- Opowiadanie: MrBrightside - Ewolucja skrzydeł

Ewolucja skrzydeł

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy IV, bemik

Oceny

Ewolucja skrzydeł

Wra­ca­jąc z za­ku­pów, So­bral za­dbał, aby zgu­bić wszel­kie ogony. Wy­szedł z Za­świa­tów i ciągle był nieco sko­ło­wa­ny od nie­prze­sta­ją­cych dud­nić w uszach basów. Nie od razu po­czuł na sobie te wszyst­kie lep­kie spoj­rze­nia, z któ­rych część, praw­dzi­we utra­pie­nie, wlo­kła się cia­sny­mi ulicz­ka­mi za celem jak smród za oby­wa­te­la­mi ni­skie­go Lon­dy­nu. Skrę­cił na targ, lecz pa­ra­dok­sal­nie ni­cze­go nie kupił. Szwen­da­jąc się po­mię­dzy roz­ło­żo­ny­mi do­słow­nie wszę­dzie pa­skud­nej ja­ko­ści wsz­cze­pa­mi – na­zy­wa­ny­mi tak chyba wy­łącz­nie z ab­sur­dal­nej po­praw­no­ści, efek­tu po­li­ty­ki elit współ­cze­sne­go świa­ta – uwa­żał, aby ni­cze­go przy­pad­kiem nie trą­cić, nie na­dep­nąć, by nie wzbu­dzać za­in­te­re­so­wa­nia ponad nie­zbęd­ne mi­ni­mum. Przy­sta­nął przy grup­ce zmo­do­wa­nych – przez myśl nie prze­szło­by mu nawet na­zy­wa­nie ich ludź­mi – któ­rzy po­dzi­wia­li wy­gi­ba­sy ta­niej kurwy. Na­ło­ży­ła na swe sfla­cza­łe ciało mnó­stwo fil­trów, więc komu mru­gał w pła­cie po­ty­licz­nym mod tek­stur czasu rze­czy­wi­ste­go, mo­de­lu choć­by to­tal­nie przed­po­to­po­we­go, ten łatwo dawał się uwieść wdzię­kom pro­sto z ka­ta­lo­gu. I cóż, że dupa owej cizi już od dawna śmier­dzia­ła gro­bow­cem? Ni­ko­mu to nie prze­szka­dza­ło, bo i na to też był pew­nie jakiś mod. So­bral nie miał jed­nak żad­ne­go z nich. Na me­cha­nicz­nym ra­mie­niu wy­stu­kał kilka fik­cyj­nych ko­mend, uda­jąc, że prze­le­wa kre­dy­ty za­pra­co­wa­nej ar­ty­st­ce, a gdy upew­nił się, że kwiat klien­te­li Za­świa­tów dał sobie spo­kój, udał się do swo­je­go miesz­ka­nia. Udał się w dół.

Wśli­zgnął się do środ­ka po cichu, lecz bar­dziej z przy­zwy­cza­je­nia niż z ko­niecz­no­ści. W po­miesz­cze­niu sta­no­wią­cym przed­po­kój, kuch­nię i ła­zien­kę za­ra­zem, zgar­nął z kre­den­su puste pusz­ki, bu­tel­ki, pa­pie­ry, tak że część z nich wy­lą­do­wa­ła na pod­ło­dze. Na wy­go­spo­da­ro­wa­ny frag­ment blatu od nie­chce­nia rzu­cił prze­zro­czy­sty wo­re­czek z sza­rym prosz­kiem, bez­piecz­nie jak dotąd scho­wa­ny w kie­sze­ni kurt­ki. Na­stęp­nie So­bral zde­mon­to­wał bu­dzą­cą w nim naj­głęb­szą od­ra­zę atra­pę po­li­me­ro­wo-me­ta­lo­we­go ra­mie­nia i ci­snął ją w kąt. Gdy roz­pro­sto­wy­wał ścierp­nię­te i ze­sztyw­nia­łe od że­la­stwa palce, drugą ręką od­wi­jał z twa­rzy i głowy wiel­ką chu­s­tę, która ro­bi­ła za pro­wi­zo­rycz­ny filtr prze­sy­co­ne­go smo­giem po­wie­trza. Taki pa­tent nie za­trzy­my­wał nawet po­ło­wy za­nie­czysz­czeń, dla­te­go więk­szość dzi­czy z dol­nych pię­ter Lon­dy­nu całą swą eg­zy­sten­cję prze­zna­cza­ła na gro­ma­dze­nie fun­du­szy. Te z kolei po­zwa­la­ły za­mon­to­wać mod blo­ku­ją­cy do­stęp pyłów i in­nych sub­stan­cji do dróg od­de­cho­wych. Eg­zy­sten­cja wy­dłu­ża­ła się nikle. So­bral jed­nak się tym nie przej­mo­wał. W końcu już nie­ba­wem takie bła­host­ki jak zdro­wie po­now­nie prze­sta­ną za­przątać mu głowę.

Gęste po­wie­trze nie­wy­dol­nej wen­ty­la­cji ką­sa­ło gar­dło, krtań i oskrze­la. So­bral opadł na krze­sło obok kre­den­su, cicho się krztu­sząc, strą­ca­jąc przy tym kilka ko­lej­nych fan­tów na pod­ło­gę. Od­dy­chał cięż­ko, leżał na bla­cie i wolną ręką prze­grze­by­wał pierw­szą z brze­gu szu­fla­dę. Od­na­lazł in­ha­la­tor, wstrzą­snął nim nie­chluj­nie, byle szyb­ciej, a potem za­apli­ko­wał sobie dawkę leku. Oparł się o ścia­nę i od­dy­chał głę­bo­ko, coraz wol­niej, coraz spo­koj­niej. Chu­s­ta zsu­nę­ła się na pod­ło­gę, od­sła­nia­jąc równo przy­cię­te, białe ni­czym mleko włosy, kon­tra­stu­ją­ce swą szla­chet­ną barwą z bru­dem miesz­ka­nia i z bru­dem co­dzien­no­ści.

– Czyż­byś wresz­cie umie­rał, So­bral? – ode­zwał się głos z są­sied­nie­go – i je­dy­ne­go w miesz­ka­niu – po­ko­ju. Potem na­stą­pi­ła seria płyt­kich sap­nięć. – Naj­wyż­szy czas, byś w końcu zro­bił świa­tu jakąś przy­słu­gę.

So­bral z od­ra­zą, pod­bar­wio­ną nutą gnie­wu, spoj­rzał w kie­run­ku po­ko­ju. Choć z tej per­spek­ty­wy nie wi­dział twa­rzy Pe­ar­so­na, był pe­wien obec­no­ści try­um­fal­ne­go uśmiesz­ku na jego tłu­stych po­licz­kach.

Gru­bas miał jed­nak rację. Stare ciało coraz go­rzej zno­si­ło trudy życia w tym prze­klę­tym świe­cie, a miało prze­cież po­słu­żyć jesz­cze przez jakiś czas. So­bral otwo­rzył po­wie­szo­ną nad kre­den­sem szaf­kę, wy­cią­gnął z niej ko­szy­czek pełen rurek, mia­rek i igieł, by bez prze­sad­nej de­li­kat­no­ści po­słać go na blat tuż obok wo­recz­ka. Potem sta­nął w progu po­ko­ju, mie­rząc spoj­rze­niem, w swoim mnie­ma­niu, wy­dmusz­kę ludz­kiej isto­ty, któ­rej i tak mimo wszyst­ko bli­żej było do czło­wie­ka niż temu mo­tło­cho­wi gro­ma­dzą­ce­mu się w Za­świa­tach czy na targu. Bo­wiem eu­fe­mi­zmem by­ło­by na­zwać Pe­ar­so­na po pro­stu gru­bym. Przy­po­mi­nał kulę tłusz­czu z wy­sta­ją­cy­mi koń­czy­na­mi i głową; do­słow­nie wy­le­wał się z łóżka.

So­bral mu­siał się na­tru­dzić, aby od­na­leźć spa­śla­ka. Prze­po­wied­nia sprzed lat wy­raź­nie wska­zy­wa­ła Lon­dyn jako miej­sce do­ce­lo­we, ale tutaj wła­ści­wie koń­czy­ły się kon­kre­ty. Na­le­ża­ło szu­kać osoby, która szczę­śli­wym splo­tem wy­pad­ków pięła się w spo­łecz­nej hie­rar­chii. I po la­tach cier­pli­we­go prze­cze­sy­wa­nia re­je­strów, Pe­ar­son w końcu się po­ka­zał. Uro­dził się w slum­sie w ni­skim Lon­dy­nie. Nie był to co praw­da po­ziom metra, ale i tak słoń­ce tam nie do­cho­dzi­ło. Lata mi­ja­ły, a jesz­cze wtedy nie tak gru­be­mu mło­dzi­ko­wi wio­dło się coraz le­piej. Za­wsze zja­wiał się tam, gdzie bywał ktoś wpły­wo­wy. Odro­bi­na re­to­ry­ki i uroku oso­bi­ste­go za­ła­twia­ła resz­tę. Pe­ar­son za­do­wo­lił się cie­płą po­sad­ką w kor­po­ra­cji so­ftwa­re’owej w śred­nim Lon­dy­nie. Kupił miesz­ka­nie z po­ko­jem, do któ­re­go latem na go­dzi­nę dzien­nie prze­bi­ja­ło się słoń­ce. Za­chły­snął się bo­gat­szym sty­lem życia i roz­tył ponad wszel­ki roz­są­dek. Ale nie pchał się wyżej, bo jego zdol­ność, choć in­te­re­su­ją­ca, mogła go zdra­dzić i zgu­bić, gdyby oka­zał się zbyt pa­zer­ny.

– Siód­ma ge­ne­ra­cja pro­tez cy­ber­ne­tycz­nych budzi w nas ol­brzy­mie na­dzie­je – prze­ma­wiał młody, przy­stoj­ny sza­tyn z prze­sta­rza­łe­go w dobie ho­lo­ekra­nów mo­ni­to­ra LED. Spoj­rzał wprost w ka­me­rę. – Za­chę­ca­my wszyst­kich po­sia­da­czy pro­tez na po­zio­mach trze­cim i niż­szych do bra­nia udzia­łu w stan­da­ry­zo­wa­nych ba­da­niach ran­do­mi­zo­wa­nych. Rząd Fe­de­ra­cji Eu­ro­pej­skiej cał­ko­wi­cie je fi­nan­su­je. – Łysa Mu­lat­ka, naj­pew­niej pro­wa­dzą­ca pro­gram, po­ki­wa­ła ze zro­zu­mie­niem. To do niej skie­ro­wa­no ko­lej­ne słowa. – Naj­le­piej oczy­wi­ście by­ło­by wy­ko­rzy­stać osoby nie­tknię­te żad­ny­mi pro­te­za­mi, aby unik­nąć in­te­rak­cji, ale nie cza­ruj­my się, że tacy lu­dzie nadal ist­nie­ją w sza­nu­ją­cych się war­stwach spo­łe­czeń­stwa. Je­ste­śmy zde­ter­mi­no­wa­ni, ale nie aż tak, żeby grze­bać w ziemi. Zwró­ci­li­śmy się jed­nak z pro­po­zy­cją współ­pra­cy do Unii Afry­kań­skiej, gdyż jak wszy­scy wiemy…

So­bral wy­łą­czył od­bior­nik.

– Wy­star­czy na dziś tego do­bre­go słowa – rzekł.

Pe­ar­son sap­nął i fuk­nął, zde­ner­wo­wa­ny rów­nie co bez­rad­ny. Źle zno­sił izo­la­cję w miesz­ka­niu. Uspo­ko­ił się względ­nie do­pie­ro, gdy jego opraw­ca za­mon­to­wał na ścia­nie mo­ni­tor z do­stę­pem do te­le­vi­dów. Gru­bas od­bie­rał dane, ale nie mógł ich wy­sy­łać. Siwy za­dbał, aby miesz­ka­nie znaj­do­wa­ło się na tyle głę­bo­ko, by wszel­ki sy­gnał wi-fi zdą­żył się zgu­bić wśród be­to­no­wych la­bi­ryn­tów; do­dat­ko­wo pro­fi­lak­tycz­nie go blo­ko­wał. Tym samym te­le­vi­dy stały się ostat­nim oknem na świat zde­spe­ro­wa­ne­go Pe­ar­so­na.

– Siód­ma ge­ne­ra­cja. Sły­sza­łeś, So­bral? Mu­rzy­ni nam po­mo­gą. Ich za­co­fa­nie nas ura­tu­je. Dzię­ki wsz­cze­pom siód­mej ge­ne­ra­cji każ­de­go bę­dzie stać na pro­te­zo­wa­nie. Kwe­stia czasu aż część z nich sta­nie się obo­wiąz­ko­wa. Wtedy po­two­ry takie jak ty prze­sta­ną być bez­kar­ne! Dłu­żej się nie ukry­jesz!

Gru­bas wy­krzy­czał, co miał do po­wie­dze­nia, a potem za­czął wal­czyć o każdy wdech, jakby wła­śnie ukoń­czył ma­ra­ton.

– Mam dla cie­bie gwiezd­ny pył, Pe­ar­son – rzekł So­bral, po czym od­wró­cił się i dodał przez ramię – dziś spró­bu­je­my też z he­ro­iną. To póki co mój naj­lep­szy po­mysł na roz­wią­za­nie ci ję­zy­ka.

Wró­cił do ku­chen­ki, żeby przy­go­to­wać roz­twór.

– Nie! Nic ci nie po­wiem! Nie chcę! Nie chcę oglą­dać tych ludzi!

Po zna­le­zie­niu Pe­ar­so­na po­zo­sta­ła kwe­stia na­kło­nie­nia go do współ­pra­cy. Nie­co­dzien­ne ga­ba­ry­ty z pew­no­ścią sta­no­wi­ły wy­zwa­nie. Na szczę­ście So­bral, żyjąc w slum­sach ni­czym szczur, cier­pli­wie ko­lek­cjo­no­wał kre­dy­ty. Spo­koj­nie wy­star­czy­ło mu na wy­na­ję­cie w dark­ne­cie dwój­ki opry­chów. Wszyst­ko or­ga­ni­zo­wał bur­del w śred­nim Lon­dy­nie. Bo­ga­ta ofer­ta za­wie­ra­ła upro­wa­dze­nie wy­bra­nej osoby za cenę ade­kwat­ną do roz­po­zna­wal­no­ści i sta­tu­su celu, aby speł­nić z nią w tra­dy­cyj­ny spo­sób, z po­mi­nię­ciem VR, swe naj­skryt­sze sek­su­al­ne fan­ta­zje. Za nie tak drob­ną opła­tą, bur­del do­rzu­cał sty­mu­lan­ty, ha­lu­cy­no­ge­ny, środ­ki na­sen­ne… So­bral prze­kor­nie upie­rał się na spro­wa­dze­nie Pe­ar­so­na do sie­dzi­by bur­de­lu, co oczy­wi­ście nie do­szło do skut­ku przez wzgląd na jego tuszę. Wów­czas, wy­ne­go­cjo­wu­jąc jesz­cze od nie­chce­nia rabat za nie­do­god­no­ści, So­bral zgo­dził się na prze­wie­zie­nie ofia­ry do swo­je­go miesz­ka­nia. Potem wy­star­czy­ło po­zbyć się me­cha­nicz­ne­go ra­mie­nia na­szpi­ko­wa­ne­go ta­ni­mi wsz­cze­pa­mi dla no­wo­bo­gac­kich – nie­ste­ty nie obe­szło się bez am­pu­ta­cji na po­zio­mie stawu ra­mien­ne­go. So­bral wy­łu­pił też swo­je­mu go­ścio­wi oko, gdyż ge­ne­ra­tor VR po­sia­dał wła­sny modem z do­stę­pem do sieci, a nie było czasu ani wa­run­ków, by te­sto­wać jego moc i za­sięg.

So­bral z ko­szycz­kiem peł­nym sprzę­tu pod­szedł do Pe­ar­so­na, na co ten aż pi­snął. Do­pie­ro teraz za­uwa­żył, że spa­ślak jest cały spo­co­ny, choć nie miał na sobie ni­cze­go poza bie­li­zną, a w pod­zie­miach Lon­dy­nu za­wsze pa­no­wał przy­jem­ny chłód. Igno­ru­jąc ten fakt, So­bral się­gnął po wiel­ki, skó­rza­ny pas, ma­ją­cy robić za stazę na ol­brzy­mim, ga­la­re­to­wa­tym ra­mie­niu i wtedy od­krył sza­ro­bu­re plamy na łok­ciu de­li­kwen­ta, z któ­rych są­czy­ła się cuch­ną­ca breja.

– Za­czy­nasz gnić, Pe­ar­son…

– Tak. Wkrót­ce umrę… i ta męka wresz­cie się skoń­czy!

– To ja za­de­cy­du­ję, kiedy to się sta­nie. Będę po­trze­bo­wać kon­kret­niej­sze­go sprzę­tu…

Męż­czy­zna po­now­nie wy­szedł, za­brał ko­szy­czek, za­czął prze­trzą­sać szaf­ki w są­sied­nim po­miesz­cze­niu.

– Je­steś głup­cem albo sza­leń­cem, So­bral! Ci wszy­scy lu­dzie, któ­rych szu­kasz… Tak nie można! Nasza cy­wi­li­za­cja nie po to przez lata wal­czy­ła by wy­pra­co­wać obec­ny pokój, byś pró­bo­wał wszyst­ko znisz­czyć! Rzeź nie może się po­wtó­rzyć. Po­zwól tym lu­dziom wy­mrzeć. Po­zwól nam wy­mrzeć…

So­bral po­ja­wił się w drzwiach z innym ko­szycz­kiem. Sta­rał się po­zo­stać opa­no­wa­nym, ale nie przy­cho­dzi­ło mu to łatwo.

– Rzeź była ano­ma­lią – wy­ce­dził. – Nikt te pra­wie dwa wieki temu nie mógł mieć na nią wpły­wu. Ludz­kość nie mogła jej wtedy za­po­biec, przez błędy z prze­szło­ści. Bar­dzo od­le­głej prze­szło­ści. Przez ano­ma­lię nasz ga­tu­nek od­wró­cił się od spu­ści­zny tego świa­ta. Roz­dep­tał pąki tak nie­śmia­ło kieł­ku­ją­ce po ca­łych wie­kach ma­ra­zmu…

– O czym ty mó­wisz?

So­bral aż oparł się o fu­try­nę, tar­ga­ny emo­cja­mi.

– …a potem zwró­cił się ku tech­no­lo­gii. Za­czął zaku­wać w metal. To nie jest nasze dzie­dzic­two. To droga pro­sto do ko­lej­nej Rzezi, tyle że in­ne­go au­tor­stwa.

– My­lisz się. To ewo­lu­cja. Na­tu­ral­ny pro­ces. Sil­niej­si wy­pie­ra­ją słab­szych. Gar­dzisz wsz­cze­pa­mi i elek­tro­ni­ką, więc pew­nie mu­sisz być po­dob­ny do mnie. Nie wiem jaka jest twoja umie­jęt­ność, ale ja­ka­kol­wiek by ona nie była, fak­tów nie zmie­nisz. To my sta­li­śmy się słab­szy­mi.

Za­pa­dła cisza, brzę­czał je­dy­nie wen­ty­la­tor. So­bral błą­dził gdzieś wzro­kiem i my­śla­mi, a do­pie­ro po chwi­li spoj­rzał na swego roz­mów­cę. Par­sk­nął.

– Pokój, o któ­rym mó­wisz, do­pro­wa­dził po­dob­nych nam do skra­ju wy­mar­cia. To też rzeź, choć dużo mniej spek­ta­ku­lar­na. Ale masz rację. Ewo­lu­cja dzia­ła. Mimo że ko­lej­ne rządy sku­tecz­nie urzą­dza­ją na nas po­lo­wa­nia, osta­ły się szczu­ry, zdol­ne ukry­wać toż­sa­mość przed wła­dzą swymi pa­syw­ny­mi zdol­no­ścia­mi. Szczu­ry takie jak ty, Pe­ar­son. Uro­dzi­łeś się tylko po to, bym mógł cię wy­ko­rzy­stać. Oto twój „pokój”…

– Ale ci, któ­rych ka­żesz mi szu­kać, są po­tęż­ni. Zbyt po­tęż­ni…

– Oni są na dru­gim bie­gu­nie tego, co oszczę­dzi­ła twoja naj­droż­sza ewo­lu­cja. Prze­ży­li ci, któ­rzy po­tra­fi­li się scho­wać i ci, któ­rzy nie dali się wy­za­bi­jać. Zo­sta­li wy­łu­ska­ni z po­pu­la­cji prze­cięt­nych przez na­tu­rę. Wy­star­czy ich teraz tylko od­szu­kać i wska­zać kie­ru­nek zmian. To przy­spie­szy roz­wój na­sze­go ga­tun­ku, wpro­wa­dzi nas na zu­peł­nie nowy po­ziom!

– Ale po to stwo­rzo­no za­sa­dy, by uniesz­ko­dli­wiać ta­kich ludzi! Bo do­pro­wa­dzą do ko­lej­nej Rzezi…

– Plu­jesz slo­ga­na­mi, które są sprzecz­ne z na­szy­mi war­to­ścia­mi! Mają na celu tylko kieł­znać nas i tłam­sić. Już ci mó­wi­łem, Pe­ar­son. To nie my mor­do­wa­li­śmy. Rzeź to efekt ano­ma­lii, która nie była ludz­kim dzie­łem.

– A ich na­zwiesz ludź­mi? Tak wiel­ka siła mąci w gło­wie, kusi… Tacy jak ja są nie­szko­dli­wi. Prze­cież tylko lo­ka­li­zu­ję osoby… Ale oni?…

– Cof­nij się do ko­rze­ni tego świa­ta. Każda re­li­gia an­ty­ku do­wo­dzi ist­nie­nia po­dob­nych nam. Tego jed­ne­go faktu nie udało się wy­kre­ślić z hi­sto­rii przed wie­ka­mi. Kłam­stwo i jego sku­tek, klą­twa, wynik dra­ma­tycz­ne­go so­ju­szu po woj­nie na­szych przod­ków, wy­ma­za­ły na zbyt długo naszą obec­ność na świe­cie. Tak nie może dłu­żej być. Ja… przy­wra­cam na­tu­ral­ną kolej rze­czy. Po­trze­ba było czasu, by z pąków te sto sie­dem­dzie­siąt lat temu roz­wi­nę­ły się pięk­ne kwia­ty. Rzeź za­bra­ła nam oka­zję. Ja tylko stwa­rzam ko­lej­ną.

– Do­pro­wa­dzisz do końca świa­ta… – Pe­ar­so­no­wi aż za­ła­mał się głos. – Tym razem ludz­kość ma się czym bro­nić.

– Ludz­kość? Ludz­kość ze­pchnię­to na mar­gi­nes. Spójrz tylko, gdzie mu­si­my się kryć. Te me­cha­nicz­ne kukły są już tylko ża­ło­snym wspo­mnie­niem o na­szym ga­tun­ku. A twój umysł prze­żar­ła ich plu­ga­wa pro­pa­gan­da.

Opo­dal łóżka Pe­ar­so­na stało urzą­dze­nie dość sta­rej daty, de­ka­dy temu uży­wa­ne do po­ga­nia­nia bydła, gdy dla po­zy­ska­nia biał­ka ho­do­wa­no jesz­cze zwie­rzę­ta. So­bral wy­mie­rzył jedną z wyż­szych dawek prądu w sadło gru­ba­sa, a ten aż się za­trzą­snął i za­fa­lo­wał. Potem na­ło­żył, jedna na drugą, dwie pary rę­ka­wi­czek i cał­kiem zgrab­nie jak na swój wiek, wsko­czył na ba­nias­ty brzuch, by wolną ręką szu­kać most­ka i oboj­czy­ków po­mię­dzy fał­da­mi.

– Ten twój zgni­ły ło­kieć to nie­po­trzeb­na kom­pli­ka­cja. – Wy­ma­cał to, czego szu­kał. – Za­ło­żę ci wkłu­cie cen­tral­ne, pył trafi od razu do serca.

Nagle So­bral prze­su­nął dłoń wyżej, chwy­ta­jąc za na­la­ną szyję.

– A może podam ci to przez tęt­ni­cę w szyi? Nar­ko­tyk po­pły­nie wprost do mózgu, a ty w końcu wy­du­sisz z sie­bie ko­or­dy­na­ty? Prze­cież i tak obaj li­czy­my się z twoją śmier­cią, czyż nie?

– Idź… do dia­bła… – wy­char­czał obez­wład­nio­ny Pe­ar­son. So­bral uśmiech­nął się nikle, lecz bar­dzo pa­skud­nie.

– Z nie­jed­nym się już spo­tka­łem. Spo­koj­nie, po­zwo­lę ci się z nimi po­znać już nie­ba­wem.

Siwy się­gnął z ko­szycz­ka strzy­kaw­kę i bły­ska­wicz­nie dźgnął szyję gru­ba­sa. Pe­ar­son ty­ta­nicz­nym wy­sił­kiem wierz­gnął tuż przed ukłu­ciem, by So­bral nie tra­fił tam, gdzie ce­lo­wał.

– Pudło – jęk­nął. Czuł cie­pło roz­cho­dzą­cej się nie­pra­wi­dło­wo po tkan­kach, a nie po na­czy­niach tru­ci­zny. – Mo­żesz mnie teraz już tylko dobić.

– Głup­cze. – Igła po­wo­li wy­nu­rzy­ła się z ciała. – To tylko znie­czu­le­nie żebyś nie wierz­gał, gdy będę się wkłu­wać.

Scho­dząc na pod­ło­gę, So­bral uwa­żał, żeby przy­pad­kiem nie do­tknąć ohyd­ne­go ciel­ska. Na­stęp­nie roz­ło­żył do­oko­ła gru­ba­sa mapy wszyst­kich kon­ty­nen­tów, a także co więk­szych me­tro­po­lii i aglo­me­ra­cji. Na ko­niec zaj­rzał raz jesz­cze na mo­ment do kuch­ni, wra­ca­jąc z drew­nia­ną szka­tuł­ką w rę­kach. Na jej widok Pe­ar­son je­dy­nie stęk­nął:

– Nie…

Strzy­kaw­ka na­peł­ni­ła się roz­two­rem. So­bral nie bawił się tym razem w od­ka­ża­nie skóry. Sta­ran­nie wy­ce­lo­wał i za­apli­ko­wał dawkę. Pe­ar­son tylko od­pro­wa­dził jego po­czy­na­nia stru­chla­łym wzro­kiem. Po chwi­li gru­ba­sem wstrzą­snę­ły kon­wul­sje, dy­go­tał jak przy ataku febry, to­czył ślinę z ust. Wal­czył.

We wnę­trzu szka­tuł­ki znaj­do­wa­ła się zło­żo­na na czwo­ro, kart­ka sta­re­go pa­pie­ru. So­bral nawet jej nie roz­kła­dał, tylko od razu odło­żył na bok. Prze­po­wied­nia nie była mu teraz po­trzeb­na, li­czy­ło się to, co było pod spodem. Dzie­sięć sy­gne­tów zdo­bio­nych ka­mie­nia­mi ko­lo­ru żywej krwi. Męż­czy­zna sta­nął na­prze­ciw łóżka, uka­zu­jąc za­to­pio­ne­mu w nar­ko­tycz­nym szale Pe­ar­so­no­wi za­war­tość skrzy­necz­ki.

– Oto twoje po­wią­za­nie z ce­la­mi. Re­li­kwia dawno za­po­mnia­nych bogów. Każda z nich musi zna­leźć no­we­go pana. Pokaż mi, gdzie oni są!

Lecz nagle spa­ślak za­stygł. Głowa opa­dła mu na pierś, a tłuszcz trząsł się jesz­cze przez mo­ment, ale wkrót­ce i on za­marł.

– Och, nie zmu­szaj mnie do zgłę­bia­nia twej obrzy­dli­wej jaźni. – Pierw­sze, co przy­szło So­bra­lo­wi do głowy, to że prze­sa­dził z dawką, dla­te­go za­czął zdej­mo­wać rę­ka­wicz­kę, by wziąć spra­wy w swoje ręce.

Ale oto Pe­ar­son przy­tknął swą je­dy­ną dłoń do ust i nad­gryzł dwa palce. Krew wy­mie­sza­ła się ze śliną, ska­pu­jąc po bro­dzie. Tym­cza­sem So­bral znowu się za­krztu­sił, ale nie miał naj­mniej­sze­go za­mia­ru uda­wać się po in­ha­la­tor. Bo wresz­cie się chyba udało…

– Ten, który jest wład­cą ostat­niej dzie­wi­czej dżun­gli. – Gru­bas dwoma pal­ca­mi ude­rzył w oko­li­cę afry­kań­skiej rzeki Kongo. – A wkrót­ce także i ca­łe­go świa­ta. Wraz ze swoją nie­ty­kal­ną ko­chan­ką.

So­bral opa­no­wał ka­szel, lecz nie mógł po­wstrzy­mać uśmie­chu.

– Ten, który ski­nie­niem może ob­ró­cić mia­sto w ruinę. – Bang­kok, Taj­lan­dia. – Ten, o skó­rze tward­szej niż dia­ment. – Palec na Ma­naus w Im­pe­rium Ame­ry­kań­skim. – Ta, która jest nie­uchwyt­na. – Paryż, Fe­de­ra­cja.

Dłoń po­wę­dro­wa­ła na pół­noc Sta­re­go Kon­ty­nen­tu. Dwa palce ude­rzy­ły w Sztok­holm w skan­dy­naw­skiej pro­win­cji.

– Ten, który okieł­znał wszel­ką ma­te­rię. A z nim ten, o oczach bar­dziej kosz­mar­nych niż śmierć.

Drżą­ca ręka od­na­la­zła mapę me­tro­po­lii Nowy Jork.

– Ten, który wie wię­cej, niż można sobie tylko wy­śnić.

Prze­skok na azja­tyc­kie ce­sar­stwa. Palec wy­lą­do­wał na Kioto.

– I ten, który jesz­cze nie nad­szedł…

Krwa­wy ślad prze­su­wał się za ze­sztyw­nia­łym pal­cem w stro­nę Azji kon­ty­nen­tal­nej. Czy to kwe­stia tego, że Pe­ar­son zlo­ka­li­zo­wał kogoś, kto, jak twier­dził, jesz­cze nie ist­niał?

– Udało się – szep­nął So­bral, zbie­ra­jąc za­krwa­wio­ne mapy. – Od­na­la­złem was wszyst­kich.

Cała resz­ta in­struk­cji znaj­do­wa­ła się w prze­po­wied­ni. Ko­or­dy­na­ty były ostat­nim bra­ku­ją­cym ogni­wem. Po tych wszyst­kich la­tach za­klę­te słowa za­czę­ły wresz­cie sta­wać się rze­czy­wi­sto­ścią.

I wtem, gdy So­bral nie­mal za­po­mniał już o po­grą­żo­nym w ka­ta­to­nii Pe­ar­so­nie, któ­re­mu lada mo­ment pla­no­wał wiel­ko­dusz­nie skró­cić męki za do­brze wy­ko­na­ne za­da­nie, gru­bas nie­spo­dzie­wa­nie ode­zwał się raz jesz­cze:

– A naj­gor­szy z nich wszyst­kich jest on. – Po­pa­trzył po ścia­nach tępym, roz­bie­ga­nym wzro­kiem. – Horda de­mo­nów w jed­nym ciele.

Naraz nar­ko­ty­ki stra­ci­ły całą swoją moc. Pe­ar­son znów był cał­ko­wi­cie trzeź­wy i nie­ludz­ko prze­stra­szo­ny. Chwy­cił się ręką za głowę.

– On mnie zo­ba­czył. Wie, że się zbli­żasz.

– Cóż to ma zna­czyć? – So­bral nie krył szoku. – Prze­po­wied­nia wy­raź­nie mówi o dzie­się­ciu bo­gach, licz­ba sy­gne­tów tylko to po­twier­dza. Zatem kto z tych, któ­rych wy­mie­ni­łeś, jest mi zbęd­ny?

Od­po­wie­dzia­ła cisza.

– Kto?!

– Każde z nich ma po­ten­cjał by wy­rżnąć w pień ludz­ką rasę. On po­wie­dział, że w przy­szło­ści nie ma miej­sca na duchy prze­szło­ści. Sły­szysz, So­bral? On cię za­bi­je.

Męż­czy­zna z roz­ba­wie­niem po­krę­cił głową i wy­cią­gnął ze szka­tuł­ki jeden z pier­ście­ni. De­mon­stra­cyj­nie, de­lek­tu­jąc się chwi­lą, za­ło­żył go sobie na prawy kciuk.

– Niech bę­dzie – rzekł, otwie­ra­jąc szu­fla­dę pod mo­ni­to­rem LED. – Sam oce­nię, które z nich za­słu­gu­je na udział w dzie­le prze­po­wie­dzia­nym przed wie­ka­mi, a kto jest tylko cie­niem po­tę­gi, któ­rej po­szu­ku­ję. Jam jest naj­po­tęż­niej­szy z panów. Niech ten sy­gnet sta­nie się sym­bo­lem idei, któ­rej hoł­du­ję.

W ręku si­we­go za­lśnił pi­sto­let. Lufa wy­ce­lo­wa­ła w głowę wy­koń­czo­ne­go Pe­ar­so­na.

– I co teraz zro­bisz? Z tymi wszyst­ki­mi współ­rzęd­ny­mi?

Ob­li­cze opraw­cy nie ska­la­ło się żadną emo­cją.

– Na dobry po­czą­tek może… schwy­tam nie­uchwyt­ną. Że­gnaj, Pe­ar­son.

So­bral na­ci­snął spust. Za­brał mapy oraz szka­tuł­kę, a po­nie­waż stał się nowym czło­wie­kiem, już nigdy nie wró­cił do nory w ni­skim Lon­dy­nie.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Trochę za mało dowiedziałam się o tym świecie, żebym mogła się o nim wypowiadać. Rozpoznałam głównie te elementy, które… no, już znałam – darknet, wielopoziomowe miasto tym biedniejsze, im niżej się schodzi, jakieś cyborgizowanie…

Tym bardziej, że niektóre zdania na początku są zbyt pogmatwane, żebym potrafiła z kontekstu wywnioskować, o czym piszesz.

Sama opowieść wydaje mi się niedomknięta. Być może przez to, że za mało skumałam. Ot, jeden facet chemią wymusił z drugiego zeznania na temat… No właśnie. Superantybohaterów? Superbohaterów? Demonów? Tolkienowskich właścicieli biżuterii?

Jeśli to tylko kawałek świata, to może zbyt wiele elementów zatrzymałeś przy orderach, żeby zainteresować?

W kółko Sobral i Sobral. Czy Twój bohater ma coś oprócz imienia – zawód, płeć, rasę?

Sobral otworzył powieszoną nad kredensem szafkę,

Zawsze myślałam, że kredens to taki konkretny mebel, składający się między innymi z umieszczonych wysoko szafek.

I po latach cierpliwego przeczesywania rejestrów, Pearson w końcu się pokazał.

Tak to zabrzmiało, jakby Pearson przeczesywał.

Babska logika rządzi!

Skoro po głowie chodzi Ci uniwersum, domyślam się, że to, co zaprezentowałeś stanowi jego część. Pokazałeś nader dziwny świat, a to co w nim zobaczyłam przyprawiło mnie o dreszcz, może nie zgrozy, ale miłe to na pewno nie było i, niestety, nie mogę powiedzieć, że spodobało mi się to, co przeczytałam.

 

nie prze­sta­wał czuć się nieco sko­ło­wa­nym… – …nie prze­sta­wał czuć się nieco sko­ło­wa­ny

 

a gdy upew­nił się, że kwiat klien­te­li Za­świa­tów dał sobie spo­kój, udał się do swo­je­go miesz­ka­nia. Udał się w dół. – Czy to celowe powtórzenia?

 

Te z kolei po­zwa­la­ły za­mon­to­wać modu blo­ku­ją­cy do­stęp pyłów i in­nych sub­stan­cji do dróg od­de­cho­wych. – Czy to ostateczna postać zdania?

 

Łysa mu­lat­ka, naj­pew­niej pro­wa­dzą­ca pro­gram… – Łysa Mu­lat­ka, naj­pew­niej pro­wa­dzą­ca pro­gram

 

Za­czął oku­wać w metal. – Co to znaczy?

 

wsko­czył na ba­nia­ty brzuch… – …wsko­czył na ba­nias­ty brzuch

 

– Ten twój zgni­ty ło­kieć… – – Ten twój zgni­ły ło­kieć

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odczuwam, że uniwersum to jakaś wariacja superbohaterów/magii z cyberpunkiem. Ale mam podobne odczucia jak Finkla – za mało widziałem, by to ocenić. Rzeź może być wszystkim, od wojny nuklearnej do magicznego kataklizmu. Przepowiednia rodem z serialu Heroes albo Shadowruna. Coś o cyborgizowaniu ludzkości, ale tego pełno w cyberpunku. Generalnie przydałoby się więcej szczegółów. Najlepiej czegoś bardzo charakterystycznego, co od razu pozwoli skojarzyć dany element z Twoim światem.

Bohater obojętny dla mnie – bardzo zdeterminowany, ale właściwie nic o nim nie wiem. “Sorbal to, Sorbal tamto”. Kim jest, co robi? Nie wiem. A przydałyby się dodatkowe szczegóły, bym z niecierpliwością czekał na dalsze jego losy.

Czytało mi się gładko, bez jakiś zbędnych komplikacji.

Podsumowując: na razie nie wybija się to uniwersum jakoś szczególnie. Ale sądzę, że pokazanie większej ilości szczegółów może wzmóc moje zainteresowanie ;) Sam tekst okej, ale bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarze. :)

Świat w dużym uogólnieniu ma zderzać technologię z magią. Chociaż możecie mieć rację, że wyszło za mało wyraziście, za mało charakterystycznie. Cieszę się natomiast, że udało mi się wywołać u Reg dreszcz, jakiejkolwiek etiologii by on nie był. :D

 

Natomiast nad komentarzem Finkli znalazłem przycisk “obserwuj”, kliknąłem go i… nic się nie stało. Cóż to za cuda? :D

 

Edytka: Poprawki naniesione.

 

Przycisk “obserwuj” miał działać w ten sposób, że nawet nieskomentowany tekst dostawałby żółte gwiazdki przy nowych komciach. Ale Brajt jakoś nigdy tego nie skończył. Za to pojawiły się dowcipy na ten temat. Mój ulubiony to ten, że kliknięcie obserwuja powoduje wysłanie do Brajta maila o treści zbliżonej do “kiedy wreszcie to zrobisz?”. No, bardziej wulgarnie to było sformułowane. ;-)

Ale możesz filtrować opowiadania – “obserwowane” to będą te, które skomentowałeś.

Babska logika rządzi!

MrBrightside, zacznę negatywną krytyką – warsztat nieciekawy. Czytałem inne Twoje opka, które były dużo lepsze pod tym względem, więc wiem, że potrafisz.

W sprawie świata… hmm… to niewiele go pokazałeś. Na pierwszy rzut oka są w nim klasyczne dla cyberpunku gadżety i społeczeństwo, co jak z pewnością się domyślasz nie zaskakuje. Powoli w trakcie lektury pojawia się jakiś tajemniczy element, którego też nie zdradzasz, ale wydaje się być zaciągnięty z pola fantasy. I tu jest ogromne ryzyko dla takiej koncepcji hybrydy, bo cyberpunk jest osadzony na fundamencie prawdopodobieństwa – jak całe SF. Czytelnicy lubiący CB mogą mocno kręcić nosem na wprowadzenie elementu bajeczki fantasy, chyba że jest jakoś mocno ugruntowana w tym świecie. Takiego czegoś w tym świecie nie zauważyłem. Teraz elementy fantasy wchodzą tu jak deus ex machina – czyli zaświaty trochę od czapy. Dlatego warto pomyśleć nad uzasadnieniem występowania elementu fantasy, tak żeby był odebrany jak rasowe SF-CB.

Bohater… Nie lubię go. I to może być okej, jeśli jest zamierzone z jakiegoś powodu, ale jeśli mam śledzić jego losy, to nie może mnie cały czas denerwować. Tu mamy jakiegoś psychola, który z obrzydzeniem patrzy na kurwę, grubasa, znęca się i zabija. W społeczeństwie tak trudnym jak CB każdy orze jak może – nawet kurwa, a grubasek może być po prostu chory na otyłość. Nie wiem więc, czy chciałeś pokazać psychola, czy też nie wyszło z pokazaniem bohatera.

Pojawił się bardzo ciekawy element, jak dla mnie, w opowiadaniu. To może być subiektywna sprawa, ale chodzi o mapę, zaznaczenie krwią i to, że sprawa obejmuje całą planetę. Lubię takie motywy, bo po prostu to jest założenie z rozmachem, być może obiecujące przygody w podróży w świecie CB – uważam, że ten element warto rozwijać. Spodobały mi się w tym świecie “gadżety retro” choć to znowu subiektywna sprawa – sam ostatnio takie zamieściłem w opku i będę zamieszczał w przyszłych, jeśli coś napiszę.

Się rozpisałem…

 

Ciao!

 

Ciao, Blackburn! :D

Z tym warsztatem to mnie zaskoczyłeś, bo ten tekst pisało mi się najbardziej lekko ze wszystkich, które tu w sumie wstawiłem. Niemniej, odnotuję to.

Nie ukrywam, że to opowiadanie jest trochę taką impresją na gorąco i błądzeniem w poszukiwaniu złotego środka. Tym bardziej dziękuję wam wszystkim za opinię o tym co zagrało, a co należy przebudować, może nawet wywalić. Bohater miał być psychotyczny, rozczarowany światem, w którym żyje. Mam pomysł na bardziej konkretne uzasadnienie takiego stanu rzeczy, ale chciałem, żeby ta historia była krótka, żeby uwypuklić końcówkę na którą zwróciłeś uwagę i cieszę się, że to wyszło.

Pozdrawiam!

Co do warsztatu to chodzi mi raczej o konstrukcje zdań i możliwe, że to znowu jest moje widzimisię, więc weź na to korektę. Na pierwszy rzut oka ten Sobral i Sobral… często wiadomo o kogo chodzi, a mimo to znowu Sobral. Warto to przerobić – Finkla już o tym pisała.

 

Przykłady/widzimisię warsztatowe, z czym nie trzeba się zgadzać. ;)

 

Wyszedł z Zaświatów i nie przestawał czuć się nieco skołowany od nieprzestających dudnić w uszach basów. Z tego powodu nie od razu poczuł – nie no, super, ze tłumaczysz mi, czytelnikowi, że z tego powodu. Warto jakoś to zgrabniej ująć.

 

Nikomu to nie przeszkadzało, bo i na to też był pewnie jakiś mod. – czy bohater nie wie, że są na to mody? Po co wrzucać takie niepewności, że pewnie… jakiś…

 

Na wygospodarowany fragment blatu od niechcenia rzucił przezroczysty woreczek z szarym proszkiem, bezpiecznie jak dotąd schowany w kieszeni kurtki. – jak dotąd? Ej, czyli to oznacza, że już nie jest bezpiecznie schowany? Na mój gust, lepiej pominąć “jak dotąd” – to znaczy przerobić zdanie.

 

Jest jeszcze trochę takich “niepewnosci” i “wybijaczy z rytmu”. Wydaje mi się, że w konstrukcji zdań można trochę ciąć z korzyścią lepszego odbioru tekstu.

 

No, tak sądziłem, że to bardziej impresja na świat, ale jako samodzielne opko, to zachowanie bohatera jest nieuzasadnione. :)

Mnie jeszcze gdzieś zgrzytnęło “modu”, ale widzę, że to już poprawione po korekcie Reg.

Babska logika rządzi!

W kwestii świata trudno mi się wypowiedzieć, bo choć w cyberpunkowopodobnych klimatach w ogóle orientuję się słabo, to mimo to odnalazłam tutaj elementy, które z takimi światami już kojarzę – czyli tak jak rzekli mądrzejsi przede mną, niewiele tu zaskakuje. Podobnie jak Blackburnowi bardzo przypadła mi do gustu ta mapa, a także to, w jaki sposób grubas opisywał poszukiwane osoby. Mówiąc absolutnie szczerze, ten fragment rozbudził moją ciekawość i chętnie poznałabym dalszy ciąg opowieści.

Bohater rzeczywiście nie wzbudza sympatii, a jego motywacja jest mocno niejasna. Generalnie trudno mi było się połapać w historii świata, która kryje się za fabułą. Ale wierzę, że to wynika z tego, że zasadniczo ten tekst chyba nie ma być jeszcze samodzielnym tworem, prawda?

 

Kwestie techniczne:

 

Wyszedł z Zaświatów i nie przestawał czuć się nieco skołowany od nieprzestających dudnić w uszach basów. Z tego powodu nie od razu poczuł na sobie te wszystkie lepkie spojrzenia

 

Niedobry początek ;P

 

W końcu już niebawem takie błahostki jak zdrowie ponownie przestaną zawracać mu głowę.

Według mnie lepiej pasowałby zwrot zaprzątać głowę. 

 

Pokój, o którym mówisz, doprowadził podobnych nas do skraju wymarcia

Podobnych nam

 

Przeżyli ci, którzy potrafili się schować i ci, którzy nie dali się wyzabijać.

Niee, chyba nie ma takiego słowa? Wybić?

 

 

Tak jak Finkli rzucił m się w oczy nadmiar Sobrala, a także generalnie określenia podmiotu. Według mnie miejscami można spokojnie zrezygnować i z imienia i po porostu zozstawić podmiot domyślny bo i tak wiadomo, kto nim jest, nie zmienia się po drodze. O, na przykład tu:

 

Sobral otworzył powieszoną nad kredensem szafkę, wyciągnął z niej koszyczek pełen rurek, miarek i igieł, by bez przesadnej delikatności posłać go na blat tuż obok woreczka. Siwowłosy potem stanął w progu pokoju, mierząc spojrzeniem, w swoim mniemaniu, wydmuszkę ludzkiej istoty,

 

Albo tu:

 

Sobral opadł na krzesło obok kredensu, cicho się krztusząc, strącając przy tym kilka kolejnych fantów na podłogę. Oddychał ciężko, leżał na blacie i wolną ręką przegrzebywał pierwszą z brzegu szufladę. Odnalazł inhalator, wstrząsnął nim niechlujnie, byle szybciej, a potem zaaplikował sobie dawkę leku. Sobral oparł się o ścianę i oddychał głęboko, coraz wolniej, coraz spokojniej.

 

Podobnie jak Blackburnowi bardzo przypadła mi do gustu ta mapa, a także to, w jaki sposób grubas opisywał poszukiwane osoby. Mówiąc absolutnie szczerze, ten fragment rozbudził moją ciekawość i chętnie poznałabym dalszy ciąg opowieści.

O taki efekt mi głównie chodziło! Niemniej mam świadomość, że najpewniej ciągle brakuje mi umiejętności by wyciąć kawałek większego świata i uczynić z niego samodzielne opowiadanie. Cóż, trzeba pracować dalej.

 

ten tekst chyba nie ma być jeszcze samodzielnym tworem, prawda?

Najprawdziwsza prawda.

 

Dzięki za uwagi, Werweno. Aż mnie dziwi, że to natężenie Sobrali wcześniej mi umknęło. Postaram się coś z nimi zrobić. Z upiększaczami przeszkadzającymi Blackburnowi też. :)

Mnie się całkiem spodobało. Chociaż potem mój zapał nieco ostygł, bo liczyłam, że historia pójdzie bardziej w kierunku tych Zaświatów. Że pokażesz więcej świata, puścisz wodze fantazji, a tu jedyne, co puściłeś, i to w, to czytelnika do ponurego mieszkania :(

 

Ale to nie tak, że ja się o tę ponurość czepiam :D Ona by pasowała do tego świata. Ale nie z tymi bohaterami. Nawet nie wiem czy mogę tutaj użyć tego słowa. Oni są antybohaterscy na każdej płaszczyźnie. Budzą odrazę, chociaż mogę zrozumieć, że to miał być celowy zabieg, swoim wyglądem i charakterem. A wracając do tej ponurości świata, kiedy już jestem w takim ponurym świecie, to lubię być z nim u boku bohatera, którego mogę zrozumieć, jakoś mu współczuć. Generalnie, żeby on wywoływał u mnie jakiekolwiek emocje. Jakiekolwiek oprócz odrazy, bo od niej to już wolę obojętność. I tak nie polubiłam Pearsona, ale z nim to pół biedy, bo sprawia wrażenie, że jest tam celowo na chwilkę nienawiści dla każdego. Natomiast Sobral to ten, który zapowiada się na bohatera przyszłych opowieści, a irytacja to nie jest najlepszy motor emocjonalny opowiadań. Chyba, że czekamy na Wielki Kres Irytującego… a lipiec już za pasem :P

 

Dobra, bo na razie samo narzekanie, a przecież mówiłam, że mi się całkiem podobało. W sumie to przez ten nieśmiało zarysowany świat i tę końcówkę, o której już, zdaje się, parę osób wspominało. Z tymi pierścieniami to można by głęboko wypłynąć, bo na płyciznach to z nimi wielce niebezpiecznie :P

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Dzięki, lenah. Cenne słowa o tych bohaterach. Odnotowane. ;)

Dodam jeszcze tylko, że taki buc jak Sobral to się co najwyżej na antybohatera nadaje i najpewniej nim będzie. :D Teraz widzę, że wypadł trochę dość konkretnie płasko. Cóż, oślepił mnie twórczy szał!

Bardzo ciekawy świat, choć dla mnie za dużo było infodumpa w dialogu. W tym chyba jestem jedyny :) Nie potrzebuję od razu poznawać genezy, jak i dlaczego wszystko się stało. To świat ma mnie do siebie przekonać i przekonał, a to najważniejsze. Naprawdę ciekawe pomysły i ciężko się do czegoś przyczepić, a często znajduję w postapo błędy logiczne. Wizja grubasa obrazowa i oryginalna, to na duży plus. Niestety spory minus za głównego bohatera. Zbyt sarkastyczny i obcesowy, do tego wszystko negujący. Gdybym miał czytać z nim powieść czy nawet kilka opowiadań, to niestety porzuciłbym, główny bohater musi wzbudzać moje zainteresowanie i akceptację.

Całościowo universum jak najbardziej na tak, głównego bohatera uśmiercić i dać nowego :) Albo porządnie zmienić.

Ślicznie dziękuję za tak pozytywny komentarz, Darconie! Nie ukrywam, że ten tekst traktuję jako rozeznanie na niepewnym gruncie i Twoja opinia bardzo mi się przyda. Główny bohater miał wyjść taki, jaki wyszedł, gdyż to w sumie antybohater. :p Co prawda ten tekst był za krótki, aby budować Sobralowi jakąś nie wiadomo jaką historię i osobowość, na co inne chciałem położyć nacisk, ale z wszystkich komentarzy płynie jasny sygnał, aby nie przesadzać w kreowaniu buców. :D

Zaskoczyłeś mnie natomiast tymi infodumpami, bo szczerze, starałem się przemycać informacje w rozsądnych ilościach, a ostatecznie miałem wrażenie, że przemyciłem niezbyt wiele.

Pozdrawiam!

Rzeczywiście infodump to może złe słowo, ale dialog zszedł z akcji kosztem informacji.

– Cofnij się do korzeni tego świata. Każda religia antyku dowodzi istnienia podobnych nam. Tego jednego faktu nie udało się wykreślić z historii przed wiekami. Kłamstwo i jego skutek, klątwa, wynik dramatycznego sojuszu po wojnie naszych przodków, wymazały na zbyt długo naszą obecność na świecie. Tak nie może dłużej być. Ja… przywracam naturalną kolej rzeczy. Potrzeba było czasu, by z pąków te sto siedemdziesiąt lat temu rozwinęły się piękne kwiaty. Rzeź zabrała nam okazję. Ja tylko stwarzam kolejną.

Jeśli świat mi się podoba, w wiele rzeczy wtedy nie wnikam i nie potrzebuję takie wiedzy jak wyżej (w opowiadaniu). Ale to drobiazgi, tutaj świat się najbardziej liczy i jest z nim dobrze.

Jakoś mi umknęło to opowiadanie, ale na szczęście zajrzałam do wątku bibliotecznego, gdzie ktoś postarał się o klika dla tekstu.

A mnie Twój świat wciągnął. Na pewno jak na tak krótkie opowiadanie zbyt dużo szczegółów, ale uważam, że pomysł jest niezły i wart rozwinięcia. Zostaw więc ten tekst w spokoju, a rozwiń to, co Ci chodzi po głowie. Jak dla mnie główny bohater mógłby zostać – w tej chwili budzi odrazę, ale przecież nie musi być do końca zły. Może jest bezkompromisowy w dążeniu do celu i to może budzić kontrowersje, ale z drugiej strony przecież nie wiemy, do czego zmierza. 

Więc odseparuj się od tego opowiadania i zacznij jeszcze raz od początku z myślą, że tworzysz powieść. To da Ci możliwość przekazywania informacji na dwustu stronach, wtedy nie będziesz zmuszony do infodumpfu.

A ja chętnie poczytam! Jeśli zaczniesz skrobać tę powieść, możesz na mnie liczyć jako na betę. Poproszę o tekst w ilości jednego rozdziału co dwa tygodnie wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dziękuję za komentarz.

Powieść… Cóż, to na pewno temat gdzieś na przyszłość, ale czy na mniej, czy bardziej odległą – to się dopiero okaże. Nie chcę się za nią brać, dopóki nie poczuję się pewnie ze swoim piórem, a poczuję się tak, gdy moje teksty zaczną osiągać coś więcej niż bibliotekę na forum. Zwyczajnie nie chcę marnować pomysłów na przeciętne historie, które zalegną na dnie szuflady. :)

A o becie będę pamiętać!

To powiedz mi jeszcze, czy rozsyłasz gdzieś swoje opowiadania, żeby te Twoje teksty miały szansę coś osiągać?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Żeby je bez wstydu rozsyłać, powinny osiągnąć co najmniej poziom piórkowy. Dlatego pracuję nad tym. :D

Wiesz, ocena portalowa może znacznie się różnić od oceny zewnętrznej. Powinieneś spróbować. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kusisz mnie bardzo… Mam jednak ciągle pomysły na parę opowiadań, a czasu niestety mniej niż bym chciał. Forum traktuję jako pole do eksperymentu z różnymi pomysłami i stylami, co pozwala mi wyczuć moje mocne strony. Więc to też nie do końca tak, że ocena portalowa nic nie znaczy – bo to też jakaś próba. Żeby pisać powieść i rozsyłać opowiadania, muszę zwyczajnie nabyć nieco śmiałości. :)

Przełączam się na priv.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cóż mam podobne zdanie co Mister, jak będą piórka, można coś tam myśleć więcej. Klientela jest tutaj dosyć wymagająca, jak ją się zadowoli, z resztą nie powinno być trudniej.

I tak i nie. Wymagająca klientela nie zagląda wszędzie. Ci, którzy zaglądają (choć równie wymagający ;) – dyżurni i forumowi weterani, że tak to ujmę, są raczej dość wąską grupą, a ich gust wcale nie musi być i nie jest uniwersalny. Jeżeli opowiadanie im się nie spodoba, to łatwo może zniknąć w tłumie.

Mało skromnie podam za przykład swoje opowiadanie “W stronę słońca”, które uważam za jedno z lepszych, jakie napisałem. Jednak po premierze przepadło, bez choćby punktu do biblioteki. Nie zraziłem się, przyjąłem to na klatę, lecz parę miesięcy później przypomniałem o tym tekście w wątku z przypominajkami i nagle cud się stał, wszyscy klikali, szturm na bibliotekę.

Podobnie “Plaga” Nightera6. Naz wyłowiła ten tekst z gąszczu innych w sumie rzutem na taśmę, a będąc w loży, tylko jej głos nominował to opowiadanie do piórka. Piórko później się pojawiło – i to srebrne! – a na Plagę nikt wcześniej nie zwrócił uwagi pod kątem nominacji, nawet dyżurni. Gdyby Naz nie była w loży, jej głos byłby za słaby by nominować tekst i przepadłby on.

Zmierzam do konkluzji, że forum to cenne narzędzie do zbierania opinii, lecz nie idealne. Piórko jest jakimś tam wyznacznikiem jakości, ale jego brak nic nie znaczy; nie powinien odbierać motywacji i wiary we własne umiejętności. ;)

Reg zagląda wszędzie i wszystko widzi. :-)

Wiesz, głosowanie Loży to sprawa zero-jedynkowa. A ja czasami jestem na “chyba tak”. ;-)

Ale prawie każdy może nominować tekst w odpowiednim wątku.

Babska logika rządzi!

Masz dużo racji, na pewno dobre są tutaj konkursy, przyciągają czytających i wtedy łatwiej jest o szerszą opinię. Powiem tak w tajemnicy, że trafią się tutaj teksty, które ktoś gdzieś, kiedyś publikował i były w Silimarisie i w Creatio, ale jakoś przeważająca większość tyłka mi nie urwała. Sporo tekstów z biblioteki NF uważam za naprawdę dobre i to mi służy jako poglądowy wyznacznik.

I to jest super, że każdy może nominować. Mówię jednak o tym, co dzieje się wcześniej – nie czarujmy się, że chętniej są odwiedzane teksty z klikami, że już o tych z biblioteki nie wspomnę. Czasami po prostu brakuje tego pierwszego ogniwa, które zwróciłoby uwagę – bo dajmy na to nie trafił w Twój gust, ani mój, a tylko my przeczytaliśmy. Ostatnio pojawiła się jednak opcja nominowania do biblioteki przez użytkowników i to też jest super. Po prostu nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, rotacja użytkowników ma miejsce, nie każdy też śledzi życie forum, a wpada tylko coś poczytać. Nie dążę do niczego konkretnego ponad to, że system choć ma rysy, jest raczej sprawny, a piórko choć cenne, to nie jest najcenniejsze.

Amen.

 

Tak, kliki zachęcają. Tak, często sprawa rozbija się o gust pierwszych kilku czytelników. Jasna sprawa.

Dlatego zachęcam do klikania (nawet szantażem – jeśli tylko o tym pamiętam, to nie klikam piórkowiczom, którzy nie korzystają ze swoich bibliotekarskich mocy. A niech sobie przypomną, jak trudno uciułać pięć okejek, jeśli nic do tego nie zachęca).

Zachęcam też do czytania. Każda potwora znajdzie swego amatora. Tylko trzeba poszukać. Nawet miłośnicy tekstów o kupach się znajdą. Niechże każdy przeczyta i skomentuje setkę tekstów – dowie się, kto pisze w jego guście.

I dlatego często o tym przypominam w miejscach niezupełnie do tego stworzonych. :-)

Babska logika rządzi!

Finkla, a ty w ogóle sypiasz? :) Coś mi się wydaje, że nie ;)

A dla kogo ten wywiad? Trzymamy się wersji, że jestem androidem czy udajemy człowieka? ;-)

Babska logika rządzi!

Zbieram dane, kiedyś jeszcze napiszę opko o szanownych uczestnikach tegoż forum, Fiszko ;)

Fisz to ktoś całkiem inny. Zbieraj, zbieraj. Od czasu do czasu Beryl ogłasza konkurs fantaści.pl. Tam również możesz szukać informacji. ;-)

Babska logika rządzi!

Faktycznie, dla mnie bomba :) Będę czekał. Z moją znajomością ludzkiej natury, sarkazmem i miłością bliźniego, pudło mam jak w banku :) 2015 sobie poczytam.

O co chodzi z tymi fantastami.pl? Wpisałem w wyszukiwarkę, ale

Jeśli ilość otrzymanych wyników jest zbyt duża, spróbuj sprecyzować hasło, które wyszukujesz.

:D

 

Edytka: znalazłem. Trafnie założyłem, że Finkla wzięła udział. ;)

W pierwszej edycji nie wzięłam, bo dopiero zaczynałam tu bywać i jeszcze nie znałam ludzi. :-)

Babska logika rządzi!

Spodobało mi się, ale nie mogę z czystym sumieniem kliknąć, bo historia wydaje się zbyt otwarta, ma konstrukcję komiksowego odcinka, jeśli wiesz co mam na myśli. Napisane wciągająco, choć jak na mój gust za długie akapity. Świat bardzo interesujacy, ale ja nie obyty z podobnymi motywami. Ogólnie intrygująca próba, ale nie samodzielne opowiadanie. Proszę o więcej. I polecam rozsyłać teksty.

Na komiksowość jako pierwszy zwracasz uwagę, chociaż masz rację, to raczej scenka, niż nie wiadomo jakie opowiadanie.

Jak będzie więcej to pognębię. I porozsyłam. ;)

Dzięki za komentarz.

Tak sobie pomyślałem, że zajrzę a konto jutrzejszego spotkania.

Właściwie mogę się podpisać pod powyższymi komentarzami. Jako samodzielna całość nie trzyma się to konstrukcyjnie kupy. Tekst siada w środkowej części, w tym filozoficznym (i biorąc pod uwagę okoliczności nienaturalnie przegadanym) dialogu, wyjaśniającym historię i funkcjonowanie świata. Zamiast tego fragmentu chętnie widziałbym mocniejsze wyjaśnienie, kim jest Pearson i jak Sobral go wyłowił (poświęcasz temu pojedyncze zdania i łatwo je przeoczyć).

Co do stylu, też wydaje mi się mniej płynny niż w innych, ostatnich Twoich tekstach. Myślę, że jest to pewnej mierze kwestia przyjętej konwencji. Długie zdania, z wtrąceniami, sprawdzają się w formule kostiumowej stylizacji, czy niespiesznej impresji, ale jakoś nie pasują do stechnicyzowanego świata tego opowiadania. Ważne jest to zwłaszcza, przy wprowadzeniu do opowieści. Osobiście pociąłbym i uprościł zdania z pierwszych, “miejskich” akapitów, później gdy atmosfera staje się bardziej kameralna, a czytelnik jest rozgrzany, mogą być już dłuższe.

Ale, to co jest słabością tego tekstu, może być siłą większej opowieści. Światotworzenie można wtedy rozbić na setki stron, niewzbudzający sympatii bohater może się okazać drugoplanowym antybohaterem, a rozpisana na 10 rozdziałów mapa wciągnie czytelnika i poprowadzi go przez długą fabułę.

Czy jesteś gotowy na książkę? Nie wiem, bo sam się nie czuję na siłach. Ale opowiadania do pism już warto słać, choćby po to, żeby poznać opinie innych osób.

 

EDIT: Zapomniałem dodać, że mocno mi się kojarzy z “Siedem” ;)

Ach, Coboldzie. Jeśli zajrzałeś wiedziony takimi powódkami, to myślę, że mogłeś trafić dużo fortunniej tu czy ówdzie. ;) Niemniej dzięki za opinię, bo masz dużo racji. Na powieść absolutnie nie czuję się gotowy, dlatego skupiam się na krótkich formach, a powyższy tekst to raczej taka impresja powstała pod wpływem chwili.

Siedem nie widziałem, a ktoś już chyba o tym filmie wspominał. Muszę nadrobić…

Nowa Fantastyka
Patronujemy