- Opowiadanie: AQQ - Narysować szczęście

Narysować szczęście

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Narysować szczęście

 Czy można sobie namalować szczęście? Albo narysować? Elwira zawsze zadawała sobie to pytanie, siedząc wieczorem w łóżku, wparta na poduszkach ze szkicownikiem na kolanach. Rysowanie było jej odskocznią od monotonii kolejnych podobnych do siebie dni, od nudnej pracy archiwistki i nijakiego życia.

Wolała kredki niż farby. Łatwiej było je zabrać do łóżkowego azylu, a tam czuła się najlepiej. Przy pomocy samych kredek potrafiła wyczarować obrazy, które wydawały się być żywe. Rysowała wszystko, co było w zasięgu jej wzroku: pęknięcie na ścianie z odpadającym tynkiem, zielone zasłony upstrzone kiczowatymi różyczkami, regał z książkami czy usychającą paprotkę. Jedyna roślinka w pokoju była prezentem urodzinowym od babci i Elwira bardzo o nią dbała. Kiedy babcia odeszła, dziewczyna pozwoliła, by paprotka również umarła.

O siebie przestała dbać już dawno temu. Właściwie doszła do wniosku, że nie ma o co, bo choć minęło już wiele lat, blizny po oparzeniu na żuchwie i szyi wciąż były widoczne, a wspomnienie bólu towarzyszącego odrywaniu opatrunku, który zrobiła jej matka, gdy dziewczyna poparzyła się wrzątkiem, wciąż żywe.

Kiedyś, wiele lat temu, próbowała oswoić swoje blizny. Starała się myśleć o nich, jak o czymś, co nie szpeci, jak o kawałku pięknie udrapowanego materiału albo o tafli jeziora zmarszczonej nagłym podmuchem wiatru. Nie pomogło. Wolała na nie nie patrzeć, a ukradkowe spojrzenia rzucane rano i wieczorem w lustro, utwierdzały ją tylko w przekonaniu, że nie zasługuje na szczęście.

 

– Eeeelwiiiiraaaa!

Z sąsiedniego pokoju dobiegł skrzeczący głos.

– Tak, mamo? – westchnęła dziewczyna.

– Chodź tutaj!

– Po co?

– Co się głupio pytasz?! Mówię ci, chodź!

Elwira niechętnie zwlekła się z łóżka. Nie lubiła, kiedy coś przerywało jej pracę. Poczłapała do pokoju matki i z niechęcią spojrzała na skąpane w srebrnym świetle telewizora opasłe ciało.

– Popraw mi poduszkę – powiedziała matka głosem nieznoszącym sprzeciwu. – I zrób mi kanapki. Cztery… albo nie… pięć mi zrób. I herbatę, tylko słodką – dodała.

Elwira wykonała polecenie matki jak automat. Już dawno zrezygnowała z prawienia kazań o zdrowym odżywianiu. Do matki nic nie docierało i nie potrafiła też przestać jeść. Wyglądała niczym wieloryb kotłujący się we wzburzonych odmętach pościeli.

– Proszę – powiedziała chwilę później, kładąc talerz z kanapkami i herbatę na stoliku obok łóżka.

– Chcesz ze mną pooglądać telewizję? – zapytała matka obojętnie. – Fajny serial leci.

– Dzięki, mamo, ale jutro muszę wcześnie wstać – odparła Elwira. – Niektórzy w tym domu muszą pracować.

– Już się dość w życiu napracowałam – prychnęła matka i wlepiła wzrok w telewizor.

Elwira wróciła do siebie i z powrotem rozsiadła się wygodnie w łóżku. Strzepnęła z kołdry okruszki z kolacji, po czym sięgnęła po szkicownik i kredki. Przez chwilę wodziła wzrokiem wokół siebie, starając się znaleźć punkt zaczepienia do swojej kolejnej pracy. Im dłużej patrzyła na otaczającą ją rzeczywistość, tym mocniej ogarniało ją uczucie zniesmaczenia, osamotnienia. Wszystko dookoła było brzydkie i nijakie, jak ona. Nagle potrzeba posiadania kogoś bliskiego stała się silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Pierwsze, nieśmiałe pociągnięcie ołówkiem, pierwsza kreska. Chwila zastanowienia. Kolejne linie, tym razem mocniejsze i bardziej zdecydowane. Tama pękła. Kredki w ręku Elwiry zaczęły wiernie przelewać na papier wspomnienie z dzieciństwa. Jedno z niewielu dobrych, ciepłych wspomnień, jakich próżno szukać w jej późniejszym życiu – wakacje u babci i on, najlepszy przyjaciel, a właściwie jedyny, jakiego miała. Pysiek.

Na papierze pojawiły się duże, dobre oczy, puszysta sierść i czarny nos. Wróciło wspomnienie jego wilgotnego dotyku, kiedy szturchał Elwirę, starając się pocieszyć, gdy inne dzieci nie chciały się z nią bawić. Kiedy rówieśnicy nazywali dziewczynkę potworem i uciekali na jej widok, on kochał ją bezwarunkowo i zlizywał z twarzy łzy.

Teraz znów ożywał na papierze, znów patrzył na Elwirę tymi swoimi mądrymi oczami, jakby chciał ją pocieszyć jak dawniej, a ona wpatrywała się na niego jak zahipnotyzowana i wydawało jej się, że doznaje pewnego rodzaju ulgi. Uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od bardzo dawna szczerze się uśmiechnęła i delikatnie pogładziła wizerunek psa.

– Chciałabym się do ciebie przytulić, Pysiek – wyszeptała Elwira. – Jak dawniej. Tak bardzo, bardzo bym chciała…

Pies z kartki papieru przyglądał się jej uważnie. Przez moment wydawało się, jakby rozumiał, co się do niego mówi. Jakby przekrzywił głowę i lekko zamerdał ogonem. Elwira jeszcze długo patrzyła na niego, nie mogąc zasnąć. Stary przyjaciel był tak blisko, a zarazem tak daleko. Po pierwszym szczęśliwym wrażeniu nierzeczywistość psa wydawała się jeszcze bardziej bolesna. Elwira zasnęła ze łzami w oczach. Jak zwykle.

 

Przez sen poczuła czyjś ciepły oddech na twarzy. Coś wilgotnego dotykało blizny na szyi i trącało ją od czasu do czasu. To było bardzo przyjemne uczucie. Tak przyjemne, że chciała, żeby ten sen trwał jak najdłużej. Zacisnęła mocniej powieki, chcąc chłonąć to doznanie w nieskończoność, gdy nagle usłyszała obok siebie ciche skomlenie. Dźwięk był tak wyraźny, że w końcu dotarło do niej, iż to nie sen.

Elwira otworzyła oczy i zapaliła lampkę nocną. Obok łóżka stał Pysiek, opierając pysk na poduszce, tuż obok jej głowy. Popiskiwał radośnie, jak zwykły to czynić psy na widok dawno niewidzianego właściciela. Sytuacja wydała się tak absurdalna, że dziewczyna z powrotem zamknęła oczy, lecz skomlenie nie ustało, a trącanie wilgotnego nosa stało się bardziej natarczywe.

Wyciągnęła nieśmiało rękę w stronę zwierzęcia, myśląc, że gdy tylko go dotknie, on zniknie. Tymczasem dłoń Elwiry zanurzyła się w gęstej, miękkiej sierści. Pod palcami poczuła ciepło bijące od Pyśka, a on sam trwał nadal na swoim miejscu, machając coraz szybciej ogonem. Był tak rzeczywisty, jak ona sam.

Wtuliła się w niego z całych sił, głaskała, targała za uszy jak dawniej, przed laty. Była szczęśliwa. Jednak z każdym mocniejszym dotykiem, każdą pieszczotą, pies stawał się coraz mniejszy, mniej wyraźny. Elwirze wydawało się, że zaczął znikać, jak znika rysunek za dotknięciem gumki do mazania. Nerwowo zerknęła na leżącą wciąż obok niej kartkę z rysunkiem, który wczoraj zrobiła. Pies na obrazku również stawał się coraz bledszy, a po chwili zupełnie zniknął.

 

***

 

Rano Elwira nie mogła zwlec się z łóżka. Wspomnienie tego, co wydarzyło się w nocy, nie dawało jej spokoju. Żołądek odmówił przyjęcia śniadania, a filiżanka z kawą wypadła z roztrzęsionych rąk dziewczyny wprost na podłogę.

– Co się z tobą dzieje, do cholery jasnej?! – warknęła zasapana matka, stając w progu. Wysiłek, jaki musiała włożyć w przebycie drogi ze swojego pokoju do kuchni, był widoczny w rumieńcach na twarzy, kropelkach potu i zadyszce. – Wszystko wytłuczesz w tym domu!

– Nie chciałam – powiedziała Elwira trzęsącym się głosem i szybko zaczęła zbierać resztki filiżanki.

Uczucie szczęścia, jakiego doświadczyła kilka godzin temu prysnęło jak bańka mydlana, w zderzeniu z prozą życia, a przede wszystkim z matką. Elwira sięgnęła po szmatę i zaczęła ścierać z podłogi resztki kawy zmieszane ze łzami, które nieustannie napływały do oczu. Kiedy skończyła, wybiegła z kuchni, omijając z trudem matkę, chwyciła torebkę, podciągnęła jak zwykle golf, aż po same usta, tak żeby zasłaniał blizny i wybiegła z domu. Cieszyła się, że z zasnutego gęstymi chmurami nieba zaczął padać drobny deszcz. Ludzie skryli się pod daszkiem przystanku albo pod parasolami i nikt nie zwracał na nią uwagi. Stanęła najdalej, jak tylko się dało, pragnąc by spadające z nieba krople, zmyły z niej wszystkie troski.

Podjechała jedynka i Elwira szybko wskoczyła do środka. Stanęła na końcu wagonu i z nosem przy szybie obserwowała przesuwające się za oknem obrazy, zniekształcone przez strugi deszczu. Ten surrealistyczny obraz wydał jej się nadzwyczaj interesujący i wart uwiecznienia. Postanowiła zachować go w pamięci i kiedyś odtworzyć.

Nagle tramwaj ostro zahamował i ktoś z impetem wpadł na Elwirę. Odwróciła się zdezorientowana i spojrzała na mężczyznę, który opierał się o nią, z trudem łapiąc równowagę.

– Przepraszam – powiedział z uśmiechem i odsunął się szybko.

Uśmiech miał ładny. Taki trochę zawadiacki, trochę tajemniczy. A jedna, trwająca sekundę, wymiana spojrzeń, wystarczyła, by Elwira zrozumiała, czym tak naprawdę mogłoby być szczęście. Nigdy wcześniej nikt nie zrobił na niej takiego wrażenia. Może dlatego, że świadoma tego, jak wygląda, nie zwracała uwagi na mężczyzn, wiedząc, że i tak nie ma u żadnego z nich szans. Tym razem było inaczej. W nocy przekonała się, że szczęście może przybrać realną formę.

Nie poszła do pracy. Wysiadła przy Plantach, kupiła dwa obwarzanki: jednego dla siebie, drugiego dla gołębi i usiadła na ławce pod baldachimem z liści, chroniącym ją przed deszczem. Zatopiona w myślach, straciła poczucie czasu. Wciąż stawał jej przed oczami mężczyzna z tramwaju i nie mogła o nim zapomnieć. Obudził w niej najgłębiej skrywane pragnienia i uczucia, do których sama przed sobą nigdy nie chciała się przyznać.

 

***

 

Przyszła do domu piechotą, mniej więcej o tej samej godzinie, o której zazwyczaj wracała z pracy. Wolała nie dawać matce powodu do kolejnej awantury. Przygotowała i podała obiad, a potem, mówiąc mamie, że jest zmarznięta i źle się czuje, zamknęła się w łazience. Długa, gorąca kąpiel była tym, czego Elwira najbardziej potrzebowała w tej chwili i postanowiła to wykorzystać tak długo, jak tylko się dało.

– Eeeelwiiiiraaaa! – Matka była wyraźnie poirytowana – Co ty tam robisz tak długo?!

– Kąpię się – odparła dziewczyna.

– Pewnie nalałaś pełną wannę wody! Kto za to zapłaci?!

– Na pewno nie ty – wyszeptała cicho. – Z twojej renty ciężko byłoby cię wyżywić, a co dopiero płacić rachunki.

– Co ty tam pyskujesz?!

– Nic, mamo. Mówiłam, że już wychodzę.

– Pośpiesz się! Muszę do ubikacji!

 

Znalazła się w łóżku wcześniej niż zwykle. Ułożyła poduszki tak, żeby stanowiły wygodne podparcie. Poprawiła kołdrę i sięgnęła po szkicownik i kredki. Jeszcze raz odtworzyła w pamięci obraz Pyśka i przelała go na papier ze wszystkimi najmniejszymi szczegółami. Bardzo mocno pragnęła, żeby znalazł się przy niej i tym razem pies zmaterializował się szybciej niż poprzednio. Zamerdał wesoło ogonem, trącił Elwirę nosem i polizał po twarzy. Ona bardzo delikatnie go pogłaskała i podrapała za uchem. Nie chciała, żeby zniknął zbyt szybko. Po chwili pies wskoczył na łóżko i położył się, opierając głowę na nogach Elwiry.

Długo wahała się zanim sięgnęła po czystą kartkę papieru. Nie była pewna, czy jest przygotowana na to, co może stać się za chwilę. Nie wiedziała, czy to w ogóle jest możliwe, jednak na wszelki wypadek w lewej ręce mocno zacisnęła gumkę do mazania.

Nieśmiało zrobiła pierwszą kreskę, zaznaczając owal twarzy. Kiedy ręka przestała drżeć, Elwirze udało się nakreślić linię nosa, kształt oczu i brwi. Skupiła się na detalach, odtwarzając w pamięci obraz mężczyzny z tramwaju. Największy problem sprawiło jej narysowanie ust i samego uśmiechu. Pracowała długo, co chwilę wprowadzając drobne poprawki. W końcu uznała, że twarz na obrazku jest dokładnie taka, jak powinna.

Nagle ogarnął ją lęk i wstyd. Czy miała prawo, by tak mocno pragnąć mężczyzny? Czy miała prawo do szczęścia i miłości choćby przez krótką chwilę? Przez jakiś czas toczyła ze sobą wewnętrzną walkę, ale pragnienie wzięło górę nad rozsądkiem, a odpowiedź, jakiej sobie udzieliła, brzmiała – TAK.

Odłożyła szkicownik i kredki i spojrzała na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżał Pysiek, a gdzie teraz był ledwo widoczny cień psiaka. Położyła się i naciągnęła kołdrę na głowę. Pragnęła. Bardzo mocno pragnęła.

 

– Elwira… – Miękki głos sprawił, że zadrżała. – Jestem.

– Jesteś…

– Tak, jestem, bo mnie potrzebujesz, a ja potrzebuję ciebie.

– Ty potrzebujesz mnie?

– Tak.

– Nie patrz na mnie, proszę.

– Dlaczego? Przecież jesteś piękna.

– Jestem?

– Jesteś.

Delikatny dotyk, pieszczoty, pocałunki, ciepło w podbrzuszu, spełnienie, szczęście. Mocno. Zbyt mocno. Pustka.

 

 

***

 

Zanim Elwira wyszła nazajutrz do pracy, długo rysowała. Rysowała i zmazywała. Kiedy skończyła złożyła kartkę i wsunęła ją do torebki. Wyszła z domu bez słowa. Po raz pierwszy w życiu szła na przystanek z podniesioną głową, a w tramwaju nie odwróciła głowy do szyby, tylko patrzyła na innych pasażerów. Teraz nic nie miało już dla niej znaczenia. Nie bała się już i nie wstydziła.

W archiwum wybrała regał, na którym znajdowały się akta, do których nikt nie powinien w najbliższym czasie zaglądać. Z najwyższej półki zdjęła zakurzony segregator i wsunęła między umieszczone w nim dokumenty złożoną kartkę. Potem zabrała wszystkie swoje rzeczy z biurka i opuściła budynek. Po raz pierwszy w życiu wracała do domu jak na skrzydłach.

 

***

 

– Eeeelwiiiiiraaaa! Otwórz! Co ty znowu robisz tak długo w tej łazience?! Otwórz, do cholery! Liczę do trzech! Raz… dwa… trzy… Głucha jesteś?! Otwieraj, bo wyważę drzwi!

Drzwi ustąpiły łatwiej, niż można się było tego spodziewać, ale i tak były silniejsze niż serce matki Elwiry. Widok, jaki ujrzała po wejściu do łazienki, sprawił, że przestało bić, tak jak serce jej córki.

 

***

 

– Masz te dokumenty, Czesia? Dyrektor czeka na nie już od rana.

– Mam, mam… czekaj… Cholera, popatrz, jakie świństwa, ludzie wkładają do akt. Wstydziliby się! Fuj!

Kobieta popatrzyła na kartkę, która wypadła z segregatora. Rysunek, który się na niej znajdował przedstawiał splecione ze sobą w miłosnym akcie nagie ciała kobiety i mężczyzny. Mężczyzna miał tajemniczy uśmiech, a twarz kobiety była piękna.

– Wyrzuć to w cholerę!

 

Koniec

Komentarze

Bardzo przyjemne opowiadanie. Taki trochę metakometarz o tym, dlaczego ludzie potrzebują kreatywności. No i jest tam moje nowe ulubione zdanie: “Wyglądała niczym wieloryb kotłujący się we wzburzonych odmętach pościeli.” :)

Pozdrawiam.

Cieszę się, Jackassie, że uznałeś to opowiadanie za przyjemne.

Gdyby wystarczyła kreatywność, odrobina talentu i mocne pragnienie, to mogłoby być ciekawie na świecie. ;)

Również pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.

Trochę ckliwe, trochę smutne, trochę bolesne. Wydaje mi się, że piękno było pozorne, a Elwira jest w jeszcze gorszym stanie psychicznym, niż była przed spotkaniem w tramwaju. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że odwiedził ją diabeł… Same jej życie jest tak depresyjnie realistyczne, że łatwo z nią sympatyzować. Opowiastka akurat na taką długość, lektura niepokojąca, ale udana. Zgrzytów nie widziałam, ale też ich nie szukałam, więc w tej kwestii mi zbytnio nie ufaj. ;)

Żongler – jakoś nie przyszło mi do głowy, że facet z tramwaju mógł być diabłem, ale jak teraz się nad tym zastanawiam, to wydaje mi się, że Twoja interpretacja ma sens. Myślę, że w każdym z nas można znaleźć coś z Elwiry. Wszyscy mamy gorsze dni, wydaje nam się, że wyglądamy okropnie, najbliższe osoby nas irytują, życie wydaje się nudne, a w tej dziewczynie wszystko to skumulowało się na maksa.

Dzięki za odwiedziny i cieszę się, że jakoś mi się udało. :)

Kreatywność nie zawsze wystarczy, żeby uratować świat, ale wystarczy, żeby z niego uciec. W zasadzie po to istnieje sztuka. Gdy jednak za bardzo damy się jej pochłonąć, to nas zniszczy, jak bohaterkę. O tym jest moim zdaniem to opowiadanie.

Zgadzam się z Tobą, Jackassie, że sztuka ma niszczycielską moc, zwłaszcza dla samych jej twórców, artystów. Na pewno jest też ucieczką od rzeczywistości, więc nawet z pisaniem trzeba uważać. ;)

AQQ, bardzo fajny tekst. Bajkowy, a jednocześnie smutny… Podoba mi się :)

 

A sztuka jest trochę magiczna, trochę diabelska, trochę egoistyczna, trochę uzależniająca… I jak na wszystkie narkotyki rzeczywiście trzeba na nią uważać :)

Katiu, bardzo mi miło, że tekst ci się spodobał. Zgadzam się z każdym słowem, które napisałaś, zwłaszcza o tym uzależnieniu. Myślę, że ważne jest jeszcze to, czego szukamy w sztuce, i co ona nam daje.

Dziękuję za odwiedziny i komentarz. :)

 

Jestem okropna przy takich opowiadaniach, bo od razu tutaj widzę depresję z epizodem psychotycznym po traumatycznych przeżyciach, lękiem społecznym. Przepraszam, ale takie bardziej realne opowiadania nastrajają w interpretacje psychopatologiczne, co samo w sobie jest dobrym znakiem. Wczułam się w klimat opowiadania i może przed okrutną realnością smutku trochę sama się emocjonalnie obudowałam żargonem zawodowym. 

Smutne i bolesne opowiadanie, z elementem fantastycznym, który uwypukla jednak rzeczywistość.

Deirdriu, cieszę się, że udało mi się stworzyć tekst, który nie pozostawia czytelnika obojętnym. Sama widzisz, że skłoniłam cię nawet do analizy psychologicznej bohaterki. Nie wiem tylko, czy ostatecznie ci się podobało, ale ogólnie dzięki za komentarz. :)

Nadmiar emocjonalności mnie wziął i rozwalcował ;(

 

Nie dla mnie, za dużo gromów ciskanych przez zły los na biedną, nieszczęsną owieczkę.

 

atchiwistki

w pierwszym akapicie.

I would prefer not to.

Mam nadzieję, Wybranietz, że jakoś się pozbierasz po tym rozwalcowaniu. ;)

Jak widzisz nieszczęścia chodzą nie tylko parami, ale i całymi tabunami.

Dzięki za wyłapanie literówki.

No dobra, jest jakiś pomysł, chociaż rysowanie brakujących do szczęścia przedmiotów nie jest nowe – nawet taki cykl dobranocek kiedyś był.

Ale zgłupiałam w końcówce i nie rozumiem, co tam się zadziało. Sztuka wyssała z niej całą energię? Czy po narysowaniu siebie zniknęła po pewnym czasie jak piesek i facet? Umarła, bo ktoś jednak obejrzał/ wyrzucił ten obrazek?

Dlaczego narysowane obiekty znikały? Rozumiem, że taki wymóg fabularny i tak to wymyśliłaś, ale jaki był mechanizm? Czas, naświetlenie papieru, spełnienie swojej roli?

Wiesz, że takie granie na emocjach to nie dla mnie? Jak widać, wolę odpowiedzi na moje pytania niż romantyczne westchnienia. ;-)

Napisane całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Finkla, wiedziałam, że to nie jest tekst dla Ciebie. Nie zniechęciła cię przedmowa? ;)

Hmmm… masz na myśli “Zaczarowany ołówek”? Lubiłam tę bajkę i zawsze marzyłam, żeby mieć coś takiego. xD

Co się podziało? Ano podziało się to, że te “powołane do życia” obrazy, pod wpływem dotyku znikały, tak jak można wymazać obrazek. Kiedy Elwira to zrozumiała, wolała skończyć ze sobą (chyba nawet pochlastała się w wannie). Wcześniej jednak narysowała siebie i tego faceta i chciała ukryć ten obrazk, żeby nikt ich nie rozdzielił. Na tym obrazku jej twarz była piękna, bez blizn. No, czyli takie sentymentalne pitu-pitu. :P

Tak, “Zaczarowany ołówek”. I była jeszcze jakaś książka o Karolci…

Doszłam do wniosku, że szortowi dam radę. ;-)

Pod wpływem dotyku? Ale za drugim razem chyba się pieskiem specjalnie nie zajmowała, a i tak zniknął.

Babska logika rządzi!

Wiesz, za drugim razem, to się skubaniec o pościel wytarł. ;)

Chłop też jej się zużył w czasie tego tamtego. :P

Że chłop się zużył, to rozumiem. ;-) Toż facet nie zjawia się nagle w łóżku baby, coby rozmawiać o Platonie. ;-)

Babska logika rządzi!

No właśnie, na co kobicie taki jednorazowy chłop, którego trza codziennie od nowa rysować. O, teraz doszłam do wniosku, że mogła sobie machnąć olej na płótnie, może by wytrzymał dłużej :D

Wyryć w marmurze! ;-)

Babska logika rządzi!

Myślisz, że to była miłośniczka filmów Wajdy? To może z żelaza? ;)

Ja tam nie wiem, co byłoby trwalsze. Czy leci z nami materiałoznawca? ;-)

Ty, a gdyby tak rysowała przez kalkę? ;-) Grafika komputerowa i mnóstwo kopii? Laska miała jeszcze sporo eksperymentów do przeprowadzenia, zamiast chlastać się w wannie.

Babska logika rządzi!

A wiesz, że ja odebrałem końcówkę pozytywnie? Znaczy wydawało mi się, że ona narysowała siebie i owego faceta, gdy ten teges w łazience, co spowodowało, że on się pojawił i oni rzeczywiście ten teges w łazience. A matka, zobaczywszy ten teges z nieznajomym, który nie wiadomo jak, zapewne diabelskim jakimś sposobem się tam pojawił, zeszła na zawał. A Elwira i diabelski nieznajomy żyli potem długo i szczęśliwie.

Choć może i niekoniecznie tak szczęśliwie, bo już chciałem chwalić Cię za niedookreślenie tożsamości nieznajomego, a nuż to rzeczywiscie jakiś demon, zasadzający się na udręczoną, ale nadludzko uzdolnioną i wrażliwą duszyczkę… 

Dopiero lektura komentarzy uświadomiła mi, co tam się naprawdę wydarzyło. A mój wewnętrzny jednorożec strasznie się wkurzył. 

Nauka na przyszłość – nie czytać komentarzy, bo brutalnie zrywają różowe okulary. 

A sam tekst – bardzo ładny, mimo smutku, delikatny, mimo dołującego pesymizmu i nawet całkiem przyjemny w odbiorze, mimo zawartego w nim cierpienia. Melancholijny, ale nie przesadnie. To znaczy, gdyby był dłuższy, to by zapewne męczył, ale w takiej formie, jest w sam raz.

Podobało mi się! I nawet nie wiem, czy bardziej z moim niezrozumieniem zakończenia, czy z Twoją właściwą wersją. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Finkla, mogła matkę odciąć od jedzenia i za zaoszczędzoną kasę kupić kserokopiarkę. :)

 

Thargone – ależ ja ci nie bronię interpretować tekstu po swojemu. Właściwie niepotrzebnie przedstawiłam Finkli swoją wersję. Uspokój swojego jednorożca (czymkolwiek on jest ;p) i załóż różowe okulary. Najważniejsze, że Ci się podobało! Bardzo się cieszę i dziękuję. :)

Toż mogła zanieść gdzieś i skopiować. A w ogóle, to powinna mieć ksero w robocie.

Thargone, Twój wewnętrzny jednorożec (olaboga, mumin pożarł jednorożca!) coś niedowidzi:

Widok, jaki ujrzała po wejściu do łazienki, sprawił, że przestało bić, tak jak serce jej córki.

IMO, to nie pozostawia wątpliwości.

Babska logika rządzi!

Ja też myślałam, że ten fragment wyraźnie pokazuje śmierć dziewczyny, a nie żadne ten teges. Oj, mumin, mumin… ;)

To dlatego, że mój wewnętrzny jednorożec zdecydowanie bardziej woli ten teges, niż chlastanie żył. Tak bardzo, że aż zaburza mi percepcję :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Przeczytałam, że zaburza ci potencję. ;D

Jednorożce i Akuki myślą tylko o jednym… ;-)

Babska logika rządzi!

Taaak… Jak juz ktoś zacznie o ten teges, to potem wszystko się kojarzy, nawet jednorożca nie trzeba :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Oj tam, oj tam, ludzka rzecz. Chyba porysuję przed snem. :P

Rozumiem, że pieska? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zboczeniec! :D

Thargone, siedź cicho. Narysuje mumina i dopiero będziesz miał przerąbane… ;-)

Babska logika rządzi!

No ale żeby pogłaskać… No dobra, to ja może już nic nie mówię… 

Kolorowych snów. Malowanych zaczarowanymi kredkami :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jakiś taki blady ten mumin, pewnie szybko się zetrze. Nie opłaca się. 

To artystyczna wizja, stworzona przez filtr telefonicznego aparatu. Mumin właściwy jest zdecydowani ciemniejszy i trudno ścieralny :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Wierzę na słowo. :)

A tak naprawdę, to przecież Twoje kredki. Mumin będzie dokładnie taki, jakim go narysujesz ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Doszłam do wniosku, że nie umiem rysować. :(

Ale umiesz pisać, a to już coś! Nie da się mieć wszystkiego, czego się zapragnie :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A szkoda. :)

Zdecydowanie klimatem, zmiennym niczym dzisiejsza pogoda za moim oknem, opowiadanie stoi. W takich przypadkach na zdecydowanie dalszy plan u mnie schodzą inne elementy, zwłaszcza że tekst napisany jest bardzo dobrze. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki, Śniąca, za odwiedziny i bibliotekę. Ostatnio eksperymentuję z klimatem, jak mam gorsze dni :)

Niesamowicie łatwo “poczuć” opowiadanie. Matka taka zołza, wiedźma, czarownica itp. ale głównej bohaterce chce się kibicować. Powtórzę po innych, ale klimat jest i nawet jak nie dla mnie takie ckliwe historie, to czytało mi się bardzo dobrze. :)

To to bardzo się cieszę, AC. :D

Wydawałoby się, że faceta ciężko ruszyć takim sentymentalnym pitu-pitu, a jednak się udało. Dzięki. :)

Pogoda zmusza do takich a nie innych uczuć. ;) Co absolutnie nie ujmuje samemu opowiadaniu!

Dziękuję, AC. Mam nadzieję, że wkrótce wyjdzie słoneczko i powstanie jakiś bardziej optymistyczny tekst. :)

Z komórki nie wyłapię miejsc, które bym poprawiła, więc na razie tylko uwagi ogólne. Pomysł mi się podoba, właściwie nie mam zastrzeżeń do głównego wątku. Pół żartem: ie rozumiem jak można pracę w archiwum uważać za nudną?? A w kwestii archiwów – dlaczego ktoś sięgnął natychmiast na tę półkę, gdzie nikt nie miał w najbliższym czasie sięgać? Ta informacja jest myląca i wydaje się mieć znaczenie, a chyba nie ma.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, toż praca urzędnika jest tak mało kreatywna, że bidule muszą po robocie coś tworzyć. ;)

Tu akurat nie jest powiedziane, czy ktoś od razu sięgnął na półkę. Może kartka przeleżała tam kilka, a nawet kilkanaście lat. Daj się Elwirze chłopem nacieszyć. ;)

Archiwista to nie urzędnik! Ja bym mogła pracować w archiwum, gdyby była tam druga zmiana… A co do zakończenia – podkreśl może jakoś ten upływ czasu?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Jak pracuje w archiwum urzędu to urzędnik. :D

Teraz sobie dopiero uzmysłowiłam, że w takim przypadku nie mogła jechać jedynką na Plac Wszystkich Świętych, bo archiwum UMK jest na Dobrego Pasterza. Pomyślę nad zmianą czasu.

Ach, takie archiwum ;) Moje pierwsze skojarzenie z archiwum w Krk to Sienna…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

W takim, to rzeczywiście można pracować. :)

Komórka odmówiła mi współpracy, więc już nie dopisałam, że drugie to Wawel, z którym w dodatku mam miłe i zabawne wspomnienia, jak miałam sfotografować coś dla znajomej z Francji i okazało się, że jest to gigantyczna płachta z planem pałacu. Pan archiwista nie był w stanie znaleźć drabiny, więc powiedział mi, żebym weszła na stół i fotografowała ze stołu :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Z królewskiego stołu, oczywiście. ;D

Bardzo nostalgiczne opowiadanie, AQQ. Obyczajówka to Twoja mocna strona, kolejny raz dobrze rysujesz bohaterów, ich charaktery, wygląd. Są wyraziści, bez dwóch zdań. Pomysł też mi się podobał. Zmiana w bohaterce pod wpływem rysowania i towarzyszącym temu wydarzeń przekonująca. Tak mogłoby dziać się naprawdę. ;)

Jedyna uwaga to… To opowiadanie nie na ten portal. Myślę, że na innych forach, pisarskich ogólnie, dostałabyś bardziej rozbudowany feedback strony obyczajowej.

Pozdrawiam.

Dzięki, Darconie. Muszę się mocno zastanowić nad tym moim pisaniem. Rzeczywiście obyczajówka jakoś ostatnio coraz bardziej mnie pociąga, ale nie wyobrażam sobie, żeby w tym wszystkim nie było jakiegoś elementu fantastycznego. Lubię ten portal, bo bardzo wiele dostałam od ludzi tutaj.

W każdym razie bardzo się cieszę, że opowiadanie ci się podobało. Jeszcze raz dzięki za komentarz i odwiedziny. :)

Świetne opowiadanie. Może jestem miękki i sentymentalny, ale mnie strasznie ruszyło ;) Bardzo, nomen omen, plastyczny język, a ci bohaterowie są naprawdę przekonujący, ludzie jak żywi. Fantastyka jest tu lekka, ale jednak istotna fabularnie, bo bez efektu “magicznego ołówka” dziewczyna nie doświadczyłaby czegoś, co tak naprawdę (w jej odczuciu) miało nigdy nie być jej dane, a to rozgoryczenie pchnęło ją do samobójstwa. Mój jedyny (bardzo subiektywny) zarzut jest taki, że motywacja do zakończenia życia była tak delikatnie nakreślona, że musiałem się wrócić i przyjrzeć słowu “pustka”, żeby załapać. Mi zabrakło jakiegoś zdania, które by to podkreśliły, jakiegoś może foreshadowingu, sam nie wiem.

Daję klika, inaczej być nie może.

Dzięki, Masterze. Cóż może powiedzieć autor, gdy czyta takie słowa pod swoim tekstem? Może się tylko cieszyć, że udało “ruszyć” czytelnika, i że generalnie mu wyszło to. co zamierzył.

Co do tej “pustki”, to Elwira ją poczuła po wszystkim, gdy mężczyzna zniknął. Jedynym rozwiązaniem, by być z nim już zawsze było narysowanie siebie i jego i tylko w takiej formie ten związek mógł przetrwać.

Dziękuję za odwiedziny, komentarz i klika. :)

Ładna obyczajówka, trochę smutna, trochę straszna, ale nie przez element nadprzyrodzony, a paskudną rzeczywistość. 

Końcówkę zrozumiałam w ten sposób, że Elwira i ten facet żyją teraz razem w narysowanym świecie. 

Bardzo mi się podobało, głównie przez realizm bohaterów.

Dzięki, Rosso. Fajnie, że właśnie tak odebrałaś ten tekst i właściwie zrozumiałaś końcówkę. prawdziwe szczęście można osiągnąć tylko w narysowanym świecie. :)

Ładne :)

Dzięki, Anet. :)

Może to i sentymentalne pitu pitu, ale czytało się naprawdę nieźle. ;)

A Elwirze współczuję nie z powodu blizny czy wycofania, ale z powodu strasznej mamuśki. Szkoda, że jej nie narysowała i nie zagłaskała…

 

Był tak rze­czy­wi­sty, jak ona sam. –> Literówka.

 

prze­su­wa­ją­ce się za oknem ob­ra­zy, znie­kształ­co­ne przez stru­gi desz­czu. Ten sur­re­ali­stycz­ny obraz wydał jej się… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Długa, go­rą­ca ką­piel była tym, czego El­wi­ra naj­bar­dziej po­trze­bo­wa­ła w tej chwi­li i po­sta­no­wi­ła to wy­ko­rzy­stać tak długo, jak tylko się dało.

– Eeeel­wiiii­ra­aaa! – Matka była wy­raź­nie po­iry­to­wa­na – Co ty tam ro­bisz tak długo?! –> Jak wyżej.

 

Na pewno nie ty – wy­szep­ta­ła cicho. –> Wystarczy: Na pewno nie ty – wy­szep­ta­ła.

Szept jest cichy z definicji.

 

Z two­jej renty cięż­ko by­ło­by cię wy­ży­wić… –> Z two­jej renty trudno by­ło­by cię wy­ży­wić

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :) Cieszę się, że miałaś frajdę z czytania. Narysować można wszystko, ale widocznie Elwira była mało kreatywna. :D

 

Poprawki wprowadzę w wolnej chwili

W wannie jakoś sobie poradziła… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka