- Opowiadanie: maciekzolnowski - Mroczna przypowieść o płaczącej wierzbie

Mroczna przypowieść o płaczącej wierzbie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Mroczna przypowieść o płaczącej wierzbie

Zdobią ją girlandy długaśnych, malachitowych włosów, niby wodotryski usiłujące przełamać grawitację. Ze swą bujną zielenią, w górę wystrzeliwuje, by za chwilę efektownie opaść. Zalotnie flirtuje, ucinając sobie przelotną pogawędkę z letnim wiatrem. Wierzba płacząca.

Grześ, nieborak stanął w jej cieniu, a ona milczy cała, jak to wierzba.

A w pobliżu znajdowało się gniazdo mrówek i Grześ tam właśnie polazł. Wrócił ze śliczną mróweczką Calineczką i ją na oczkach wierzby ukatrupił. A ona – znowu nic na to. I nawet nie zaszumi.

Popędził więc Grześ po chomika. I tak idzie. I wnet już mu łeb skręca, taszcząc niczym woreczek ryżu sypkiego, bieluchnego. A drzewko nic.

Poszedł więc Grześ po baranka i, niczym pogan jeden, kniei ofiarował baranka. A płacząca na to: ani be, ani me, ani kukuryku.

Powiesił się Grześ na gałęzi, by sprawdzić, co się stanie. I czemu milczy jak zaklęty ów świadek czynów tak okrutnych. I wtenczas dopiero drzewko się ożywiło, pięknie przemówiło i zmieniło w przecudną baletnicę, dziewicę. Ale umarlak, okrutnik zatracony, dojrzeć tego już nie zdołał. 

Koniec

Komentarze

I to samo jako drabbelek:

 

Zdobią ją girlandy długaśnych, malachitowych włosów, niby wodotryski przełamujące grawitację; z wiatrem gaworzy. Grześ, nieborak w cieniu schowany, a ona milczy. Gniazdo mrówek znajduje się w pobliżu. Tam gna. Wraca z mróweczką i ją na oczkach wierzby morduje. Ona znowu nic, nawet nie zaszumi. Pędzi więc Grześ po chomiczka, wnet już mu łebek skręca, taszcząc niczym ryżu woreczek. Drzewko nic. Idzie więc Grześ po baranka i go, niczym poganin, kniei darowuje. A płacząca – ani be, ani me. Wiesza się Grześ na gałęzi, by sprawdzić, co się stanie. I wtenczas drzewko się ożywia, zmienia w gołębicę. Ale umarlak tego nie widzi! 

O, na dwa w jednym się załapałam ;) 

Grześ, nieborak stanął w jej cieniu, a ona milczy cała, jak to wierzba.

Po co tu jest ten pierwszy przecinek? To chyba trzeba jakoś inaczej zapisać. Grześ-nieborak? Ale może ktoś mądrzejszy się wypowie.

I jest bardzo dużo Grzesia w tym tekście, ale chyba zamierzenie.

W sumie nie czuję mroku w tej historii. I ostatnie zdanie (w obu wersjach) wydaje mi się niepotrzebne. Skoro ktoś nie żyje, to wiadomo, że nic nie widzi.

Mam pytanie techniczne: skoro wierzba zamieniła się w baletnicę, to gdzie na niej wisi Grześ?

No…

Ogólnie dobrze mi się czytało :)

Oj, Anet się rozpisała na maksa, no nie wierzę! Dzięki tak w ogóle! :))

 

Wyjaśniam wątpliwości:

“Idzie rak nieborak, Raz do przodu a raz wspak. Idzie rak nieborak, Jak uszczypnie, będzie znak”. Przecinek (a nawet myślnik) jest wg mnie możliwy, ale zupełnie niepotrzebny.

“Skoro wierzba zamieniła się w baletnicę, to gdzie na niej wisi Grześ”. ??? Naprzód się powiesił, a dopiero potem wierzba uległa metamorfozie.

I faktycznie: nadużywam jego imienia nadaremno.

A mroku mogłoby być rzeczywiście więcej, bo to zasadniczo bajka nie dla grzecznych i nie dla dzieci!

 

Uzupełnienie:

Ależ dziwna postać z tego Grześka mi się wykreowała, nieprawdaż? No bo… zastanówmy się nad tym przez chwilę. Nie dość, że wiejski głupek, to jeszcze sadysta, czciciel drzew, człek przesądny i irracjonalny – świr jednym słowem. 

 

Dużo serwujesz tych miniaturek literackich. Czytało się dobrze, ale jakoś nie kupuję tej bajki o wierzbie i Grzesiu. 

Z nieborakiem się nie będę spierać, bo nie wiem. Przy okazji się dowiedziałam, że w tej wierszowance jest więcej niż jeden wers ;)

Wyobraziłam sobie wierzbę z wiszącym Grzesiem, przemieniającą się w baletnicę z wiszącym na niej Grzesiem ;)

W sumie to można zinterpretować na smutno: człowiek całe życie stara się, do czegoś dąży i umiera w przeświadczeniu, że mu się to nie udało.

Wyjątkowo ciekawa interpretacja, Anet. 

 

Właściwie, skoro to nie drabbelek, mogłem bardziej się przyłożyć i parę spraw doprecyzować. Dopisać też mogłem i nadal mogę kilka zdań, które by konsekwentnie tworzyły mroczną aurę bajki.

 

Dzięki za komentarz, Deirdriu. Nie jest to me najukochańsze dziecię (że tak powiem). :)

OK, jest jakiś kawałek historii, a nie tylko impresja. Idziesz w dobrą stronę, IMO.

Ale czy na wierzbie płaczącej można się powiesić? Znaczy, czy ona ma wystarczająco grube gałęzie i wystarczająco wysoko? Nigdy nie próbowałam, ale mnie się płacząca kojarzy z dość niskim pniem i wiotkimi gałęziami.

Babska logika rządzi!

Może trzeba się przywiązać tymi gałązkami i czekać, aż się umrze z głodu?

Nie wiem, wieszałam się tylko na trzepaku i drabinkach, ale dość dawno temu i nie na zawsze ;)

Fajne :-) 

No dobra, napiszę więcej – jest historia, jest klimat, jest to wszystko bardzo ładnie napisane i nie bezsensownie poplątane, jak to o lodziarce. Forma dobrze zgrywa się z treścią. Jestem ukontentowany! I te słodkie nawiązania do wierszyka o Grzesiu… 

Finklo – zdecydowanie można. Pod szkołą w mojej wsi rosły ogromniaste wierzby płaczące. Może to jakaś inna odmiana, ale były większe i bardziej rozłożyste od starych kasztanowców. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

OK, przyjmuję do wiadomości, że dotychczas spotykałam jakieś karłowate osobniki.

Babska logika rządzi!

“OK, przyjmuję do wiadomości, że dotychczas spotykałam jakieś karłowate osobniki”. Gdzież są Ci łowcy mitów z YouTuba? ;)

Dzięki wielkie, Thargone! Cieszę się, że jesteś kontent. A lody w takim razie wychodzą (znaczy się: coś z nimi zrobię albo całkiem wywalę). ;)

“Może trzeba się przywiązać tymi gałązkami i czekać, aż się umrze z głodu?” W sumie czemu nie? Niech sobie Grześ wybierze, w jaki sposób chce ze sobą skończyć. W ramach ostatniej woli…

Podobno źli druidzi splatali klatki i w nich palili ludzi. ;-)

Babska logika rządzi!

Do tej pory Grześ chodził przez wieś i nosił piasek, i co stało na przeszkodzie, aby tak pozostało po wsze czasy? Czy naprawdę musiałeś sprawić, Maćku, żeby wioskowy głuptasek porzucił ulubione zajęcie i zabrał się do mordowania zwierzątek?

A sama wierzba, no cóż, zdała mi się w tej historii jakby mało istotna i niepodobna do siebie – zamiast zapłakać, wiruje w tańcu.

A zwierzątek żal.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, Reg. Jak to dobrze, że jesteś. Już myślałem, że udałaś się na urlop i nici z komentowania, nici z dobrych rad, za które, jak zwykle, serdecznie dziękuję! Oj, żal zwierzaczków, żal! Ten Grześ jest widocznie inny, a i wierzba płaczliwą być wcale nie zamierza i woli sobie radośnie po pląsać. Takie to u nas w Beskidach drzewka się znajdują: każde jest inne, każde ma swoją historyjkę do opowiedzenia, każde jest nietypowe, każde – na swój sposób piękne niczym baletnica z tej opowiastki. ;) 

Jakże mnie cieszy, Maćku, Twoje zadowolenie z mojej obecności. ;)

Urlopów już nie miewam, więc nie mają one wpływu na żadne moje poczynania.

 

 Takie to u nas w Be­ski­dach drzew­ka się znaj­du­ją…

Słuszne miałam podejrzenia, że tytułowa wierzba do typowych nie należy, no, ale skoro ona bardziej beskidzka, niż płacząca… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miałem na myśli okres urlopowy generalnie, lato, wakacje. Pousuwałem parę tekstów w myśl zasady: mniej oznacza lepiej. ;) 

Mam nadzieję, że pierwej poddałeś teksty stosownej selekcji, że nie poszedłeś na żywioł i nie pousuwałeś ich jak leci. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Trochę jednak poszedłem na żywioł; i dobrze! :)

Podoba mi się ten przesadnie bajkowy, dziwaczny styl, świetnie podkreśla makabrę tej jakby-ludowej-ale-nie-do-końca opowiastki. Co do samej treści… Swoją reakcję opisałbym tak: konsternacja spod znaku “yy, co ja czytam…?”

…ale w sumie lubię się czasem tak poczuć :)

No i widzisz, Master-of-Orion, wszystko jasne. Sama makabra jest na pewno ciekawa w wersji ludowej (tej oryginalnie pierwotnej). Na szczęście bywa, że udaje mi się nieraz napisać coś mniej dziwacznego i “normalnego”. Dzięki, pozdrawiam! M :) 

Nie podeszło. Mam podobne odczucia jak master, ale mi ta “dziwność” nie zagrała. W tak krótkim fragmencie chciałbym jakiegoś szaleństwa, łopaty, którą zdzielisz mnie przez potylicę – a wyszło trochę takie na siłę, przesadzone. Choć sama puenta jak najbardziej okej.

OK, dzięki, Stn. Może następnym razem podejdzie… 

Interesujący style, ale koniec końców nie podszedł. Pewnie przez zbytnie odejście w stronę inności. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wiem, że poszedłem w tany. Koniec końców: można by to było napisać inaczej: prościej i mroczniej. Dzięki, NWM.

Nie wiem jak Twój tekst skomentować, Macieju.

Czytam te szorty czasem i zazwyczaj jestem zaskoczony tym jakimi ścieżkami chadzają Twoje myśli i jakie wybierasz tematy. Piszesz swoim stylem, czasem lekko stylizujesz, czasem szort przypomina przypowieść, czasem gawędę. Zazwyczaj jest ludycznie i trąci folklorem. Nie zawsze jestem zadowolony, innym razem bywam uśmiechnięty. A tym razem nie wiem co powiedzieć. Zaskakujące to jest na pewno. Napisane przecież całkiem dobrze (to zdanie zaczynające się od “A w pobliżu…” dziwnie mi zabrzmiało).

Nie wiem dlaczego Grześ wyczyniał takie okrutne rzeczy pod pniem wierzby, nie rozumiem dlaczego się powiesił. Jeśli to wszystko żartem jest, to makabrycznym trochę. Jeśli makabrą to jakby dowcipną. 

Zatem…

Nie wiem jak Twój tekst skomentować, Macieju ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka