. Co więcej, zabijając brata (w pałacu!) obciąża dodatkowo swoje stronnictwo, bo automatycznie zdradza, że ktoś grzebał przy jego zaklęciu (co jest niedozwolone). Dlaczego Uro miałby to robić? Na polowaniu rzeczywiście można symulować wypadek, ale w pojedynku, na pałacowym dziedzińcu…

Tak, on jest mięśniakiem, nie mózgowcem. I wie, że ojciec go lubi (te wojskowe ciągoty Aszkura). Ale nie chce zabić Eniakiego – w rozmowie w jadalni wspomina, że wystarczy na przykład wykastrowanie. I już po Rytuale Płodności… Ale Uro nie wie, że zaklęcie w ogóle zostało rzucone. Eniakiemu zdradza to matka w wielkim sekrecie i z zastrzeżeniem, żeby nawet ojcu tego nie mówił.

Babska logika rządzi!

Po długim czasie dobrze pamiętam poprzednie opowiadanie z Twojego uniwersum, Finklo. Byłam bardzo kontent po lekturze. Więc od chłopa ze wsi (czy miasteczka), przyprowadziłaś nas do pałaców. Ja tam jestem zadowolona z kondensacji, ale zgadzam się, to mogłaby być spokojnie powieść. Intryga jest poplątana, bo w końcu bracia walczą o tron. Jeszcze daleko do poziomu np. ze “Strzały Kusziela”, więc nie jest źle. Nie można się pogubić aż tak i nie trzeba wracać do poprzednich rozdziałów, aby ogarnąć o co chodzi.

W obranej przez Ciebie “przytłaczającej” formie całe serie fantasty pisano – Norton i Świat Czarownic, McCafferrey. Teraz nie przejdzie w wydawnictwach, ale co tam. Po lekturach tych książek (konkretnie uniwersum Świata Czarownic) nie mam problemu z czytaniem powieści w pigułce.

 

A dyskusja pod tekstem także bardzo zacna :D

Dziękuję, Deirdriu. :-)

Miło mi, że pamiętasz tamten tekst. To był szewc, nie chłop, ale to drobiazg.

Tak, w moim świecie są również pałace. I życie w nich wcale nie musi być łatwe, przyjemne i bezpieczne.

Naprawdę uważasz, że fabuły starczyłoby na powieść? Hmmm, to by tłumaczyło, dlaczego często książki fantasy mnie nudzą.

Dołączaj się do dyskusji, zrobi się jeszcze zacniejsza. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, on jest mięśniakiem, nie mózgowcem.

To jest trochę redukcjonistyczne ujęcie problemu, nie?

Ale Uro nie wie, że zaklęcie w ogóle zostało rzucone.

Rzeczywiście, padła taka informacja. Trochę dziwne, że chłopcy nigdy nie próbowali się pobić w dzieciństwie; wtedy istnienie czaru wyszłoby na jaw.

Między piętnastoletnim Eniakim a niemowlakiem jest jeszcze całe stadko dzieciaków, ale to są jeszcze dzieciaki, spiskowcy później się nimi zajmą. Oj tam, uparłeś się na to imię.

To zmniejsza skuteczność zamachu, bo Itsumi i Kesziru ryzykują wykrycie mordu na dziedzicu (potworna zbrodnia, która skreśli ich na zawsze) a w zamian nie uzyskują tronu, tylko konieczność dalszego mordowania.

Podsumuję, gdyby ktoś się chciał włączyć.

Na plus:

– Świat i tło

– Konwencja fabularna (intryga); wymagająca i ciekawa

– Wciągająca forma

Na minus:

– Intryga jest poplątana i nie wszędzie zrozumiała

– Nadmiar postaci

– Bohater ma zdecydowanie za łatwo (i antagoniści podejmują suboptymalne decyzje, żeby pomóc bohaterowi wygrać)

Poglądowo podrzucam taki materiał o budowaniu rywalizacji :D

https://www.youtube.com/watch?v=6frTFL27mnU

Ożeż… Dobrze, że nie ma obowiązku czytania komciów.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Albo redukcjonistyczne podejście, albo streszczenie.

Między nimi jest cztery lata różnicy. To dużo, zważywszy, że byli wychowywani w pałacu, a nie w M3. Inne niańki, inne zadania, inne zajęcia…

Synowie pomiędzy rywalami. Eniaki lada moment ma być oficjalnie ogłoszony następcą. To bardzo utrudni jego sprzątnięcie. A wcześniej spisku nie było, bo synek Itsumi ma dopiero roczek, a ona sama jest na dworze od dwóch lat. No i już dopisałam zdanie, że czarownik zamierza poddać w wątpliwość ojcostwo imperatora w przypadku Uro. W takim wypadku jego młodsi bracia też mogliby wypaść z gry.

Co do materiałów poglądowych – przynajmniej nie wykorzystuję trójkąta miłosnego. ;-)

Babska logika rządzi!

Darconie, może to i dobrze, że nie czytasz, bo spojlerów tu jak mrówków. ;-)

Babska logika rządzi!

Co do materiałów poglądowych – przynajmniej nie wykorzystuję trójkąta miłosnego. ;-)

Nie no, wydaje mi się, że z tej listy należy Ci sie tylko zarzut o nierówny “poziom mocy” :D z drugiej strony Uro jest figurantem, a prawdziwa konfrontacja toczy się między matkami, a synowie to tylko pionki na planszy.

Jest jeszcze czarownik, a może nawet rywalizacja między Radą Matriarchiń a Radą Czarowników. :-)

Babska logika rządzi!

To byłoby świetne rozwinięcie tematu. Wspierany przez potężne siły Eniaki zostaje wypchniety na tron po złotych stopniach i wszystko mu sprzyja. Po objęciu władzy orientuje sie, że tak naprawde nie wolno mu niczego uczynić samodzielnie, we wszystkim zależny jest od matki i jedyne co może, to powiesić dzidę na ścianie albo pojechać na łowy :D

Co zrobiłby w takiej sytuacji? Pewnie próbowałby wbić klin między kapłanki poszczególnych kultów albo sprzymierzyć się z czarownikami przeciw kapłankom. A może sprowadzi nowy kult lub sprzymierzeńców zza granicy? Albo padnie ofiarą sił,które wyniosły go do władzy: może kapłanki okaleczą go lub ogłupią nakotykami i ustanowią regencję? Co na to matka? Może zmieni strony i wesprze własne dziecko, tracąc tym samym zaufanie matriarchiń?

Niezupełnie tak. W chwili, kiedy Eniaki wstąpi na tron, matriarchinią Domolubnej Kotki zostanie jego żona, kapłanka. Ninga zostanie byłą, sub-matriarchinią z tylko dekoracyjnymi funkcjami. Kołem zapasowym, gdyby młoda imperatorowa zmarła przy którymś porodzie.

Ale wątek rywalizacji między Radami wydaje mi się obiecujący.

Babska logika rządzi!

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Alea iacta est. ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. 

Bardzo ciekawe uniwersum, które ma w sobie pewną magię i wciąga. Łapałem się nawet na odczuciu, że szkoda mi, że zaraz skończę czytać i wrócę do rzeczywistości. Intryga też ciekawa, no i fajne zakończenie.

Napisane dobrze, choć osobiście wolałbym więcej fajerwerków w narracji. Żeby styl był nie tylko efektywny, ale też efektowny. I żeby pojawiło się więcej emocji. :)

Imion, funkcji i zależności jest rzeczywiście za dużo i utrudniają odbiór. Starałem się więc nie rozkminiać za dużo, tylko przyjmować wszystko jak jest i skupić się na fabule.

Czepię się teraz trochę przewrotnie – rozumiem, że chcąc uniknąć powtórzeń używałaś zamiennie imion postaci, ich stanowisk w którymś z “zakonów” lub też roli w rodzinie. Tyle tylko, że zwiększało to mętlik. :) Fakt, dość szybko zapamiętałem, że Eniaki to następca, a Ninga to jego matka i jest żoną imperatora, ale już z innymi postaciami i ich określeniami miałem trochę kłopotu. Nie na tyle, żeby nie zrozumieć przekazu, ale na tyle, żeby musieć co jakiś czas przystawać i zastanawiać się o kim mowa.

Mam wrażenie, że gdyby wyciąć nieco informacji opowiadanie nabrałoby dynamiki i lekkości.

Tak czy inaczej, klik jak byk.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję, El Lobo. :-)

Fajnie, że uniwersum przypadło Ci do gustu. Tak, ma w sobie magię. Ale cholernie drogą. ;-)

Ech, musiałam oszczędzać znaki i poskąpiłam na fajerwerki narracyjne. A pewnie kilka uspokajających opisów dobrze by zrobiło… Na emocje u mnie nie ma co liczyć. Jeśli coś mi się uda w tym temacie, to fartem.

Nie Ty pierwszy twierdzisz, że dużo bohaterów. No, ale nie widzę za bardzo możliwości wycięcia kogoś. Wielożeństwo niesie swoje problemy i tłok w haremie. Ewentualnie czarownika Lugasza by się dało, ale upieram się, że ekspozycja świata na tym ucierpi.

Hmmm. Tak, w ramach unikania powtórzeń używam czasem funkcji albo “starszej kapłanki” czy “ojca”, ale wydaje mi się, że już i tak jest sporo imion. Zgodnie z radą Jeroha pod którymś tekstem.

Pewnie po wycięciu nabrałoby lekkości. Ale zrobiłoby się bardziej papierowe. Coś za coś.

Fajnie, wreszcie będzie jakiś punkcik na drodze do B. :-)

Babska logika rządzi!

Akurat Lugasz jest na tyle charakterystyczny, że nie stanowi problemu. BTW: prawie jak Łukasz. ;)

Że bardziej papierowe – tu się nie zgodzę, choć i upierał się nie będę. Wydawało mi się, że sporo informacji można by pominąć, ale, wybacz, nie będę teraz ich wyszukiwał. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Lugasz/ Łukasz? Nie pomyślałam o tym. Ci ludzie nie znają ł. Ninga/ Kinga? ;-) Względnie Nina.

Hmmm. Nie mogę również wykluczyć, że za bardzo przywiązałam się do swojego świata i trudno mi się powstrzymać przed chwaleniem, jaki to on fajny.

Ale chyba większości odbiorców świat się podoba.

Babska logika rządzi!

Mnie też się podoba, chodzi mi tylko o ilość danych do przetworzenia. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Z tym że widzisz, część tych danych to strzel strzały Czechowa. No i trzeba je odrobinkę zamaskować, żeby nie rzucały się w oczy. ;-)

Babska logika rządzi!

Dziryty Czechowa. ;)

Ok, no dla mnie było tego trochę za dużo, ale co człek to opinia. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Słusznie, dziryty. :-)

Możliwe również, że przekombinowałam z fabułą. Człowiek się uczy przez całe życie i głąbem umiera. Gdybym nie musiała liczyć znaków, rozpisałabym się bardziej w wielu miejscach. Pewnie wyszłoby mniej gęsto, dało czas na oswojenie się z postaciami…

Babska logika rządzi!

Tego rodzaju fabuła wymaga zadania sobie dwóch cholernie ważnych pytań:

  1. Ile postaci jest mi NIEZBĘDNIE potrzebne do opowiedzenia historii? I bezlitośnie wyciąć wszystkich niekoniecznych bohaterów. Zwykle, po głębszym przemyśleniu sprawy, można skompresować najważniejsze cechy dwóch lub więcej postaci w jedną osobę.
  2. Ile scen jest mi NIEZBĘDNIE potrzebne do opowiedzenia historii? I bezlitośnie wyciąć wszystkie nadmiarowe. Zwykle, po głębszym przemyśleniu sprawy, można skondensować dwie lub więcej scen w jedną. Jeśli scena pełni tylko jedną funkcję w fabule, to zwykle można zmodyfikować ją tak, żeby pełniła przynajmniej dwie.

Przykro mi, Finkla, że nie mogłem Ci kliknąć, ale nie wykupiłem jeszcze tego perka :( A zrobiłbym to bez wahania, bo Twoje opowiadanie to poważna, wielowątkowa i logiczna fabuła. Mało osób na portalu w ogóle podejmuje takie wyzwanie. Większość tekstów posiada znacznie prostszą konstrukcję, śledząc losy jednego-dwóch głównych bohaterów, z jednym zwrotem akcji w finale.

Nie dość, że podjęłaś rękawicę uplecenia złożonej intrygi, to jeszcze dałaś jej barwne i bogate tło. Uważam, że po drodze popełniłaś sporo błędów konstrukcyjnych, ale to nie umniejsza pozostałych walorów “Spisku”.

Możliwe również, że przekombinowałam z fabułą.

Według mnie fabuła była dosyć prosta (jedynie przy liście musiałem przystopować), ale tło trochę przytłoczyło. Tak jak inni pisali – dużo bohaterów. Od jakiegoś czasu dużo czytam kryminałów Christie i bardzo u niej lubię to, że przedstawi wszystko bardzo jasno, jak dla dziecka, ale intrygę wymyśli taką, że ho ho. Wtedy fajnie można pogłówkować. U ciebie było na odwrót, prosta intryga, zagmatwane tło. Nie sprzyja myśleniu.

I ze złego to właściwie tyle, bo reszta mi się podobała. Bardzo ładnie napisane, to po pierwsze. 

Świat też ciekawy. I to wszystko zapada w pamięć. Bulgoczący magowie (wiem, że to miało brzmieć jak mowa samymi samogłoskami… ale wyobraźnia mnie gdzieś poniosła), Najstarsza Dwunastka, zaklęcie anty-morderczo-rodzinne, nawet dziwna forma dziedziczenia. 

Pani G. na plus, szczególnie w scenie, kiedy udowadnia wyższość łysej łepetyny nad tą z włosami ;) Też uważam, że to najlepsza postać, jak ktoś wcześniej zauważył. 

Fajny mieli tam sposób, żeby plony były obfite. Spryciarze.

I to chyba tyle… Skoro 50K czyta się bez sprawdzania, czy dużo jeszcze, to oznacza, że punkcik się należy :)

 

W ostateczności okaleczę cię, żebyś nie nadawał się imperatora. – brakuje na.

Wisielcze, ale wiesz, że gdyby przeprowadzić reductio ad absurdum, to zostanie nam jeden bohater wygłaszający jeden monolog?

Może to ośli upór, ale raczej nie będę usuwać postaci ani scen. OK, taki Rytuał Płodności niby nie jest niezbędnie potrzebny do fabuły. Ale wyjaśnia, dlaczego Uro wystarczy wykastrowanie brata, nie musi go zabijać. I dlaczego w następnej scenie Eniaki i Gorga włóczą się samowtór po mieście. I pokazuje kawałek świata – mówi o dwunastu prowincjach, o obowiązkach imperatora, o wierzeniach ludu…

Klikanie. Spoko, jeszcze z tydzień i będziesz mógł bibliotekować teksty pośrednio. Mam mimo wszystko nadzieję, że to tego czasu moje opowiadanie uzbiera te pięć głosów. I życzę Ci pióra w jak najbliższej przyszłości. :-)

No, takich głównych-głównych bohaterów, to i u mnie jest tylko dwoje: wszystkie sceny są z punktu widzenia Ningi albo Eniakiego.

Cóż, powoli zaczynam przychylać się do opinii, że błędy były. :-(

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Karolu. :-)

No to zdania odnośnie komplikacji fabuły zaczęły się dzielić…

Uparcie wierzę, że bogate tło to zaleta. ;-)

Miło, że reszta się spodobała.

Bulgocze to mag od Flądry. ;-)

Też lubię scenę z szarpaniem następcy za kłaki. ;-)

Rytuał Płodności. Tjaaak, szkoda, że podobne rytuały przepadły w mroku dziejów, nie? ;-) I ciekawe, jak obecne głowy państwa by się sprawdziły. No, ale to niestety wyklucza rządy kobiet… Tyle ich, że następcę wybierają.

Dzięki, dodam brakujące na.

Babska logika rządzi!

Jeśli chodzi o fabułę mogę nie być wiarygodnym źródłem. Nadmiar kryminałów mi szkodzi – już nie wiem, co jest skomplikowane, a co nie. U Ciebie intryga po prostu nie sprawiła mi żadnego kłopotu (oprócz, jak wspomniałem, listu – ale to wyjaśniło się w komentarzach). Raczej potykałem się na zapamiętywaniu, kto jest kim i jak to jest z tym dziedziczeniem.

Od Flądry to ten Gulasz? Czy może Lugasz, łatwo się pomylić :P 

Ano szkoda, bara bara na polu i wszyscy zadowoleni ;) I władca i ludzie. Win-win :)

Wisielcze, ale wiesz, że gdyby przeprowadzić reductio ad absurdum, to zostanie nam jeden bohater wygłaszający jeden monolog?

Dlatego reductio ad absurdum nie jest formą merytorycznej krytyki. Te zasady to nie mój pomysł, ale wskazówki zalecane przez dużo mądrzejszych ode mnie ludzi.

Może to ośli upór, ale raczej nie będę usuwać postaci ani scen.

Nic nie usuwaj, bo to wymaga rekonstrukcji opowiadania. Sugeruję Ci raczej metodę, którą warto zastosować na przyszłość. Rozpisanie konspektu i kondensacja scen oraz postaci.

Rytuał Płodności jest super, tego rodzaju sekwencji nie warto usuwać. Można najwyżej pomyśleć, jak w tą piękną, kolorową scenę włożyć jakieś informacje, które zaprocentują dalej w intrydze.

Tyle ich, że następcę wybierają.

To fajne w Twoim świecie. My w Europie przyzwyczailiśmy się do feudalnej primogenitury, ale ludzkie społeczeńśtwa znają przeróżne modele dziedziczenia. Warto eksplorować ten temat.

 

Karolu, list już zmieniałam, żeby był bardziej dosłowny. Nadal jest niejasny? Na czym się zawiesiłeś?

Lugasz jest od Kozy.

I jeszcze kapłanka usatysfakcjonowana. Chociaż pewnie trochę zmarznięta. Ale za to koleżanki jej zazdroszczą… Jednak nie da się zadowolić wszystkich. ;-)

 

Wisielcze, zapomniałam po tej uwadze o reductio postawić uśmieszek. Ale miał tam być.

Zasadniczo tak mocno nie krytykuję powyższych reguł. Tylko wydaje mi się, że moje teksty (zwłaszcza ten) już i tak są dość gęste. Staram się wprowadzać postacie stopniowo, a i tak ludziom się mylą. Do piątego rozdziału wprowadzam, potem to już głównie akcja – któraś strona próbuje popchnąć fabułę. OK, scena z czarownikiem jest dyskusyjna. Ale upieram się, że potrzebna do szerszego oglądu.

Miałam rozpisany konspekt.

Rytuał Płodności – tam są potrzebne informacje. Pokazuję, dlaczego wykastrowanie następcy uniemożliwiłoby mu objęcie władzy. I w jaki sposób imperator stara się zwalczać nieurodzaj. Czytelnikowi pozostawiam domyślenie się, że radę na temat wyboru kapłanki ze skłonnością do ciąż mnogich dostał od Lugasza. Taki przekaz, do czego można wykorzystywać długowiecznych czarowników oprócz traktowania ich jak złotych rybek.

Wiesz, jestem babą. Może nie walczącą feministką, ale lubię równouprawnienie. To i staram się wyrównywać… :-)

Babska logika rządzi!

Czytałem dzień po tym, jak wstawiłaś tekst, a więc chyba pierwszą wersję, bez poprawki. Teraz już wszystko jasne.

Napisałem taki tekst o mamucie, gdzie było społeczeństwo matriarchalne i matrylokalne, a jednak nikt nie docenił mojego wkładu w batalię o reprezentację władzy kobiet w literaturze :((

Tylko wydaje mi się, że moje teksty (zwłaszcza ten) już i tak są dość gęste. Staram się wprowadzać postacie stopniowo, a i tak ludziom się mylą.

Czasem jak mi ktoś marudzi to też mam wrażenie, że po prostu nie czytał uważnie :P więc rozumiem Twoją frustrację.

Karolu, no to w porządku.

 

Wisielcze, a widzisz, jak ciężko mają feministki? ;-) Czasami faceci mają tak durne pomysły, że to aż przykre…

No, do frustracji to mi chyba jeszcze daleko. Ale mam odruch bronienia własnych tekstów jak Ninga Eniakiego. Ale czasem coś zostaje dzięki krytycznym uwagom poprawione…

Babska logika rządzi!

Nie spędzał również nocy u żadnej ze swoich dwóch żon.

Czemu Uro jest ohajtany jak nie ma jeszcze podanego oficjalnego następcy?

 

czarownik Kasziru wygnany…

Nie wiem, czy ogarnęłabym wątek maga, gdybym nie rzuciłam okiem w komentarze. 

Samo zaklęcie też mnie nie przekonuje – że też nigdy nikt się do bójki nie zbiera? Nogi nie podstawi?

 

Taki nijaki ten chłopak – dopiero na końcu okazuje się, że jest naprawdę bystry, ale wcześniej to taka mimoza. Jak mam go polubić, to wolałabym od razu ;)

I would prefer not to.

Dziękuję, Wybranietz. :-)

A czemu ma nie być ohajtany? Bogaty z domu, sławny, dobra partia. Matriarchinie odmówiły mu kapłanki Kotki za żonę, de facto oznajmiając światu, że nie popierają jego kandydatury, ale to jeszcze nie znaczy, że facet nie może założyć rodziny.

A co pozostaje niejasne w wątku z magiem?

Zaklęcie. Ono powstrzymuje przed świadomą agresją. Dopóki dwulatek nie wie, że pacnięcie szpadelkiem boli, to może pacać. Nogę można podstawić – to dość bierny atak, jak zasłonięcie się łokciem. No i dzieci mogą być wychowywane oddzielnie. Albo i niańki mogą wyczuć sytuację i straszyć dzieciaki “jak będziesz bił brata, to cię bogowie pokarają paraliżem”.

Nijakość chłopaka. Hmmm, starałam się, żeby był bystry przez cały czas. Od samego początku mądrze rozmawia z nauczycielem, aż mamusia jest dumna. Po dowiedzeniu się, że wino tatusia pochodzi od dybiącej na niego macochy, postanawia je zatruć. Potem przy wszystkich mówi mamie, że miał poślizg w zażyciu kropelek i prosi o pomoc. Zna sytuację gospodarczą kraju. Który piętnastolatek się w tym orientuje? Podczas uczty, kiedy wszyscy są zdegustowani zachowaniem dzikuski, chłopak zastanawia się, z czego wynikają odmienne zwyczaje w Nibarze. Podsuwa pomysł zostawienia brata w odpowiednim miejscu… Nic z tego nie zażarło?

Babska logika rządzi!

  1. Jak się ohajta, to sam przyzna światu, że pogodził się z tym, że następcą tronu nie będzie. Czyli, wypada z gry. No chyba, że jest _aż_taki_ głupi.
  2. nie wiem ;P czytałam wcześniej komentarze, ale z samego listu nie wynika, że mag zdjął czar z Uro. Może jakby Itsumi mu poszeptała że ‘Kaszmiru czar nałożyć, ty wielki wojownik być’? Ale to musiałby się wypowiedzieć ktoś inny.
  3. zasłonięciem się łokciem to obrona, noga to atak chyba mnie bierny niż strzała zakończona pakułami? No i d o tego: Wiedział, że miękko zakończona strzała nie wyrządzi mu żadnej krzywdy, Tu nie ma świadomej agresji.
  4. Może ja nie jestem dość bystra ;P Ale pierwsza część z trucizną zostawiła mnie z wrażeniem ‘posłuszny synek tiger mommy’, O gospodarce kraju jako następca tronu musi coś wiedzieć, szczególnie, że go tego uczą; co do uczty – no fajnie, że się zastanawia, ale powinien zastanowić się raczej dlaczego baba po dwóch latach w pałacu dalej uważa to za dobry pomysł – to nie jest trudne do skorygowania a muszą tam mieć nauczycieli manier. I czemu im tych udek na talerz nie odłożą, bo co – ci nie-japońscy muzycy je zębami w locie łapią? Więc zaskoczyło dopiero jak coś zrobił sam.

I would prefer not to.

Może ja nie jestem dość bystra ;P Ale pierwsza część z trucizną zostawiła mnie z wrażeniem ‘posłuszny synek tiger mommy’,

Też odniosłem takie wrażenie.

Scena o gospodarce: miałem nawet zwrócić na to uwagę, że lepiej byłoby przytoczyć tą dyskusję, bo odnarratorska uwaga, że dyskutował mądrze, ma ograniczoną wymowność.

1. To niezupełnie tak. Kapłanki odmówiły jednej ze swoich za żonę, więc nie akceptują faceta. W jakimś stopniu już wypadł z gry. Ale życie toczy się dalej. Braci multum, tylko jeden (najprawdopodobniej) obejmie kiedyś tron. Gdyby nagle kosmici wybili pozostałych facetów z rodu, Uro zostanie władcą. I wtedy w trybie pilnym dostanie żonę-kapłankę. Szesnastkę świeżo po akademii albo jakąś wdowę w wieku bardziej zbliżonym. Już nie będzie pierwszą żoną, ale tradycji stanie się zadość. To, że Ninga jest pierwszą żoną Aszkura oznacza, że wszystko odbyło się “po bożemu”. Ale nie zawsze tak jest.

2. Itsumi wcale nie musi wiedzieć, że jest taki czar. Dobrze, dodam przy rozkminach Ningi.

3. Łokieć, noga i strzała. To pewnie kwestia osobistej wrażliwości i przekonań. Mnie się wydaje, że własne kończyny mogę umieszczać, gdzie chcę (dopóki upatrzone miejsce nie znajduje się wewnątrz krewnego), od drugiej strony zależy, czy się nadzieje na łokieć albo potknie o nogę. A strzała, nawet ćwiczebna, to wypuszczenie pocisku z dużą prędkością w stronę brata. I czar na to nie pozwala.

Zresztą, może być tak, że czar jest nieco bardziej złożony i brzdące w wieku przedszkolnym są z niego częściowo wyłączone – ich nie da się skrzywdzić, ale one mogą pobić się ze sobą, kopnąć przewijającą mamę i rzucić drewnianym zwierzątkiem w tatę. To są szczegóły i nie mają znaczenia dla fabuły.

4. Mamusia nic nie mówiła o zatruwaniu wina tatusia i zwalaniu winy na Itsumi. :-) Następcą jest dopiero od niedawna. Właśnie – sam się tego domyślił.

Zachowanie Itsumi na uczcie. Nie tak łatwo się pozbyć nawyków, które od dzieciństwa wpajano człowiekowi. Czy Japonka, która została ściągnięta do Europy i wydana za mąż, nie pracuje, z tubylcami spotyka się od święta, a z mężem w łóżku, po dwóch latach oduczy się kłaniania? Ja sądzę, że nie, ale nie mogę się podeprzeć żadnymi konkretami.

Babska logika rządzi!

A co złego w byciu posłusznym synkiem?

Wisielcze, wtedy musiałabym dać coś do powiedzenia nauczycielowi, zrobiłoby się jeszcze więcej postaci do ogarnięcia i podkładania głosu. No i musiałabym dalej brnąć w szczegóły świata, tym razem niezbyt interesujące i widowiskowe.

Babska logika rządzi!

Dlatego zdecydowałem się nie pisać tego we wcześniejszych komentarzach, żeby uniknąć udzielania sprzecznych wskazówek.

Idealna byłaby taka sytuacja, że ten przypadkowy dialog daje czytelnikowi jakaś informację, która jest potem potrzebna.

W powieści – tak, tam można byłoby dodać sporo. Dialogi z nauczycielem, zebrania Rady Matriarchiń… No, mogliby rozmawiać o tym nieszczęsnym rolnictwie i nieurodzaju.

Babska logika rządzi!

Wciągnęło mnie. Po prostu czytałam i chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Trochę mało analityczny ten mój komentarz, ale co poradzę – po prostu dobrze mi się czytało.

Kliknęłam do Biblioteki.

Dziękuję, Ninedin. :-)

Spoko, nie będę narzekać na brak dogłębnych analiz w komentarzu. Podoba mi się, jaki jest. ;-)

Cieszę się, że tekst wciągnął.

Babska logika rządzi!

Przejrzałem pobieżnie komentarze i zauważyłem, że były skargi na zbyt skomplikowaną intrygę i gubienie się w bohaterach. Melduję więc, że żadnego z powyższych nie uświadczyłem, intryga wydała mi się wręcz zbyt prosta. I teraz zastanawiam się, czy to dlatego, że uważniej czytałem, czy też dlatego, że Twoje opowiadanie było przerwą od lektury "Konfederacji barskiej", gdzie stopień pokrętności intryg jest o wiele wyższy ;D

Opowiadanie zaciekawiło na początek, ale z czasem zaczęło lekko nudzić i koniec niestety tego nie wynagrodził. Jest taki… bezbarwny. Używając języka Nigdzieczłeka – zabrakło mi jakiegoś bardziej efektownego koncertu fajerwerków. Pochwalić muszę światotwórstwo, które jest dla mnie największym atutem tekstu.

W kwestii intrygi – zastanawia mnie, że najstarszego syna wszyscy spisywali na straty. Przecież jeżeli na dworze znajdowali się bardziej ambitni możnowładcy, czy urzędnicy, to taki kandydat na władcę byłby idealny. Wystarczyłoby mu zapewnić jego małe przyjemności, a całą władzę oddawałby swemu ministrowi/ministrom. Tak więc wydaje mi się, że powinna istnieć frakcja wspierająca Batsziego.

Czy dobrze myślę, że każdy czar powodował, iż czarownik bardziej upodabniał się do boga, któremu służył? Jeśli tak, czy dźwięki wydawane przez czarownika nie powinny zostać zidentyfikowane przez bohatera jako meczenie?

Na ścianach rozwieszono wspaniałą kolekcję orężów

Chyba "oręży"?

Oręż jest chyba niepoliczalny. Moim zdaniem “oręża”.

Dziękuję, Światowiderze. :-)

Czyli stronnictwo zbyt prostej intrygi rośnie w siłę. Ech, gdzie się podziewa ten złoty środek, kiedy jest najbardziej potrzebny. ;-)

Szkoda, że środek i koniec znużyły. Dobrze, że chociaż światotwórstwo daje radę.

Frakcja Batsziego. Niby racja, że dla wszelkich warchołów to byłby doskonały władca. Ale jeszcze ci możnowładcy musieliby mieć jakąś siłę przebicia. A tu Rada Matriarchiń popiera Eniakiego, imperator – Uro, czarownik – synka Itsumi… Weź, zadrzyj z nimi wszystkimi naraz. Przy czym matriarchinie mogą odmówić każdemu obcemu kandydatowi kapłanki za żonę. To trochę tak, jakby papież ogłosił, że nie koronuje danego faceta, bo coś tam.

Skutki czarowania – brawo Ty! Być może Eniaki miał takie skojarzenia (chociaż to jednak jest zmiksowane z ludzką mową), jak już się otrząsnął z szoku, ale gdybym to napisała wprost, to byłoby za łatwo.

Oręż. Psiakość, już sama nie wiem, jak to się odmienia, ale zaczynam podejrzewać, że nie ma liczby mnogiej. Zdaje się, że szukałam odmiany i albo nic nie znalazłam, albo jakieś niespecjalnie godne zaufania “orężów”. Zastanowię się, co z tym fantem zrobić.

 

Edytka: “Oręża” brzmi nieźle. Dzięki, Wisielcze. :-)

Babska logika rządzi!

Gdybym miała narzekać, to doczepiłabym się stosunkowo mało efektownego zakończenia, ale to chyba byłoby czepianie na siłę. Zakończenie jak zakończenie, może nie wywołało dreszczy, lecz sensownie domknęło fabułę.

Podoba mi się świat pałacowych intryg, rytuałów i wiarygodnej religii. Widać, że pomysł dopracowany, a wykonanie, jak to u Finkli, porządne. Bohaterowie, choć trochę ich było, zostali przedstawieni tak, że nie gubiłam się w fabule i nie musiałam upewniać się, kto kim jest.

A intryga, moim zdaniem, wyszła taka w sam raz. To jednak opowiadanie, nie powieść, więc gdyby ją bardziej rozbudować, łatwo byłoby stracić wątek.

Może miałaś inne opowiadania, które bardziej trafiały w mój gust, lecz jestem usatysfakcjonowana lekturą. Powodzenia w konkursie. :)

Dziękuję, Rosso. :-)

Pewnie, gdyby starszy zadźgał młodszego brata, byłoby bardziej efektownie. A jak młody ukręcił spiskowi łeb, to cienko. ;-)

Miło mi, że świat się spodobał. Tak w sensie uniwersum, jak i pałacu.

I cieszę się, że nie gubiłaś się w bohaterach.

No, to i ja jestem usatysfakcjonowana z kolejnego zadowolonego Czytelnika. :-)

Babska logika rządzi!

Czuję się przywołana do porządku…

Tekst czytałam jakiś czas temu, niestety na telefonie, w autobusie, a to nie są okoliczności dobre do wpisywania komentarza :( A potem jakoś tak, umykało, umykało, umykało…

 

Na początek muszę (taki wewnętrzny przymus) przyznać, bo chyba jeszcze tego nie zrobiłam, że podziwiam Twoje zdolności dzielenia opowiadań na rozdziały i ich tytułowanie. Napisane lekkim stylem stają się w jakiś sposób jeszcze lżejsze – przynajmniej w moich oczach. Dzięki temu czyta się jeszcze lepiej. Bo koniec każdego rozdziału powoduje maleńką przerwę na niecierpliwe pytanie – i co dalej???

Nie wiem, czy to coś dla Ciebie znaczy, ale tym razem nie było zabawnie. Wyszło normalnie poważnie. Ciekawa intryga, dobre, żywe postaci. Spodobał mi się następca tronu – dzieciak potrafi kombinować i wybrnąć z sytuacji (picie “trucizny”). 

Podsumowując – bardzo mi się podobało. Wciągnęło i czytało się samo.

 

PS. prawie zapomniałam – masz pozdrowienia od Jacka :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Śniąca. :-)

No. Kopnięcie w kostkę nadal działa. ;-)

Dzielenie jest proste. Jak się skończy jedna scena, a zanim zacznie się następna, wstawiasz gwiazdki albo śródtytuł. Tylko trzeba pisać krótkie sceny.

Mnie też lepiej się czyta podzielony tekst. Nie wyglądam niecierpliwie końca bloku liter…

To chyba dobrze, że tekst tym razem nikogo nie bawi (oj, żeby mi się zaraz nie zgłosili uchachani Czytelnicy). To miały być prawdziwe emocje – chłopak może zginąć, a jego matka nie chce do tego dopuścić.

Fajnie, że tak postrzegasz następcę. Tak miało być. Bystry, myślący młody człowiek.

Dzięki, też pozdrów Jacka ode mnie. :-*

Babska logika rządzi!

Dzielenie jest proste.

Teoretycznie wiem, jak się to robi :) Tu miałam na myśli, że poza Tobą ciężko mi teraz wskazać kogoś innego, kto robiłby to tak zgrabnie. Nawet jeśli, to nie zapadło mi nic w pamięć. A choćby rozdziały Partii na kacu wciąż mi tkwią w głowie. 

 

Pozdrowię, ucieszy się :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Do tytułów “Partii na kacu” wyjątkowo się przyłożyłam – szukałam gier słownych, dwuznaczności, połączenia terminów z gry i zwykłego życia…

Babska logika rządzi!

Wreszcie zaczynam nadrabiać zaległości czytelnicze. Trafiło na Ciebie. Cieszysz się? ;P

Na pewno nie będę jedyna, która uważa, że ten tekst jest inny, niż reszta Twoich tekstów, które dotychczas czytałam. (Komentarze przejrzałam pobieżnie) Moją uwagę zwrócił przede wszystkim brak charakterystycznego dla Ciebie humoru i dość spokojna akcja. Mimo iż opisujesz wydarzenia dość dramatyczne, zabrakło mi jakoś towarzyszących im emocji.

Postaci barwne, ale u Ciebie to norma, a świat bogaty. Momentami nawet zbyt bogaty, jak na tak krótki tekst (w książce pewnie by się sprawdził). Czasami gubiłam się między tymi wszystkimi matriarchiniami i świątyniami. Tak więc tekst inny, ale mimo wszystko przypadł mi do gustu.

Tu się zastanowiłam:

Wprawdzie w stolicy zimy trwały dłużej i miejscami śnieg ciągle zalegał na polach, szczególnie na południowych zboczach,…

Wydaje mi się, że z racji świecącego słoneczka, to na południowych zboczach śnieg znika w pierszej kolejności. :)

 

Dziękuję, AQQ. :-)

Pewnie, że się cieszę. :-)

O braku humoru już było (czasem się udaje, może nawet kiedyś nauczę się włączać go i wyłączać według potrzeb), ze spokojną akcją jesteś pierwsza. Brak emocji – obawiam się, że tego języka nie opanuję.

Będę twierdzić, że bogaty świat to zaleta. ;-)

Zbocza północne i południowe. A, to zależy, na której półkuli jesteśmy.

Babska logika rządzi!

Emocje podkręcają akcję, więc może dlatego wydawało mi się, że spokojnie. Nie podałaś lokalizacji. :P

Ale jak wsadzić emocje do opowiadania? Mam taki problem, że często odbijam się od tekstów, które podobają się innym. Gdzie ludzkość widzi gorące uczucia, ja widzę tani sentymentalizm i próbę manipulowania mną przy pomocy guziczka “mam horom curke”. Jest informacja, że matka walczy o życie syna? Jest, na samym początku. Dlaczego to nie wystarcza?

Bo i tak nazwa nic by nikomu nie powiedziała – to nie na Ziemi, tylko w wymyślonej krainie. Ale konsekwentnie sygnalizuję, że to południowa półkula – winorośl też porasta północne ściany.

Babska logika rządzi!

Zbyt dużo uczuć też może wywołać odruch wymiotny, więc łatwo przesadzić.:) Kurde, piszę z telefonu i mam małe okienko, więc trudno mi się rozpisywać

Mój odruch wywołuje już jedno X straszliwie rozkochane w Y…

OK, poczekam, aż dorwiesz się do kompa.

Babska logika rządzi!

Bo widzisz, Finkla, w przypadku rozkochania jednego X w Y, to najczęściej bardzo łatwo przesadzić i wpadnie zbyt słodkopierdząco, ale mamy jeszcze inne uczucia, którym towarzyszą emocje: strach, tęsknota, radość… (dopisz sobie resztę. :) ) I tutaj jest pole do popisu. :)

Pole jest. Pytanie, jak je zaorać, żeby coś wyrosło i nie były to chwasty? Jaki jest Rytuał Płodności?! ;-)

Babska logika rządzi!

Rytuał płodności, według mnie potraktowałaś “po łebkach”:

Imperator – do wtóru sprośnych piosenek – jak najszybciej jął rozgrzewać wybrankę. Wkrótce kobieta zaczęła pojękiwać z rozkoszy. Jeśli udawała, robiła to bardzo przekonywająco. Niedługo potem i mężczyzna osiągnął spełnienie, co zebrany tłum powitał radosnymi owacjami.

Ot, bzyknął kapłankę i tyle. W dwóch zdaniach. Tu aż się prosi o coś więcej, i niekoniecznie o jakiś bardziej szczegółowy opis, ale o to, co czuł, czy był obojętny, itd… ;D

 

Ale to jest z punktu widzenia Ningi. I już piszę, że jest zadowlona z wyboru wyjątkowo płodnej kapłanki. Cholera, trudno mi wczuć się w kobietę oglądającą, jak mąż rytualnie bzyka inną. Mam napisać, że imperator, mimo swoich czterdziestu jednej lat, nadal ma jędrny tyłeczek?

Czy dodanie jeszcze jednego POV (i to jednorazowo) nie pogłębi wrażenia natłoku bohaterów?

Babska logika rządzi!

Myślę, że w tym społeczeństwie jest to na tyle normalne, że żona się nie przejmuje.

Inna sprawa, to w normalnych warunkach takie rytuały są ryzykowne, bo rozmnażają potencjalnych pretendentów i destabilizują sukcesję. Ale w tym świecie istnieje najwyraźniej mocno utrwalony system dziedziczenia, który zapewnia spokój i zapobiega wojnie domowej.

Mam napisać, że imperator, mimo swoich czterdziestu jednej lat, nadal ma jędrny tyłeczek?

Napisz! XD

Ninga też może być dobrym obserwatorem i wie jak on reaguje w pewnych sytuacjach. ;) Może to jakoś skomentować.

Wisielcze, tak, to normalnie, więc Ninga się nie przejmuje. Ale coś tam czuje – jeśli nie zazdrość, to współczucie.

Nie, dzieci kapłanek Królicy nie dziedziczą. Zbyt niepewne ojcostwo. Wychowują się w świątyniach, a potem zostają personelem technicznym.

 

AQQ, OK, to coś dopiszę.

Babska logika rządzi!

Finkla, o ile sam opis jędrnego tyłka czterdziestojednoletniego faceta może być i interesujący, to raczej chodzi mi o emocje, jakie ten widok wywołuje. ;D

Zażenowanie? ;-)

Ech, i pewnie jeszcze ma wyjść niezbyt śmiesznie… Jak tu pisać o dupie Aszkura z poważną twarzą? ;-)

Babska logika rządzi!

Dupa cesarza, kusi i przeraża.

To nie pisz o dupie, napisz o czymś innym. ;)

O, właśnie, Wisielec dał przykład, jak to może wyglądać.. ;-)

Już nawet nie chcę wnikać, co “inne” miałaś na myśli. ;-) OK, pokombinuję. Ale nie teraz. Późniejszym popołudniem albo wieczorem.

Babska logika rządzi!

Pięknie tę dupę ubrałeś w słowa, Wisielcze. :D

Zużyta dupa imperatora

A żona myśli: “Czy aby nie chora”?

Babska logika rządzi!

OK, dodałam trochę w akapicie zaczynającym się od “Służki Królicy doprowadziły koleżankę do rozścielonego płaszcza“ i dopisałam następny.

Jeśli macie ochotę, rzućcie okiem, czy tak lepiej.

Babska logika rządzi!

Rzuciłam okiem.

Sama dorównywała wiekiem imperatorowi i ekscesy na zamarzniętej ziemi dawno straciły urok dzikiej przygody.

Według mnie, to tak nie działa, ale to Twoja bajka i Twoja bohaterka. :D

Zostaw już, nie poprawiaj.

Dzięki za info. Hmm, czyli Ty miałabyś ochotę pogzić się na trawniku tak gdzieś w marcu? ;-)

Co nie poprawiaj, jak nie zapytam, to się nie dowiem!

Babska logika rządzi!

Na jakim trawniku? Toż Imperator “zdjął z ramion płaszcz podbity futrem, rozesłał na ziemi”. Jakby do tego nie lało, to kto wie? ;)

A zapomniałam, że Lugasz skojarzył mi się z Gulaszem. :D

 

 

O tak, bo futerko pod tyłkiem to super izolacja termiczna, kiedy jesteś goła… ;-)

Nie lało. Nie wspominałam o tym, ale na podstawie wróżb i obserwacji nieba kapłanki wybrały na Rytuał pogodny dzień. Za to pod wieczór zrobiło się zimno, może nawet mroźnie i mięcho podczas uczty bardzo stygło. ;-(

Nie jesteś pierwsza z Gulaszem. Acz mniej głodni idą w stronę Łukasza. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

4, 3, 2, 1…

Dziękuję, Jurorze Darconie. :-)

Babska logika rządzi!

O tak, bo futerko pod tyłkiem to super izolacja termiczna, kiedy jesteś goła… ;-)

W takiej sytuacji coś innego podnosi temperaturę.

 

Jurki szyfrem gadajo. :)

Skoro tak twierdzisz…

Ano, gadajo. Ale NWM przynajmniej idzie przetłumaczyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Dupa cesarza, kusi i przeraża.

“Kusi” czyli bodzie królicę kusią, gdyż pośladki są odpowiedzialne za ruchy frykcyjne.

Serio, to dobra scena, doskonale odpowiada folklorowi antyku, który łączył w rytuałach pierwotną drapieżność i cywilizowane wyrafinowanie.

A, tak to należy interpretować. A ja, głupia, myślałam, że zebrani też by chcieli nadstawić kuperka imperatorowi… ;-)

A nic o symbolizmie orania pola i rozprowadzenia zapłodnionej ziemi po całym kraju? Tam się nie tylko bzykanie odbyło. ;-)

Babska logika rządzi!

przeczytawszy :)

Tylko nie "Tęcza"!

A ja napisawszy. ;-)

Dzięki, Jurorko Tenszo. :-)

Babska logika rządzi!

Taki mam trochę dzisiaj czytelniczy nastrój, więc trochę nadrabiam braki… A Finkla to gwarancja jakości :) I oczywiście tym razem też się nie zawiodłam. Podobają mi się bohaterowie, intryga, opisy i pomysł na świat. Jestem wyjątkowo zadowolona z lektury, a niestety nie mogę już klikać do biblioteki, bo dawno kliknięte… to nominuję :)

Dzięki, Katiu. :-)

Czytelnicze nastroje nie są złe, wpadaj w nie częściej. ;-)

Miło, że nie rozczarowałam. I fajnie, że aż tyle elementów doceniasz.

Biblioteka, zaiste, już dawno temu skompletowana.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam :)

A ja napisałam. ;-)

Dzięki, Jurorko Werweno. :-)

Babska logika rządzi!

Lubię zamkowe intrygi. Dobrze prowadzisz swoją historię, nie gubiłem się w niej, a jednocześnie wszystkie zależności rodzinne odpowiednio ją komplikowały. To, co niewątpliwe jest zaletą opowiadania, to wyraziści i łatwo rozpoznawalni bohaterowie. Każdego obdarzyłaś innymi charakterystycznymi cechami, co spowodowało, że każdy z nich chciał osiągnąć praktycznie ten sam cel, ale na swój sposób. Tak to właśnie powinno wyglądać. :)

Trochę gorzej jest z samą fabułą, powstało sporo takich opowieści i trudno jest zaskoczyć czytelnika czymś nowym. R. R. Martin poszedł w uśmiercanie swoich (głównych) bohaterów, łby spadały z karków często i gęsto. Nie mówię, że oczekiwałem tego w Twojej historii, ale przyznam, że przydałoby się więcej dramatycznych wydarzeń. Niestrawność dwójki bohaterów i rana na policzku to trochę zbyt mało. Czyli zabrakło mi dramatu w dramacie.

Są też w opowiadaniu ciekawostki, spodobał mi się rytuał płodności, jest oryginalny. Nie mam też nic do mocy magów, nie jestem pewien, czy to właśnie nie pod Twoim opowiadaniem toczyła się dyskusja, jaką to powinni albo nie powinni posiadać moc. Najczęściej w tym zakresie ufam Autorce. Dopóki nie trafiam na błędy logiczne, dopóty każdy może posiadać, co sobie Autorka wymyśli. Kupuję to, jeśli świat trzyma się kupy, a u Ciebie nic specjalnie w tym zakresie mnie nie raziło. Przeszkadzało za to wrzucenie i wyrwanie z opowieści w trakcie jej trwania. :) Opowiadanie jest jak kilka rozdziałów z powieści. Co prawda to nic złego, ale (chyba) wolałbym bardziej zamknięty utwór. Na pewno nadaje się na słuchowisko, dużo się dzieje, są piękne kobiety i silni mężczyźni, czyli wszystko to, co wszyscy bardziej lub mniej świadomie kochają, ale…

Jesteś już dużą dziewczynką, Sylwio. Więc nie muszę sadzać Cię na kolanie i opowiadać bajeczek. Cały czas czekam na coś pokroju Nagrody Wojownika i będę ciągle na ten temat gadał, aż napiszesz. Niewielu ma takie zdolności jak Ty, więc nie rozumiem, dlaczego schowałaś je w kąt.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dziękuję, Jurorze Darconie. :-)

Fajnie, że intrygi przypasowały a bohaterowie odpowiednio się różnili. No, gdyby to byli bliźniacy jednojajowi, historia potoczyłaby się całkiem inaczej. Ale nie mieszajmy w tekst polityki…

Fabuła. Ech, myślałam, że kombinowanie z zaklęciem chroniącym synów władcy, bo czarownik jest przodkiem jednego z nich, to jeszcze mało wyeksploatowany temat… ;-)

Dramat, powiadasz. Hmmm, ja nie Martin, nie lubię zabijać swoich bohaterów. No, nie bez potrzeby. Czyli, gdyby Uro za karę został stracony, wyszłoby lepiej? Ale czy w takim wypadku ojciec wydający wyrok wypadłby wiarygodnie?

Moc magów. W tym świecie każdy czarownik jest przypisany do jakiegoś boga i może dokonywać cudów w ramach jego dziedziny. Dlatego imperator do rannego syna wezwał maga Kruka (bóg śmierci) – on może uratować dowolnego człowieka. Wyleczyć, zamortyzować upadek, wydobyć z wody… Albo zabić. Obecny na miejscu czarownik Puchacza (bóg nocy, snów i wróżb) nie mógł nic poradzić, bo to nie jego działka. Mógłby co najwyżej zesłać sen na Eniakiego, choćby i proroczy.

Pokroju “Nagrody”… To zamiast marudzić, wyjaśnij, co jest w “Nagrodzie”, a czego nie ma tutaj. Bo ja nie wiem. Serio. Oba teksty są warsztatowo przyzwoite. W obydwu kobieta próbuje zrozumieć, co jest grane i dlaczego świat jest taki niesprawiedliwy. “Nagroda” bardziej wiąże się z realem, “Spisek” dzieje się w wymyślonym przeze mnie świecie. Ten jest dłuższy, ma, IMO, więcej zwrotów akcji i lepiej pokazany świat.

Babska logika rządzi!

Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem i jednocześnie zmartwiłaś. Chciałoby się powiedzieć, wszystko. Jednocześnie jeśli sama nie wiesz… Myślałem, że nie będę potrafił Ci odpowiedzieć, ale to nagle stało się (dla mnie) oczywiste. Za dużo konkursów, za dużo przeczytanych opowiadań, za dużo pracy redaktorskiej. Dając innym, odebrałaś coś sobie.

Czyż to nie zabrzmiało dramatycznie?

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Zabrzmiało dosyć mistycznie.

Nie bardzo w to wierzę. OK, doba nie jest z gumy, ale nie wydaje mi się, że “Spiskowi” brakło czasu. I sądzę, że pomagając innym, sama też się uczę. Od nich, od słowników, które muszę przy okazji otworzyć, od wymiany komentarzy…

Babska logika rządzi!

Masz rację, Finklo, widzę wiele podobieństw pomiędzy oboma utworami. Moje “wszystko” zabrzmiało zbyt dramatycznie i może innym wypaczyć obraz całości. A nie o to chodzi.

To, co dzieli te opowiadania, to emocje. W Nagrodzie poruszają, w Spisku (tylko) zaciekawiają. Piszesz świetną literaturę rozrywkową (choroba, więc dlaczego nie słuchowisko?), ale tak naprawdę literatura rozrywkowa, która się sprzedaje, gra właśnie mocno na emocjach. Co często bywa zarzutem. Moim zdaniem – nieuzasadnionym.

Twoje utwory wydają mi się pisane “prawie pod zamówienie”. Taki Count wszędzie wciśnie swój pierwiastek, czynnik X. I choć ostatnio jego opowiadania są zupełnie różne, to wszystkie mają to jego “coś”. Podejrzewam, że nawet gdyby chciał, nie potrafiłby się tego wyzbyć.

I tu właśnie podtrzymuję moją tezę, że za dużo czytasz, za dużo komentujesz, redagujesz i startujesz w konkursach. To ilość znaków przytłacza Cię, spychając na dalszy plan Twój czynnik X.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ach, emocje. O to się wszystko rozbija. W “Nagrodzie” chyba udało mi się je wzbudzić przypadkiem. Nie wiem, jak to osiągnęłam. Nie rozumiem, dlaczego niezadowolona z męża i seksu islamska kobieta budzi emocje, a matka (o silnej pozycji na dworze) walcząca o życie syna – już nie.

Ja należę do tej grupy, która uważa granie na emocjach za zarzut. No, kiedy czytam o entym niewinnym, skrzywdzonym dziecku, o itym trójkącie miłosnym, o jotym bohaterze bohatersko ratującym świat przed okrutnym ZUEM czuję się, jakby akwizytor próbował mi sprzedać jakiś badziew. “Ale wszyscy się zachwycają cierpieniami protagonistki” – “Ale wszystkie pani sąsiadki już kupiły po dwie sztuki”. Cenię oryginalność, piętnasta wersja ogranego schematu fabularnego może mnie wynudzić, ale nie wzruszyć.

Ja też (prawie) wszędzie wkładam swój czynnik X. :-) Nie znęcam się nad dziećmi, jak Count, to coś innego, może bardziej subtelnego, a może tak oczywistego, że aż go nie widać. Ale moje teksty raczej są rozpoznawalne.

Nie zgadzam się z tezą, że można za dużo czytać. To monokultury są niezdrowe i podatne na pasożyty. Niech żyje różnorodność! ;-)

Babska logika rządzi!

To moje subiektywne psycho-pseudo przemyślenia. :) Może coś jeszcze kiedyś napiszesz przypadkiem. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Czytałem Nagrodę wojownika i faktycznie tamto opowiadanie mocno depnęło. Ale Spisek miał znacznie bogatszy świat i chętnie dowiem się więcej o losach dynastii, jeśli powstanie sequel albo spinoff. Oba teksty mają zupełnie inny klimat i inne walory.

W kwestii schematów, polecam książeczkę “Seven basic plots”. Autor rozwija tezę, że istnieje tylko siedem głównych fabuł, iterowanych od zarania słowa pisanego.

Darconie, a może rozgryzę to analitycznie i się nauczę uzyskiwać ten efekt za każdym razem.

 

Wisielcze, na NF jest już półtora opowiadania z tego świata – jedno o czarowniku, a połówka o mitologii. Bohaterowie wydają mi się raczej jednorazowi, może Gorgę jeszcze wykorzystam, bo ludzkość chwaliła. Ale nie mówię definitywnego “nie”. ;-)

Babska logika rządzi!

Oby! Ja wiem, że trochę zboczyłem z tematu opowiadania, może trochę nieładnie – o tym, jak pisze Finkla, ale na obradach padła w rozmowie Twoja Nagroda oraz Cesarzowa i z kim by człowiek nie gadał, nie ma osoby, na której by te opowiadania nie robiły wrażenia. :) Stąd ta moja mała “frustracja”, że w podobnych klimatach nie piszesz. To tak na moją obronę, żeś nie myślała “to się dziad czepnął i nie chce odczepić”. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

“Cesarzowa” nie moja i takiego klimatu to ja raczej nie wyciągnę. Ale powtórka z “Nagrody” przynajmniej teoretycznie jest możliwa. Tylko który element o tym zadecydował? Scena seksu?

Babska logika rządzi!

Wisielcze, na NF jest już półtora opowiadania z tego świata – jedno o czarowniku, a połówka o mitologii.

Daj tytuły, bo jeśli wspomniałaś wcześniej, to mi umknęło.

“Cena magii” i “Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi”. A wspominam o tym w przedmowie. ;-)

Babska logika rządzi!

Tylko który element o tym zadecydował?

Postaram się odpowiedź w kilku zdaniach, tylko słowo najpierw o dwóch wspomnianych opowiadaniach. Myślę, że każdy, kto przebywa na portalu NF wie, że Nagroda Wojownika jest Finkli, a Cesarzowa Tilisza Werweny, ale nigdy za dużo reklamy takich opowiadań. :)

Wracając do tematu. Oba utwory pięknie wpisują się w trzy elementy, które przyciągają czytelnika.

 

→ miłość → śmierć → egzotyka →

 

Każdy człowiek chce być kochany i chce kochać, każdy. Każdy boi się śmierci, w mniejszym lub większym stopniu, na różnych etapach własnego życia. Większość nas ciekawa jest świata, tego egzotycznego, innego. I nie mylmy tu pojęcia oryginalnego – SF z egzotycznym. Nasze "oryginalne" światy są w przeważającej większości odmianą starej, dobrej Europy. Świata białego człowieka. I to zrozumiałe. Bardziej lub mniej instynktownie piszemy o własnym świecie, otoczeniu, dzieciństwie, transferując to tylko w inną formę, wymyśloną, postrzeganą przez nas. Co niektórzy tak silnie zakorzenieni są we własnym domu, że piszą w ogóle tylko o Polsce (lub krajach, w których żyją) i historiach alternatywnych.

I co byś nie mówiła, Finklo, to miłość i śmierć są najsilniejszymi zjawiskami. I Twoja NagrodaCesarzowa Werweny doskonale to spełniają, wszystkie trzy elementy pięknie połączone są w opowieść. Dlatego też tak bardzo podoba się wszystkim konkursowy Seleukos Wisielca. Spełnia dokładnie, te same trzy warunki. Jedni bardziej świadomie, inni zupełnie nie, piszą i czytają takie utwory. To samo robię ja. To magnez, który nas wszystkich przyciąga. Dlatego też, tak dobrze sprzedają się harlequiny. Bardzo silnie zakorzeniona jest tam miłość i śmierć (choroba). Dlatego idąc do wydawcy z książką Arabska żona, czekasz tylko na odpowiedź, jak szybko będzie wydana. Przecież sam tytuł zawiera wszystkie trzy elementy. :)

Oczywiście trafiają się inne (wyjątkowe) opowiadania, jak Życie Lothara Greinholtza Cobolda, i jestem za, niech trafiają się jak najczęściej, ale to miłość, śmierć i egzotyka rządzą nami wszystkimi.

Pozdrawiam serdecznie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hmmmm. OK, to ważne elementy, nie będę polemizować.

Tylko że w “Nagrodzie” IMO nie ma miłości – bohaterka cierpi, bo jej nie ma, bo mąż w ogóle na nią nie patrzy podczas bzykania. Jest co najwyżej przyjaźń z innymi kobietami.

W “Spisku” miłość jest – Ninga kocha syna i go broni. Imperator kocha i Uro, i Eniakiego. Niby na tronie raczej widziałby Uro, ale kiedy młodszy syn jest zagrożony, Aszkur próbuje go ratować – daje ulubiony dziryt, wzywa czarownika.

Śmierć jest obecna w obu opowiadaniach. Fakt, w żadnym ostatecznie nikt nie umiera, ale zagrożenie się przewija. Trudno mi orzec, gdzie jest więcej śmierci.

Egzotyka. W “Nagrodzie” jest egzotyka arabskiego raju. W “Spisku” – starożytności z obecną magią. W obydwu tekstach mamy bogaty pałac z poligamicznym władcą.

IMO, “Spisek” w dwóch kategoriach z grubsza remisuje, w jednej wygrywa. Dlaczego uważasz, że “Nagroda” jest lepsza?

Babska logika rządzi!

Tylko że w “Nagrodzie” IMO nie ma miłości – bohaterka cierpi, bo jej nie ma, bo mąż w ogóle na nią nie patrzy podczas bzykania.

Jak nie ma? :) Właśnie bohaterka jest pełna miłości, niespełnionej, odrzuconej, niezauważonej, ach, coś pięknego. :)

W “Spisku” miłość jest – Ninga kocha syna i go broni.

E tam. Każdy rodzic kocha swoje dzieci, to rzecz fundamentalna, bezdyskusyjna, stąd często mniej ciekawa. Walka o tron tego nie załatwia.

Śmierć w Nagrodzie jest bardziej dramatyczna, fatalna. W Spisku związana z intrygą, ciekawe, ale nie tak emocjonalne.

W “Spisku” – starożytności z obecną magią.

To żadna egzotyka, gadają jak europejczycy, knują na dworze jak europejczycy, typowi biali ludzie. Magia tu nic nie zmienia, w końcu to opowiadanie fantastyczne.

 

3:0 dla Nagrody

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobra, poddaję się.

Uwaga, spojlery do “Nagrody wojownika”. Jeśli wierzysz, że heteroseksualny facet będący hurysą Abdullaha kocha go szczerym uczuciem, to nie potrafię wymyślić argumentów, które mogłyby Cię przekonać.

Babska logika rządzi!

Zbytnio upraszczasz, ale fajnie było podyskutować i przypomnieć innym kilka pięknych opowiadań.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Co najmniej pół przyjemności po mojej stronie. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo interesujący świat, system wierzeń i działania magii. A dodatkowy plus za to, że pokazujesz to wszystko bez użycia łopaty i infodumpów, zamiast tego pozwalasz, żeby czytelnik rozglądał się po świecie, poznawał wszystkie jego elementy we właściwych momentach. Nawet nie tyle poznawał, co doświadczał, śledząc losy bohaterów. Lubię takie zanurzenie, nawet jeśli początkowo wiążę się z tym pewna dezorientacja.

Kolejny mega ciekawy element to struktura społeczna i kultura, zwyczaje. Niesamowicie podoba mi się to, jak pokazałaś różnice między światem kobiet i mężczyzn, jednocześnie absolutnie unikając wartościowania.

Dalej – bohaterowie. Wszyscy udani, a najbardziej chyba przypadł mi do gustu władca. Silny, taki pełną gębą królewski, ale scena w której błaga syna by nie umarł świetnie ubogaca ten obraz. Równie fajnie, po ludzku, wypada nastoletni następca – niedoskonały, pełen młodzieńczych lęków, ostatecznie grający wszystkim na nosach. Fajnie!

Najsłabszym ogniwem za to jest Uro, chyba jako jedyny wypadł dość papierowo, niebezpiecznie blisko stereotypowego durnego osiłka z ambicjami władzy.

A! I jeszcze postać maga, to, jak wygląda. Mega!

Generalnie dużo mi się tu bardzo podoba, jednak według mnie nie zagrała jedna rzecz – napięcie. Jest dość monotonnie, bo o spisku wiemy już od początku, o tym kto za nim stoi też, a niewiadome takie jak rola Uro czy maga również stają się wiadomymi dość szybko. Bohater otoczony jest licznymi potężnymi sojusznikami, przez co nie mierzy się właściwie z żadnym przerastającym go zagrożeniem. Nie drżymy o jego losy i nie czekamy na rozwiązanie zagadki, bo już je znamy. I choć generalnie pomysł na rozwiązanie całości jest bardzo fajny, bo niespodziewanie pokazuje pozornie biernego księcia jako cwanego spryciulę, to nie do końca to satysfakcjonuje. Być może taka konstrukcja fabuły sprawdziłaby się lepiej po prostu w krótszym tekście.

Dziękuję, Jurorko Werweno. :-)

Fajnie, że tyle elementów Ci się spodobało. Szkoda, że i wiele było takich, które nie zagrały.

Świat sobie powolutku, z tekstu na tekst, buduję i wzbogacam w szczegóły. Lubię tych starożytnych ludzików. :-)

Bo czasami wydaje mi się, że mężczyźni i kobiety żyją w różnych światach. I zgadzam się, żaden z nich nie musi być lepszy ani gorszy.

No, a co może zrobić spanikowany ojciec, jeśli nie zna w ogóle medycyny, a tu mu dziecko krwawi?

Uro słabo wypadł, powiadasz? Możliwe, jakoś nie mam serca do czarnych charakterów. Trzeba będzie potrenować.

Na brak napięcia już inni się skarżyli. Ech, gdybym jeszcze wiedziała, jak temu zaradzić…

Od początku starałam się robić z Eniakiego bystrego chłopca. On ma swój rozum i nie waha się go użyć. Kto wlał kropelki emetyku do wina ojca, zwalając próbę zatrucia na najmłodszą żonę? Tak, ma sojuszników. Bez nich by nie przeżył. A nie liczy się to, że w końcu problem z Uro rozwiązał po swojemu, bez pomocy kapłanek? Przecież mógł powiedzieć mamie, gdzie i kiedy odbędzie się pojedynek, już ona narobiłaby rabanu, zanim jeszcze Uro wyciągnąłby miecz z pochwy.

W krótszym tekście nie zmieściłby się świat… :-/

Babska logika rządzi!

A nie liczy się to, że w końcu problem z Uro rozwiązał po swojemu, bez pomocy kapłanek?

Noo, to się bardzo liczy, to jest fabularnie najmocniejsze i to chwalę ;) Chodzi tylko o to, że zanim to zrobi, to czytelnik sobie spokojnie siedzi, herbatkę popija, kontempluje i podziwia ten genialnie rozkminiony świat… i czasem zerka ile tam jeszcze do końca zostało. A fajnie by było, jakby siedział z duszą na ramieniu i gryząc paznokcie, nie wiedząc kiedy mu te 60k przeleci przed oczami ;)

Dobre i to. ;-) Raz udało mi się napisać zakończenie, które jest najmocniejsze z tekstu.

A czy ja Wam robię herbatę i zabraniam gryźć paznokcie? Dawid idzie walczyć z Goliatem, nawet kamieniem nie może w niego rzucić, a Wy herbatkę żłopiecie? ;-)

Babska logika rządzi!

Dawid idzie walczyć z Goliatem, nawet kamieniem nie może w niego rzucić, a Wy herbatkę żłopiecie? ;-)

Pratchett dobrze to ujął w bon mocie ze Świata Dysku: “Szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć”.

Dlatego filmy o superbohaterach są nudne :D

Dobry argument. :-)

Ale Eniaki sobie sprawę przemyślał, chociaż nikomu o tym nie powiedział. To nie była szansa jedna na milion, tylko plan. Niewidzialna proca.

No, ale OK. Nie ma napięcia i emocji, to nie ma.

Babska logika rządzi!

Nie bądź dla siebie taka okrutna :) Chodzi tylko o walkę między chłopcami.

Eeee, chyba nie jestem. :-)

Babska logika rządzi!

Zacznę od chwalenia: podobało mi się i tyle. Świat, postaci, warsztat składają się na opowiadanie, które zwyczajnie przyjemnie się czyta. W efekcie lektura umiliła mi i nieco rozjaśniła ponury dzień :) I zachęciła do lektury pozostałych tekstów z uniwersum. Napisałabyś, które to?

Jeśli chodzi o wady tekstu, jak już przedpiszący zauważyli, faktycznie trochę brakuje napięcia. Jest walka Dawid-Goliat, i tutaj akurat rozważałam porażkę następcy, jednak wszystko, co działo się wcześniej, szło trochę za łatwo. I to, że wiadomo z góry, kto knuje intrygę, też zmniejsza napięcie. Zostaje tylko tajemnica, dlaczego Uro może zranić brat, choć nie powinien, ale to też powinno jakoś mocniej zostać wprowadzone, by zaintrygować. To znaczy, mnie zaintrygowało, jednak widać, że nie wszystkich ;)

W kwestii konkursu: dla mnie tekst odpadł w rozmowie o podium ze względu na to, że dużo lepiej sprawdziłby się jako rozdział książki niż opowiadanie. Bo mnie po lekturze najbardziej ciekawi, co będzie się działo później z Enakim i jego królestwem. Zresztą przedstawioną w “Następcy…” intrygę też chętnie poznałabym w bardziej rozbudowanej i gęstszej formie ;)

Tylko nie "Tęcza"!

Dziękuję, Jurorko Tenszo. :-)

Miło mi, że sporo elementów się spodobało.

Teksty ze świata są dwa (no, właściwie półtora): “Cena magii” i “Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi” – kawałek mitologii mojego świata. Ech, tyle osób deklaruje, że chce przeczytać te starsze kawałki, a jeszcze nikt nie skomentował…

No tak, o napięciu już wiele osób wspominało. Nieee, porażka Dawida to temat tak oczywisty, że aż nudny. Robi się ciekawie dopiero, gdy wygrywa słabszy. Tajemnicę koślawo działającego zaklęcia wyjaśnia list matriarchini Żółwicy.

Nie, to nie jest i nigdy nie miał być rozdział książki. Uniwersum – tak, mam nadzieję, że jeszcze do niego wymyślę fajną i skomplikowaną fabułę na powieść. Ale postacie już są spalone. No, może Gorgę jeszcze jakoś wykorzystam, ją ludzkość chwaliła, baba ma swój charakter. Eniaki będzie rządził mądrze. Jak każdy władca będzie miał kłopoty, ale jakoś zdoła przechytrzyć wrogów.

Babska logika rządzi!

Nie twierdzę, że miałby być częścią książki, ale mi jakoś bardziej by pasował jako czytelniczce ;) A to coś, co sama też parę razy usłyszałam np. na temat “Koziorożca i Smoka”, choć tekst z założenia miał być zamkniętą całością (według mnie).

Wiem, że tajemnica zaklęcia nie została wyjaśniona, bo przecież została ;) Swoją droga to też przeszło bez większego napięcia – trafił się list, który nagle wszystko tłumaczyć. Krwi się mogło trochę polać, o :D

Ale serio, podobało mi się, nie chcę narzekać! :P

Tylko nie "Tęcza"!

No, “Koziorożec” mówił o jednym znaku Zodiaku. A ich jest dwanaście, nic nie poradzisz…

Nie trafił się, tylko Ninga opowiedziała o wszystkim koleżankom z Rady Matriarchiń i ta od Żółwicy (bogini wiedzy) postanowiła pogrzebać w archiwach. Korciło mnie, żeby pokazać któreś zebranie Rady, ale ograniczenie na liczbę gadających osób… Skąd ja Ci krew wezmę w czterystuletniej bibliotece?

Normalnie, banda wampirów z Was. Tylko krew takich rusza… ;-)

Babska logika rządzi!

Wiesz, to są tylko moje dywagacje, jak tekst można by rozruszać. Bez krwi też da radę, ot, walka przychodzi pierwsza do głowy ;) I wiem, że list nie był znikąd, chodziło mi raczej, że tłumaczenie czegoś listem jest tak samo jak zapisem z pamiętnika zabiegiem, które też może położyć napięcie.

Tylko nie "Tęcza"!

Powiadasz, że to może kłaść napięcie? Nie wiedziałam. Dla mnie list był najrozsądniejszym rozwiązaniem – unikam wprowadzania kolejnej gadającej gęby, wyjaśniam, dlaczego sekret czarownika nie został odkryty błyskawicznie (bo archiwum daleko) i jeszcze pokazuję kawalątek świata (kapłanki Żółwicy awansują z wiekiem), no i naprawdę list dotrze szybciej niż lektyka ze staruszką.

Babska logika rządzi!

Nieee, porażka Dawida to temat tak oczywisty, że aż nudny. Robi się ciekawie dopiero, gdy wygrywa słabszy.

Obawiam się, że iterowanie wariantów tego pojedynku w popkulturze odwróciło opisaną przez Ciebie dynamikę. Teraz jak łobuz gnębi okularnika, to okularnik musi znać kung-fu. Soku nawet napisał takie opowiadanie.

Popkultura ma swoje prawa – wiesz, te szanse jedna na milion… ;-) Ale jakoś trudno by mi było stanąć po stronie Goliata. Raz, że silniejszy, dwa, że agresor. No, nie lubię takich buców.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka