- Opowiadanie: MrBrightside - Gdy przemówię, czy mnie wysłuchasz?

Gdy przemówię, czy mnie wysłuchasz?

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Gdy przemówię, czy mnie wysłuchasz?

Brnąc przez mleczną mgłę, należało uważać, by nie nadziać się na kolce tarniny – tak bowiem zarosła z rzadka uczęszczana ścieżka. Dziewczyna jedną ręką otuliła się dokładniej czerwonym pledem. Niegdyś imponował krwistym odcieniem, teraz jednak spłowiał; zniszczony przez czas i mdłe światło, lejące się z gęsto zasnutego chmurami firmamentu.

Samotny wilk krążył po okolicy, co rusz grożąc skądś swą wychudzoną sylwetką. Naraz przystanął, błysnął ślepiami, a potem uciekł precz. Dziewczyna zauważyła to, lecz szła niewzruszenie dalej. Wyglądała młodo, choć za młódkę się już nie uważała. Drżała z zimna potęgowanego wilgocią, nie ze strachu. Była tego pewna. Inaczej przecież nie podjęłaby się tej wyprawy.

Niosła koszyk z dwoma butelkami wina, więcej niż połową blachy placka i otwartym listem. Nie mogła się zatem objąć oburącz i skuteczniej ogrzać, wszak podarki należało zanieść prędko babci, bo, jak się dowiedziała, staruszka ostatnio podupadła na zdrowiu i potrzebowała wzmocnienia. Wyborny pretekst do złożenia wizyty.

Nędzna chatynka tkwiła na skraju polany, obok zaniedbanego poletka i zrujnowanej szopy, przy której straszył olbrzymi, choć nieaktywny, sięgający niemalże koron drzew mech. Na jego widok wędrowniczka instynktownie sprawdziła, czy amulet z mosiądzu i agatu nadal wisi na jej szyi. Wisiał.

Wyciągnęła zatem spod pledu siny, nie tak dawno oderwany palec i przemieliła go w ustach z chrzęstem. Przełknęła z grymasem. Dopiero wtedy zapukała do drzwi chaty. Minęła dłuższa chwila, lecz żadna reakcja nie nastąpiła.

– To ja – odezwała się głosem słodszym, niż się spodziewała. – Babciu, przyniosłam placek i wino.

Przylepiła ucho do drzwi, nasłuchując.

– Klucz jest w budzie, tam gdzie zwykle. Jestem za słaba, żeby ci otworzyć.

Dziewczyna w czerwieni odstąpiła od chaty i popatrzyła wokół. Przy szopie dostrzegła psią budę, lecz przytwierdzony do niej łańcuch kończył się ślepo. Podeszła tam, bacznie obserwując zastygłego w bezruchu, zdezelowanego mecha; oczekując, że w każdej chwili może się zbudzić, by zadawać śmierć. Nic takiego nie miało jednak miejsca. A klucz się znalazł.

Wycie wilka przecięło ciszę, gdy przybyszka przekraczała próg domostwa. Ciasne, zagracone wnętrze witało wonią ziół, ciepłem i półmrokiem. Staruszka w podomce gramoliła się na łóżku, próbując na nim usiąść.

– Nie widzisz gdzieś moich okularów, słońce?

Leżały na stole na środku izby. Dziewczyna postawiła kosz obok, a potem dyskretnie chwyciła okulary i schowała je za pazuchę.

– Nie widzę. Gdzie ich ostatnio używałaś?

– Ach, żebym to ja pamiętała… Myśliwy ostatnio mnie odwiedził, powinny leżeć gdzieś na…

Kobieta wdziała kapcie na skostniałe stopy i przygarbiona stanęła obok łóżka. W międzyczasie jej gość kończył montować prowizoryczną broń palną z elementów poukrywanych w sukni. Chwilę później dziewczyna wyciągnęła rękę i wystrzeliła cztery razy. Woń ozonu podrażniła nozdrza. Babcia została przygwożdżona do ściany za oba barki i oba uda połyskującymi prądem bełtami. Tego rodzaju Pacyfikator był całkiem popularny w rewolucyjnej armii.

– Przykro mi. – Napastniczka odrzuciła broń z obrzydzeniem, a ta rozpadła się na trzy części po uderzeniu o podłogę. Potem chwyciła wisior z agatem. – Nie trudź się. Powiedziano mi, że ten amulet ochroni nawet przed zdolnościami słynnej Yianny Mouferat.

Krew plamiła pastelowo błękitną podomkę.

– Wygląd, głos… nawet woń. Jak?…

– Twoja wnuczka to naiwne stworzenie. Niczego jej nie nauczyłaś. Nie pokazałaś jej jak przetrwać w tym okrutnym świecie. Była łatwym celem.

– To magia zmiany cechy! Ty musisz być Doppelganger, trucicielką z Pomorza Przedniego! Nie sądziłam, że Gildia przyśle kogoś tak szybko.

Doppelganger wyciągnęła stalowy sztylet, lecz, stając przed staruchą, zawahała się.

– To oczywiste, że musieliśmy zareagować. Szkodzisz nam wszystkim. Co ten mech robi koło twojej szopy? Co ty sobie w ogóle myślałaś?!

– Żołnierz wracał z bitwy. Był ranny. Pomogłam mu, to wszystko. Mech nie nadawał się już do użytku.

– Więc puściłaś wolno rewolucjonistę. Wroga.

– Nie miałam prawa go tu przetrzymywać.

– Ale miałaś prawo go zabić. Teraz tu wróci z tuzinem takich jak on, by uskuteczniać tę chorą ideologię wypleniania wszystkiego co magiczne.

– To człowiek, jak i my! Świat nie jest czarno-biały, na litość boską!

Doppelganger pchnęła ostrzem w brzuch staruchy. Ta aż zakrztusiła się krwią.

– Nie ma nas aż tyle. Jeśli nic nie zrobimy, to nas wytępią.

Sprawczyni przekręciła nożem w trzewiach ofiary. Z biedaczki powoli ulatywały świadomość i życie.

– Co za ból tracić tak wybitną wiedźmę. Ale za późno na łaskę. Yianno Mouferat, w imieniu Gildii Powierników Boskiej Cząstki skazuję cię na śmierć.

Ciało zawisło bez życia na czterech prętach. Wyglądało niczym monument, niczym sprofanowana świętość. Dziewczyna nie zabrała ze sobą narzędzia zbrodni, tylko oddychając płytko i szybko, w pośpiechu opuściła chatę.

Naraz umysł, dręczony wyrzutami, sprowokował wymioty. Chwilę zajęło dojście do siebie. Przekonanie własnych demonów, że nie ma miejsca na wątpliwości, jeśli chce się żyć.

Wiedźma z Pomorza Przedniego z wmówioną satysfakcją już miała ruszać w drogę powrotną, gdy stanęła jak wryta, bo oto z mgły, na przejściu polany w las, błyskały ślepia całej watahy wilków. Nie szykowały się jednak do ataku. Przeciwnie, wręcz skamlały.

Za plecami Doppelganger coś huknęło. Odwróciła się. Naraz z chaty wypadł stwór tak wielki, że musiał pochylić łeb, by wyjść z budynku. Futro barwy smoły lśniło na masywnym cielsku niczym blask księżyca, a z oczu, z przepięknych, złotych oczu, bił przejmujący spokój, pomimo sztyletu wystającego z piersi. Bestia szybkim pociągnięciem wyrwała broń i upuściła ją, z kolei rana poczęła zasklepiać się w oczach.

– Likantrop!

– Może gdybyś użyła ostrza ze srebra, a nie stali, na coś by ci się to zdało.

– To jakiś obłęd… – mruknęła dziewczyna w czerwieni. – Likantropy nie mówią!

– Owszem, mówią. Jestem człowiekiem, jak i ty, choć dotkniętym klątwą starszą niż sama ludzkość. Umiejętność czcigodnej Mouferat pozwoliła oczyścić mój umysł. Potrafiła wymazać zwierzęcy szał. Przywróciła mi człowieczeństwo.

– Po co miałaby to robić?!

– Bo uważała, że choć Boska Cząstka może objawiać się w różny sposób, każde z nas jest elementem tej samej całości. Twoja Gildia pragnęła wykorzystywać piękny umysł czcigodnej Mouferat do kontrolowania wrogów. Ona wolała poświęcić go innym.

– Nonsens! I co się z nią niby stało? Gdzie ona jest? Jak się jej odpłaciłeś za tę dobroć, potworze?!

– Prawdą jest, że jakiś czas temu czcigodna zaniemogła. Na łożu śmierci wykorzystała prastary czar, dzięki któremu będzie mogła oglądać przyszłość moimi oczyma.

Likantrop pogładził się po lśniącym podbrzuszu. Wyglądał na wzdęty. A może ciążowy…

– Z radością użyczyłem jej miejsca w moim ciele.

– W zamian przejmując jej wygląd… Cóż ci jednak z tego! Rewolucjoniści wrócą po tamtego mecha! Zabiją cię… Was zabiją!

– Mylisz się. Tamten żołnierz odszedł pięć miesięcy temu.

Ta wiadomość spadła na Doppelganger jak grom.

– Ludzie i nieludzie mogą żyć obok siebie. Potrzebna jest tylko wola. Twoja Gildia jej jednak nie wykazuje. Strata wybitnych jednostek zawsze boli, ale… Cóż, sama wydałaś na siebie wyrok.

Uniósł włochatą łapę. Wataha naraz rzuciła się do ataku, przywracając płowej czerwieni pledu jej dawną, krwawą barwę.

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przyjemna wariacja z dodatkowym zwrotem akcji. :)

Wyglądał na wzdęty wzdęty.

Jesteśmy ludźmi dotkniętymi klątwą starszą niż sama ludzkość.

Tu masz powtórzenie. I jakkolwiek dobrze nie brzmi, to kto rzucał tę klątwę? Wilcy? :)

grożąc skądś swą wychudzoną sylwetką

Paaanie, chyba restaturatorom groził. Może smukłą?

No chodzi mi o to, że bardzo chuda postać rzadko budzi we mnie niepokój. Może żal za jej okropny stan. Boję to się broni palnej i białej, pazurów, albo umięśnionego łapska, które tylko czeka, by mi przypier*. ;)

 

– Nie miałam prawa go tu przetrzymywać.

– Ale miałaś prawo go zabić.

Prawo =/= obowiązek. Fuck logic. I weź daj się kłócić dwóm kobietom. ;)

 

Sprawnie się to przeczytało, przyznaję. Posmakował nawet klimacik, jakieś echa Van Helsinga w tekście pobrzmiewają.

Ale mam problem z dialogami. Były miejscami zbyt moralizatorskie (czasem wręcz wymuszające na czytelniku jedną właściwą ocenę tejże sceny), a czasem… za dużo w nich upchnąłeś. Próbujesz przemycić w nich sporą ilość dodatkowych wątków, które zasługują na dłuższą opowieść. No, smakują mi infodumpami. Myślę, że dałbyś radę poukrywać więcej, poprzez rozbudowanie sceny, dodając więcej rekwizytów.

To moje zdanie. Ale ja dostaję po łbie za niedopowiedzenia, także ten. ;)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarze. :)

 

ac, cholera, konkretnie musiał być wzdęty ten brzuch. Że też taki syf się zawsze ostanie, coś okropnego. Poprawiam!

 

stn, ciekawe jakbyś śpiewał, jakby się na Ciebie wilk, nawet wychudzony, czaił! :p

Co do dialogów – pogłówkuję, ale cudów nie obiecuję. Zawsze powtarzam, że 10k to drakoński limit dobry może na napisanie wstępu. ;D

W sumie, to mnie masz. Nie pomyślałem o głodzie z tej drugiej, głodnej strony. :D

Wiem – sam miałem z tym problem. Strzelałem zdaniami, a potem rozstrzelali mnie. Upewniłem się, że nie lubię pisać takich szorciaków.

Spodobało mi się. Fajnie pożeniłeś obrazek z “Czerwonym Kapturkiem”. Naprawdę udany miks.

Jest parę zaskoczeń po drodze, więc czytało się z zainteresowaniem. Dzieje się.

I do obrazka też nieźle pasuje.

Chatynka stała licho na skraju polany,

Ale dlaczego “licho”? Potknęłam się na tym zdaniu.

Nie szykowały się jednak na ofiarę.

I na tym. Zabrzmiało, jakby (nie) chciały złożyć się na ołtarzu.

Powodzenia w konkursie.

Babska logika rządzi!

A ja się nieco zagubiłam, ach te zwroty akcji! Przyznam, że się chyba nie odnalazłam, i rozumiem tyle, że mamy tutaj podwójnego agenta.

Już widząc obrazek spodziewałam się jakiejś wariacji z Czerwonym, no i dostałam, co chciałam, w wersji ekstremalnej. Satysfakcja jest, bo ja tam kibicuję wilkom.

 

“Wyciągnęła zatem spod pledu siny(…)” – Się dwoiłam i troiłam, co to są “siny” :D

Dzięki za kolejne opinie.

 

Finklo, zajrzałem sobie podczas pisania do sjp i stoi tam, że “licho” to synonim słowa “nędznie”, a ponieważ potrafię sobie wyobrazić, że chatka stoi nędznie, to zostawię jak jest. Cieszę się, że się spodobało.

 

Żongler, no cóż, pod poprzednim moim tekstem się nasłuchałem, że nikt nic nie rozumie, więc myślałem, że 7k znaków i trójka bohaterów rozwiąże mój problem z niejasnością. Och ja, naiwny! ;)

Ej, jak już sobie wyobraziłeś, to opowiedz, czym liche stanie różni się od bogatego. ;-) Dodam jeszcze, że po drodze pałętało się “licho” jako rzeczownik.

Babska logika rządzi!

A co ma bycie lichym do bycia bogatym? Przeciwieństwem lichego jest, no nie wiem, dostojny, reprezentatywny, od biedy imponujący. A “licho” w tekście pojawia się tylko ten jeden raz, wszak o żadnych diabłach i innych czortach mowy tam nie ma. :p

No to różnica między lichym staniem a dostojnym, wszystko jedno.

Rzeczownikowego licha w tekście nie ma, ale i to rozważyłam, kiedy zastanawiałam się nad tym zdaniem. Jeszcze kątem umysłu zahaczyłam o rosyjskie znaczenia – szybko, gorączkowo. ;-) Ale to już nie Twoja wina.

Babska logika rządzi!

“Stać” ma tutaj znaczenie “prezentować się”. Zmienię to nieszczęsne licho na “nędznie” może dla świętego spokoju…

To może lepiej zmień “stać” na “prezentować się”. Tego bym się nie czepiała. :-)

Babska logika rządzi!

Mnie też spodobała się gra z motywami Czerwonego Kapturka, choć w pierwszej chwili trochę się na to skrzywiłam. Pomyślałam – no jasne, jest wilkołak, musi być Kapturek, oczywista oczywistość. Potem jednak już nic nie było oczywiste i to mi się spodobało, zwłaszcza żonglerka tym, kto tu jest tym dobrym, a kto złym ;)

Również raziło mnie to liche stanie chatynki, podpinam się pod opinię Fifi. 

Odniosłam tez wrażenie, podobnie jak stn, że usiłowałeś upchnąć w szorciaka zbyt wiele. Ale dumam sobie, czy nie dałoby się tego wrażenia nieco odmienić, dłubiąc trochę przy kompozycji. Bo w sumie rzecz rozkręca się raczej niespiesznie, sporo miejsca z początku to budowa klimatu i zabawa znanymi motywami, pod koniec za to pojawia się szaleńcze odkrywanie niuansów świata i intrygi. Tak się mnie zdaje ;)

Super, że zajrzałaś, Werweno. :D

Naruszona kompozycja – hm, coś w tym może być. Wszak w finale tych wiadomości, IMO, nie jest aż tyle, ot wykładane są dwa punkty widzenia i pośrednio trzeci. Natomiast faktycznie, w porównaniu do początku szorta, natężenie informacji zauważalnie wzrasta. Niemniej przyznam, że chciałem początek uczynić takim niejednoznacznym i nieoczywistym, na co zwróciłaś uwagę, przez co nie mogłem aż tak wiele danych przemycić tam i musiałem przerzucić je na końcówkę.

Tak więc uwaga cenna, ale myślę, że nie będę już tutaj nic kombinować, bo tekścik krótki, konkurs szybki – lepiej spożytkować siły na coś konkretniejszego. :)

by nie nadziać się na kolce tarniny

No, i teraz muszę to zrecenzować :)

 Dziewczyna jedną ręką otuliła się dokładniej czerwonym pledem.

Jakoś to dziwnie brzmi. Nie tyle czynność (może zacisnęła dłoń na tkaninie?), co zdanie.

 Niegdyś imponował krwistym odcieniem,

Komu? https://sjp.pwn.pl/szukaj/imponować.html

 Samotny wilk krążył po okolicy, co rusz grożąc skądś swą wychudzoną sylwetką

Primo – wilk wyskakuje jak zadek z pokrzywy. Secundo – w jaki sposób sylwetka (jeszcze wychudzona!) miałaby grozić? Nie umiem przerobić tego zdania :(

 Naraz przystanął, błysnął ślepiami, a potem uciekł precz.

Tertio – wilk krąży po okolicy. To nie znaczy, że kręci się koło panny, i że ona go widzi.

 Drżała z chłodu potęgowanego wilgocią, nie ze strachu.

"Chłód" trochę za słaby na drżenie: drżała z zimna w wilgotnym powietrzu.

 wszak fanty należało zanieść prędko babci

Nierówność tonu. "Fanty" są bardziej kolokwialne, niż to, co dotychczas.

 Chatynka stała nędznie

Nie można stać "nędznie" – opisz ruinę chatki.

 straszył olbrzymi, acz nieaktywny, sięgający niemalże koron drzew mech

Choć nieaktywny (i – :D).

przemieliła go w ustach z chrzęstem. Przełknęła z grymasem.

Trudno wymieszać palec z chrzęstem, a możesz też trochę to zróżnicować: z chrzęstem zgryzła, zżuła i przełknęła, krzywiąc się.

 żadna reakcja nie nastąpiła.

Nie można po prostu: nie było odpowiedzi?

 Przylepiła ucho do drzwi

Przycisnęła. Oderwała je przecież.

 łańcuch kończył się ślepo

To znaczy jak? Po prostu nie było przy nim psa.

 Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Właściwie możesz to wyrzucić.

 gramoliła się na łóżku

https://sjp.pwn.pl/szukaj/gramolić się.html

 delikatnie chwyciła

Nie chodzi Ci aby o "dyskretnie"?

 Gdzie ich ostatnio używałaś?

Może raczej: Kiedy ostatnio miałaś je na nosie?

W międzyczasie jej gość kończył montować prowizoryczną broń palną z elementów poukrywanych w sukni.

Jak Kapturek zdołał to zrobić? I nie prościej byłoby przynieść flintę gotową w koszyku?

 wyciągnęła rękę i wystrzeliła

To brzmi, jakby wystrzeliła z ręki.

 amulet oprze się nawet zdolnościom

Może lepiej: ochroni nawet przed.

 nawet woń

Nagle wysoki ton.

 Mech nie nadawał się do dalszego użytkowania.

Nienaturalne. Mech nie nadawał się już do użytku.

 Sprawczyni przekręciła nożem w trzewiach ofiary.

Przekręciła nóż. Zdanie jak z raportu policyjnego – może gdybyś zamienił "sprawczynię" na "zabójczynię"?

 Wyglądało niczym monument

Wyglądało, jak. Monument czego?

 umysł, dręczony wyrzutami, sprowokował wymioty

Po prostu opisz, jak nurkuje w krzaczki, bo to znowu brzmi policyjnie.

 z wmówioną satysfakcją

Może lepiej: wmówiwszy sobie satysfakcję z wykonania zadania.

 Nie szykowały się jednak na ofiarę.

Wilki nie składają ofiar. Nie szykowały się jednak do skoku.

 wręcz skamlały

Czemu "wręcz"?

 Futro barwy smoły (…) niczym blask księżyca.

Smoła jest czarna, księżyc – biały. Trochę to nie pasuje, zwłaszcza, że smoła też lśni i nie potrzebujesz tego księżyca.

 szybkim pociągnięciem usunęła broń

A może: wyrwała ostrze?

 dawną, krwistą barwę.

Krwawą barwę – krwisty jest stek.

 

Troszkę łopatologiczne, ale nastrojowe, choć nie zapada w pamięć. Ot, kolejny Krwawy Kapturek :)

 Prawo =/= obowiązek. Fuck logic. I weź daj się kłócić dwóm kobietom. ;)

:P Ale faktycznie, prawo to nie obowiązek.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Fajne :)

podoba mi się twist z czerwonym kapturkiem, choć dialogi (szczególnie koniec) rzeczywiście patetyczno-moralizatorskie.

 

schrupywany palec atakuje z zaskoczenia ;P

Sny umarłych. Rocznik polskiego weird fiction: https://web.facebook.com/phantomboooks/ ;)

Anet, Wybranietz – dzięki za komentarze.

 

Tarnino, chyba pierwszy raz obcuję z Twoim komentarzem pod moim tekstem i nie będę ukrywać, że jestem pod wrażeniem łapanki. Dziękuję za garść wartościowych spostrzeżeń. Parę poprawek naniosłem. Z częścią uwag byłbym jednak skłonny dyskutować.

Zauważyłem, że w swoich sugestiach skłaniasz się do dosłownego opisywania różnych rzeczy, z trzymaniem się dość sztywno znaczeń poszczególnych słów. Mam w tej kwestii inne, bardziej liberalne poglądy, zapewne przez dobór książek jakie ostatnimi czasy czytuję, toteż nie mogę się zgodzić, że “przyciśnięcie” ucha do drzwi brzmi lepiej niż “przylepienie”. Oba słowa niosą tę samą informację, pierwsze jest jednak bardziej oczywiste, bezbarwne. Drugie zaś ma w sobie posmak pewnej zapalczywości, z którą wykonano czynność. Nie widzę tu błędu, widzę natomiast próbę ingerencji w styl.

Niegdyś imponował krwistym odcieniem,

Komu?

To nieistotne. Gdyby zdanie brzmiało “niegdyś latał niebieskim samolotem”, nie dopisywałbym informacji gdzie, z kim i po co, jeśli te dane byłyby zbędne dla treści opowiadania. To, komu imponowała barwa pledu jest jednakowo zbędne.

 

 Chatynka stała nędznie

Nie można stać "nędznie" – opisz ruinę chatki.

A przysłówek stał się przymiotnikiem i zamieszkał między zdaniami. Dajcie mi święty spokój z tą chatynką, amen. :p

 

przemieliła go w ustach z chrzęstem. Przełknęła z grymasem.

Trudno wymieszać palec z chrzęstem, a możesz też trochę to zróżnicować: z chrzęstem zgryzła, zżuła i przełknęła, krzywiąc się.

Znowu: przemielić to niedosłowny synonim żucia. IMO bardziej dosadny. Twoja propozycja przypomina instrukcję żucia palca, a mi potrzeba było jednego, wyrazistego słowa.

 

 żadna reakcja nie nastąpiła.

Nie można po prostu: nie było odpowiedzi?

Tu akurat wyszła moja podświadoma awersja do czasownika “być”. :p

 

 łańcuch kończył się ślepo

To znaczy jak? Po prostu nie było przy nim psa.

To z kolei wpada trochę w medyczny żargon, ale myślałem, że będzie zrozumiale. Nikt się na ten fragment, prócz Ciebie oczywiście, póki co nie skarżył, dlatego na razie zostawię jak jest.

 

Niemniej jeszcze raz ślicznie dziękuję za ciekawe uwagi. :)

Początek trochę mnie zraził. Już myślałem, że to kolejna wizja innej rzeczywistości i do tego bajki. Ktoś może nawet powiedzieć, że tak jest, ale osobiście uważam inaczej. Owszem, są nawiązania do Czerwonego Kapturka, ale traktuję jak puszczenie oczka do czytelnika. Miałeś pomysł, pobawiłeś się nim, wplotłeś w bajeczkę i wyszedł całkiem zacny szort. Przedstawiłeś kawałek świata i fajnych bohaterów. Zwłaszcza filantrop mi się podobał. ;) To śmiało może być materiał na coś więcej.

Dobra robota.

Dzięki, Darconie! Miałem chwilę konsternacji, czy aby na pewno skomentowałeś dobre opowiadanie, wszak nie przypominam sobie tworzenia postaci żadnego filantropa. Ale to musiała być jakaś podła autokorekta i chodzi zapewne o likantropa. ;D

A ja napisałem filantrop, bo wydawało mi się, że on tę łapę niedbale uniósł i machnął. ;) Nie licząc się z kosztami.

 

On to machnął profesjonalnie – jak Cezar w koloseum!

Z częścią uwag byłbym jednak skłonny dyskutować.

Prawidłowo.

 skłaniasz się do dosłownego opisywania różnych rzeczy, z trzymaniem się dość sztywno znaczeń poszczególnych słów

Widzisz, Jasna Strono, bo słowa coś znaczą. Przyznaję, że jestem zbyt analityczna i górnolotne metafory przelatują mi nad głową, ale skąd niby mam wiedzieć, co Ty chcesz powiedzieć, jeśli postanowiłeś nazwać np. wodoloty – dinozaurami? Nie bądź Humptym-Dumptym.

 przez dobór książek jakie ostatnimi czasy czytuję

Jakich?

 toteż nie mogę się zgodzić, że “przyciśnięcie” ucha do drzwi brzmi lepiej niż “przylepienie”. Oba słowa niosą tę samą informację, pierwsze jest jednak bardziej oczywiste, bezbarwne. Drugie zaś ma w sobie posmak pewnej zapalczywości, z którą wykonano czynność.

A widzisz, właśnie nie zapalczywości, tylko… hmm. Jakby trudno je było oderwać. To przeciwieństwo zapalczywości, chyba. Może upór, determinacja, nie wiem.

 Gdyby zdanie brzmiało “niegdyś latał niebieskim samolotem”, nie dopisywałbym informacji gdzie, z kim i po co, jeśli te dane byłyby zbędne dla treści opowiadania

Słusznie. Trochę jestem roztrzepana ostatnio i czepiam się nie tego, czego chcę się czepić (co zauważam po paru dniach) – a tym przypadku chciałam się czepić raczej a) "krwistego odcienia", który strasznie źle mi brzmi (kwestia gustu?) i b) wysokości tonu (nierównej).

 Dajcie mi święty spokój z tą chatynką, amen. :p

To ją zbuduj porządnie, amen :P

 Twoja propozycja przypomina instrukcję żucia palca, a mi potrzeba było jednego, wyrazistego słowa.

Nie chodziło o słowo, ale o schemat zdania: xnęła z ygrekiem, unęła z zetem. Widzisz, jak się powtarza? Ponadto: "zgryzła z chrzęstem" brzmi bardziej chrzęszcząco od "przemieliła" – mielenie brzmi gładko, abstrakcyjnie.

 Tu akurat wyszła moja podświadoma awersja do czasownika “być”. :p

Równe prawa dla "być"! Precz z dyktaturą predykatów! :)

 To z kolei wpada trochę w medyczny żargon

Medyczno-techniczny (korytarze, rury itd. też mogą się ślepo kończyć), i dlatego zupełnie nie na miejscu. Nie szkodzi, że jest zrozumiałe – po prostu nie pasuje.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Hm. Zwracasz uwagę na takie niuanse, że zazwyczaj w ogóle nie pochylałbym się nad nimi dłużej. Taka drobiazgowość, wydaje mi się, zabija trochę przyjemności z lektury. Z drugiej strony trudno nie przyznać Ci w wielu aspektach racji. Przerabianie tego szorciaka mija się już chyba z celem, lecz będę uważniejszy na przyszłość. :)

Co do książek, zachwycałem się ostatnio twórczością Cormaca McCarthy’ego i Andre Acimana. Niestety, jako że mamy czerwiec, obecnie tkwię w skomplikowanym związku z wiekopomnym dziełem Andrzeja Szczeklika. ;D

Bardzo fajna, mroczniejsza wersja znanej opowiastki dla dzieci. Razi takie wyłożenie spraw wepchane w usta antagonistów w kończącym dialogu, choć wymyślony przez Ciebie układ sił w tym świecie jest ciekawy.

 

“rewolucjonistycznej armii” – nie lepiej rewolucyjnej?

Faktycznie lepiej. Poprawiam i dzięki za komentarz!

Podobało mi się, Jasna Strono. ;)

Całkiem ciekawe zagranie utartym motywem, aż chciałoby się jeszcze przeczytać, choć w pierwszej chwili zdawało się, że nic oryginalnego z tego nie wyjdzie. Zgadzam się też, że można było wykorzystać jeszcze trochę limitu w końcowej cenie, by nie wyszło wszystko w krótkim dialogu, ale i tak przeczytałam z przyjemnością. :)

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Taka drobiazgowość, wydaje mi się, zabija trochę przyjemności z lektury.

Tak, mojej. :P Doceń to. Na co dzień nie czytam tak analitycznie i potrafię przeoczyć masę rzeczy – ale niezręczności językowe raczej mnie wyrywają z zawieszenia niewiary.

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Miło mi to czytać, Morg. Dzięki za opinię!

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ty musisz być Doppelganger, trucicielka z Pomorza Przedniego!

Tu chyba lepiej brzmiałaby forma odmieniona: “Doppelgangerem, trucicielką” lub “Doppelganger, trucicielką” jeśli Doppelganger to pseudonim, a nie określenie typu istoty.

 

Doppelganger wyciągnęła stalowy sztylet, lecz[+,] stając przed staruchą, zawahała się.

Po “lecz” dalbym przecinek, fragment z imiesłowem jest raczej wtrąceniem. Ewentualnie: “lecz zawahała się, stając przed staruchą.”

 

Dziewczyna nie zabrała ze sobą narzędzia zbrodni, tylko płytko i szybko oddychając, w pośpiechu opuściła chatę.

Troszkę nie podoba mi się tutaj szyk, zastanowiłbym się nad przerzuceniem przyslówków za imiesłów.

 

Bardzo fajne opowiadanie. Spodobał mi się retelling historii o Czerwonym Kapturku, jak również refleksje na temat współistnienia magicznego i zwykłego społeczeństwa. Ciekawy świat przedstawiony, wykonanie także porządne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dzięki za opinię, Wickedzie. Bardzo rozsądne poprawki proponujesz, toteż wprowadzam je w życie. ;)

Zaczęło się jak Czerwony Kapturek, a skończyło w sposób do Kapturka zgoła niepodobny. Środek całkiem niezły. ;)

 

Wy­bor­na wy­mów­ka do zło­że­nia wi­zy­ty. –> A nie pretekst?

Wymówka służy usprawiedliwieniu się, gdy chcemy się od czegoś wykręcić.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miło Cię widzieć, Reg. Oczywiście, chodzi o pretekst. Już poprawiam. :)

I mnie było miło przeczytać niezły tekst. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powiedziano mi, że ten amulet ochroni nawet zdolnościom słynnej Yianny Mouferat. – tu coś się nie klei: ochroni/uchroni przed umiejętnościami albo poradzi nawet zdolnościom

Kolejna wariacja na temat Czerwonego Kaptura – całkiem udana w Twoim wykonaniu, choć gdzieniegdzie raziło moralizatorstwo. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ach, przez własne roztrzepanie muszę teraz poprawiać własną poprawkę…

Dzięki za komentarz, droga Bemik. Ciągle pamiętam naszą rozmowę sprzed prawie roku. Czas leci zbyt szybko… Mam nadzieję, że w lipcu uda mi się wreszcie uderzyć z czymś konkretnym. :)

Ty pamiętasz, a ja nie mam pojęcia, o czym mówisz sad

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A, faktycznie, rzuciło! 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tak już od samego początku zastanawiałem się czy ktoś nawiąże tą grafiką do Czerwonego Kapturka :-) W sumie ta grafika aż o to woła :-)

 

Niezła wariacja na temat Czerwonego Kapturka, fabuła dosyć zakręcona, także spodobało mi się. Choć dialogi miejscami brzmiały trochę sztucznie.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Niby sztucznie, ale jak w którymś momencie przyszło mi do głowy skojarzenie z anime, to nagle wpadło to w konwencję :) Pytanie czy zgodnie z zamiarem autora :) 

Wilku, ja również uważam, że ta grafika aż się prosiła o taką interpretację. Co do konwencji anime – coś może być na rzeczy. Swego czasu namiętnie śledziłem uniwersum Naruto i zapewne nie udało mi się wszystkiego z tamtego okresu wyplenić. :>

 

Dziadku, dzięki za komentarz. Takie kręcenie fabułą na metrażu nieco ponad 7k to wyzwanie i cieszę się, że przypadło Ci to do gustu. Nad dialogami natomiast popracuję przy kolejnej okazji.

Najbardziej na tą myśl naprowadził składany pistolet z elektrobełtami ;) Ale to nie jest zarzut. Taka konwencja ma swoje ograniczenia, ale za to daje nowe możliwości fabularne.

Zważając, że jedynym “technicznym” anime, które próbowałem oglądać było Neon Genesis Evangelion, po którym odpadłem po 3 odcinkach, bo główny bohater miał bez przerwy depresję, chyba Cię rozczaruję. Zwyczajnie naoglądałem się trailerów Cyberpunk 2077. ;D

Hm, akurat Neon Genesis to jednak rzecz bardzo odbiegająca od młodzieżowych anime, bo niesamowicie napakowana odniesieniami religijnymi i mocno wchodząca w psychikę bohaterów. Tak czy inaczej, takie mam skojarzenia (i w sumie szerzej: z kreskówkami), a że widać nietrafne, to już osobna sprawa :) 

Kurde, widzę, że jednak nadziałeś się na te kolce ;P

 

Niezły szorcik. Fabularnie dość prosty, ale poczytuję to za plus – przynajmniej wszystko zrozumiałem. Postać dziewczyny w porządku, chociaż póki myślałem, że to kochająca wnuczka wypaliła do babci, to… jakoś byłem bardziej, hmm… podekscytowany ;D Zabójczyni – to jednak bardziej mainstreamowe.

Natomiast Boska Cząstka… Biorąc pod uwagę, czym ona naprawdę jest, wyszło trochę dziwnie.

Warsztatowo fajnie, ostatnie zdanie bardzo zgrabne. Zawiesza czytelnika w takim nerwowym oczekiwaniu.

A to ulubiony fragment:

Wyciągnęła zatem spod pledu siny, nie tak dawno oderwany palec i przemieliła go w ustach z chrzęstem.

 

Reasumując – podobało mi się. Zawarłeś sporo treści w małej objętości.

Trzym się ciepło.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Też lubię pokomplikowane historie, Count, a koncepcja kochającej wnuczki eksterminującej babcię jest całkiem interesująca, ale umówmy się, że morderczy limit 10k to nie objętość na takie pomysły…

Ulubiony fragment dość przewidywalny. ;D

Dzięki za komentarz!

Żebym była zadowolona z retellingu, to historia musi być naprawdę ciekawa i oryginalna. Gratuluję – Tobie się udało (jesteś drugi po Emelkali). Dobry pomysł i nieźle zrealizowany. Gdy mi się wydawało, że już wiem, co za chwilę (nooo, przecież znam tę historię…), okazywało się, że zaskakiwałeś czymś nowym. Elegancko też wykorzystałeś grafikę. A przyznaję, że jak zobaczyłam ją po raz pierwszy, to Czerwony Kapturek aż się sam prosił o skojarzenia.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Prawda, że kapturek sam się nasuwa? Dziwię się, że nikt inny nie wykorzystał tej grafiki w ten sposób, bo szczerze mówiąc, spodziewałem się z pięciu kapturków. ;)

Cieszą słowa o udanym debiucie w konwencji retellingu. Cieszę się, że Ci się podobało.

Bardzo fajna przeróbka starej baśni. Muszę przyznać, że drugi zwrot mnie zaskoczył (pierwszego spodziewałem się o tyle, że "coś musiało się zmienić w stosunku do oryginału"). Czytało się nieźle, fajnie prowadzisz akcję, a niedomówienia światotwórcze działają tutaj na Twoją korzyść. Dajesz tyle informacji, ile potrzeba mojej wyobraźni.

Co jednak chrzęściło – dialogi. Typ moralizatorski i tłumaczący, dlaczego mam rację, bo mam. Moje zdanie jest najmojsze. Po prostu brak w nich jakiejś dyskusji, a jest tylko wykładanie dogmatów. Stąd wyszły w moim odczuciu nienaturalnie.

Podsumowując: z pomysłem ten koncert fajerwerków, jedynie ludzka mowa w nim zawodzi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NWM.

No, może wyszło trochę sztywno, ale z tymi najmojszymi zdaniami to trochę tak miało być – jedno i drugie miało swoje, z tym że Kapturek się trochę przeliczył. ;D

Kurde, niby fajna wariacja na temat Kapturka, ale, jak dla mnie zdecydowanie przekombinowana.

Wiedźma zabijająca wiedźmę, bo ta nie zabiła wiedźmigo wroga, choć on na pewno chciał zabić wiedźmę – okey, jeszcze spoko. Miłosierdzie zawsze na propsie. Ale wiedźma zamieniająca się w wilkołaka, który tak naprawdę od początku był wilkołakiem, a nie wiedźmą, tylko zamienionym w wiedźmę za sprawą tejże wiedźmy czarów, by wiedźma mogła żyć w nim, gdy już umrze…

Sam widzisz, jak to wygląda w takim ujęciu.

Do tego motyw tolerancji i wzajemnego zrozumienia, który, choć tutaj wybrzmiał zupełnie dobrze; naturalnie i sensownie, wciąż jednak jest ograny jak Polska pod koniec ostatniego (aktualizacja: obecnego) mundialu, więc i ciutkę nużący. Ale że nihil novi sub sole, a wciąż lepsze oklepane przesłanie od żadnego, to nie wychodzę z czepialstwem poza ten akapit.

Zastanawia mnie za to, po jaką cholerę pseudo-Kapturek trzymała swoją broń w częściach, skoro spokojnie mogła wsunąć gotowy do strzału pistolet, czy tam kuszę – w sumie nie wiem – do koszyka albo pod płaszczyk, albo w jakimś innym miejscu, z którego mogłaby wyjąć go szybko i bez problemów – na przykład na wypadek ataku stada wilków – a gdzie byłby doskonale ukryty przed niepożądanymi spojrzeniami. Dobrze chociaż, że składał się z trzech tylko części, bo inaczej mógłby być kłopot.

 

Wykonanie, prawdę mówiąc, trochę niezgrabne. Gdzieś tam pojawiła się jakaś literówka, a niektóre opisy, jak na mój gust, są przekombinowane. Inne nieczytelne albo trochę bez sensu.

Choćby raczej średnio optymistycznie nastawiający do lektury początek:

Brnąc przez mleczną mgłę, należało uważać, by nie nadziać się na kolce tarniny – tak bowiem zarosła z rzadka uczęszczana ścieżka.

Nie wiem dlaczego zdecydowałeś się tutaj na bezokolicznik, skoro zaraz potem do tekstu wskazuje gotowa bohaterka, z krwi, kości i pelerynki. Nie wiem też, jak “tak” zarosła ścieżka? Nie trzyma mi się to kupy.

To tylko moje zdanie (choć czy rzeczywiście można tak powiedzieć w sytuacji, gdy jestem Jurkiem? ;), ale śmiem twierdzić, że o wiele lepiej – czytelniej i płynniej – wyglądałoby to w takim na przykład wydaniu:

Brnąc przez mleczną mgłę, dziewczyna uważała, by nie nadziać się na kolce – ścieżka, po której szła, była bowiem na tyle rzadko używana, że zdążyła mocno zarosnąć tarniną.

Ogólnie wyszło to wszystko zupełnie nieźle, na pewno ciekawie, ale, prawdę mówiąc, nie urwało mi niczego, czego nie chciałbym mieć urwanego.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za komentarz, Cieniu.

Jesteś bodaj pierwszą osobą, która narzeka na zbyt wiele twistów. Ja tam je lubię, to i wrzuciłem do szorta parę. No ale de gustibus… ;)

Na pytanie o broń Ci nie odpowiem, bo prawdę mówiąc, nawet się nad tym nie zastanawiałem. Kapturek chyba nie mógł spacerować po lesie z giwerą, bo pewnie całą konspirę trafiłby szlag, a że szczęśliwie zaopatrzyła się w broń błyskawiczną, nie miała problemu z błyskawicznym złożeniem jej, tym bardziej, że spodziewała się ślepej staruchy, nie wilkołaka. ;D

Nowa Fantastyka