- Opowiadanie: Łukasz Kuliński - Ciebie pragnę, Miyuki

Ciebie pragnę, Miyuki

W tekście występują wulgaryzmy oraz treści dla dorosłych.

Zaznaczam, żeby młodzież nie musiała dalej szukać. 

 

Miłej lektury.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ciebie pragnę, Miyuki

Cierpienie ma kolor rzygowin na brudnym betonie.

Klęczę, opierając się jedną ręką o ścianę. Kończy mi się zjazd i czuję, że za chwilę wypluję żołądek. Ostry smak wymiocin drażni gardło, staram się więc nie przełykać, ani nawet nie ruszać za bardzo. Chciałbym poczekać parę minut i wstać, kiedy poczuję się lepiej, ale ktoś podchodzi i staje obok. Facet rozpina rozporek i odlewa się, opryskując mój kawałek muru żółtym strumieniem moczu. Zbieram się z ziemi i trzymając za brzuch, odchodzę. 

Jestem na ulicy. Słyszę charakterystyczny dźwięk upadających kulek i naciskanych klawiszy w salonie pachinko. Zasłaniam oczy ramieniem, kiedy ktoś trafia jackpota i zalewa mnie światło. Na prostokątnym banerze pojawia się samuraj, przebijający brzuch białym ostrzem. Z rany wysypują się złote monety ze starym symbolem bitcoina.

Z doświadczenia wiem, że nie warto szarpać się z tłumem, dlatego daję się ponieść. Idę, oglądając mijane miejsca. Tajska jadłodajnia, wypożyczalnia porno, klub Marylin Monroe Girls. Jestem zarzygany, więc przynajmniej żadna dziewczyna nie ciągnie mnie po drodze za ramię. W końcu znajduję budkę z telefonem. Odłączam się od życiodajnej arterii miasta i dzwonię po taksę.

Zanim przyleci transport, co zawsze zajmuje kilka minut, mam czas, aby trochę się ogarnąć. Grzebię w kieszeniach i wyjmuję małą, plastikową torebeczkę na leki. W środku są jeszcze trzy tabsy. Nie najgorzej. Wyjmuję jeden, co nie jest najłatwiejsze, bo cholernie drżą mi ręce i wkładam procha do ust. Japońska efedryna, mały, cudowny skurwysyn w kształcie trójkąta. Czuję się lepiej, zanim zdążę w ogóle przełknąć. Pozytywne skutki lekomanii.

Coś przyciąga moją uwagę. Podchodzę do witryny sklepu naprzeciwko i oglądam wystawę. Jest intrygująca. Na stelażach, jak ciuchy w sklepie, wiszą kobiety. Białe, czarne, Azjatki. Z długimi włosami, krótko ścięte lub łyse. Wszystkie nagie, ze sterczącymi sutkami i ogolonymi cipkami. Seks zabawki. Androidy. Gotowe zaspokoić najbrudniejsze perwersje, spełnić najbardziej zboczone zachcianki i poprosić o więcej. Trochę mnie to kręci. Po efedrynie zawsze jestem podniecony, czuję, że w jeansach robi się ciaśniej. Potem zerkam na cenę. Nie stać mnie, choćbym się usrał.

Odwracam się bez żalu. Tak naprawdę, nie tego pragnę.

Pragnę Miyuki.

***

Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, stała na krawędzi mostu.  

– Będziesz skakać, czy co? – zapytałem wtedy. Pamiętam, że jadłem hot doga. Tak było. Smak ketchupu, mocny wiatr i ona, po niewłaściwej stronie barierki.

– Nie twoja sprawa.

Miała ładny głos. Podobał mi się. Tak jak jej gotycki styl, kolorowe podkolanówki i fioletowe włosy, targane wiatrem. Bywam czasem romantyczny i pomyślałem, że w jakiś dziwny, tylko dla nas zrozumiały sposób, będziemy do siebie pasować. Nie powiedziałem tego jednak. Zamiast tego spojrzałem w dół i rzuciłem:

– Rozjebiesz się o ten asfalt, mała.

– Chuj ci do tego.

Wzruszyłem ramionami. Miała rację. Tak naprawdę, to mało mnie obchodziła. Byłem po prostu zdrowo naćpany, łaziłem bez celu i trafiłem akurat na jej most. Proza życia.

– To skaczesz? – zapytałem, a ona spojrzała na mnie jak na debila, którym byłem.

– Nie gada się tak do samobójców, wiesz?

– Bo co mi zrobisz? Skoczysz?

Jakimś cudem uśmiechnęła się.

– Czemu chcesz to zrobić?

Chwilę myślała nad odpowiedzią. Lub zapatrzyła się na miasto. Potem zobaczyłem, że zaczęła płakać i bardzo cicho odpowiedziała:

– Moje życie nie jest zbyt dobre.

Wzruszyłem się wtedy. Była zupełnie bezbronna. Krucha. I zagrała na jakichś strunach mojej duszy, o których nie wiedziałem, że w ogóle istnieją. Albo, co bardziej prawdopodobne, wyczułem nowy nałóg. To natura ćpuna odezwała się i kazała wskoczyć w świeże doznanie. Było oczywiste, że dziewczyna jest toksyczna. Nie zakochujesz się w lasce, która zaraz rozwali łeb o beton. Chyba, że jesteś mną.

– Mógłbym cię kochać, wiesz?

– Nie znasz mnie, pajacu.

– Właśnie.

Potem milczeliśmy bardzo długo, przez czas, w którym kończyłem hot doga, a ona myślała. A kiedy zjadłem i wyrzuciłem zmięty papier na wiatr, zwyczajnie obróciła się i przeszła na moją stronę. Poszliśmy, trzymając się za ręce.

***

Przyciskam dłoń do czytnika i zamek odblokowuje się z lekkim szarpnięciem. Wchodzę do mieszkania, a niepokój ściska mi gardło.

W środku panuje totalny rozpierdol. Meble są połamane, wszystkie graty porozwalane na podłodze, smród wali z przepoconej pościeli, a karaluchy łażą po ścianach.

Co ważniejsze, nie ma Miyuki. Kręcę się, szukając wskazówek. Nigdzie nie widzę jej rzeczy. Moje walają się wszędzie, ale po niej nie została nawet spinka. Nic. Siadam na skraju łóżka i zastanawiam się. Patrzę pod nogi i podnoszę kubek.

Pamiętam pierwszy poranek, który spędziła ze mną. Po tym jak wróciliśmy na kwadrat, owinęła się w koc i spała przez jedenaście godzin. Rano zaparzyłem kawę. Siorbnęła łyk, usiadła ze skrzyżowanymi nogami i powiedziała:

– Nie będziemy się pieprzyć.

Nie jest to coś, co facet chce usłyszeć, po tym jak zaciągnie dziewczynę do siebie, ale kiwnąłem głową. Domyślałem się przyczyny.

– Jesteś dziwką – stwierdziłem raczej, niż zapytałem.

– A ty?

– Ja nie jestem.

Gapiliśmy się na siebie. W końcu skapitulowałem i jakby to miało jakieś znaczenie, wyznałem:

– Jestem beta testerem.

– Co to znaczy?

– Pracuję dla jednego gościa. Nazywa się Mecenas. Facet kontraktuje mnie jako szczura laboratoryjnego dla różnych korporacji. Badają na mnie prochy i cybernetykę. Zanim cokolwiek pójdzie na rynek, trzeba sprawdzić na ludziach, jakie ma skutki uboczne. Dopalacze, dragi, wszczepy. Wszystko, co fajnie się sprzedaje.

– Czyli trochę się jednak kurwisz. Co teraz testujesz?

– Wątrobę. I dyskotekowy zestaw z Pharma Techu. Ćpam dzień w dzień, a jajogłowi monitorują zabawkę, którą kupiłem za prawdziwy organ. Facet ze zdrowymi bebechami zawsze znajdzie pracę.

– Ja też mogę?

– Nie, bo po takiej robocie nie żyje się długo i szczęśliwie. Prędzej czy później wyhodujesz sobie fajny nowotwór. Umrzesz w łóżku, w obsranej pościeli.

– Najwyżej skoczę z mostu.

Zaśmiałem się.

– Okej, niech ci będzie. Zadzwonię do Mecenasa.  

***

W mieszkaniu spędziłem godzinę. Nie pojawiła się. Wziąłem szybki prysznic, kupiłem makaron w żarciowni na parterze i wkurwiony zdemolowałem jedyną szafkę, która uchowała się w kuchni. Potem wyszedłem na miasto, żeby ją znaleźć.

Sprawdzę ważne dla nas miejsca. Nie ma ich wiele. Właściwie – jest jedno.

Stoję na moście, z którego nigdy nie skoczyła. Nie ma tu nikogo. Siadam więc na krawędzi i odpalam papierosa. 

Miasto ma platformową konstrukcję. Kiedy jakaś dzielnica wyjdzie z użytku, porzuca się ją i buduje nad nią kolejną. W ten sposób świat na górze tętni muzą z klubów, świeci neonami kasyn i burdeli oraz pachnie smażonym żarciem. Im wyżej, tym ekskluzywniej. Pod nami umiera przeszłość. Mamy całe kilometry opuszczonych dystryktów i pogrzebanych dzielnic. Łażą tam ludzie, jasne. Palą się światła, kiedy nomadyczne gangi wędrują motocyklami, albo gdy ludzkie szczury szabrują na ulicach.

Właśnie dla nich przychodziliśmy na most. Nigdy nie rozmawialiśmy. Trzymałem ją tylko za rękę, splataliśmy palce. Obserwowanie jasnych punktów pod nami, było jak liczenie gwiazd – z tą jedyną różnicą, że patrzyliśmy w dół. Czasem brałem coś mocniejszego i kładłem głowę na jej nogach. Głaskała mnie wtedy po czole i czuwała.

 Widzę przesuwające się daleko światła i tęsknię.

Gdzie jesteś, Miyuki?

***

Naciskam przycisk wideofonu.

Kamera robi zbliżenie twarzy, wysuwając się do przodu z cichym szumem. Czekam cierpliwie i nie ruszam się, kiedy skaner przesuwa się powoli, sprawdzając mnie na wypadek niebezpiecznych zabawek. Jestem czysty, więc z głośnika odzywa się metaliczny, zniekształcony głos.

– Charlie, chłopaku. Czego znowu chcesz?

– Zapytać o coś, Mecenasie. Nie zajmę dużo czasu, obiecuję.

Odpowiada mi cisza. Stoję i nerwowo przechodzę z nogi na nogę. W końcu pytam:

– Mogę wejść?

Znów nie słyszę odpowiedzi, ale tym razem pancerne drzwi odblokowują się i wchodzę do środka. Podchodzi ochroniarz, wielki facet z wojskową protezą ręki i zaczyna przeszukiwać. Kiedy wyjmuje z kieszeni spodni zafoliowaną strzykawkę, wzruszam ramionami.

– Na użytek własny.

– Właź.

Mecenas siedzi za biurkiem. Skrzyżował łapska na owłosionej klacie i patrzy przez szkła przyciemnionych okularów. Nigdy nie widziałem go bez nich. Wydaje mi się, że ma je na stałe. W pokoju nie ma krzesła, więc kłaniam się grzecznie i stoję.

 – Mów, z czym przychodzisz.

– Nie mogę znaleźć Miyuki.

Wzdycha, jakbym powiedział coś cholernie irytującego i odpowiada:

– Mówiłem ci wczoraj, jeszcze nie wyszła.

Nic nie rozumiem. Rozkładam bezradnie ręce i pytam:

– Skąd nie wyszła? Szukam jej wszędzie.

Mecenas milczy długo i gapi się, jakbym powiedział Bóg wie co. W końcu pochyla się nad biurkiem i mówi:

– Musieli ci naprawdę namieszać w głowie, cholerny lunatyku. Powiedzmy, że cię lubię, więc wyłożę ci to ostatni raz. Ale jeśli przyjdziesz jutro i zaczniesz wypytywać o to samo, każę cię połamać, jasne?

– Jasne – odpowiadam, chociaż wiem, że wcale tego nie oczekuje.

– Pamiętasz swoją ostatnią robotę?

– Wątroba i ćpanie z Farma Techu. Ale co to ma do rzeczy?

– Nie tę. Następną.

Chuja pamiętam, więc kręcę tylko głową, bo co miałbym powiedzieć?

– Testowałeś seks androidy, Charlie.

Robi długą pauzę, jakby to miało jakiś dramatyczny efekt. Ale to przecież bez sensu. Miyuki? My nigdy nawet nie…

– Bez ciała. Słaby układ jak dla mnie, bo nawet nie zamoczyłeś, ale tobie się podobało. Miałeś w głowie elektronikę z osobowością tej dziuni. Chodziło o to, żeby tworzyła głębsze więzi z klientami. Rozumiesz już, dzieciaku?

 Nic nie rozumiem. Mecenas tłumaczy wszystko i wyjaśnia, że dobrze się spisałem. Mówi żebym przyszedł za tydzień, że ma nową robotę. Pierdoli coś jeszcze, ale nie słucham. Wychodzę.

***

Stoję przed wystawą i patrzę. Wiszą tam, nagie, gotowe do kupienia. Gdzieś między nimi – moja Miyuki. Podchodzę do terminalu i wklepuję jej imię. Komputer wypluwa odpowiedź:

OBIEKT NIEDOSTĘPNY

Nie ma to jednak znaczenia, bo jest tam. Prędzej czy później, pojawi się. Zawiśnie na stelażu, obok innych. Ktoś ją kupi. Ktoś, kogo będzie stać. Porównuję ceny. Tym kimś na pewno nie będę ja.

Odwracam się i wchodzę w tłum. Chuj tam. Idę zagrać w pachinko. 

Koniec

Komentarze

Łukaszu, wszak możesz dodać tag WULGARYZMY.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tag cyberpunk wystarczy. 

O wulgaryzmach i tak informujesz w przedmowie, no ale skoro uważasz, że tag niepotrzebny – Twój wybór.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, że nie ma sensu mnożyć tych informacji ponad potrzebę. Tagi służą mi do wyszukiwania konkretnego klimatu opka – na przykład cyberpunkowego. Wychodzę z założenia, że inni postępują tak samo, więc użyłem tagu zgodnie z intuicją. Wulgaryzmy to żaden klimat, są, ale wątpię żeby ktoś chciał przeczytać tekst akurat dlatego, że od czasu do czasu przeczyta w nim wiązankę. 

Jak już powiedziałam – Ty tu decydujesz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Moim zdaniem duże natężenie wulgaryzmów jest klimatem, zwłaszcza że zazwyczaj idą w parze z klimatem defekacji i wymiocin – dosłownych albo metaforycznych. W dodatku jest to klimat, którego nie lubię i który, co gorsza, mnie niemożebnie wręcz nudzi, więc nie miałabym nic przeciwko tagowi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przedmowa wystarczy.

Twoje opowiadanie, twoja przedmowa, twoje tagi. Ale nasze uwagi czytelników.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Miałem przed oczami wszystko, o czym opowiadał narrator. Autor ładnie panuje nad opisem, w niewielu słowach kreśląc wymowne obrazy.

Nie będę spoilerować, ale nawet się smutno zrobiło. Tylko czy on tak miał od przećpania czy rzeczywiście zakochany? Oto jest pytanie. 

Wisielcu, dzięki!

 

Deirdriu, wnoszę, że uznałaś tekst za interesujący. Mam nadzieję, że miło spędziłaś czas przy lekturze, mimo że smutnej. Dzięki za komentarz. 

 

 

Sugestywne. Ładnie napisane. Wulgaryzmy nie rażą, ale ja mam wysoki próg tolerancji ;).

 

Ogólnie – podobało mi się!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Przeczytałem. Krótko, treściwie i klimatycznie, ale niestety dość wtórnie. Odczuciami podzielę się bardziej wylewnie po przekroczeniu terminu zgłaszania prac.

na emeryturze

Staruchu, dzięki, cieszę się bardzo, że Misie. ;) Wulgaryzmów nie ma aż tak dużo, ale tekst jest krótki, dlatego sądziłem, że mogą sprawiać wrażenie dużego natężenia. 

 

Gary, w takim razie czekam na pełen komentarz. yes

Po tej całej akcji z przedmową i komentarzami o niej spodziewałem się tłustych wiązanek na co najmniej kilka słów. A te pojedyncze mnie jakoś nie ruszyły. Bo bez nich tekst by stracił, byłby klimatycznie płaski i mdły. Całość więc wyszła ciekawa i warta przeczytania, ale kapnąłem się zakończenia jakoś przy zaproszeniu Miyuki do mieszkania (no tak mi się wątki i tropy dodały). Podobała mi się narracja.

Stn, dzięki za wizytę i komentarz. Mówisz, że już wtedy? To wcześnie, miałem nadzieję zachować rozwiązanie we mgle przynajmniej do końca sceny z mieszkaniem. Zobaczymy co powie reszta. Cieszę się, że tekst ci się podobał.

Ja dość sekwencyjnie łykam kolejne fragmenty tekstu – napisałeś konkretny i duży akapit o seksandroidach, a zaraz potem wspomniałeś o zupełnie jeszcze wtedy nieznanej Miyaki. To mi w głowie zostawiło skojarzenie, które okazało się być prawda. Niby jest napisane, że narrator "pragnie czegoś innego", ale jakoś nie mogłem Ci zaufać. ;)

Rozumiem :). Dzięki, to cenna informacja.

Hmm. Są tu przebłyski geniuszu taktyki – piękne sceny, np. z gwiazdami w dolnych sekcjach miasta. Wspaniałe moim zdaniem.

Ogółem jednak, strategicznie – meh, przynajmniej jeśli chodzi o treść, bo warsztat elegancki.

Jeszcze fajna reklama z samurajem.

Vedyminie, dzięki za odwiedziny i opinię, doceniam. yes

 

Edyta: Czy treść była meh bo nudna, kliszowa, czy może coś innego? 

Skoro konkurs jest o cyberpunku, to poruszamy się na kanwie konwencji. Nie ma sensu się żalić, że w westernie są konie.

Pierwsze zdanie jak z Żulczyka, ogólnie cały tekst ma taki ciężki klimat, co dla mnie jest niewątpliwą zaletą. Do tego naprawdę fajny pomysł na Miyuki. Klisze są to fakt, ale mi one nie przeszkadzały, dzięki nim mogłem łatwiej zwizualizować sobie stworzony w opowiadaniu świat.

 

Chuj tam. Idę zagrać w pachinko.

 

Te dwa ostatnie zdała trochę zepsuły mi wydźwięk, ale wpisują się w charakter bohatera. Ogólnie czytało się przyjemnie, aż dziw, że opowiadanie nie ma jeszcze w bibliotece.

Powodzenia w konkursie :)

 

Klisze są w tym opowiadaniu bardzo potrzebne. Nie aspiruję tutaj do tego żeby odświeżyć gatunek. Przeciwnie, chciałem wyjąć interesujące dla mnie motywy i przerobić na tyle oryginalnie, żeby pokazać neonowy, brudny klimat cyberpunku. Czy się udało? Nie wiem, bo mimo kilku pochlebnych komentarzy, tekst cierpi na niedobór klików, coś więc musi być nie tak. 

Ostatnie zdanie jest potrzebne. Mówi, że bohater odpuścił i pogodził się z tym, że inni będą mieć jego ukochaną, a on nie. Albo, że chciałby wygrać pieniądze i kupić ją sobie. 

Pozdrawiam :)

Przy całej mojej niechęci do wulgaryzmów w tekstach (w 90% przypadków uważam je za zbyt łatwy wytrych/autorskie lenistwo służące do pokazywania najróżniejszych rzeczy, takich jak: że bohater jest macho/cyniczny/znudzony życiem/w stylu czarnego kryminału/edgy* *niepotrzebne skreślić/potrzebne dodać; że świat jest paskudny/zły/sucks/brudny j.w.; autor jest odważny/edgy/chce epatować burżuja [jakby to jeszcze było możliwe] j.w.; narracja jest hiperrealistyczna i oddaje wszystkie paskudne cechy świata itede itepe) ostatni kawałek jest jak dla mnie najlepszy w tym tekście ;) Wcześniej trochę mi się te brudy świata dłużyły, ale koniec jest niezły.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Miłość w czasach cyberpunka. Dobrze napisane, z pomysłem. Jedyna uwaga – może być niekiedy za mało emocjonalnie. Nie zrozum mnie źle – czuję bohatera i to, co przeżywa. Ale jak na treść czasem było tam za mało… namiętności. Albo czegoś równie mocnego. Facet po prostu kocha Miyuki, ale szaleństwa w tej miłości nie poczułem. A miałem wrażenie, że treść ją sugeruje.

Podsumowując: ciekawy temat główny jak na cyberpunk. Fajny koncert fajerwerków, ale jak na tekst o emocjach – trochę za bardzo stonowane. Jednak na klika starczy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Drakaino, cieszę się, że wróciłaś z komentarzem do fabuły. Podwójnie, bo mimo, że tekst nie oscyluje w Twoich klimatach, to jednak znalazłaś końcówkę ciekawą. 

 

NoWhereMan, bardzo fajny komentarz, dzięki. Zastanawiałem się nad dodatkową sceną, w której chciałem właśnie wzmocnić trochę emocjonalną stronę tekstu. Ostatecznie zrezygnowałem, stwierdziłem, że znalazłem optimum między uczuciem, a przesadnym pitu pitu. W przyszłości wezmę pod uwagę Twoją radę.

Edyta: Czy treść była meh bo nudna, kliszowa, czy może coś innego? 

Na pewno nie nudna (jeśli już, to tylko miejscami, ale to raczej nieuniknione), choćby dlatego, że jest to malowniczo napisane. Chodziło mi właśnie o klisze – nie chcę kolejny raz czytać o seksrobotach, a jeśli już, to opowiadanie musiałoby być napisane w dogłębny sposób (albo w chuj, albo wcale ;)), co mogłoby się nie udać w 15.000 znaków. Chociaż…

Poza tym wydało mi się miejscami nieco infantylne.

Klisze są konieczne. Jak napisał Wisielec, nie ma sensu się zżymać, że w westernie są konie. Chociaż zarzutu o infantylność akurat się nie spodziewałem. Który fragment wydał ci się taki?

Podoba mi sie. Taka nacpana, cyberpunkowa milosc. Dobrze napisane, klimatyczne. Przeklenstwa tez mi jakos szczegolnie nie przeszkadzaly. Kliczek :)

Dziękuję, Katiu :).

Nie znam się na cyberpunku, więc ewentualne klisze mi nie przeszkadzały. Pomysł takiego narąbania, że człowiek nie pamięta, co testuje i czym się do takiego stanu doprowadził, wydaje mi się ciekawy i przerażający.

Napisane całkiem całkiem.

Babska logika rządzi!

Finklo, dzięki serdeczne za komentarz i klik. Tak z ciekawości – jak szybko domyśliłaś się zakończenia? 

Nie domyśliłam się. Nie znam klisz, w ogóle cyberpunk wydaje mi się zbyt brudny, żeby w tym syfie grzebać. Czytam te teksty z dziwną mieszanką obrzydzenia, ciekawości i zazdrości. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki serdeczne!

Podobało mi się. Nie odczułem nadmiernego braku uczuciowości – bądź co bądź, bohater jest ćpunem, który ledwie ogarnia rzeczywistość. Zresztą, tęskni za nią, postrzega ją jako jasny punkt w swym życiu.

Propsy za fioletowe włosy (<3) i pachinko, choć akurat ostatnie zdanie niezbyt mi się podobało. Daje dziwny, niekoniecznie właściwy, wydźwięk całemu tekstowi.

Napisane sprawnie, choć zdaje mi się, że czasem masz zbyt dużo przecinków. Na przykład:

Obserwowanie jasnych punktów pod nami[-,] było jak liczenie gwiazd – z tą jedyną różnicą, że patrzyliśmy w dół.

 

Stempel jakości z pewnością się należy.

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Chociaż zarzutu o infantylność akurat się nie spodziewałem. Który fragment wydał ci się taki?

Nie chodziło mi o konkretny fragment, ale teraz myślę, że zarzut jest trochę na wyrost i polega tylko na tym, co mi się wydaje :)

Hrabio, dzięki serdeczne za komentarz i ostateczny klik do biblioteki. Cieszę się, że opko ci się podobało. Co do ostatniego zdania – rozpacz w cyberpunku jest depresyjna, ponura i krótka. Bohater ją przeżył i poszedł grać. Po co przegrywać życie przed wystawą, można je przegrać w tysiącu innych miejscach. Chociażby w salonie. 

 

Vedyminie, ok ;). 

O i opowiadanie zasłużenie trafiło do Biblioteki :)

Godne pochwały. Ciekawie się to czytało. Choć nie znam się na cyberpunku również to dla mnie było dość oryginalne.

Tak, Belhaju, widać ktoś musiał zacząć, potem poszło lawinowo ;). 

 

Rgruz, cieszę się mocno, dziękuję za wizytę i komentarz.

Odłączam się od życiodajnej arterii miasta i dzwonię po taxę.

“taksę”

 

Ok, niech ci będzie. Zadzwonię do Mecenasa.

“OK” lub “Okej”

 

Po efedrynie zawsze jestem podniecony, czuję, że w jeansach robi się ciaśniej.

Efedryna powoduje zwężenie naczyń krwionośnych i nadciśnienie, co w konsekwencji może skutkować problemami z erekcją. Jednak jak to zwykle bywa z substancjami działającymi na organizm człowieka, nie wszystkich ten efekt dotyczy, przynajmniej tak utrzymują niektórzy ludzie dzielący się swoimi historiami na internecie. Sprawdź:

https://www.ehealthme.com/ds/ephedrine/erectile-dysfunction/

https://www.longecity.org/forum/topic/53383-what-are-the-longterm-benefits-and-disadvantages-of-ephedrine-and-caffeine/

https://forum.bodybuilding.com/showthread.php?t=277907&pagenumber=1

https://www.steroidology.com/forum/supplement-forum/102857-ephedrine-sexual-side-effects.html

Z tego co kojarzę, efedryna może wywołać efekt typu “chcę, ale nie mogę” – uwalnianie dopaminy zwiększa ochotę, ale możliwości blokuje właśnie wazokonstrykcja. U kobiet wygląda to inaczej, patrz artykuł: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9672057 

 

Ogólnie rzecz biorąc – podobało mi się. Fajny plot-twist, choć motyw wirtualnego romansu jest już dość znany. Typ był tak zajebany, że zapomniał, ze zakochał się w symulacji z endokomputera – nieźle. Dobrze wyszło ci ukazanie cyberpunkowego syfu. Dobry jest też końcowy akapit, w którym bohater stawia wszystko na jedną kartę, choć uprawia nieco inny rodzaj hazardu niż poker ;)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

“taksę”

Zastanawiałem się nad tym – chyba masz rację.

 

“OK” lub “Okej”

OK yes

 

Co do efedryny – wierzę na słowo. Ale przyjmijmy, że może wywoływać u niego podniecenie. Ostatecznie nie ma to tak wielkiego znaczenia. Poza tym, cholera wie co on naprawdę brał. Facet nie ogarnia rzeczywistości zbyt dobrze.

 

Mówisz, że udało się ukazać cyberpunkowy syf? Bardzo mnie to cieszy. Czy bohater stawia wszystko na jedną kartę? Myślę, że raczej się poddał. Jego zwyczajnie nie stać na kupno ukochanej. Ale zawsze jest nadzieja. A nuż dzisiaj wygra? 

 

Pozdrawiam i serdecznie dziękuję za komentarz!

To w pachinko można wygrać dużą kasę?

Babska logika rządzi!

W moim świecie, czemu nie. 

 

Edytka: A generalnie, to raczej nie. Paczinko jest popularne w Japonii, a tam hazard jest nielegalny więc wymienia się wygraną na nagrody rzeczowe, co siłą rzeczy nie przynosi wielkich kokosów. 

Podoba mi się, smakowity kawał punku w cyberpunku, podkreślony dobrze dobraną stylizacją językową. Chropowatość i obojętność opinii narratora-protagonisty doskonale pasują do opowiedzianej historii miłosnej, a ta, choć wałkowana już wszędzie po wielokroć, ma cyberęce i protezy nóg dokładnie tam gdzie powinna.

Główny bohater wypadł interesująco, a zabiegi reminescencyjne naturalnie wprowadziły w opowiadaną historię, bez zaburzania dynamiki opowieści.

Zakląłeś romans, dramat i przepowiednię futurystyczną w 10k znaków. Brawo, winszuję pisarskiego warsztatu. Do pełni szczęścia zabrakło niestety odrobiny polotu i oryginalności.

na emeryturze

Gary, doceniam długi i szczegółowy komentarz. Cieszę się, że podeszło. Dzięki! yes

Bardzo realistycznie przedstawiony świat, a choć napisałeś o paskudnych sprawach, opowiadanie przeczytałam nie bez przyjemności.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg. :)

I ja Ci dziękuję, Łukaszu, za porządne opowiadanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się. Wszystko zagrało, a jedyny zgrzyt poczułem podczas rozmowy na moście. Samuraj, seppuku oraz bitcoin – mega! Zobaczyłem to i się zakochałem. 

Miło mi, lurpaku. Polecam się na przyszłość!

Klikałbym.

Mocno mi się kojarzyło, niemniej – dobrze, sugestywnie napisane i momentalnie wciąga w klimat – brawo. Też uważam, że klisze tylko definiują gatunek, ale cóż, nie wszyscy je lubią. Wulgaryzmy niemal niezauważalne. 

Za krótkie na zachwyty nad fabułą. Scena na moście wydała mi się za szybka, nie pasowała, to nie powinno tak wyglądać. Wtedy domyśliłem się końca. Jeśli tak miało być, to niezły zamysł. A jeśli nie, to wnioski do wyciągnięcia.

Całość naprawdę ok, zwłaszcza od strony warsztatowej.

Dzięki, vargu! Bardzo pomocny komentarz. yes

Nie czytam tak cyberpunku, więc na wtórność narzekać nie będę. A tekst mi się naprawdę podobał. Dobrze przedstawiona historia, która naprawdę angażuje, a końcówka kopie w podbrzusze. Elementy światotwórcze ciekawe, warsztatowo też co najmniej nieźle.

Dzięki serdeczne, Zygfrydzie

Fajne, podobało mi się :)

Anet, cieszę się :)

Całość mi się bardzo podobała. Nie przekonuje mnie zarzut o wtórności. Nie zgadzam się ze stwierdzenie, że brakuje emocji– uważam, że bohater podejmuje gigantyczny (jak na siebie) wysiłek próbując odnaleźć ukochaną. Zamiast naćpać się i poczekać – włóczy się, myśli, tęskni, nawet przeszukał całe mieszkanie czy nie zostawiła jakiś rzeczy. Scena na moście jest przecież naładowana emocjami, tęsknotą i jego rozpaczą. Zarzut odnośnie infantylności też do mnie nie przemawia – świadczy co najwyżej o psychice głównego bohatera, bo to w końcu jego fantazja. Co do zakończenia – ja się nie domyśliłem.

 

Nie podoba mi się natomiast tłumaczenie przez autora swojej wizji w komentarzach. Psuje mi to zabawę bo potencjalnie mogę natknąć się na inną interpretację niż moja własna. Moim zdaniem rola i udział autora kończy się wraz z postawieniem ostatniej kropki, ale biorę poprawkę na to, że to w celach edukacyjnych.  

 

Przechodząc do analizy.

 

Podoba mi się początkowy opis miasta – budka telefoniczna stanowi dobry kontrast w stosunku do futurystycznej scenerii i latającej taksówki.  

 

Zastanawiałem się nad sceną z androidami w sklepie. Ciuchy wiszą chyba na wieszakach albo na manekinach i dlatego nie do końca rozumiałem co to znaczy, że androidy wiszą na stelażach. W sensie bezwładnie, z głową opadającą na bok niczym zwłoki?

Wydawało mi się to nieatrakcyjne – wystawa byłaby zapewne bardziej kusząca dla potencjalnego klienta, gdyby androidy stały w jakiś odpowiednich pozach, poruszały się lub zaczepiały przechodniów przekonując ich tym samym o swojej „ludzkości”, a te tutaj wydają się być wyłączone, nieobecne, martwe niczym przedmioty, którymi tak naprawdę są.  

Nie można tego na pewno tłumaczyć oszczędnością lub nie przemyślaną kompozycją witryny – sprzedawany tu jest towar luksusowy, pieniędzy na marketing na pewno nie brakuje. Prowadzi to do wniosku, że zamierzonym zabiegiem było stworzenie kompozycji upiornej, wrecz zakrawającej o nekrofilie by podkreślić pełnię władzy nad produktem – możesz zrobić z tym co chcesz– włączyć, wyłączyć – w każdej chwili. Jednocześnie tworząc kontrast i odcinając się od tandetnych, nachalnych, tanich i prawdziwych dziewczyn z klubu Marylin Monroe Girls zaczepiających ludzi na ulicy.

 

Podoba mi się zdanie, które wypowiada dziewczyna stojąc na moście–  „Moje życie nie jest zbyt dobre.” Po poprzednim wulgaryzmie i przy ogólnie niezbyt wyrafinowanym poziomie dyskusji to zdanie brzmi wręcz poetycko. Nie jest chujowe. Jest niezbyt dobre.

 

Cała scena poznania się naszych bohaterów jest urzekająca. Z uwagi na późniejsze wydarzenia wiemy, że stanowi kwintesencję pragnień naszego bohatera – uratować księżniczkę z opresji, być czułym opiekunem, wyciągnąć ją z bagna (!), większego niż to w którym on sam tkwi. To wszystko okraszone szczyptą romantyzmu (wszak nie o seks mu chodzi!) ale jednak całość interakcji przywodzi na myśl (zarówno ze względu na infantylność jak i długość) raczej wstęp do filmu porno.

 

Zabrawszy księżniczkę do swego zamku, książę nawet załatwił pracę swojej wybrance. Zaczyna ją naprawiać.

 

Następnie wybranka znika, bohater rozpoczyna poszukiwania.

 

Następuje ładny opis miasta, krótki ale bardzo treściwy.

 

I przechodzimy do kulminacji. Uważam się za dość domyślną osobę a jednak nie załapałem o co chodzi nawet jak przeczytałem „nie wyszła jeszcze” . Zakładałem, że leży w jakiejś komorze w laboratorium i montują jej organy do przetestowania.

Wypowiedź, że naszemu bohaterowi namieszali w głowie rozumiałem jako komentarz dotyczący skutków ubocznych testów. Spodziewałem się raczej, że Mecenas ją wykorzystał lub sprzedał. Zakładałem , że tłumaczenia z poprzedniego dnia zapomniał, bo się naćpał.

Ciekawy jest również fakt, że zapomina czym jest Miyuki. Być może to wina narkotyków, a może zobowiązał się do zachowania poufności a korporacja nie ufała ćpunowi i zagwarantowała sobie dotrzymanie umowy poprzez umieszczenie mu w głowie odpowiedniego implantu kasującego wspomnienia dotyczące prototypu.

I potem scena ostatnia. Smutna. Nasz książe twierdzi, że Miyuki będzie wisieć na witrynie, ale może jednak się myli, skoro to jedynie wszczepka i elektronika, bez ciała. A może moduł zostanie połączony z jakąś skorupą, żeby rozszerzyć wrażenia fizyczne o testowane aspekty rozwiniętych więzi międzyludzkich? Tragedia tkwi w tym, że tak czy inaczej  ona wcale tam nie zawiśnie. Nikt jej nie kupi, książe nie będzie mógł jej odbić z rąk złego bogacza. Bo ona istnieje jedynie w jego wyobraźni, jest jego fantazją.

 

To, że idzie grać w pachinko nie neguje jego przywiązania czy miłości. Świadczy jedynie o wyuczonej bezradności, o bezrefleksyjnym podążaniu za tłumem, o braku pomysłu na siebie i na zmianę swojego losu, o tkwieniu w bezpiecznej strefie marazmu. On nawet nie marzy o idealnej kobiecie, która go wyprowadzi z biedy i nędzy. Marzy o dziwce, która chce ze sobą skończyć, bo kto inny mógłby go docenić za otoczenie opieką, kto inny mógłby być wdzięczny za przenocowanie w tej jego brudnej norze i kupienie makaronu z automatu, kto inny mógłby go pokochać? Smutne.

 

Cała nadzieja w pachinko. Gapiąc się bezmyślnie w kolorowe światełka, całe życie i wszelkie marzenia uzależniając od losowej i mało prawdopodobnej wygranej.

Fajowe. W konwencji. Trzymasz dobry styl, bardzo przyjemna lektura. Z minusów – końcówka jest taka wiesz, wyłożona łopatą na stół. 

pozdro

Łosiot, dzięki serdeczne za lekturę i komentarz. Cieszę się, że lektura okazała się przyjemną. 

Nowa Fantastyka