- Opowiadanie: Herman - Człowiek przeciw naturze

Człowiek przeciw naturze

Po dłuższej przerwie od pisania twórczego postanowiłem poeksperymentować z narracją pierwszoosobową. Ten tekst, a raczej część, traktuję jako wprawkę, nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi, ale wrzucam w nadziei na rady i opinie :)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Człowiek przeciw naturze

Pierwsze, co czuję, to smak i zapach trawy.

Wstaję, otrzepuję strój i badam wzrokiem okolicę. Nie jestem do końca pewien, gdzie się znajduję, wszędzie jest zielono, choć wystające rury i lewitujące cegły trochę mnie niepokoją. Przynajmniej pogoda dopisuje.

Zaraz, lewitujące? Te ceglane bloki tak po prostu sobie wiszą i nikt nic z tym nie robi? O tym powinno być głośno, powinni tu być inni ludzie, reporterzy, dziennikarki, wojsko w końcu. Jak to tak – ciężkie i nie spada, to nie samolot przecież, tylko budulec. Nieożywiona materia sama z siebie nie może wisieć w powietrzu, do diaska!

A może śnię? Jak w ogóle znalazłem się w tym miejscu? Nie pamiętam… To może jest jednak sen! Istnieje też szansa, że biorę udział w jakimś eksperymencie, gdzie mnie uśpili, wymazali pamięć i przenieśli tutaj. Gdziekolwiek to jest.

Cóż, nie można tkwić zbyt długo w jednym miejscu, szkoda czasu. Jeśli chcę zdobyć jakieś informacje, to najprędzej w miejscu zaludnionym.

Robię kilka kroków i przede mną widzę coś w rodzaju antropomorficznego grzyba mojego wzrostu. Szybko kryję się za pobliskim, dla odmiany, przyziemnym blokiem i zerkam na bądź co bądź nietypowe stworzenie. Ewidentnie widzę coś przypominającego twarz oraz nogi, rąk nie, ale zgaduję, że te zębiska ma nie bez powodu i krzywdę wyrządzać umieją. Błądzę wzrokiem w poszukiwaniu broni, niestety nie znajduję nawet drobnej gałązki. Chcę pobiec do miniętego wcześniej drzewa, jednak czuję, jakby powietrze samo w sobie zaczęło stawiać opór. Próbuję naprzeć, ale skutkiem jest tylko rosnące zmęczenie. Ten sam efekt osiągam idąc w prawo lub lewo. Albo moja głowa nie chce ze mną współpracować, albo tak właśnie ma wyglądać eksperyment. Bez odwrotu, bez ucieczki.

Człowiek przeciw naturze.

Człowiek przeciw grzybom.

Muszę improwizować. Racjonalnie oceniam swoje szanse – z tego, co zauważyłem, stwór dosyć powoli kroczył tam i z powrotem. Szkoda, że nie mam swojej skrzynki z narzędziami – jestem całkiem silny, ale walka na pięści jakoś do mnie nie przemawia. Ten potwór w końcu może skoczyć i wgryźć w twarz, a na śmierć nawet we śnie nie mam ochoty. A jeśli to się dzieje naprawdę…

Ręce mi się pocą, serce wali jak szalone. Oh, mio Dio, za jakie grzechy! Mam przecież zwykłe, do bólu nudne życie – spokojna praca, potem telewizor, sen i tak w kółko. Dlaczego ja?

Próbuję się uspokoić, kilka głębokich wdechów powinno pomóc.

Trochę pomogło. Trzeba obmyślić jakiś plan. Gładzę po wąsie przez chwilę.

To przecież tylko grzyb, cholera. Koledzy by mnie wyśmiali, a już na pewno mój brat.

Najlepiej chyba będzie, jak poczekam, aż będzie odwrócony tyłem, wtedy zaatakuję. Element zaskoczenia to jedyne, co daje mi przewagę. Nasłuchuję, wchodzę na blok, biorę rozbieg i, niczym asasyn polujący na swój cel, ląduję na kapeluszu mego przeciwnika. Ku memu zdziwieniu on po prostu wyparował. Nie był to też proces stopniowy – przepadł z miejsca. Tak mnie to zaskoczyło, że prawie straciłem równowagę.

Czuję jednak satysfakcję. Mogę przeżyć! Mogę pokonać nawet nieznane stworzenia, choć sam do końca nie jestem pewien, jak tego dokonałem, ale ta wiedza może być przydatna – kto wie, ilu jeszcze ich spotkam albo co innego stanie mi na drodze.

Póki co zaczynam czuć głód, co trochę martwi, bo do tej pory nie zauważyłem niczego, z czego da radę zrobić obiad. Szkoda, że mój przeciwnik zniknął – z chęcią bym go upiekł. Gdybym jeszcze miał jak i czym.

Podobno we świadomym śnie człowiek może zrobić wszystko. Wystarczy że pomyśli i już! z miejsca witają go gorące i chętne kobiety, a sam zostaje miliarderem-filantropem z żelaznym kostiumem, który pozwala latać, strzelać laserami, ratować świat. A ja? Co ja mogę?

Chcę jedzenie. Burgera, dajmy na to.

Myślę o tym intensywnie. Bardzo intensywnie. Już niemal czuję smak soczystego mięsa, chrupiącego bekonu, świeżej cebulki, ogórka, sera…

I nic. Nawet bułki nie dostałem.

To może chociaż dam radę się obudzić?

Porca puttana, chyba brakuje mi doświadczenia, by we śnie robić swobodnie to, co chcę. Trudno, czas poszukać jakiś ukryty prowiant, sprzęt, cokolwiek, co pomoże przeżyć. Szkoda, że w okolicy nie ma drzew, a tamto jest poza zasięgiem. Prawdopodobnie są tu jeszcze inne, jednak wolałbym najpierw sprawdzić wszystko, co jest w najbliższej okolicy.

Może w rurze coś znajdę? Cóż, spróbować nie zaszkodzi.

Idę do najbliższej, ledwo mogę doskoczyć i chwycić jej krawędź. Już tak wisząc dochodzę do wniosku, że nie mam żadnej liny, by potem bezproblemowo wrócić na powierzchnię. Na dodatek cholera wie, co znajdę tam na dole i tylko będę się pluć, po kiego grzyba tam wlazłem.

Zerknąć za krawędź nie zaszkodzi. Jak tylko to zrobiłem, z miejsca przypomniał mi się tekst o spoglądaniu w otchłań.

Póki co rezygnuję z pomysłu i myślę, co zrobić dalej. Nagle dociera do mnie, że jeden z bloków wygląda inaczej, przypomina bardziej metalową skrzynkę z narzędziami. Nie wiem, co ma oznaczać wymalowany znak zapytania, ale za moment wszystko będzie jasne.

Tylko jak po to sięgnąć? Doskoczyć raczej nie doskoczę, jest zawieszony wyżej niż sięga rura, ale może ta lewitacja działa dopóki, dopóty ktoś nie będzie w nią ingerować?  

Uderzam pięścią w spód skrzynki i jestem przygotowany na najgorsze. Ku mojemu zdziwieniu blok poskakuje nieco i wraca do swojej ceglastej barwy, nie słyszę spodziewanego metalicznego dźwięku, zamiast tego wyskakuje z niego grzyb.

Inny niż poprzednio, choć również ma oczy, jednak poza tym nic ludzkiego w nim nie znajduję. Z ulgą stwierdzam brak kłów, pazurów, macek czy innych paskudztw, które mogłyby zrobić krzywdę. Jego zielony kapelusz w białe grochy nic mi mówi, żadnego atlasu czy przewodnika nie mam pod ręką. Gorzej, że większego wyboru też nie.

Mimo braku nóg umyka przede mną. Niewiele myśląc doganiam go i chwytam. Przez moment czuję jakbym miał w rękach jagnię, przez te oczy chyba. O ile na talerzu zjem je bez problemu, o tyle nie dałbym rady z zimną krwią zabić i dopiero potem przygotować.

Odwracam głowę i mocniej zaciskam chwyt.

Już nigdy nie pomyślę o duszonych grzybach tak samo.

 

Koniec

Komentarze

No cóż, Hermanie, już dawno przekonałam się, że opisywanie własnych snów jest zajmujące chyba tylko dla śniącego, a Ty właśnie przedstawiłeś jakiś senny koszmarek z udziałem grzybów, lewitujących cegieł i wystających rur, więc, dalibóg, nie odgaduję, co miałeś nadzieję opowiedzieć. Bo chyba nie to, że grzyb został uduszony…

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

biorę udział w ja­kimś eks­pe­ry­men­cie, gdzie mnie uśpi­li… –> …biorę udział w ja­kimś eks­pe­ry­men­cie, w którym mnie uśpi­li

Eksperyment nie jest miejscem.

 

w jed­nym miej­scu, szko­da czasu. Jeśli chcę zdo­być ja­kieś in­for­ma­cje, to naj­prę­dzej w miej­scu za­lud­nio­nym. –> Powtórzenie.

 

Robię kilka kro­ków i przede mną widzę coś… –> Robię kilka kro­ków i przed sobą widzę coś

 

Ten po­twór w końcu może sko­czyć i wgryźć w twarz… –> Przypuszczam, że miało być: Ten po­twór w końcu może sko­czyć i wgryźć się w moją/ mi się w twarz

 

Gła­dzę po wąsie przez chwi­lę. –> Kogo/ co? Zdawało mi się, że narrator jest sam.

A może miało być: Przez chwilę gładzę się po wąsie

 

Szko­da, że w oko­li­cy nie ma drzew, a tamto jest poza za­się­giem. Praw­do­po­dob­nie są tu jesz­cze inne, jed­nak wo­lał­bym naj­pierw spraw­dzić wszyst­ko, co jest w naj­bliż­szej oko­li­cy. –> Powtórzenie.

 

co znaj­dę tam na dole i tylko będę się pluć… –> Dlaczego miałby się opluwać?

Pewnie miało być: …co znaj­dę tam na dole i tylko będę sobie w brodę pluć

 

może ta le­wi­ta­cja dzia­ła do­pó­ki, do­pó­ty ktoś nie bę­dzie w nią in­ge­ro­wać? –> …może ta le­wi­ta­cja dzia­ła do­pó­ty, do­pó­ki ktoś nie bę­dzie w nią in­ge­ro­wać?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przede wszystkim dziękuję za poprawki!

Jakby to ująć… nie jest to opisywanie własnych snów ani snów w ogóle. Postać przyjmuje, że śni, mimo, że tak nie jest.

Oprócz tego myślałem, że dałem wskazówki co do tego, kim może być bohater. Widocznie aż tak widoczne nie są.

Cieszę się, że uznałeś łapankę za przydatną. ;)

A skoro nie dostrzegłam kierujących Tobą intencji, przyjdzie mi teraz poczekać na komentarze innych, domyślniejszych czytelników, a wtedy może i ja doznam iluminacji. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaliczam się również do ciężko kapujących, bo dopiero w połowie tekstu zorientowałem się, że to MARIO… Naprawdę, zagadka nie była trudna i sam biję się w pierś, że tak późno to zauważyłem.

Dostrzegłem jeszcze kilka błędów.

 

O tym powinno być głośno, powinni tu być inni ludzie, reporterzy, dziennikarki, wojsko w końcu.

To zdanie jest dziwne, ja napisałbym to tak:

O tym powinno być głośno, powinni tu zlecieć się gapie, dziennikarze, wreszcie – wojsko.

 

Gładzę po wąsie przez chwilę. – zabrakło “się”.

 

Parę razy była też mowa o jakimś drzewie, nie mam pojęcia, o co chodzi.

 

Poza tym – bardzo zabawne i fajne, tylko dlaczego takie krótkie? Gra jest dużo dłuższa :) Chociaż do końca poziomu mogłeś dojechać.

 

Pozdrawiam!

Precz z sygnaturkami.

Kim jest ów MARIO?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – Taki jeden hydrualik ratujący księżniczki ;)

Niebieski_kosmita – dzięki za opinię! Tak to jest, że człowiek sam z miejsca wszsytkiego nie wyłapie, tekst jest świeży, a chciałem po prostu zobaczyć, czy idzie w dobrym kierunku. To moja pierwsza próba pierwszoosobowej narracji :)

Po mojemu:

Ten sam efekt osiągam idąc w prawo lub lewo.

To samo czuję, kiedy chcę pójść w prawo lub lewo. // Nie mogę pójść ani w prawo, ani w lewo.

Trudno, czas poszukać jakiś ukryty prowiant, sprzęt, cokolwiek, co pomoże przeżyć.

poszukać (kogo? co? ): jakiegoś prowiantu

 

Bohaterem jest Mario Mario czy Luigi Mario? ;P

I would prefer not to.

Hermanie, czy to znaczy, że księżniczka była źle skanalizowana? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – Niestety, była w innym zamku

wybranietz – Mario Mario :D

Całkiem fajne :D Uśmiechnęło. Jeszcze podkład dźwiękowy by się przydał.

 

Człowiek przeciw naturze.

Człowiek przeciw grzybom.

Cóż za dramatyzm ;D

 

Myślę o tym intensywnie. Bardzo intensywnie. Już niemal czuję smak soczystego mięsa, chrupiącego bekonu, świeżej cebulki, ogórka, sera…

I nic. Nawet bułki nie dostałem.

XD

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Najbardziej mi się spodobało:

 

“Człowiek przeciwko grzybom”

 

Ogólnie na plus, z humorem. Fajnie napisane :)

regulatorzy – Niestety, była w innym zamku

Przestaję rozumieć cokolwiek – do zamków należy wezwać ślusarza, nie hydraulika. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ponieważ nie grałam, to nie chwyciłam. I wzajemnie nie chwyciło – pewnie dlatego, że nie grałam, świat jest zapewne czytelny głównie dla weteranów Maria, a poza tym uniwersum – cóż, fabuła nie powala…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chwyciłem postać Maria, ale mnie nie zachwyciło. Choć pomysł niezgorszy. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Też nie grałam, więc nie rozpoznałam bohatera.

Trudno, czas poszukać jakiś ukryty prowiant, sprzęt, cokolwiek, co pomoże przeżyć.

Coś się w gramatyce posypawszy.

Babska logika rządzi!

Och, to Mario?! Nie grałam, ale wiem co to jest, mimo to nie załapałam. I sama nie wiem, czy gdybym załapała, to cokolwiek by to pomogło. Bo cały czas czekałam na jakiś interesujący finał, do którego ma doprowadzić ta historia, i w sumie się nie doczekałam. 

A o grzybach to można pisać i pisać… Fascynujące organizmy. Tak serio, nie wirtualnie. Cała baza pomysłów do opowiadań grozy.

Nowa Fantastyka