- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Inny sposób

Inny sposób

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Inny sposób

 

Wicher dął od zachodu.

Rozwiewał wznoszące się nad lasem czarne warkocze dymu. Czerwono-żółte jęzory ognia strzelały w niebo ze stosów, pochłaniając skwierczące na nich włochate truchła. Dał się słyszeć przeraźliwy skowyt, krzyki ludzi, tętent koni galopujących leśnymi duktami. W Dolinie Olch polowano na wilkołaki, a księżyc w pełni świecił jasno.

Innego sposobu nie ma, pomyślał Skaron. Jeśli Damroka, moja najukochańsza córka, ma być bezpieczna, innego sposobu nie ma.

Stał na leśnej polanie, pod rozgwieżdżonym niebem, pod szumiącymi na wietrze gałęziami olch, a jego twarz zbryzganą była krwią. I nie tylko twarz. Ciemnoczerwona, gęsta posoka pokrywała go całego, od stożkowego hełmu, poprzez gruby brunatny kaftan, aż po niebieską tunikę. Stal szłomu migotała odbitym światłem buzujących ogni. Duszący smród palonego mięsa wdzierał się w nozdrza.

Skaron trzymał w rękach stworzenie wielkości małego psa. Palce ściskały włochate ciało, ciepłą kulkę, skomlącą rozpaczliwie, wyjącą, desperacko usiłującą wyrwać się na wolność.

Przed nim zaś, w odległości zaledwie dwóch sążni, warcząc i dygocąc z wściekłości, stał wilkołak.

Wysoki był na stóp bez mała siedem, miał długaśne przednie łapy sięgające niemal kolan, zakończone długimi szponami oraz łeb jak u wilka. Ostre niczym brzytwy zębiska i szpiczaste uszy. Jednak najgorsze były oczy. Żółte, jarzące się dziwnym światłem i niewiarygodnie dzikie. Skaron czuł, jak spojrzenie stwora przewierca go na wylot, odbiera siły, paraliżuje, obezwładnia zimną grozą.

Rozejrzał się. Wszyscy obecni w lesie zajęci byli walką lub wzniecaniem ogni. Rozsznurował kudłaty kubrak i schował skamlącego stworka za pazuchę.

– I tak nie ujdziesz razem z nim – powiedział. – Razem skończycie na stosie. 

– Młode za młode – wycharczał wilkołak, rozwierając paszczę. – Dziecko za dziecko. Twoje za moje.

– Nie musi umierać. Zabieram go.

W okamgnieniu pojawili się zbrojni. Tuzin połyskujących hełmami i kolczugami mężczyzn, dzierżących włócznie lub szerokie topory. Otoczyli stwora, wznieśli broń.

– Hajda, chłopy! – zawołał jeden z nich. – Bij! I na stos z nim.

Wilkołak długim susem dopadł najbliższego, przygniótł do ziemi szponiastymi łapami i jednym kłapnięciem paszczy wyrwał mu z szyi kawał mięsa. Skoczył na następnego, zbliżającego się z włócznią. Temu dane było przeżyć. Wilkołak odbił się od zbrojnego silnymi tylnymi łapami, odrzucając go przy tym na rosnącą obok olchę. Wyrwał się z osaczenia, roztrącając kolejnych dwóch napastników i pognał w ciemność lasu, poza kręgi światła rzucanego przez płonące stosy.

– Młode za młode! – zaryczał z oddali. – Młode za młode, człowieku!

Skaron ścisnął młode wilkołaka pod kożuchem i pobiegł. Przemknął między stosami, dusząc się odorem płonących ciał. Skoczył w zarośla i zniknął.

 

***

 

Nastała zima. Śnieg zasypał drogi, lód skuł rzeki i jeziora. Obławy na wilkołaki ustały. Niewiele ich już pozostało w kniejach Doliny Olch.

Niebo było szarobure i nijakie. Skaron odszedł daleko, aż na skraj ciemnego lasu, a śnieg skrzypiał pod jego stopami. W borze terkotał dzięcioł, świergotała jemiołuszka, smętnie szumiały olchy. Było zimno.

– Teraz masz szansę. – Rozchylił poły wełnianego kubraka i wypuścił pokryte czarną sierścią stworzenie. Zapadło się w śnieg prawie po szpiczaste uczy, ale szybko poradziło sobie i długimi susami pognało w stronę lasu, rozgarniając śnieg silnymi, szponiastymi łapami.

– Nie skowycz, nie wyj – zawołał za nim – bo cię wytropią. Nie wiem czy się odnajdziecie, ale innego sposobu nie ma. Innego sposobu nie ma – powtórzył cicho, kiedy młode znikało w zaśnieżonym lesie.

Wypuszczenie wilkołaka wieńczyło ten rozdział jego życia, w którym musiał mordować. A przynajmniej tak wtedy myślał. Poszedł polną drogą do domu, a wysłużony topór ciążył mu jak nigdy dotąd.

 

***

 

O tym, że coś jest nie tak, mogły świadczyć drzwi chaty, niedomknięte pomimo lodowatego wiatru. Mogły to być ślady ciężkich buciorów na ścieżce lub też ułamana gałąź stojącej przed domem bezlistnej olchy. W końcu – mógł to być trup, który na tej olsze wisiał.

Wisielec był drobnej budowy. Wiatr kołysał jego ciałem, a lina, na której dyndał, trzeszczała pod ciężarem. Oczy miał szkliste i nieruchome, twarz zastygłą w niemym krzyku. Kędzierzawe włosy przyprószone były śniegiem, zlepione zaschłą krwią. Skaron rozpoznał go natychmiast.

Wisielcem był Branko, bezdomny wyrostek. Często przychodził do Damroki, bo zakochał się w niej na zabój.

Wojownik poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Zacisnął zęby. Wyszarpnął zza pasa topór i popędził do chaty. Brodząc po kolana w śniegu, dobiegł do drzwi i pchnął je z mocą. Wpadł do środka z bronią wzniesioną do ciosu.

 

***

 

Owionęło go ciepło bijące od ognia na palenisku. W chacie zobaczył trzech mężczyzn, opancerzonych i uzbrojonych. Największy z nich, ogromny brodacz, trzymał Damrokę na kolanach. Obok nich drugi zbir, żylasty, z kręconymi czarnymi włosami, ściskał jej policzki i próbował pocałować. Zerwali jej już z głowy czepek i rozchełstali zielony kubrak. Trzeci, łysy, z paskudną szramą na policzku, stał zaraz za drzwiami, trzymając miecz o szerokiej klindze. Dziewczyna szamotała się, wyrywała. I płakała.

Skaron nie myślał. Rąbnął toporem, mierząc w czerep łysego.

Zbir odbił cios. Żeleźce szczęknęło o klingę. Mężczyźni zwarli się w walce. Skaron, dysząc i klnąc; łysy, rechocząc rubasznie. Doskoczyło dwóch pozostałych. Wojownik poczuł uderzenie w głowę. Pociemniało mu przed oczami i padł bez czucia.

Ocknął się, czując tępy ból w potylicy i krew ściekającą na czoło. Przetarł oczy i teraz zobaczył ich dokładniej. Za stołem siedział wielki chłop, wysoki na grubo ponad sześć stóp, z długą, bujną brodą. Pił z drewnianego kubka, a piwo ściekało mu na brodę i brzuch. Drugi, ten z czarnymi kręconymi włosami, przyciskał do ławy wierzgającą, płaczącą i piszczącą Damrokę. Najemnicy. Zbiry wynajęte do walki z wilkołakami, którzy nagle stracili zajęcie. Nikt nie wiedział, co z nimi zrobić, a odejść z Doliny po dobroci nie chcieli.

Nie czekał. Zerwał się z podłogi, złapał leżący na stole topór. Czarnowłosy był najbliżej, właśnie sięgał Damroce pod giezło. Skaron rąbnął z góry. Ostrze ześliznęło się po czaszce, zrywając kępy włosów i obcinając ucho. 

Uderzony zatoczył się, siadł ciężko na drewnianym zydlu. Pomacał ranę, spojrzał na zakrwawione palce. Jęknął. Damroka zapiszczała świdrująco. Skuliła się w kącie, zakryła dłońmi uszy. Drżała jak w febrze.

Wielki brodacz z rykiem wywalił stół, sięgnął po bojowy młot. Łysy dobył miecza, zamachnął się. Ciął krótko, nad biodro.

Skaron poczuł, jak stal rozcina mu brzuch. Jęknął z bólu. Chlusnęła gorąca krew. Zatoczył się. Odskoczył przed nadlatującym obuchem młota, uderzając plecami w drzwi. Wypadł z chaty na śnieg.

Poczuł na twarzy zimne płatki. Zerwał się, naparł na drzwi i zatrzasnął je. Zbójcy ze środka pchali z drugiej strony. Skaron pośliznął się na śniegu, upadł na kolana. Wstał znowu. Było ich trzech, a on sam. Nie miał szans. Za chwilę go przemogą i to będzie koniec. Potem wrócą do Damroki.

Zbójcy naparli mocniej, stękając przy tym i klnąc parszywie. Drzwi zaczęły ustępować. Na piędź, potem na dwie piędzi. Z powstałej szczeliny wyłoniło się pokryte kolczugą ramię, dzierżące szeroki miecz.

– Młode za młode! – wrzasnął nagle Skaron. – Dziecko za dziecko! Dotrzymałem słowa! – krzyczał, pijany strachem i złością, a wiatr niósł jego głos ponad leśne ostępy. – Przyjdź do mojego dziecka, wilku!

I wilk przyszedł.

 

***

 

Powietrze rozdarł skowyt. Napór na drzwi nagle ustał. Wojownik podniósł się z ziemi i odwrócił.

Na zasypanej śniegiem ścieżce stały trzy wilkołaki. Świdrowały Skarona dzikimi, żółtymi ślepiami.

– Młode za młode – warknął ten stojący w środku, największy i najbardziej przerażający.

Wojownik był zbyt otępiały, by poczuć strach. Odrzucił topór w śnieg. Skłonił się przybyszom, jak gdyby byli to królowie.

Śnieg zaskrzypiał pod ciężkimi łapami. Skaron poczuł zapach mokrej sierści, gdy stwory przemknęły obok niego. Huknęły otwierane drzwi. Wtedy spostrzegł, że na ścieżce stoi jeszcze jeden wilkołak, widać bardzo młody, bo niewiele większy od małego psa.

Potem, za plecami, usłyszał wrzask. Gruby, lecz przechodzący w coraz cieńszy, zakończony piskiem. Jednocześnie klątwy i złorzeczenia. Zakotłowało się, coś zadudniło. Trzasnęła deska.

Stał, wciąż wpatrzony w młodego potwora, otępiały. Obok przemaszerował wilkołak, szponiastą łapą ciągnąc po śniegu za nogę wierzgającego i krzyczącego człowieka. Był to wielki brodacz, z twarzą rozoraną pazurami, wrzeszczący jak zarzynany wieprz.

Następnie przeciągnięto czarnowłosego. Ten zdawał się nieprzytomny. Na czole wykwitł mu olbrzymi krwiak.

Łysy ze szramą na policzku musiał bronić się dzielnie. Przez dłuższą chwilę z chaty dobiegały przekleństwa, odgłosy roztrzaskiwanych desek, tupot ciężkich butów.

Nagle rozległ się głośny rechot. Skaron odwrócił głowę.

Łysy wyszedł z chaty, śmiejąc się opętańczo. Przeszedł kilka kroków, a potem, wciąż rechocząc, padł na ziemię, zarył głową w śnieg. Śmiech umilkł. Zbir odwrócił się na plecy i zaczął błagać. Potem wrzeszczał, pomstował. I znowu błagał. Wychodzący za nim z chaty wilkołak złapał go za but i pociągnął za sobą. Zbir wierzgał i kopał, usiłując wyrwać się z uścisku muskularnej łapy.

– Litości! Zmiłujcie się, litości!

Ale łapa trzymała mocno. A litości tego dnia nie okazywano.

Trzy wilkołaki oddaliły się od chaty, ciągnąc swoje zdobycze przez głęboki śnieg. Największy z nich przystanął i spojrzał na Skarona dzikimi żółtymi oczami. Potem odwrócił się i odszedł w ciemność boru. Wleczony przez niego łysy najemnik na przemian skamlał o litość i miotał groźby. Mały wilkołak podreptał za nimi, powarkując cicho.

Skaron wrócił do izby. Damroka chlipała w kącie, z twarzą ukrytą w ramionach. Siadł ciężko obok niej na zbryzganej krwią podłodze. Objął córkę i rozpłakał się. A drzwi chaty skrzypiały poruszane wiatrem.

 

***

 

Wicher dął od zachodu.

Pod osłoną nocy, w cichym, przysypanym śniegiem lesie, słychać było mlaskanie i chrzęst kruszonych kości. Opodal wykrotu, wśród krzaków jałowca, trwała uczta. Ostatnia wieczerza wilkołaków w Dolinie Olch, zanim opuściły ją na zawsze.

Ponoć łysy krzyczał do samego końca.

Koniec

Komentarze

Mocny tekst. Pierwsza scena bardzo mi się podobała, zarówno do do momentu, gdy myślałem jeszcze, ze trzymany jest zwykły szczeniak (nie wiadomo po co, ale opis sceny tworzył się ciekawy), jak i później, gdy okazało się, że to młody wilkołak.

Całość ma w sobie coś z oldschoolowego fantasy, takiego trochę w klimacie opowiadań, jakie były publikowane w e-zinach dyskietkowych (gimby nie znajo).

Niezrozumiałe jest natomiast dlaczego główna postać próbowała zabarykadowac najemników razem ze swoją córką (!). Powiedzmy, ze szok. Ale potem był opis trochę trzeźwiejszego myślenia. Trochę trudne jest tez uzasadnienie skąd wilkołaki z odsieczą pojawiły się tak szybko, choć tu widzę dwie możliwości. Pierwsza to taka, ze ów oldschool, o którym wspomniałem, jest nieprzypadkowy i cąłkiem świadomie użyto oldschoolowych naciągnięć fabularnych. Druga opcja, całkiem sensowna, że wypuszczneie młodego wilkołaka było w miejscu, w pobliżu którego był stary wilkołak i ten poszeł potem za głównym bohaterem.

A, początek (okrzyk “młode za młode” brzmi trochę jakby wilkołaki porwały dziecko, dopiero później wychodzi na to, ze to była raczej groźba. Wiem, że to wrażenie nie wynika z fabuły i jest jedynie interpretacją, tak więc to nie jest zarzut, a jedynie uwaga “ja to tak odczytałem”.

Tak czy inaczej dobry tekst. Mroczny, ciężki.

Dzięki za wizytę i komentarz, Wilku. Cieszę, się że dobry i mocny. :)

Główna postać chciała zabarykadować najemników w chacie po prostu dlatego, że ją atakowali, a unikając ciosów znalazła się na zewnątrz. Drzwi były jedynym sposobem na odgrodzenie się od nich i przeżycie.. Ratunek córki musiał poczekać, bo trudno kogoś ratować z mieczem w brzuchu. :) Sytuacja na “polu walki” wymusiła od niego takie a nie inne zachowanie.

Co do odsieczy – druga opcja, oczywiście. Działo się to zaraz po wypuszczeniu wilkołaczka, więc stare wilkołaczysko było blisko.

SPOILER ALERT: okrzyk miał brzmieć jako groźba lub obietnica, taki deal. Ciekawe w takim razie, jak odczytają to inni.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja byłam przekonana, że wilkołak miał córkę bohatera i nie bardzo ogarnęłam, czemu mu tego młodego nie chce oddać.

Trochę mi czas nie pasuje – ile go właściwie upłynęło od ostatniego polowania do tego, że nie da się pozbyć najemników? 

Też mi zazgrzytało zamknięcie dziewczyny ze zbirami – jasne, ogień walki jest wytłumaczeniem, ale patrząc na to z boku wygląda to co najmniej dziwnie.

 

Ale napisane wciągająco ;) 

Na samym początku przypomniała mi się Obława Kaczmarskiego i zadrżałam.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

No właśnie o czasie tez chciałem wspomnieć. Czysto “technicznie” wzmianka o nieodchodzących najemnikach jest komentarzem narratora, a nie myślą bohatera, ale odruchowo odbiera się to w ten drugi sposób. Znów, można to logicznie wyjaśnić (np. mogło dojść do jakiegoś zamieszania zaraz po bitwie, które bohater jeszcze zdążył zauważyć odchodząc z ukrytym szczenięciem), ale jest to wyjaśnienie naciągane (bezpieczeństwo szczenięcia, które mogło warknąć). Tak więc fragment do zaakcentowania jako “komentarz z boku”.

Co do tego myślenia bitewnego – są sytuacje, w których da się to tak uzasadnić, ale tutaj ledwo co główny bohater rzucał się sam na trzech, czyli jednak był pod wpływem emocji, a nie kalkulacji.

Ale fakt pozostaje faktem, w średnim opowiadaniu takie nieścisłości położyłyby całość na łopatki, tutaj tekst jako całość nadal się broni, a to o czymś świadczy :) 

Poczułam wiedźmińską wibrację idącą od tego tekstu. Jest potwór bardziej ludzki niż ludzie, jest powtarzana rytmicznie sentencja, która znajduje odzwierciedlenie w tytule.

W każdym razie ładnie napisane. Tak jak napisał wilk-zimowy: klasycznie. Ale ładnie.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wybranietz – cieszę się, że zadrżałaś. ;) Druga część opowiadania zaczyna się od informacji, że nastała zima, a wraz z nią skończyły się obławy na wilkołaki (w wyniku czego najemnicy stracili zajęcie i zaczęli rozrabiać w dolinie). Czas, jaki upłynął jest bliżej nieokreślony, ale musi to być kilka miesięcy, dlatego że podczas pierwszej bitwy zimy nie było, a dopiero potem “nastała”.

Wilku, nie bardzo rozumiem pierwszy akapit Twojego komentarza, ten o czasie. :)

Skaron musiał wypaść z chaty, żeby uniknąć ciosu. Następnie stanął sam przeciw 3 oprychom, więc zamknięcie ich w chacie było jedynym, co odwlekało czas jego śmierci. 

Minuskuła – Dzięki. Dopiero co skończyłem Trylogię Husycką, a i Wiedźminy czasem sobie przypominam, więc pewnie Sapkowski gdzieś tam we mnie siedzi. :)

Śniąca – przyjąłem. Zatem czekam jeszcze tylko na Kropkę Akceptacji od Cienia. :)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

No ładne. I emocjonujące. Acz nienowe – ze wszystkich potworów najgorszym jest człowiek. Ale podane – jak należy.

Czyta się!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Dzięki, Staruchu, cieszę się, że się podobało.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

El Lobo, mam na myśli czas między pierwsza a drugą sceną. Bo albo wraca do chaty zaraz po wypuszczeniu szczenięcia (czyli zaraz po pierwszej scenie), bo z jakiego innego powodu miałby ryzykować trzymanie małego wilkołaka przez kolejne dni/tygodnie (ryzyko nie tylko dla szczenięcia, które chciał uratować, ale tez dla niego samego: prowokowanie wilkołaków i zagrożenie reakcją innych mieszkańców w przypadku odkrycia tajemnicy) albo dzieje się to zaraz po ostatnim polowaniu (i wtedy te fakty znałby co prawda narrator, ale sam bohater co najwyżej mógłby się ich domyślać lub je wywnioskować.

o to to co wyżej mi w czasie nie pasowało.

czemu trzymał małego wilkołaka przez całe lato?

 

jeszcze na samym końcu bohater jest jakby zdziwiony tym małym wilkołakiem – co miałoby sens, jakby wypuścił go sporo wcześniej i teraz się dziwił, że mały pamięta, że uratował mu życie, ale mniej jak go trzymał całe lato i wypuścił godzinę wcześniej.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Oki, rozumiem Was. Zamysł był taki, że bohater rzeczywiście trzymał wilkołaka przez całe lato, a wypuścił dopiero na zimę, bo wtedy skończyły się polowania i mały miał szansę przeżyć. Chowanie młodego przez lato zostawiłem niejako w domyśle, a widać niesłusznie. Było napisać jaśniej, ale cóż, będzie nauczka na przyszłość. :)

W ostatniej scenie bohater nie miał być zdziwiony, lecz raczej otępiały, ale widocznie tak to wyszło.

Dzięki za uwagi!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nie nazwałbym tego mocną historią, ale pomysł z tych o ciężkim kalibrze. Nie do końca podobała mi się realizacja. Najmniej zaś podobało się to:

Ciemnoczerwona, gęsta posoka pokrywała go całego, od stożkowego hełmu, poprzez gruby brunatny kaftan, aż po niebieską tunikę.

Że też zawsze wojak musi być zalany krwią w takich historiach, krew musi się lać, jak u Tarantino. :(

Nie do końca zrozumiałem też, o co chodzi z “innego sposobu nie ma”.

Innego sposobu nie ma, pomyślał Skaron. Jeśli Damroka, moja najukochańsza córka, ma być bezpieczna, innego sposobu nie ma. (…)

Nie wiem czy się odnajdziecie, ale innego sposobu nie ma. Innego sposobu nie ma – powtórzył cicho, kiedy młode znikało w zaśnieżonym lesie.

Ale na co nie ma innego sposobu? Skaron od razu zakłada, że po nagonce na wilkołaki jego córka nie będzie bezpieczna? A dlaczego tylko ona? Czy mam rozumieć, że to chłop myśliciel i przewiduje co się (na pewno) w przyszłości stanie?

Po średnim początku, później jest lepiej. Choć wiesz, historia jakaś odkrywcza nie jest.

Pozdrawiam.

Dzięki za wizytę, Darcon.

Że też zawsze wojak musi być zalany krwią w takich historiach, krew musi się lać, jak u Tarantino. :(

Cóż, kwestia gustu. Mi się tak podobało, to tak napisałem. :)

A Tarantino zawsze w cenie. ;)

 

Co do drugiej kwestii – wręcz przeciwnie. Skaron uważa, że tylko wybicie wilkołaków zapewni bezpieczeństwo jego córce. Nie podoba mu się to, ale, no właśnie, innego sposobu nie ma.

W drugim przypadku chodziło o podkreślenie tego, że Skaron po raz kolejny robi coś, co nie do końca mu pasuje (bo jest ryzyko, że młody wilkołak i tak nie przeżyje), ale nie widzi innej możliwości. Miało to pokazywać pewien konflikt wewnętrzny u niego.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

I tak zaczęła się długa historia brania zakładników… ;-)

Też miałam problem z poprawnym rozszyfrowaniem myków. Też uznałam, że wilkołak więzi córkę bohatera i innego sposobu nie ma. ;-)

Ciekawe, czym się karmi młodego wilkołaka przez całe lato.

No, ale ogólnie czytało się przyjemnie, historia wciągnęła.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finkla, za wizytę i kliczka. Cieszę się, że na plus. :)

Teraz widzę w czym rzecz, ale cóż, już po terminie.

A młodego wilkołaka karmi się oczywiście tym samym, co dorosłego, tylko w mniejszych porcjach. ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Czyli daje mu się niemowlęta do zagryzienia? ;-)

Babska logika rządzi!

Na to wychodzi. Dorosłym mógłby się biedaczek przejeść i by go brzuszek rozbolał. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A młodego wilkołaka karmi się oczywiście tym samym, co dorosłego, tylko w mniejszych porcjach. ;)

Czyli daje mu się niemowlęta do zagryzienia? ;-)

Wymiana 10/10.

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Coś kiepscy ci najemnicy, skoro dali się tak łatwo podejść. :p

Pomysł na historię miałeś ciężką, brudną i dojmującą, ale wykonanie trochę za nim nie nadążało. Miałem wrażenie, że przedstawiane fragmenty są nieco niespójne, co poprawiło się trochę dopiero w końcówce. Jeśli bierze się na warsztat tekst, który docelowo ma być tak krótki, no to skakanie pomiędzy scenami, bohaterami i tak dalej wprowadza niepotrzebny mętlik. Zwróciłbym następnym razem na Twoim miejscu uwagę także na byłozę, bo jakikolwiek inny czasownik zazwyczaj prezentuje się w zdaniu zgrabniej.

Dzięki za wizytę i uwagi.

Nie bardzo wiem, w jaki sposób dali się podejść – jakiegoś specjalnego fortelu nikt tam nie stosował. Wydaje mi się, że wszystko było raczej na chłopski rozum. ;)

Rozumiem skakanie między scenami – dobra uwaga. Nie rozumiem natomiast uwagi o skakaniu pomiędzy bohaterami, bo był tylko jeden i zawsze POV miało być z jego perspektywy (poza końcowym fragmencikiem).

Byłozę zostawiłem świadomie, traktując to jako eksperyment. Wyszedłem z założenia, że często “był” brzmi dobrze i naturalnie. Ale pomyślę nad tym. 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

To normalne, że czasownik "być" pojawia się częściej niż inne, również w literaturze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A mnie się podobało. Całkiem ciekawy pomysł i zajmujący. Przysługa za przysługę. Trochę mi się dłużył fragment, gdy próbowali zgwałcić dziewczynę, bo ojciec najpierw stracił przytomność i nie wiadomo na jak długo, a oni nic w tym czasie nie zrobili? Ale ogólnie mocne i ciekawe opowiadanie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Szczerze mówiąc, właśnie o czymś takim myślałam, patrząc na tę grafikę. No może nie kropka w kropkę, ale o czymś innym niż zwykła walka między wojem a wilkołakami. Pięknie się tu więc spisałeś. Podoba mi się takie nieszablonowe myślenie i postawienie przeciwników ramię w ramię w razie potrzeby.

Jedyna rzecz, która mi zazgrzytała nieco, to moment, gdy Skaron zamknął córkę ze zbirami. Raczej nie miało prawa jej to pomóc, a wręcz przeciwnie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za wizyty, komentarze i kliki!

Jeroh – właśnie też przyszło mi do głowy, że zbytnie gimnastykowanie się w celu uniknięcia “był”, podobnie jak powtórzeń, czasem sprawia, że tekst traci zamiast zyskiwać.

Morgiano – cieszę się, że się podobało. :) Dzięki za uwagi. Cóż, kajam się. ;)

Śniąca – cieszę się, że pięknie, i że trafiłem w Twój gust. :) Co do sytuacji ze zbirami – cóż, kiedy pisałem wydawało mi się, że ma to sens, ale nie miało. Albo nie przedstawiłem go odpowiednio. Dzięki za uwagę.

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Temat nienowy, ale ukazałeś go w emocjonujący sposób. Co prawda brakuje mi tutaj tła – czemu mordują wilkołaki, kiedy wojownik zawarł z nimi pakt, skąd wiedział o kłopotach córki. Jednak reszta jak najbardziej na miejscu. Walka szybka, potwory i opisy ciekawe, a końcówka interesująca.

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podobało mi się :)

NoWhereMan – dzięki za wizytę i klika. Mordują wilkołaki dla bezpieczeństwa ogólnie pojętego, a pakt został “zawarty” w momencie, gdy bohater wyniósł z pogromu młode wilkołaka. Córka kłopotów nie miała, dopóki nie pojawili się najemnicy. Wydawało mi się, że wynika to z pierwszego fragmentu, ale może nie był dość jasny.

Co do drugiej części – cieszę się, że podeszło. :)

Anet – cieszę się, dzięki za odwiedziny. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Bardzo fajne opowiadanie i – jednocześnie – świetny pomysł na interpretację grafiki; wyjście poza schemat, i to z niemałą gracją.

W przeciwieństwie do niektórych wcześniej komentujących, nie miałem problemu z interpretacją poszczególnych scen. Mała włochata kulka od razu była dla mnie wilkołakiem. Nie odniosłem też rażenia, jakoby córka bohatera była zakładnikiem wilkołaków (czy kimś takim), a i zjawienie się pozbawionych roboty najemników też nie wzbudziło wątpliwości; wszak jest zdanie o tym, że nadeszła zima – czyli mamy wyraźny przeskok czasowy – i że polowania się zakończyły (choć możliwe, że to jest fragment dopisany właśnie pod wpływem uwag poprzednich czytelników, nie wiem – dla mnie w każdym razie jest okey). Ucieczka Skarona z chaty podczas walki też wydaje mi się jak najbardziej logiczna, bo oczywistym było, że najemnicy najpierw zechcą pozbyć się kłopotliwego ojca-wojownika, a dopiero potem, spokojnie zająć się jego córką. Tak więc, świadom, że skupił na sobie całą uwagę wroga, Skaron mógł sobie pozwolić na taki manewr. Co więcej, było to nawet wskazane.

Co mi się w opowiadaniu nie podobało natomiast, to, mniej więcej po kolei: bezsensowny chaos podczas polowania na wilkołaki. Ja w każdym razie najpierw skupiłbym się na walce, a dopiero potem myślał o urządzaniu stosów i paleniu trucheł. W końcu wilkołaki to nie zające i potrafią się odgryźć, więc rozdzielanie sił, utrata czujności i ryzyko, że z myśliwego zmieniłbym się w ofiarę – o co z pewnością nietrudno podczas starcia z takim przeciwnikiem – jest wręcz nie do pomyślenia.

Fakt, że Skaron znalazł się na chwilę sam na sam z wilkołakiem, gdzieś w pobliżu jakiegoś stosu, ładnie dowodzi, że coś z tym planem faktycznie jest nie tak.

Kolejna kwestia, to bezsensownie patetyczne zdania (na szczęście niewiele) w stylu:

Innego sposobu nie ma, pomyślał Skaron. Jeśli Damroka, moja najukochańsza córka, ma być bezpieczna, innego sposobu nie ma.

Na splątane brody bogów chaosu, wyobrażasz sobie, żeby prawdziwy człowiek – w dodatku raczej prosty woj bez dyplomu z poezji stosowanej – formułował myśli w sposób tak górnolotny? Bo ja – ni chu chu. Albo “Damroka”, albo – zdecydowanie lepiej – “moja najukochańsza córka”, powinno wylecieć z tego zdania, bo jest nie tylko niepotrzebne, ale też i wygląda rażąco sztucznie i dosyć paskudnie; taki bardzo nachalny infodump służący wyłącznie zapoznaniu czytelnika z informacją, która przecież i tak wielokrotnie zostaje zawarta w dalszej części tekstu: że jest jakaś Damroka i dostała tutaj rolę córki bohatera.

 

Największym chyba jednak zgrzytem było dla mnie pierwsze starcie między najemnikami a gospodarzem. Prawda jest taka, że po nokaucie Skaron powinien zostać bez ceregieli zamordowany, a nie ogłuszony i pozostawiony sam sobie, w dodatku nawet nieskrępowany. Takie zagranie ze strony najemników było totalną nielogicznością; błędem, który – koniec końców – okazał się dla nich śmiertelny. I nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle do niego dopuścili, bo na pewno nie z litości.

Ogólnie jednak fajna, bardzo dobrze napisana i wciągająca historia, którą przysposobiłem sobie z prawdziwą przyjemnością.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Pewnie tego nie przeczytasz, Cieniu, ale i tak odpiszę, choćby kilka słów. :)

Wielkie dzięki za wizytę, rozbudowany komentarz, pochwały, uwagi, no i klika. Cieszę się, że się podobało i bez problemu zrozumiałeś cały mój zamysł.

 

Na splątane brody bogów chaosu, wyobrażasz sobie, żeby prawdziwy człowiek – w dodatku raczej prosty woj bez dyplomu z poezji stosowanej – formułował myśli w sposób tak górnolotny?

Nie wyobrażam sobie i przyznam się bez bicia, że też mi to zdanie nie pasowało. Powiem szczerze – termin i limit gonił, a ja obawiałem się, że bez tego tekst nie będzie do końca zrozumiały, więc zgrzeszyłem małym infodumpem.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hola, mi amigo!

Długom coś tutaj nie witał, ale w końcu przyszedł czas powrotu. I pierwszym tekstem, za jaki się zabrałem, został własnie Twój powyższy.

Opowiadanie naprawdę świetne, moim zdaniem plasujące się w czołówce najlepszych zgłoszonych na konkurs. W bezwzględnym limicie i jeszcze okrutniejszym terminie udało Ci się stworzyć ciekawą, zgrabną historię. I jak za tematem wilkołaków nie przepadam, tak Twoja wizja przypadła mi do gustu. Chylę czoła!

A na koniec – gratulacje i powodzenia w dalszej części konkursu! :)

Buenas tardes.

Jai guru de va!

Buenas tardes, Amigo :)

Disculpe, że dopiero teraz odpisuję, ale mam ostatnio dużo trabajo i to takiej muy duro. ;)

Cieszę się, że wróciłeś, właśnie coś Cię tu brakowało ostatnio.

Cieszę się również, że tak Ci się podobało, aż się czerwienię na te pochwały. ;)

Dzięki!

Hasta luego, Amigo!

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

De nada, de nada :)

Mi również zaczęła doskwierać rozłąka z Portalem – nieco więcej na ten temat znajdziesz w opisie mojego profilu. Mam nadzieję, że uda mi się odbudować “pozycję” stałego bywalca. Zarówno w tekstach jak i oczach użytkowników ;)

Jai guru de va!

To tak:

Podoba mi się pomysł (”młode za młode”), nie miałem problemu z odczytaniem pierwszej sceny jako układu, swoistego paktu: uratuj, człeku, moje młode, a my oszczędzimy/ocalimy twoje. Bardzo ładne wyjście poza schemat polowań na wilkołaki, cenię sobie takie pomysły.

I czyta się dobrze.

Plusik za nawiązanie do olch ;-)

 

Potem jednak jest gorzej, bo tekst trzeszczy mi nieco logicznie w założeniach i przeskokach czasowych.

 

Pierwsze primo: na jaki wuj wilkołak prosił oprawcę o pomoc, skoro za chwilę widzimy, że dość zręcznie wymyka się atakującym i znika w lesie? Co powoduje, że myśliwy biorący udział w wyrzynce wilkołaków decyduje się pójść na ten układ i ukryć wilkołacze szczenię, skoro zaraz wilkołaków nie będzie (no bo je pozabijają lub wypędzą)?

Drugie primo: przegapiłem upływ czasu między otwierającą sceną a “Nadeszła zima”. Przez to przy pierwszym czytaniu odniosłem wrażenie, że zdarzenia dzieli góra kilka dni – dopiero uwaga o najemnikach spowodowała powrót i doczytanie. Może warto bardziej zaznaczyć czas akcji → Kilka miesięcy później… jako śródtytuł?

Trzecie primo: lwią część objętości zżera potyczka z najemnikami, w której protagonista najpierw rzuca się na trzech, dostaje w łeb, potem znów rzuca się na trzech… Imo to całe dostawanie w łeb i budzenie się można sobie darować, skrócić starcie (co istotne: rzuca się na trzech, otrzymuje ranę, wycofuje się – a właśnie, czemu zbiry, mając jego córkę w środku, nie używają jej jako zakładniczki w starciu? Tępi tacy?). Oszczędziłbyś znaki na lepsze przedstawienie motywacji protagonisty, czasu akcji, podkreślenie jednym zdaniem upływu czasu i foreshadowing tego, że po wypuszczeniu szczenięcia wilkołaki nawoływały się wśród drzew (znaczy: blisko były, kundelki ;-) ).

 

– Młode za młode! – zaryczał z oddali. – Młode za młode, człowieku!

Skaron ścisnął młode wilkołaka pod kożuchem i pobiegł.

O ile w dialogu powtórzenia mają głęboki sens, w narracji można zastosować synonim: szczenię wilkołaka, małego wilkołaka etc.

 

Naprawdę dobry pomysł nas króciaka, który imo należałoby dopracować, żeby było wyyebanye w kosmos.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki za komentarz, PsychoFish.

Zapamiętałem z niego głównie to, że opowiadanie ma potencjał na bycie wyyebanym w kosmos. ;)

A teraz tak poważnie:

 

Pierwsze primo: na jaki wuj wilkołak prosił oprawcę o pomoc, skoro za chwilę widzimy, że dość zręcznie wymyka się atakującym i znika w lesie?

Bo miał szansę wydostać się tylko w pojedynkę, nie z młodym na plecach, co stwierdza bohater.

 

Co powoduje, że myśliwy biorący udział w wyrzynce wilkołaków decyduje się pójść na ten układ i ukryć wilkołacze szczenię, skoro zaraz wilkołaków nie będzie

Z takiego zwykłego ludzkiego odruchu. Wilkołaki trzeba wybić ze względów bezpieczeństwa, ale młode – jak bohater stwierdza – nie musi umierać.

 

Drugie primo: przegapiłem upływ czasu między otwierającą sceną a “Nadeszła zima”.

Znakiem tego ile czasu upłynęło miało być właśnie stwierdzenie “nadeszła zima”. :) Ale rzeczywiście był z tym problem.

 

Trzecie primo: lwią część objętości zżera potyczka z najemnikami, w której protagonista najpierw rzuca się na trzech, dostaje w łeb, potem znów rzuca się na trzech… Imo to całe dostawanie w łeb i budzenie się można sobie darować, skrócić starcie

Dobra uwaga.

 

O ile w dialogu powtórzenia mają głęboki sens, w narracji można zastosować synonim: szczenię wilkołaka, małego wilkołaka etc.

Akurat w tym przypadku powtórzenie było zamierzone, w sensie że wilk mówi o młodym, a bohater właśnie młode trzyma za pazuchą. Może nie wyszło to tak jak zamierzałem.

 

Dzięki za wizytę i rozbudowany komentarz.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Bo miał szansę wydostać się tylko w pojedynkę, nie z młodym na plecach, co stwierdza bohater.

 

Tak jakoś patrząc na łatwość, z jaką wilkołak się wymknął, naciągane to stwierdzenie ;-) A może potwór był ranny w sposób uniemożliwiający walkę i targanie ze sobą szczenięcia jednocześnie? Głośno myślę ;-)

 

Z takiego zwykłego ludzkiego odruchu. Wilkołaki trzeba wybić ze względów bezpieczeństwa, ale młode – jak bohater stwierdza – nie musi umierać.

 

Ten ludzki odruch mi zgrzyta. Ludzie, to pszem pana, generalnie som chuje. Egoistyczne. Tchórzliwe. Niefajne przetrwalniki. Wyrzynka wilkołaków jest tak konkretna, że tam krew zalewa ręce, twarze, mózgi… W takim amoku nawet najrozsądniejsi potrafią się zgubić. Więc co wybiło bohatera z bojowego zapału, co go skłoniło? Bo na zdrowy rozum – nic, może poza tym, że wilkołak pogroził mu śmiercią, zanim dotrą koledzy z osiedla? Tak tylko głośno myślę o dobrym wzmocnieniu motywacji… ;-)

 

Pamiętaj – ty, jako Autor, czytasz sobie komentarze, przetrawiasz, może coś z nich wyniesiesz, może nie. To nie znaczy, że komentujący mają rację – przedstawiają swoje odczucia i uwagi. Cieszę się zawsze, jeśli jakoś uruchomię proces myślowy. 

 

Pozdrawiam! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I jako autor jestem wdzięczny za wszelkie informacje zwrotne. :)

 

Przyznaję, że w tekście znalazły się pewne naciągnięcia fabularne i skróty myślowe. Dzięki komentarzom wiem czego unikać w przyszłości. Mógłbym tłumaczyć się limitem znaków, ale to słabe wytłumaczenie. ;)

 

Pozdrawiam :)

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nowa Fantastyka